Hej riley24, może napiszesz coś o sobie i uzupełnisz dane w profilu?

  •  

    Sprawa Tammy Lynn Leppert

    Historię można usłyszeć również na moim kanale na Youtube - tutaj

    Tammy Lynn Leppert urodziła się 5 lutego 1965 roku w Rockledge na Florydzie. Jej matka, Linda była agentką teatralną i prowadziła agencję talentów „Galaxy Model Workshop” na wyspie Merritt na Florydzie, a w późniejszym czasie była również menadżerką Tammy. Niestety nie wiele wiadomo o ojcu dziewczyny, poza tym, że rozwiódł się z jej matką, gdy Tammy miała 7 lat. Nigdzie nie ma o nim żadnych informacji, więc nie wiem czy zupełnie nie angażował się w życie córki czy tylko nie chciał, aby jego imię i nazwisko pojawiało się w mediach.

    W dzieciństwie Tammy zachowywała się bardzo nadpobudliwie, była bardzo żywym dzieckiem i wszędzie było jej pełno. Linda próbowała przekierować jej energię w coś konstruktywnego. Zapisała więc córkę na lekcje akrobatyki oraz do skautów.

    Tammy, ze swoimi blond włosami i piwnymi oczami, była bardzo ładną dziewczynką. W pierwszym konkursie piękności wystąpiła w wieku 4 lat, a przez następnych 12 lat, wzięła udział aż w 300 konkursach. Co więcej, wygrała w 280 z nich, deklasując wręcz konkurencję. Podobno Tammy od dzieciństwa marzyła o zostaniu aktorką, więc Linda pomagała jej w zdobywaniu angaży do różnych lokalnych reklam. Co dosyć nietypowe, Tammy miała nie być zainteresowana sławą i pieniędzmi, a jedynie aktorstwem. Wielką radość przynosiło jej wcielanie się w różne postacie.

    W 1978 roku zdjęcie i artykuł o Tammy pojawił się w gazecie „Orlando Sentinel”. Dziewczyna miała wtedy 13 lat, a w jej imieniu wypowiadała się jej matka. Linda powiedziała, że Tammy uwielbia scenę, a aktorstwo jest jej talentem w wielu konkursach piękności. Podobno niewiele dziewczynek decydowało się na zaprezentowanie tego talentu, a czasem reżyserzy przychodzili na konkursy, aby szukać na nich młodych talentów. W tym samym roku twarz Tammy pojawiła się na okładce magazynu „Cover Girl”.

    W wieku 17 lat Tammy zdobyła małą rolę w filmie „Spring Break”. Grała tam uczestniczkę zawodów bokserskich, a legenda głosi, że to właśnie jej biodra znalazły się na plakacie reklamującym film.

    Po zakończeniu zdjęć do filmu Tammy została zaproszona na weekendową imprezę dla ekipy i obsady. Podobno Linda nie zgodziła się, aby jej córka wzięła w niej udział, ale Tammy i tak na nią poszła. Po imprezie zachowanie dziewczyny bardzo się zmieniło, a ona sama stała się małomówna i nie chciała niczego mówić o tym, co tam się stało. Przed weekendem była optymistyczna i pełna życia, a już w poniedziałek ponura i w stanie skrajnej paranoi. Linda była pewna, że musiało się tam stać coś strasznego.

    Tammy całymi dniami siedziała sama w swoim pokoju. Nie chciała jeść dań, których sama nie przygotowała oraz pić z butelek, których sama nie otworzyła. W swoim własnym domu kazała innym domownikom próbować jej jedzenia, ponieważ obawiała się, że zostało zatrute. Przestała również wychodzić sama z domu.

    Matka próbowała dowiedzieć się co się wydarzyło na imprezie po zakończeniu zdjęć do „Spring Break”. Tammy początkowo odmawiała odpowiedzi, aż w końcu wydusiła z siebie „Mamo, a co byś powiedziała, gdybym ci powiedziała, że ktoś próbuje mnie zabić?”. Linda zapytała czy ktoś próbował ją zabić, na co jej córka odpowiedziała „Tak”. Później dodała, że nie może więcej powiedzieć, bo ją zabiją i że widziała na przyjęciu coś, czego nie powinna widzieć.

    Mała rola w „Spring Break” zaowocowała kolejnymi propozycjami filmowymi. Co najmniej trzech producentów oferowało jej role w swoich filmach. Spekulowano, że Tammy może zostać jedną z największych gwiazd lat 80. Niedługo po zakończeniu zdjęć do „Spring Break” Tammy miała rozpocząć zdjęcia do „Człowieka z blizną”, gdzie również miała zagrać małą rolę. Film kręcony miał być w marcu 1983 roku w Miami, około dwóch godzin drogi od domu Tammy. Dziewczyna zamieszkała więc w Miami z przyjacielem rodziny, Walterem Liebowitzem.

    Początkowo wszystko na planie szło dobrze. Nakręcono nawet scenę, w której występowała Tammy. Już czwartego dnia zdjęć przyszedł kryzys. Podczas kręcenia sceny ze strzelaniną i masą sztucznej krwi, Tammy zaczęła histerycznie krzyczeć. Nikt nie był w stanie jej uspokoić, więc zaprowadzono ją do przyczepy, a następnie wezwano Waltera. Dziewczyna wypłakiwała mu się w ramiona, krzyczała, że ktoś próbuje ją zabić oraz coś o praniu brudnych pieniędzy. Gdy 18-latka się uspokoiła, Walter zadzwonił do Lindy, sugerując, że powinna zawieźć ją do lekarza oraz na policję, na wypadek, gdyby to co mówiła Tammy, okazało się prawdą.

    Linda przyjechała po córkę i zawiozła ją do domu. Zabrała ją również do biura lokalnego szeryfa, gdzie Tammy złożyła zeznania, jednak nie powiedziała, że ktoś próbował ją zabić. Dziewczyna nie wróciła więcej na plan „Człowieka z blizną”.

    W domu Lindy i Tammy, mieszkał z nimi niejaki Wing Flannagan. Chłopak był jednym z klientów Lindy i mieszkał z nimi od kilku lat, odkąd był nastolatkiem. Wing i Tammy traktowali się prawie jak rodzeństwo. Wing wspominał później, że od czasu imprezy, Tammy miała lepsze i gorsze dni. Czasem zachowywała się niemal normalnie, a czasem jej paranoja była wręcz nie do zniesienia. Gdy dzwonił telefon, kazała mu odbierać i mówić, że nie ma jej w domu. Gdy sąsiedzi kupili furgonetkę z przyciemnianymi szybami, była pewna, że ją szpiegują.

    1 czerwca 1983 roku Tammy wyszła na chwilę przed dom i gdy chciała wrócić, wiatr zatrzasnął jej drzwi. Dziewczyna zaczęła gorączkowo uderzać w nie i krzyczeć. Znalazła kij bejsbolowy i wybiła jedno z okien, aby dostać się do środka. Była w takiej furii, że zaczęła okładać pięściami matkę i Winga. Wyglądało na to, że ich nie poznawała. Linda musiała mocno trzymać ją w ramionach i tak długo powtarzać „kocham cię”, aż Tammy się uspokoiła.

    Tego dnia Linda doszła do wniosku, że to nie jest normalne zachowanie, z którym są w stanie sami się uporać. Postanowiła szukać profesjonalnej pomocy i już dzień później zawiozła córkę do ośrodka zdrowia psychicznego hrabstwa Brevard. Zrobiono jej tam testy na alkohol i narkotyki, jednak oba wyszły negatywnie. Już 72 godziny później Tammy została zwolniona z ośrodka, ponieważ zdaniem lekarzy nie próbowała zrobić krzywdy sobie, ani nikomu innemu. Zdaniem jej siostry, Tammy dowiedziała się wtedy, że jest w trzecim miesiącu ciąży. Nie ma jednak żadnych oficjalnych informacji, które mogłyby to potwierdzić.

    Kolejnego dnia, 6 czerwca 1983 roku, Linda, Tammy i Wing siedzieli w salonie. Linda rozmawiała przez telefon i w pewnym momencie usłyszała, że przed dom podjechał samochód. Tammy powiedziała, że wróci za chwilę i wyszła. W tym momencie Linda poczuła przeraźliwy niepokój i poczuła, że coś jest nie tak. Już sam fakt, że jej córka wyszła z domu bez czesania włosów był bardzo niepokojący. Tammy była bardzo wyczulona na punkcie swojego wyglądu i nigdy nie pozwalała sobie na wyjście z domu, gdy nie wyglądała jak najlepiej. Gdy Linda wyszła za drzwi, zobaczyła jak Tammy wsiada do samochodu, który od razu odjechał. Kierowcą był przyjaciel 18-latki, 20-letni Keith Roberts. Było około godziny 11:00, Tammy miała na sobie jeansową spódniczkę, pasującą jasnoniebieską koszulę w kwiatki, szarą torebkę i klapki. Mijały kolejne godziny, a Tammy nie wracała do domu. Było to do niej niepodobne, zawsze informowała matkę o tym, że ma gdzieś zostać dłużej. Linda nigdy więcej nie zobaczyła swojej córki, a jej zaginięcie zostało zgłoszone na policji 5 dni później.

    Oczywiście policja przesłuchała Keitha. Mężczyzna zeznał, że mieszkał dwie godziny drogi od domu Tammy i przyjechał po nią, ponieważ powiedziała mu, że potrzebuje pomocy. Mieli jechać na Cocoa Beach, które było ulubionym miejscem dziewczyny. Wielokrotnie powtarzała, że „odkąd była dzieckiem od zawsze marzyła o domu w Cocoa Beach i szczęśliwym życiu”. Niestety tego dnia nie dojechali tam. Pokłócili się po drodze, ponieważ chciała, żeby ją zawiózł do przyjaciół mieszkających w Fort Lauderdale, a on chciał jechać tylko do Cocoa Beach. Tammy kazała się natychmiast wysadzić. Keith zostawił ją na parkingu przy autostradzie obok Glass Bank, około 8 kilometrów od jej domu. Co ciekawe, zostawiła w jego samochodzie buty i torebkę.

    Po opuszczeniu samochodu wykonała kilka telefonów z budki. Trzykrotnie próbowała dodzwonić się do swojej ciotki, Ginger Kolsch, pracującej w sklepie z kostiumami w Cocoa Beach. Ginger nie pracowała jednak tego dnia i nikt nie odebrał telefonu. Kolejne połączenie wykonała do swojego przyjaciela, Rona Abelesa, właściciela sklepu wideo nieopodal banku. Niestety Ron również nie odebrał.

    Ślad po Tammy zaginął. Nigdy więcej nie próbowała z nikim się kontaktować ani nikt więcej nigdy jej nie widział.

    Pojawiło się mnóstwo teorii, które próbowały wyjaśnić tajemnicze zaginięcie Tammy. Pierwszym podejrzanym była oczywiście osoba, która widziała ją po raz ostatni, Keith Roberts. Podejrzenia w stosunku do niego są również o tyle uzasadnione, że pokłócił się z Tammy tuż przed jej zaginięciem oraz odmówił badaniu wariografem. Dwukrotnie odmówił także przesłuchania przez policję. Tammy zostawiła w jego samochodzie buty i torebkę, co również jest dziwne. Policja nie miała jednak żadnych dowodów na jego udział w zaginięciu dziewczyny.

    Keith twierdził, że Tammy zwierzyła mu się, że jest nieszczęśliwa w domu i chce z niego odejść. Takie samo zdanie miał Ron Abeles, właściciel sklepu, do którego Tammy dzwoniła z budki. Ron stwierdził, że nie zdziwił się, gdy Tammy zaginęła. Powiedział „Pamiętam, że Linda była bardzo – cóż, jak to ująć – agresywna wobec kariery aktorskiej Tammy. Zawsze zastanawiałem się, czy są tam jakieś problemy”.

    W teorię, że Tammy uciekła z własnej woli, wierzy także Rick Adams, przyjaciel Tammy, z którym spotkała się w nocy przed swoim zniknięciem. Tamtej nocy poszli do kościoła, żeby się pomodlić, a Tammy bardzo mocno płakała. Zwierzyła mu się, że widziała coś czego nie powinna, przez co może zostać zabita lub porwana. Powiedziała, że planuje wyjechać na jakiś czas. Co ciekawe, policja nigdy nie przesłuchiwała Ricka.

    Myślę, że teoria mówiąca, że Tammy była przytłoczona obowiązkami, więc postanowiła zmienić swoją tożsamość i uciec jest w pewnej mierze prawdopodobna. Zaintrygowało mnie również to, że Tammy próbowała dodzwonić się z budki telefonicznej do różnych ludzi, którzy mogli przebywać w Cocoa Beach, jednak nie próbowała skontaktować się z matką, mimo że była zaledwie 8 kilometrów od domu.

    Linda nie wierzyła jednak, że Tammy mogła uciec z domu z własnej woli. Twierdziła, że za trzy miesiące jej córka miała przeprowadzić się do Hollywood, więc byłaby na drugim końcu kraju, jak najdalej od niej. Nie miała więc powodów, aby uciekać ze względu na jakiekolwiek problemy w domu. Rodzina Tammy twierdziła raczej, że dziewczyna mogła paść ofiarą przestępstwa lub amnezji oraz że bała się Keitha Robertsa.

    Linda skrytykowała nawet policję za niewłaściwe prowadzenie śledztwa, czyli ich początkowe założenie, że Tammy uciekła z własnej woli. Policja nie zbadała za to teorii, że dziewczyna mogła zostać porwana lub zabita, ponieważ wiedziała o praniu brudnych pieniędzy na dużą skalę, w co miało być zamieszanych wielu ważnych mieszkańców Florydy. Co ciekawe, w tamtym czasie faktycznie toczyło się na Florydzie kilka spraw dotyczących prania pieniędzy, jednak nigdy nie udowodniono, że Tammy miała jakąkolwiek wiedzę na ten temat.

    Zaginięcie Tammy łączono nawet z dwoma seryjnymi zabójcami. Pierwszym z nich jest Christopher Wilder, który lubował się w pięknych kobietach, a jego modus operandi polegał na proponowaniu młodym kobietom wykonywania sesji fotograficznych, które miały uczynić z nich sławne i bogate modelki. Co więcej, kilka osób uważa, że Wilder spotkał Tammy na planie „Człowieka z blizną” i kilkukrotnie przychodził później do jej domu, aby się z nią spotkać, ale Linda na to nie pozwalała. Nie wiem czy to prawda czy tylko plotka, jednak jeżeli prawda to raczej nie ma się co dziwić Lindzie, Tammy miała wtedy 18 lat, a Wilder 38. Linda wniosła nawet pozew w wysokości 1 000 000 dolarów przeciwko Wilder Estate, jednak ostatecznie go wycofała. Twierdziła później, że nigdy tak naprawdę nie wierzyła w to, że Wilder zamordował jej córkę. Zaowocowało to jednak teorią, że Linda utrzymywała się tylko dzięki Tammy, a po jej zaginięciu nie miała środków do życia.

    Drugim podejrzanym seryjnym mordercą był John Brennan Crutchley, seryjny gwałciciel, który działał na Florydzie na przełomie lat 70. i 80. Został skazany na dożywocie za brutalny gwałt, podczas którego spuścił połowę krwi swojej ofiary, a następnie ją wypił. Mężczyzna popełnił samobójstwo w swojej celi w 2002 roku. Jeśli miał jakąkolwiek wiedzę na temat Tammy, zabrał tę tajemnicę ze sobą do grobu.

    Oczywiście dziwne zachowanie Tammy mogło nie świadczyć o tym, że faktycznie miała wiedzę na temat jakiegoś przestępstwa, za co groziła jej śmierć, ale mogło być początkiem choroby psychicznej. Linda wspominała później, że chciała zatrudnić córce terapeutę, jednak nie zdążyła tego zrobić.

    Tammy mogła również zostać porwana i zmuszona do prostytucji. Ładna, młoda i samotna kobieta to łatwy cel.

    Dwa lata po zaginięciu Tammy, w 1985 roku, detektyw z Cocoa Beach odebrał telefon od anonimowej kobiety, która powiedziała, że Tammy żyje, ma się dobrze i w odpowiednim czasie skontaktuje się z rodziną. Jakiś czas później kobieta, prawdopodobnie ta sama, zadzwoniła i powiedziała, że Tammy spełniła swoje marzenie o zostaniu pielęgniarką. Nikomu z rodziny ani z przyjaciół nigdy nie mówiła o takim marzeniu.

    Po zaginięciu Tammy, Linda przeprowadziła się do Orlando. Zmarła w 1995 roku po infekcji krwi po transfuzji. Była już wtedy śmiertelnie chora i zostało jej kilka miesięcy życia. Przed śmiercią zaczęła pracę nad scenariuszem, w którym oskarżała lokalne elity o udział w zaginięciu swojej córki.

    Siostra Tammy, Suzanne, do dzisiaj próbuje dowiedzieć się co stało się z Tammy. Kobieta założyła profil na Facebooku poświęcony sprawie zaginięcia swojej siostry, współpracowała z dwoma agencjami zajmującymi się osobami zaginionymi, które opracowały progresję wiekową, która wizualizuje jak Tammy mogłaby wyglądać po latach, a także przekazała policji profil DNA Tammy. Co ciekawe, policjanci nie mieli dostępu do odcisków palców ani dokumentacji dentystycznej zaginionej dziewczyny. Najprawdopodobniej dokumenty zostały utracone przez nieprawidłowe przechowywanie.

    Źródła: medium.com, unsolvedmysteries.fandom.com, charleyproject.org, historybyday.com, morbidology.com, crimeblogger1983.wordpress.com

    #historieriley
    pokaż całość

    źródło: i.pinimg.com

  •  

    Samobójstwo Rehtaeh Parsons
    Historię można usłyszeć również na moim kanale na Youtube - tutaj

    Rehtaeh Parsons urodziła się 9 grudnia 1995 roku w Cole Harbour w kanadyjskiej Nowej Szkocji. Jej wyjątkowe imię pochodzi od kuzynki jej matki, która miała na imię Heather. Rehtaeh to po prostu Heather przeczytane od tyłu. Dziewczyna była bardzo dumna ze swojego niepowtarzalnego imienia.

    Rehtaeh była pewna siebie i miała poczucie własnej wartości. Uwielbiała czytać, bawić się z młodszymi siostrami i spędzać czas ze swoją rodziną. W wolnych chwilach udzielała się charytatywnie w ośrodku opiekującym się porzuconymi psami i kotami. Tam mogła dawać upust swojej wrażliwości.

    Jej rodzice się rozwiedli, a matka znalazła nowego mężczyznę, któremu urodziła dwie córki. Wydaje się jednak, że to nie był żaden problem. Rehtaeh była blisko z obojgiem rodziców, zawsze mogła liczyć na ich wsparcie i zaangażowanie w jej życie.

    We wrześniu 2011 roku Rehtaeh rozpoczęła naukę w okręgowym liceum w Cole Harbour. Już dwa miesiące później, 12 listopada, jedna z nowych koleżanek zaprosiła ją na małą imprezę, na której miały być one i dwóch chłopaków. Wkrótce dołączyła do nich jeszcze czwórka innych nastolatków, którzy przynieśli wódkę. Rehteah nie znała swoich reakcji na alkohol, więc wkrótce była pijana wręcz do nieprzytomności.

    Koleżanka, z którą Rehtaeh była na imprezie wspominała później, że Rehtaeh była zalotna. W pewnym momencie miała zobaczyć ją na łóżku z dwoma nagimi chłopakami. Próbowała nakłonić ją do wyjścia, jednak Rehtaeh się nie zgodziła. Koleżanka była wściekła, ponieważ podkochiwała się w jednym z tych nastolatków.

    W pewnym momencie Rehtaeh zaczęła wymiotować przez okno i wtedy jeden z nastolatków zaczął z nią uprawiać seks od tyłu. Niedługo później ktoś krzyknął „zrób zdjęcie, zrób zdjęcie!”, a następnie dziewczyna została zgwałcona przez pozostałych trzech chłopaków. Jeden z nich miał 14 lat, dwóch 16, a czwarty 17.

    Na zdjęciu nie było widać twarzy Rehtaeh. Widać było natomiast jak wymiotuje przez okno, a półnagi chłopak za nią uśmiecha się i uprawia z nią seks. Jedna z jego dłoni spoczywała na jej biodrze, a druga była podniesiona z kciukiem do góry.

    Rano obudziła się z ogromnym bólem głowy. Nie pamiętała praktycznie niczego z poprzedniego wieczoru. Może jedynie uczucie uderzania głową w zimną szybę.

    W czwartek w szkole wszyscy już widzieli zdjęcie, na którym widniała Rehtaeh gwałcona przez jednego z nastolatków. Fotografia krążyła nie tylko między uczniami liceum, do którego chodziła, ale również między nastolatkami z innych szkół. Dziewczyna została okrzyknięta „dziwką”, która uprawiała seks na imprezie z czterema chłopakami. Żaden z jej rzekomych przyjaciół nie stawił się za nią. Zamiast tego dołączyli do piętnującej ją grupy. Rehtaeh nie tylko była wyśmiewana na szkolnym korytarzu, ale również mnóstwo osób obrażało ją w mediach społecznościowych lub wysyłało jej wiadomości, w których proponowano jej seks. Nauczyciele ze szkoły nie zrobili absolutnie nic, aby zakończyć rozpowszechnianie tego zdjęcia.

    Czwartek był ostatnim dniem, w którym Rehtaeh poszła do tego liceum. W piątek przeżyła załamanie nerwowe, podczas którego powiedziała rodzicom o wszystkim. Siedziała w kuchni zwinięta w kłębek i kołysała się w tył i przód.

    Jeszcze tego samego dnia poszła z matką na komisariat policji w Halifax, gdzie zgłosiły gwałt. Zeznania trwały dwie godziny.

    Kilka dni później 15-latka ponownie została wezwana na komisariat, ponieważ okazało się, że osoba, która ją przesłuchiwała poprzednim razem, nie była do tego uprawniona. Drugie przesłuchanie trwało już 10 godzin. W tym czasie Rehtaeh przypomniała sobie kilka szczegółów, o których zapomniała podczas poprzedniego przesłuchania. Dopiero podczas drugiego przesłuchania powiedziała, że nie zgodziła się na stosunek. Tak naprawdę niewiele więcej pamiętała. Niestety policja wzięła to na jej niekorzyść i uznała, że dziewczyna plącze się w zeznaniach, więc nie są one zbyt wiarygodne.

    Następne miesiące były dla nastolatki bardzo trudne. Z wesołej dziewczyny stała się przygnębiona i niespokojna. Ciężko było jej przeżywać każdy kolejny dzień. Przyjaciele się od niej odwrócili i sama musiała zmagać się z mnóstwem obrażających ją wiadomości.

    W pewnym momencie postanowiła przeprowadzić się od matki do mieszkającego nieopodal ojca. Wiązało się to ze zmianą szkoły, gdzie poznała nową przyjaciółkę, Jennę. Niestety w nowej szkole również musiała mierzyć się z wyzwiskami, głównie ze strony dziewcząt. Chłopcy rzadko ją obrażali, to głównie przez dziewczyny nazywana była „dziwką” czy „prostytutką”.

    Później Rehtaeh chciała wrócić do poprzedniego liceum, w którym miała więcej znajomych. Nie chciała czuć się obco. Niestety okazało się, że przez jej przeprowadzkę nie mieszka już w odpowiednim okręgu i nie może wrócić do dawnej szkoły. Na nic zdały się tłumaczenia, że dyrekcja powinna mieć świadomość dlaczego doszło do tej przeprowadzki. Gwałciciele Rehtaeh mogli się tam uczyć, ale ona sama już nie.

    Dochodzenie trwało przez około rok. W tym czasie policja nawet nie przesłuchała jej gwałcicieli i nie sprawdziła ich komputerów i telefonów. Zamiast tego zajęli się przesłuchiwaniem przypadkowych osób, które miały zdjęcie gwałconej Rehteah na swoich komórkach. Gdy matka przychodziła na komisariat, aby dowiedzieć się kiedy koszmar jej córki się skończy i nastolatkowie staną przed sądem, dowiedziała się, że „jej córka powinna udać się do terapeuty i zacząć uprawiać sport” a sama sprawa „nie wygląda obiecująco, ponieważ to słowo przeciwko słowu”. Nastolatkom nie postawiono nawet zarzutu rozpowszechniania pornografii, mimo że na zdjęciu Rehteah miała zaledwie 15 lat.

    W końcu śledztwo zostało zamknięte z powodu braku dowodów. Gdy Rehteah się o tym dowiedziała, próbowała popełnić samobójstwo. Na szczęście została w porę znaleziona przez swojego ojca, który zawiózł ją do szpitala, gdzie przebywała przez następne pięć tygodni. Rodzice odetchnęli z ulgą, gdy została tam umieszczona. Wiedzieli, że teraz będzie bezpieczna i uzyska odpowiednią pomoc psychologiczną.

    Ich przypuszczenia były jednak błędne. Zamiast tego została przeniesiona na oddział zamknięty, gdzie była trzymana przez 24 godziny na dobę sama w pokoju, rozebrana do samej bielizny. Była ofiarą gwałtu, a mimo to pozwolono, aby obcy mężczyźni mogli oglądać jej nagie ciało.

    Pobyt w szpitalu nie polepszył jej stanu. Zamiast tego nauczyła się tam jedynie cięcia nadgarstków, a jej myśli samobójcze były jeszcze intensywniejsze. Zaczęła również zażywać spore ilości tabletek przeciwbólowych i palić marihuanę.

    Rodzice błagali, aby zapewnić jej odpowiedniego terapeutę. Jednak jedynym co system był jej w stanie zaproponować, było uczęszczanie na spotkania anonimowych narkomanów. Rehteah nie chciała tam chodzić, nie była przecież narkomanką. Rodzice przekonali ją jednak, że może warto chociaż spróbować. Może taka pomoc psychologiczna może w jakikolwiek sposób jej pomóc.

    Po 20 minutach pierwszego spotkania rozedrgana nastolatka zadzwoniła do swojego ojca z prośbą, aby po nią przyjechał. Okazało się, że na spotkaniu był przyjaciel jednego z gwałcicieli. Chłopak przez cały czas nie spuszczał z niej wzroku.

    Około północy, 4 kwietnia 2013 roku, Rehtaeh pokłóciła się ze swoim chłopakiem przez telefon. W tym czasie w domu była z nią jej przyjaciółka Jenna i matka. W pewnym momencie nastolatka zamknęła się w łazience mówiąc, że zamierza się zabić. Jenna błagała, aby otworzyła drzwi, ale nie przyniosło to żadnych skutków. Dziewczyna była już niejako przyzwyczajona do wybuchów swojej koleżanki. Gdy Rehtaeh przestała się odzywać, jej matka otworzyła nożyczkami zamek w drzwiach. Dziewczyna powiesiła się.

    Natychmiast wezwano pomoc, jednak niestety reanimacja nic nie dała. Dziewczyna została przewieziona do szpitala i podłączona do aparatury podtrzymującej życie. Początkowo istniała nadzieja, że uda się ją uratować, jednak wkrótce okazało się, że jej mózg już nie pracuje. Trzy dni później podjęto decyzję o odłączeniu, a jej serce, oczy i inne narządy zostały przekazane do transplantacji.

    Prawdopodobnie jej samobójstwo było jedynie skutkiem impulsu i dziewczyna nie chciała skończyć swojego życia. Niedawno znalazła chłopaka, dla którego nie miała znaczenia jej przeszłość i który starał się ją wspierać. Tego dnia drukowała CV i roznosiła je po okolicy wraz z nim. W łazience zdjęła okulary i położyła je na blacie, aby ich nie zniszczyć.

    Po powrocie do domu matka utworzyła profil na facebooku o nazwie „Angel Rehtaeh” i opisała historię swojej córki. Napisała o swojej bezradności i braku pomocy ze strony policji. Strona niemal natychmiast zyskała ogromną popularność. O sprawie nastolatki mówili wszyscy. I wszyscy domagali się sprawiedliwości. Organizowano protesty przed komisariatem policji.

    Wkrótce w sprawę zaangażowało się Anonymous. Organizacja co kilka dni publikowała filmy, na których apelowali do policji o podjęcie odpowiednich kroków. W innym razie mieli ujawnić nazwiska gwałcicieli. Oskarżali o śmierć nastolatki cały system – nauczycieli, policję i prokuraturę.

    12 kwietnia, 5 dni po śmierci Rehtaeh, policja ponownie otworzyła śledztwo. Zarzekali się jednak, że jest to skutek „nowych, wiarygodnych informacji”, które podobno miały nie pochodzić z internetu.

    Dzień później, 13 kwietnia, odbył się pogrzeb Rehtaeh, na którym pojawiło się 500 osób. Jedną z nich był premier Nowej Szkocji, który podkreślił, że przybył jako „ojciec, który próbował sobie wyobrazić niesamowity i niezgłębiony żal, który musiała czuć ta rodzina”.

    Jednak nie wszystkie reakcje były tak wpierające rodzinę Rehtaeh. Na facebooku pojawił się obrzydliwy wręcz profil obrażający zmarłą nastolatkę i naśmiewający się z niej. Ktoś napisał na nim „Bądźmy szczerzy, są naprawdę przystojni, nie musieliby nikogo gwałcić”. Później okazało się, że prowadziła go siostra jednego z gwałcicieli.

    Wkrótce na ulicach Cole Harbour i Halifaxu rozwieszono mnóstwo kolorowych ulotek wspierających nastolatków. Plakaty głosiły „Każda historia ma dwie strony” oraz „Wspierajmy chłopców”. Niektóre z ulotek zostały rozwieszone nawet na ulicach, na których mieszkali rodzice Rehtaeh.

    W sierpniu 2013 roku Nowa Szkocja uchwaliła ustawę dającą ofiarom cyberprzemocy narzędzia do ochrony oraz pozywania sprawców. Ustawa została uchylona dwa lata później, ponieważ Sąd Najwyższy uznał, że definicja cyberprzemocy jest zbyt szeroka. Ustawa zastępcza weszła w życie w 2018 roku. Dzięki tej ustawie publikowanie czyichś intymnych zdjęć bez zgody, stało się przestępstwem, za które grozi 10 lat pozbawienia wolności.

    Kilka dni po pogrzebie, do matki Rahtaeh, zgłosił się jeden z chłopaków odpowiedzialnych za gwałt. Kobieta nie chciała z nim rozmawiać i kazała mu napisać wszystko co chce jej powiedzieć w wiadomości. Chłopak napisał, że grożą mu śmiercią. W dalszej części wiadomości opisał wszystko co pamiętał z tracznego wieczoru w listopadzie 2011 roku i praktycznie przyznał się do winy. Napisał, że bardzo mu przykro i że to nie był gwałt. Moim zdaniem ciężko jednak uznać, że osoba, która jest tak pijana, że ledwo stoi na nogach i wymiotuje przez okno, mogła wyrazić zgodę na stosunek.

    We wrześniu 2014 roku jeden z nastoletnich gwałcicieli przyznał się do rozpowszechniania pornografii dziecięcej, czyli zdjęcia Rehtaeh. Ze względu na swój wiek w chwili popełnienia przestępstwa, mógł on zostać skazany jedynie na wyrok w zawieszeniu. Tak więc został skazany na wyrok w zawieszeniu na 12 miesięcy. Niestety nie znalazłam informacji o tym jaka dokładnie kara groziłaby mu za naruszenie zawieszenia.

    W listopadzie tego samego roku drugi z chłopaków przyznał się do rozpowszechniania pornografii dziecięcej, czyli zdjęcia, na którym była Rehtaeh i on sam. Również został skazany na wyrok w rocznym zawieszeniu a także nakazano mu przekazać próbkę swojego DNA do bazy danych, gdzie miała być przechowywana przez okres 5 lat.

    Nikomu nie postawiono żadnych zarzutów o napaść seksualną.

    Matka Rehtaeh do dzisiaj prowadzi profil na facebooku poświęcony swojej zmarłej córce. Stara sobie również radzić ze stratą malując kamienie upamiętniające Rehtaeh, które umieszcza później w różnych miejscach.

    Ta sprawa jest o tyle okropna, że może utwierdzać ofiary gwałtów w przekonaniu, że nie warto zgłaszać tego przestępstwa. Że to zawsze będzie słowo przeciwko słowu, zostaną oskarżone o zbyt krótką spódniczkę lub sprowokowanie do gwałtu, a ich rany będą wciąż na nowo rozdrapywane bez nadziei na ukaranie przestępcy.

    Źródła: rehtaehparsons.ca, newsintheractives.cbc.ca, thestar.com, theguardian.com, cbc.ca, wikipedia.org, thedailybeast.com, globalnews.ca, slate.com, o.canada.com, dailymail.co.uk

    #historieriley
    pokaż całość

    źródło: api.pddataservices.com

  •  

    The Beauty Queen Killer

    Historię można usłyszeć również na moim kanale na Youtube - tutaj

    26 lutego 1984 roku zaginęła 20-letnia Rosario Gonzalez. Kobieta opisywana była jako słodka i niewinna, niedługo przed swoim zaginięciem zaręczyła się. Była też niewątpliwie wyjątkowo piękna, startowała nawet w wyborach Miss Florydy. Rosario po raz ostatni widziana była na zawodach Grand Prix Miami, gdzie pracowała jako hostessa rozdająca próbki aspiryny. Świadkowie zeznali, że widzieli ją około godziny 13:00, gdy była w towarzystwie mężczyzny po trzydziestce. Gdy Rosario nie wróciła do domu, jej rodzice natychmiast zgłosili zaginięcie na policji.

    Tydzień później, 5 marca, zaginęła kolejna piękna kobieta – 23-letnia Elizabeth Kenyon. Elizabeth była nauczycielką w szkole dla dzieci ze specjalnymi potrzebami oraz trenerką cheerleadingu. Oprócz tego, podobnie do Rosario, była finalistką konkursu Miss Florydy.

    Elizabeth była bardzo blisko ze swoją rodziną, więc gdy nie wróciła do domu, jej zaginięcie zgłoszono na policji. Policjanci nie potraktowali jednak tego poważnie. Uznali, że kobieta jest dorosła i mogła wyjechać nie informując o tym nikogo. To jednak nie leżało zupełnie w jej charakterze, więc rodzice zatrudnili prywatnych detektywów.

    Detektywi zaczęli poszukiwania od chodzenia po okolicy i pytania, czy ktoś nie widział Elizabeth. Mieli przy tym jej album ze zdjęciami. Pracownik stacji benzynowej powiedział, że widział kobietę w dzień jej zaginięcia, gdy tankowała swój samochód. Co więcej, w albumie znalazł zdjęcie Elizabeth, na którym była z mężczyzną, z którym była tego dnia. Pracownik zeznał, że para wybierała się na sesję zdjęciową, na której kobieta miała pozować.

    Okazało się, że mężczyzną był były chłopak Elizabeth, 39-letni Christopher Wilder. Ojciec kobiety wspominał nawet, że Chris oświadczył się jego córce, ale ta odmówiła. Podobno poprosił ją o rękę już po kilku randkach, gdy nawet nie łączyło ich żadne większe uczucie. Elizabeth odmówiła, ale wciąż przyjaźnili się.

    Detektywi skontaktowali się telefonicznie z Christopherem. Mężczyzna powiedział, że nie kontaktował się z Elizabeth od miesiąca i nie wie gdzie jest. Zaprosił ich do domu, jednak gdy detektywi przybyli na miejsce, już go tam nie było. Przeszukali za to jego śmieci i znaleźli w nich zdjęcie, na którym stał przy Porsche 911 na zawodach Grand Prix Miami. Okazało się, że startował w zawodach, po których zniknęła Rosario. Zajął nawet 17 miejsce i otrzymał 400 dolarów nagrody.

    Detektywi zgłosili się do FBI i poinformowali ich o swoich przypuszczeniach. Agenci nie byli jednak zainteresowani sprawą. Zmieniło się to dopiero, gdy detektywi poprosili Miami Herald o opublikowanie artykułu opisujący sprawę. Nie padło w nim nazwisko Wildera, jednak opisano go jako 39-letniego brodatego Australijczyka.

    Kolejna piękna kobieta zaginęła blisko 2 tygodnie później, 18 marca 1984 roku na wyspie Merritt na Florydzie. 21-letnia Teresa Ferguson mierzyła 170 cm wzrostu i ważyła 53 kg, miała brązowe włosy i orzechowe oczy. Po raz ostatni widziana była w centrum handlowym, gdzie zauważono ją w towarzystwie mężczyzny pasującego opisem do Christophera Wildera.

    Ciało Teresy znaleziono 3 dni później w płytkim strumieniu nieopodal jeziora Alfred. Zwłoki były w pełni ubrane, lecz brakowało butów. Nogi, nadgarstki i gardło splątane miała bawełnianymi sznurami. Została również mocno pobita, nie było za to żadnych śladów napaści seksualnej. Jej ciało musiało zostać zidentyfikowane na podstawie dokumentacji dentystycznej. Odkrycie zwłok Teresy sprawiło, że policja nie mogła dalej bezczynnie się przyglądać.

    Wilder uprowadził kolejną kobietę zaledwie dwa dni po porwaniu Teresy, 20 marca. 19-letnia Linda Grover była studentką na Uniwersytecie Stanowym Florydy. Tego feralnego dnia była na zakupach w centrum handlowym w Tallahassee. W pewnym momencie Christopher zaczepił ją, przedstawił się jako fotograf i zaproponował sesję zdjęciową. Linda odmówiła, jednak mężczyzna pobił ją do nieprzytomności na parkingu, po czym wrzucił ją do samochodu. 19-latka ocknęła się podczas jazdy, co skutkowało tym, że jej ręce zostały związane, ciało włożone do śpiwora, a następnie wsadzone do bagażnika.

    Wilder wywiózł ją do motelu, gdzie godzinami ją gwałcił. Jednak nie poprzestał na samych gwałtach, do tego stosował tortury takie jak zaklejanie oczu super glue czy rażenie prądem. W pewnym momencie napastnik stracił czujność. W zależności od źródeł: odszedł, bo coś go zaciekawiło w telewizji lub zasnął. Chwila wystarczyła, aby Linda uciekła i zamknęła się w łazience, gdzie zaczęła krzyczeć i uderzać w ściany. Christopher wystraszył się, zabrał wszystkie swoje rzeczy i odjechał.

    Dzień czy dwa później, 22 marca, wyjął ze swojego konta bankowego 19 000 dolarów. Kamery monitoringu nagrały go w Beaumont w Teksasie. Dzięki temu ruchowi mógł znacznie utrudnić śledztwo policji. Dzięki płaceniu za wszystko gotówką, nie ryzykował już, że zostanie namierzony przez płatności kartą kredytową.

    Kolejnego dnia, 23 marca, znów zaatakował. Terry Walden była 23-letnią żoną, matką i studentką pielęgniarstwa na Uniwersytecie Lamar w Beaumont w Teksasie. Tego dnia powiedziała mężowi, że planuje zrobić małe zakupy w lokalnym centrum handlowym, uczyć się z przyjacielem do egzaminu, a następnie odebrać ich 4-letnią córkę z przedszkola. Wszystko wydawało się w porządku, dopóki około 17:00 mężczyzna nie odebrał telefonu z przedszkola, że Terry nie odebrała ich dziecka. Kobieta i jej samochód zniknęły bez śladu.

    Ciekawostką jest fakt, że dwa dni wcześniej Terry wspominała, że brodaty Australijczyk zaczepił ją i próbował nakłonić do sesji fotograficznej. Kobieta odmówiła.

    Okazało się, że Wilder ponownie spotkał Terry dwa dni później. Tym razem zagroził jej pistoletem i uprowadził ją jej własnym samochodem. Śledczy znaleźli auto Christophera na parkingu obok centrum handlowego, a ciało Terry pięć dni później, unoszącą się twarzą w dół na wodzie kanału. Była w pełni ubrana, a na jej ciele było mnóstwo śladów oparzeń i płytkich śladów po nacięciach nożem. Policja mogła podejrzewać, że Wilder poruszał się teraz samochodem Terry, Mercury Cougarem z 1981 roku w rdzawym kolorze.

    Dwa dni po porwaniu Terry, 25 marca, z centrum handlowego w Oklahoma City zaginęła 21-letnia Suzanne Logan. Uważa się, że gdy mąż Suzanne zgłosił jej zaginięcie na policji, kobieta już nie żyła. Jego zgłoszenie również nie zostało wzięte na poważnie przez policjantów, którzy uznali, że kobieta na pewno uciekła z własnej woli.

    Ciało Suzanne zostało znalezione 10 dni później przez rybaków łowiących w jeziorze Milford w Kansas. Kobieta została brutalnie zadźgana na śmierć, na jej piersi widniały ślady ugryzień, a włosy na całym ciele zostały zgolone.

    28 marca Wilder zapłacił w hotelu kartą kredytową. Nie była to jego karta, ale karta, którą ukradł któremuś ze swoich przyjaciół, o czym policja wiedziała. Niestety, gdy funkcjonariusze przybyli na miejsce, Christophera już tam nie było.

    Między zaginięciem Suzanne a znalezieniem jej ciała, zaginęła kolejna młoda kobieta, 18-letnia Sheryl Bonaventura. 29 marca dziewczyna spędzała czas w centrum handlowym w Grand Junction w Kolorado. Była bardzo podekscytowana wizją wakacji w Aspen, na które wkrótce miała pojechać ze swoją przyjaciółką. Ostatnie słowa, które Suzanne powiedziała do swojej matki to „za bardzo się o mnie martwisz”, gdy matka prosiła ją o bezpieczną jazdę samochodem.

    Kilka godzin później zaginięcie 18-latki zostało zgłoszone na policji, a jej samochód znaleziony na parkingu obok centrum handlowego. Kelnerka w lokalnej restauracji zeznała, że widziała tego dnia Sheryl z mężczyzną pasującym do opisu Wildera. Jeden z gości lokalu słyszał, jak rozmawiają o wyjeździe do Las Vegas. Kolejnego dnia para widziana była w motelu w Page w Arizonie. Obsłudze powiedzieli, że są małżeństwem. Następnym razem Wilder był widziany już bez niej. Ciało Suzanne zostanie znalezione dopiero miesiąc później w pobliżu rzeki Kanab w Utah. Została zastrzelona.

    Mimo, że policja informowała o sposobie działania Wildera – proponowaniu młodym kobietom w centrach handlowych sesji zdjęciowych, a następnie porywaniu ich i zabijaniu – magazyn Seventeen postanowił zorganizować w centrum handlowym w Las Vegas konkurs na modelkę pozującą do okładki. 1 kwietnia Wilder wypatrzył tam 17-letnią Michelle Korfman. Po zaginięciu dziewczyny policja poprosiła o przesłanie im wszystkich zdjęć zrobionych tam tego dnia. Na jednym z nich widnieje Wilder wpatrujący się w swoją przyszłą ofiarę kroczącą po wybiegu.

    Po zaginięciu Michelle na komisariat zgłosiło się mnóstwo młodych dziewczyn, którym Christopher proponował prywatne sesje zdjęciowe. Z niektórymi z nich umówił się nawet w hotelu, jednak nigdy nie zjawił się na spotkanie.

    Ponad miesiąc później, 11 maja, ciało Michelle zostanie znalezione niedaleko jednego z przystanków w Południowej Kalifornii. Zwłoki były w tak zaawansowanym stadium rozkładu, że można było je zidentyfikować jedynie dzięki promieniom rentgena.

    4 kwietnia 16-letnia Tina Marie Riscio poszła do centrum handlowego w Torrance w Kalifornii, aby szukać tam pracy. Nie będzie zbytnią niespodzianką, jeżeli powiem, że zaginęła. Pracownicy centrum powiedzieli, że widzieli ją z mężczyzną pasującym do opisu Wildera.

    Tym razem Wilder postanowił jednak nie zabijać od razu swojej ofiary. Przez kilka dni mężczyzna wielokrotnie gwałcił i torturował Tinę, podróżując z nią przez przez Arizonę, Missiouri i Illinois. 6 dni później, 10 kwietnia, obiecał jej, że wypuści ją żywą, pod warunkiem, że pomoże mu zwabić inną ofiarę. Tina zgodziła się. Trzeba pamiętać, że przez ostatnie kilka dni była wielokrotnie gwałcona, a jej przeszłość również nie była usłana różami. W dzieciństwie była molestowana i wychowywała się jedynie z matką, która miała słabość do gangów motocyklowych.

    10 kwietnia 15-letnia Dawnette Wilt wyszła do centrum handlowego w Merrillville w stanie Indiana. Tina podeszła do niej i powiedziała, że Wilder jest profesjonalnym fotografem, który jest zainteresowany zrobieniem jej zdjęć. Gdy Dawnette podeszła do samochodu, Christopher wyciągnął broń i kazał jej wsiąść. Cała trójka udała się do motelu w Victor w stanie Nowy Jork, gdzie Wilder przez kilka godzin wielokrotnie gwałcił Dawnette na oczach Tiny.

    W pewnym momencie Wilder zobaczył w telewizji, że trafił na listę 10 najbardziej poszukiwanych przez FBI przestępców. Ogarnęła go panika i postanowił, że muszą natychmiast opuścić motel. Pojechali do lasu, gdzie Christopher dwukrotnie dźgnął Dawnette nożem, a następnie zostawił na śmierć i odjechał. Po około 10 minutach jazdy postanowił wrócić i dobić ją, jednak po przybyciu na miejsce okazało się, że 15-latki już tam nie ma. Dzielna dziewczyna zdołała doczołgać się do drogi, gdzie zatrzymała przejeżdżający samochód. Dzięki temu mogła przekazać policji, że Wilder i Tina mają zamiar przedostać się do Kanady.

    W Wilderze narastała coraz większa panika. Uznał, że musi zmienić samochód na inny, w czym miała pomóc mu Tina. Pojechali do centrum handlowego w Victor w stanie Nowy Jork, gdzie na parkingu natrafili na 33-letnią Elizabeth Dodge. Christopher zmusił ją do wejścia do jego samochodu i odjechał, za nimi, w samochodzie Elizabeth, jechała Tina. Wkrótce Wilder znalazł żwirownię, gdzie zmusił 33-latkę do wejścia do dołu, a następnie ją zastrzelił.

    Kolejny jego ruch był dosyć dziwny. Pojechał na lotnisko, dał Tinie pieniądze na bilet do Los Angeles i ją zostawił. Sam udał się w stronę granicy z Kanadą. Po drodze, w Beverley w stanie Massachusetts, spotkał pewną kobietę, która miała być jego kolejną ofiarą. Zagroził jej bronią, aby wsiadła do jego samochodu, ale kobieta po prostu uciekła.

    Tego samego dnia postanowił, że już czas przekroczyć granicę z Kanadą. Wilder zatrzymał się na stacji benzynowej w Colebrook w stanie New Hampshire, zaledwie kilka kilometrów od granicy. Podczas tankowania wypytywał pracownika stacji czego będzie potrzebował, aby wjechać do Kanady.

    W tym momencie zdarzył się rodzaj cudu. Na stację wjechało akurat dwóch funkcjonariuszy, którzy go rozpoznali. Gdy Wilder ich zauważył, pobiegł do swojego samochodu po swój rewolwer. Jeden z policjantów chwycił go od tyłu i zaczęli się szarpać. W pewnym momencie pistolet Wildera wystrzelił dwa razy. Jedna z kul przeszła przez ciało Christophera i trafiła funkcjonariusza w pierś, druga utkwiła w sercu porywacza. Policjant przeżył, natomiast Wilder zmarł na miejscu. Było około godziny 14:00. Do dzisiaj nie wiadomo, czy broń wystrzeliła przez przypadek, czy mężczyzna popełnił samobójstwo.

    Wśród rzeczy Wildera znaleziono jego ulubioną książkę - „The Collector” Johna Fowlesa. Powieść opowiada o znudzonym mężczyźnie, który postanowił zmienić kolekcjonowanie motyli na kolekcjonowanie kobiet. Główny bohater porywa piękną kobietę, przetrzymuje ją w swoim domu, gdzie ją torturuje i fotografuje, a po śmierci grzebie na swoim podwórku.

    Jego ciało zostało poddane kremacji na Florydzie. Wilder pozostawił po sobie majątek wart 7 milionów dolarów, który decyzją sądu, został rozdzielony w 1986 roku między rodziny ofiar.

    Kim właściwie był Christopher Wilder? Mężczyzna urodził się 13 marca 1945 roku w Syndey w Australii i był synem amerykańskiego oficera marynarki wojennej i Australijki. Prawie zmarł przy porodzie, a następnie w wieku 2 lat prawie utopił się w basenie. W wieku 17 lat, wraz z dwoma innymi nastolatkami, zgwałcił 13-latkę. Nigdy nie przyznał się do winy i otrzymał karę roku pozbawienia wolności w zawieszeniu oraz został skierowany na terapię elektrowstrząsami, która miała go uleczyć z takich zachowań.

    W wieku 23 lat ożenił się, jednak małżeństwo trwało zaledwie tydzień. Jego żona podobno znalazła w jego samochodzie bieliznę i zdjęcia pornograficzne innej kobiety. Oskarżyła go również o molestowanie seksualne i twierdziła, że próbował ją zabić.

    Rok później Wilder przeprowadził się na Florydę, gdzie otworzył świetnie prosperującą firmę budowlaną oraz dorobił się małej fortuny dzięki inwestycją w nieruchomości. Dorobił się własnego Porsche, łodzi motorowej oraz luksusowego domu, w którym często wyprawiał wystawne przyjęcia.

    Terapia elektrowstrząsami nie osłabiła jego pociągu do krzywdzenia kobiet. Dwa lata po przeprowadzce do USA otrzymał grzywnę za zmuszanie pewnej kobiety do pozowania mu do nagich zdjęć. Jakiś czas później zmusił licealistę do uprawiania z nim seksu oralnego. Podczas rozprawy powiedział sędziemu, że dwa razy w tygodniu masturbuje się fantazjując o gwałceniu kobiet.

    Dwa-trzy lata później ponownie stanął przed sądem. Zaczepił dwie młode dziewczyny w centrum handlowym, przedstawiając się jako fotograf mody. Podczas rzekomej „sesji” odurzył je i zgwałcił jedną z nich. Udało mu się przekonać sędziego do kary pieniężnej zamiast więzienia.

    13 kwietnia 1980 roku, w wieku 35 lat, próbował porwać 17-letnią Carlę Hendry z Beverly w stanie Massachusetts. Dziewczyna zdołała uciec, a informacja o samochodzie, którym poruszał się Wilder, została podana do wiadomości publicznej.

    Dwa lata później wyjechał do Australii, aby odwiedzić swoich rodziców. Tam, znów podając się za fotografa, zmusił dwie 15-letnie dziewczyny do pozowania nago. Został aresztowany, jednak jego rodzice zapłacili kaucję w wysokości 350 000 dolarów, dzięki czemu mógł wrócić na wolność. Pozwolono mu również wyjechać na Florydę, gdzie miał czekać na proces. Jednak gdy nadszedł termin procesu, Christopher był już martwy.

    Wydaje się to bardzo niesprawiedliwe, że mimo popełnienia tak wielu przestępstw i tylu czerwonych flag na drodze jego życia, nigdy nie został nawet skazany na karę więzienia. Śmierć przy próbie aresztowania również wydaje się zbyt małą karą za pozbawienie życia tak wielu młodych kobiet. Rodziny ofiar nigdy nie mogły nawet spojrzeć mu w oczy i dać upustu swojemu cierpieniu.

    Po śmierci Wildera FBI próbowało odtworzyć jego trasę. Okazało się, że mógł mieć na swoim koncie więcej ofiar, jednak nie było żadnych dowodów mogących to potwierdzić. Do dzisiaj Christopher jest głównym podejrzanym w kilku innych sprawach zaginięć i morderstw młodych kobiet.

    15 marca 1984 roku 15-letnia Colleen Orsborn postanowiła uciec ze szkoły i spędzić czas na plaży Daytona na Florydzie. Rybacy znaleźli jej ciało kilka dni później przy jeziorze w hrabstwie Orange na Florydzie. Jej zwłoki pozostały nierozpoznane aż do 2011 roku, gdy użyto do ich identyfikacji testów DNA. 15 marca Wilder niewątpliwie był na Florydzie, był to dzień pomiędzy zabiciem Elizabeth Kenyon i Teresy Ferguson, czyli drugiej i trzeciej ofiary.

    Kilka morderstw, o które Wilder jest podejrzewany, miało miejsce jeszcze na długo przed jego 6-tygodniowym szałem zabijania. Mężczyzna jest podejrzewany o morderstwo dwóch dziewcząt, które miało miejsce w 1965 roku, gdy Wilder miał zaledwie 20 lat. 11 stycznia 1965 roku dwie 15-letnie dziewczyny, Christine Sharrock i Marianne Schmidt, wyszły z młodszym rodzeństwem na plażę Wanda, nieopodal Sydney. Ich ciała zostały znalezione później martwe. Zwłoki Christiny miały ślady wielu ran kłutych i ciosów w głowę, a gardło Marianne zostało poderżnięte i ciało również zostało wielokrotnie dźgnięte nożem. Mimo upływu 55 lat, sprawa nastolatek z plaży Wanda do dzisiaj pozostaje nierozwiązana. Jedno jest pewne – Wilder mieszkał wtedy niedaleko.

    Mężczyzna jest podejrzany również o udział w zaginięciu 17-letniej Mary Opitz w 1981 roku oraz morderstwo 18-letniej Mary Hare, która zaginęła miesiąc później. Obie zniknęły z centrum handlowego w Fort Myers na Florydzie. Ciało Mary Hare znaleziono w tym samym roku, została zadźgana. Mary Optiz do dzisiaj pozostaje osobą zaginioną. Dziewczyny były młode, atrakcyjne i zginęły z centrum handlowego na Florydzie. Pasują do zbrodni dokonywanych przez Wildera.

    Wilder może być również powiązany z morderstwem Tiny Marie Beebe i Shari Lynne Ball z Florydy. Ciało Tiny zostało znalezione w 1982 roku, jednak jej tożsamość poznano dopiero w 2013 roku dzięki dokumentacji dentystycznej. Najprawdopodobniej została zabita w 1980 lub 1981 roku. Jej palce zostały odcięte, aby uniemożliwić jej identyfikację.

    20-letnia Shari Lynne po raz ostatni była widziana 27 czerwca 1983 roku, gdy wyjeżdżała z domu do Nowego Jorku, aby kontynuować karierę modelki. Dwa dni później zadzwoniła do swojego chłopaka informując, że dojechała do Wirginii. Nigdy więcej nie dała znaku życia. Jej ciało znaleziono cztery miesiące później na bagnach w Shelby w stanie Nowy Jork. Jej zwłoki również udało się zidentyfikować dopiero w 2011 roku, dzięki testom DNA.

    Inną ofiarą Wildera miała być 25-letnia Nancy Kay Brown z Illinois, która zaginęła w czerwcu 1983 roku z Cocoa Beach na Florydzie. Jej ciało zostało odnalezione rok później na tym samym obszarze leśnym, na którym odnaleziono ciało Teresy Ferguson, trzeciej ofiary Wildera. Sprawa śmierci Nancy do dziś pozostaje nierozwiązana.

    Miesiąc po zaginięciu Nancy, również z Cocoa Beach, zniknęła 18-letnia Tammy Lynn Leppert. Dziewczyna, mimo młodego wieku, miała już na swoim koncie sporo sukcesów. Od dziecka brała udział w dziecięcych konkursach piękności i wygrała 280 z 300, w których wystąpiła. W wieku 15 lat wystąpiła w filmie „Little Darlings”, jednak sławę zdobyła dzięki roli w filmie „Spring Break” z 1983 roku. Sprawa jej zaginięcia również pozostaje nierozwiązana do dzisiaj.

    Źródła: wikipedia.org, llistverse.com, allthatinteresting.com, learning-history.com, mamamia.com, youtube.com

    #historieriley
    pokaż całość

    źródło: allthatsinteresting.com

  •  

    Zaginięcie Tabity Tuders

    Historię można usłyszeć również na moim kanale na Youtube – tutaj

    Tabitha Tuders urodziła się 15 lutego 1990 roku we wschodnim Nashville. Jej ojciec, Bo, pracował jako kierowca ciężarówki, a matka, Debra, jako kucharka w szkolnej stołówce. Tabitha miała dwójkę rodzeństwa – o 12 lat starszego brata, Kevina, oraz o 9 lat starszą siostrę, Jamie. Między nią a jej rodzeństwem była spora różnica wieku, więc była oczkiem w głowie swoich rodziców i w związku z tym może była trochę rozpieszczona. Uwielbiała spędzać czas ze swoją rodziną i zawsze ich rozśmieszała. Była bardzo pogodną dziewczynką.

    W 2003 roku Tabitha miała 13 lat, ale jak mówiła jej matka, czasami zachowywała się bardziej jakby miała 8 lat. Często nie odstępowała Debry na krok. Zdaniem rodziców, nie interesowała się jeszcze zbytnio chłopcami. Jej ojciec wspominał, że czasem jacyś chłopcy dzwonili do ich domu i prosili Tabithę do telefonu, ale ona często prosiła, aby powiedzieć, że jej nie ma.

    Dziewczyna chodziła do 7 klasy Bailey Middle School i miała świetne oceny, z czego była bardzo dumna. Miała również świetną frekwencję.

    29 kwietnia 2003 roku jej matka wstała do pracy około 6:00 rano i zobaczyła Tabithę leżącą na podłodze przy nogach małżeńskiego łóżka swoich rodziców. Debra nie była tym zbytnio zaskoczona. Mimo, że jej córka miała już 13 lat, często zdarzało jej się przychodzić w nocy do sypialni rodziców, ponieważ czuła się samotna.

    Godzinę później, o 7:00 rano, do pracy wstał ojciec i obudził Tabithę. Nastolatka miała zwyczaj kończenia swoich zadań domowych rano przed szkołą. Tak było i tym razem. Gdy Bo wychodził do pracy, Tabitha oglądała telewizję. W domu została z nią jej starsza siostra, 21-letnia Jamie, wraz z dwójką swoich małych dzieci.

    Tabitha wyszła z domu jak zwykle o 7:50. Autobus miał przyjechać o 8:00, ale droga nie była długa. Przystanek leżał zaledwie 3 przecznice od jej domu, więc dojście do niego zajmowało jej jedynie 5 minut. Niestety tego dnia nie dotarła na przystanek.

    Debra wróciła do domu około 13:30. Tabitha zawsze wracała o 16:00, jednak tego dnia tak się nie stało. Wraz z upływem kolejnych minut jej matka była coraz bardziej zaniepokojona. Tabitha była bardzo punktualna, więc już o 16:10 Debra postanowiła wyjść po nią na przystanek, jednak gdy tam doszła, nikogo na nim nie było. Przyszło jej do głowy, że Tabitha musiała spóźnić się na autobus, więc postanowiła pojechać do oddalonej o 3 km szkoły. Tam jednak czekały na nią zamknięte drzwi.

    Debra znalazła woźnego, wraz z którym zaczęła przeszukiwać szkołę w poszukiwaniu córki. Pomyśleli, że być może Tabitha została przez przypadek zamknięta w jakimś pomieszczeniu. Po pewnym czasie bezskutecznych poszukiwań spotkali jednego z nauczycieli, który powiedział, że tego dnia 13-latki w ogóle nie było w szkole. Z jakichś przyczyn szkoła nie zadzwoniła jednak i nie poinformowała rodziców o tym fakcie.

    Około godziny 18:00 zgłoszono zaginięcie Tabithy na policji. Przez całą noc 15 policjantów, rodzice i ochotnicy przeszukiwali okolicę. Niestety zła pogoda nie pozwoliła na zaangażowanie helikoptera.

    Od samego początku część z policjantów trochę bagatelizowało sprawę. Byli bardzo zaskoczeni tym, że rodzice nie byli nawet w stanie powiedzieć co ich córka miała na sobie tego dnia, a przecież zarówno Debra jak i Bo, widzieli ją tego ranka jedynie w piżamie. Gdy Tabitha wyszła do szkoły, jej siostra i siostrzeńcy jeszcze spali. Po przejrzeniu rzeczy do prania, Jamie wytypowała w końcu, że Tabitha prawdopodobnie miała na sobie niebieską koszulkę, jeansy i białe trampki.

    Część policjantów założyła również, że skoro dziewczyna miała 13 lat, to musiała uciec z domu. Na nic zdały się tłumaczenia rodziny, że Tabitha nie miała na swoim koncie żadnych prób ucieczki i coś takiego zupełnie nie leżało w jej naturze. Nastolatka była bardzo blisko związana ze swoją rodziną i nie miała żadnego powodu do ucieczki. Za dwa tygodnie miała z resztą pojechać do parku rozrywki w Louisville i była tym bardzo podekscytowana. Właściwie o niczym innym nie mówiła.

    Policja postanowiła przeszukać rzeczy w jej pokoju. Znaleźli w nim wszystkie ubrania dziewczyny, jej kosmetyki, klucze do domu, a nawet 20 dolarów, które wygrała w kościele w poprzednią niedzielę za zapamiętanie 10 przykazań. Oznaczało to, że w chwili zaginięcia Tabitha miała przy sobie jedynie szkolny plecak, w którym były tylko przybory do kolejnego dnia lekcji.

    Funkcjonariusze byli w stanie jedynie pobrać jej DNA ze szczotki do włosów i szczoteczki do zębów. Jednocześnie, wciąż twierdząc, że Tabitha była uciekinierką, postanowili nie uruchamiać procedury Amber Alert. Uzasadniali to konkretnymi formalnościami, które muszą mieć miejsce, aby móc użyć tego alarmu, m.in. musiałaby być pewność, że Tabitha została uprowadzona i musiałyby być znane szczegóły tego uprowadzenia. Tego w tej sprawie brakuje.

    Dzień później policjanci wrócili do domu rodziny Tuders, aby dokładniej przeszukać pokój 13-latki. Tym razem znaleźli pewien ślad – karteczkę z literami „TDT – N – MTL”. TDT to inicjały Tabithy – Tabitha Danielle Tuders. Rodzice nie byli jednak w stanie rozszyfrować inicjałów MTL. Według ich wiedzy, Tabitha nie miała chłopaka.

    Tego samego dnia na policję zgłosił się 11 letni chłopiec, który w dzień zaginięcia czekał na przystanku i widział Tabithę idącą w jego stronę. W pewnym momencie obok dziewczyny zatrzymał się czerwony samochód prowadzony przez Afroamerykanina w wieku około 30-40 lat, który miał na głowie czapkę z daszkiem. Tabitha wsiadła do auta, które następnie zawróciło i pojechało w drugą stronę.

    Zdaniem rodziców dziewczyna nigdy nie wsiadłaby do samochodu kogoś obcego. Matka przytoczyła nawet anegdotkę, że pewnego dnia jej przyjaciółka miała przywieźć Tabithę ze szkoły, ale ta nie zgodziła się wsiąść do auta. Innym razem przybiegła do Debry, aby zapytać się czy może wsiąść do auta sąsiada. Autem kierować musiałby więc ktoś z rodziny. Policjanci z jakichś względów kwestionowali prawdziwość zeznań chłopca, nie wyjaśniono jednak dlaczego.

    Wkrótce okazało się, że były chłopak Jamie był ciemnoskóry i miał dostęp do czerwonego samochodu. Przez jakiś czas mieszkał nawet z Tudersami, więc doskonale znał rozkład dnia rodziny. Dodatkowo odmówił udziału w poszukiwaniach nastolatki, co było dosyć dziwne. Policjanci przesłuchali go, jednak nie było żadnych dowodów na to, że miał coś wspólnego z zaginięciem dziewczyny.

    Policjanci przesłuchali też samą Jamie i testowali ją wariografem. Co ciekawe, testowali ją aż cztery razy, z czego trzy razy wynik był niejednoznaczny. Można było przypuszczać, że coś wie, ale z drugiej strony przed rozpoczęciem przesłuchania funkcjonariusze nastraszyli ją, że jeżeli wariograf pokaże, że kłamie, to opieka społeczna zabierze jej dzieci a jej rodzice będą czytać w gazetach, że to ona stoi za zniknięciem Tabithy. Jamie odpowiadała na pytania pod wpływem ogromnych emocji, co musiało mieć wpływ na cały test.

    Tymczasem pojawiali się kolejni świadkowie, którzy widzieli Tabithę w drodze na przystanek w dzień zaginięcia. Nic z resztą dziwnego, mnóstwo osób wstaje do pracy i wychodzi z domu między 7:00 a 8:00 rano. To dosyć „ruchliwa” godzina.

    Jeden z sąsiadów widział Tabithę na rogu ulicy Lillian, na której mieszkała, i ulicy 14, na której był przystanek. Dwóch innych widziało ją idącą wzdłuż ulicy 14. Kolejny sąsiad akurat wyjrzał przez okno i zobaczył Tabithę idącą 14 ulicą i czytającą jakąś kartę. Najprawdopodobniej był to arkusz z jej ocenami, który otrzymała poprzedniego dnia, i z którego była bardzo dumna. Nie wyglądała na zaniepokojoną, szła spokojnym tempem.

    Do poszukiwań zaangażowano również psy tropiące. Psy podjęły trop wzdłuż 14 ulicy, lecz w pewnym momencie zawróciły, tak jakby Tabitha nagle zmieniła kierunek. Pokrywa się to z zeznaniami chłopca, który powiedział, że wsiadła do czerwonego samochodu, który zawrócił.

    Jedna z koleżanek Tabithy powiedziała policji, że przynajmniej raz były razem w lokalnej bibliotece, gdzie pisały z różnymi ludźmi na czatach. Policja zabezpieczyła wskazany komputer, jednak do tego czasu korzystało z niego tyle osób, że nic konkretnego nie udało się ustalić.

    Policjanci szukali oczywiście kogoś o inicjałach MTL, jednak nie było to proste. W szkole Tabithy nikt nie miał takich inicjałów. Okazało się, że 18-letni syn przyjaciół Debry i Bo ma takie inicjały, jednak chłopak miał alibi. W chwili zaginięcia nastolatki był w szkole.

    Okazało się również, że w okolicy mieszkało kilku zarejestrowanych przestępców seksualnych. Kilka domów od Tudersów mieszkało małżeństwo aresztowane dwa tygodnie po zaginięciu Tabithy za zgwałcenie nieletniego chłopca. Niedaleko mieszkał również niejaki Millard Earl Smith, który został aresztowany w czerwcu tego samego roku za próbę napaści seksualnej na chłopcu, który chodził do tej samej szkoły co Tabitha. Około 1,5 km dalej mieszkał Leslie Paul Duke, mężczyzna, który spędził w więzieniu 10 lat za wykorzystywanie seksualne swoich czterech córek. Oczywiście wszystkie te osoby sprawdzono, ale nie było żadnych dowodów przeciwko nim.

    Na policję zgłosił się pewien lokalny pracownik utrzymania ruchu, który twierdził, że widział Tabithę tego ranka, gdy zaginęła. Mężczyzna nie potrafił przywołać żadnych powodów, aby być tego dnia w tej okolicy, za to gdy opisywał Tabithę robił to w bardzo sugestywny sposób. Rękami pokazywał kształty, których nabierała podczas dojrzewania. Na policji wywarło to tak duży wpływ, że wkrótce ten mężczyzna stał się głównym podejrzanym. Jego dom, leżący zaledwie 3 km od domu Tudersów, został bardzo dokładnie przeszukany, ale nie było tam żadnych śladów krwi ani innych, sugerujących, że mógł mieć coś wspólnego ze sprawą.

    Podczas, gdy policja prowadziła śledztwo, rodzice i rodzina Tabithy robili co w ich mocy, aby ją znaleźć. Próbowali nagłaśniać sprawę w mediach, rozprowadzali plakaty, przypinki i koszulki z podobizną 13-latki. Napływały do nich informacje, że Tabitha widziana była w różnych częściach Nashville, jednak żadnej z nich nie udało się potwierdzić. Sąsiedzi również stanęli na wysokości zadania, zrobili grafik i przez prawie rok dostarczali Tudersom ciepłe posiłki. Wiedzieli, że w tej sytuacji rodzice dziewczyny nie mieli głowy do gotowania.

    W październiku 2003 roku na policję zgłosił się kierowca ciężarówki, który widział dziewczynę uderzająco podobną do Tabithy w Linton w stanie Indiana. Dziewczyna wyglądała na zaniepokojoną i przestraszoną i była w towarzystwie innej nastolatki i jakiegoś mężczyzny. Jeden z pracowników hotelu w Linton również zeznał, że widział taką samą grupę osób. Niestety ten trop okazał się ślepym zaułkiem. Nie udało się odnaleźć tych ludzi.

    19 sierpnia 2003 roku z Northport w Alabamie zniknęła 11-letnia Heaven Ross. Dziewczynka, tak jak Tabitha miała jasne włosy, była podobnej do Tabithy postury i zaginęła w drodze do szkoły. Dziewczynki mieszkały w odległości 400 km od siebie, co z jednej strony nie jest dużą odległością, jeśli patrzeć w kontekście całych Stanów, ale z drugiej strony to sporo. Nie ma żadnych dowodów na to, że te sprawy są ze sobą połączone. Niestety ciało Heaven znaleziono trzy lata później, a sprawa jej zabójstwa do dziś pozostaje nierozwiązana.

    Tymczasem rodzice Tabithy przechodzili piekło. Starali się jak najbardziej nagłaśniać sprawę zaginięcia swojej córki, aby utrzymać zainteresowanie. Powiesili przy drzwiach swojego domu duży plakat ze zdjęciem Tabithy i wszystkimi informacjami, aby każdy przejeżdżający ich ulicą usłyszał o tej sprawie. Występowali w telewizji, gdzie w jednym z programów jakiś jasnowidz powiedział im, że Tabitha nie żyje a jej ciało leży na środku jakiegoś pola. Innej rodzinie, której syn zaginął, ten jasnowidz powiedział to samo, ale chłopak po jakimś czasie wrócił do domu cały i zdrowy, więc najprawdopodobniej ten wróżbita opowiadał to samo każdej rodzinie.

    Rodzice Tabithy musieli zrezygnować z telefonu stacjonarnego, ponieważ ciągle otrzymywali telefony od jakichś „żartownisiów” mówiących „Tatusiu, to ja Tabitha, chodź do mnie i ocal mnie”. W głowie mi się nie mieści jak można robić coś takiego. Dodatkowo coraz mniej znajomych wspierało Tudersów. Ludzie po prostu nie wiedzieli co mogą zrobić i jak mogą ich pocieszyć, więc przestali ich odwiedzać.

    W 2008 roku, w piątą rocznicę zaginięcia, opublikowano obszerny artykuł opisujący sprawę zaginięcia Tabithy. Dzięki temu pojawił się nowy świadek, który do tej pory milczał i nigdy nie został przesłuchany przez policję. Osoba ta twierdziła, że widziała jak nastolatka wsiadała rano do zielonego a nie czerwonego samochodu. Dodatkowo na tym aucie przyklejona miała być naklejka ze skorpionem. Policja rozpowszechniła tę informację w mediach społecznościowych, jednak nie udało się znaleźć tego samochodu.

    W 2010 roku FBI ogłosiło nagrodę w wysokości 25 000 dolarów za informacje, które mogą pomóc w rozwiązaniu sprawy. Trzy lata później nagrodę podniesiono do 50 000 dolarów.

    Mijały kolejne lata. Musiało minąć ich aż 8, aby na policję zgłosiła się kobieta, która znała mężczyznę z zielonym samochodem, który mieszkał w tamtym czasie w okolicy. Był to niejaki Juan, który znał Tabithę, ponieważ podobno palili razem papierosy. Początkowo policja nie mogła go znaleźć, więc rozpowszechniono jego zdjęcie. Po jakimś czasie okazało się, że mieszkał teraz w oddalonym o 3,5 godziny drogi Louisville. Mężczyzna został przesłuchany i pozytywnie przeszedł test wariografem. Okazało się, że kobieta mocno ubarwiła swoją historię.

    Ostatnie informacje na temat tej sprawy pojawiły się 14 lutego 2020 roku, w przeddzień 30 urodzin Tabithy. Policja ogłosiła, że istnieje duża szansa, że dziewczyna została porwana i była później zmuszana do prostytucji. Przez te wszystkie lata mieli otrzymać mnóstwo wskazówek, od takich mówiących, że Tabitha żyje, ma się dobrze i jest już mężatką, do takich mówiących, że od dawna jest martwa. Obecnie śledczy mają na oku 8 osób, które mogły mieć coś wspólnego z zaginięciem Tabithy.

    Przez lata pobrano nawet próbki DNA od kilku kobiet, które przypominały Tabithę. Żadna z nich jednak nią nie była. Policja twierdzi również, że wiele osób nie chciało z nimi współpracować.

    Rodzice Tabithy w każdą rocznicę zaginięcia swojej córki organizują czuwanie. Czuwanie odbywa się w ogrodzie poświęconym ich córce przy gimnazjum, do którego chodziła.

    Debra i Bo wciąż mają nadzieję, że pewnego dnia Tabitha zapuka do ich drzwi. W związku z tym wciąż żyją w tym samym, dwupokojowym domku we wschodnim Nashville.

    Niestety, mimo że upłynęło już 17 lat, do dzisiaj nie wiadomo co stałą się z Tabithą tego kwietniowego poranka. Nie wiadomo czy została porwana, czy sama uciekła, czy jej zniknięcie ma coś wspólnego z zabójstwem Heaven Ross. Mimo mnóstwa podejrzanych i różnych tropów, nie wiadomo nawet czy wciąż żyje. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że kiedyś tajemnica jej zaginięcia zostanie rozwiązana i da to ukojenie wciąż szukającym ją rodzicom.

    Źródła: youtube.com, nashvillescene.com, charleyproject.org, wsmv.com, nbcnews.com, unsolvedmysteries.fandom.com, nashvillescene.com, truecasefiles.com, storiesoftheunsolved.com, missingtabithatuders.wordpress.com

    #historieriley
    pokaż całość

    źródło: storiesoftheunsolved.files.wordpress.com

    +: m...e, NoLife_ +573 innych
  •  

    Porwanie dzieci z Chowchilla

    Dzisiejszą historię można wysłuchać również na youtube.

    W 1976 roku Chowchilla było małym miasteczkiem leżącym w Kalifornii, które liczyło zaledwie 5000 mieszkańców. Większość z nich zajmowała się rolnictwem.

    Po zakończeniu roku szkolnego dzieci miały możliwość uczęszczania do "szkoły letniej". Szkoła letnia kojarzy się od razu z uczęszczaniem do niej za karę, jednak w tym przypadku był to raczej rodzaj półkolonii. W pierwszej połowie dnia dzieci miały lekcje, natomiast w drugiej różne zajęcia sportowe, rekreacyjne czy inne wycieczki. Taki rodzaj szkoły letniej okazał się wielkim hitem. Ostatnim dniem miał być 16 lipca, ale zarówno dzieci, jak i ich rodzice, nauczyciele i kierowcy autobusów podpisali petycję, aby zajęcia odbywały się przez całe wakacje.

    W czwartek 15 lipca, dzień przed oficjalnym zakończeniem szkoły, dzieci po południu pojechały na basen. Około 16.00 odebrał je stamtąd kierowca szkolnego autobusu, Frank Edward Ray, którego nazywano „Ed”. Ed prowadził szkolny autobus od przeszło 30 lat. Mimo że mógłby już przejść na emeryturę, nie chciał tego robić, ponieważ uwielbiał swoją pracę.

    Między basenem a szkołą podstawową Dairyland Ed powinien zrobić cztery przystanki. Po pierwszych trzech w autobusie została 26 dzieci w wieku od 5 do 14 lat. W pewnym momencie Ed zauważył, że wąska droga, którą jechali, zablokowana jest przez białą furgonetkę z podniesioną maską. Gdy mężczyzna zwolnił, aby zaproponować pomoc, do autobusu wsiadło trzech mężczyzn, których twarze zakryte były nylonowymi rajstopami. Byli uzbrojeni.

    Larry Park, która miała wtedy zaledwie 6 lat, wspominała po latach, że przez rajstopy wyglądało jakby ich oczodoły były puste. Miała wrażenie, że patrzy na śmierć.

    Jeden z porywaczy przejął kierownicę autobusu, podczas gdy drugi cały czas trzymał pistolet przy skroni Eda, a trzeci jechał za nimi furgonetką. Ed ciągle powtarzał dzieciom, żeby były cicho i robiły to co mówią porywacze. Mówił szorstkim tonem, co było do niego niepodobne.

    Po około 15 minutach dojechali do zarośniętego terenu przy płytkiej odnodze rzeki Chowchilla, gdzie czekała już na nich druga furgonetka. Mężczyźni zmusili Eda i dzieci do przejścia do dwóch samochodów. Musieli skakać z autobusu do furgonetek, aby nie zostawić żadnych śladów stóp na ziemi. Wnętrza samochodów zamieniono w prowizoryczne cele za pomocą drewnianych paneli oraz zaklejając okna. Panowała w nich całkowita ciemność.

    Przez następne 11 czy 12 godzin Ed i dzieci transportowane były w ciasnych furgonetkach, siedząc jedno na drugim. Starsze dzieci śpiewały piosenki, aby uspokoić młodsze. Robiły to, mimo przerażającego staruchu, który same odczuwały. Wewnątrz było strasznie duszno i gorąco, ponieważ na zewnątrz temperatura sięgała niemal 38 stopni Celsjusza. Przez cały ten czas nikomu nie podano wody ani jedzenia, nie przewidziano także postojów na skorzystanie z toalety. Niektóre z dzieci miały chorobę lokomocyjną. Wszystko to sprawiło, że musiał panować tam niesamowity odór.

    Ed był zawsze bardzo punktualny, więc gdy nie dojechał na czas na czwarty przystanek, rodzice zaczęli się martwić. Oczywiście każdemu mogło się zdarzyć drobne spóźnienie, ale wraz z upływem kolejnych minut niepokój wzrastał. Ustalono, że na trzecim przystanku był punktualnie, więc podejrzewano, że autobus musiał się zepsuć gdzieś między trzecim a czwartym przystankiem. Sprawdzono trasę, jednak po autobusie nie było ani śladu.

    Zaniepokojeni rodzice zaczęli niemal masowo zgłaszać się na policję i już o godzinie 19.00 rozpoczęto poszukiwania na dużą skalę. Godzinę później zaangażowano helikopter, którego pilot zobaczył szkolny autobus stojący w zaroślach nieopodal koryta rzeki. Można było go zauważyć tylko z powietrza.

    Policjanci natychmiast ruszyli w to miejsce, jednak po dzieciach nie było śladu. Jedynym pocieszeniem był fakt, że w autobusie nie było żadnych śladów krwi czy przemocy. Wokół niego nie było również śladów stóp, a jedynie ślady kół mogące pochodzić od furgonetek.

    Jak dotąd nie było żadnego żądania okupu. Z resztą jaki okup mógł wchodzić w grę. Chowchilla była małą rolniczą miejscowością. Żadna z rodzin nie była specjalnie zamożna.

    Zaczęła więc rozpowszechniać się teoria, że za wszystkim stoi Zodiac, którego działalność w San Francisco obejmowała początek lat 70. W jednym z listów napisał, że planuje napaść na autobus z dziećmi w wieku szkolnym.

    Tymczasem po 12 godzinach jazdy furgonetki zaczęły zwalniać. Następnie porywacze wyciągali z pojazdu jedną osobę naraz, zamykali drzwi i po kilku minutach wyciągali kolejną. Dzieci były przerażone. Nie wiedziały co się dzieje. Niektóre z nich próbowały się ukryć, jednak wszystkie zostały wkrótce wyciągnięte z samochodów.

    Każde z dzieci pytano o ich imię, nazwisko, adres i numer telefonu. Porywacze zabierali od nich również kawałki ubrań lub czapki z daszkiem, które później porozrzucali po różnych drogach próbując wprowadzić policję w ślepe zaułki. Na zewnątrz czekała na nich drewniana drabina prowadząca do środka dziury w ziemi. Wszyscy po kolei byli zmuszani do schodzenia w dół, 3,5 metra pod powierzchnię. Niektóre z dzieci były przekonane, że wysyłają ich wprost do piekła.

    W rzeczywistości w ziemi zakopana była stara przyczepa ciężarówki wypełniona brudnymi materacami. Był w niej również stół, na którym stały opakowania z masłem orzechowym, płatkami śniadaniowymi i chleb. Stół otoczony był baniakami z wodą pitną. W nadkolach wycięto dziury mające służyć za toalety. Szumiały wentylatory.

    Zanim wszyscy się obejrzeli, porywacze wyciągnęli drabinę. Zrzucili im rolkę papieru toaletowego i powiedzieli, że po nich wrócą. Następnie zakryli otwór w suficie grubą blachą, którą obciążyli dwoma akumulatorami o wadze 45 kg każdy. Całość zasypali ziemią. Gdy skończyli było około 3.30 w nocy.

    Nikt z uwięzionych nie wiedział jak długo będą przetrzymywani ani czy ktokolwiek z nich wyjdzie z tego żywy.

    Minęło 12 godzin. Warunki się pogarszały. Jedzenia starczyło zaledwie na jeden posiłek. Panowała ciasnota, upał, zaduch i smród uryny. Wentylatory działały coraz wolniej, dach zaczął się zapadać a ściany chwiać. Wizja śmierci była coraz bliższa. Musieli się wydostać.

    14-letni Michael Marschall wraz z kolegą zaczął układać materace jeden na drugim tuż pod włazem w suficie. Początkowo Ed był temu przeciwny, ponieważ obawiał się, że jeden z porywaczy został na straży. Wkrótce jednak zaczął pomagać chłopcom. Naprzemiennie napierali na obciążony właz, aż w końcu udało im się przesunąć leżące na nim akumulatory i blacha przesunęła się. Był to jednak dopiero początek.

    Porywacze zbudowali wokół włazu coś na kształt drewnianego pudła, na tyle dużego, że Michael mógł się w nim zmieścić. 14-latek tak długo uderzał w nie, aż ujrzeli pierwsze promienie światła. Po 16 godzinach pod ziemią pojawiła się realna szansa na uwolnienie. Wystawienie głowy na powierzchnię musiało jednak kosztować Michaela wiele odwagi. Prawdopodobnym było, że jeden z porywaczy został na straży i będzie strzelał, gdy tylko zobaczy, że ktoś wychyla się w dołu. Tak się jednak nie stało. Na powierzchni nikt nie czekał.

    Było około godziny 20.00, gdy wszystkim udało się wyjść z dołu. Wokół widzieli wzgórza i drzewa. Słyszeli dźwięki ciężkiego sprzętu. Nie mieli wyjścia, więc popędzili w kierunku wydobywającego się dźwięku, mimo że mogli pobiec wprost w ręce porywaczy. Na wszelki wypadek Michael zaczął biec w innym kierunku, aby w razie złapania grupy przez porywaczy, zawiadomić pomoc. Nic takiego nie miało jednak miejsca, żaden z porywaczy nie zadał sobie trudu, aby stać na straży. Byli w kamieniołomie w Livermore, 160 km od Chowchilla. Gdy dobiegli do budki strażnika, mężczyzna już wiedział kim są. O porwaniu autobusu szkolnego było głośno w mediach. Natychmiast zawiadomiono policję.

    Ed i dzieci zostali przetransportowani do centrum rehabilitacyjnego w więzieniu Santa Rita. Tam policjanci zrobili zdjęcia i przebadali każdego ocalałego. Zostali również przesłuchani, ale nie mogli zbyt wiele powiedzieć o swoich porywaczach.

    W ciągu kolejnych dni policja zajęła się przeszukiwaniem kamieniołomu oraz wydostawaniem zakopanej w ziemi ciężarówki. Mieli nadzieję, że uda im się natrafić na ślady, które pomogą w ustaleniu tożsamości porywaczy.

    Było bardzo prawdopodobne, że porywacz musiał mieć klucze do kamieniołomu, więc syn właściciela był jednym z pierwszych podejrzanych. Dodatkowo ochroniarze zeznali, że kilka miesięcy wcześniej widzieli 24-letniego Fredricka Woodsa IV, gdy kopał dużą dziurę w kamieniołomie wraz z dwójką innych młodych mężczyzn. Fredrick miał już kartotekę policyjną, ponieważ dwa lata wcześniej został aresztowany za kradzież samochodu. Towarzyszył mu wtedy jego rówieśnik, James Schoenfeld, oraz jego o dwa lata młodszy brat, Richard Schoenfeld. Otrzymali wyroki w zawieszeniu. Wszyscy trzej pochodzili z zamożnych rodzin mieszkających na przedmieściach San Francisco. Ojciec Jamesa i Richarda był pediatrą, a ojciec Freda właścicielem różnych nieruchomości i firm.

    Funkcjonariusze uzyskali nakaz przeszukania majątku ojca Freda. Znaleźli jeden z pistoletów użytych podczas porwania. Dodatkowo w pokoju Freda znaleziono kartkę, na której rozpisany został plan porwania wraz z możliwymi problemami i sposobami ich rozwiązania. Na innej kartce zapisano również szkic noty o okupie.

    Wydano nakaz aresztowania i rozpoczęła się obława. Mężczyźni uznawani byli za uzbrojonych i niebezpiecznych. Po kilku dniach najmłodszy z mężczyzn, 22-letni Richard, oddał się w ręce policji. Pozostała dwójka uciekła z Kalifornii. Niedługo później policja aresztowała Jamesa w stanie Waszyngton, gdzie rozpoznano go, gdy prowadził furgonetkę. Następnie aresztowano Fredricka w Kanadzie.

    Dlaczego mężczyźni nie zgłosili swojego żądania okupu? Powód był bardzo prozaiczny. Próbowali dodzwonić się na komisariat policji w Chowchilla, ale linie były cały czas zajęte przez rodziców i rodziny porwanych dzieci. Zmęczeni całonocną jazdą położyli się spać, a gdy się obudzili, było już po wszystkim. Usłyszeli w radiu, że kierowca autobusu i dzieci uciekły.

    Okazało się, że pomimo ogromnych majątków swoich rodziców, wszyscy trzej mężczyźni byli poważnie zadłużeni. Starszy z braci Schoenfeld, James, pracował jako pomocnik kelnera. Ojciec dał mu pieniądze na zakup Jaguara, ale nie było go stać na opłacenie ubezpieczenia, więc musiał sprzedać samochód. Następnie wraz z Fredrickiem próbowali inwestować w nieruchomości, ale zamiast zarobić, stracili około 30 000 dolarów. James był winny Fredowi pieniądze, które ten z kolei pożyczył od swojego kuzyna.

    Mężczyźni próbowali wejść w branżę filmową wymyślając scenariusz „idealnej” zbrodni. W pewnym momencie Fred przeczytał w gazecie, że stan Kalifornia dysponuje nadwyżką miliarda dolarów. Postanowili wcielić swój „idealny” plan w życie i uwolnić Kalifornię od 5 nadprogramowych milionów, które stan mógł przecież przeznaczyć na okup za kilkoro dzieci.

    Postanowili porwać wiele dzieci, ponieważ chcieli dostać kilka milionów okupu, a dzieci są cenne. Państwo byłoby skłonne zapłacić, aby nic im się nie stało. Dodatkowo dzieci to łatwe ofiary, nie walczą.

    Dowody były przytłaczające. Fredrick, James i Richard przyznali się do 27 zarzutów porwania dla okupu. Nie przyznali się natomiast do ośmiu zarzutów obrażeń cielesnych, które zarzucał im prokurator. Niektóre z dzieci zgłosiły nudności, krwawienia z nosa i omdlenia. Inne miały na ciele siniaki i ślady poparzeń.

    Tymczasem Ed i odważne dzieciaki zostały okrzyknięte bohaterami. W nagrodę zorganizowano nawet dla nich wycieczkę do Disneylandu. Ed otrzymał wyróżnienie za wybitne zasługi na rzecz społeczeństwa, a każdy 26 lutego świętowano w Chowchilla jako dzień jego imienia.

    Michael, który odegrał w tej historii ogromną rolę, w rzeczywistości znalazł się w tym autobusie przez przypadek. Zazwyczaj odbierała go matka, jednak poprzedniego wieczoru nakryła go pijącego piwo z kolegą. Za karę miał wracać autobusem i przypadkowo wybrał akurat ten.

    Proces rozpoczął się kilkanaście miesięcy później. Część z dzieci zeznawała przed sądem przeciwko swoim porywaczom. 17 lutego 1978 roku wszyscy trzej zostali skazani na dożywotnie więzienie bez możliwości zwolnienia warunkowego. Tylko Richard wyraził wyrzuty sumienia.

    Prawnicy złożyli jednak apelację, ponieważ nie zgadzali się ze stwierdzeniem, że mężczyźni byli odpowiedzialni za obrażenia ciała. W 1980 roku wygrali i wyrok Fredricka, Jamesa i Richarda został zmieniony na dożywocie z możliwością zwolnienia warunkowego.

    Wszyscy trzej przez lata stawili się na około 60 przesłuchań warunkowych. W 2012 roku, 36 lat po porwaniu, Richard jako pierwszy otrzymał zwolnienie warunkowe. Rok wcześniej jego adwokat powiedział „Mój klient miał wtedy 22 lata, a jego planem nie było nikogo skrzywdzić. Nikt nie toleruje przestępstwa, ale podatnicy muszą go utrzymywać w więzieniu, co jest niedorzeczne. Zemsta to luksus, na który Kalifornii już nie stać.”.

    W 2015 roku na wolność wyszedł starszy brat Richarda, James. Oboje zamieszkali ze swoją 93-letnią matką, której Richard został opiekunem. James wykonuje prace architektoniczne, czego nauczył się w więzieniu.

    Fredrick wciąż przebywa w więzieniu. Jego ostatnie przesłuchanie w sprawie zwolnienia warunkowego miało miejsce w październiku 2019 roku i zostało, po raz siedemnasty lub dziewiętnasty (w zależności od źródła), odrzucone. Do kolejnego będzie miał prawo dopiero w 2024 roku. Fred nie jest jednak wzorowym więźniem. Wielokrotnie był przyłapany na posiadaniu pornografii i telefonów komórkowych pochodzących z kontrabandy.

    Warto zauważyć, że zaledwie 36 godzin piekła, jakie przeszły dzieci, rzutowało później na całe ich życia. Trauma sprawiła, że wiele z nich miało później problemy z uzależnieniem od alkoholu czy narkotyków, cierpiało na klaustrofobię, odczuwało ogromny niepokój, nawet w dorosłym życiu musiało spać przy zapalonym świetle, a nawet wtedy męczyły ich koszmary...

    Ed zmarł w 2012 roku w wieku 91 lat. Przed śmiercią odwiedziło go wielu z porwanych uczniów. Odkupił autobus szkolny od Chowchilla, ponieważ nie chciał, żeby trafił na złomowisko. Później podarował go swojemu sąsiadowi, który prawdopodobnie do dzisiaj trzyma go na swojej posesji.

    W 2016 roku 25 dzieci, które przeżyły porwanie, złożyło pozew przeciwko porywaczom. Wygrali i otrzymali pieniądze, które zostały wypłacone z funduszu powierniczego Fredricka Woodsa. Mężczyzna był spadkobiercą dwóch zamożnych rodzin i jego fundusz miał opiewać nawet na 100 milionów dolarów, chociaż jego prawnik zakwestionował tę kwotę. Dokładna kwota odszkodowania wypłaconego porwanym nigdy nie została ujawniona, ale jedna z osób stwierdziła, że „starczy na dobrą terapię, ale to za mało na kupno domu”.

    Przy okazji wyszło na jaw, że Fred będąc za kratami, prowadził kilka firm, w tym kopalnię złota i salon samochodowy. Nie powiadomił jednak o tym fakcie władz więzienia. Podczas pobytu w więzieniu zdążył trzykrotnie się ożenić i kupić rezydencję znajdującą się o 30 minut drogi od więzienia.

    Źródła: youtube.com, en.m.wikipedia.org, cbsnews.com, mentalfoss.com, dailymail.co.uk, fresnobee.com, mamamia.com

    #historieriley
    pokaż całość

    źródło: lh3.googleusercontent.com

  •  

    Mordercy z wrzosowisk

    Dzisiejszą historię można wysłuchać również na youtube.

    Ian Brady urodził się 2 stycznia 1938 roku w biednej dzielnicy Glasgow w Szkocji. Był synem kelnerki Peggy Stuart. Tożsamość jego ojca do dzisiaj pozostaje nieznana, jednak jego matka twierdziła, że był nim reporter prasowy, który zmarł 3 miesiące przed jego urodzeniem. Oczywiście Peggy ciężko było utrzymać siebie i dziecko, a do tego na samotne matki nie patrzono w tamtych czasach zbyt przychylnie. To wszystko sprawiło, że gdy Ian miał kilka miesięcy, postanowiła oddać go rodzinie zastępczej, która miała czwórkę własnych dzieci. Nie zapomniała jednak o synu i przez następne 12 lat regularnie go odwiedzała. Nie mówiła mu jednak, że jest jego biologiczną matką.

    Mimo, że rodzina zastępcza dobrze go traktowała, Ian był trudnym dzieckiem – łatwo wpadał w złość i ciężko było mu zintegrować się z rówieśnikami. Podobno jako dziecko znęcał się nad zwierzętami, jednak on sam temu zaprzeczał. Szkoła niezbyt go interesowała i zaciekawiony był jedynie jednym tematem – nazizmem.

    Pierwsze problemy z prawem miał już w wieku 13 lat. Dwukrotnie stawał przed sądem za drobne kradzieże i włamania. Został również aresztowany za grożenie nożem swojej dziewczynie. Od 15 roku życia sam zarabiał na swoje utrzymanie chwytając się różnych dorywczych prac. W wieku 16 lat uniknął więzienia za kolejne popełnione przestępstwo, jednak musiał zamieszkać ze swoją matką i ojczymem w Manchesterze. Glasgow niejako pozbyło się problemu.

    Po zamieszkaniu z matką, przyjął nazwisko swojego ojczyma, Patricka Brady. Wciąż pasjonował się Trzecią Rzeszą, czytał przemówienia Hitlera, a także dzieła Dostojewskiego i markiza de Sade. Uczył się niemieckiego, aby móc przeczytać "Main Kampf" w oryginale. Przeprowadzka nie sprawiła również, że wrócił na właściwą ścieżkę. W wieku 17 lat trafił do zakładu poprawczego, gdzie uczył się podstaw rachunkowości.

    Ian został zwolniony w listopadzie 1957 roku, gdy miał 19 lat. Kilkukrotnie zmieniał pracę nie zagrzewając nigdzie miejsca, aż trafił do firmy chemicznej z siedzibą w Manchesterze, gdzie pracował w księgowości.

    Myra Hindley wychowywała się w zupełnie innej rodzinie niż Ian. Urodziła się 23 lipca 1942 roku w Manchesterze. Jej ojciec był wojskowym, który stawał się agresywny po alkoholu i bił wtedy ją i jej matkę. Nakłaniał również Myrę do przemocy wobec rówieśników. Gdy urodziła się jej siostra, Myra zamieszkała z babcią, ponieważ rodzice nie radzili sobie z dwójką dzieci. Nie był to jednak żaden problem, ponieważ babcia dziewczynki mieszkała po sąsiedzku. Życie Myry toczyło się po prostu pomiędzy dwoma domami.

    Dziewczyna była uważana za spokojną, kochającą dzieci i zwierzęta. Jako nastolatka często dorabiała sobie pilnując dzieci. Podkochiwała się w Elvisie Presleyu i marzyła o bardziej ekscytującym życiu niż prowadziła w tamtym czasie. Częściowo było to zapewne spowodowane przez jej babcię, która ciągle powtarzała jej, że jest wyjątkowa.

    Myra była bystra. Babcia pozwalała jej wagarować, więc zabrakło jej kilku punktów, aby móc rozpocząć naukę w liceum. Poszła do technikum i była tam jedną z najlepszych uczennic.

    Gdy Myra miała 15 lat utonął jej bliski przyjaciel. To wydarzenie przyczyniło się do przejścia nastolatki na katolicyzm. Wtedy również rzuciła szkołę i zaczęła pracować. W wieku 17 lat zaręczyła się z kolegą z pracy.

    W 1961 roku rozpoczęła pracę na stanowisku sekretarki w tej samej firmie chemicznej, w której pracował Ian. Dla Myry miała być to miłość od pierwszego wejrzenia, więc zerwała zaręczyny. Ian był tajemniczy, przystojny i jako jeden z nielicznych jeździł na motorze. Podobno był również pierwszym mężczyzną, którego Myra widziała z czystymi paznokciami.

    Początkowo Ian nie zwracał na nią uwagi. Myra rozpisywała się w swoim pamiętniku na temat tego czy spojrzał na nią danego dnia i zastanawiała się kiedy w końcu z nim porozmawia. W końcu, tuż po przyjęciu bożonarodzeniowym, umówili się na pierwszą randkę.

    Można powiedzieć, że ich związek rozwijał się błyskawicznie. Niedługo później rozpoczęli współżycie. Ian był bardzo brutalnym kochankiem, który lubował się w różnych praktykach sadomasochistycznych. Myra wielokrotnie miała na ciele siniaki i ślady po ugryzieniach. Mężczyzna przekonywał ją także do swoich poglądów politycznych. Rozpoczął od obejrzenia wraz z nią filmu „Procesy norymberskie”, a następnie nakłaniał ją do czytania przemów Hitlera.

    Myra była całkowicie pod jego kontrolą. Ian twierdził, że Boga nie ma, więc Myra również zaczęła tak uważać. Pod jego wpływem zaczęła ubierać się bardziej seksownie i wyzywająco, a także farbować włosy na platynowy blond (według niektórych źródeł, aby wyglądać bardziej aryjsko). Pozowała także Ianowi do zdjęć pornograficznych. Napisała w swoim pamiętniku "Mógłby mi powiedzieć, że ziemia jest płaska, że księżyc jest zrobiony z zielonego sera a słońce wschodzi na zachodzie, a uwierzyłabym mu".

    Ian testował jej ślepą lojalność planując z nią napad na bank. Potrzebowali do tego kierowcy oraz furgonetki, więc Myra niemal natychmiast zapisała się na kurs prawa jazdy i kupiła samochód.

    Niedługo później babcia Myry zamieszkała w domu na nowo wybudowanym osiedlu w Manchesterze. Myra i Ian zamieszkali tam z nią.

    Do napadu na bank ostatecznie nie doszło, ale Ian był już pewien, że Myra zrobi dla niego wszystko. Postanowił zrealizować swój makabryczny plan i dokonać zbrodni doskonałej – gwałtu i zabójstwa.

    Plan był taki, że Myra miała jeździć po mieście samochodem, a Ian tuż za nią na swoim motocyklu. Gdy mężczyzna zauważy odpowiednią ofiarę miał zamrugać światłami. Wtedy Myra miała nakłonić ofiarę do wejścia do samochodu, a następnie wywieźć ją w odludne miejsce.

    Wieczorem 12 lipca 1963 roku Ian zamrugał do Myry, gdy ta przejeżdżała obok 8-letniej dziewczynki. Kobieta rozpoznała w niej jedna sąsiadkę swojej matki, więc pojechała dalej.

    Tego samego wieczoru rodzice 16-letniej Pauline Reade po raz pierwszy zgodzili się, aby nastolatka wyszła sama na tańce. Z tej okazji ubrała różową sukienkę i nowe białe szpilki. Dziewczyna szła chodnikiem, gdy w pewnym momencie Myra zatrzymała samochód koło niej. Kobieta zapytała, czy Pauline nie chciałaby pomóc jej w szukaniu kosztownej rękawiczki, którą zgubiła na wrzosowisku. W zamian oferowała kilka winylowych płyt.

    Pauline zgodziła się i pojechała wraz z Myrą na wrzosowiska. Nie było w tym również nic dziwnego. Myra i Pauline znały się. Nastolatka była przyjaciółką młodszej siostry Myry i mieszkała w sąsiedztwie, zaledwie kilka ulic od niej.

    Gdy dojechały na miejsce Ian przejął inicjatywę. Zgwałcił, pobił i zadźgał 16-latkę. Myra przez cały ten czas miała siedzieć w samochodzie. Po wszystkim mężczyzna zawołał ją i pokazał Pauline leżącą z poderżniętym gardłem. Wokół niej walały się porozdzierane ubrania wskazujące na gwałt. Para zakopała zwłoki nastolatki w płytkim grobie.

    Zbrodnia zbliżyła parę do siebie. Wiedzieli o sobie rzeczy, których nikt inny nie mógł się dowiedzieć. Teraz niejako musieli być z sobą na zawsze. Dzielili wielką tajemnicę.

    Nie znalazł się żaden świadek, który widziałby Pauline tuż przed jej zaginięciem. Kilka osób przesłuchano, jednak nikomu nie postawiono zarzutów. Śledztwo utknęło w martwym punkcie.

    Cztery miesiące później, 23 listopada 1963 roku, 12-letni John Kilbride pomagał na targowisku w Ashton-Under-Lyne. Myra zaproponowała mu, że podwiezie go do domu, aby jego rodzice się nie martwili. Dla niepoznaki założyła czarną perukę, ponieważ według Iana, jej blond fryzura za bardzo się wyróżniała. Chłopiec zgodził się i wsiadł do samochodu, w którym siedział już Ian.

    Po drodze Myra poprosiła chłopca, aby pomógł im poszukać na wrzosowiskach jej kosztownej rękawiczki. Chłopiec zgodził się. Gdy dojechali na miejsce John również został wykorzystany seksualnie, uduszony przez Iana sznurówką, a następnie mordercy zakopali jego ciało. Po wszystkim robili sobie zdjęcia tuż obok jego mogiły.

    Tym razem policja zorganizowała ogromne poszukiwania. Wydrukowano 500 plakatów i zebrano ponad 700 tropów. 2000 ochotników przeszukiwało nieużytki i opuszczone budynki. Niestety wszystkie te działania nie przyniosły skutków.

    Kolejna zbrodnia wydarzyła się trochę ponad pół roku później. 16 czerwca 1964 roku 12-letni Keith Bennett szedł do babci, gdy obok niego zatrzymała się Myra. Kobieta poprosiła go o pomoc w przeniesieniu kilku pudeł, a także zaproponowała podwiezienie. Gdy Keith wsiadł do samochodu, Myra oczywiście zabrała go na wrzosowisko. Tam Ian oddalił się z chłopcem, aby poszukać zaginionej rękawiczki. Keith został zgwałcony, uduszony i pochowany. Ian zrobił mu także zdjęcia.

    Niestety zaginięcie chłopca zostało zgłoszone dopiero kolejnego dnia. Matka Keitha była pewna, że 12-latek nocował u babci, a babcia nie wiedziała, że chłopiec do niej szedł. Policja robiła co w swojej mocy, ale po Keithcie nie było śladu.

    Pół roku później, 26 grudnia 1964 roku, z lokalnego wesołego miasteczka zniknęła 10-letnia Lesley Ann Downey. Dziewczynka najwyraźniej była tam sama, więc para poprosiła ją o pomoc w załadowaniu paczek do samochodu oraz późniejszym wniesieniu ich do domu. Poprzednie zbrodnie ośmieliły Iana i Myrę, więc tym razem naprawdę zabrali dziewczynkę do swojego własnego domu, gdzie zmusili ją do pozowania do pornograficznych zdjęć. Tej nocy babcia Myry nocowała u swoich krewnych.

    Myra utrzymywała, że nie była świadkiem śmierci dziewczynki. Według jej wersji miała pójść na górę, aby przygotować kąpiel dla Lesley, a gdy zeszła na dół, dziewczynka już nie żyła. Ian z kolei twierdził, że Myra nalegała, aby zabić dziewczynkę własnymi rękami. Miała udusić ją jedwabnym paskiem o długości około 60 cm, którym później bawiła się publicznie.

    Następnego dnia ciało Lesley zostało pochowane na wrzosowiskach.

    W tym momencie muszę dokonać pewnej dygresji i przybliżyć postać kolejnego bohatera tej zbrodni. Otóż 18-letnia siostra Myry, Maureen, zaszła w ciążę z 16-letnim Davidem Smithem, więc para musiała się pobrać. Podobno na ślubie nie pojawił się nikt z rodziny dziewczyny. Myra miała nie akceptować tego związku, a jej matka miała być zawstydzona faktem, że jej córka wychodzi za mąż w ciąży.

    David i Maureen zamieszkali z ojcem 16-latka, po sąsiedzku z Myrą i Ianem. Wkrótce pary zaczęły często się spotykać. David był równie oczarowany Ianem, jak Myra. Nastolatek nie był aniołkiem i miał już na swoim koncie kilka wyroków, m.in. za włamania i uszkodzenie ciała. Miał być również członkiem lokalnego gangu. Podczas jednej z libacji Ian miał nawet powiedzieć do Davida "Zabiłeś kiedyś kogoś? Ja tak, trzech lub czterech. Ciała zakopane są na wrzosowisku". David potraktował to jako żart, jednak Ian był pewien, że David bez wahania będzie kolejnym towarzyszem jego zbrodni.

    6 października 1965 roku Ian poznał na dworcu 17-letniego Edwarda Evansa, a następnie zaprosił go do swojego domu. Źródła sugerują, że Edward był gejem, więc Ian również udawał homoseksualistę. Powiedział, że Myra jest jego siostrą i wysłał ją po Davida. David oczywiście nie wiedział o co chodzi. Kobieta powiedziała mu, że ma dla niego małe buteleczki z alkoholem i musi po nie z nią pójść.

    Po dotarciu do budynku David stał przez chwilę w przedpokoju, a następnie Myra krzyknęła „Dave, pomóż mu!”. David wbiegł do salonu, gdzie Ian wbijał właśnie siekierę w głowę Edwarda, a następnie przywiązał nastolatkowi poduszkę do twarzy, aby uciszyć jego krzyki. Co ciekawe, babcia Myry miała być wtedy w domu.

    Po wszystkim Myra zachowywała się jak perfekcyjna pani domu sprzątająca codzienny bałagan. Krew i kawałki tkanek nie robiły na niej żadnego wrażenia. Podczas morderstwa Ian skręcił kostkę. Zszokowany David pomógł im sprzątać, a następnie obiecał, że kolejnego dnia przyjdzie z wózkiem i pomoże im zanieść ciało do samochodu, a następnie zawieźć je na wrzosowiska.

    Po powrocie do domu David opowiedział o wszystkim swojej żonie. Para była przerażona tym, do czego zdolni są Myra i Ian. Rano, uzbrojeni w nóż i śrubokręt, udali się do budki telefonicznej. Stamtąd zadzwonili na policję, a następnie czekali w budce aż radiowóz przyjedzie po nich.

    David oczywiście opowiedział funkcjonariuszom o wszystkim co widział poprzedniego wieczoru. Policjanci pojechali do domu Myry i Iana, a następnie rozpoczęli przeszukiwanie domu. Jedna z sypialni na piętrze była zamknięta na klucz, a gdy poprosili o jej otworzenie, Myra stwierdziła, że klucz zostawiła w pracy. Jeden ze śledczych zaproponował, że ją tam zawiezie, po czym Ian kazał jej otworzyć drzwi. Oczywiście leżało tam ciało Edwarda.

    Ian został aresztowany. Podczas zeznań powiedział, że poprzedniego wieczoru doszło do awantury, podczas której Davidowi puściły nerwy i zamordował Edwarda. Potwierdzać miały to odciski palców Davida na siekierze.

    Myra odmówiła składania wyjaśnień i mogła wrócić do domu pod warunkiem, że przyjdzie na komisariat następnego dnia. Została aresztowana cztery dni później.

    Podczas przesłuchań Myry i Iana policja przeszukiwała ich dom. Śledczy znaleźli zeszyt, w którym były różne bazgroły, rysunki, ale również zanotowane imię i nazwisko Johna Kilbride. Śledczy doszli do słusznego wniosku, że para mogła być odpowiedzialna za inne zaginięcia nieletnich. Znaleziono również klucz do skrytki na dworcu w Manchesterze.

    W skrytce na dworcu odnaleziono walizki, w których para trzymała książki o seksie i torturach, peruki, zdjęcia pornograficzne, a także 16-minutowe nagranie audio. Co ciekawe, policja nie dysponowała w tamtym czasie sprzętem niezbędnym do odsłuchania taśmy. Pojechali do lokalnego oddziału radia BBC, gdzie mogli wysłuchać nagrania. To co usłyszeli przeraziło ich. Było słychać głosy Myry, Iana i jakiejś dziewczynki. Myra krzyczała na dziecko, aby pozowało do zdjęć w odpowiedni sposób, a dziewczynka płakała i mówiła do niej „mamusiu”.

    Policjanci podejrzewali, że dziewczynką była Lesley Ann, jednak jedynym sposobem, aby to potwierdzić było zatwierdzenie tego faktu przez matkę dziecka. Biedna matka Lesley musiała wysłuchać jak torturowano jej córkę w ostatnich godzinach jej życia.

    Nagranie zostało zaprezentowane później na procesie, który był niejawny. Jeden z dziennikarzy, który był na sali rozpraw powiedział, że w tle słychać było kolędę „Mały dobosz”. Mężczyzna nigdy więcej nie był w stanie słuchać tej piosenki.

    Część ze zdjęć znalezionych w walizce została zrobiona na wrzosowisku. Policjanci przesłuchali także 12-letniego sąsiada i 11-letnią sąsiadkę pary, których Myra i Ian kilkukrotnie zabrali na wycieczkę na wspomniane wrzosowiska. Policjanci postanowili przeszukać teren i wkrótce natrafili na wystającą z torfu kość ramienia Lesley. Rozkład jej ciała nie był na tyle zaawansowany, by uniemożliwił jej identyfikację, a dodatkowo jej matka rozpoznała ubrania, które leżały w grobie.

    Wkrótce na wrzosowisku odnaleziono również ciało Johna. Zwłoki były w znacznym stopniu rozkładu, ale i tym razem ubrania pomogły w jego identyfikacji.

    Śledczy podejrzewali parę o więcej zbrodni, jednak podczas przeszukiwań terenu nie odnaleziono innych ciał.

    Ian i Myra stanęli przed sądem 27 kwietnia 1966 roku. Ian został oskarżony o zamordowanie 10-letniej Lesley, 12-letniego Johna i 17-letniego Edwarda. Myra została oskarżona o zamordowanie Edwarda i Lesley, a także ukrywanie faktu, że Ian zamordował Johna. Para nie przyznawała się do winy i starała się zepchnąć wszystko na Davida. Sąd nie uwierzył im jednak.

    Jednym z dowodów w sprawie były zdjęcia zrobione przez morderców na wrzosowisku. Na kilku z nich widniał pies Myry, Puppet, czasem jako szczeniak. W ustaleniu terminów wykonania fotografii pomogłoby więc ustalenie wieku czworonoga. W tym celu weterynarz musiał znieczulić psa, który niestety nie wybudził się później. Myra oskarżyła policję o morderstwo.

    David był głównym świadkiem prokuratora dopóki nie wyszło na jaw, że zawarł umowę pieniężną za prawa do swojej historii, jeżeli Ian i Myra zostaną skazani. „News of the World” sponsorował Davidowi i Maureen wakacje we Francji, cotygodniowe wynagrodzenie a także opłacił pobyt Davida w 5-gwiazdkowym hotelu podczas procesu. To wszystko podważyło zeznania mężczyzny.

    Tymczasem Ian przyznał się do uderzania Edwarda siekierą, ale podobno nie zrobił tego z zamiarem zamordowania go.

    6 maja 1966 roku Ian Brady został skazany na 3 wyroki dożywotniego pozbawienia wolności, a Myra na 2-krotne dożywocie oraz dodatkowe 7 lat za ukrywanie zbrodni Iana. Mordercy mieli wiele szczęścia, ponieważ karę śmierci w Wielkiej Brytanii zniesiono 7 miesięcy wcześniej.

    Oczywiście sprawą żyły media w całym kraju. Największym szokiem był udział Myry w zbrodniach. W tamtych czasach kobiety uważano za niezdolne to tak okrutnych zbrodni. Myra była pierwszą kobietą skazaną w Wielkiej Brytanii za przestępstwa seksualne wobec dzieci.

    Myra i Ian pozostawali w kontakcie korespondencyjnym przez następne pięć lat. Z czasem pisali do siebie coraz rzadziej, aż w końcu mężczyzna napisał „Powinnaś sobie znaleźć dziewczynę”, na co Myra odpisała „Wiem, już ją mam”. Kobieta rozpoczęła romans z jedną ze strażniczek więziennych, co podobno nie było niczym niezwykłym w tamtych czasach. Kobieta planowała nawet pomóc Myrze w ucieczce z więzienia, za co dostała wyrok 6 lat pozbawienia wolności.

    Dopiero niemal 20 lat później, w 1985 roku, Ian przyznał się podczas wywiadu do zamordowania 12-letniego Johna i 16-letniej Pauline. Policja oczywiście już wcześniej to podejrzewała, ponieważ dzieci mieszkały w okolicy i zaginęły w czasie popełniania zbrodni. Od czasu aresztowania Myry i Iana media często łączyły parę również z innymi zaginionymi dziećmi, jednak dotychczas nie było na to żadnych dowodów. Dopiero przyznanie się Iana pozwoliło na ponowne otwarcie sprawy.

    W listopadzie 1985 roku u Iana zdiagnozowano schizofrenię paranoidalną i przeniesiono go do szpitala psychiatrycznego. Według innych źródeł zdiagnozowano go jako psychopatę.

    W latach 80. matka Keitha pisała listy do Myry z prośbą, aby powiedziała gdzie leży jej syn. Myra wydawała się wzruszona i postanowiła pomóc. A może był to jedynie efekt chłodnej kalkulacji i liczyła, że to pomoże jej w uzyskaniu zwolnienia warunkowego. Kobieta wierzyła, że po odbyciu 25 lat z wymierzonej kary, zwolnienie warunkowe stanie się dla niej realne. Niemniej Myra przejrzała mapy terenu, a także dwukrotnie poleciała wraz z policją na wrzosowiska. Nie była jednak w stanie zidentyfikować niczego co pomogłoby w śledztwie.

    10 lutego 1987 roku Myra nagrała swoje zeznania dotyczące śmierci piątki dzieci. Nie przyznała się do swojej obecności przy żadnym ze zgonów. Za każdym razem miała być gdzieś indziej: była w samochodzie, nalewała wody do wanny czy wyglądała przez okno.

    Kiedy powiedziano Ianowi o zeznaniach Myry, początkowo w nie nie uwierzył. Uwierzył dopiero po tym jak przedstawiono mu szczegóły, które znała tylko ona. Mężczyzna zgodził się na przedstawienie swojej wersji, jednak jedynie pod warunkiem, że później dostarczą mu środków potrzebnych do popełnienia samobójstwa. Władze nie mogły się na to zgodzić. Mężczyzna przebywał w szpitalu psychiatrycznym, więc nie można było dopuścić, aby popełnił samobójstwo.

    1 lipca 1987 roku w płytkim grobie nieopodal miejsca, gdzie znaleziono ciało Lesley, odnaleziono szczątki zwłok Pauline. Dwa dni później Ian został zabrany na wrzosowisko, aby wskazać miejsce pochowania Keitha, jednak stwierdził, że krajobraz zbyt mocno się zmienił i nie jest w stanie tego zrobić. 8 grudnia ponownie został tam zabrany. Tym razem twierdził, że rozpoznał miejsce, gdzie pochował chłopca, jednak nie pomogło to w znalezieniu ciała Keitha.

    Mimo, że para przyznała się do dwóch dodatkowych morderstw, a ciało jednej z ofiar nawet odnaleziono, prokuratura nie zdecydowała się na ponowny proces. Uznali, że skoro Ian i Myra zostali już skazani na dożywocie, dodatkowy wyrok nic by nie zmienił.

    Między grudniem 1997 a marcem 2000 roku Myra trzykrotnie składała wniosek o zwolnienie warunkowe. Twierdziła, że była zreformowaną kobietą i nie stanowi żadnego niebezpieczeństwa dla społeczeństwa. Każdy z tych wniosków został odrzucony.

    W 1999 roku Ian postanowił popełnić samobójstwo przez zagłodzenie się. Odmawiał jedzenia, jednak ponieważ przebywał w szpitalu psychiatrycznym, personel był zmuszony do karmienia go przez rurkę.

    W 2003 roku policja ponownie przeszukiwała wrzosowiska w poszukiwaniu ciała Keitha. Tym razem mieli do dyspozycji amerykańskiego satelitę, który był w stanie wykrywać zaburzenia gleby. Zwłok chłopca jednak ponownie nie znaleziono.

    Matka Keitha wielokrotnie pisała listy do Iana. Mężczyzna odpisał na jeden z nich w 2005 roku. W liście nie było jednak cienia skruchy ani żadnych wskazówek co do miejsca ukrycia ciała. Zamiast tego narzekał na złe traktowanie w zakładzie psychiatrycznym i snuł opowieści o jakimś spisku politycznym przeciwko niemu. Rok później napisał, że wie doskonale, gdzie leży ciało chłopca, a w 2009 roku napisał, że to jego ostatnie słowo w tej sprawie. Matka Keitha zastanawiała się, że może nie chce powiedzieć, gdzie leży jej syn, bo pochowane są tam również ciała jakichś innych ofiar. A może po prostu chciał się nad nią znęcać.

    Matka Keitha nie znała wszystkich szczegółów śmierci swojego syna. Nie chciała oglądać jego zdjęć zrobionych przez Iana. Wrzosowiska były wielokrotnie przeszukiwane zarówno przez policję, jak i przez członków rodziny Keitha i wolontariuszy. W 2009 roku policja ogłosiła, że wyczerpała już wszystkie możliwości i żadna z nich nie pomogła znaleźć ciała chłopca. Być może kiedyś pojawi się jakaś nowa technologia, która pomoże znaleźć szczątki zwłok chłopca.

    W 2002 roku jeden z więźniów skazanych na dożywocie zakwestionował przepisy, co skutkowało prawdopodobną koniecznością zwolnienia Myry i setki innych więźniów. Dokonano nawet pewnych czynności, aby nadać kobiecie nową tożsamość. Myra zmarła jednak w tym samym roku z powodu powikłań spowodowanych chorobami serca. Miała 60 lat. Jedna z brytyjskich gazet napisała na swojej stronie głównej „Nareszcie Myra jest tam, gdzie jej miejsce – w piekle”. Podobno 20 zakładów pogrzebowych odmówiło kremacji jej zwłok. Jej prochy zostały rozsypane przez jej byłą partnerkę, strażniczkę w więzieniu, na terenie w odległości około 16 km od wrzosowisk, gdzie para zakopywała zwłoki dzieci.

    Ian zmarł w 2017 roku z powodu choroby płuc. Do końca życia przebywał w szpitalu psychiatrycznym. Jego ciało zostało poddane kremacji, a prochy wyrzucone w nocy na morzu. W chwili śmierci miał 79 lat.

    Źródła: focus.pl, wiadomosci.gazeta.pl, kobieta.wp.pl, wiadomosci.onet.pl, thoughtco.com, crimeandinvestigation.co.uk, en.wikipedia.org, youtube.com, biography.com, biography.com, youtube.com

    #historieriley
    pokaż całość

    źródło: thesun.co.uk

  •  

    Śmierć Magdaleny Żuk

    Na temat tej sprawy nagrałam również film, który można obejrzeć tutaj

    W 2017 roku Magdalena Żuk miała 27 lat. Była wesołą, energiczną, ambitną dziewczyną, która lubiła podróżować. W przeszłości podróżowała również samotnie. Pochodziła z Bogatyni, ale mieszkała we Wrocławiu ze swoim chłopakiem Markusem. Kobieta pracowała jako kosmetyczka i niedawno obroniła licencjat z dietetyki. W planach miała dalsze studia, a także ślub ze swoim chłopakiem w październiku 2017 roku na Florydzie. Magda była bardzo wysportowana. Trenowała taniec na rurze, a w jednym z wywiadów podkreślono, że miała na swoim koncie około 30 medali w dziedzinie biegania i pływania.

    Mniej więcej na początku roku Magdalena postanowiła zrobić Markusowi prezent-niespodziankę na urodziny i wykupiła wycieczkę do Egiptu. Pożyczyła nawet pieniądze od rodziców na ten cel, ale miała nie powiedzieć im nawet dokąd ta wycieczka jest.

    Wylot planowany był na wtorek 25 kwietnia o godzinie 20.20. I już tutaj pojawiają się pewne nieścisłości w źródłach. Zdaniem niektórych źródeł Magda miała powiedzieć Markusowi o wycieczce tydzień przed nią, a według innych dopiero w dzień wylotu około południa. Okazało się jednak, że data ważności paszportu Markusa była krótsza niż sześć miesięcy, więc nie mógł lecieć. Faktem jest jednak, że Markus umieścił ogłoszenie na facebooku, w którym próbował sprzedać wycieczkę, w dzień wylotu o godzinie 16:05, gdy do wylotu zostały jedynie 4 godziny. Wycieczka miała kosztować 4 tysiące, natomiast chciał odsprzedać ją za połowę ceny. Co ciekawe, ogłoszenie umieścił na fałszywym profilu, na którym miał tylko jednego znajomego. Patrząc na to z perspektywy późniejszych wydarzeń może wydawać się to podejrzane, jednak okazało się, że zrobił tak, aby udostępniać ogłoszenie na różnych grupach, a nie chciał, aby osoby z tych grup pisały na jego prywatny profil. Jednocześnie miał umieścić ogłoszenie na tablicy na swoim zwykłym profilu.

    Nie zależnie od tego czy Magda powiedziała mu o wycieczce tydzień przed wylotem, czy w dzień wylotu, czy jeszcze w innym terminie, może po prostu w dzień wylotu zorientowali się o nieważności jego paszportu. Niemniej wycieczki nie udało się sprzedać. Para postanowiła więc, że Magdalena poleci sama. We wtorek wieczorem Markus wraz z kolegą odwiózł ją na lotnisko w Katowicach.

    Kobieta doleciała do Egiptu późnym wieczorem, a w hotelu w Marsa Alam została zameldowana dopiero w środku nocy. Po przybyciu do pokoju miała zadzwonić zaniepokojona do Markusa i powiedzieć mu, że słyszy różne dziwne dźwięki i ktoś stoi pod drzwiami jej pokoju.

    Znajomi Magdaleny powiedzieli, że w następnych dniach kontakt z nią był utrudniony, co było dziwne. Podobno z każdej wycieczki wysyłała do nich mnóstwo zdjęć i często kontaktowała się telefonicznie czy za pomocą komunikatorów, ale tym razem tak nie było. Jedna z koleżanek miała też powiedzieć, że Magda zadzwoniła do niej i powiedziała, że ktoś dosypał jej coś do drinka. Nie wiem jednak na ile ta informacja jest sprawdzona i prawdziwa.

    Niemniej już w środę, 26 kwietnia, rodzice otrzymali informację, że Magda jest w złym stanie. Miała biegać po hotelu, zaczepiać innych turystów, próbować organizować imprezę integracyjną i skarżyć się, że jej chłopak powinien być tu z nią. Jej rodzice skontaktowali się nawet z ambasadą i zostali zapewnieni, że wszystko jest w porządku i ambasada jest w kontakcie z rezydentem.

    W 2019 roku opublikowano informację, że telefon Magdy dzień po przyjeździe logował się na Morzu Czerwonym w odległości około 20 km od brzegu. Podobno kobieta miała przebywać na jakimś jachcie czy łodzi, o czym miały świadczyć logowania do stacji BTS. Prokuratura przeczy jednak, aby coś takiego miało miejsce. Jej zdaniem zebrane dowody oraz zeznania świadków wskazują na to, że w tym czasie Magdalena nie opuszczała hotelu. Co ciekawe, biuro detektywistyczne Lampart twierdzi, że Magdalena brała udział w rejsie po morzu i co więcej, na jej ubraniach po tym rejsie znaleziono ślady biologiczne co najmniej kilku niezidentyfikowanych osób.

    W czwartek stan Magdaleny pogorszył się do tego stopnia, że Markus wykupił jej bilet powrotny na sobotę. Od czwartku telefon kobiety miał być również wyłączony. W jednym z wywiadów Markus stwierdził, że tego dnia wydarzyło się coś, o czym na razie nie może mówić ze względu na dobro śledztwa.

    Kolejnego dnia rano kobieta została znaleziona w białym szlafroku, skulona na progu swojego pokoju. Cała sytuacja zostaje sfilmowana, a nagranie trafia do rodziny Magdy.

    Po tym rezydent przewiózł kobietę do szpitala, do którego dotarli przed godziną 15.00. Na nagraniach z monitoringu wyglądała na spokojną. Może jedynie momentami traciła równowagę. Lekarze ze szpitala odmówili jej pomocy, ponieważ jak stwierdzili „ta placówka nie zajmuje się chorobami psychicznymi”.

    Kolejne nagranie z monitoringu przedstawia Magdę przed budynkiem szpitala o godzinie 15:36. Najwyraźniej kobieta rozmawiała z kimś przez telefon. Tutaj również wyglądała raczej spokojnie i jedynie chwilami miała trudności z utrzymaniem równowagi. Tak to przynajmniej wygląda. Pojawiło się wiele teorii na temat tego, że mężczyźni widoczni na nagraniu jej pilnują. W pewnym momencie jeden z nich miał nawet przejść się kawałek, jakby spodziewał się, że Magda zacznie uciekać i chciał zablokować jej drogę. Ciężko jednak powiedzieć kim są ci mężczyźni i w jakim celu stali w tym miejscu.

    Kolejnego dnia, w sobotę 29 kwietnia, Magda miała wrócić do Polski. Wymeldowano ją z hotelu i zawieziono na lotnisko. Podobno była jednak zbyt agresywna lub jej stan zdrowia w inny sposób nie pozwalał na podróż samolotem i z tego powodu nie wpuszczono jej na pokład. Rezydent miał wrócić z nią do hotelu, w którym odmówiono jednak jej ponownego zameldowania, więc mieli jeździć po różnych hotelach i szukać dla niej miejsca.

    Chwilę później nagrano chyba najsłynniejszy film z całej tej sprawy. Magdalena miała rozmawiać przez telefon z Markusem, a kolega Markusa nagrywał swoim telefonem tę rozmowę. Co ciekawe, Magda dzwoniła z telefonu należącego do rezydenta. Jej komórka była wyłączona. Kobieta nie trzyma też tego telefonu, w niektórych momentach widać obydwie jej ręce. Opublikowane nagranie trwa 14 minut, jednak nie jest to cała rozmowa, ponieważ nagrywanie rozpoczęto dopiero po jakimś czasie.

    Przez większość czasu Markus dopytywał co się stało, a przerażona Magda nie chciała mówić. Prosiła, aby ją stamtąd zabrał, mówiła, że nie może powiedzieć co się stało, a w pewnym momencie stwierdziła, że już nie wróci.

    Podobno nagranie trafiło do wiadomości publicznej przez przypadek. Markus miał nagrać je dla szefowej Magdy, która miała dzięki temu zorganizować transport medyczny. Umieścił film na youtube, ale zamiast ustawień prywatnych nadał publiczne, a po chwili było już za późno.

    Internauci dopatrzyli się pewnych ciekawych, jeżeli można to tak nazwać, fragmentów. W pewnym momencie Magda miała powiedzieć, że ją zgwałcili, Markus natomiast tego nie usłyszał. Chwilę później kolega Markusa, który nagrywał film, miał powiedzieć „Nie wyciągaj od niej tego, to nas obciąża” lub „Nie wyciągaj od niej tego, gościu kuma całą rozmowę”, co zapewne dotyczyło rezydenta mówiącego po polsku. W pewnym momencie Markus zasłonił palcem swoje odbicie w telefonie i przekręcił komórkę tak, aby nie było go widać. Magda po tym odsunęła się i wyglądała na jeszcze bardziej przerażoną. Krążą plotki, że Markus miał w tym momencie pokazać jej jakiś gest, który tak ją przeraził. Pod koniec filmu Magdalena powiedziała „M” i pokazała palcem, na kogoś stojącego za kadrem. Być może rezydenta – Mahmouda K. Po tym słychać jak ktoś powiedział do niej po polsku „Magda, myślałem, że tylko o szpitalu możesz mówić, tak”. Nagranie kończy się tym, że rezydent zabiera telefon.

    Jakiś czas później rezydent zabrał ją do szpitala w Port Ghalib. Na nagraniu z monitoringu widać jak o godzinie 18:58 Magda wwożona jest na wózku do szpitala. O 23:45 próbowała uciec z sali, jednak została zatrzymana przez kilku mężczyzn. 11 minut po północy doszło do szarpaniny, po której przeniesiona została do sali, w której została przywiązana do łóżka. Personel szpitala uznał, że Magda była opętana.

    Około 2:40 wyskoczyła z okna na drugim piętrze, wprost na beton i betonowe schody. Kilka minut później Magda została wniesiona na noszach do szpitala, gdzie trafiła na oddział intensywnej terapii. Dwie godziny później przewieziono ją do karetki, która przetransportować ją miała do szpitala w Hurghadzie. Kobieta była wieziona 250 km z zapadniętym płucem i drenażem.

    W niedzielę 30 kwietnia siostra Magdaleny opublikowała na swoim profilu na Facebooku informację, że Magda przebywa w szpitalu z obrażeniami głowy, nóg, rąk, klatki piersiowej i jest w śpiączce. Do Egiptu przyjechał ich kolega znający języki i według niego skala obrażeń jest ogromna, a w szpitalu panują spartańskie warunki.

    Przed godziną 18:00 rodzina otrzymała telefon, że Magda zmarła.

    Jeszcze w Egipcie przeprowadzono sekcję zwłok Magdaleny, przy której uczestniczył polski prokurator i biegły medycyny sądowej. Ciało kobiety sprowadzono do polski w połowie maja i wtedy dokonano również autopsji w Polsce. Zwłoki, które przyleciały z Egiptu zostały jednak dobrze zabalsamowane i pozbawione płynów. Wyniki obu sekcji wciąż trzymane są w tajemnicy.

    23 maja odbył się pogrzeb kobiety, w którym wzięły udział tłumy. Rodzina nie chciała, aby to wydarzenie stało się medialnym cyrkiem, więc na cmentarz nie wpuszczano osób z kamerami i aparatami fotograficznymi. Media doniosły jednak, że w uroczystości nie brał udziału Markus, co miało świadczyć o tym, że miał coś wspólnego ze śmiercią swojej dziewczyny. Okazało się jednak, że po fali hejtu, która na niego spłynęła, doradzono mu, aby podczas pogrzebu usunął się w cień i dopiero później przyszedł pożegnać się z Magdaleną.

    Śledczy ogłosili, że brane są pod uwagę różne wydarzenia, które mogły doprowadzić do śmierci kobiety. Może Magdalena stała się ofiarą handlu ludźmi, może na jej śmierć wpływ miały narkotyki, może została zamordowana, może przeszła załamanie nerwowe i popełniła samobójstwo, a może był to nieszczęśliwy wypadek.

    W sprawę niemal natychmiast zaangażował się detektyw Rutkowski. Organizował konferencje prasowe, a także występował w TVN w roli eksperta. Mam co do tego bardzo mieszane uczucia. Detektyw narobił wokół sprawy bardzo dużo szumu, a przedstawiane przez niego dane nie zawsze przedstawiały prawdę. Podczas jednej z pierwszych konferencji stwierdził na przykład, że Magda wypadła z pierwszego piętra wprost na trawę. Później okazało się jednak, że było to drugie piętro i spadła na beton. Zaprezentował także zdjęcie mające ukazywać Magdalenę w prosektorium. Fotografia ta jednak była przykładowym zdjęciem pobranym z google grafika. Następnie wysłał do Egiptu swoją „panią detektyw”, której praca polegała głównie na pozowaniu do zdjęć z odznaką biura Rutkowskiego w miejscach związanych ze sprawą.

    Początkowo Rutkowski niemal z całkowitą pewnością twierdził, że Magda stała się ofiarą wykorzystywania seksualnego. Twierdził, że w Egipcie na porządku dziennym jest dosypywanie dziewczynom czegoś do drinków, a następnie ich gwałcenie. Później jednak twierdził, że w ciele Magdaleny wykryto ślady silnych leków psychotropowych, a ona sama miała problemy psychiczne, które przyczyniły się do jej śmierci.

    Rodzina stanowczo zaprzecza, aby Magda kiedykolwiek cierpiała na depresję lub miała inne problemy psychiczne. Co więcej, nikt w historii jej rodziny nie miał mieć nigdy żadnych chorób psychicznych. Jedynym wątkiem w zakresie „psychologicznym” miał być fakt, że w 2011 roku kobieta uczęszczała na terapię dla dorosłych dzieci alkoholików. Nigdy natomiast nie leczyła się psychiatrycznie.

    W sprawę zaangażowali się również detektywi z biura Lampart. Rozpowszechnili oni teorię, że Magdalena miała z własnej woli wyjechać do Egiptu, aby tam zarobić duże pieniądze dzięki „towarzyszeniu” wysoko postawionym Arabom. Innymi słowy, miała być po prostu ich zabawką. We wszystko miał być zaangażowany Markus, który nagrywając rozmowę z Magdą miał wyrabiać sobie alibi. Na miejscu dziewczyna miała się jednak wycofać. Według innej teorii Magda miała nic nie wiedzieć o tym, że została komuś sprzedana.

    Wśród miejscowych również miała krążyć teoria, że Magda miała przyjechać do Egiptu, aby zostać „hostessą” dla bogatego szejka. Miejscowi nie są jednak pewni czy była świadoma na co się pisze. Może myślała, że zostanie modelką, zatańczy w kilku klubach i zarobi sporo pieniędzy. Niemniej to tylko plotki.

    Biuro Lampart połączyło również sprawę Magdy ze śmiercią polskiej modelki, Karoliny Kaczorowskiej, w styczniu 2016 roku. Karolina świętowała swoje 30 urodziny 15 stycznia 2016 roku ze znajomymi i byłym partnerem w hotelu w Karpaczu. 17 stycznia znajomi opuścili już hotel, a około godziny 22.00 modelka pokłóciła się z byłym chłopakiem i on również opuścił budynek. Kamery monitoringu zarejestrowały ją wychodzącą z psem z pokoju chwilę przed północą. Po kilku minutach wróciła do pokoju. 46 minut po północy piesek Karoliny zaczął strasznie ujadać, co zaniepokoiło ochroniarza, który jednak po chwili oddalił się spod drzwi jej pokoju. Rano pokojówki znalazły Karolinę powieszoną w łazience na kablu od prostownicy. Detektywi i rodzina Karoliny twierdzą jednak, że nie było to samobójstwo.

    Sprawę śmierci Karoliny połączono ze śmiercią Magdy za pomocą mężczyzny o pseudonimie Złoty. Otóż wśród znajomych Karoliny był Kamil o tym pseudonimie, a wśród znajomych Markusa również był Kamil, na którego mówiono Złoty. Podczas rozmowy Markusa z Magdą widać nawet, że Złoty dzwonił do niego. Dodatkowo w obu przypadkach zmarły dwie młode, atrakcyjne, blondynki mieszkające we Wrocławiu. W przypadku Magdaleny nazwisko Kamila „Złotego” miało jednak zaczynać się na literę C, a w przypadku Karoliny na P.

    W sierpniu 2017 roku rodzina Magdy oświadczyła, że są przeciwni działaniom wykonywanym przez biuro detektywistyczne Lampart. Biuro Lampart również niezbyt pochlebnie wypowiadało się na temat kroków podejmowanych przez rodzinę.

    W sierpniu 2018 roku siostra Magdaleny napisała na swoim profilu na facebooku, że według najnowszych materiałów zgromadzonych w aktach sprawy, bezapelacyjnie wynika, że Magda stała się ofiarą przestępstwa. Prokuratura zaprzeczyła jednak, aby w sprawie pojawiły się jakiekolwiek nowe materiały.

    W kwietniu 2019 roku pojawiła się informacja, że w ciele Magdy wykryto ślady substancji o nazwie Khat. Jest to naturalny narkotyk, który się żuje. Jego działanie można porównać do amfetaminy, jednak nigdy nie jest tak silne jak w przypadku amfetaminy. Rodzina miała dotrzeć do tych informacji po tym, jak pojechali do Egiptu dwa lata po śmierci Magdaleny. Prokuratura zaprzeczyła jednak, aby w ciele kobiety wykryto ślady khatu.

    Egipska prokuratura przekazała dokumenty w sprawie śmierci Magdaleny dopiero w maju zeszłego roku. Dokumenty miały zawierać protokoły z przesłuchań licznych świadków, w tym personalu szpitala, pracowników hotelu i rezydenta, a także innych turystów. Magda miała zachowywać się nietypowo jeszcze przed wylotem do Egiptu, a przez cały pobyt być w złym stanie psychicznym.

    Informację o ich przetłumaczeniu przekazano jednak dopiero w październiku. Z dokumentów ma nie wynikać, aby wobec Magdaleny stosowano przemoc lub aby została zgwałcona. Rzecznik jeleniogórskiej prokuratury stwierdził, że ustalenia egipskiej prokuratury są zgodne z ustaleniami polskiej. W śmierć Magdy nie miały być zaangażowane osoby trzecie i miała ona być skutkiem nieszczęśliwego wypadku. Obrażenia ciała kobiety miały być typowymi dla upadku z wysokości. Pojawiły się jednak głosy, że skoro obrażenia dotyczą jedynie lewej strony ciała Magdaleny, mogła zostać ona wypchnięta z okna. Podobno, gdyby sama wyskoczyła, odruchowo asekurowałaby się przed upadkiem i spadała bardziej „na nogi”. Fakt, że obrażenia występują jedynie po jednej stronie ciała mogą sugerować, że była nieprzytomna i ktoś wypchnął ją z okna.

    Strona egipska wciąż nie przekazała jednak polskiej prokuraturze protokołu z sekcji zwłok, w tym wyników badań toksykologicznych. Wydaje mi się to dosyć dziwne, bo wygląda, jakby egipska prokuratura miała coś do ukrycia. Jeżeli stawiają na chorobę psychiczną lub inne tego typu zaburzenia, powinni to przecież potwierdzić badaniami toksykologicznymi, które nie powinny niczego wykazywać. W innym przypadku wciąż można przecież podejrzewać, że Magdzie został podany jakiś narkotyk.

    Przebadano również bagaż oraz dane z telefonu Magdy. Przesłuchano członków jej rodziny, a także obecnego i byłych partnerów. Według prokuratury, jak na razie nic nie wskazuje na to, aby Magdalena była ofiarą handlu ludźmi.

    Według informacji z listopada 2019 roku wynika, że śledczy badają wątek depresji, z którą miała zmagać się Magdalena. W jej organizmie wykryto ślady silnych leków, a konkretnie jednego z leków stosowanych m. in. w przypadku leczenia psychoz, schizofrenii, a czasem również przy leczeniu depresji. Nie do końca wiem skąd wynika ta informacja. Skoro egipska prokuratura nie przekazała jeszcze wyników toksykologii, powinno to wynikać z sekcji przeprowadzonej w Polsce. Czyli idąc dalej tym tropem toksykologia wykonana w Polsce miała wykluczyć, aby w ciele były ślady khatu, ale potwierdzić, że były ślady silnych leków. Niestety nie znalazłam w żadnym źródle, aby prokuratura wprost powiedziała co dokładnie przedstawia raport toksykologiczny.

    31 grudnia 2019 roku jeleniogórska prokuratura po raz kolejny złożyła wniosek o przedłużenie śledztwa w sprawie śmierci Magdaleny. Jak na razie nie wiadomo do kiedy zostanie przedłużone, o tym zadecyduje Prokurator Rejonowy we Wrocławiu.

    Tak właśnie prezentuje się ta sprawa na chwilę obecną, czyli połowę stycznia 2020 roku. Wciąż więcej jest pytań niż odpowiedzi. Nie wiadomo czy śmierć Magdaleny była morderstwem czy samobójstwem, a może nieszczęśliwym wypadkiem. Nie wiadomo czy ma jakiś związek z handlem żywym towarem, prostytucją, narkotykami czy chorobą psychiczną. Co jakiś czas w mediach pojawiają się nowe rewelacje, ale tak naprawdę ciężko je zweryfikować. Ciężko orzec gdzie leży prawda, gdy rodzina mówi, że w ciele Magdy znaleziono ślady khatu, a prokuratura temu zaprzecza. Nie wiadomo czy egipska prokuratura celowo nie przekazała polskiej protokołu z sekcji zwłok, czy było to jedynie niedopatrzenie.

    W chwili obecnej śledztwo wciąż trwa, więc śledczy nie mogą przekazać wszelkich znanych sobie informacji do wiadomości publicznej. Ilość niedomówień, dziwnych zdarzeń i teorii jest onieśmielająca. Jestem bardzo ciekawa, czy kiedykolwiek uda się ustalić co tak naprawdę stało się w kwietniu 2017 roku w Egipcie. Czy uda się jednoznacznie rozwikłać wszelkie tajemnice. Jak na razie możemy tylko spekulować dlaczego Magda nie żyje.

    Źródła: youtube.com, youtube.com, youtube.com, youtube.com, youtube.com, youtube.com, cda.pl, youtube.com, youtube.com, youtube.com, wprost.pl, youtube.com, youtube.com, youtube.com, expressilustrowany.pl, tvp.info, polsatnews.pl, natemat.pl, tvn24.pl, fakt.pl, fakt.pl, wiadomosci.onet.pl mrfashion.pl, polsatnews.pl, wiadomosci.radiozet.pl

    #historieriley
    pokaż całość

    źródło: i.wpimg.pl

  •  

    Wczoraj na moim kanale pojawił się nowy film - zapraszam do oglądania :)
    Wersja do czytania pojawi się tutaj za kilka dni.

    #historieriley

    źródło: youtube.com

  •  

    Wczoraj na moim kanale na youtube pojawił się nowy film - sprawa Lindy O'Keefe.
    Zapraszam do oglądania!

    Kiedyś już opisałam tę sprawę na wykopie. Można do tego wrócić tutaj

    #historieriley

    źródło: youtube.com

  •  

    Zaginięcie Karlie Guse

    Tej historii można również posłuchać na moim kanale na Youtube

    Karile Guse urodziła się 13 maja 2002 roku. Jej rodzice, Lindsay i Zac, rozstali się, gdy miała dwa latka. Początkowo dziewczynka mieszkała z matką, jednak później przeprowadziła się do ojca i jego nowej żony, Melissy. To właśnie z ojcem, macochą i dwójką braci spędziła większość życia. Cała piątka mieszkała niedaleko Bishop w Kalifornii. Karlie była bardzo pozytywnie nastawiona do życia, lubiła tańczyć i spotykać się z przyjaciółmi.

    W piątek, 12 października 2018 roku, 16-letnia Karlie miała iść ze znajomymi na mecz footballu, jednak nigdy nie dotarła na stadion. Zamiast tego spędziła czas ze swoim chłopakiem i przyjaciółmi. Około 20.00 nastolatka zadzwoniła do swojej macochy, Melissy, aby ta po nią przyjechała. Była wyraźnie zdenerwowana i przerażona do tego stopnia, że nalegała, aby Melissa nie odkładała słuchawki przez całą drogę na miejsce. Błagała także, aby się pospieszyła.

    Gdy kobieta dojechała na umówione miejsce, Karlie już tam nie było. Melissa znalazła ją biegnącą ciemną drogą około 1,5 km dalej. Zauważyła ją tylko dlatego, że w dłoni trzymała telefon z zapaloną latarką. Karlie usiadła na siedzeniu za kierowcą, nie chciała usiąść z przodu. Podczas podróży do domu wielokrotnie zmieniała miejsce na tylnej kanapie. Bała się, że samochód będzie miał wypadek i zginą.

    Po powrocie do domu okazało się, że źrenice dziewczyny były ekstremalnie rozszerzone. Karlie przyznała się do palenia marihuany. Była bardzo zdezorientowana i popadała w paranoję. Krzyczała do Melissy i Zaca, że ich nienawidzi, a po chwili mówiła, że ich kocha. Miała halucynacje. Macocha kazała jej zjeść sałatkę i baton energetyczny. Karlie podczas jedzenia wypluła sałatę mówiąc, że to „sałata diabła”.

    Melissa postanowiła nagrać telefonem film, aby pokazać jej następnego ranka, jak niedorzecznie się zachowuje po zażyciu narkotyków. Udało jej się jednak nagrać jedynie dźwięk.

    W końcu nastolatka położyła się spać. Następne wydarzenia różnią się w zależności od tego, kiedy Melissa o nich mówiła. Według najczęściej powtarzanej wersji kobieta położyła się spać w pokoju Karlie, aby mieć na nią oko. Przez prawie całą noc pisała wiadomości do swoich przyjaciół i chłopaka Karile. W jednej z nich poprosiła, aby modlił się za Karlie. Ostatnia wiadomość została wysłana o 5:38. Melissa miała obudzić się między 5:30 a 5:45 i wtedy nastolatka leżała obok niej, ale nie spała. Gdy kobieta obudziła się ponownie około 7:15, Karlie już nie było.

    W niektórych wywiadach Melissa twierdziła jednak, że Karlie spała w swoim pokoju sama, a ona wraz z mężem przez całą noc przychodzili co jakiś czas do jej pokoju, aby sprawdzać jej stan. Według jeszcze innej wersji Melissa wstała między 5:30 a 5:45, aby rozpocząć swój codzienny rytuał budzenia wszystkich i mówienia im „dzień dobry”. Nastolatka była wtedy w swoim łóżku. Melissa położyła się jeszcze na jakiś czas, a gdy zajrzała do pokoju Karlie o 7:15, dziewczyny już tam nie było.

    Melissa zawołała „Karlie”, ale gdy nie spotkała się z żadnym odzewem, zaczęła panikować. Biegała po domu i jej szukała. Gdy nie przyniosło to żadnych rezultatów, poinformowała o wszystkim swojego męża. Następnie ona i Zac wsiedli do swoich samochodów i jeździli po okolicy szukając córki. Niestety to również nie przyniosło skutków.

    O 9:35 Zac zadzwonił do swojej byłej żony, Lindsay. Poinformował ją o zaginięciu ich córki słowami „Karlie odeszła”. Pod Lindsay ugięły się nogi. Od razu pomyślała o tym, że Karlie nie żyje.

    O zaginięciu powiadomiono policję. Rozpoczęły się przeszukiwania okolicznego terenu za pomocą helikopterów, psów i mnóstwa ludzi. Pojazdy terenowe przeszukiwały skalistą pustynię woków miasta. Nikt z rodziny nie słyszał, aby dziewczyna wychodziła z domu, jednak drzwi frontowe były uchylone. Nie było żadnych śladów przymusowego wyjścia z domu. Na podjeździe przed domem znaleziono również odcisk stopy, najprawdopodobniej należący do Karlie.

    Nastolatkę tego ranka widziało trzech świadków. Pierwszym z nich miał być sąsiad, który widział dziewczynę przez szybę domowej sauny. Drugim nauczycielka, a trzecim leśniczy. Matka Karlie, Lindsay, z jakichś powodów twierdziła, że nie byli to wiarygodni świadkowie. Żadnemu z reporterów nie udało się również do nich dotrzeć.

    Jednak jeżeli wierzyć tym trzem osobom, Karlie wyszła z domu w szarych spodniach dresowych lub jeansach, białej koszulce i butach marki Vans. Wyglądała na zdezorientowaną i szła w kierunku autostrady nr 6, ciągnącej się od wschodniego do zachodniego wybrzeża USA. W tamtym czasie miała 170 cm wzrostu, ważyła około 50 kg, miała włosy w kolorze ciemnego blondu i niebieskie oczy. W domu zostawiła wszystkie swoje rzeczy osobiste oraz telefon komórkowy.

    W niedługim czasie na wszystkich słupach i na każdej witrynie sklepowej w Bishop wisiał plakat informujący o zaginięciu Karlie. Rozwieszano również turkusowe wstążki, aby zwiększyć świadomość wśród lokalnej społeczności. Policja podejrzewała, że nastolatka mogła zagubić się na pustyni, więc stawiano na niej znaki.

    Od samego początku Lindsay i Melissa zachowywały się na dwa skrajnie różne sposoby. Lindsay przyjechała oczywiście do Bishop, ale nie brała udziału w poszukiwaniach. Było to dla niej zbyt trudne. Potrafiła jedynie biernie przyglądać się biegowi zdarzeń. Spotkała ją za to duża krytyka.

    Melissa z kolei była bardzo zaangażowana w poszukiwania. Aktywnie rozklejała plakaty i rozwieszała wstążki. Prowadziła transmisje w mediach społecznościowych, w których opowiadała co się stało oraz prosiła o pomoc w poszukiwaniach. Już 10 godzin po zaginięciu Karlie, zaczęła mówić, że musiało być to porwanie.

    Napięcie między kobietami zostało wyraźnie pokazane w programie Dr Phil, emitowanym na początku 2019 roku. Podczas wywiadu Lindsay stwierdziła, że według niej Karlie już nie żyje i osobami odpowiedzialnymi za jej śmierć są Melissa i Zac. Kobieta twierdziła również, że gdy Melissa zobaczyła Karlie wcześnie rano z otwartymi oczami, nastolatka właśnie konała przez przedawkowanie narkotyków. Melissa i Zac stanowczo temu zaprzeczali.

    W programie dużą rolę odegrały również kontrowersje wokół nagrania audio, które Melissa nagrała wieczorem przed zaginięciem. Według Lindsay na nagraniu Karlie prosiła macochę o wezwanie pogotowia, ale Melissa odmówiła. Matka nastolatki ma do niej żal za to, że tego nie zrobiła. Jej zdaniem, gdyby wykonała ten telefon, Karlie byłaby teraz cała i zdrowa.

    Melissa z kolei twierdziła, że nagrana rozmowa wyglądała całkiem inaczej. Karlie miała zapytać ją „Gdyby coś mi się stało, zadzwoniłabyś pod 911?”.

    Nagranie nigdy nie zostało przekazane do wiadomości publicznej. Jest dowodem w toczącym się śledztwie i słyszała je jedynie rodzina i policja. Dr Phil poprosił Melissę i Zaca o nagranie, jednak małżeństwo odmówiło. W programie stwierdzili, że nikt z ekipy telewizyjnej nigdy nie prosił ich o udostępnienie taśmy, co nie było prawdą. Prosili ich, ale ci się nie zgodzili. Podczas rozmowy z prowadzącym pozwolili mu jednak na wysłuchanie taśmy, ale nie mogła ona zostać zaprezentowana widowni.

    Dr Phil nie odniósł się do tego, jak dokładnie wyglądały słowa Karlie dotyczące telefonu pod 911. Powiedział jedynie, że dziewczyna była w głębokiej paranoi i jej późniejsza ucieczka z domu wcale go nie dziwi. Jego zdaniem najprawdopodobniej została zabrana z autostrady nr 6 i stała się ofiarą handlu ludźmi.

    Zaginięcie Karlie stało się również tematem dwóch internetowych plotek. Pierwsza z nich dotyczy kanału na youtube o nazwie „Kate Yup”. Kanał ten prezentuje filmy, na których dziewczyna je w bardzo szybki sposób. Zupełnie tak jakby była głodzona. Dodatkowo ma opaskę na oczach i filmowana jest jedynie poniżej oczu. Doprowadziło to do przekonania, że dziewczyna może być gdzieś przetrzymywana, może została porwana, może jest głodzona, faszerowana narkotykami i zmuszana do nagrywania takich filmów. Stąd plotka, że tą dziewczyną może być Karlie. Pierwszy film na kanale został jednak dodany cztery miesiące przed zaginięciem nastolatki, więc nie jest to możliwe. Plotkę zdementowano również na facebookowym profilu informującym o postępach w poszukiwaniach.

    Na youtube pojawił się również film o tytule „Zaginiona nastolatka odnaleziona w górach”. Na miniaturze filmu widnieje plakat z podobizną Karlie, a także idąca w oddali postać zaznaczona kółkiem i wskazana strzałką. Przez większość 26 minutowego filmu dwóch mężczyzn jeździ na motocyklach po opuszczonym górskim terenie. W pewnym momencie jeden z nich zobaczył idącą boso dziewczynę i odjechał. Później zadzwonił na policję, aby poinformować ich o tej sytuacji. Okazało się, że tą dziewczyną była 15-latka, która dwa dni wcześniej uciekła z domu ze swoim chłopakiem.

    Karlie zaginęła ponad rok temu i od tego czasu nie kontaktowała się ze swoją rodziną ani przyjaciółmi. Podczas konferencji prasowej zorganizowanej w rocznicę jej zaginięcia, policja przyznała, że sprawdziła już wszystkie tropy i jak na razie nie mają realnych wskazówek, które mogłyby doprowadzić do miejsca jej pobytu. Rodzina dziewczyny oferuje 10 000 dolarów nagrody za bezpieczne zwrócenie Karlie do domu. FBI z kolei oferuje 5 000 dolarów za informacje, które doprowadzą do miejsca jej pobytu.

    Chyba najbardziej popularna teoria głosi, że Karlie brała wieczorem przed zaginięciem coś innego niż marihuana. Może nie była nawet świadoma tego, że ktoś coś jej dał. Może było to np. LSD i dziewczyna wyszła rano z domu w fazie paranoi. Mogła się zgubić, ktoś mógł ją porwać, potrącić i schować ciało. Oczywiście ktoś mógł ją również porwać z autostrady i mogła stać się ofiarą handlu ludźmi. Ładna, zdezorientowana nastolatka była łatwym celem.

    Nie można również wykluczyć, aby uciekła z domu. To jednak nie wydaje się zbyt prawdopodobne, ponieważ nie wzięła ze sobą żadnych pieniędzy i rzeczy osobistych. Przez ponad rok z nikim się nie kontaktowała. Nie ma również żadnych informacji o tym, aby miała jakieś większe problemy w domu.

    Źródła: youtube.com, youtube.com, youtube.com, youtube.com, youtube.com, crimeonline.com, fbi.gov, reviewjournal.com, reddit.com, reddit.com, facebook.com, mynews4.com, honey.nine.com.au, officialbringkarliehome.com, youtube.com

    #historieriley
    pokaż całość

    źródło: i0.wp.com

  •  

    George Stinney Jr – najmłodsza osoba skazana na śmierć w XX wieku w USA
    (Historia opublikowana na o2 27.12.2019)

    Alcolu było małym miasteczkiem robotniczym w Południowej Karolinie. W połowie lat 40. XX wieku wciąż żywy był tam duch segregacji rasowej. Ludność biała i afroamerykańska oddzielona była torami kolejowymi. Osobne kościoły i szkoły dla osób różnej rasy sprawiły, że kontakty między osobami różnego koloru skóry były ograniczone.

    24 marca 1944 roku dwie białe dziewczynki, 11-letnia Betty June Binnicker i 7-letnia Mary Emma Thames, pojechały na rowerach do afroamerykańskiej części miasteczka. Szukały kwiatów.

    W tym samym czasie 14-letni George Stinney przebywał na swojej posesji ze swoją młodszą siostrą Aime. Chłopiec mieszkał wraz z rodzicami i czwórką rodzeństwa w mieszkaniu robotniczym. Jego ojciec pracował w lokalnym tartaku.

    Betty i Mary zatrzymały się i zapytały afroamerykańskie rodzeństwo, czy nie wiedzą gdzie rosną kwiaty męczennicy. Następnie odjechały. George i Aime byli ostatnimi osobami, które widziały dziewczynki żywe.

    Gdy Betty i Mary nie wróciły wieczorem do domów setki mieszkańców Alcolu, w tym ojciec George'a, rozpoczęło poszukiwania. Niestety następnego ranka dziewczynki znaleziono martwe w podmokłym rowie. Obie miały roztrzaskane czaszki. O 14:30 dokonano sekcji ich zwłok, która wykazała, że zmarły na skutek uderzeń tępym narzędziem w głowę. Dziewczynki nie zostały zgwałcone, jednak okolice intymne Betty były posiniaczone. Na policję zgłosił się świadek, który zeznał, że widział jak Betty i Mary rozmawiały z Georgem.

    Już kilka godzin po odnalezieniu ciał śledczy aresztowali George'a i jego starszego brata Johnny'ego. Starszy chłopak wkrótce został zwolniony z aresztu, jednak nie stało się tak w przypadku młodszego. George był przesłuchiwany przez wiele godzin w zamkniętym pokoju bez świadków, prawnika i rodziców. 14-latek był całkowicie przerażony i najprawdopodobniej był w stanie przyznać się do wszystkiego, byle tylko przesłuchanie się skończyło. Według policjantów przyznał się do zamordowania Betty i Mary. Nie było jednak żadnych nagrań z przesłuchań. Nie spisano nawet protokołu.

    Po oskarżeniu George'a o zabójstwo dziewczynek, jego ojciec został zwolniony z pracy w tartaku. Rodzice i czwórka dzieci jeszcze tej samej nocy byli zmuszoni opuścić miasto. Bali się o swoje bezpieczeństwo. Rodzice nie mogli również spotkać się ze swoim 14-letnim synem w areszcie.

    Proces rozpoczął się już po miesiącu od aresztowania nastolatka. Prokuratura powołała na świadka wielebnego, który znalazł zwłoki oraz dwóch policjantów, którzy przesłuchiwali George'a. Nie istniały żadne dowody, które łączyłyby 14-latka z tą zbrodnią. Jedynym punktem zaczepienia było jego rzekome przyznanie się do winy. Biały obrońca chłopca, Charles Plowden, nie zrobił zbyt wiele dla swojego klienta. Nie wezwał żadnych świadków ani nie przedstawił żadnych dowodów mogących podważyć oskarżenie.

    Proces trwał zaledwie trochę ponad dwie godziny. Ława przysięgłych składała się wyłącznie z białych obywateli, co nie było nietypowe w tamtym czasie. Po 10 minutach obrad ławnicy orzekli, że George był winnym zabójstwa Betty i Mary. Sędzia skazał chłopca na karę śmierci na krześle elektrycznym. Obrońca nastolatka nie odwołał się od wyroku.

    Po zapadnięciu wyroku rodzina i organizacje Afroamerykanów pisali listy do gubernatora stanu z prośbą o ułaskawienie. Gubernator nie chciał jednak narazić się na negatywną opinię w roku wyborów, więc postanowił nie skorzystać ze swojego prawa. Uzasadnił swoją decyzję stwierdzeniem, że „George zabił Mary a następnie Betty, której ciało zgwałcił; wrócił na miejsce 20 minut później i próbował ponownie zgwałcić zwłoki, jednak były już zbyt zimne”. Lekarz, który przeprowadzał sekcję nie stwierdził, aby którakolwiek z dziewcząt została zgwałcona.

    Wyrok wykonano zaledwie 83 dni po odnalezieniu ciał dziewczynek, 16 czerwca 1944 roku. Przez cały ten czas rodzice mogli zobaczyć 14-letniego syna zaledwie raz, po procesie. George wszedł do sali egzekucyjnej z Biblią pod pachą. Krzesło elektryczne było zbyt duże dla jego wątłego, 40-kilowego, ciała. Musiał usiąść na Księdze. Maska również była na niego zbyt duża i zsunęła się w czasie, gdy prąd przepływał przez jego ciało. George miał szeroko otwarte oczy, z których płynęły łzy a z ust sączyła się ślina. Około godziny 19:30 został uznany za zmarłego. Był najmłodszą osobą straconą w XX wieku w USA.

    W 2004 roku, 60 lat po tych wydarzeniach, lokalny historyk, George Frierson, zainteresował się sprawą. Między innymi dzięki jego żmudnemu zbieraniu informacji udało się ponownie otworzyć sprawę zabójstwa dziewczynek. Musiało minąć jednak kolejne 10 lat, aby sprawa wróciła na wokandę.

    W 2014 roku rodzeństwo George'a po raz pierwszy stanęło przed sądem, aby dać alibi swojemu bratu. We wcześniejszym procesie nikt nie wezwał ich na świadków, nie byli również przesłuchiwani przez policję. Rodzeństwo zeznało, że w czasie zabójstwa dziewcząt, George przebywał w domu ze swoją siostrą Aime. Przytoczono również zeznania wielebnego, który znalazł ciała i twierdził, że na miejscu nie było śladów krwi, więc dziewczynki musiały zostać zabite gdzie indziej. Współwięzień z celi George'a, Wilford Hunter, powiedział również, że nastolatek wyznał mu się, że nie popełnił tej zbrodni.

    Dodatkowo historyk zajmujący się sprawą zeznał, że ktoś będący na łożu śmierci przyznał się swojej rodzinie do zabójstwa Betty i Mary. Osoba ta pochodziła ze znanej i wpływowej białej rodziny, której członek lub członkowie zasiadali w ławie przysięgłych w 1944 roku. Nie podano do wiadomości publicznej danych tego człowieka.

    Większość świadków z pierwotnego procesu już nie żyła, nie zachowało się zbyt wiele dokumentów, a wszystkie dowody fizyczne zniknęły. Sąd postanowił użyć orzeczenia „Coram nobis”, które potwierdza, że we wcześniej przeprowadzonym procesie nie przedstawiono faktów, które byłyby na tyle znaczące, że wyrok byłby niewiarygodny lub nieważny. Zazwyczaj, gdy po zapadnięciu wyroku pojawiają się nowe istotne fakty, proces jest powtarzany, jednak gdy jest to niemożliwe, stosuje się orzeczenie „Coram nobis”.

    Sędzia przyznał, że „szybkość, z jaką państwo wymierzyło sprawiedliwość wobec chłopca, była szokująca i wyjątkowo niesprawiedliwa”.

    Źródła:
    historiajednejfotografii.blogspot.com, allthatinteresting.com, independent.co.uk, snopes.com, en.wikipedia.org

    #historieriley
    pokaż całość

    źródło: ocdn.eu

  •  

    Sprawa George'a Stinneya - historię można przeczytać tutaj

    #historieriley

    źródło: cdn.cnn.com

    +: M.............g, Lebensabschnittpartner +157 innych
  •  

    Śmierć Riley Sawyers
    (Historia opublikowana na o2 19.12.2019)

    Riley Ann Sawyers była owocem licealnego związku 15-letniej Kimberly Trenor i Roberta Sawyersa. Dziewczynka urodziła się 11 marca 2005 roku i zamieszkała wraz z młodymi rodzicami w domu matki Roberta w Mentor w stanie Ohio. To właśnie matka Roberta, Sheryl, została główną opiekunką Riley.

    Jakiś czas po narodzinach dziewczynki, Robert i Kimberly rozstali się, wciąż jednak mieszkali razem. Robert zaczął nawet spotykać się z nową dziewczyną, która również się do nich wprowadziła. Wyglądało na to, że nikt nie miał nic przeciwko takiemu układowi i trwał on aż do maja 2007 roku. To właśnie wtedy Kimberly przeprowadziła się wraz z córką do Royce'a Zeiglera, którego poznała dzięki grze World of Warcraft. Para pobrała się 1 czerwca 2007 roku i zamieszkała w Spring w stanie Teksas.

    Royce od samego początku wyznawał dosyć niekonwencjonalne metody wychowawcze. Dosłownie tresował Riley. Gdy 2-latka nie powiedziała „proszę” lub „dziękuję” stosował kary fizyczne. Macocha Royce'a twierdziła, że w taki sam sposób ojciec mężczyzny traktował swoje dzieci.

    Royce i Kimberly stworzyli specjalny kodeks, według którego Riley musiała postępować. Według nich musiała być posłuszna, słuchać rodziców, chodzić spać dokładnie o godzinie 20.00, a w ciągu dnia robić sobie drzemkę dokładnie o godzinie 14.00. Jej zabawki mogły przebywać tylko w jej pokoju i zawsze musiały być odkładane na swoje miejsce. Dziewczynka nigdy nie mogła przebywać sama w sypialni rodziców, a czekoladę lub ciasto mogła otrzymać jedynie w nagrodę. Wszelkie nieposłuszeństwa były surowo karane.

    24 lipca 2007 roku Riley nie zastosowała się do panujących zasad. Nie powiedziała „proszę” i „tak, proszę pana”. Za karę Royce i Kimberly zaczęli bić ją dwoma skórzanymi paskami. Następnie mężczyzna napełnił wannę wodą i kilkukrotnie podtapiał dziewczynkę trzymając jej głowę pod powierzchnią. Gdy skończył podniósł ją za włosy i rzucił przez pokój. Riley upadła na ziemię, uderzyła głową o podłogę z płytek i nie była w stanie wstać o własnych siłach. Przez cały czas trwania tortur mówiła matce i ojczymowi, że ich kocha, aby przestali się nad nią znęcać.

    Gdy małżeństwo zorientowało się, że dziewczynka nie żyje, pojechali do Walmartu, gdzie kupili m. in. spory plastikowy pojemnik, worki na śmieci, gumowe rękawiczki, taśmę izolacyjną i wybielacz. Po powrocie włożyli ciało Riley do worków na śmieci, które umieścili w plastikowym pojemniku. Ciało 2-latki trzymali w szopie przez około dwa miesiące, a następnie wrzucili je do Zatoki Galveston. Kimberly zeznała później, że śmierć dziewczynki była wynikiem „dyscypliny, która posunęła się za daleko”.

    Wyjeżdżając do Teksasu Kimberly i Robert uzgodnili słownie, że Riley pozostanie pod opieką matki, ale Robert będzie ją regularnie odwiedzał. Kilkukrotnie próbował umówić się na spotkanie lub chociażby porozmawiać z córką przez telefon, ale Kimberly zawsze go zbywała. W końcu mężczyzna skierował sprawę do sądu.

    29 października 2007 roku pewien rybak zauważył plastikowy pojemnik wyrzucony na brzeg małej wysepki na Zatoce Galveston. Zaciekawiony otworzył pakunek, w którym znalazł częściowo rozłożone ciało dziecka. Natychmiast poinformował policję o swoim odkryciu.

    Sekcja zwłok wykazała, że dziecko zmarło na skutek złamania czaszki w trzech miejscach. Obrażenia były podobne do obrażeń spowodowanych upadkiem z dachu. Dentysta sądowy oszacował wiek dziewczynki na około 2-3 lata. Śledczy oczywiście nie znali danych personalnych dziecka. Stworzono rekonstrukcję kryminalistyczną pokazującą jak dziewczynka mogła wyglądać za życia i szkic został podany do wiadomości publicznej. Zmarła dziewczynka zaczęła być znana jako „Baby Grace”.

    Jakiś czas później matka Roberta przypadkowo natknęła się na rekonstrukcję umieszczoną w internecie. Od razu pomyślała, że dziewczynka może być jej wnuczką, o czym poinformowała policję. Funkcjonariusze zapukali do drzwi Kimberly i Royce'a, ale ci byli przygotowani na taką ewentualność. Mężczyzna miał namówić żonę do podrobienia dokumentów z opieki społecznej, według których Riley miała zostać im zabrana z powodu wykorzystywania seksualnego.

    Oczywiście policjanci sprawdzili poprawność dokumentów i okazało się, że w opiece społecznej nie było żadnego śladu takiej sprawy. 26 listopada Royce i Kimberly zostali aresztowani pod zarzutem nie zgłoszenia zaginięcia dziecka. W międzyczasie badania DNA potwierdziły, że znalezione ciało należało do Riley. 30 listopada zarzut został zmieniony na torturowanie i pobicie na śmierć.

    Jeszcze przed aresztowaniem Royce próbował popełnić samobójstwo przedawkowując leki na nadciśnienie i tabletki przeciwdepresyjne. W liście pożegnalnym napisał „moja żona jest niewinna grzechów, które popełniłem”.

    18 marca 2008 roku mała wyspa, na której znaleziono ciało Riley, została nazwana jej imieniem. Prokuratorzy nie domagali się kary śmierci dla Royce'a i Kimberly za co spotkała ich krytyka społeczeństwa.

    Z samym procesem trzeba było trochę poczekać, ponieważ Kimberly zaszła w ciążę. W styczniu 2009 roku stanęła jednak przed wymiarem sprawiedliwości. 20-latka została skazana na dożywotnie pozbawienie wolności z możliwością zwolnienia warunkowego po 38 latach więzienia. Podczas odczytywania wyroku nie okazała żadnych emocji.

    Podczas procesu Royce twierdził, że nie jest odpowiedzialny za śmierć Riley, ponieważ gdy umarła przebywał w innym pokoju. Tak jakby jakiekolwiek znaczenie miał fakt, że po skończeniu torturowania dziewczynki wyszedł do innego pomieszczenia i nie widział jak kona. Mężczyzna został skazany na dożywotnie pozbawienie wolności bez możliwości zwolnienia warunkowego.

    Źródła: peoplepill.com, thoughtco.com, edition.cnn.com, enwikipedia.org, youtube.com, chron.com, lightingtheirwayhome.wordpress.com

    #historieriley
    pokaż całość

    źródło: i.pinimg.com

    +: M.............g, orzak +351 innych
  •  

    Wczoraj na moim kanale pojawił się nowy film opowiadający o zaginięciu Karlie Gusé. Zapraszam do oglądania!
    Wersja "do czytania" pojawi się na wykopie za kilka dni.

    #historieriley

    źródło: youtube.com

  •  

    Sprawa Riley Sawyers - historię można przeczytać tutaj

    #historieriley

    źródło: i.wpimg.pl

  •  

    Śmierć 6-letniego Daniela
    (Historia opublikowana na o2 12.12.2019)

    Historia kobiety, która zabiła swojego 6-letniego pasierba wstrząsnęła w 1981 roku całą Warszawą. Kobieta za swoje czyny została ukarana więzieniem, jednak po odbyciu wyroku nadal uczyła w szkole. Sprawę nagłośnił w 2013 roku dziennikarz Dużego Formatu, co zelektryzowało całą Polskę.

    Renata K. urodziła się w 1954 roku i była surowo wychowywaną jedynaczką z katolickiego domu. Z Janem L. poznała się na drugim roku studiów. Mężczyzna pochodził z Białorusi, był prawosławny, a w domu w Jakubowie pozostawił żonę z rocznym synem. W styczniu 1976 roku urodziła mu się córka, jednak Jan nie interesował się zbytnio rodzinom i już dwa miesiące później sąd rejonowy zobowiązał go do płacenia alimentów w wysokości 350 zł na każde dziecko.

    Jesienią 1987 roku mężczyzna przyjechał do akademika ze swoim synkiem, Danielem. Rozwodził się z żoną, ona miała opiekować się córką, a on synem. Jan i Renata zostali parą.

    Z pozoru mogło wydawać się, że Renata dobrze opiekuje się Danielem. Chłopiec miał anemię, więc tarła mu marchewkę. Miał też lekkiego zeza, więc zaprowadziła go do okulisty i kupiła okulary. Mimo, że parze nie przelewało się, kupowali chłopcu wątróbkę i cielęcinę na bazarze.

    Z drugiej jednak strony na ścianie ich pokoju w akademiku wisiał regulamin mówiący o tym jak Daniel powinien się zachowywać. Każdemu wykroczeniu przypisana była ilość uderzeń pasem. Najsurowsze kary przewidziane były za kłamstwo. Za każdym razem, gdy wymierzana była mu kara musiał rozebrać się do naga i leżeć na brzuchu. Podobne praktyki miała stosować wobec Renaty jej matka. Podczas bicia Daniel nie mógł nawet pisnąć, ponieważ gdyby zaczął krzyczeć lub płakać wymierzone razy wyzerowałyby się i zaczęły by liczyć się od nowa.

    W przedszkolu, do którego chodził chłopiec zaczęto zauważać, że Daniel często ma na ciele siniaki i rany. Czasem podczas leżakowania nie mógł z bólu położyć się na plecach, więc zasypiał na brzuchu. Zawsze zjadał wszystko z talerza, nawet gdy mu nie smakowało. Za każdym razem ubierał się również samodzielnie, mimo że nie wychodziło mu to najlepiej. Przedszkolanki zwracały uwagę ojca na siniaki chłopca, na co Jan stwierdzał, że chce go wychować na prawdziwego mężczyznę, a nie mazgaja.

    Gdy chłopiec miał pięć lat musiał sam ścielić sobie łóżko i koc wypadł z poszewki. Renata kazała mu powlec koc z powrotem, jednak dziecko nie umiało sobie z tym poradzić. Za karę ojciec i macocha bili go całą noc. Czasem Daniel nie dostawał kolacji za jakieś przewinienie. Innym razem nikt nie odprowadzał go do przedszkola, ponieważ za długo się ubierał, więc musiał iść sam.

    Pewnego popołudnia nikt nie przyszedł po niego do przedszkola, więc pani Teresa, która pracowała jako woźna wzięła go do swojego mieszkania. Oczywiście zostawiła na drzwiach kartę ze swoim adresem. Renata i Jan przyszli po Daniela dopiero przed 23.00, gdy chłopiec już spał. Kobieta była podpita i zaczęła awanturować się, gdy pani Teresa odmówiła wydania im chłopca. Rano wrócili po dziecko, a gdy ten tylko usłyszał głos macochy schował się za fotel i nie chciał wyjść. Później w przedszkolu błagał woźną, aby pozwoliła mu z nią zamieszkać.

    Pewnego razu Daniel przyszedł do przedszkola tak mocno pobity, że nauczycielki zadzwoniły na milicję. Tam kazano im zadzwonić do prokuratora, a prokurator skierował je do kuratora sądowego. Kurator sądowy kazał im zrobić obdukcję. Po tym kuratorka jeszcze raz zadzwoniła do przedszkola i powiedziała, że zajmie się sprawą.

    Kilka dni później Daniel przestał przychodzić do przedszkola. Niedługo później Renata otrzymała po swoich dziadkach mieszkanie na Żoliborzu, gdzie się przeprowadzili. Daniel został zapisany do nowego przedszkola. Gdy na ciele miał ślady pobicia nie przychodził na zajęcia, aby w nowej placówce nie było problemów. Nikogo nie zaniepokoiło, że opuszczał nawet kilkanaście dni w miesiącu.

    Renata i Jan torturowali syna przez dwa i pół roku. 17 lutego 1981 roku Daniel zgubił w przedszkolu sznurowadło. Chłopiec nie kupił sobie nowej sznurówki, więc za karę macocha zabroniła mu iść następnego dnia do przedszkola.

    Rankiem 18 lutego 27-letnia Renata wyszła do pracy. Była nauczycielką maszynopisania i matematyki, a także wychowawczynią jednej z pierwszych klas. Inni nauczyciele określali ją jako „skrytą i dość dziwną”. Około godziny 14:00 wróciła do domu i zajęła się przygotowywaniem obiadu. O 16:00 zapytała Daniela co ma zamiar zrobić w sprawie zgubionej sznurówki. Chłopiec nie wiedział. Za karę kobieta zaczęła go bić.

    Godzinę później do mieszkania wrócił Jan. Daniel leżał wtedy na łóżku w zakrwawionym podkoszulku i kiwnął na ojca palcem. Ponownie został zbity za niewłaściwy sposób przywoływania rodzica. Chwilę później Jan wyszedł do dentysty, a po powrocie Renata wysłała go do Śródmieścia, aby kupił suszarkę. Przez cały ten czas mężczyzna nie reagował na widok zmasakrowanego syna.

    Po kilku godzinach tortur Daniel powiedział, że aby dostać nowe sznurówki musi iść do kiosku i je kupić. Renata zapytała skąd weźmie pieniądze, na co odpowiedział, że ona mu da. Renata powiedziała, że nie da mu pieniędzy, więc chłopiec powiedział, że weźmie je ze swojej skarbonki. Kobieta krzyknęła „No nareszcie!”.

    Był już wieczór, więc 6-latek przebrał się w piżamkę i położył spać. Chwilę później poszedł do łazienki i zwymiotował. Przechodząc przez przedpokój pogłaskał psa, więc dostał w twarz. Gdy ojciec wrócił do domu Daniel tracił już przytomność, jego ciało było zimne, a oddech płytki. Jan pobiegł do sąsiada, aby wezwać pogotowie.

    Niestety chłopca nie udało się uratować. Sanitariusz, który przyjechał na miejsce zemdlał na widok storturowanego ciała Daniela. Lekarka, która przeprowadzała sekcję zwłok stwierdziła, że nigdy wcześniej nie spotkała się z przypadkiem takiego sadyzmu wobec dziecka.

    Podczas rozprawy Renata przyznała, że nie tylko biła chłopca pasem, ale także kopała go i raz nawet rozbiła talerz na jego głowie, ponieważ źle go pozmywał. Sąsiedzi nigdy nie słyszeli żadnych hałasów ani krzyków. Przedszkolanki z drugiego przedszkola również niczego niepokojącego nie zauważyły. Chłopiec był zawsze pogodny, czysto ubrany, miał starannie przystrzyżone włosy i obcięte paznokcie. Renata została skazana na 15 lat więzienia za zabójstwo i wcześniejsze znęcanie się. Jan został skazany na 5 lat pozbawienia wolności.

    Wyrok Renaty został skrócony za dobre sprawowanie do 10 lat. Po kolejnych 10 przedawnił się i został wykreślony z jej akt. Kobieta dwukrotnie wstępowała do zakonu, a także skończyła studia teologiczne, dzięki czemu mogła uczyć religii.

    Jej historia została przypomniana w 2013 roku przez Duży Format, gdzie zmieniono jej personalia. Internauci w ciągu kilku godzin ustalili jednak jej prawdziwe imię i nazwisko, a także adres i numer telefonu. Okazało się, że kobieta od pięciu lat pracowała w zespole szkół nr 53 w Warszawie, gdzie przedstawiła zaświadczenie o niekaralności. Była również ekspertem MEN w komisji egzaminacyjnej i kwalifikacyjnej ds. awansu zawodowego.

    Sprawa oburzyła internautów do tego stopnia, że dane Renaty udostępniane były za pomocą serwisu wykop.pl. Ludzie chcieli zniszczyć jej życie. Autor artykułu w Dużym Formacie napisał nawet list do minister edukacji, w którym wyraził swoje obawy o bezpieczeństwo Renaty. Dzień po publikacji reportażu kobieta zrezygnowała z pracy. Została również wykreślona z listy ekspertów MEN.

    Źródła: newsweek.pl, gazetaprawna.pl, natemat.pl, wiadomosci.onet.pl, tvn24.pl, wkrainieteczy.wordpress.com

    #historieriley
    pokaż całość

    źródło: ocdn.eu

  •  

    Wczoraj na moim kanale na youtube pojawił się nowy odcinek - Morderstwa dziewcząt z Alcasser.
    Osoby zainteresowane zapraszam do oglądania. Kiedyś już opisałam tę historię na wykopie - można ją znaleźć tutaj

    #historieriley

    źródło: youtube.com

  •  

    Sprawa Sarah Payne
    (Historia opublikowana na o2 05.12.2019)

    Dziadkowie 13-letniego Lee, 12-letniego Luke, 8-letniej Sarah i 5-letniej Charlotte mieszkali w zachodnim) Sussex w Anglii. To właśnie u nich rodzeństwo spędzało sobotni wieczór 1 lipca 2000 roku. Dzieci bawiły się w polu kukurydzy, gdy w pewnym momencie Sarah przewróciła się, co ją bardzo rozzłościło. Dziewczynka wybiegła z pola wprost na drogę, aby udać się do domu. Lee pobiegł za nią, ale Sarah już nie było. Zobaczył tylko odjeżdżającą białą furgonetkę, której kierowca uśmiechnął się i pomachał do niego.

    Oczywiście o zniknięciu dziewczynki od razu poinformowani zostali jej rodzice i dziadkowie. Wszyscy zaczęli przeszukiwać okolicę nawołując jej imię. Gdy nie udało się jej znaleźć zawiadomiono policję. Pierwsi funkcjonariusze przyjechali do domu o 21.00. Sprawa od razu zyskała najwyższy priorytet. Nigdzie nie znaleziono jednak żadnych śladów dziewczynki. Policjanci poprosili Lee, aby przypomniał sobie wszystkie szczegóły, nawet takie, które mogły mu się wydawać nieistotne. Chłopak zeznał, że w tym czasie widział na drodze białą furgonetkę oraz jakiś inny samochód. Rozpoczęły się ogólnokrajowe poszukiwania, a rodzice wielokrotnie apelowali w radiu i telewizji o pomoc w odnalezieniu Sarah.

    Jednym z głównych podejrzanych stał się niemal od razu 41-letni Roy Whiting mieszkający około 8 km od domu dziadków Sarah. Mężczyzna został skazany w 1995 roku na cztery lata więzienia za uprowadzenie i molestowanie 9-latki. Groziło mu dożywocie, ale wyrok ograniczono do zaledwie czterech lat, ponieważ przyznał się do winy, dzięki czemu dziewczynka nie musiała zeznawać w sądzie. Psychiatra ocenił, że Whiting może ponowie zaatakować, mimo to zwolniono go już w listopadzie 1997 roku, po zaledwie dwóch latach i czterech miesiącach więzienia. Mężczyzna był jedną z pierwszych osób wpisanych w Wielkiej Brytanii do rejestru przestępców seksualnych.

    Policjanci zjawili się w domu Whitinga już dzień po zaginięciu Sarah, ale nie zastali go w domu. Wrócili pięć godzin później. Była to rutynowa wizyta, ponieważ widniał w rejestrze. Podczas godzinnego przesłuchania zeznał, że w czasie zniknięcia dziewczynki przebywał w wesołym miasteczku. W jego furgonetce znaleziono paragon za paliwo, który przeczył jego alibi. Whiting został aresztowany, jednak zwolniono go po dwóch dniach z powodu braku dowodów.

    Zaginięcie Sarah wstrząsnęło wieloma ludźmi. Dziewczynka zniknęła w sobotni wieczór, a do środy policja otrzymała aż 10 tysięcy różnych tropów od ludzi. Nadzieja pojawiła się 9 lipca, gdy ktoś miał widzieć Sarah na autostradzie, jednak już cztery dni później policja kazała rodzicom przygotować się na najgorsze. 17 lipca znaleziono ciało dziewczynki na polu oddalonym o około 24 km. Na zwłokach nie było żadnych śladów, które mogłyby pomóc w identyfikacji mordercy.

    Trzy dni później na policję zadzwoniła kobieta, która znalazła dziecięcy but. Właściwie widziała go już około tygodnia wcześniej, ale uznała, że zgubiło go jedno z okolicznych dzieci. Gdy jednak but nie został zabrany przez kilka dni, zaczęło ją to niepokoić. Okazało się, że bucik należał do Sarah. Został znaleziony w miejscu nieopodal stacji benzynowej, z której pochodził paragon znaleziony w samochodzie Whitinga.

    Sam Whiting został aresztowany trzy dni później, po tym jak uciekał skradzionym samochodem przed policją z prędkością 110 km/h. Udało się go zatrzymać po tym, gdy wjechał w zaparkowany samochód. We wrześniu został skazany na 22 miesiące więzienia za niebezpieczną jazdę.

    W czasie jego pobytu w więzieniu śledczy mieli czas, aby dokładnie zbadać jego furgonetkę. Na koszulce w jego aucie znaleziono włosy Sarah, a włókna znalezione na jej bucie pasowały do włókien w jego samochodzie. Whiting został oskarżony o morderstwo dziewczynki w lutym 2001 roku, przebywał w tym czasie w więzieniu. Nie przyznawał się do winy.

    Jedynym świadkiem w sprawie był tak naprawdę starszy brat Sarah, Lee. Nastolatek widział mężczyznę „o żółtych zębach” w białej furgonetce, jednak podczas okazania nie wskazał na Whitinga. W śledztwo zaangażowanych było 20 ekspertów medycyny sądowej i około 1000 personelu, co miało kosztować ponad dwa miliony funtów.

    W grudniu 2001 roku mężczyzna został uznany winnym uprowadzenia i zabójstwa Sarah i skazany na dożywotnie pozbawienie wolności z możliwością zwolnienia warunkowego po 50 latach. W 2010 roku jego wyrok skrócono i będzie miał szanse na zwolnienie warunkowe po odbyciu 40 lat kary. Whiting został kilkakrotnie zaatakowany przez współwięźniów: 2002 roku dźgnięto go brzytwą w policzek, w 2011 roku w oko oraz w 2018 roku, po czym musiał zostać hospitalizowany.

    Rodzice Sarah rozstali się w 2003 roku. Jej ojciec popadł w alkoholizm i został nawet skazany w 2011 roku na 16 miesięcy wiezienia, po tym jak pod wpływem alkoholu zaatakował swojego brata szklanką. Zmarł w 2014 roku w wieku 45 lat.

    Matka Sarah wydała w 2004 roku książkę o sprawie swojej córki. Zaangażowała się również w powstanie „Prawa Sarah”. Prawo to pozwala rodzicom sprawdzić na policji, czy dana osoba jest skazanym pedofilem. Szacuje się, że w pierwszym roku działania prawa, pomogło ono ochronić ponad 200 dzieci.

    Starszy brat Sarah, Lee, do dzisiaj czuje się odpowiedzialny za śmierć siostry. Wciąż zastanawia się, czy gdyby pobiegł za nią szybciej, dziewczynka wciąż by żyła.

    Źródła:
    huffingtonpost.co.uk, inews.co.uk, closeronline.co.uk, thesun.co.uk, en.wikipedia.org, youtube.com

    #historieriley
    pokaż całość

    źródło: thesun.co.uk

    +: Teatt2, m...n +464 innych
  •  

    Śmierć Danielka z Warszawy - historię można przeczytać tutaj

    #historieriley

    źródło: ocdn.eu

  •  

    Śmierć Agaty z Wejherowa
    (Historia opublikowana na o2 28.11.2019)

    22 lutego 2015 roku przypadkowy spacerowicz znalazł w parku w Gdańsku Brzeźnie ciało młodej dziewczyny. Szybko udało ustalić się, że była to 17-letnia Agata G. mieszkająca w Wejherowie. Nastolatka zmarła od pojedynczego pchnięcia nożem w okolice podbrzusza. Badania toksykologiczne wykazały w jej ciele wysokie stężenie leków, m. in. morfiny, paracetamolu, kodeiny i hydroksyzyny.

    Agata była uczennicą liceum wojskowego, a w wolnym czasie pomagała w hospicjum. 21 lutego pojechała do Gdańska, najprawdopodobniej na otwarty wykład z chemii na Uniwersytecie. Kamery monitoringu zarejestrowały jak kilka godzin przed śmiercią jeździła na rowerze po Sopocie. Mimo szczegółowych przeszukiwań parku nigdzie nie znaleziono noża, telefonu Agaty ani jej roweru.

    Policji udało się dotrzeć do przyjaciółki Agaty, a według niektórych źródeł być może jej dziewczyny, 17-letniej Wiktorii M. Wiktoria zeznała, że była biernym świadkiem samobójstwa Agaty. Nastolatka miała położyć się na plecach, zamachnąć się i wbić sobie nóż w okolice wątroby. Przed śmiercią poprosiła przyjaciółkę, aby nie wzywała pomocy. Wiktoria chciała ukryć, że było to samobójstwo, więc zabrała z parku telefon, dokumenty, nóż i rower dziewczyny. Nie chciała, aby rodzina Agaty obwiniała się o jej samobójstwo.

    Agata miała w tym czasie kryzys psychologiczny i nie chciała już dalej żyć. Kilka dni przed tragicznym wydarzeniem miała dowiedzieć się, że cierpi na poważne problemy z kręgosłupem, które uniemożliwią jej wymarzoną karierę w wojsku. Nałożyło się to z problemami w domu.

    Dzień po śmierci Agaty, Wiktoria trafiła do szpitala psychiatrycznego na gdańskim Srebrzysku. Dziewczyna cierpiała na poważne zaburzenia osobowości. W szpitalu spędziła kilka tygodni, podczas których miała pomóc innej pacjentce w próbie samobójczej. Zraniła ją potłuczoną szklanką w ręce i udo, jednak rany okazały się niegroźne. Kierowała również groźby karalne w stosunku do personelu medycznego.

    Dodatkowo podczas pobytu w szpitalu opowiedziała trzem osobom dokładny przebieg zdarzeń nocy, której Agata zmarła. Świadkowie zeznali później, że to Wiktoria miała zadać śmiertelny cios. Do zabójstwa przyjaciółki przyznała się również w pamiętniku. Na podstawie pamiętnika biegłym udało się również określić cechy osobowości Wiktorii. Można opisać ją jako osobę rozchwianą emocjonalnie, z tendencjami do naruszania norm społecznych, przejawiającą empatię ale również ze skłonnościami do zadawania bólu

    Trzy miesiące po śmierci Agaty zatrzymano Wiktorię i 18-letnią Aleksandrę L. Aleksandra miała nie być bezpośrednim świadkiem śmierci nastolatki, ale pomagała później Wiktorii zatrzeć ślady i dawała jej alibi. Jej działania skierowały policję na niewłaściwy trop i utrudniły działania funkcjonariuszy.

    Po aresztowaniu Aleksandra zeznała, że Agata była naćpana i sama nie wiedziała czego chce. Podobno w ostatniej chwili chciała się wycofać, ale Wiktoria dopchnęła nóż na skutek czego zmarła.

    Wiktoria nie przyznawała się do winy. Podczas śledztwa przesłuchano 150 świadków i kilkunastu biegłych z różnych dziedzin. Nikt oprócz Wiktorii nie wiedział jak dokładnie wyglądała śmierć Agaty, nie było żadnych naocznych świadków. Biegli nie mogli wykluczyć, że rzeczywiście sama się dźgnęła. Nie można uznać, że zmarła wbrew swojej woli lub że nie doszłoby do tego bez udziału Wiktorii.

    Podczas procesu wyszło na jaw, że Wiktoria nie tylko nie pomogła Agacie, ale również brała aktywny udział w przygotowaniach na wiele dni przed końcem życia dziewczyny. Według niektórych źródeł Agata miała planować swoje samobójstwo nawet przez siedem miesięcy. Dokładnie wybrała miejsce, sposób i narzędzie. O swoim planie opowiedziała Wiktorii, która była zafascynowana śmiercią, przemocą i zadawaniem bólu innym ludziom. Udział w śmierci był dla niej satysfakcjonującym przeżyciem.

    W 2017 roku sąd uznał Wiktorię za winną zabójstwa Agaty i skazał ją na 11 lat pozbawienia wolności oraz zobowiązał ją do zapłaty odszkodowania na rzecz matki Agaty w wysokości 100 tysięcy złotych. Kobieta domagała się kwoty 250 tysięcy złotych.

    Sąd potraktował jako czynnik łagodzący fakt, że wobec Wiktorii nigdy wcześniej nie było prowadzone postępowanie karne ani wychowawcze, a w chwili popełnienia czynu była nieletnia. Na jej niekorzyść działała natomiast brutalność morderstwa – wbiła nóż w wątrobę jednym gwałtownym ruchem po czym Agata wykrwawiła się na śmierć. Przez cały czas Wiktoria była świadoma swoich czynów. Rok później sąd apelacyjny podtrzymał wyrok.

    Aleksandra za utrudnianie śledztwa została skazana na jeden rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na cztery lata.

    Źródła: tvp.info, dziennikbaltycki.pl, rmf24.pl, gdansk.naszemiasto.pl, polsatnews.pl, tvn24.pl, tvn24.pl

    #historieriley
    pokaż całość

    źródło: s1.tvp.pl

  •  

    Sprawa Sarah Payne - historię można przeczytać tutaj

    #historieriley

    źródło: i2-prod.mirror.co.uk

  •  

    Sprawa Agaty z Wejherowa - historię można przeczytać tutaj

    #historieriley

    źródło: d-art.ppstatic.pl

  •  

    Sprawa Yary Gambirasio
    (Historia opublikowana na o2 22.11.2019)

    Yara Gambirasio urodziła się 21 maja 1997 roku w Brembate di Sopra, włoskim miasteczku nieopodal Mediolanu. 26 listopada 2010 roku 13-letnia dziewczyna trenowała gimnastykę artystyczną w ośrodku sportowym, z którego wyszła około godziny 18:45. Mimo, że miała do pokonania zaledwie pół kilometra, nigdy nie wróciła do domu.

    Oczywiście o zaginięciu została poinformowana policja i rozpoczęły się poszukiwania, w których udział wzięły setki funkcjonariuszy, ochotników, helikoptery i psy tropiące. Psy podjęły trop i doprowadziły śledczych na teren budowy centrum handlowego w Mapello.

    Początkowo o porwanie podejrzewano 22-letniego Marokańczyka, który pracował na budowie, jednak szybko wyjaśniono, że nie miał nic wspólnego ze sprawą. Źle przetłumaczono jego rozmowę telefoniczną, podczas której miał powiedzieć, że dopuścił się strasznego czynu. Podejrzanymi w sprawie byli również dwaj Włosi oraz polski elektryk, który dzień po zaginięciu Yary nagle wyjechał nie mówiąc nic nikomu. Odnaleziono go w Polsce, jednak okazało się, że wyjechał z powodów osobistych i nawet nie wiedział, że dziewczyna zaginęła.

    Trzy miesiące po zaginięciu, 26 lutego 2011 roku, ciało Yary zostało odnalezione na odludnym terenie znajdującym się około 10 km od ośrodka sportowego. Zwłoki były w zaawansowanym stadium rozkładu. Dziewczyna miała na ciele liczne płytkie rany zadane ostrym narzędziem oraz dużą ranę na głowie. Bezpośrednią przyczyną jej śmierci było jednak wychłodzenie organizmu. Nie wyglądało na to, aby została zgwałcona, jednak na jej bieliźnie i spodniach zabezpieczono ślady DNA.

    Materiał genetyczny porównano oczywiście z bazą danych, jednak nie znaleziono dopasowania. Zdecydowano się na wykonanie testów DNA osób przebywających i mieszkających w okolicy. Jedną z testowanych osób był mężczyzna, który często przyjeżdżał na imprezy taneczne organizowane w pobliżu. Próbka pobrana od niego nie pasowała do znalezionego materiału genetycznego, jednak sugerowała, że zbrodni dokonał któryś z jego bliskich krewnych.

    Jednym ze stryjów testowanego mężczyzny był Giuseppe Guerinoni, kierowca autobusu, który zmarł w 1999 roku. Wdowa po Giuseppe przekazała śledczym koperty, do których jej mąż przykleił kiedyś znaczki. Właśnie z tych znaczków pobrano DNA, które było bardzo podobne do tego znalezionego na bieliźnie Yary. Dla potwierdzenia ekshumowano nawet ciało mężczyzny. Ustalono, że zabójcą musiał być jego syn.

    Następnym krokiem było zbadanie próbek materiału genetycznego synów Giuseppe, jednak okazało się, że zbrodni nie dokonał żaden z nich. Giuseppe musiał mieć syna z nieprawego łoża. Sporządzono listę kobiet, z którymi mógł mieć romans i rozpoczęto pobieranie od nich próbek. Jedną z podejrzanych była Ester Arzuffi, która była mężatką od dziesięcioleci i miała dwóch synów oraz córkę. Kobieta zdecydowanie zaprzeczała, aby kiedykolwiek miała romans z Giuseppe. Badania wykazały jednak, że pobrane z bielizny Yary DNA pasuje do DNA starszego syna Ester, 44-letniego Massimo Bossetti.

    Massimo był murarzem, który pracował przy budowie centrum handlowego w Mapello. DNA mężczyzny zostało pobrane dzięki fałszywej blokadzie drogi zorganizowanej przez funkcjonariuszy. Próbkę pobrano pod przykrywką badania alkomatem.

    Minęły cztery lata od zabójstwa Yary. Przed aresztowaniem Massimo przebadano według różnych źródeł od 15 do 27 tysięcy próbek DNA, przesłuchano tysiące osób i przeanalizowano 120 tysięcy połączeń telefonicznych. Śledztwo w tej sprawie mogło kosztować nawet 8 milionów euro. Wszyscy spodziewali się więc, że podejrzany jak najszybciej stanie przed sądem. Śledczy przez dłuższy czas zbierali jednak inne dowody w sprawie. Massimo nie przyznawał się do winy.

    W 2015 roku do redakcji pewnego włoskiego tygodnika nadeszły dwa anonimowe listy, w których twierdzono, że Massimo brał udział w porwaniu Yary, ale to nie on ją zamordował. W liście krok po kroku zostało napisane co wydarzyło się tragicznego wieczoru. Mordercą miał być polski budowlaniec, który nadużywał alkoholu i stawał się po nim agresywny. Kilka dni po zdarzeniu wspólnicy zrzucili go z rusztowania, pozorując śmiertelny wypadek przy pracy. Massimo miał o tym nie mówić, ponieważ bał się o życie swojej siostry i reszty rodziny.

    W tym samym roku doradca naukowy sądu stwierdził, że DNA Massimo może jednak nie pasować do tego pobranego z bielizny Yary i istnieje prawdopodobieństwo błędu. Mimo wniosków obrony nie zakwestionowano jednak tego dowodu.

    Proces rozpoczął się dopiero w 2016 roku. Według oskarżyciela DNA pobrane z ciała ofiary było „wyjątkowo dobrej jakości”. Innymi dowodami miały być włókna z samochodu Massimo, które były kompatybilne do włókien znalezionych na ubraniu Yary. Problem w tym, że włókna pasowały również do tysięcy innych samochodów.

    Nagrania z monitoringu pokazywały jak w wieczór zaginięcia furgonetka krążyła wokół ośrodka sportowego, jednak nie można było odczytać numerów rejestracyjnych. Porównano ziarniste nagranie ze zdjęciami samochodu Massimo, które zostały zrobione w świetle dziennym.

    Dowodem były nawet rejestry telefoniczne, które wykazały „brak komunikacji” między Massimo i jego żoną w dzień śmierci dziewczyny. Rzekomy kryzys małżeński miał pchnąć mężczyznę do porwania i zabicia nastolatki. Podczas procesu zeznawali również świadkowie, którzy widzieli być może Yarę z kimś podobnym do Massimo w być może jego samochodzie.

    Co więcej, na rękawach kurtki Yary znaleziono krew jej trenerki, Silvii Brena. Kobieta miała przepłakać całą noc po zaginięciu, ale nie chciała powiedzieć dlaczego. Podczas przesłuchania powiedziała, że nic nie pamięta. Silvia i jej brat wysłali do siebie SMSy w czasie zaginięcia Yary, które niemal natychmiast usunęli, pozostawiając przy tym poprzednie i następne wiadomości. Kobieta nie potrafiła wyjaśnić dlaczego.

    Massimo nie przyznawał się do winy. Twierdził, że cierpiał na krwawienia z nosa i ktoś ukradł jego narzędzia, które były prawdopodobnie ubrudzone jego krwią. Potwierdziła to jego żona. Mimo wszelkich wątpliwości, w lipcu 2016 roku sąd uznał, że DNA znalezione na bieliźnie Yary jest wystarczającym dowodem winy Massimo i mężczyzna został skazany na dożywotnie pozbawienie wolności. Rok później wyrok podtrzymano.

    Źródła: theguardian.com, forensicmag.com, bossettiade.wordpress.com, naszswiat.net, en.wikipedia.org, youtube.com

    #historieriley
    pokaż całość

    źródło: quotidianodipuglia.it

  •  

    Sprawa Yary Gambirasio - historię można przeczytać tutaj

    #historieriley

    źródło: i.ytimg.com

  •  

    Zaginięcie Ashy Degree
    (Historia opublikowana na o2 14.11.2019)

    Asha Degree urodziła się 5 sierpnia 1990 roku w Shelby w Północnej Karolinie. Mieszkała z rodzicami Haroldem i Iquillą oraz o rok starszym bratem O'Bryantem. Była cichą i nieśmiałą dziewczynką, która bała się psów, ciemności i burzy. Jej rodzice bardzo dbali o to, aby życie dzieci koncentrowało się wokół rodziny, przyjaciół, szkoły i kościoła. Nie kupili nawet komputera do domu, gdy pojawiła się taka możliwość.

    W piątek 11 lutego 2000 roku drużyna koszykówki, w której grała Asha, przegrała pierwszy mecz sezonu. Bardzo zasmuciło to Ashę i jej koleżanki z drużyny. W niedzielny poranek rodzina Degree poszła do kościoła, a po południu Harold poszedł na drugą zmianę do pracy. Dzieci dzieliły pokój i położyły się do łóżek około 20:00, cztery i pół godziny przed powrotem ojca. Gdy Harold przyszedł do domu zajrzał do dzieci i zauważył, że oboje spali w swoich łóżkach. O 2:30 ponownie do nich zajrzał i nic się nie zmieniło, więc poszedł spać. Tej nocy szalała okropna burza z deszczem.

    W poniedziałek 14 lutego Iquilla obudziła się o godzinie 5:45. Był to wyjątkowy dzień, ponieważ miała świętować z mężem 12 rocznicę ślubu. Gdy kobieta zajrzała do sypialni dzieci, okazało się, że Ashy nie ma w swoim łóżku. Iquilla przeszukała dom, wszystkie drzwi były zamknięte i nie było żadnych śladów włamania. Zadzwoniła do szwagierki mieszkającej po przeciwnej stronie ulicy, ale tam również nie było dziewczynki. O 6:30 zgłoszono jej zaginięcie i 10 minut później pierwsi policjanci byli już na miejscu.

    Rozpoczęły się poszukiwania. Około 7:00 rano matka obudziła wszystkich mieszkających w okolicy, przechodząc po dzielnicy i nawołując córkę. O'Bryant słyszał w nocy skrzypienie łóżka siostry, ale założył, że po prostu przewracała się na drugi bok. Większość przyjaciół, rodziny i sąsiadów odwołało swoje plany i spędzili cały dzień szukając Ashy. Niestety psy tropiące nie potrafiły wskazać w jakim kierunku dziewczynka się oddaliła. Policja przeszukiwała teren, przesłuchiwała ludzi i sprawdzała opuszczone domy i studnie, rozprowadzano ulotki.

    O zaginięciu Ashy poinformowano w popołudniowych wiadomościach, po których na policję zadzwoniło dwóch świadków. Jeden z nich widział dziewczynkę idącą wzdłuż autostrady około 3:45 w nocy, a drugi około 4:15. Miała na sobie białą koszulkę, białe jeansy, białe tenisówki i niosła plecak. Mimo ulewy nie miała na sobie płaszcza ani nie niosła parasola. Na tym terenie nie było latarni ulicznych, ale dziewczynka nie miała latarki. Gdy jeden z kierowców zawrócił, aby spytać czy wszystko w porządku, Asha uciekła z pobocza i weszła do lasu. Było to około 2 km od jej domu.

    Dziewczynka wzięła ze sobą plecak z książkami, przedmiotami osobistymi i kilkoma zestawami ubrań. Najprawdopodobniej spakowała go jakiś czas przez wyjściem z domu, więc policja założyła, że uciekła z własnej woli. Jest to dość nietypowe, ponieważ zazwyczaj uciekinierami są dzieci co najmniej 12-letnie. Asha miała dopiero 9 lat i nie wyglądało na to, aby miała jakikolwiek powód do ucieczki.

    Kilka dni po zaginięciu, w szopie leżącej niedaleko miejsca, w którym była widziana po raz ostatni, znaleziono ołówek, marker i opaskę do włosów w kształcie uszów Myszki Miki. Udało się ustalić, że należały one do Ashy.

    Przez następne półtora roku nie pojawiły się żadne nowe dowody ani tropy w sprawie. 3 sierpnia 2001 roku na placu budowy oddalonym o 42 km od domu rodziny Degree znaleziono plecak Ashy z niektórymi jej rzeczami. Torba owinięta była w dwa czarne worki na śmieci i zakopana w ziemi.

    Sprawa ponownie ucichła na kilkanaście lat. Postawiono billboard informujący o zaginięciu dziewczynki w miejscu przy autostradzie, w którym widziano ją po raz ostatni. Rodzice Ashy co roku organizowali spacer od ich domu do oddalonej o 2 km tablicy. Miało to zwiększyć świadomość ludzi oraz pomóc w zebraniu funduszy na dalsze poszukiwania. Początkowo marsze organizowane były w rocznicę zaginięcia, 14 lutego, lecz później planowano je około tygodnia wcześniej, aby nie kolidowały z walentynkowymi planami osób chętnych do udziału w nich.

    W 2015 roku w poszukiwania włączyło się FBI, które ogłosiło, że szukają samochodu marki Lincoln Continental lub Ford Thunderbird, do którego Asha mogła wsiąść. W 2018 roku śledczy zorganizowali konferencję, na której przedstawiono dwa „kluczowe dowody” w sprawie. Poproszono, aby każdy kto wypożyczył z lokalnego gimnazjum książkę „Basen McElligota” na początku 2000 roku zgłosił się na policję. Archiwa biblioteki niestety nie sięgały tego okresu. Drugim dowodem była biała koszulka koncertowa zespołu New Kids on the Block. Osoby, które miały taki t-shirt lub znały kogoś kto takowy posiadał, miały zgłosić się na policję. Niestety nie podano żadnych szczegółów dlaczego funkcjonariusze zainteresowani byli tymi przedmiotami.

    Oferowane jest 45 tysięcy dolarów nagrody za pomoc w znalezieniu Ashy lub doprowadzeniu do ludzi, którzy byli zaangażowani w jej zaginięcie. Nigdy nie udało się ustalić dlaczego dziewczynka opuściła dom, ale powstało kilka teorii.

    Pierwsza teoria głosi, że Asha lunatykowała. Oczywiście jest to możliwe, ale mało prawdopodobne. Nigdy wcześniej jej się to nie zdarzało. W dodatku musiałaby się ubrać i wziąć plecak przez sen, nie budząc przy tym brata, a następnie iść kilka kilometrów w ulewie, nie budząc się przy tym.

    Druga teoria głosi, że została zamordowana przez członka swojej rodziny, jednak policja wykluczyła taki scenariusz. Rodzice Ashy od początku byli bardzo zaangażowani w poszukiwania i wyglądali na naprawdę zrozpaczonych zaginięciem córki. Latami mieszkali w tym samym domu w nadziei, że dziewczyna któregoś dnia po prostu do niego przyjdzie.

    Oczywiście mogła również zostać porwana, co nie wydaje się jednak zbyt prawdopodobne. Nie było żadnych śladów włamania, nikt z domowników się nie obudził, a kierowcy widzieli ją idącą samotnie.

    Asha zapewne sama opuściła dom, zamykając następnie drzwi swoim kluczem. Plecak ze swoimi rzeczami mogła spakować nawet kilka dni wcześniej. Nie wydaje się jednak, aby dziewczynka miała jakikolwiek powód do ucieczki. Nie ma żadnych dowodów na to, aby była w jakiś sposób wykorzystywana w domu lub miała nieszczęśliwe dzieciństwo. Jedynym nieszczęśliwym wydarzeniem w ostatnim okresie był przegrany mecz koszykówki. Jej klasa czytała w tym czasie książkę o przygodach dwóch chłopców, którzy uciekli z domu. Może to ją zainspirowało do ucieczki? A następnie została zamordowana, porwana lub potrącona, a jej ciało ukryto?

    Mogła również zostać zmuszona do ucieczki przez kogoś znajomego. Może miała się z nim spotkać w szopie, w której znaleziono część jej rzeczy? Nie ma na to jednak żadnych dowodów. Nie wiadomo jak ktoś obcy mógłby się do niej zbliżyć, ponieważ jej rodzice bardzo dbali o bezpieczeństwo swoich dzieci. Nie ma również żadnych podejrzanych.

    Mimo upływu 19 lat sprawa cały czas nie została rozwiązana. Rodzice Ashy wciąż mają nadzieję, że dziewczyna pewnego dnia stanie w ich drzwiach cała i zdrowa.

    Źródła: medium.com, findingashadegree.wordpress.com, charlotteobderver.com, en.wikipedia.org, thetruecrimefiles.com, youtube.com

    #historieriley
    pokaż całość

    źródło: pbs.twimg.com

    •  

      @riley24: Przerażające są takie historie. Wolałabym chyba dowiedzieć się, ze osoba zaginiona nie żyje niż przez lata zadręczać się myślami co się z nią stało - czy ktoś jej nie krzywdzi, nie przetrzymuje w piwnicy, nie sprzedał gdzieś do burdelu. Życie rodziny osoby zaginionej już nigdy nie będzie takie samo - wszystkie fundusze, finanse, energia będzie skupiać się na poszukiwaniach. Nikt nie pójdzie do przodu, bo wszyscy zatrzymali się w dniu zaginięcia. Okropne! pokaż całość

    •  

      @riley24: przejebane, nie bardzo wiadomo w ogóle, co o tym myśleć. Żeby to jeszcze jakieś molestowanie było czy przemoc domowa, to rozumiem. Ale to zwyczajna rodzina, choć wg mnie zbyt skupiona na sobie. Bez przesady, żeby 9-latka stamtąd ot tak, uciekała.
      Dziwna sprawa, ale lubię, jak są takie historie. Na pewno nie dołują, jak te z finałem zabójstwa albo pastwienia się nad ciałem.

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    Zabójstwo Paige Doherty

    Historia pojawiła się w zeszłym tygodniu na moim kanale na youtube. Osoby zainteresowane mogą obejrzeć materiał tutaj

    Paige Doherty urodziła się 18 kwietnia 2000 roku w Clyebank w Szkocji. Dziewczyna mieszkała z matką, ojczymem, dwójką młodszych braci i młodszą siostrą. Od samego początku jej kontakty z matką można było określić bardziej jako przyjacielskie niż jako kontakty rodzica z dzieckiem. Świetnie się dogadywały oraz podzielały pasję do mody i makijażu.

    Paige była 15-latką drobnej postury. Farbowała włosy na ciemny kolor i w weekendy pracowała w salonie fryzjerskim. Uwielbiała tę pracę i wiązała z nią przyszłość. Jak spora część nastolatków, nie rozstawała się z telefonem. Była bardzo aktywna w social mediach i utrzymywała stały kontakt ze znajomymi za pomocą różnych komunikatorów.

    Piątkowy wieczór 18 marca 2016 roku spędziła w domu swojej przyjaciółki Laury, gdzie nocowała. Następnego ranka musiała iść do pracy, a z domu Laury miała bardzo dobry dojazd. Wystarczyło iść na pobliski przystanek i po 20 minutowej jeździe autobusem była już na miejscu. Rankiem 19 marca wyszła do pracy, ale nigdy do niej nie dotarła.

    Jako pierwszy zaniepokoił się chłopak Paige. Dziewczyna zawsze rano życzyła mu miłego dnia lub pisała, że dotarła już do pracy. Tym razem jednak tego nie zrobiła i nie odpisywała na jego wiadomości. Zaniepokojony chłopak zadzwonił do zakładu fryzjerskiego, w którym pracowała, aby zapytać czy dotarła i czy wszystko w porządku. Nikt tam jednak jej nie widział. Po tym zadzwonił do matki Paige, ponieważ pomyślał, że może źle się czuje lub z innych powodów została tego dnia w domu. Oczywiście w domu również jej nie było. Skontaktowali się z Laurą, u której nocowała i ta powiedziała, że Paige wyszła jak co sobotę do pracy.

    Chłopak sprawdził profile Paige w różnych social mediach i okazało się, że nie miała na nich żadnej aktywności od poprzedniego wieczoru. Zgłoszono zaginięcie na policji.

    Policjanci zaczęli od skontaktowania się ze wszystkimi znajomymi i przyjaciółmi Paige. Nikt jej nie widział. Niemal natychmiast wykluczono, że dziewczyna uciekła z domu. Świetnie dogadywała się z rodzicami i nie miała żadnych powodów do ucieczki. W dodatku nikt nie wiedział gdzie jest, a w przypadku ucieczki musiałaby zatrzymać się u kogoś znajomego.

    Wieczorem policjanci i wolontariusze wyszli na ulicę i rozpoczęli poszukiwania. W niedzielę powstała strona na Facebooku poświęcona poszukiwaniu Paige. Umieszczono na niej zdjęcia dziewczyny, informacje w co była ubrana i dokładną trasę, którą powinna przejść od domu Laury do pracy. W okolicy rozwieszono również mnóstwo plakatów.

    Policjanci również zajęli się odtwarzaniem trasy, jaką nastolatka powinna pokonać tego ranka. Nieopodal przystanku autobusowego stał rząd pięciu sklepów. Paige często je odwiedzała, aby kupić sobie tam śniadanie do pracy. Funkcjonariusze wchodzili po kolei do każdego z nich. Pierwszym była księgarnia, której właściciel zeznał, że widział Paige w sobotę około 8:15, gdy szła do delikatesów. Właściciel delikatesów, John Leathem, twierdził jednak, że nigdy jej nie widział. Było to dosyć dziwne, ponieważ dziewczyna przychodziła do jego sklepu od tygodni. Po jakimś czasie zmienił jednak zeznania i powiedział, że Paige kupowała tego ranka kanapkę u niego, zachowywała się normalnie i wyszła.

    Policjanci zapytali sklepikarzy o nagrania z kamer monitoringu. Okazało się, że jedynie księgarnia posiadała kamerę rejestrującą to co dzieje się na zewnątrz. Zabezpieczono nagrania z księgarni i delikatesów.

    Kolejnego dnia, w poniedziałek 21 marca, w krzakach oddalonych o 800 metrów od sklepów, odnaleziono ciało Paige. Oczywiście początkowo nie było pewności, że znalezione ciało należało do Paige. W tamtym okresie w pobliżu zgłoszono zaginięcie trzech dziewcząt: blondynki i dwóch brunetek. W poniedziałek wieczorem jedna z brunetek odnalazła się cała i zdrowa, więc rodzice mieli pewność, że znaleziono zwłoki Paige. Kolejnego dnia zostało to potwierdzone.

    W zależności od źródeł na ciele nastolatki widniało około 60 ran kutych od noża, nożyczek i śrubokrętu i inne zadrapania, siniaki i urazy, które świadczyły o tym, że dziewczyna się broniła. Łącznie około 150 obrażeń. Matka Paige twierdzi jednak, że na ciele jej córki było nawet 500 obrażeń. Dziewczyna zmarła na skutek utraty krwi.

    Policja rozpoczęła analizę nagrań z monitoringu. Duża część materiału przekazanego przez właściciela delikatesów, Johna, zaginęła. Według nich Paige nie było tam tego ranka. Na nagraniach przekazanych przez właściciela księgarni widać jednak, Paige wchodzącą do delikatesów. Nie było jednak widać, aby kiedykolwiek z nich wyszła.

    Kamera zarejestrowała natomiast dziwne zachowanie Johna. Około 10.00 rano wyszedł ze swojego sklepu i pobiegł do sklepu obok, z którego po chwili wybiegł i wrócił do siebie. Następnie wyszedł z delikatesów i zaczął robić porządki w bagażniku swojego samochodu. Po jakimś czasie wyszedł ze swojego sklepu niosąc duży worek na śmieci, w którym coś było. Około południa John zamknął swój sklep i odjechał.

    Zachowanie Johna było niewątpliwie bardzo podejrzane. Ekspedient w sklepie, do którego pobiegł zeznał, że John kupił rękawiczki, wybielacz, czarne worki na śmieci i chusteczki antybakteryjne. 24 marca John został aresztowany. Twierdził, że jest niewinny.

    Po pół roku, 5 września 2016 roku, przyznał się jednak do zamordowania Paige. Twierdził, że przyszła do jego delikatesów i jak zwykle rozmawiali w czasie, gdy przygotowywał jej kanapkę. W pewnym momencie rozmowa zeszła na pracę i dziewczyna powiedziała, że chciałaby zmienić pracę i być może pracować w delikatesach. John zaprosił ją na zaplecze, gdzie miała wypełnić kwestionariusz osobowy. Po wszystkim powiedział, że na to stanowisko są również inni kandydaci, a gdy zobaczył w kwestionariuszu, że ma dopiero 15 lat powiedział, że musi skontaktować się z jej rodzicami.

    Po tym Paige miała zagrozić, że jeżeli nie dostanie tej pracy to powie na policji, że John chciał ją niewłaściwie dotknąć. Brat bliźniak Johna widniał w rejestrze przestępców seksualnych i mężczyzna wiedział, że zniszczyło mu to życie. Nie mógł między innymi dostać żadnej pracy. Po groźbie Paige John miał wpaść w szał i zacząć dźgać ją nożem. Następnie wywiózł jej ciało i wrzucił do szopy w swoim ogrodzie. Następnego dnia pojechał na wycieczkę ze swoją żoną i dwójką dzieci, a w poniedziałek porzucił ciało nastolatki w zaroślach, w których zostało znalezione.

    Wersja, w której Paige chciała pracować w delikatesach i groziła Johnowi wydaje się być mało prawdopodobna. Nastolatka kochała modę, kosmetyki i pracę fryzjerki. W dodatku, zdaniem jej matki, grożenie komukolwiek nie leżało w jej naturze.

    Na przełomie września i października zaczęły krążyć plotki głoszące, że Paige i John mieli romans, a nawet że dziewczyna była z nim w ciąży. Wydaje się mało prawdopodobne, aby 15-letnia Paige miała romans z 32-letnim mężem i ojcem dwójki dzieci. Autopsja ciała nastolatki nie wykazała, aby była w ciąży. Brakowało również jakichkolwiek zapisów w mediach społecznościowych i telefonach Paige i Johna świadczących o tym, że utrzymywali ze sobą jakikolwiek kontakt. Chyba, że cały ich romans miał miejsce podczas kupowania kanapek do pracy.

    12 października 2016 roku John został skazany na dożywotnie pozbawienie wolności. Będzie mógł ubiegać się o zwolnienie warunkowe po 27 latach więzienia. W lutym 2017 roku rozpatrzono jego apelację i zmniejszono wyrok do minimum 23 lat pozbawienia wolności. Sąd apelacyjny stwierdził, że zasługuje na niższą karę, ponieważ „morderstwo nie było zaplanowane, a on sam był człowiekiem rodzinnym i miał wyrzuty sumienia”.

    Matka Paige założyła fundację imienia swojej córki, aby poradzić sobie ze stratą. Fundacja uczy dzieci samoobrony oraz oferuje wsparcie rodzinom, których członkowie odeszli w nagły sposób. Rodzina w każde Boże Narodzenie kupuje prezent dla Paige i przekazuje go później potrzebującym.

    W maju 2017 roku na świat przyszła siostra Paige, nazwana na jej cześć Penny Margaret Paige. Rodzina dąży do tego, aby dziewczynka doświadczyła wszystkiego, o czym marzyła jej siostra, ale czego nie zdążyła zrobić. Odbyli z nią już m.in. podróż do Nowego Jorku i na Barbados.

    Źródła:
    dailystar.co.uk, en.wikipedia.org, thescottishsun.co.uk, thesun.co.uk, dailyrecord.co.uk, youtube.com, youtube.com, youtube.com

    #historieriley
    pokaż całość

    źródło: cdn.images.express.co.uk

  •  

    Sprawa Ashy Degree - historię można przeczytać tutaj

    #historieriley

    źródło: images.squarespace-cdn.com

  •  

    Śmierć Andrew Burd
    (Historia opublikowana na o2 07.11.2019)

    Hannah i Larry Overton byli bardzo zaangażowanym w działalność charytatywną małżeństwem. Hannah od zawsze marzyła o szóstce dzieci, z których jedno miałoby być adoptowane. Latami pracowała jako pielęgniarka zajmująca się głównie niepełnosprawnymi dziećmi. Para w końcu doczekała się czwórki własnych pociech i wtedy podjęła decyzję o adopcji.

    Początkowo chcieli adoptować 9-letnią niesłyszącą dziewczynkę, ale formalności trwały tak długo, że dziecko zostało adoptowane przez inną rodzinę. W 2006 roku w szkółce niedzielnej poznali 4-letniego Andrew. Chłopiec co tydzień modlił się, aby ktoś go adoptował i Overtonowie postanowili spełnić to marzenie.

    Matka Andrew miała zaledwie 16 lat, gdy go urodziła. W czasie ciąży zażywała narkotyki i piła alkohol. Jego ojciec był 17-letnim pracownikiem objazdowego wesołego miasteczka. Chłopiec najprawdopodobniej od samego początku był maltretowany. Odebrano go matce, gdy miał 2,5 roku.

    Andrew był zabawny, słodki, wymagający uwagi i bardzo pragnął miłości. Zdarzały mu się napady agresji, miał problemy z mową i zdolnościami motorycznymi. Mimo, że miał 4 lata, znacznie lepiej dogadywał się z 2-letnimi dziećmi niż swoimi rówieśnikami. W szkółce niedzielnej odnotowano również jego dziwne zachowania, jak jedzenie z kosza na śmieci.

    Hannah i Larry uznali jednak, że mogą zapewnić mu kochający dom, w którym będzie mógł się rozwijać i wkrótce wszystkie jego niewłaściwe zachowania miną. W połowie 2006 roku Andrew przeprowadził się do nich na 6 miesięczny okres próbny przed sfinalizowaniem adopcji. Mniej więcej w tym samym czasie okazało się, że Hannah jest w ciąży z piątym dzieckiem.

    Andrew miał nieposkromiony wręcz apetyt. Do tego stopnia, że potrafił zjeść okruchy z podłogi, znalezione niedopałki papierosów, a nawet kawałki dywanu czy swojego piankowego materaca. Overtonowie konsultowali to z psychologiem, ale ten powiedział, że to typowe zachowanie dla dzieci przechodzących proces adopcji. Takim dzieciom często w domu odmawiano jedzenia, więc teraz je chomikują i jest to przejściowe.

    Po krótkim czasie Andrew zaczął mówić do Overtonów „mamusiu” i „tatusiu”. Chodził za Larrym wręcz krok w krok. We wrześniu rodzina miała wypadek samochodowy. Na szczęście nikomu nic poważnego się nie stało. Najbardziej ranna była Hannah, która przez kilka tygodni była obolała i musiała dużo odpoczywać.

    Po tym incydencie zachowanie Andrew bardzo się pogorszyło. Początkowo członkowie rodziny przyjeżdżali do domu Overtonów, aby pomagać Hannah zajmować się dziećmi. Po jakimś czasie jednak każdy z tego rezygnował ze względu na złe zachowanie Andrew.

    Apetyt chłopca był niepohamowany. Pewnego ranka Larry postanowił, że pozwoli mu zjeść tyle ile chce. Miał nadzieję, że chłopiec zrozumie, że nie może się przejadać, ponieważ będzie się źle czuł. 4-latek zjadł cały talerz kiełbasek i kilkanaście jajek, po czym zwymiotował i chciał dalej jeść.

    Hannah i Larry ponownie postanowili skonsultować się z psychologiem, który powiedział, że Andrew może cierpieć na zaburzenie psychiczne Pica. Schorzenie to polega na niepohamowanej chęci spożywania niejadalnych substancji, jak kreda, ziemia czy szkło.

    Na początku października 2006 roku Hannah została z Andrew sama w domu. Chłopiec zażądał lunchu, ale kobieta mu odmówiła tłumacząc, że za kilka minut wróci Larry z jedzeniem. Andrew poszedł do pokoju, gdzie wypróżnił się na środku i rozsmarował swoje odchody na dywanie, swoim łóżku i ścianach. Po powrocie Larry wyrzucił prześcieradło chłopca i jego materac. Andrew wciąż jednak przynosił prześcieradło ze śmietnika, więc mężczyzna spalił je na grillu w ogrodzie. Za karę 4-latek spał tej nocy na samym drewnianym stelażu łóżka.

    Następnego dnia Hannah znów została sama z dziećmi. W pewnym momencie przysnęła i po obudzeniu zastała Andrew w kuchni jedzącego „składniki do wypieków”. Kobieta odebrała mu to co jadł, po czym chłopiec wypróżnił się na podłodze w kuchni i rozsmarował odchody po posadzce. Hannah posprzątała, a następnie Andrew zażądał lunchu. Kobieta dała mu miskę zupy, którą zjadł i chciał dokładki. Dała mu drugą miskę, po której dalej twierdził, że jest głodny. Po tym Hannah nalała mu do kubka wodę z mieszanką przypraw kreolskich, w nadziei, że oszuka w ten sposób jego kubki smakowe.

    Po około 20 minutach Andrew zaczął wymiotować, co Hannah wzięła za zwykłą grypę. Po jakimś czasie jego stan pogorszył się, zaczął się trząść i tracić przytomność. Kobieta zadzwoniła po Larry'ego i razem zawieźli chłopca do kliniki. W trakcie jazdy Andrew przestał oddychać i Hannah przystąpiła do reanimacji. Po przyjeździe chłopiec zapadł w śpiączkę i wieczorem zmarł.

    Hannah i Larry zostali oskarżeni o spowodowanie jego śmierci. Ich dzieci zostały zabrane przez pomoc społeczną, a następnie zamieszkały z babcią. We krwi Andrew wykryto dwukrotnie przekroczoną normę soli, a na jego ciele mnóstwo ran i siniaków. Gdy policja weszła do domu Overtonów zobaczyła, że chłopiec spał na drewnianej ramie łóżka a jego prześcieradło zostało spalone w ogrodzie. Podczas zeznań Hannah uśmiechała się, co tłumaczyła nerwami. Pielęgniarki powiedziały, że śmiała się również podczas reanimacji chłopca. Co więcej, pozostałe dzieci Overtonów zeznały, że rodzice kładli im na językach ostre przyprawy za używanie brzydkich słów. Jeden ze świadków zeznał również, że chłopiec miał na ciele okrągłe rany, najprawdopodobniej po przypalaniu papierosami.

    Nie wyglądało to dobrze. Zdaniem prokuratora Hannah karmiła Andrew przyprawami za karę, co doprowadziło do śmiertelnego stężenia soli w jego krwi. Później tak długo zwlekała z wezwaniem pomocy, że chłopiec zmarł. W 2007 roku została skazana na dożywotnie pozbawienie wolności bez możliwości zwolnienia warunkowego. Larry otrzymał wyrok w zawieszeniu.

    Przez następne lata Larry co sobotę pokonywał 5 godzin drogi w jedną stronę, aby odwiedzić żonę. Raz w miesiącu zabierał ze sobą dzieci. Obrona Hannah przystąpiła do przygotowywania procesu odwoławczego, podczas którego ustalono, że prokuratura ukryła niektóre dowody w sprawie. W żołądku chłopca była wystarczająca ilość płynów, aby wykluczyć celowe zatrucie solą. Dodatkowo sól zagęszcza krew, przez co na ciele chłopca pojawiły się siniaki i wszelkie małe zadrapania zaczęły krwawić. Rany po przypalaniu papierosami okazały się rozdrapanymi rankami po ukąszeniach komarów. Chłopiec najprawdopodobniej cierpiał na Pica i sam spożył zbyt dużą dawkę soli.

    Hannah została uznana za niewinną w 2014 roku, po 7 latach spędzonych w więzieniu wróciła do domu. Otrzymała ponad pół miliona dolarów odszkodowania i dożywotnią rentę za niesłuszne skazanie. W czerwcu 2018 roku urodziła szóste dziecko.

    Źródła: goodhousekeeping.com, flowermoundcriminaldefense.com, abcnews.go.com, texasmonthly.com, eu.usatoday.com, youtube.com

    #historieriley
    pokaż całość

    źródło: i.dailymail.co.uk

  •  

    Zabójstwo Paige Doherty

    Zapraszam na nowy film opowiadający historię, której nie opisywałam jeszcze na tagu. Wiem, że sporo osób woli czytać niż oglądać, więc wersja do czytania pojawi się za kilka dni :)

    #historieriley

    źródło: youtube.com

  •  

    Tajemnica pokoju 1046
    (Historia opublikowana na o2 31.10.2019)

    2 stycznia 1935 roku do recepcji hotelu President w Kansas City zawitał młody, elegancki mężczyzna w czarnym płaszczu. Mężczyzna poprosił o spokojny pokój na jednym z wyższych pięter, zapłacił za jedną noc i zameldował się jako Ronald T. Owen z Los Angeles.

    Owenowi został przydzielony pokój nr 1046 na 10 piętrze, do którego odprowadził go portier. W drodze gość opowiadał, że przyjechał z hotelu Muehlebach, w którym noc kosztowała aż 5 dolarów. Owen nie miał żadnego bagażu. Po przybyciu do pokoju wyjął z kieszeni pastę do zębów, szczoteczkę i grzebień, a następnie wyszedł z hotelu.

    Kilka godzin później do pokoju 1046 przyszła pokojówka Mary. Kobietę bardzo zdziwił fakt, że Owen siedział w środku dnia w pokoju ze szczelnie zaciągniętymi zasłonami. Mężczyzna wyglądał na zdenerwowanego i wystraszonego. Po chwili wyszedł z pokoju i kazał Mary zostawić otwarte drzwi, ponieważ spodziewał się gościa.

    Mary wróciła do pokoju po kolejnych kilku godzinach, około 16.00, aby przynieść czyste ręczniki. Drzwi wciąż były otwarte, a Owen leżał na łóżku w przyciemnionym pokoju. Był w pełni ubrany. Na stoliku stała zapalona lampka i leżała kartka, na której napisane było „Don, wrócę za 15 minut. Czekaj na mnie”.

    Następnego ranka Mary znów weszła do pokoju 1046. Pewna, że nikogo nie ma w środku otworzyła drzwi uniwersalnym kluczem. W pomieszczeniu na łóżku, w zupełnej ciemności, siedział Owen. Co ciekawe, drzwi były zamknięte od zewnątrz, więc ktoś musiał go zamknąć w pokoju. Gdy zadzwonił telefon, Owen powiedział do słuchawki „Nie, Don. Nie będę wychodził. Nie jestem głodny, już zjadłem śniadanie”.

    Po południu kobieta znów przyszła do pokoju, aby przynieść czyste ręczniki. Już na korytarzu usłyszała, że w pokoju 1046 rozmawiali dwaj mężczyźni. Mimo to zapukała, powiedziała po co przyszła, a w odpowiedzi usłyszała, że nie potrzebują ręczników.

    Tego samego dnia o 23.00 niejaki Robert Lane jechał do centrum miasta, gdy zobaczył biegnącego ulicą mężczyznę, który mimo środka zimy, miał na sobie jedynie spodnie, koszulę bez rękawów i buty. Robert zatrzymał się, a mężczyzna poprosił, aby zawiózł go na postój taksówek. Po drodze okazało się, że tajemniczy autostopowicz ma na ramieniu krwawiącą ranę. Zapytany o nią zaczął bluzgać pod nosem.

    Tej nocy operator windy zapamiętał kilka dziwnych kursów. Pewna kobieta szukała pokoju 1026. Operator widział ją już kilkakrotnie z różnymi mężczyznami, więc założył, że była prostytutką. Po kilku minutach wróciła jednak mówiąc, że nikt nie otwiera. Mężczyzna zasugerował, że może pomyliła numer i warto zapukać do pokoju 1024 oraz 1046. Kobieta tak zrobiła, wróciła 30-40 minut później i wyszła z hotelu. Po chwili wróciła jednak z niezidentyfikowanym mężczyzną, z którym pojechała na 9 piętro. Po chwili ponownie wyszła z hotelu, a mężczyzna opuścił budynek 15 minut później.

    Gość z sąsiedniego pokoju słyszał awantury i przepychanki w pokoju 1046. Słychać było głosy mężczyzny i kobiety. Po jakimś czasie krzyki jednak ustały, a zdarzenie zostało wzięte za libację alkoholową.

    Następnego ranka, około godziny 7.00, operatorka hotelowej linii telefonicznej zauważyła, że w pokoju 1046 słuchawka jest podniesiona. Trzy godziny później nadal tak było, więc założyła, że słuchawka została źle odłożona i wysłała portiera, aby wjechał na 10 piętro i poprosił o prawidłowe odłożenie. Na drzwiach wisiała kartka, aby nie przeszkadzać, mimo to mężczyzna zapukał do drzwi. Usłyszał cichy bełkot wydobywający się z pokoju. Pomyślał, że gość w środku jest pijany i krzyknął, aby położył słuchawkę na widełkach.

    Półtorej godziny później słuchawka wciąż nie była odłożona, więc do pokoju pojechał inny portier. Mężczyzna otworzył drzwi uniwersalnym kluczem i zobaczył, że telefon leży na podłodze. W łazience leżał nagi Owen, głowę miał opartą na wannie, a ściany były obryzgane krwią.

    Po chwili w pokoju zaczęli gromadzić się policjanci, pracownicy i goście hotelu. Owen miał związane ręce i nogi, a na jego szyi widniały ślady po założonej pętli. Został wielokrotnie dźgnięty nożem w klatkę piersiową i szyję oraz uderzony tępym przedmiotem w głowę, na skutek czego doznał pęknięcia czaszki. Niewątpliwie był torturowany, ale wciąż żył. Na pytanie kto mu to zrobił odpowiedział, że nikt i po prostu potknął się w wannie. Owen został przetransportowany do szpitala, gdzie zmarł niedługo później.

    Śledczy dokładnie przeszukali pokój, jednak nie znaleźli w nim żadnych rzeczy osobistych mężczyzny. Brakowało również hotelowych produktów do higieny oraz ręczników. Znaleziono jedynie metkę od krawata, spinkę do włosów i nieotwartą butelkę z kwasem siarkowym. Na szklance zabezpieczono odciski palców, które najprawdopodobniej należały do kobiety.

    Okazało się również, że mężczyzna zameldował się w hotelu pod fałszywymi danymi osobowymi. Zdecydowano, że ciało Owena zostanie wystawione na widok publiczny w jednym z domów pogrzebowych w nadziei, że uda się ustalić jego personalia. Jedną z osób, które odwiedziły dom pogrzebowy był Robert Lane, który rozpoznał w nieboszczyku mężczyznę, którego podwiózł na postój taksówek. Nie wiadomo jednak czy miał rację, ponieważ mężczyzna musiałby wrócić do pokoju w samych spodniach, koszuli i butach, a obsługa hotelu twierdziła, że na pewno nie przegapiłaby kogoś takiego.

    Zgłosiło się również kilku kelnerów, którzy twierdzili, że widzieli tajemniczego mężczyznę w towarzystwie różnych kobiet. Owen miał również zameldować się na krótko w hotelu Muehleback jako Eugene K. Scott z Los Angeles. Niestety te personalia również zostały wymyślone.

    Śledztwo stanęło w martwym punkcie i 3 marca zdecydowano, że mężczyzna zostanie pochowany w miejscu dla niezidentyfikowanych osób. Napisały o tym gazety i kolejnego dnia anonimowy mężczyzna zadzwonił do domu pogrzebowego. Poprosił, aby wstrzymać się z pogrzebem, ponieważ za niego zapłaci. Wkrótce do domu pogrzebowego dotarła spora kwota zawinięta w gazetę. Podobny pakunek trafił do kwiaciarni, gdzie poproszono o wiązankę ze wstęgą głoszącą „Kocham na zawsze, Louise”. Na pogrzeb przyszli jednak jedynie funkcjonariusze policji.

    Sprawy nie udało się zamknąć i wszyscy pomału o niej zapominali. Jesienią na artykuł o pokoju 1046 natrafiła jednak Ruby Ogletree, która na zdjęciu rozpoznała swojego syna, 17-letniego Artemusa. Chłopak postanowił wyjechać z Alabamy i podróżować po Stanach. Pisał listy do matki, ale od pewnego czasu były one dziwnie oschłe i napisane na maszynie. Ruby skontaktowała się z policją i powiedziała o swoich przypuszczeniach, potwierdzając swoje słowa dokładnym opisem blizn syna. Okazało się również, że listy pisane na maszynie zaczęły przychodzić zaraz po śmierci mężczyzny.

    Udało się ustalić prawdziwą tożsamość mężczyzny z pokoju 1046, ale mimo upływu 84 lat wciąż nie wiadomo kto go zabił. Nie wiadomo kim był Don, czy prostytutka i mężczyzna, którzy weszli i wyszli z hotelu w nocy mieli coś wspólnego ze sprawą oraz dlaczego Artemus ukrywał się pod fałszywymi nazwiskami. Nie wiadomo również kto pisał na maszynie listy do matki. Sprawa najprawdopodobniej zostanie już na zawsze nierozwiązana.

    Źródła: archiwumzbrodni.pl, wattpad.com, wellnessalbertamag.com, historicmysteries.com, allthatinteresting.com

    #historieriley
    pokaż całość

    źródło: hvy.com

  •  

    Sprawa Andrew Burd - historię można przeczytać tutaj

    #historieriley

    źródło: hips.hearstapps.com

  •  

    Sprawa Philipa Frasera
    (Historia opublikowana na 02 24.10.2019)

    Philip Fraser urodził się 3 stycznia 1965 roku w Anchorage na Alasce. Jego ojciec był internistą i jednym z najbardziej znanych specjalistów od gruźlicy w okolicy, a matka neurologiem. Para doczekała się trzech synów, którzy odziedziczyli po nich niezwykły intelekt. Philip uwielbiał literaturę, muzykę i był świetny w grze na skrzypcach.

    W wieku 17 lat skończył liceum i rozpoczął naukę w Western Maryland College, na drugim końcu kraju. Była to Alma Mater jego ojca. Po roku zrezygnował jednak z nauki i wrócił do domu, aby znaleźć własną drogę. Kilka następnych lat upłynęło mu w niejakim zawieszeniu. W 1988 roku 23-letni Philip postanowił rozpocząć studia przedmedyczne na Evergreen State College niedaleko Olympii w Waszyngtonie.

    We wtorek 14 czerwca 1988 roku Philip zapakował swoje rzeczy do Volkswagena Jetta z 1983 roku. Między godziną 11.00 a 15.00 wyruszył w drogę do Olympii, miał do pokonania 3700 km. Mężczyzna planował biwakować po drodze. Pierwszego dnia chciał podróżować aż do zmroku, jednak po przejechaniu 300 km poczuł, że jego auto nie jedzie tak jak powinno. Zatrzymał się w Tok, jednym z ostatnich zaludnionych miast przed długą, bezludną trasą.

    W Tok zadzwonił do rodziców i powiedział, że ma zamiar pozostać na kempingu, aż jego auto zostanie naprawione. Ojciec wypytywał o więcej szczegółów, ale Philip go zbył.

    Pięć dni później, w niedzielę 19 czerwca około 21.30, straż pożarna została wezwana do myjni samochodowej w Prince George (2300 km od Tok), gdzie płonęło auto. Po kilku minutach udało się ugasić pożar. Okazało się, że Volkswagen Jetta nie należał do żadnego z gapiów i nie maił tablic rejestracyjnych.

    Kolejnego dnia udało się określić numer VIN pojazdu i ustalić, że auto nie zostało skradzione. Funkcjonariusze udali się pod adres wskazany przy rejestracji pojazdu. Drzwi otworzyli im rodzice Philipa. Oczywiście nic nie wiedzieli o pożarze auta i nie mieli kontaktu z synem od pięciu dni. Zgłoszono zaginięcie mężczyzny, a policja zaczęła śledzić trasę, którą musiał pokonać. Informacja o zaginięciu została przekazana do mediów, a śledczy zaczęli szukać świadków w sklepach, restauracjach i stacjach benzynowych leżących na trasie.

    W piątek 17 czerwca Philip przekroczył granicę amerykańsko-kanadyjską. Zgłosił, że ma przy sobie dwa pistolety, które musiał pozostawić na granicy. Obywatele USA nie mogli wwozić broni na terytorium Kanady.

    Jeden ze świadków zeznał, że widział Philipa w sobotę rano na kempingu w pobliżu jeziora Dease. Inny miał go widzieć na kempingu położonym 4,5 godziny drogi od miejsca znalezienia auta. Dało to nadzieję rodzinie, że Philip z jakichś powodów porzucił samochód w mieście i udał się w dalszą drogę autostopem. Niestety tutaj ślad się urwał.

    Kilka tygodni później, 27 lipca 1988 roku, turyści wjechali na żwirowy teren przy autostradzie, 700 km od miejsca znalezienia samochodu. Jeden z nich wyprowadzał psa, który zaprowadził go do krzewów. Leżały w nich twarzą ku ziemi zwłoki mężczyzny z licznymi dziurami po kulach. Dwa dni później, na postawie dokumentacji dentystycznej, udało się potwierdzić, że było to ciało Philipa. Mężczyzna zginął mniej-więcej w czasie, gdy odnaleziono podpalony samochód.

    Powołano specjalny zespół śledczych, który miał ustalić harmonogram podróży Philipa. Kolejnym świadkiem okazał się właściciel restauracji i stacji benzynowej leżącej około 960 km od przejścia granicznego. Mężczyzna zeznał, że w sobotę 18 czerwca (dzień przed znalezieniem auta) brązowa furgonetka wysadziła autostopowicza przy jego restauracji. Autostopowicz wyglądał bardzo podejrzanie i chyba był lekko opóźniony umysłowo.

    Gdy mężczyzna jadł obiad, pod restaurację podjechała Vetta należąca do Philipa. Philip nie wyszedł z auta, wyglądał jakby czegoś w nim szukał. W tym czasie tajemniczy mężczyzna skończył posiłek, zapłacił za niego kanadyjską walutą, wyszedł na zewnątrz i zapytał o coś Philipa. Najprawdopodobniej o podwiezienie, jednak ten nie zgodził się i mężczyzna ruszył pieszo wzdłuż autostrady. Chwilę później Philip odjechał, autostopowicz zaczął za nim biec i wtedy mężczyzna wpuścił go do samochodu.

    Pojawiło się kilku świadków, którzy widzieli autostopowicza na trasie. Był białym mężczyzną w wieku 20-25 lat, miał około 175 cm wzrostu i 100 kg wagi. Cechowały go brązowe włosy i oczy, piwny brzuch i zgniłe zęby. Wyglądał na bardzo zaniedbanego, miał zarost i śmierdział. Najprawdopodobniej był w jakiś sposób opóźniony umysłowo, ciągle obgryzał paznokcie i trzymał papierosa między kciukiem a palcem wskazującym, jak skręta.

    Niektórzy ze świadków widzieli go jadącego samemu Jettą należącą do Philipa. Nie byli w stanie określić jego narodowości. Jednym mówił, że odwiedzał krewnych w Tok na Alasce, a innym że pracował tam w przetwórstwie rybnym. Jeszcze innym powiedział, że nazywa się Philip Fraser, jest synem lekarzy i studentem medycyny.

    Jakiś czas później pojawili się kolejni ważni świadkowie, Eddie i Pauline Olson z maleńkiego miasteczka położonego 320 km od restauracji, gdzie po raz ostatni widziano Philipa. W sobotni wieczór 18 czerwca (8 godzin po zdarzeniach przy restauracji) para wracała do domu, gdy zobaczyła na poboczu zdenerwowanego mężczyznę próbującego naprawić samochód. Pomogli mu odholować auto do swojego domu, a nawet zapewnili mu nocleg w swojej piwnicy.

    Kolejnego dnia mężczyzna był bardzo milczący podczas śniadania. Powiedział, że jest synem lekarzy i jutro musi być na uczelni w Seatle. Następnie zaproponował, że może sprzedać im swój samochód. Eddie Olson był zainteresowany propozycją, ale chciał poczekać z kupnem do poniedziałku, gdy będzie otwarty urząd celny. Młody mężczyzna powiedział, że nie ma tyle czasu i zaproponował, że zostawi Olsonom auto w zamian za bilet lotniczy do Seatle. Para nie zgodziła się.

    Po wszystkim tajemniczy mężczyzna wyjął z kieszeni dwa portfele i dał Eddiemu 20 dolarów amerykańskich w zamian za nocleg. Usterka auta okazała się być niewielką i mężczyzna wrócił na trasę między godziną 8.30 a 9.00. 12 godzin później samochód został podpalony 480 km dalej.

    Nikt więcej nie widział tajemniczego autostopowicza. Nigdy nie znaleziono również rzeczy osobistych Philipa, takich jak jego akt urodzenia, wiza, paszport i książeczka czekowa. Przyjmuje się, że autostopowicz użył tożsamości Philipa, aby uciec. Ciało 23-latka zostało znalezione w krzakach ok. 110 km od domu Olsonów. Nie wiadomo czy to miejsce było miejscem zabójstwa, czy jedynie porzucono tam zwłoki. Samochód został podpalony najprawdopodobniej po to, aby zniszczyć wszelkie dowody.

    Ostatnio pojawiła się teoria, że kanadyjski seryjny morderca, Michael McGray mógł być odpowiedzialny za śmierć Philipa. Mężczyzna pasuje do rysopisu. Zabijał w latach 1984-1998, więc zgadzają się również ramy czasowe. McGray przyznał się do zabójstwa ponad 12 autostopowiczów, nie podał jednak ich nazwisk. Policja nie wierzy jednak, aby to McGray zabił Philipa.

    Jeżeli zabójca żyje, ma teraz około 50-55 lat. Śledczy podejrzewają, że może nadal mieszkać na obszarze Kanady, Alaski czy Waszyngtonu.

    Źródła: unresolved.me, mytruecrime.com, unsolved.com, unsolvedmysteries.fandom.com

    #historieriley
    pokaż całość

    źródło: i.ytimg.com

  •  

    Tajemnica pokoju 1046 - historię można przeczytać tutaj

    #historieriley

    źródło: darkhistories.com

  •  

    Zabójstwo Jamesa Bulgera
    (Historia opublikowana na o2 17.10.2019)

    James Bulger urodził się w 1991 roku i był jedynym dzieckiem Denise i Ralpha. Przed narodzinami Jamesa, ich córka zmarła podczas porodu, więc chłopiec był oczkiem w głowie rodziców. Matka była w stosunku do niego nadopiekuńcza, ale mimo jej obaw, James rozwijał się dobrze. Był zdrowy, radosny i roześmiany.

    12 lutego 1993 roku Denise wraz ze szwagierką postanowiła wziąć 2-letniego Jamesa na zakupy do centrum handlowego New Stand Shopping Centre w Bootle, niedaleko Liverpoolu. Chłopiec miał w zwyczaju uciekać rodzicom, więc zazwyczaj wozili go w dziecięcym wózku. Tym jednak razem kobiety uznały, że będą to krótkie zakupy, więc wózek nie będzie potrzebny.

    Również tego dnia dwóch 10-letnich chłopców, Robert Thompson i Jon Vanables, udało się na wagary do tego samego centrum handlowego. Chłopcy byli znani z drobnych kradzieży, rzucania kamieniami w okna, torturowania zwierząt i uprzykrzania życia sąsiadom. Tym razem postanowili porwać dziecko, tak po prostu, dla zabawy.

    Początkowo wybrali pewnego 4-latka, ale chłopiec przestraszył się i zaczął płakać, czym przyciągnął uwagę swojej matki. Niedługo później, o godzinie 15:40, zobaczyli Jamesa, stojącego samotnie przed sklepem mięsnym. Matka zostawiła go tam samego zaledwie na minutę, w sklepie nie było kolejki i chciała szybko załatwić sprawunki, cały czas mając syna na oku przez witrynę sklepową. Chwila nieuwagi wystarczyła, aby Robert i Jon podeszli do Jamesa i zaczęli się z nim oddalać.

    Kamery monitoringu zarejestrowały dwie niepełnoletnie osoby wyprowadzające dziecko z centrum. Niestety kamery były zawieszone wysoko, a jakość nagrań nie pozwoliła na dokładne uchwycenie twarzy porywaczy. Niedługo po wyjściu z centrum 10-latkowie kazali klęknąć Jamesowi na moście i spojrzeć na swoje odbicie w wodzie, lecz chłopiec odmówił. Planowali wrzucić go do kanału, lecz gdy im się to nie udało, podnieśli go, odwrócili główką w dół i upuścili na ziemię. James próbował uciekać, ale nie udało mu się.

    Jon, Robert i James przeszli trasę liczącą 4 km. W tym czasie widziało ich 38 świadków, ale nikt nie zareagował. 10-latkowie trzymali chłopca za rękę, a także wzięli od niego jego maskotkę i inne zabawki, aby wyglądać mniej podejrzanie. I osiągnęli swój cel, wszyscy brali ich za rodzeństwo.

    W końcu cała trójka dotarła na tory kolejowe w Walton. Robert i Jon początkowo chcieli ukryć się w krzakach i obserwować jak pociąg przejeżdża po ciele Jamesa, ale chłopiec nie chciał leżeć na torach i ciągle wstawał. Wtedy zaczęli go torturować. Kopali go, bili kamieniami i prętem, wlali farbę do oka... W sumie James miał na ciele 42 obrażenia, w tym 22 obrażenia samej głowy. Prawdopodobnie żył jeszcze chwilę po tym, jak Robert i Jon go zostawili. Jego śmierć była przerażająco bolesna i powolna. Nie można ustalić, który cios był śmiertelny.

    Po wszystkim Robert i Jon częściowo zamaskowali ciało chłopca i zostawili je na torach. Uważali, że przejeżdżający pociąg zakryje wszelkie ślady.

    Oczywiście matka Jamesa bardzo szybko zorientowała się, że jej synek zniknął. Zaalarmowała ochronę centrum i niemal natychmiast o zaginięciu poinformowano policję. Przejrzano nagrania z kamer, ale poza ustaleniem, że James opuścił centrum z dwoma niepełnoletnimi osobami, nic więcej nie udało się ustalić. Chłopca szukano na całym okolicznym terenie, sprawdzono kanał, nieużytki i tory kolejowe. Nagrania z monitoringu puszczano w telewizji.

    Ciało Jamesa znaleziono dwa dni później, 14 lutego 1993 roku na torach kolejowych, gdzie pozostawili je Jon i Robert. Śledczy podejrzewali, że zabójstwa mogły dokonać te same dwie osoby, które wyprowadziły chłopca z centrum. Dorosły prawdopodobnie lepiej ukryłby ciało.

    Sprawa trafiła do profilera, który orzekł, że porwanie i zabójstwo nie było przypadkowe i było planowane już od pewnego czasu. Mordercy mogli nie wiedzieć w jaki sposób zabiją, ale wiedzieli, że to zrobią. Należało szukać dzieci, które 12 lutego nie pojawiły się w szkole. Dodatkowo, miejsce znalezienia ciała najprawdopodobniej leży blisko domu jednego z zabójców. Mordercy wiedzieli jak tam dotrzeć pieszo i bardzo dobrze znali to miejsce.

    Wkrótce jedna z mieszkających w pobliżu kobiet rozpoznała jednego z chłopców na nagraniu emitowanym w telewizji. 18 lutego aresztowano Jona i Roberta. 10-latkowie długo nie przyznawali się do winy. Dopiero, gdy pokazano im nagrania z monitoringu, zaczęli oskarżać się nawzajem. Powiedzieli, że porwali i zabili Jamesa dla zabawy, nie okazali skruchy.

    Sprawa odbiła się głośnym echem w całej Wielkiej Brytanii. 10-latkowie zostali okrzyknięci „potworami” i „bestiami”. Podczas transportu na proces, Jon i Robert zostali niemal zlinczowani. Ostatecznie zostali uznani winnymi i skazani na pozbawienie wolności na czas nieokreślony. Wyrok był zmieniany jeszcze kilkakrotnie i obaj wyszli na zwolnienie warunkowe w 2001 roku, po uzyskaniu pełnoletności.

    Jon i Robert wciąż pozostają pod obserwacją władz, a ich zwolnienie ma ściśle określone warunki. Nie mogą kontaktować się ze sobą, ani z rodziną Jamesa, a także mają zakaz pojawiania się w mieście, gdzie popełnili zbrodnię. Obaj otrzymali nowe tożsamości i życiorysy, nikt nie znał ich dorosłych twarzy.

    W mediach nigdy więcej nie pojawiła się żadna informacja o Robercie, czego nie można jednak powiedzieć o Jonie. Na jego leczenie psychiatryczne i rehabilitację podatnicy wydali 5 milionów funtów, jednak nie przyniosło to większych rezultatów. W 2010 roku został aresztowany za posiadanie i udostępnianie pornografii dziecięcej. Ponownie został skazany i wyszedł z więzienia w 2013 roku. W 2017 podczas rutynowej kontroli na jego komputerze znów znaleziono pornografię dziecięcą. Oprócz tego posługuje się już czwartą tożsamością, ponieważ nie umiał utrzymać w tajemnicy kim jest.

    Matka Jamesa zaszła w ciążę miesiąc po śmierci chłopca i urodziła syna. Niestety już rok po jego narodzinach małżeństwo rozpadło się. Oboje nie umieli pogodzić się ze śmiercią Jamesa i obwiniali się o nią nawzajem.

    Źródła:
    straszne-historie.ok, tvn24.pl, youtube.com, natropieordercow.blogspot.com, rmf24.pl, popularne.pl, kryminatorium.pl, wikipedia.org

    #historieriley
    pokaż całość

    źródło: cdn-03.independent.ie

  •  

    Sprawa Philipa Frasera - historię można przeczytać tutaj

    #historieriley

    źródło: images.findagrave.com

    •  

      @AnonimusP: masz racje. Mogli też pomyśleć, że jest niegroźnym świrem i zwyczajnie wymyślił tą historię o studiach.

      +: balatka
    •  

      @Wejszlo: albo zwyczajnie miał nietypowe alibi że wtedy lub w okresie kilku dni akurat zabił inną osobę na drugim końcu Ameryki i nie było możliwości żeby przemieścił się w tak krótkim czasie ( ͡° ͜ʖ ͡°) ale najpewniej wyszła nieudolność policji (źle zabezpieczone ślady, brak kluczowego dowodu czyli samochodu etc. - mało to spraw tak nomen omen, umarło?) albo był to ktoś powiązany z osobami wyżej postawionymi które kazały zamknąć sprawę (ale tu już mnie foliowa czapeczka mocno ciśnie XD) pokaż całość

      +: balatka
    • więcej komentarzy (22)

  •  

    Zabójstwo Becky Watts

    Tym razem zapraszam na film o sprawie, na temat której nie pisałam jeszcze na tagu.
    Mam nadzieję, że Wam się spodoba i zapraszam do oglądania :)

    #historieriley

    źródło: youtube.com

  •  

    Sprawa Jamesa Bulgera - historię można przeczytać tutaj

    #historieriley

    źródło: allthatsinteresting.com

  •  

    Sprawa Baby Lollipops
    (Historia opublikowana na o2 10.10.2019)

    2 listopada 1990 roku około godziny 8:30 w zamożnej dzielnicy La Gorce w Miami Beach, dwóch robotników znalazło martwe ciało małego chłopca. Zwłoki leżały pod żywopłotem, wśród kęp trawy i liści. Na wychudzonym ciele chłopiec miał jedynie pieluchę i koszulkę z narysowanymi lizaczkami. Początkowo policja nie znała jego personaliów, więc nazwano go „Baby Lollipops”.

    Sekcja zwłok wykazała, że chłopczyk miał zaledwie 3 lata i zmarł około 24 godzin przed odnalezieniem. Był zagłodzony i brutalnie pobity. Brudna pielucha została przymocowana do jego ciałka za pomocą brązowej taśmy pakowej. Na lewym policzku miał ślad po przypaleniu papierosem, a na całym ciele dziesiątki innych obrażeń: połamane kości i zęby, odleżyny… Jego lewe ramie zostało złamane kilka miesięcy wcześniej, a uraz był tak poważny, że nerwy obumarły i mięśnie zwapniały w kość. Był to wielomiesięczny, potwornie bolesny proces. A to tylko część ran, które nosił na ciele ten malec. Torturowano go około 1,5 roku przed śmiercią, a w chwili zgonu ważył zaledwie 8 kg.

    Jako przyczynę śmierci uznano złamanie czaszki tępym narzędziem, którym później okazał się kij baseballowy. Lekarz stwierdził jednak, że ze względu na wielomiesięczne tortury, chłopiec i tak by zmarł. Sprawa Baby Lollipops została okrzyknięta najbrutalniejszym przypadkiem znęcania się i morderstwa dziecka w Miami.

    Policja robiła co mogła, aby ustalić tożsamość chłopca. Nagłaśniali sprawę i chodzili od drzwi do drzwi, aby uzyskać więcej informacji o dziecku. Przebadano wiele tropów, a śledztwo obserwowała cała Floryda. Media nazywały mordercę chłopca „bestią”. Spekulowano, że chłopiec padł ofiarą jakiegoś kultu satanistycznego lub brutalnego pedofila. Policja ciężko pracowała, aby potwierdzić lub zaprzeczyć tyn teoriom.

    Ze względu na ogrom obrażeń, zdjęcia chłopca nie mogły zostać upublicznione. Dzięki nowatorskim (jak na tamte czasy) metodom komputerowej rekonstrukcji twarzy, udało się stworzyć portret dziecka. Dzięki temu, rozdzwoniły się telefony na policję i kilka dni później udało się zidentyfikować chłopca.

    Nazywał się Lazaro Figueroa i mieszkał wraz z matką, Aną Cardoną, jej partnerką Olivią Gonzalez i dwójką starszego rodzeństwa w St. Cloud na Florydzie. Ana zeznała, że 3 dni przed śmiercią Lazaro spadł z łóżka, a następnie wraz z Olivią jeździły samochodem po Miami, aż trafiły do ekskluzywnej dzielnicy. Tam postanowiły porzucić chłopca pod płotem jednego z bogato wyglądających domów, aby tamtejsza rodzina mogła się nim zająć i zapewnić mu wspaniałe życie. Media oczywiście w to nie uwierzyły i niemal od razu okrzyknęły, że kobiety doprowadziły do śmierci chłopca. Według gazet miały go torturować, a następnie porzucić na pewną śmierć.

    Ana Maria Cardona urodziła się w ubogiej rodzinie mieszkającej w Hawanie na Kubie. Dziewczyna została zgwałcona w wieku 10 lat i jako nastolatka miała na koncie już kilka prób samobójczych. W wieku 16 lat regularnie zażywała narkotyki, piła i prostytuowała się.

    Ana przyjechała do USA w 1980 roku, w wieku 19 lat. Była w ciąży i pozostawiona sama sobie. Zarabiała na życie dzięki prostytucji i przez pewien czas mieszkała z dwójką dzieci na ulicy. W końcu poznała Fidela Figueroa, handlarza narkotyków z Miami. Kobieta szybko uzależniła się od kokainy, ale mimo to jej życie zdawało się w końcu zmienić na lepsze.

    Fidel utrzymywał Anę i jej dzieci. Żyli bardzo dostatnio. Mieszkali w apartamencie na ostatnim piętrze, mieli pokojówkę i jeździli drogimi samochodami. Ana zaszła z nim w ciążę. Sielanka skończyła się w sierpniu 1987 roku, gdy Fidel został zastrzelony. Jego syn, Lazaro, urodził się miesiąc później.

    Ana odziedziczyła 100 000 dolarów, które szybko wydała na narkotyki, alkohol i imprezy. Dzieci w tym czasie przez całe tygodnie mieszkały z opiekunkami do dzieci, co jakiś czas zabierała je też opieka społeczna. Gdy już sprzedała wszystko co mogła, została eksmitowana z apartamentu i znów wylądowała z dziećmi na ulicy. Lazaro miał wtedy zaledwie 18 miesięcy.

    W marcu 1989 roku Ana poznała w klubie nocnym Olivię Gonzalez. Kobiety wkrótce zostały parą i zamieszkały razem. Podczas, gdy Olivia była w pracy, a dwójka starszych dzieci w szkole, Ana zostawała sama w domu z Lazaro. Cała piątka często się przeprowadzała i pomieszkiwała w różnego rodzaju motelach, przyczepach i mieszkaniach znajomych.

    Prokuratorzy zaproponowali Olivii układ – w zamian za zeznania przeciwko Anie, dostanie wyrok 40 lat pozbawienia wolności za torturowanie i morderstwo drugiego stopnia. W przeciwnym razie groziła jej nawet kara śmierci. Olivia była głównym świadkiem prokuratury. Zeznała, że Lazaro zawsze był zamykany z sypialni, łazience, szafie lub przywiązywany do łóżka. Gdy się poruszył lub zapłakał, Ana biła go i dusiła. Prawie nigdy go nie karmiono, nie kąpano ani nie przewijano. Używały taśmy pakowej, aby móc nie zmieniać pieluchy przez kilka dni. Zeznania przyjaciół, sąsiadów i właścicieli to potwierdzały. Mimo, że tak wiele osób wiedziało o torturowaniu chłopca, nikt nigdzie tego nie zgłosił.

    Ana nie przyznała się do winy. Twierdziła, że to Olivia znęcała się nad Lazaro i uderzyła go w głowę kijem. Ana miała godzić się na to, aby mieć gdzie mieszkać z dziećmi i zabijała wyrzuty sumienia narkotykami. Ostatecznie została uznana za winną zabójstwa pierwszego stopnia i skazana na śmierć na krześle elektrycznym. Była pierwszą kobietą w celi śmierci w historii Florydy.

    W 2002 roku sąd apelacyjny stwierdził, że stan Floryda ukrył dowody, które powinny zostać ujawnione. Podczas przesłuchania Olivia miała zeznać, że to właśnie ona uderzyła Lazaro kijem w głowę. Dodatkowo Ana powoływała się na to, że bardzo się zmieniła i chciałaby móc opiekować się swoimi pozostałymi dziećmi. Skazanie Any zostało unieważnione, jednak w 2011 roku ponownie została skazana na śmierć.

    W 2016 roku Sąd Najwyższy ponownie unieważnił jej skazanie i ruszył kolejny, trzeci proces w tej sprawie. Tym razem również powołano się na niezgodności w zeznaniach Olivii. Dodatkowo odnaleziono opiekunkę, która przyznała się do zabójstwa Lazaro. Kobieta nie znała jednak dokładnie szczegółów stanu, w którym był chłopiec i jej zeznania nie zostały uznane za wiarygodne. Przesłuchano również współwięźniarki Olivii, którym miała przyznać się, że na równi z Aną torturowała chłopca i to ona zadała śmiertelny cios.

    Ostatecznie w 2017 roku Ana znów została uznana za winną. Jej wyrok zmieniono jednak z kary śmierci na dożywotnie pozbawienie wolności. Olivia została wypuszczona z więzienia w 2008 roku. Ana nigdy nie przyznała się do winy.

    Źródła: rollingstone.com, nbcmiami.com, cbsnews.com, dailymail.co.uk, youtube.com

    #historieriley
    pokaż całość

    źródło: cbsnews1.cbsistatic.com

    •  

      @Ka4az: Wyszła wcześniej ze względu na dobre sprawowanie.
      tutaj, że po 15 latach link

      Gonzalez-Mendoza, 42, was sentenced under the laws that applied in 1992, before the Legislature changed prison gain-time rules to require that convicted criminals serve 85 percent of their sentences.

      a tutaj 19( ͡° ʖ̯ ͡°):

      Gonzalez pleaded guilty to second-degree murder and was sentenced to 40 years in prison. Under old sentencing rules, Gonzalez served only 19 years and because of good behavior is now free.

      zelda
      pokaż całość

    •  

      @riley24: hej, nie chce wyjść na czepialskiego, ale widzę ten błąd już w którymś twoim wpisie (a chętnie je czytam!) i postanowiłem zwrócić uwagę.

      martwe cialo chłopca

      Ja rozumiem, że lecisz z angielskiego źródła, gdzie "dead body" jest powszechnie używane, ale po polsku to po prostu brzmi słabo. Jak się widzi takie masło maślane na samym początku wpisu, to potem całość sprawia wrażenie jakiegoś takiego niedbałego i pisanego na kolanie.

      Po polsku poprawnie będzie albo "martwy chłopiec", albo "ciało chłopca". Pozdo:)
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (27)

  •  

    Zaginięcie Caylee Anthony
    (Historia opublikowana na o2 03.10.2019)

    Caylee Marie Anthony została urodzona 9 sierpnia 2005 roku przez 22-letnią Casey Anthony. Nie wiadomo kto był ojcem dziewczynki. Młoda matka wraz z córeczką mieszkała ze swoimi rodzicami, Georgem i Cindy, w małym domku na przedmieściach Orlando na Florydzie.

    Mniej więcej na początku 2008 roku Casey i Caylee zamieszkały w mieszkaniu w Orlando, które dzieliły ze współlokatorami. Wciąż jednak utrzymywały bardzo bliskie kontakty z Georgem i Cindy.

    16 czerwca 25-latka opuściła dom swoich rodziców wraz z 3-letnią córeczką. Przez następne tygodnie George i Cindy bezskutecznie próbowali spotkać się z wnuczką, czy chociażby porozmawiać z nią przez telefon. Casey za każdym razem mówiła, że bardzo ciężko pracuje w Universal Studios, a Caylee jest pod opieką jej chłopaka lub niani. Wszystko miało być pod kontrolą.

    15 lipca George został poinformowany przez policję, że na jakimś placu budowy został znaleziony samochód Casey. Mężczyzna pojechał odebrać auto i natychmiast poczuł przeraźliwy smród wydobywający się z bagażnika. Zapach przypominał odór rozkładającego się ciała. Natychmiast pomyślał, że mogą tam znajdować się zwłoki niewidzianej od miesiąca wnuczki. Po sprawdzeniu okazało się jednak, że zapach pochodzi od sterty śmieci pozostawionej w bagażniku.

    To wydarzenie wstrząsnęło rodzicami Casey i jeszcze tego samego dnia Cindy zgłosiła na policji zaginięcie wnuczki. Oczywiście przesłuchano samą Casey, która zeznała, że od 31 dni nie widziała córki. Caylee miała zostać porwana przez swoją nianię Zanaidę „Zanny” Fernandez-Gonzalez. Przez ostatni miesiąc Casey miała szukać córki na własną rękę, zbyt przerażona, aby zawiadomić policję.

    Wkrótce okazało się, że kobieta kłamała. Znaleziono kobietę o personaliach Zanny, jednak nie miała ona żadnej styczności z Caylee. W dodatku nie istniał żaden chłopak Casey, a ona sama była bezrobotna. Od zaginięcia córki dużo imprezowała i zrobiła sobie nawet tatuaż głoszący „Bella Vita” („Piękne życie”). Współlokatorka Casey również nie zauważyła żadnej zmiany w zachowaniu kobiety, nie wydawała się szczególnie przygnębiona czy zrozpaczona.

    Casey kilkakrotnie zmieniała wersję zdarzeń i ostatecznie została oskarżona o składanie fałszywych zeznań. Sprawa odbiła się szerokim echem w całym kraju. Tysiące ludzi zaangażowało się w poszukiwania. W tym samym czasie Casey została okrzyknięta „Najbardziej znienawidzoną matką Ameryki”. Media wydały wyrok – winna zabójstwa córki. W październiku 2008 roku śledczy uznali, że wszystkie tropy wskazują na to, iż Caylee nie żyje i Casey została oskarżona o morderstwo pierwszego stopnia.

    8 grudnia w lesie otaczającym dom rodziców Casey odnaleziono ciało Caylee. Zwłoki dziewczynki były owinięte w plastikowy worek włożony do torby na pranie. W pobliżu znaleziono również kocyk z Kubusiem Puchatkiem, który zaginął z łóżeczka dziewczynki. Na przedniej części czaszki widniały kawałki taśmy klejącej, a usta Caylee zostały zaklejone taśmą klejącą z serduszkiem. Rozkład ciała był zbyt zaawansowany, aby móc ustalić dokładną przyczynę śmierci. Casey została ponownie aresztowana.

    W 2011 roku ruszył proces przeciwko Casey. Prokurator twierdził, że zabiła córkę, ponieważ przeszkadzała jej w hulaszczym trybie życia. Przedstawiono około 400 dowodów przeciwko kobiecie. W jej domu znaleziono torby na pranie i taśmy z serduszkiem, identyczne jak te na miejscu znalezienia ciała. Casey szukała w Internecie podejrzanych haseł, jak „chloroform”, „uraz szyi” czy „łopata”. Dokładnie przebadano bagażnik jej auta i znaleziono w nim ślady chloroformu oraz substancje wydzielające się podczas rozkładu ciała. Ponadto pobrano próbki powietrza, które potwierdziły, że kiedyś znajdowały się w nim rozkładające się zwłoki. Znaleziono też włos należący do Caylee. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że wokół jego cebulki była ciemna obwódka, która tworzy się po śmierci.

    Kobiecie groziła kara śmierci. Proces był transmitowany w telewizji i chociażby fragmentarycznie oglądało go ponad 40 milionów osób. Opinia publiczna wydała wyrok, a dowody wydawały się niepodważalne.

    Obrona przedstawiła Casey jako ofiarę, molestowaną w dzieciństwie przez ojca. Caylee miała utopić się w basenie przy domu dziadków, a Casey wraz z Georgem mieli ukryć ciało i upozorować zaginięcie. Dodatkowo kobieta miała cierpieć na problemy psychiczne, które sprawiły, że po śmierci córki rzuciła się w wir imprez, aby odreagować. George nie zgodził się z tym i zeznawał przeciwko córce.

    Dowody prokuratury nie okazały się tak mocne, jak początkowo się wydawało. Po pobraniu odcisków palców z taśmy, nie było już widać na niej serduszka. Śledczy popełnili szereg błędów przy zabezpieczaniu dowodów z bagażnika. Również sekcja zwłok została przeprowadzona w niewłaściwy sposób. Cindy zeznała, że to ona szukała podejrzanych haseł na komputerze córki, co uzasadniła tym, że jej koleżanka niedawno uległa wypadkowi i chciała się o tym więcej dowiedzieć.

    W lipcu 2011 roku, po 33 dniach procesu, ława przysięgłych uznała, że nie można bezspornie udowodnić Casey, że zamordowała córkę. Uznano ją za niewinną zabójstwa i skazano jedynie za składanie fałszywych zeznań. Na poczet kary zaliczono jej 3 lata, które spędziła w areszcie. Kobieta wyszła na wolność.

    Społeczeństwo nie mogło pogodzić się z wyrokiem. Chcieli wiedzieć gdzie Casey mieszka i co robi. Proponowano jej nawet okładkę Playboya. Dyskutowano o tym kto jest ojcem Caylee. Krótko po zaginięciu Cindy powiedziała, że ojciec dziewczynki zmarł w wypadku samochodowym. Media dotarły do kilku kandydatów, którzy zginęli w ten sposób. Casey twierdziła, że ojcem dziecka był jej były narzeczony, który wychowywał Caylee jak córkę. Testy DNA wykluczyły to jednak. Wykonano nawet testy na ojcostwo ojcu i bratu Casey, ale na szczęście okazało się, że żaden z nich nie był ojcem Caylee. Casey nigdy nie wyznała z kim naprawdę zaszła w ciążę, być może sama nie była pewna.

    W 2017 roku sędzia, który orzekał w tej sprawie powiedział, że to więcej niż prawdopodobne, że Casey przypadkowo zabiła córkę. Według niego podała jej zbyt dużo środków uspokajających, a później skrępowała ją taśmą. Zgodnie z prawem kobieta nigdy więcej nie będzie mogła być sądzona w tej sprawie.

    Również w 2017 roku prywatny detektyw wynajęty przez George'a tuż po zaginięciu dziewczynki, wydał książkę o sprawie. Według niego Casey pozwoliła Caylee wejść do basenu, a następnie w perfidny sposób wyjęła drabinkę, skazując ją w ten sposób na śmierć. Następnie zaniosła jej ciało do bagażnika, jeździła z nim przez 5 dni, a gdy zaczęło się rozkładać, po prostu je wyrzuciła.

    W tym roku ogłoszono, że Casey planuje nakręcić film o swoim życiu i sprawie swojej córki, aby pokazać wszystko ze swojej perspektywy. Podobno ma się w nim znaleźć nawet scena, gdy kobieta zaszła w ciążę. Być może premiera odbędzie się już w 2020 roku.

    Źródła: kobieta.wp.pl, wiadomosci.gazeta.pl, popularne.pl, archiwumzbrodni.pl, people.com, edition.cnn.com, aetv.com, intouchweekly.com

    #historieriley
    pokaż całość

    źródło: caseyanthonyisinnocent.com

  •  

    Sprawa Baby Lollipops - historię można przeczytać tutaj

    #historieriley

    źródło: rollingstone.com

  •  

    Zapraszam do obejrzenia nowego filmu :)

    #historieriley

    źródło: youtube.com

  •  

    Sprawa Abigail Williams i Liberty German
    (Historia opublikowana na o2 26.09.2019)

    13 lutego 2017 roku 13-letnia Abigail Williams i 14-letnia Liberty German postanowiły spędzić popołudnie spacerując pobliskim szlakiem historycznym w Delphi w stanie Indiana. Około 13.45 członek rodziny jednej z nich podwiózł je na opuszczony most kolejowy, gdzie miały rozpocząć wędrówkę. Jakiś czas później Libby dodała zdjęcie na swoim Snapchacie, pokazujące jak Abby pokonuje most.

    Kilka godzin później nastolatki nie pojawiły się na miejscu, z którego miały zostać odebrane. O 17.30 ich zaginięcie zostało zgłoszone na policji. Funkcjonariusze uznali, że dziewczynkom najprawdopodobniej nic nie grozi. Mimo to rozpoczęto poszukiwania, w których wzięło udział wielu ochotników. Akcja trwała aż do zmroku i została ponowiona kolejnego ranka.

    Około południa 14 lutego znaleziono martwe ciała dziewczynek. Leżały na opuszczonym terenie, około 800 metrów od szlaku i 15 metrów od brzegu rzeki. Ciała były zmaltretowane. Przeprowadzono ich sekcję, jednak dla dobra śledztwa nie podano szczegółów do wiadomości publicznej.

    Okazało się, że Libby przed śmiercią wykazała się niezwykłą odwagą i przytomnością umysłu. Na jej telefonie znaleziono zdjęcie mężczyzny, który szedł w ich stronę i nagranie głosowe. Ziarniste zdjęcie przedstawiało białego mężczyznę z rudo-brązowymi włosami. Miał około 168-178 cm wzrostu i ważył 82-100 kg. Ubrany był w jeansy, niebieską kurtkę, brązową bluzę z kapturem i czapkę. Niestety nie widać jego twarzy, patrzył w dół.

    Nagranie dźwiękowe również nie było zbyt dobrej jakości. Słychać na nim jak męski głos rozkazuje nastolatkom mówiąc „Down the hill”. Policja znalazła w telefonie Liberty więcej dowodów, jednak nie zostały one przekazane do mediów.

    Na podstawie zeznań świadków udało się stworzyć portret pamięciowy mężczyzny. Początkowo policja poszukiwała go jako potencjalnego świadka zdarzenia, jednak kilka dni później powiedziano wprost, że to najprawdopodobniej morderca nastolatek.

    17 marca 2017 roku wydano nakaz przeszukania domu Rona Logana, na którego 30-akrowym terenie znaleziono ciała dziewczynek. Mężczyzna nie miał jednak nic wspólnego ze sprawą.

    Zabójstwo Abby i Libby poruszyło lokalną społeczność. Policja przez cały czas trwania śledztwa otrzymała około 30 000 wskazówek od ludności i każda z nich była sprawdzana. Organizowano marsze przez szlak ku pamięci nastolatek. Abigail i Liberty były zapalonymi graczami w softball, więc w sierpniu 2017 roku ich rodzice założyli fundację, dzięki której możliwe będzie wybudowanie „Libby and Abby Softball Park”.

    Policja miała sporo podejrzanych, jednak w sprawie nikogo nie aresztowano. Badano za to, czy mężczyźni aresztowani za podobne przestępstwa, nie mieli związku ze sprawą.

    W lipcu 2018 roku aresztowano 59-letniego Johna Millera z Fort Wayne, około 2 godzin drogi od Delphi. Po 30 latach udało się ustalić, że udusił 8-letnią April Tinsley. Podejrzewano go o morderstwo Abby i Libby, lecz ten trop także okazał się ślepym zaułkiem.

    Na początku 2019 roku aresztowano 46-letniego Charlesa Andrew Eldridge'a z Union City, 200 km od Delphi. Mężczyzna został oskarżony o molestowanie i nagabywanie nieletnich. Chciał umówić się przez internet na seks z 13-latką. Policja badała, czy nie miał związku ze sprawą. Media podkreślały, że Eldridge był niezwykle podobny do mężczyzny z portretu pamięciowego.

    W kwietniu 2019 roku policja zorganizowała dużą konferencję prasową, na której przekazano nowe informacje. Opublikowano nowy portret pamięciowy mężczyzny, uznając poprzedni za nieaktualny. Szkic przedstawiał mężczyznę w wieku około 18-40 lat. Policjanci podkreślali, że podejrzany może wyglądać znacznie młodziej niż wskazuje na to jego metryka. Portret pochodził najprawdopodobniej od nowego świadka w sprawie.

    Drugim opublikowanym materiałem był krótki filmik z telefonu Libby, na którym widać idącego w charakterystyczny sposób mężczyznę ze zdjęcia. Funkcjonariusze prosili, aby dokładnie przyjrzeć się jego zachowaniu. Być może komuś uda się rozpoznać w mężczyźnie jakiś gest typowy dla kogoś, kogo zna. Podkreślono jednak, że nietypowy sposób stawiania stóp może wynikać ze złego stanu mostu, po którym szedł.

    Śledczy ujawnili również, że z miejsca znalezienia ciał pobrano ślady DNA. Na razie nie udało się ich dopasować do nikogo, ale może w tym pomóc nowe prawo, które weszło w życie z początkiem 2019 roku. Teraz w stanie Indiana można pobierać próbki DNA od osób podejrzanych o przestępstwo, a nie jedynie od już skazanych za jakąś zbrodnię. Być może uda się również odnaleźć jakiegoś krewnego mordercy dzięki coraz modniejszym serwisom genealogicznym.

    W dniu dokonania morderstwa znaleziono porzucony samochód stojący przy opuszczonym domu w Delphi. Niestety nie udało się ustalić, czy ma to związek ze sprawą, jednak jego właściciel jest poszukiwany jako osoba zainteresowana.

    Na koniec konferencji policjanci oznajmili, że zabójcą jest najprawdopodobniej mężczyzna, który mieszka lub mieszkał w Delphi. Mógł on również pracować w tym mieście lub często je odwiedzać z innych powodów. Szlak jest uczęszczany głównie przez lokalną ludność, mało na nim osób z zewnątrz. Najprawdopodobniej morderca „ukrywa się na widoku”. Być może był nawet w sali, w której odbywała się konferencja. Może brał udział w poszukiwaniach dziewczynek. Policjanci oznajmili, że już go najprawdopodobniej przesłuchiwali lub przesłuchiwali kogoś z jego bliskich. Mężczyzna może na bieżąco śledzić sprawę, aby ustalić co wiedzą śledczy.

    Funkcjonariusze powiedzieli również, że wciąż liczą na tropy pochodzące od ludzi. Podkreślili jednak, aby nie publikować w internecie teorii czy niepotwierdzonych informacji, ponieważ może to zaszkodzić śledztwu.

    Część opinii publicznej miało żal do policji, że niektóre z dowodów pokazano dopiero po dwóch latach od zbrodni. Być może, gdyby wcześniej pokazano filmik z telefonu Libby lub zwrócono uwagę na porzucony samochód, ktoś skojarzyłby fakty.

    W czerwcu 2019 roku 55-letni Paul Etter z Indiany porwał i zgwałcił 26-letnią kobietę. 5 dni po dokonaniu przestępstwa policja próbowała go aresztować. Po 5 godzinnej walce, Etter zastrzelił się. Śledczy badają, czy mężczyzna mógł mieć coś wspólnego ze śmiercią Libby i Abby.

    Na początku lipca 2019 roku siostra Libby odniosła się do sprawy na youtube. Cierpliwie tłumaczyła i dementowała plotki oraz teorie spiskowe dotyczące zabójstwa. Ludzie obwiniali i podejrzewali, że jej rodzina miała coś wspólnego ze śmiercią nastolatek. Siostra Liberty powiedziała jednak, że nic takiego nie miało miejsca i wszyscy jej krewni przeszli badania wariografem. Plotkowano również, że Germanowie przyjmują bezpośrednio do swojej kieszeni datki na budowę kompleksu sportowego. Dziewczyna wyjaśniła, że wszelkie pieniądze na ten cel przechodzą przez fundację. To bardzo przykre, że rodzina pogrążona w żałobie musi zmagać się z obrzydliwymi pomówieniami i podejrzeniami. Podczas transmisji udało się zebrać 45 tysięcy dolarów na budowę Parku.

    Za informacje, które doprowadzą do aresztowania mordercy, oferowana jest nagroda w wysokości ponad 280 600 dolarów.

    Źródła: abbyandlibby.org, ibtimes.com, news.com.au, eu.indystar.com, cbsnews.com, abcnews.go.com, insideedition.com

    #historieriley
    pokaż całość

    źródło: i.pinimg.com

  •  

    Sprawa Caylee Anthony - historię można przeczytać tutaj
    (Znowu radzę nie czytać wstępu ;))

    #historieriley

    źródło: usercontent2.hubstatic.com

  •  

    Jeżeli ktoś miałby ochotę przypomnieć sobie historię zaginięcia Brianny Maitland, zapraszam do oglądania :)

    #historieriley

    źródło: youtube.com

  •  

    Zaginięcie Kyrona Hormana
    (Historia opublikowana na o2 19.09.2019)

    Piątek 4 czerwca 2010 roku był dniem corocznych targów naukowych w szkole podstawowej w Portland w stanie Oregon, gdzie 7-letni Kyron Horman uczęszczał do drugiej klasy. Chłopiec uwielbiał naukę i był bardzo podekscytowany faktem, że będzie mógł pochwalić się swoim projektem.

    Tata Kyrona, Kaine, pracował tego dnia, więc nie mógł towarzyszyć synowi na targach. Po szkole planowali jednak wspólne wyjście na lody. Kyron miał zostać zawieziony do szkoły przez swoją macochę, Terri. Po śniadaniu Kaine powiedział synowi, że go kocha i patrzył jak odchodzi z Terri. Nigdy więcej go nie widział.

    Kyron urodził się 9 września 2002 roku jako pierwsze dziecko Desiree Davinson i Kainego Hormana. Para rozwiodła się jeszcze przed jego narodzinami, ale postanowiła wspólnie sprawować opiekę nad synem. Niestety dwa lata później Desiree poważnie zachorowała i Kaine przejął pełną opiekę nad Kyronem. Kobieta starała się jednak uczestniczyć w życiu syna, co było trudne, ponieważ ponownie wyszła za mąż i zamieszkała 4,5 godziny jazdy od Portland.

    W 2007 roku Kaine poślubił Terri, z którą związał się tuż po rozwodzie. Kobieta traktowała Kyrona jak swoje własne dziecko. Miała również nastoletniego syna z poprzedniego małżeństwa, Jamesa. Rok później na świat przyszła Kiara, pierwsze wspólne dziecko Kainego i Terri. Niestety kobieta walczyła z depresją poporodową i ich małżeństwo zaczęło się rozpadać. Sytuacji nie poprawiały ciągłe kłótnie między Kainem i Jamesem. W lutym 2010 roku mężczyzna zadecydował, że nastoletni James powinien wyprowadzić się z domu i zamieszkać z dziadkami.

    O godzinie 8:15 4 czerwca 2010 roku Terri, Kiara i Kyron byli widziani na targach naukowych. Kobieta zrobiła chłopcu zdjęcie przy jego projekcie. Około 8:45 widziała jak idzie korytarzem do swojej klasy. Niestety nie ma żadnego świadka, który by to potwierdził.

    Terri i 1,5-roczna Kiara pojechały do sklepu oddalonego o 11 km od szkoły, gdzie zrobiły drobne zakupy, które potwierdza paragon z godziny 9:12. Następnie pojechały do innego sklepu. Kamery monitoringu zarejestrowały je w obu miejscach.

    Kobieta zeznała, że od 10:10 przez 1,5 godziny jeździła samochodem po wiejskich drogach, aby uśpić Kiarę. Następnie pojechała do klubu fitness, do którego weszła o 11:39 i zostawiła dziewczynkę w punkcie opieki dla dzieci. O 12:20 Terri i Kiara wyszły z klubu i dojechały do domu 20 minut później.

    Terri wrzuciła na Facebooka zdjęcie uśmiechniętego Kyrona stojącego przy swoim projekcie o 13:21. O 14:00 Kaine wrócił do domu, a później udali się na przystanek, z którego o 15:30 mieli odebrać Kyrona. Chłopiec nie było jednak w autobusie. Kierowca zadzwonił do sekretariatu szkoły, aby wyjaśnić sytuację.

    Sekretarka oznajmiła, że Kyron został oznaczony jako nieobecny o 10:00, gdy rozpoczęły się zajęcia. Kaine i Terri natychmiast pojechali do szkoły, a sekretariat już o 15:45 zgłosił zaginięcie chłopca na policji. Zazwyczaj szkoła powiadamiała rodziców o nieobecności dziecka, jednak w tym przypadku nauczycielka była przekonana, że Terri zabrała chłopca do lekarza.

    Terri rzeczywiście umówiła Kyrona do lekarza, ale termin wizyty mieli dopiero w następny piątek, 11 czerwca. Terri była zszokowana tym, że nauczycielka mogła ją źle zrozumieć. Nie wiadomo dlaczego Terri w ogóle wspominała o wizycie u lekarza, ponieważ 4 czerwca był ostatnim dniem szkoły przed wakacjami.

    O 16:33 w szkole i domu Hormanów pojawili się pierwsi policjanci. 65 detektywów i ochotnicy rozpoczęli przeszukiwanie szkoły i terenu w promieniu 3 km od niej. Poszukiwania trwały przez cały weekend i przyłączyło się do nich FBI i Gwardia Narodowa. Przesłuchano wszystkich pracowników i uczniów szkoły. Terri zamówiła i rozkleiła 1000 plakatów.

    13 czerwca policja oznajmiła, że poszukiwania zostały zakończone, a sprawa stała się śledztwem kryminalnym. W poszukiwaniach brało udział 1300 osób, co czyni je największymi w historii Oregonu. Ogłoszono również nagrodę za informacje w wysokości 25 000 dolarów, którą do końca lipca powiększono do 50 000 dolarów.

    Policję zaintrygowało dziwne zachowanie Terri. Gdy wszyscy byli zaangażowani w poszukiwania, ona wysyłała SMSy i maile do znajomych, w których twierdziła, że „widziała jak Kyron odprowadzany jest do klasy z opiekunem (mężczyzną), a na liście opiekunów nie było żadnych mężczyzn”. Do 25 czerwca była dwukrotnie poddana testom na wariografie i obu nie przeszła.

    Około 2-3 tygodni po zaginięciu na policję zgłosił się niejaki Sanchez, ogrodnik, którego zatrudniała Terri. Mężczyzna twierdził, że około pół roku przed zaginięciem, Terri spotkała się z nim w restauracji i zaoferowała 10 000 dolarów za zabójstwo swojego męża. Mieli również romans.

    26 czerwca policja zorganizowała zasadzkę, podczas której Sanchez przyszedł do Terri i zażądał pieniędzy za milczenie. Kobieta przestraszyła się i zadzwoniła na policję. Zlecenie zabójstwa było bardzo wątpliwe, ponieważ Terri nie mówiła płynnie po hiszpańsku, a Sanchez potrzebował tłumacza nawet do złożenia zeznań na policji. Dodatkowo, jeżeli mieli romans, dlaczego zaprosiła go do restauracji, aby zaproponować mu zabójstwo męża?

    Policja uwierzyła jednak w zeznania ogrodnika i poinformowała o wszystkim Kainego. Mężczyzna jeszcze tego samego dnia wyprowadził się z Kiarą z domu, a dwa dni później przesłał Terri papiery rozwodowe. Kaine wierzył, że Terri była zamieszana w zaginięcie jego syna, a w dodatku planowała go zabić.

    Tymczasem policja skupiła się na bliskiej przyjaciółce Terri, DeDe Spicher. Śledczy przeszukali jej dom i przesłuchali ją. Kobieta zeznała, że 4 czerwca cały dzień pracowała w ogrodzie jednego z klientów. Właściciel ogrodu twierdził jednak, że DeDe wyszła nagle około godziny 11:30 i wróciła o 13:00. W tym czasie próbował się do niej dodzwonić, ale nie odbierała. Pojawiło się również dwóch świadków, którzy twierdzili, że widzieli Terri w samochodzie z jakimś innym dorosłym. Nie udało się jednak ustalić, czy była to DeDe.

    W czerwcu 2012 roku Desiree wniosła pozew cywilny, aby udowodnić, że to Terri porwała jej syna. Zażądała 10 milionów dolarów odszkodowania. Rok później Desiree uznała jednak, że może to zaszkodzić śledztwu w sprawie zaginięcia i sprawa została umorzona.

    W lipcu 2016 roku Terri została aresztowana za kradzież broni współlokatora, a kilka miesięcy później za prowadzenie skradzionego auta. Pojawiły się również plotki, że była zamieszana w spisek o zabójstwo z 1990 roku, jednak nie została o nic oskarżona. Nigdy nie była również oficjalnie podejrzana w sprawie zaginięcia Kyrona.

    W czerwcu 2019 roku, w 9 rocznicę zaginięcia chłopca, Desiree ogłosiła, że za kilka miesięcy wyda książkę o poszukiwaniach syna, a wszelkie zyski zostaną przekazane fundacji poświęconej zaginionym dzieciom. Planuje również stworzenie strony internetowej z aktualizacjami w sprawie. Kobieta bardzo dba o to, aby historia jej syna co jakiś czas pojawiała się w mediach i nie została zapomniana. Uważa, że to Terri jest odpowiedzialna za zaginięcie chłopca. Sprawa wciąż jest otwarta i aktywna.

    Źródła: talkmurderwithme.com, kdrv.com, kiro7.com, buzzspourt.com, truecrimesociety.com, yourtango.com

    #historieriley
    pokaż całość

    źródło: a57.foxnews.com

    •  

      @miki4ever no i właśnie ten festyn pod kościołem to jest parish fair I są konkursy i karuzele. Zresztą w USA są też imprezy zwane renaissance fair czy medieval fair. Te dwa to co prawda byśmy przetłumaczyli jako jarmark i w Polsce są imprezy typu Jarmark fizyczny więc od biedy jarmark naukowy by jeszcze mogło być. Tak czy inaczej na pewno nie targi.

    •  

      @skrobaczka:

      niezle sie dajesz dziecku ze w srodku nocy jezdzisz samochodem byleby zasnelo:)

      Oj, dziewczyno. Widać, że nie masz dzieci. Przy naszej córce spaliliśmy cztery suszarki do włosów, kiedy miała kolki zasypiała tylko przy ich dźwięku, chodziły po 3, 4 godziny.

      a jak rodzic nie ma samochodu to jezdzi nocna komunikacja miejska czy dziecko umiera z braku snu?:))

      Nie wszystkie dzieci są takie same.

      A powiedz mi, wszyscy, którzy nie mają dzieci, mają taki problem z wyobrażnią?
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (31)

  •  

    Sprawa Abigail Williams i Liberty German - historię można przeczytać tutaj
    (Radzę pominąć wstęp, bo spoiler)

    #historieriley

    źródło: thesun.co.uk

    +: Kion, m.....a +183 innych
  •  

    Chichocząca babcia -seryjna zabójczyni mężów
    (Historia opublikowana na o2 12.09.2019)

    Nannie Doss urodziła się jako Nancy Hazle 4 listopada 1905 roku w Blue Mountain w Alabamie. Była jednym z piątki dzieci, a jej rodzina zajmowała się gospodarstwem rolnym. Ojciec dziewczynki rządził żelazną ręką, budził strach u swojej żony i dzieci. Wykształcenie nie było według niego czymś niezbędnym, więc dzieci często nie chodziły do szkoły, ponieważ musiały pomagać na gospodarstwie. Ostatecznie Nannie udało się skończyć jedynie sześć klas.

    W wieku 7 lat dziewczynka uległa wypadkowi. Pociąg, którym jechała, gwałtownie zahamował i Nannie uderzyła głową w metalowy pręt w siedzeniu przed nią. Przez wiele następnych lat cierpiała na bóle głowy oraz omdlenia. Zmagała się również z depresją.

    Ojciec Nannie nie pozwalał swoim nastoletnim córkom malować się i atrakcyjnie ubierać, ponieważ obawiał się molestowania. Nie mogły również wychodzić na tańce oraz brać udziału w innych wydarzeniach towarzyskich. Nannie uciekała w świat fantazji i wielkich miłości opisanych na kartkach romansów w miękkich okładkach, należących do jej matki.

    W wieku 16 lat dziewczyna pracowała w fabryce bielizny, gdzie poznała Charley'a Braggsa. 5 miesięcy później byli już małżeństwem i zamieszkali z jego matką. Nannie miała nadzieję, że uwolniła się od ojca tyrana, jednak jej sytuacja nie polepszyła się. Matka Charley'a wciąż ją kontrolowała i manipulowała nią. Mąż okazał się alkoholikiem, który notorycznie ją zdradzał. Nannie nie pozostawała mu dłużna i wieczorami piła w barach, gdzie nawiązywała romanse. Para doczekała się jednak czterech córek w przeciągu czterech lat.

    W 1927 roku, wkrótce po narodzinach najmłodszego dziecka, dwie środkowe dziewczynki niespodziewanie zmarły. Przyczyną zgonu miało być zatrucie pokarmowe. Charley podejrzewał, że to Nannie je zabiła, więc wyprowadził się wraz z najstarszą córką, Melviną. Z niewiadomych przyczyn zostawił w domu swoją matkę i nowo narodzone dziecko. Matka mężczyzny zmarła niedługo później.

    Rok później Charley wrócił do domu z nową dziewczyną i rozwiódł się z Nannie. Kobieta wyprowadziła się z córkami i rozpoczęła pracę w Anniston. Wolne chwile spędzała pochłaniając kolejne książki o romantycznej miłości i śledząc ogłoszenia w „kąciku samotnych serc”. Tak poznała 23-letniego Roberta Harrelsona, robotnika z Jacksonville. Para pobrała się w 1929 roku.

    Kilka miesięcy po ślubie Nannie zdała sobie sprawę, że Robert jest skazanym za napad alkoholikiem, który często brał udział w bójkach. Policja odwiedzała ich nawet kilka razy w tygodniu. Mimo wszystko małżeństwo trwało przez 16 lat.

    Córki Nannie dorastały, Melvina wyszła za mąż i w 1943 roku urodziła swojego pierwszego syna, Roberta. Dwa lata później na świat przyszła córeczka, która niedługo później zmarła z niewyjaśnionych przyczyn. Odurzonej i zmęczonej po pracy z eterem Melvinie wydawało się, że Nannie wbija w główkę dziecka szpilkę. Gdy oprzytomniała okazało się, że dziewczynka nie żyje. Lekarze nie potwierdzili jednak takiej przyczyny śmierci.

    Melvina i jej mąż nie poradzili sobie ze śmiercią córki i rozstali się. Kobieta zaczęła spotykać się z mężczyzną, który nie podobał się Nannie. 7 lipca 1945 roku Melvina zostawiła syna pod opieką Nannie, co miało miejsce zaraz po ich kłótni o nowego chłopaka kobiety. Tego samego dnia Robert zmarł na skutek „uduszenia z nieznanych przyczyn”. Przed śmiercią Nannie zdążyła go ubezpieczyć i dwa miesiące później odebrała 500 dolarów odszkodowania z jego polisy.

    W 1945 roku Japonia w końcu się poddała. Całe Stany świętowały, w tym mąż Nannie, Robert. Mężczyzna upił się w barze, a po powrocie do domu zmusił żonę do seksu. Kolejnego dnia Nannie znalazła na polu kukurydzy zakopany słoik z bimbrem, do którego dosypała trutkę dla szczurów. Robert zmarł w okrutnych męczarniach jeszcze tego samego dnia. Lekarze uznali, że jego ciało nie wytrzymało po latach picia. Pieniądze z jego ubezpieczenia starczyły na zakup domu.

    Trzeciego męża Nannie również znalazła dzięki ogłoszeniom towarzyskim w gazecie. Był nim Arlie Lanning z Lexington, którego poślubiła zaledwie trzy dni po pierwszym spotkaniu. On również okazał się kobieciarzem i alkoholikiem. Przez dwa i pół roku Nannie co jakiś czas znikała, nawet na kilka miesięcy. Po powrotach wydawała się jednak wspaniałą gospodynią domową wpatrzoną w męża. W 1950 roku Arlie zmarł na „atak serca spowodowany grypą”.

    Dom, w którym mieszkała Nannie przeszedł prawnie w ręce siostry Arliego, Ethel. Niedługo później budynek spłonął i Nannie przeprowadziła się do Ethel i jej matki, starsza kobieta zmarła niedługo później. Następnie Nannie przeprowadziła się do swojej siostry, która już wtedy była przykuta do łóżka i po krótkim czasie również umarła.

    Nannie wstąpiła do stowarzyszenia Diamond Circle Club, który zrzeszał singli. Tam poznała swojego czwartego męża, Richarda L. Mortona. Tym razem mąż nie był alkoholikiem, ale notorycznie ją zdradzał. Kobieta zdawała się jednak tego nie zauważać, ponieważ była zajęta opieką nad swoją matką, która dochodziła do siebie po ciężkim złamaniu biodra. W końcu jednak Nannie dowiedziała się o romansach męża. Najpierw „nagle” zmarła jej matka, a trzy miesiące później mąż.

    W 1953 roku poślubiła Samuela Doss. Ten mąż był zupełnie inny niż pozostali. Samuel był pastorem, który stracił żonę i 9 dzieci w wyniku tornada, nie pił i nie zdradzał. Był jednak skrajnie oszczędny i nudny. Para codziennie musiała kłaść się spać o 21.30, a Nannie mogła oglądać programy i czytać artykuły jedynie na tematy edukacyjne.

    We wrześniu Samuel trafił do szpitala z objawami grypopodobnymi, lekarze zdiagnozowali u niego ciężkie zatrucie pokarmowe. 5 października wypisano go do domu jako zdrowego i jeszcze tego samego dnia zmarł. Zaalarmowało to jego lekarza, który zlecił autopsję. Badanie wykazało ogromne stężenie arszeniku w ciele. Okazało się, że Nannie wykupiła dla niego aż dwie polisy ubezpieczeniowe.

    W listopadzie 1953 roku Nannie została aresztowana. Spokojnie utrzymywała, że nikogo nie otruła, a do przyznania się nie zmusiła ją żadna z czterech przesłuchujących ekip. Kobieta przez 90 dni była pod obserwacją w szpitalu psychiatrycznym, gdzie uznano ją za zdrową na umyśle.

    W końcu jednak przyznała się do zabójstw kolejnych mężów i w maju 1955 roku ruszył jej proces. Motywem nie miały być pieniądze z ubezpieczenia, ale pragnienie prawdziwej miłości jak z romansu. Chciała pozbyć się związków i sytuacji, w których nie miała ochoty już uczestniczyć. Podczas procesu cały czas chichotała i naśmiewała się ze swoich ofiar oraz metody „rozwodu” z nimi. Media okrzyknęły ją „chichoczącą babcią”, „wesołą wdówką” oraz „chichoczącą Nannie”.

    Dokonano ekshumacji ciał niektórych z ofiar i w szczątkach odkryto ślady arszeniku. Policja podejrzewała ją nawet o 12 zabójstw, jednak stan Oklahoma postanowił skupić się jedynie na ukazaniu Nannie za otrucie Samuela. Została skazana na dożywotnie pozbawienie wolności, ponieważ w tamtym czasie nie wykonywano kary śmierci na kobietach. Zmarła w 1965 roku na białaczkę.

    Źródła: kryminalistyka.fr.pl, magazyndetektyw.pl, criminalmind.pl, archiwumzbrodni.pl, allthatinteresting.com, thoughtco.com, thefamouspeople.com

    #historieriley
    pokaż całość

    źródło: kryminalistyka.fr.pl

  •  

    Sprawa Kyrona Hormana - historię można przeczytać tutaj

    #historieriley

    źródło: katu.com

  •  

    Siemanko kryminalne świry!
    Założyłam kanał na youtube. Chciałabym publikować na nim historie, które już pojawiły się tutaj w przeszłości, ale szczególnie zapadły mi w pamięć. Oczywiście całkowicie zredagowane, odświeżone i uzupełnione ;)
    W założeniu chciałabym wrzucać sprawy, którymi nikt się jeszcze nie zajął na polskim youtube, ale jeżeli jakaś historia szczególnie chwyciła mnie za serce, nie będę się tym przejmować.
    Jeżeli ktoś byłby zainteresowany taką formą kryminalnych historii, zapraszam do oglądania :)

    pokaż spoiler 21:37 (╭☞σ ͜ʖσ)╭☞


    #historieriley
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Zabójstwo Krzysztofa Mrugały
    (Historia opublikowana na o2 05.09.2019)

    Krzysztof Mrugała był właścicielem kantoru w Busku Zdroju. Jesienią 2004 roku około 18.00 został brutalnie pobity i zastrzelony przed drzwiami własnego garażu. Wracał właśnie z pracy i miał przy sobie pół miliona złotych w walucie i złocie, które zostało skradzione. Przebywająca wtedy w domu partnerka Krzysztofa nie słyszała, gdy wjeżdżał na podjazd ani gdy oddano strzał.

    Po pewnym czasie kobieta zaczęła się coraz bardziej niepokoić i zawiadomiła policję o zaginięciu. Następnego dnia koło drzwi garażowych znalazła dwie łuski, okulary i pilot do bramy wjazdowej. Samochód Krzysztofa stał zaparkowany w garażu, a jego skatowane ciało leżało kilkadziesiąt metrów dalej. Zostało przeciągnięte poza posesję przez dziurę w ogrodzeniu.

    Śledztwo policji nie przyniosło żadnych rezultatów i sprawa została umorzona po kilku miesiącach. W marcu 2006 roku aresztowano jednak byłą żonę Krzysztofa, Dorotę. Kobieta wraz z dwoma córkami (Bożeną i Anetą) wyprowadziła się od męża dwa lata przed jego śmiercią. Powodem była przemoc w rodzinie. Krzysztof potrafił skopać żonę pod ladą kantoru, ponieważ nagle spadł kurs waluty. Później wywoził ją do lasu, gdzie dalej bił. Jednak w 2004 roku ich stosunki były już poprawne. Krzysztof był szczęśliwy z nową partnerką, a Dorota była zadowolona, że dał jej spokój.

    Dwa miesiące po zabójstwie Krzysztofa, za napad na listonoszkę został aresztowany syn przyjaciółki Doroty, Norbert S. Mężczyzna przebywał w celi z Krzysztofem Ł. o pseudonimie „Łyli”. Podczas jednej z rozmów z Łylim Norbert miał przyznać się do tego, że wraz z Rafałem O. i „Czarnym” zamordowali Krzysztofa Mrugałę. Zabójstwo zlecić miała Dorota.

    Oskarżenia Łyliego wystarczyły, aby aresztować Dorotę. Zarówno kobieta, jak i Norbert S. i Rafał O. (który odsiadywał akurat wyrok) nigdy nie przyznali się do winy. Nie udało się również zidentyfikować tożsamość tajemniczego „Czarnego”. Norbert stwierdził, że powiedział Łyliemu, że jego wujek, właściciel kantoru, został zastrzelony. Nigdy natomiast nie powiedział, że on to zrobił.

    Po aresztowaniu Doroty tabloidy od razu wydały wyrok. Córki kobiety, Aneta i Bożena, były wytykane palcami i nazywane dziećmi zabójczyni. Przez wiele miesięcy nie wychodziły z domu. W kolejnych latach zmagały się z ciężką depresją. Aneta zachorowała na bulimię, a promotor na studiach wprost powiedział jej, że może pożegnać się z marzeniami o karierze w dyplomacji. Z takim życiorysem nie miała na nią szans.

    Siedem miesięcy po aresztowaniu Dorota zmarła na atak serca. Kobieta nie miała już siły walczyć, sytuacja ją przerosła. W 2007 roku została pośmiertnie oczyszczona z zarzutów. Wtedy też zmieniono akt oskarżenia Norberta S. i Rafała O. Nie byli już oskarżeni o zabójstwo na zlecenie, ale zabójstwo na tle rabunkowym.

    Nie było żadnych twardych dowodów na to, że mężczyźni w ogóle byli wtedy na miejscu zdarzenia. Znaleziono różne ślady, ale nie można ich było dopasować do Norberta i Rafała. Oczywiście mogły one zostać pozostawione przez „Czarnego”. Właściwie jedynym dowodem w sprawie były zeznania Łyliego.

    Łyli był wielokrotnie karanym byłym członkiem brutalnego gangu działającego w latach 90. Dzięki jego zeznaniom udało się rozbić grupę przestępczą. W późniejszych latach wielokrotnie zeznawał na niekorzyść różnych mężczyzn, z którymi siedział w celi i którzy rzekomo przyznali mu się do winy. Aby potwierdzić swoje słowa musiałby podać jakieś szczegóły, które mógłby znać tylko zabójca. Tymczasem Łyli mówił o rzeczach, które już od dawna można było przeczytać w gazetach. Co więcej, niektóre z podawanych szczegółów nie pokrywały się z rzeczywistością. Powtórzył nawet plotkę, że ciało Krzysztofa znalazły bawiące się dzieci.

    Nie było żadnych twardych dowodów, ale wymiar sprawiedliwości stanął pod ścianą. Jeżeli zeznania Łyliego nie były prawdziwe, co z innymi, zakończonymi już sprawami, w których zostały uznane za wiarygodne?Norbert S. i Rafał O. zostali skazani za morderstwo Krzysztofa Mrugały. Norbert kończy właśnie odsiadywać swój 15-letni wyrok.

    W czasie zabójstwa Krzysztofa działała grupa Tadeusza Grzesika, plantatora truskawek spod Kielc, która specjalizowała się w napadach na właścicieli kantorów. W 2007 roku Grzesik został skazany za 18 morderstw, ale podejrzewa się jego udział w 40. Nie przyznał się do żadnego z nich.

    Być może to gang Grzesika zamordował Krzysztofa Mrugałę. Niektóre z napadów były uderzająco podobne do napadu na Krzysztofa. Użyto w nich broni z tłumikiem własnej roboty, w której używana była amunicja jakiej użyto w Busku Zdroju. Z drugiej jednak strony Mrugała przed zastrzeleniem został brutalnie pobity, a Grzesik był mordercą, który od razu zabijał. Nie wiadomo czy za śmierć Krzysztofa Mrugały odpowiada grupa Grzesika.

    Co ciekawe, jedyna sprawa zabójstwa, w której Grzesik pozostawił twarde dowody swojej winy, była sprawą zabójstwa dwóch Ukraińców i żony jednego z nich w 1991 roku. Kobieta została brutalnie zgwałcona, a z miejsca zbrodni pobrano materiał genetyczny obciążający Grzesika. Niestety wtedy nikt o tym nie wiedział. Prokuratura była skłonna wykonać badania DNA, gdyby przedstawiono im podejrzanych, czego nie zrobiła policja. Jeden z policjantów napisał notatkę, w której wytypował Grzesika jako sprawcę, lecz niestety ta notatka nigdy nie została przekazana prokuraturze.

    Źródła: tvn24.pl, wiadomosci.net.pl, uwaga.tvn.pl, newsweek.pl, tvn24.pl

    #historieriley
    pokaż całość

    źródło: bi.im-g.pl

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika riley24

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (4)