•  

    Mriki z działu prawo, jak się ma obowiązek o złożeniu zawiadomienia o popełnienia przestępstwa (jest podejrzenie popełnienia), a tajemnica zawodowa? Tj. załóżmy Jan Kowalski w analizując dane w pracy ma podejrzenia, że kontrahent dopuścił się przestępstwa (zaznaczam, że są to podejrzenia). Czy istnieje prawny obowiązek zgłoszenia tego, czy tylko moralny? :D
    #prawo

    •  

      Czy istnieje prawny obowiązek zgłoszenia tego, czy tylko moralny? :D

      @chonasolo: prawny obowiązek dotyczy tylko ściśle określonych przestępstw (wymienionych w art. 240 par. 1 k.k.). W przypadku pozostałych przestępstw jest to tylko obowiązek społeczny.

  •  

    42/100 Koty mogą pić słoną wodę W odróżnieniu od ludzi, koty posiadają nerki, które mogą odfiltrowywać sól zawartą w wodzie morskiej. Warto też odsunąć miskę z wodą od miski z jedzeniem, koty nie lubią zazwyczaj, gdy woda jest czymś zabrudzona, lub jak długo stoi. Mleko teoretycznie mogą, ale też wiele kotów ma później problemy jelitowe ze strawieniem takiego przysmaku.

    Kot na szczęście lubi powybrzydzać i zazwyczaj nie je tego, co mu szkodzi, w przeciwieństwie do psów i np czekolady. Zdarzają się jednak koty, które uwielbiają czosnek. Takiemu zwierzęciu absolutnie nie można pozwolić na jego jedzenie, bo już jeden ząbek czosnku może doprowadzić do śmierci kota. W czekoladzie za to trująca dla kotów czy psów jest teobromina, w czosnku, cebuli, szczypiorku czy porze to są dwusiarczki, które uwalniają się w jelicie i uszkadzają czerwone krwinki.
    Szkodzą również winogrona i rodzynki, ale tu jeszcze nie odkryto substancji, która działa toksycznie. Wiadomo jednak, że coś zwierzakom w tych owocach szkodzi.

    Koty nie trawią zbytnio również skrobi, więc zapomnijmy o ziemniakach. To samo kofeina czy za dużo ilość soli, ich nadmiar będzie niebezpiecznie wpływał na kocie nerki i serce, więc żadnych resztek z obiadu, kości i ości czy podrobów, ani surowego mięsa. Kot nie powinien też jeść roślin zawierających szczawiooctany – np. szczaw, szpinak, czy rabarbar, bo mogą powodować wytrącanie kamieni moczowych.

    No i wiem, że czasem kusi, ale alkoholu też naszym pupilom nie podajemy( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Jeszcze jedna sprawa, chyba największym problemem pod tym względem są rośliny, które trzymamy w domu, bo akurat je kot lubi przegryźć nawet jak nie powinien. W ten sposób oczyszczają sobie przewód pokarmowy. Niektóre koty robią to bardzo rzadko, inne szaleją na widok nowego zielonego nabytku w doniczce. Z takich najpopularniejszych trujących dla kocurka to żonkil, jemioła, wilczomlecz i chryzentema z dekoracyjnych, a doniczkowych to aloes, azalia, dracena, fikusy wszelakie, monstera, filodendron, tytoń ozdobny czy oleander. A jeżeli zwierzak wychodzi do ogrodu, to uważamy na bukszpan, tojad, jagode, fiołek, czarny bez, jaskier, rabarbar i mnóstwo innych. Po prostu kupcie mu coś zielonego, co może zeżreć i po problemie :)

    #100kocichciekawostek #zwierzaczki #koty #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: zwierzdobry.pl

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Widziałem dzisiaj billboard z .jpg rozjebanych płodów.

    1. Co mogę zrobić prawnie, nie będąc pełnoletnim
    a jeśli nic, co mnie nie zdziwi
    2. Jakie konsekwencje mogą mi grozić za zamalowanie tego farbą w sprayu i gdzie mogę taką najtaniej kupić w #opole?

    #prawo #aborcja #zdalaodszpitala #prolife #prochoice #antichoice

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie - bogata oferta przez cały rok
    pokaż całość

    •  

      jeżeli zniszczenia byłyby określonej wartości (1/4 minimalnego wygrodzenia, czyli jakoś na oko powyżej 525 złotych)

      @Kosynier10: od 15 listopada 2018 r. zmieniono kodeks wykroczeń i kwota przepołowienia jest znów ustawiona "na sztywno", tj. nie jest już powiązana z minimalnym wynagrodzeniem. Do 500 zł włącznie jest wykroczenie. Od 500,01 zł jest przestępstwo.

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    Trzy grobowce Krakowskie: Lecha, Wandy i Kraka.
    Grobowiec pierwszego przywódcy Lecha został rozebrany przez katolicki zabór austriacki, nie wiadomo co zrobili oni z ciałem wielkiego władcy. W miejscu kopca natomiast wybudowano austriackie koszary.
    Ojcem Lecha byl Pan i jest on pochowany na bliskim wschodzie. Lech na czas pogrzebu swojego ojca zamieszkał z armia w nowej miejscowości, dzisiejszym Wet Lechem (tj. Dom Lecha).

    #slowianie #historia #slowianskapolska #ciekawostkihistoryczne #nauka #liganauki #religia #rodzimowierstwo #historiaslowian #wawel #babel #krakow #malopolska #wandalia #epokavilka #lehja #arianizm #aria #wiedzaprzyrodzona #warjagi #mitologiaslowianska #piramidy #starozytnosc #jasnastronamocy #historiapolski #polska
    pokaż całość

  •  

    Tydzień temu miałem "włamanie".
    Mianowicie przez chwilowo otwarte tylne dni do domu wpierdzielił mi się jakiś najebany typ. Po magicznym zaklęciu że ma "wypierdalać" wyszedł, po czym wszedł jak do siebie do pomieszczeń gospodarczych. Stamtąd już nie chciał wyjść. Zniszczył drzwi wejściowe, groził że nas pozabija, a pech chciał że wpadł mu pod ręce nóż który był w tych pomieszczeniach. Po małej szarpaninie z nim i spacyfikowaniu, zabrała go siłą policja bo nawet od nich nie zrozumiał polecenia że ma wyjść.
    Skończyło się na 3 zarzutach: Zniszczenie mienia, naruszenie miru domowego i groźby karalne.

    Po fakcie wyszło, że wcześniej nie karany, podobno jacyś koledzy go zostawili daleko od domu w takim stanie i myślał że to jego dom. Dwójka dzieci, żona itd. Wczoraj pod moją nieobecność przyjechała jego żona i przepraszała. Przyznała również, że próbowała go wysłać na odwyk bo zauważyła w jego piciu problem ale ostatecznie na nim nie wylądował i to pierwszy taki wybryk. W mojej rodzince padło przekonanie żeby wycofać zeznania i się z nimi dogadać. W sensie niech zapłacą, przeproszą i zapomnieć o temacie w związku z tym że cała sprawa w sądzie może ciągnąć się X czasu. Ja mam odczucia że w sumie spoko ale co jeśli mu znowu odwali i tym razem nie skończy się happy endem tylko kogoś uszkodzi po pijaku i to ja wtedy będę mieć na sumieniu że mogłem temu zapobiec.

    Najlepsze było by rozwiązanie: Płaci, przeprasza i idzie prosto na odwyk. Ale ostatnią opcję może zapewnić tylko wyrok sądu. Wyrok który mu nabruździ w aktach i ciekawe czy nie wpadnie w jeszcze większe kłopoty z alkoholem, co odbije się na jego rodzinie.

    I tak sobie chodzę w tą niedziele i nie wiem jaką decyzje podjąć( ͡° ʖ̯ ͡°)

    #prawo #wlamanie #policja #wyrok #zalesie #alkoholizm
    pokaż całość

  •  

    Ten wąs, Mircy, nie jeden pojazd na kontroli przetrząsł ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)
    #policja #panbagieta #humorobrazkowy #heheszki #pracbaza

  •  

    ( ಠ_ಠ)
    #sekretariat #dzieci #szkola

    Wchodzą dwie zatroskane dziewczynki z pierwszej klasy.
    - My przyszłyśmy załatwić pewną sprawę.
    No to ja już w głowie "xD", bo widok takich maluchów mówiących w "dorosły" sposób i jeszcze z poważnymi minami zawsze mnie rozbraja. Pytam o co chodzi.
    No i się okazało, że jednak nie takie "xD". Kilka minut wcześniej, gdy już dochodziły do szkoły, jakiś obcy facet w czarnej masce proponował im podwózkę. Szybko uciekły i przybiegły do dyrekcji od razu. Najprawdopodobniej to ten sam gość, który tydzień wcześniej proponował dzieciom cukierki pod inną podstawówką (wtf, oni wciąż tak robią?).

    Aż mnie ciarki po plecach przeszły jak słuchałam tych maluchów ( ಠ_ಠ)
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Sąsiad nie wrócił z przepustki więziennej. Twierdzi że mu wyroku nie dołożą. Siedzi już ponad miesiąc w chacie i tak naprawdę UJ wie na co czeka. Nie wiem jaki mial wyrok ani za co, ale jak go zawijali to psów było że 30 tu z czego kilkoro czarnych z bronią długa. Faktycznie nic mu nie dołożą do wyroku? Kiedy znów mogę spodziewać się policji pod domem? Jak działa prawo w takim wypadku? #kiciochpyta #policja #wyrok #wiezienie #prawo #pytaniedoeksperta

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy dla maturzystów
    pokaż całość

    +: md23
  •  

    Paweł Tuchlin. "Skorpion" polujący z młotkiem

    Z budynku Akademii Medycznej w Gdańsku wychodzą studentki. Jest ciepły, jesienny wieczór, spacerujący w parku Paweł Tuchlin wybrał to miejsce i tę porę nieprzypadkowo. Jedna z dziewcząt oddziela się od grupki koleżanek i skręca w pustą alejkę. Na to czekał. Zachodzi jej drogę i demonstruje swoje przyrodzenie. Chce zobaczyć znajomy wyraz przerażenia, którym zwykle reagują w tej sytuacji zaatakowane przez niego kobiety. Lubi to. Jednak tym razem słyszy coś, co jednocześnie upokarza go i rozwściecza: - Chłopie, czym ty się chwalisz?

    Jakby dostał w pysk. Tuchlin dobrze zna to uczucie. „Śmierdziel”, „sikacz”, „strażak” - tak mówiły o nim dziewczyny, które prosił do tańca na zabawach w remizie. I śmiały się. Miał wtedy prawie 16 lat i wciąż moczył się w nocy, żadna nie chciała z nim tańczyć. Każdego ranka rodzice sprawdzali prześcieradło. Jeśli było mokre (a przeważnie było), dostawał „lekarstwo”: lanie pydą, czyli splecionymi rzemieniami. Sikał, więc go bili. Billi go, więc sikał. Na dziewczyny we wsi był wściekły. Potem na wszystkie inne. Jeszcze im pokaże, co potrafi.

    Studentka, którą zaczepił, szybkim krokiem zmierza w kierunku przystanku na Alei Zwycięstwa. Jeszcze nie wie, że właśnie spotkała przyszłego „Skorpiona”. Jednego z najbrutalniejszych seryjnych morderców w Polsce, który w ciągu kolejnych ośmiu lat zabije i wykorzysta seksualnie 9 kobiet, a 11 poważnie okaleczy.
    Czego się pani boi?

    Pierwsze trzy ofiary Tuchlina przeżywają napad. Przypadkiem, bo zabójca dopiero uczy się swojego krwawego rzemiosła. Łatwo się płoszy, zwleka z pierwszym ciosem, nie wie, jak go zadać, atakuje w mieście, próbuje najpierw zagadywać upatrzone kobiety. Później zmieni taktykę, stanie się szybki, sprytny, bezwzględny i niezauważony. Na razie mamy zimny, październikowy dzień 1975 roku, godzinę 20.00, a Paweł Tuchlin wie tylko, że musi wreszcie zrealizować chorą seksualną fantazję, która nie daje mu spokoju. 21-letnia Danuta przemierzająca właśnie skwer sąsiadujący z peronem PKP na gdańskiej Oruni, nadaje się do tego idealnie. Jest ładną, zgrabną dziewczyną, ale to dla oprawcy sprawa drugorzędna. Najważniejsze, że jest sama, a warunki wydają się sprzyjające.

    _Tuchlin wówczas stawiał pierwsze kroki w swej zbrodniczej działalności, z każdym kolejnym przestępstwem „oswajał się” – mówi Adrian Wrocławski, adwokat prowadzący zajęcia z kryminalistyki na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego._


    Skorpion łapie Danutę za ramię i pyta, czy ma zapałki. Dziewczyna nie reaguje, idzie dalej. Po chwili jednak upada twarzą na ścieżkę, kilka razy uderzona przez Tuchlina młotkiem w tył głowy. Udaje mu się zaciągnąć ją w krzaki, ale później wszystko idzie nie po jego myśli. Zauważa brak młotka, który musiał wypaść na ścieżkę, wraca po niego, w tym czasie ktoś nadchodzi. Skorpion musi uciekać.

    Po dwóch miesiącach atakuje ponownie w tej samej okolicy, jednak i tym razem nie zaspokoi swojej żądzy. Po ogłuszeniu młotkiem, zdąży zawlec 26-letnią pielęgniarkę Mirosławę za ogrodzenie jednego z domów i zsunąć jej spodnie. Ucieka, gdy zauważa zapalone światło i ruchy za firanką jednego z okien. Zabiera ofierze torebkę, co potem stanie się nieodłącznym elementem jego ataków. Mirce życie ratuje czapka z futra lisa, która amortyzuje uderzenia młotkiem.

    Po odzyskaniu przytomności, zakrwawiona, brudna, z rozbitą głową i poszarpanym ubraniem dobija się do drzwi sąsiadów (Tuchlin dopadł ją przy samym domu). Prosi, by ją wpuścili i pozwolili się umyć. Nie chce w takim stanie pokazać się matce.

    Kolejna kobieta, upatrzona przez Tuchlina miesiąc później na gdańskich Siedlcach, zaskakuje go. Słysząc za sobą coraz wyraźniejsze kroki, odwraca się i oświetla jego twarz latarką. Widzi gotową do ciosu dłoń, w której mężczyzna trzyma młotek.

    - Czego się pani boi? - pyta zdezorientowany mężczyzna, mija ją i znika w mroku. Nie musi długo czekać na kolejną okazję. Jest nią 19-letnia Jadwiga, „Mała”, wracająca do domu z potańcówki w „Rudym Kocie”. Uderza ją młotkiem w tył głowy, wlecze w osłonięte miejsce, zdąży jeszcze rozpiąć jej spodnie, gdy po raz kolejny spłoszą go kroki przypadkowego przechodnia. To ratuje Jadwidze życie. Cudem, bo na miejscu zbrodni funkcjonariusze milicji znajdują odłamki czaszki wielkości dłoni.

    Tego się nigdy nie liczy, ręka sama lata - powie kilka lat później Tuchlin, zapytany na wizji lokalnej o liczbę zadanych ciosów.

    Biegli policzyli, że zwykle było ich od 5 do 20. Jadwigę uderzył 11 razy.
    Chodź się popieścić

    Ataki Tuchlina ustają po tym zdarzeniu na trzy lata. Jak się później okaże, odsiaduje w tym czasie wyroki za kradzieże, nie niepokojony najmniejszymi podejrzeniami o dokonanie znacznie gorszych czynów.

    Po wyjściu z zakładu karnego, gdzie prawdopodobnie przemyślał swoje działanie, rozpoczyna się faza, którą dr Jerzy Wnorowski nazwał „Apogeum”, trwająca od 1979 do 1980 – wyjaśnia Adrian Wrocławski. - Cechowała się ona spokojem, rozważnością, uwagą, brutalną precyzją i dokładnością. Wówczas jego działanie pochłonęło życie sześciu kobiet w jednym zbrodniczym ciągu.


    Pierwszą ofiarą śmiertelną jest Irena, 18-letnia pielęgniarka. Wracając z kuzynką z kawiarni, słyszy trzask łamanej gałęzi dochodzący z zagajnika. Dziewczęta ignoruja odgłos i wkrótce, na nieszczęście Irki, rozdzielają się. Skorpion śledzi je z odległości 100 metrów. Na drodze w Niestępowie obnaża się przed Ireną i wypowiada zdanie, które padnie z jego ust jeszcze wiele razy: „Chodź, będziemy się pieścić”. Pieszczoty oferowane przez Tuchlina to kilkanaście ciosów młotkiem w głowę, wleczenie do rowu i zdzieranie dolnej części garderoby. On sam zadowala się wreszcie w taki sposób, o który mu zawsze chodziło: dotyka narządów płciowych kobiety i onanizuje się. To mu wystarczy - do penetracji nigdy nie dochodzi.

    Jak ja sobie tak pogrzebałem, to przez dwa dni rąk nie myłem, tylko wąchałem – powie potem podinspektorowi Stefanowi Chrzanowskiemu, szefowi grupy „Skorpion”, która przez lata usiłowała wytropić mordercę kobiet.

    Pech, przypadek i ludzkie niedbalstwo decydują o tym, że pierwsze zabójstwo nie jest również ostatnim. Tuchlin, uciekając z miejsca zdarzenia, gubi narzędzie zbrodni – owinięty bandażem młotek. Są na nim wyryte litery ZNTK. To Zakłady Naprawcze Taboru Kolejowego, w których morderca pracuje. Nie ma go jednak na liście pracowników pobierających narzędzia. Osoba sporządzająca wykaz nie wpisała jego nazwiska. Skorpion może grasować dalej.

    30-letnią Anastazję, która wcześniej pokłóciła się z mężem, atakuje i zabija na Zakoniczynie. Alicja ze Skowarcza, wracajaca z pracy do męża i dziecka, zostanie znaleziona dopiero pod dwóch dniach: półnaga, w śniegu, z rozrzuconymi nogami i twarzą zastygłą w przerażeniu. 22-letnią Cecylię, księgową z Radziejowa, Skorpion dopada na 10 dni przed jej ślubem. Dziewczyna wysiada z autobusu w Lubikach i spieszy się na ostatnią przymiarkę sukni ślubnej, a potem do narzeczonego, który czeka na nią w domu. Nigdy już tam nie dotrze. Tuchlin zabija ją w lesie, a potem dokonuje swoich „pieszczot”. Z siatki, którą niosła dziewczyna, wysypują się zakupy: bułka paryska, wędlina, śliwki i ciastka, tzw. „Katarzynki”. Tuchlin posilia się nimi nad ciałem umierającej. Taki koszmarny posiłek jeszcze kiedyś powtórzy.

    - Zimno dziś, prawda? – zaczepia w listopadzie 22-letnią Grażynę, pracownicę domu dziecka, zmierzającą do Kamionki k. Malborka, gdzie mieszkają jej rodzice.
    - Rzeczywiście, niezbyt ciepło - odpowiada zaniepokojona dziewczyna i próbuje iść dalej.
    - Jednak nie za zimno, żeby się popieścić.

    Na ucieczkę nie ma już szans. Dziewczyna otrzymuje siedem ciosów prętem - tym razem Skorpion wyruszył na polowanie bez młotka. Zanim 1980 rok dobiegnie końca, zabije jeszcze raz: Wandę, matkę ośmiolatka, która o 5.00 nad ranem wyrusza do pracy w sklepie spożywczym przy ul. Kartuskiej w Gdańsku i wpada prosto w ręce Skorpiona.
    Chciałem je tylko unieruchomić

    Skuteczność tych ataków i poczucie bezkarności spowodowało dalszą ewolucję sprawcy i zaowocowało wyodrębnieniem fazy trzeciej, „nonszalanckiej” - tłumaczy Adrian Wrocławski. - Trwała ona od 1981 do 1983 roku, kiedy Tuchlin działał wyjątkowo zuchwale, nieostrożnie, zaczął dokonywać ataków w dzień, często w odstępie kilku dni. Wówczas zamordował trzy kobiety, ale też w siedmiu przypadkach miały one szczęście ujść z życiem.


    Genowefę napada latem, w biały dzień i dotkliwie rani prętem (kobieta jakimś cudem uchodzi z życiem). W Krystynę i w Bogumiłę wjeżdża… skradzionym żukiem - im również udaje się uniknąć śmierci. Tyle szczęścia nie ma 19-letnia Halina, którą Skorpion atakuje w Kokoszkach. Znaleziona w krzakach 14 listopada 1981 roku i przewieziona do szpitala w Gdańsku kona jeszcze przez cztery doby. W dniu napadu miała wyprawić swoje urodziny.

    Jedną z najbrutalniejszych i najgłośniejszych zbrodni Tuchlina jest zabójstwo 24-letniej Bożeny w Skarszewach. Dziewczyna kończy pracę o 20.30 i spieszy się do domu - ma liczne rodzeństwo, po śmierci ojca pomaga matce jak może. Skorpion uderza ją w głowę na chodniku, przeciąga przez jezdnię na drugą stronę i wraca jeszcze po torebkę, która wypadła Bożenie z ręki. W tym czasie dziewczyna odzyskuje przytomność, próbuje wstać. Oprawca zadaje jej kolejne ciosy i przerzuca przez murek, za którym zaczyna zdzierać z niej ubranie. Bożena próbuje się opierać, bełkocze, spadają więc na nią kolejne ciosy rozwścieczonego już zabójcy.

    _Chciałem je tylko unieruchomić - powie śledczym Paweł Tuchlin. - Gdyby się nie ruszały, nie musiałbym zabijać._


    Gdy oddala się od niej w stronę ulicy i ogląda za siebie, dziewczyna jeszcze się rusza. Od godziny 21.00 do północy kilka, a może nawet kilkanaście osób przechodzących nieopodal i mieszkających w okolicznych blokach słyszy dobiegające zza murku jęki Bożeny: „Mamo, mamusiu”. Tego wieczoru hucznie obchodzone są w wielu domach imieniny Marii. Ofiarę Skorpiona znajduje w końcu przed pierwszą w nocy trzech mężczyzn, którzy wychodzą z imprezy po alkohol. Jest już za późno. W momencie przyjazdu karetki Bożena nie żyje.

    Pamiętam jak robiliśmy wizję w Skarszewach - wspomni po wielu latach od tego zdarzenia podinsp. Stefan Chrzanowski. - Gdyby nie było zabezpieczenia milicyjnego, to doszłoby do samosądu. W klika osób nie dalibyśmy rady go uchronić.


    Fetyszysta

    Paweł Tuchlin był zdziwiony, że zabił tyle kobiet. Już w areszcie domagał się ich nazwisk i adresów, chciał do nich napisać i dowiedzieć się, czy to wszystko, co mu zarzucają, to prawda. Widział w dzieciństwie, jak ogłusza się świnie. Siły ciosów młotkiem, które zadawał kobietom, nie kontrolował. Twierdził, że oddychały, gdy je zostawiał.

    _Po osiągnięciu wytrysku ubierałem się, przeglądałem torebkę kobiety i zabierałem pieniądze, biżuterię, jedzenie. Przedmioty te miałem w domu, bawiłem się nimi albo dawałem żonie. Kiedy taka kobieta doszła do siebie i stwierdziła ich brak, to na pewno się martwiła. Ta myśl cieszyła mnie, ale nie wiem dlaczego - pisze w trakcie pobytu w areszcie._


    Oprócz pieniędzy, obrączek, zegarków, zdarzało mu się również zabrać wycięte z majtek skrawki materiału. Używał ich później jako chusteczek do nosa. Badania psychiatryczne potwierdziły, że u Tuchlina z biegiem lat wykształciła się parafilia. Najpierw był podglądaczem, potem ekshibicjonistą, wykształcił najprostsze formy kontaktu z kobietami, jak obnażanie się czy łapanie ich za krocze. Interesowały go przede wszystkim ich narządy rodne i seks oralny. Nie miał innego pomysłu na przekonanie kobiety do „pieszczot” niż ogłuszenie jej młotkiem.

    Co ciekawe, Skorpion był zbrodniczym alter ego zwykłego, niczym niewyróżniającego się mężczyzny. Paweł Tuchlin wiódł przeciętny żywot, sąsiedzi byli zdziwieni, że ten spokojny, nieśmiały człowiek dopuścił się takich czynów. Był dwuktornie żonaty. Obie kobiety twierdziły, że pożycie seksualne układało się normalnie. Co prawda czasem potrafił zachować się dziwnie, np. wyjść z domu w trakcie rozmowy albo nie reagować na pytania. Czasem uderzyć żonę. Ale który chłop tego nie robił? On sam nie był specjalnie szczęśliwy w małżeństwie: żony nie chciały uprawiać miłości francuskiej, a pierwsza w dodatku nie sprzątała w mieszkaniu i podobno go zdradzała. Wydaje się, że głębsze uczucia żywił jedynie w stosunku do synka (miał dwoje dzieci). Przed wykonaniem wyroku pojechał się z nim pożegnać i długo tulił w ramionach. Jednak nawet myśl o dziecku nie powstrzymała go wcześniej przed dokonywaniem okrutnych zbrodni. Liczyło się jedynie zaspokojenie potrzeb.

    Pogoda była jego wspólnikiem

    Paweł Tuchlin wyruszał na polowanie, gdy zmieniała się pogoda, a ciśnienie spadało. Stąd jedna z teorii, że ten groźny zabójca był baropatą. On sam mówił później, że zanim zaatakował, przez cały dzień odczuwał dziwny niepokój, podniecenie, którego nie potrafił i raczej nie chciał powstrzymać. Brał młotek, obwiązywał go bandażem, aby stal nie ziębiła ciała i chował za pasek. Znał na pamięć rozkłady jazdy, najdogodniejsze połączenia. Czasem godzinami jeździł po okolicy, zanim znalazł odpowiednią dziewczynę. I okazję, bo choć jego ofiarami padały zwykle młode, ładne i szczupłe kobiety, uroda nie była najważniejszym kryterium. Czasem wysiadał za którąś tylko dlatego, że w okolicy nie było nikogo, a ona szła sama.

    Ale warunki pogodowe sprzyjały zbrodniom Tuchlina również z innych względów. Mgła, która była częstym świadkiem jego przestępstw, ograniczała widoczność i pozwalała na szybkie, niezauważone opuszczenie miejsca zbrodni. Nie bez powodu atakował o świcie lub po zmroku. Deszcz, wiatr i śnieg wielokrotnie zniszczyły ślady, które po sobie zostawiał, skutecznie komplikując milicjantom dochodzenie. Gdy przybywali na miejsce, trudno było znaleźć jakikolwiek dowód.
    Podpis zabójcy

    Jak to możliwe, że przez siedem lat pozostał nieuchwytny? Przez cały ten czas, mimo że atakował w ten sam sposób, nikt nie połączył zabójstw kobiet z jednym sprawcą. Dziś wydaje się to nieprawdopodobne.

    _O nieuchwytności Skorpiona zaważyła i niedoskonałość technik wykrywczych i często czysty pech - mówi mec. Adrian Wrocławski. - Ale Tuchlin był również przebiegłym człowiekiem. Nie zostawiał wielu śladów. Pozostawała jedynie inwigilacja różnych środowisk, która była przeprowadzana bardzo dokładnie, a mimo to nie udawało się go namierzyć._


    Mec. Wrocławski tłumaczy, że przez swoje „rozpasanie” w ostatniej fazie morderczej działalności Skorpion zaczął pozostawiać na miejscach ataków konkretne i wartościowe ślady. Ostatecznie udało się powiązać je ze sobą. Bezpośrednią przyczyną, która wepchnęła go w ręce milicji nie było zabójstwo, ale… kradzież świń. Załadował je do żuka, którym przewoził później jedną z ofiar. Leśna droga była zabłocona, samochód utknął, Skorpion musiał uciekać pieszo. W porzuconym aucie znaleziono ślady świnskiego kału. Funkcjonariusze nie mieli jeszcze stuprocentowej pewności, że mordercą jest Tuchlin, ale krąg podejrzanych zawężał się. Pojechali po niego 31 maja 1983 roku pod pozorem wyjaśnienia kradzieży, w chlewie znaleźli skradzione prosiaki. Gdy skuli go w kajdanki, zaczął drżeć. Wiedział, że to koniec.

    Modus operandi, czyli ekspertyza dotycząca sposobu działania zabójcy po raz pierwszy w polskiej kryminalistyce została uznana jako dowód w sprawie. Fakt, że morderca atakuje o określonej porze, używa konkretnego narzędzia, zadaje ciosy w tył głowy, rozbiera ofiary i okrada je, zabiera swoje „trofea”. To wszystko zauważył, uporządkował i przypisał do jednej osoby dr Jerzy Wnorowski z Wydziału Prawa Uniwersytetu Gdańskiego.

    Michał Pruski i Zbigniew Żukowski, dziennikarze „Głosu Wybrzeża”, którzy dostali „sprawę Skorpiona” na wyłączność, wspominali później, że zapytali go, co by zrobił, gdyby udało mu się wyjść na wolność. „Zapolowałbym” – miał odpowiedzieć.

    Biegli stwierdzili, że Paweł Tuchlin był poczytalny, gdy dokonywał zbrodni i może odpowiadać za nie przed sądem. Sąd zdecydował, że taki człowiek jak on może podlegać tylko jednej karze – trwałej eliminacji ze społeczeństwa. Był przedostatnim skazanym w Polsce, na którym wykonano karę śmierci. Paweł Tuchlin został powieszony 25 maja 1987 roku. Jeden z obrońców Tuchlina (miał ich aż trzech), mec. Marek Maj, mówił później, powołując się na wiarygodne źródło, że przed zamknięciem wieka trumny grabarze oddali do niej mocz.

    Choć proces Skorpiona był burzliwy: morderca m.in. wycofał swoje zeznania, twierdził, że to nie on zabijał, w końcu nie przyznał się do dwóch zarzucanych mu zbrodni, prosił nawet o operację zmiany płci, nie ma osoby, która mogłaby potwierdzić, że przez chwilę żałował tego, co robił.

    Przed wizjami lokalnymi, jeszcze w areszcie musieli dawać mu środki uspokajające, tak bardzo podniecały go same wspomnienia dokonanych morderstw – mówi Michał Pruski. – W rolę ofiar wcielała się pozorantka z milicji, drobna dziewczyna. Na wszelki wypadek Tuchlin dostawał młotek zrobiony ze styropianu.

    #seryjnimordercy
    #polska
    #kryminalne
    https://magazyn.wp.pl/artykul/polowal-z-mlotkiem-gdyby-sie-nie-ruszaly-nie-musialbym-zabijac
    pokaż całość

  •  

    Mirencja, w środę będzie Bagieta o tym jak wygląda pobyt na Szkole Policji. Pytaliście o to często, więc tak informacyjnie, żebyście się mentalnie nastawili ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #panbagieta #policja #ciekawostki #pracbaza

  •  

    Witam. Mam temat do obgadania a mianowicie ten link:
    https://wiadomosci.radiozet.pl/Polska/Siedlce.-Gwalcil-syna-i-wozil-go-do-pedofilow.-Sad-skazal-go-na-12-lat

    Wiadomo stryczek dla gościa etc. ale jak wygląda dochodzenie policyjne w tej sprawie? Czy Policja musi robić ewidencje takich materiałów? Przecież to musi być srogie wyzwanie dla normalnego człowieka oglądać takie rzeczy, archiwizować opisywać? Ktoś wie jak to wygląda? Ja po jednym takim materiale pewnie rzgałbym dalej niż widze, nie spał w nocy a do tego pewnie życzył najgorszych tortur....

    #policja #pytanie #polska #kryminalne #kryminalistyka
    pokaż całość

    •  

      Czy Policja musi robić ewidencje takich materiałów? Przecież to musi być srogie wyzwanie dla normalnego człowieka oglądać takie rzeczy, archiwizować opisywać?

      @wiem_wszystko: robi się oględziny zabezpieczonych materiałów, czyli odpowiadając bardziej szczegółowo na Twoje pytanie: tak, policjant lub prokurator musi te materiały obejrzeć i przynajmniej ogólnie opisać. Czasami też trzeba powołać biegłego antropologa, żeby stwierdzić, czy to pornografia z udziałem małoletnich, czy też nie (oczywiście w przypadku małych dzieci nie jest to konieczne). pokaż całość

    •  

      jak wygląda opieka nad człowiekiem który prowadzi dajmy na to takie śledztwo? psycholog etc,. to chyba mus? dodatkowe wolne?

      @wiem_wszystko: nijak nie wygląda :-/ Nie ma z tego tytułu żadnych "przywilejów". Do psychologa jak ktoś chce iść, to się sam musi we własnym zakresie wybrać. Co do dni wolnych, to prokuratorzy mają dodatkowy urlop ustawowo, niezależnie od kategorii spraw.

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    PIERWSZĄ CZĘŚĆ TEJ HISTORII PRZECZYTACIE TUTAJ.

    • • •

    Część 2

    W sylwestra 2016/2017 został aresztowany Józef K., co dla mieszkańców Szczucina było zaskoczeniem. Mężczyzna od początku śledztwa sprawiał wrażenie osoby, która chce pomóc rodzinie Cyganów w odnalezieniu mordercy. Często ich odwiedzał, wypytywał o sprawę i mówił, że będzie samodzielnie prowadził śledztwo. Z ojcem Iwony znał się jeszcze z młodych lat, gdy razem pracowali w Spółdzielni Kółek Rolniczych. K. grał nawet na weselu jego szwagierki, a gdy założyli rodziny, ich córki kolegowały się ze sobą. Józef K. mówił nawet głośno o tym, że podejrzewa swojego syna o dokonanie tej zbrodni. Przestał później jednak interesować się sprawą, ponieważ, jak sam twierdził, jego córka zaczęła dostawać telefony z pogróżkami.

    Stary Klapa zajmował się w życiu wieloma rzeczami. Był ratownikiem WOPR, kierownikiem jednej ze szczucińskich drużyn, a także myśliwym, przez co miał pozwolenie na broń. Przez jakiś czas pracował w ORMO. W 1998 r. opiekował się jednym z hangarów nad Wisłą, w którym WOPR trzymało motorówki i sprzęt ratowniczy. Prowadził też ośrodek wodno-rekreacyjny. Organizował tam często zamknięte i huczne imprezy, na których spotykali się tylko wysoko sytuowani ludzie miejscowi oraz m.in. z Tarnowa i z Dąbrowy Tarnowskiej, ówczesny wójt Szczucina, politycy z Warszawy, z SLD (którzy potem działali w resortach siłowych za czasów rządów Leszka Millera), policjanci, sędziowie, prokuratorzy, lekarze, szczuciński proboszcz oraz właściciel firmy Tankpol Roman M. (ten sam, który ufundował nagrodę za znalezienie sprawcy; może to był wabik na kogoś, kto mógł zbyt dużo wiedzieć na temat morderstwa?), ważna postać w branży paliwowej i transportowej. W 2002 r. został zatrzymany przez CBŚ pod zarzutem kierowania zorganizowaną grupą przestępczą w tzw. aferze paliwowej. Wniosek o jego zwolnienie z aresztu złożyli m.in. były wójt Szczucina oraz tamtejszy proboszcz. Józef K. często pił też z Andrzejem Ł. ps. Jabłuszko z Komendy Powiatowej Policji w Dąbrowie Tarnowskiej oraz byłym funkcjonariuszem ZOMO w Tarnowie, świetnie znał się także z naczelnikiem wydziału kryminalnego tej komendy, Bogusławem P. ps. Papuśny, którego często odwiedzał w pracy.

    Według śledczych, na tych spotkaniach Stary Klapa gromadził na wszystkich "haki". Mężczyzna często powtarzał, że ma takie układy, że nikt go nie ruszy.

    W styczniu 2017 r. K. usłyszał zarzut pomocnictwa i składania fałszywych zeznań oraz został umieszczony w areszcie śledczym na okres trzech miesięcy.

    . . .

    W grudniu 2016 r. odbyło się także przesłuchanie Renaty G.-D. (zdjęcie), dawnej przyjaciółki zamordowanej Iwony. Jednak sąd nie zgodził się na jej aresztowanie zaraz po zatrzymaniu, wyraził na to zgodę dopiero po odwołaniu się prokuratury. Same procedury trwały półtora miesiąca, w czasie których kobieta zdążyła zapaść się pod ziemię. Nie stawiła się także w prokuraturze na planowane następne przesłuchanie i nie usprawiedliwiła swojej nieobecności. Dlatego i za nią został wysłany międzynarodowy list gończy. 20 lutego 2017 r. późnym wieczorem na krakowskim lotnisku Straż Graniczna dokonała jej zatrzymania tuż po przylocie do Polski. Kobieta usłyszała zarzut czterokrotnego składania fałszywych zeznań, jednak według pełnomocnika rodziny Cyganów rola Renaty w tej zbrodni jest o wiele większa niż wynikałoby to z kwalifikacji prawnej czynu. W jego ocenie dziewczyna wiedziała, co planują sprawcy w stosunku do Iwony. Była świadoma następstw, które spotkały jej przyjaciółkę, a przynajmniej się na nie godziła.

    Kobieta została umieszczona w areszcie na okres trzech miesięcy.

    (klik)

    . . .

    Zarzuty usłyszeli także emerytowany wieloletni posterunkowy ze Szczucina Leszek Witaszek oraz policjant Grzegorz J., którzy w noc morderstwa patrolowali okolicę. W późniejszym czasie zostali zatrzymani również: Maciej C. – były komendant z Dąbrowy Tarnowskiej (pan ten wypowiadał się w programie "997" z 1999 r., do którego link podałam wyżej; zwróćcie uwagę na to jak nie patrzy prowadzącemu w oczy), Bolesław P. ps. Papuśny – długoletni naczelnik wydziału kryminalnego w Dąbrowie Tarnowskiej oraz były funkcjonariusz SB, Paweł W. – wcześniej funkcjonariusz, później pracownik cywilny komendy w Dąbrowie Tarnowskiej, Andrzej K. – były komendant Komendy Powiatowej Policji w Dąbrowie Tarnowskiej oraz przez ponad 11 komendant komisariatu w Szczucinie, a także policjanci: Jerzy S., Marek K., Waldemar G., Longin F., Krzysztof B., Robert N. oraz Jacek M. Zarzucono im nadużycie uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub niedopełnienia obowiązków oraz poplecznictwo, czyli utrudnianie postępowania karnego, co skutkowało niewykryciem sprawcy zabójstwa i jego pomocników przez lata. Wszyscy zostali aresztowani na trzy miesiące. Z wolnej stopy będzie odpowiadać także funkcjonariusz Ryszard S.

    Paweł W., który jako jeden z pierwszych prowadził w 1998 r. śledztwo w sprawie śmierci Iwony, na polecenie swojego przełożonego Bogusława P. (prywatnie szwagra Leszka Witaszka), miał zamienić zabezpieczone na miejscu zbrodni ślady, czyli włosy, które były nośnikami materiału genetycznego.

    Maciej C., który przeprowadzał oględziny przedmiotów zabezpieczonych w okolicach miejsca zbrodni, miał wyprostować pętlę z drutu, którym uduszono Iwonę. Nie opisał też tego kluczowego dowodu, ani nie zrobił zdjęć.

    Andrzej K., również na polecenie Bogusława P., bez żadnego pokwitowania odebrał od rodziny ubrania i biżuterię ofiary, które miała na sobie w noc zabójstwa. Bez rejestracji przechowywano je w komisariacie, aż w końcu ubrania zaginęły.

    Bogusław P. może być także autorem wysyłanych przez lata anonimów, którymi mógł wpływać na bieg śledztwa.

    Według ustaleń śledczych, niektórzy policjanci faktycznie od lat wiedzieli, że jednym z zabójców jest Paweł K., jednak nic z tą informacją nie zrobili. Jeden z mundurowych miał też wskazać sprawcę rodzinie zamordowanej.

    Sierżant Leszek Witaszek współpracował z policjantami, a jego zeznania okazały się bardzo ważne dla śledztwa. Funkcjonariusz przyznał się do winy i dobrowolnie poddał karze. Rodzina Iwony ze względu na jego postawę sporządziła pisemny "akt przebaczenia", w którym mimo wielkiej doznanej krzywdy wybacza mu jego postępowanie. Dokument ten znalazł się w aktach sprawy i nie wyklucza się, że może on mieć znaczenie dla innych podejrzanych funkcjonariuszy. Witaszek został skazany na 11 miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata oraz trzy tysiące złotych grzywny.

    . . .

    Policja i prokuratura, analizując zgromadzony materiał dowodowy, ustaliła, że z zabójstwem Iwony bezpośredni związek ma zaginięcie i śmierć Tadeusza Draba w 1999 r. Według ustaleń w dniu zaginięcia szedł z trzema mężczyznami, którzy nie mieszkali w Szczucinie. Następnie został odurzony alkoholem, przewieziony łodzią motorową na środek rzeki i wrzucony do wody. Motorówka miała być później spalona i zatopiona, a w maju 2018 r. śledczy z pomocą strażaków i płetwonurków usiłowali ją odnaleźć (klik). Prokurator wyjaśniał, że wytypowano osoby, które zdaniem śledczych dopuściły się zamordowania Draba, jednak formalnie nikt nie został jeszcze oskarżony.

    W kwietniu 2017 r. policjanci z zespołu Archiwum X zaczęli także badać okoliczności tajemniczej śmierci Marka Kapela (klik) (klik) (klik). Według ich ustaleń, wstępne okoliczności tej sprawy wskazują, że nie był to ani nieszczęśliwy wypadek, ani samobójstwo, a raczej ktoś umyślnie spuścił na niego fragment betonowego ogrodzenia.

    Włączyliśmy te dwa postępowania do śledztwa, bowiem mają one bezpośredni związek z wiedzą tych dwóch osób o zabójstwie Iwony Cygan

    – informował prokurator.

    . . .

    Podejrzanym wątkiem jest także samobójstwo 34-letniego sierżanta Andrzeja J. ze szczucińskiego komisariatu. Mężczyzna strzelił sobie w głowę z broni służbowej, pozostawiając żonę i trójkę małych dzieci. Wszystkie wypowiedzi na temat jego śmierci na komendzie w Szczucinie i rzekome powody, które można znaleźć w prasie, są wypowiedziane przez policjantów oskarżonych w sprawie Iwony Cygan (np. tutaj). Wiadomo, że policjantowi jako jednemu z nielicznych ufała rodzina zamordowanej, a on próbował ich wspierać i znaleźć sprawcę. Mówił także, że bardzo by chciał "żeby ta sprawa wyszła”. Jednym z policjantów, którzy znajdowali się na komisariacie w noc śmierci J. zabójstwa był Waldemar G., który obecnie jest oskarżony o mataczenie w sprawie o zabójstwo Iwony.

    . . .

    W kwietniu 2017 r.oku, po tym jak już kilku osobom postawiono zarzuty, nieznani sprawcy wciąż zastraszali mieszkańców Szczucina i świadków w sprawie morderstwa Iwony. Ktoś powybijał okna, zdemolował obejście, wbił siekierę w drzwi i oblał podejrzaną cieczą dom szwagra jednego z podejrzanych, który zdecydował się współpracować z prokuraturą.

    Śledczy badali także sprawę gróźb pozbawienia życia siostry Iwony, które kierowane były z IP na terenie Austrii.

    . . .

    W kwietniu 2017 r., po tym jak już kilku osobom postawiono zarzuty, nieznani sprawcy wciąż zastraszali mieszkańców Szczucina i świadków w sprawie morderstwa Iwony. Ktoś powybijał okna, zdemolował obejście, wbił siekierę w drzwi i oblał podejrzaną cieczą dom szwagra jednego z podejrzanych, który zdecydował się współpracować z prokuraturą.

    Śledczy badali także sprawę gróźb pozbawienia życia siostry Iwony, które kierowane były z IP na terenie Austrii.

    . . .

    W grudniu 2017 r. ojciec oraz siostry zamordowanej Iwony wydali specjalne oświadczenie, w którym nie zgodzili się, aby proces toczył się w Sądzie Okręgowym w Tarnowie. Z wnioskiem o wyłączenie tarnowskiego sądu ze sprawy zwróciła się także Prokuratura Krajowa.

    Sprawa została przeniesiona do Sądu w Rzeszowie, którego działania także wzbudziły podejrzenia rodziny Cyganów. Początkowo rzeszowski sąd chciał zwrócić prokuraturze akt oskarżenia, twierdząc, że wymaga on poprawek – zarzuty muszą być w całości jawne. Jednak sąd apelacyjny nie dopatrzył się żadnych braków i uznał, że zniesienie klauzuli tajności nie wchodzi w grę, gdyż część zarzutów wobec oskarżonych opiera się na niejawnych dokumentach policji, których absolutnie nie można odtajnić. Rodzina Cyganów uważała również, że jako ostatni dowiadywali się o wszelkich ważnych decyzjach, a o zwrocie aktu oskarżenia przeczytali dopiero w mediach. Nie udało im się jednak zmienić sądu ani sędziego.

    Dla nas rozpoczynający się proces jest niesłychanie ważny. Jednak nadal uważamy, że absolutnie nie powinien odbywać się on w Rzeszowie, ale w miejscu dalekim od lokalnych układów

    – mówiła siostra zamordowanej.

    . . .

    Akt oskarżenia wpłynął ponownie do Sądu Okręgowego w Rzeszowie w styczniu 2018 r.

    Ustalona przez śledczych wersja wydarzeń z sierpnia 1998 r. kształtuje się następująco:

    Jak wynika z aktu oskarżenia, w latach 90. w lokalu Roberta K. kwitł handel narkotykami oraz były tam nagrywane filmy pornograficzne z udziałem młodych dziewczyn, które wcześniej były odurzane, a mężczyźni gwałcili je grupowo. Wiele z nich było nieletnich, a niektóre mogły być nawet umysłowo niepełnosprawne. Nagrania często były narzędziem szantażu wobec ofiar, a także wpływowych znajomych, którzy nie raz brali w orgiach udział. Materiały wideo były sprzedawane do Austrii, gdzie Paweł K. wraz ze swoim ojcem prowadzili nielegalne interesy polegające na tym, że pod pretekstem organizowania prac zarobkowych wywoził młode dziewczyny do domów publicznych. Ich werbowaniem zajmował się Młody Klapa, który jeździł po okolicznych miejscowościach i zaczepiał kobiety. Ich selekcja odbywała się w lokalu Trabanta, gdzie było osobne pomieszczenie z weneckim lustrem. Często obserwowali zza niego bawiące się na dyskotece osoby i oceniali, która im się podoba. Niektóre z pokrzywdzonych zgłosiły się po latach do prokuratury.

    Iwona wyszła na spotkanie z przyjaciółka Renatą i wspólnie udały się do zajazdu w Szczucinie, gdzie rozmawiały z kolegami, ale nie piły alkoholu. Po wyjściu z lokalu spacerowały w pobliżu rynku, a w tym samym czasie okolicę tę patrolowali policjanci Leszek Witaszek oraz Grzegorz J. Około godziny 22:00 przy nastolatkach, z piskiem opon, około dwóch, -trzech metrów od policyjnego auta, zatrzymał się biały polonez, który prowadził Paweł K. Obok niego siedział nieżyjący już dziś Robert K. zwany Trabantem, a z tyłu ojciec Pawła, Józef. Obie nastolatki wsiadły do środka, Iwona niechętnie, jednak mogła czuć się pewniej przez bliskość policyjnego patrolu, w którym jeden z policjantów był ojcem jej koleżanki z klasy, dodatkowo błyskało się i zaczął padać deszcz. Samochód ruszył, a całą sytuację widziała także trójka mężczyzn, wśród nich Tadeusz Drab. Świadek wsiadł do radiowozu i obawiając się nadchodzącej burzy poprosił znajomych policjantów o podwiezienie do domu. Policjanci wraz z Drabem ruszyli za polonezem i jechali za nim aż do rzeki, gdzie mundurowi wysadzili pasażera i wrócili do patrolowania miasteczka.

    Najprawdopodobniej Iwona była bita już w samochodzie, a później przetrzymywana w przystani wodnej WOPR. Cała piątka przed północą podjechała pod bar "U Trabanta", gdzie ponownie widzieli ich policjanci, którzy zaparkowali nieopodal. Gdy wraz z Iwoną pojawili się w pubie, znajdowało się tam około 30 osób. Przy barze stała dziewczyna Pawła K., żona Trabanta oraz barmanka. Na zewnątrz szalała burza, lało jak z cebra. Mężczyźni, nie kryjąc się, wraz z Iwoną weszli do wydzielonego pomieszczenia, w którym to między innymi były nagrywane filmy pornograficzne. Tam Młody Klapa usiłował zgwałcić nastolatkę, ale ta zaciekle się broniła. Wtedy Trabant i Józef K. chwycili ją za ręce i przytrzymali, a Paweł K. bił twardym narzędziem typu kastet oraz kopał po całym ciele. Po uderzeniach w głowę Iwona na jakiś czas straciła przytomność. Po północy mężczyźni związali jej ręce i podtrzymując zakrwawioną nastolatkę, wyprowadzili ją z lokalu i wepchnęli do poloneza. Całe zdarzenie ponownie widziała duża grupa klientów lokalu oraz policjanci, którzy mogli dobrze zdawać sobie sprawę z tego, co dzieje się "U Trabanta". Jak twierdzi Prokuratura Krajowa, wszystkie osoby, które tamtego wieczoru bawiły się w lokalu, są dziś zidentyfikowane z imienia i nazwiska. Żadna z nich przez następne 19 lat nie przyszła do Cyganów i nie opowiedziała, co stało się tego wieczoru.

    Paweł K., Józef K. i Robert K. wywieźli Iwonę w stronę hangarów WOPR, a za nim ruszył policyjny radiowóz oraz jeszcze jeden samochód. Według relacji policjanta Witaszka, biały polonez skręcił w inną stronę niż oni, jednak co do jego wersji jest wiele wątpliwości.

    Dalsze wydarzenia tej nocy udało się odtworzyć dopiero od godziny drugiej. Wówczas w okolicy wału nad Wisłą, około 200 metrów od hangarów WOPR, po wyjściu z poloneza Iwona zaczęła uciekać, jednak sprawcy dopadli ją i znów brutalnie pobili. Dziewczyna straciła przytomność, a Paweł K. z pobliskiego ogrodzenia wybiegu dla zwierząt wziął długi patyk ze stalowym drutem, który owinął jej wokół szyi. Miał to widzieć Tadeusz Drab, który mieszkał niedaleko rzeki i zobaczywszy światła wyszedł sprawdzić co się dzieje. Mężczyzna później pobiegł do małżeństwa mieszkającego obok, którym opowiedział czego był świadkiem.

    Po zabójstwie sprawcy częściowo zdjęli ubranie z Iwony próbując upozorować zabójstwo na tle seksualnym.

    Starsza z sióstr Iwony kilka lat temu dotarła do świadka, który twierdził, że w noc zabójstwa widział, jak policyjne radiowozy stały na wiślanym wale, nieopodal miejsca, gdzie następnego dnia odnaleziono ciało nastolatki. O ich pobycie na miejscu zbrodni zaraz po morderstwie może świadczyć także to, że gdy około godziny 9:00 ojciec Iwony udał się na komisariat w Szczucinie zgłosić zaginięcie córki to zastał tam sierżanta Leszka Witaszka oraz Grzegorza J., którzy służbę powinni skończyć już o godzinie 7:00, a mimo tego nie udali się do domu spać, tylko przyjechali na komisariat. Wersję te potwierdza także inny z byłych policjantów ze Szczucina.

    Ojciec Iwony wraz z Leszkiem Witaszkiem udali się do domu Cyganów, gdzie w tym czasie przebywała również Renata. Policjant chciał z nią koniecznie porozmawiać, więc oboje zamknęli się w pokoju. Po jakimś czasie mężczyzna wyszedł i oświadczył, że dziewczyna nic nie wie i że Iwona na pewno wróci.

    Dzisiaj prawie przekonany jestem, że powiedział jej, co ma mówić.

    – twierdził ojciec zamordowanej.

    Według materiałów policyjnych, zaginięcie nastolatki zostało zgłoszone dopiero około godziny 13:00. Najprawdopodobniej w ten sposób chciano ukryć fakt, że szczucińska policja nie prowadziła żadnej akcji poszukiwawczej.

    Dzień po zabójstwie Leszek Witaszek przywiózł Tadeusza Draba do sklepu swojej żony w sąsiedniej wsi i kupił mu kilka piw. Po czym razem z Grzegorzem J. wzięli go do radiowozu i wypytywali szczegółowo o to, co widział poprzedniej nocy. Po tej rozmowie Drab utrzymywał, że nie był niczego świadkiem, z kolei policjanci nie sporządzili z tej rozmowy żadnej służbowej notatki.

    klik <– Najnowszy reportaż "UWAGI" na temat sprawy Iwony Cygan, w którym pokazana jest wizualizacja przebiegu wydarzeń z sierpnia 1998 r., relacje rodziny oraz argumenty potwierdzające obecność Leszka Witaszka oraz Grzegorza J. przy wale wiślanym zaraz po morderstwie.

    Zastanawiający jest także fakt, że Bogusława P. naczelnika wydziału kryminalnego, a prywatnie szwagra Leszka Witaszka nie było następnego dnia na miejscu zabójstwa, co może sugerować, że był tam już wcześniej.

    Wielu świadków zeznaje, że w sprawę zamieszany jest też inny policjant z dąbrowskiej komendy, Andrzej Ł., pseudonim Jabłuszko, który był wtedy członkiem zarządu tarnowskiego WOPR i miał klucz do hangarów. Rok po zabójstwie wyjechał z rodziną do Stanów Zjednoczonych. Dzwonił potem do Szczucina i wypytywał ludzi co się dzieje w śledztwie. Do Polski przyjechał znowu w 2009 r., chciał zostać na dłużej. Jednak po przesłuchaniu w Archiwum X i badaniu wariografem spakował walizki i następnego dnia wrócił do USA. Dziś prawdopodobnie to on jest świadkiem incognito.

    . . .

    Jako motyw zabójstwa Iwony pojawia się handel żywym towarem. Kilku świadków zeznało, że Iwona miała wyjechać do Austrii razem z siostrą Renaty, która już od kilku lat pracowała w wiedeńskiej knajpie. Nastolatka nawet wyrobiła sobie paszport i zapewne na początku nie domyślała się do czego jest przeznaczona. Mogła być już komuś sprzedana, a ludzie, którzy zapłacili pieniądze za młodą dziewczynę, domagali się dowiezienia zakupionego towaru. Inna hipoteza zakłada, że tamtego wieczoru Iwona miała być w hangarze komuś wystawiona lub Paweł K., Józef K. oraz Robert K. chcieli nagrać film pornograficzny z jej udziałem. Może dziewczyna zbyt dobrze poznała sekrety szczucińskiego układu, a gdy chciała się wycofać, stała się dla nich potencjalnym zagrożeniem.

    . . .

    Robert K. ps. Trabant był z wykształcenia mechanikiem lotniczym. Przez jakiś czas pracował jako strażak w szczucińskiej OSP, służył też w jednostce komandosów. Był bardzo agresywnym człowiekiem. Pod koniec lat 90. wraz z innymi lokalnymi biznesmenami sponsorował zakup sprzętu dla lokalnej policji. Mężczyzna oprócz prowadzenia dwóch najpopularniejszych lokali w Szczucinie, czerpał także zyski z filmów pornograficznych i z handlu narkotykami.

    Następnego dnia po zabójstwie w pubie "U Trabanta" zaczął się remont. Przebywali tam wtedy m.in. Paweł K., jego dziewczyna oraz Trabant z żoną. Według późniejszych zeznań świadków do baru przyjechało wtedy trzech policjantów z Dąbrowy Tarnowskiej w cywilnych ubraniach, którzy rozpytywali o zabójstwo Iwony. Notatek z tego zdarzenia nie było później w aktach sprawy.

    Młodsza siostra Iwony chodziła z synem Roberta K. do klasy, rodzice czasem przyprowadzali go do Cyganów, by mógł pobawić się z koleżankami, a Iwona odprowadzała go pod wieczór do domu.

    Rok po zabójstwie Robert K. zamknął bar. Zmarł kilka lat temu, a jego syn opowiadał, że bardzo interesował się sprawą, zbierał materiały i nagrywał programy na temat tego brutalnego morderstwa. Jego zdaniem ojciec miał wyrzuty sumienia, przez co zapił się na śmierć.

    . . .

    W sierpniu 2018 r. mieszkańcy Szczucina chcieli uczcić 20. rocznicę śmierci Iwony Cygan poprzez odprawienie w jej intencji mszy. Jednak proboszcz miejscowej parafii odmówił, twierdząc, że obecnie na miasto jest za duża nagonka w mediach i to szkodzi parafii. Kiedy wierni próbowali dowiedzieć czegoś więcej w tej sprawie, zostali poinformowani przez jednego z księży, że msza się odbyła, jednak ze względu na nowe przepisy RODO nie można udzielać więcej informacji. Duchowny dodał również, że parafia mogła odmówić odprawienia nabożeństwa, ponieważ parafianie zgłosili się zaledwie dwa tygodnie wcześniej, a ponadto jest sezon urlopowy i połowy księży nie ma. Msza w intencji Iwony odbywa się jednak co roku na prośbę rodziny i jest zamawiana pół roku wcześniej. Nabożeństwo to odbywa się jednak w sąsiedniej parafii.

    . . .

    6 czerwca 2018 r. w Sądzie Okręgowym w Rzeszowie ruszył proces (klik). Oskarżycielami posiłkowymi byli ojciec Iwony oraz jej dwie siostry. Mama zamordowanej niestety nie doczekała się sprawiedliwości i zmarła kilka lat temu.

    Praktycznie całe życie czekałam na ten dzień. Często sobie go wyobrażałam. Ludzie, którzy są oskarżeni o morderstwo, byli w tych myślach. Bo od początku wiedzieliśmy, że to oni. Przez 20 lat próbowano nam wmówić, że zabójstwa nie było - akt oskarżenia, który zostanie dziś odczytany, jest dowodem na to, że tej sprawy nie da się już dłużej zamiatać pod dywan

    – mówiła przed drzwiami do sali sądowej starsza z sióstr zamordowanej nastolatki.

    Na ławie oskarżonych zasiadło 18 osób: Paweł K., Józef K., Renata G.-D. oraz 15 skorumpowanych policjantów. Dowiezieni z aresztów zasiedli w pomieszczeniu za kuloodporną szybą. Przed oskarżonymi siedzieli w dwóch rzędach ich adwokaci, aż 25 osób, ponieważ każdy z oskarżonych posiadał dwóch lub trzech obrońców. Znalazło się tam kilku bardzo popularnych prawników "z najwyższej półki".

    W sprawie występują także świadkowie incognito, przez co między innymi proces toczy się częściowo za zamkniętymi drzwiami. Wiadomo tylko, że oskarżeni na sali sądowej nie zachowali powagi, wręcz zachowywali się "jak na spotkaniu towarzyskim".

    W czerwcu odbyła się następna rozprawa, na której sąd zgodził się na obecność mediów, jednak nie wolno im na bieżąco przekazywać relacji z procesu. Wszystko po to, by świadkowie, którzy do tej pory nie byli jeszcze przesłuchiwani, nie zmieniali zeznań pod wpływem innych relacji.

    Sąd szuka złotego środka. Nie chce całkowicie utajniać sprawy. Media mają prawo być na sali rozpraw. Dziennikarze mogą gromadzić materiały, bo przyjdzie moment, w którym będzie to można ujawnić. Te zgromadzone materiały mogą im się przydać po zakończeniu procesu czy wtedy, gdy ten zakaz zostanie złagodzony. A to jest możliwe

    – mówił rzecznik Sądu Okręgowego w Rzeszowie. Z kolei sędzia Barbara Piwnik, była minister sprawiedliwości, decyzję tę skomentowała następująco:

    Jest to ograniczanie swobody mediów oraz praw obywatelskich. Zasadą konstytucji jest prawo obywatela do jawnego rozpoznania sprawy.

    Na rozprawie, która odbyła się na początku października, sąd uchylił areszt tymczasowy dla 13 byłych policjantów oraz dla Renaty G.-D. Większość z nich dotąd nie złożyła nawet zeznań przed sądem, tak jak 35 świadków incognito występujących w sprawie. Sąd uznał jednak, że oskarżeni nie mogą już wpływać na świadków i postanowił wypuścić podejrzanych na wolność ze skutkiem natychmiastowym, więc po rozprawie podejrzani nie wrócili już do zakładów karnych. Dostali jedynie zakaz opuszczania kraju oraz obowiązek meldowania się na posterunku w Szczucinie.

    Prokurator Piotr Krupiński, naczelnik Małopolskiego Wydziału do spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji w Prokuraturze Krajowej złożył zażalenie na decyzję rzeszowskiego sądu okręgowego, w której podkreślił, że istnieje realna groźba matactwa ze strony oskarżonych.

    Istotna w całej sytuacja jest realna obawa, że zwolnieni z aresztu oskarżeni policjanci mogliby próbować ustalać, kim są anonimowi świadkowie ze Szczucina, niewielkiego, liczącego 2,5 tysiąca mieszkańców miasteczka, i próbować ich zastraszać. Na ten aspekt sprawy zwraca uwagę rodzina zamordowanej, zaznaczając, że niełatwo było przez długie lata przerwać zmowę milczenia wokół tragedii.

    30 października Sąd Apelacyjny miał rozpoznać zażalenia prokuratury, jednak nie był w stanie ponieważ Sąd Okręgowy w Rzeszowie nie wysłał im wszystkich akt. Ostatecznie akta przesłano, jednak posiedzenie zostało odroczone, a kolejne wyznaczone na 13 i 14 listopada. Jednak przez zwłokę sądu okręgowego zażalenia, które według przepisów winny być rozpoznane niezwłocznie, będą rozpoznane prawie półtora miesiąca od wyjścia podejrzanych z aresztu.

    . . .

    Na grobie Iwony Cygan wyryto słowa: "Tu leży niewinna istota, którą skrzywdził człowiek””. Miałaby dziś 37 lat.

    . . .

    W 2011 r. w programie "Listy gończe" został wyemitowany odcinek o sprawie Iwony Cygan –> klik

    Reportaż UWAGI z 2017 r. –> klik

    Filmik z youtubowego kanału Niediegetyczne z 2017 r. –> klik

    Reportaż TVN INFO z 2018 r.–> klik

    • • •

    Proszę o zapisywanie się tutaj, by być wołanym/wołaną do następnych wpisów z hasztagu polskiepato. Ewentualnie zaplusować komentarz pod tym wpisem. Polecam też śledzić hasztag, bo jednak to wołanie nie zawsze działa jak trzeba i może kogoś pominąć...

    Zapraszam także do obserwowaniarejestrzboczencow, gdzie przedstawiam sylwetki gwałcicieli i pedofili z Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    • • •

    Wszystkie informacje, które zawarłam w powyższym tekście, pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd.

    • • •

    pokaż spoiler #polskiepato #kryminalne #kryminalistyka #morderstwo #patologiazewsi #patologiazmiasta #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #szczucin #iwonacygan #dabrowatarnowska #tarnow #mafia
    pokaż całość

    •  

      a witaszek za co był sądzony? w procesie z tego roku nie bierze udziału? przecież policjant mataczący przy sprawie powinien być sądzony za współudział.

      @kuhonnyje_rewaljucje:

      Witaszek został skazany na 11 miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata oraz trzy tysiące złotych grzywny.

      Z tekstu to jednoznacznie nie wynika ale najprawdopodobniej Witaszek poddał się dobrowolnie karze bez przeprowadzenia rozprawy. W takiej sytuacji sąd wyłącza pozostałych sprawców do odrębnego postępowania i sądzi ich w "normalnym" trybie. Witaszek może występować w sprawie "głównej" jako świadek. pokaż całość

    • więcej komentarzy (58)

  •  

    #polskiepato #rejestrzboczencow

    Te Mirkolisty i tak wołają z połowę ludzi albo i nie, chyba z tego zrezygnuję. ( ͡° ʖ̯ ͡°) Co myślicie?

    Czy zrezygnować z wołania do postów na #polskiepato i #rejestrzboczencow?

    • 428 głosów (61.41%)
      Tak, zrezygnuj
    • 269 głosów (38.59%)
      Nie, zostaw jak jest
  •  

    Jestem świeżo po obejrzeniu filmu Ogniem i Mieczem i moge powiedzieć na podstawie zobaczonych mi dowodów że p0lki dawały dupy bohunom już 400 lat temu

    #p0lka #filmy #historia #przegryw #stulejacontent

  •  

    Dziś nowy wpis na #polskiepato.

    Historię podzieliłam na dwa posty, ponieważ przy próbie dodania całości w jednym wpisie pojawia się komunikat z Wykopu, że treść jest za długa. ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    • • •

    Część 1

    W 1998 r. Iwona Cygan była uśmiechniętą i pełną życia 17-latką. Uwielbiała dzieci, a one ją. Często zbierała grupkę urwisów z okolicy i organizowała im zabawy. Zadatki na przedszkolankę łączyły się z jej planami na przyszłość, ponieważ nastolatka marzyła o zawodzie nauczycielki. Była ładną i dość nieśmiałą dziewczyną, ostrożną w nawiązywaniu kontaktów. Uczyła się dobrze, a po wakacjach miała iść do 3. klasy liceum w Dąbrowie Tarnowskiej.

    Ostatni miesiąc wakacji był w Szczucinie (woj. małopolskie) dość chłodny, mimo tego 13 sierpnia Iwona postanowiła wybrać się na rolki. Gdy była już przy furtce, starsza siostra zawołała ją do telefonu, więc dziewczyna wróciła jeszcze do mieszkania. Dzwoniła Renata G., z którą się przyjaźniła, jednak niedawno podjęła decyzję, by zakończyć znajomość i przyznać rację mamie, która od początku była przeciwna tej relacji. Nastolatka mówiła, że nie ufa koleżance, uważała, że ma dziwne towarzystwo i czuła się przez nią okłamywana.

    Dziewczyny były równolatkami, jednak to Renata dominowała w ich znajomości. Od jakiegoś czasu zadawała się z tak zwaną "elitą Szczucina", czyli z okolicznymi biznesmenami i ludźmi z pieniędzmi. Należał do nich prawie 40-letni Robert K. ps. Trabant właściciel baru "U Trabanta" oraz klubu "Zajazd Leśny". Lokale znajdowały się blisko siebie, w samym centrum miasteczka, a z braku innych rozrywek mieszkańcy Szczucina uczęszczali zwykle do obu lokalów tego samego wieczoru. Czas tam spędzali zarówno licealiści, jak i dorośli, także policjanci zaprzyjaźnieni z właścicielem, który cieszył się w okolicy powszechnym uznaniem. Jedni przychodzili potańczyć, drudzy robić szemrane interesy. Wśród kolegów Renaty byli też znajomi jej siostry, przez miejscowych nazywani "grupą austriacką". Jednym z nich był 26-letni Paweł K. ps. Młody Klapa. Mężczyzna skończył zawodówkę, w której wyuczył się na tokarza. Przez jakiś czas pracował jako ochroniarz w barze Trabanta, a później zaczął wyjeżdżać do Grecji, następnie do Austrii, gdzie na czarno podejmował się prac budowlanych. Z czasem zajął się także organizacją wyjazdów do sprzątania domów w Austrii.

    Podczas rozmowy telefonicznej Renata usilnie przekonywała Iwonę do spotkania, zapewniając, że to bardzo pilne. Mimo długiego opierania się, nastolatka niechętnie przystała na propozycję i przekonana, że za chwilę wróci do domu, pomachała mamie i około godziny 19:00 ruszyła w stronę kościoła, w pobliżu którego się umówiła. Dziewczyny udały się do "Zajazdu Leśnego", gdzie rozmawiały ze znajomymi. O godzinie 21:00 siostra Iwony spotkała ją wychodzącą z lokalu –. była uśmiechnięta i mówiła, że wybiera się już do domu. Późnym wieczorem starsza z córek wróciła przekonana, że siostra śpi w swoim pokoju. Ich matka, słysząc zamykające się drzwi wejściowe, była pewna, że wróciła także Iwona. Niestety, nad ranem nie zastała jej w łóżku. Rodzice rozpoczęli gorączkowe poszukiwania. Starsza córka bezzwłocznie zadzwoniła do Renaty, jednak telefon odebrała jej siostra, która powiedziała, że nastolatka jest na kursie na prawo jazdy. Rodzina zaginionej udała się tam z nadzieją, że dowie się, co się stało z Iwoną. Według ich relacji, Renata w ogóle nie zdawała się zaskoczona zniknięciem przyjaciółki, zachowywała się dziwnie i długo nie chciała z wrócić z nimi do Szczucina, by pomóc w poszukiwaniach. Od razu po powrocie ojciec zgłosił policji zaginięcie.

    Jeszcze tego samego dnia około godziny 14:30 rolnik, który prowadził krowę na pastwisko, odnalazł przy wale Wisły w Łęce Szczucińskiej zmasakrowane ciało Iwony. Nastolatka leżała twarzą do ziemi, na plecach miała skrępowane sznurkiem ręce, a na szyi zadzierzgniętą pętlę z drutu. Jej ciało było częściowo obnażone, a spodnie i bielizna zsunięte na uda. Była brutalnie pobita, miała głównie obrażenia głowy, okolicy potylicznej, klatki piersiowej, pleców oraz dwukrotnie złamaną żuchwę. Uderzenia były zadawane ze znaczną siłą, po całym ciele i przy użyciu różnych przedmiotów. Miała też wyrwane kolczyki i obcięte włosy, co mogło świadczyć o tym, że sprawcy chcieli upokorzyć swoją ofiarę. Policjant pracujący nad sprawą wspominał:

    Analiza oględzin miejsca ujawnienia zwłok i samego ciała ofiary wskazuje, że sprawcy chcieli ją upokorzyć, pastwić się nad nią. Być może w trakcie tego zdarzenia doszło do aktów mających ślady seksualności. W grupie napastników na pewno byli mężczyźni.

    Iwona umarła w wyniku gwałtownego uduszenia drucianą pętlą i częściowego zamknięcia dróg oddechowych krwią spływającą z obrażeń twarzy. Nie było żadnych śladów, które wskazywałyby, że została zgwałcona. Nastolatka była pobita do takiego stanu, że rodzina nie była w stanie zidentyfikować jej ciała. Udało im się to na podstawie ubrań, które miała na sobie.

    W pobliżu zwłok znajdowały się fragmenty sztachet i rozbite butelki po winie. Policja zabezpieczyła także włókna w rzadkim kolorze biskupim oraz ludzkie włosy. W nocy podczas burzy, deszcz zatarł większość śladów.

    Według oficera policji, sprawcami musiały być osoby, które dobrze znały okolicę:

    Sprawcy w tym miejscu czuli się bezkarnie i pewnie. A więc znali pewne zwyczaje sąsiednich domów i że w miejscu zbrodni nie zjawi się potencjalny świadek. Być może czuli się na tyle bezkarni, że nawet nie obawiali się, że jak ktoś ich zauważy to i tak im nic nie grozi.

    . . .

    Policja popełniła szereg błędów i rażących zaniedbań, które były widoczne już od samego początku śledztwa. Zwłoki Iwony szybko zabrano, a na miejscu zbrodni nikt nie został. Nie zabezpieczono nawet terenu. Dopiero po interwencji członka rodziny Cyganów śledczy wrócili na miejsce i ostatecznie zabezpieczono szereg dowodów.

    Mimo intensywnych opadów minionej nocy psy tropiące złapały ślad. Jednak prokurator stwierdził, że idą za zającem i kazał je odwołać.

    Niedaleko miejsca odnalezienia zwłok, pod namiotami wypoczywali turyści, których funkcjonariusze nawet nie przesłuchali. Nie przeszukano także hangarów WOPR, ani baru "U Trabanta". Nie zabezpieczono ważnych dowodów lub je zniszczono. Nie włączono też do materiałów śledztwa żadnych notatek obciążających osoby, które dzisiaj w tej sprawie są oskarżone. Za to przesłuchano około 250 świadków, których zeznania jednak zdaniem policji były bezwartościowe i nie wniosły nic do śledztwa. Nie postawiono także nikomu zarzutów, a jedną z pierwszych hipotez policji było to, że Iwonę zabili sataniści.

    W miasteczku zapanowała zmowa milczenia. Mieszkańcy najwyraźniej bali się rozmawiać z policją, która zresztą także nie starała się ujawnić prawdy o tym brutalnym morderstwie. Cała okolica dużo wcześniej wiedziała, u kogo danego dnia będą odbywały się przeszukania, czy kto kiedy będzie wzywany na przesłuchanie. Mieszkańcy Szczucina wiedzieli także, kto dokonał tej zbrodni, a już następnego dnia po morderstwie, na rynku rozmawiano o tym, kto dokładnie w nim uczestniczył.

    Renata podczas jednego z pierwszych przesłuchań w Dąbrowie Tarnowskiej twierdziła, że nie znała Iwony. Mimo tego, że wszyscy w okół doskonale widzieli ich intensywną przyjaźń, a oczywistym było, że dziewczyna kłamie. Nie zostały jednak postawione jej żadne zarzuty. Według jej późniejszej relacji, miała rozstać się z Iwoną na rynku po godzinnym spotkaniu i każda z nich poszła w swoim kierunku.

    Dwa miesiące po znalezieniu ciała policja zwróciła rodzicom Iwony jej ubrania, co jest standardową procedurą, jeżeli rzeczy osobiste nie są już potrzebne do badań. Jednak trzy tygodnie później u pogrążonej w żałobie rodziny pojawił się człowiek w mundurze funkcjonariusza policji twierdząc, że musi je ponownie zabrać. Rodzina wydała wszystko, z wyjątkiem butów. Mężczyzna nie zostawił żadnego pokwitowania, a rzeczy nie trafiły do prokuratury, tylko rozpłynęły się bez śladu.

    . . .

    Na pogrzeb Iwony przyszły tysiące ludzi, głównie młodzież. Koledzy nieśli trumnę kilka kilometrów ze Szczucina do Ratajów, gdzie została pochowana. (zdjęcie) (zdjęcie)

    . . .

    W styczniu 1999 r. został wyemitowany odcinek programu "997" (klik), w którym poinformowano o nagrodzie ufundowanej przez wójta Szczucina i lokalnego biznesmena, właściciela firmy Tankpol, o wysokości 20 tysięcy złotych za pomoc w ujęciu sprawców. Po emisji programu 31-letni Tadeusz Drab (zdjęcie) powiedział w barze kolegom, że wie, kto zabił Iwonę i chce podzielić się tą wiedzą z policją. Chwalił się, że to on zgarnie nagrodę. Nie zdążył jednak złożyć zeznań, ponieważ już następnego dnia zaginął, a jego ciało wyłowiono z Wisły dopiero po kilku miesiącach. Miejscowi śledczy uznali to za samobójstwo, choć nic nie wskazywało na to, by mężczyzna z planami na przyszłość i ukochaną dziewczyną u boku, którą miał niedługo poślubić, chciał targnąć się na swoje życie. Dodatkowo Drab świetnie pływał, był wręcz wychowany nad rzeką, a po wyłowieniu z wody ręce miał skrępowane sznurem. Jednak to także nie przekonało śledczych do wszczęcia dochodzenia w sprawie zabójstwa oraz nie połączyli tej sprawy z morderstwem Iwony.

    Śmierć Tadeusza zamknęła na dobre usta mieszkańcom Szczucina i okolic. Gdy ktoś próbował rozmawiać z mundurowymi sąsiedzi ostrzegali – "przestań, bo zginiesz jak Tadek Drab". Ludzie panicznie bali się sprawców, których doskonale znali, tak samo zresztą jak policja i rodzina ofiary.

    . . .

    Po zabójstwie Iwony w Szczucinie zaczęło dochodzić do niewyjaśnionych aktów agresji wobec mieszkańców. Został pobity miejscowy ksiądz oraz licealiści, których dodatkowo wywieziono nad Wisłę i grożono śmiercią.

    . . .

    Sprawa Iwony Cygan po raz pierwszy została umorzona 8 lipca 1999 r. z powodu "braku dowodów".

    . . .

    20 grudnia 2013 r. kuzyn Iwony, który od początku bardzo pomagał rodzicom zamordowanej w dotarciu do prawdy, odnalazł swojego syna, 18-letniego Darka Cygana powieszonego w garażu. Wszelkie okoliczności jego śmierci wskazywały na udział osób trzecich, jednak Prokuratura w Dąbrowie Tarnowskiej umorzyła śledztwo. Darek znał się z synem Trabanta i według jednej z relacji chłopcy mieli pokłócić się na jednym z grillów, po czym Cygan miał mu powiedzieć, że jest synem mordercy.

    . . .

    Rankiem 24 sierpnia 2014 r. w Szczucinie przypadkowy przechodzień odnalazł ciało 30-letniego Marka Kapela (zdjęcie). Zwłoki znajdowały się w dziwnym ułożeniu, a mianowicie głowa została przygnieciona ciężkimi elementami betonowego ogrodzenia, które zadziałały jak gilotyna (zdjęcie) (zdjęcie). Jego ciało wyglądało tak, jakby walczył, aby wydostać się spod betonowych płyt. W dniu swojej śmierci Marek, który na co dzień pracował w firmie budowlanej, wyszedł z baru "Ambrozja", gdzie według barmanki wypił niewiele, może dwa lub trzy piwa. Do domu miał około trzech kilometrów, które przemierzał wzdłuż jednej z najczęściej uczęszczanych dróg w miasteczku. Monitoring zarejestrował jego postać około godziny 23:10, jednak w zasięgu kolejnej kamery mężczyzna już się nie pojawił. Osiem godzin, które upłynęły pomiędzy ostatnim nagraniem a odnalezieniem zwłok, owiane jest tajemnicą. Policjanci uznali, że zginął około północy, jednak według ratowników medycznych, którzy zjawili się na miejscu odnalezienia zwłok, musiało to być około czwartej nad ranem. Tymczasem, około drugiej w nocy, tuż obok miejsca, gdzie leżał Kapel, policjanci wylegitymowali dwóch mężczyzn, którzy szli środkiem drogi. Co więcej, jak pokazuje monitoring, w nocy dwa razy obok tego miejsca przejeżdżał radiowóz.

    Następnego dnia na miejscu odnalezienia zwłok nikt nie zabezpieczył śladów, a po dwóch godzinach było już tam pusto. Ubrania Marka po jakimś czasie zostały zutylizowane, nie pobrano z nich także żadnych śladów. Nie wezwano psów tropiących ani nie zlecono przeprowadzenia eksperymentu, który mógłby wykazać, czy wybicie samodzielne głową przęsła było w ogóle możliwe. W końcu postępowanie w sprawie śmierci Marka Kapela zostało umorzone przez Prokuraturę Rejonową w Dąbrowie Tarnowskiej ze względu na "brak znamion czynu zabronionego" i mimo sprzeciwu rodziny uznane za nieszczęśliwy wypadek lub samobójstwo.

    Wiadomo było, że Marek posiadał informacje dotyczące morderstwa Iwony Cygan. Koledzy prosili go, aby nie mówił o tym głośno, ostrzegali, że "skończy jak Tadek Drab". Dwa miesiące przed śmiercią potrącił go samochód, a nieznany sprawca uciekł. Kapel miał złamane trzy żebra i stłuczoną rękę, jednak nie chciał zgłosić zdarzenia na policję. Najprawdopodobniej odebrał to jako ostrzeżenie i umyślne potrącenie.

    (klik)

    . . .

    Matka zamordowanej Iwony mówiła, że przy policjantach i prokuratorach ze Szczucina i Dąbrowy Tarnowskiej czuła się jak morderczyni, nie jak ofiara. Przez wiele lat rodzina Cyganów nie mogła nawet znaleźć pełnomocnika, który by ją reprezentował. Kolejni adwokaci z kancelarii w Tarnowie, a nawet w Krakowie odmawiali, tak jakby doskonale wiedzieli, że nie jest to zwykła sprawa kryminalna. Wszyscy widzieli, że gdy tylko ktoś próbował dotrzeć do prawdy, miał realne kłopoty. Po wielu latach batalii z mundurowymi – dopiero gdy w 2009 r. sprawą zainteresowało się krakowskie Archiwum X – śledztwo zaczęło nabierać tempa. Udało się nawiązać kontakt ze świadkiem wydarzeń z sierpnia 1998 r. Mężczyzna w rozmowie z policjantami zeznał, że widział, jak na rynku przy Iwonie i Renacie zatrzymał się gwałtownie biały polonez prowadzony przez Pawła K. zwanego Młodym Klapą. Po krótkiej rozmowie dziewczyny wsiadły do środka. Świadek w obliczu prokuratury wycofał się jednak z części zeznań, a niebawem po tym Archiwum X zostało odsunięte od sprawy, ponieważ "ktoś wyżej" uznał, że "za bardzo angażuje się w pomoc rodzinie". Śledztwo ponownie zostało umorzone. W 2014 r. sąd nakazał prokuratorom je wznowić, stwierdzając, że nie zrobiono wszystkiego, aby odnaleźć mordercę. Krótko po tym udało się dotrzeć do nowych dowodów, a mianowicie do kasety wideo, na której widać, jak Paweł K. bawi się na weselu w Szczucinie dwa dni po śmierci Iwony. Było tam niespełna sto osób, w tym prawie wszyscy oskarżeni dziś o udział w zabójstwie. Na nagraniach widać, że Młody Klapa był ubrany w marynarkę koloru biskupiego, prawdopodobnie tę samą, której włókna zabezpieczono na miejscu zabójstwa Iwony. Jego pobyt na zabawie wskazywał także na to, że alibi z 1998 r., według którego w noc morderstwa miał być w drodze do Austrii jest nieprawdziwe.

    W 2016 r. media podały informację, że policjanci są o krok od złapania morderców. Na początku października w Łęce Szczucińskiej, gdzie przed laty znaleziono ciało nastolatki, został przeprowadzony eksperyment procesowy (klik), który miał polegać na m.in. odtworzeniu relacji świadka (zdjęcie) (zdjęcie). W eksperymencie brała udział Żandarmeria Wojskowa, która użyczyła drona do skanowania terenu oraz naziemnego sprzętu do mapowania 3D miejsc zdarzeń. (klik)

    Do tego czasu zebraliśmy bardzo dużo materiału dowodowego. Z najnowszych informacji wynika, że miejsce znalezienia zwłok najprawdopodobniej nie było miejscem zabójstwa. Pod uwagę bierzemy również fakt, że ciało Iwony było roznegliżowane. Choć sekcja zwłok wykluczyła jakikolwiek kontakt seksualny. Uważamy, że sprawca celowo chciał wprowadzić w błąd policję co do miejsca i motywu zbrodni

    – mówił Bogdan, szef krakowskiego Archiwum X. Po latach została przerwana też zmowa milczenia, a policja dotarła do świadków wydarzeń sprzed lat, którzy w końcu zdecydowali się na rozmowę z funkcjonariuszami.

    klik <– wywiad z owym Bogdanem, bardzo ciekawy człowiek (rozmowa nie dotyczy tej sprawy).

    . . .

    Zaraz po przeprowadzeniu wizji lokalnej w Łęce Szczucińskiej zaginął 79-letni Wojciech Sołtys (zdjęcie) ze Świdrówka pod Szczucinem. Dopiero po ponad trzech tygodniach poszukiwań w trudno dostępnym miejscu nad Wisłą znaleziono jego zwłoki. Mężczyzna leżał twarzą do ziemi i był nieadekwatnie ubrany do pory roku – miał na sobie tylko koszulkę polo z długim rękawem oraz dresowe spodnie. Kilkaset metrów dalej znajdował się spalony wrak jego samochodu. Tablica rejestracyjna leżała na ziemi.

    Mężczyzna posiadał plany na przyszłość, remontował dom i miał już kupiony bilet na lot do Stanów Zjednoczonych, w których wcześniej spędził ponad 30 lat życia. W dniu, w którym zaginął, nie zjawił się na lotnisku, o czym powiadomiono jednego z jego braci, który od razu wybrał się do domu Wojciecha. Zastał tam otwartą bramę na posesję. Nie było słychać szczekania psa, który – jak się później okazało – leżał martwy. Jego sekcja zwłok wykazała, że zmarł z wygłodzenia.

    Przy ciele denata znaleziono sporo gotówki, w tym amerykańskie dolary, oraz telefon komórkowy.

    Jednoznacznej przyczyny śmierci nie udało się ustalić. Wykluczono natomiast, że był to jakiś uraz, jak np. pobicie.

    Biegli wskazali, że najbardziej prawdopodobną przyczyną zgonu była ostra niewydolność układu krążenia w przebiegu uszkodzenia mięśnia sercowego na tle miażdżycowym

    – mówił zastępca prokuratora rejonowego w Dąbrowie Tarnowskiej. Tłumaczył też, że dla dobra śledztwa więcej szczegółów ujawnić nie może, ale. dodał, że prowadzą śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci.

    Krewni zmarłego nie wierzą w zgon z przyczyn naturalnych. Według brata sprawcą musiał być ktoś miejscowy, kto dobrze znał okolicę, ponieważ miejsce znalezienia zwłok jest obszarem rzadko uczęszczanym i trudno dostępnym.

    Tarnowska prokuratura w końcu umorzyła sprawę, której akta dopiero pod koniec 2017 r. trafiły do Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej. Postępowanie zaczęło być prowadzone w kierunku podejrzenia zabójstwa z motywacji zasługującej na szczególne potępienie.

    . . .

    Śledztwo w sprawie morderstwa Iwony Cygan kontynuował Małopolski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie wraz z policjantami ze specjalnej grupy zajmującej się niewyjaśnionymi zbrodniami sprzed lat –- Archiwum X – z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie.

    Zebrane przez nich dowody, zeznania świadków oraz opinie Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie pozwoliły, by w grudniu 2016 r. za 45-letnim już Pawłem K. został wysłany list gończy, a Sąd Okręgowy w Tarnowie wydał Europejski Nakaz Aresztowania (klik) (klik), ponieważ nieznane było aktualne miejsce pobytu podejrzanego. Na liście gończym widniała kwalifikacja mówiąca o zabójstwie ze szczególnym okrucieństwem, a zdaniem prokuratury podejrzany 13 i 14 sierpnia 1998 r., korzystając z pomocy swego ojca Józefa K. ps. Stary Klapa, zadawał Iwonie liczne ciosy twardym narzędziem, a następnie wywiózł ją w okolice wałów przeciwpowodziowych w Łęce Szczucińskiej, gdzie ofiarę skrępował i doprowadził do jej śmierci.

    Paweł K. został aresztowany 9 stycznia 2017 r. w Wiedniu przez austriackie organy ścigania, a w połowie miesiąca został wysłany z Polski wniosek o jego ekstradycję. Po dwóch rozprawach sądowych w tej sprawie Młody Klapa (zdjęcie) został przetransportowany do Polski wojskowym samolotem 11 maja, a następnie eskortowany przez Żandarmerię Wojskową do Aresztu Śledczego w Krakowie. Jeszcze podczas pobytu w Wiedniu, K. twierdził, że jest krewnym byłej premier Ewy Kopacz, która chroniła go przez te wszystkie lata, o czym pisały wszystkie austriackie media (klik). Polityk wszystkiemu zaprzeczyła i wytłumaczyła się zwykłą zbieżnością nazwisk.

    17 maja w polskiej prokuraturze Paweł K. nie przyznał się do zarzutu i skorzystał z prawa do odmowy wyjaśnień. Mężczyzna został przebadany wykrywaczem kłamstw, które wykazało, że posiada dużą wiedzę na temat zabójstwa Iwony, że coś ukrywa i usiłuje oszukać urządzenie, stosując uniki psychologiczne.

    Kolega Młodego Klapy zeznał, że mężczyzna ten jest maniakiem seksualnym i w latach 90. gdy przyjeżdżał z Austrii do rodzinnego Szczucina, często razem bywali u tarnowskich prostytutek.

    . . .

    DALSZĄ CZĘŚĆ TEJ HISTORII PRZECZYTACIE TUTAJ.

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #morderstwo #patologiazewsi #patologiazmiasta #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #szczucin #iwonacygan #dabrowatarnowska #tarnow #mafia
    pokaż całość

    •  

      @kvoka jedna uwaga merytoryczna. Śledztwo umorzono wobec niewykrycia sprawcy a nie "z braku dowodów". Jako "brak dowodów" czasami określa się inna przesłankę umorzenia postępowania, tj. brak danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia czynu zabronionego. Różnica jest zasadnicza: w pierwszym przypadku do przestępstwa doszło, tylko nie wiadomo kto je popełnił; w drugim przypadku nie ma pewności, że do przestępstwa w ogóle doszło.
      Tak w ogóle to jestem pod wrażeniem pracy włożonej w tekst :-)
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (65)

  •  

    Policyjny dozór za posiadanie czarnego prochu bez zezwolenia. Według zapewnień autora był także we władaniu odpowiedniej broni tym zasilanej.
    http://forum-bron.pl/viewtopic.php?f=83&t=175151#p1846251
    #bron #strzelectwo #prawo
    pokaż całość

    źródło: IMG_0392.JPG

  •  

    Czy można domagać się odszkodowania za niesłuszny pobyt w #szpitalpsychiatryczny? W wieku 13 lat moi rodzice wmówili mi i lekarzom, że jestem chory psychicznie i potrzebuje pilnego leczenia. Miałem wtedy nieco problemów, ale wynikały ze stresu i negatywnego oddziaływania cmentarniackiego środowiska. Przez mafię psychiatryczną straciłem blisko 2 lata życia. Ten okres był dla mnie straszny i odcisnął piętno na moim dalszym życiu, dlatego chciałbym uzyskać rekompensatę. Jakie kroki powinienem podjąć, by sprawiedliwości stała się zadość? #prawo #mafia #takaprawda #porady #medycyna pokaż całość

    •  

      no to sam teraz widzisz ile warte sa rady radcow z internetu.

      @dmde: wystarczy prześledzić profil danej osoby, żeby wiedzieć, czy faktycznie jest zawodowym prawnikiem, czy też udaje.
      P.S. jeden radca prawny już w tym wątku się wypowiedział.

    •  

      @dmde ok, poprawię się i doprecyzuję: wystarczy prześledzić, to co dana osoba pisze w wątkach/znaleziskach dotyczących kwestii prawnych, żeby z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, czy dana osoba jest zawodowym prawnikiem czy nie. Chodzi mi głównie o używany język. Podobnie jak w przypadku innych wyspecjalizowanych zawodów.

    • więcej komentarzy (14)

  •  

    #pytanie #prawo
    gdzie mozna uprzejmie doniesc na kogos grubo handlujacego bez dzialalnosci gospodarczej ordynarnymi podrobami znanych marek?

  •  

    Był ktoś z was kiedyś na przesłuchaniu na policji? Torturują i biją czy tak robią tylko osiedlowym sebixom?

    #pytanie #policja #prawo #przestepczosc

  •  

    Czy tylko u mnie Niemcy AI zawsze robią Nadrenie, a nigdy przeciwstawienie się Hitlerowi?
    #hoi4

  •  

    Mircy i Mirce! Prezentuję wam dzisiejszą Bagietę, tym razem o sprawie bardziej cywilnej, bo o moim EDC. Zapraszam serdecznie ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    https://www.wykop.pl/link/4667611

    #policja #panbagieta #ama #ciekawostki #edc #pracbaza

    źródło: youtu.be

  •  

    Czy ktoś może mi wyjaśnić paragraf, którym podpiera się Konrad w trakcie przesłuchania w kontekście odmowy zeznań? Mówi o art. 188 par. 3 kodeksu karnego, który to artykuł po szybkim wygooglaniu jest o środowisku i paragrafów nie ma wcale...

    #nielegalni #prawo

    źródło: kk.png

    •  

      Niestety realizm w tym zakresie zwykle leży - nagminne w polskich serialach są takie głupoty jak złe usadzenie stron na sposób amerykański tj. zamiast po dwóch stronach sądu patrząc na siebie siedzą zazwyczaj jak uczniowie do nauczyciela.

      @Ogar_Ogar: mnie najbardziej ubawiło jak twórcy "Watahy" pomieszali role prokuratora i policjanta wykonującego czynności operacyjno - rozpoznawcze :-D

    •  

      Oficer wywiadu przesłuchiwany przez swoich przełożonych po wycieku tajnej operacji do mediów.

      @sphinxxx: Zależy, czy pytają go o wyciek, czy o samą operację. Jeśli to pierwsze, to najbardziej pasuje art. 183 par. 1 k.p.k. jeśli zakładają, że wyciek pochodził od niego. Nie służy mu jednak prawo do odmowy zeznań, a jedynie prawo do uchylenia się odpowiedzi na konkretne pytanie. Jeśli to drugie to dochodzić mogą jeszcze art. 179 par. 1 k.p.k. i 180 par. 1 k.p.k. - ze wskazaniem na ten pierwszy (z uwagi na poziom oklauzulowania takich operacji) ale jeśli przesłuchują go przełożeni, to jest to bez sensu, bo oni mają dostęp do tych samych informacji więc trudno mówić o ochronie informacji niejawnych.

      @Ogar_Ogar jeśli chodzi o amerykanizmy, to moim ulubionym jest "sprzeciw, Wysoki Sądzie!" :-D
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (14)

  •  

    #polska #prawo w Polsce jest tyle martwych przepisów na: zaśmiecanie, prowadzanie psa bez smyczy, sranie psem, żebranie, niesegregowanie odpadów, picie w miejscu publicznym, szczanie w miejscu publicznym, itp. itd. można wymieniać setkami. Tyle, że nikt tego prawa nie egzekwuje. Przydałoby się przywrócić straż miejską, obowiązkowo w całym kraju.

  •  

    Zaginięcie Johnny'ego Gosch'a

    Mimo, że od zaginięcia 12-letniego Johnny'ego Gosch'a minęło już ponad 35 lat, sprawa wciąż jest uważana za jedno z najsłynniejszych zaginięć USA. Wszystko wydarzyło się w 22-tysięcznym miasteczku West Des Moines w Iowa.

    Według matki chłopca, Noreen, już dwa dni przed zaginięciem jej syna stało się coś dziwnego. W piątek 3 września 1982 roku cała rodzina wybrała się na mecz footballu, w którym grał brat Johnny'ego. W pewnym momencie 12-latek poszedł kupić sobie popcorn, jednak długo nie wracał. Ojciec, John, poszedł go szukać. Okazało się, że chłopiec rozmawiał z policjantem. Tego samego wieczora Johnny ponownie się zawieruszył i ojciec znów przyłapał go na rozmowie z funkcjonariuszem. Podczas opuszczania stadionu Johnny powiedział, że chciałby zostać policjantem. Noreen miała złe przeczucia.

    Sobotę chłopiec spędził na oglądaniu filmów ze swoim przyjacielem. Wieczorem jego rodzice zorganizowali wielką rodzinną kolację, ponieważ ich córka przyjechała z collegu z chłopakiem. Johnny dorabiał sobie do kieszonkowego roznosząc gazety w niedzielne poranki i zawsze towarzyszył mu ojciec. Jednak tego wieczora 12-latek zapytał swoich rodziców czy następnego ranka może sam roznosić prasę. Matka nie była tym zachwycona, jednak wkrótce rodzice przystali na to. Chłopiec powiedział "Mamo, zawsze będę cię kochać, jesteś najlepsza" po czym udał się do swojego pokoju.

    W niedzielny poranek 5 września Noreen i Johnego obudziły telefony od sąsiadów, którzy nie dostali gazet. Rodzicie początkowo myśleli, że ich syn zaspał, jednak Johnny'ego nie było w pokoju. Małżeństwo niemal natychmiast poszło na miejsce zbiórki chłopców roznoszących gazety i zawiadomiło policję. Mimo, że komisariat mieścił się tylko 10 przecznic dalej, dojazd zajął policjantom aż 45 minut. W tym czasie John znalazł wózek na gazety zależący do syna około 1,5 przecznicy od domu, a Noreen zdążyła przepytać pozostałe dzieci i ich rodziców. Podobno na miejsce zbiórki przyjechał mężczyzna w niebieskim Fordzie Fairmont i natarczywie wypytywał ich gdzie jest 86 ulica. Johnny powiedział, że to dziwne, boi się i idzie do domu. Wtedy kierowca trzykrotnie mrugnął światłami (być może dawał w ten sposób komuś znak) i odjechał. Ktoś inny widział wysokiego mężczyznę, który wszedł za chłopcem między dwa domy.

    Gdy policjanci w końcu zjawili się na miejscu, od razu założyli, że Johnny uciekł z domu. Wypytywali rodziców czy nie robił już tego w przeszłości. Później stwierdzili, że skoro nie ma żadnego żądania okupu, to nie porwanie i z poszukiwaniami trzeba się wstrzymać przez następne 72 godziny.

    Rodzice robili co w ich mocy, aby odnaleźć syna. Informacja o porwaniu znalazła się na nagłówkach gazet w całym kraju, kiedy tylko mogli pojawiali się w telewizji, rozdali 10 tysięcy plakatów... Zdjęcie Johnny'ego było jednym z pierwszych zdjęć zaginionych dzieci wydrukowanym na kartonie od mleka. Miesiąc po porwaniu Noreen założyła fundację imienia swojego syna i jeździła po całym kraju, aby zwiększyć świadomość przestępstw z udziałem dzieci. 1 lipca 1984 roku zmieniono prawo, dzięki czemu dzieci muszą być szukane natychmiast po zgłoszeniu zaginięcia, a nie po 72 godzinach.

    12 sierpnia 1984 roku zaginął Eugene Martin, 13-latek z Iowa, który również roznosił gazety. Mimo podobnego miejsca i okoliczności, policja nie połączyła obu tych spraw. Chłopca nigdy nie odnaleziono. 29 marca 1986 roku zaginął kolejny 13-latek z tego stanu. Marc Allen wyszedł do przyjaciela z sąsiedztwa i nigdy nie wrócił do domu. Policjanci znów uznali, że zrobili co mogli, jednak chłopiec nigdy nie został odnaleziony. Wszystkie trzy śledztwa utknęły w martwym punkcie.

    Dopiero w 1991 roku coś znów się ruszyło w sprawie zaginionego chłopca. 24-letni Paul Bonacci, przebywający w więzieniu w Nebrasce, przyznał się, że był zamieszany w porwanie Johnny'ego. Mężczyzna od dziecka był wykorzystywany seksualnie, a później był związany z siatką pedofilską. Niestety, był chory na zaburzenie dysocjacyjne tożsamości (w jego głowie było mnóstwo różnych osobowości, które nie wiedziały o sobie nawzajem). Mężczyzna dosyć dokładnie opisał przebieg porwania i narysował nawet mapę dzielnicy Gosch'ów, która pokrywała się z rzeczywistością. Policjanci uznali jednak, że jego zeznania nie są wiarygodne. To chyba dostateczny dowód na to jak wielkie wpływy miała owa siatka pedofilska i jak wysoce skorumpowana była policja.

    W 1997 roku (15 lat po zaginięciu Johnny'ego) stał się cud. Około 2.30 w nocy ktoś zapukał do drzwi Noreen. Kobieta zobaczyła na progu dwóch mężczyzn, jednym z nich był jej syn. Mimo, że rozpoznała go od razu, potwierdził swoją tożsamość pokazując znamię na piersi. Noreen nigdy wcześniej nie widziała drugiego mężczyzny, ale rozmowa między matką a synem mogła odbyć się dopiero po jego zgodzie. Johnny nie chciał powiedzieć gdzie mieszka, wyznał jedynie, że wciąż jest w niebezpieczeństwie i znów musi zniknąć. Po około godzinie mężczyźni opuścili dom Noreen. Kobieta wiedziała, że nikt jej nie uwierzy w to co się stało, a więc zwlekała z opowiedzeniem tej historii przez rok. Policja oczywiście jej nie uwierzyła, opinia publiczna była podzielona.

    We wrześniu 2006 roku Noreen znalazła na progu swojego domu kopertę ze zdjęciami trzech związanych chłopców. Jeden z nich wyglądał zupełnie jak Johnny. Sprawa zaginięcia chłopca znów wróciła na nagłówki wszystkich gazet, jednak policja zapewniała, że to nie Johnny. Miał do nich zadzwonić jakiś mężczyzna z Florydy i powiedzieć, że zdjęcia dotyczą sprawy, którą prowadził w 1970 roku. Nie przedstawił jednak żadnych dowodów.

    Do dziś nie wiadomo co 5 września 1982 roku spotkało Johnny'ego Gosch'a. Mimo, że matka chłopca poruszyła niebo i ziemię, aby odnaleźć syna, nieudolność policji jest wręcz porażająca. Co ciekawe niektórzy wierzą, że pewien reporter, Jeff Gonnon, to w rzeczywistości Johnny. Nie ma jednak na to żadnych dowodów. Sam dziennikarz stanowczo temu zaprzecza i powiedział, że może nawet poddać się badaniom DNA. Nigdy jednak tego nie zrobił.

    Źródła: allthatsinteresting, iowacoldcases, yt

    #historieriley #kryminalne
    pokaż całość

    źródło: clv.h-cdn.co

  •  

    Jestem świadkiem na rozprawie sądowej w obronie oskarżonego który z pewnych powodów nie może przyjechać. Pytanie brzmi czy rozprawa może się odbyć?
    #prawo #kiciochpyta

  •  

    Poszukuje historii o honorowych działaniach w czasie wojen takie jak Rozejm Bożonarodzeniowy, Rozejm w lesie Hürtgen czy Incydent Charliego Browna i Franza Stiglera w których wrogowie zachowywali się fair w stosunku do przeciwnika. Jeżeli znacie również książki o podobnym temacie z chęcią zgłębię temat. :)

    #historia #iiwojnaswiatowa #iwojnaswiatowa #wojna #pytanie pokaż całość

  •  

    Wołam #prawo, potrzebuję porady prawnej, jestem zielony. Możecie mi powiedzieć gdzie się zgłosić, ile to kosztuje? Sprawa może nie jest skomplikowana, chodzi o przywłaszczenie ale wolałbym skonsultować możliwości jakie mam z kimś na właściwym miejscu.

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika IgorK

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (2)