•  

      @arniszwarz: OtoMoto, olx, allegro, grupy na FB. Szukaj.

    •  

      @arniszwarz
      Frajda i fz6 to antagonizmy.
      Jeśli chcesz być precyzyjny to użyj słowa "frustracja", "smutek", "wkurwienie", "wstyd" lub też "odraza"

    •  

      @wojtoon jeszcze "hańba!" ( ͡º ͜ʖ͡º)

    •  

      @wojtoon: czyli na pierwszy motocykl mam cos kupowac zajebistego za 30k a potem jak mi upadnie to plakac? : p

    •  

      @arniszwarz: Nie zrozumiałeś mnie. Po prostu uważam, że Fz6 nie nadaje się na pierwsze moto, bo odrzuci Cię od jednośladów, zamiast sprawić, że pokochasz DID'a, Motula, Belray'a i EK.

      Pierwsze moto powinno być przyjazne, poręczne, ładne, NIEZAWODNE, idiotoodporne, elastyczne, proste i relatywnie tanie w utrzymaniu. I tu właśnie przypominamy sobie, że "fortepiany" jeszcze żadnym modelem do tych wymagań się nie zbliżyły (chociaż kilku było blisko). A już na pewno nie Fz6. Trzeba przynajmniej 10 palców żeby zliczyć najważniejsze wady, a zalet ciężko szukać

    •  

      @wojtoon: no wszedzie na internecie pisza, ze jesli masz olej w glowie to jest to spoko model na pierwsze moto

    •  

      @wojtoon: no to co bys polecil do 10k? : p

    •  

      @arniszwarz:

      Tu nie chodzi o olej w głowie. Tak można napisać o każdym jednym moto. W końcu są ludzie którzy nigdy nie mieli prawa jazdy i wleźli komuś pod maskę.

      Po prostu ja z doświadczenia wiem, że Fz6 powiela mnóstwo problemów z "fortepianami" i dodaje kilka nowych.

      1. TPS. O tym dowiesz się od każdego posiadacza (czyt. nieszczęśnika) tego badziewia. Z polskiego na nasze - czujnik położenia przepustnicy. No jebie się srogo (była nawet akcja serwisowa, ale imo gówno to pomogło). Ceny? Od 350zł za chińszczyznę, do takiego dobrego tysiaka za oryginał w serwisie. Wymiany nie liczę choć trzeba zwalić bak, airboxa i grzebać przy przepustnicy.
      2. WIBRACJE. Jak ktoś nie jeździł innymi maszynami (czyli nie ma porównania) to zauważy dopiero po rozkręcaniu się moto. I uspokajam - nie chodzi o rozkręcenie się ramy (fortepiany wymyśliły, że rama jest skręcana z 2 części), ale o odkręcanie pierdółek. Mam tu na myśli przede wszystkim wspornik tablicy, kierunkowskazy, reflektor, ten gówno-licznik, klamki, sety itd.
      3. MUŁ. Znaczy się nie zupełnie - jak pokręcisz manetą to się zbierze, ale początkujący raczej nie będzie pałował na każdym biegu do odciny bo przerazi się przyrostu momentu między 7 a 10k obr. Sęk w tym, że poniżej to moto zachowuje się jak przeciętne 250ccm.
      4. SKRZYNIA/NAPĘD. Pominę kulturę (czy raczej brak kultury, bo po kiego chuja mi luz między wszystkimi biegami) pracy tego mechanizmu, ale takie przypadki jak wyskakująca dwójeczka (przypadłość praktycznie wszystkich fortepianów między 95', a 10' rocznikiem) są okraszone odkręcającą się zębatką zdawczą (tu tez była akcja serwisowa i wymieniali na szerszą, ale wibracje i szarpanie robi swoje).
      5. WYDECH. Chryste panie jakie to gówno. I już nie mam zamiaru powielać oczywistości pokroju dźwięku miksera, grzania dupy, braku sensownych kominów akcesoryjnych, braku schowka pod siedzeniem, niemal niemożliwym dobraniem kufra, ale jak kurwa zrobisz 20km na tym gównie to jebiesz spalinami jak kominiarz (chociaż tutaj może zasługa konstrukcji całego ogona).
      6. ZAWIESZENIE/STABILNOŚĆ. Ogólnie Fz6 jest znany z tego, że sobie "pływa". O ile mistrzowi prostej, albo ogarniętemu rajderowi średnio to przeszkadza, o tyle powoduje sporawą niestabilność w złożeniu i najzwyczajniej jak jesteś świeżak i zacznie ci się moto nerwowo kłaść i merdać ogonem/kierą w zakręcie to możesz w nerwach go położyć. Do nauki to średnio potrzebne.
      7. BUDZIK. To chyba masochista projektował. Niby fortepiany chciały trochę zerżnąć od kawy (636, 10R, Z750/1000), ale wymyślili sobie, że skalę obrotomierza trzeba wjebać w taki kanałek, żeby w cieniu nie było go za cholerę widać. A najlepiej to w ogóle zamiast jebnąć kolorową tarczę jak w kawach (zety czerwoną, ninje białą...) to pierdolnijmy czarną. Żeby wszystko się dobrze zlewało. I najlepiej przyczepmy ten zegar w jakiś pojebany sposób, żeby nie szło dorzucić żadnej sensownej szyby która nie wyglądałaby jak małpa z wodogłowiem. A już na pewno nie uniwersalnej bo przecież to by było za tanie.
      8. ERGONOMIA. Czy raczej jej brak. No bo po co komuś wspomniany schowek pod siedzeniem? Po co ktoś chciałby wyciągać akumulator bez rozkręcenia pół moto? Po co nie zasłonić stacyjki linką sprzęgła, żeby za każdym razem walczyć z kluczykiem?! Po co dać większe wcięcia w baku do trzymania się kolanami? Dlaczego by nie wsadzić uchwytów dla pasażera (?) na takiej wysokości i odległości od siedziska, że posadzenie tam kogokolwiek o tyłku szerszym niż pięść skutkuje wżynaniem się tych uchwytów w dupsko?
      9. URODA (sic!). No niby o gustach się nie dyskutuje, ale poważnie - co to kurwa jest? Lampa jak od giksa, ale zabrakło na owiewki. Na to zatknięty na sztukę budzik jak ruska zabawka w łapanie jajek. Kierunki al'a uszy urbana, albo oczy ET. Fabryczne lusterka jak od fotelu ginekologicznego (czyt. czopera/cruisera). Jak moto białe to widelec czarny, a jak moto czarne to widelec biały. Z resztą wahacz też ni chuja nie pasuje do sylwetki (ot kawał kształtownika). Moto chce nazywać się sportem, ale kanapa to taki turystyk wymieszany ze sportem rocznik 93'. Przy okazji bak ni chuja nie pasuje do jedynego pozytywnego elementu w wyglądzie tej maszyny - ramy. Nawet im się kurwa nie chciało schować klaksonu za chłodnicę jak robią nawet w krajach trzeciego świata tylko wjebali go na czubek chłodnicy i zadowoleni.
      10. WYGODA. No niby nie jest tak niewygodnie jak na MT-07 czy KTMach, ale pozycja (nogi na sportowo, a kręgosłup na wycieczkowo) i wygoda dupska (raz że grzeje, dwa że wibruje, trzy że kanapa jest zrobiona z drewna sosnowego) to jakieś kiepskie żarty.

      To nie jest tak, że nie wziąłbym za darmo. Owszem, że bym wziął i sprzedał, żeby kupić coś lepszego, ale na szczęście nie muszę tym jeździć i raczej z własnej, nieprzymuszonej woli bym nie kupił.

      Co polecam do 10k? Na początek? Zakładając, że nie chcesz wiekowych połówek na gaźnikach?

      1. SV650. Bodajże po 2004 już masz wtrysk, ładną ramę i cywilizację. Lekkie, poręczne, pali śladowe ilości benzyny, mocny dół. Masz i golasa i nazwijmy to "ćwierć-sporta" (ale można mu dorzucić owiewki i na wsi nie zauważą różnicy).
      Wady? Dla kogoś może wydawać się zbyt filigranowy. Jak okiełznasz to wpierdala opony i napęd jak litr.
      2. GSR600. To taki Fz6 tylko bez wszystkich jego wad. Wizualnie gdzieś pomiędzy "lubię zapierdalać", a "jestem seksi". Prowadzenie to poezja kochanowskiego i mickiewicza w jednym. Wyświetlacz biegu gratis.
      Wady? Jak już się nauczyć pałować to wypije prawie 8l.
      3. ER6N/F. Teoretycznie najsłabsze ze stawki (praktycznie też( ͡° ͜ʖ ͡°) ). Poręczne, mega ekonomiczne (i nie tylko zupa, ale też laczki, napędy, heble), niezajebywalne. Wybacza wiele. IMO golas odstaje trochę urodą od eFki. Za okolice 10k można mieć 2 generację (po 2009) a to już nie dziadek. Często też znajdziesz ABS.
      Wady? No tak jak już powiedziałem mógłby mieć mocniejszy piec, no ale to rzędowa dwójka, a nie czwórka. Jak pojeździsz dużo i ogarniesz winkle to dowiesz się, że w pierwszej generacji ten bajerancki leżący wahacz pod sporym tyłkiem w złożeniu zaczyna stękać, że ma dość ale to też trochę wina węższego laczka.
      4. Z750. Piec to poezja. Na ostatnim biegu puszczasz go bez gazu po mieście i się toczy, a potem odkręcasz i przyspieszasz bez kaszlu palacza. Do 7k obr. pełna cywilizacja, a potem pazury. Wygląd badasa, wygoda golasa, łojenie tyłków spod świateł sporta. Skrzynia wchodzi jak tatyne w mamine - zatrzymujesz się awaryjnie na 6 biegu i w miejscu zbijasz wszystko do jedynki bez puszczania sprzęgła.
      Wady? No troszkę kloc jak ktoś ma muskuły jak bocian pięty, ale w trasie żaden tir cię nie zdmuchnie. Wręcz wymaga dobrej klasy laczka na przedzie bo przy tej masie i braku absu przód lubi strajkować (ale tylko w awaryjnych przypadkach).
      5. Ostateczna ostateczność to F4i, ale to tylko jeśli uda ci się trafić mityczną "igłę", co wg mojej wiedzy jest porównywalne ze znalezieniem dziewicy w akademiku na polibudzie. To taki trochę "bieda-sport" (stąd też muł na "dole") i właśnie z tej przyczyny te sprzęty są strasznie przetyrane i naprawiane na sztukę. Serwis oleju to raczej abstrakcja. Często jakieś dzwony czy szlify malowane pędzlem w stodole. Moto całkiem poprawne, ale wg mnie trochę bezpłciowe (pod względem użytkowania).
      Wady? Jak to hondy - stricte mechanika się jebie. A dokładniej napinacz łańcucha rozrządu jest z gównolitu, a regulator napięcia wymienia się razem z olejem i filtrem ( ͡° ͜ʖ ͡°)