Dziennikarz, autor programu „Ten Świat Jest Nasz”.

  •  

    „Normalne” życie w Hongkongu

    Hongkong bardzo często przedstawiany jest jako miasto kontrastów - media realizują reportaże albo o wielkich pieniądzach, albo o braku powierzchni i fatalnych warunkach życia najuboższych mieszkańców. Sam przed pierwszą podróżą do tego miejsca nie wiedziałem czego się spodziewać. Chyba uległem przekazom medialnym i wydawało mi się, że rzeczywiście zobaczę ekskluzywne samochody w centrum, a kawałek dalej, za fasadą nowoczesnego miasta - obskurne osiedla. Tymczasem po dwóch wizytach i zwiedzeniu sporego kawałka tego Specjalnego Regionu Administracyjnego Chińskiej Republiki Ludowej doszedłem do wniosku, że większość jego mieszkańców żyje po prostu normalnie.

    Oczywiście normalnie po hongkońsku, to trochę inaczej, niż normalnie po polsku. Specyfika tego miejsca i gęstość zaludnienia o której opowiadałem w drugim odcinku mojego programu sprawia, że zabudowa wielorodzinna liczy średnio 30-40 pięter, a mieszkania są małe. Jednak patrząc na to wszystko z ulicy i rozumiejąc pewne mechanizmy (to znaczy, że te budynki po prostu muszą być tak wysokie) nie byłem ani przerażony, ani podekscytowany. Normalne, zwykłe, codzienne życie. Odwiedzając kolejne osiedla myślałem „zgadza się - ciasno i gęsto, ale jak na ich ograniczenia geograficzne, to i tak całkiem nieźle to wygląda”. Także jeżeli widziałeś/widziałaś kilka galerii fotograficznych z obskurnych osiedli w Hongkongu i spodziewasz się czegoś takiego w całym mieście, to jesteś w błędzie. O warunkach życia najuboższych napiszę w kolejnym tekście. W tym chciałem jedynie zaznaczyć, że taki „zwykły” Hongkończyk nie mieszka w slamsach, ponieważ kilka procent najbogatszych pławi się w luksusach, a cała reszta społeczeństwa żyje w nędzy. Wspomniany „zwykły” Hongkończyk mieszka, podobnie jak większość „zwykłych” mieszkańców polskich miast - w bloku, tylko, że kilka razy wyższym i ma trochę mniejsze mieszkanie. Wpływa na to głównie ograniczona powierzchnia Hongkongu.

    PS. Kojarzycie moją narracje na tle tych bloków z drugiego odcinka programu? Nie? Macie rację. Nie pojawiła się w odcinku. Wyleciała. Próbowałem tam nagrywać podczas pierwszej wizyty. Wyszło fatalnie (tym razem to naprawdę nie przesadny samokrytycyzm!), więc usunąłem te ujęcia. Niestety podczas kolejnej wizyty zabrakło czasu na te sceny, więc ostatecznie opowiedziałem to w formie lektorskiej. W drugiej serii podróży nie zamierzam już popełniać takich błędów.

    #hongkong #podroze

    Zachęcam do obserwowania tagu #pokonactv („pokonać TV”) - pod koniec października wyruszamy na pierwsze zdjęcia do Afryki.
    pokaż całość

    źródło: 1.jpg

  •  

    Luksus po hongkońsku, czyli ekskluzywne osiedle dla klasy średniej i najbogatszych.

    Zapewne każdy przynajmniej raz widział zdjęcia, które przedstawiają blokowiska i warunki życia najbiedniejszych w Hongkongu. Najbardziej znane w tej kategorii jest osiedle „Quarry Bay” zaprezentowane w filmie „Transformers: Wiek zagłady”. Nie jest ono najgorsze (zaobserwowałem tam normalne życie, a nie skrajne ubóstwo), jednak wygląda bardzo specyficznie - właściwie to pełni rolę atrakcji turystycznej. Tam cały czas ktoś robi zdjęcia - stąd jego popularność. Jednak dzisiaj na tapecie bogactwo, a nie bieda.

    Zwiedzając Hongkong zależało mi, żeby zobaczyć pełen przekrój - biedę, typową zabudowę oraz dzielnice klasy średniej i najbogatszych. Ciekawym połączeniem w tej ostatniej kategorii okazało się osiedle Riva (Nowe Terytoria, czyli północna część HK, prawie przy granicy z Chinami). Znajdują się tam szeregówki, dwu-trzy piętrowe budynki oraz bloki (do 20 pięter, czyli niewiele jak na Hongkong - standard to 30-40 pięter). Mój przewodnik powiedział, że na tym osiedlu mieszka zarówno klasa średnia (bloki), jak i najbogatsi (domki).

    Pierwszy raz w życiu widziałem tak dużo przepychu na osiedlu wielorodzinnym. Na zewnątrz piękny ogród. W tym przypadku chyba powinienem użyć słowa „idealny”, bo naprawdę nie wiem, jak inaczej miałyby wyglądać tereny rekreacyjne na osiedlu wielorodzinnym. Sporo miejsca, perfekcyjnie przystrzyżone trawniki i drzewka, do tego oczka wodne, ławki, alejki i dodatki typu miejsca na grilla (nowy sprzęt, dostęp do wody i prądu). Baseny też są - zarówno pod gołym niebem, jak i w budynku. Jeszcze ciekawiej wyglądało wnętrze, czyli tzw. „club house”. Na wejściu recepcja, a dalej kolejne, tematyczne sale. Biblioteka, sala bilardowa, mała hala sportowa, siłownia, pomieszczenia rekreacyjne dla dzieci, sala z komputerami. Wszystko nowe i zadbane. W garażach najnowsze modele samochodów - najczęściej Tesla, Aston Martin, Ferrari, Mercedes.

    To wszystko w miejscu, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu stawało na nogi po trudach II wojny światowej i było budowane głównie przez biednych imigrantów z południowej części Chin.

    Zdjęcia z wnętrza to de facto stop-klatki z przebitek filmowych. Nie chciałbym publikować cudzych zdjęć, dlatego jeżeli ktoś chciałby zobaczyć nieco więcej - wystarczy wpisać w Google Grafika np. „riva hongkong clubhouse”.

    #hongkong #ciekawostki #podroze

    Zachęcam do obserwowania tagu #pokonactv („pokonać TV”) - pod koniec października wyruszamy na pierwsze zdjęcia do Afryki.
    pokaż całość

    źródło: 01.jpg

  •  

    Wylot do Afryki już za 44 dni!

    Tymczasem ogłoszenie techniczne w sprawie „blogowych wpisów”, które aktualnie publikuję. Właściwie to informacja dla stałych czytelników. Doszedłem do wniosku, że tytułowanie ich „TEN ŚWIAT JEST NASZ - ARCHIWUM” nie ma sensu, ponieważ słowo „ARCHIWUM” niewątpliwie odstrasza. Podobnie z numerowaniem (np. „5/60”) - wiele osób zapewne rezygnuje z czytania wybranych tekstów, ponieważ wiedzą, że nie znajdą czasu na całą serię. Od dzisiaj będę od razu przechodził do sedna. Zostało jeszcze 45 tekstów do napisania. Chiny już za nami - niestety nie mam więcej zdjęć. Teraz przede wszystkim Hongkong i Chile. Będzie też kilka tekstów o emigracji do Szkocji i wizycie na Kresach Wschodnich.

    Dziękuję za tak duże zainteresowanie tekstami! Zasięgi są bardzo dobre - średnio co dwa-trzy teksty dostaję od Facebooka powiadomienie o dużym zaangażowaniu (tam również je publikuję). Widzę też po polubieniach, że niektórzy trafiają na ostatnio opublikowany tekst, a później nadrabiają poprzednie.

    #pokonactv
    pokaż całość

  •  

    TEN ŚWIAT JEST NASZ - ARCHIWUM. Część 15/60.

    (Marzec 2016) Na zdjęciu osiedlowy klub bilardowy w Chinach i „leniwy odpoczynek” chińskiej młodzieży. Bardzo żałuję, że nie mam zdjęć z „aktywnego odpoczynku” chińskiej młodzieży (znalazłem tylko jedną stop-klatkę z filmu). Pamiętam, jak w mieście Changsha wstąpiliśmy do baru w centrum. Niestety musieliśmy od razu wyjść - nie było dla nas miejsca, ponieważ ruch w interesie był bardzo duży. Nie pomogło nawet to, że byliśmy z Europy (jeszcze kilka lat temu na białą twarz w chińskich klubach można było bawić się za darmo - pełniło się wtedy rolę atrakcji i podnosiło prestiż lokalu - w oczach Chińczyków był on wtedy międzynarodowy, czyli modny). To już nie te czasy - „nie mamy miejsc, macie pecha”. Kilkadziesiąt stołów (sześćdziesiąt? siedemdziesiąt? ciężko ocenić - był to naprawdę duży bar), przy każdym kilka-kilkanaście osób, a na stołach mnóstwo alkoholu i jedzenia. Typowa młodzieżowa knajpa - generalnie nie różniło się to od tego typu lokali w Polsce (poza wszechobecnym zapachem papierosów). Pod knajpą sporo drogich samochodów. Pamiętam nasze zdziwienie dwoma sytuacjami, które byłyby nie do pomyślenia w Europie - jeden młody mężczyzna odjechał spod klubu samochodem bez tablic rejestracyjnych, chwilę później drugi wsiadł za kółko w stanie wskazującym (było to widać na pierwszy rzut oka). Wokół sporo osób (zapewne ich znajomi), nikt nie reaguje, nikt nie zwraca uwagi - z ich perspektywy był to chyba „dzień jak co dzień”. Podkreślam, że to tylko nasza, jedna obserwacja - akurat trafiliśmy na taki obrazek. Mimo wszystko - w Europie nigdy czegoś takiego nie widziałem. Chińska „bananowa młodzież” bawiła się w najlepsze. Między klubami, na chodnikach i ulicach znacznie biedniejsi ludzie, czyli handlarze - gastronomia i drobnostki typu sprzedaż kwiatów. Tak minęła kolejna, imprezowa noc w chińskim, rozwarstwionym społeczeństwie. W dzień - praca, praca i jeszcze raz praca (ewentualnie nauka, nauka i jeszcze raz nauka), w nocy - wódka i papierosy (a raczej dużo wódki i dużo papierosów). Oczywiście dla niektórych wieczór i noc to również praca. Wszystko to w państwie, w którym jeszcze 30 lat temu 80% społeczeństwa mieszkało na wsiach i poruszało się głównie na rowerach. Stan zamożności społeczeństwa trzeba rzecz jasna oceniać na podstawie danych ekonomicznych, jednak mimo wszystko, jeżeli ktoś kojarzy Chiny z towarów typu „made in China” sprzed 20 lat i nagle zobaczy tego typu lokal w centrum miasta - działa to na wyobraźnie.

    #chiny #podroze

    Przy okazji zachęcam do obserwowania tagu #pokonactv („pokonać TV”) - pod koniec października wyruszamy na pierwsze zdjęcia do Afryki.
    pokaż całość

    źródło: 01.jpg

  •  

    TEN ŚWIAT JEST NASZ - ARCHIWUM. Część 14/60.

    (Marzec 2016) Tak wygląda zmęczony człowiek. W sumie to tak wygląda trzech zmęczonych ludzi, ale jeden szczególnie - chyba nie muszę wskazywać który. Scena ma miejsce w Shenzhen - odpoczywamy po całym dniu zwiedzania. Zapewne rzuca się w oczy bałagan na stole - o tym za moment, najpierw otoczenie. Znajdujemy się w mieście, które liczy 10 milionów mieszkańców. Tak jak wspominałem w chińskim odcinku mojego programu - Shenzhen to pierwsza specjalna strefa ekonomiczna. Jakby nie było - kojarzy się to z wielkim światem, jednak pod tą knajpą czułem się trochę niczym na polskiej prowincji. Taka trochę krzyżówka wiejskiego festynu i małego, rodzinnego biznesu. Absolutnie nie chcę nacechować tego miejsca negatywnie, czułem się tam bardzo dobrze. Może zasadniej będzie użyć słowa „swojsko”. Obsługiwało nas 2, może 3 osoby - prawdopodobnie rodzina. Wnioskuję po... biegających wokół, pełnych energii dzieciakach. Dzieci, jak to dzieci - knajpy może nie byłyby w stanie poprowadzić, ale są w stanie pomagać - czasami biegały bez celu, a czasami rzeczywiście pomagały - coś przyniosły, coś odniosły, kogoś zawołały. Wokół dużo ludzi, gwar i muzyka w tle. Niby nic szczególnego, ale jednak scenka ma miejsce w środku osiedla w dziesięciomilionowym mieście. Próbuję sobie to wyobrazić w Warszawie, jednak naprawdę nie potrafię. Być może się mylę i rzeczywiście można w dużych polskich miastach spotkać takie widoki, ale na pewno nie na taką skalę. Jak widać - inaczej się żyje i pracuje po chińsku. Nie oceniam, czy to lepiej, czy gorzej - jest po prostu inaczej. Co z wspomnianym wcześniej bałaganem? W chińskich warunkach to żaden bałagan. Co prawda przy stole nie ma ani jednego Chińczyka, jednak dwa tygodnie w Chinach zrobiły swoje - z kim przystajesz, takim się stajesz. W Państwie Środka posiłki spożywa się bardzo... hm... po naszemu trzeba by to określić „niekulturalnie”, jednak tam obowiązują nieco inne normy. Nazwijmy to „jesz jak chcesz” - nikt nie zwróci uwagi, że jedzenie spadło na podłogę, albo, że ktoś splunął przy stole. Nie zawsze i nie wszędzie, ale często tak to wygląda. Co kraj, to obyczaj.

    #chiny #podroze

    Przy okazji zachęcam do obserwowania tagu #pokonactv („pokonać TV”) - pod koniec października wyruszamy na pierwsze zdjęcia do Afryki.
    pokaż całość

    źródło: 01.jpg

  •  

    TEN ŚWIAT JEST NASZ - ARCHIWUM. Część 13/60.

    (Marzec 2016) Dzikość w Chinach. W tym przypadku chciałbym od razu zaznaczyć, że ani tego nie chwalę, ani nie krytykuję - po prostu opisuję. To, że w Chinach „każdy jest kowalem swojego losu” najlepiej widać na przykładzie ruchu drogowego. Jeżdżą jak chcą i chodzą jak chcą. Często niebezpiecznie, często o krok od zagrożenia i... nikt nie zwraca na to uwagi. Zapamiętałem sporo takich obrazków. Główna ulica w mieście, po kilka pasów ruchu w jedną stronę, a pieszy spokojnie przechodzi w miejscu, w którym teoretycznie nie powinien tego robić. Jak widać na zdjęciu - nie przeszkadza mu nawet barierka. Skuterki - czasem nawet trzy osoby na jednym. Raz widziałem całą rodzinę na jednym skuterze - tata, mama i dziecko. Kaski? Raz są, raz nie ma... Jazda samochodem? Niemal zderzak w zderzak. Kierunkowskaz? Niby można używać, ale kto by o tym zawsze pamiętał... Jazda pod wpływem alkoholu? Oj tam, oj tam... Jazda pod prąd, albo bez tablic rejestracyjnych? O co to wielkie halo, każdemu się może zdarzyć... Stłuczka? Jaka tam policja, szybkie rozliczenie na miejscu i do widzenia. Policja sama potrafi przyjechać i powiedzieć „dogadajcie się” - na tym kończąc swoją interwencję. Zapewne w różnych częściach kraju, różnie to wygląda, jednak niektóre sceny i relacje pamiętam do dziś. Krótko mówiąc - wolna amerykanka.

    #chiny #podroze

    Przy okazji zachęcam do obserwowania tagu #pokonactv („pokonać TV”) - pod koniec października wyruszamy na pierwsze zdjęcia do Afryki.
    pokaż całość

    źródło: 13.jpg

  •  

    TEN ŚWIAT JEST NASZ - ARCHIWUM. Część 12/60.

    (Marzec 2016) Tym razem refleksja nie moja, tylko mojego kolegi. Otóż wrócił on specjalnie z Wielkiej Brytanii, żeby polecieć z nami do Chin. W trakcie przechadzki po chińskiej fabryce powiedział do mnie „podszedłem do jednego z tych chińczyków i obserwowałem go przez chwilę. On non stop robi to samo - kroi tylko w materiale i tak pewnie cały dzień. Pomyślałem, że nie chciałbym tak pracować - rzeczywiście smutna jest ta praca w Chinach. Po chwili sobie uświadomiłem, że w sumie jeszcze dwa tygodnie temu robiłem to samo, tylko w Szkocji - cały dzień taka sama, powtarzalna, żmudna praca. Jakoś specjalnie się to nie różni”. Kolega miał sporo racji, jednak uprościł sprawę, bo oczywiście praca w Chinach, to nie to samo, co praca w Szkocji. Dużo mówi się o tym, że w ... (w miejsce „...” wstaw dowolne, biedne państwo) warunki pracy są słabe i robotnicy mają gorzej, niż w bogatych krajach zachodu. U wielu osób takie opisy budzą współczucie dla biednych pracowników, gdzieś tam, daleko, daleko w Azji. Ja do sprawy staram się podchodzić bez emocji. Praca na zachodzie Europy jest w ogromnej większości przypadków lepsza, niż np. w Chinach. Nikt nie próbuje udowadniać, że pracownikowi najemnemu będzie lepiej w biedniejszym, niż w bogatszym kraju. Ogromna większość pracowników najemnych woli mieć większe, niż mniejsze prawa socjalne. Problem w tym, że wśród setek milionów ludzi żyjących w krajach, które dopiero się rozwijają, właściwie nikt nie ma możliwości wyboru, tzn. nie może zamienić np. Chin na Szkocję. Skoro takiego wyboru nie ma, to jedyną drogą do poprawy swojego bytu jest ciężka praca. W Europie rewolucję przemysłową „wykonali za nas” nasi przodkowie. W niektórych krajach dzieje się to dopiero teraz. Wracając do Chińczyka, którego obserwował mój kolega. Pracuje on, podobnie jak reszta załogi - bardzo dużo. O ile dobrze pamiętam - czasami mieli tylko 2-3 wolne dni w miesiącu. Rok-dwa, może trzy i... emigrują do dużego miasta. Praca w fabryce to często tylko etap, początek dorosłego życia dla „biednych wieśniaków” - zbierają trochę kapitału i ruszają dalej, ponieważ chcą kupić mieszkanie w dużym mieście i znaleźć tam lepszą pracę. Tak podsumował to właściciel fabryki. Wraca refleksja mojego kolegi - czym to się różni od losu tysięcy Polaków, którzy emigrują na kilka lat na zachód? Wraca również moje chłodne spojrzenie - różni się tym, że my żyjemy w bogatszym świecie. Mechanizmy są jednak podobne - każdy dąży do poprawy swojego bytu. Oczywiście ta dyskusja w wymiarze ideologiczno-polityczno-ekonomicznym jest znacznie bardziej skomplikowana, jednak z poziomu jednostki za każdym razem chodzi o to samo - poprawę swojego bytu. Z Polski do UK, czy z chińskiej, zacofanej wioski do chińskiej fabryki - to ten sam mechanizm, czyli poszukiwanie lepszego życia.

    #chiny #podroze

    Przy okazji zachęcam do obserwowania tagu #pokonactv („pokonać TV”) - pod koniec października wyruszamy na pierwsze zdjęcia do Afryki.
    pokaż całość

    źródło: 01.jpg

  •  

    TEN ŚWIAT JEST NASZ - ARCHIWUM. Część 11/60.

    (Marzec 2016) Wizyta w chińskiej fabryce mebli. Na wstępie chciałbym ponownie podkreślić, że jest to jedynie moje, subiektywne odczucie związane z wizytą w jednym zakładzie produkcyjnym w Chinach. Wiem, że zaznaczałem to już kilka razy, jednak sporo osób czyta archiwum wyrywkowo. Przejdźmy do meritum. Zapewne niejednokrotnie zdarzyło Wam się spotkać z „tajemniczymi” opisami fabryk w Azji - materiały z ukrytych kamer i zdjęcia w słabej jakości. My nie mieliśmy żadnego problemu z wstępem do fabryki. Właściwie to mogliśmy samodzielnie zwiedzić każdy zakamarek. Biały Chińczyk po prostu przywiózł nas na miejsce i było mu kompletnie obojętne, gdzie chodzimy i co nagrywamy. Zresztą - on sam wielokrotnie opisywał to miejsce na swoim blogu i prezentował w filmach na YouTubie (kanał „Po świecie - Asia bialychinczyk”). Jeżeli chodzi o wygląd tego zakładu produkcyjnego, to wydaje mi się, że nie różnił się od polskich odpowiedników. Hale, maszyny i całkiem sporo miejsca - nic w tej kwestii nie raziło w oczy. Najzwyklejsza firma produkcyjna.Pozytywnie wyróżniała się ilość towaru. Jeżeli wierzyć relacjom, które wtedy usłyszeliśmy, to meble cały czas schodziły. Przed zakładem, na paletach i pod plandekami leżało całkiem sporo towaru - podobno nie chodziło o to, że nie można znaleźć kupców, tylko o to, że towar czeka na transport, a lada chwila jego miejsce zajmą kolejne palety. Krótko mówiąc - firma działa prężnie, chociaż kilka lat wcześniej było jeszcze lepiej. Nie wiem jak wypada porównanie z normami stosowanymi w Europie, tzn. maszyny, ilość miejsca, kwestie typu wentylacja, zabezpieczenie anty-pożarowe i tak dalej - nie znam się na tej dziedzinie, więc nie będę stawiał żadnej tezy. Z perspektywy zwykłego człowieka, który miał okazję po prostu wejść do zakładu produkcyjnego wyglądało to normalnie. Podejrzewam, że BHP-owcy wykształceni w Europie mogliby mieć sporo zastrzeżeń (skoro nawet w Polsce często je mają). Bardzo żałuję, że nie byliśmy wtedy dobrze przygotowani w kwestiach dziennikarskich (zarówno jeżeli chodzi o sprzęt, jak i kwestie merytoryczne) - mógłby powstać świetny, wręcz ekskluzywny materiał prosto z chińskiej fabryki. Jedyne co udało się nagrać, to sceny, które mieliście okazję zobaczyć w czwartym odcinku programu Ten Świat Jest Nasz. W następnej części napiszę trochę o warunkach pracy.

    #chiny #podroze

    Przy okazji zachęcam do obserwowania tagu #pokonactv („pokonać TV”) - pod koniec października wyruszamy na pierwsze zdjęcia do Afryki.
    pokaż całość

    źródło: 01.jpg

  •  

    TEN ŚWIAT JEST NASZ - ARCHIWUM. Część 10/60.

    (Marzec 2016) Wizyta na luksusowym osiedlu w Chinach. Przyznam szczerze, że dosyć zaskakująca. To, co kryło się pod słowem luksus wyglądało inaczej, niż prawdopodobnie wyobraża sobie większość osób w świecie zachodu. Podejrzewam, że prawie każdy spodziewałby się na takim osiedlu głównie domów z basenami, idealnie przystrzyżonych trawników, czy perfekcyjnie zaprojektowanych ogrodów. Sam nie pamiętam, co myślałem, kiedy jechaliśmy limuzyną w stronę osiedla, jednak bez wątpienia - nie tego się spodziewałem. Owszem - od razu było widać, że jesteśmy w bogatej części miasta. Domy były duże i ładne, a okolica w miarę zadbana - był to zdecydowanie inny widok, niż szare blokowiska, które opisałem w jednej z poprzednich części. Ale... nie było to idealnie dopieszczone. W ogrodach - trochę chaotycznie, w oknach - dziwnie pusto, a w okolicy - nad wyraz spokojnie. Będąc szczerym - nie pamiętam, czy udało mi się spotkać jakiegokolwiek sąsiada. Zagadka wyjaśniła się bardzo szybko - podobno nawet połowa tych domów stała pusta! Zostały wykupione przez bogatych Chińczyków wyłącznie w celach inwestycyjnych. Był to więc kolejny mechanizm funkcjonujący w chińskiej gospodarce, który miałem okazję zobaczyć gołym okiem. Inwestowanie na rynku nieruchomości jest w Chinach bardzo popularne - to dlatego, że naprawdę ciężko pomnożyć tam swój majątek okładając pieniądze na lokatach, czy inwestując w obce waluty (bardzo niskie zyski, lub nawet brak zysków). Wielu Chińczyków nie ufa również giełdzie - 10 lat temu miało miejsce załamanie w którym mnóstwo osób straciło oszczędności. To dlatego wszyscy interesują się nieruchomościami. Eksperci od lat wróżą, że bańka lada chwila pęknie. Kiedy? Nie mam pojęcia, jednak widok w połowie pustego osiedla daje do zrozumienia, że rzeczywiście coś jest na rzeczy.

    #chiny #podroze

    Przy okazji zachęcam do obserwowania tagu #pokonactv („pokonać TV”) - pod koniec października wyruszamy na pierwsze zdjęcia do Afryki.
    pokaż całość

    źródło: 01.jpg

  •  

    TEN ŚWIAT JEST NASZ - ARCHIWUM. Część 9/60.

    (Marzec 2016) Bujamy się po Chinach limuzyną. Ale po kolei... Bardzo chciałem odwiedzić chińską fabrykę - powody były dwa. Po pierwsze - chciałem zobaczyć jak wygląda najzwyklejszy chiński zakład produkcyjny (tzn. czy różni się od polskiego). Po drugie - chciałem nagrać tam ujęcia do odcinka, aby pokazać jak wygląda „made in China” od kuchni. Nasz przewodnik Adam powiedział, że „da się zrobić”. Okazało się, że możemy odwiedzić jego znajomego - Białego Chińczyka. Pan Jan, bo o nim mowa, od prawie 10 lat prowadzi bloga o Chinach (google: Biały Chińczyk). Gorąco polecam osobom, które chcą poznać prawdziwe Chiny. Nie jest to typowy blog na temat studenckiego życia, albo atrakcji turystycznych. Autor dorobił się w Chinach własnej fabryki (teraz chyba ją dzierżawi, albo nawet została sprzedana - nie jestem na bieżąco), mieszka w Państwie Środka od około 20 lat i założył tam rodzinę. Wracając do naszej historii... Będąc w Shenzhen udało się potwierdzić naszą wizytę - zostaliśmy zaproszeni do Heshan. Adam powiedział, że Biały Chińczyk odbierze nas z dworca limuzyną. Uwierzyłem mu - kojarzyłem Białego Chińczyka, tzn. wiedziałem kim jest Pan Jan i czytałem wcześniej jego bloga. Inaczej zareagowali moi koledzy - myśleli, że sobie żartujemy. W końcu dotarliśmy do Heshan, wyszliśmy z dworca i... czekała tam na nas limuzyna, czerwony dywan i szampan. Biały Chińczyk żałował, że nie wiedział o naszej wizycie wcześniej - wspomniał, że wtedy zamówiłby jeszcze orkiestrę. Obserwowało nas około stu przypadkowych przechodniów, którzy zgromadzili się wokół limuzyny i czekali, aby zobaczyć dla kogo to przyjęcie. Do dzisiaj wspominam to wydarzenie z uśmiechem na twarzy. Nie mieliśmy doświadczenia w „gwiazdorzeniu”, więc w roli gwiazdy postawiliśmy Adama. Skierowaliśmy w jego stronę obiektywy, więc ciężar bycia w centrum uwagi spadł na niego. Sympatyczny początek zwiedzania Chin od nieco innej strony. W kolejnych częściach - luksusowe osiedle i fabryka.

    #chiny #podroze

    Przy okazji zachęcam do obserwowania tagu #pokonactv („pokonać TV”) - pod koniec października wyruszamy na pierwsze zdjęcia do Afryki.
    pokaż całość

    źródło: 01.jpg

  •  

    TEN ŚWIAT JEST NASZ - ARCHIWUM. Część 8/60.

    (Marzec 2016) „Chińskie bydlaki” - takie określenie kojarzy mi się z chińskimi miastami. Beton, beton i jeszcze raz beton. Nasza wizyta w Chinach miała miejsce w marcu, także nie był to szczególnie słoneczny okres. Właściwie przez całe dwa tygodnie spędzone w Chinach pogoda była taka, jak na zdjęciu. Do tego oczywiście znany na całym świecie chiński smog. Te dwa elementy sprawiły, że chińskie miasta zapamiętałem jako szare i dosyć smutne. Jest to oczywiście moje, subiektywne odczucie - w Chinach nie brakuje nowoczesnych osiedli, a pogoda jak wszędzie - bywa lepsza i gorsza. W chińskim odcinku mojego programu wspominałem o masowej migracji ludności ze wsi do miast. Takie stwierdzenie wymaga oczywiście źródła w postaci statystyk, jednak śmiało można powiedzieć, że w Chinach widać to gołym okiem. Wszędzie plac budowy - bloki, bloki i jeszcze raz bloki. Standardowo od 20 do 30 pięter. W pamięci utkwiła mi kilkudziesięciominutowa podróż taksówką - z naszego osiedla na kampus uniwersytecki. Nasz przewodnik wspominał na początku, że będzie to dosyć długa podróż - pod, a nawet za miasto. Pomyślałem, że w końcu zobaczę trochę pozamiejskiego krajobrazu. Myliłem się. Za oknem cały czas kolejne osiedla. O ile pamiętam, to jeden z nas rzucił w taksówce „ile jeszcze tych bloków”. Usłyszeliśmy „cały czas będą”. Na koniec tego krótkiego wspomnienia dodam, że urbanizacja w Chinach nie zwalnia tempa. Teraz w miastach mieszka niecałe 60% ludności. Za 7-8 lat ma to być 70%!

    #chiny #podroze

    Przy okazji zachęcam do obserwowania tagu #pokonactv („pokonać TV”) - pod koniec października wyruszamy na pierwsze zdjęcia do Afryki.
    pokaż całość

    źródło: 01.jpg

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika wojciechsiryk

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (4)