•  

    Jeszcze zanim pierdyknęło całe to radioaktywne sowieckie ustrojstwo, było wesoło: stan wojenny w pełnym rozkwicie, ulotki rozrzucone przed szkołą, kiedy ulicą obok szła manifestacja i ZOMO używało gazu łzawiącego - to swiństwo (mam na myśli gaz, nie ZOMO, choć rozumiem że opinie mogą być podzielone :) przenikało do budynku i cała szkoła płakała rzewnymi łzami. Smutni panowie z ponurymi obliczami regularnie odwiedzali dyrektora, a ten co i rusz wywoływał kogoś z lekcji do swojego gabinetu "na przyjacielską rozmowę" ("odepnij, gnoju, ten opornik z koszuli albo ja ci go odepnę razem z twoim zakutym łbem"). Do tego pół klasy było za Solidarnością, ćwierć za partią, a reszta miała już tego wszystkiego dość i trzymała to tak głęboko w odbycie, jak to tylko możliwe.

    I wtedy zdarzył się Czarnobyl, i świat młodziaka z ogólniaka dostał kopa do przodu jak jeszcze nigdy przedtem.

    NIKT nie miał pojęcia, co się naprawdę stało. Raz, bo rządowe media zawsze kłamały, to niby dlaczego akurat teraz miałyby mówić prawdę? Dwa, bo informacje przekazywane pocztą pantoflową były co jedna to bardziej fantastyczna od drugiej, a mimo to brzmiały wiarygodniej niż radio i telewizja, bo od sześciu lat robiły za przekaźnik prawdziwych, niecenzurowanych przez rząd wiadomości. Było więc o tym, że Rosjanom wybuchła nie elektrownia, a bomba atomowa. Że to zamach. Sabotaż. Ukraina się zbuntowała. Że wojna idzie. Do tego Jaruzelski rozdaje teraz jakieś podejrzane lekarstwo, niby że ma pomóc na promieniowanie. A cholera go wie, co jest w tych butelkach! Poza tym, przecież i tak jest już za późno, bo katastrofa w Charnobylu wydarzyła się kilka dni temu i do tego czasu wszyscy już zdążyliśmy dostać śmiertelną dawkę promieniowania; tylko patrzeć, jak zaczną nam wypadać włosy.

    Do tego, kiedy dyrektor szkoły - stary, łysy, kłamliwy komuch z wąsikiem jak u Bieruta - twierdzi na pośpiesznie zwołanym apelu szkolonym, że to dla naszego dobra i "wszystko będzie dobrze, bo partia ma to pod kontrolą", wszystko to pachnie jedną wielką ściemą.

    Mój wujo, oficer Wojska Polskiego i członek PZPR, namiętnie zaczął wtedy słuchać po nocach rozgłośni Wolna Europa i Głos Ameryki, żeby wiedzieć o co tu kuźwa naprawdę chodzi. I czy już wysyłać rodzinę na wieś, zanim wojna wybuchnie, czy jeszcze zaczekać.

    No właśnie, wojna, radioaktywna zagłada. W młodych, rozpalonych, głupich łbach myśl o zbliżajacej się katastrofie była tak niebezpiecznie atrakcyjna i podniecająca, że spora część z nas uznała, iż nie ma czasu do stracenia. Moją pierwszą wódkę wypiłem tego samego dnia, w którym napojono mnie płynem Lugola; wódka okazała się być nie taka znowu paskudna, jak mnie straszono. No i do wakacji znacząca część klasy straciłą cnotę (maj, długie i ciepłe noce, słowiki i całe to romantyczne ustrojstwo z pogłoskami o nadciagajacej katastrofie włącznie: nie ma na co czekać, trzeba korzystać z życia!). Klasowi solidarnościowcy pogodzili się z klasowymi partyjniakami, hipisi ze skinami, depeszowcy z metalami.

    Niestety, nie obyło się bez ofiar: w tej niezwykłej atmosferze pojednania i życzliwości Magda z mojej klasy zaszła w ciążę z panem od WF-u i we wrześniu już nie wróciła do szkoły. I dlatego, jeśli ktoś nieobyty z tematem twierdzi, że w Polsce nie było ofiar katastrofy w Czarnobylu - to nie jest prawda, Magda moze zaświadczyć.

    #pasta #heheszki #czarnobyl
    pokaż całość

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Zajety_login_jest

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.