grafikulus
Zaciekawiła mnie informacja, którą przeczytałem na Wypoku, jak to wyciekły wytyczne skarbówki odnośnie "dociskania" uczciwych przedsiębiorców kontrolami i "odpuszczania" słupom VAT-owskim. Chodzi o ten wpis:
https://www.wykop.pl/link/4460133/wycieklo-pismo-kierownictwa-fiskusa-do-urzednikow-strzez-sie-polski/

Urzędnik KAS, który zdecydował się na ujawnienie tego dokumentu, alarmuje, że państwo idzie w kierunku ścigania firm dysponujących majątkiem, a odpuszcza słupom i spółkom kontrolowanym przez przestępców, którzy zdołali już wyprowadzić nielegalnie zdobyty majątek do tzw. Ameryki Kokosowej. Powodem tego „odpuszczenia” ma być fakt, że i tak nic nie da się ściągnąć z takich „lewych” podmiotów, więc lepiej przerzucić siły na normalnych przedsiębiorców, np. nieświadomie wplątanych w karuzelę VAT, i to właśnie ich docisnąć (w celu zabrania im pieniędzy, rzecz jasna).

No i po pierwsze dla tych, którzy wątpią, czy nie jest to czasem jakiś fejk news i prowokacja polityczna: nie, najprawdopodobniej nie jest. Będzie o tym zresztą już jutro w renomowanych gazetach o tematyce prawnej.

No a po drugie, to poprosiłem o komentarz do tej sytuacji kogoś, kto przez kilkanaście lat zajmował się zwalczaniem zorganizowanej przestępczości ekonomicznej będąc na wysokim szczeblu służb, że tak się wyrażę. Poniżej odpowiedź, jaką uzyskałem.

Temat nie jest nowy. Taka jest pragmatyka od początku funkcjonowania Krajowej Administracji Skarbowej, a nawet w ostatnim okresie funkcjonowania Urzędów Kontroli Skarbowej. Generalnie organy podatkowe działają w oparciu o statystyczne rozliczanie efektów ich pracy. W tej chwili istnieje model rozliczania za efekty polegający na porównaniu wysokości zabezpieczonych środków na poczet zaległości podatkowej danego podatnika, a wysokością stwierdzonych zobowiązań w ostatecznej decyzji. Tak więc im wyższe stwierdzone przez organy podatkowe uszczuplenie podatku, tym wyższy powinien być odzysk należności, aby zachować właściwe statystyczne parametry.

Oczywiście, efekty mogą być takie, że podatnik (np. spółka z o.o.), który np. dokonał wielomilionowego wyłudzenia VAT-u nie jest objęty zbyt energicznym działaniem urzędu celno - skarbowego w sytuacji, gdzie udaje się ustalić tylko "słupa" nie dysponującego żadnym majątkiem. Takie są realia. Z jednej strony na pewno bulwersujące jest zaniechanie rozliczenia za bardzo poważne uszczuplenia podatku w sytuacji braku realnych możliwości uzyskania jakichkolwiek środków i koncentrowanie sił oraz środków na mniejszych sprawach, ale rokujących na realne zabezpieczenie należności Skarbu Państwa, z drugiej strony zakładając, że głównym celem organów skarbowych jest zabezpieczenie interesów Skarbu Państwa, to takie działanie ma pewne racjonalne uzasadnienie, ale oczywiście nie do końca.

Nie można zaakceptować sytuacji, że idzie się na łatwiznę, a znaczna część szarej strefy pozostaje poza faktycznym działaniem organów państwa. Temat jest w istocie głębszy, gdyż dotyka zagadnień związanych z zakresem obowiązków poszczególnych podmiotów związanych ze zwalczaniem przestępczości podatkowej. Nie do końca spójne pozostają działania Krajowej Administracji Skarbowej z Policją (głównie CBŚP) czy ABW. Policja dużą wagę kładzie na ustalenie i likwidację wszystkich osób zamieszanych w proceder, a przy okazji niejako dokonywanie zabezpieczeń majątkowych, więc obszar działania jest pełniejszy, przy czym samej Policji brak jest wszystkich niezbędnych narzędzi, które wymagane są do skutecznej walki z przestępczością podatkową, jakimi dysponuje KAS. Natomiast Krajowa Administracja Skarbowa niezbyt chętnie angażuje się we współpracę, jeżeli nie widzi stosunkowo szybkiej możliwości zajęcia środków finansowych.

W polskich realiach brakuje jednego silnego podmiotu, zajmującego się przestępczością podatkową, gdyż działania poszczególnych służb na dzień dzisiejszy są mocno rozproszone i słabo skoordynowane. Były nawet w niedalekiej przeszłości przymiarki chociażby w samej Policji, o czym nawet publicznie mówił aktualny Komendant Główny Policji, do scalenia tych działań w ramach dużej i silnej komórki, zajmującej się zwalczaniem szeroko rozumianej przestępczości gospodarczej, ale temat odłożono na półkę. Zyskałby na tym nie tylko Skarb Państwa, ale przede wszystkim przedsiębiorcy, którzy ponoszą straty w efekcie popełnianych różnego rodzaju przestępstw gospodarczych na ich szkodę. Na dzień dzisiejszy sprawy dotyczące przestępczości gospodarczej są najczęściej umarzanymi postępowaniami. Cierpią na tym również wpływy do Skarbu Państwa z tytułu podatku dochodowego, VAT-u, miejsca pracy itd. Temat rzeka.

No i tyle na razie - jeśli dowiem się czegoś nowego i ciekawego w sprawie, to wrzucę. A gdyby ktoś chciał ogólnie poczytać o tematyce przestępstw gospodarczych, to zapraszam na bloga: https://www.facebook.com/BialeKolnierzykiBlog/
( ͡° ͜ʖ ͡°) #vatowcy #bialekolnierzyki #prawo #podatki #firma #policja #dzialalnoscgospodarcza
+160
okurajama
Wklejam zdjęcie w związku z tym wpisem
Wołam @Insane_Mike @gekko44 @caribbean @yagu6
W komentarzu wiecej zdjęć.
#polska #vatowcy #policja #prawo
+2
Jotem323
Na wykopie tag #vatowcy cieszy się spora popularnością. Parę lat temu znaleziska z vatem w tle też nie schodziły z głównej. Pamięta ktoś jeszcze tego pana ze zdjęcia? Dla odświeżenia pamięci można poczytać dawne znaleziska z głównej. Np.
Firma NEXA Stanisława Kujawy została zniszczona przez Urząd Skarbowy w Lublinie. 3316 wykopów
Skarbówka wykończyła firmę Nexa z Zamościa.
Urząd Skarbowy gorszy od mafii?
Firma na skraju bankructwa z powodu przedłużających się kontroli skarbówki
Kolejna firma zniszczona przez US
Sam zgłosił się do skarbówki, a ta…wykończyła jego firmę!

W skrócie: kolejna uczciwa firma zniszczona przez chciwych urzędników bo prezes nie chciał dać w łapę komu trzeba. W międzyczasie MF opublikowało białą księgę na co pozwem odpowiedział Stanisław Kujawa. Sam wraz z #wipler wziął udział w konferencji prasowej pod hasłem Rząd niszczy polskie firmy!.
Dlaczego o tym teraz piszę? Ponieważ niedawno pojawiło się uzasadnienie do prawomocnego wyroku NSA w sprawie tej firmy. Sprawa dotyczyła VATu za cały 2010 rok. Poniżej co ciekawsze fragmenty:
transakcje dokumentowane fakturami eksportowymi wystawionym na A. V. oraz A. K. nie mogą być uznane za eksport i opodatkowane stawką VAT w wysokości 0%, ponieważ miały one fikcyjny charakter.
Z osobami o personaliach A. V. oraz A. K. nie kontaktowała się również Y. Z., pracownica spółki N. zajmująca się handlem z rynkami wschodnimi. Z jej zeznania wynika, że "jak tylko przyszła do firmy", to zorientowała się, że odbiorcami towarów nie są podmioty wskazane w fakturach i poinformowała o tym prezesa spółki N.
Słusznie zatem, ze względu na to, że wskazani na fakturach oraz w dokumentach celnych nabywcy okazali się podmiotami fikcyjnymi, odmówiono uznania, że skarżąca spółka dokonała eksportu i zakwestionowano zastosowanie w tym zakresie stawki VAT w wysokości 0%
Warto zwrócić też uwagę, że w rozpoznawanej sprawie niesporne jest, że o charakterze transakcji dokonywanych między X. i S. a N. oraz C. wiedział J. S., dyrektor handlowy spółki N., jak również S. K., prezes skarżącej spółki, biorąc pod uwagę m.in. jego aktywność w zakresie zarządzania spółką (cotygodniowe spotkania z handlowcami, zatwierdzanie najważniejszych decyzji, w tym związanych z warunkami realizowanych transakcji oraz płatnościami).
#podatki #urzadskarbowy #polska
+1
Cripex
Taki numer jest legalny?
Dostałem dwa paragoniki w ciekawy sposób opodatkowane. Zakup normalnie przez allegro legitny.

Zastanawiam się czy przesłać do US. Na jaki adres przesłać skan?

#urzadskarbowy #bagiety #pytanie #prawo #vatowcy #paragon
+3
Ocurwaalekyrk
#vatowcy #muzyka #januszebiznesu

To będzie przykład jak zaoszczędzić prawie 800 000zł na Vacie.

Jak wiadomo na płyty CD jest VAT 22%, ale na płytę z książką jest już 0%.

W związku z tym, przy sprzedaży 100 000 sztuk nie opłaca się sprzedawać samej płyty bo sam podatek VAT to milion(prawie 11zł z jednego pudełka przy cenie 50zł)

Warto zrobić taką księgową sztuczkę i wydać płytę CD za 10 zł ( Podatek 2,2zł) i "Instrukcję" do niej za 40 (Podatek 0zł)

Pyk i zamiast 1 000 000zł VATu płacimy "tylko" 220 000zł. W #rap środowisku wydawniczym to co bardziej popularny zabieg i co bardziej kumaci wpadli na to już dość dawno, a niektórzy przy sprzedaży 20 000 płyt dalej sprzedają same płyty CD.
+42
gnt_1
to jest najlepszy meme zwiazany z morawieckim i vatem i nawet nie probujcie dyskutowac :DDDDDDD
#heheszki #humorobrazkowy #vatowcy #vaticanogirls
+8
grafikulus
Miraski obserwujący mój tag #vatowcy fajna rzecz jest. Otóż chłopaki od Polskiej Akademii VAT wypuścili bekową grę planszową o VAT-owcach, którą można zakupić na Wspieram.to - link to: https://wspieram.to/vatowcy No i teraz pogadałem z nimi i zgodzili się przeznaczyć 10 gier w ramach #rozdajo dla Wykopków. Oczywiście będą się w stanie z tego wywiązać, jak aukcja się uda (co nie jest gwarantowane) - od razu o tym informuję, żeby później nie było zdziwienia. Losowanie przez mirkorandom wśród plusujących, ale uprzedzam, że jak wypadnie na typa, który wcześniej wykazał się nieprzemyślanymi wpisami pod moim tagiem (mam kilku takich gagatków), to nie dam i powtórzę procedurę. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
P.S. do hejterów: tak, sprzedałem się, bo załatwiłem sobie egzemplarz prototypu i jeden w wersji produkcyjnej, jeśli aukcja wypali. Taki profit, że szok, miliony! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
+1626
mamspodniewpaski
Czy wiesz, że zgodnie z Ustawą o VAT (art. 43 ust. 1 pkt 5) zwolnieniu z tego podatku podlega dostawa ludzkich organów i mleka kobiecego? #ciekawostki #podatki #vatowcy +6
grafikulus
Dziś krótki "poradnik" prezentujący jeden z wielu schematów zarabiania na VAT dzięki eksportowi odzieży używanej (choć można i inne towary pod to podpiąć).

Jest sobie pewien eksporter w Polsce, który wysyła używaną odzież do krajów azjatyckich (nie będę pisał jakich). I teraz spedycja dostaje zlecenia od firm z Azji, czasem od eksporterów z Polski, ale towar zawsze jest odbierany z tych samych miejsc w jednym województwie. Przy okazji zawsze są jakieś problemy – załadowcy nie chcą potwierdzić odpowiedzialności za morskie listy przewozowe, a eksporterzy bardzo szybko proszą o potwierdzenie wywozu. Koniec końców jednak towar w kontenerach trafia na morze, czyli teoretycznie wszystko jest ok.

I wtem okazuje się, że jednak nie do końca ok, bo co się dzieje dalej? Otóż VAT-owcy mając na morzu X- kontenerów z towarem wartym np. 400 tys. Euro (według dokumentacji) po prostu nie płacą spedycji – a mówimy o sporych pieniądzach, bo np. w przypadku kontenera używanej odzieży o wartości 10 tys. Euro koszty transportu to ok. ¼ tej kwoty, więc łatwo sobie pomnożyć. Ktoś się spyta: ale jak, polski eksporter nie płaci…? Transport jest na zlecenie firm azjatyckich, więc polscy eksporterzy nie ponoszą tu żadnej odpowiedzialności za nieodebranie przesyłki i zgodnie z prawem mają jedynie obowiązek wydać towar na magazynie, co zresztą robią. Firma spedycyjna zostaje zaś z nieopłaconymi kontenerami na morzu, nie mając żadnego interesu w blokowaniu wydania towaru, gdyż ma on bardzo niską wartość i w zasadzie koszty dodatkowe powstałe już po jednym miesiącu przestoju kontenera w porcie czyniłyby takie blokowanie nieopłacalnym. Oczywiście, taki numer przejdzie przez jedną spedycję raz, może dwa, a potem trzeba szukać nowej, no ale firm spedycyjnych mamy jednak trochę na rynku, więc…

Reasumując: :
- Dostaliśmy wszelkie dokumenty potwierdzające eksport towaru + faktury od azjatyckiego kontrahenta.
- Wysłaliśmy X-kontenerów, każdy o wartości (powiedzmy) 10 tys. Euro i za każdy taki kontener mamy oddzielną fakturę, choć wychodzi drożej za odprawę celną niż gdyby wszystko miało być na jednej fakturze. Dlaczego tak? Mała podpowiedź: im mniejszy zwrot VAT-u, tym łatwiejszy.
- Towar to tak naprawdę nic nie warte szmaty, ich koszt jest znikomy, a za transport koniec końców i tak nie płacimy.

Mamy więc oficjalnie na morzu towar za, powiedzmy, 400 tys. Euro + wszelką dokumentację, więc możemy sobie wystąpić spokojnie o zwrot VAT-u i nikt nie ma prawa się o nic przyczepić. Profit.

#vatowcy #biznes #pieniadze #spedycja
+808
Dwadziescia_jeden
Osoby przebywające w zatłoczonych miejscach krajów trzeciego świata przestrzegam przed starym numerem "na karton".

Doliniarz podchodzi do nas z kawałkiem papieru żebrząc lub próbując coś na nim pokazać, a wtedy pod planszą jego druga ręka niczym dłoń samego Mateusza Morawieckiego wędruje prosto do naszej kiermany.

Tego gnoja z placu Meskel w Addis Abebie już kojarzyłem, ale on mnie chyba nie, więc kiedy znów spróbował swojej sztuczki, niczym Marian Kowalski lewakowi, zasadziłem mu polskiego, husarskiego kopa w dupę. Ale się zdziwił.

Sposoby na przekręty w takich miejscach można mnożyć, fantazja jak u hurtowników z Ptaka. Na zdjęcie dziecka, na plucie, na prezent, o wałach na wymianie forsy już nawet nie wspominając. Widząc zbliżającą się grupkę kryjanów z których conajmniej jeden dzierży pokrywkę od pudełka po butach najlepiej już z daleka podnosząc rękę z palcem wskazującym niczym Korwin Boniemu kazać wypieprzać.

Jakie znacie lub przytrafiły się wam uliczne sztuczki (podpowiadam słowo klucz: Cygan)? Może się komuś przyda w przyszłości.

Insta | Blog

#wanderlust - tag z mojej obecnej tułaczki po Rogu Afryki (oraz wcześniejszych podróży i opowiadanek).

#podroze #podrozujzwykopem #ciekawostki #afryka #tworczoscwlasna #pieniadze oraz pozwolę sobie użyć #vatowcy xD
+592
grafikulus
Dziś małe uzupełnienie do postu o paliwowych VAT-owcach sprzed kilku dni: https://www.wykop.pl/wpis/29997567/dzis-wyjatkowo-historia-vat-owcow-ktorej-nie-pozna/ Jak ta "branża" wygląda obecnie?

Na początek mały krok w tył: w sierpniu 2016 w życie wszedł tzw. pakiet paliwowy, czyli zestaw zmian w prawie, które miały ukrócić możliwość robienia wałków na VAT. Efekt? W ciągu kilku tygodni liczba cystern wjeżdżających z Niemiec do Polski zmalała o jakieś 80%. Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, że „lewe” paliwo przestało płynąć – VAT-owcy dalej je wozili, tyle tylko, że już nie zwracali dzięki niemu VAT-u, ale po prostu sprzedawali te paliwo taniej odbiorcom w Polsce (bo nie zawracali sobie głowy płaceniem akcyz i podatków). A w Polsce jak to w Polsce – liczy się najniższa cena i zawsze się znajdą odbiorcy, którzy nie będą zadawać pytań, czy dostawca działa zgodnie z prawem, skoro daje zajebistą cenę). Ile w ogóle można było z tego wyciągnąć? Dużo, zważywszy na to, że często paliwo to nie pochodziło z Niemiec, a było przemycane tam z Rosji, która słynie z niskich cen (dość powiedzieć, że na tamtejszych stacjach paliwo w detalu kupimy w okolicach 2,50 PLN, a w hurcie oczywiście jeszcze taniej). Daje to więc duże wrzuty, nawet biorąc pod uwagę spore koszty transportu.

Kolejny cios wymierzony w ten proceder padł w styczniu 2017, kiedy to wszedł w życie tzw. pakiet przewozowy mający ukrócić działania paliwowej szarej strefy sprowadzającej olej napędowy z Niemiec i odsprzedającej go dalej. No i się zaczęło: monitorowanie przewozów, systemy łączności ruchomej i co tam jeszcze - dość powiedzieć, że od 18 kwietnia 2017 każdorazowy przewóz ON w ilości większej niż 500 litrów wymagał wysłania zgłoszenia do specjalnego rejestru - ale, uwaga, tylko wtedy, kiedy przewóz taki rozpoczynał się na terytorium kraju, co dawało pewne furtki dla nielegalu. No i pojawiły się dziwne trasy rzekomych transferów paliwa wykazywane w dokumentach przewozowych – np. z Litwy do Francji czy też z Niemiec do Bułgarii. Trasy te nie miały żadnego ekonomicznego uzasadnienia, ale grunt, że przebiegały przez Polskę.

Służby dość szybko połapały się o co w tym chodzi, więc funkcjonariusze ITD zaczęli się rzucać na prawie każdą cysternę paliwową niczym wściekłe rottweilery, kontrolując czy wszystko jest w porządku i czy aby nie służy ona do nielegalnego transportu paliw. I jak tu żyć, jak przemycać w takich warunkach…?! Otóż trzeba kombinować, nic nowego. Paliwa przewożono więc w cysternach bez stosownych oznaczeń lub też oznakowanych np. jako służące do transportu olejów smarowych, a nawet… w zwykłych, plastikowych zbiornikach (takich, jak na foto). Pojemność np. po 1000 litrów, można ich sporo załadować na naczepę i przewieźć podobną ilość paliwa, co w przypadku klasycznej cysterny. Miało to tę oczywistą zaletę, że ITD zwracało mniejszą uwagę na takie naczepy, w przeciwieństwie do cystern.

Nie było już parasola ochronnego nad transportami paliw (mówiło o nim wielu celników, nawet w mediach), więc dodatkowo trzeba było korzystać z „zarzutek”. Jedną z nich było wystawianie tzw. „pilota”. W praktyce wyglądało to np. tak, że puszczało się pustą cysternę paliwową, a w ślad za nią w odpowiednich odstępach jechało kilka ciężarówek załadowanych zbiornikami z paliwem. ITD jak widziało taką cysternę, to szalało - zaraz myk ją na bok i kontrola, a naczepy wiozące zbiorniki z paliwami jechały sobie spokojnie dalej. W sumie prosty patent, stosowany też np. przez złodziei samochodów, którzy puszczają przed kradzioną furą „czyste” auto, a gdy jego kierowca widzi patrol policji, to zjeżdża z trasy i udaje, że się zgubił prosząc o wskazanie drogi lub też wymyśla inny kit. Czasami działa, czasami nie działa, ale zmniejsza prawdopodobieństwo tzw. przypału nie generując jednocześnie wielkich kosztów.

#vatowcy #pieniadze #transport #przestepczosc #policja
+810
AnonimoweMirkoWyznania
#anonimowemirkowyznania
Jestem pełen podziwu za artykuł https://archive.fo/wDdrG - to jest mistrzostwo. Pięknie się to czyta będąc uczciwym przedsiębiorcą. Nie dało się lepiej opisać patologii która się tam odbywa codziennie.

Też chcę zabrać głos, ale nie mam tyle odwagi co autor bloga. Napiszę więc krótko i na temat:

Jestem tam codziennie służbowo. Nie mogę napisać jako kto pojawiam się na większości hal. Autor nie wspomniał o jednej z ważniejszych rzeczy. Wysyłkach przez lokalną firmę kurierską. Już dawno się zastanawialiśmy z chłopakami jak oni to wszystko zorganizowali.

Sprawa wygląda tak: Wysyła się paczkę za pobraniem do klienta (odbiorcy hurtowego) gdzieś w polsce. w paczce naturalnie nie ma faktury VAT. I zawsze zastanawiałem się jak to jest że skarbówka nie ściga takich kurierów, przecie jakieś wykazy mają czy coś. Otóż nie na ptaku! Tam dostaje się 'numerek' i jak wraca pobranie to idzie się do boksu kurierów i z numerkiem odbiera kasę. Nawet nazwiska się nie podaje ( ͡° ͜ʖ ͡°)

I wiecie ile takich paczek codziennie wychodzi? Matematykę zostawiam wam ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Druga sprawa - jakiś czas temu modny był monitoring na ptaku. Każdy boks praktycznie miał kamerę lub dwie i wielki telewizor na ścianie. Już jest wszystko zdjęte - bo żeby czasem skarbówka obrotu i tłumu ludzi o 5 rano nie widziała :D jak skarbówka przychodzi o 12:00 to jest już luz i zawsze można powiedzieć, że jest bieda i handel stoi ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)

Autorze! Nie poddawaj się! Dla mnie to patolnia i złodziejstwo. Oni szczycą się że prowadzą wielkie biznesy, PISu nienawidzą na każdym boksie i obwiniają wszystkich za wszystko tylko nie siebie!!!!!!!!

P.S. To stanowisko oficjalne z CH Ptak to powinno być otagowane jako satyra ( ͡° ͜ʖ ͡°) Ja rozumiem bronić swoich kontrahentów, ale tak kłamać? Kto tam ma milionowe obroty oficjalnie? Chyba sam ptak ( ͡º ͜ʖ͡º) I nie pierdolcie że autor jest niepełnosprawny umysłowo - on się po prostu o siebie boi. Ja potwierdzam wszystko co jest w artykule związanego z facebookiem i ptakiem, że jest tak na 100%, a w dodatku autor nie wspomniał o wielu innych rzeczach, które mam nadzieję jeszcze wypłyną. A pani rzeczniczka ptaka to wspomina chyba tylko o tych firmach 'po drugiej stronie' drogi. Ja rozumiem bo tam są Daglasy, Kazary itp. Nie podejrzewam tych spółek o takie janiepawlenie w dzyndzla.

P.S. 2: Jak będę widział, że afera się rozkręca i interesują się tym poważne media to sam wyjdę z ukrycia i zeznam pod przysięgą co dzieje się na wszystkich halach. Obserwuję to od 3 lat i z podziwu wyjść nie mogę.

#vatowcy #ptak #aferaptakowa #podatki #januszebiznesu

Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kwasnydeszcz
+58
sanglier
Ciekawe czy strona nie wytrzymała czy gościa dojechali...

http://www.oszuscipodatkowi.com

#vatowcy #januszebiznesu #lodz #handel #afera #pdk
+5
MoFaja
Wykop jak zwykle szanowany #vatowcy #januszebiznesu

Polecam przeczytać.

Link do bloga: http://www.oszuscipodatkowi.com
+11
mala_mimi17
Uwaga afera! Proszę o wykopanie mojego znaleziska: https://www.wykop.pl/link/4167323/oszusci-podatkowi-i-nieuczciwa-konkurencja/

Pasta na zachętę ( ͡° ͜ʖ ͡°)

wchodzi prywaciarz przedsiębiorca do boksu na Ptaku
-FAKTURE VAT POPROSZĘ
-FAKTURE VAT POPROSZĘ KURWA PO POLSKU NIE ROZUMIESZ?
-DAJ MI TĄ SUKIENKE
-NO DAJ
-PROSZĘ PAŃSTWA TO JEST SPRZEDAWCA
-HEHE PATRZCIE JAKI GŁUPI xD
-DOBRA IDZIEMY DALEJ
-O! A TU PŁACIMY. KOJARZĄ PAŃSTWO NA PEWNO PORZĄDNE SKLEPY? LEGALNE, SOLIDNE, NIE LECĄCE W CHUJA.
-A TU JAKIEŚ WZ-tki, NOTESIKI, DOLICZANIE VAT, UKRYWANIE DOCHODU, ZATRUDNIENIE NA 1/4 ETATU
-I TO PROSZĘ PAŃSTWA SIĘ KRĘCI, STRUMIEŃ PIENIĘDZY TĘDY PŁYNIE, LUDZIE SIĘ DORABIAJĄ, BUDUJĄ DOMY, KUPUJĄ SAMOCHODY, ZWIEDZAJĄ ŚWIAT, PIENIĄDZE W SŁOIKACH NA DZIAŁCE ZAKOPUJO
-A W LEGALNEJ POLSCE? W LEGALNEJ POLSCE JAK W LESIE!
-O PATRZCIE! OSTROŻNIE! PRÓG PODATKOWY! PRAWIE WYSZEDŁ Z RYCZAŁTU!

a kołtuniara, kurwa
-chlip chlip ta dziewucha ma tak ciężko
-jebany urząd skarbowy
-ehhh tak by sobie chciała pokupować domy, samochody, drogie kosmetyki, ciuchy, pozwiedzać świat
-a nie może
-oficjalnie nie ma dochodu
-dajcie wzruszającą muzykę
-musi ciężko pracować, pakować paczki i ukrywać swoje bogactwo
-babka sfinansowała jej budowę domu
-ciotka dołożyła do kupna samochodu bo oficjalnie zarabia 1700 zł na rękę
-500+ na bachora i paliwo do furki
-trzymaj się kołtuniaro
-będę o tobie pisać

#heheszki #pasta #vatowcy #pieniadze
+87
grafikulus
Czasem bywa tak, że o przegrywie VAT-owców decyduje jedno drobne niedopatrzenie. Tak też było w przypadku grupy Karola J. – przez 2 lata kiwali spokojnie skarbówkę z Warszawy, aż tu któregoś dnia pewien urzędnik skarbowy z Olsztyna zwrócił uwagę na deklarację podatkową złożoną przez jednego z prezesów – słupów pracujących dla grupy. Nie wiadomo do końca, co wzbudziło podejrzenia tego urzędnika, ale postanowił on sprawdzić adres siedziby spółki owego słupa. No i okazało się, że w tym miejscu znajduje się zwykły… garaż. I tak po nitce do kłębka służby rozpracowały całą karuzelę, a Karol J. ze wspólnikami mogą teraz opowiadać kumplom spod celi, że „żarło super, no ale przez ten głupi garaż jednak zdechło” – chociaż czy jest się czym chwalić z drugiej strony… ( ͡° ͜ʖ ͡°) #vatowcy #przegryw #ciekawostki +1023
grafikulus
Z 10 lat temu grałem sobie w taką gierkę, strategię przeglądarkową pod nazwą Mafia 1930 / Gangs of Crime - może kojarzycie, mnie tak się dziś przypomniało, bo akurat natrafiłem na fotki w necie: https://www.gry-online.pl/S016.asp?ID=17387. Generalnie fabuła była prosta: opanować jak najwięcej miast i zgarnąć hajsy za przemyt alkoholu (prohibicja) + za inne gangsterskie biznesy i wykończyć przeciwników. I tak sobie pomyślałem, że fajnie byłoby odtworzyć mechanikę tej gry, ale całość rozgrywki umieścić w Polsce sprzed +- 10 lat, a zarabiałoby się oczywiście na wyłudzaniu VAT-u. Moim zdaniem pomysł całkiem spoko i powinien chwycić - zwłaszcza, jeśli w scenariuszu by się zawarło prawdziwe realia VAT-owskiego biznesu. I zamiast przemytu wódy kręciłyby się karuzele, szły WDT itd. - dobry klimat można by z tego zrobić, a i wyedukować co nieco przy okazji ( ͡° ͜ʖ ͡°) #vatowcy #gry #ciekawostki #mampomysla +101
grafikulus
Dziś wyjątkowo historia VAT-owców, której nie poznałem osobiście z jej biegu ani też nie usłyszałem od kogoś, za kogo prawdomówność mogę w 100% ręczyć. Jednak jest na tyle ciekawa i wyglądająca na prawdopodobną (zgodnie z moim stanem wiedzy w temacie), że postanowiłem ją opublikować – oczywiście nieco okrojoną z pewnych „wrażliwych” szczegółów.

Całkiem niedawno w moim mieście miały miejsce zatrzymania VAT-owców działających w branży paliwowej. Znam tych ludzi osobiście. Zbudowali oni swoje majątki pracując dla gangstera z lat 90. o pseudonimie C., który zasłynął z przemycania do Polski spirytusu w wielkich ilościach. Po 2000 roku ludzie ci zajęli się transportem i sprzedażą oleju opałowego na dużą skalę, jednocześnie rozwijając legalne firmy transportowe. Brat wspomnianego gangstera, pseudonim A. (aktualnie nosi nazwisko swojej żony, aby nie kojarzyć się z bandziorami), sporo pomógł im w rozkwicie po swoim wyjściu z więzienia, w zamian za dożywotnią „rentę” dla swojego brata C., który kilkanaście lat temu uległ ciężkiemu wypadkowi i stał się inwalidą.

Do czego jednak zmierzam. Otóż wielu naszych wspólnych znajomych „pracowało” dla tych ludzi w charakterze „prezesów”, a płacili oni bardzo dobrze – ja np. osobiście dostałem propozycję 25 tys. PLN miesięcznie za „udostępnienie” na potrzeby karuzeli swojej spółki generującej roczne przychody na poziomie ok. 4 milionów PLN. Wiele osób zakładało jednak spółki, bądź takowe kupowało za pieniądze tych VAT-owców. Karuzela kręciła się w najlepsze na pewno od 2008 roku (wtedy to dostałem od R., jednego z organizatorów, pierwszą propozycję dotyczącą mojej spółki) i podobno zatrzymała się w 2015. Jeśli chodzi o osoby w nią wkręcone, to z głównych beneficjentów zatrzymano tylko córkę R. a np. jego syna (działa w sportach motorowych) już nie. Do tej pory nie zatrzymano również 4 innych osób, które pełniły ważne funkcje w tym procederze. Jako ciekawostkę dodam, że z początkiem 2017 roku (a więc jeszcze przed zatrzymaniami) nastąpiła spora wymiana ról w głównych spółkach tworzących VAT-owską infrastrukturę – członkowie rodziny w zarządach zostali zastąpieni słupami. Z tego, co mi wiadomo, to cała rodzina R. wiedziała od początku o zbliżających się zatrzymaniach – po prostu ktoś podrzucił im przysłowiowy cynk, że zamierzają im się dobrać do d. za starą karuzelę (aktualnie mają dochody z czegoś innego).

Według mojej wiedzy „operacyjnej” główny majątek tych VAT-owców jest w zasadzie nieściągalny: drogie nieruchomości na całym świecie, akcje, luksusowe auta - to wszystko należy do krystalicznie czystych spółek bez podejrzanych powiązań, zarejestrowanych tam, gdzie nie sięgają ręce polskiego wymiaru sprawiedliwości. Z ciekawych rzeczy wspomnę jeszcze o kontach numerycznych, którymi często się chwalił T., kolejny z organizatorów karuzeli (a nie każdy może taki rachunek założyć, trzeba na to sporych funduszy) – był to w jego oczach większy prestiż, niż posiadanie nowego Ferrari. Co prawda w trakcie akcji zatrzymywania służby zabezpieczyły majątek o wartości +- 20 milionów PLN, ale w rzeczywistości to tylko drobniaki, kieszonkowe pochodzące z głównie majątku spółek transportowych należących do osób wchodzących w skład tej grupy. VAT-owcy przeznaczyli to niejako „na odstrzał”, żeby dać służbom możliwość chwalenia się zarekwirowaniem milionów i tym samym zmniejszyć ich motywację do szukania reszty. A lwia część majątku jest dobrze „wyprana” i wytransferowana za granicę.

Do zatrzymań doszło pod koniec stycznia, a z moich informacji wynika, że M. oraz I. już teraz wiedzą, że kara ich najprawdopodobniej ominie. R., T. oraz G. mają za to stanowić przykład skutecznej walki z karuzelami. Ale tak szczerze to obstawiam, że dostaną po max 5 lat, a wyjdą po 3 za dobre sprawowanie i będą cieszyć się łatwym życiem. Ogólnie jeśli to tak ma wyglądać ta cała "ostra walka służb z karuzelami", to jest to dla mnie jedna wielka bujda na resorach, skoro państwo konfiskuje co najwyżej resztki z obiadu.

#vatowcy #mafia #policja #pieniadze #ciekawostki
+612
grafikulus
Czasem dziwi mnie indolencja służb w wyłapywaniu już na starcie osób potencjalnie zaangażowanych w karuzele VAT-owskie. Weźmy chociażby popularnych prezesów – słupów. Wielu z nich to ludzie z marginesu, bezdomni, bezrobotni itd., którzy wkrótce po otwarciu spółki z o.o. wystawiają faktury na setki tysięcy – ba, na miliony nawet. Wcale to nie jest podejrzane, nic a nic...

A przecież można by stworzyć jakiś system prewencyjny, który już np. na etapie składania wpisu do KRS przetwarzałby dane z różnych rejestrów publicznych i zaznaczałby na czerwono spółki potencjalnie stworzone tylko do udziału w karuzeli. Kryteria? Bardzo proste: stali klienci pomocy społecznej, osoby karane które niedawno opuściły więzienie, długotrwale bezrobotni, osoby figurujące w rejestrach bezdomnych, może nawet stali bywalcy izb wytrzeźwień czy też wreszcie osoby wielokrotnie notowane w KSIP (Krajowy System Informacyjny Policji). Państwo ma takich delikwentów w zasadzie prześwietlonych i na widelcu, wystarczyłoby tylko przeanalizować już dostępne dane i wyłapać kogo trzeba.

No a potem? No a potem takie podejrzane spółki kontrolować, kontrolować i jeszcze raz kontrolować – ile się da! Ok, ktoś powie, że przecież już teraz naczelnicy urzędów skarbowych mogą odmawiać rejestracji danej spółki jako płatnika VAT. Tyle, że obecne kryteria odmowy są takie:
- dane podane w zgłoszeniu rejestracyjnym są niezgodne z prawdą lub
- podmiot ten nie istnieje, lub
- mimo podjętych udokumentowanych prób nie ma możliwości skontaktowania się z tym podmiotem albo jego pełnomocnikiem, lub
- podmiot albo jego pełnomocnik nie stawia się na wezwania naczelnika urzędu skarbowego.
Czyli niezbyt ostre te kryteria, bo w zasadzie wystarczy elokwentny, normalnie wyglądający i uchwytny pełnomocnik (bo przecież nie prezes – żul pijący właśnie kolejne wino pod sklepem), a już praktycznie mamy zarejestrowaną nową spółkę jako płatnika VAT.

A gdyby taki naczelnik urzędu skarbowego miał dostęp do systemu, o którym wspomniałem powyżej…? Ooo, to już co innego – wrzuciłby dane na tzw. bęben i od razu wiedziałby, że dana spółka może sprawiać kłopoty i że warto ją prześwietlić w razie czego, a być może nawet odmówić rejestracji jako VAT-owiec lub chociażby wprowadzić jakiś okres karencji/próby, jeśli „prezes” np. był w przeszłości karany za przestępstwa skarbowe.

Ktoś zapewne spyta: ale po co właściwie taki system wyłapujący firmy potencjalnych słupów, skoro mamy JPK…? Odpowiedź jest prosta: otóż liczba danych przesyłanych za pomocą JPK będzie tak ogromna, że w zasadzie nie ma szans na szczegółową analizę wszystkiego bez zaawansowanych i sprawnie działających narzędzi, których póki co nie ma. Wystarczy tylko wspomnieć, że według danych GUS mamy w Polsce ponad 2 miliony firm, a to oznacza setki milionów faktur, więc wyłapywanie z tego gąszczu podejrzanych transakcji póki co przypominać będzie szukanie igły w stogu siana. I teraz system oznaczający podejrzane spółki już na samym początku ich działalności pozwoliłby na szybsze wytypowanie potencjalnych podmiotów kontroli skarbowej, co w wielu przypadkach zapewne pomogłoby dojść po nitce do kłębka, czyli do gości stojących wyżej w hierarchii karuzeli VAT-owskiej. Dość luźne przemyślenia, ale moim zdaniem warto byłoby się zastanowić nad takim prostym systemem prewencyjnym, bo przynajmniej trochę utrudniłby on życie VAT-owcom. ( ͡° ͜ʖ ͡°) #vatowcy #pieniadze #it #prawo
+173
grafikulus
Od kilku miesięcy nastały ciężkie czasy dla VAT-owców – coraz więcej postępowań, zatrzymań i ogólnie dostajemy sygnały, że KAS-y czepiają się nawet karuzel nieaktywnych już od 2-3 lat. A taki zatrzymany VAT-owiec nie ma lekko, bo i wyboru wielkiego nie ma: albo współpraca z organami ścigania, albo wyrok, albo myk za granicę.

Z ostatnich kilku tygodni przytoczę dwie historie tego typu, które rozegrały się w… nieważne. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Pierwsza historia to taka, że zatrzymanemu VAT-owcowi złożono „propozycję nie do odrzucenia”, czyli "zawiasy" zamiast kary bezwzględnego więzienia i 500 tys. PLN mniej kary do zapłacenia za każdego ujawnionego członka karuzeli stojącego wyżej niż pospolity „słup”. Coś tak jakby VAT-owy świadek koronny trochę. Czy skorzystał z propozycji? No to już tajemnica.

Druga historia dotyczy gościa, który był na niskim levelu karuzeli i po zmianach w prawie zaostrzających odpowiedzialność karną za VAT postanowił zaprzestać procederu. Niestety dla niego i tak został namierzony, a prokurator zapowiedział mu, że 10 lat odpoczynku w „sanatorium” spokojnie mu zafunduje. Cóż więc zrobił ten VAT-owiec? Po prostu spieniężył swój cały majątek (póki jeszcze mógł) i myk za granicę. Zostając w Polsce miałby odsiadkę praktycznie zagwarantowaną + gigantyczne kary praktycznie nie do spłacenia z uczciwej pracy rąk - no chyba, że poszedłby na współpracę, ale wtedy naraziłby się na nieprzyjemności ze strony organizatorów karuzeli, a to nie są osiedlowe Sebki mocne głównie w gębie.

No nie jest lekko w każdym bądź razie, a rząd mocno ciśnie na ciągłe zwiększanie wykrywalności przestępstw VAT-owskich i rzuca pod nogi przeróżne kłody, więc będzie jeszcze trudniej prawdopodobnie. Ale nawet jak uszczelnią częściowo system, to VAT-owcy i tak znajdą jakieś luki, więc tak szybko o nich nie zapomnimy raczej. ( ͡° ͜ʖ ͡°) #vatowcy #podatki #przestepczosc #policja #pieniadze
+296
grafikulus
Zadłużona spółka z o.o. – jak ją wykorzystać do ugrania pieniędzy?

Swego czasu dość popularny był przekręt na „AAA zadłużoną spółkę z o.o. kupię”. W wielkim skrócie wyglądało to tak, że kupujący mamił sprzedającego (czyli właściciela zadłużonej spółki) rzekomą możliwością skutecznej ucieczki od długów, które wraz z przejęciem spółki przez nowy zarząd miały przejść właśnie na jego członków. Oczywiście była to tylko zarzutka i wierutna bzdura dająca dłużnikowi co najwyżej kilka miesięcy oddechu, ale Janusze biznesu, którzy poskąpili na poradę prawną, dawali się często nabrać na taki numer i płacili za samo fakt, że ktoś tę spółkę od nich zabierze. No dobra, ktoś taką spółkę przejmie i co z nią zrobi? Jest kilka opcji. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

1. Optymalizacja CIT
Wiadomo, że podatków nikt płacić nie lubi. Na szczęście istnieją furtki prawne, które umożliwiają ugranie trochę dochodowego – a właściwie nie trochę, ale połowę (a to dużo czasem). Mechanizm nie jest szczególnie skomplikowany, ale trzeba zadbać o kilka rzeczy, aby nie wzbudzić podejrzeń.

Załóżmy, że spółka Januszex ma do zrobienia deal, w związku z którym będzie musiała zapłacić dużo dochodowego fiskusowi, a niespecjalnie ma czym ten podatek zbić (kupno pustych faktur to jednak spore ryzyko czasami). Co robić, panie, tera, jak żyć!? Ano kupić zadłużoną spółkę Marianex, która będzie wystawiała faktury dla docelowego kontrahenta. Gdzie sens i logika w takim postępowaniu? A jest, bo Marianex sp. z o.o. miała duża stratę w ostatnich 5 latach i w związku z tym może połowę z tego odliczyć od podstawy opodatkowania. Zamiast 19% dochodowego właściciele Januszexa ( i Marianexa) zapłacą więc jedynie 9,5 % dochodowego + koszty związane z prowadzeniem tej drugiej ze spółek (zwykle niewielkie w porównaniu z oszczędnością podatkową). Proste? No proste. Co prawda jest trochę roboty z papierologią przy tym i trzeba dobrze poukładać łańcuch transakcji, ale przy milionowych kontraktach podpisywanych zwłaszcza w przypadku niskomarżowych biznesów te odpadnięcie połowy dochodowego ma często kluczowe znaczenie dla opłacalności całego dealu.

2. Wyprowadzenie pieniędzy przy dużych kontraktach
Zastanawiałeś się kiedyś jak to się dzieje, że np. deweloper albo główny wykonawca bankrutuje, a jego kontrahenci nie mogą za cholerę odzyskać swoich pieniędzy i koniec końców nikt za nic nie beknie? No to rzucę nieco światła na tę zagadkę, bo tutaj także wykorzystuje się zadłużone spółki z o.o. A tak to działa w uproszczeniu:

Spółka Januszex realizuje duży kontrakt. Mimo, że wszystko pozornie wygląda na sukces biznesowy i jest dość wiarygodne, to właściwym celem działania właścicieli Januszex sp. z o.o. jest zrobienie podwykonawców w …uja i zgarnięcie dla siebie całego hajsu. Januszex po zrealizowaniu kontraktu dostaje kasę od zamawiającego. No tylko jak ten hajs sensownie wyprowadzić, żeby nie zapłacić podwykonawcom i nie narazić się na bliskie spotkanie z prokuratorem…?

Prosto: wystarczy użyć zadłużonej spółki Marianex, która ma konto zajęte przez komornika. Januszex sp. z o.o. wpłaca więc całość pieniędzy związanych z kontraktem na konto Marianex sp. z o.o. pod pozorem jakiejś tam umowy, a pieniądze te są z miejsca zajmowane przez komornika. Znowu gdzie sens i logika tutaj? Ano też jest – po prostu długi Marianex są wyreżyserowane, a konkretnie należą do spółki Mirex, która poprzez sieć powiązań jest kontrolowana przez ludzi z Januszexa. Oczywiście, jest tutaj pewna strata w postaci kosztów egzekucji komorniczej, ale co tam one znaczą w porównaniu z możliwością półlegalnego wyprowadzenia hajsu… Rozwiązanie te ma jeszcze tę zaletę, że wierzyciele Januszexu nie zdążą zwyczajnie uzyskać tytułów egzekucyjnych, a komornik ściągający długi od Marianex już dawno takowy posiada. No i zanim się rozpęta inba, że to afera, oszukujo i takie tam, to kasa trafia tam, gdzie miała trafić od początku w zamyśle twórców procederu. Dlaczego jednak właściciele Januszexa po prostu nie zajumają kasy z jej konta i nie zwieją? Ale, ale, wtedy to byłoby przecież celowe uszczuplenie majątku spółki i działanie na szkodę wierzycieli, a za to to już pogawędka z prokuratorem gwarantowana. Oczywiście stosuje się rozliczne metody zabezpieczenia tak zdobytego majątku przed ewentualną egzekucją – środki finansowe transferuje się za granicę, cenne nieruchomości sprzedaje się (fikcyjnie) zagranicznym osobom prawnym (spółkom lub fundacjom) pochodzącym z państw nieprzewidujących ujawniania tożsamości udziałowców/zarządu w ogólnodostępnych rejestrach itd. Sposobów jest w każdym razie wiele i ciągle powstają nowe. Ten dość prosty schemat był często wykorzystywany w polskim biznesie przez ostatnie 20 lat. W międzyczasie przechodził on różne modyfikacje, jak np. wykorzystanie spółek offshore, ale ogólne założenia pozostały takie same: wykorzystać luki w prawie.

3. VAT i inne akcje
W sumie nie powinno to dziwić, bo taka spółka to idealny podmiot na wystawianie faktur kosztowych, a do tego działa już dłuższy czas na rynku i jeśli tylko nie ma zadłużenia w ZUS czy skarbówce, to jest dla tej ostatniej bardziej wiarygodna od nowej spółki. Często też bywa tak, że zadłużonych spółek się nie kupuje, lecz składa ich prezesom "intratną propozycję". Owi prezesi, niejednokrotnie zadłużeni na duże kwoty, są tak zdesperowani, że godzą się na wykorzystanie ich spółki np. do karuzeli. Oprócz tego taką spółkę po przejęciu, której nowym prezesem zostaje typowy słup, można wykorzystać do zaciągania nowych zobowiązań (np. brania towaru w kredyt kupiecki wszędzie tam, gdzie się tylko da) czy też do wystawiania zaświadczeń o zatrudnieniu przydatnych do wzięcia kredytów przez słupy. Oczywiście tak powstałych długów nikt nie ma zamiaru spłacać. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

#bialekolnierzyki #vatowcy #antywindykacja #biznes #firma #pieniadze
+695
grafikulus
Branża złomiarska była swego czasu swoistą Mekką VAT-owców, a mafie VAT-owskie zaciekle rywalizowały o wciągnięcie do współpracy każdego większego skupu złomu, który umożliwiał im robienie wałków. Walkę z tym procederem rozpoczęto już w 2011 roku, kiedy to weszła w życie ustawa wprowadzająca reverse change w handlu złomem. Sukces? No nie do końca, bo jak to zwykle bywa u nas z prawem, ktoś tam czegoś nie dopatrzył i okazało się, że przepisy nie regulowały kolejnych etapów obrotu surowcami, na których to etapach produkt stawał się półproduktem, ulegał przetwarzaniu, przetapianiu, cięciu, rozdrabnianiu itd. No i co w związku z tym? Ano to, że handel złomem wykazywano na fakturach jako sprzedaż półproduktów metalowych opodatkowanych na zasadach ogólnych (tj. bez zastosowania reverse change), a więc obciążonych pełną stawką VAT, który następnie można było odliczyć, więc zabawa w wyłudzanie dalej trwała na całego. Dopiero rok później ustawodawca wprowadził szczegółowy katalog towarów branżowych, w stosunku do których stosuje się obciążenie odwrotne i nagle, dziwnym trafem, zaczęły masowo znikać z rynku „skupy złomu” opierające swoją działalność na jednym kontenerze postawionym gdzieś na podwórku gospodarstwa w jakiejś zapadłej wsi. ( ͡° ͜ʖ ͡°) #vatowcy #prawo #podatki #pieniadze #biznes +391
grafikulus
No i niestety, projekt wielkiej, ogólnopolskiej wystawy rzeczy skonfiskowanych VAT-owcom został odrzucony przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Cóż, nie zawsze się wygrywa, a osobiście żałuję, bo uważam, że to bardzo dobra koncepcja jest... ( ͡° ʖ̯ ͡°) #vatowcy #przegryw #oswiadczenie +70
grafikulus
Napoje energetyczne vs VAT vol 2

Swego czasu, czyli ze 2 lata temu działała (dalej działa?) na rynku marka, która w mediach chwaliła się tym, że eksportuje energetyki do innych państw – i to kontenerami. Fajnie, bo kibicuję polskim przedsiębiorcom w zdobywaniu rynków w odległych krajach, ale nigdzie, w żadnych materiałach ani na Fejsbukach nie było jakichkolwiek zdjęć z transportu palet itd. czym często chwalą się podobne mniejsze firmy. Ok, to jeszcze nie jest jakoś specjalnie podejrzane, ale taki szczegół, że napoje były robione na folii termokurczliwej, już tak (a wprawne oko specjalisty dostrzeże to na zdjęciach).

Dlaczego taki pozornie drobny szczegół może mieć kolosalne znaczenie? Już wyjaśniam. Takie napoje na folii, nawet zamówione w stosunkowo dużej liczbie kilkunastu palet, to koszt ok. 90 groszy netto/puszka, a więc droga technologia. Fajna sprawa, jeśli sprzedaje się w małych ilościach, jak np. kilka palet. Ale dlaczego ktoś, kto rzekomo sprzedaje na kontenery (a więc prawdopodobnie setki palet) tak przepłaca, zamiast zamówić w rozlewni napój z klasycznie nadrukowaną puszką, tańszy o jakieś 40 groszy, co daje ogromne oszczędności przy dużych ilościach? I jeszcze niby pcha to do biednych krajów, gdzie dla konsumentów liczy się jak najniższa cena? No dlaczego, gdzie tu logika…? Prawdopodobne odpowiedzi są 2:
- albo w rzeczywistości krążą tylko faktury i odpowiednie dokumenty, a sam napój został wyprodukowany w krótkiej serii jedynie po to, aby ładnie wyglądać na zdjęciach w artykułach medialnych podbijających wiarygodność całego biznesu (dla skarbówki ma to często znaczenie),
- albo ktoś tworzy wyglądającą na wiarygodną historię, mającą na celu zachęcenie i wkręcenie potencjalnych inwestorów, nie ugrywając jednak nic na VAT.

Osobiście skłaniam się ku pierwszej wersji, a to min. dlatego, że osobiście kontaktowałem się z owym biznesmenem proponując zakup napojów oraz ewentualną współpracę przy dystrybucji napoju w Afryce (powiedziałem, że mam tam pewne kontakty, co akurat jest prawdą). I czy spotkałem się z zainteresowaniem? A skąd – padły pełne podejrzliwości pytania: a po co chcę kupić i czemu, a cen się nie doczekałem wcale. Czy tak postępuje ktoś, kto chce sprzedać swój produkt? No raczej nie – a może wcale nie zależy mu na faktycznej sprzedaży… Oczywiście, są to tylko podejrzenia (choć poparte mocnymi poszlakami) i niekoniecznie muszą okazać się uzasadnione, a poza tym z ewentualnej fejk sprzedaży mogła powstać sprzedaż realna. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
#vatowcy #biznes #pieniadze #ciekawostki
+572
szaremyszki
w nawiazaniu do @WszeborWlostowic -niby zielonka ale rokująca - w tagach #ukraina #historia #samochody #motoryzacja #ciekawostki - w temacie jak sie ma sprzedaz samochodów na ukrainę i dlaczego #polak #nosaczsundajski #vatowcy tez sie moga conieco nauczyc ;)

kurła zapomnialbym #opel !!!! :D tagujtogowno :D

Reszte sami skumajcie
+8
grafikulus
Napoje energetyczne vs VAT vol 1

Temat bliski memu sercu z racji tego, że działałem w tej branży kilka ładnych lat (oczywiście zgodnie z prawem, nie inaczej). No i faktycznie, do niedawna jeszcze energetyki były to jedne z ulubionych towarów w karuzelach. Co więcej, takie "energole karuzelowe" znajdziecie czasem na półkach sklepów – głównie tych mniejszych, niezrzeszonych w żadnej sieci. Jak jednak rozpoznać potencjalne napoje VAT-owców? Jest kilka punktów charakterystycznych.

Po pierwsze niska cena – ok. 1 PLN na półce. Zamówienie w rozlewni = 250 tys. puszek (minimum produkcyjne Ball Packaging, producenta tychże puszek) i jest to koszt rzędu 62-65 groszy netto, w zależności od kursu Euro i danej rozlewni. Przy zamówieniu 1 miliona puszek zapewne da się zbić do 50-kilku groszy netto. Przyjąłem ten 1 milion jako maksymalną wartość, ponieważ nikt o zdrowych zmysłach nie mający własnej rozlewni i/lub rozbudowanej sieci dystrybucji (o tym więcej później) nie wypuszczałby większych ilości na start – za duże ryzyko po prostu. Ok, a wiesz po ile musisz sprzedać, żeby Janusz sklepikarz wziął to od ciebie i postawił na półce za ok. 1 zeta? Otóż jakieś 65 groszy netto/80 groszy brutto to max. Za więcej sklepikarz nie weźmie niewypromowanego brandu, bo za mały zysk, żeby blokować sobie czymś takim półkę. Masz więc jakieś 15 groszy wrzuty. Ale teraz odejmij od tego koszty transportu i magazynowania. Odejmij koszty dotarcia bezpośredniego do sklepów (handlowiec + paliwo). Odejmij dochodowy (litościwie mały nawet, ale jednak). Ile Tobie zostanie w kieszeni? Grosz, dwa, trzy od puszki? A to przy dobrych wiatrach! Czyli jakieś 10 – 30 k od zainwestowanych 500 tys. PLN. A myślisz, że to taka prosta sprawa rozprowadzić 1 milion puszek przez +- 1,5 roku (potem termin przydatności zacznie wychodzić z mody) po małych sklepach bez posiadania dużej, sprawnie zorganizowanej dystrybucji? No pewnie, że nie! A czy wiesz, ile zamawia na początek, tak na próbę, przeciętny Janusz – sklepikarz? 2 zgrzewki (dane z kilkuset punktów sprzedaży). Potem, jak pójdzie dobrze, to weźmie może średnio 3-4 zgrzewki w miesiącu. No i teraz sobie podziel 1 milion zamówionych napojów na 24 (tyle jest w zgrzewce) i co wyjdzie? Jakieś 40 tys. transakcji sprzedaży! Tyle wystawionych faktur i dostaw - ogarnij i męcz się z tym wiedząc, że zarobisz na tym litościwe 20-30 kawałków, heh. A jeszcze Janusze biznesu żądają gratisów, opłat „półkowych”, prezentów i całowania po dupie nawet (to ostatnie to żart akurat, chociaż kto tam wie, nie znam wszystkich Januszy). O hurtownikach możesz zapomnieć – są tak zawaleni ofertami znanych napojów w cenach +-70 groszy netto, że mają w dupie jakiś energetyk no-name, co to im tylko będzie zajmował przestrzeń na magazynie, a nie wiadomo, czy zejdzie. No a poza tym boją się, że mają do czynienia z VAT-owcami, bo już się nacięli i mieli potem kontrolę ze skarbówki, więc wolą sprawdzone firmy. Czyli co, biznes dla debili nie umiejących liczyć? Skąd to zwątpienie - bardzo możliwe, że napoje tak naprawdę zarobiły już wcześniej, bo krążyły i krążyły w karuzeli, a więc ktoś zwrócił już sobie za nie VAT-y i teraz może je pchnąć po kosztach (a raczej poniżej nich). Ktoś powie: ale zaraz, zaraz, przecież są tanie brandy obecne także w marketach, to do nich też dopłacają i to VAT-owcy są? Otóż niekoniecznie – słowo klucz to skala. Tanie napoje będące np. markami własnymi firm posiadających rozlewnie, pchane przez markety wykorzystują efekt skali – sprzedają się w milionach puszek, więc mogą być przystępne cenowo i da się na nich zarobić przy małych wrzutach (zwłaszcza, gdy dana rozlewnia ma kilka brandów). Ale napoje produkowane w krótkich seriach (a 250 tys. – 1 milion puszek to krótka seria) nie pchane przez markety tylko przez małe sklepy, to nie jest do ogrania i nie zarobisz jeśli stoją po 1 zeta na półce. No ok, chyba, że ktoś ma wielką hurtownię zaopatrującą setki sklepów i sprzedaje te napoje niejako przy okazji, to jeszcze, jeszcze, ale tu dochodzimy do punktu drugiego.

Po drugie: spójrz na etykietę - cóż to za firma wypuściła na rynek takie napoje? Wygugluj: może jest to duży gracz z branży, posiadający własną rozlewnię? Ok. A może to duża hurtownia/sieć hurtowni, która ma już zbudowaną sieć dystrybucji i oprócz tych napojów ma w ofercie jeszcze inne rzeczy z FMCG? Też ok. A może jest to spółka z o.o. z kapitałem zakładowym 5 tys. PLN, o której w zasadzie nic nie wiadomo, nie prowadziła większej (albo żadnej) sprzedaży czegokolwiek, a w zarządzie są wyłącznie osoby nie związane z jakąś większą rozlewnią/firmą zajmującą się dystrybucją? No to już troszkę podejrzane. A jeszcze bardziej podejrzane jest to, jeśli spółka – właściciel danego brandu zmienia się średnio 2-3 razy w roku (znam takie przypadki, ale nie będę wskazywał konkretnych brandów z wiadomych względów). A w ogóle najbardziej podejrzane jest to, jeśli na puszcze widnieje napis w stylu „wyprodukowano w EU dla Janusz-VAT s.r.o.” czyli Czechy czy tam Słowacja – no lepsze symptomy przygotowania do karuzeli ciężko sobie wyobrazić. Oczywiście, może zdarzyć się i tak, że gnębiony przez polskie służby uczciwy przedsiębiorca zdecydował się przenieść działalność do Czech i stamtąd atakować polski rynek, ale bajkowe historie tylko czasem okazują się prawdą, choćby w części. Jak by tak jeszcze dodać do tego angielskie napisy na puszce napoju o swojskiej nazwie typu Mocarz czy inny Piorun, wypuszczonej przez firmę „5 tys. kapitału zakładowego”, to już kombo w ogóle. Bo tak szczerze to mało kto znający realia tego biznesu uwierzy, że skoro nie potrafią ogarnąć dobrej dystrybucji na polskim rynku, to uda im się z sukcesem podbić zagranicę dysponując brandem, którego nazwy zagraniczny konsument nie będzie nawet w stanie odczytać, więc po co te angielskie napisy? Chyba nikt nie uwierzy, chociaż… Chociaż w sumie urzędnik ze skarbówki może w to uwierzyć (szczególnie jak otrzyma dodatkowo faktury), a takie napisy ENG w pewien sposób uprawdopodabniają możliwość wystąpienia rzeczywistej transakcji. I to po to one właśnie są – aby WDT wyglądała bardziej wiarygodnie.

Reasumując: co zrobiłbym, gdybym był kontrolerem z KAS albo innej instytucji? Po prostu poszedłbym do kilkunastu osiedlowych sklepów w różnych miastach i kupił po puszce mało znanych napojów (tzn. nie Red Bull, Tiger, Black czy inny Rockstar) kosztujących mniej niż 1,60-1,80 PLN. Zapewne byłoby ich +- kilkanaście. Następnie sprawdziłbym, które z nich są dystrybuowane przez firmy posiadające własne rozlewnie lub duże hurtownie posiadające własną rozbudowaną sieć dystrybucji, a w przypadku nowych, nieznanych spółek, czy w ich zarządzie są osoby związane z wcześniej wymienionymi firmami – te bym odrzucił. Pozostałe Januszexy wrzuciłbym na tzw. bęben, a już w szczególności wszelkie zagraniczne s.r.o. oraz spółki zarejestrowane na adres w bloku mieszkalnym czy w wirtualnym biurze – wszelkie zwroty VATu wstrzymane i kontrola krzyżowa do 6 albo i 7 firmy w łańcuchu sprzedaży, czy towar rzeczywiście istnieje w zadeklarowanej ilości i czy stany magazynowe się zgadzają + kilka innych rzeczy jeszcze. Gwarantuję, że kilku VAT-owców by się trafiło. CDN – ciąg dalszy nastąpi. ( ͡° ͜ʖ ͡°) #vatowcy #energetyki #vat #podatki #pieniadze #firma #dzialalnoscgospodarcza
+1034
grafikulus
Kiedyś pisałem, że jak mi się będzie chciało, to stworzę nowego hasztaga o przestępstwach gospodarczych – no i jest od dzisiaj: #bialekolnierzyki Będzie trochę o nowinkach, z którymi spotykam się od czasu do czasu, jak i o sprawdzonych mechanizmach wałkarskich funkcjonujących w gospodarce od lat. O #vatowcy pod tym tagiem nie będzie, bo to osobny temat. W każdym razie w miarę możliwości czasowych postaram się przekazać co nieco praktycznej wiedzy, która powinna się przydać zwłaszcza osobom prowadzącym działalność gospodarczą, aby nie dały się oszukać cwaniakom (niekiedy bardzo kreatywnym zresztą). No i może tu i ówdzie jakaś ciekawa dyskusja wyniknie, z której też się coś nowego dowiem, albo zweryfikuję informacje, jakie do mnie dotarły.

Na pierwszy ogień pójdzie metoda wyłudzania aut leasingowych, o której po raz pierwszy usłyszałem jakiś rok temu, nieważne w jakich okolicznościach. Jest więc przedsiębiorca Janusz, który zalega ze spłatą leasingu 2 czy tam 3 miesiące. Pewnego dnia przyjeżdżają do niego mili Panowie z lawetą, pokazują identyfikatory z logo firmy leasingowej, po czym mówią, że przyjechali zabrać auta i odstawić je na parking, ponieważ raty są nie zapłacone i do czasu spłaty zaległości leasingobiorca nie może z tych aut korzystać. Przedsiębiorca Janusz dostaje do wypełnienia formularze z logiem firmy leasingowej, mili panowie dają pieczątkę i podpisy, po czym autka na lawetę i do widzenia.

Kilka dni później znów przyjeżdża miły pan z firmy leasingowej i pyta się przedsiębiorcy Janusza gdzie są samochody, bo musi je zająć. Przedsiębiorca Janusz jest w szoku, bo właśnie zdaje sobie sprawę, że został wyje… - oszukany znaczy. Nic już jednak nie można zrobić oprócz zawiadomienia policji. Oczywistym jest, że takiej akcji nie dałoby się przeprowadzić bez posiadania informatora w firmie leasingowej, który nie dość, że wskazuje przestępcom przedsiębiorcę Janusza, który akurat nie płaci rat i któremu już wysłano upomnienia z groźbą przejęcia pojazdów, to jeszcze dostarczy wzorów pism budzących wiarygodność. Z racji tego, że w dużych firmach leasingowych pracuje wiele osób, to kret jest stosunkowo trudny do wykrycia. Sposób przeciwdziałania oszustwu w podobnej sytuacji jest w zasadzie tylko jeden: dzwonić do firmy leasingowej i potwierdzić tożsamość windykatorów zanim znikną oni z pojazdami. Niestety, w trakcie podobnej egzekucji dłużnikowi emocje mogą wyłączyć racjonalne myślenie i nawet nie pomyśli on o takiej ewentualności. #bialekolnierzyki #przestepczosc #firma #dzialalnoscgospodarcza
+1115
grafikulus
Dziś lub jutro do Ministerstwa Sprawiedliwości RP pójdzie projekt oparty na mojej koncepcji, jaką jest zorganizowanie ogólnopolskiej wystawy majątku zarekwirowanego VAT-owcom - przykładem słynny Mercedes Mansory za 3 miliony PLN. Wystawa ta w założeniu byłaby bezpłatna i każdy mógłby tam zobaczyć, jakie fanty kupowały sobie Mirki od VAT-u za pieniądze zajumane fiskusowi (i obywatelom of kors). W końcu suche liczby w mediach tak nie działają na wyobraźnię, jak zobaczenie na żywo kilku fajnych zabawek, heh. Angażuję się w ten projekt, więc trzymajcie kciuki, aby był pozytywny odzew ze strony Ministerstwa – poparcie dla tej koncepcji jakieś tam jest (o szczegółach nie będę opowiadał na razie), więc mam nadzieję, że jeszcze w tym roku się uda. Na pewno będę informował na bieżąco jakby co. ( ͡° ͜ʖ ͡°) #vatowcy #podatki #vat #ciekawostki +1092
grafikulus
Całkiem niedawno głośno było o „geniuszach” wyłudzeń, którzy chcieli zwrócić 160 milionów PLN za rzekomo sprzedane obrazy - to artykuł: https://www.bankier.pl/wiadomosc/Chcieli-wyludzic-160-mln-zl-zwrotu-podatku-VAT-stana-przed-sadem-4057807.html
I wiecie, co jest najśmieszniejsze w tej całej sytuacji? Ano to, że gdyby byli nieco bardziej ogarnięci i mniej chciwi, to… to cała operacja mogła się udać, przynajmniej hipotetycznie. Ale po kolei…

Prześledźmy najpierw stan faktyczny: dwóch członków „gangu Olsena” maluje sobie totalnie amatorskie obrazy (co zostało dowiedzione w toku ekspertyzy, zgodnie z artykułem), a następnie wystawiają faktury na astronomiczną, jak na polski rynek sztuki, kwotę 2 miliardów PLN, która musi, no po prostu musi wzbudzić podejrzenia. Co więcej, też zgodnie z artykułem, prace autora „arcydzieł” nie były notowane w żadnym z rankingów wycen na portalach aukcyjnych polskich oraz międzynarodowych. Czyli totalna amatorka pod względem spreparowania wiarygodności.

A teraz gdyby tak na miejscu amatorskich obrazów znalazły się profesjonalne…? O, to już polepsza nieco sytuację. Skąd jednak wziąć taki obraz, skoro samemu się nie maluje? Odpowiedź jest banalnie prosta: wynająć jakiegoś studenta ASP, który za kilka stówek namaluje całkiem fajne dzieło. Tak po prostu. Potem trzeba by dogadać się z jakąś podupadającą galerią sztuki (a takich nie brakuje, bo sztuka to ciężki biznes), żeby wyceniła obrazy na, powiedzmy, 100 tys. PLN sztuka. Wyceny takie zaczęłyby się pojawiać na różnych portalach i nie byłoby łatwo podważyć ich wiarygodność – w każdym razie nie tak łatwo, jak w przypadku rzeczywistym. Co więcej, wystarczyłoby wykupić też od czasu do czasu jakiś artykuł sponsorowany typu „wywiad ze wschodzącą gwiazdą polskiego malarstwa” i znów poziom wiarygodności wzrasta. Szacunkowy koszt zbudowania takiego całkiem wiarygodnego fejka to +- 20 tys. PLN w górę, a więc stosunkowo niewiele. I teraz podejrzani mogliby spokojnie sprzedawać po kilka takich obrazów miesięcznie i mieć z VATu po 20-30 tys. PLN (z czego powiedzmy połowa poszłaby na koszty, tj. opłacenie współpracującej galerii i wykonawców), a tak małe kwoty zwrotów nie budziłyby podejrzeń – zwłaszcza, gdyby występować o nie w dużych miastach typu Warszawa, gdzie jest tak duży przemiał faktur, że w zasadzie nikt wszystkiego nie ogarnie. Ok, milionów by na tym nie zarobili (przynajmniej na początku), ale mogliby zgromadzić całkiem sporą sumę na inwestycje.

Oczywiście są to rozważania teoretyczne i tak wykonany plan nie musiałby się wcale udać, ale z pewnością miałby wielokrotnie większe szanse powodzenia, niż to, co odje… - pardon – odstawili niedoszli VAT-owcy. A na koniec wisienka na torcie: obaj panowie przed wprowadzeniem akcji w życie byli widziani na kursie dotyczącym zasad prowadzenia działalności gospodarczej i rejestracji podatku VAT. No i jeśli szkolili tam też z zasad zwrotu VAT-u, to mam propozycję dla firmy szkolącej: weźcie wy się lepiej zamknijcie, bo tylko mieszacie ludziom w głowach (czego efektem jest być może cała ta afera z obrazami). ( ͡° ͜ʖ ͡°) #vatowcy #podatki #przestepczosc #pieniadze #gangolsena #heheszki
+153
grafikulus
Kilka dni temu mieliśmy okrągłą rocznicę 25-lecia powstania przestępczości VAT-owskiej w Europie. Otóż przyjmuje się, że rozpoczęła się ona z dniem 1 stycznia 1993 roku, kiedy to zlikwidowano bariery celne pomiędzy państwami ówczesnej Wspólnoty Europejskiej (poprzedniczka Unii Europejskiej). Zniknął tym samym system poboru podatku importowego na granicach państwowych, a wprowadzono schemat znany jako „taxation in the country of destination”, czyli opodatkowanie w państwie przeznaczenia. Tym samym utworzono możliwość tworzenia karuzel VAT-owskich, które dziś tak dobrze znamy. #vatowcy #europa #prawo #podatki #pieniadze #przestepczosc #ciekawostki +446
grafikulus
Jakie zarzutki robią VATowcy starając się pozyskać uczciwe firmy do karuzeli?

Czasami do otrzymania „intratnej propozycji” wystarczy tylko obecność firmy w sieci - przykładem jest pewna prawdziwa historia przedsiębiorcy, który sprzedawał hurtowo towar kilkuset sklepom spożywczym (słodycze, kawę, napoje itd.). Któregoś dnia dostał taką oto ofertę: Kupisz Pan czekoladę za cenę niższą od rynkowej, a na tę czekoladę jest już kupiec za tyle i tyle, więc szybko Pan zarobisz i się nie narobisz. I teraz towar mógłby oczywiście przyjechać do Pana na magazyn, gdzie zostałby rozładowany – tylko po co…? Prościej będzie, jak my wyślemy tę czekoladę prosto do tego kupującego, a Pan tylko wystawisz faktury – zaoszczędzi się na kosztach transportu, rozładunku itd. Będzie Pan zadowolony, zobaczy Pan!

Deal życia, w którym ktoś odwala za nas czarną robotę sprzedażową? Nic z tych rzeczy. VATowcy w ten sposób uzyskują faktury od wiarygodnej spółki, działającej od lat na rynku i z taką fakturą występują potem o zwrot VATu. A chciwy przedsiębiorca, który poszedłby na podobny układ? Cóż, wiele ryzykuje, ponieważ w sytuacji, w której według „skarbówki” dochodzi do pozornej transakcji, wszyscy z łańcucha, którzy wystawili faktury, muszą zapłacić podatek wraz z odsetkami w wysokości 200%. A jak już sprawa się wyda, to nie jest łatwo się z tego wybronić – generalnie z praktyki wynika, że wystarczy, iż firma podejrzanego kontrahenta działa na rynku krócej niż 12 miesięcy, a w zasadzie jest już pozamiatane i ciężko jest przedsiębiorcy udowodnić tzw. dochowanie należytej staranności. Tak w ogóle częstą zarzutką VATowców w podobnych sytuacjach, jak opisana powyżej, jest podszywanie się pod jakąś dużą i znaną firmę – bywa, że mają tam swoich ludzi (odpowiedzialnych np. za księgowość czy obrót dokumentami), którzy otrzymują profity za potwierdzenie fikcyjnej transakcji. Tak więc jeśli kiedyś dostaniecie ofertę zakupu np. Nutelli po podejrzanie niskiej cenie i ktoś będzie Wam wmawiał, że ma już na nią kupca i towar nawet nie musi wjeżdżać na Wasz magazyn, to wiedzcie, że na 99% rozmawia z Wami Mirek-VATowiec. Albo służby robiące prowokację. ( ͡° ͜ʖ ͡°) #vatowcy #vat #podatki #firma #dzialalnoscgospodarcza #pieniadze
+305
grafikulus
Taka prawda... ( ͡° ͜ʖ ͡°) Z historiami z cyklu #vatowcy wracam po Nowym Roku jakby co. ( ͡° ͜ʖ ͡°) #humorobrazkowy #heheszki #carboners +298
grafikulus
Historie VATowców vol 3

Dziś, dla odmiany, nie będzie historii VATowców - wygrywów, ale historia prezesa - słupa, którą znam z racji tego, że sam niejednokrotnie z nim rozmawiałem, a poza tym swego czasu kumplowałem się dobrze z jego kuzynem. Tak więc B. był zwykłym chłopakiem z małej wioski, który pracował w pobliskiej fermie kurczaków. Praca w tygodniu, a w weekendy popijawy i dyskoteka – tak wyglądało jego życie do ok. 30., żadnych lepszych perspektyw, po prostu szara, nudna egzystencja.

Sytuacja jednak zmieniła się w 2010 roku, kiedy to B. poznał kilku kolegów z tzw. szemranych kręgów. Ci po pewnym czasie zaproponowali mu wejście w biznes – miał zostać prezesem jakiejś spółki w Poznaniu, rzekomo dlatego, że jej poprzedni właściciel miał problemy z komornikiem i potrzebował kogoś „czystego”. Obowiązki? Podpisywanie faktur i to w sumie wszystko, więc nic trudnego ani szczególnie męczącego. Wynagrodzenie? 4000 PLN co miesiąc na rękę za kilka godzin pracy w miesiącu – świetny deal, zwłaszcza, że B. za ciężką harówę na fermie po kilkadziesiąt godzin tygodniowo nie otrzymywał nawet połowy tego. Czy B. wiedział w co się pakuje? Prawdopodobnie nie, to był prosty chłopak i dla niego jakikolwiek biznes to było coś z pogranicza czarnej magii (przynajmniej ja miałem o nim takie właśnie zdanie).

Dla B. zaczął się okres prosperity życiowej – rzucił pracę na fermie i stał się częstym bywalcem barów w Inowrocławiu, w których przesiadywał całe dnie grając w bilard i pijąc piwo. Znalazł też sobie dziewczynę, z którą balował praktycznie codziennie, wiodąc lekką i przyjemną egzystencję (szczególnie w porównaniu do życia, które miał wcześniej). Stopniowo jednak piwo przestało przynosić oczekiwane wrażenia i B. zaczął próbować narkotyków – amfetamina, extasy, bywało, że nie spał po 2-3 noce z rzędu. Do tego doszły jeszcze automaty do gier (których w tamtych czasach nie brakowało w barach), na których B. zaczął przegrywać coraz większą część swojej kasy z VATu. Zaczynało dochodzić do tego, że B. musiał pożyczać pieniądze od różnych szemranych typów, ale ponieważ miał dochody i poparcie swoich „pracodawców”, to udawało mu się uniknąć większych kłopotów, nawet jeśli spóźnił się z oddaniem pożyczki.

Taki stan rzeczy trwał jakieś 3 lata, aż w końcu nastąpił dzień, w którym skarbówka upomniała się o ogromną dla B. kwotę niezapłaconego podatku (z relacji jego kuzyna pamiętam, że to było coś powyżej 500 tys. PLN). B. co prawda zachował wolność, ale został z ogromnym długiem, a co gorsza zaczęli go też atakować szemrani wierzyciele żądając zwrotu pożyczonych pieniędzy, które stracił podczas gry na automatach. Wiele tego nie było - kilka tys. podobno - ale odsetki od takich długów rosną w zastraszająco szybkim tempie. Byli „pracodawcy” B. naturalnie olali go całkowicie i urwali kontakt, bo przestał im być potrzebny do czegokolwiek. Sytuacja się pogarszała, więc B. nękany przez wierzycieli i obarczony długami postanowił uciec za granicę, a konkretnie do UK do swojego kuzyna. Tam podobno przez jakiś czas jakoś się trzymał i normalnie pracował, ale nie trwało to długo, ponieważ zaczął pić i wrócił do hazardu – ostatnia informacja, jaką miałem na jego temat była taka, że kuzyn wyrzucił go z domu po tym, jak B. ukradł mu pieniądze, które potem przegrał w kasynie. I tak z prezesa spółki stał się spłukanym gościem, którego wywalił z mieszkania własny kuzyn. Co się z nim dzieje dzisiaj nie wiem, od kilku lat nic już o nim nie słyszałem.

Na fotce wejście do nieistniejącego już pubu 2 plus 1 w #inowroclaw w którym najczęściej przesiadywał B. i gdzie przetracił wartość niezłego auta ( ͡° ͜ʖ ͡°) #vatowcy #vat #podatki #pieniadze #policja
+462
grafikulus
Czy #vatowcy stosują zarzutki, aby zmylić kontrolę skarbową?

Oczywiście, że stosują. Jednym z popularniejszych i dość powszechnie znanych zagrań (dlatego mogę o tym napisać) jest spreparowanie kilku łatwych do wykrycia „błędów” w księgowości - ale takich, które są zagrożone niezbyt wysokimi mandatami. Nieprawidłowości takie są oczywiście w treści w pełni prawdziwych faktur, wystawionych za rzeczywiście przeprowadzone transakcje - dzięki temu ich późniejsza weryfikacja przez kontrolerów potwierdza zgodność zdarzenia z prawdą. Takie zagrania mają na celu nie tylko odwrócenie uwagi, ale także mają symulować nieporadność przedsiębiorcy, który sprawia wrażenie zagubionego w gąszczach przepisów podatkowych. Pośrednio ma to wskazywać na jego uczciwość i odsuwać podejrzenia - w końcu który profesjonalny oszust myliłby się w takich drobnostkach, jak np. zaksięgowanie faktury proforma jako pełnoprawnej faktury VAT, brak podpisu na innej fakturze lub pomylony numer NIP...? A kontroler z pełną satysfakcją może pochwalić się przed przełożonymi wykryciem nieprawidłowości – bo w kontroli skarbowej chodzi często o to, żeby w ogóle wykazać i ukarać uchybienia oraz podbić statystyki, a nie rozwiązać rzeczywisty problem. Na szczęście takie podejście się powoli zmienia, chociażby dlatego, że przy US działają lub zaczynają działać kilku - kilkunastoosobowe komórki "młodych wilków" w wieku 25-35 lat, którzy są szkoleni w zakresie zwalczania przestępstw związanych z VATem i znają podobne numery. BTW po okresie świąteczno - noworocznym będę rozmawiał z szefem jednej z takich komórek - na AMA namówić się pewnie nie da, ale jeśli opowie coś ciekawego, co nadaje się do publikacji, to obiecuję, że wrzucę na Wypok. #vat #podatki #prawo #urzadskarbowy #pieniadze
+1133
grafikulus
Ile jest realizmu w temacie VATowców w filmie Pitbull – niebezpieczne kobiety?

Tak sobie spoglądałem ostatnio na Pitbulla z wątkiem mafii paliwowej - znany reżyser Patryk Vega, aka Papryk Vege, przedstawił tam historię Cukra, który przejmuje prezesa jednej ze spółek karuzeli i tym samym kładzie łapę na kilkudziesięciu milionach PLNów należących do VATowców. Czy taka sytuacja byłaby możliwa w prawdziwym życiu i ile jest w niej realizmu? Teoretycznie tak mogło się stać, ale byłoby to bardzo mało prawdopodobne – dlaczego, to wyjaśnię pokrótce w kilku punktach.

1. W filmie była przedstawiona sytuacja, w której z konta spółki należącej do prezesa – żula idzie duży przelew na kilkanaście czy kilkadziesiąt milionów PLN. Mało prawdopodobny scenariusz zważywszy na to, że przestępcy tak dużych transakcji raczej nie dokonują z kont spółek – krzaków (a prezes – menel daje podstawy aby domniemywać, że to był właśnie taki podmiot), lecz z kont nie budzących podejrzeń wiarygodnych firm, które mogą się wykazać dużymi obrotami z zagranicznymi kontrahentami, posiadaniem prawdziwych zakładów itd. – ogólnie nie budzą podejrzeń służb. A takie czyste podmioty nie mają żuli za prezesów.

2. Sama kwota transakcji – system bankowy jest monitorowany, banki mają obowiązek zgłaszać duże transakcje do GIIF i jednorazowe przesyłanie takich kwot stwarza dość duże niebezpieczeństwo, że ktoś się podobną transakcją zainteresuje, a to raczej nie jest do szczęścia potrzebne szefom karuzeli. W przypadku transferowanie zysków z karuzeli za granicę stosuje się więc metodę tzw. zamglenia ścieżki transferu, czyli rozbicia przelewów na kilkanaście mniejszych realizowanych przez różne podmioty, dodatkowo pomieszanych z transferami pieniędzy w 100% legalnych, jak np. zapłaty za rzeczywiste kontrakty handlowe. Wszystko to ma zmylić ewentualne dochodzenie służb, więc mało prawdopodobne, aby zawodowcy (a tylko tacy obracają milionami) ot tak wystawiali się na strzał puszczając przelewy na olbrzymie kwoty, do tego z firmy-krzak.

3. O ile dobrze pamiętam, to przelewy szły do jakiegoś zadupia typu Gruzja czy inne państwo WNP. I znowu mamy fail, ponieważ służby bardzo interesują się wielomilionowymi transferami skierowanymi w tamte rejony, bądź co bądź dość dzikie, mówiąc kolokwialnie. Profesjonalni przestępcy stosują więc bufory w postaci wcześniejszych przelewów z Polski do spółek zarejestrowanych w krajach o małym stopniu kontrowersji, jak np. Wielka Brytania, Austria, Holandia itd. Dopiero z tamtych krajów brudna kasa trafia na konto na Kajmanach albo do innego Uzbekistanu.

4. Po czwarte - i chyba najważniejsze – żadna, ale to żadna szanująca się mafia VATowska nie zostawi bez opieki prezesa spółki, przez którego konto idą transfery na grube miliony! Alkoholik to tylko alkoholik, może narobić dużo biedy i jest kompletnie niewiarygodny, a w tym biznesie nie ma miejsca na niepotrzebne ryzyko. Profesjonalni VATowcy rozwiązują to w ten sposób, że bierze się takiego prezesa na wynajęte mieszkanie, tam dostaje wódę + prostytutki do zabawy i siedzi sobie pod kontrolą kilka – kilkanaście dni, aż nie zrobi się porządku na kontach jego spółki. Relatywnie tanie i bezpieczne rozwiązanie, dość powszechnie stosowane zresztą.

I to w sumie najważniejsze przesłanki. Szanse na akcję wykonaną przez filmowego Cukra oceniam więc na jakieś kilka % i jeśli by mu się to udało to nie znaczyłoby bynajmniej, że jest tak zajebisty, ale że ta mafia VATowska, którą wywiódł w pole, to przysłowiowe dupy wołowe, a nie zawodowi VATowcy kręcący grubą karuzelę. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
#vatowcy #vat #podatki #pieniadze #film #pitbull #ciekawostki
+618
edwin20
#gearbest #aliexpress #alipaczka #vatowcy
VAT już pewny czy niekoniecznie?
grafikulus
Historie VATowców vol 2

D. był niczym niewyróżniającym się chłopakiem – typowy przeciętniak, od urodzenia mieszkający na wsi kilkanaście kilometrów od większego miasta. Z wykształcenia dekarz, pracował przez kilka lat w zawodzie, ale nie było to coś, co chciałby robić w życiu. Bardzo imponował mu wujek, który był przestępcą liczącym się w mieście X. Drogie auta, piękne dziewczyny, „rządzenie” na dyskotekach, narkotyki – to był świat dalece odległy od szarego życia dekarza, jakim żył D.

Swoją karierę przestępczą D. zaczął od brania telefonów na tzw. łochów – temat bardzo prosty, fałszowało się świadectwo zatrudnienia, łoch szedł do salonów różnych operatorów i brał w każdym po telefonie na abonament. W ten sam dzień telefony zanosiło się do komisów, łochowi odpalało parę groszy, a resztę zostawiało dla siebie. Rachunków oczywiście nikt nie zamierzał płacić. Tak właśnie robił D. – udało mu się kilkanaście takich oszustw, ale w końcu został zatrzymany i poszedł siedzieć do sprawy na kilka miesięcy (o ile dobrze pamiętam, a było to kilkanaście lat temu, nie odpowiadał z wolnej stopy ponieważ zastraszał świadków).

W areszcie śledczym D. znalazł się w jednej celi z jednym z bossów przestępczego półświatka w X i to był pierwszy poważny przełom w jego przestępczej karierze. Panowie chyba się polubili, ponieważ boss zaproponował D. pracę u niego po wyjściu z więzienia. I tak D. został „asystentem” bossa, wykonując dla niego różne prace przestępcze, o których nie będę tutaj pisał w szczegółach. D. okazał się całkiem dobry w tej robocie, a do tego na skutek zażywania sterydów znacznie się rozrósł i zaczął mieć szacunek w półświatku. Został więc prawą ręką bossa i za jego pozwoleniem miał swoje własne biznesy – kilka burdeli w X i komis samochodowy. Pożyczał też pieniądze na lichwiarski %. To wszystko jednak było za mało, aby awansować do tzw. pierwszej ligi.

W okolicach 2010 roku boss D. wkręcił się w karuzelę VATowską (o czym wiedział chyba każdy na mieście, oprócz skarbówki i policji) i zaczął zarabiać naprawdę potężne pieniądze. D. patrzył na niego z zazdrością, ale niestety był za chudy w uszach (czyt. zbyt biedny), aby wejść w ten biznes jako liczący się gracz – co najwyżej mógł dostarczać „prezesów” i zadowalać się małym udziałem w zyskach. I tak też robił, czekając na dobrą okazję. No i okazja się wreszcie trafiła, do tego w osobie całkiem ładnej dziewczyny - roboczo nazwę ją Karyna. Karyna miała pewną, bardzo poważną zaletę: jej rodzice byli naprawdę zamożni. Dość powiedzieć, że przepisali na nią dom wart ponad 1 milion PLN, kupili nowe auto z salonu, sponsorowali wyjazdy zagraniczne itd. D. miał więc dobre podejście do uzyskania kapitału. I wykorzystał je – nie pamiętam już, jak dokładnie to rozegrał, ale udało mu się przejąć na własność dom Karyny, z którą zresztą wkrótce się rozstał. I to okazało się być drugim przełomem w jego przestępczym życiu.

Mając do dyspozycji spore pieniądze ze sprzedaży domu wyłudzonego od Karyny D. wszedł w karuzelę VATowską (paliwa) jako poważny partner i zaczął energicznie działać – z powodzeniem. Do jego majątku można zaliczyć: kilka drogich aut (w tym jeden z najszybszych w Polsce Mercedesów CLS 63 AMG podkręcony na ok. 800 koni), kilka mieszkań w X. oraz zakupioną niedawno willę o powierzchni kilkuset m2, oczywiście z krytym basenem. O skali luksusu może świadczyć fakt, że sam sprzęt audio kosztował D. ponad 150 tys. PLN. Jak na bogatego gangstera przystało, D. wiedzie rozrywkowe życie – dość powiedzieć, że często urządza przyjęcia, na których prostytutki roznoszą pomiędzy gośćmi tacę z kokainą o wartości kilkudziesięciu tys. PLN. Przez pewien czas spotykał się także z dziewczyną podającą wodę w pewnym znanym programie TV. D. podobno od niedawna ma też sporo udziałów w dużej firmie budowlanej wykonującej roboty na terenie Niemiec, ale jest to niepotwierdzona do końca informacja. Jako ciekawostkę na koniec dodam jeszcze, że D. w piwnicy swojej willi ma… wierną kopię celi z zakładu karnego (pisałem o tym w jednym ze swoich wpisów kiedyś). Po co mu ta cela, nie wiem – może chce przywołać wspomnienia, może ma fantazję zabawiać się tam z panienkami, a może zwyczajnie się oswaja z możliwością odsiadki, ciężko powiedzieć…

Spodobała Ci się ta historia i chcesz przeczytać więcej? Dodaj do obserwowanych mój hasztag #vatowcy ( ͡° ͜ʖ ͡°) No i przy okazji wszystkich zainteresowanych tematem VATu zapraszam do obserwowania profilu na FB, na którym coś napiszę od czasu do czasu:
https://www.facebook.com/PolskaAkademiaVAT/

#vatowcy #vat #podatki #prawo #pieniadze #przestepczosc #highlife
+1498
grafikulus
Jak to jest z tym VATem w elektronice – krótki przegląd A.D. 2017

Obrót B2B – grube ryby
Odkąd w 2015 roku minister Morawiecki wprowadził odwrócony VAT na elektronikę, możemy obserwować odpływ dużych oszustów VAT-owskich do innych branż. Na dzień dzisiejszy „hurtowe” wyłudzanie VATu zostało mocno ograniczone - jak wynika z monitoringu wybranych podmiotów prowadzonego przez Urząd Kontroli Skarbowej w Olsztynie (który specjalizuje się właśnie w elektronice), w 2016 r. wyniosły one ok. 257 mln zł, czyli 2,5 razy mniej niż w 2015 r. i aż 3,4 razy mniej niż w 2014 r. Znacznie spadł też eksport telefonów komórkowych do krajów UE, który wcześnie był sztucznie pompowany dla potrzeb wyłudzeń VAT – o ok. 70 %. Nieco mniejszy spadek widać w sprzedaży na unijne rynki konsoli do gier – o 40 % i laptopów – o 40 %.

Obrót B2C - płotki
Tutaj sprawa wygląda nieco inaczej i pomimo wprowadzenia odwróconego VAT nadal istnieje bardzo zagrożenie wyłudzeniami w transakcjach między przedsiębiorcą a klientem końcowym – zwłaszcza, że mechanizm odwrotnego obciążenia ma zastosowanie dopiero w przypadku, gdy łączna wartość towarów w ramach jednolitej gospodarczo transakcji obejmującej te towary – bez kwoty podatku – przekroczy 20 000 zł. Jest więc tutaj kilka sposobów, aby ugrać coś na podatkach.

Fałszywy przedsiębiorca
Jak mieć towar taniej jeśli nie jest się płatnikiem VAT? Oszuści domagają się zakupu w cenie netto, podając się za płatników VAT lub ich reprezentantów (np. niby kupują coś w imieniu firmy X), a detalista nie jest w stanie tego szybko zweryfikować (a czasem nie przyjdzie mu to nawet do głowy). Niektórzy eksperci uważają, że nie pomoże tutaj nawet dostępny online rejestr płatników VAT czynnych (tylko tacy mogą kupować w cenie netto towar objęty odwrotnym obciążeniem), który uruchamia Ministerstwo Finansów. A to dlatego, że oszust może podać dane uczciwej firmy figurującej w rejestrze, informując np. że jest jej pracownikiem. Szybkie sprawdzenie tego w każdym przypadku praktycznie nie będzie możliwe.

Faktura VAT-marża
Faktura VAT – marża lub paragon na którym widnieje pozycja „marża” lub „telefon marża” teoretycznie oznacza, że towar został skupiony z rynku, czyli np. od klientów indywidualnych nie będących płatnikami VATu lub podatników podatku VAT, jeżeli dostawa tych towarów była zwolniona z VAT na podstawie art. 43 ust. 1 pkt 2 lub art. 113. Marża oznacza dokładnie to, że sprzedawca odprowadza podatek tylko od tej kwoty, którą dołożył do ceny sprzętu, czyli do swojej marży. Nie musi więc płacić VATu od pełnej ceny zakupu = ma towar sporo taniej. Przykładowe wyliczenie:
Kupujemy używany telefon od Kowalskiego za 500 zł i sprzedajemy go Nowakowi za 600 zł. Dzięki VAT- marży podatek zapłacimy od 81,13 zł, czyli całe 18,70 zł. Skąd takie kwoty? Otóż od tego, co otrzymaliśmy za telefon odejmujemy kwotę, którą musieliśmy zapłacić poprzedniemu właścicielowi. Otrzymujemy zatem równe 100 zł, które jest naszą marżą, ale uwaga - już z podatkiem VAT. Należy zatem z niej wyodrębnić wartość netto oraz VAT. Przy stawce 23% (a taka ma zastosowanie w przypadku elektroniki) wychodzą nam powyższe wartości. Gdyby opodatkować transakcję na zasadach ogólnych, to wartość podatku wyniosłaby 112,20 zł.
Różnica jest zatem znaczna – szczególnie na tak drogich sprzętach, jak np. nowy iPhone. Tylko jak tu w krótkim czasie kupić od ludzi czy innych podmiotów dużą ilość nowych-używanych telefonów - z ogłoszenia…? Otóż nie trzeba: VATowcy-płotki fałszują umowy kupna – sprzedaży zawarte z osobami prywatnymi i taka sfałszowana umowa jest podstawą do wystawienia VAT-marży, a nie zwykłej faktury VAT (oczywiście jeśli taki sprzedawca w ogóle bierze pod uwagę możliwość kontroli, bo jeśli ma zamiar szybko zniknąć, to szkoda mu na to czasu). Taki oszust ma więc sporą przewagę cenową nad sprzedawcą rzetelnie rozliczającym się z VATu.

Niezaksięgowany obrót
Oszust najczęściej sprzedaje towar poprzez platformy aukcyjne i po prostu nie księguje przychodów wskazując towar jako stan na magazynie. I tak sprzedając bez podatku może spokojnie oferować towar w detalu taniej o kilkanaście %. A ewentualna kontrola? Firma często zamknięta po 3 miesiącach, albo zarejestrowana jako sp. z o.o. na słupa i co pan zrobisz, jak nic nie zrobisz - przecież nie będziesz ściągać VATu od końcowych nabywców detalicznych. Niektórzy też księgują towar w sprzedaży dopiero po np. 2 latach, kiedy jego cena spadnie o ponad 50% co jest normalne w elektronice = można wykazać stratę i "zbić" dochodowy (w przypadku spółek z o.o. do 50% straty z lat ubiegłych), no bo skoro kupił w 2015 iPhone po cenie rynkowej +- 3000 PLN, a sprzedał go dopiero w 2017 najwyżej za 2000 PLN, to przecież poniósł stratę, bidulek – przynajmniej na papierze.

Przy okazji jeszcze chciałbym polecić fanpage Polskiej Akademii VAT: https://www.facebook.com/PolskaAkademiaVAT/ gdzie coś napiszę od czasu do czasu, a poza tym może niedługo odpalimy z chłopakami z Akademii ciekawy projekt związany z VATem (o którym na pewno napiszę na Wypoku, o ile dojdzie do skutku). ( ͡° ͜ʖ ͡°)
#vatowcy #vat #podatki #elektronika #telefony #biznes #pieniadze
+283
grafikulus
Jak to jest z tymi zwrotami VATu
Wiele osób dziwi się jak to jest, że skarbówka zwraca potężne kwoty VATu na konta dopiero co powstałych firm. Otóż nie do końca tak to wygląda. Oszust z lipną firmą bardzo rzadko bowiem występuje o zwrot VATu – no chyba, że jest takim durniem, jak goście od słynnych obrazów za 2 miliardy PLN. On przywłaszcza VAT od swoich klientów sprzedając im hurtowe ilości towarów w zaniżonych cenach. A ceny może zaniżać, ponieważ zarabia nie na marży, ale na przywłaszczonym, nieodprowadzonym VAT, który jest jego faktycznym zyskiem. Do tego oszust zwykle zwija działalność po 1-2 miesiącach i tyle go widzieli. Natomiast o zwrot VATu występuje zazwyczaj czysta firma, dość długo istniejąca na rynku i regularnie się rozliczająca z poważnych obrotów, a więc znana skarbówce i wiarygodna w jej oczach – źródłem zwrotu jest tutaj fikcyjna transakcja z firmą oszusta. A w razie kontroli okazuje się, że lipna firma już nie istnieje i nie ma dostępu do jej dokumentacji księgowej, a w związku z tym ciężko jest podważyć wiarygodność faktury = szach – mat skarbówko.
#vatowcy #vat #podatki #pieniadze #firma #dzialalnoscgospodarcza
+751
grafikulus
Topowa 10 branż, w których robiło się przekręty na VAT w latach 2014-2016

1. Usługi doradcze, reklamowe, IT itp. Ze względu na brak materialnego wymiaru świadczenia kontrahenci mogli w zasadzie swobodnie określać ich wartość - no bo kto zabroni biznesmenowi zamówić np. logo za 100 tys. PLN, albo kto sprawdzi, ile razy padł serwer w firmie…?

2. Działalność tzw. agentów sprzedaży, którzy nieraz posiadając jedynie komputer + wirtualne biuro generowali ogromne obroty na fakturach. Jednocześnie nie dysponowali przy tym ani zapleczem technicznym, ani bazą logistyczną (magazyny, place, samochody), które uprawdopodabniały by możliwość prowadzenia przez nich handlu na tak dużą skalę.

3. Folia stretch – przykładem jest tutaj historia pewnego stretchowego VATowca, nazwijmy go X. Otóż tenże X działa od lat - pojawia się, kupuje towar, sprzedaje w kraju, nie odprowadza VAT i znika, by pojawić się pod inną firmą, często założoną na nazwisko innej osoby. Nazwisko tego oszusta zna cała branża. Problem w tym, że ukrywa się pod wieloma firmami słupami, tworzy całe ich łańcuszki, więc bardzo trudno jest się zorientować, że ma się z nim do czynienia. Informacje o nim wielokrotnie trafiały do odpowiednich służb - bez skutku. Jedyny efekt jest taki, że skarbówka kontroluje uczciwe firmy, które nieświadomie sprzedały coś oszustowi lub coś od niego kupiły, i żąda, by płaciły za niego VAT.

4. Handel elektroniką – rynek smartfonów, tabletów czy konsoli jest według kontrolerów skarbowych szczególnie mocno narażony na wyłudzanie nienależnego VATu lub też unikanie jego zapłaty (stąd min. często mamy tanie iPhone na Allegro).

5. Handel odzieżą i obuwiem, w szczególności rzeczami sprowadzanymi z Azji. Najczęściej tworzy się tutaj łańcuch firm oraz wykonuje transakcje z podmiotami nieistniejącymi i lub niezarejestrowanymi jako płatnicy VAT. Podrabia się także faktury.

6. Produkty spożywcze typu kawa, napoje energetyczne, drogie słodycze, oprócz „spożywki” także tytoń. To tutaj mamy najwięcej karuzel VATowskich typu fikcyjny eksport-import.

7. Drogie auta – nie bez powodów wielu VATowców jeździ luksusowymi pojazdami na zagranicznych blachach. Popularną metodą unikania płacenia VATu jest tutaj tzw. fikcyjny eksport. Polega on na tym, że nowe auta kupowane w Polsce od dealerów zajmujących się sprzedażą samochodów produkowanych za granicą, rejestrowane są w Polsce, a następnie sprzedawane za granicę. Dzięki polskim dokumentom rejestracyjnym podmiot zagraniczny nabywa je jako pojazd używany w związku z czym nie płaci podatku VAT. Jednocześnie polski podatnik, który nabył pojazd w Polsce i dostarczył go do innego kraju UE, otrzymuje zwrot VAT.

8. Wyroby metalowe – tutaj nie tyle się wyłudza, co po prostu nie płaci VATu. Myk polegał na przewozie wyrobów stalowych do Polski z innych krajów Unii Europejskiej. Za zakup towaru nie płaci się tam podatku VAT, ale powinno się go rozliczyć w kraju. Do tego jednak nie dochodzi, gdyż towar sprzedaje się od razu w kraju, a firma, która go wprowadziła na rynek polski, znika, oczywiście nie płacąc żadnych podatków, dzięki czemu może zaoferować towar o wiele taniej, niż uczciwi dostawcy.

9. Rolnictwo. Tutaj do wałków na VATach wykorzystywane są przede wszystkim rzeczy nieoznaczone, masowe i „znikające” w cyklu produkcyjnym, niepodlegające specjalnemu reżimowi dotyczącego transportu. Takimi towarami są m.in. dobra będące przedmiotem obrotu w branży zbożowej, tj. zboża, śruta sojowa, komponenty paszowe, inne produkty rolno-spożywcze.

10. Deski i materiały do produkcji palet Euro - już kilka lat temu pionierzy zaczęli wykorzystywać te towary do nieczystych zagrywek z VATem, a w 2016 roku wzrosła jeszcze ich popularność.

#vatowcy #vat #podatki #prawo #policja #abw #pieniadze
+1970
grafikulus
Historie VATowców vol 1

M. poznałem, kiedy zaczynał swoją przestępczą karierę pod koniec lat 90. jako drobny złodziejaszek okradający sklepy, kradnący auta (zwykle Maluchy i Polonezy) oraz radia do nich, za co zresztą odsiadywał wyrok. Na nieco wyższy poziom drabiny przestępczej wbił się kradnąc z grupą kumpli opryski rolnicze i „współpracując” z kolejarzami. Na czym owa współpraca polegała? Otóż kolejarze jeżdżący lokomotywami spalinowymi w umówionym miejscu za miastem zrzucali kilka beczek paliwa, które M. przejmował, a następnie sprzedawał rolnikom, dzieląc się z kolejarzami zyskiem. Biznes ten jednak dość szybko się skończył i M. musiał szukać sobie nowych źródeł dochodu, bo z kasą było u niego kiepsko – dość powiedzieć, że jeździł starym, zdezelowanym Fordem o wartości ok. 2000 PLN. M. zaczął więc na spółkę z kumplem handlować złomem, tzn. jeździł po wioskach i „wyrywał” złom rolnikom, a następnie sprzedawał na skupie. Nie przynosiło to zbyt wielkich dochodów, a do tego M. znowu zaczął mieć problemy z prawem i ostatecznie poszedł siedzieć na ponad rok (nie pamiętam już na jak długo dokładnie).

Po wyjściu z więzienia M. zatrudnił się u jednego z bossów podziemia w X, wykonując dla niego różne zlecenia, jak np. ogarnianie melin z nielegalnym alkoholem czy windykowanie należności. Takimi mało ambitnymi zajęciami parał się do czasu, dopóki nie otrzymał propozycji uczestnictwa w karuzeli VATowskiej. Jako recydywista nie miał w sumie nic lepszego do roboty, więc wszedł w ten biznes. Dziś jeździ autem najnowszym modelem Audi RS6 za +- 500 tys. PLN. M. poza zajmowaniem się VATem prowadzi też normalną firmę budowlaną i pozuje na legalnego przedsiębiorcę, ale rzeczywistość jest nieco inna. To typowy przykład tego, jak dzięki VATowi można awansować „od zera do milionera” w ciągu zaledwie kilku lat, choć z drugiej strony nie wiadomo, jak długo będzie trwała jego dobra passa. Nie trzeba dodawać, że M. jest doskonale znany miejscowej policji jako recydywista i drobny kryminalista, a jego awans finansowy z pewnością nie uszedł uwagi służb. Nic jednak z tym nie zrobiono i nie zainteresowano się (albo nie chciano interesować), skąd "golas" ze skończoną podstawówką po wyjściu z więzienia wziął fundusze na to, aby rozkręcić biznes i szybko stać się naprawdę zamożnym przedsiębiorcą.

#vatowcy #vat #pieniadze #prawo #policja #przestepczosc
+642
grafikulus
Ulica Solankowa w #inowroclaw klub Admiral (wejście do piwnicy). To tutaj wielu VATowców wpadało w szpony hazardu, przegrywając niekiedy spore pieniądze, jak np. pewien prezes-słup, który potrafił wrzucić w maszyny jednego dnia cały swój miesięczny zysk z VATu, czyli 20 tys. PLN, po czym pożyczać od kumpli po 20 złotych "na żarcie", aż do następnej "wypłaty", którą otrzymywał od swoich mocodawców. W tej jaskini hazardu panowała zasada, że jeśli jakiś znaczniejszy VATowiec wrzucił danego dnia w maszynę kilkanaście tysięcy PLN, to przy zamknięciu lokalu "rezerwował" ją w ten sposób, że wyciągał wtyczkę z gniazdka i maszyna czekała do jego powrotu następnego dnia - ktoś inny, kto chciałby ją wcześniej podłączyć i zagrać, ryzykował otrzymaniem przysłowiowego wpierdolu, a może nawet i czegoś więcej zważywszy na fakt, że niejednokrotnie VATowcy siedzieli tam z bronią palną oficjalnie włożoną za pasek spodni. Przegrane po kilkanaście tys. PLN dziennie były tam czymś zwyczajnym - rekordzista podobno potrafił wrzucać w maszyny po 100 tys. PLN miesięcznie i dalej żyć na wysokim poziomie. Złoty interes robili tam także lichwiarze, którzy pożyczali graczom kasę pod zastaw aut, a nawet mieszkań (sumy pożyczek oscylowały w okolicach 30-50% wartości zastawu, więc przebitki były duże). Co ciekawe, pomimo zostawiania w tym lokalu tak dużych sum pieniędzy, bliżej mu było do miana speluny, niż ładnie urządzonego kasyna. Chcesz przeczytać więcej podobnych historii? Dodaj do obserwowanych mój hasztag #vatowcy ( ͡° ͜ʖ ͡°) #vat #hazard #pieniadze +258
grafikulus
Jakieś 10 lat temu jeden z moich znajomych otworzył skup złomu nieopodal #bydgoszcz na podwórku gospodarstwa swoich rodziców. Po kilku miesiącach działalności tego skupu tak się złożyło, że wpadły mi w ręce faktury tej spółki – każda z nich opiewała na co najmniej 200 tys. PLN. Od razu wydało mi się to podejrzane, że takie obroty wykręca tak szybko, no ale co tam… Kilka tygodni później odwiedziłem ten skup i co się okazało: żadnej tablicy ani oznaczenia, że ten skup w ogóle istnieje, a na podwórku kontener, w którym leżało kilka blaszek i jakichś kątowników – razem może z kilkaset kilo. Pytam się z ciekawości tego znajomego, po ile blachy skupuje, bo wujas ma trochę gratów na sprzedaż, a ten na to, że nie jest na bieżąco z cenami i nie wie ani po ile złom żelazny teraz chodzi, ani aluminium czy miedź. Normalnie parodia – to trochę tak, jakby w sklepiku osiedlowym Janusz miał na półce kilka produktów, nie znał ich cen, a w papierach wykazywał obroty na grubo ponad 1 milion PLN miesięcznie. Pierwsza lepsza kontrola ze skarbówki powinna tam wpaść i pozamiatać, ale tam przez jakieś 2 lat nic takiego się nie stało. Co potem nie wiem, bo kontakt z tym znajomym się urwał. Teraz jednak już tak łatwo nie ma i trzeba choć w minimalnym stopniu uprawdopodobnić, że firma posiada infrastrukturę do wykręcania wysokich obrotów (przynajmniej w niektórych branżach). #vatowcy #vat #podatki #pieniadze #policja #prawo +53
grafikulus
Na jakie zarobki mogła liczyć mafia paliwowa

W 2008 roku przeciętny udział podatków w cenie litra paliwa wynosił około 56% – w tej wartości zamykała się akcyza, opłata paliwowa i VAT. Oznacza to, że benzyna w cenie 3,70 zł/l zawierała daninę państwową rzędu 1,96 zł/l, a to wyznacza koszt samego paliwa z marżą rafinerii i stacji benzynowej na poziomie 1,54 zł/l.

Spadek cen ropy naftowej powoduje, że procentowy udział podatków wzrasta jeszcze bardziej, gdyż zarówno stawka akcyzy, jak i opłata paliwowa, są ustalone kwotowo a nie procentowo. Podatki te dla benzyn wynosiły wówczas odpowiednio 1565 zł i 83,71 zł na każde 1000 litrów, a dla oleju napędowego 1048 zł i 93,69 zł. Zaznaczyć należy, że zarówno od akcyzy, jak i opłaty paliwowej również nalicza się VAT. Daniny publiczne od lat pochłaniają około 60% ceny benzyny i powyżej 50% ceny oleju napędowego.

Wynika z tego, że w „puli” paliwowych oszustów uszczuplających podatki pozostawała z każdego litra kwota około 2,22 zł. Przeciętna cysterna dowożąca paliwo do stacji benzynowych mieści około 35 – 50 tysięcy litrów, nie trudno więc wyliczyć zyski płynące z jednej tylko nielegalnej dostawy. W skali mikro sama realizacja pomysłu jest nie tylko bardzo prosta, co niemal niewykrywalna dla organów kontroli państwowej. Pionierzy naftowego szwindlu w pierwszym rzucie dokonali importu 120 cystern oleju napędowego, na granicy deklarując jednak transport jako olej opałowy. Nieprzygotowani na tego typu nieuczciwość celnicy nie mieli podstaw do kwestionowania deklarowanej zawartości, zwłaszcza, że barwa, konsystencja, jak i zapach obu produktów petrochemicznych były nie do odróżnienia. Ze względów społecznych paliwa płynne przeznaczone na cele grzewcze obłożono o wiele niższą akcyzą, od tych trafiających na stacje benzynowe. Przy hurtowym obrocie różnica jest szczególnie widoczna.

Obowiązujące ówcześnie Rozporządzenie Ministra Finansów (Jacek Rostowski, PO) w sprawie podatku akcyzowego ustalało przeciętną stawkę dla celów transportowych na około 1200 zł dla 1000 litrów, podczas gdy dla oleju opałowego taka sama ilość obciążona była jedynie kwotą 100 zł. Zmiana jedynie na papierze zawartości jednej cysterny zapewniała oszczędność do 55 000 zł, a na wszystkich 120 cysternach importerzy na samej tylko akcyzie zarobić mogli dodatkowo 6 600 000 zł. Sprowadzone paliwo trafiło do detalicznej sprzedaży za pośrednictwem należących do tych samych osób stacji benzynowych. Poszczególne stacje dysponowały na wypadek kontroli dokumentacją zakupu paliwa w legalnym obiegu, natomiast określenie, czy w zbiornikach znajduje się to samo paliwo, co na fakturze VAT, przy identycznym jego rodzaju, było niemożliwe. Płyn nie zawiera przecież indywidualnego numeru seryjnego, opakowania, ani znaków szczególnych. Oczywiście sprzedaż dodatkowych ton oleju nie była ewidencjonowana, co umożliwiło uszczuplanie tak podatku dochodowego, jak i VAT.

Oszustwo zapewniało komfort psychiczny sprawców, gdyż nawet w przypadku wykrycia nie rodziło surowej odpowiedzialności karnej na zasadach ogólnych Kodeksu karnego, a stosunkowo łagodną z Kodeksu karnego skarbowego. Ten zaś przewidywał niskie wyroki, w praktyce zazwyczaj ograniczone jedynie do grzywny. Tymczasem za identycznej wartości klasyczne oszustwo obostrzone przez art. 294 § 1 kk groziło nawet 10 lat więzienia. Również przedawnienie przestępstwa skarbowego następowało o wiele szybciej, niż czynu o charakterze kryminalnym.

Fragment książki Jak kraść - podręcznik złodzieja Kazimierza Turalińskiego.

#vatowcy #vat #podatki #prawo #policja #mafia #pieniadze
+71
grafikulus
Ja tam obstawiam, że brat pracuje na stanowisku "prezes karuzeli" ( ͡° ͜ʖ ͡°) #vatowcy #vat #podatki #prawo #policja +23
grafikulus
Źródło: badania międzynarodowej firmy doradczej PwC. #vatowcy #vat #podatki #prawo #pieniadze #ciekawostki +17
Pokaż następne