Wpis z mikrobloga

Wzór zapobiegania rozwoju epidemii z Tajwanu

Za wzór w prewencji rozprzestrzeniania się pandemii koronawirusa na świecie stawia się Tajwan – kraj położony niedaleko ogniska pandemii w Wuhanie w Chinach, który na razie zanotował tylko 49 przypadków zakażenia.

Tajwańczycy pamiętają epidemię SARS z 2003 roku. Wtedy na wyspie kwarantanna objęła 150 tys. osób. Tajwan wyciągnął wnioski i poprzysiągł, że następnym razem będzie lepiej przygotowany. I faktycznie jest. Na początku marca swoją korespondencję z Tajpej dziennikarz „Gazety Wyborczej” Łukasz Grzymisławski zaczął tak:

„Pierwsze, co czują ludzie przybywający do Tajwanu od kilku tygodni, to zapach 70-procentowego roztworu alkoholu. Całe lotnisko jest obstawione dozownikami z płynem dezynfekującym i tabliczkami odradzającymi dotykanie ust, nosa i oczu”


Grzymisławskiemu w ciągu pierwszego dnia w Tajpej temperaturę zmierzono 20 razy.

– Maski to tutaj stały widok na ulicach, są używane masowo bez względu na epidemię. Ludzie zakładają je, nawet jeśli nie są przekonani o ich skuteczności, bo od czasu SARS traktują to jako lojalność wobec reszty, rodzaj obywatelskiego obowiązku – tłumaczył James Chang z tajwańskiego departamentu informacji MSZ.


Kathryn Whitfield, reporterka brytyjskiego „The Observer”, relacjonowała swój pobyt w stolicy Tajwanu tak:

„Kiedy tylko przekroczyłam próg przytulnej restauracji w Tajpej, kelner kazał mi się zatrzymać i podbiegł z pistoletem w ręku. Przystawił mi go do czoła i wtedy – klik! – sprawdził mi temperaturę. Wyglądał, jakby poczuł ulgę, i zaprowadził mnie do stolika w rogu”.

„Sprawdzanie temperatury, maski na twarzach i dezynfektory do rąk – to nowa norma zarówno w mieście, jak i w całym wyspiarskim kraju zjednoczonym w walce z zarazą” – pisała Whitfield.


Robert Stefanicki, korespondent "Wyborczej" na Tajwanie, dziś pisze:

Z Tajwanu do Chin jest bliżej niż z Poznania do Wrocławia. Na kontynencie pracuje blisko milion Tajwańczyków i często odwiedzają oni ojczyznę, zwłaszcza na początku roku z okazji świąt. Do tego w ubiegłym roku wyspę odwiedziło 2,7 mln turystów z Chin.

Podczas gdy w Chinach jest już 80 tys. zachorowań i ponad 3 tys. zgonów na koronawirusa, na Tajwanie do czwartku doliczono się 48 przypadków, w tym jednego śmiertelnego. I to wcale nie dlatego, jak próbują sugerować produkowane w ChRL fake newsy, że rząd ukrywa prawdę.

Źródło: https://biqdata.wyborcza.pl/biqdata/7,159116,25784233,pandemia-koronawirusa-gramy-na-czas-w-ten-sposob-uratujemy.html

#koronawirus #2019ncov
  • 4
  • Odpowiedz
Po pierwsze, koordynacja i bigdata w walce z koronawirusem

Przewagę dało mu bolesne doświadczenie. W latach 2002-03 również wykluta w Chinach epidemia SARS zabiła 73 Tajwańczyków. Ówczesny rząd od razu zaczął się przygotowywać do kolejnej. I gdy pojawił się nowy koronawirus, Tajwańczycy mieli gotowe procedury, trzeba je było tylko adaptować do konkretnej sytuacji.

Powołano Narodowe Centrum Dowodzenia Epidemiologicznego koordynujące działania wszystkich ministerstw, agencji rządowych i władz lokalnych. Centrum działa 24 godziny na dobę. Zatrudnia „epidemiologów śledczych” (wynagradzanych lepiej niż minister), którzy potrafią ocenić ryzyko, jakie niesie każdy przypadek, i wyśledzić jego kontakty. Analitycy przetwarzają spływające dane, opracowuje się tam komunikaty medialne, są miejsca do pracy dla dziennikarzy i do spania.

Po drugie, szybkość działania
  • Odpowiedz
Po czwarte, przejrzysta polityka informacyjna


Jej twarzą jest właściwie jedna osoba: minister zdrowia Chen Shih-chung, który na codziennych konferencjach prasowych podaje szczegółowe i wyczerpujące informacje.

Właściwie starczy śledzić stronę ministerstwa na Facebooku. Każde nowe zachorowanie jest opisane według tego samego wzoru na przyjaznych dla oka kolorowych formularzach, np.: „W kraju zdiagnozowano nowy, 48. przypadek. Jest to kobieta ok. 30. roku życia, z północy. W dniach 28.02-8.03 samodzielnie podróżowała do Wielkiej Brytanii, gdzie spotykała się z miejscowymi znajomymi. Nasze centrum lokalizuje osoby, które miały z nią kontakt”.

Zwykle
  • Odpowiedz
Po szóste, sprawna służba zdrowia


Polacy byliby zdziwieni, jak bezgranicznie Tajwańczycy ufają swojej służbie zdrowia. Mają ku temu podstawy. 99 proc. ludzi ma państwowe ubezpieczenie, więc nie boją się pójść do szpitala, zaś system medyczny jest bardzo wysoko klasyfikowany w światowych rankingach. Testy na koronawirusa i utrzymanie podczas kwarantanny są bezpłatne. Na Tajwanie jest 1100 izolatek z podciśnieniem, a np. w pięciokrotnie ludniejszej Japonii – 1870.

Jeśli ktoś podejrzewa u siebie wirusa, nikt go nie „wyśle na Berdyczów”, jak w Polsce. Tajwańczyk dzwoni na infolinię i dowiaduje się, gdzie ma się zgłosić na badanie – oczywiście w maseczce i nie wolno mu użyć transportu publicznego.

Dodajmy,
  • Odpowiedz