•  

    1. W poprzednim tygodniu na konferencji prasowej minister infrastruktury energetycznej i zasobów naturalnych Armenii Garegin Bagramjan poinformował o trwających negocjacjach z zagranicznymi inwestorami, którzy mieliby wspomóc budowę elektrowni jądrowej w Armienii.
    W chwili obecnej Armenia nie prowadzi rozmów z Rosją w sprawie budowy nowej elektrowni jądrowej. (to jest dla mnie zaskoczenie :D)
    Obecnie w Armenii pracuje jeden reaktor WWER-440, który w 2015 roku pokrył 40% zapotrzebowania na energię elektryczną w kraju.

    2. Tajwan zostaje przy energetyce jądrowej!
    W ostatnią sobotę odbyło się referendum społeczne dotyczące wycofania się Tajwanu z energetyki jądrowej. Przeciw energetyce jądrowej opowiedziało się 41% społeczeństwa, za natomiast 59%.

    3. Europejski system elektroenergetyczny musi do roku 2050 zawierać 1/4 mocy zainstalowanej w energetyce jądrowej, aby wypełnić postawione sobie cele dekerbonizacyjne.

    The study finds that achieving the European emissions targets in a scenario with a significant early phasing out of nuclear plants would prove more challenging and increase costs for customers.” says Fabien Roques, Executive Vice President of FTI Compass Lexecon Energy. “The results demonstrate how nuclear can contribute to an ambitious decarbonisation of the European economy.” He adds that, “in our view, the EU needs an electricity market design which rewards flexible sources and provides stable long-term investment signals.

    4. 56 wydanie gazety "Prędki neutron". (rus.)

    5. Gorące testy dla bloku trzeciego elektrowni jądrowej Flamanville (EPR) mają rozpocząć się pod koniec tego roku.

    In October, EDF said it was aiming to reduce the cost of its future EPR projects by 30%, based on lessons learned from the delayed construction of Flamanville-3 and Olkiluoto-3.

    źródło obrazka: na dole obrazka :'D

    #ejdlakazdego <- mój tag, nie chcesz czytać jądrowych niusów - czarnolistuj
    #energetyka
    #gruparatowaniapoziomu
    Państwa, których tyczy się wpis:
    #tajwan #francja #iran #armenia
    pokaż całość

    źródło: obrazekn.png

  •  

    Tak powinno się sprawdzać fotele wyrzucane ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Model myśliwca F-5 doczepiony do statecznika pionowego irańskiego Tu-154

    #czarnyhumor #wojsko #militaria #militaryboners #bliskiwschod #heheszki #humorobrazkowy #ciekawostki #samoloty #lotnictwo #aircraftboners #iran pokaż całość

  •  

    Ruscy też już wymiękli. Cała nadzieje Irańczyków w Chińczykach

    #iran #bliskiwschod

    źródło: twitter.com

  •  

    "Iran w ogniu" odc. 2
    Precz z Chameneim, Precz z Rouhanim

    W 2015 roku światowe mocarstwa podpisały porozumienie atomowe z Iranem. Mimo, że prawie natychmiast Teheran, Bruksela, czy Nowy Jork, ogłosiły wielki sukces, to faktyczna walka dopiero się zaczynała – walka o rząd dusz, walka o serca i umysły Irańczyków. Teraz należało przekonać Irańczyków, że rezygnacja z prac nad atomem i pójście na ustępstwa względem Zachodu to odpowiednia droga, droga którą powinna podążać ich ojczyzna. Ciężar wykonania tego zadania spadł nie tylko na rząd Rouhaniego, lecz także na pozostałych sygnatariuszy porozumienia atomowego. Celem JCPOA nie było zawieszenie irańskich prac nad atomem, lecz całkowite pozbycie się zagrożenia proliferacji ze strony Teheranu a droga do tego celu wiodła wyłącznie poprzez dotarcie do serc i umysłów irańskiego społeczeństwa.

    Zapraszam w podróż po sekretach irańskiej gospodarki, czyli miejscu gdzie ekonomia, polityka i wojsko - jak chyba nigdzie indziej na świecie - spaja się w jedno i tworzy iście wybuchową mieszankę.

    Tekst dostępny jest także bezpośrednio na wordpressie- polecam czytać właśnie tam, bo w tekście są dodane odnośniki do źródeł. Tekst jest drugim odcinkiem serii „Iran w ogniu” – przed zapoznaniem się z nim polecam przeczytać pierwszą część serii.
    ———————————————–

    Zdradliwe wskaźniki

    W 2016 roku, czyli w rok po zawarciu JCPOA, irańskie PKB (nie uwzględniając sektora naftowego) urosło o ok. 3,3%. Wartość towarów wyeksportowanych w tym roku za granicę szacowano na ok. 28 mld dolarów. Produkcja rolnicza wzrosła niemal o ok. 30%. Inflacja zmniejszyła się o ok. 5% i ustabilizowała się na poziomie 10%. Także sytuacja na rynku zatrudnienia zaczęła się powoli polepszać a rząd odnotował ok. 0,5% spadek stopy bezrobocia.

    Jak mogłoby się wydawać, po pobieżnej analizie w/w wskaźników, sytuacja gospodarcza Iranu – po zawarciu JCPOA – zaczęła się wydatnie poprawiać. Już wkrótce wskaźniki te miały przełożyć się na życie „szarych” Irańczyków. Jednak – tak jak wskazałem to w pierwszej części serii „Iran w ogniu” – nie zawsze wskaźniki gospodarcze potrafią oddać rzeczywistą sytuację gospodarczą danego państwa.

    Grafika, źródło: mohamed hassan, pixabay.com

    Bolączki irańskiej gospodarki

    Jeden z głównych problemów irańskiej gospodarki to niskie tempo jej rozwoju i duże bezrobocie. Od wielu lat skala bezrobocia utrzymuje się powyżej 10%. Mało tego, bezrobocie wykazuje szybką tendencję wzrostową – w 2017 roku bezrobotnych było ok. 13,1% mieszkańców Iranu, czyli aż 10,6 mln osób. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda wśród osób młodych (15-29 lat), które często posiadają wyższe wykształcenie. W tej grupie aż ok. 24,4% to osoby bezrobotne.

    Tak duży odsetek osób niepracujących – jak pokazują doświadczenia arabskiej wiosny – może być potężnym czynnikiem destabilizującym. Problem jest tym większy, że duży odsetek wśród bezrobotnych stanowią osoby młode, które dużo szybciej ulegają radykalizacji i chętniej przyjmują kierowniczą rolę w różnorakich protestach społecznych. Władze w Teheranie rozumieją to zagrożenie i starają się robić wszystko, aby nie dopuścić do powszechnym protestów społecznych.

    Zgodnie z planem gospodarczym na lata 2017-2021 irańska gospodarka powinna, rok w rok, rosnąć o ok. 8%. Dopiero taki wynik pozwoli zmniejszyć bezrobocie i poprawić standard życia obywateli. Jednak rzeczywiste wyniki irańskiej gospodarki nie zbliżają się nawet do planowanych pułapów. Co prawda w 2016 roku, czyli wtedy gdy JCPOA weszła w życie, irańska gospodarka „wystrzeliła” i zanotowała wzrost na poziomie 12,5%, jednak – jak już wskazywałem w poprzedniej części – wzrost ten zawdzięczano głównie wznowieniu eksportu surowców energetycznych. Poza sektorem naftowym średni wzrost gospodarczy wyniósł zaledwie ok. 3,3%, co – biorąc pod uwagę plany Teheranu – było tragicznym wynikiem.

    Rząd starał się jeszcze ratować sytuację zwiększeniem nakładów na pomoc państwową dla sektorów nie-naftowych, lecz próby te spłonęły na panewce, gdy – z powodu braku zagranicznych inwestycji – wzrost w sektorze naftowym zatrzymał się. Tym samym w 2017 roku wzrost PKB Iranu wyniósł zaledwie ok. 4,3% – jest to wynik uwzględniający sektor naftowy, a zatem wzrost w pozostałych sektorach znajduje się zapewne na dużo niższym poziomie. W ten sposób przedsiębiorstwa z sektorów poza-naftowych zostały same ze swoimi problemami.

    Prezydent Hassan Rouhani, źródło: kremlin.ru

    Aby biedn…ulamie żyło się lepiej

    Ogromnym problemem irańskiej gospodarki jest państwowy interwencjonizm. Macki osób powiązanych z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej czy szyicką ulamą sięgają bardzo głęboko i przenikają większość sfer gospodarczego życia kraju. Szacuje się, że aż ok. 40% irańskiego PKB jest wytwarzane przez podmioty bezpośrednio lub pośrednio kontrolowane przez państwo. W skład tych podmiotów wchodzą przede wszystkim tzw. bonjady (fundacje) oraz przedsiębiorstwa, w których kapitał państwowy ma przewagę. Najczęściej podmioty te są źle zarządzane, odpowiadają za ogromne marnotrawstwo środków i są siedliskiem korupcji. Bardziej niż polepszeniem sytuacji gospodarczej w kraju, zarządcy tych podmiotów zainteresowani są wykorzystywaniem powierzonych im dóbr do realizacji celów politycznych swoich mocodawców.

    Najlepszym przykładem takich przedsiębiorstw państwowych jest tzw. Setad (Execution of Imam Khomeini’s Order, w skrócie EIKO). Setad powstał w 1989 roku na osobiste polecenie ajatollaha Chomeiniego. Nowo-powstała organizacja miała zająć się zarządem nad dobrami skonfiskowanymi po obaleniu reżimu szacha. W tym czasie działały już bonjady, które także zajmowały się zarządem skonfiskowanymi majątkami, lecz Setad był czymś zupełnie innym. To co odróżniało Setad od zwykłych fundacji było to, że ajatollah Chomeini uprawnił nowo powstały twór do bezpośredniego stosowanie art. 49 Konstytucji, który pozwalał na konfiskatę nielegalnie nabytych dóbr.

    Setad miał, korzystając ze swoich uprawnień, dokonać szybkiej i sprawnej konfiskaty tych nielegalnych dóbr, a następnie dokonać ich redystrybucji na rzecz różnych islamskich fundacji (bonjadów). Na czele organizacji stanęło 3 zaufanych współpracowników ajatollaha – Habibollah Asgaroladi, Mehdi Karroubi oraz Hassan Sane’i. Jeśli wierzyć słowom jednego z byłych współpracowników Chomeiniego Setad miał być organizacją doraźną, która miała ulec samorozwiązaniu po przekazaniu skonfiskowanych dóbr na rzecz bonjadów – max. 1-2 lata. Jednak historia Setad potoczyła się zupełnie inaczej. W kilka miesięcy po powołaniu EIKO, Chomeini zmarł a jego współpracownicy uznali, że lepiej wiedzą jak wykorzystać zagrabiony majątek.

    Asgaroladi, Karroubi oraz Sane’i zaczęli nadużywać art. 49 Konstytucji i konfiskować nie tylko nielegalnie nabyte majątki, lecz także te które należały do wrogów politycznych Islamskiej Republiki Iranu, mniejszości religijnych czy także „przeciętnych” obywateli. Skonfiskowane nieruchomości (to właśnie one były głównym przedmiotem tego procederu) Setad sprzedawał. Dzięki temu istytucja, w szybkim czasie, doszła do ogromnego majątku, który jednak „trójka Chomeiniego” uznała za niewystarczający.

    Od około 2000 roku Setad zaczął być przekształcany w coś na kształt konglomeratu. Skumulowany majątek zaczęto przeznaczać na zakup udziałów w bankach, przedsiębiorstwach budowlanych, kopalniach czy spółkach paliwowych. Często zdarzało się, że Sedat – mimo przejęcia tylko niewielkich udziałów w danej spółce – obejmował w niej niepodzielną władzę, bo przecież nikt nie wystąpi przeciwko organizacji, która ma osobiste poparcie ajatollaha Chameneiego.

    Dzięki tym procederom Setad stał się jednym z największych irańskich przedsiębiorstw. Szczegóły otaczające działalność Setadu nie są znane – dostępu do ksiąg przedsiębiorstwa nie ma ani Parlament ani Rady Strażników. Jednak zgodnie z informacjami Reutersa z 2013 roku majątek Setadu szacuje się na ok. 95 mld dolarów.

    Co prawda Setad faktycznie prowadzi działalność charytatywną, jednak zdaje się, że jest to tylko mały procent jego aktywności. Setad i jego majątek jest przede wszystkim wykorzystywany jako narzędzie walki politycznej, które pozwala ajatollahowi Chameneiemu wspierać swoich stronników i uciszać krytyków. To właśnie Chamenei jest jedyną osobą, która sprawuje kontrolę nad Setadem. Jeśli idzie o parlament, rządowe agencje czy sądy to te mogą interweniować w sprawy Setadu wyłącznie na osobistą prośbę najwyższego przywódcy.

    Habibollah Asgaroladi, jeden z „ojców założycieli Setadu”, źródło: Tasnim News Agency

    Inżynierzy z IRGC

    W Islamskiej Republice nie tylko szyicka ulama zna się na interesach. Dowództwo Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (Pasdaran, IRGC, „Korpus”) także szybko wyniuchało dobrą okazję na zarobienie nieco pieniędzy i zwiększenie swoich wpływów.

    Pod koniec lat. 90 XX wieku prezydent Rafsandżani postanowił zachęcić instytucje państwowe do udziału w rozbudowie krajowej gospodarki, co – przynajmniej zdaniem Prezydenta – miało doprowadzić do okresu gospodarczego „prosperity”. Jedną z instytucji, która postanowiła stawić się na wezwanie Rafsandżaniego był Pasdaran. IRGC natychmiast przystąpiło do walki o kontrakty w przemyśle naftowym czy w budownictwie. Ich wygranie było o tyle łatwe, że w szeregach Korpusu znajdowało się wielu wysoko wykwalifikowanych inżynierów, techników itd. Ponadto Pasdaran, podczas prób zdobycia dla siebie kawałka gospodarczego tortu, był cały czas wspierany przez swoich sympatyków i byłych członków, którzy po przejściu na wojskową emeryturę zaangażowali się w działalność polityczną i gospodarczą. Prawdziwy rozkwit działalności gospodarczej IRGC przyniósł okres rządów prezydenta Ahmadineżada, który wyraźnie faworyzował Korpus i powiązane z nim przedsiębiorstwa.

    Dzięki zapleczu politycznemu oraz własnej zaradności Korpus doszedł do ogromnego majątku, który – jeśli wierzyć danym zaprezentowanym przez dziennikarzy Foreign Policy – stanowi ok. 10% irańskiej gospodarki. Szacunki te jednak mogą być znacznie zawyżone, gdyż przedsiębiorstwa uznawane za „kontrolowane przez IRGC” wcale nie zawsze są kontrolowane przez Korpus bezpośrednio – czasami po prostu są własnością osób ściśle powiązanych z IRGC, które w zamian za drobne datki są otaczane opieką ze strony Korpusu. Oczkiem w głowie pasdarańskiej machiny gospodarczej jest zdecydowanie Khatam-al Anbiya, czyli przedsiębiorstwo budowlane, które wliczając zewnętrznych kontaktorów, zatrudnia ok. 1 mln osób i, rok w rok, otrzymuje bardzo intratne kontrakty państwowe – tylko w latach 2018-2019 Khatam-al Anbiya ma zrealizować projekty wyceniane na ok. 28 mld dolarów.

    Członkowie IRGC podczas wysłuchiwania przemówienia Ali Chameiniego, źródło: Khamenei.ir

    Na co wojskowi wydają pieniądze?

    Przypadek zaangażowania IRGC jest szczególnie ciekawy i warto poświęcić mu chwilę dłużej. Dowództwo Pasdaranu postanowiło wykorzystać zarobione pieniądze na działalność polityczną. Zaczęto od przekazywania sowitych datków na rzecz bonjadów – te natomiast zajmowały się ich redystrybucją na rzecz stronników Korpusu. Co prawda umocniło to pozycję Pasdaranu, lecz nie na tyle, aby mógł on zacząć odgrywać względnie samodzielną rolę na irańskiej scenie politycznej. Przełom nastąpił w 2009 roku, gdy IRGC umocniła swoją kontrolę nad Basidżem (pełna nazwa Związek Mobilizacji Uciemiężonych) – organizacją paramilitarną, której celem jest propagowanie ideałów islamskiej republiki. Basidż już od 1981 roku wchodził w skład Pasdaranu, lecz dopiero prezydent Ahmadineżad umożliwił ścisłe powiązanie struktur Korpusu z tą organizacją paramilitarną.

    Władze Basidżu kładą ogromny nacisk na indoktrynację młodych Irańczyków, którzy są tutaj główną grupą werbunkową. To właśnie jednostki Basidżu, złożone z lokalnych mieszkańców, mają zajmować się tłumieniem w zarodku buntów i aresztowaniem opozycjonistów, którzy zdecydują się wystąpić przeciwko najwyższemu przywódcy czy IRGC. Jednocześnie Basidż organizuje wiele uroczystości, które mają upowszechniać ideały rewolucji i manifestować ich poparcie dla rządu i najwyższego przywódcy.

    Jednak Członkostwo w Basidżu niesie za sobą nie tylko obowiązki, ale także ogromne korzyści. Przede wszystkim rekruci mogą liczyć na dostanie się na wymarzone studia czy lepszą pracę w państwowym przedsiębiorstwie. Jednak to nie wszystko. Oprócz tego członkowie Basidż otrzymują żołd, który mimo że niewielki to jednak często jest wystarczającą zachętą do wstąpienia w szeregi organizacji. Działalność Basidżu, która w XXI w. ulegała ogromnemu rozrostowi, jest możliwa dzięki zaangażowaniu się przez Pasdaran, czyli głównego sponsora organizacji, w działalność gospodarczą.

    W ten sposób Basidż, którego liczbę członków szacuje się nawet na ok. 10 mln osób (oficjalne dane państwowe), stał się zapleczem społecznym Korpusu. Potencjalnie Basidż może stać się także zapleczem politycznym. Co prawda oficjalnie członkowie organizacji nie mogą angażować się w politykę, lecz w ostatnim czasie zauważa się coraz większe tendencje, które mają na celu zmianę tego stanu rzeczy. Pomysły te rzekomo spotykają się z dość ciepłym przyjęciem ze strony najwyższego przywódcy, wobec którego Pasdaran wykazuje niezachwianą lojalność. Reformy prezydenta Rouhaniego są uważane – zarówno przez część wojskowych, jak i duchownych – za próby podkopania ich ekonomicznej i politycznej potęgi. Nie chodzi tu tylko o reformy wymierzone w bonjady czy państwowe przedsiębiorstwa, lecz także o stosunkowo łagodne podejście Rouhaniego do protestów społecznych, który stroni od polityki silnej ręki. Co prawda obecnie wydaje się, że pozycja Rouhaniego, o ile trudna, to nie jest zagrożona wojskowym puczem. Jednak w sytuacji, gdy Pasdaran i duchowni uznają, że prezydent działa na szkodę interesów państwa, a raczej „państwa”, te dwie grupy mogą połączyć siły i zrzucić Rouhaniego z jego prezydenckiego fotela.

    Rechotem historii, gdy idzie o Korpus, jest fakt, że to właśnie prezydent Rafsandżani – wróg zaangażowania politycznego IRGC – utorował Pasdaranowi drogę do zdobycia politycznej władzy, gdy w latach 90. minionego wieku pozwolił im na zaangażowanie się w działalność gospodarczą.

    [Jedno ze spotkań członków Basidżu, źródło: Mostafameraji/upload.wikimedia.org](https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/3/3e/عملیات_امداد_رسانی_وسیع_به_مناطق_زلزله_زده_استان_کرمانشاه_در_حوالی_سر_پل_ذهاب_و_قصر_شیرین_15.jpg/1024px-thumbnail.jpg)

    Fundacje

    W tym momencie dochodzimy do pojęcia, które przewinęło się już kilka razy w tekście – a mianowicie „bonjady”. Pierwsze bonjady zaczęły powstawać jeszcze za czasów szacha Mohammeda Rezy Pahlawiego. W założeniu miały one nieść pomoc ubogim i najbardziej potrzebującym. W praktyce jednak były sposobem na wyprowadzanie pieniędzy z państwowego skarbca i zapewnienie sobie poparcia określonych grup osób.

    Po 1979 roku fundacje pozostały, lecz uległy ogromnym przeobrażaniom – tak dużym, że nadużycia ze strony ludzi szacha zdawały się być niewinną igraszką w porównaniu z tym co wymyśliła szyicka ulama. W teorii bonjady nadal zajmowały się wspieraniem najuboższych. W praktyce jednak znacznie zwiększyły spektrum swojego działania. To właśnie fundacje, które przeszły od zarządu skonfiskowanymi majątkami do przewodzenia wielkim przedsiębiorstwom, utorowały drogę, którą podążył później – opisany już powyżej – Setad.

    Obecnie w całym Iranie istnieje ok. 100 fundacji. Na ich czele stoją przedstawiciele duchowieństwa, którzy są zaufanymi ludźmi ajatollaha. Można powiedzieć, że bonjady działają w szarej strefie, gdyż kontrola ze strony państwa jest minimalna – jako organizacje dobroczynne nie podlegają kontrolom organów skarbowych. Jednocześnie fundacje mają ogromny wpływ na gospodarkę, gdyż szacuje się że to właśnie one odpowiadają za ok. 20% irańskiego PKB.

    Nie można stwierdzić, że bonjady w ogóle nie angażują się w działalność charytatywną – jednak tak jak w przypadku Setadu jest to tylko znikomy procent ich działalności. Większość pieniędzy, którymi dysponują fundacje jest marnotrawiona, wydawana na nieopłacalne inwestycje i dzielona między wiernych zwolenników reżimu. Zgodnie ze słowami Mohammada Forouzandeha, byłego ministra obrony, w 1999 roku aż ok. 80% bonjadów było nierentownych. Bardzo możliwe, że od tamtego czasu sytuacja wewnątrz tych organizacji nie uległa zbyt dużym zmianom.

    Istnienie bonjadów, czy takich przedsiębiorstw jak Setad lub Khatam-al Anbiya, sprawiają że jakikolwiek prywatne przedsiębiorstwo ma ogromny problem z przebiciem się na rynek. Instytucje kontrolowane przez państwo robią wszystko, aby zdusić jakąkolwiek konkurencję w zarodku. Jest to o tyle proste, że – oprócz wsparcia politycznego – państwowe instytucje mogą liczyć jeszcze na konkretne rozwiązania prawne np. bonjady są całkowicie zwolnione z obowiązku podatkowego.

    Logo fundacji Mostazafan, która jest drugą największą firmą w Iranie – zaraz po National Iranian Oil Company, źródło: irna.ir

    Prywatyzacja

    Warto w tym miejscu odnieść się także do procesu prywatyzacyjnego, który – ze względu na polityczne naciski – trwa już od wielu lat i nadal nie widać jego końca. Już za czasów prezydenta Rafsandżaniego (1989-1997) rząd centralny zaczął starać się o przeprowadzenie zakrojonej na szeroką skalę akcji prywatyzacyjnej. W wyniku tych działań udział prywatnej własności w gospodarce miał się zwiększyć a fundacje miały zostać zepchnięte na boczny tor. W praktyce jednak – ze względu na protesty ulamy – Rafsandżani musiał ograniczyć swoją skalę działań.

    Gdy w 2005 roku nowym prezydentem został wybrany Ahmadineżad, odziedziczył on po swoich poprzednikach konkretny program prywatyzacyjny, który mimo że postępował dość wolno – ze względu na opozycję elit – to jednak przebiegał stosunkowo sprawnie, nie prowadząc do zbyt dużych nadużyć. Jednak nowy prezydent uznał, że program opracowany przez poprzednie administracje jest niesprawiedliwy i może prowadzić do pogłębienia zjawiska biedy. W związku z tym, po uzyskaniu poparcia ajatollaha Chameneiego, Ahmadineżad postanowił radykalnie zmienić oblicze irańskiej prywatyzacji.

    Nowy system zakładał, że aż 40% udziałów w prywatyzowanych przedsiębiorstwach będzie tzw. „udziałami sprawiedliwościowymi”, które po okazyjnych cenach będą sprzedawane najbiedniejszym. W praktyce „udziały sprawiedliwościowe” trafiły do zwolenników reżimu np. członków milicji Basidż. Pomysł Ahmadineżada okazał się ogromnym niewypałem. Po pierwszej fazie reprywatyzacji tylko 4.6 mln osób zakupiło akcje warte ok. 2,3 mld dolarów – tymczasem wartość reprywatyzowanych przedsiębiorstw wyceniano na ok. 100-140 mld dolarów. Próbując ratować sytuację rząd zaczął sprzedawać pozostałe akcje na giełdzie, co jednak nie przyciągnęło prywatnych inwestorów. W rezultacie większość akcji zostało zakupionych przez firmy, w których udziały miał kapitał państwowy lub osoby fizyczne ściśle powiązane z reżimem. Tym samym „prywatyzacja” z okresu Ahmadineżada była karykaturą samej siebie. Większość irańskich przedsiębiorstw nadal jest kontrolowana przez państwo – tyle, że już nie bezpośrednio, lecz pośrednio. To właśnie zachowania tego typu doprowadziły Setad czy Khatam-al Anbiya do osiągnięcia ogromnych majątków.

    Prezydent Mahmud Ahmadineżad, źródło: Marcello Casal Jr\ABr

    Niebezpiecznie jak w banku

    Kolejnym problemem, który skutecznie hamuje rozwój sektora prywatnego jest niestabilność systemu bankowego. Przez wiele lat Bank Centralny Iranu (CBI) wykorzystywany był do finansowania rządowych projektów i przedsięwzięć podejmowanych przez państwowe, czy też semi-państwowe, zakłady. Jak można się domyśleć część tych pieniędzy została „przejedzona” a projekty, które CBI miał sfinansować, mimo że pochłonęły ogromne kwoty, nigdy nie powstały.

    Dlatego też, aby zapobiegać takim procederom, za prezydentury Mohammeda Chatamiego (1997-2005) przeprowadzono reformę, która zakazywała CBI finansowania rządowych projektów. Zmiana ta jednak nie przyniosła pożądanych rezultatów, a wręcz odwrotnie, doprowadziła wręcz do iście patologicznej sytuacji – już w czasach jego następców. Rząd nie mogąc zadłużać się u CBI postanowił pożyczać pieniądze od pozostałych banków – i tych pozostających w rękach państwa, i tych prywatnych. Banki natomiast, aby móc pożyczać pieniądze rządowi, same zaczęły zadłużać się u CBI. W efekcie doszło do sytuacji, w której nadal następował drenaż pieniędzy z CBI, lecz rząd umywał ręce i twierdził, że wcale nie zadłuża się u CBI, lecz u pozostałych banków. W efekcie tego procederu irańskie banki zadłużyły się u CBI na ok. 277 mld dolarów.

    Sam fakt zadłużenia względem CBI nie jest jedynym problemem. Szacuje się, że aż ok. 11% pożyczek udzielanych przez irańskie banki to tzw. „pożyczki zagrożone” (ang. non-performing loans, NPLs), których pożyczkobiorcy nie są w stanie spłacić. Mimo, że Teheran stara się zbić odsetek NPLs, to jednak sama wartość wartość tych „zagrożonych pożyczek” stale rośnie i pod koniec 2017 roku wyniosła ok. 260 mld dolarów.

    Ponadto dużo irańskich banków nie jest w stanie osiągnąć zalecanego poziomu współczynnika wypłacalności (ang. capital adequancy ratio). W zasadzie tylko duże banki, np. Bank Sepah, są w stanie osiągnąć pożądany współczynnik. Natomiast mniejsze instytucje mają nie tyle problem ze zwiększeniem swojego kapitału, co z samym wyjściem na prostą np. Parsian Bank, największy bank w prywatnych rękach (przynajmniej jeśli idzie o wielkość udziałów, bo faktycznie pozostaje pod kontrolą Setadu), w kwietniu 2018 roku ogłosił spadek wartości swoich akcji o 0.024 dolarów/1 akcja. Obraz ten pogarsza jeszcze to, że na irańskim rynku bankowym działa wiele para-banków, które mimo że nie dysponują odpowiednimi licencjami, to nadal stanowią dużą konkurencję dla legalnych banków.

    Ciężko oszacować skalę problemów irańskich banków, gdyż ich księgi rachunkowe skrywają niejeden sekret. Polityczne elity często zmuszały banki do zakupu prywatyzowanych przedsiębiorstw czy też np. nieruchomości sprzedawanych przez Setad. Najczęściej umowy te zawierano po zawyżonych cenach. W efekcie tego irańskie banki znalazły się sytuacji, gdy w oficjalnych dokumentach widnieje zapis, że posiadają np. 10 nieruchomości wartych 100 mln dolarów (cena zakupu), gdy w rzeczywistości – według cen rynkowych nieruchomości te warte są tylko 50 mln dolarów.

    Siedziba CBI w Teheranie, źródło: GTVM92, upload.wikimedia.org

    Uczeń bezimiennego

    Jak zatem widzimy prezydent Rouhani przejął władzę w bardzo trudnym momencie dla swojego kraju. Nie dość, że gospodarka była skrajnie niewydajna, to jeszcze poprzedni rząd Ahmadineżada prowadził konfrontacyjną politykę zagraniczną, której główną osią był spór co do irańskiego programu atomowego. Dodatkowo sytuacji nie ułatwiał opór konserwatystów, którzy za wszelką cenę chcieli utrzymać status quo.

    Obejmując prezydencki fotel Rouhani miał przed sobą ściśle nakreślony plan działania, który prezentował już podczas wyborów. Przede wszystkim Iran musiał jak najszybciej zakończyć spór z zachodem. Następnie należało zająć się stricte problemami gospodarczymi: naprawić program reprywatyzacyjny, zliberalizować gospodarkę, ograniczyć interwencjonizm państwowy (zarówno ten bezpośredni, jak i pośredni) i ściągnąć do kraju zagranicznych inwestorów. Jeśli idzie o reformy ustroju to zdecydowanie były one poza sferą planów prezydenta.

    Rouhani od początku zdawał sobie sprawę z tego, że jego program reform będzie niezwykle ciężki do przepchnięcia. Nowy prezydent, jako wierny uczeń Rafsandżaniego i Chatamiego, doskonale zdawał sobie sprawę z tego co staje się z reformatorskimi pomysłami po zderzeniu z politycznym betonem. Wydaje się, że szczególnie pouczające dla Rouhaniego były wydarzenia z czasów prezydentury Chatamiego (1997-2005), które – jako doradca prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego – mógł śledzić z bliska.

    Chatami był jednym z najbardziej liberalnych polityków w historii Islamskiej Republiki Iranu. Głosił potrzebę nie tylko reform gospodarczych, lecz także politycznych. Mimo braku otwartych ataków na Chameiniego, wypowiedzi Chatamiego wyraźnie sugerowały, że chce on doprowadzić do ograniczenia roli najwyższego przywódcy i oddać władze w ręce narodu. Dlatego też, gdy w 1997 roku Chatami – zdobywając blisko 70% głosów – został nowym prezydentem Republiki, ulama i Pasdaran przystąpiły to zwalczania stronników Chatamiego.

    Ludzie z otoczenia prezydenta zaczęli być szykanowani, oskarżani o korupcję, a w skrajnych przypadkach mordowani. Chatami, nie mając odpowiednich środków, nie był w stanie sprzeciwić się wojskowym czy najwyższemu przywódcy. Dlatego też grono stronników Chatamiego zaczęło się zmniejszać a jego reformy upadły. Mimo, że już na politycznej emeryturze, to były prezydent nadal jest uważany za potencjalnie niebezpiecznego. Najlepiej świadczy o tym fakty, że w 2015 roku zakazano mediom wspominać o Chatamim, czy nawet prezentować jego wizerunku – decyzja ta została podjęta przez, zdominowane przez konserwatystów sądownictwo, które pozostawało poza strefą wpływów Rouhaniego.

    Z takim bagażem doświadczeń Rouhani postanowił pokierować swoją administracją w zupełnie inny sposób niż Chatami. Przede wszystkim poza przedmiotem dyskusji znalazły się wszelkie sprawy związane z ustrojem Iranu. Rouhani skupił się na reformach gospodarczych, które miały załagodzić nastroje społeczne i być może doprowadzić do budowy „społeczeństwa obywatelskiego”, które samo miało zawalczyć o swoje prawa polityczne. Reformy gospodarcze Rouhaniego miały także jeszcze jeden cel, o którym nie mówiło się otwarcie. Naprawiając program reprywatyzacyjny, polepszając stabilność systemu bankowego i liberalizując gospodarkę miano doprowadzić nie tylko do wzrostu przedsiębiorczości wśród Irańczyków, lecz także do zmniejszenia wpływu IRGC i ulamy na krajową gospodarkę, a tym samym do zmniejszenia ich wpływów politycznych.

    Młodzi Irańczycy z portretem prezydenta Chatamiego podczas wyborów w 2005 roku, źródło: Mostafa Saeednejad/Flickr.com

    Jak wykiwać ajatollaha?

    Jednak „grupa trzymająca władzę” szybko wyczuła rzeczywiste zamiary prezydenta i zaczęła blokować jego reformy. „Natrafiając na mur” Rouhani ani nie zrezygnował ze swoich planów, ani – pamiętając o czasach Chatamiego – nie poszedł z IRGC i ulamą na otwartą wymianę ciosów. Zamiast tego prezydent wybrał trzecią drogę – negocjacji z Zachodem. Zamiast kłócić się z parlamentem, Radą Strażników i najwyższym przywódcą, Rouhani postanowił ściągnąć do kraju jak najwięcej zagranicznych przedsiębiorstw, które – jako bardziej konkurencyjne – doprowadziłyby do upadku nierentownych fundacji i państwowych przedsiębiorstw. Jako narzędzie do realizacji swojej polityki Rouhani postanowił użyć ustawy przegłosowanej właśnie za prezydentury Chatamiego, a mianowicie Ustawy o promocji i zabezpieczeniu zagranicznych inwestycji (FIPPA) z 2002 roku.

    Ustawa ta jest bardzo korzystna dla zagranicznych inwestorów, bo nie dość że gwarantuje im odpowiednie zabezpieczenia dla swoich inwestycji i zawiera wiele zwolnień podatkowych, to – co zdecydowanie najważniejsze – pozwala zagranicznym partnerom na przejmowanie nawet 100% udziałów w irańskich przedsiębiorstwach. Administracja Rouhaniego zaangażowała się w promocję FIPPA na świecie, a w 2014 roku przepchnęła jeszcze zwiększenie zwolnień podatkowych na zagraniczne inestycje w niektórych sektorach nawet do 50%.

    Ostatecznie jednak – jak już wspominałem w pierwszej części – Rouhaniemu nie udało się osiągnąć zakładanej skali zagranicznych inwestycji. Planowano zachęcić zagraniczne podmioty do corocznego inwestowania w Iranie ok. 20 mld dolarów, lecz w 2016 roku zagraniczne inwestycje szacowano zaledwie na ok. 3,37 mld dolarów. Jak zwracają uwagę ekonomiści problemem Iranu nie jest brak odpowiednich ram prawnych (bo FIPPA jest bardzo atrakcyjna), lecz skala korupcji, wszędobylskie wpływy wojskowych i duchowieństwa oraz napięte stosunki dyplomatyczne między Teheranem a Waszyngtonem. Dopiero po likwidacji tych przeszkód zagraniczni przedsiębiorcy zaczną w ogólne zastanawiać się nad zainwestowaniem swojego kapitału w Iranie.

    Jednak Rouhani nie jest w stanie zacząć otwarcie walczyć z korupcją i pozostałymi z wymienionych czynników, gdyż oznaczałoby to wyjście na wojenną ścieżkę z najwyższym przywódcą i IRGC, którzy i tak nie przepadają zbytnio za prezydentem. Rouhani nie chce tej konfrontacji, gdyż – w obecnym układzie sił – jest zdany na porażkę i podzielenie losu Chatamiego (w najlepszym przypadku) lub Abolhassana Bani Sadra – pierwszego prezydenta republiki – który po wdaniu się w konflikt z Chomeinim został pozbawiony swojego stanowiska i musiał uciekać z kraju.

    Dlatego też Rouhani skupia się na przeprowadzaniu tych reform, które budzą najmniejsze oburzenie ze strony elit politycznych. Niestety często prowadzi to do patologicznych zmian, które nie tylko nie prowadzą do polepszenia stanu irańskiej gospodarki, lecz nawet stawiają prezydenta w roli wroga ludu. Najlepszym przykładem jest tu sytuacja związana z tzw. systemem subsydiów.

    W ramach tego programu, który obowiązuje od czasów wojny iracko-irańskiej, rząd w Teheranie subsydiował sprzedaż energii i paliw. Program, który miał polepszyć sytuację „szarych” Irańczyków (w 2010 roku 1 litr gazu w Iranie kosztował zaledwie 10 centów) doprowadził do sztucznie napędzonej, nadmiernej konsumpcji i ogromnego marnotrawienia zasobów naturalnych oraz ogromnych wydatków – w 2009 roku rząd szacował, że system subsydiów kosztuje rocznie ok. 100 mld dolarów.

    Dlatego też w 2010 roku administracja prezydenta Mahmuda Ahmadineżada przeprowadziła reformę, w wyniku której zrezygnowano z systemu subsydiowania energii i paliw w jego dotychczasowym kształcie. Zamiast dopłat do cen energii i paliw zdecydowano się wspierać najuboższych bezpośrednimi subsydiami pieniężnymi. To kto będzie zaliczał się do kategorii uprawnionych miano zweryfikować na podstawie dochodów. Jednak wkrótce okazało się to nie tylko niemożliwe, ale także niebezpieczne – administracja Ahmadineżada przestraszyła się protestów, które wybuchłyby gdyby grupa najuboższych była relatywnie mała. W efekcie do kategorii najuboższych zakwalifikowano aż 90% populacji Iranu. W ten sposób reforma systemu dopłat okazała się tylko częściowym sukcesem. O ile udało się zmniejszyć marnotrawstwo i poczynić ogromne oszczędności, to jednocześnie szeroka dystrybucja pieniędzy, doprowadziła do dalszego drenażu państwowej kiesy.

    Prezydent Rouhani dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że reforma Ahmadineżada była niepełna i potrzebne są zdecydowane kroki, które ograniczą liczbę beneficjentów programu subsydiów. Reforma była tym bardziej potrzebna, że po chwilowym boomie gospodarczym z 2016 roku, irańska gospodarka zaczęła wyhamowywać i rząd musiał zmniejszyć wydatki państwowe. Dlatego też w połowie grudnia administracja Rouhaniego złożyła w parlamencie projekt budżetu na przyszły rok, w którym znacznie zawężono kategorię osób uprawnionych do otrzymywania subsydiów.

    Prezydent Rouhani i ajatollah Chamenei, źródło: khamenei.ir

    Walka o subsydia

    Projekt nowego budżetu okazał się być iskrą, która – w kilkanaście dni później – doprowadziła do wybuchu protestów społecznych, które przetoczyły się przez wiele miast kraju. Hasła, wznoszone podczas grudniowych protestów 2017 roku, pokazują jakie problemy Irańczycy uważają za najpoważniejsze:
    - gromadzenie majątku przez duchowieństwo
    - wysokie wydatki na wojsko i inwestycje zagraniczne – mimo problemów gospodarczych wydatki na zbrojenia rosną, tylko w 2017 roku wyniosły one ok. 14 mld dolarów, co stanowi wzrost o blisko 3,3 mld w porównaniu z rokiem 2015
    - brak kompleksowych reform gospodarczych, lecz skupienie się tylko na ich wybranych aspektach
    - brak polepszenia standardów życia „szarych” Irańczyków.

    Pro-rządowe (a raczej pro-ajatollahowskie) protesty w Hamadan, źródło: Tasnim News Agency

    Kolejne akapity w komentarzu ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    -----------------------------------------------
    Po więcej podobnych historii, zapraszam do:
    - archiwum
    - obserwowania tagu #lagunacontent
    - polubienia strony na facebooku.

    #iran #geopolityka #bliskiwschod #lagunacontent #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

  •  

    To oni najbardziej potrzebują #kryptowaluty #bitcoin ten akurat już to wie dlatego wypuścił swojego shitcoina #petro i skupuje za #btc i #ltc masowa adopcja zacznie się w tych krajach, które są sankcjonowane jak #wenezuela #iran #koreapolnocna

    Gdyby miał bitcoina takie coś byłoby niemożliwe, nie wiem co zrobiłby z tym złotem możliwe, że chciał nakarmić głodnych ludzi takie coś nie powinno mieć miejsca.

    Bank Of England Refuses To Release Venezuela's Gold

    Three days ago, when we reported that following Trump's latest sanctions targeting Venezuela's gold sector president Maduro was seeking to repatriate all of Venezuela's gold - some 14 tons - held at the Bank of England, we cautioned that since the BoE "sought to clarify what Venezuela wants to do with the gold", this suggested that despite Venezuela being the rightful owner of this gold, Venezuela was about to face challenges in getting it back.
    pokaż całość

    źródło: zerohedge.com

  •  

    "Iran w ogniu"
    JCPOA, czyli nie wszystko złoto co się świeci

    16 stycznia 2016 roku w życie weszło tzw. porozumienie nuklearne z Iranem (JCPOA). W zamian za zatrzymanie prac nad energią atomową, większość sankcji – nałożonych wcześniej na Iran – miała zostać zniesiona, w tym te najważniejsze dotyczące eksportu surowców energetycznych. Dla rządu w Teheranie ten dzień oznaczał nowe otwarcie. Już wkrótce Irańczycy mieli z podniesionym czołem ponownie pojawić się na światowych rynkach. Jednocześnie w Teheranie miały pojawiać się wielkie europejskie przedsiębiorstwa z walizkami wypchanymi pieniędzmi oraz planami nowoczesnych inwestycji. Ożywienie gospodarcze miało być tak duże, że każdy obywatel Iranu miał na własnej skórze odczuć benefity płynące ze skutków zawarcia JCPOA. Wkrótce jednak okazało się, że „zachodnie” sankcje nie były jedynym problem irańskiej gospodarki. Im więcej czasu upływało od zawarcia JCPOA, tym problemy te stawały się bardziej widoczne i powodowały coraz większe napięcia społeczne, których momentem kulminacyjnym stały się protesty z grudnia 2017 roku. Trzeba zatem zadać sobie pytanie: dlaczego JCPOA wcale nie uczyniła z Iranu krainy mlekiem i miodem płynącej a wręcz przeciwnie – doprowadziła do ostrych protestów społecznych i wewnętrznego wrzenia wewnątrz irańskich elit?

    Tekst dostępny jest także bezpośrednio na wordpressie - polecam czytać właśnie tam, bo w tekście są dodane odnośniki do źródeł, które w przyszłości zostaną nawet jeszcze uzupełnione.
    ———————————————–

    Long story short: W dzisiejszym odcinku skupiam się głównie na irańskim przemyśle naftowym. Tym czym miał on być w założeniu rządzących i tym czym on faktycznie jest. Początkowo w pierwszym odcinku miałem skupić się także na sektorze prywatnym, lecz ze względu na ogrom materiału, lub moje gadulstwo, taki tekst byłby bardzo długi, zbyt długi na jeden artykuł. Dlatego też o sektorze prywatnym Iranu porozmawiamy dopiero za kilka dni.

    Irański program atomowy

    14 sierpnia 2002 roku Alireza Jafarzadeh, rzecznik emigracyjnej Narodowej Rady Irańskiego Ruchu Oporu, ujawnił istnienie dwóch tajnych ośrodków badawczych w Iranie: zakładu wzbogacania uranu w Natanz oraz zakładu produkującego „ciężką wodę” w mieście Arak. Jakkolwiek instalacje w Natanz i Arak najprawdopodobniej były już znane największym agencjom wywiadowczym, to jednak wystąpienie Jafarzadeha spowodowało, że po raz pierwszy problem irańskiego programu nuklearnego trafił do szerokiej dyskusji publicznej. Tym samym Jafarzadeh otworzył puszkę pandory i światowej histerii zatytułowanej „irański program atomowy”.

    Mimo wielu inicjatyw społeczności międzynarodowej, które miały położyć kres zagrożeniu atomowemu ze strony Teheranu, Irańczycy nadal kontynuowali prace. Sytuacja była o tyle zła, że skala, jak i kierunek, tych prac pozostawały okryte tajemnicą. Co prawda irańskie ośrodki zostały kilkukrotnie zbadane przez ekspertów Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (IAEA), lecz wyniki tych inspekcji pozostały niesatysfakcjonujące. W swoich raportach Agencja podkreślała, że nie jest w stanie jednoznacznie stwierdzić, czy irański program nuklearny ma charakter stricte pokojowy czy też, czy może zostać wykorzystany militarnie.

    Sytuacja jeszcze się pogorszyła, gdy 3 sierpnia 2005 roku prezydentem Iranu został Mahmud Ahmadineżad a nakłady na program atomowy uległy wydatnemu zwiększeniu. Już w niecały rok później, 11 kwietnia 2006 roku Ahmadineżad ogłosił osiągnięcie poziomu wzbogacenia uranu na poziomie 3,5% i tym samym wejście przez Iran do grona „państw atomowych”.

    Prezydent Hassan Rouhani i szef irańskiej agencji atomowej Ali Akbar Salehi na terenie elektrowni atomowej w Buszehr, styczeń 2015 roku, źródło: Tasnim News Agency

    Świat przeciwko Iranowi

    Odpowiedź „Świata” była natychmiastowa i zdecydowana. 23 grudnia 2006 roku Rada Bezpieczeństwa ONZ przegłosowała rezolucję nr 1737, na mocy której zobowiązała Iran do zakończenia prac nad wzbogacaniem uranu oraz nałożyła na Teheran sankcje obejmujące zakaz dostawy sprzętu i technologii potrzebnych do dalszych prac nad programem atomowym, a także zajęła aktywa należące do firm i osób powiązanych z pracami nad atomem.

    Teheran szybko odczuł skutki tej rezolucji, jednak nadal odmawiał współpracy. Sankcje, które były wymierzone niemal wyłącznie w irański program nuklearny, znacznie utrudniły dalszy postęp prac w ośrodkach badawczych, jednak w żaden poważny sposób nie zagrażały irańskiej gospodarce. Widząc, że rezolucja nr 1737 nie przyniosła pożądanych rezultatów, „Zachód” postanowił wytoczyć najcięższe działa.

    W 2012 roku UE i USA, działając niezależnie od ONZ-u, obłożyły sankcjami irańską ropę i gaz ziemny. Dla Irańczyków był to ogromny cios, gdyż w 2011 roku aż ok. 18% eksportowanej przez nich ropy trafiało do krajów UE. Dla Europy był to także bardzo radykalny krok, gdyż w ciągu zaledwie kilku miesięcy musiała ona znaleźć eksporterów, którzy zastąpiliby Irańczyków i zapewniliby nieprzerwane dostawy ropy na stary kontynent.

    Ostatecznie jednak ryzyko opłaciło się. Teheran nie był w stanie poradzić sobie z sankcjami z 2012 roku i zaczął szukać kompromisu. Już na początku 2013 roku w Omanie zaczęły odbywać się tajne spotkania między irańskimi a amerykańskimi emisariuszami. Jednak przełom nastąpił dopiero, gdy w sierpniu 2013 roku nowym prezydentem Iranu został Hasan Rouhani, który już podczas kampanii wyborczej zapowiedział, że walka o zniesienie sankcji będzie dla jego administracji priorytetem.

    Kilka miesięcy po zaprzysiężeniu Rouhaniego, 24 listopada 2013 roku, przedstawiciele Iranu, Rosji, Chin, Francji, Wielkiej Brytanii oraz Niemiec (5+1) podpisali tzw. „genewskie porozumienie tymczasowe”, które stało się swoistą „mapą drogową”, która doprowadziła do zawarcia JCPOA. Na mocy porozumienia z Genewy Iran miał zacząć stopniowo ograniczać swój program atomowy i podjąć dalsze negocjacje, które miały zakończyć się zawarciem ostatecznego porozumienia. W zamian za te ustępstwa i dalsze negocjacje „Zachód” – w geście dobrej woli – zawiesił niewielką część anty-irańskich sankcji.

    Obrady tzw. formuły 5+1 w Genewie, podczas których wynegocjowano tymczasowe porozumienie, 23 listopada 2013 roku, źródło: U.S. Department of State/flickr.com

    Irański deal

    Pomimo stosunkowej ugodowości administracji Rouhaniego, przynajmniej w porównaniu z „ekipą” Ahmadineżada, negocjacje z Iranem były długie i bardzo ciężkie. Mimo, że porozumienie z Genewy (24.11.2013) zakładało zawarcie ostatecznej umowy w ciągu 6 miesięcy, to ostatecznie rozmowy przeciągnęły się aż do II połowy 2015 roku.

    W końcu, 14 lipca 2015 roku, w Wiedniu, zawarto ostateczne porozumienie nuklearne z Iranem. W zamian za zakończenie przez Iran prac nad bronią atomową, społeczność międzynarodowa miała znieść nałożone wcześniej sankcje. Umowa, która przeszła do historii jako JCPOA (akronim „Joint Comprehensive Plan of Action”), została uznana za ogromny sukces przez wszystkie strony porozumienia. Teheran mógł w cuglach powrócić na światowe salony a ONZ mogło pochwalić się kolejnym sukcesem w walce z proliferacją. Jednak czy aby na pewno JCPOA przyniosła zwycięstwo wszystkim stronom czy może jednak dała jednej ze stron porozumienia nieuzasadnioną przewagę? Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach.

    Porozumienie z 2015 roku wcale nie położyło kresu irańskiemu programowi atomowemu, lecz tylko zawiesiło go. Po upływie 15 lat od zawarcia umowy, czyli w 2030 roku, Iran może przystąpić do dalszych prac nad energią atomową. Mało tego, zgodnie z JCPOA, badania te nie będą podlegały żadnym dodatkowym ograniczeniom. W praktyce oznacza to, że po 2030 roku Iran może pokusić się nawet o zbudowanie własnej broni atomowej i w żaden sposób nie naruszy to postanowień JCPOA. Pojawia się zatem pytanie: dlaczego „Zachód”, Rosja i Chiny zgodziły się na zawarcie tak niekorzystnego dla siebie paktu?

    Przedstawiciele tzw. formuły „5+1” podczas negocjacji poprzedzających podpisanie JCPOA, kwiecień 2015 r., Szwajcaria, źródło: U.S. Department of State/flickr.com

    Czy „Zachód” jest szalony?

    Irańczycy, niezależnie czy to za prezydentury Ahmadineżada, czy Rouhaniego, byli zdeterminowani, aby kontynuować badania nad energią atomową. Nawet wtedy, gdy irańscy dyplomaci, w latach 2013-2015, raz po raz zasiadali do stołów negocjacyjnych, w ich ojczyźnie nadal trwały prace nad atomem. Zgodnie z szacunkami Belfer Center (Uniwersytet Harvarda), czy Council for a Livable World, w momencie podpisywania JCPOA, irańscy naukowcy byli zaledwie ok. 3 miesięcy od tzw. „breakout time”, czyli wyprodukowania takiej ilości wzbogaconego uranu, która wystarczyłaby na stworzenie broni atomowej. Dlatego też Irańczyków należało jak najszybciej zatrzymać – nawet jeśli ceną byłyby znaczne ustępstwa.

    Zachodni dyplomaci prawdopodobnie liczyli na to, że w ciągu kolejnych 15 lat Iran przejdzie radykalną zmianę społeczną, która doprowadzi do tego, że to sami Irańczycy porzucą prace nad energią atomową. Dzięki napływowi zagranicznego kapitału, inwestycjom i nowym technologiom społeczeństwo Iranu miało zlaicyzować się i skupić się wokół reformatorów, takich jak obecny prezydent Rouhani, którzy poprowadziliby kraj w kierunku obozu demokratycznego.

    Czy ten idealistyczny plan miał jakiekolwiek szanse na realizację? Wydaje się, że tak. Nawet gdyby do 2030 roku Iran nie był państwem demokratycznym, a to jest niemal pewne, to jednak całe społeczeństwo bardzo mocno odczułoby pozytywny wpływ JCPOA na irańską gospodarkę. Irańskie władze widząc profity płynące ze współpracy z Zachodem, mogłyby dobrowolnie porzucić marzenia o stworzeniu potęgi nuklearnej, lub ewentualnie ograniczyć się do budowy elektrowni atomowych. Ponadto nie wykluczano, że przed wygaśnięciem ograniczeń wynikających z JCPOA, uda się zawrzeć kolejną umowę, które jeszcze bardziej oddali widmo stworzenia przez Irańczyków broni atomowej.

    Jednocześnie na obronę sygnatariuszy paktu wskazać należy, że JCPOA była w istocie jedyną opcją, która mogła zatrzymać Irańczyków przed skonstruowaniem bomby atomowej i jednocześnie nie doprowadzić do dalszej destabilizacji regionu. Interwencja, czy precyzyjne naloty na ośrodki badawcze, były zbyt ryzykowne i nie dawały gwarancji pełnego powodzenia. Dalsze utrzymywanie drakońskich sankcji także nie wchodziło w grę, gdyż mogłoby to doprowadzić do destabilizacji sytuacji w samym Iranie, co mocno odbiłoby się na stabilności zarówno Zatoki Perskiej, jak i całego Bliskiego Wschodu.

    Prezydent Barack Obama w Gabinecie Owalnym, źródło: Obama White House/flickr.com

    Irańskie tankowce wypływają

    JCPOA była dla Iranu ogromną szansą. Dzięki temu porozumieniu irańska gospodarka znowu mogła odetchnąć pełną piersią. Nałożone wcześniej sankcje zaczęły być stopniowo znoszone. Irańskie aktywa, które pozostawały od wielu lat „zamrożone przez Zachód”, teraz zaczęły stopniowo wracać pod kontrolę Teheranu. Zagraniczne firmy, w szczególności te z Europy, zaczęły coraz częściej myśleć o Iranie jako o miejscu swoich potencjalnych inwestycji. Ponadto, w końcu Teheran mógł wznowić eksport swoich najcenniejszych dóbr – surowców energetycznych.

    Zawarcie JCPOA bardzo wydatnie i wręcz natychmiastowo wpłynęło na stan irańskiej gospodarki. W 2015 roku, czyli jeszcze zanim porozumienie nuklearne weszło w życie (nastąpiło to dopiero 16 stycznia 2016 roku), irańskie PKB skurczyło się o ok. 1,5%. Tymczasem już w 2016 roku, czyli wtedy kiedy sankcje zaczęły być znoszone, Iranowi nie tylko udało się pokonać recesję, lecz także osiągnąć ogromny wzrost gospodarczy na poziomie ok. 12,5%. Zaznaczyć jednak trzeba, że tak duży wzrost PKB spowodowany był przede wszystkim gigantycznym wzrostem dochodów z handlu surowcami energetycznymi – wzrost gospodarczy w sektorach innych niż sektor naftowy wyniósł w 2016 roku zaledwie ok. 3,3%.

    Tempo wzrostu irańskiego PKB w latach 2005-2017, źródło: archiwum autora

    Zniesienie sankcji było powodem do radości zwłaszcza w ministerstwie ds. ropy naftowej (MOP). W 2013 roku, czyli po wejściu w życie wspomnianych już amerykańsko-europejskich sankcji, irański eksport ropy naftowej spadł do rekordowo niskiej wartości – 1 mln baryłek/dzień. Po zawarciu JCPOA eksport tego surowca wystrzelił w górę i już w 2016 roku wyniósł już ok. 2,1 mln baryłek/dzień.

    Nawet słaba światowa koniunktura nie była w stanie zatrzymać wzrostu tego sektora irańskiej gospodarki. W 2016 roku ceny ropy naftowej spadły do zaledwie 40 dolarów za baryłkę. Tymczasem dzięki wzmożonej produkcji zyski Iranu z eksportu ropy naftowej i gazu ziemnego za okres od kwietnia 2016 r. do marca 2017 r. osiągnęły 55,75 mld dolarów – co oznaczało wzrost aż o 66% w porównaniu z poprzednim okresem kwiecień 2015 r. – marzec 2016 r.

    Jednocześnie, gdy idzie o eksport ropy naftowej, Irańczycy skupili się na odbudowie dawnych relacji z UE. Przed wejściem w życie sankcji z 2012 roku państwa członkowskie UE były jednym z głównych klientów Teheranu – to właśnie do nich trafiało ok. 590 tys. baryłek ropy dziennie. Po wejściu w życie JCPOA irańska ropa dumnie powróciła na europejskie rynki. Powrót ten był o tyle łatwy, że UE cały czas dąży do większego uniezależnienia się od rosyjskich dostawców i osiągnięcia większej dywersyfikacji. W efekcie już w 2017 roku Iran eksportował do UE średnio ok. 700 tys. baryłek dziennie. Jeśli idzie o procent udziału w rynku to jest to wartość zbliżona do okresu sprzed sankcji z 2012 roku – w 2011 roku ok. 5,43% ropy importowanej na terytorium UE pochodziło z Iranu a w 2017 roku było to 5,1%.

    Tankowiec na morzu, źródło: Max Pixel

    Dochody z ropy jako katalizator przemian

    W założeniach irańskich ekonomistów wzrost zysków czerpanych z eksportu surowców energetycznych miał bezpośrednio przełożyć się na ogólnogospodarczy boom. Administracja Rouhaniego postanowiła działać zgodnie z założeniami wyłożonymi w piątym planie gospodarczym na lata 2010-2015, uchwalonym jeszcze za czasów Ahmadineżada. Zgodnie z tym planem ok. 30% dochodów uzyskiwanych ze sprzedaży ropy naftowej miało być przelewane na rzecz, powołanego w 2011 roku, Narodowego Funduszu Rozwoju (NDFI). W założeniu Fundusz miał zająć się efektywnym wykorzystaniem zysków czerpanych ze sprzedaży ropy poprzez: wspieranie prywatnych przedsiębiorstw (do nich miało trafiać ok. 50% funduszy otrzymywanych przez NDFI), zachęcanie zagranicznych podmiotów do inwestycji w Iranie (20% środków) i inwestowanie w zagraniczne rynki kapitałowe (30% środków). Stworzenie NDFI wydawało się bardzo dobrym pomysłem i spotkało się z dość ciepłym przyjęciem ze strony „zachodnich” ekonomistów, lecz, póki co, Funduszowi nie udało się osiągnąć celów, które przed nim postawiono.

    Przyczyn takiego stanu rzeczy jest kilka. Przede wszystkim NDFI jest mocno upolitycznione. Każda decyzja dotycząca przyznania pomocy ze środków Funduszu musi być uprzednio zaakceptowana przez najwyższego przywódcę Iranu Ali Chameneiego. Ponadto część środków z NDFI jest marnotrawiona, gdyż pomoc trafia nie do prywatnych przedsiębiorstw, lecz do podmiotów, które nazwalibyśmy „przedsiębiorstwami quasi-państwowymi”. Chodzi o przedsiębiorstwa, które co prawda zostały sprywatyzowane, lecz tylko po to aby trafić w ręce osób powiązanych z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej czy szyicką ulamą (duchownymi). Przedsiębiorstwa te najczęściej nie są rentowne i służą bardziej rozkradaniu majątku państwowego – właśnie poprzez otrzymywanie pomocy finansowej z NDFI – niż rozwojowi krajowej gospodarki.

    Ponadto kolejnym czynnikiem, który powoduje, że NDFI nie jest w stanie osiągnąć swoich celów jest fakt, że dochody płynące z handlu ropą naftową znajdują się poniżej oczekiwań. Jak wspomniano w poprzednich akapitach, po zawarciu JCPOA dochody Teheranu płynące z eksportu ropy naftowej wzrosły aż o 66% i osiągnęły pod koniec 2016 roku wartość 55,75 mld dolarów. Osiągnięcie tak dużych dochodów możliwe było dzięki zwiększeniu poziomu wydobycia ropy naftowej do ok. 3,7 mln baryłek/dzień. Wynik ten, mimo iż imponujący, oznaczał niewypełnienie jednego z kluczowych założeń rządowego planu rozwoju na lata 2017-2021.

    Zgodnie z rządowymi założeniami, aby irańska gospodarka działała prężnie i rozwijała się w zadowalającym tempie, produkcja ropy naftowej musi przekraczać poziom 4 mln baryłek/dzień. Mimo, że jest to mniej niż zakładano w poprzednim planie na lata 2010-2015 (tam była mowa aż o 5,2 mld baryłek/dzień), to i tak planowany pułap znajduje się poza obecnymi możliwościami technicznymi Iranu – w 2017 roku średnie wydobycie oscylowało w okolicach 3,8 mln baryłek/dzień, czyli o 200 000 baryłek za mało.

    Zakłady petrochemiczne w mieście Arak, autor: Miladfarhani/commons.wikimedia.org

    Irańska infrastruktura naftowa

    Dalsze zwiększanie poziomu wydobycia jest niemożliwe. Nie jest to wcale spowodowane małymi zasobami, lecz bardzo słabą infrastrukturą, która nie dość że stara, to jeszcze przez wiele lat była przez Teheran zaniedbywana. W 2017 roku, Bijan Namdar Zangeneh, minister ds. ropy naftowej, stwierdził, że 3/4 irańskich rafinerii ropy naftowej i gazu ziemnego należy uznać za „przestarzałe”. Najstarsza grupa tych instalacji ma blisko 80 lat i była wznoszona jeszcze przez Angielsko-Irańską Kompanię Naftową przed II wojną światową. W efekcie irańska infrastruktura naftowa jest nie tylko zawodna, lecz generuje także większe, niż nowoczesne instalacje, koszty produkcji. Obiekty te wymagają natychmiastowej modernizacji, której koszty szacuje się na ok. 10 miliardów dolarów. Problemem nie są tu jednak pieniądze, lecz technologia.

    Aby przeprowadzić modernizację swoich instalacji naftowych Iran musi najpierw ściągnąć do kraju zagraniczne firmy, które dysponują odpowiednimi technologiami. Jest to bardzo trudne zadanie, gdyż większość tych przedsiębiorstw ma swoje siedziby na terenie UE i USA. Mimo zawarcia „atomowego dealu” firmy te nadal podchodziły do jakichkolwiek kontaktów handlowych z Irańczykami z dużą rezerwą – nawet przed ogłoszeniem wycofania się USA z JCPOA. Postawa zagranicznych inwestorów po części wynika z niekorzystnego klimatu biznesowego jaki panuje w Iranie, ale nie tylko.

    Pracownicy Angielsko-Irańskiej Kompanii Naftowej, źródło: upload.wikimedia.org

    Niby bez sankcji, ale nie do końca

    Na mocy postanowień JCPOA wszystkie sankcje nałożone na Iran przez ONZ oraz UE miały zostać całkowicie zniesione. Jednak gdy idzie o amerykańskie sankcje sytuacja nie była tak prosta. USA, jako sygnatariusz JCPOA, zobowiązały się nie stosować już ani sankcji ONZ-owskich, ani tych amerykańsko-unijnych z 2012 roku. Jednocześnie jednak gdy idzie o sankcje, które Waszyngton jednostronnie nałożył na Teheran, Amerykanie zgodzili się wyłącznie na „zawieszenie” tylko części z nich. W przypadku amerykańskich sankcji, które miały być karą za program atomowy, prezydent USA miał co roku decydować o ich zawieszeniu w formie odpowiednich aktów wykonawczych (tzw. executive waiver). Natomiast jeśli idzie o unilateralne amerykańskie sankcje, będące karą za łamanie praw człowieka i wspieranie terroryzmu, to sankcje te – nie będąc przedmiotem JCPOA – nadal pozostały w mocy.

    Ta druga grupa sankcji niemal całkowicie zabraniała amerykańskim firmom nie tylko inwestowania na terenie Iranu, lecz także zawierania umów handlowych z ichnimi przedsiębiorstwami. Oczywiście było od tego kilka wyjątków, z których – chyba najbardziej znany – dotyczył możliwości sprzedaży Irańczykom samolotów cywilnych, co pozwoliło Boeingowi na zdobycie kontraktu wartego 16 mld dolarów.

    Utrzymanie części sankcji przez Waszyngton miało być pokazem siły, który utwierdziłby państwa Bliskiego Wschodu w przekonaniu, że ostatnie słowo – gdy idzie o geopolityczną rozgrywkę w regionie – nadal należy do USA. Jednocześnie jednak ten sukces propagandowy przełożył się na utratę przez amerykański biznes potencjalnych wielomilionowych zysków. Gdy w 2017 roku unijny eksport do Iranu wyceniano na ok. 13 mld dolarów, to amerykański wart był już tylko 0,13 mld dolarów – czego główną przyczyną było właśnie utrzymanie unilateralnych sankcji.

    Postawa Waszyngtonu wpłynęła nie tylko na rodzimych inwestorów, lecz także na biznesmenów z Europy. Pierwsza grupa amerykańskich sankcji (ta odnosząca się do programu atomowego) umożliwiała odpowiednim instytucjom karać nie tylko krajowych przedsiębiorców, lecz także podmioty zagraniczne. Co prawda, jak już wcześniej zaznaczono, sankcje te zawieszono, lecz tylko na rok i to w formie aktu wykonawczego prezydenta (tzw. executive waiver), który miał być cyklicznie odnawiany. Dlatego też zagraniczni przedsiębiorcy zaczęli podchodzić do inwestowania w Iranie z dużym dystansem. Co prawda kraj ten kusił ich wielomilionowymi zyskami, lecz jednocześnie nikt nie mógł dać im pewności, że pewnego dnia prezydent USA nie dojdzie do wniosku, że dalsze zawieszanie sankcji wobec Teheranu jest sprzeczne z żywotnymi interesami Waszyngtonu. Jak pokazują wydarzenia z 8 maja 2018 roku obawy te były w pełni uzasadnione.

    Prezydent Barack Obama, źródło: Obama White House/flickr.com

    Jak złapać inwestora? – radzi prezydent Rouhani

    Ostatecznie Iranowi udało się sprowadzić do kraju kilku potężnych inwestorów, którzy w 2016 roku zainwestowali w Republice ok. 3,4 mld dolarów. Wynik ten stanowi dla Teheranu katastrofę. Zgodnie z szóstym planem gospodarczym na lata 2017-2021 Iran musi, rok w rok, przyciągać inwestycje zagraniczne warte łącznie 20 mld dolarów. Dopiero taka skala bezpośrednich inwestycji zagranicznych jest w stanie zadowolić irańskich ekonomistów i pozwolić gospodarce na rozwój.

    Szczególnie desperacko potrzebne są inwestycje w sektorze naftowym. Jak już wcześniej zaznaczono, Teheran ma nadzieję, że to właśnie zagraniczni przedsiębiorcy – którzy dysponują odpowiednią technologią – zgodzą się na przeprowadzenie modernizacji irańskich instalacji i infrastruktury. Jednak póki co Iran nie znalazł takich inwestorów. Co prawda po 2016 roku zagraniczne przedsiębiorstwa otrzymały kilka dużych kontraktów w sektorze naftowym, jednak są to głównie kontrakty na budowę nowych instalacji – np. francuski Total S.A. dostał 5 miliardowy kontrakt na budowę pola „Południowe Pars”. Tymczasem istniejące już instalacje znajdują się często w opłakanym stanie i potrzebują jak najszybszych prac modernizacyjnych.

    Ryzyko amerykańskich sankcji to nie jedyny czynnik, który odstrasza zagranicznych inwestorów. Bardzo problematyczne są także: nieprzyjazny klimat biznesowy, wszędobylska korupcja oraz słaba legislacja. Bliżej tym czynnikom przyjrzymy się w kolejnym odcinku „Iranu w ogniu”. W tym momencie ograniczę się do wskazania jednego, konkretnego czynnika, który szczególnie mocno odczuła branża naftowa.

    Mianowicie chodzi o opozycję elit politycznych, które bardzo podejrzliwie, a czasami nawet wrogo, pochodzą do zachodnich inwestycji w tym sektorze irańskiej gospodarki. To nastawienie dobrze obrazuje sytuacja związana z tzw. kontraktami naftowymi (eng. Iran Petroleum Contract, IPC). Już w listopadzie 2015 roku rząd prezydenta Rouhaniego zapowiedział przygotowanie dla zachodnich inwestorów IPC, które miały przewidywać dużo lepsze warunki współpracy niż ówcześnie obowiązujące „kontrakty buy-back”. Jednak ze względu na opór radykałów pierwszy kontrakt typu IPC został zawarty dopiero w lipcu 2017 roku i był to kontrakt Total S.A. na budowę pola „Południowe Pars”. Umowy te – z perspektywy inwestorów – faktycznie przewidują dużo korzystniejsze warunki współpracy niż stare „kontrakty buy-back”. Mimo to, wpływ IPC na stan irańskiego sektora naftowego okazał się dużo mniejszy niż przewidywano. Stało się tak przede wszystkim z tego względu, że IPC weszło w życie zbyt późno. Już od drugiej połowy 2017 roku wielu ekspertów zwracało uwagę, że administracja prezydenta Trumpa może wycofać się z JCPOA. Z tego względu wielu inwestorów, mimo że zainteresowanych IPC, wstrzymało się z ostateczną decyzją do maja 2018 roku, gdy prezydent Trump miał zdecydować o ewentualnym dalszym zawieszeniu sankcji wobec Iranu.

    Negocjacje w sprawie JCPOA, źródło: U.S. Department of State/flickr.com

    Podsumowanie

    Jak zatem widzimy JCPOA stanowiła dla Iranu szansę. Jednak jej wykorzystanie nie było tak łatwe, jak mogłoby się to zdawać na pierwszy rzut oka. Amerykanie w żadnym razie nie chcieli, aby „irański deal” pozwolił Iranowi na szybką modernizację i dlatego zachowali pod swoją kontrolą potężne instrumenty, które szybko pozwoliłyby skontrować działania Teheranu – gdyby te zostały uznane za zagrażające interesom Waszyngtonu. Ponadto okrakiem na drodze do rozwoju Iranu stanęli sami Irańczycy, a dokładnie polityczne elity, które starały się jak najdłużej odwlekać reformy gospodarcze i skupiać się na znacznie mniej istotnych (przynajmniej z punktu widzenia przetrwania Islamskiej Republiki Iranu) kwestiach jak np. podsycanie nastrojów antyamerykańskich, i anty-izraelskich. Sama administracja prezydenta Rouhaniego także nie jest bez winy, gdyż wielokrotnie wykazywała się opieszałością przy przeprowadzaniu reform czy też względną ugodowością podczas konfrontacji z konserwatystami.

    Wszystko to razem spowodowało, że handel surowcami energetycznymi i ich pochodnymi nie stał się – wbrew planom rządzących – katalizatorem zmian w krajowej gospodarce. Zarówno produkcja, jak i eksport, tych surowców były na zbyt niskim poziomie a skala inwestycji zagranicznych zbyt mała. Sektor naftowy, czyli sektor który miał pociągnąć całą gospodarkę za sobą, nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Mało tego, szybkie osiągnięcie maksymalnej mocy przerobowej irańskich instalacji już w 2016 roku doprowadziło do momentalnego uwydatnienia problemów tego sektora.

    Problemy sektora naftowego są jednak tylko wierzchołkiem góry lodowej i nie obrazują skali „zepsucia” irańskiej gospodarki, która musi mierzyć się nie tylko z sankcjami, lecz także z korupcją, wysoką inflacją, bezrobociem, niestabilnością systemu bankowego, prywatyzacją, czy grabieniem majątku narodowego przez bonjady – fundacjami, które stały się prywatnymi folwarkami grupy trzymającej władz. Piętrzące się problemy doprowadziły do wrzenia wewnętrznego, którego punktem kulminacyjnym stały się protesty z grudnia 2017 roku. Aby jednak nie zanudzić czytelnika pozwolę sobie uciąć w tym miejscu i odnieść się do zaznaczonych problemów w następnym odcinku „Iranu w ogniu”.

    PS Mam nadzieję, że nie zmęczyłem was tak dużą partią materiału i danych. Chcąc jednak przedstawić obecną sytuację Iranu z szerszej perspektywy przytłaczanie czytelnika masą informacji wydaje się nieuniknione. Dajcie znać, czy nie jest zbyt długo/zbyt nudo – postaram się uwzględnić te uwagi przy publikacji kolejnej części.

    Zdjęcie góry lodowej, autorzy: Uwe Kils, Wiska Bodo/upload.wikimedia.org

    #iran #geopolityka #bliskiwschod #lagunacontent #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: zdjecie.png

  •  

    Jestem mireczki właśnie w Shiraz w Iranie i przechodzę koło tego slynnego z kinematografii zamku ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #pdk #podroze #iran #shiraz #pornozamek

  •  

    @MieczChodkiewicza: Pan każe, sługa musi, a jeszcze okupacyjne wojska w całości nie stacjonują.
    "Orlen kończy współpracę z Iranem i nie będzie importować irańskiej ropy, dostosowując się do woli Waszyngtonu. Jednocześnie kraje Europy Zachodniej zapowiadają, że mimo amerykańskich sankcji będą dalej importować irańską ropę." #polska #usa #iran #gospodarka #finanse #biznes #pieniadze pokaż całość

  •  

    Paczcie kto się przysiadł do mnie przy kolacji (。◕‿‿◕。)

    W Iranie jest bardzo dużo kotów, nie wszystkie są tak śmiałe i przyjazne, ale jest na co popatrzeć ʕ•ᴥ•ʔ

    #smiesznekotki #pokazkota #iran #podroze

  •  

    Właśnie pisząc ten post jadę do Shirazu, miasta w północnej części Iranu. To już moja 10h w podróży z Teheranu.

    Jeszcze sam dobrze się nie dobudzilem i nie wiem czy to sen czy właśnie powoli zniszcza się moje marzenie.

    #innvpodrozuje #iran #podroze

  •  

    Iran ogłosił, że do tej pory przeprowadził 700 ataków z użyciem dronów na cele w Syrii. Niektóre z nich zostały podobno przeprowadzone bezpośrednio z baz w Iranie.

    https://www.alaraby.co.uk/english/news/2018/10/16/iran-admits-to-conducting-700-drone-attacks-in-syria

    #syria #iran
    pokaż całość

    źródło: i.ytimg.com

  •  

    Mike Pompeo obiecuje, że USA nie weźmie udziału w odbudowie Syrii dopóki Bashar nie wyprosi stamtąd Irańczyków. Jednocześnie przypomina, że głównym celem USA jest walka z ISIS

    pokaż spoiler i worek nad Eufratem będzie eliminowany tak długo, jak długo będzie to konieczne. ( ͡º ͜ʖ͡º)


    https://www.al-monitor.com/pulse/contents/afp/2018/10/syria-conflict-us-iran-diplomacy-reconstruction.html

    #syria #iran #odbudowasyrii
    pokaż całość

  •  
    Northrop_Grummann

    +10

    #spurdo wcy znalazuem El Dorado :-_DDDDDDD

    #heheszki #iran #benis

    źródło: iran.jpg

  •  

    Droga z Teheranu do Isfahan przez Kashan, taksówkarz już miał naszą polską "złotówę" przyklejoną do deski rozdzielczej, pochwalił się od razu po tym jak się dowiedział że jesteśmy z Lahestanu (Polska farsi, arab.). Po drodze zatrzymujemy się przed Yarand i w Abyaneh.

    Jakiś kilometr dalej po prawej 8m pod ziemią w bunkrze 2.5m betonu znajduje się Natanz Nuclear Facility - około 7000 wirówek do wzbogacania uranu. Obiekt chroniony licznymi działami przeciwlotniczymi oraz wyrzutniami rakiet.
    #iran #fotografia #mojezdjecie #ciekawostki tag do obserw albo czarn --> #yazhubal
    Moje foty na 500px oraz FB i czasem trochę tekstu naBlogu
    pokaż całość

  •  

    Iran w odwecie za atak na paradę wojskową w Ahwaz wystrzelił rakiety na ISIS w prowincji Deir ez-Zor.

    Będzie to 3 raz gdy Iran dokonuje ataku rakietowego na cele poza granicami swojego kraju.

    W ataku miały też wziąć udział irańskie kopie amerykańskich dronów RQ-170
    https://twitter.com/aldin_ww/status/1046726044559003649

    #iran #syria #isis
    pokaż całość

    źródło: twitter.com

  •  

    #syria #iran

    Syria and Iran to cooperate for building power plant in Lattakia

    Syria, September 29, 2018

    Tehran, SANA-Electricity Minister Mohammad Zuhair Kharboutli said that he will discuss with the Iranian officials during his current visit to Iran the implementation of cooperation projects in the electricity field, including a contract with the Iranian MBNA corporation to establish a power plant in Lattakia.

    Speaking to SANA reporter upon his arrival in Tehran on Friday, Kharboutli said that the power plant project in Lattakia is important and strategic for the electrical system in Syria in general, especially the coastal region, pointing out that the power station in Baniyas is feeding the region with 60 percent of the demand for electricity.

    The plant will be built with a capacity of 540 MW worth SYP 213 billion and is expected to be ready within three years, the minister said.
    pokaż całość

    +: C.........0, raisond_etre +7 innych
  •  

    Gazeta Haaretz - #izrael jest przekonany, że obraz radarowy opublikowany przez #rosja w ich analizie incydentu był po prostu sfabrykowany - w momencie zestrzelenia IL-20 F16 nie był w miejscu w którym twierdzą Rosjanie"

    Chronologia wydarzeń według Izraelczyków: F16 uderzyły o 21:42 czasu lokalnego Rosjanie zostali ostrzeżeni o 21:38, cele zostały osiągnięte o 21:50, W czasie, gdy F-16 wystrzeliły pociski na terytorium #syria , rosyjski Ił-20,, znajdował się na niebie w północnej Syrii, około 200 km na wschód od izraelskich samolotów, i leciał w kierunku zachodnim.O 21:52 syryjski system obrony powietrznej wypuścił 27 pocisków w różnych kierunkach. O 22:05 S-200 uderzył w rosyjski samolot. W tym czasie izraelscy lotnicy,byli już blisko miasta Hajfa, w drodze do lądowania. Atak to skutek działań wywiadu, który stwierdził dostawę środków do produkcji zbrojeniowej dla #hezbollah zorganizowanej przez #iran. Izrael stanowczo odrzuca rosyjskie twierdzenie, że jeden z F-16 ukrył się za Iljuszinem. Oba samoloty latały w różnych obszarach, na różnych wysokościach i z różnymi prędkościami.
    https://www.haaretz.com/israel-news/.premium-russia-had-to-swallow-a-deal-in-idlib-then-came-an-israeli-strike-on-syria-1.6513182
    https://www.rbc.ru/politics/28/09/2018/5bae48629a79475f66e725bc
    pokaż całość

  •  

    #iran #militaria #aircraftboners?
    Bavar 2, małe, tanie, irańskie ekranoplany podczas manewrów.

    źródło: pbs.twimg.com

  •  

    ISIS przyznało się do zamachu w irańskim Ahwaz, gdzie w trakcie parady wojskowej zginęło 25 osób.

    Śmiechy chichy jak to ISIS jak zwykle przyznaje się do wszystkiego, a tu proszę dzisiaj Amak opublikowało nagranie z 3 sprawcami zamachu, przed jego przeprowadzeniem.

    #iran #bliskiwschod #isis

    źródło: twitter.com

    +: Freakz, C.........0 +9 innych
  •  

    Wstawiam tu kolejny artykuł z Kresy.pl, jako ciekawą analizę do dyskusji na forum. Artykuł kopiuję odręcznie, bowiem stos okienek które tam wyskakuje oraz konieczność poklikania aby ukazał się cały artykuł jest dla zwykłego mirka nie do zdzierżenia.
    https://kresy.pl/publicystyka/impas-w-syrii-to-krok-w-kierunku-zmiany-rezimu-w-waszyngtonie/

    IMPAS W SYRII TO KROK W KIERUNKU ZMIANY REŻIMU W WASZYNGTONIE

    Celem jest usunięcie Iranu z Syrii, wyrządzenie Republice Islamskiej upokarzających szkód strategicznych, pogłębienie jej gospodarczej „głodówki”, wymuszenie politycznej transformacji, w wyniku której prezydent Asad zostanie usunięty, a przede wszystkim, usunięcie jakichkolwiek pozorów amerykańskiej strategicznej słabości. Przywództwo Rosji spodziewało się, że Stany Zjednoczone zamierzają wykoleić ostatnią poważną operację koalicji, mającą zakończyć konflikt w Syrii. Zostało to właśnie potwierdzone. Wysoki przedstawiciel Kremla, proszący o zachowanie anonimowości, powiedział w rozmowie z Al Monitor, że Amerykanie chcą odegrać rolę dewastatora na wielką skalę: „Są źli, że mamy przewagę w radzeniu sobie z tym kryzysem, a teraz chcą wepchnąć swój kij w szprychy każdego koła, które próbujemy uruchomić”. – podkreśla były brytyjski dyplomata, Alastair Crooke na łamach Strategic Culture.

    Administracja amerykańska przestała się wahać – napisał David Ignatius 30 sierpnia. Administracja twierdzi, że obecnie ma „trwałe interesy” w Syrii, które wykraczają poza zabijanie terrorystów z Państwa Islamskiego oraz „że nie planuje wycofania swoich sił specjalnych z północno-wschodniej Syrii w najbliższym czasie”. „W tej chwili”, powiedział jeden z urzędników administracji Ignatiusowi, „naszym zadaniem jest pomagać w przysparzaniu kłopotów [Rosji i reżimowi syryjskiemu], dopóki nie otrzymamy tego, czego chcemy”.

    Wygląda na to, że Stany Zjednoczone zmieniły politykę w połowie sierpnia (z dala od porozumień helsińskich z lipca, do których doszło między prezydentami Trumpem i Putinem), po to, by jakoś uzyskać maksymalny wpływ na ostateczne etapy syryjskiej wojny domowej. Jest to najwyraźniej ostatnia próba narzucenia amerykańskiej woli nad syryjskim teatrem wojny – poprzez wykorzystanie dżihadystów w Idlibie jako instrumentu skutecznego wywierania nacisku oraz, w podobny sposób, wykorzystując Kurdów w północno-wschodniej Syrii, jako instrumentu nacisku na Turcję i powstrzymywania Iranu.

    NIE ISTNIEJE DARMOWE DZIENNIKARSTWO. DARMOWA JEST JEDYNIE PROPAGANDA.
    PRZEKAŻ 50 ZŁ
    Zwalczaj propagandę.

    Rzeczywiście, widzimy zwrot o 180 stopni: nowy wysłannik Pompeo, James Jeffrey, dobitnie stwierdził: „Stany Zjednoczone nie będą tolerować ataku. Kropka” (odnosząc się do rychłej ofensywy w enklawie dżihadystów, w prowincji Idlib). „Każda ofensywa jest dla nas niepożądana jako lekkomyślna eskalacja” – powiedział. „Jeśli dodać do tego, użycie broni chemicznej lub powstanie fali uchodźców lub ataku na niewinnych cywilów (…) konsekwencje będą takie, że zmienimy nasze stanowisko”. Zapytany, czy potencjalny odwet USA za jakąkolwiek ofensywę w Idlibie, przy użyciu broni chemicznej lub bez, obejmie również naloty, Jeffrey powiedział: „Często prosiliśmy o pozwolenie na działanie” i „to byłby jeden sposób [na odwet]”.

    ZOBACZ RÓWNIEŻ: Czy Trump ulegnie neokonserwatystom w sprawie Syrii?

    Celem jest usunięcie Iranu z Syrii, wyrządzenie Republice Islamskiej upokarzających szkód strategicznych, pogłębienie jej gospodarczej „głodówki”, wymuszenie politycznej transformacji, w wyniku której prezydent Asad zostanie usunięty, a przede wszystkim, usunięcie jakichkolwiek pozorów amerykańskiej strategicznej słabości. Przywództwo Rosji spodziewało się, że Stany Zjednoczone zamierzają wykoleić ostatnią poważną operację koalicji, mającą zakończyć konflikt w Syrii. Zostało to właśnie potwierdzone. Wysoki przedstawiciel Kremla, proszący o zachowanie anonimowości, powiedział w rozmowie z Al Monitor, że Amerykanie chcą odegrać rolę dewastatora na wielką skalę: „Są źli, że mamy przewagę w radzeniu sobie z tym kryzysem, a teraz chcą wepchnąć swój kij w szprychy każdego koła, które próbujemy uruchomić”.

    To poważny „zwrot” wydarzeń. Nie wiemy, co mogło skłonić Trumpa, by tak zdecydowanie odwrócił się od helsińskich porozumień, pozawyjątkową presją polityczną i psychologiczną, a mianowicie: pogrzebową apoteozą McCaina, jako uosobienia „amerykańskich cnót”, artykułem na łamach „New York Times” wysokiego pracownika Białego Domu z „ruchu oporu”, który wyraźnie odniósł sukces w sabotowaniu polityki odprężenia Trumpa z Rosją, oraz ośmieszająca prezydenta książką Woodwarda. Do chóru przeciwników dołączył w ubiegły piątek Barack Obama, z oczywistą insynuacją, że Trumpizm w jakiś sposób karmi neonazizm.

    W tym tkwi sedno. „Koniec z wahaniami”, jak napisał Ignatius. Tak zwany „ruch oporu” idzie na całość, zarówno w celu zdyskredytowania Trumpa politycznie przed wyborami w listopadzie, jak i zdyskredytowania oraz demonizacji Rosji (jak zwykle przy pomocy Wielkiej Brytanii, która wspiera wysiłki oskarżając dwóch Rosjan w sprawa Skripala). Europa politycznie „weszła w grę” w wyniku wojen handlowych Trumpa, jego pogardy dla NATO i pogardy dla liberalnej, globalistycznej elity z UE. Samozwańczy „ruch oporu” jest gotowy, aby „pójść na całość” – nie tylko w kraju przeciwko Trumpowi, ale także przeciwko Rosji, aby zapewnić, że Europa i jej ogromny rynek konsumencki nie wymkną się w kierunku rosyjsko-chińskim. Rosja musi zostać oczerniana jako „wróg”, z którym jakikolwiek sojusz jest nie do wyobrażenia.

    Czy „ci ludzie” są naprawdę gotowi, by w dogryzaniu Rosji i Iranowi, posunąć się aż do działań militarnych? Wydaje się, że tak. James Jeffrey powiedział „Washington Post”: „Pod pewnymi względami, potencjalnie wchodzimy w nową fazę, w której siły różnych państw stoją na przeciw siebie, zamiast realizować swoje cele oddzielne”, powiedział, wymieniając Rosję, Stany Zjednoczone, Iran, Turcję i Izrael. Innymi słowy, „ruch oporu” będzie działał intensywnie, zarówno w kraju przeciwko Trumpowi, jak i na zewnątrz, próbując sprowokować Rosję do jakiegoś działania, które umożliwi przedstawienie Rosji jako „nowe wino w starej radzieckiej butelce”.

    Jeffrey ostrzega przed ofensywą na ostatnią enklawę dżihadystów. Ale ofensywa już się rozpoczęła. Co więc miało miejsce podczas piątkowego spotkania w Teheranie między Erdoganem, Putinem i Rouhanim? Komentatorzy mówią, że nie osiągnięto porozumienia w sprawie ofensywy na Idlib, że Stany Zjednoczone odniosły sukces: twarde stanowisko przeciwko atakowi na dżihadystów powstrzymało ofensywę. Ale w rzeczywistości kluczowe porozumienie zostało zawarte jeszcze przed szczytem – Turcja umieściła HTS (znany również jako Nusra lub Al-Kaida) na swojej liście terrorystów.

    Erdogan jest wytrawnym politykiem. Był patronem tych rebeliantów. Uważa się za przywódcę sunnitów, ottomańskiego „przewodnika” dla globalnego Bractwa Muzułmańskiego. Był niezwykle ważny w inicjowaniu powstania w Syrii. Lecz obecnie stała obecność dżihadystów w Idlibie jest nie do utrzymania (nawet dla Turcji), ale w jaki sposób mógłby politycznie zdyskredytować tych samych powstańców, których jeszcze niedawno Turcja tak starannie pielęgnowała? Jakie mogą być konsekwencje pod względem bezpieczeństwa (zamachy bombowe w Stambule?) spowodowane poparciem dla ich zniszczenia? Jaką szkodę mogłoby to wyrządzić jego starannie kultywowanemu wizerunkowi obrońcy sunnizmu?

    Potrzebna była platforma, na której polityk mógł pokazać, również przy pomocy telewizji, że dba o potrzeby różnych grup wyborców. I tak się stało. Erdogan wziął ich w obronę. Bronił swojego stanowiska jako reprezentant jednego potężnego państwa wobec innych potężnych państw, ciągle podkreślając swój polityczny interes. Tak, zachowywał się ostentacyjnie. Z jakich innych powodów Putin i Rouhani mieliby pozwolić na tak niechlujny występ głównych graczy sprzeczających się ze sobą i to przed kamerami, jeśli nie dlatego, że zrozumiano, iż Erdogan musi zachować twarz?

    Turcja już desygnowała Al-Nusrę jako terrorystów. Ofensywa będzie kontynuowana (i nieuchronnie pojawią się ofiary wśród ludności cywilnej, ponieważ dżihadyści wmieszają się w ludność cywilną Idlibu – tak jak to się stało, gdy Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Francja zbombardowały Rakkę, by wyprzeć ISIS w 2017 r., przy użyciu „większej liczby pocisków artyleryjskich wystrzelonych w Rakkę niż gdziekolwiek indziej od zakończenia wojny wietnamskiej”).

    NIE ISTNIEJE DARMOWE DZIENNIKARSTWO. DARMOWA JEST JEDYNIE PROPAGANDA.
    PRZEKAŻ 50 ZŁ
    Zwalczaj propagandę.

    Amerykanie zapewne również będą szukali poklasku, być może przy użyciu Tomahawków, by ukazać Rosję i Syrię jako „nieludzkie potwory”.

    Alastair Crooke
    #syria #usa #iran #geopolityka #wojna #bliskiwschod #polityka pokaż całość

    +: R............7, orro +12 innych
  •  

    za niecałą godzinę wybuch 3 wojny światowej, Putin wchodzi na Ukrainę i na Białoruś a na bliskim wschodzie zaczyna się zmasowany atak usa, izraela, Arabii przeciw Rosji Iranu i Syrii itd.
    Tak podobno ma wyglądać14 września.
    #wojna #swiat #usa #rosja #izrael #iran #syria

  •  

    Abadi musi odejść!

    Protesty na południu Iraku, które rozpoczęły się w lipcu, nadal trwają i nabierają coraz bardziej na sile. Ataki na budynki rządowe stały się normą. Coraz częściej siły bezpieczeństwa odpowiadają ostrą amunicją. Tymczasem w Bagdadzie nadal trwa walka o to kto zostanie nowym premierem. Siły pro-irańskie podejmują coraz śmielsze działania, które mają na celu odsunięcie premiera Abadiego od władzy. Jednocześnie Muktada as-Sadr widząc, że Abadi nie radzi sobie z sytuacją, zaczyna szukać nowych sojuszników. Sojusz, który początkowo wydawał się niemożliwy, zdaje się coraz bardziej prawdopodobny.

    Tekst jest dostępny także na platformie steemit.
    -----------------------------------------------

    Samowolka

    Podczas gdy oczy całego Iraku zwrócone były na protesty w Basrze, 12 sierpnia pojawiła się niespodziewana informacja. Jednostki – zdominowanej przez szyitów – PMU (Popular Mobilization Forces) zaczęły wycofywać się z, położonych na północy kraju, prowincji Salah al-Din, Niniwa i Al-Anbar, które są zamieszkałe w większości przez sunnitów. Ewakuacja PMU, rzekomo zarządzona przez premiera Abadiego, miała doprowadzić do zmniejszenia napięć na północy kraju między szyickimi milicjami a sunnicką ludnością. W ciagu zaledwie kilku dni PMU wycofała większość swoich jednostek z prowincji Salah al-Din i Niniwa. Na miejscu pozostały w zasadzie tylko oddziały PMU złożone z jazydów, chrześcijan i Turkmenów.

    Wkrótce okazało się, że relokacja sił PMU były samowolką ze strony jej dowództwa. Premier Abadi wcale nie wydał rozkazu do ewakuacji. Mało tego, premier nawet nie wiedział że taka ewakuacja ma zostać przeprowadzona i dowiedziała się o niej dopiero wtedy, gdy PMU opuściło swoje bazy w prowincji Salah al-Din i Niniwa.

    Abadi zaczął poszukiwać winnego całej sytuacji – o ile sytuacja w przedmiotowych prowincjach jest dość spokojna, to nagły odwrót PMU mógł doprowadzić do próżni w sektorze bezpieczeństwa, która szybko mogłaby zostać wykorzystana przez siły wrogie Bagdadowi, w tym bojowników IS, którzy stale infiltrują Irak z terytorium Syrii.

    Wkrótce okazało się, że rozkaz odwrotu został wydany przez Abu Mahdiego al-Muhandisa – wiceszefa PMU, a prywatnie bliskiego przyjaciela generała Ghasemem Solejmaniego (wysoko postawionego członka irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej). Wściekły Abadi 21 sierpnia anulował rozkazy Muhandisa i kazał PMU z powrotem obsadzić opuszczone posterunki – takie uprawnienie daje mu prawo przyjęte przez parlament w 2016 roku. Mało tego – według niepotwierdzonych raportów Abadi zawiesił Muhandisa i zaczął szukać jego następcy.

    O ile rozkaz Abadiego z 21 sierpnia zatrzymał odwrót sił PMU z prowincji Anbar to ciężko powiedzieć jak wpłynął na sytuację w prowincjach Salah ad Din i Niniwa. W tych ostatnich dwóch regionach dochodziło do sytuacji, w których, po odwrocie PMU, ich posterunki były obsadzane przez improwizowane sunnickie milicje. Wątpliwe, żeby te oddziały zgodziły się teraz na powrót PMU. Nadal, prawie dwa tygodnie od opisywanych wydarzeń, brakuje rzetelnych informacji czy oddziały PMU wróciły do Niniwy i Salah ad Din czy też nie.

    Bez wątpienia samowolka Muhandisa musiała zwiększyć czujność premiera Abadiego. Gdy 21 sierpnia rozkazał on PMU powrót do zajmowanych wcześniej baz, zdecydowanie musiał być z siebie dumny. Z jednej strony udało mu się stłumić „bunt” ze strony Muhandisa a z drugiej polepszyć swój wizerunek wśród „szarych” członków PMU, których przedstawił jako gwarantów bezpieczeństwa w północnym Iraku. Jednak, jak niedługo później się okazało, sprawa Muhandisa była zaledwie czubkiem góry lodowej.

    Spotkanie dowódców PMU z Irańczykami, na zdjęciu widoczni: Amiri (1), Solejmani (2) i Muhandis (3), źródło: PMU

    I ty, Brutusie, przeciw mnie?

    30 sierpnia premier Abadi zwolnił szefa PMU – Faliha Alfayyadha. Uzasadniając swoją decyzję, Abadi stwierdził, że Alfayyadh zaczął angażować się w sprawy polityczne czego nie da się pogodzić z zajmowaniem tak wysokiego stanowiska w strukturach bezpieczeństwa. Sprawa była o tyle ciekawa, że kilka miesięcy wcześniej, gdy podczas majowych wyborów Alfayyadh (wraz ze swoim „Ruchem Ataa”) startował w wyborach z list „partii” Nasr, na czele której stoi Abadi, to Premier nie dostrzegał żadnego konfliktu interesów.

    Teraz już sprawy potoczyły się szybko. Jeszcze tego samego dnia część członków bloku Nasr zaczęła nawoływać do mianowania Alfayyadha kandydatem na nowego premiera. Cała sytuacja jeszcze bardziej się zagmatwała, gdy członkowie pro-irańskiego Fatahu stwierdzili, że Alfayyadh przeszedł na ich stronę.

    Tym samym premier Abadi znalazł się w bardzo trudnej sytuacji. Przypomnijmy – 30 sierpnia Alfayyadh został zwolniony. Tego samego dnia część członków Nasr zaczęła popierać jego kandydaturę na nowego premiera. Tymczasem, zaledwie 4 dni później, 3 września, miało odbyć się pierwsze posiedzenie nowego parlamentu, podczas którego miano wybrać spikera i zdecydować komu zostanie powierzona misja stworzenia przyszłego rządu.

    Nie było czasu do stracenia. Premier od razu przystąpił do działania. W niedzielę Abadi spotkał się z Sadrem, Allawim, Hakimem i przedstawicielami 12 mniejszych ugrupowań. Tego samego dnia Panowie ogłosili zawarcie sojuszu, który miałby łącznie 177 parlamentarzystów i tym samym, jako największe ugrupowanie parlamentarne, miałby pierwszeństwo w tworzeniu nowego rządu – zgodnie z wyrokiem irackiego SN z 2010 roku pierwszeństwo w tworzeniu rządu ma ten blok wyborczy, który po wyborach skupi najwięcej mandatów parlamentarnych a nie ten kto wygra wybory.

    W kilka godzin później pro-irańska koalicja, na czele której stoją Maliki i Amiri, stwierdziła że to oni – a nie Abadi – posiadają największy blok parlamentarny. Dlaczego? Zdaniem pro-irańskiego duetu wkrótce będziemy świadkami zdrady w partii Nasr, której członkowie – podobnie jak wcześniej Alfayyadh – odwrócą się od Abadiego i przejdą na stronę pro-irańskiego sojuszu.

    Wkrótce pojawiła się także bardzo ciekawa informacja, która do tej pory nie została jednak potwierdzona. Według irackiej prasy Muhandis, rozkazując oddziałom PMU wycofać się z północy kraju, działał na polecenie Alfayyadha, który ruch ten miał uzgodnić z lokalnymi politykami. Zdaniem irackich dziennikarzy Alfayyadh zawarł z sunnickimi politykami z północy kraju sojusz – PMU wycofa się z 3 w/w prowincji a w zamian za to parlamentarzyści z tych prowincji poprą blok Malikiego i Amiriego.

    Premier Haider Al-Abadi, źródło: foreignoffice, flickr.com

    Jak wybrać speakera?

    W końcu, 3 września, odbyło się pierwsze posiedzenie nowego irackiego parlamentu. Tego dnia miały jednak miejsce tylko formalne uroczystości – głównie odebrano przysięgę od nowych parlamentarzystów. Dopiero następnego dnia, tj. 4 września, parlament rozpoczął pracę „merytoryczną”.

    Tutaj jednak pojawiły się problemy. Zgodnie z iracką konstytucją przed powierzeniem danemu blokowi misji utworzenia nowego rządu należy wcześniej wybrać speakera parlamentu. Co prawda zebrani parlamentarzyści przedstawili kilka kandydatur – w tym Alfayyadha. Jednak żaden z kandydatów nie miał najmniejszych szans na zdobycie tego stanowiska, i to z bardzo banalnego powodu – podczas wtorkowych obrad w parlamencie zjawiło się zaledwie 85 parlamentarzystów z wszystkich 329.

    W tej sytuacji zebrani rozeszli się do domów nie podejmując żadnej decyzji. Obrady Parlamentu zostały odroczone do 15 września.

    Sala obrad irackiego parlamentu , źródło: commons.wikimedia.org

    Basra w płomieniach

    Tymczasem nie tylko walka o fotel premiera osiągnęła moment kulminacyjny. Gorąco jest także w Basrze na południu kraju. Od lipca nieprzerwanie trwają tam protesty. W artykule z 23 lipca opisałem powody, dla których protestujący wyszli na ulice.

    Od mojego ostatniego artykułu na temat Basry sytuacja jeszcze się zaogniła. Protestujący nie chcą ustąpić ani na krok a siły bezpieczeństwa wyraźnie nie radzą sobie z całą sytuacją. Co prawda rządzący zapowiadają reformy, dzięki którym mieszkańcom Basry zapewniony zostanie dostęp do bieżącej wody czy podstawowych usług publicznych, lecz protestujący nie chcą już słuchać ani rządu w Bagdadzie ani lokalnych władz. Mieszkańcy chcą reform „tu” i „teraz”. Natomiast Abadi i jego rząd traktują Basrę jako problem, którym powinien zająć się przyszły rząd- natomiast oni („Abadi i spółka”) mogą co najwyżej próbować rozładować napięcie.

    Ten przedłużający się impas doprowadził ostatecznie do eskalacji. Przełomowym momentem był 4 września. Tego dnia protestujący wdarli się do jednego z rządowych budynków w Basrze. Według dość prawdopodobnej wersji wydarzeń na jednym z pięter zabarykadowało się kilku członków irackich sił bezpieczeństwa. Gdy protestujący obrzucili ich koktajlami Mołotowa i fajerwerkami ci otworzyli ogień – wbrew odgórnemu zakazowi. W rezultacie aż 6 osób miało ponieść śmierć. Szczegóły zajścia nie są znane. Premier Abadi zapowiedział stworzenie specjalnej komisji, która ma szczegółowo zbadać tę tragedię. Tego samego dnia w Basrze wprowadzono godzinę policyjną, co – przynajmniej w założeniu – miało zapobiec dalszej eskalacji.

    Jednak nikt z mieszkańców Basry nie chciał już słuchać zapewnień premiera. Rubikon został przekroczony. Po wydarzeniach z 4 września protestujący wpadli w szał i zaczęli niszczyć wszystko wokół. 6 września demonstranci podpalili siedzibę pro-irańskiej milicji Asaib Ahl al-Haq. Następnego dnia posunęli się jeszcze dalej i obrzucali butelkami z płynem zapalającym irański konsulat w Basrze. Odpowiedź Teheranu była natychmiastowa – jeszcze tego samego dnia zamknięto przejście graniczne w Shalamjah, które jest często wykorzystywane przez mieszkańców Basry z uwagi na niskie ceny żywności po irańskiej stronie granicy.

    Sytuacja w Basrze osiągnęła apogeum. Podczas piątkowych modlitw do sytuacji w mieście odniósł się ajatollah Sistani – duchowy przywódca irackich szyitów. Z jednej strony skrytykował rząd, który nie jest w stanie opanować sytuacji a z drugiej strony wezwał protestujących do rezygnacji z przemocy na rzecz pokojowych środków protestu.

    Prowincja Basra na tle mapy Iraku, źródło: Zirguezi, commons.wikimedia.org

    Nadzwyczajne posiedzenie parlamentu

    Eskalacja walk w Basrze nie uszła także uwadze Muktady as-Sadra, którego ugrupowanie wygrało majowe wybory. Sadr wezwał wszystkie ugrupowania parlamentarne do zebrania się na nadzwyczajnym posiedzeniu, które miało zostać poświęcone sytuacji w Basrze. Termin obrad wyznaczono na sobotę 8 września.

    Specjalne posiedzenie parlamentu odbyło się w bardzo napiętej atmosferze. Prawie każde ugrupowanie oskarżało Abadiego o niekompetencję i niezdolność do polepszenia sytuacji w Basrze. Premier nie odpowiedział w jaki sposób rząd chce położyć kres protestom – zamiast tego zarzucił parlamentarzystom, że wykorzystują dramat mieszkańców Basry dla własnych celów politycznych. Dyskusja trwała przez kilka godzin w bardzo ostrej atmosferze. Pod koniec spotkania nastąpiło to czego premier obawiał się najbardziej – Hassan Al-Aqouli, rzecznik partii Sairun, której przewodzi Sadr, wezwał Abadiego do złożenia rezygnacji.

    Słowa Al-Aqouliego były szokiem dla wielu obserwatorów – jak już wspomniano, to właśnie Sadr i Abadi mieli połączyć siły i stworzyć nowy rząd. Wzywając Abadiego do ustąpienia ze stanowiska Sadryści zerwali wcześniejsze porozumienia. Bardzo wątpliwe, aby sojusz Sairun-Nasr przetrwał bez Abadiego jako wspólnego kandydata na premiera – jest to tym mniej prawdopodobne, że – po wezwaniu premiera do ustąpienia – przed Sadrystami otworzyły się pewne nowe możliwości.

    [Muktada as-Sadr (po lewej) i Ali Taliqani – źródło: مالهوترا, commons.wikimedia.org](https://steemitimages.com/0x0/https://steemitimages.com/0x0/https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/1/19/سماحته_مع_سماحة_حجة_الاسلام_والمسلمين_السيد_القائد_مقتدى_الصدر%28دام_عزه%29_في_الحنانة.jpg)

    Iracki triumwirat?

    Sobotnie obrady parlamentu, a w szczególności słowa Al-Aqouliego, zdają się wskazywać, że Sadr szykuje się do zmiany stron. Wydarzenia ostatniego tygodnia wyraźnie pokazały, że Abadi nie jest w stanie poradzić sobie z zapewnieniem podstawowych usług mieszkańcom Basry. Wejście z takim politykiem w sojusz może wywołać ogromne komplikacje w przyszłości. Ponadto nie wiadomo czy Abadi nadal faktycznie posiada 42 mandaty parlamentarne – ostatnie zamieszkanie, które wywołał Alfayyadh wskazuje, że w partii Nasr doszło do „puczu” i, na obecnym etapie, nie można rozróżnić kto jest „człowiekiem Abadiego” a kto ukrytym stronnikiem duetu „Maliki-Amiri”.

    Dołączenie Sadra do stronnictwa pro-irańskiego i stworzenie triumwiratu Sadr-Maliki-Amiri nie jest wcale nieprawdopodobne. Już wcześniej, na początku czerwca 2018 roku, Sadr i Amiri ogłosili stworzenie koalicji, która miała utworzyć nowy rząd. Potem jednak drogi obu panów się rozeszły. Sadr stanął po stronie Abadiego a Amiri po stronie Malikiego.

    Sadr wielokrotnie zapowiadał, że dla dobra Iraku jest w stanie zgodzić się na współpracę z każdym ugrupowaniem. Pytanie tylko czy na pewno?

    Główną przeszkodą w utworzeniu wspomnianego triumwiratu może być Maliki, za którym Sadr nie przepada. W oczach Sadrystów to właśnie Maliki jest głównym winowajcą porażek irackiej armii z początkowego okresu walk z bojownikami IS. Ponadto Sadr ma także osobiste powody, aby nie lubić Malikiego – to właśnie Maliki, wówczas premier Iraku, doprowadził w 2008 roku do całkowitej likwidacji Armii Mahdiego, na czele której stał Sadr. Mimo, że od tamtych wydarzeń minęło już 10 lat, Sadr nadal żywi urazę do Malikiego – tak dużą, że już w czerwcu zapowiedział, że nie zgodzi się na wejście w sojusz z żadnym blokiem, w którym obecny będzie Maliki.

    Przeciągnięcie na swoją stronę Sadra byłoby bardzo korzystne dla Amiriego. Obecnie nie posiada on większości i musi liczyć, że kolejni członkowie Nasr podążą krokami Alfayyadha. Co prawda dużo w ostatnim czasie mówiło się o tym, że stronnictwu pro-irańskiemu uda się przeciągnąć na swoją stronę Kurdów i dzięki temu uzyskać większość – jednak wydaje się że ta opcja jest obecnie mało prawdopodobna.

    Dwie największe kurdyjskie partie – KDP i PUK – zapowiedziały, że dołączą tylko i wyłącznie do tego sojuszu, który spełni długą listę ich żądań. Bardzo istotnym punktem na tej liście jest uregulowanie statusu terytoriów spornych między Bagdadem a Irbilem (stolicą Kurdyjskiego Okręgu Autonomicznego) – w szczególności chodzi o wieloetniczny Kirkuk. Na takie żądanie nie mogą się zgodzić ani Abadi ani obóz pro-irański.

    W związku z tym Amari liczy prawdopodobnie, że uda mu się przeciągnąć na swoją stronę Sadra – to pozwoli mu natomiast zrezygnować z prób ułożenia się z Kurdami. Jednak mandaty Sadra nie wystarczą do otrzymania misji utworzenia nowego rządu. Sadrowi i Amiriemu potrzebne będą jeszcze głosy Malikiego. Jednak, jak już wcześniej wspomnieliśmy, Sadr nie jest skłonny do nawiązania jakiejkolwiek formy współpracy z Malikim. Zatem co teraz?
    Wydaje się, że odpowiedź na to pytanie znajduje się w Teheranie. Władze irańskie utrzymują bardzo bliskie stosunki z przedstawicielami partii Fateh (Amiri) i Państwo Prawa (Maliki). Łącznikiem między obiema partiami a Iranem jest, wspomniany już, generał Solejmani. Teheran mógłby spróbować wpłynąć na Malikiego, aby ten poświęcił się na rzecz sojuszu Sadra ze stronnictwem pro-irańskim i złożył mandat. W tej sytuacji niemal pewne jest, że Sadr skusiłby się na ofertę współpracy z Amirim.

    Pytanie tylko czy Maliki byłby w stanie zrezygnować z osobistych ambicji na rzecz dobra Iraku? Ponadto otwartą kwestią pozostaje sprawa „puczu” w partii Nasr. Być może Alfayyadh nie jest jednym zdrajcą. W takim wypadku Amari i Maliki byliby w stanie uzyskać odpowiednią liczbę mandatów, aby objąć samodzielne rządy. Tym samym Sadr zostałby zepchnięty do opozycji. Jednak póki co nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na te pytania. Jedno jest jednak pewne – iracki spektakl pod tytułem „nowy rząd” wkroczył w swoją decydującą fazę. Najbliższe dni, a zwłaszcza 15 września (kolejne posiedzenie parlamentu), powinny wyklarować całą sytuację. Zachęcam do śledzenia „Pulsu Lewantu”, bo z pewnością będziemy relacjonować wydarzenia z Bagdadu na bieżąco.

    Hadi Al-Amiri, szef Fatahu, źródło: Farsnews.com

    -----------------------------------------------
    Po więcej podobnych historii, zapraszam do:
    - archiwum
    - obserwowania tagu #lagunacontent
    - polubienia strony na facebooku.

    #irak #iran #geopolityka #bliskiwschod #lagunacontent #gruparatowaniapoziomu #steemit
    pokaż całość

    +: Liesbaum, R............7 +55 innych
  •  

    Nagranie z wczorajszego irańskiego ataku rakietowego na bazę Demokratycznej Partii Irańskiego Kurdystanu w okolicy Irbli w Iraku.

    Trzeba przyznać, że całkiem niezła celność jak na rakiety balistyczne.

    #iran #irak #bliskiwschod

    źródło: youtube.com

  •  

    @Klub_Jagiellonski: Wiemy, że jest tu dużo fanów #geopolityka, więc łapcie tekst o roli Turcji w regionie na tle ostatnich wydarzeń w tym kraju: https://klubjagiellonski.pl/2018/09/04/oni-maja-dolary-ale-my-mamy-allaha-analiza-kondycji-gospodarczej-turcji/

    "Na recesji i przecenie tureckich aktywów najbardziej skorzystają prawdopodobnie Chiny, które stopniowo zwiększają swe zainteresowanie Bliskim Wschodem.

    W ten sposób Zachód może stracić wpływ na Turcję, czyli jedno z najsilniejszych państw w kluczowym regionie Bliskiego Wschodu, z największą tamtejszą gospodarką (większą niż Arabia Saudyjska) i największą armią. Truizmem jest stwierdzenie, że osłabi to wpływy Zachodu, a wzmocni Rosji i Chin. Z naszej perspektywy z pewnością nie jest to scenariusz korzystny."

    Warto obserwować co dzieje się w Turcji i całym regionie, bo to jeden z najważniejszych obszarów wpływów największych światowych graczy a w Polsce mało się o tym pisze. Miłej lektury i zaglądajcie do nas regularnie. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #turcja #polityka #chiny #polska #rosja #iran #izrael #arabiasaudyjska #klubjagiellonski
    pokaż całość

  •  

    Iran i Syria podpisały porozumienie w sprawie obrony i współpracy technicznej podczas wizyty irańskiego ministra obrony Amira Hatamiego, który potwierdził zaangażowanie Teheranu w bezpieczeństwo państwa arabskiego.

    Iran and Syria have signed an agreement on defense and technical cooperation during a visit by Iranian Defense Minister Amir Hatami who reiterated Tehran's commitment to the Arab country's security.

    Syryjski prezydent powiedział, że Teheran i Damaszek muszą przedstawić plany poprawy długoterminowej współpracy w celu zwiększenia odporności swoich Narodów w obliczu wrogów.

    The Syrian president said Tehran and Damascus had to outline plans to improve long-term cooperation in order to enhance the robustness of their nations in the face of the enemies

    źródło: PressTv
    #syria #iran
    pokaż całość

    +: C.........0, bilas +31 innych
    •  

      @Martwiak: gdybyś czytał ze zrozumieniem to byś wiedział że nie mówiłem że wyrzuca, a że rosja taki deal dopiero negocjuje, syria ani nie potwierdziła ani nie zdementowała, kreatywność jest ważna, ale ciebie najwyraźniej poniosła przy czytaniu mojego komentarza. Ponadto oczywistym jest dla mnie że jeżeli syria będzie pod wpływem islamistycznego iranu i będą tam stacjonować wojska, lub przerzucana będzie broń to pokoju być nie może. Ponadto retoryka zawarta w TWOIM poście jasno wskazuje o wojowniczym nastawieniu obydwu krajów (choć może to być typowe bliskowschodnie pierdololo i nadymanie się liderów). pokaż całość

    •  

      @Xardin: więcej w Twojej wypowiedzi emocji, niż treści. Ciężko polemizować z emocjami przez Internet.

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    #swiat #pytanie #ankieta #glupiewykopowezabawy #europa #azja #portugalia #iran

    Tag do obserwowania --> #herbyeuromirko

    #42
    Siedemnasty dzień konkursu na najlepsze godło/herb państw historycznych

    Przypominam, że do jutra do 13:00 można głosować na Św. Cesarstwo Rzymskie vs Państwo Malta tutaj

    Tutaj link na challonge do śledzenia wyników w fazie grupowej --> https://challonge.com/pl/historicalcoatofarms1

    Głosować można 24 godziny.

    Drugi pojedynek grupy R: Królestwo Portugalii vs Cesarstwo Iranu
    pokaż całość

    Który herb/godło bardziej Ci się podoba?

    • 453 głosy (46.27%)
      Królestwo Portugalii
    • 526 głosów (53.73%)
      Cesarstwo Iranu
  •  
    R............7

    +9

    Francuska firma Total wycofuje się z Iranu.

    #iran #francja #gospodarka #swiat #bliskiwschod

    źródło: twitter.com

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #iran

0:0,1:0,0:0,0:0,1:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,1:0,0:0,0:0,0:0

Archiwum tagów