Hej riley24, może napiszesz coś o sobie i uzupełnisz dane w profilu?

  •  

    Richard Chase – wampir z Sacramento

    pokaż spoiler Uczciwie ostrzegam, aby osoby, które aktualnie jedzą poczekały z czytaniem, aż im się trochę "uleży". Jeżeli ktoś jest szczególnie wrażliwy to może niech pominie ten wpis i zapraszam na następny za kilka dni ;)
    I tak, wiem, że było już o nim na wykopie. Ale bądźmy szczerzy, wszystko już było ¯\\_(ツ)_/¯


    Richard Chase urodził się 23 maja 1950 roku w Santa Clara w Kalifornii. Tak jak to zazwyczaj bywa w przypadku seryjnych morderców, jego dzieciństwo nie było łatwe. Rodzice znęcali się nad nim fizycznie, a awantury były codziennością. Podobno wychowywali go w typową dla tamtych czasów dyscypliną. Richard w wieku 10 lat zabił kota i tym samym dopełnił trzeci element Triady MacDonalda (moczenie łóżka, podpalanie oraz znęcanie się nad zwierzętami – występowanie tych trzech rzeczy w młodości może być sygnałem rozwijającej się osobowości patologicznej lub antyspołecznej). Już od najmłodszych lat nadużywał alkoholu i narkotyków.

    W liceum miał kilka dziewczyn, jednak nie potrafił utrzymać stałego związku. Jedną z przyczyn mogła być niemożność utrzymania erekcji w obecności kobiet. Nastoletni Richard Chase osiągał orgazm tylko przy mordowaniu zwierząt i nekrofilii. Kontaktował się nawet w tej sprawie z psychologiem, który stwierdził, że źródłem problemów może być choroba psychiczna. Chase nie był zainteresowany leczeniem. Wkrótce zaczął oskarżać matkę o próbę otrucia, a więc ojciec zmusił go do wyprowadzki.

    Richard zamieszkał ze współlokatorami, którzy szybko zauważyli, że nie będzie z nim łatwo mieszkać. Bardzo często był pod wpływem alkoholu i LSD. Chodził po mieszkaniu nago, nawet gdy u współlokatorów byli goście. Wkrótce Chase zaczął przynosić do mieszkania martwe zwierzęta i pić ich krew. Uważał, że jego serce się kurczy i jeżeli będzie zbyt małe to umrze. Jedyną metodą, aby zatrzymać ten proces miało być picie krwi. Tego już było za wiele i współlokatorzy wyrzucili go z mieszkania.

    Richard Chase był paranoikiem i wierzył, że jego ciało jest manipulowane od zewnątrz. Uważał też, że jego mózg i głowa kręcą się w przeciwnych kierunkach, a więc ogolił się na łyso, żeby to obserwować. Był hipochondrykiem i wierzył, że jego serce czasami się zatrzymuje oraz że naziści próbują zamienić jego krew w proszek. Aby temu zapobiec zabijał zwierzęta i pił ich krew. Czasami zjadał je na surowo, a czasami mieszał ich narządy wewnętrzne z coca-colą w blenderze, tworząc koktajle.

    W 1975 roku trafił do szpitala psychiatrycznego po tym, jak wstrzyknął sobie krew królika do żył. Chase myślał, że królik połknął przed śmiercią kwas akumulatorowy, który teraz przedostał się do jego żołądka. Pewnego dnia personel szpitala przyłapał go z twarzą umazaną krwią i dwoma martwymi ptakami, które złapał przez kraty. Od tego czasu nazywany był „Draculą”. W 1976 roku zdiagnozowano u niego schizofrenię paranoidalną i uznano za zagrożenie dla społeczeństwa. Po jakimś czasie, dzięki leczeniu farmakologicznemu, nie był już tak kwalifikowany, a więc mógł wyjść ze szpitala. Jego matka uznała, że Richard nie potrzebuje leków, a więc zaprzestał leczenia.

    Po wyjściu ponownie zamieszkał sam. Bardzo gorliwie czytał artykuły na temat zabójstw. Stał się fanem Dusiciela z Hillside, który działał nieopodal. Rozwinęła się także jego obsesja na punkcie broni krótkiej, kupił nawet kilka pistoletów. Przestał się kąpać i myć zęby. Jego waga spadła do 66 kg przy 180 cm wzrostu. Pewnego dnia zadzwonił do drzwi matki, a gdy otworzyła rozsmarował sobie wnętrzności martwego kota na twarzy. Kobieta spokojnie wróciła do domu i nikomu o tym nie powiedziała.

    3 sierpnia 1977 roku policja w Nevadzie znalazła samochód zakopany w piasku, w którym było mnóstwo krwi oraz wątroba w wiadrze. Przez lornetkę zobaczyli nagiego Richarda, który krzyczał i był cały umazany krwią. Próbował uciekać, ale złapano go. Okazało się, że krew należała do krowy.

    Chase wkrótce uznał, że zabijanie zwierząt jest zbyt męczące i lepiej przerzucić się na ludzi. Nic jednak nie robił z tą myślą. Punktem przełomowym było Boże Narodzenie, którego matka nie chciała z nim spędzić. 27 grudnia 1977 roku wszedł do domu pewnej kobiety z Sacramento i wystrzelił ze swojej broni kalibru 22. Nikomu nic się nie stało.

    29 grudnia 51-letni Ambrose Griffin, inżynier i ojciec dwójki dzieci, pomagał wypakowywać żonie zakupy z samochodu. Chase podszedł do niego, strzelił mu w głowę i uciekł. Ambrose zmarł, a policja rozpoczęła poszukiwania mordercy. Syn Griffina zeznał, że w tym samym tygodniu widział sąsiada spacerującego z bronią po ulicy, ale po sprawdzeniu ten top okazał się błędny. Wykryto natomiast, że do zabójstwa mężczyzny użyto tej samej broni, co dwa dni wcześniej w domu kobiety z Sacramento. Pewien 12-latek zeznał też, że gdy jechał rowerem, około 20-letni mężczyzna jadący samochodem, strzelił do niego. Nie pamiętał jednak żadnych szczegółów. Chłopca poddano nawet hipnozie, podczas której powiedział, że numery rejestracyjne samochodu to 219EEP, które jednak okazały się błędne.

    11 stycznia 1978 roku Chase poprosił swoją sąsiadkę o papierosa, po czym zmusił ją do oddania całej paczki. Mniej więcej w tym samym czasie włamał się do domu młodego małżeństwa, którego akurat nie było w domu. Ukradł część kosztowności, oddał mocz do szuflady i kał do dziecięcego łóżeczka. Gdy właściciel domu wrócił, zaatakował Richarda, jednak udało mu się uciec.

    23 stycznia Chase postanowił ponownie zamordować. W tym celu chodził od drzwi do drzwi i szukał tych otwartych. Uważał, że zamknięte drzwi są znakiem, że nie jest mile widziany, natomiast otwarte były dla niego zaproszeniem. Jeanne Layton zeznała, że próbował wejść przez szklane drzwi na jej patio. Ona stała po drugiej stronie. Spokojnie na nią spojrzał i pociągnął za klamkę, ale gdy okazało się, że drzwi były zamknięte, odwrócił się, zapalił papierosa i odszedł. Wkrótce spotkał Nancy Holden, z którą chodził kilka lat temu do liceum. Próbował ją podwieźć, ale kobieta przerażona jego okropnym wyglądem, odmówiła.

    W końcu udało mu się znaleźć dom z otwartymi drzwiami. 22-letnia Teresa Wallin, która była w 3 miesiącu ciąży, zostawiła je otwarte, aby wyrzucić śmieci. Jej mąż był w tym czasie w pracy. Chase wszedł do domu i strzelił do niej trzy razy, a następnie poszlachtował nożem rzeźniczym. Wyjął z niej kilka narządów wewnętrznych, krew zaczął zbierać do wiadra, a następnie zgwałcił jej zwłoki i wypił krew. Na koniec wyszedł na dwór, gdzie znalazł psie odchody, które umieścił w ustach Teresy.

    Kolejny raz zaatakował 27 stycznia. Wszedł do domu 38-letniej Evelyn Miroth, w którym był też jej 6-letni syn Jason, 2-letni siostrzeniec David i sąsiad Danny Meredith, który pomagał jej przy dzieciach. Chase najpierw spotkał Danny'ego, którego zastrzelił, ukradł mu portfel i kluczyki od samochodu. Następnie strzelił w głowy Jasona i Davida, a na końcu Evelyn. Prawdopodobnie kilkakrotnie zgwałcił analnie trupa kobiety i co najmniej 6 razy dźgnął ją nożem w odbyt. Wlał jej krew do wiadra i wypił, a następnie zaniósł ciało 2-latka do łazienki, gdzie rozłupał jego czaszkę i zaczął jeść mózg. W tym momencie do drzwi zapukała 6-letnia dziewczynka z sąsiedztwa, która tego dnia miała bawić się z Jasonem. Wystraszony Chase zabrał zwłoki Davida i uciekł do swojego mieszkania, gdzie poćwiartował zwłoki dziecka. Dziewczynka zaalarmowała sąsiada, który zadzwonił na policję.

    Po zobaczeniu tak przerażającego miejsca zbrodni policja urządziła obławę na sprawcę. FBI przedstawiło profil mordercy, który miał być wysoki, niedożywiony i brudny. Mężczyzna miał być typem samotnika i co najważniejsze, wciąż miał zabijać. Przesłuchiwano setki osób, aż w końcu po 5 dniach zgłosiła się Nancy Holden. Kobieta zeznała, że jakiś czas temu miała dziwne spotkanie ze swoim kolegą z liceum, którego nie widziała od lat. Policjanci sprawdzili akta Chase'a i postanowili pojechać do jego mieszkania. Richard nie chciał ich wpuścić, a więc zaczaili się na niego przed budynkiem i aresztowali, gdy tylko się pojawił. W tylnej kieszeni wciąż miał rewolwer i portfel Danny'ego. Nie przyznawał się do winy.

    Przeszukano mieszkanie Chase'a. Wszystkie naczynia były całe we krwi i panował ogromny smród. Blender, w którym przygotowywał swoje koktajle, był pełen gnijącego mięsa. Wszędzie były plamy krwi, kości zwierząt i części ciała. Jakiś czas później znaleziono zwłoki Davida w skrzyni przy kościele. Głowa chłopca była odcięta i leżała pod ciałem, brakowało wielu narządów wewnętrznych.

    Podczas procesu obrona Chase'a twierdziła, że jest niepoczytalny. On sam mówił, że kosmici zmusili go do zabijania i nie miał na to wpływu. Wyglądał okropnie, jego waga spadła do 49 kg. Przebadało go 12 psychologów, którym przyznał się do strachu, że jego ofiary wstaną z martwych i przyjdą po niego. Część linii obrony polegała na opowiadaniu, że Chase interesował się historią Draculi, czytał artykuły o rytuałach związanych z krwią, w których pisano, że picie krwi innych wzmacnia lub uzdrawia. Obrona wnioskowała o uznanie go winnym 6 morderstw drugiego stopnia, za co grozi dożywocie.

    8 maja 1978 roku ława przysięgłych zdecydowała jednak, że jest winny 6 morderstw pierwszego stopnia. Skazano go na karę śmierci w komorze gazowej.

    Podczas pobytu w więzieniu inni osadzeni bali się Chase'a. Wielokrotnie próbowali namówić go do popełnienia samobójstwa, jednak za bardzo ich przerażał, aby sami zdecydowali się na zabicie go. 26 grudnia 1980 roku Richard Chase został znaleziony martwy w swojej celi. Przedawkował środki antydepresyjne, które odkładał przez kilka tygodni.

    Źródła: didyouknowfacts, historicmysteries, murderpedia

    #historieriley (tag do obserwowania lub czarnolistowania) #kryminalne
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Pisze z anonimowych bo boje się że zostane wyśmiana :D Chodzi o to, że w piątek mam obronę i chciałam kupić promotorowi jakiś bukiet kwiatów. Właśnie rozmawiałam o tym z mamą i ona stwierdziła ze chyba oszalałam i żeby sie nie ośmieszała z jakimiś kwiatkami, tylko mam kupić np pióro wieczne za ok 250 zł . xD Mysle że to ona oszalała, bo większość grupy mowila ze nic mu nie kupi, nawet kwiatów. A ja wyskocze mu z czymś takim xD A wy jak uważacie, kto ma racje? :D Wy co kupowaliście dla promotora?

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: sokytsinolop
    Dodatek wspierany przez: Nie siedź w domu w ferie i w wakacje
    pokaż całość

    Co robić?

    • 96 głosów (29.27%)
      wystarczą kwiaty
    • 21 głosów (6.40%)
      kup to pióro xd
    • 28 głosów (8.54%)
      kupiłbymbym/kupiłabymcoś innego (napisz w kom)
    • 183 głosy (55.79%)
      nic bym nie kupował/ kupowała
  •  

    @riley24: Możesz się wziąć za robotę i coś napisać? Chcę kryminał nowy a jak sądzę to nie tylko ja :)

    #historieriley #kryminalne

  •  

    Nie lubię poniedziałków

    Dzisiaj poniedziałek, a więc prawdopodobnie część z Was usłyszy w radiu piosenkę "I don't like Mondays" irlandzkiego zespołu The Boomtown Rats. Jednak nie każdy wie, że inspiracją do napisania tego utworu były prawdziwe wydarzenia.

    16-letnia Brenda Spencer mieszkała na przedmieściach San Diego, a jej okno wychodziło na plac zabaw przy podstawówce Cleveland Elementary School. 29 stycznia 1979 roku około 8:30 rano drobna nastolatka otworzyła ogień do dzieci czekających na zajęcia.

    W tym czasie dyrektor i jeden z nauczycieli przebywali w gabinecie. Początkowo mylili huk z petardami. Przez okno zobaczyli jednak, że niektóre dzieci padają na ziemię, inne uciskają różne części ciała, a część rozgląda się przestraszona i zdezorientowana. Mężczyźni wybiegli, aby pomóc uczniom. Dyrektor niemal natychmiast został śmiertelnie raniony przez Brendę. Po chwili wybiegł woźny, który chciał okryć go kocem, jednak i on został postrzelony, na skutek czego zmarł. Po przybyciu policji, dziewczyna raniła także jednego z funkcjonariuszy. Cała akcja trwała około 15 minut, podczas których Brenda oddała od 29 do 40 strzałów (w zależności od źródeł) i raniła 8 dzieci. W końcu policja zarekwirowała śmieciarkę, którą postawiono na linii ognia.

    Po wszystkim dziewczyna zabarykadowała się w swoim domu. Dziennikarce lokalnej gazety udało się do niej dodzwonić i zapytała o motyw tak okropnego czynu. Brenda powiedziała „Nie lubię poniedziałków. Musiałam jakoś ożywić ten dzień”, a także „Nie miałam żadnych motywów, żeby to zrobić, to była po prostu świetna zabawa”. Nastolatka poddała się po siedmiogodzinnym oblężeniu. Podczas aresztowania nie stawiała oporu, była spokojna i opanowana. W mieszkaniu znaleziono liczne butelki po piwie i whiskey, jednak dziewczyna nie była pod wpływem alkoholu ani narkotyków.

    Co sprawiło, że młoda dziewczyna posunęła się do tak okropnego czynu? Brenda urodziła się 3 kwietnia 1962 roku w San Diego. Jej rodzice rozwiedli się, po czym zamieszkała ze swoim ojcem i dwoma siostrami. Jak wspominają nauczyciele, nastolatka ledwo odzywała się na zajęciach, była zamknięta w sobie, ale świetnie szło jej robienie zdjęć. Wygrała nawet konkurs fotograficzny. Dzieci z sąsiedztwa twierdziły, że Brenda zażywała narkotyki, wagarowała, kradła, była okrutna wobec zwierząt i fascynowała się bronią palną. Jednak jej ojciec powiedział, że „zawsze była szczęśliwą i dobrą córką. Dobrze się zachowywała i nigdy nie miała żadnych problemów w szkole”. To bardzo życzeniowe myślenie, ponieważ w 1978 roku włamała się do szkoły i strzelała w szyby. Miała na koncie próbę samobójczą, a przez wagarowanie była pod opieką kuratora sądowego.

    W grudniu 1978 roku psychiatra, który badał dziewczynę na zlecenie kuratora, zdiagnozował u niej depresję. Jej stan był tak ciężki, że zalecił umieszczenie Brendy w szpitalu psychiatrycznym, jednak jej ojciec nie zgodził się. Zamiast tego kupił jej pod choinkę karabin półautomatyczny kalibru 22 z mnóstwem amunicji. Brenda powiedziała „prosiłam go o radio, a on kupił mi broń” oraz „poczułam się tak, jakby on chciał, żebym się zabiła”. Kilka tygodni przed strzelaniną powiedziała przyjaciołom, że nikt jej nie rozumie, ale pewnego ranka wszyscy będą na nią patrzeć i będą pokazywać ją w telewizji. Czuła się niekochana, nieważna i miała żal do rodziny oraz nauczycieli za to, że nikt nie udzielił jej pomocy.

    Brenda przyznała się do zabójstwa dwóch osób oraz postrzelenia dziewięciu. Sąd potraktował ją jak dorosłą i skazał na dożywocie z możliwością wcześniejszego zwolnienia po 25 latach. Dziewczyna pierwszy raz ubiegała się o zwolnienie w 1993 roku i twierdziła, że podczas strzelaniny była pod wpływem alkoholu i narkotyków. Wniosek odrzucono. W 2001 roku powiedziała, że ojciec wykorzystywał ją seksualnie od 9 roku życia. Nigdy wcześniej o tym nie wspominała, nie było na to żadnych dowodów ani świadków. W 2005 roku twierdziła, że ojciec znęcał się nad nią i pewnego razu uderzył tak mocno, że nastąpił uraz płatu skroniowego mózgu (wcześniej twierdziła, że uraz był skutkiem wypadku na rowerze). Ostatni raz ubiegała się o zwolnienie w 2009 roku i będzie mogła znów to zrobić w 2019.

    Bob Geldof, lider zespołu The Boomtown Rats, w jednym z wywiadów powiedział, że Brenda napisała do niego list. Stwierdziła w nim, że jest zadowolona ze swojego czynu, ponieważ Bob uczynił ją sławną.

    Strzelanina w 1979 roku była pierwszą strzelaniną w szkole w historii USA. 10 lat później podobne przestępstwo miało miejsce w kalifornijskiej szkole Cleveland Elementary School w Stockton. 5 osób zostało zabitych, a 29 rannych. Uczniowie, którzy zostali ranni w strzelaninie z 1979 roku, bardzo mocno to przeżyli. Twierdzili, że to czego doświadczyli bardzo głęboko odcisnęło się na ich psychice, a wydarzenie z 1989 roku było dla nich swoistym ponurym przypomnieniem. W 2001 roku Brenda powiedziała, że czuje się odpowiedzialna za wszystkie szkolne strzelaniny, które miały miejsce w Stanach.

    Historia Brendy Spencer przedstawiona została w jednym z odcinków „Kobiet, które niosły śmierć” (S02E01, na Netflixie jest to odcinek 1). Można o niej także przeczytać pod linkami: 1 2 3 4 5 6

    #historieriley #kryminalne #ciekawostki
    pokaż całość

  •  

    Ejejej pod jakim tagiem pewna mirabelka wstawia te kryminalne historie? Bo zapomniaue :(

  •  

    Porwanie Elizabeth Smart

    14-letnia Elizabeth Smart mieszkała wraz z rodzicami i piątką rodzeństwa w Salt Lake City w stanie Utah. Jej rodzina należała do Mormonów i bardzo poważnie podchodziła do spraw wiary. Żyli jak typowa, niczym niewyróżniająca się rodzina.

    Wszystko posypało się 4 czerwca 2002 roku. Tego dnia Smartowie wzięli udział w szkolnym rozdaniu nagród, wrócili do domu po 21.00 i od razu zaczęli szykować się do snu. Ojciec nie włączył alarmu, ponieważ obawiał się, że któreś z dzieci mogłoby go uruchomić, gdy wstanie w nocy do toalety. Około godziny 2.00 w nocy do sypialni Elizabeth i jej 9-letniej siostry Mary Katherine wtargnął uzbrojony w nóż Brian Mitchell. Mężczyzna przyłożył do gardła nastolatki broń i powiedział „chodź ze mną albo zabiję ciebie i całe twoje rodzeństwo”. Hałas obudził Mary, ale przestraszona dziewczynka udawała, że śpi. Po wyjściu porywacza i Elizabeth wyszła z pokoju, aby powiadomić rodziców. Przestraszyła się jednak cienia mężczyzny na korytarzu i wróciła do łóżka. Dopiero po dwóch godzinach poszła do sypialni rodziców, którzy początkowo myśleli, że ich córka miała koszmar. Zauważyli jednak porwaną siatkę na oknie i oczywiście brak Elizabeth.

    Mary opisała mężczyznę najdokładniej jak potrafiła. Powiedziała, że porywaczem był biały ciemnowłosy mężczyzna wzrostu jednego z ich braci (172 cm), w wieku 30-40 lat, ubrany w jasne ubranie i kapelusz golfowy. W rzeczywistości miał 49 lat, ubrany był na czarno i nie miał kapelusza. Dziewczynka nie przyjrzała się dokładnie twarzy, jednak kojarzyła jego głos. Nie mogła tylko wpaść na to skąd.

    Mitchell zabrał Elizabeth do obozowiska w lesie (zaledwie 7 km od domu dziewczyny), gdzie już czekała jego żona Wanda. Kobieta przebrała dziewczynkę w białe szaty i przywiązała do drzewa metalowym kablem. Według małżeństwa odbyła się „ceremonia zaślubin”, po której nastolatka stała się żoną Mitchella i teraz ich związek musi zostać skonsumowany. Elizabeth zupełnie nie wiedziała co się dzieje i co chcą jej zrobić. W jej domu seks był tematem tabu i niewiele o nim wiedziała. Mężczyzna zgwałcił ją tej nocy, tak jak robił to przez następne miesiące, czasem nawet kilkakrotnie w ciągu jednego dnia.

    Kim był Mitchell? Mężczyzna urodził się w 1953 roku w mormońskiej rodzinie. W wieku 16 lat został przyłapany na obnażaniu się przed dzieckiem, a w wieku 19 ożenił się. Małżeństwo nie trwało zbyt długo, jednak zdążył dorobić się dwójki dzieci, które po rozwodzie trafiły pod jego opiekę. Później wstąpił do wspólnoty Hare Kryszna, nadużywał alkoholu i narkotyków. Następnie ponownie się ożenił, spłodził dwójkę dzieci i znów się rozwiódł. Była żona twierdziła, że Mitchell molestował ich 3-letniego syna, ale nie udało się tego potwierdzić. W dniu rozwodu poślubił o 8 lat starszą Wandę Elianę Barzee, rozwódkę z 6 dzieci. Kobieta miała trudne stosunki z dziećmi, jedna z córek nazywała ją nawet potworem. Początkowo Mitchell i Wanda bardzo aktywnie angażowali się w życie Kościoła Mormonów, ale mężczyzna stawał się coraz bardziej radykalny w swoich poglądach i ostatecznie opuścił Kościół. Uznał, że jest prorokiem i zaczął używać imienia Emmanuel.

    Po porwaniu Elizabeth policja i lokalna społeczność bardzo zaangażowały się w poszukiwania. Szukało jej ponad 2000 wolontariuszy, psy i helikoptery, rodzice apelowali w telewizji o pomoc i roznoszono ulotki z podobizną dziewczyny. Niestety bezskutecznie. Dziewczyna pewnego dnia słyszała nawet nawoływania szukającej jej ekipy, ale Mitchell zagroził, że ją zabije jeżeli się odezwie.

    Kostki dziewczyny były cały czas przywiązane metalowym kablem do drzewa, aby ograniczyć jej możliwość poruszania się. Kazał jej wybrać sobie nowe imię, a więc odtąd mówiono na nią „Esther” (po Esterze ze Starego Testamentu). Mitchell twierdził, że Elizabeth jest pierwszą z jego „dziewiczych żon”. Notorycznie ją gwałcił, zmuszał do oglądania pornografii oraz picia alkoholu i brania narkotyków, żeby osłabić jej upór. Wielokrotnie groził, że ją zabije, głodził ją i karmił śmieciami. Pewnego dnia napoił ją alkoholem, a rano dziewczyna obudziła się z twarzą we własnych wymiocinach i piasku. Czuła się bezradna, brudna, niekochana i opuszczona, a Mitchella uważała za niepokonanego i sprawującego kontrolę nad absolutnie wszystkim.

    Co ciekawe Mitchell wielokrotnie zabierał Wandę i Elizabeth do różnych publicznych miejsc, jednak nastolatka zawsze miała twarz zakrytą chustką (zachowało się nawet zdjęcie z jakiejś imprezy, można je zobaczyć w komentarzach). W sierpniu 2002 roku wybrali się do biblioteki, aby poszukać informacji na temat miejsca, do którego chcieli się przeprowadzić. Pewien mężczyzna rozpoznał oczy Elizabeth i natychmiast poinformował policję. Mitchell powiedział funkcjonariuszowi, że to jego córka, a religia zabrania kobietom publicznego pokazywania twarzy i wypowiadania się. Wanda zasygnalizowała dziewczynie pod stołem, że ma się nie odzywać. Niestety policjant przyjął takie wyjaśnienie i nie drążył tematu. Elizabeth była wściekła na siebie za to, że się nie odezwała i obserwowała jak jej jedyna nadzieja oddala się. Z jednej strony to trochę dziwne, że nic nie zrobiła, ale z drugiej strony była tylko zastraszoną i zmanipulowaną dziewczynką.

    We wrześniu Mitchell, Wanda i Elizabeth przenieśli się do Kalifornii. Małżeństwo planowało porwać kolejną dziewczynę, ale przy próbie włamania Mitchell usłyszał jakiś hałas w domu i wycofał się. Koczowali w różnych obozowiskach, do których zazwyczaj przenosili się w środku nocy. 12 grudnia mężczyzna został aresztowany za włamanie do kościoła w El Cajon. Nikt jednak nie podejrzewał go o nic więcej, a więc po kilku dniach został zwolniony. Po jego powrocie Elizabeth wmówiła mu, że objawił jej się Bóg, który kazał im wracać do Utah. Mitchell uznał, że z takim argumentem nie można się kłócić, a więc wrócili.

    Policjanci nie mieli żadnego punktu zaczepienia. Początkowo podejrzewali Richarda Ricciego, który miał na koncie włamania do okolicznych domów i próbę zabicia policjanta. Mężczyzna wykonywał kiedyś prace remontowe w domu Smartów, a więc stał się głównym podejrzanym. Richard nie przyznał się jednak do winy i twierdził, że nigdy nie skrzywdziłby dziecka. Siostra Elizabeth również była pewna, że to nie jego słyszała w noc porwania. Mężczyzna zmarł po kilku tygodniach w areszcie na skutek wylewu krwi do mózgu.

    W październiku 2002 roku siostra Elizabeth przypomniała sobie do kogo należał głos. Była pewna, że słyszała go u Emmanuela, mężczyzny, którego jakiś czas temu jej rodzice zatrudnili do drobnych prac na dachu i grabienia liści. Policja była sceptyczna, ponieważ dziewczynka przypomniała sobie o tym po bardzo długim czasie, a sam Emmanuel przebywał w ich domu tylko kilka godzin. Państwo Smart zatrudnili jednak rysownika, a część zdjęć do portretu pamięciowego przekazała nawet rodzina Mitchella. Policja nie chciała jednak rozpowszechnić tego portretu. W lutym zrozpaczeni rodzice, widząc że śledztwo utknęło w martwym punkcie, postanowili sami przekazać podobiznę mediom.

    12 marca 2003 roku Mitchell został rozpoznany w Sandy w stanie Utah, gdy szedł z Wandą i Elizabeth. Nastolatka miała na sobie perukę, okulary przeciwsłoneczne i chustkę zasłaniającą twarz. Gdy wezwani policjanci zaczęli do niej mówić po imieniu, zawstydziła się i opuściła głowę. Porywacz został aresztowany, a nastolatka wróciła do rodziców.

    Po powrocie do domu zorganizowano nocleg dla całej rodziny w jednym pokoju. Elizabeth powiedziała jednak, że idzie spać do siebie i żeby się nie martwili, bo zobaczą się jutro rano. Przez całą noc jej rodzice co chwilę sprawdzali, czy naprawdę śpi w swoim łóżku.

    Proces Mitchella i Wandy ciągnął się latami. Wykonano mnóstwo badań psychiatrycznych mających określić, czy są poczytalni. Mężczyzna, który wciąż twierdził, że jest prorokiem, każdy dzień przesłuchań rozpoczynał od śpiewania pieśni religijnych. Elizabeth zeznawała dopiero w 2009 roku. Wyjawiła wtedy wiele szczegółów, o których nigdy wcześniej nie wspominała nawet najbliższej rodzinie. W końcu zapadł wyrok. Wanda przyznała się do winy i w 2010 roku została skazana na 15 lat więzienia. Obrona twierdziła, że Mitchell w chwili popełnienia przestępstwa był niepoczytalny i powinien zostać uniewinniony. W 2011 roku skazano go na dożywocie bez możliwości wcześniejszego zwolnienia.

    Elizabeth Smart działa obecnie w obronie zaginionych osób i ofiar napaści seksualnych. Jest także rzeczniczką programu uczącego dzieci jak mają się zachować, gdy staną oko w oko z przestępczością. Skończyła studia, wyszła za mąż i mówi, że nigdy nie zamieniłaby swojego życia na żadne inne. Często wspomina słowa, które usłyszała od matki dzień po powrocie do domu: „Ten mężczyzna zabrał ci już wystarczająco dużo życia, nie pozwól mu zabrać ani sekundy więcej. Najprawdopodobniej nigdy nie poczujesz, że został należycie ukarany, ale najlepszą karą dla niego będzie Twoje szczęście”.

    Elizabeth często wypowiada się na temat tego co przeszła, można było jej posłuchać np. podczas TEDx. Do poczytania: 1, 2, 3.

    #historieriley #ciekawostki #kryminalne
    pokaż całość

  •  

    Tajemnicza śmierć Elisy Lam

    Film z windy, na którym po raz ostatni widać Elisę Lam żywą, można zobaczyć w większości zestawień na temat tajemniczych i paranormalnych nagrań. Mówi się wtedy o nawiedzeniu, duchach czy opętaniu. Jednak czy rzeczywiście tak było?

    Elisa urodziła się 30 kwietnia 1991 roku w rodzinie imigrantów z Hongkongu. Mieszkała w Kanadzie, bardzo lubiła czytać, była aktywna w różnych social mediach i studiowała na Uniwersytecie British Columbia. Dziewczyna cierpiała na zaburzenia afektywne dwubiegunowe oraz depresję, jednak jak podkreślają jej rodzice, nie miała żadnych prób samobójczych. Raz zdarzyło jej się uciec z domu.

    Gdy miała 21 lat postanowiła wybrać się na samotną podróż po zachodnim wybrzeżu USA. Wyruszyła na początku 2013 roku. Elisa codziennie brała leki, jednak rodzice kontrolowali jej stan. Każdego dnia kontaktowali się z nią telefonicznie i gdyby coś się działo, byli w stanie niemal natychmiast do niej przylecieć. Mimo że dziewczyna była bardzo aktywna w Internecie, nie publikowała żadnych zdjęć ze swojej wyprawy.

    26 stycznia 2013 roku Elisa przybyła do Los Angeles i zamieszkała w hotelu Cecil. Sam hotel był dosyć ciekawym wyborem. Budynek ma 600 pokoi, mieści się w nie najlepszej dzielnicy i owiany jest złą sławą. Wydarzyło się w nim mnóstwo morderstw i samobójstw, zatrzymywali się tam seryjni mordercy i podobno to właśnie w nim ostatni raz widziano Czarną Dalię żywą. Krążą plotki, że każdy z 600 pokoi jest nawiedzony. W 2013 roku hotel już trochę podupadał, a właściciele szukali oszczędności gdzie tylko mogli.

    Elisa początkowo została dokwaterowana do kilku nieznajomych dziewczyn. Te jednak szybko uznały, Lam zachowuje się dziwnie (nie wyjaśniły co znaczy „dziwnie”) i już po jednej nocy została przeniesiona do pokoju jednoosobowego.

    Przez kolejnych kilka dni zwiedzała miasto i często chodziła do księgarni. 31 stycznia powinna wyjechać do Santa Cruz. Tego dnia nie zadzwoniła do rodziców i nie odbierała od nich telefonów. Zaniepokojone małżeństwo zgłosiło zaginięcie na policję i jak najszybciej przyleciało do Los Angeles. Śledczy przeszukali hotel na tyle dokładnie, na ile było to możliwe (nie mogli wchodzić do wynajętych pokoi), co jednak nie przyniosło żadnych skutków. Psy również nie podjęły tropu. Obsługa ostatni raz widziała Elisę 31 stycznia, gdy wracała sama do pokoju. Tego dnia widziała ją także sprzedawczyni w księgarni, która wspominała, że dziewczyna była bardzo przyjazna i ożywiona. Szukała pamiątek dla rodziny, a także zastanawiała się, czy książka, którą chce kupić nie jest zbyt ciężka, żeby z nią podróżować.

    6 lutego informacja o zaginięciu ukazała się w social mediach, a 14 lutego opublikowano film z zepsutej windy, na którym ostatni raz widać Elisę. Nagranie jest bardzo niepokojące. Dziewczyna wchodziła i wychodziła z windy, naciskała przypadkowe guziki, wyglądała jakby z kimś rozmawiała, jednak nie widać nikogo poza nią. Niektórzy twierdzą że wyglądała na przestraszoną albo jakby się przed kimś ukrywała. Jednak psychologowie przeanalizowali jej mowę ciała i uważają, że była zrelaksowana i wyglądała jakby się z kimś bawiła. Najprawdopodobniej jej choroba nasiliła się do tego stopnia, że miała halucynacje. Oznaczenie czasowe na filmie zostało zamazane, a więc pojawiły się teorie, że nagranie jest spowolnione , przyspieszone lub że brakuje jednej minuty, podczas której ktoś był przy niej. Nie ma jednak na to żadnych dowodów.

    W międzyczasie goście hotelu zaczęli narzekać na jakość wody. Skarżyli się, że ma dziwny kolor i smak. 19 lutego postanowiono sprawdzić cztery ogromne zbiorniki wodne na dachu, z których płynęła woda do pokoi. Każdy zbiornik miał dwa metry wysokości, otwieraną, około 10-kilową klapę w pokrywie oraz mieścił 3785 litrów wody. W jednym z nich znaleziono ciało Elisy, już w znacznym stopniu rozkładu. Wszyscy goście natychmiast opuścili hotel.

    Dziewczyna była naga, a jej ubrania zostały wrzucone do zbiornika. Autopsja nie wykazała żadnych śladów walki, stosunków seksualnych, alkoholu ani narkotyków. Wykazała natomiast, że Elisa była pod wpływem pięciu różnych leków przepisanych przez lekarza oraz dwóch , które można kupić bez recepty. Skutkiem ubocznym niektórych z nich mogły być halucynacje, a innych silne myśli samobójcze czy pogłębienie manii. Mimo, że leki zostały przepisane przez lekarza, Elisa nie powinna zażywać ich jednocześnie. To była mieszanka wybuchowa. Dziewczyna zmarła najprawdopodobniej w dzień swojego zaginięcia.

    Samobójstwo czy zabójstwo? Zastanawiano się, czy ktoś nie pomógł Elisie dostać się na dach. Wiodły na niego tylko dwie drogi. Pierwsza, przez okno na bardzo wysoko zawieszone schody przeciwpożarowe w kiepskim stanie. Druga droga prowadziła przez zamykane na klucz drzwi dla obsługi, przy których zamontowany był alarm informujący, gdyby ktoś się z nimi szarpał. Jednak na samym dachu było graffiti, wielokrotnie widywano tam gości hotelowych, a nawet zdarzyło się kilku samobójców skaczących z tego miejsca. Pokrywy zbiorników nie były zabezpieczone żadną kłódką czy zamkiem, teoretycznie każdy mógł je otworzyć.

    Rodzice Elisy oskarżyli hotel o zaniedbania, jednak sąd umorzył tę sprawę. W akcie napisano, że przyczyną śmierci dziewczyny był atak manii i załamanie nerwowe. Najprawdopodobniej chciała popełnić samobójstwo lub z jakiegoś powodu postanowiła wejść do zbiornika (np. żeby popływać) i nie udało jej się wyjść.

    Mimo, że sprawa śmierci Elisy Lam została już wyjaśniona, wciąż istnieje mnóstwo teorii na ten temat. Przedstawię tylko skrótowo najdziwniejsze z nich. Pierwszą jest oczywiście opętanie. Kiedyś w hotelu Cecil zatrzymał się twórca kościoła satanistycznego i napisał wiersz o mężczyźnie, który spalił swoją córkę o imieniu Siela (anagram imienia Elisa), a później narysował ufoludka, którego nazwał Lam, a więc to na pewno jego duch ją opętał. Druga teoria związana jest z creepypastą o windzie. Podobno jeżeli będzie się jeździć windą w górę i w dół, w pewnym momencie wsiądzie kobieta, która też będzie jeździć tą widną, aż w końcu zapyta „na które piętro jedziemy?” i wtedy stanie się coś paranormalnego. Niektórzy twierdzą też, że Elisa była agentem CIA i ją zlikwidowali. Sprawdzono nawet, które guziki naciskała w windzie i okazało się, że w Biblii pod tymi liczbami są cytaty o wodzie. Elisa kiedyś udostępniła na tweeterze link do artykułu o tym, że jakaś firma pracowała nad peleryną niewidką. Lam na pewno dowiedziała się za dużo i ją zabili. Historia ze znalezieniem zwłok w zbiorniku z wodą pojawiła się też w horrorze „Dark water” z 2005 roku, a więc niektórzy przypuszczają, że film zainspirował mordercę.

    Więcej szczegółów tej sprawy można usłyszeć na kanale Jaśmin a na stronie paranormalne są różne rozważania dotyczące teorii spiskowych (mimo, że sprawa jest wyjaśniona, domysły internautów są bardzo ciekawe).

    #historieriley (tag do obserwowania lub czarnolistowania) #ciekawostki #kryminalne
    pokaż całość

  •  

    Henry Lee Lucas – największy seryjny morderca Ameryki

    Henry Lee Lucas urodził się 23 sierpnia 1936 roku w Virginii jako najmłodszy z dziewiątki rodzeństwa. Jego rodzice byli alkoholikami. Matka, Viola Dison Wall Lucas, zarabiała jako prostytutka, a ojciec Anderson zajmował się sprzedażą przemyconej whiskey, po tym jak stracił obie nogi, gdy po pijaku upadł na tory. Rodzina mieszkała w małej chacie bez elektryczności i z klepiskiem zamiast podłogi. Dom dzielili z kochankiem i alfonsem Violi, Berniem.

    Viola uwielbiała, gdy Henry patrzył jak prostytuowała się w ich domu, a także jak sypiała z Berniem. Gdy nie chciał tego oglądać biła go i głodziła. Matka odmawiała też opieki nad domem i rodziną, przyrządzała posiłki tylko dla siebie i Berniego, a jej dzieci musiały kraść pożywienie ze sklepów i sąsiednich domów. Mały Henry zmuszany był do pracy od świtu do zmierzchu. Ojciec często kazał mu pilnować destylatora, w którym pędził bimber, przez co Henry już jako 10-latek był uzależniony od alkoholu. Viola kazała chodzić mu do szkoły w sukienkach i z zakręconymi włosami, przez co koledzy wyśmiewali chłopca. Regularnie go też biła i znęcała się nad nim. Pewnego dnia tak mocno uderzyła go kawałkiem drewna, że zapadł w całodzienną śpiączkę. Nikt za bardzo się tym nie przejął. Częste bicie po głowie doprowadziło do tego, że Henry skarżył się na „hałasy i głosy w głowie”. Na skutek wypadku z nożem częściowo stracił wzrok w lewym oku, a później przez uderzenie linijką w szkole, stracił go całkowicie. Oko zastąpiono szklanym.

    Mały Henry często fantazjował o tym, żeby wyruszyć w świat i uwolnić się od otaczającego go piekła. Jednocześnie urządzał piekło zwierzętom. Jako 13-latek zastawiał na nie pułapki, a następnie gwałcił i torturował aż do śmierci.

    W 1950 roku pijany ojciec Lucasa zasnął na śniegu, co zakończyło się jego śmiercią na zapalenie płuc. Henry stracił jedyną, chociaż trochę mu przychylną, osobę w rodzinie. 14-latek stał się zgorzkniały i stawał się coraz gorszy. Później chwalił się, że w 1952 roku popełnił pierwsze morderstwo. Uprowadził z przystanku 17-latkę i pobił ją do nieprzytomności, a następnie próbował zgwałcić. Dziewczyna ocknęła się i zaczęła krzyczeć, a więc udusił ją.

    Wkrótce skazano go na pobyt w zakładzie poprawczym za włamanie z wtargnięciem. Henry wielokrotnie próbował uciec, a pracownicy ośrodka podejrzewali, że miał „stosunki natury seksualnej” z czarnoskórym kolegą. Został zwolniony po roku.

    Już dzień po wyjściu miał zgwałcić 12-letnią kuzynkę. Przez następne 9 miesięcy pracował jako pomocnik na farmie, brał udział w orgiach, eksperymentował z kobietami i mężczyznami, upijał się i ćpał na potęgę. W końcu ponownie został aresztowany za włamanie z wtargnięciem i skazany na 4 lata więzienia. Tam dostał przydział na prace jako robotnik drogowy. W maju 1956 roku, podczas tych prac, udało mu się uciec. Na wolności przebywał 2 miesiące, podczas których poznał Stellę.

    Ostatecznie został zwolniony z więzienia we wrześniu 1959 roku i zamieszkał z przyrodnią siostrą w stanie Michigan. Po krótkim czasie poprosił Stellę o rękę, a ta przyjęła jego oświadczyny. W styczniu 1960 roku do domu Henry'ego przyjechała jego matka. Viola miała wtedy 74 lata i wciąż prostytuowała się za talony do supermarketu. Czuła się jednak coraz gorzej i kazała synowi wrócić do domu i się nią zajmować. Lucasowi nie podobał się ten pomysł i rozpoczęła się wielka awantura. Stella uznała, że nie ma zamiaru stać się częścią takiej rodziny i zerwała zaręczyny. Później Viola uderzyła syna miotłą w głowę tak mocno, że aż się złamała, co wywołało u Henry'ego furię. Zaatakował ją nożem, po czym zgwałcił, zostawił w kałuży krwi i wyszedł z domu. Siostra po powrocie do domu znalazła Violę i wezwała pomoc. Matka Lucasa zmarła po dwóch dniach. Henry został skazany na 20-40 lat więzienia za morderstwo drugiego stopnia.

    W więzieniu dwa razy próbował popełnić samobójstwo i skarżył się, że słyszy głosy w głowie, w tym głos matki. Przez 4,5 roku leczono go psychiatrycznie, lekami oraz elektrowstrząsami, po których był jeszcze bardziej skłonny do przemocy. Pewnego dnia powiedział lekarzom, że gdyby wyszedł na wolność, natychmiast zacząłby znów mordować. Jednak w 1966 roku więzienny psycholog wnioskował o jego wcześniejsze zwolnienie.

    W więzieniu spędzał czas na czytaniu książek dotyczących procedur policyjnych, a także wypytując współwięźniów o metody ich działania. Później został oddelegowany do pracy w archiwum, gdzie czytał akta innych skazanych i analizował przyczyny ich wpadek. Wywnioskował, że dzięki szybkiemu przekroczeniu granicy stanu po popełnieniu przestępstwa, można znacznie zminimalizować ryzyko złapania. W czerwcu 1970 roku wyszedł przedterminowo dzięki przeludnieniu w więzieniu. W dniu wyjścia zamordował dwie kobiety. Po roku wrócił do więzienia za usiłowanie porwania i posiadanie broni. Ostatecznie wyszedł w sierpniu 1975 roku.

    Po wyjściu najpierw pojechał do Maryland, a następnie do Pensylwanii. Zajmował się różnymi pracami dorywczymi, które często zmieniał. 5 grudnia 1975 roku poślubił Betty Crawford, z którą zamieszkał w przyczepie. Kobieta miała 3 dzieci z poprzedniego małżeństwa i utrzymywała się z zasiłków. Po jakimś czasie Betty oskarżyła Lucasa o molestowanie jej córki i para rozstała się.

    Henry wyruszył do Michigan, a następnie na Florydę, do Wirginii i Delaware. W styczniu 1978 roku mieszkał w Virginii, gdzie pracował w sklepie z dywanami, który należał do jego kuzyna. Przez dwa miesiące mieszkał z Rhondą Knuckles, ale zostawił ją, gdy związek mu się znudził. Wcześniej jednak torturował ją przez 3 dni. 42-letni Henry wyruszył do Jacksonville na Florydzie, gdzie w kolejce po posiłek, poznał 29-letniego Ottisa Toole.

    Dzieciństwo Ottisa również nie należało do najszczęśliwszych. Matka od dziecka ubierała go w sukienki i nazywała „Susan”. Wykorzystywała go też seksualnie, na zmianę z mężem, córką i sąsiadem. Gdy chłopiec miał 10 lat wyznał, że jest gejem, co jego babcia postanowiła wyleczyć podczas satanistycznych orgii i składania ofiar ze zwierząt. Ottis zaczął uciekać z domu i podpalać różne rzeczy. Miał obsesję na punkcie ognia i męskiej pornografii. Miał powodzenie wśród pedofilii, których zawsze na koniec bił i okradał. Pierwszy raz zamordował w wieku 14 lat. Podobno jego IQ wynosiło ok. 54-74 (nawet górna granica uznawana jest za upośledzenie umysłowe). Toole mieszkał z matką i jej mężem oraz nastoletnią siostrzenicą i siostrzeńcem. Często sprowadzał do domu osoby poznane w jadłodajni dla potrzebujących i tak też było w przypadku Henry'ego Lee Lucasa.

    Ottis lubił patrzeć jak goście uprawiają seks z jego 11-letnią siostrzenicą Friedą Powel, zwaną Becky. Wkrótce też Ottis i Henry zostali kochankami. W maju 1981 roku mężczyźni wraz z Becky i jej bratem wyruszyli w podróż, podczas której odwiedzili Kalifornię, Delaware i Maryland.

    Oprócz tego Ottis i Henry spędzali wolny czas na piciu i jeżdżeniu po autostradzie w celu rabowaniu sklepów, a czasami banków. Uwielbiali terroryzować personel. Stawali się coraz bardziej brutalni i rywalizowali między sobą w okrucieństwie. W końcu zabijali za jakikolwiek objaw nieposłuszeństwa. Często kradli i porzucali samochody, zabijali i gwałcili prostytutki, autostopowiczki i uciekinierki z domu. Pewnego dnia spotkali na autostradzie parę nastolatków idącą poboczem do najbliższej stacji benzynowej. Wysiedli z samochodu, Ottis strzelił chłopakowi 9 razy w głowę i klatkę piersiową, a Henry wciągnął dziewczynę do samochodu. Podczas, gdy Toole prowadził, Lucas gwałcił ją na tylnym siedzeniu. Na końcu Ottis zatrzymał się, wyciągnął dziewczynę z auta i 6 razy do niej strzelił. Czasem mordowali kilka osób dziennie, nawet gdy byli z nimi siostrzeńcy Ottisa, którzy czekali w samochodzie. Toole zjadał też swoje ofiary, przyznał się do aktów kanibalizmu na około 150 osobach.

    Pewnego razu nieznajomy zaproponował im zabijanie „w imieniu jego organizacji”. Płacił 10.000$ za egzekucję. Był tylko jeden warunek, musieli przyłączyć się do jego religii, która nazywała się „Ręka śmierci” i czciła diabła. Mężczyźni postanowili przyłączyć się do sekty. Później okazało się, że Ottis od dawna w niej był i zwabił Henry'ego, żeby się do nich przyłączył. Lucas został poddany próbie i musiał zabić wskazanego mężczyznę. Poderżnął mu gardło, a następnie odbyła się czarna msza, na której ugotowano i zjedzono zwłoki. Przez następne kilka tygodni Henry uczył się technik zabijania i składania ofiar z ludzi, a także brał udział w rytuałach wykorzystujących martwe ciała, w tym nekrofilii. Po 7 tygodniach był gotowy i wyruszył, żeby porywać dzieci, które miały być wykorzystane jako ofiary kultu, sprzedane na czarnym rynku lub zmuszane do występowania w filmach pornograficznych. Gdy Henry opowiadał tę historię policji brzmiała bardzo prawdopodobnie, ale nie ma żadnych dowodów potwierdzających jego słowa. Lucas twierdził, że to dlatego, że zamieszani w to byli wysoko postawieni policjanci i politycy.

    Po jakimś czasie Henry wrócił do Jacksonville i miał czekać na dalsze instrukcje, a Ottis został z sektą. Lucas postanowił udać się z Becky do Kalifornii, gdzie mieli żyć jako mąż i żona. Podczas trzy miesięcznej podróży kradł, gwałcił i zabijał. Dziewczyna pomagała mu w ukrywaniu ciał, co podobno bardzo ją podniecało. W Kalifornii para utrzymywała się z prac dorywczych i kradzieży, aż spotkali Jacka Smart, który dał im dach nad głową w zamian za drobne naprawy. Henry bardzo ciężko, szybko i sprawnie pracował, dzięki czemu coraz więcej osób oferowało mu pracę przy naprawach. Całymi dniami robił sobie tylko krótkie przerwy na papierosa i kawę, a wieczorami kupował kilka piw i wracał do Becky. Wkrótce Jack zaproponował parze zamieszkanie ze swoją teściową w Teksasie. Kate Rich była już stara i potrzebowała pomocy, a w zamian mogli za darmo u niej mieszkać. Kate od razu bardzo polubiła Becky, która zajmowała się jej domem, podczas gdy Henry był w pracy. Jednak po jakimś czasie mężczyzna zaczął kraść pieniądze staruszki i nie pracował już tak ciężko i sumiennie. Gdy rodzina przyjechała odwiedzić Kate, okazało się, że kobieta siedzi przy stole wokół kilkutygodniowego brudu. Becky i Henry musieli się wyprowadzić.

    Szybko jednak poznali pewnego pastora, który pozwolił im zamieszkać w jego „religijnej komunie” w zamian za pomoc w dekarskim interesie i przygotowywaniu mszy. To właśnie tam Becky odkryła chrześcijańskie wartości. Pozostawała w kontakcie z Kate Rich, z którą dzieliła się swoimi przemyśleniami odnośnie wiary. Nastolatka wkrótce chciała wrócić na Florydę. Henry początkowo był temu przeciwny, ale w końcu się zgodził. W drodze wybuchła między nimi awantura i Lucas zaatakował dziewczynę nożem. Był w szoku, że zamordował kogoś, kogo naprawdę kochał. Odbył stosunek ze zwłokami, zsunął pierścionek z jej palca i poćwiartował ciało, które zostawił w polu. Po raz pierwszy czuł się winny i żałował swojego czynu. Wrócił na rancho pastora i po 2 dniach powiedział mu, że Becky uciekła z kierowcą ciężarówki. Po 2 tygodniach wrócił na pole, żeby pogrzebać poćwiartowane ciało ukochanej.

    Wszyscy, poza Kate Rich, zdawali się przyjmować bez zastrzeżeń historię o ucieczce dziewczyny. Staruszka jednak nie mogła uwierzyć, że nastolatka byłaby do tego zdolna i wypytywała o szczegóły. Pewnego dnia wybrała się na piwo z Henrym i cały czas dociekała co właściwie się stało. W drodze powrotnej Lucas nie wytrzymał, zjechał na boczną drogę i dźgnął ją nożem. Gdy zmarła wyciągnął ją z auta, zgwałcił i wrzucił ciało do rowu. Nieco później wrócił na miejsce zbrodni, poćwiartował zwłoki, a następnie wrócił na rancho, gdzie przez całą noc palił jej szczątki w kuchni przy budynkach. Nad ranem ukradł auto pastora i uciekł. Zaniepokojona rodzina staruszki po kilku dniach zawiadomiła policję. Opowiedzieli historię o tym jak Henry ukradł jej pieniądze, a funkcjonariusze sprawdzili akta mężczyzny i wysłali nakaz aresztowania.

    Tymczasem Lucas przemierzał Oklahomę i Teksas, aż w końcu trafił do Kalifornii. Tam postanowił zatrzymać się u Jacka Smarta, który wiedział o jego poszukiwaniach, ale nie dał po sobie nic poznać. Henry został zatrzymany przez policję jako „ważny świadek w sprawie morderstwa”. W samochodzie pastora znaleziono krew. Po przebadaniu okazało się, że to krew grupy 0, a Kate miała grupę A. Z powodu braku dowodów zwolniono go z aresztu.

    Lucas wyruszył w podróż po całych Stanach, podczas której kradł, mordował i gwałcił. W październiku 1982 roku jechał autostopem z Illinois do Missouri. Na stacji benzynowej spotkał kobietę wyglądającą na podróżującą samotnie. Gdy wsiadała do samochodu powiedział do niej „właź do samochodu i bądź cicho”, a następnie kazał jej jechać na południe. Kobieta prowadziła cały dzień, a następnie Henry usiadł za kierownicą i zasnęła. Nad ranem dźgnął ją nożem w szyję, zgwałcił jej zwłoki, okradł i porzucił ciało w lesie. Wyruszył do Teksasu i Indiany, wkrótce jednak skontaktował się z pastorem i powiedział, że przemierzył cały kraj w poszukiwaniu Becky i zapytał, czy może wrócić. Pastor zgodził się i poinformował o tym policję.

    Okazało się, że Henry'ego można aresztować tylko za kradzież ciężarówki, której dokonał kiedyś w Maryland. Przez kilka tygodni policjanci próbowali wydusić z niego prawdę o morderstwach, jednak bezskutecznie. Stan Maryland nie był zainteresowany ekstradycją za tak błahe przestępstwo jak kradzież, a więc Lucas musiał zostać uwolniony.

    W czerwcu 1983 roku został ponownie aresztowany za nielegalne posiadanie broni. Ku zdziwieniu policjantów przyznał się do wszystkich zbrodni, które popełnił, a także do wielu, których nie popełnił, łącznie do 600 morderstw. Śledczy przez ponad dwa lata analizowali wszystkie przypadki znalezienia rozczłonkowanych kobiecych szczątków. Henry'emu pokazywano zdjęcia, do których opowiadał historie, często bazował na informacjach wyczytanych w gazetach. Niewątpliwie podobało mu się to. W końcu był kimś ważnym, policja zapewniała mu wszystko czego chciał, żeby nie przestawał mówić. Nigdy jeszcze nie był tak dobrze traktowany. Ostatecznie policja podejrzewała go o 300 morderstw, a udało mu się udowodnić tylko 3 (w tym jego matki, za które już odsiedział wyrok).

    W 1985 roku skazano go na karę śmierci. Podczas pobytu w celi śmierci Henry stał się bardzo religijny. Nagle też zaczął opowiadać o tym, że wszystko zmyślił i jest niewinny. Był pewny, że po śmierci trafi do nieba. Egzekucja miała odbyć się 30 czerwca 1996 roku, jednak trzy dni przed nią, gubernator George W. Bush, złagodził wyrok i zamienił go na dożywocie. 64-letni Henry Lee Lucas zmarł w więzieniu 11 marca 2001 roku na atak serca. Niektórzy uważają go za największego seryjnego mordercę w historii Ameryki, a inni za największego kłamcę w historii.

    Cała historia bardzo dokładnie została opisana na tej stronie, a dla uzupełnienia można zajrzeć tutaj, tutaj i tutaj. Na youtube jest też bardzo dużo biografii Lucasa, ja oglądałam .

    #historieriley (tag do obserwowania lub czarnolistowania) #ciekawostki #kryminalne
    pokaż całość

  •  

    Tajemnicze zniknięcie Brandona Swansona

    Brandon Swanson był 19-latkiem mieszkającym w Marshall (Minesota). Chłopak dużo czytał, interesował się przedmiotami ścisłymi i był bardzo przywiązany do rodziny. 14 maja 2008 roku świętował u kolegi, mieszkającego w Canby, koniec szkoły i to właśnie wtedy widziany był po raz ostatni.

    Po zakończeniu imprezy (na której podobno nie pił alkoholu) wsiadł w samochód i pojechał do domu. Błotnista droga prowadziła przez las, nastolatek najprawdopodobniej wpadł w poślizg, stracił panowanie nad pojazdem i wpadł do rowu.

    Około godziny 0.30 zadzwonił do swojego ojca, żeby po niego przyjechał. Twierdził, że jest między Lynd a Marshall. Rodzice Brandona ubrali się i wyruszyli w drogę, nie rozłączając się z synem. Chłopak bardzo dobrze znał drogę, którą wielokrotnie przejeżdżał i miał świetną orientację w terenie. Był przekonany, że wie dokładnie gdzie jest i opisywał rodzicom otoczenie. Szacował, że powinni dojechać do niego w około 10 minut.

    Po niedługim czasie rodzice dojechali do tego miejsca, zaczęli mrugać światłami i zapytali syna, czy ich widzi. Nastolatek zaprzeczył i powiedział, że teraz on mruga, ale małżeństwo również go nie widziało. Atmosfera zrobiła się dosyć nerwowa i chłopak rozłączył się. Po sześciu próbach jednak odebrał, i powiedział, że widzi światła miasta Lynd i idzie drogą przez las do swojego kolegi, a oni mają jechać do domu.

    Ojciec nie dał jednak za wygraną. Postanowił odwieźć swoją żonę do domu i samemu szukać syna, cały czas rozmawiając z nim przez telefon. Połączenie trwało 47 minut, podczas których mężczyzna jeździ drogą między Lynd a Marshall w tą i z powrotem, jednak nie widział Brandona.

    O godzinie 2.00 w nocy nastolatek niespodziewanie powiedział "oh shit" i rozłączył się. Ojciec ponownie starał się do niego dodzwonić, jednak syn nie odbierał. Cały czas przemierzał drogę w jedną i drugą stronę, jednak po Brandonie nie było ani śladu.

    O 6.30 została zawiadomiona policja, która początkowo zbagatelizowała sprawę. Gdy jednak rozpoczęto poszukiwania okazało się, że samochód nastolatka znajdował się około 25 mil od miejsca, w którym twierdził, że był. Ojciec wciąż wydzwaniał do syna, jednak bezskutecznie. Trzeciego dnia poszukiwań bateria ostatecznie rozładowała się i telefon od razu przełączał się na pocztę głosową. Komórki nigdy nie odnaleziono.

    Bardzo dużo osób zaangażowało się w poszukiwania. Mimo, że teren był błotnisty, nie znaleziono śladów stóp chłopaka. Psy podjęły trop prowadzący przez las, ale w okolicach rzeki nagle go straciły. Tak, jakby Brandon po prostu rozpłynął się w powietrzu. Nie było żadnych śladów osunięcia się do rzeki, mimo to była bezskutecznie przeszukiwana przez 30 dni. W 2011 roku policja zaprzestała poszukiwań, jednak co jakiś czas ochotnicy ponownie przeszukują teren.

    Ciekawe w tej sprawie jest przekonanie Brandona, że jechał bardzo okrężną drogą do domu, podczas gdy jego samochód znaleziono przy bezpośredniej trasie. Może jednak jakiś alkohol wchodził w grę? Jednak, czy mógł być na tyle pijany, żeby pomylić swoje położenie o dziesiątki kilometrów, ale na tyle trzeźwy, żeby jego rodzice nie zorientowali się przez telefon? Może spotkał na swojej drodze jakiegoś miejscowego wariata, który postanowił go zabić? A jednak jak to możliwe, żeby przy dzisiejszej technice i możliwościach, poszukiwaniach prowadzących przez mnóstwo ochotników, nie znaleziono żadnego śladu?

    Powstały różne teorie na temat tej sprawy, jednak żadna z nich nie tłumaczy wszystkiego. Gdyby zaatakowały go dzikie zwierzęta, znaleziono by chociażby strzępki ubrań. Gdyby ukrył się w jakimś miejscu i zamarzł, również odnaleziono by ciało. Najbardziej prawdopodobna wydaje się być teoria, że Brandon został potrącony przez samochód i przestraszony sprawca zabrał ciało chłopaka. Jednak nie było żadnego śladu takiego wypadku, ojciec twierdzi, że nie słyszał żadnego samochodu podczas rozmowy z synem, a trop prowadził do lasu...

    Więcej o tej historii możecie zobaczyć na kanale Jaśmin

    #historieriley (tag do obserwowania lub czarnolistowania) #ciekawostki #kryminalne
    pokaż całość

    źródło: paranormalne.pl

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika riley24

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (3)