Według IKEA na 10 m2 można żyć wygodnie. Promocja patodeweloperki?

Według IKEA na 10 m2 można żyć wygodnie. Promocja patodeweloperki?

IKEA dołożyła wszelkich starań, chcąc udowodnić, że można wygodnie mieszkać w 10-metrowej mikrokawalerce. Niestety, w ten sposób firma legitymizuje niebezpieczne zjawisko na rynku nieruchomości.

  •  

    pokaż komentarz

    .kolego, ale dodaj, ze koszt wynajmu jest symboliczny (99 jenow to 4zl/miesiac) - za taką cene metraz mozna przebolec
    .

    źródło: obraz_2021-11-28_235411.png

  •  

    pokaż komentarz

    Nie wiem czym się unosicie, nie stać was na większe to chyba lepiej mieć na własność takie "micro" niż wiecznie mieszkać na wynajmie i komuś innemu kredyt spłacać.. Każdy kupuje to na co go stać.

    Dla studenta czy wiecznego kawalera nie potrzeba nic większego. 10m² z własną łazienka to i tak lepsze warunki niż w niejednym akademiku czy też pokój w spelunie z wspólnym kiblem/prysznicem/kuchnią.
    Sam bym chętnie w czymś takim mieszkał na pewnym etapie życia (przynajmniej prywatność jest większa niż akademiku/czy pokoiku w studenckiej komunie)

    Takie mieszkania dawał bym też jako socjalne dla samotnych. Mała powierzchnia, łatwo ogrzać, niski czynsz z m² (i tak nie płacą), zimna woda + grzanie co/cu na prąd (oczywiście przedpłacany).

    •  

      pokaż komentarz

      @gchmurka: Dla kogo to ma być mieszkanie? Dla studenta, któremu zawsze brakuje kasy i który dorabia po zajęciach? Jaki bank mu da kredyt na to? Wieczny kawaler? Kilkanaście lat na 10m^2? Ludzie się starzeją, po jakimś czasie już nie spedzasz tyle czasu co kiedyś poza domem. Niech każdy kupuje co chce, ale promowanie takich żenującej wielkości klitek jest karygodne.

    •  

      pokaż komentarz

      @gchmurka: to mniej niż w wiezieniach w wielu krajach. Nie, to nie jest spoko, zycie na zamknietej przestrzeni jak w klatce, bardzo zle dziala na psychike. Przeciez ja przy swoich rozmairach nawet bym sie nie mogl obrócić w takim

    •  

      pokaż komentarz

      @abcasdf wg mnie takie mieszkania mają sens tylko w 1 sytuacji. Mieszkasz kilkadziesiąt km od miasta w którym na codzien pracujesz i żeby po robocie (która kończysz późno) nie tłuc się jeszcze do domu, to kimasz w takim wynalazku. Cos na zasadzie prywatnego hotelu. Po pracy na miasto coś zjeść i się rozerwać, potem kima, a na weekend do domu.

    •  

      pokaż komentarz

      nie stać was na większe

      @gchmurka: takie przedstawianie sprawy implikuje jakoby to była wina przeciętnego człowieka (i jego niegospodarności) że państwo drukuje hajs na potęgę, zaniża stopy procentowe i ogranicza podaż mieszkań co łącznie się składa na to że ceny najmu i zakupu nieruchomości szybują w górę i przyczyniają się do rozwarstwiania społeczeństwa i uzależniania ludności od pato-korponajemców

    •  

      pokaż komentarz

      @abcasdf: @pytlar: @kaspah: nie każdy potrzebuje wielu metrów. Sam spokojnie mógłbym mieszkać w takim mikrusie i byłbym szczęśliwy. Można mieć 60m2 i dalej mieć ciasno jak się lubi zbierać graty. Dla minimalisty singla 10-15m2 będzie OK.

    •  

      pokaż komentarz

      @apee: 60 metrów to dalej nie jest dużo :)) Chyba nie mieszkałeś ani nie byłeś nigdy w prawdziwym domu?

    •  

      pokaż komentarz

      Chyba nie mieszkałeś ani nie byłeś nigdy w prawdziwym domu?
      @pytlar: XD

    •  

      pokaż komentarz

      @gchmurka: ale juz jest na to wynalazek. Przyczepa kempingowa.

      Swoją drogą to niesamowite jak sciaga sie ludzi do niast gdzie mozna miec nad nimi wkeksza kontrole. Dziadek budowal na kredyt? Matka budowala na kredyt? Chłopcze nawet nie mysl ze zamieszkasz w domu po rodzicach, bierz jako ttrzecie pokolenie kredyt bo to co Twoi rodzice kupicjest teraz gowno warte.

    •  

      pokaż komentarz

      nie stać was na większe to chyba lepiej mieć na własność takie "micro"

      @gchmurka: nie rozumiesz zależności. to nie A powoduje B lecz B powoduje A (między innymi).

    •  

      pokaż komentarz

      @gchmurka: wynajmowałem 11m2 mikro apartament, na studiach był by spoko ale jak pracujesz i chcesz oprócz spania żyć w takim mieszkaniu to nie za bardzo się da. Kuchnia średnio się nadaje do gotowania, rower się nie mieści, postawisz większe biurko i niema miejsca, jedynie antresola dawała rade.

    •  

      pokaż komentarz

      @rafal-heros: zaraz zobazycie jak przez inflacje wzrosną wam ceny uslug. Smieci 900 rocznie, utrzymanie jiejsca parkingowego 900 zl rocznie, kierowcy autobusow juz strajkują, firmy od utrzymania zieleni zaraz pojdą po podeyzki , to samo Tatiana sprzatajaca klatke i zlota raczka na osiedlu. Jeszcse tylko limit platnosci gotowką do 4 tys zł i mozna trzymac ludzi za morde.

    •  

      pokaż komentarz

      Swoją drogą to niesamowite jak sciaga sie ludzi do niast gdzie mozna miec nad nimi wkeksza kontrole. Dziadek budowal na kredyt? Matka budowala na kredyt? Chłopcze nawet nie mysl ze zamieszkasz w domu po rodzicach, bierz jako ttrzecie pokolenie kredyt bo to co Twoi rodzice kupicjest teraz gowno warte.

      @rafal-heros: Mieszkanie w mieście jest pod wieloma względami lepsze i wygodniejsze niż życie na wsi... Dlatego ludzie uciekają do miast, pomimo problemów z dostępnością mieszkań i domów, w szczególności tych o dużych metrażach.

      W mieście żyjesz na mniejszej powierzchni, ale nie musisz posiadać i utrzymywać samochodu... Masz bliżej do sklepów, lekarzy, szkół. Zakupy dowiozą na telefon, jeśli np. z powodu starości masz problem dźwigać zgrzewkę wody... Bez problemu do mieszkania dojedzie opiekunka, karetka, pomoc domowa czy kurier.
      Nie musisz rąbać drewna na opał, czyścić pieca, kosić trawy, odśnieżać, grabić liście itp.... nie musisz oszczędzać na ogrzewaniu w zimie czy na ciepłej wodzie w trosce o rachunki, bo przez cały rok płacisz taki sam czynsz, w którym masz zaliczki na ogrzewanie wliczone... Nie musisz się martwić o naprawę dachu czy czegokolwiek innego drogiego w naprawie.

      A jakby tego było mało, to jeszcze w miastach jest dużo więcej pracy, w tym dobrze płatnej pracy, ośrodków kultury, a oferta edukacyjna także jest znacznie szersza...

      No jakoś biorąc to wszystko pod uwagę to mnie w ogóle nie dziwi to, że domki w środku lasu nie są szczególnie dużo warte w porównaniu z mieszkaniami w mieście. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @Pantegram: W porównaniu ze wsią, może i tak. Ale jak chcesz mieć naprawdę dobrze to wybierasz przedmieścia. Masz wtedy masę zalet miasta bez jego wad.
      Jak byłem singlem na studiach to myślałem tak jak ty, ale potem okazało się że miasto to w dużej mierze syf. Komunikacja miejska jest do bani. Dobrze płatne prace są często po drugiej stronie miasta więc tłuczesz się zbiorkomem godzinami. Mając mieszkanie trzeba się użerać ze wspólnotą, hałasami po nocach, remontami w dzień. No i do tego jest drogo.
      Jak pojawią się dzieci to auto w zasadzie staje się musem. Można odwozić dziecko do przedszkola czy szkoły zbiorkomem, ale to podpada pod masochizm.
      Miasto jest miejscem dla singli, studentów i turystów.
      Ale rozumiem cię, sam miałem w życiu okres fascynacji życiem w mieście, jednak już mi to przeszło. Teraz jestem szczęśliwym mieszkańcem przedmieść. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      Komunikacja miejska jest do bani.
      @remul: W Warszawie jest bardzo dobra komunikacja miejska. Czytałam jednak dużo narzekań na komunikację miejską w innych miastach.

      Dobrze płatne prace są często po drugiej stronie miasta więc tłuczesz się zbiorkomem godzinami. [...] No i do tego jest drogo.
      Fakt, jest drogo... Aby w pełni korzystać z zalet miasta, to trzeba mieć hajs i ponadprzeciętnie dobrze zarabiać. Jak zarabiasz słabo, to mieszkasz na obrzeżach i potem tłuczesz się zbiorkomem do pracy godzinami jak opisałeś... W efekcie czego trzeba mieć samochód i nie czuje się de facto tych zalet życia w mieście.

      Mając mieszkanie trzeba się użerać ze wspólnotą, hałasami po nocach, remontami w dzień.
      Dla mnie to absurdalne narzekania... Mam dobrze wygłuszone mieszkanie na tyle, że nawet jak jakiś debil o 3.00 nad ranem puścił na cały regulator jakieś techno, to po prostu zamknęłam okno i już nic nie było słychać ¯\_(ツ)_/¯
      Z wspólnotą się nie użeram, tylko głosuję jak człowiek jak trzeba coś głosować, poza tym nie pytam o pozwolenie na każdą możliwą przeróbkę i żyję. A remonty? Może raz na pół roku się zdarza, że ktoś chwilę powierci... Też u siebie regularnie coś zmieniam, więc nie za bardzo rozumiem, jak mogłabym się sąsiada czepiać, że chce sobie półkę powiesić, zamiast udawać, że go nie ma ¯\_(ツ)_/¯

      Jak pojawią się dzieci to auto w zasadzie staje się musem. Można odwozić dziecko do przedszkola czy szkoły zbiorkomem, ale to podpada pod masochizm.
      Jak masz mieszkanie w dobrej lokalizacji, to się na piechotę do przedszkola czy szkoły z dzieckiem chodzi, bo placówki są w promieniu 1-2 km (sama tak chodziłam do przedszkola i szkoły jako dziecko).
      Część ludzi zamawia dzieciom taksówki do szkoły, co może wydawać się absurdalne... Ale nie do końca takie jest, bo znowu - jak masz mieszkanie w dobrej lokalizacji, to taka "taksówka" typu Uber kosztuje z 10 zł/kurs, więc taka burżujska opcja wcale w skali miesiąca jakiegoś majątku nie kosztuje - zwłaszcza dla programisty 10k.

      Ale rozumiem cię, sam miałem w życiu okres fascynacji życiem w mieście, jednak już mi to przeszło. Teraz jestem szczęśliwym mieszkańcem przedmieść. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      Mieszkam w mieście już prawie 30 lat i nadal mi się nie "znudziło", więc nie wydaje mi się, że mi się teraz nagle odmieni ¯\_(ツ)_/¯
      Zwłaszcza, że jestem na tyle zamożna, że stać mnie na mieszkanie w dobrej lokalizacji i np. taksówki.
      Ludziom mniej zamożnym jednak się nie dziwię - mieszkanie na obrzeżach dużego miasta potrafi być męczące... Wyprowadzasz się kawałek dalej na przedmieścia i chociaż masz dużą przestrzeń do życia zamiast mieszkania. Niestety problem dojazdów do pracy zostaje...
      I to też jest powód dla którego nie sądzę, bym wyprowadziła się w ciągu najbliższych 20 lat na przedmieścia - na przedmieściach trzeba mieć samochód i dojeżdżać, taksówki są drogie i knajpy nie dowożą, więc tych zalet życia w mieście nie ma.

    •  

      pokaż komentarz

      Aby w pełni korzystać z zalet miasta, to trzeba mieć hajs i ponadprzeciętnie dobrze zarabiać
      Jak masz mieszkanie w dobrej lokalizacji
      więc taka burżujska opcja wcale w skali miesiąca jakiegoś majątku nie kosztuje - zwłaszcza dla programisty 10k.
      Zwłaszcza, że jestem na tyle zamożna, że stać mnie na mieszkanie w dobrej lokalizacji i np. taksówki.


      @Pantegram: o cholera, ty to musisz być na prawdę bogata...

      na przedmieściach trzeba mieć samochód i dojeżdżać

      straszne, tylko że samochód to ułamek ceny tego twojego drogiego mieszkania w dobrej lokalizacji więc czemu w ogóle cię to piecze?

    •  

      pokaż komentarz

      @Kouros: Ty przeczytaj jeszcze raz swój post i się zastanów, kogo tu coś piecze xDDDDD

    •  

      pokaż komentarz

      @Pantegram: no przeczytałem, i co? śmieję się z twojego chwalenia się bogactwem xD

    •  

      pokaż komentarz

      @Kouros: Nie śmiejesz się, tylko projektujesz swoje kompleksy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Skąd wniosek, że jestem programistką 10k i nie mam samochodu? ( ͡° ͜ʖ ͡°) Z dupy ściśniętej zazdrością, drogi Panie.

      To, że mogę mieszkać w dużym mieście i mnie na to stać to ogromny przywilej, za który jestem wdzięczna losowi. Stwierdzenie tego faktu nie jest przechwalaniem się bogactwem - jest stwierdzeniem faktu. A nawet gdybym się przechwalała, to co w tym złego? ¯\_(ツ)_/¯
      Mam kłamać i udawać, że mi jest źle, bo jakiś Wykopek zalewa się żółcią i zawiścią na samą myśl, że ktoś ma w życiu lepiej? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      Komentarz usunięty przez moderatora

    •  

      pokaż komentarz

      @Kouros: Nie muszę, kiedy robisz to za mnie (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)(づ•﹏•)づ

    •  

      pokaż komentarz

      Mieszkanie w mieście jest pod wieloma względami lepsze i wygodniejsze niż życie na wsi... Dlatego ludzie uciekają do miast, pomimo problemów z dostępnością mieszkań i domów, w szczególności tych o dużych metrażach.
      Ludzie "uciekają" raczej z miast, zwłaszcza ci, co mają pieniądze. Do miast idą ci, którzy zarabiają mityczną średnią krajową i tam stać ich na zakup 40-50 m2 "apartamentu" w kredycie na 30 lat, bo na zakup działki i budowę domu pod miastem nie mają zdolności kredytowej.

      W mieście żyjesz na mniejszej powierzchni, ale nie musisz posiadać i utrzymywać samochodu...
      Żyłem w kilku miastach wojewódzkich. Jeśli mówisz o Warszawie to się zgodzę. I tylko z tym miastem.

      Masz bliżej do sklepów, lekarzy, szkół. Zakupy dowiozą na telefon, jeśli np. z powodu starości masz problem dźwigać zgrzewkę wody...
      Na wsiach też są ośrodki zdrowia, w mojej jest bezpłatna komunikacja gminna, którą dojadę do ośrodka zdrowia, urzędu gminy, kościoła oraz do przystanku komunikacji miejskiej.

      Bez problemu do mieszkania dojedzie opiekunka, karetka, pomoc domowa czy kurier.
      Zwłaszcza ci kurierzy czy karetki to tylko domena miast... Wyjdź ze szklanej bańki, w której mieszkasz... Pozostałe grupy są pomocą i tak odpłatną, więc nawet na największą wieś dojadą, jeśli chcą ci świadczyć usługi.

      Nie musisz rąbać drewna na opał, czyścić pieca,
      Mam dom i tego nie robię. Słowo klucz - ogrzewanie gazowe lub pompa ciepła :)

      kosić trawy, odśnieżać, grabić liście itp....
      Ja nie płacę czynszu. Poświęcam za to swój czas na swoisty relaks i odskocznię od pracy umysłowej na tygodniu.

      nie musisz oszczędzać na ogrzewaniu w zimie czy na ciepłej wodzie w trosce o rachunki, bo przez cały rok płacisz taki sam czynsz, w którym masz zaliczki na ogrzewanie wliczone...
      Ło k$?#a! Nie wiedziałem, że w miastach ciepła woda i ogrzewanie są zawarte w czynszu, choć mieszkałem tyle lat w różnych mieszkaniach. I o ile ciepło systemowe jest rozbijane na 12-miesięczne raty w oparciu o zużycie odczytywane najczęściej z podzielników ciepła, czyli jednak masz wpływ na wysokość swoich rachunków za ogrzewanie, tak zawsze płaciłem za każdy 1 m3 zużytej ciepłej wody. Niezależnie od czynszu. Nawet w mieście stołecznym Warszawa.

      Nie musisz się martwić o naprawę dachu czy czegokolwiek innego drogiego w naprawie.
      No pewnie, nawet nie wiesz jak dużą składową czynszu jest tzw. fundusz remontowy, za którego obsługę płacisz dodatkowo pracownikom spółdzielni lub zarządcy nieruchomości. Jak się dach zepsuje lub trzeba będzie np. poprawić ocieplenie to zobaczysz jak wzrośnie "czynsz".

      A jakby tego było mało, to jeszcze w miastach jest dużo więcej pracy, w tym dobrze płatnej pracy, ośrodków kultury, a oferta edukacyjna także jest znacznie szersza...
      I to w zasadzie jest drugi powód emigracji ludzi do miast, poza finalnie tańszą lecz sporo mniejszą nieruchomością.

      No jakoś biorąc to wszystko pod uwagę to mnie w ogóle nie dziwi to, że domki w środku lasu nie są szczególnie dużo warte w porównaniu z mieszkaniami w mieście. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      @Pantegram: Jak sobie przejrzysz ogłoszenia, to się możesz mocno zdziwić jak wszystkie nieruchomości w ostatnim roku poszły w górę.

    •  

      pokaż komentarz

      W efekcie czego trzeba mieć samochód i nie czuje się de facto tych zalet życia w mieście.
      Posiadanie samochodu niweluje zalety życia w mieście? Ciekawy pogląd :)

      Dla mnie to absurdalne narzekania...
      A dla innych proza codziennego życia. Zależy, jak się trafi. Generalnie wśród moich znajomych nie spotkałem nikogo, kto byłby zadowolony z poczynań wspólnoty mieszkaniowej w domu, w którym mieszka. Albo z sąsiadów, którzy mają dziwne zwyczaje.

      Jak masz mieszkanie w dobrej lokalizacji, to się na piechotę do przedszkola czy szkoły z dzieckiem chodzi, bo placówki są w promieniu 1-2 km
      No spoko, 2 km tam i z powrotem (ten krótszy wariant) to około 20 minut spaceru osoby dorosłej. Z dzieckiem będzie to 30-35 minut. 10 minut na przebranie, odprowadzenie dziecka, ew. parę minut rozmowy z innymi rodzicami lub nauczycielami... "Bliskie przedszkole" to wyjęta godzinka dziennie. Gdyby tylko było takie przedszkole, w którym można zostawić dziecko jadąc do swojej pracy... I właśnie takich ludzie szukają. A nie takich blisko domu. Będziesz miała dzieci to zrozumiesz.

      Część ludzi zamawia dzieciom taksówki do szkoły, co może wydawać się absurdalne... Ale nie do końca takie jest, bo znowu - jak masz mieszkanie w dobrej lokalizacji, to taka "taksówka" typu Uber kosztuje z 10 zł/kurs, więc taka burżujska opcja wcale w skali miesiąca jakiegoś majątku nie kosztuje - zwłaszcza dla programisty 10k.
      @Pantegram: Rozsądny człowiek policzyłby 2x10x20 dni i wychodzi 400 zł. Za kurs ok. 2-3 km, który dziecko może pokonać piechotą lub komunikacją miejską. Bilet miesięczny jest tańszy. A jak masz dwoje dzieci i chodzą do szkoły podstawowej/liceum? Za tyle miesięcznie nie wypalam paliwa odwożąc dzieci do szkoły/przedszkola. No ale nie dziwi mnie wcale to, że w przypadku takich ludzi historia kończy się tak, że "on miał pensji 10k, a jak go zwolnili okazało się, że jest gołodupcem z długami".

      Zwłaszcza, że jestem na tyle zamożna, że stać mnie na mieszkanie w dobrej lokalizacji i np. taksówki.
      @Pantegram: Haha... Złote rady "jak zmienić swoje życie na lepsze" w stylu Dominiki Kulczyk...

      na przedmieściach trzeba mieć samochód i dojeżdżać, taksówki są drogie i knajpy nie dowożą, więc tych zalet życia w mieście nie ma.
      @Pantegram: Na przedmieściach też się dużo dzieje, są też dobre knajpy czy bary i w swoim rejonie na pewno dowożą. Nie ma teatrów czy kin, to oczywiste. Najbardziej śmieszy mnie takie gadanie o tych zaletach życia w mieście. Mój przyjaciel pieprzy podobne farmazony mówiąc, że z mojej wsi daleko do teatru/kina/knajpy i bez samochodu się nie da. Problem w tym, że sam w takie miejsca ze swojego "dobrze położonego apartamentu 55 m2" udaje się zazwyczaj samochodem :)

    •  

      pokaż komentarz

      Ludzie "uciekają" raczej z miast, zwłaszcza ci, co mają pieniądze. Do miast idą ci, którzy zarabiają mityczną średnią krajową i tam stać ich na zakup 40-50 m2 "apartamentu" w kredycie na 30 lat, bo na zakup działki i budowę domu pod miastem nie mają zdolności kredytowej.

      @projektant_doktorant: To jest zbyt duże uogólnienie, słuszne tylko w odniesieniu do ludzi, którzy mają tak do pół/ćwierć miliona zdolności kredytowej i niewiele majątku poza tą zdolnością...

      W miastach jest całkiem sporo bardzo drogich nieruchomości dedykowanych bogatym ludziom.
      To absurdalne sugerować, że ktoś, kogo stać na dom na warszawskim Żoliborzu, penthouse na Złotej czy mieszkanie w kamienicy na Foksalu sprzedawane po 64k zł/m2 kupuje takie nieruchomości tylko dlatego, że go nie stać na dom na przedmieściach ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Na wsiach też są ośrodki zdrowia, w mojej jest bezpłatna komunikacja gminna
      A czy ja pisałam że nie ma? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      Nie, pisałam, że w miastach są bliżej... Poza tym ośrodek zdrowia ośrodkowi zdrowia nierówny - wysoko specjalistyczne ośrodki i duże, dobrze wyposażone szpitale znajdują się w dużych miastach, a nie na wsiach.
      Jeżeli dla Ciebie to bez różnicy mieć do lekarza 20km zamiast 2km to spoko - osobiście uważam jednak, że lepiej jest mieć do lekarzy bliżej niż dalej, po prostu. Ludzie na wsiach często nie robią sobie regularnych badań profilaktycznych, a chodzą do lekarza tylko, jak coś ich już bardzo boli, według mnie właśnie dlatego, że dymanie daleko do lekarza jest zwyczajnie upierdliwe, więc jak nie musisz, to nie chodzisz - w efekcie niestety gorzej dbasz o swoje zdrowie.

      Ło k%$?a! Nie wiedziałem, że w miastach ciepła woda i ogrzewanie są zawarte w czynszu, choć mieszkałem tyle lat w różnych mieszkaniach
      To, że się z czymś nigdy nie spotkałeś nie oznacza, że to istnieć nie może ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      Tak, mam wliczoną wodę i ogrzewanie w czynsz na podstawie średniego zużycia. 2x do roku przychodzi wyrównanie, 1x w roku jest aktualizacja czynszu, jeśli faktycznie zużycie odbiegaloby znacząco od wyliczonej średniej.
      To według mnie dużo wygodniejsze, niż w sezonie wykładać kilka kafli na ogrzewanie.

      No pewnie, nawet nie wiesz jak dużą składową czynszu jest tzw. fundusz remontowy, za którego obsługę płacisz dodatkowo pracownikom spółdzielni lub zarządcy nieruchomości. ".
      Dlaczego zakładasz, że nie wiem? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Jak się dach zepsuje lub trzeba będzie np. poprawić ocieplenie to zobaczysz jak wzrośnie "czynsz"
      No tak, a jak się mieszka w domu, to przecież podwyżki cen wywozu śmieci, prądu, wody oraz koszt wszelkich napraw finansuje Święty Mikołaj! ^^

    •  

      pokaż komentarz

      Posiadanie samochodu niweluje zalety życia w mieście? Ciekawy pogląd :)

      @projektant_doktorant: Nie - chodzi o to, że w sumie bez większego problemu można kupić w mieście takie mieszkanie, że i tak wszędzie masz daleko i bez samochodu się nie obejdzie... Wtedy płacisz drogo za nieruchomość, nie mając typowych benefitów z życia w mieście, za które powinno się dopłacać ekstra, a nie za sam fakt, że mieszkanie znajduje się w administracyjnych granicach miasta i już +5k zł/m2, bo to jest ponury absurd i dymanie ludzi na hajs ;)

      A dla innych proza codziennego życia.

      @projektant_doktorant: Na wsi i przedmieściach też możesz trafić na upierdliwych sąsiadów, a nie każdy ma hektary ziemi wokół swojego domku...
      Ogólnie jeżeli chodzi o większe ryzyko nie dogadywania się z sąsiadami, żyjąc w mieście, to ja się z tym zgadzam i nie ma tu z czym dyskutować... Mnie jednak rozwala argument o rzekomo wiecznych remontach, bo żyję w mieście prawie 30 lat i nigdy mi się nie trafił taki sąsiad, co by się wiecznie remontował... A jeżeli komuś przeszkadza 2-tygodniowy remont raz na pół roku lub rzadziej, to jest zwyczajnie nadwrażliwy... To nie jest poważny argument przeciwko życiu w mieście "bo sąsiad może raz na jakiś czas zrobić remont" ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      No spoko, 2 km tam i z powrotem (ten krótszy wariant)
      2km z 1-2 km to jest "ten krótszy wariant"? XDDDD
      Do przedszkola i podstawówki miałam 900m. Nigdy mnie rodzice nie musieli nigdzie wozić.
      Nikt mi nie wmówi, że bycie szoferem dla własnego dziecka to jest niby "to samo", co w pełni samodzielne komunikacyjnie dziecko...
      A i ja bardzo dobrze z mojego dzieciństwa wspominam to, że jak chciałam gdzieś pójść, to po prostu brałam kurtkę i wychodziłam, i nie musiałam rodziców o żadne podwózki prosić.

      Rozsądny człowiek policzyłby 2x10x20 dni i wychodzi 400 zł
      Ale wiesz, że każdy może z własnym hajsem robić to, co mu się żywnie podoba? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      Są ludzie dla których serio 400 zł/msc nie robi żadnej różnicy w budżecie, a na pewno nie jest warte stania w korkach z dzieckiem, jak można samemu je puścić i np szybciej zacząć pracę.

      Haha... Złote rady "jak zmienić swoje życie na lepsze" w stylu Dominiki Kulczyk...
      Skąd wniosek, że to jest rada? (ʘ‿ʘ)

      Na przedmieściach też się dużo dzieje, są też dobre knajpy czy bary i w swoim rejonie na pewno dowożą.
      Zależy, gdzie mieszkasz... Można trafić na taki trójkąt bermudzki, gdzie nic nie dojeżdża.

    •  

      pokaż komentarz

      @projektant_doktorant No pewnie, nawet nie wiesz jak dużą składową czynszu jest tzw. fundusz remontowy, za którego obsługę płacisz dodatkowo pracownikom spółdzielni lub zarządcy nieruchomości. ".

      Dlaczego zakładasz, że nie wiem? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      @projektant_doktorant Jak się dach zepsuje lub trzeba będzie np. poprawić ocieplenie to zobaczysz jak wzrośnie "czynsz"


      No tak, a jak się mieszka w domu, to przecież podwyżki cen wywozu śmieci, prądu, wody oraz koszt wszelkich napraw finansuje Święty Mikołaj! ^^
      @Pantegram: Dlaczego w mojej ocenie nie wiesz? Bo choćby mylisz czynsz z opłatami, bo piszesz farmazony o średnim zużyciu wody per budynek, a nie per mieszkanie. Bo nie widzisz, że za ciepło systemowe płacisz więcej niż człowiek z własnym piecem gazowym czy pompą ciepła. Bo nie widzisz tego, że "fundusz remontowy" mam we własnej kieszeni, w tej samej, z której co miesiąc płacisz zarządowi "jakieś grosze" za "gotowość do awarii". Ja tej prowizji zwyczajnie nie ponoszę ¯\_(ツ)_/¯

      To według mnie dużo wygodniejsze, niż w sezonie wykładać kilka kafli na ogrzewanie.
      @Pantegram: Bo lepiej kredytować sobie (na odpowiedni %) przyszłe zużycie niż płacić za to, co zużyłem :) Ciekawy pogląd. Powiem Ci tak: umowę na gaz czy prąd też sobie możesz skonstruować tak, że będziesz płacić mniej więcej stałe rachunki (prognozowane), niezależnie od pory roku czy sezonu lato/zima. Z wyrównaniem raz czy 2 do roku :)

      Mnie jednak rozwala argument o rzekomo wiecznych remontach, bo żyję w mieście prawie 30 lat i nigdy mi się nie trafił taki sąsiad, co by się wiecznie remontował...
      @Pantegram: Moi znajomi mają w klatce 10 mieszkań. Sami zajmują jedno. Raz był taki rok, że 3 mieszkania się sprzedały. Remonty trwały miesiącami, bo nowi lokatorzy wybebeszyli wszystko do gołych tynków. Jak jeden skończył, to drugi zaczynał. A żeby było śmieszniej, to w klatce obok przez ścianę 2 skośne mieszkania też były remontowane. I też nie trwało to 2 tygodnie, a raczej po 2-3 miesiące. Kiedyś "starzy lokatorzy" zajmowali mieszkania latami i remonty faktycznie trwały 2-3 tygodnie raz na kilka lat. Teraz w zasadzie mieszkania idą na wynajem albo na pomieszkanie "na chwilę" i po każdej transakcji kupna-sprzedaży jest remont generalny. Trochę to jednak bardziej upierdliwe niż lata temu. A dodam, że takich, co to mieszkają tam od początku jest ze 3 rodziny, a cała reszta mieszkań pozmieniała już właścicieli. Rekordowe mieszkanie ma już od budowy 11. właściciela. Przypomina mi to jak kiedyś się wprowadziłem jako drugi do nowej inwestycji - hałasy od wykańczanych mieszkań w całym "apartamentowcu" trwały blisko rok. Szczęściem wyprowadziłem się stamtąd bardzo szybko.

      2km z 1-2 km to jest "ten krótszy wariant"? XDDDD Do przedszkola i podstawówki miałam 900m.
      @Pantegram: A, bo Ty chodziłaś tylko w jedną stronę... Ciekawe...

      Nikt mi nie wmówi, że bycie szoferem dla własnego dziecka to jest niby "to samo", co w pełni samodzielne komunikacyjnie dziecko...
      @Pantegram: Dziecka nie poślesz autobusem do przedszkola. Takiego ucznia, który 10 lat skończył po prostu wysadzasz pod szkołą i po temacie - sam trafi. Zwłaszcza, jak szkoła jest po drodze do pracy.

      Ale wiesz, że każdy może z własnym hajsem robić to, co mu się żywnie podoba?
      @Pantegram: Czy ja Ci każę inaczej żyć? Ja tylko powiedziałem, że w mojej ocenie nikt rozsądny tak by nie robił. Zwłaszcza mając "komunikacyjnie samodzielne dziecko". A wspomniane 10 zł to góra 3 km uberem, zakładając, że po drodze nie ma korków. To odległość w sam raz na piechotę lub na autobus (5, góra 6 przystanków).

      Skąd wniosek, że to jest rada? (ʘ‿ʘ)
      @Pantegram: Ton wypowiedzi jak byłego prezydenta: zmień pracę, weź kredyt...

    •  

      pokaż komentarz

      Dlaczego w mojej ocenie nie wiesz? Bo choćby mylisz czynsz z opłatami,
      @projektant_doktorant: Opłaty regulujesz samodzielnie z dostawcą, zazwyczaj w oparciu o bieżące zużycie liczników. Czynsz to względnie stała opłata dla administracji budynku, która w Twoim imieniu m.in. pokrywa koszta eksploatacji budynku. Nie ma nic dziwnego ani niepoprawnego we wliczaniu zaliczek na wodę czy ogrzewanie do czynszu - jedni mają to wliczone, inni nie (dlatego zresztą trudno jest porównywać czynsze, bo co wspólnota, to inne są składowe tego czynszu).

      To nie ja mylę, tylko Tobie się w głowie nie mieści, że są różne opcje rozliczeń z administracją, w tym inne, niż Ty miałeś ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      bo piszesz farmazony o średnim zużyciu wody per budynek, a nie per mieszkanie.
      Say whaaat??? Przecież napisałam, że zaliczki na wodę i ogrzewanie są liczone na podstawie odczytu z moich liczników... Naucz się czytać (-‸ლ)

      Bo nie widzisz, że za ciepło systemowe płacisz więcej niż człowiek z własnym piecem gazowym czy pompą ciepła.
      No tak... Nie masz pojęcia, ile rocznie płacę, ale Ty na pewno płacisz mniej! ;)
      A pompę ciepła za kilkadziesiąt koła to rozumiem, że Ci Mikołaj zasponsorował, dlatego nie liczysz sobie jej amortyzacji w koszt ogrzewania xD

      A, bo Ty chodziłaś tylko w jedną stronę... Ciekawe...
      Jakoś Twoje poprzednie wyliczenia nie zawierały ubrania i rozbierania się 2x dziennie ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      Zresztą co próbujesz tutaj udowodnić - że niby lepiej jest mieć przedszkole/żłobek 10km w 2 strony niż 2 km w 2 strony? XDDD
      Jak uwzględnisz dystans w 2 strony to posiadanie przedszkola czy szkoły daleko ssie 2x bardziej - to jedyna różnica.

      Poza tym co jeśli ktoś pracuje zdalnie albo zaczyna i kończy pracę poza godzinami pracy przedszkola czy szkoły, np. zaczyna o 4.00 lub kończy o 0.00? Wtedy opcja "zabiorę ze sobą dziecko w drodze do pracy" całkiem odpada.

    •  

      pokaż komentarz

      @Pantegram:ja nie chce rozmawiac nad wyzszoscia miasta nad wsią bo to jak rozmowa o formie spedzania wakacji. Ludzie są rózni, co innego lubia, mają inne potrzeby. Chodzi mi o wolnosc wyboru, o ile w przypadku wakacji mozesz kupic all inclusive i lezec nad basenem bo masz kolchoz w robocie, albo jexhac w gory bo masz lekką prace i lubisz aktywny wypoczynek to w przypadku mieszkania juz tak nie jest bo to determinuje rynek pracy i kapitał

      Zamosc niestety nie ma firm, ludzie stad nastawieni sa na etat, mlodzi to samo, malo kto zaklada firme, rodzice wpajają żeby znalezc etat i to juz jest szczyt i cel zycia. Kolejna sprawa brak kapitału, miasto się rozwija z inwestycji samorzadowych bo mlodzi ciagle placa podatki w Zamosciu zarabiajc kokosy w Warszawie ( nie wiem czy z lenistwa czy z sentymentu ale tak jest), jednak inwestycje prywatne lezą a srednia wieku to 55+

    •  

      pokaż komentarz

      60 metrów to dalej nie jest dużo :)) Chyba nie mieszkałeś ani nie byłeś nigdy w prawdziwym domu?

      @pytlar: On to chyba pisał w ujęciu singla. Mieszkam na 62m^2. Sypialnia, salon, kuchnia, pracownio-giercownia(która robi też za gościnny w razie potrzeby), łazienka. W sumie to nawet nie wiem na co miałbym spożytkować te dodatkowe metry, gdyby mieszkanie było większe. Mieszkając w dwie osoby nawet nie trzeba żadnych zmian wprowadzać, by żyło się wygodnie, bo wszystkie te pomieszczenia są wspólne i równie użyteczne. Większy metraż przydał by się dopiero przy kaszojadach.

    •  

      pokaż komentarz

      ze. Mieszkając w

      @Zarrakash: tak jest w normalnych krajach, ludzie, tak jak inne zwierzaki, czuja sie lepiej w duzej i rpzestronnej i czystej klatce, nie małej i ciasnej. W Polsce jest wciaz tragicznie, wciaz cale rodziny zyja na 30 metrach i to uwazane jest za normalne

    •  

      pokaż komentarz

      tak jest w normalnych krajach, ludzie, tak jak inne zwierzaki, czuja sie lepiej w duzej i rpzestronnej i czystej klatce, nie małej i ciasnej. W Polsce jest wciaz tragicznie, wciaz cale rodziny zyja na 30 metrach i to uwazane jest za normalne

      @pytlar: Zgadzam się, ale jak klatka jest zbyt duża, to też nie jest zbyt fajnie - np. spore problemy z utrzymaniem porządku, część pomieszczeń nigdy nie używana. Do tego dochodzą przyzwyczajenia. Z jednej strony rodziny mieszkające na 30m^2 to pato, z drugiej strony, gdy nocuję u kumpla w domu ok. 300m^2, to zazwyczaj mam problemy z zaśnięciem - przestrzenie są dla mnie zbyt duże i "nieprzytulne". Takie 25-30m^2 na członka rodziny wydaje mi się optymalnym standardem. Przy czym jak ktoś chce mieć więcej - niech ma te więcej, jego sprawa.

    •  

      pokaż komentarz

      @Zarrakash: Dokładnie - nic dodać, nic ująć...

  •  

    pokaż komentarz

    10m to miejsca dużo, jeszcze będzie to uważane za luksusowy pałac ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    źródło: IMG_6669.PNG

  •  

    pokaż komentarz

    Takie są realia na świecie. A oni sie tylko do nich dostosowują ze swoimi meblami z kartonu.

  •  

    pokaż komentarz

    Ikea od zawsze jest znana ze sprytnych rozwiązań do małych mieszkań, to nie jest lewacki spisek.

1 2 3 4 5 6 7 ... 13 14 następna