Hej riley24, może napiszesz coś o sobie i uzupełnisz dane w profilu?

  •  

    Sprawa Jakuba Kazały
    Historia opublikowana na o2 14.03.2019

    20-letni Jakub Kazała mieszkał we wsi Świdrygały i studiował zaocznie budownictwo na Politechnice Warszawskiej. Na co dzień pomagał ojcu w rodzinnej firmie zajmującej się montażem urządzeń chłodniczych. Miał trójkę rodzeństwa, mnóstwo przyjaciół, a od pół roku dziewczynę, Aleksandrę. Wydawali się być dobraną parą. Wieczorem 26 grudnia 2014 roku wybrali się do znajomej pary mieszkającej w Białej Rawskiej (województwo łódzkie), później mieli wrócić do oddalonego o około 30 km domu dziewczyny i spędzić tam noc.

    Podczas imprezy Aleksandra zachowywała się dziwnie. Mimo, że na piętrze, gdzie przebywali była toaleta, dziewczyna co chwilę zbiegała do tej usytuowanej niżej. Kuba i Ola wyszli razem między północą a pierwszą w nocy. Na nagraniu z monitoringu widać, że najprawdopodobniej o coś się pokłócili, a na taśmie z innej kamery widać już tylko idącą samotnie dziewczynę.

    Kuba nie znał tej okolicy. Mimo 10-stopniowego mrozu miał na sobie jedynie koszulę i kurtkę wiatrówkę. Aleksandra zadzwoniła z telefonu Kuby po taksówkę, jednak nie oddała mu go po kłótni. Jeszcze tej samej nocy mężczyznę zaczęli szukać przyjaciele. 26 grudnia cały dzień padał śnieg, przestał około 22.00. Koledzy sprawdzili czy z jakichś względów Jakub nie udał się ścieżką na pobliski bagnisty teren, jednak nie było żadnych śladów na śniegu.

    27 grudnia około 11.00 do domu rodziców Kuby przyjechał jego przyjaciel i zapytał czy chłopak nie wrócił do domu. Niestety tak się nie stało. Godzinę później zaginięcie zostało zgłoszone na policji, jednak funkcjonariusze zdawali się bagatelizować sprawę. Stwierdzili, że Kuba na pewno zaszalał na jakiejś imprezie i niedługo się znajdzie.

    Tymczasem rodzina i przyjaciele robili co w ich mocy, aby go odnaleźć. Jedyną bliską osobą, która nie wydawała się zaangażowana w poszukiwania była Aleksandra. Już 28 grudnia spędziła noc ze swoim byłym chłopakiem Sebastianem. Po zalogowaniu się na facebookowy profil Kuby okazało się również, że Jakub i Ola wcale nie byli tak zgraną parą, jak mogłoby się wydawać. Dziewczyna kilkukrotnie z nim zrywała, była apodyktyczna, a nawet zdradziła go z Sebastianem.

    Później sprawdzono oczywiście alibi Sebastiana na noc 26/27 grudnia. Zeznał, że cały dzień i noc siedział w domu. Później wyznał, że wieczorem był w sklepie monopolowym. Ktoś widział go jednak, gdy jeździł tego dnia z kolegą po mieście. Sebastian wielokrotnie miał grozić Kubie. Według lokalnej społeczności handlował narkotykami i miał jakieś układy z policją.

    W końcu jednak ruszyły regularne poszukiwania Kuby. 150 policjantów, helikopter, straż pożarna, psy tropiące i ochotnicy przeszukiwali podmokły teren w Białej Rawskiej. 14 stycznia znaleziono w tym miejscu kluczyki od samochodu Kuby, a nieco dalej jeden z butów, które miał na nogach feralnej nocy.

    Dopiero kilka dni później, 20 stycznia 2015 roku, znaleziono ciało Kuby, które leżało około 100 metrów od miejsca znalezienia kluczyków. Jak to możliwe, że tak wiele osób przegapiło je wcześniej? Przecież niektóre z nich przechodziły dokładnie przez to miejsce. Jedynym logicznym wytłumaczeniem jest to, że ktoś je tam podrzucił. Zwłaszcza, że wskazują na to wszystkie ślady.

    Na miejsce gdzie znaleziono ciało można dojść z różnych stron. Jedną z nich jest zwykła ścieżka, na której nie było jednak żadnych śladów na śniegu w noc zaginięcia. Kuba musiałby przyjść z drugiej strony, na co wskazują również odnalezione kluczyki i jeden z butów. Problem tylko w tym, że musiałby przejść w ciemności i mrozie przez dwa strumienie i bagnistą sadzawkę w tylko jednym bucie. Jeden z przyjaciół Kuby próbował tego dokonać w dzień i gdyby nie pomoc innych, najprawdopodobniej by mu się to nie udało. Co więcej obie stopy Jakuba były w identycznym stanie, a przecież jedna powinna być pokaleczona po przebyciu tak trudnej trasy w jednym bucie. Znalezione obuwie również nie wyglądało jakby zostało zgubione podczas przedzierania się przez podmokły teren. But leżał na bagnie, nie w nim.

    Jak twierdzi ojciec Kuby, ciało jego syna nie wyglądało jakby leżało w tym miejscu przez ponad trzy tygodnie. Amplituda temperatur w tym czasie wynosiła aż 25 stopni i był przekonany, że rozkład będzie o wiele poważniejszy. Co więcej, ciało nie było w pozycji w jakiej można by się było spodziewać zobaczyć ofiarę zamarznięcia. Wyglądało za to tak, jakby ktoś je przenosił, o czym mogły świadczyć np. opuszczone, ale wciąż zapięte spodnie.

    23 stycznia miała miejsce sekcja zwłok, która wykazała obrzęk oraz przekrwienie mózgu i płuc oraz przekrwienie narządów wewnętrznych. W dokumentacji napisano, iż nie można w sposób pewny określić przyczyny zgonu, być może była to hipotermia. Mimo wszystkich dowodów wskazujących na to, że Kuba nie mógł po prostu zamarznąć w miejscu, gdzie znaleziono jego ciało, policja w pełni zgodziła się z tym, że chłopak zmarł na skutek hipotermii. To dało początek trwającej latami walki rodziców Kuby o prawdę.

    Niejasności pojawiają się już przy poszukiwaniu bagiennego terenu w Białej Rawskiej. Nad mokradłami latał helikopter, który miał sprawdzić czy nigdzie nie ma ciała. Po wszystkim funkcjonariusze stanowczo stwierdzili, że zwłok nie ma na tym terenie. Później rodzice poprosili, aby pokazano im nagrania lub zdjęcia zrobione z helikoptera. Okazało się, że na pokładzie nie było żadnej kamery czy aparatu. Jednak kilka dni później jeden z mężczyzn wrzucił takie zdjęcia, zrobione swoim telefonem, na swój profil na facebooku.

    W trakcie poszukiwań matka Kuby pokazała przewodniczce psa tropiącego dokładnie to samo miejsce, w którym później znaleziono jej syna, i poprosiła, aby sprawdziła czy nie ma tam żadnych śladów. Kobieta odpowiedziała, że pies tylko trochę odpocznie i zaraz tam podejdą. Później wyparła się, aby taka rozmowa miała kiedykolwiek miejsce.

    Rodzice dowiedzieli się również, że obrażenia ciała, jakie miał ich syn, mogą wskazywać na uduszenie. Oczywiście podzielili się tym spostrzeżeniem z policją, jednak usłyszeli, że Kuba nie miał widocznych obrażeń, które mogłyby to sugerować. Jak widać nie wzięli pod uwagę, że mógł zostać uduszony za pomocą czegoś miękkiego, jak poduszka czy chociażby foliowa torebka.

    Podczas sekcji pobrano materiał spod paznokci Kuby, który nie został jednak przebadany. Badanie zostało wykonane dopiero na wniosek rodziców, kilka miesięcy później. Okazało się, że to DNA osoby innej niż Jakub. Mogło znaleźć się tam np. na skutek walki czy samoobrony. Niestety materiału było zbyt mało, aby określić do kogo należy. Nie można było również przebadać znalezionych kluczyków od samochodu, ponieważ jedna z policjantek podniosła je bez rękawiczek, czym zniszczyła wszystkie potencjalne ślady.

    To rodzice zadbali o to, aby zabezpieczono nagrania z kamer, które jako ostatnie zarejestrowały Kubę żywego. To również rodzice postarali się o bilingi telefoniczne. Okazało się, że Aleksandra dzwoniła po taksówkę 48 minut po północy, a połączenie trwało 10 sekund. Paragon wskazuje, że kurs trwał od 24:45 do 24:51, więc Ola dzwoniła do taksówkarza, z którym właśnie jechała. Rodzice dotarli również do bilingów potwierdzających, że Sebastian kilkakrotnie prowadził rozmowy telefoniczne z jednym z policjantów (z innego numeru niż oficjalnie podał na przesłuchaniu).

    Ewidentnie wygląda na to, że Kuba nie zamarzł tamtej nocy na mokradłach w Białej Rawskiej. Policja zignorowała jednak wszelkie dowody, o które i tak w większości postarali się rodzice chłopaka. Małżeństwo musiało upominać się i pisać wnioski o wszelkie czynności, które powinny zostać przeprowadzone rutynowo. Poświęcili swój własny czas i mnóstwo środków finansowych, aby funkcjonariusze po prostu wykonali swoją pracę. A przecież w tym czasie powinni w spokoju przeżywać żałobę i być pewnymi, że osoby zamieszane w śmierć ich syna zostaną ukarane. Niestety wszelkie ich wysiłki w dążeniu do prawdy na nic się zdały, ponieważ sprawa została umorzona 30 czerwca 2017 roku.

    Źródła: gazetasledcza.pl, newsbook.pl, vod.tvp.pl, vod.tvp.pl, ipla.tv, tvp.info

    #historieriley
    pokaż całość

    •  

      @korporacion: tylko no wlasnie... jakbys zobaczyl to miejsce, obszar przeszukiwan (material Interwencji) to sam bys przyznal, ze to jakos tak nie do konca sie trzyma razem. Cialo zostalo odnalezione 6-9m od miejsca w ktorym matka mowi policjantce z psem by jeszcze przeszla sie w tamtym kierunku. Ojciec mowil, ze to miejsce dzien po zaginieciu bylo zadeptane sladami, ze sam tamtedy przechodzil, ze to zwyczajnie nie mozliwe by nikt go nie zauwazyl bo to miejsce bylo "w czerwonej strefie", paredziesiat metrow wczesniej znalezli buta i kluczyki wiec szukali najmniejszych sladow, a nie dostrzegli 190cm chlopaka? Zwlaszcza, ze lezal na odkrytej ziemi, nie w krzakach. pokaż całość

    •  

      Nie wiem czemu o tym nie słyszałem skoro studiuje w tym samym miejscu ( ಠ_ಠ)

    • więcej komentarzy (68)

  •  

    Porwanie Alicii Kozakiewicz - historia do przeczytania tutaj

    #historieriley

  •  

    Theresa Knorr – zabójczyni swoich dzieci
    Historia opublikowana na o2 07.03.2019

    Theresa Knorr urodziła się 12.03.1946 roku w Sacramento w Kalifornii. Miała trójkę rodzeństwa, jej ojciec pracował w lokalnej mleczarni, a matka w tartaku. Na początku lat 50. XX wieku przenieśli się do większego domu. Wydawali się być przykładną rodziną.

    Sielanka skończyła się jednak pod koniec lat 50., gdy u ojca zdiagnozowano chorobę Parkinsona, która uniemożliwiła mu pracę. Mężczyzna załamał się i pogrążył w depresji, wyładowywał swój gniew na dzieciach. Utrzymanie spoczęło na barkach matki, jednak ta zmarła w 1961 roku. Był do wielki cios dla Theresy, która była z nią bardzo związana. Dodatkowo rodzina straciła jedynego żywiciela i wkrótce musiała sprzedać dom.

    W 1962 roku zaledwie 16-letnia Theresa wyszła za mąż za o 5 lat starszego Clifforda Clyde Sendersa. Wkrótce rzuciła szkołę i już rok później urodziła pierwsze dziecko, syna Howarda. Kobieta była bardzo apodyktyczna w stosunku do męża i trzymała go na bardzo krótkiej smyczy.

    5 lipca 1964 między małżeństwem doszło do kolejnej kłótni. Clifford próbował wyjść z domu i w tym momencie Theresa strzeliła mu w plecy. Mężczyzna zmarł. Kobieta została postawiona w stan oskarżenia, jednak zabójstwo zostało uznane za samoobronę i uniewinniono ją. Była już wtedy w kolejnej ciąży i w 1965 roku przyszło na świat jej drugie dziecko, Sheila.

    Niedługo po śmierci męża Theresa rozpoczęła romans z pewnym niepełnosprawnym weteranem. Mężczyzna jednak szybko ją rzucił, ponieważ nadużywała alkoholu, urządzała dzikie awantury i zdradzała go. W 1966 roku wyszła za mąż za jego przyjaciela, Roberta Knorra. Była już wtedy w siódmym miesiącu ciąży i niedługo po ślubie urodziła swoje trzecie dziecko, córkę Suesan. W 1967 roku urodził się William, a rok później Robert. Theresa oskarżała męża o zdrady i ostatecznie w czerwcu 1970 roku para rozwiodła się. Dwa miesiące później na świat przyszło ostatnie, szóste dziecko kobiety, córka Theresa nazywana Terry.

    Theresa Knorr wyszła za mąż jeszcze dwukrotnie, w 1971 roku (rozwód w 1972) i 1976 (rozwód również w 1976). Wspomnienia czterech nieudanych małżeństw topiła w jeszcze większej niż dotychczas ilości alkoholu. Stawała się coraz brutalniejsza i bardziej porywcza wobec dzieci. Najmłodsza córka wspomina, że była jak „Dr Jekyll i pan Hyde". W jednej chwili była kochającą matką, aby w następnej sekundzie stać się potworem. Przestała widywać się z ludźmi, nie wychodziła z domu i nie przyjmowała żadnych gości. Pod koniec lat 70. pozbyła się nawet telefonu, aby utrudnić dzieciom kontakt ze światem zewnętrznym.

    Wraz z upływem czasu traktowała je zresztą coraz gorzej. Oprócz „zwykłego” bicia, przypalała je także papierosami, rzucała w nie nożami, trzymała pistolet przy ich głowach i karmiła na siłę. Zmuszała je nawet do przytrzymywania się nawzajem podczas tortur. Znacznie lepiej traktowała synów niż córki. Kobieta stawała się coraz starsza i brzydsza. Była przekonana, że urodę zabierają jej dorastające i rozwijające się córki.

    Zdecydowanie najgorzej traktowała Suesan. Kobieta nie tylko biła córkę, ale również zmuszała do tego pozostałe dzieci, które na dodatek musiały ją molestować. Zrozpaczona Suesan uciekła z domu, jednak policja nie uwierzyła w jej zeznania i wkrótce przywieźli ją z powrotem do domu. Theresa wypisała ją ze szkoły, co niedługo później zrobiła także z pozostałymi dziećmi.

    W 1982 roku paranoja kobiety wzrosła do tego stopnia, że uznała, iż Suesan jest wiedźmą i rzuca na nią klątwę, aby tyła. Theresa postrzeliła ją w plecy, jednak nastolatka przeżyła. Została umieszczona w wannie i pozostawiona pod opieką sióstr. O żadnej opiece medycznej nie było mowy. Rana została zabandażowana, a kula pozostawiona w ciele dziewczyny. Dwa lata później Theresa dźgnęła córkę nożyczkami, ale ponownie dziewczyna szczęśliwie nie straciła życia.

    Wielokrotnie prosiła matkę, aby pozwoliła jej odejść i zamieszkać na Alasce. O dziwo Theresa w końcu zgodziła się, ale warunek był jeden. Najpierw muszą wyjąć z ciała Suesan kulę, aby usunąć wszelkie dowody winy. Kobieta zmusiła do tego jednego z synów, Roberta. 16-latek wydłubał kulę kuchennym nożem, jednak po kilku dniach w ranę wdała się infekcja. Dziewczyna zwijała się z bólu, a jej oczy nabrały żółtego koloru. Zapadła w śpiączkę.

    16 lipca 1984 roku Theresa związała Suesan i zatkała jej usta. Zmusiła dwóch synów, Roberta i Williama, do włożenia dziewczyny i jej rzeczy do bagażnika auta. Następnie wywieźli ją nad brzeg strumienia, gdzie została porzucona, oblana benzyną i podpalona.

    To wydarzenie nie wstrząsnęło jednak zbytnio Theresą i już niedługo później jej głównym obiektem nienawiści została druga córka, Sheila. Kobieta była bezrobotna i utrzymywała się z zasiłku, więc zmusiła córkę do prostytuowania się. Dziewczyna nie miała odwagi, aby sprzeciwić się matce i spełniała jej żądania. Po pewnym czasie nawet dobrze na tym zarabiała.

    Jednak już w połowie 1985 roku Theresa oskarżyła Sheilę o ciążę i zarażenie jej chorobą weneryczną przez korzystanie z tej samej toalety. Kobieta za karę ciężko pobiła córkę, związała ją i zamknęła w dusznej szafie bez jedzenia i picia. Najmłodsza córka, Terry, próbowała pomóc siostrze, jednak bezskutecznie. Sheila powiedziała jej wtedy, że matka zabiła Suesan, teraz pewnie zrobi to samo z nią, a Terry będzie następna. Trzy dni później, 3 czerwca, z szafy wydobyło się głośne uderzenie i nastała cisza. Theresa zdecydowała się do niej zajrzeć dopiero po kolejnych trzech dniach, gdy w domu unosił się już intensywny zapach rozkładających się zwłok.

    Ciało Sheili zostało włożone do starego kartonu i porzucone na polu. Zostało odkryte już po kilku godzinach, jednak policji nie udało się ustalić kim była zmarła dziewczyna, ani co było przyczyną śmierci. Sheila została Jane Doe #6607-85.

    Theresa nie mogła pozbyć się z domu zapachu zwłok. Bała się, że ktoś może powiązać ją z morderstwem. Spakowała wszystkie rzeczy i kazała jedynej wciąż żywej córce, Terry, podpalić dom. Ogień szybko został zauważony przez sąsiadów i została wezwana straż pożarna.

    Do 1991 roku wszystkie dzieci oprócz Roberta opuściły Theresę. Matka i syn przeprowadzili się do Las Vegas. Wciąż brakowało im pieniędzy, więc mężczyzna zdecydował się na napad na bar. Podczas ataku zabił jednak barmana, został złapany i skazany na 16 lat więzienia. Theresa przeniosła się do Salt Lake City w Utah.

    Po odejściu od matki Terry postanowiła opowiedzieć policji o wszystkim co działo się w jej rodzinnym domu. Nie była to łatwa decyzja, ponieważ mimo wszystko Theresa była jej matką i Terry ją kochała. Funkcjonariusze jednak nie uwierzyli w jej zeznania i odprawili z kwitkiem. W 1992 roku kobieta skontaktowała się z programem telewizyjnym „America's Most Wanted”. Tam potraktowano jej słowa poważnie i rozpoczęto dziennikarskie śledztwo.

    Na skutek zgromadzonych dowodów policja rozpoczęła dochodzenie i 4 listopada 1993 roku postawiono zarzuty Theresie, Williamowi i Robertowi. Obaj mężczyźni początkowo odmówili składania zeznań, jednak później przyznali się do udziału w zabójstwie sióstr. Theresa nie przyznawała się do winy, jednak zmieniła zdanie, gdy dowiedziała się, że Robert ma zamiar zeznawać przeciwko niej w zamian za zmniejszenie wyroku. Obawiała się kary śmierci, więc 17 października 1995 roku przyznała się do zabicia córek.

    Kobieta została skazana na dwukrotne dożywocie, jednak może ubiegać się o zwolnienie warunkowe w 2027 roku. Będzie miała wtedy 80 lat. Robert został skazany na trzy lata pozbawienia wolności, które odbywał równolegle z karą więzienia za zabicie barmana. Zarzuty wobec Williama zostały zawieszone, a sam mężczyzna poddał się terapii. Terry twierdzi, że mimo wszystko wciąż kocha Theresę i wybaczyła jej piekło, jakie urządziła swoim dzieciom. Na podstawie tej sprawy nakręcono w 2010 roku horror „The Afficted”.

    Źródła: thefamouspeople.com, tonsoffacts.com, rebelcircus.com, murderpedia.org, youtube.com

    #historieriley
    pokaż całość

  •  

    Tent Girl, czyli historia Brezentowej Panny

    17 maja 1968 roku w lesie koło Georgetown w stanie Kentucky Wilbur Riddle szukał starych szklanych izolatorów linii telefonicznych, które mógłby sprzedać. Nagle natknął się na spory pakunek owinięty zielonym brezentem i sznurkiem. Wewnątrz znalazł częściowo rozłożone zwłoki młodej kobiety. Mężczyzna natychmiast pobiegł na stację benzynową skąd zatelefonował do szeryfa.

    Odnaleziona dziewczyna musiała leżeć w lesie już od jakiegoś czasu, prawdopodobnie dwóch-trzech tygodni. Wokół głowy miała owinięte coś, co przypominało biały ręcznik. Poza tym była zupełnie naga, nie miała żadnych znaków szczególnych, czy biżuterii, które mogłoby pomóc w ustaleniu kim była. Wyglądała na niewysoką i szczupłą nastolatkę o krótkich brązowo-rudych włosach i z przerwą między przednimi zębami.

    Sekcja zwłok wykazała, że materiał, który początkowo wzięto za ręcznik, był w rzeczywistości fragmentem dziecięcej pieluszki. Toksykologia była czysta. Pobrano również odciski palców dziewczyny, jednak nie udało się ich dopasować do żadnych odcisków z bazy danych.

    Policja zwróciła się z apelem do rodzin, w których ostatnio zaginęła jakaś krewna, jednak nikt się nie zgłosił. Poproszono rysownika, aby stworzył portret dziewczyny, którą zaczęto nazywać Brezentową Panną (Tent Girl). Po tym zaczęły napływać zgłoszenia, jednak problem polegał na tym, że dziewczyna wyglądała bardzo przeciętnie i była podobna do wielu zaginionych. Bardzo obiecującym tropem wydawało się zaginięcie nastolatki ze stanu Maryland, jednak wkrótce okazało się, że dziewczyna żyje i uciekła ze swoim chłopakiem.

    Sprawę przez pewien czas łączono również ze śmiercią Candance Clothier z Filadelfii. 16-letnie Candance wyszła z domu wieczorem 9 marca 1968 roku i zniknęła bez śladu. Jej martwe ciało odnaleziono dopiero ponad miesiąc później, 13 kwietnia. Zwłoki tkwiły w torbie zawiązanej wokół szyi dziewczyny, a wełniany sweter został owinięty wokół jej głowy. Dziewczyny były do siebie bardzo podobne fizycznie, a ich ciała znaleziono w analogicznych okolicznościach. Jednak sprawcy żadnej z tych śmierci nie udało się ująć.

    Na policję zgłosiło się również kilka osób, które widziały parę autostopowiczów (mężczyznę i kobietę podobną do Brezentowej Panny) w okolicy miejsca znalezienia ciała. Nie udało się jednak ustalić kim byli. W maju 1969 roku historię starano się nagłośnić dzięki artykułowi w „Master Detective”, jednak również to nie przyniosło żadnych rezultatów.

    Sprawą Brezentowej Panny wkrótce żyła cała społeczność Georgetown. Mieszkańcy tego spokojnego jak dotąd miasteczka nie mogli uwierzyć, że w okolicy ich miejscowości znaleziono ciało tak młodej dziewczyny. Do tego nie można ustalić ani kim ona była, ani kim był jej zabójca. W 1971 roku na lokalnym cmentarzu odbył się pogrzeb. Na nagrobku umieszczono podobiznę twarzy Brezentowej Panny oraz jej opis, w nadziei, że kiedyś ktoś zobaczy tablicę i rozpozna tragicznie zmarłą dziewczynę:

    „Tent Girl
    Znaleziona 17 maja 1968 roku
    na U.S. Highway 25, N
    Zmarła w okolicach 26 kwietnia – 3 maja 1968 roku
    Wiek 16-19 lat
    Wzrost 155 cm
    Waga 50-52 kg
    Rudo-brązowe włosy
    Niezidentyfikowana”

    Mieszkańcy Georgetown niejako zaadoptowali Brezentową Pannę. Dbali o to, aby jej grób nie został zapomniany i stały na nim świeże kwiaty. Dziewczyna została „dzieckiem” lokalnej społeczności.

    16 lat po pogrzebie dziewczyny, Lori, córka Wilbura Riddle (który znalazł ciało), opowiadała historię Tent Girl przy ognisku podczas Halloween. Jednym ze słuchaczy był jej przyszły mąż, Todd Matthews. Przypadek niezidentyfikowanej przez prawie 20 lat dziewczyny bardzo go poruszył. Postanowił za wszelką cenę ustalić kim była.

    Matthews w ciągu dnia był pracownikiem fabryki mieszkającym w Livingston w stanie Tennessee. W nocy stawał się jednak detektywem amatorem, który wytrwale zbierał wszelkie informacje na temat Brezentowej Panny. Początkowo mógł tylko zbierać wycinki gazet, telefonować czy jeździć w miejsca, w których przypuszczał, że może znaleźć jakiś trop i wypytywać ludzi. Poświęcał na to setki godzin i tysiące dolarów. Cierpiały na tym jego relacje z żoną, która traciła już cierpliwość obserwując nietypowe hobby swojego męża.

    Prywatne śledztwo Matthewsa nabrało tempa w połowie lat 90., wraz z coraz powszechniejszym dostępem do internetu. W listopadzie 1997 roku mężczyzna założył stronę TentGirl.com, na której dokładnie opisał jej sprawę. Miał nadzieję, że krewni czy znajomi Brezentowej Panny natrafią na jego witrynę i skontaktują się z nim. Tak się jednak nie stało.

    Niestrudzony Matthews przeczesywał strony z opisami zaginionych osób. W styczniu 1998 roku znalazł krótkie ogłoszenie pasujące do opisu Brezentowej Panny. Rosemary Westbrook z Benton w Arkansas szukała swojej siostry, która zaginęła pod koniec 1967 roku ze swojego domu w Lexington (10 mil od Georgetown). W chwili zaginięcia miała 24 lata. Matthews skontaktował się z Westbrook, a reszta wydarzyła się niemal w mgnieniu oka.

    Zdjęcia siostry Westbrook, Barbary „Bobby” Ann Hackmann-Taylor, oraz portret Brezentowej Panny przekazano antropolożce sądowej dr Emily Craig. Dr Craig przeanalizowała fotografie i stwierdziła, że to rzeczywiście może być jedna i ta sama osoba. 2 marca 1998 roku ekshumowano ciało Tent Girl, aby pobrać z jej kości i zębów DNA, które porównywane zostało z materiałem genetycznym Rosemary Westbrook. 22 kwietnia otrzymano wynik twierdzący. Brezentowa Panna w końcu odzyskała tożsamość.

    Barbara urodziła się 12 sierpnia 1943 roku jako jedno z siedmiorga dzieci. Po zakończeniu edukacji pracowała jako niania córki samotnego ojca, Georga Earl Taylora. Wkrótce Bobby i George pobrali się, a na świat przyszła dwójka ich dzieci, dziewczynka i chłopiec. Mężczyzna pracował w objazdowym wesołym miasteczku, więc para przeprowadziła się do Miami, które było w tamtym czasie „bazą” dla tego rodzaju rozrywek. W 1968 roku Taylor zawiózł dzieci do swoich rodziców mówiąc, że Bobby uciekła do innego mężczyzny.

    To było zupełnie niepodobne do Barbary. Jej rodzina zgłosiła zaginięcie na policji w Miami, ale ta nie wiele mogła zrobić, ponieważ kobieta była dorosła i nie było żadnych znamion przestępstwa. Rodzina nie wiedziała jednak, że Bobby nie zaginęła wcale w Miami. Tuż przed zaginięciem przeprowadziła się z mężem do Lexington w Kentucky. Dowiedzieli się o tym dopiero wiele lat później od córki Taylora z pierwszego małżeństwa.

    Wciąż pozostawała otwarta jedna kwestia: kim był zabójca Barbary. Podejrzenia spadły na jej męża, który był porywczy oraz brutalny. Jego córka pamięta, że pewnej nocy obudziła się i zobaczyła szarpaninę między macochą a ojcem. Nie chcąc mieć kłopotów położyła się z powrotem do łóżka. Rano Bobby nie było w domu i nigdy więcej jej nie widziała. Tego samego dnia po powrocie ze szkoły rodzina przeprowadziła się. Jako pracownik wesołego miasteczka, Taylor miał też łatwy dostęp do brezentu, w który owinął ciało. Niestety nie można było go przesłuchać ani postawić w stan oskarżenia. Zmarł w 1987 roku na raka.

    Po zidentyfikowaniu Brezentowej Panny odbył się jej ponowny pogrzeb. Rodzina zdecydowała, że ciało wciąż spoczywać będzie w Georgetown, gdzie przez tyle lat traktowano ją niemal jak córkę. Na ceremonię przyszło większość mieszkańców miasteczka. Pod dotychczasową tablicą z opisem umieszczono imię i nazwisko kobiety. Pochowano ją jako „Barbarę Ann Hackmann” (nie dopisano nazwiska męża).

    Po sukcesie przy identyfikacji Brezentowej Panny Matthews postanowił kontynuować poszukiwania tożsamości innych „bezimiennych” zmarłych. Przyczynił się do rozwoju stron poszukujących zaginionych oraz stworzył projekt EDAN, który zrzeszał grupę artystów tworzących portrety pamięciowe w ramach wolontariatu.

    17 marca 2010 roku udało się zamknąć sprawę Candance Clothier. Informacje, które pozwoliły zakończyć śledztwo uzyskano dzięki programowi telewizyjnemu z 2005 roku. Pewna kobieta rozpoznała torbę, w której znaleziono ciało dziewczyny i skontaktowała się z policją. W 1968 roku jej mąż pożyczył od niej tę torbę, wsiadł do auta i zniknął na kilka godzin.

    Wieczorem 9 marca Candance wyszła z domu. Dwóch mężczyzn zaproponowało jej podwiezienie i z niewiadomych przyczyn dziewczyna przystała na to. Jeden z nich wstrzyknął jej jakąś nielegalną substancję, aby prawdopodobnie zmniejszyć jej opór i ją zgwałcić, jednak nastolatka zmarła. Dwaj mężczyźni zabrali ją do domu trzeciego, który pożyczył od żony torbę i pojechali pozbyć się ciała. Udało się zidentyfikować wszystkie trzy osoby zamieszane w śmierć i ukrycie zwłok Candance, jednak w tym czasie już nie żyli i nigdy nie podano publicznie ich personali.

    Źródła: Emily Craig – "Tajemnice wydarte zmarłym", toddmatthews.blogspot.com, cbsnews.com, nbcphiladelphia.com, huffingtonpost.com, anomalyinfo.com, youtube.com

    ***
    Wpis powstał przy współpracy z wydawnictwem Znak Literanova, wydawcą książki Emily Craig „Tajemnice wydarte zmarłym”. Sprawa Brezentowej Panny jest tylko jedną z wielu spraw tam opisanych.
    Mam dla Was trzy egzemplarze „Tajemnic wydartych zmarłym”. Poniżej znajduje się komentarz, który należy zaplusować do wtorku do godziny 20.00, aby wziąć udział w rozdaniu.
    Opis książki możecie znaleźć tutaj (gdzie można również kupić książkę, gdyby ktoś chciał przeczytać, a nie udałoby mu się jej wygrać).

    #historieriley
    pokaż całość

  •  

    Człowiek chorował tydzień, a teraz tyle @riley24 jest do czytania ( ͡^ ͜ʖ ͡^)

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika riley24

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (4)