•  

    #medytujzwykopem
    3661 + 3150 = 6811

    :)
    Tak, drogie Mireczki z tagu #medytujzwykopem, witam po powrocie z tygodniowego odosobnienia medytacyjnego, na ktorym - jak policzylem - w roznych formach (siedzenie, spiewy, medytacja chodzona, poklony) lacznie przepraktykowalem 3150 minut :) (nie licze pracy, posilkow formalnych i mow Dharmy, ktore tez sa pewnymi formami praktyki - natomiast jak najbardziej licze rozmowy osobiste z mistrzem, bo podczas takiej rozmowy trzeba dopiero maksymalnie sie wysilic w praktyce :)). Przecietnie dziennie bylo okolo 7-8 godzin siedzenia, oczywiscie roznilo sie to w roznych dniach, w dniach kiedy byly rozmowy osobiste z mistrzem, bylo wiecej siedzenia, z kolei kiedy byly mowy Dharmy - mniej. Dla zainteresowanych chetnie napisze cos wiecej o przebiegu odosobnienia, ale to za pare dni, bo dopiero wrocilem i poki co jest pelno spraw na glowie :)
    #medytacja #buddyzm #zen

    +: s.......t, w....w +12 innych
    •  

      @raj: skąd ty masz mistrza? xD

    •  

      @raj Mógłbyś opisać dlaczego medytujesz, jakie odczuwasz korzyści, a także jakieś nietypowe wrażenia podczas medytacji?

    •  

      @raj: Zdjęcie z tego odosobnienia właśnie?

    •  

      @skvader: @raj: i jak było? co tam się w ogóle robi to jest bardziej takie "religijne" seminarium czy może bardziej praktyczne?

    •  

      @teemo:

      skąd ty masz mistrza?

      @skvader już ci odpowiedział :)

      co tam się w ogóle robi

      siedzi :)

      to jest bardziej takie "religijne" seminarium czy może bardziej praktyczne?

      co rozumiesz przez "religijne" a co rozumiesz przez "praktyczne"?

      @skvader:

      Zdjęcie z tego odosobnienia właśnie?

      Tak, ale z ceremonii wskazań, która sie odbyła już po zakończeniu odosobnienia. Mnie na tym zdjęciu nie ma, bo zaraz po zakończeniu odosobnienia wyjeżdżałem. W momencie kiedy było robione to zdjęcie to ja już dojeżdżałem pociągiem do Krakowa :)

      @h5n1:

      gdzie byłeś?
      główny ośrodek szkoły zen Kwan Um w Falenicy, http://www.zen.pl/

      +: mdesign
    •  

      Mógłbyś opisać dlaczego medytujesz,

      @Kammil: żeby spróbować odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie: Co TO jest?, i żeby pomóc Tobie i wszystkim istotom :)

      jakie odczuwasz korzyści, a także jakieś nietypowe wrażenia podczas medytacji?

      nie medytuje dla korzyści ani dla wrażeń.
      A co do nietypowych wrażeń... jak sie głeboko wyciszysz podczas medytacji to słyszysz wszystkie, nawet najdrobniejsze dźwięki - ja np. podczas wieczornych rund siedzenia bardzo wyraźnie słyszałem delikatne brzęczenie świetlówek znajdujacych się u góry pod sufitem sali medytacyjnej, i to było dla mnie bardzo nietypowe wrażenie :)

      +: mdesign
    •  

      @raj: No to nie zachęciłeś mnie, ja medytuję (niestety dojść rzadko) bo wierzę że można dzięki temu osiągać stany "wyższej świadomosci" tak jak po psychodelikach, a także dla relaksu i osiągnięcia równowagi.

    •  

      @Kammil: Stany "wyższej swiadomości" to zwykłe halucynacje.
      Łatwo mozna sprawdzic taki stan "wyższej swiadomości" odpowiadając sobie na podstawowe pytanie: czy w takim stanie jesteś zdolny np. prowadzic samochód albo jechac rowerem?
      Jeżeli nie to jest to bujda a nie żaden stan "wyzszej świadomosci". Zresztą takowe nie istnieją. Jest tylko właśnie ten moment. W każdej chwili tylko ta właśnie chwila. I moge ci też odpowiedzieć, że medytuje po to, aby w pełni stac się jednym z ta właśnie chwilą.

      +: mdesign
    •  

      nie żaden stan "wyzszej świadomosci". Zresztą takowe nie istnieją. Jest tylko właśnie ten moment. W każdej chwili tylko ta właśnie chwila. I moge ci też

      @raj: Myślę że można medytować i jechać rowerem, natomiast w stosunku samochodu byłbym ostrożniejszy....

    •  

      @Kammil: Ja nie pytałem o to, czy można medytować i jechać rowerem/samochodem, tylko o to, czy w stanie który nazywasz stanem "wyższej świadomości" mozna to robić.
      Oczywiście że mozna medytować jadąc zarówno rowerem jak i samochodem. Oznacza to, że jesteś wtedy całkowicie tylko jazdą i nie istnieje dla ciebie nic poza sytuacją na drodze. To jest właściwa medytacja. "Bujanie w obłokach" w czasie jazdy nie jest właściwą medytacją.

    •  

      @raj: Może to wygląda jakbym się kłócił i szukał dziury w całym, ale dzięki za te odpowiedzi :)

    •  

      @raj: podchodzisz do problemu tylko z jednej strony, w dodatku przepraszam że to powiem ale powiedzenie że medytujesz tylko dlatego żeby pomóc innym nie jest celem, mógł cię tak nauczyć twój mistrz ale żeby zacząć medytować musiałeś mieć swój cel
      @Kammil: medytacja pomaga zachować większą równowagę(potwierdzono badaniami), bo bardziej poznajesz siebie
      @raj: jeszcze raz ty, już rozumiem uczysz się w szkole gdzie nie praktykuje się medytacji wglądu nie? jak znałem tylko tą stronę medytacji taką że medytujesz aby poznać siebie, ty masz inny pogląd co szanuję i chętnie swoją następną medytację poświęcę temu aby skupić się na teraźniejszości

    •  

      @Kammil: Nie ma za co, po to tu piszę, żeby pomóc na ile potrafię :)

    •  

      ale żeby zacząć medytować musiałeś mieć swój cel

      @teemo: Tak - tym celem, jak też napisałem, była (i nadal jest) odpowiedź na pytanie "co TO jest?" czyli inaczej: kto jest "tym", co patrzy moimi oczami, co słyszy moimi uszami, co myśli w mojej głowie, i skąd się "on" bierze?
      A pomoc innym wynika naturalnie z tego, gdy zaczyna sie troche rozumieć, czym TO jest.

      uczysz się w szkole gdzie nie praktykuje się medytacji wglądu

      A co rozumiesz przez "medytacje wglądu"? Opisz, na czym ona według ciebie polega, to ci odpowiem, czy się ją u nas praktykuje, czy nie.

      +: mdesign
    •  

      @raj: aha czyli jednak praktykujesz medytację wglądu
      I mam pytanie od amatora, ja nigdy nie miałem mistrza, jedyną książkę jaką przeczytałem to Zimne Przebudzenie(polecam bardzo), i zacząłem zauważać że im dłużej medytujesz tym bardziej zaczynasz dostrzegać swoje myśli i gdy zaczynasz je kwestionować dostrzegasz np.że te problemy które miałeś nie są twoimi problemami,myśli nie są twoimi myślami tylko są tworzone przez "kolektywny" umysł,dostrzegasz że to że masz takie myśli a nie inne dużo mówi o tobie np. kto jest dla ciebie ważny itp. Widzę że potrzeba obrażenia kogoś gdy ktoś mnie obraził pierwszy nie jest moją potrzebą i tak naprawdę powinienem ją odrzucać bo ważniejsza jest dla mnie ta osoba niż to że zachowam w jej oczach "dobrą" twarz.
      I tutaj rodzi się pytanie czy to jest rozwój w dobrą stronę czy może gdzieś zabłądziłem. Myślę tu o rozwoju duchowym, jako że może jesteś osobą która już na tym etapie była i wie czy to była to dobra droga czy może ślepy zaułek

      pokaż spoiler lol mam nadzieję że zrozumiesz o co mi chodzi, bo sam trochę jestem jak w pomieszczeniu bez żarówek i próbuję trafić do drzwi

    •  

      I tutaj rodzi się pytanie czy to jest rozwój w dobrą stronę czy może gdzieś zabłądziłem.

      @teemo: O ile dobrze zrozumiałem to, co napisałeś, to po prostu zaczynasz sobie uswiadamiać, w jak dużym stopniu wszystkie twoje myśli, poglądy opinie zachowania itp. są po prostu iluzjami.
      Więc jeżeli tak to owszem, to jest rozwój w dobrą stronę. Zaczynasz się wyzbywać iluzji w kierunku zobaczenia prawdy, czyli rzeczy "takimi jakie są", czyli tej jednej chwili :) To jest wszystko to samo :)

      W naszej szkole jest takie nauczanie:

      Zen jest bardzo prosty... Kim jesteś? Wszyscy na tym świecie szukają szczęścia na zewnątrz, a nikt nie rozumie swojego własnego wnętrza. Każdy mówi "ja". "Ja chcę tego, ja jestem jak tamto..." Ale nikt nie rozumie tego "ja". Gdy się urodziłeś to skąd przyszedłeś? Gdy umrzesz dokąd pójdziesz? Jeżeli będziesz uczciwie pytał: "Kim jestem?" wtedy wcześniej czy później trafisz na ścianę, gdzie całe myślenie jest odcięte. Nazywamy to "umysłem nie-wiem".

      Ale naprawdę gorąco polecam praktykę z nauczycielem, bo tak jest duzo łatwiej i szybciej chociażby np. zweryfikować to, czy idzie się w dobrym kierunku czy nie.

    •  

      @raj: O dzięki właśnie to miałem na myśli, aż zapisze sobie tą wypowiedź żeby sobie przypominać

Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    Napiszę to, co usłyszałem i idę rozchodzić żenadę:
    Koleżanka z pracbazy jest około 30tki, ma faceta, takiego prawie narzeczonego, bez dzieci. Jest sympatyczna i ogarnięta - przeciwieństwo jej siostry, którą znam głównie (ale nie tylko) z opowiadań. Dużo młodsza, coś koło 24-25 lat, nadal studentka (zaoczna), bezrobotna, mężata z jakimś Sebą i mieszkająca u rodziców, dwa dzieciaki, jeden ze 4 lata, drugi dopiero co urodzony.
    No i właśnie, koleżanka zwierzyła mi się że, od ponad pół roku, siostra notorycznie dręczy ją i jej niebieskiego o to, żeby ten został chrzestnym jej najmłodszego dziecka. Przy każdej okazji, również niebieskiego. On jest raczej nieśmiały, ale koleżanka wyraźnie powtarzała, że on jest niekościelny i nie ma takiej opcji żeby został chrzestnym.
    Część #rodzina też próbowała jej to wybić z głowy głównie z tego powodu, że chłopak nie jest (jeszcze) w rodzinie, a przecież w rodzinie jest kilku kuzynów itp., którzy powinni być pierwsi w dostąpieniu tego zaszczytu ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Ale dla koleżanki sprawa była prosta od początku - jej Mirek jest wyborem numer jeden, bo ma kasę. Mało, że bogaty z domu, to jeszcze #programista15k
    Kilka tygodni temu opowiadała mi, że pokłóciła się z siostrą przez telefon właśnie w tym temacie, powiedziała jej żeby się od jej Mirka odpieprzyła i niech szuka kogoś w rodzinie. I w ogóle po chce chrzcić dziecko, skoro do kościoła nie chodzi i religię ma w d...e. No i stwierdziła, że od tamtej pory ma spokój. Miała. Do soboty.
    W sobotę miała jakąś rodzinną uroczystość i spora część rodziny zjechała się do domu jej rodziców. Byli rodzice, siostra z dzieciakami, Seba, koleżanka z Mirkiem (którego rodzina zna dosyć długo) i jakieś wujki i ciotki. Obiad, jakaś wódeczka, kawa itp. Koleżanka coś wyczuła, bo atmosfera była jakaś dziwna, siostra z Sebą juniorem gdzieś zniknęła. Seba senior polał po kielichu i rzucił:
    - hehe Mirek, bo mój syn chciał Ciebie o coś zapytać...
    I w tym momencie do pokoju wpada siostra pchając przed sobą Sebę juniora, wystrojonego jak do komunii, który podchodzi do Mirka i duka:
    - Wujku, czy zgodzisz się zostać tatą chrzestnym mojego braciszka?
    Mirek oczy w słup, nie wie co powiedzieć, koleżanka wkurwiona patrzy na siostrę, ta szyderczy uśmiech, cała reszta rodziny bije brawo i rzuca gadki typu:
    - Noo, brawo Sebuś, noo!
    - Noo, dziecku się nie odmawia hehe!
    - Noo Mirek, to Ty się teraz musisz wziąć za siebie!
    - Noo, ale ładnie Cię poproszono, to hehe nie masz wyjścia!
    Mirek nic nie powiedział oprócz "no ja nie wiem no". Koleżanka wyciągnęła siostrę z pokoju, opierdala ją, ta jej odpowiada:
    - Ale o co Ci chodzi, jak nie to nie, w czym problem, jak nie chce to niech powie.
    Niedługo potem zmyli się do domu, Mirek załamany bo nie wie jak się zachować. W sobotę i niedzielę telefony, bynajmniej nie od siostry, z pytaniami "no nad czym on się zastanawia", "dziecku odmówi?". Najnormalniejsi w tym wszystkim okazali się rodzice, zwłaszcza ojciec (mimo, że wierzący mocno), do których koleżanka zadzwoniła wręcz z płaczem i prosiła ich żeby to odkręcili jakoś. Sami ponoć przyznali, że sposób załatwienia sprawy niepoważny i że dzwoniła do nich jedna ciotka z mordą (nota bene, chrzestna siostry) że "co to za człowiek co dziecku odmówi".
    No i ch.. koleżanka załamana, Mirek ponoć nie wyobraża sobie jakichś wspólnych imprez, bo koniec końców dać się szantażować nie zamierza i nie zamierza być linczowany przy wspólnym stole. A ja nie wiem, jak można być tak zjebanym. Nie wiem czy dokładnie wszystko opisałem, tyle co mi się dzisiaj koleżanka przez pół godziny pożaliła to spróbowałem przelać na mirko. Za onkologa nie zwracam, mogę podać namiary na siostrę koleżanki i Sebę.
    #madki #logikarozowychpaskow #rakcontent i chyba #bekazkatoli
    pokaż całość

    odpowiedzi (79)

  • odpowiedzi (10)

  • odpowiedzi (49)