Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    Dzisiaj przypomniało mi się, że w podstawówce i gimnazjum funkcjonowało coś takiego, jak wspólne mierzenie i ważenie. O ile w początkowych klasach podstawówki przebiegało to tylko z lekkim zawstydzeniem zmuszonych do rozbierania się przy sobie małych dzieci, tak w późniejszych latach ważenie stało się ważnym rytuałem. Ważenie było polem bitwy. To tam ustalała się hierarchia. Większość chłopców nawet nie miało o tej #logikarozowychpaskow pojęcia, więc wprowadzam Państwa w nieznane.

    O terminie ważenia wiedzieliśmy najczęściej tydzień wcześniej. Szkolne gwiazdeczki od razu zaczynały przygotowania. Jeszcze tego samego dnia zaczynały narzekać na swoje grube uda i otłuszczone brzuchy. W trakcie narzekania zawsze kontrolnie zerkały na chłopców i grubsze dziewczyny, aby upewnić się, że za chwilę ruszy lawina komplementów i stałych zwrotów typu "chcesz schudnąć z kości na ości?". Każda uroczyście postanawiała, że przechodzi na dietę. Oczywiście żadna z nas nie miała pojęcia o zdrowym odżywianiu. Pamiętam przechwałki podekscytowanych dziewczyn i licytowanie się na to, która mniej zjadła. Jeśli jadłaś w tych dniach na śniadanie listek sałaty, to byłaś KIMŚ. Grupa ci zazdrościła i podziwiała cię. W ciągu tygodnia miały miejsce różne głupie akcje typu mierzenie sobie szerokości uda linijką i porównywanie tych wymiarów z koleżankami. To była taka grupowa histeria, której każda ulegała, aby być fajną. Gdybyś powiedziała, że nie chcesz się odchudzić, to oznaczałoby, że uważasz siebie za dość dobrą i dość szczupłą, co byłoby powodem do obgadywania. Faktem było to, że żadna z tych dziewczyn tak naprawdę nie czuła się gruba. Cała ta akcja odbywała się wyłącznie dla zdobycia atencji - i to najczęściej kosztem tych grubszych dziewczyn. Ja miałam parę kilo za dużo, więc byłam w centrum uwagi. Każda lasia obowiązkowo musiała właśnie mi pożalić się na swoje grube uda. Najgorzej wspominam dzień, kiedy atencyjne koleżanki zaczęły podpuszczać chłopców do wskazania, która dziewczyna w klasie jest najgrubsza. Oczywiście wszystko odbywało się pod płaszczykiem udawanej kłótni, gdzie jedna chuda szkapa ogłaszała, że jest grubsza od drugiej. Ja jestem najgrubsza, hihi. Nie, bo ja, hihi. Chłopcy nie rozumieli zasad tej gry, więc pocieszali atencyjne koleżanki i komplementowali je. Głośno padało "najgrubsza w klasie to jest Ala, nie porównuj nawet siebie do niej!". Ala rzeczywiście była bardzo gruba i najgrubsza w klasie. Atencyjne najpierw trochę kokietowały, ale w końcu śmiały się równo z Ali. Zresztą dla tej Ali były zawsze bardzo okrutne. Ja w tym okresie siedziałam cichutko i modliłam się, aby nikt nie przypomniał sobie o mnie. Czasem przechodziłam na "dietę" razem z pozostałymi samicami, czyli żyłam o liściu sałaty.

    W końcu nadchodził dzień ważenia. Wszystkie zostałyśmy usadzone w gabinecie higienistki. Atmosfera w gabinecie była zwyczajnie nieprzyjemna. Higienistką była mała, gruba i wredna baba, która nie miała ani krzty zacięcia pedagogicznego. W gabinecie nie było żadnego parawanu, więc trzeba było rozebrać się do majtek przy koleżankach. Tutaj też następowały podśmiechujki z tej części dziewczyn, które miały już pokaźne piersi. Część popularnych lasi przyjęła strategię wkroczenia na wagę przebojem i popisywania się swoją chudością. Część wchodziła na wagę z udawanym przerażeniem i histerycznie prosiła higienistkę, aby nie wymawiała na głos wagi. Ostatecznie ta waga i tak została ogłoszona przez samą zainteresowaną.
    - Ojej, schudłam trzy kilogramy! - ogłaszała z udawaną ulgą wymieszaną z nieudawanym już poczuciem wyższości.
    Te większe dziewczyny nigdy nie pchały się na wagę, więc zostawały jako ostatnie w momencie, kiedy popularne księżniczki omawiały już z nagłośnieniem godnym przekup na targu swoje wyniki. Któraś zawsze dla atencji musiała jeszcze wspomnieć, że jest gruba przy higienistce. Wtedy to dopiero zaczynał się festiwal spierdolenia. Higienistka zaczęła jeździć po dziewczynach, że są niepoważnie, jeśli się odchudzają. Tutaj akurat miała rację, z tymże po tej jeździe zawsze następowało obwieszczenie w stylu "gruba to jest Ala, ty jesteś szczupła i śliczna".
    ...serio?

    Atencjuszka oczywiście triumfowała. Po minie Ali było widać, że ma ochotę umrzeć. Na wagę wstępowała na końcu albo Ala, albo ja, albo jakaś inna mało popularna dziewczyna. Higienistka nie mogła sobie darować złośliwych komentarzy. Pozostałe atencjuszki śmiały się wniebogłosy - już nawet nie ukrywały się ze swoim poczuciem wyższości. Komentarze stawały się coraz podlejsze. Kiedy higienistka głośno ogłaszała wagę którejś z nas, to nagle robił się szmer komentarzy typu "o boże, ja bym się zabiła, gdybym tyle ważyła". Nikt na to nie reagował. Po wyjściu od higienistki atencjuszki długo celebrowały swój sukces wyśmiewając pozostałe dziewczyny. Ty gruba świnio, ty gruba krowo i takie tam. Najlepsze było to, że jedyną klasyfikowaną medycznie jako otyła osobą w klasie była Ala. Pozostałe dziewczyny (w tym te uważane za "grube świnie") nie miały nawet nadwagi według skali centylowej - nie były po prostu bardzo chude i były wyższe od innych. To były czasy, kiedy za szczupłą była uznawana wyłącznie kobieta z sylwetką w stylu Kate Moss. Taka Kylie Jenner byłaby w mojej klasie uznana za grubaskę.

    Przy okazji uważam, że nic tak dobrze nie smakuje, jak moment, kiedy idziesz wysportowana i atrakcyjna ulicą mijając przytyte szkolne gwiazdeczki. Po dziś dzień jestem przekonana, że kobiety są znacznie podlejsze na poziomie emocjonalnym od mężczyzn. Tak znacznie, znacznie.
    #rozowepaski #niebieskiepaski #szkola #storytime #truestory
    pokaż całość

    odpowiedzi (77)

  • avatar

    Znieczulałam dziś młodą ciężarną, 24 tydzień ciąży. Operowana ze wskazań "ból brzucha". Ogólnie od kilku tygodni brzuch ją pobolewał, miała dość niską hemoglobinę (wskaźnik "ilości" krwi). W USG ciąża prawidłowa, koło jajnika jakaś dziwna torbiel, która prawdopodobnie dawała te bóle plus trochę płynu.

    Po rozpoczęciu zabiegu okazało się, że w brzuchu jest pełno starej i nowej krwi, torbiel nie jest torbielą a wielkim skrzepem starej krwi. Po jego wyciągnięciu operator znalazł rozdarcie macicy w bliźnie po cięciu cesarskim, które - z braku skrzepu - momentalnie zaczęło krwawić (utrata około 1 litra krwi w ciągu 5 minut).

    Z naszej, anestezjologicznej, strony właściwie od momentu wykrycia krwi w brzuchu pełna mobilizacja, pełen schemat "Masywna utrata krwi", czyli natychmiastowe wezwanie krwi (i pochodnych, czyli osocza i płytek) na salę, podłączenie od razu 2 worków krwi i po chwili kolejnych dwóch osocza, założenie wkłucia do tętnicy aby pobierać szybko badania na poziom hemoglobiny i ewentualnego niedotlenienia, plus do bezpośredniego pomiaru ciśnienia (czyli widać natychmiastowo spadek ciśnienia albo jego wzrost). Ponieważ musieliśmy obniżyć poziom leków (większość leków anestezjologicznych obniża dodatkowo ciśnienie) kobieta dostała również pomiar głębokości snu - żeby nam się przypadkiem nie obudziła. Założyłam też dwa kolejne wkłucia do szybkiego toczenia płynów, wezwałam drugi zespół (lekarz plus pielęgniarka) na salę - przy takich akcjach cztery ręce to stanowczo za mało. Razem zajęliśmy się ściąganiem kolejnych leków (wapń, fibrynogen, czynniki krzepnięcia) na salę, podłączaniem tego wszystkiego - w momencie gdy ktoś traci duże ilości krwi, sama, czysta "krew" nie wystarcza, bo człowiek traci całe krzepnięcie, wszystko ucieka razem z krwotokiem i wszystko trzeba uzupełnić.

    W międzyczasie ginekolodzy wypchali brzuch chustami i wezwali swoją pomoc - konsultację położniczą i neonatologiczną. W tym konkretnym wypadku dziecko było położone w takim miejscu, że próba zszycia macicy była dość ryzykowna, a przy tak krwawiącym narządzie jak macica kobieta pewnie skrwawiłaby się zanim dojechalibyśmy na salę operacyjną. Szanse dotrwania do końca ciąży właściwie zerowe. W związku z tym konsylium podjęło decyzję o natychmiastowym zakończeniu ciąży i próbie zatamowania krwawienia. Płód został wydobyty i oddany pod opiekę położnym. Ze względu na jego wiek nie podejmowano żadnych prób resuscytacji. Po urodzeniu dziecko nie podjęło żadnej próby oddechu, po chwili zanikła również akcja serca.

    Po wydobyciu płodu udało się załatać dziurę w macicy, nam powoli udało się wyrównać ciśnienie i ustabilizować pacjentkę. Jedna prosta decyzja - kończymy ciążę tu i teraz - właściwie sprowadziła naszą walkę do "normalnej i nudnej" pracy. Po operacji pacjentka została przekazana na intensywny nadzór, gdzie w obecności psychologa została poinformowana o całej operacji, co i dlaczego zostało zrobione. Pewnie już dziś pójdzie na oddział ginekologii, czuje się wystarczająco dobrze.

    I tak się tylko zastanawiam. Według prawa to była aborcja ze względu na zagrożenie życia matki. Decyzja została podjęta błyskawicznie i właściwie bez dyskusji, każdy z lekarzy niemal wyłącznie potwierdził słuszność postępowania. Ale patrząc na to co się dzieje obecnie w PL, wcale nie jestem pewna czy za chwilę taka decyzja jednak nie będzie trudniejsza. I czy nikt nie będzie na siłę próbował "ratować dziecka", żeby nie pójść pod sąd. Płód wiekiem na granicy przeżycia, a może by jednak zszyć i potrzymać choć tydzień, dwa dłużej, ryzykując "tylko" kolejny krwotok i operację. Albo chociaż zaintubować tego malucha i pomęczyć trochę, może nawet osiągając "sukces" - ciężko niepełnosprawne dziecko które "przeżyło".

    Marzy mi się, żeby wszędzie i zawsze takie decyzje były podejmowane nie ze względu na religię i ideologię, naciski rodziny albo straszenie prokuratorem, ale tylko i wyłącznie ze względu na szanse i dobro pacjentów.

    #medycyna #zdrowie #ratownictwo #aborcja #religia #bekazkatoli (ten ostatni tag to trochę prowokacja do dyskusji, bo trzymając się wykładni co poniektórych katolików, należałoby zakazać badan i operacji w ciąży, które mogłyby zaszkodzić dziecku - więc gdzie jest granica?)
    pokaż całość

    odpowiedzi (101)

  • avatar

    Właśnie doznalem szoku. To jest jakieś pierdolone złodziejstwo.
    Chciałem kupić sobie donuty, bo już głód doskwiera. Patrzę na półce w sklepie, a tam 3.50zł za sztukę.
    CO KURWA?
    W #holandia kupuję jednego za 0.35€.
    Pierdolone zdzierstwo.
    Kupiłem 3 donuty, butelkę wody i bułkę serowa i zapłaciłem 17zł.
    KURWA. Za średnią stawkę godzinową kupilem w Polsce 3 donuty, bułkę i wodę.
    W Holandii za stawkę godzinową kupuję 14litrow benzyny.

    pokaż spoiler Już wiem dlaczego wyemigrowalem..


    #emigracja #polska
    pokaż całość

    odpowiedzi (66)