Hej riley24, może napiszesz coś o sobie i uzupełnisz dane w profilu?

  •  

    Śmierć Marilyn Monroe

    5 sierpnia 1962 roku Marilyn Monroe została znaleziona martwa w swoim domu w Los Angeles. Koroner stwierdził samobójstwo, jednak przyczyna śmierci 36-letniej aktorki do dzisiaj budzi wiele kontrowersji.

    Czy Marilyn miała powody, aby popełnić samobójstwo? Matka i babka Monroe cierpiały na choroby psychiczne. Aktorka przez całe życie panicznie bała się, że je odziedziczyła. Miała bardzo ciężkie dzieciństwo, tułała się po sierocińcach i od jednej rodziny zastępczej do drugiej. Nigdy nie czuła się chciana i kochana, co skutkowało bardzo niskim poczuciem własnej wartości. Już przed osiemnastym rokiem życia przeszła dwie próby samobójcze. Od młodości miała skłonność do depresji, czuła się osamotniona i nic nie warta, przez co stała się skrajną perfekcjonistką. Próbując wyleczyć swoją bezsenność uzależniła się od leków i alkoholu. Miała za sobą trzy nieudane małżeństwa. Wytwórnia nie chciała obsadzać jej w ambitnych rolach, bo to wizerunek głupiej blondynki przynosił milionowe zyski. Przez lekcje aktorstwa i psychoanalizę na nowo przeżywała tragiczne dzieciństwo. Rosła jej tolerancja na barbiturany, które zażywała, żeby zasnąć, a rano tylko amfetamina mogła ją obudzić. Niedługo przed śmiercią została zwolniona. Tak, samobójstwo zdecydowanie jest prawdopodobne.

    Z drugiej strony 5 tygodni przed śmiercią brała udział w sesji zdjęciowej, podczas której tryskała radością, a 5 dni przed zgonem udzieliła wywiadu, podczas którego była w doskonałym nastroju. Niedawno schudła około 10 kilogramów i odzyskała wspaniałą figurę. Na początku roku po raz pierwszy w życiu kupiła własny dom i urządzanie go sprawiało jej mnóstwo radości. Pod koniec lipca wytwórnia przyjęła ją z powrotem i już planowała udział w kolejnych filmach. Jesienią chciała jechać do Nowego Jorku. Krążyły nawet plotki, że wkrótce ponownie wyjdzie za mąż.

    Nie można wykluczyć przypadkowego samobójstwa. Marilyn była silnie uzależniona od leków, które w tamtych czasach były przepisywane bez ograniczeń i nikt nie wspominał o skutkach ubocznych. Lekarze aktorki przepisywali jej środki nie wiedząc nawet jakie zarekomendował jej inny doktor i czy razem nie stanowią mieszanki wybuchowej.

    Może rozwiązaniem zagadki jest prześledzenie ostatniego dnia życia Marilyn? Aż do lat 80. XX wieku funkcjonowała tylko jedna wersja tego, co wydarzyło się 4 sierpnia 1962 roku. Sobotni poranek Monroe spędziła ze swoją przyjaciółką i agentką prasową, Pat Newcamb. Około 9.00 przyjechał masażysta aktorki, Ralph Roberts. Po masażu Marilyn odebrała kilka telefonów, a następnie pokłóciła się z Pat o to, że kobieta przespała poprzednią noc, podczas gdy aktorka cierpi na bezsenność. O 16.30 wezwano psychoanalityka Marilyn, Ralpha Greensona, aby ją uspokoił. Doktor traktował Monroe niemal jak rodzinę, został u niej do 19.00, a następnie polecił gosposi zostać na noc w domu Monroe, czego zwykle nie robiła.

    O 19.15 zadzwonił syn jej byłego męża, Joe DiMaggio Jr, z którym utrzymywała przyjacielskie stosunki. Powiedział, że postanowił zerwać ze swoją dziewczyną, co bardzo ucieszyło Marilyn, ponieważ jej nie lubiła. Aktorka o 19.45 zadzwoniła do Greensona, żeby opowiedzieć mu o telefonie od chłopaka. Wydawała się bardzo szczęśliwa, jednak już o 20.00 zadzwoniła do Petera Lawforda i powiedziała „Pożegnaj ode mnie prezydenta i sam się też pożegnaj, bo jesteś dobrym facetem”, a następnie rozłączyła się. Próbował do niej oddzwonić, jednak linia była głucha. Zaniepokojony aktor zadzwonił do swojego menadżera, który z kolei zadzwonił do prawnika Marilyn, który zatelefonował do gosposi z prośbą, aby sprawdziła co u Marilyn. Kobieta zobaczyła światło i kabel telefoniczny przeciągnięty pod drzwiami, a więc uznała, że wszystko jest w porządku. Nie chciała przeszkadzać aktorce.

    Eunice Murray, gospodyni Marilyn, kilkakrotnie zmieniała wersję wydarzeń. Podobno obudziła się o 3.00 i poczuła, że coś jest nie tak. Drzwi do sypialni Marilyn były zamknięte od środka, a więc zajrzała do pokoju przez drzwi od tarasu. Naga aktorka leżała na łóżku w dziwnej pozycji. Eunice zadzwoniła do doktora Greensona, który wybił szybę i wszedł do środka, następnie zadzwoniła po Engelberga (prywatnego lekarza Marilyn). Greenson o 4.30 wezwał policję, mówiąc, że aktorka popełniła samobójstwo. Znacznie później okazało się, że zamek w drzwiach do sypialni Marilyn był zepsuty, a więc drzwi były cały czas otwarte. Gdy policja przyjechała na miejsce, zastała Eunice na praniu prześcieradeł.

    Poziom stężenia pośmiertnego wskazywał na to, że Monroe zmarła od 6 do 8 godzin wcześniej, a więc między 20.30 a 22.30. Sekcja zwłok nie wykazała śladów przemocy oraz śladów po igle, jednak we krwi aktorki wykryto śmiertelną dawkę barbituranów. W żołądku nie znaleziono leków, jednak w jej wątrobie wykryto równowartość 40 tabletek nembutalu. W okolicy okrężnicy był ciemny ślad, a więc leki zostały wprowadzone prawdopodobnie za pomocą lewatywy. Policja nie brała pod uwagę możliwości popełnienia przestępstwa i od razu rozważała jedynie samobójstwo. Co więcej, dzień po autopsji pobrane próbki krwi i tkanek zniknęły, tak samo jak wszystkie dokumenty z dochodzenia.

    Może w śmierć Marilyn zamieszany był sam prezydent Stanów Zjednoczonych, J.F. Kennedy? Aktorka miała z nim romans, a namiętne „Happy Birthday Mr President” zaśpiewane na 45 urodziny mężczyzny, było takim policzkiem dla jego żony, że nie pojawiła się na uroczystości. Wkrótce JFK znudził się aktorką i „przekazał ją” swojemu bratu, Robertowi, który był prokuratorem generalnym. Niedługo przed śmiercią Marilyn, mężczyzna zakończył romans. Zrozpaczona kobieta chciała zwołać konferencję prasową w poniedziałek 6 sierpnia, podczas której miała o wszystkim poinformować cały świat. Aktorka ustalała szczegóły z budki telefonicznej, ponieważ jej domowy telefon był na podsłuchu.

    Pod koniec lat 80. pewien zawzięty dziennikarz przeprowadził wywiady z około 650 osobami i odkrył alternatywną wersję wydarzeń z dnia poprzedzającego śmierć Monroe. Odkrył, że Robert Kennedy był tego dnia w jej domu, być może nawet dwukrotnie. Sąsiedzi aktorki widzieli jak przyjechał do niej popołudniu. Podsłuchano kłótnię między Robertem i Marilyn, podczas której wywracał mieszkanie do góry nogami i pytał „Gdzie to schowałaś?”. Greenson został wezwany do aktorki około 16.30, ale nie z powodu kłótni z Pat, ale z powodu sprzeczki z Kennedym.

    Żona Petera Lawforda twierdziła, że Marilyn zadzwoniła do niego dopiero po 21.00, a nie o 20.00. Co ważne, Lawford był nie tylko aktorem i znajomym aktorki, ale także szwagrem braci Kennedy. Dziennikarz odkrył także, że Monroe wykonała kilka innych telefonów między 20.30 a 22.00. Jeden z jej przyjaciół zeznał, że aktorka skarżyła się, że Robert jej groził, a inny powiedział, że odłożyła słuchawkę w środku rozmowy, bo usłyszała jakiś hałas w domu. Po 23.00 Peter Lawford zadzwonił do swojego przyjaciela, który mieszkał 4 przecznice od Marilyn i poprosił, aby sprawdził czy z nią wszystko w porządku. Mężczyzna oddzwonił mówiąc, żeby się nie martwił, bo z aktorką jest lekarz.

    Podobno Eunice Murray znalazła Marilyn nieprzytomną już o 22.15 i zadzwoniła po Greensona i Engelberga, a także po Pat Newcomb. Agentka zadzwoniła do prezesa firmy, który około 23.00 powiedział swojej dziewczynie, że musi iść, bo Marilyn jest bliska śmierci. Do domu aktorki mieli przyjechać także szefowie wytwórni, aby zniszczyć wszelkie dowody mogące zaszkodzić im lub Kennedym. Stworzono oficjalną wersję zdarzeń.

    Bardzo wielu świadków wypowiedziało się na temat śmierci aktorki dopiero po wielu latach. Gdy dziennikarz zadzwonił do doktora Greensona i zapytał o wydarzenia tamtej nocy, ten odpowiedział „Proszę spytać Roberta Kennedy'ego”. Eunice Murray podczas wywiadu w 1985 roku powiedziała „Dlaczego w tym wieku nadal muszę to wszystko ukrywać?”.

    Niejaki James Hall twierdził, że był ratownikiem medycznym i feralnej nocy przyjechał do domu Marilyn. Powiedział, że resyscutował aktorkę, gdy do jej sypialni wszedł Greenson, który wbił jej ogromną igłę w serce, po czym zmarła. Autopsja nie wykazała jednak śladu takiego ukłucia.

    Kolejnym świadkiem był Lynn Franklin, policjant, który tuż po północy zatrzymał samochód prowadzony przez Petera Lawforda za przekroczenie prędkości. W samochodzie siedział też Robert Kennedy.

    Ostatniego dnia życia Marilyn, w jej domu pracował Norman Jefferies, złota rączka i zięć Eunice Murray. Później oglądał z gosposią telewizję w jej pokoju. Między 21.30 a 22.00 pojawił się Robert Kennedy z dwoma mężczyznami i kazał im wyjść na chwilę. Gdy wrócili około 22.30 Marilyn leżała nieprzytomna, Eunice zadzwoniła po Greensona, Engelberga i tak dalej.

    Jedna z sąsiadek powiedziała, że nie chce mówić o wydarzeniach z tej nocy, ale około północy przed domem Marilyn widziała sporo samochodów.

    Mimo, że od śmierci Marilyn minęło 56 lat, jej przyczyny do dziś budzą kontrowersje. Czy Monroe chciała popełnić samobójstwo, czy był to przypadek? A może w jej śmierć zamieszana była rodzina Kennedych, która zmusiła Greensona, Engelberga i Murray do ukrywania prawdy?

    Źródła: Lois Banner – "Skłócona z życiem", yt1, yt2, yt3, yt4

    #historieriley #kryminalne
    pokaż całość

    źródło: artnet.com

  •  

    227422 - 42 = 227380

    Dzisiejsza wycieczka na Kaszubskie Oko

    #rowerowyrownik

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Sprawa April Tinsley

    8-letnia April mieszkała w Fort Wayne w stanie Indiana. 1 kwietnia 1988 roku przypadał Wielki Piątek, a więc zajęcia w jej szkole zostały skrócone. Dziewczynka wróciła do domu, zjadła obiad i spytała czy może wyjść do swojej przyjaciółki Nicole. Matka zgodziła się i kazała jej wrócić między 15.30 a 16.00.

    Gdy minęła 16.00 i April nie wróciła do domu, jej matka zaczęła się niepokoić. Zadzwoniła do matki Nicole i zapytała o córkę. Dziewczynki skończyły się bawić po 15.00 i wyszły w stronę parku, który znajdował się mniej więcej w połowie drogi między domami przyjaciółek. Nicole miała zostać w parku, a April iść dalej do swojego domu. Nigdy jednak do niego nie dotarła.

    Około 18.00 matka zgłosiła zaginięcie April na policji. Rozpoczęły się poszukiwania, jednak nie natrafiono na żaden ślad. 4 kwietnia przypadkowy mężczyzna znalazł ciało dziewczynki w zaroślach, około 13 metrów od drogi. Na miejscu brakowało jednego buta dziewczynki, który odnaleziono później około 250 metrów od miejsca znalezienia ciała, po przeciwnej stronie drogi. Sekcja wykazała, że dziewczynka została zgwałcona i uduszona.

    Policja podejrzewała, że zabójcą musi być ktoś mieszkający w pobliżu, ponieważ ciało zostało znalezione w miejscu, o którym wiedzą prawdopodobnie tylko miejscowi. Znalazł się świadek, który zeznał, że widział 1 kwietnia dziewczynkę ubraną jak April, która wsiadła do niebieskiego pick-upa. Kierowcą miał być około 30-letni blondyn. Lokalna społeczność bardzo zaangażowała się w szukanie mordercy. Do policji zgłoszono tysiące tropów, które potencjalnie mogły w jakikolwiek sposób pomóc. Niestety nie udało się znaleźć sprawcy. Zdaniem mieszkańców za morderstwem musieli stać sataniści.

    Dwa lata później, w 1990 roku, na drzwiach stodoły znaleziono napis "Zabiłem 8-letnią April M. Tinsley. Znaleźliście jej drugiego buta? Haha. Zabiję znowu!". Na miejscu nie było jednak żadnych odcisków palców czy innych tropów mogących pomóc w znalezieniu mordercy.

    Sprawa stanęła w miejscu na kolejne 14 lat. W 2004 roku na czterech rowerach należących do młodych dziewcząt znaleziono liściki z groźbami. Autor podawał się za mordercę April. Do trzech liścików dołączone były zużyte prezerwatywy a do czwartej zdjęcie z Polaroidu przedstawiające męskie genitalia. DNA zgadzało się z materiałem genetycznym znalezionym na ciele dziewczynki, jednak nie występowało w policyjnej bazie.

    Śledczy nie wiedzieli co robić, a więc opublikowali listy w nadziei, że może pojawią się jakieś nowe poszlaki od okolicznych mieszkańców. I rzeczywiście, znów zaczęły napływać nowe tropy, a jeden z nich wydawał się szczególnie interesujący. Pewien mężczyzna oskarżył o morderstwo swojego własnego ojca. W czasie popełnienia zbrodni rodzina mieszkała niedaleko domu April, a ojciec miał niebieskiego pick-upa, którego przemalował kilka dni po śmierci dziewczynki. Policja znalazła w domu podejrzanego notatnik z kartkami pasującymi do listów z pogróżkami i aparat Polaroida. Mężczyzna twierdził, że w dniu porwania April pracował, jednak z dokumentów wynika, że ani w dzień porwania, ani odnalezienia ciała dziewczynki, nie pojawił się w pracy. DNA mężczyzny nie zgadzało się jednak z DNA mordercy. Śledztwo znów stanęło w martwym punkcie.

    W międzyczasie nastąpił rozwój firm genologicznych, dzięki którym ludzie tworzą swoje własne profile DNA w celu dowiedzenia się czegoś więcej o swoim pochodzeniu lub znalezienia dalekich krewnych. W 2018 roku porównano DNA mordercy z bazami danych takich firm, dzięki czemu w maju udało się wytypować dwóch braci, którzy prawdopodobnie odpowiadają za śmierć April. Śledczy znaleźli w śmieciach jednego z nich, 53-letniego Johna Millera, zużyte prezerwatywy, z których pobrali próbki DNA do badań. Okazało się, że to właśnie John jest odpowiedzialny na morderstwo April.

    Policjanci pojawili się w jego przyczepie w niedzielę 15 lipca. Gdy zapytali czy wie w jakiej sprawie przyszli, powiedział tylko "April Tinsley". Miller przyznał się do zgwałcenia i uduszenia ośmiolatki, a także do zgwałcenia jej zwłok.

    Źródła: youtube, fakt

    #historieriley #kryminalne
    pokaż całość

  •  

    Ale zostałem napromieniowany prorodzinnym pierdoleniem ( ಠ_ಠ)

    "Ja to bym dla ludzi bez dzieci dał podwójne podatki, bo po co im pieniądze? Ja za to powinienem mieć dużo niższe."
    "Nie masz na co wydawać pieniędzy tylko na jakieś pierdoły?! Ja to sobie nie mogę pozwolić na coś takiego, bo mam dzieci."
    "Nie wyspałeś się? Jak to możliwe? Ja musiałem wstać do dziecka które płakało, ja to mam prawo być zmęczony."
    "Też bym chciał czasami iść do kina, ehhh będziesz mieć dzieci to zobaczysz jak to jest..."
    No zajebiście już biegnę robić sobie dzidziusia!
    Jak słucham takich wysrywów to co raz to bardziej odechciewa mi się mieć dzieci w przyszłości.

    No ja jebix nie mam nic do ludzi którzy mają dzieci ale takie pierdolenie nieziemsko wyprowadza mnie z równowagi. Kto im kazał zrobić sobie gówniaka, skoro teraz na każdym kroku im w czymś przeszkadza i do tego głównym argumentem jest "bo mam dziecko"...

    #zalesie #madki (w sumie bardziej ojdzowie)
    pokaż całość

  •  

    Zephany Nurse – afrykańska Maddie McCann

    Zephany urodziła się w kwietniu 1997 roku w Cape Town w RPA. Była pierwszym dzieckiem Celeste i Morne Nurse. 30 kwietnia kobieta w stroju pielęgniarki zapewniła Celeste, że jej córka śpi w łóżeczku obok, a więc młoda matka również położyła się spać. Po obudzeniu okazało się jednak, że dziecko zniknęło. Natychmiast zawiadomiono policję, która przeszukała szpital. Nie znaleziono jednak nic, co mogło pomóc w identyfikacji porywacza. W tunelu łączącym oddział położniczy z ulicą znaleziono poduszkę. Rodzice Zephany uznali, że jakaś kobieta musiała za jej pomocą udawać ciążę, aby swobodnie poruszać się po oddziale położniczym.

    Policjanci przepytali kobiety i personel szpitala. Pacjentki zeznały, że pewna kobieta ubrana jak pielęgniarka próbowała zaprzyjaźnić się z kobietami przebywającymi na oddziale. Jedna z młodych matek krótko z nią rozmawiała i jakiś czas później widziała ją z płaczącym dzieckiem na rękach. Nie udało się jednak odnaleźć owej "pielęgniarki".

    5 dni po porodzie Celeste wróciła do domu bez dziecka. Małżeństwo początkowo myślało, że to jakiś żart lub sen, przecież takie rzeczy się nie zdarzają. Nie ustawali w poszukiwaniach swojej córeczki. Co roku obchodzili jej urodziny i dbali o to, aby sprawa co jakiś czas pojawiała się w mediach. Celeste często udzielała wywiadów i gdy dochodziło do porwań innych dzieci, zawsze oferowała pomoc rodzinom.

    Co najmniej dwa razy pojawiła się nadzieja na odnalezienie Zephany. Sąsiedzi pewnej kobiety zgłosili na policji, że ma ona dziecko bardzo podobne do porwanej dziewczynki i nie zauważyli wcześniej, żeby była w ciąży. Okazało się jednak, że dziecko było chłopcem.

    W lipcu 2009 roku do rodziców Zephany zadzwoniła kobieta, która wyszeptała "Wiem o twojej córce" po czym poprosiła o przyniesienie 500.000 randów południowoafrykańskich (około 70.000 dolarów) w wyznaczone miejsce. Nie dotarła jednak na spotkanie. Okazało się, że dzwoniącą kobietą była niejaka Glenda Doubell, 50-letnia sąsiadka matki Celeste. Kobieta została oskarżona o wymuszenie i skazana na 3-letni areszt domowy, 5.000 randów grzywny i 600 godzin prac społecznych.

    Na początku 2015 roku młodsza córka państwa Nurse, Cassidy, rozpoczęła naukę w nowej szkole. Uczniowie od razu zobaczyli duże podobieństwo między 13-latką, a inną 17-letnią uczennicą. Mimo, że nastolatki dzieliła spora różnica wieku, od razu się zaprzyjaźniły. Gdy ojciec Cassidy dowiedział się o tym, zaczął podejrzewać, że 17-latka może być ich zaginioną córką. Powiedział żonie o swoich przypuszczeniach i zorganizował spotkanie z Cassidy i jej nową przyjaciółką w McDonaldzie. Mężczyzna spytał dziewczynę o datę urodzenia, a gdy ta odpowiedziała, że urodziła się 30 kwietnia 1997 roku (data porwania) był pewny, że to jego córka. Natychmiast poinformował o tym policję.

    Śledczy sprawdzili akt urodzenia nastolatki i okazało się, że został on sfałszowany. Następnie wykonano badania DNA, które wykazały, że 17-latka to Zephany. Opieka społeczna zdecydowała, że dziewczyna ma zamieszkać ze swoimi biologicznymi rodzicami, których dom mieścił się milę od jej poprzedniego miejsca zamieszkania. Jej dotychczasowa matka (nigdzie nie ma podanych jej danych osobowych) odpowie przed sądem za porwanie.

    Państwo Nurse byli wniebowzięci i próbowali odbudować swoje relacje z córką, jednak gdy tylko Zephany uzyskała pełnoletność, wyprowadziła się do swojego poprzedniego ojca (który z resztą najprawdopodobniej nie wiedział nic o porwaniu i był przekonany, że to jego biologiczna córka). Dziewczyna uważała, że mimo wszystko była bardzo dobrze wychowywana, jeździła na wakacje ze swoimi "przybranymi" rodzicami i miała zwyczajne życie rodzinne. Wciąż używała imienia nadanego jej przez porywaczkę.

    Tymczasem rozpoczął się proces jedynej matki, którą znała. 52-letnia szwaczka zeznała, że dziecko zostało jej przekazane na stacji kolejowej przez niejaką Sylvię i była pewna, że to legalna adopcja. Nigdy jednak nie odnaleziono dokumentów, które mogłyby to potwierdzać. Kobieta zeznała też, że kilka razy poroniła, ponieważ jako dziecko została porzucona przez matkę i wielokrotnie zgwałcona, a jej byli partnerzy znęcali się nad nią. Porywaczka rozpaczliwie marzyła o dziecku i powiedziała, że 17 lat i 10 miesięcy, które spędziła z Zephany było najlepszym czasem w jej życiu. Nie miała żadnych wyrzutów sumienia. W sierpniu 2016 roku skazano ją na 10 lat więzienia.

    W kwietniu 2018 roku pojawiły się informację, że Zephany pracuje nad książką i filmem opowiadającym o jej życiu.

    Źródła: fakt, wikipedia, allthatsinteresting, theguardian

    PS 1. W jednym z artykułów na temat Zephany poruszony został temat handlu dziećmi i przestępstw popełnianych na nieletnich w RPA. W maju 2016 roku pewną 20-letnią kobietę skazano na 5 lat więzienia w zawieszeniu za wystawienie noworodka na Gumtree za 5.000 randów (230 funtów). Kobieta chciała sprzedać chłopca po tym jak jej chłopak przestał płacić na dziecko po wykonaniu testów, które pokazały, że to nie jego syn.

    PS 2. Mam pytanie, na które być może ktoś z Was zna odpowiedź, a mianowicie: czy można umieścić czyjś tekst w całości na innej stronie bez zgody autora, jeżeli poda się źródło? Dwa z moich wpisów (o Dorothy Scott tutaj i Jennifer Kesse tutaj) zostały w całości skopiowane i wklejone na stronie paranormalne.pl. Niby na końcu podano źródło, ale jednak wydaje mi się to mocno niefajne..

    #historieriley #kryminalne
    pokaż całość

  •  

    Śmierć Debbie Wolfe

    Debbie Wolfie była uśmiechniętą 28-letnią pielęgniarką, która pracowała w szpitalu w Fayetteville w Karolinie Północnej. Kobieta mieszkała razem z dwoma ukochanymi owczarkami niemieckimi w małym domku obok stawu, który był otoczony lasem, około 6 kilometrów od najbliższych domów i bazy wojskowej. Debbie lubiła pływać, polować (miała własną strzelbę), była bardzo lubiana, odpowiedzialna i szczyciła się porządkiem w swoim domu.

    25 grudnia 1985 roku rano wymieniła się ze swoją matką prezentami i pojechała do pracy. Zmiana przebiegała zwyczajnie i wieczorem jak zawsze pojechała do domu. Jednak kolejnego dnia nie pojawiła się w szpitalu i nikogo nie poinformowała, że jej nie będzie, co było zupełnie do niej nie podobne. Współpracownicy próbowali się do niej dodzwonić, jednak bezskutecznie, aż w końcu skontaktowali się z jej matką, Jenny. Kobieta, razem ze swoim przyjacielem Kevinem, pojechała zobaczyć do domku Debbie, czy wszystko w porządku. Gdy przyjechali na miejsce od razu zobaczyli, że coś jest nie tak. Na posesji leżało mnóstwo pustych puszek po piwie i psy biegały swobodnie po podwórku, wyglądały jakby nie jadły od dłuższego czasu. Samochód kobiety stał w innym miejscu niż zazwyczaj, a siedzenie kierowcy było maksymalnie odsunięte do tyłu, podczas gdy Debbie zawsze przysuwała je sobie jak najbliżej kierownicy.

    W domu również panował ogromny bałagan. Torebka Debbie była wepchnięta pod łóżko, a na podłodze w kuchni leżał jej uniform pielęgniarki. Na automatycznej sekretarce nagrał się nieznany matce mężczyzna, który powiedział, że opuściła już kilka dni w pracy i prosił, aby oddzwoniła. Tymczasem Debbie opuściła dopiero kilka godzin swojej zmiany, poprzedniego dnia przecież normalnie pracowała.

    Zaniepokojona Jenny zadzwoniła na policję i wkrótce do domu Debbie przyjechał funkcjonariusz z psem. Pobieżnie obejrzał teren i z niewiadomych przyczyn założył, że matka kobiety i jej przyjaciel przeszukali pobliski staw. Debbie była jednak dorosła, a więc policjant poinformował Jenny, że można zacząć szukać jej córkę dopiero za trzy dni. W rzeczywistości poszukiwania rozpoczęły się dopiero po pięciu dniach, a w międzyczasie do domku zaginionej kobiety przyjeżdżało mnóstwo przyjaciół i członków rodziny, którzy chcieli w jakikolwiek sposób pomóc. Niestety przy okazji zadeptywali ślady.

    W końcu policja rozpoczęła oficjalne poszukiwania i zaczęła przeszukiwać teren. Znów jednak pominięto staw i nie znaleziono żadnych śladów. Przesłuchano dwóch mężczyzn, których zaloty Debbie odrzuciła, jednak oboje mieli alibi. Odnaleziono też mężczyznę, który zostawił wiadomość na sekretarce, jednak i on nie miał nic wspólnego z zaginięciem.

    Koło stawu znaleziono odciski butów dwóch osób i ślady ciągnięcia czegoś lub kogoś. Policja jednak ignorowała ten trop i 1 stycznia Jenny sama zatrudniła kogoś do przeszukania stawu (lub według innych źródeł zrobili to jej przyjaciele). Zbiornik nie był głęboki, miał maksymalnie dwa metry głębokości, jednak był bardzo zamulony. Mniej więcej na środku stawu znaleziono ciało dziewczyny, jej głowa i tułów znajdowały się w metalowej beczce i wystawały tylko nogi. Policja zabrała ciało i beczkę zostawiła na brzegu, tłumacząc, że ktoś po nią później przyjedzie.

    Raport z sekcji zwłok nie mówił nic o przyczynie śmierci. Co ciekawe Debbie miała w płucach tylko pół łyżeczki wody, a jej oczy i usta były zamknięte, co jest niespotykane u topielców. We krwi kobiety nie było śladów alkoholu ani narkotyków, w okolicach krocza znaleziono ślady nasienia (niestety badania DNA jeszcze nie istniały, a próbki wkrótce zaginęły). Ciało było w tak dobrym stanie, że pogrzeb mógł się odbyć przy otwartej trumnie. Funkcjonariusze uznali, że nie było to zabójstwo, ale nieszczęśliwy wypadek. Kobieta miała bawić się ze swoimi psami, poślizgnąć się, wpaść do wody i utopić. Koniec śledztwa.

    Co jeszcze ciekawsze, beczka, która stała na brzegu, zniknęła. Policjanci uznali, że nurkowie się pomylili i nigdy nie było żadnej beczki. Kurtka Debbie miała tak napęcznieć od wody, że wszystkim miało się wydawać, że ciało jest w beczce. Rodzina kobiety postanowiła nawet ponownie przeszukać staw w nadziei, że być może w jakiś sposób się tam sturlała, jednak nie przyniosło to żadnych rezultatów.

    Ponieważ śledztwo zostało zakończone, nie było powodów, aby trzymać ubrań kobiety w policyjnym archiwum i po dwóch miesiącach oddano je matce. Tylko, że to nie były ubrania Debbie. Owszem, to właśnie w nich znaleziono ją martwą, ale były na nią o wiele za duże. Spodnie były za długie, obszerna wojskowa kurtka nie należała do niej, biustonosz był o trzy rozmiary za duży, a buty za duże i w dodatku męskie. Na butach nie było też żadnych śladów błota, które powinno się pojawić, skoro Debbie miała się na nim poślizgnąć.

    Mimo, że oficjalnie sprawa śmierci Debbie Wolfe jest rozwiązana, tak naprawdę nie wiadomo co się stało i pewnie nigdy się nie dowiemy. Tak samo jak nie wiadomo dlaczego policja tak bardzo chciała zamieść wszystko pod dywan. Matka aż do końca swojego życia wierzyła, że ktoś musiał porwać jej córkę i przetrzymywać przez jakiś czas, a następnie zabić i porzucić zwłoki w stawie.

    Źródła: joemonster, paranormalne, stanowo

    #historieriley #kryminalne
    pokaż całość

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika riley24

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (4)