•  

    "The interest that we’re pursuing in Syria and in Iraq is the final destruction of the ISIS territorial caliphate, dealing with the ISIS territorial threat and – and getting Iran back into – getting its forces back into its own territory," Bolton said, answering a question on whether Syrian President Bashar Assad remaining in power would be an "acceptable outcome" for the U.S.
    #syria #izrael #iran
    pokaż całość

    źródło: twitter.com

  •  

    Zastanawialiście się jak wygląda wietnam w australii? Pewnie nie, ale i tak wam pokaże :P foto z Iranu, w tle wieś Abyaneh, a ja wlazlem na pobliskie wzgórza by zrobić fajne zdjęcia i trochę odpocząć. Przygoda w iranie dobiega końca, ale przeżyłem tu tyle niesamowitych sytuacji, że aż trudno mi w to uwierzyć. Wszystko opiszę po powrocie do siebie i podrzucę Wam więcej zdjęć, bo to miejsce jest magiczne. Bardzo dużo tego co pokazuje telewizja na temat Iranu to nie tylko wierutne bzdury ale i krzywdzenie tych wspaniałych ludzi. Tak więc nie słuchajcie tego bełkotu a poczekajcie na moją relacje ;)

    Do usłyszenia wkrótce!

    #wietnamwaustralii #iran #podrozujzwykopem #pokazmorde
    pokaż całość

  •  

    Bitwa o Idlib - ostatnie starcie syryjskiej wojny domowej

    Od dwóch tygodni trwają medialne spekulacje na temat nadchodzącej ofensywy syryjskiej armii na prowincję Idlib – „twierdzę” syryjskiej rebelii. Pro-rządowi aktywiści twierdzą, że będzie to największa operacja od czasów zajęcia Aleppo w 2016 roku. Niestety często artykuły poświęcone planowanemu atakowi na Idlib zupełnie pomijają skomplikowane podziały wewnętrzne istniejące wśród rebeliantów z Idlib, a także fakt że Idlib pozostaje tureckim protektoratem. Właśnie dlatego zdecydowałem się na publikację serii „Bitwa o Idlib - ostatnie starcie syryjskiej wojny domowe" (robocza nazwa "Idlibistan"), czyli trzech artykułów poświęconych rywalizacji wewnętrznej w obozie rebeliantów, roli Turków w Idlib i wpływie tych czynników na przyszłą ofensywę wojsk rządowych.

    Teksty pojawiały się wcześniej na #syria, ale myślę że warto pokazać je szerszemu gronu i wrzucić całą serię na wykopalisko - tym bardziej, że większość tekstów lądowała na wykopie w dziwnych godzinach np. o 1 nad ranem i dużo osób mogło je przeoczyć. Jeśli ktoś już przeczytał całość i spodobało mu się to poproszę o "wykop" - o tutaj KLIK a jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji zapoznać się z tekstem to zapraszam w ekscytującą podróż po północnej Syrii.

    Teksty są uzupełnione o bardzo ciekawe źródła, dzięki czemu można na bieżąco weryfikować podawane przeze mnie informacje. Wołam @Martwiak, bo on szczególnie liczył na takie linkowanie.

    1. Al-Julani – ojciec chrzestny syryjskiej rebelii
    Pierwszy artykuł został poświęcony najważniejszemu rebelianckiemu ugrupowaniu - Hay'at Tahrir al-Sham. Próbuję odpowiedzieć w nim jak to się stało, że małe ugrupowanie powiązane z Al-Kaidą przejęło kontrolę na rebelią w północnej Syrii.

    2. Sen o Halep, czyli jak Turcja przejmuje kontrolę nad syryjską rebelią

    Obecnie Turcja jest jednym z najważniejszych graczy biorących udział w syryjskiej wojnie domowej. Każda operacja rebeliantów w północno-zachodniej Syrii, która ma mieć szanse powodzenia, najpierw musi zostać uzgodniona z Ankarą. Jednak nie zawsze tak było. Dzisiaj postaram się przybliżyć jak turecka polityka względem rebelii ewoluowała i jak to się stało, że Ankarze udało się zyskać tak duże poparcie ze strony rebelii. Zapraszam na „Sen o Halep, czyli o tym jak Turcja przejmuje kontrolę nad syryjską rebelią” - drugi artykuł z serii Idlibistan.

    3. Idlib, czyli ostatnia twierdza rebelii

    Syryjska armia mobilizuje swoje siły pod Hamą i Aleppo. Wszyscy z niecierpliwością czekają na nadchodzącą ofensywę lojalistów, którzy już wkrótce mają wedrzeć się do prowincji Idlib. Jednocześnie Turcja zastanawia się jak zatrzymać wojska rządowe. Moskwa wydaje się oferować Turkom pomocną dłoń, ale czy Ankara zdecyduje się ją przyjąć? Jak podziały wewnątrz rebelii i Damaszek szachują próby zawarcia rosyjsko-tureckiego porozumienia? Zapraszam na „Idlib, czyli ostatnią twierdzę rebelii” – trzeci artykuł z serii Idlibistan pełen ciekawych opisów i kontrowersyjnych tez.

    Dziękuję wszystkim Mireczkom za bardzo miłe komentarze, które pojawiały się pod każdym z tekstów. Wasze słowa są dają mi naprawdę dużo motywacji do dalszego rozwijania bloga. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    -----------------------------------------------
    Po więcej podobnych historii, zapraszam do:
    - archiwum
    - obserwowania tagu #lagunacontent
    - polubienia strony na facebooku.

    #syriafaq #syria #bliskiwschod #turcja #rosja #iran #lagunacontent #bitwaoidlib #gruparatowaniapoziomu #mikroreklama
    pokaż całość

    •  

      Lepiej oddać te regiony Assadowi, pod warunkiem anty-kurdyjskich gwarancji i utrzymania dotychczasowej administracji tych ziem

      @JanLaguna: Mimo, iż Kurdowie nigdy nie byli specjalnie szanowani w Syrii to nie widzę pola dla takich gwarancji. Przecież Asad musi się zaraz dogadać z Kurdami. Tą turecką administrację utrzymałby może 5-10 lat, do czasu gdy kraj się trochę odbuduje.
      Nie widzę sensu w wychodzeniu Turków z Syrii. Zapewne sobie tym zaszkodzą, trzymając ten region w biedzie i robiąc z niego wylęgarnie terrorystów, ale czy w Turcji już teraz nie jest podobnie w wielu miejscach?

      A w całym tekście zabrakło mi szacunków jakie siły może zaangażować Asad w Idlib, i ile właściwie liczą te Irańskie szyickie milicje.

      Dla Asada najlepiej byłoby chyba w pierwszej kolejności wyeliminować NLF, a za terrorystami już nikt później nie będzie się upominał...
      pokaż całość

    •  

      Mimo, iż Kurdowie nigdy nie byli specjalnie szanowani w Syrii to nie widzę pola dla takich gwarancji. Przecież Asad musi się zaraz dogadać z Kurdami.

      @puszkapandory: Bardziej chodzi mi o gwarancje względem terytoriów, które Turcja miałaby opuścić a nie tych, które są teraz pod kontrolą Kurdów. Wydaje mi się, że Turcy - jako takową gwarancją - zadowolili by się nawet powieleniem przez Assada polityki Tito względem Kosowa.

      Mimo, iż Kurdowie nigdy nie byli specjalnie szanowani w Syrii
      Mało powiedziane, przecież część z nich do tej pory nie ma syryjskich obywatelstw

      jakie siły może zaangażować Asad w Idlib

      @puszkapandory: Póki co pojawiają się tylko nazwy jednostek SAA, żadnych konkretów. Część jednostek ma tylko ułamek swojej siły żywej sprzed wojny. Szacowanie ilu ludzi miałby rzucić Assad jest bardzo ryzykowne.

      i ile właściwie liczą te Irańskie szyickie milicje.

      @puszkapandory: One akurat pewnie by atakowały całym stanem osobowym. Same Brygady Fatymidzkie to ok. 10 tysięcy ludzi. Podobnie brygady Abu al-Fadhal al-Abbas - też 10k. Nujaba to ok. 5k. Na prośbę Teheranu Hezbollah też mógłby wysłać sporo ludzi - wg. szacunków z 2017 roku w Syrii było 8k bojowników Nasrallaha (teraz prawdopodobnie dużo mniej). Ogólnie to podejrzewam, że "szyickie milicje" mogą liczyć ok. 20-30k ludzi. Ciężko ustalić dokładną liczbę, bo opozycja zawyża dane dotyczące irańskiego zaangażowania, bo chce pokazać że rebelia walczy nie z Syryjczykami, lecz z Irańczykami.

      Dla Asada najlepiej byłoby chyba w pierwszej kolejności wyeliminować NLF, a za terrorystami już nikt później nie będzie się upominał...

      @puszkapandory: Teoretycznie tak, ale w praktyce nie do zrealizowania.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    Rozmowa z dr Wojciechem Szewko na temat Iranu w obliczu kryzysu gospodarczego i sankcji USA.
    https://youtu.be/KVOKA1gzSC8
    #geopolityka #szewko #iran #bliskiwschod Taguję też #syria bo może to zainteresować obserwujących ten tag.

  •  

    Idlib, czyli ostatnia twierdza rebelii

    Syryjska armia mobilizuje swoje siły pod Hamą i Aleppo. Wszyscy z niecierpliwością czekają na nadchodzącą ofensywę lojalistów, którzy już wkrótce mają wedrzeć się do prowincji Idlib. Jednocześnie Turcja zastanawia się jak zatrzymać wojska rządowe. Moskwa wydaje się oferować Turkom pomocną dłoń, ale czy Ankara zdecyduje się ją przyjąć? Jak podziały wewnątrz rebelii i Damaszek szachują próby zawarcia rosyjsko-tureckiego porozumienia? Zapraszam na „Idlib, czyli ostatnią twierdzę rebelii” – trzeci artykuł z serii Idlibistan pełnen ciekawych opisów i kontrowersyjnych tez.

    Tekst jest dostępny także na platformie steemit.
    -----------------------------------------------

    Przed zapoznaniem się z tym artykułem polecam przeczytanie dwóch wcześniejszych części "Idlibistanu":
    1. Al-Julani – ojciec chrzestny syryjskiej rebelii
    2. Sen o Halep, czyli jak Turcja przejmuje kontrolę nad syryjską rebelią

    Upadek Króla?

    HTS, mimo utraty swojej dawnej potęgi, nadal jest dominującym ugrupowaniem syryjskiej rebelii. W momencie swojego powstania, tj. w styczniu 2017 roku, grupa liczyła ok. 30 000 mudżahedinów – z czego 20 000 było członkami ex-Nusry. W lipcu 2017 roku Ruch Zenki, liczący ok. 7000 ludzi, odłączył się od HTS-u i wkrótce potem przeszedł na stronę Turcji. Zmiana stron przez Zenki była ogromnym ciosem dla Julaniego. Chcąc utrzymać dominującą rolę w prowincji, HTS rozpoczął, zakrojoną na szeroką skalę, akcję rekrutacyjną wśród lokalnej ludności. Jednocześnie szeregi ugrupowania były stale zasilane małymi grupami mudżahedinów napływających do Idlib dzięki rządowym ewakuacjom.

    Obecnie liczba członków HTS-u jest bardzo trudna do ustalenia, ale wydaje się że wynosi ok. 30-40 tysięcy. Jest to liczba dużo niższa niż szacunkowa liczebność pro-tureckiego NFL-u – ok. 50-60 tysięcy. Jednak potęga HTS-u nie leży w liczbie jego bojowników, lecz w ich świetnym wyszkoleniu, dyscyplinie i ekstremalnym fanatyzmie.

    Bojownicy Nusry/JFS, źródło: al-Manarah al-Bayda

    Ładunki wybuchowe, samobójcy i sabotaż

    Ludzie Julaniego powszechnie wykorzystują niekonwencjonalne sposoby walki np. SVBIEDy czy bojowników inghimasi. SVBIEDy to samochody wyładowane po brzegi ładunkami wybuchowymi, za kółkiem których siedzi samobójca. Samochody te są często mocno opancerzone, co ma ułatwić im dojechanie do linii frontu. SVBIEDy są wykorzystywane w Syrii bardzo często. Mają służyć jako element zaskoczenia i wprowadzać zamieszanie w szeregach wroga, co ma pozwalać na szybkie przełamywanie linii frontu. SVBIEDy to bardzo prymitywny rodzaj broni, ale zabójczo skuteczny. Rebeliantom, przy pomocy SVBIEDów, wielokrotnie udawało się przełamać linie obronne wojsk rządowych np. podczas bitwy o Aleppo to właśnie SVBIEDy umożliwiły rebeliantom przebicie się przez dzielnicę Ramouseh. Co ciekawe Ahrar, czyli główny przeciwnik HTS-u bardzo rzadko korzysta z SVBIEDów. Zamiast tego wykorzystują oni VBIEDy, czyli zdalnie sterowane auta.

    Natomiast inghimasi to samobójcze oddziały szturmowe. Są to małe grupy, które stanowią szpicę natarcia i najczęściej atakują zaraz po eksplozji SVBIEDa. Inghimasi mają wprowadzić jak największe zamieszanie w szeregach wroga. W momencie gdy zabraknie im amunicji, wysadzają się przy pomocy ładunków wybuchowych przytwierdzonych do ciała. Z zasady są to misje samobójcze, jednak czasami bywa i tak, że już sam atak inghimasi kończy się zdobyciem danej pozycji i grupa, zamiast do „dżanna”, wraca do bazy. Oddziały inghimasi są bardzo niebezpieczne i są w stanie wprowadzić ogromne zamieszanie w szeregach wroga – na własnej skórze przekonały się o tym rządowe garnizony broniące np. bazy lotniczej w Deir Ezzor czy bazy artylerii w Aleppo.

    Od marca 2018 roku taktyka walki HTS-u ulegała ogromnej zmianie. Julani uznał walki z początku 2018 roku za osobistą porażkę i nakazał reorganizację podległych mu wojsk – tak przynajmniej wynika z nieoficjalnych informacji docierających z Idlib. Mudżahedini HTS-u mają obecnie trenować w małych grupkach i szkolić się w akcjach sabotażowych i dywersyjnych. Grupy te mają służyć jako „Piąta Kolumna HTS-u” – w sytuacji gdy dojdzie do kolejnych walk ze „skrzydłem pro-tureckim” zaczną oni atakować posterunki, magazyny i kwatery wroga. Taka taktyka była stosowana przez HTS już wcześniej, jednak obecnie wygląda na to, że Julani chce ją zastosować na niespotykaną dotąd skalę. Jaki jest tego powód? Po powstaniu SLF-u, siły pro-tureckie są liczniejsze od HTS-u. Mimo, że HTS dysponuje lepszą taktyką i fanatyzmem (który na polu bitwy czyni ogromną różnicę), to jednak właśnie SLF dysponuje lepszym sprzętem, który może być na bieżąco uzupełniany z Turcji. W tej sytuacji odniesienie zwycięstwa przez HTS w otwartej walce jest mało prawdopodobne. Dlatego też Julani uznał, że za pomocą małych grup, będzie w stanie wprowadzić na tyłach wroga tak duże zamieszanie, że uda mu się przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę.

    Atak SVBIEDa Nusry w Sheik Miskeen, Dara, źródło: al-Manarah al-Bayda

    Magazyny emiratu

    HTS wykorzystuje dużo nowoczesnego uzbrojenia przejętego od wojsk rządowych, jak i pro-tureckich bojówek. W lipcu 2017 roku, gdy Ahrar i HTS skoczyły sobie do gardeł, ludzie Julaniego niemal całkowicie rozbroili jednostki FSA stacjonujące pod Aleppo. W ten sposób dzihadyści przejęli tony nowoczesnego sprzętu, który wcześniej został dostarczony FSA przez Zachód. W ręce HTS-u wpadły m.in. znaczne ilości wyrzutni przeciwpancernych pocisków kierowanych TOW. Ponadto dzihadyści, w poszukiwaniu sprzętu wojskowego, często zapuszczają się na tereny kontrolowane przez wojska rządowe.

    W rezultacie HTS posiada dość duże zasoby broni lekkiej. Jednak w ich magazynach brakuje ciężkiego sprzętu, niezbędnego do przeprowadzania akcji ofensywnych. Od upadku Aleppo w 2016 roku, liczba czołgów i pojazdów opancerzonych HTS-u, systemie zmniejsza się. Moskwa oraz Damaszek regularnie bombardują obozy i magazyny ugrupowania. Obecnie HTS dysponuje prawie wyłącznie starymi modelami czołgów np. T-55 czy T-62, które i tak są w opłakanym stanie. Czasami uda im się przejąć nowszy sprzęt, lecz z powodu braku zaplecza technicznego, jest on następnie porzucany. Podobnie wygląda sytuacja z transporterami opancerzonymi.

    Zatem jeśli idzie o wyposażenie, to HTS wypada blado w porównaniu z pro-tureckimi bojówkami, które dysponują tonami nowego sprzętu dostarczonego przez Turcję np. wielozadaniowymi wozami bojowymi Otokar Cobra czy opancerzone transportowce Ejder Yalçın 4X4 . Ludzie Julaniego od czasu do czasu atakują magazyny pro-tureckich bojówek, ale póki co nie udało im się przejąć żadnych większych ilości nowoczesnego sprzętu.

    Bojownicy Nusry/JFS podczas ataku na południowe Aleppo, źródło: al-Manarah al-Bayda

    Strategiczne terytorium

    Jednocześnie jednak, mimo braków materiałowych, HTS jest nadal bardzo niebezpiecznym przeciwnikiem. Obecnie to właśnie ludzie Julaniego kontrolują większość Idlib, w tym najważniejsze punkty na mapie prowincji:
    - Bab Al Hawa – przejście graniczne z Turcją, HTS pobiera tutaj opłaty celne, które mają bardzo duży udział w budżecie organizacji
    - miasto Saraqib – bardzo strategiczna lokacja położona obok autostrady M5, łączącej Aleppo z Hamą. Kontrola nad Saraqib pozwala szybko przerzucać siły między różnymi częściami prowincji. Za każdym razem, gdy wybuchają walki o Idlib, to okolice Saraqib są miejscem jednych z najkrwawszych starć
    - miasto Idlib – największe miasto regionu i strategiczny węzeł transportowy.

    Jednak kontrola nad strategicznymi pozycjami to nie wszystko. Julani ma jeszcze jednego asa w kieszeni – w przypadku ostatecznej konfrontacji z NLF-em może liczyć na pomoc ze strony bardzo „egzotycznego” ugrupowania.

    Tereny kontrolowane przez HTS w Idlib (kolor szary), źródło: Suriye Gündemi

    Mudżahedini made in China

    Jedną z najciekawszych rzeczy w Idlib jest fakt, że znajduje się tam wielu cudzoziemców, którzy przyjechali do Syrii, aby wziąć udział w „świętej wojnie” (dzihadzie). Część z nich dołączyła do już istniejących ugrupowań – głównie do Nusry i IS. Jednak z niektórych regionów przybyło tak dużo mudżahedinów, że zaczęli oni powoływać własne ugrupowania.

    Największą cudzoziemską formacją w Idlib jest Islamska Partia Turkiestanu (TIP). Jej członkowie są Ujgurami i wywodzą się z chińskiej prowincji Sinciang. TIP kontroluje miasto Dżisr al Szogur oraz Karkur w południowym Idlib. Nikt dokładnie nie wie co dzieje się na terenach kontrolowanych przez Ujgurów, gdyż jedyne informacje, które docierają stamtąd, pochodzą od Islam Avazi – mediów kontrolowanych przez samą TIP.

    Niekiedy tylko w sieci pojawiają się zapisy rozmów z uchodźcami z Dżisr al Szogur, którym udało się przedrzeć na tereny kontrolowane przez rząd. Według ich relacji, bojownicy TIP-u sprowadzili do Dzisr swoje rodziny i zamienili miasto w ujgurską kolonię. Te zeznania wydają się prawdziwe, gdyż na zdjęciach kolportowanych przez Islam Avazi często można dostrzec młodych chłopców, pozujących z bronią lub naszywkami TIP-u.

    Liczba bojowników TIP-u nie jest znana. Niektóre źródła mówią o ok. 2000 bojowników. Moim zdaniem ta liczba jest nieco zaniżona lub uwzględnia wyłącznie stan czynny TIP i pomija jej możliwości mobilizacyjne.

    Bojownicy TIP-u, źródło: Islam Avazi

    Alarm w Pekinie

    TIP odegrało dużą rolę w syryjskiej rebelii. Jej członkowie brali udział w walkach o Aleppo czy Hamę. Świetnie wyszkoleni, dobrze zorganizowani, fanatyczni, odważni – tak Ujgurzy są określani zarówno przez żołnierzy SAA, jak i rebeliantów. Bitna postawa TIP-u zyskała jej sławę nie tylko w Idlib, ale także wśród dzihadystów z całego świata. Aktywność TIP nie uszła także uwadze Pekinu. Chińczycy zaczęli się obawiać, że Ujgurzy zamienią Dżisr w bazę szkoleniową, gdzie zaczną przygotowywać plany ataków terrorystycznych na zagraniczne placówki Pekinu.

    Chińczycy postanowili działać. Pierwsi wojskowi z Państwa Środka pojawili się w Syrii prawdopodobnie w 2015/2016 roku, a przynajmniej wtedy ich obecność została uwieczniona na fotografiach. W 2016 roku prezydent Xi Jinping powołał do życia urząd Specjalnego Wysłannika Rządu Chińskiego ds. Syrii, którym został Xie Xiaoyan. Oficjalnie Xiaoyan miał zajmować się wyłącznie monitorowaniem lokalnych rozejmów i wspieraniem działalności humanitarnej. Jednak, według źródeł nieoficjalnych, jego misja wygląda zupełnie inaczej – Xie ma koordynować z Rosją i Iranem działania wymierzone w TIP.

    „Specjalny wysłannik” to nie jedyny dowód na obecności Kraju Środka w Syrii. Damaszek kupuje od Pekinu ogromne ilości sprzętu wojskowego, razem z którym do Syrii przypływają chińscy instruktorzy. Jednak to też tylko przykrywka dla zupełnie innej działalności. Część z tych instruktorów nie jest „zwykłymi wojskowymi”, lecz oficerami chińskiego wywiadu. Zajmują się oni przesłuchiwaniem ujgurskich jeńców pojmanych przez SAA, co ma pozwolić na rozpracowanie schematu organizacyjnego TIP-u, odkrycie ich kanałów komunikacyjnych z Sinciangiem i ustalenie przyszłych celów.

    Prowincja Sinciang zaznaczona na mapie Chin, źródło: Joowwww, wikipedia.org

    Czeczeni

    Kolejną bardzo ciekawą grupą jest Ajnad al Kawkaz. Jest to nieliczna grupa czeczeńskich mudżahedinów, licząca łącznie ok. 200-300 osób. Jej członkowie to w większości weterani wojen czeczeńskich. Po upadku Groznego i nasileniu represji ze strony Moskwy, postanowili oni uciekać m.in. do Syrii. Tutaj znaleźli oni względny spokój w górach Latakii, które – sami Czeczeni – nazywają „syryjskim Kaukazem”. Tajemnicą poliszynela pozostaje to, że samo GRU pomagało Czeczeńcom wyjeżdżać z Rosji.

    Ajnad al Kawkaz, podobnie jak TIP, jest uważane za jedną z najlepiej wyszkolonych grup zbrojnych w Idlib. Główny zrąb ugrupowania tworzą mudżahedini, którzy zdobywali swoje doświadczenie wojenne podczas walk z Rosjanami na Kaukazie. Jednocześnie Czeczeni, w odróżnieniu od Ujgurów, są grupą dużo mniej medialną. Po części wynika to z tego, że Ajnad al Kawkaz sam usunął się w cień, gdyż nie chciał przykładać ręki do wewnętrznych walk w Idlib.

    Na marginesie można dodać, że Ajnad al Kawkaz to nie jedyne ugrupowanie w Syrii, w którym można spotkać Czeczenów. Swojego czasu było ich sporo w Nusrze, a jeszcze więcej w IS np. Abu Umar asz-Sziszani, z pochodzenia Czeczen, był „numerem 2” w IS.

    Bojownicy Ajnad al-Kawkaz, źródło: AaK

    As w rękawie

    W przypadku gdy w Idlib dojdzie do ostatecznej konfrontacji między HTS-em a NFL-em, TIP oraz Ajnad al Kawkaz będą musiały opowiedzieć się po którejś ze stron. O ile Czeczeni pozostaną raczej neutralni, to TIP może sporo namieszać. Przez wiele lat ujgurscy dzihadyści utrzymywali przyjazne kontakty z Turcją. Ankara postrzegała ich przede wszystkim jako lud turecki, a dopiero potem jako organizację terrorystyczną. Według chińskiej prasy to właśnie Turcy mieli dostarczać Ujgurom paszporty, dzięki którym opuszczali oni Chiny i wyjeżdżali na dżihad. Dopiero w sierpniu 2017 roku, pod presją Pekinu, Ankara uznała TIP za organizację terrorystyczną – co jednak nie pociągnęło za sobą żadnych stanowczych posunięć.

    Póki co TIP prawie nie angażowała się w konflikty wewnętrzne w Idlib. Co prawda w niektórych okresach dochodziło do starć Ujgurów i pro-tureckich bojowników, lecz były to raczej lokalne starcia, które nigdy nie przybrały takiej skali jak walki HTS-u z Ahrarem. Wkrótce jednak TIP będzie musiała bardziej zaangażować się w walkę o wpływy w Idlib. Jeśli pro-tureckim bojówkom uda się opanować Idlib to – w najlepszym przypadku – Ankara zmusi Ujgurów do rozwiązania TIP-u i emigracji.

    TIP nie może się na to zgodzić. Idlib jest dla nich spokojną przystanią, gdzie mogą przygotowywać się do konfrontacji z Pekinem. Dlatego też w interesie Ujgurów leży, aby obecny status quo w prowincji utrzymać tak długo jak to możliwe. Jeśli HTS zacznie walczyć z NFL-em i szala zwycięstwa zacznie przechylać się na stronę Turków, to bardzo prawdopodobne, że TIP przyjdzie Julaniemu z pomocą. Biorąc pod uwagę strategiczne położenie Dżisr al Szogur oraz doświadczenie ujgurskich bojowników, TIP może stanowić bardzo potężnego sojusznika, który co prawda nie da Julaniemu zwycięstwa, ale z pewnością uchroni go przed porażką.

    Ujgurscy mudżahedini, źródło: Islam Avazi

    Götterdämmerung

    W ciągu ostatnich miesięcy wojska rządowe odniosły spektakularne sukcesy, najpierw opanowały wschodnią Gutę, a następnie – niczym walec – przetoczyły się przez południe kraju i zabezpieczyły granicę z Jordanią. Te sukcesy tylko zaostrzyły apetyt Assada. Zdaniem niemal wszystkich mediów kolejnym celem SAA będzie Idlib. Pro-rządowi aktywiści przechwalają się, że już za kilka tygodni lojaliści będą organizować parady zwycięstwa na głównych ulicach Idlib. Wiele osób uważa, że pomysł ofensywy na ostatnią twierdzę rebeliantów jest popierany przez Moskwę i Teheran. Cała sprawa jest jednak dużo bardziej skomplikowana.

    Assad chce zająć Idlib, gdyż położyłoby to kres długoletniej wojnie domowej. Nikt nie mógłby wówczas kwestionować jego legitymacji do rządzenia Syrią. Po upadku Idlib na drodze do zjednoczenia kraju staliby już tylko Kurdowie, z którymi i tak prowadzone są już dyskusje na temat pojednania. Co prawda pod kontrolą turecką pozostawałby jeszcze teren od Afrin po Jarabulus, ale zagrażałoby to wyłącznie syryjskiej integralności terytorialnej, ale nie samej władzy klanu Assadów.

    Jednak cele prestiżowe to nie wszystko. Pozycje SAA w okolicy Aleppo i Hamy są słabe i stale narażone na ataki ze strony rebeliantów. Aleppo nie ma żadnego buforu bezpieczeństwa, który chroniłby miasto przed ostrzałem rebelianckiej artylerii. W nieco lepszej sytuacji znajduje się Hama, która co prawda znajduje się poza zasięgiem wrogiej artylerii, ale nadal przed miastem brakuje barier naturalnych (poza górami Zayn al-Abdeen i Kafraa), o które mogłaby rozbić się ofensywa przeciwnika. Dlatego też przesuniecie frontu w głąb Idlib o kilkanaście kilometrów jest koniecznością, bez której garnizony Aleppo i Hamy nie będą mogły czuć się bezpiecznie.

    Ponadto zdobycie Idlib przez wojska rządowe podkopałoby podstawy tureckiej obecności w północnej Syrii. Prowincja Idlib jest powszechnie uważana za turecki protektorat – działają tutaj pro-tureckie ugrupowania, a nawet stacjonuje tu regularna turecka armia. Gdyby SAA zaatakowała Idlib i odniosła zwycięstwo, podczas gdy Turcy biernie przyglądaliby się pochodowi wojsk rządowych, to już wkrótce Damaszek zaatakowałby także Afrin i Al Bab, gdzie także stacjonują tureckie wojska okupacyjne.

    Członkowie pro-rządowego NDF-u, źródło: NDF

    Każda armia musi jeść

    Zdobycie Idlib jest ważne dla Damaszku nie tylko ze względów prestiżowych i wojskowych, lecz także ze względów gospodarczych. Syryjska gospodarka znajduje się w ruinie. Aleppo i Damaszek, które przed wojną stanowiły centra przemysłowe kraju, zostały w dużym stopniu zniszczone – zwłaszcza Aleppo. Jednocześnie ogromnym problemem jest stan syryjskiego rolnictwa. W wyniku działań wojennych wydajność upraw znacznie zmalała. Każda z walczących stron cierpi z powodu braku odpowiedniej ilości żywności. W szczególnie złej sytuacji znajduje się rząd w Damaszku. Mimo, że to na kontrolowanych przez niego terenach znajduje się najwięcej ludności, to kontroluje on bardzo mało terenów nadających się pod uprawę. Rządowe uprawy istnieją w zasadzie wyłącznie w okolicach Deir Hafer, Hamy, Homs, Damaszku i na południu kraju. Tereny te nie wystarczają, aby wyżywić wszystkich obywateli. Tymczasem „wielkie spichlerze” Syrii znajdują się na północy kraju i są kontrolowane przez Turków i Kurdów. Idlib jest jednym z tych spichlerzy. To właśnie tutaj znajduje się m.in. żyzna równina Al-Ghab czy ogrody oliwne pod Saraqib.

    Damaszek, mówiąc o Idlib, często twierdzi, że odzyskanie tej prowincji to kwestia honoru i konsekwentna realizacja polityki Assada, który w jednym z wywiadów powiedział, że „każdy cal syryjskiej ziemi wróci pod kontrolę władzy w Damaszku”. Jednak kwestia żywności jest dla rządu równie ważna, a być może nawet ważniejsza. Obecnie, gdy idzie o wyżywienie, Syria jest zdana na łaskę Rosji i Iranu oraz – w mniejszym stopniu – innych krajów, które przysyłają ją do Syrii w ramach pomocy humanitarnej. Jednak taki model, w perspektywie długoterminowej, jest nie do utrzymania. Ponadto stoi on w sprzeczności z polityką Assada, który chce zachować jak największą niezależność – zarówno od Moskwy, jak i Teheranu. Co prawda realizacja tej polityki nie zawsze się udaje, ale Damaszek wyraźnie stara się balansować i nie stawać jednoznacznie po żadnej ze stron.

    Tereny syryjskie nadające się pod uprawę, źródło: USDA Foreign Agriculture Service

    Niezdecydowany Teheran

    Ciężko określić jakie jest stanowisko Teheranu względem ofensywy na Idlib. Przez wiele lat Iran był zwolennikiem krwawego rozprawienia się zarówno z rebeliantami, jak i Kurdami. Jednak obecnie reżim Ajatollahów spuścił z tonu. Co prawda nie krytykują oni planów ataku na Idlib, ale także otwarcie ich nie popierają. Jest to w dużym stopniu spowodowane stanowiskiem Turcji względem amerykańskich sankcji, które w sierpniu mają z powrotem zostać nałożone na Iran. Ankara twierdzi, że nie będzie przestrzegać tych sankcji i nadal będzie handlować z Teheranem.

    Tymczasem Iran znajduje się w bardzo słabej sytuacji. Cena riala leci w dół, ceny żywności szybują w górę, coraz więcej ludzi protestuje przeciwko rządowi a amerykańska pętla zaciska się. Dlatego też Iran robi wszystko, aby utrzymać korzystne relacje z państwami, które – chociażby w najmniejszym stopniu – mogą zniwelować wpływ sankcji na irańską gospodarkę.

    Tymczasem powodzenie inwazji na Idlib zależy w dużym stopniu od błogosławieństwa Iranu. To właśnie pod kontrolą Teheranu pozostają liczne milicje szyickie stacjonujące w południowym Aleppo np. Liwa Fatemiyoun czy Harakat Hezbollah al-Nujaba. Co prawda milicje te nie są świetnie wyszkolone, ale mają na stanie bardzo nowoczesne uzbrojenie np. rosyjskie czołgi T-90. SAA wie, że atak na Idlib, które zostało zamienione w jeden wielki obóz wojskowy, wymaga dużych sił i próbuje przekonać Teheran, aby ten wspomógł Syryjczyków swoimi milicjami. Jednak pomoc Teheranu nie jest wcale taka oczywista. Irańczycy mają teraz na głowie dużo większe problemy niż syryjska rebelia. Ponadto Ankara niespodziewanie poparła Teheran w sporze z Waszyngtonem. Wydaje się, że Teheran ma trudny orzech do zgryzienia i póki co nadal nie zajął ostatecznego stanowiska w sprawie ofensywy.

    Bojownicy Liwa Fatemiyoun na T-90, źródło: LaF

    Niedźwiedź

    Moskwa podchodzi do sprawy z bardzo dużym dystansem. Z jednej strony najchętniej przesunęłaby rządowe linie o kilkanaście kilometrów w głąb Idlib i tym samym zabezpieczyła Hamę, Aleppo oraz własną bazę lotniczą w Hmejmim, która ostatnio jest nieustannie ostrzeliwana przez rebeliancką artylerię oraz uzbrojone drony – tylko w sierpniu br. baza była 16 razy atakowana z powietrza.

    Jednak z drugiej strony Rosja rozumie, że pełnoskalowa ofensywa na Idlib oznaczać będzie koniec „paktu przyjaźni” z Turcją. Relacje rosyjsko-tureckie są obecnie w najlepszej kondycji od wielu lat. Jeśli Rosja poprze ofensywę na Idlib to znowu może pchnąć Turcję w objęcia Zachodu. Dlatego bardzo mało prawdopodobne, aby Moskwa uznała, że kilka tysięcy km2 syryjskiej ziemi jest warte więcej niż przyjazne relacje rosyjsko-tureckie.

    Poparcie przez Moskwę ofensywy na Idlib jest tym mniej prawdopodobne, że Rosja wielokrotnie szła na ustępstwa wobec Turcji. Wiele wskazuje, że operacja „Gałązka Oliwna”, czyli turecki atak na Afrin, odbyła się za błogosławieństwem Rosji, która na kilka dni przed ofensywą wycofała swój kontyngent z kantonu.

    Prezydent Putin, źródło: kremlin.ru

    Smok

    Co ciekawe w sprawę Idlib zaangażowało się także Państwo Środka. Jak już wspomniano, Chiny przywiązują dużą wagę do zagrożenia ze strony TIP-u. O ile wcześniej Pekin ograniczał się do monitorowania działań Ujgurów i przejmowania pojmanych członków TIP, to obecnie postanowił podjąć aktywniejszą politykę. Widząc toczącą się dyskusję na temat przyszłości Idlib, Chiny zaczęły nakłaniać Rosję i Turcję do wspólnej operacji wojskowej przeciwko Ujgurom. Zarówno Moskwa, jak i Ankara powinny być zainteresowane tą propozycją. Rosji pozwoliłoby to zabezpieczyć północną Latakię, a Turcji pozbyć się „nieproszonych lokatorów”.

    Jakkolwiek, otwarta akcja Turków przeciwko TIP nie wchodzi w grę, gdyż byłoby to niezgodne z polityką panturkizmu promowaną przez Erdogana. Jednocześnie jednak bardzo prawdopodobne, że Ankara dałaby Rosjanom zielone światło na operację w regionie Dżisr Al-Szogur, gdzie stacjonuje TIP. W ten sposób Turcja, bez strat własnych, pozbyłaby się najpotężniejszego sojusznika HTS-u i jednocześnie nie zniszczyła swojego wizerunku obrońcy świata tureckiego.

    Prezydent Xi, źródło: kremlin.ru

    Damaszek odzyskuje podmiotowość?

    Balansowanie Damaszku między Moskwą i Teheranem jest kluczem do zrozumienia przyszłej ofensywy na Idlib. Póki co Damaszek kurczowo trzymał się rosyjskiego i irańskiego wsparcia. Jednak im więcej terenu odzyskuje syryjska armia, tym bardziej niezależną politykę próbuje prowadzić Assad. Jednocześnie rozdźwięk między Rosją a Iranem staje się coraz większy. Dla Assada jest to idealny moment do prowadzenia polityki balansu, która ostatecznie ma doprowadzić do odzyskania przez Syrię podmiotowości na arenie międzynarodowej.

    Damaszek świetnie zdaje sobie sprawę z tego, że Moskwa nie zaryzykuje pogorszenia relacji rosyjsko-tureckich, które są najlepsze od wielu lat, i nie poprze operacji w Idlib dopóki nie zostanie ona uzgodniona z Ankarą. Jednocześnie jednak Damaszek liczy, że – jeśli nie Rosja – to Iran poprze ofensywę na Idlib. Co prawda Teheran raczej niechętnie pochodzi obecnie do operacji anty-tureckich. Z drugiej jednak strony, popierając Assada w sprawie Idlib, Teheran mógłby znacznie poprawić swoje stosunki z sojusznikiem z Damaszku – stosunki, które od kilku miesięcy przeżywają widoczny kryzys.
    Assad doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że atak na Idlib bez rosyjskiego i irańskiego wsparcia może zakończyć się katastrofą. Jednocześnie jednak gdyby SAA odniosła sukces, to wyraźnie pokazałaby, że Syria nie jest już tylko przedmiotem, lecz podmiotem stosunków międzynarodowych. Wydatnie poprawiłoby to wizerunek Syrii w regionie i mogłoby doprowadzić do nieoczekiwanych przetasowań. Wydaje się, że Assad jest gotów postawić wszystko na jedną kartę i spróbować ataku na Idlib, nawet jeśli jego armia miałaby ponieść tam ogromną klęskę.

    Prezydent Assad, źródło: kremlin.ru

    W mieście jest nowy szeryf

    Jednak to czy dojdzie w ogóle do ataku na prowincję Idlib w dużym stopniu zależy nie od Damaszku, co od Ankary. Erdogan, dzięki konsekwentnej polityce prowadzonej od początku 2017 roku, podkopał wpływy Julaniego. Pro-tureckie NFL coraz bardziej wybija się na rolę lidera rebelii. Według szacunków autora, NFL utrzymuje pod bronią ok. 50-60 tysięcy mudżahedinów, czekających na rozkaz Ankary do ataku na HTS. Ponadto w Idlib znajduje się 12 tureckich posterunków obsadzonych przez 1300 żołnierzy regularnej armii tureckiej. Jakby tego było mało, w Afrin stacjonują tureckie siły okupacyjne a NFL kontroluje przełęcze na granicy Afrin i Idlib, którymi Ankara może zaopatrywać swoje bojówki.

    [Prezydenci Rouhani, Putin, Erdogan, źródło: kremlin.ru](https://steemitimages.com/0x0/https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/e/e2/Vladimir_Putin%2C_Hassan_Rouhani%2C_Recep_Tayyip_Erdoğan_02.jpg)

    Kulisy ataku na Afrin

    Warto w tym miejscu zastanowić się jakie motywy stały za wkroczeniem Turków do Afrin. Turecka propaganda państwowa twierdziła, że celem operacji „Gałązka Oliwna” było zniszczenie komórek PKK (kurdyjska organizacja terrorystyczna) przenikających z Afrin do południowej Turcji. Co prawda Kurdowie z Afrin sympatyzowali z bojownikami PKK i być może udzielali im jakiejś pomocy, ale nigdy nie stanowiło to realnego zagrożenia dla bezpieczeństwa Turcji. Siły kurdyjskie stacjonujące w Afrin były bardzo źle uzbrojone – lokalna YPG posiadała minimalne zapasy broni ciężkiej i zaledwie 3 czołgi. Bardzo wątpliwe, że Kurdowie z Afrin mogliby przekazywać PKK dostawy sprzętu, które w zauważalny sposób zmieniłyby oblicze wojny partyzanckiej w południowej Turcji. Ponadto, w styczniu 2018 roku, gdy Turcy wkraczali do Afrin, nie istniało już ryzyko stworzenia kurdyjskiego kordonu wzdłuż syryjsko-tureckiej granicy.

    Moim zdaniem Ankara zdecydowała się zaatakować Afrin nie po to, aby zlikwidować zagrożenie ze strony PKK, lecz po to aby zdobyć dogodne pozycje wyjściowe do ataku na Idlib. Od lipca 2017 roku niemal cała granica Idlib z Turcją znajduje się pod kontrolą HTS-u. Tylko kawałek granicy w północnej Latakii pozostaje pod kontrolą pro-tureckich bojówek. W rezultacie Turcy nie mogli jawnie przerzucać sprzętu dla swoich stronników przez granicę, gdyż szybko zostałby on przejęty przez HTS. Turcja musiała skupić się na szmuglowaniu, co jednak jest o tyle trudne, że uniemożliwia przerzut dużej ilości sprzętu. Ponadto na terenach „Tarczy Eufratu” utknęły tysiące pro-tureckich bojowników, którzy w żaden sposób nie mogli wrócić do Idlib.

    Zdobywając Afrin, Turcy znów uzyskali bezpośrednie połączenie ze swoimi bojówkami w Idlib. Od teraz tureckie zaopatrzenie może płynąć do Idlib szerokim strumieniem przez przełęcze na wysokości Darat Izza, które zostały przejęte przez NFL w czasie walk z HTS-em w marcu 2018 roku. Jednocześnie jednostki, które uczestniczyły w „Tarczy Eufratu” mogą teraz bezpiecznie dostać się do Idlib i tam dołączyć do oddziałów NFL-u.

    Turecka operacja „Gałązka Oliwna” źródło: MrPenguin20, OpenStreetMap contributors, openstreetmap.org

    Tureckie plany wobec Idlib

    Turcja nie chce odrywać kontrolowanych przez siebie terenów od Syrii i tworzyć z nich czegoś na miarę Cypru Północnego. Taki scenariusz byłby dla Ankary bardzo nieopłacalny. Obecnie w Turcji przebywa ok. 3,5 mln syryjskich uchodźców. Taka ilość ludzi generuje ogromne koszty, których Ankara nie jest w stanie pokryć sama – zwłaszcza biorąc pod uwagę ostatnie bolączki tureckiej gospodarki. Co prawda Turcja otrzymuje pomoc międzynarodową, która ma iść na utrzymanie uchodźców, jednak kwoty te nie są na tyle duże, aby Ankara nie musiała wykładać pieniędzy z własnej sakiewki. To właśnie ze względu na ogromne koszty Turcja zdecydowała się zamknąć granicę przed emigrantami napływającymi z Syrii.

    Gdyby Ankara postanowiła przekształcić obszar od Idlib po Jarabulus w coś na kształt „Tureckiej Republiki Północnej Syrii”, to pod jej władzą znalazłyby się tereny niewyobrażalnie zniszczone wojną, zamieszkiwane przez ok. 3-3,5 mln osób – w tym duży odsetek radykalnych islamistów, o różnych niebezpiecznych powiązaniach.

    Wydaje się, że Ankara widzi sytuację z dużo szerszej perspektywy. Turcy prawdopodobne będą chcieli wykorzystać kontrolowane przez siebie tereny jako kartę przetargową podczas rozmów pokojowych w Astanie. Biorąc pod uwagę wypowiedzi tureckich oficjeli, Ankara jest zdecydowana zwrócić północną Syrię Damaszkowi, lecz nie za darmo. Ciężko jednak powiedzieć co Turcja będzie chciała w zamian. Z pewnością Erdogan zażąda od Damaszku anty-kurdyjskich gwarancji. Ponadto Turcja może także chcieć większej decentralizacji władzy, co wydatnie osłabiłoby rządy Assada.

    Flagi Turcji i FSA zawieszone na górze Basraya, źródło: Qasioun News Agency

    NFL,czyli dziadek do orzechów

    Jednak, zanim Turcy zaczną stawiać warunki w Astanie, najpierw muszą przejąć pełnię władzy w Idlib. Mimo teoretycznej przewagi NFL-u porażka HTS-u nie jest wcale taka pewna. Jeśli dojdzie do decydującej walki o Idlib to Julani rzucili do walki wszystko: bojowników inghimasi, SVBIEDy, grupy sabotażowe, Ujgurów. Ludzie Julaniego to fanatycy, a ci lubią być nieobliczalni. Dlatego obstawianie zwycięstwa NFL-u to bardzo ryzykowny zakład.

    Sytuacja jest o tyle niepewna, że ciężko przewidzieć czy – w sytuacji starć z HTS-em – Ankara zdecydowałaby się skierować do walki armię, która obsadza posterunki obserwacyjne w Idlib. Turcy konsekwentnie unikają angażowania dużych grup regularnej armii do walki ze swoimi przeciwnikami w Syrii. Zarówno w trakcie operacji „Tarcza Eufratu”, jak i „Gałązka Oliwna”, główny ciężar walki został zrzucony na barki rebeliantów. Armia zajmowała się głównie koordynowaniem całej operacji, a do bezpośredniej walki angażowała się tylko w miejscach o strategicznym znaczeniu, gdzie wcześniej rebelianci ponieśli sromotne porażki np. na górze Basraya.

    Użycie tureckiego wojska w Idlib byłoby ponadto o tyle trudne, że jest to obecnie jedna z najgęściej zaludnionych prowincji w kraju. Wejście Turków oznaczałoby potencjalnie duże straty wśród cywilów, co mogłoby negatywnie odbić się na wizerunku Turcji. Pod Al-Bab czy w Afrin sytuacja była o wiele łatwiejsza, gdyż albo były to tereny słabo zaludnione („Tarcza Eufratu”) albo Turcja nie musiała liczyć się stratami po stronie cywilów („Gałązka Oliwna”) – działania tureckie podczas inwazji na Afrin były nastawione na arabizację tych ziem.

    Ponadto pojawia się jeszcze kwestia propagandy. Dwie poprzednie operacje Turcji w Syrii spotkały się z bardzo dużym poparciem społeczeństwa, gdyż – w powszechnym mniemaniu Turków – zarówno IS, jak i YPG, są organizacjami terrorystycznymi. Bardzo wątpliwe, że atak regularnej armii na Idlib spotkałby się z tak ciepłym przyjęciem jak operacja „Gałązka Oliwna”. Tureckie media, co prawda uznają HTS za grupę powiązaną z Al-Kaidą, lecz nie piętnują jej tak jak media zachodnie. Gdyby armia wkroczyła do Idlib, to operacja ta spotkałaby się, co najmniej, z niezrozumieniem ze strony większości Turków. Ponadto turecka operacja mogłaby spowodować trudne do przewidzenia skutki – takie jak np. zamachy terrorystyczne HTS-u i TIP-u w Turcji.

    Bojownik NFL-u na pozycji, źródło: NFL

    cz. II w komentarzu - wykop nie ogarnia aż tak długich tekstów ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #syria #bitwaoidlib #geopolityka #turcja #rosja #iran #bliskiwschod #lagunacontent #gruparatowaniapoziomu #steemit
    pokaż całość

  •  

    #swiat #pytanie #ankieta #glupiewykopowezabawy #afryka #azja #iran

    Tag do obserwowania --> #herbyeuromirko

    #18
    Siódmy dzień konkursu na najlepsze godło/herb państw historycznych

    Przypominam, że do jutra do 15:30 można głosować na Skonfederowane Stany Ameryki vs Państwo Malta tutaj

    Z kolei tutaj do jutra do 09:30 na Biafra vs I Republika Afganistanu

    Tutaj link na challonge do śledzenia wyników w fazie grupowej --> https://challonge.com/pl/historicalcoatofarms1

    Głosować można 24 godziny.

    Pierwszy pojedynek grupy R: Królestwo Kongo vs Cesarstwo Iranu
    pokaż całość

    źródło: nnn.png

    Który herb bardziej Ci się podoba?

    • 105 głosów (21.04%)
      Królestwo Kongo
    • 394 głosy (78.96%)
      Cesarstwo Iranu
  •  

    #iran #izrael #4konserwy
    Publiczna mowa Netanyahu, z której można odczytać, że Iran jest chorym człowiekiem świata i w końcu trzeba coś z nim zrobić, bo ileż można. Obawiam, że pod koniec kadencji Trumpa, zostanie rozpętana długo wyczekiwana wojna, gdyż ten niczym George W. Bush w obliczu nadchodzącej klęski wyborczej, będzie się kreował na obrońcę amerykańskich wartości i obrońcę świata przez fanatyczni szyickimi radykałami" zagrażającym naszym sojusznikom (Izraelowi). pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Iran has discovered and seized a considerable amount of semi-heavy weapons and ammunition in the central province of Kerman.

    ...including two anti-aircraft, semi-heavy guns, 7,400 anti-aircraft bullets, 23 items of 73-mm anti-armor rockets and three motorcycles, two of which are specially designed for impassable areas, were discovered and seized

    #iran #wojsko #bliskiwschod

    źródłó: PressTV
    pokaż całość

  •  

    Iran zmodernizował swoje Su-22. Bomy i lasery, a jak tam nasze suczki ( ͡º ͜ʖ͡º)

    #iran #samoloty

    źródło: pbs.twimg.com

  •  

    Iran zaprezentował zmodernizowane Su-22M4, które z tego co widać oprócz nowego malowania (#pdk ( ͡° ͜ʖ ͡°)) zostały też przystosowane do przenoszenia kilku nowych typów uzbrojenia irańskiej produkcji (m.in te na skraju zdjęcia).

    https://pbs.twimg.com/media/Di9Nh6BXgAEg1o7.jpg

    Jest też zdjęcie z podwieszonym jakimś zasobnikiem celowniczym

    https://pbs.twimg.com/media/Di9OLCUXsAASJsk.jpg

    #iran #lotnictwo
    pokaż całość

    źródło: twitter.com

  •  

    Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej do Prezydenta Stanów Zjednoczonych!

    Ty, polityku, diable amerykański, przeklętego diabła bracie i towarzyszu, samego Lucyfera sekretarzu. Jaki z ciebie do diabła przywódca, jeśli nie umiesz gołą dupą jeża zabić. Twoje wojsko zjada czarcie gówno. Nie będziesz ty, sukin ty synu, synów perskiej ziemi pod sobą mieć, walczyć będziemy z tobą ziemią i wodą, kurwa twoja mać. Kucharzu ty żydowski, kołodzieju arabski, piwowarze murzyński, garbarzu iracki, świński pastuchu Starego i Nowego Meksyku, świnio koreańska, izraelski złodziejaszku, kołczanie sunnicki, kacie saudyjski i błaźnie dla wszystkiego, co na ziemi i pod ziemią, szatańskiego węża potomku i chuju zagięty. Świński ty ryju, kobyli zadzie, psie rzeźnika, niewierny łbie, kurwa twoja mać.

    O tak ci Strażnicy Rewolucji odpowiadają, plugawcze. Nie będziesz ty nawet naszych kóz wypasać. Teraz kończymy, rok 1397 mamy, miesiąc na niebie, a wszystko u Allaha zapisane, a dzień u nas taki jak i u was, za co możecie nas w dupę pocałować!

    Podpisali: Najwyższy Przywódca Islamskiej Republiki Iranu Ali Chamenei ze wszystkimi Strażnikami Rewolucji

    #bliskowschodniememy #iran #pasta
    pokaż całość

  •  

    ROUHANI!

    PRZESTAŃ SZKALOWAĆ NASZ NARÓD!
    ZGNIJESZ W PIERDLU W GUANTANAMO!!!

    PODPISANO

    PROSECUTOR HOLE INTHEASS

    #heheszki #usa #trump #iran

  •  

    Trump odpowiedział Iranowi, który wcześniej ostrzegł USA, że atak na nich byłby wielkim błędem

    #iran #bliskiwschod #usa

    źródło: twitter.com

  •  

    Fala protestów w Iraku! - wieczorny ekspres Pulsu Lewantu! ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Przez południe Iraku przelewa się obecnie fala protestów. Manifestanci oskarżają rządzących o korupcję, wznoszą anty-irańskie okrzyki i atakują rafinerie ropy naftowej. W wyniku starć z policją i wojskiem zginęło już ponad 16 osób, a ok. 500 zostało aresztowanych. Tymczasem, 2 miesiące po wyborach, Irak nadal nie ma nowego rządu. Mało tego, iracki parlament rozwiązał się 30 czerwca a komisja wyborcza zarządziła ponowne liczenie głosów. O co chodzi protestującym? Czy Irak jest w stanie przezwyciężyć kryzys? O tym wszystkim w dzisiejszym „wieczornym” wydaniu „Pulsu Lewantu”.

    Tekst jest dostępny także na platformie steemit.
    -----------------------------------------------

    Gdzie jest prąd?
    Obecnie temperatura w Iraku dochodzi do blisko 50 stopni Celsjusza – nawet dla Arabów jest to zbyt gorąco. Wyższe temperatury oznaczają większe zapotrzebowanie na energię elektryczną, która w Iraku uważana jest za „towar deficytowy”.

    Aby zaspokoić krajowe zapotrzebowanie na energię Irak musiałby produkować ok. 23,000 MW prądu na godzinę. Obecnie jednak jest w stanie wyprodukować tylko ok. 15,700 MW. W związku z tym Irak pozostaje uzależniony od importu energii – w głównej mierze od Iranu. Duży wpływ na irackie problemy z energią ma system dystrybucji. Według irackiego ministerstwa energetyki aż 65% krajowej produkcji jest zużywane przez osoby nielegalnie przyłączone do sieci. Ponadto sytuację pogarsza przestarzała infrastruktura energetyczna. W Iraku zawodzi także pobór opłat – w 2015 roku ministerstwo szacowało, że udaje mu się pobrać tylko 12% należności. Problem dostaw energii staje się jeszcze poważniejszy latem – wtedy zapotrzebowanie na energię jeszcze rośnie.

    Jak już wspomniano, to Iran jest głównym dostawcą energii elektrycznej do Iraku. Na początku lipca Iran przestał wysyłać energię do Iraku. W kilka dni później, 9 lipca, mieszkańcy miasta Basra (południowy Irak) wyszli na ulice, aby zamanifestować swoje niezadowolenie. Jedynym postulatem protestujących w Basrze nie jest energia elektryczna, ale z pewnością braki w dostawach prądu były iskrą, która doprowadziła do wybuchu protestów w Basrze.

    9 lipca, w dniu rozpoczęcia protestów, premier Abadi stwierdził, że problemy z dostawami energii są spowodowane wysokimi temperaturami, które wywołały większe zapotrzebowanie na energię także po irańskiej stronie granicy. Jednocześnie premier stwierdził, że Irańczycy pracują nad rozwiązaniem problemu i w ciągu kilku dni import energii zostanie wznowiony. Jednak dzień wcześniej, 8 lipca, rzecznik irackiego ministerstwa energetyki stwierdził, że problemy z dostawami wynikają z zaległości Bagdadu w płatnościach. Według danych, do których dotarł Al-Monitor, Irak jest winien Iranowi ponad 1 miliard dolarów z tytułu dostaw energii elektrycznej.

    Czy to oznacza, że Premier albo Ministerstwo kłamią? Nie, ich wersje się wzajemnie nie wykluczają. W przeszłości wielokrotnie dochodziło do sytuacji, gdy Irańczycy wstrzymywali dostawy energii do Iraku, żądając chociaż częściowej zapłaty zaległości. Jednocześnie Abadi ma rację, że kryzys – przynajmniej po części – jest wywołany wysokimi temperaturami, które obecnie dochodzą na południu Iraku do 50 stopni Celsjusza. Trzeba jednak zwrócić uwagę na kilka innych problemów, o których nie wspomniał ani Premier, ani Ministerstwo.

    Wysokie temperatury odbiły się także na irańskim zapotrzebowaniu na energię. W niektórych miejscowościach Iranu zaczęło dochodzić do przerw w dostawie prądu. Rząd w Teheranie obawia się, że kryzys energetyczny może doprowadzić do protestów – irańskie społeczeństwo i tak jest już mocno niezadowolone z rządzących. Od momentu wycofania się Trumpa z umowy nuklearnej irański rial spada mocno w dół a ceny żywności szybują w górę. Dlatego też Irańczycy skupiają się na swoich własnych problemach. Dostawy energii do Iraku zostaną wznowione dopiero wtedy, gdy Teheran poradzi sobie z własnym kryzysem energetycznym. Na marginesie warto zauważyć, że irańskie problemy nie wynikają ze zbyt małej produkcji, lecz z przestarzałej infrastruktury, która nie jest w stanie uciągnąć tak dużej produkcji.

    Okres oczekiwania na prąd z Iranu może się jeszcze wydłużyć. Jak donoszą nieoficjalne źródła, obecnie prowadzone są dyskusje w jaki sposób płacić Iranowi za energię, aby ominąć amerykańskie sankcje wymierzone w Teheran.

    Elektrownia w Bayji, prowincja Salah Ad Din - źródło: USACE, commons.wikimedia.org

    Bezrobocie

    Kolejnym problemem, który jest podnoszony przez protestujących jest bezrobocie. Według oficjalnych danych ok. 10,8% Irakijczyków nie ma pracy. Ten odsetek jest jeszcze większy wśród osób poniżej 24 roku życia (stanowią one blisko 60% populacji Iraku) – w tej grupie pracy nie ma aż ok. 22%. Jednocześnie ok. 25% mieszkańców kraju żyje poniżej minimum egzystencji (w niektórych prowincjach jest to nawet 45%).

    Szczególne napięcia powoduje eksport ropy naftowej. Irakijczycy uważają, że rządzący zagrabiają dla siebie wszystkie dochody pochodzące z handlu ropą. Aż ok. 89% PKB Iraku pochodzi z eksportu ropy naftowej. Jednocześnie w przemyśle naftowym zatrudniony jest tylko ok. 1% mieszkańców Iraku – z czego bardzo dużo osób to zagraniczni eksperci. Tymczasem „szarzy” obywatele nie mają żadnych korzyści z eksportu ropy – w przeciwieństwo np. do krajów Zatoki Perskiej, gdzie część dochodów z ropy jest redystrybuowana wśród obywateli.

    Szczególnie mocno widać ten kontrast – między biedotą lokalnej ludności a ogromnym eksportem ropy naftowej – w Basrze. To właśnie w regionie Basry wydobywane jest ok. 3,5 miliona baryłek ropy dziennie. Jednocześnie jednak Basra – dawniej nazywana „Wenecją Bliskiego Wschodu” jest jednym z najbiedniejszych miast w Iraku. Prąd, bieżąca woda to towary luksusowe dla mieszkańców miasta. Podstawowe potrzeby Basry są lekceważone przez rządzących od lat.

    Nic też dziwnego, że już od początków protestów, Irakijczycy organizują manifestacje przed polami naftowymi. Rządzący obawiają się, że dalsza eskalacja protestów może doprowadzić do przerw w wydobyciu ropy. Aby temu zapobiec na południe kraju wysłano armię, która ma zająć się ochroną pól naftowych. Póki co protestującym nie udało się opanować żadnego z pól naftowych, lecz zagraniczne firmy wolą chuchać na zimne i – według nieoficjalnych źródeł – miały ewakuować część swoich pracowników z terenów gdzie protesty są największe.

    Premier Haider al-Abadi, źródło: foreignoffice, flickr.com

    Problemy w rolnictwie

    Warto także wspomnieć o bolączkach irackich rolników. Na początku lipca Ministerstwo Zasobów Wodnych zakazało rolnikom sadzenia nowych roślin. Jest to spowodowane rekordowo niskim poziomem wód Tygrysu w tym roku. Sytuacje pogarsza jeszcze fakt, że iracki system melioracyjny jest bardzo niewydajny, co powoduje że duża część wody jest marnowana. Ministerialny zakaz odbił się dużym echem w irackim społeczeństwie. Sam ajatollah Sistani interweniował w tej sprawie w Bagdadzie. Dopiero w wyniku nacisków ministerstwo zdecydowało złagodzić zakaz co do uprawy ryżu – pozwolono na jego uprawę na ok. 1.236 akrów. To jednak tylko ok. 3% powierzchni uprawnej ryżu z zeszłego roku.

    W relacjach jakie docierają z południa Iraku nie ma mowy o protestujących rolnikach, ale bardzo możliwe, że już uczestniczą oni w protestach lub właśnie planują przyłączenie się do nich. Biorąc pod uwagę, że aż ok. 1/5 Irakijczyków utrzymuje się z rolnictwa, to farmerzy mogą powiększyć szeregi manifestantów o tysiące osób niezadowolonych z polityki Bagdadu.

    Susza - źródło: Hydrosami, commons.wikimedia.org

    Wsparcie z Nadżafu

    13 lipca protestujący zyskali potężnego sojusznika. Tego dnia szejk Abdel Mehdi al-Karbalai, odprawiał piątkowe modły w Karbali. Szejk wyraził swoją solidarność z protestującymi i stwierdził: „to niesprawiedliwe i nieakceptowalne, że ta wspaniała prowincja (Basra) jest najbardziej ubogą w całym Iraku”. Al-Karbalai to prawa ręka ajatollaha Sistaniego – duchowego przywódcy szyickich Irakijczyków. To właśnie Al-Karbalai, gdy wojska IS zbliżały się do Bagdadu, odczytał fatwę Sistatniego, w której ajatollah wzywał Irakijczyków do zakończenia sporów i stawienia islamistom zjednoczonego oporu.
    Po piątkowym ogłoszeniu Al-Karbalaiego protesty nabrały na sile i zaczęły rozszerzać się na kolejne miasta. Jeszcze tego samego dnia protestujący zablokowali wjazd do portu Umm Qasr, z którego eksportowana jest iracka ropa naftowa. Rozpoczęły się także ataki na budynki rządowe. Protestujący wdarli się do lotniska w Nadżaf i otoczyli dom gubernatora w Nasiriyah. Zablokowano także przejście graniczne z Iranem w Shalamjah.

    Ajatollah Ali Sistani - źródło: IsaKazimi, commons.wikimedia.org

    „Wyjdź do nas, Ty tchórzu”.

    Sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli. Pod wieczór, 13 lipca, do Basry – prosto ze spotkania w Brukseli – przyleciał premier Abadi. Gdy jego samolot lądował na lotnisku, do miasta weszły siły antyterrorystyczne, które miały zabezpieczyć budynki rządowe i pola naftowe. Abadi liczył, że jego wizyta i ściągnięcie dużej liczby wojska doprowadzi do załagodzenia sytuacji – tak się jednak nie stało. Na wieść o przybyciu Abadiego protesty wezbrały tylko na sile. Protestujący zebrali się pod hotelem, w którym się zatrzymał i zaczęli wykrzykiwać „Wyjdź do nas, Ty tchórzu”.

    Jednak Abadi nie wyszedł do tłumu. Premier spotkał się wyłącznie z przywódcami lokalnych plemion, którzy stali się liderami protestujących – spotkanie odbyło się za zamkniętymi drzwiami. Abadi obiecał przeznaczyć 2 miliardy dolarów na rozbudowę wodociągów w Basrze oraz zwiększyć dostawy energii do miasta. Jednocześnie obiecano stworzenie 10 000 miejsc pracy dla mieszkańców Basry. Obietnice te nie maja jednak żadnego pokrycia. Obecnie w Iraku nie działa żaden ośrodek władzy politycznej, który byłaby w stanie je spełnić.

    Sala obrad irackiego parlamentu

    „Bezkrólewie”

    12 maja w Iraku miały miejsce wybory parlamentarne. W ich toku stwierdzono ponad 1000 naruszeń prawa wyborczego. W efekcie 6 czerwca Parlament zdecydował o ponownym, ręcznym przeliczeniu głosów. W kilka dni później zaczęło dochodzić do ataków na magazyny, w których składowane są karty wyborcze. Tymczasem 30 czerwca skończyła się kadencja dotychczasowego parlamentu. Co prawda parlament chciał wydłużyć swoją kadencję, lecz iracki Sąd Najwyższy stwierdził, że taka decyzja byłaby niezgodna z obowiązującą konstytucją.

    Ręczne przeliczanie głosów rozpoczęło się 3 lipca i nadal nie wiadomo kiedy się zakończy – być może w połowie sierpnia. Tym samym jedynym ośrodkiem władzy politycznej w Iraku jest obecnie rząd, z Abadim na czele. Aby przeznaczyć jakiekolwiek kwoty na ulżenie ludności Basry należy wpierw zmienić ustawę budżetową, a to może zrobić tylko parlament. W tej sytuacji wszystkie obietnice Abadiego z Basry są bezwartościowe. Mieszkańcy Basry są tego świadomi i dlatego nie zaprzestali protestować.

    14 lipca protesty rozpoczęły się w stolicy – Bagdadzie. Rząd obawiał się zamieszek i odciął stolicę od internetu. Jednak wkrótce okazało się, że obawy te były nieuzasadnione. Protesty w Bagdadzie są dużo mniejsze niż te w Basrze - głównie dlatego, że nie poparł ich Muktada as-Sadr.

    Muktada as-Sadr to syn ajatollaha Muhammada Sadika as-Sadra. Po inwazji USA na Irak, Sadr powołał tzw. armię Mahdiego, która prowadziła wojnę partyzancką z wojskami koalicji – to właśnie ludzie Sadra atakowali polski garnizon w Karbali w 2004 roku. Obecnie Sadr porzucił ideę walki zbrojnej i skupił się na walce politycznej. Ruch Sadrystowski wykorzystuje hasła nacjonalistyczne i odrzuca podziały religijne (np. na szyitów i sunnitów). Sadr głosi także potrzebę ukrócenia wpływów amerykańskich i irańskich w Iraku. Sadryści są popularni zwłaszcza wśród biedoty. Na Sadra patrzy przychylnie sam ajatollah Sistatni, który poparł Sadrystów w tegorocznych wyborach.

    Wpływy Sadra są tak duże, że można zaryzykować stwierdzenie, że gdyby Sadr chciał to mógłby wykorzystać obecne protesty, obalić Abadiego i przejąć władzę. Jednak potencjalnie mogłoby to doprowadzić do wojny domowej. Sadr jest świadomy, że protesty mogą doprowadzić tylko do dalszego pogorszenia się sytuacji w kraju i dlatego, póki co, stara się trzymać na uboczu.

    Sadr ani nie wezwał swoich stronników do udziału w protestach, ani nie potępił protestujących. Póki co ograniczył się on do wygłoszenia krótkiego komunikatu, w którym stwierdził, że dopóki żądania mieszkańców Basry nie zostaną spełnione, dopóty nie może być mowy o stworzeniu nowego rządu.

    [Muktada as-Sadr (po lewej) i Ali Taliqani - źródło: مالهوترا, commons.wikimedia.org](https://steemitimages.com/0x0/https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/1/19/سماحته_مع_سماحة_حجة_الاسلام_والمسلمين_السيد_القائد_مقتدى_الصدر%28دام_عزه%29_في_الحنانة.jpg)

    Barwy walki

    Warto zwrócić uwagę, że protesty w Basrze są dobrze zorganizowane. Na czele protestujących stoją liderzy lokalnych plemion. Obecnie protesty rozlewają się na kolejne miejscowości południowego Iraku. Co ciekawe protesty maja silne zabarwienie antyirańskie. W kilku miastach doszło nawet do spalenia portretów ajatollaha Chameneiego i wznoszenia okrzyków typu „precz z Iranem”.

    W niektórych miejscowościach doszło także do protestów przed bazami szyickich milicji, które – mimo oficjalnego rozwiązania PMU – nadal utrzymują bliskie kontakty z Iranem. Niechęć do wpływów irańskich jest na tyle duża, że spalono biura niektórych milicji np. Kata’ibu Hezbollah i Asaib Ahl al-Haq. Odpowiedź bojowników była bardzo ostra. Przedstawiciel Asaib Ahl al-Haq, niczym iracki Cyrankiewicz, powiedział, że jeśli ktoś podniesie rękę na budynek należący do jego milicji, to może być pewien, że milicjanci mu tę rękę odrobią („any hand that approaches our offices and the headquarters of Asaib Ahl al-Haq will be cut off”).

    Członkowie pro-irańskich milicji - źródło: Mahmoud Hosseini, asnim News Agency

    Depesza z Rijadu

    Według nieoficjalnych informacji, rząd Iraku prowadzi rozmowy z Saudami dotyczące importu energii elektrycznej z Królestwa. Jednak póki co niewiele wiadomo o tych negocjacjach. Moim zdaniem, jeśli takie rozmowy faktycznie są prowadzone, to Saudowie będą grali na czas. Nic nie wskazuje na to, aby Iran w najbliższym czasie wznowił dostawy prądu do Iraku. Im dłużej protesty trwają, tym ich wymiar jest bardziej antyirański. Saudom jest to na rękę i będą pewnie czekać na eskalację protestów. Dopiero gdy protesty będą dostatecznie duże, i skrajnie anty-irańskie, Saudowie zawrą umowę z Irakiem, czym odniosą ogromne propagandowe zwycięstwo.

    MBS - saudyjski następca tronu - źródło: The White House, flickr.com

    -----------------------------------------------
    Po więcej podobnych historii, zapraszam do:
    - archiwum
    - obserwowania tagu #lagunacontent
    - polubienia strony na facebooku.

    Dzisiaj tekst wrzucam później niż zwykle, ale - tak jak zaznaczyłem - to jest wieczorne wydanie. Poza tym komunikacja miejska w Bagdadzie to jakaś pomyłka. ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

    #geopolityka #bliskiwschod #irak #iran #lagunacontent #gruparatowaniapoziomu #steemit
    pokaż całość

  •  

    ˃bądź 'Ala ad-Din Muhammad II, szach imperium Chorezmijskiego
    ˃podbij Persję
    ˃podbij Afganistan
    ˃podbij Irak
    ˃"hmmm, co by tu jeszcze podbić? Może Chiny? Podobno jest takie coś"
    ˃wyślij szpiegów przebranych za kupców żeby dowiedzieć się czego się spodziewać w Chinach
    ˃szpiedzy napotykają w chuj duże, spalone miasto z zajebistymi murami i prawie milion trupów usypanych na kupkę
    tak że cała droga ślizga się od ich gnijącego tłuszczu.
    ˃okazuje się że jakiś ziomeczek z Mongolii nazywany Temudżyn wpadł na ten sam pomysł co ty
    ˃"dobra to może jednak nie xD"
    ˃Temudżyn kończy analną dewastację Kitajców i pisze do ciebie list
    ˃"Słyszałem że jesteś dzik, ty będziesz rządził zachodem, ja wschodem, pasuje? BTW, wanna trade?"
    ˃"W sumie to spoko".
    ˃rok później
    ˃Przychodzi nowy list od Temudżyn
    ˃"Twój niedojebany wujek Inalchuq z Otraru podpierdolił karawanę którą do ciebie wysłałem,
    wyślij go do mnie i oddaj hajs"
    ˃kurde_pszypal.jpg
    ˃"dobra wiem, pozabijam posłów i będę udawał że nic się nie stało xD"
    ˃Temudżyn wchodzi w berserk mode, podbija pół Azji, ogłasza się królem świata - Czyngis-chanem i zabija 70 milionów ludzi
    ˃umierasz na zapalenie płuc rządząc wysepką na środku morza Kaspijskiego

    pokaż spoiler #historia #iran #chiny #persja #mongolia #azja
    pokaż całość

  •  

    Arabowie i nowy jedwabny szlak, czyli jak wykoleić lokomotywę

    10 lipca w Pekinie odbył się szczyt Chińsko-Arabskiego Forum Współpracy Międzypaństwowej. Podczas rozmów dyskutowano nad zaciśnięciem wzajemnej współpracy i budowie nowego jedwabnego szlaku. Prezydent Xi obiecał przeznaczyć 21 miliardów dolarów na pożyczki dla arabskich partnerów oraz 106 milionów dolarów na bezzwrotną pomoc. Pekiński szczyt pokazał, że Chiny przywiązują coraz większą wagę do Bliskiego Wschodu. Dlaczego te region jest dla Chin tak ważny? Jak Arabowie podchodzą do Chińczyków? Kto zagraża chińskim planom względem Bliskiego Wschodu? Na wszystkie te pytania odpowiemy w dzisiejszym wydaniu „Pulsu Lewantu”.

    Tekst jest dostępny także na platformie steemit.
    -----------------------------------------------

    Wojna o surowce
    Ropa naftowa odgrywa ogromną rolę we współczesnej gospodarce Państwa Środka. Do lat 90. XX wieku Chińczycy byli w stanie samodzielnie zaspokoić swoje zapotrzebowanie na ten surowiec. Jednak w 1992 roku chińskie zapotrzebowanie na ropę naftową przekroczyło krajowe możliwości produkcyjne. W związku z tym Pekin zaczął poszukiwać zagranicznych dostawców i bardzo szybko ich znalazł. W efekcie chiński import ropy naftowej zaczął rosnąć w ekspresowym tempie. W 1989 roku Chiny importowały zaledwie 3.3 miliony ton ropy rocznie. W 1999 roku było to już 36.6 milionów. W 2017 roku Chiny importowały aż 429 milionów ton ropy naftowej – tym samym Państwo Środka wyprzedziło USA i stało się największym na świecie importerem ropy naftowej.

    Lata 90. Chińczycy spędzili na poszukiwaniu odpowiednich dostawców ropy. Początkowo próbowano zaopatrywać się „bliżej domu” np. w Indonezji, Malezji, lecz zasoby ropy naftowej były zbyt małe w tych krajach, aby zaspokoić chińskie potrzeby. Dlatego też ostatecznie zdecydowano, że to kraje arabskie powinny zostać głównymi dostawcami ropy na rynek chiński. W związku z tym w 2004 roku utworzono Chińsko-Arabskie Forum Współpracy Międzypaństwowej. W jej skład weszły Chiny oraz 22 państw członkowskich Ligi Państwa Arabskich. Początkowo ta współpraca była bardzo luźna, lecz – w miarę wzrostu chińskiego zapotrzebowania na ropę naftową – wzajemne relacje nabierały coraz wyraźniejszych kształtów.

    Porównanie importu i eksportu ropy naftowej przez USA i Chiny (w mln baryłek) - źródło: U.S. Energy Information Administration, flickr.com

    Arab policy paper
    Prawdziwym przełomem był rok 2016. Wtedy prezydent Chin Xi Jinping po raz pierwszy odwiedził Bliski Wschód. W tym samym roku chiński rząd opublikował tzw. „Arab policy paper” – dokument strategiczny określający cele chińsko-arabskiej współpracy. Zgodnie z tym dokumentem wzajemne relacje mają skupić się na 3 sektorach:
    1) współpracy energetycznej – to ma być podstawa,
    2) infrastruktura, handel i inwestycje
    3) współpraca w zakresie nowych źródeł energii (w tym energii atomowej) oraz eksploracji kosmosu.

    Punkt 1 jest realizowany już od lat. Enigmatycznie brzmiący punkt 2 oznacza w praktyce budowę nowego szlaku jedwabnego, w którym Bliski Wschód odgrywa bardzo ważną rolę. Punkt 3 jest obecnie w fazie konsultacji.

    Chińczycy nie skupiają się jednak jedynie na umysłach Arabów, ale także na ich sercach. Od lat prowadzona jest międzypaństwowa wymiana najzdolniejszych studentów, lekarzy, inżynierów, oficerów itd. Chińczycy nie szczędzą pieniędzy na ten projekt. Uważają, oni że ci zdolni młodzi ludzie za kilka, kilkanaście lat będą stanowić elitę w swoich krajach i mieć duże wpływy w kręgach rządzących. W związku z tym Chińczycy już teraz próbują zaskarbić sobie ich sympatię. Jednocześnie Chińczycy próbują docierać także do mas. W 2009 roku założono stację telewizyjną CGTN Arabic, której filia znajduje się w Dubaju. Stacja ta jest nadawana satelitarnie i dzięki temu dostępna w każdym z arabskich krajów. Cała ramówka tego kanału jest w języku arabskim. Oficjalnie CGTN Arabic ma przybliżyć Arabom chińską kulturę, zwyczaje i politykę.

    W „Arab Policy Paper” Chińczycy mocno podkreślają swoją neutralność względem arabskich konfliktów na Bliskim Wschodzie i potrzebę ich rozwiązywania w sposób pokojowy. Chińska praktyka nie różni się zbytnio od teorii zarysowanej na kartach „APP”. Chiny starają się przede wszystkim zachęcić Arabów do współpracy obietnicami szybkiego rozwoju gospodarczego. Jednocześnie faktycznie nie angażują się w arabskie spory. Dobrze pokazała to już pierwsza wizyta Xi Jinpinga na Bliskim Wschodzie w 2016 roku. Prezydent Chin odwiedził wtedy Egipt oraz dwóch arcywrogów – Arabię Saudyjską i Iran. Tym samym Xi dobitnie pokazał, że Chiny nie zaangażują się w konflikt KSA-Iran. Wydaje się, że Chińczycy wybrali bardzo słuszną taktykę. Jednocześnie jednak, takie stanowisko – w perspektywie długofalowej – jest bardzo trudne do utrzymania, zwłaszcza w obecnych czasach.

    Szczyt APEC, 2014 rok, Pekin - źródło: presidenciamx, flickr.com

    Błędy Obamy i „korekty” Trumpa
    Podczas prezydentury Obamy, USA ogłosiły pivot na Azję. Tym samym amerykańskie zainteresowanie Bliskim Wschodem znacznie zmalało. Przesłanie Obamy dla Arabów było jasne – „musicie sami zająć się swoimi problemami, my (Amerykanie) mamy na głowie Chiny”. Tymczasem polityczne próżnie nigdy nie istnieją długo, a zwłaszcza w przypadku Bliskiego Wschodu – który zawsze będzie zainteresowany współpracą z państwami G7, ich technologiami i inwestycjami. Tym samym próżnia stworzona przez Amerykanów została momentalnie wypełniona przez Rosję i Chiny. Oczywiście obecność Rosji na Bliskim Wschodzie jest znacznie bardziej widoczna – głównie ze względu na wojnę w Syrii – jednak nie można nie dostrzegać chińskich zakusów w tym regionie, które stają się coraz śmielsze.

    „Błędy” administracji Obamy próbował naprawić Trump. Widzi on wyraźnie, że Arabowie wcale nie zajęli się sami swoimi sprawami, lecz zajmują się flirtowaniem – raz z USA a innym razem z Rosją lub Chinami. Próbując zatrzymać wzrost wpływów chińsko-rosyjskich w regionie, Trump postanowił zacieśnić więzi Waszyngtonu z jednym z państw arabskich, które – jako ścisły sojusznik USA – stałoby się hegemonem w regionie i tym samym umocniło amerykańskie wpływy na Bliskim Wschodzie. Trump, jak można się było tego spodziewać, na swojego głównego sojusznika namaścił Arabię Saudyjską. Wybór ten był ogromnym błędem. Saudowie postanowili skupić wokół siebie kraje Zatoki nie dzięki skrzętnej dyplomacji, lecz za pomocą siły – na to natomiast sąsiednie kraje nie chcą się zgodzić. Saudyjska polityka doprowadziła do – trwającego już ponad rok – kryzysu katarskiego i niemal całkowitego paraliżu Rady Współpracy Zatoki Perskiej. Na to wszystko nakłada się jeszcze rywalizacja saudyjsko-irańska.

    Amerykańsko-saudyjskie wybryki nie pozostają bez znaczenia na relacje chińsko-arabskie. Zarówno obóz saudyjski, jak i irański, chcą przeciągnąć Chińczyków na swoją stronę, co sprzeczne jest z założeniami, które legły u podstaw „Arab policy paper”. Póki, co Chińczykom udaje się balansować między tymi wrogimi obozami, jednak nie wiadomo jak długo będzie to nadal możliwe.

    Saudyjski następca tronu - źródło: kremlin.ru

    Byleby tylko „somsiad” się nie wzbogacił, czyli modlitwa Araba

    Bliski Wschód jest istotny dla Pekinu nie tylko ze względu na uzależnienie chińskiego przemysłu od ropy naftowej, ale także ze względu na rolę jaką ten region ma odegrać w stworzeniu nowoczesnej wersji szlaku jedwabnego. Główne połączenie lądowe, w ramach tego projektu, ma przebiegać przez Iran i Turcję. Natomiast połączenie morskie ma przechodzić przez cieśninę Bab al-Mandab, która oddziela Afrykę od Azji. Dlatego też Chińczykom ogromnie zależy na rozwoju infrastruktury Bliskiego Wschodu oraz zakończeniu arabskich wojen, które od lat ciągną region w dół.

    Na pierwszy rzut oka wydaje się, że Arabowie bardzo przychylnie patrzą na chiński projekt, gdyż związane z nim korzyści ekonomiczne będą ogromne. Jednak w rzeczywistości arabscy liderzy podchodzą do projektu z odrobiną rezerwy. Co prawda nie kwestionują oni zysków jakie otrzymają ich kraje po dołączeniu do projektu, jednak nie podoba im się to, że jednym z beneficjentów chińskiej inicjatywy będzie także Iran. Takie głosy stały jeszcze liczniejsze po ogłoszeniu przez Trumpa powrotu anty-irańskich sankcji. Arabowie uważają, że Iran tym razem nie wytrzyma ekonomicznej presji i „reżim Ajatollahów” #pdk ( ͡° ͜ʖ ͡°) upadnie – taki scenariusz jest stosunkowo prawdopodobny, co podkreślają nawet sami irańscy ekonomiści.

    Jeśli ktoś może uchronić Iran przed upadkiem to jest to następująca trójka: UE, Rosja i Chiny. Unia co prawda deklarowała chęć pomocy, lecz w praktyce okazała się niezdolna do jakichkolwiek działań, które faktycznie mogłyby zabezpieczyć irańską gospodarkę. Rosja natomiast postanowiła wykorzystać irański kryzys dla własnych korzyści. W efekcie jedynym liczącym się graczem, na którego Iran może nadal liczyć są Chiny. To właśnie Państwo Środka nie boi się amerykańskich sankcji i przejmuje – po uciekających europejskich firmach – kontrakty na realizację strategicznych projektów np. Chińczycy mają przejąć kontrakt francuskiego Total S.A. na obsługę South Pars – największego pola gazu ziemnego na świecie.

    W związku z powyższym Arabowie postrzegają Chiny jako wybawiciela Iranu i dlatego sceptycznie podchodzą do współpracy nad nowym szlakiem jedwabnym, który jeszcze bardziej umocni gospodarczą pozycję ich arcywroga.

    Prezydent Iranu, Hassan Rouhani - źródło: Tasnim News Agency

    Rozładować napięcie
    Chińczycy dostrzegają te obawy i dlatego postanowili zorganizować szczyt Chińsko-Arabskiego Forum Współpracy – głównym celem było ostateczne przekonanie Arabów do inicjatywy „pasa i drogi”. Dyplomaci z Pekinu bardzo dobrze przygotowali się do tego spotkania. Dzień przed szczytem – 9 lipca – doszło do spotkania ministrów spraw zagranicznych Chin i KSA. Podczas tego spotkania Wang Yi – szef chińskiego MSZ-u – nazwał Saudów „głównymi” partnerami w budowie nowego szlaku jedwabnego. Chińczycy obiecali pomóc Królestwu w realizacji programu „Saudi Vision 2030”, który stanowi oczko w głowie saudyjskiego następcy tronu i jednocześnie cierpi na brak wystarczających źródeł finansowania. Jednocześnie Saudowie i Chińczycy mieli rozmawiać na temat wspólnego stanowiska w kwestii protekcjonistycznej polityki USA. Do niedawna polityka gospodarcza Trumpa przeszkadzała głównie Chińczykom. Jednak kilka tygodni temu Kongres zaczął pracować nad NOPEC („No Oil Producing and Exporting Cartels Act”). Zgodnie z tą ustawą OPEC może zostać uznany za kartel, który narusza amerykańskie przepisy antymonopolowe i będzie mógł być pozywany przed amerykańskie sądy. W efekcie Arabowie nie mogli by – tak jak robią to obecnie – dogadywać się co do zmiany poziomu wydobycia ropy, co ma bezposrendie przełożenie na ceny tego surowca. Chińczycy mieli obiecać Saudom całkowite poparcie w lobbyingu na rzecz odrzucenia NOPEC. Co prawda arabskie sterowanie ceną ropy nie jest korzystne dla Chin, ale zdecydowanie większym zagrożeniem dla nich jest protekcjonistyczna polityka USA niż monopolistyczny OPEC.

    Wydaje się, że chińsko-saudyjskie spotkanie było bardzo owocne, gdyż dzień później – podczas chińsko-arabskiego forum – wszyscy arabscy liderzy mówili o „konieczności” współpracy z Chińczykami.

    Ahmed Al-Jubeir, saudyjski minister spraw zagranicznych - źródło: U.S. Department of State, flickr.com

    Wytrawny gracz

    Pekiński szczyt pokazał jak wytrawnym i niebezpiecznym graczem jest Państwo Środka. Chińczycy dobrze wiedzą kto rozdaje karty w Zatoce Perskiej. Doskonale zdawali sobie sprawę, z tego że jeśli Saudowie ich poprą to tak samo postąpi także reszta państw Ligi Arabskiej. Jednak nie tylko to świadczy o kunszcie Chińczyków. Najbardziej zdumiewające jest to, że Chińczykom udało się sprowadzić do Pekinu także delegację z Kataru i nie spotkało się to z żadnymi szykanami ze strony KSA. Co prawda nie może być mowy o żadnym przełomie w katarskim kryzysie, ale warto odnotować że Chińczykom udało się zebrać w jednej sali przedstawicieli tych zwaśnionych nacji. Wydaje się, że rywalizacja w obrębie krajów Zatoki potencjalnie może mieć bardzo duży wpływ na chińską inicjatywę „pasa i drogi” – o czym poniżej.

    Prexydent Xi Jinping - źródło: kremlin.ru

    Brama łez
    Chiński jedwabny szlak to nie tylko droga lądowa, ale także droga morska. Szlak morski ma przechodzić przez cieśninę Bab al-Mandab („Brama łez”) leżącą między Jemenem a Dżibuti. Cieśnina ta jest bardzo wąska – w najwęższym miejscu jej szerokość wynosi zaledwie 26 km. W efekcie Bab al-Mandab jest jednym z najbardziej newralgicznych miejsc na mapie chińskiego szlaku. Pekinowi zależy, aby region ten był stabilny i nic nie zakłócało przepływu towarów przez cieśninę. Dlatego też Chińczycy porozumieli się z władzami Dżibuti i założyli w tym kraju bazę wojskową, która ma ochraniać chińską flotę handlową.

    Cieśnina Bab al-Mandab - źródło: NASA

    Róg Afryki

    Jednocześnie jednak zabezpieczenie cieśniny Bab al-Mandab jest o tyle trudne, że leży ona w bezpośrednim sąsiedztwie Somalii. Co prawda nie ma tu już piratów, ale nadal jest to jeden z najbardziej zapalnych regionów świata, który obecnie stał się polem walki Zjednoczonych Emiratów Arabskich i, wspieranego przez Turcję, Kataru.

    Na wstępie trzeba podkreślić, że rząd federalny Somalii nie panuje nad całością swojego terytorium. Na północy, u wybrzeży Zatoki Adeńskiej, znajduje się Somaliland, który w zasadzie stanowi odrębne państwo – jednak nie jest uznawany przez społeczność międzynarodową. Tymczasem na południowym wybrzeżu władzę przejęli islamscy bojownicy – głównie z organizacji Asz Szabab. Pozostały teren pozostaje pod kontrolą rządu federalnego, ale jest to raczej luźna kontrola, bo Somalia posiada kilka regionów autonomicznych np. Puntland i Jubaland.

    Mimo tego rozdarcia wewnętrznego Somalia nadal stanowi region o bardzo istotnym znaczeniu strategicznym. Dla Krajów Zatoki Perskiej region ten ma szczególne znaczenie, bo leży w bezpośrednim sąsiedztwie szlaku morskiego, którym eksportują ropę na zachód. Dlatego też kraje te coraz częściej mieszają się w sprawy wewnętrzne Somalii. Jednocześnie jednak kraje arabskie nie prowadzą wobec Somali ujednoliconej polityki i wspierają różnych somalijskich graczy.

    Katar oraz Turcja wspierają prezydenta rządu federalnego. Natomiast ZEA wspierają Somaliland, który nie chce podporządkować się władzy centralnej. Co istotne Somaliland poparł Saudów w ich konflikcie z Katarem. Jednocześnie Turcja oraz ZEA posiadają – odpowiedni w Somalii i Somalilandzie – stałe bazy wojskowe, w których trenują lokalne milicje. Póki co walka Kataru i ZEA ma wymiar ekonomiczny, ale ciężko powiedzieć czy w dalszej perspektywie to się nie zmieni. W efekcie Somalia stała się krajem rozdartym nie tylko ze względu na podziały wewnętrzne, ale także ze względu na wpływy zagranicznych „mocarstw”.

    Obecna sytuacja w Somalii - źródło: Ingoman, commons.wikimedia.org

    Chińczycy na ratunek

    Dobrze, dobrze panie Laguna, gadasz pan tu o jakichś Somalijczykach, ale co to ma wspólnego z Chińczykami? Już przechodzę do meritum. Rosnące napięcie w Rogu Afryki w żadnym wypadku nie leży w interesie Chin. Przedłużanie się regionalnej rywalizacji między Katarem a ZEA tylko powiększa ryzyko militarnej konfrontacji Somalilandu z rządem centralnym. Jeśli do takich walk dojdzie to będzie to oznaczało poważne zagrożenie dla nowego jedwabnego szlaku, a już na pewno zwiększy koszty jego budowy. Dlatego też Chińczycy próbują zbliżyć do siebie zwaśnione kraje Zatoki Perskiej. Jednocześnie jednak Chiny chcą pozostać neutralne i nie stawać jednoznacznie po żadnej ze stron. Prawdopodobnie Pekin liczył na to, że saudyjska koalicja i Katar mogą wykorzystać pekiński szczyt jako platformę, która w przyszłości zostanie wykorzystana do rozwiązania katarskiego kryzysu. O ile możliwe, że jednym z chińskich celów podczas forum było wpłynięcie na katarski kryzys to dyskutowanie na temat efektów tej akcji byłoby czystą spekulacją – dlatego w tym miejscu autor musi uciąć wątek.

    Doha, stolica Kataru - autor: jchoate7, pixabay.com

    Podsumowanie

    Chiny i kraje arabskie łączy coraz więcej. Początkowo chodziło wyłącznie o ropę naftową, lecz teraz Bliski Wschód może odegrać decydującą rolę w chińskim projekcie stulecia. Pytanie tylko czy Arabowie będą chcieli w końcu zrezygnować z wyniszczających wojenek na rzecz wspólnego bogacenia się. Stawką, o którą toczy się tu gra nie jest tylko to czy Arabowie będą się bogacić z Chińczykami czy też nie. Stawka jest dużo większa. W najgorszym wypadku to Arabowie, swoją emocjonalnością, nieprzewidywalnością i odwiecznymi wojenkami mogą sami wykoleić chińską lokomotywę o nazwie „nowy jedwabny szlak”.

    Zachód słońca nad meczetem - autor: xegxef, pixabay.com

    -----------------------------------------------
    Po więcej podobnych historii, zapraszam do:
    - archiwum
    - obserwowania tagu #lagunacontent
    - polubienia strony na facebooku.

    #geopolityka #bliskiwschod #rosja #chiny #iran #somalia #lagunacontent #gruparatowaniapoziomu #steemit
    pokaż całość

  •  

    USA nie wycofa się z Syrii pod pretekstem obecności Irańczyków:

    US National Security Adviser John Bolton says Washington has no plans to end its military presence in Syria, signaling an about-face in President Donald Trump’s plans to pull out troops from the Arab country.

    I think the president has made it clear that we are there until the ISIS territorial caliphate is removed and as long as the Iranian menace continues throughout the Middle East,” Bolton said, using another name for Daesh.

    źródło Press.Tv
    źródło i24News

    #syria #iran #usa #bliskiwschod
    pokaż całość

  •  

    Perscy i perskojęzyczni dziennikarze, którzy mieli okazje zobaczyć „tajne dokumenty„ pokazane na specjalnej kwietniowej konferencji Netenjahu, nie potwierdzają ich autentyczności. Nie zgadzają się wzory, formatowanie, stemple i podpisy. Według Bibiego, Mosad miał uzyskać „pół tony” tajnych irańskich dokumentów potwierdzających istnienie programu atomowego prowadzonego przez Teheran. Prawdopodobnie naciągane są także dowody wizualne (Bibi pokazywał zdjęcia i płyty), w tym rzekome fotografie satelitarne, ukazujące ośrodki zajmujące się produkcją dla przemysłu atomowego.
    Via Babak Taghvaee, który robił w lotnictwie Ajatollahów

    PS Kto by się spodziewał fałszywki ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

    #syria #iran #izrael #bliskiwschod
    pokaż całość

    źródło: twitter.com

  •  

    Trump i Putin razem przeciwko Iranowi?

    16 lipca w Helsinkach spotka się dwóch potężnych liderów – Donald Trump i Władimir Putin. Wśród przewidywanych tematów rozmów przewijają się: sytuacja na Ukrainie, relacje na linii Moskwa-Waszyngton, a także – co ciekawe – irańskie wpływy w Syrii. Wiele wskazuje na to, że sytuacja w kraju rządzonym przez klan Assadów wkrótce może zmienić się o 180 stopni. Po długiej przerwie, zapraszam wreszcie na kolejny odcinek "Pulsu Lewantu". ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Tekst jest dostępny także na platformie steemit.
    -----------------------------------------------

    Iran out
    Amerykańskie i rosyjskie źródła twierdzą, że jednym z głównych tematów rozmów w Helsinkach ma być sytuacja w Syrii. Jak twierdzą anonimowi członkowie administracji Trumpa, prezydent USA ma zaproponować Putinowi bardzo lukratywną ofertę współpracy. USA zakończyłoby wsparcie dla rebelii, wycofało swoje wojska z Syrii i zgodziłoby się na zatrzymanie władzy przez Assada. Jednak nie ma nic za darmo. W zamian za te amerykańskie ustępstwa, Rosjanie musieliby "wyrzucić" z Syrii Irańczyków. Jeśli te doniesienia są prawdziwe, a wiele na to wskazuje, to już wkrótce może nas czekać kolejne wielkie przetasowanie na Bliskim Wschodzie. Co ciekawe, te rewelacje zostały pośrednio potwierdzone przez Mike'a Pompeo, amerykańskiego sekretarza stanu, który na ostatniej konferencji prasowej powiedział „jeśli Rosjanie będą w stanie wyrzucić Irańczyków z Syrii, to z chęcią im przyklasnę”.

    Szczegółowe propozycje nie są znane, ale najprawdopodobniej Amerykanie będą naciskać na całkowite wyrzucenie Iranu z Syrii. W zamian Amerykanie mają być gotowi na wiele – mówi się nawet o całkowitym wycofaniu wojsk US Army z Syrii i poparciu dla Assada. Otwartą kwestią ma pozostawać nawet wycofanie się Amerykanów z północnej Syrii, a dokładnie z terenów opanowanych przez SDF. Co prawda jest to nieco szokujące, ale administracja Trumpa przyzwyczaiła nas już do takich spektakularnych zmian sytuacji. Według arabskiej prasa Damaszek i Kurdowie już rozpoczęli tajne rokowania, w ramach których ma być ustalony przyszły status północnej Syrii. Inni twierdzą natomiast, że taka umowa już została wynegocjowana – niestety, obecnie nie jest możliwe sprawdzenie prawdziwości tych informacji.

    Według części źródeł, zwłaszcza arabskich, w Helsinkach ma być omawiana jeszcze kwestia sankcji nałożonych na Rosję po inwazji na Ukrainę. Według arabskich dziennikarzy jeśli Rosja zgodzi się na wyrzucenie „Irańczyków” z Syrii, to USA zniesie cześć antyrosyjskich sankcji. Moim zdaniem te rewelacje są dużo mniej prawdopodobne niż informacje o wycofaniu się Amerykanów z Syrii. Jednak z drugiej strony administracja Trumpa wiele razy zaskakiwała – być może zrobi to i tym razem.

    Bye, bye Iran - źródło: kremlin.ru

    Gest dobrej woli
    Warto także zaznaczyć, że Amerykanie wykazali już dużo dobrej woli dla potencjalnego antyirańskiego porozumienia z Rosją. Obecnie na południu Syrii trwa rządowa operacja wojskowa. Po jej zakończeniu Syria odzyska kontrolę nad swoją północną granicą (oczywiście z wyjątkiem okupowanych Wzgórz Golan). Operacja ta nie byłaby możliwa, gdyby nie poparcie jej przez USA i Izrael. Jednym z warunków tego porozumienia było zagwarantowanie przez Rosjan, że z operacji zostanie wykluczony Iran. Sami rebelianci z Frontu Południowego przyznali, że skontaktował się z nimi amerykański emisariusz, który dał im wyraźnie do zrozumienia, że rebelia z południa Syrii nie może już dłużej liczyć na militarne wsparcie Ameryki.

    USA chcą za wszelką cenę ukrócić wpływy Iranu na całym Bliskim Wschodzie i doprowadzić do jak największej izolacji Iranu. „Wyrzucenie” Irańczyków z Syrii byłoby ogromnym ciosem dla Teheranu, który – według de Mistury – wydaje około 6 miliardów dolarów rocznie na wsparcie dla klanu Assadów. Iran liczył, że w zamian za wsparcie dla Damaszku, otrzyma zgodę na utworzenie na terenie Syrii stałych baz, co przypieczętuje wciągnięcie Syrii do strefy irańskich wpływów. Jednocześnie Syria działałaby jako kanał przerzutowy „z” i „do” Libanu. Ponadto irańskie bazy w Syrii miałyby działać jako środki nacisku na Tel Awiw.

    Amerykańskie propozycje to woda na młyn Władimira Putina. Prezydent Rosji robi wszystko, aby wyciągnąć swój kraj z izolacji politycznej, w której znalazł się po kryzysie ukraińskim. Putin uważa, że właśnie teraz – w dobie ogromnych napięć na linii UE-USA – jest idealny moment, aby dogadać się z Amerykanami. Ponadto sytuacja, w której Rosjanie pozostają jedynym liczącym się mocarstwem w Syrii jest dla Kremla bardzo kusząca. Nie jest żadnym sekretem, że rosyjska i irańska wizja przyszłej Syrii znaczenie się od siebie różnią.

    Ponadto zgrzyty między Rosją a Iranem na innych płaszczyznach także stają się coraz wyraźniejsze – szczególnie widać to w związku z wystąpieniem USA z irańskiej umowy nuklearnej. Początkowo rosyjska dyplomacja twierdziła, że jest gotowa wziąć czynny udział w uratowaniu umowy. Jednak w praktyce Rosjanie pozostali całkowicie bierni i przyglądali się europejskim i amerykańskim umizgom wobec siebie, czekając kto zaoferuje im więcej. Mało tego, Rosjanie dogadali się z Saudami co do zwiększenia wydobycia ropy naftowej – co jest policzkiem dla Teheranu.

    Prezydenci Putin i Rouhani - źródło: kremlin.ru

    Rosja gwarantem izraelskiego bezpieczeństwa
    Także bliskowschodni sojusznicy USA bardzo przychylnie patrzą na wspominane rewelacje. Głównym zainteresowanym jest tutaj Izrael, dla którego "wyrzucenie" Irańczyków z Syrii staje się coraz bardziej palącą kwestią – zwłaszcza, że wojna coraz szybciej zbliża się ku końcowi. Izrael nie uważa się za wroga Assada i rządów Baath. Głównym zagrożeniem dla Tel Awiwu jest przede wszystkim obecność Irańczyków w Syrii. Dopóki w Syrii panował chaos i żadna z walczących stron nie mogła zdobyć znaczącej przewagi, Izrael pozostawał stosunkowo bierny. Jednak gdy w zeszłym roku szala zwycięstwa zaczęła coraz wyraźniej przechylać się na stronę Assada, Irańczycy zaczęli działać w Syrii dużo swobodniej. Sprzęt wojskowy, który wcześniej był dostarczany przez Iran prawie wyłącznie na bieżące potrzeby Assada, teraz zaczął być wysyłany do Libanu – a Syria została przekształcona w kanał przerzutowy. Nie mogąc liczyć na interwencję zbrojną ze strony USA, Izrael wziął sprawy we własne ręce. Od 2017 roku izraelskie lotnictwo regularnie bombarduje irańskie cele w Syrii. W ten sposób Tel Awiw chce „wykurzyć” Irańczyków z południowej Syrii, lecz póki co rezultaty tych działań są dość marne. Izrael potrzebuje w Syrii, i w dodatku po stronie rządowej, stronnika, który „zaatakuje” Irańczyków od wewnątrz.

    Co ciekawe, Rosja – mimo dysponowania przez rosyjski kontyngent nowoczesną obroną przeciwlotniczą – od samego początku nie reagowała na izraelskie naloty. Ponadto Rosja wielokrotnie zapewniała władze z Tel Awiwu, że nie będzie wspierać sprzętowo Hezbollahu, którego elementy stacjonują w Syrii. W efekcie doprowadziło to do sytuacji, gdy Izrael stosunkowo przychylnie patrzy na rosyjską obecność w Syrii i postrzega ją bardziej w kategorii gwaranta izraelskiego bezpieczeństwa narodowego niż zagrożenia. Zwłaszcza w ostatnim czasie stosunki między Rosją a Izraelem uległy wyraźniej poprawie. Najlepiej świadczy o tym fakt, że Putin i Netanyahu spotkali się w 2018 roku już 2-krotnie. Co ciekawe, kolejne spotkanie tych przywódców wyznaczone zostało na 11 lipca (dzisiaj) – zaledwie kilka dni przed wspomnianym spotkaniem w Helsinkach. Nic też dziwnego, że – jak twierdzą anonimowe źródła w Białym Domu – plan Trumpa został w całości zaakceptowany przez Tel Awiw.

    Prezydent Netanyahu podczas Parady Zwycięstwa w Moskwie w 2018 roku - źródło: kremlin.ru

    Tymczasem w „Zatoce Majętności”
    Izrael nie jest jedynym krajem z regionu Bliskiego Wschodu, który przychylnie patrzy na „wyrzucenie” Irańczyków z Syrii. Według nieoficjalnych informacji plan był wstępnie omawiany z krajami Zatoki i spotkał się z ich aprobatą. O ile kraje Zatoki, w odróżnieniu od Izraela, już w 2011 roku bardzo mocno zaangażowały się w wojnę w Syrii, to ich celem w samym sobie nie było nigdy odsunięcie od władzy Assada. Kraje Zatoki chciałby przede wszystkim zlikwidować irańskie wpływy w Syrii. Assad był i nadal jest postrzegany przez te kraje bardziej jako narzędzie w rękach Teheranu niż samodzielny przywódca. Jak wynika z nieoficjalnych informacji, kraje Zatoki wyraziły nawet chęć zainwestowania dużych sum pieniędzy w odbudowę Syrii – pod warunkiem, że wpływy Iranu zostaną ukrócone.

    Warto także zaznaczyć, że według informacji, do których dotarli dziennikarze gazety New Yorker, plan antyirańskiej umowy Trump-Putin został opracowany właśnie przez kraje Zatoki i Izrael. Według tych rewelacji ZEA, KSA i Izrael już od 2016 roku nakłaniały Trumpa do dogadania się z Rosją kosztem Iranu.

    Mike Pompeo podczas wizyty w Rijadzie - źródło: U.S. Department of State, flickr.com

    Co na to Baszszar?
    Co ciekawe wiele wskazuje na to, że nawet sam Damaszek jest zainteresowany pogłębieniem sojuszu z Rosją i ukróceniem wpływów Iranu. Co prawda Iran odegrał ogromną rolę w utrzymaniu Assada przy władzy, lecz obecnie Iran jest dla Syrii ciężarem a nie wsparciem. W ostatnim czasie, zwłaszcza po ogłoszeniu przez Trumpa wycofania się z umowy nuklearnej, Iran nie ma „dobrej prasy”. Jednocześnie Syria jest traktowana przez Zachód jako "przybudówka" Iranu, co bardzo utrudnia jej aktywny powrót na arenę międzynarodową. Damaszek prawdopodobnie obawia się, że gdy amerykańskie sankcje względem Iranu zostaną przywrócone, Teheran znajdzie się w tragicznej sytuacji ekonomicznej – w takiej sytuacji Syria nie będzie już mogła liczyć na wsparcie z Teheranu w takich rozmiarach jak wcześniej, a tym samym sojusz z Iranem stanie się bezużyteczny. Co prawda obeznani obserwatorzy mogą zauważyć, że do 2015 roku Iran był obłożony dolegliwymi sankcjami a i tak nadal wspierał Assada. To prawda. Jednak obecnie wiele wskazuje na to, że – paradoksalnie – obecnej irańskiej gospodarce będzie dużo ciężej "przeżyć" amerykańskie sankcje. Nie chodzi wcale o ich dolegliwość, lecz o fakt, że Irańczycy – po zniesieniu części sankcji – w dużym stopniu zadłużyli się licząc na szybki wzrost gospodarczy. Tym samym lokalna gospodarka stała się bardzo wrażliwa na jakiekolwiek zawirowania.

    W związku z powyższym Assad próbuje zmienić stronę i dogadać się z Rosjanami – co zresztą zauważyli już irańscy dziennikarze. W interesie prezydenta Syrii jest, aby zrobić to jak najszybciej, póki jeszcze dysponuje jakimikolwiek atutami. Momentem krytycznym, do którego Assad ma czas na „zmianę obozu”, jest powrót amerykańskich sankcji przeciwko Iranowi. Później będzie już za późno i Syria będzie zdana na łaskę Rosjan.

    Prezydent Syrii - Baszszar al Assad - źródło: kremlin.ru

    Jak pozbyć się irańskiego lokatora?
    Czy pozycja Rosji w Syrii jest na tyle silna, aby wprowadzić w życie ewentualne porozumienie z Helsinek? Część osób twierdzi, że nie np. Michael McFaul – były amerykański ambasador w Moskwie. Podkreślić należy, że wpływy Iranu w Syrii są ogromne. Stacjonuje tam wiele ugrupowań, które są ściśle powiązane z reżimem ajatollahów. Harakat al Nujaba (tzw. Iracki Hezbollah), Liwa Fatemiyoun (Beygady Fatymidzkie), czy Hezbollah to tylko niektóre z tych grup. Jednocześnie Irańczycy, de facto, posiadają w Syrii stałe bazy wojskowe np. pod Damaszkiem, w okolicach granicy z Libanem, na Pustyni Syryjskiej, pod Aleppo i w okolicach Deir Ezzor. Ponadto, jak wskazują nieoficjalne informacje, Irańczycy przekazują członkom swoich stronnictw pieniądze na zakup ziemi w Syrii.

    Z drugiej strony wpływy rosyjskie w Syrii rosną z dnia na dzień. Obecnie można zaryzykować stwierdzenie, że to Rosjanie stali się stroną dominującą w obozie rządowym. Od czasów ofensywy na Pustyni Syryjskiej, Irańczycy zostali wykluczeni z większych operacji wojskowych, które przeprowadzane są wyłącznie pod nadzorem Rosjan. Ponadto Rosja coraz bardziej wybija się na wyłącznego "adwokata" Syrii na arenie międzynarodowej.

    Rosyjski kontyngent stacjonujący w bazie Humajmim (Syria) - źródło: kremlin.ru

    Podsumowanie
    Pytanie tylko czy rosyjskie wpływy są na tyle silne, aby doprowadzić do całkowitego „wyrzucenia” Iranu z Syrii. Moim zdaniem nie. Reżim Ajatollahów owinął Syrię swoimi mackami i za nic w świecie nie będzie chciał jej puścić. Jeśli Rosjanie będą chcieli pozbyć się Iranu to będą musieli wpierw porozumieć się w tej kwestii z Assadem. Bez błogosławieństwa Damaszku cała operacja jest – moim zdaniem – zdana na porażkę. Zagadką pozostaje tylko jak silne wpływy posiada Iran w syryjskich kręgach rządowych. Nie wybiegajmy jednak zbyt daleko w przyszłość – póki co musimy poczekać na wynik rozmów Putina i Trumpa.

    Rosjanie w Aleppo - źródło: mil.ru

    Po ponad miesiącu przerwy wracam na wykop - co prawda wpadałem tu od czasu do czasu i widziałem, że spamowaliście na "moim tagu" pewnym cudem francuskiej motoryzacji. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Najpierw zajmowałem się sesją a potem odpoczywałem. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Od tej pory będę regularnie wstawiał artykuł - myślę, że minimum 1 na tydzień. We wrześniu moja aktywność prawdopodobnie zwiększy się, może będą wtedy jakieś "super ekstra materiały". ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

    -----------------------------------------------
    Po więcej podobnych historii, zapraszam do:
    - archiwum
    - obserwowania tagu #lagunacontent
    - polubienia strony na facebooku.

    #geopolityka #bliskiwschod #syria #rosja #iran #lagunacontent #gruparatowaniapoziomu #steemit
    pokaż całość

  •  

    Siedze sobie w kantorku na lotnisku w Tel-Awiwie i ogladam mecz. Na razie mnie nie wpuscili. Czekam na przesluchanie z panami z Mosadu. A to wszystko przez wize do Iranu w pszporcie ¯_(ツ)_/¯
    Dajcie pare plusow na pocieszenie.
    #izrael #iran #podroze #podrozujzwykopem #bliskiwschod

    źródło: embed.jpg

  •  

    Mam pytanie do jakiegoś eksperta od wschodu ;) Mógłby ktoś przetłumaczyć co tu jest napisane? Mam kolegę z Izraela co zna arabski ale mówi, ze to albo perski albo staroarabski. Dywan podobno jest z Tebrizu w Iranie ale zero gwarancji. Pomoże ktoś?
    #pytaniedoeksperta #jezykiobce #arabiasaudyjska #iran

    źródło: IMG_8095.JPG

    +: A......s, szasznik +7 innych
  •  

    I tak się powoli urlopuje w tym Iranie
    #iran #bliskiwschod #wakacje

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Niedawno podziw wzbudziła popularność na Instagramie tego młodego piłkarza z Indonezji, którego kupiła Lechia.
    Miał ponad 800 tys obserwujących.
    No to patrzcie na tego Irańczyka zakontraktowanego dzisiaj przez Śląsk - 1,1 mln!
    Do tego ze setka fanowskich kont. Sprawdziłem tylko kilka i jedno miało 12 tys widzów.

    #slaskwroclaw #pilkanozna #iran

    źródło: abzdh.jpg

  •  

    Miejsca nalotów IAF na rzekome instalacje wojskowo-badawcze Iranu na terenie Syrii.

    #syria #iran #izrael #bliskiwschod

    źródło: twitter.com

  •  

    Obczajcie że jak Japonce wygrają z Belgia a Kolumbia z Anglia to się się okaże ze mieliśmy trudniejsza grupę niż #iran i #maroko a nasze orły odpadły z mocnymi drużynami XD

    #mecz #mundial #chociazniewierzexd

  •  

    I taki #iran zapamięta sie z #mundial na lata, podobnie jak #kamerun z 1990, swoją drogą ciekaw jestem ile by persowie brameczek naszym orłom zaaplikowali.

  •  
    past_do_makaronu

    +6

    Czy #iran Skaże Tego Sędziego Zaocznie na Karę Śmierci ? #mecz

  •  

    Daj plusa, jeśli podobnie jak ja szanujesz w opór reprezentację Iranu, od siedmiu lat mozolnie budowaną przez Carlosa Queiroza, która na rosyjskim mundialu może i odpada, ale czyni to po heroicznej walce, pokazując kawał dobrej gry, umiejętności i zaangażowania. Warta prawie sześć razy mniej niż kadra Polski (za transfermarkt), bez wielkich gwiazd grających w poważnych europejskich klubach, ale za to z sercem do gry, pomysłem taktycznym i podejściem bez kompleksów w meczach z takimi gigantami futbolu jak Hiszpania czy Portugalia. W tak silnej grupie zdobyć cztery punkty - walcząc jak równy z równym (!) z Hiszpanią i wyrywając remis z Portugalią (będąc w tym meczu lepszą drużyną) - to niebagatelne osiągnięcie. Za to ogromny szacunek i jestem pewien, że nasi piłkarze mogliby się od nich uczyć.

    #pilkanozna #mundial #polska #iran #mundial2018 #cozamecz #szacunek
    pokaż całość

    źródło: i2.wp.com

  •  

    i to jest zaangażowanie i wola walki #iran a nie to co polscy kopacze #mecz

  •  

    To uczucie kiedy #iran trafia na #hiszpania a gra z 10 razy lepiej jak #polska :( Bardzo ładny #mecz

    +: jppwt, M...u +10 innych
  •  

    Jprdl... Jakby nasi wykazali choć połowę takiego zaangażowania jakie pokazuje teraz Iran, to co najmniej by zremisowali. I to z palcem w d...

    #mecz #iran #hiszpania #mistrzostwaswiata2018

  •  

    Uwaga niezbity dowod że Iran sie liberalizuje ( ͡° ͜ʖ ͡°) #pdk, otóż ichniejszy prezez ichniejszego zwiazku pilki noznej łaskawie na czas mundialu odwiesil jednego z zawodnikow grajacych w greckim klubie, powodem nalozenia kary byl mecz jaki jego klub rozegral w ramach europejskich pucharow z klubem izraelskim, a ow zawodnik bezczelnie nie raczyl odmowic gry w tym spotkaniu.
    #iran

    +: r......7, CocoJumbo20 +6 innych
  •  

    Iranka dopinguje na stadionie (w Iranie tylko mężczyźni mogą zasiadać na trybunach) swoją drużynę narodową, popijając sobie piwerko (nie muszę dodawać że to też średnio wskazane w Teheranie). No i alegencko ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #iran #rozowepaski #islam #pilkanozna #mecz #ciekawostki

    źródło: pbs.twimg.com

    •  

      @KisielRock: Nawet jeśli to co z tego? Fajny obrazek w kontrze do konserwatywnej ciemnoty. A jeżeli siostra twojego znajomego była zaliczona do najładniejszych fanek np. Portugalii to co w tym dziwnego? Może była na meczu Portugalczyków i siedziała w ich sektorze i urodowo się wtapiała w tłum to nic dziwnego że ją uznali za Portugalkę.

      A kobieta na fotce jest w koszulce Iranu tak BTW.

    •  

      @pawelososo: Na jej miejscu balabym się powrotu do kraju xD Interesowalam się mocno tym krajem pod kątem kobiet w biznesie i niestety to nadal ciemnogród. Byłam w szoku jak się dowiedziałam, że nie chcą kontynuować rozmów negocjacyjnych z Polakami tylko dlatego, że zabrali kobietę na takowe, ponieważ była dyrektorem finansowym. Urazilo to ich godność xD

    • więcej komentarzy (6)

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #iran

0:0,0:0,1:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:2,0:0,0:0,0:0,0:0

Archiwum tagów