•  

    Czaicie jakby Lewandowski poparł Trzaskowskiego w wyborach? ( ͡° ͜ʖ ͡°) O jezu, tvp robiłaby prześwietlenie jego rodziny, dochodów i batoników by Ann do 5 wieków wstecz, uznaliby że przeszkadza mu Polska w ogóle to opuścił Polskę na rzecz Niemieckich € xD
    #tvpis #heheszki #mecz #lewandowski #polityka

  •  

    Bayern München 3-0 Eintracht Frankfurt
    46' - Robert Lewandowski

    #golgif #golgifpl #mecz #lewandowski #bayernmonachium

    źródło: streamable.com

  •  

    KONKURS! Do wygrania 100 PLN w bonusach do forBET!

    1. Zaplusuj ten wpis
    2. Napisz w komentarzu jakim wynikiem zakończy się mecz Bayern - Frankfurt oraz strzelca jednej z bramek
    3. Autorzy czterech pierwszych celnych odpowiedzi otrzymają bonus 25 zł od forBET

    Nie masz konta w Forbet?
    Warto rozważyć założenie, ponieważ właśnie u tego bukmachera będzie można wykorzystywać bonusy rozdawane w najbliższym czasie w naszych konkursach. Przy rejestracji z kodem TYPERIA powiększacie swój bonus powitalny o 50 zł, dzięki czemu możecie zgarnąć bonusy od 3 pierwszych dezpozytów do 2050 zł. Więcej informacji TUTAJ

    #typeria #bukmacherka #konkurs #pilkanozna #bundesliga #bayernmonachium #lewandowski #hazard
    pokaż całość

    źródło: forbet konkurs.jpg

  •  

    Co tam się wtedy odjebało xD
    #lewandowski #golgif #mecz #pilkanozna

    GIF

    źródło: voiceoffooty.files.wordpress.com (3.41MB)

  •  

    Jak Guardiola niósł kaganek oświaty w Bayernie i nakręcał obsesję Lewego
    Dominik Piechota
    https://newonce.sport/2020/05/jak-guardiola-niosl-kaganek-oswiaty-w-bayernie-i-nakrecal-obsesje-lewego/
    #bayernmonachium
    #bundesliga

    #lewandowski

    Pep Guardiola nie wygrał z Bayernem Ligi Mistrzów, ale unowocześnił myślenie w stolicy Bawarii. Zaszczepił obsesję doskonałości u wielu zawodników i pozwolił im wejść na wyższy poziom. Sięgamy do kulisów jego pracy, na której niesamowicie zyskał również Robert Lewandowski. Jeden z ulubieńców Katalończyka.
    Kapitan reprezentacji Polski współpracę z topowym szkoleniowcem znał już z lat spędzonych z Jürgenem Kloppem. Wydawało się, że spotkanie z Pepem Guardiolą będzie dla niego olśnieniem, ale po czasie trzeba przyznać, że bardziej zaskoczony był sam Katalończyk. To on wpadł w zachwyt nad możliwościami Lewandowskiego, który zaskakiwał go na każdym kroku. Tak jak wtedy, gdy potrzebował dziewięciu minut, by doprowadzić Pepa do jednego z najbardziej memicznych stanów. Otwarte usta, ręce na głowie, rozszerzone oczy, niedowierzenie na twarzy tuż po tym, jak Polak strzelił pięć goli w dziewięć minut. Ostatecznie obaj mocno zyskali na tej współpracy. Guardiola bardziej musiał przykręcać śrubę kolegom Lewandowskiego, napastnik za to często wyciągał rękę po jego rady.


    Trener z Santpedor przejął drużynę od Juppa Heynckesa po zdobyciu trypletu. Miał czas, aby przygotować się do tego zadania, nie tylko w kwestii języka niemieckiego, więc zmiany rozpoczął już od pierwszego dnia w Monachium. Uwierało go, że przez dekady Bayern był znany jako klub, z którego wszystko wypływało do prasy. Przecieki były na porządku dziennym. Pracownicy klubu chętnie odbierali telefony od dziennikarzy, ci o taktyce wypowiadali się, jakby co najmniej informacje wysyłał im sztab szkoleniowy.

    Pierwszą decyzją było zamknięcie boisk treningowych i odcięcie mediów od informacji. Pep Guardiola zarządził zainstalowanie wielkiej, szarej kurtyny na boiskach numer 1 i 2, by zasłonić treningi. Fotoreporterzy potrafili nawet z daleka szpiegować zajęcia. Pracownicy biur przy Säbener Straße też zostali odcięci od informacji. Czasem godziny treningów były planowane tak, by większości z 400 pracowników klubu nie było już na miejscu. Bayern miał być otwarty na świat, ale przestać dzielić się na prawo i lewo swoimi sekretami. „Tam wszystko było publiczne” – miał wspominać Guardiola.

    Katalończyk był zdumiony, że przychodząc do Bayernu, w klubie nie było zatrudnionego specjalisty od żywienia. Nie mógł uwierzyć, że brakowało dietetyka, więc natychmiast ściągnął swojego. Kiedy rozgrywali drugi wspólny sparing na jednej z niemieckich wiosek, Guardiola wszedł do obskurnej szatni i zobaczył na stole dwa pudełka czekolady. „Ale co to jest?” – pokazywał zszokowany. Niemcy tłumaczyli mu, że to tradycja i czekolada zawsze była w szatni. Musiał tego zakazać. Jeszcze przez kilka miesięcy pytał lokalnych zawodników, dlaczego do wszystkiego muszą dodawać sosu. Oni nie potrafili zrozumieć, dlaczego jego asystenci zwykły obiad przegryzają chlebem.

    Jako fanatyk kontrolowania wszystkich aspektów wprowadził zasadę stawiania się po meczach w restauracji dla zawodników na Allianz Arena. Prowadziła tam nawet specjalna winda przeznaczona tylko dla pracowników klubu. Mieli wjechać na górę, zjeść tam razem z rodzinami, spędzić wspólnie czas. Przyszedł czas pierwszego meczu w Monachium. Po nim gracze pojawili się w lokalu, ale po chwili każdy rozjechał się w swoją stronę na kolacje w centrum Monachium. Wtedy Guardiola mocno się zezłościł. Z menu przygotowanego przez dietetyka skorzystały cztery osoby. Następnego dnia w niedzielny poranek zebrał wszystkich i zaostrzył zasady. „Ostatni raz widzę coś takiego. Od teraz macie obowiązek zjeść tam po meczu”. Dołączył do tego wykład z argumentami na temat żywienia oraz uzupełniania braków po meczach. Zawodnicy nasłuchali się o glikogenie mięśniowym. Players lunch stało się tradycją. Mogli tam stawiać się z partnerkami, dziećmi, bliskimi, lecz musieli jeść wg wytycznych klubowego specjalisty. Z tym Lewandowski nigdy nie miał problemu: pilnował się od dawna, z Anią byli wtajemniczeni, próbowali różnych diet, mocno zwracali uwagę na zdrowe odżywianie. Jak w pozostałych aspektach – problem sprowadzał się do zdyscyplinowania innych zawodników.

    Fot. Simon Stacpoole/Offside/Getty Images
    Od razu zaczął wymagać. Klub musiał funkcjonować według jego konceptu. Kompleksowe prace w ośrodku treningowym ruszyły pierwszego dnia. Drzwi dla dziennikarzy zostały zamknięte. Guardiola był również zdumiony stanem siłowni w Bayernie. Oceniał, że to poziom trzeciej albo czwartej ligi hiszpańskiej. Sporządził długą listę zmian i zarządził remont. „Jak mamy go zrobić, skoro trwa okres przygotowawczy i musicie z niej korzystać?” – słyszał od przełożonych. Skończyło się na błyskawicznym dołożeniu kilku nowych sprzętów, bez których nie wyobrażał sobie tych pomieszczeń. Dziwił się, że u mistrza Niemiec zastał takie rzeczy. Oczywiście klub był doskonale zorganizowany, nad wieloma strukturami Pep cmokał, ale zdarzały się takie aspekty, które wyraźnie go rozczarowały.


    Obowiązkiem stał się przyjazd na Säbener Straße półtorej godziny przed rozpoczęciem treningu, aby zjeść razem śniadanie. Menu było spersonalizowane, tak jak treningi na siłowni. Pół godziny przed grupową rozgrzewką na murawie wszyscy wchodzili do pomieszczenia z ciężarami, by realizować indywidualne programy. Plany były rozpisane, modele pracy dostosowane do organizmu. Jedni ćwiczyli siłę w górnych partiach, inni wzmacniali dolne. Taki Arjen Robben od samego początku miał skupić się na odwodzicielach, czego pilnowali trenerzy od przygotowania fizycznego.

    Po czasie były trener Barcelony żałował przede wszystkim jednej decyzji. Że nie uporządkował już pierwszego dnia tematu sztabu medycznego. Chodziło o światowej sławy doktora Hansa-Wilhelma Müllera-Wohlfahrta. Aby uściślić fakty: Guardiola nigdy nie kwestionował jego umiejętności, klasy, fachowości, bo jako człowiek bez wiedzy medycznej, byłby głupcem, podważając jego kompetencje. Problem stanowiły dla niego warunki współpracy oraz przyzwyczajenia doświadczonego profesora. Weźmy przykład. Mecz Ligi Mistrzów Bayernu z Manchesterem City w 2013 roku. Dzień wcześniej Mario Götze zgłasza doktorowi problemy z nogą, narzeka na lekkie dolegliwości. Usłyszy wtedy, aby dzień przed meczem nie trenował, odpuścił sobie, a jutro wszystko będzie dobrze i normalnie zagra. Przyjechał na Allianz Arena i przekazał ten komunikat trenerowi od przygotowania fizycznego. „Nie, ja nie wychodzę, bo mam sobie odpuścić. Ale jutro jestem do gry, spokojnie”. Asystent poszedł z tymi wiadomościami do Pepa, który autentycznie się wściekł. „Jak nie trenuje, to nie gra, nie ma takiej opcji”. To stanowiło jego wymóg. Götze był zmieszany – co w takim razie robić?

    Został skierowany ponownie do kliniki Wohlfahrta na badania, więc ruszył tam ze stadionu. Kawał miasta do przejechania, ale doktor zawsze przyjmował prywatnie w swojej placówce. Minęło kilka godzin, zrobił mu ultradźwięki, Mario zapłacił za wizytę, ale już dawno było po treningu. Zanim dojechał do hotelu, koledzy byli też po kolacji. Musiał zjeść samemu i nie był brany pod uwagę w jedenastce. Takie zdarzenia irytowały Guardiolę. Funkcjonowanie specjalistów medycznych poza drużyną. Stworzenie departamentu zewnętrznego. Współpraca była słaba, lekarze robili wiele rzeczy po swojemu, nie zawsze byli na bieżąco z planami sztabu. Nie znali realiów, ale wszystkich dziwiło podejście Pepa. Przecież doktor Müller-Wohlfahrt pracował tam już w czasach, gdy po boisku biegali Uli Hoeness oraz Karl-Heinz Rummenigge. Żale dotyczyły tylko sposobu współpracy, a nie jego umiejętności. Wreszcie Guardiola doprowadził do jego pożegnania, lecz gdy odszedł z klubu, ponownie władzę objął legendarny lekarz.

    Między nimi nie było wielkich starć. Małe konflikty sprawiały, że problem narastał. Po latach Guardiola przyznawał się do pomyłki i żałował, że nie postąpił jak swego czasu Helenio Herrera. W Interze w pierwszych dniach poznał legendarnego klubowego lekarza. Człowiek-ideał, wybitny specjalista, cieszący się popularnością, przystojny, ceniony w branży. Przesympatyczny, ludzie do niego garnęli. Pracował z drużyną od lat, lecz w trakcie pretemporady go zabrakło. Pojechał na wakacje, bo potrzebował odpoczynku. Kiedy wrócił, również przyjmował w prywatnej klinice w Mediolanie. Taki miał zwyczaj. Herrera zadzwonił do niego i z charakterystyczną sympatią rzucił: „Doktorze, wiele się nasłuchałem, pan jest naprawdę cudownym człowiekiem. Szczerze? Ruszyłbym z doktorem na te wakacje, z pewnością zapraszam na kawę w przyszłości, może się polubimy, ale nie będziemy razem pracować. Potrzebuję ludzi, którzy będą umierać za tę drużynę, a nie robić coś na własnych zasadach. Nie będę umierał w Interze z lekarzem, który przyjmuje piłkarzy poza klubem”. I zwolnił go. Guardiola to trener, który jest gotów umierać za swoje koncepty, dlatego żałował, że nie zareagował wcześniej.

    Fot. Marc Atkins / Getty Images
    Pep próbował w Bayernie różnych metod. Kiedy zawodnicy wrócili z wakacji w 2015 roku, szatnia została przemalowana. Nad nią zawisł napis: mistrzowie Niemiec 2013, 2014, 2015 i 2016. Nikt nigdy nie wygrał Bundesligi cztery razy z rzędu, więc Guardiola chciał to osiągnąć za wszelką cenę. Pierwszy tytuł wygrał Heynckes, on miał dokończyć dzieło. Postawił zespół przed faktem dokonanym, kazał wymalować mistrzostwo do przodu, nie mieli innego wyjścia. Wywierał mnóstwo presji, szukał motywów, aby zachęcić ich do wygrywania. Bawarczycy byli podwójnie podpięci pod prąd. Sama nazwa Bayern zobowiązuje. Połowa Niemiec cię kocha, połowa nienawidzi, każda porażka staje się przedmiotem narodowej debaty. Jak napisał Raphael Honigstein w The Athletic: Bayern jest zawsze o jeden mecz od totalnego kryzysu. A do tego wszystkiego dochodziła presja wywierana przez Guardiolę. Swoją obsesją doskonałości zarażał Lewandowskiego. Choć może zdrowiej byłoby powiedzieć, że w pewnym momencie uzupełniali się nią.


    Na wszystkich słupach z jupiterami w ośrodku treningowym kazał zainstalować po kilka kamer. Dziwił się, że Jupp Heynckes nie przykładał do tego wagi ani nie korzystał z nich zbyt chętnie. Katalończyk musiał mieć wszystko pod kontrolą. Jeśli wybrać jeden aspekt, w którym jest najlepszy jako trener, wielu wskazałoby podejście do treningów. Najlepiej czuje się na boisku treningowym. To była jego świątynia. Ale i tak zluzował w porównaniu do czasów Barcelony, bo w Monachium zdarzyło mu się zaprosić rodziny zawodników na zajęcia. Bliscy siadali na sofach zamontowanych przy jednym z boisk i cieszyli się kawą oraz pogaduchami.

    Wielokrotnie spotykaliśmy się z porównaniami Pepa Guardioli do Johana Cruyffa. I choć widzą piłkę niemal bliźniaczo, trener z Santpedor nigdy nie godził się z tym zestawieniem. Widział ich odmienność. Holendra uznawał za geniusza, który nie lubił trenować. Leń, ale wybitny. Bazował na swojej intuicji. Miał przeczucie, rozumiał wiele mechanizmów, trafiał z automatu. Pep widział w sobie lekarza – musi zbadać, musi przeanalizować, a potem naprawić. Jest pracoholikiem i piewcą ciężkiej pracy. Powtarzał Lewandowskiemu jedno ze swoich ulubionych zdań: to, czego się nie trenuje, staje się zapomniane. Miał obsesję na punkcie codziennej pracy. Wracał do domu z wyrzutami sumieniami, gdy widział podejście na pół gwizdka. Nienawidził zgrupowań reprezentacyjnych, ale w trakcie tych dwóch tygodni nie robił sobie urlopu ani nie dawał luzu. Na to na przykład pozwalał sobie Heynckes. Jedni jeżdżą na kadrę, inni czyszczą głowy i odpoczywają. W erze Pepa w Bayernie panował żart, że gdy zaczynają się mecze reprezentacji, w klubie zostają tylko rezerwowy bramkarz, Rafinha i dwóch kontuzjowanych. Co robił Guardiola? Dawał wycisk rezerwowemu bramkarzowi, Rafinhii oraz juniorom. Nauczał ich, poświęcał im mnóstwo uwagi, wtedy pracowali ciężej niż zwykle. Był detalistą. Zatrzymywał zajęcia, by poprawiać szczegóły, aby zbliżać się do ideału. Lubił wzdychać do swoich asystentów: „Widzieliście? Jakby wtedy się lepiej ustawił, jakby lepiej opanował tę piłkę, mielibyśmy trening perfekcyjny”. Znowu – obsesja.

    Cenił sobie pracę ze swoim sztabem. Z Domènecem Torrentem oraz Carlesem Planchartem – których mogłem poznać osobiście i porozmawiać przez kilka godzin – dzielą go bliskie, przyjacielskie, intymne relacje. Pochodzą z tych samych stron i przez lata działali razem w tym zawrotnym tempie. Guardiola liczył się ze zdaniem współpracowników, chciał ich słuchać, uwielbiał rozmowy po zakończonych treningach. Siadał na piłce, oni go otaczali, potrafili na świeżym powietrzu dyskutować jeszcze pół godziny, czasem nawet godzinę. I to wszystko na temat obserwacji swoich zawodników. Przed samymi meczami Pep stawał się anty-Cruyffem, czyli nie zostawiał niczego przypadkowi. Jeśli grali w Lidze Mistrzów we wtorek, zdarzało mu się zaprosić znajomych na kolację w środę. W telewizji leciał wieczorny mecz Champions League, Pep zerkał na niego, ale równocześnie oglądał wycinki wysłane przez Plancharta po spotkaniu Manchesteru City z Atalantą dzień wcześniej. Skoro mail właśnie przyszedł, szkoda nie zajrzeć.

    W Monachium Guardiola też się zmieniał, uczył się docierania do piłkarzy w inny sposób. Wiedział, że przez różnice językowe i kulturowe nie mógł powielać tego samego co w Barcelonie. Kiedyś Lorenzo Buenaventura, trener od przygotowania fizycznego, przyszedł do niego, że piłkarze, zwłaszcza niemieccy, chcieliby więcej pracy fizycznej. I należy im ją dać, aby byli szczęśliwi, bo drastycznie doszło do zmiany przyzwyczajeń. Guardiola musiał przesuwać suwaki. Tego dnia podczas obozu powiedział Bonaventurze: w porządku, zmieniamy plan, weź ich w góry. W City nauczył się, aby trenować mniej, bo tego wymaga specyfika oraz intensywność angielskiej piłki.

    Photo by Michael Regan/Getty Images
    Pojawia się ważne pytanie: jak kończą piłkarze po wieloletniej współpracy z Pepem? W Barcelonie byli wycieńczeni psychicznie. To nie mogło dalej trwać, bo już ledwo wytrzymywali jego inwigilację oraz reżim. Wymagał zbyt wiele. Chciał wyciągnąć z tego wnioski. Ponoć Ci w Bayernie rozstawali się z nim w niezłej kondycji mentalnej. A w Manchesterze jego sztab uważa, że zawodnicy są świeżutcy psychicznie. Nadal głodni wyzwań. Guardiola zdał sobie sprawę, że ludzki mózg to nie żaden komputer. Ich software może się zaciąć, może nie wytrzymać. Z upływem lat zaczął modyfikować treningi oraz zmniejszać liczbę danych. Więcej uwagi poświęcił głowie, mniej taktyce. Zaczął dbać chociażby o to, by uczyć zawodników w Manchesterze, jak się relaksować.


    Katalończyk nie lubi komplikować swojej filozofii. Uważa swój model gry za dość prosty. Na papierze banalny: jego drużyna ma posiadać piłkę, ma atakować, a kiedy ją straci, błyskawicznie odzyskać. Zaangażowanie w atak dotyczy wszystkich łącznie z bramkarzem. Jego pretemporady są bardziej taktyczne niż fizyczne. Wtedy jest najwięcej czasu na dopracowanie szczegółów: po każdym sezonie wskazuje, jakie elementy zamierza dodać do gry zespołu, jakie wyzwania taktyczne stawia na kolejne rozgrywki. Wtedy jest czas na pracę, a nie w trakcie sezonu, gdy gra się dwa mecze w tygodniu. W środę Liga Mistrzów, w czwartek rozluźnienie, w piątek stałe fragmenty gry i dwie koncepcje ataku, a w sobotę kolejny mecz.

    W Manchesterze City od razu złapali jego pomysły. Wiedzieli, czego się spodziewać. W Bayernie zajęło mu to więcej czasu. Sam musiał zmienić podejście, bo w Barcelonie wszystko kręciło się wokół osi środkowej drużyny: Pique i Puyola w obronie, Busquetsa, Xaviego oraz Iniesty w pomocy, Messiego w ataku. W Bayernie dostał potężną moc na skrzydłach w postaci Robbena oraz Ribery’ego, lecz zdziesiątkowany środek pola z kontuzjowanymi Javim Martinezem, Thiago i Schweinsteigerem. Siła była w bocznych sektorach ze wspaniałymi Lahmem oraz Alabą. W ataku miał Thomasa Müllera i Mario Mandžukicia. Uczył się nowego konceptu zespołu. Próbował zrekonstruować środek, więc wystawiał tam często Lahma. W Bayernie chcieli atakować skrzydłami, w Barcelonie dogrywali tam piłkę tylko po to, by w luźniejszych warunkach za moment wróciła do środka.

    Pierwsze tygodnie w Bawarii pokazały mu również, jak mocno komentarze prasy wpływają na zawodników. Wtedy niemieccy dziennikarze rozpisywali się, że Bayern będzie grał tiki-takę. Wróćmy do jednego z pierwszych jego meczów naznaczonych pod hasłem „litery U”. Zdaje się, że z Wolfsburgiem. Bawarczycy dominowali, grali sobie od jednej do drugiej strony, piłka krążyła, ale niewiele z tego wynikało. Podania, podania i nic. Piłka krążyła jak po literze U – od Ribery’ego, przez Lahma i Schweinsteigera, aż do Robbena i w drugą. A napastnicy czekali na zagrania. W przerwie Guardiola powiedział do uśmiechniętych graczy, że dawno nie widział takiej katastrofy. Że to jest połowa jak najszybciej do zapomnienia. Wtrącił się Bastian Schweinsteiger: trenerze, ale my gramy tiki-takę. Pep zwariował. Nienawidzi tego zwrotu, nienawidzi tej etykietki, walczy o zerwanie łatki. Nigdy nie interesowało go samo trzymanie piłki dla trzymania jej. Chciał konkretów, sytuacji bramkowych, groźnych okazji, a nie podawania w kółko. Wtedy, w szatni, w 5-6 minut musiał zniszczyć wyobrażenie tiki-taki u kilku profesjonalistów.

    Jego Bayern był elastyczny. Tego nauczył swoich piłkarzy. W trzecim sezonie wygrał 5:1 z Borussią Thomasa Tuchela, a wszystkie pięć bramek mistrzowie kraju zdobyli po długich zagraniach ze środka obrony do ataku. Ośmieszyli BVB – jak powiedziałoby wielu – lagowaniem. A oni wtedy ćwiczyli na zajęciach podania na 40-60 metrów od Boatenga do Lewandowskiego. Założyli, że dortmundczycy przygotują się na coś innego, więc będzie można ich zaskoczyć. Xabi Alonso w ciemno mógł grać croosem do Müllera zgrywającego piłkę do Polaka. Jedno z największych zwycięstw Guardioli było antytezą jego stylu. Kluczem było osobne przygotowanie do następnego meczu. Zdarzało się, że Neuer ćwiczył wznawianie do Lewandowskiego.

    Fot. Kevork Djansezian/Getty Images
    Jeszcze inny obrazek. Champions League, Liga Mistrzów z Juventusem, gdy Bawarczycy awansowali po dogrywce, wygranej 4:2 i wielkich cierpieniach. W Turynie zremisowali 2:2 po dominacji, lecz dwóch prostych błędach. Na Allianz Arena Guardiola szykował się na la italianę – założył, że Juventus wyjdzie, by poczekać na rywala, oddać mu przestrzeń i nastawić się na dobicie go w ostatnie pół godziny. Spodziewał się typowej włoskiej roboty, a wyszli totalnie inaczej niż Pep założył dwie noce wcześniej z Manuelem Estiarte, słynnym waterpolistą, jednym z najlepszych w historii, którego Guardiola zaprosił do swojego sztabu. Pogba oraz Morata mieli pełną swobodę, rzucili się do ataku, do przerwy wygrywali 2:0. Katalończyk musiał wszystko zmieniać w przerwie. Próbować odwrócić sytuację. Lewandowski zdobył bramkę kontaktową, ale gra pozostawiała wiele do życzenia. Trener rzucił całą artylerię na ostatnie 20 minut – wtedy Bayern atakował jak szalony w systemie 2-3-5. Müller strzelił w końcówce, w dogrywce załatwili ich dwoma trafieniami, w krótkim czasie zamienili się w niemiecki walec. Nie zawsze plany się sprawdzały, ale swój kunszt pokazywał też umiejętnością reakcji na sytuację. Zmianą planu, koncepcji, pozycji poszczególnych zawodników.


    Zdarzało mu się jak w przerwie meczu z Inglostadt zmienić pozycję ośmiu zawodnikom. W pierwszej połowie jego zawodnicy byli bezradni, więc chciał namieszać rywalom w głowach. Zmiana planu była jednak tak dynamiczna, że nie wszyscy się w niej połapali. Dopiero przy rzucie rożnym Philipp Lahm, przesunięty na pozycję prawego skrzydłowego, pobiegł do linii po kartkę, przybiegło ośmiu graczy i w pełni zrozumieli z rysunku, jak powinni być ustawieni. Po 20 minutach Lewandowski dał Bawarczykom prowadzenie po asyście Boatenga.

    Sztab Katalończyków mocno pracował też nad stałymi fragmentami gry. Szczególnie byli dumni z planu wynalezionego na Benfikę w Champions League. Zauważyli pewnego razu w Sankt Petersburgu, że Portugalczycy bronią jedenastką we własnym polu karnym, ale po dośrodkowaniu uciekają z wyznaczonej strefy i zostawiają sporo przestrzeni. Ćwiczyli nad tym. Rywal był ustawiony w trzech rzędach, ośmiu piłkarzy w polu bramkowym, a z Bayernu w szesnastce jedynie Ribery. Reszta czekała przed linią na wbiegnięcie. Ich celem było osiągnięcie przewagi na dalszym słupku, by zgrać piłkę na ten bliższy. Wykorzystali to dokładnie tak, jak podczas treningu. Xabi Alonso dogrywał piłkę idealnie, Javi Martinez strącił ją, a Müller golem przyczynił się do wejścia do półfinałów. Jeden do jednego jak na treningu. Moc researchu. Później do sieci wyciekły filmy, niemal bliźniacze, z meczu oraz ćwiczeń przed nim.

    Szereg sytuacji pokazuje, z jak wielu szczegółów składała się jego praca. O jak wiele aspektów musiał zadbać. Gdyby miał wypowiadać się o największym rozwoju Lewandowskiego, pewnie zaznaczyłby, że namawiał go do ćwiczenia rzutów wolnych. Specjalnie nie trzeba było, ale to częściowo ich wspólna praca. Praktyka, aż Polak stanie się maestro w tym aspekcie. Pep w swoim stylu siedział na piłce i przyglądał się jak Lewandowski uderza seryjnie futbolówkę. Aż świat oszalał, gdy zaczęło mu wchodzić w meczach.

    Guardiola wsłuchiwał się w głosy swoich zawodników. Reagował, gdy Lewandowski oraz Müller prosili o więcej strzałów głową i trenowanie tego aspektu. Wrzutki oraz wykończenie. W pewnym momencie czuli, że trzeba to poprawić. Z Polakiem Pep także eksperymentował – zdarzało się, że od początku meczu kazał mu się trzymać lewej strony i schodzić z piłką do środka niczym skrzydłowy.

    Zostawił piłkarzy w Monachium bez spełnionego głównego marzenia, ale jako lepszych graczy i większych profesjonalistów. Sam ciągle się ich uczy. Nawet w tych z pozoru prostych relacjach międzyludzkich – wie, że ekspresyjnie może wycałować Kimmicha czy Sterlinga, ale już Otamendi mógłby się odmachnąć, bo kiedyś nie przypadło mu to do gustu. Woli, aby go nie dotykać. Z tym trzeba być ostrożnym, bo przecież Guardiola lubi zaglądać w każdy aspekt życia swoich zawodników. Łącznie z łóżkowym, bo przecież publicznie opowiadał, jak seks jest ważny w ich życiu. „Czym więcej go mają, tym lepiej grają. Jak najlepsi Messi czy Lewandowski”.

    Nie raz w stolicy Bawarii zdarzyło się mieć dość perfekcjonizmu Guardioli, ale jednak zostawił tam wiele nowoczesności. Sukces to zawsze wypadkowa tysiąca czynników, klasa trenera jest niepodważalna. Dlatego tym bardziej może cieszyć, jak Katalończyk zachwycał się Lewandowskim w czasach wspólnej pracy: „Nie miałem nigdy większego profesjonalisty. Uważa na wszystko, jak się odżywia, jak śpi, jak trenuje. Jest zaangażowany 24 godziny na dobę, nie doznaje urazów, bo koncentruje się na swojej karierze. Zawsze wie, co zrobić, aby być w optymalnej formie”. Z jego ust to największy wyraz podziwu.
    #pilkanozna
    pokaż całość

    źródło: newonce.sport

  •  

    Robert Lewandowski 40', Union Berlin 0:[1] Bayern Monachium
    #golgif #mecz #bundesliga #bayernmonachium #lewandowski

    źródło: streamable.com

  •  

    Już za chwilę, już za momencik...
    #mecz #bundesliga #lewandowski

    źródło: comment_mfO3dchImZNU0n84dYvK322YTOItPxOJ.jpg

  •  

    Z całego życzliwego serca zazdroszczę mu (。◕‿‿◕。)

    #lewandowski #samochody

    źródło: IMG_20200509_155525.png

  •  

    News miesiąca! Co ja mówię, ROKU! PILNE! cały świat wstrzymuje oddech. Czy Lewandowski poda płeć dziecka? Czy poda imię? Może chociaż wiek??
    #heheszki #lewandowski

    źródło: 1588773176113.teslacoilsw.launcher(1).png

  •  

    Trzymaj się w tych Niemczech Robert #lewandowski #pilkanozna #heheszki

    źródło: 1588770028530.jpg

  •  

    #lewandowski #pilkanozna #annalewandowska #dzieci
    Lewy został po raz drugi tatą, druga dziewczynka. (ʘ‿ʘ)

    źródło: IMG_20200506_110444.jpg

  •  

    Lewandowska do Szydłowej:

    "Dlaczego wybory powinny odbyć się w konstytucyjnym terminie" XDDD

    Ja pierdole. Nie można spytać "dlaczego wybory powinny odbyć się 10 maja" tylko od razu wstawienie odpowiedzi w pytanie. Robert chyba nie jest dumny z rodziny :-(

    #tvpis #polityka #wybory #lewandowski

  •  

    Kiedy liga zawieszona i musisz jakoś dorobić
    #heheszki #lewandowski #tygodniknie

    źródło: Screenshot_20200412-220302_1.png

  •  

    @adrian-motulewicz: Ręce opadają...

    Anna i Robert Lewandowscy przekazali milion euro na walkę z koronawirusem. Oczywiście znajdą się tacy, którzy stwierdzą że co to jest ten milion euro skoro proporcjonalnie Mirek może dać 200 zł ლ(ಠ_ಠ ლ)

    Jak w tym kraju ma być normalnie?

    #koronawirus #lewandowski

  •  

    Szacunek dla Lewandowskiego za przekazanie miliona euro na walkę z pandemia.

    pokaż spoiler Chociaż zaraz się pokażą Szumlewicze, i powiedzą ze i tak za mało xD


    #koronawirus #lewandowski #pilkanozna

    +: WeezyBaby, T..................a +19 innych
  •  

    No to niestety możemy mieć już dzisiaj pewność, że mecze się nie odbędą. Stadiony zamykane, zawodnik czołowej drużyny świata zarażony, imprezy odwoływane.
    W tym wszystkim szkoda mi ostatniej szansy Lewego z racji na wiek :(

    #pilkanozna #lewandowski #koronawirus

    źródło: radio.katowice.pl

  •  

    Mireczki minął pierwszy ciężki tydzień. Jeszcze 4-5 musimy wytrzymać. Trzymajcie się tam na tym tagu!
    #mecz #lewandowski #pilkanozna

    źródło: imgonline-com-ua-twotoone-vYNkxz2vxGL9MtJO.jpg

  •  

    Robercik out na 4 tygodnie. Aż mi się autentycznie przykro zrobiło. Oby mu to nie popsuło niczego na przyszłość w końcu kolano to kolano a wiemy ile karier zostało przez to zniszczonych. Najbardziej w sumie boli to że miał najlepszy sezon do tej pory a to może mocno go zepsuć. Szkoda :/
    #lewandowski #bayernmonachium #bundesliga #ligamistrzow #pilkanozna pokaż całość

    źródło: 1582747370933.facebook.katana.png

  •  

    miej nazwisko Lewandowski (takie samo jak Pan Dzik)
    kup fejkowe ciuchy gucci i zegarki marki rolex od pana cygana z bazaru
    zatrudnij grafika żeby przerobił kilka zdjęć, że niby hehe chillout z Robertem przy basenie
    jedź w chuj daleko do Malezji czy innej Indonezji
    podawaj się za kuzyna Roberta
    ruchaj najlepsze modelki
    ???
    profit


    #pasta #mecz #pilkanozna #lewandowski #podroze #xd #heheszki #gownowpis
    pokaż całość

  •  

    Plusujcie i oddajcie cześć Wielkiemu Polakowi, Panu Piłkarzowi Robertowi Lewandowskiemu. Spójrzcie tylko na niego, kwintesencja wielkości na jednym zdjęciu. Robercig to chad, nawet gigachad. Wszystkie przerośnięte typy z kwadratowymi szczękami chowają się przy naszym Rodaku.

    #lewandowski #mecz #polak #chad

    źródło: A362305C-F6C6-4C48-A443-D15DD6E561C8.jpeg

  •  

    Dorobiłem przy hodowli dzików ( ͡º ͜ʖ͡º) #mecz #bukmacherka #lewandowski #zielinski #dziki #heheszki

    źródło: dziki.png

  •  

    Nawiedził cię potężny Pan Piłkarz.. Zaplusuj go abyś strzelił gola swojej ukochanej tak samo jak on strzelił gola gorszej drużynie z Londynu #lewandowski #mecz #plusuj

  •  

    Tak było, nie zmyślam (ʘ‿ʘ)
    #lewandowski #quebonafide

    źródło: 1582383371651.jpg

    •  

      @Anekito: Serio takie coś nawija? Jestem albo za głupi żeby to zrozumieć albo gość jest upośledzony, albo gość ma świadomość ze to gowno i jego fani są upośledzeni.
      Po tym co przeczytałem Lech roch Pawlak jest dla mnie guru

    •  

      @MaC1u5: takie coś nawija i to z jedneog z jego najnlepszych albumów - Egzotyka. Ach, jak wtedy strony poświęcone rapowi (polskie, wiadomo XD) zachwycały się kolejnymi singlami - a tu w Brazylii, a tu w Japonii, a tu gdzieś w Indiach. To był początek

    • więcej komentarzy (21)

  •  

    #humorobrazkowy #heheszki #lewandowski #tlustyczwartek To ja dziś po 5 ponczkach (ꖘ‸ꖘ)

    źródło: 73513574_296035931279858_7315764794827472896_n.jpg

  •  

    #ciekawostki #robertlewandowski #lewandowski

    Dziś dokonałem obliczeń #ekonomia

    Gdyby majątek Roberta Lewandowskiego rozdzielić po równo pomiędzy każdego obywatela Polski to każdy z nas dostałby:

    pokaż spoiler W mordę za lewackie myślenie. Nie dostaniesz hajsu za darmo, idź do roboty.


    Pozdrawiam ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #heheszki
    pokaż całość

    źródło: IMG_20200217_165659.jpg

  •  

    Lubię sobie od czasu do czasu włączyć ten "skrót" i pooglądać tego dzika w akcji (。◕‿‿◕。)
    #pilkanozna #bundesliga #lewandowski #sport

    źródło: youtube.com

  •  

    Słabiutki Lewandowski. Po raz kolejny nie potrafi strzelić w waznym meczu.
    #mecz #bayernmonachium #lewandowski

  •  

    Lewy zrelaksowany po ostatnim meczu ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #lewandowski #reprezentacja #pilkanozna #heheszki #mecz

    źródło: lewy.png

  •  

    Ciekawe jak google dobiera zdjecia "profilowe" zawodników przy wyszukiwaniu, ale szukajac info o Piatku wyswietlili mi się inni sugerowani piłkarze?! XD Algorytm czy jakiś śmieszek?
    #pilkanozna #heheszki #lewandowski #google

    źródło: 20200130_102843.jpg

  •  

    Ja kiedyś przez chwilę grałem w nogę z Lewandowskim. A było tak:
    Pracowałem swego czasu w hotelu Sheraton jako recepcjonista. Któregoś dnia do Poznania na zgrupowanie przyjechała polska kadra w piłce nożnej i chcieli się u nas zakwaterować na nocleg. No i wszystko spoko, ja po kolei odbieram od każdego dokumenty i przydzielam pokoje, od trenera, członków sztabu, piłkarzy, aż w końcu przyszła kolej na Lewandowskiego. Ten sięgnął ręką do kieszeni… i nagle zamarł.
    – O cholera, gdzie są moje dokumenty?? – jęknął i zaczął energiczniej macać się ręką po kieszeniach. – Kurde, chyba mi gdzieś wypadły…
    – No to przykro mi – odpowiadam uprzejmie – ale nie mogę pana wpuścić do środka.
    Lewy na to zbladł, ale zaczął energiczniej przeszukiwać wszystkie kieszenie w spodniach, kurtce, potem przetrząsnął plecak, sprawdził wszystko jeszcze raz i na koniec rozłożył bezradnie ręce.
    – Ale chyba mnie pan wpuści do środka, co? – poprosił i się uśmiechnął blado.
    – Niestety nie mogę tego zrobić, dopóki nie zobaczę dokumentów – tym razem to ja rozłożyłem bezradnie ręce.
    – Ale ja jestem Lewandowski!
    – A ja Kowalski. Miło mi.
    – Ej no kurwa… – Lewandowski zaczął się niecierpliwić. – Przecież jestem znany w całej Polsce, gram w Lechu Poznań, musisz gościu mnie kojarzyć.
    – A ja wiem, czy ty jesteś prawdziwy Lewandowski? – odparłem. – Może się tylko pod niego podszywasz?
    Lewy już wkurzony chciał coś powiedzieć, ale w tym momencie pozostali piłkarze, widząc z daleka, że coś się dzieje przy recepcji, podeszli do nas i pytają co jest grane. Gdy im wyjaśniłem całą sytuację, zaczęli mnie jeden przez drugiego przekonywać, że to przecież prawdziwy Lewandowski i żebym sobie nie robił jaj.
    – Sorry chłopaki, ale bez dokumentów go nie mogę wpuścić. Taka praca.
    Po chwili pojawił się trener Smuda.
    – Co tu się kurwa wyprawia? – rzucił od razu. – Czemu jeszcze nie siedzicie w pokojach?
    – A bo panie trenerze, Lewy zgubił dokumenty – wyjaśnił któryś z piłkarzy.
    – A ja bez dowodu tożsamości go nie mogę zameldować – dodałem.
    – No, ale przecież to jest Lewandowski! – krzyknął Smuda.
    – Może tak, może nie. Muszę mieć pewność.
    – No żesz kurwa, ja pierdolę – załamał się trener.
    W tym momencie do hotelu dziarskim krokiem weszli prezes PZPN Grzegorz Lato i sekretarz generalny Zdzisław Kręcina. Obaj już lekko podchmieleni.
    – Opowiem wam kawał – zaproponował od progu prezes Lato, uśmiechnięty od ucha do ucha. – Co jest mniejsze od piczki komarzycy? Chuj komara, bo musi w nią wejść! – dokończył i zarechotał głośno.
    Ale oprócz niego zaśmiał się tylko Zdzisiek Kręcina.
    Nie takiej reakcji spodziewał się Grzegorz Lato.
    – A co tu kurwa za atmosfera jak na stypie? – zapytał zdziwiony.
    – A bo tu się zrobiła sraka z dokumentami, panie prezesie – wyjaśnił trener Smuda.
    – Jaka znowu sraka? – zdumiał się prezes. – Mówcie, do chuja wafla!
    No to mu wszyscy powiedzieli, w czym problem.
    – Ale przecież to naprawdę jest Lewandowski – krzyknął prezes Lato, a Zdzisiek kręcina czknął pijacko, chyba na znak aprobaty.
    – Bez dokumentów nie mogę niczego zrobić – wyjaśniłem po raz kolejny, wywołując kolejną falę bluzgów ze strony piłkarzy i działaczy.
    Grzegorz Lato był już wyraźnie wkurwiony.
    – Dawać mi tu kurwa kierownika tego kurwidołka! – zagrzmiał donośnie – Może on coś poradzi na ten pierdolnik!
    Robiło się już niezłe zamieszanie. Po chwili pojawił się kierownik i z miejsca odebrał wiązankę bluzgów od prezesa PZPN, po czym, cały czerwony na twarzy, krzyknął do mnie:
    – Co ty tu do cholery odpierdalasz? Nie widzisz, co się dzieje? Zaraz nam tu media wparują i będzie dym na całą Polskę! Zamelduj wreszcie tego Lewandowskiego bo inaczej postaram się, żebyś przez najbliższe 10 lat nie dostał posady nawet babci klozetowej!
    – Sorry szefie, ale nie mam żadnego dowodu, że to naprawdę on.
    – No przecież to chyba widać do cholery! – kierownik był równie wkurwiony, co inni. – Co ty, meczów i reklam nie oglądasz?
    – A bo ja wiem, czy to nie jakiś sobowtór? – zapytałem filozoficznie.
    – No kurwa mać! – powiedzieli chórem kierownik, prezes Lato, sekretarz Kręcina, trener Smuda i piłkarze, nie wyłączając Lewandowskiego.
    Ale ja byłem nieugięty.
    – No i co tera kurwa zrobimy? – zmartwił się trener Smuda.
    – Napijmy się! – zaproponował Zdzisław Kręcina.
    – Dobra myśl, Zdzisiu! – podchwycił ochoczo Grzegorz Lato i widać było, że na tę myśl humor mu się poprawił. – A wy przetrząśnijcie plecaki, bagaże, nawet cały pierdolony autokar i znajdźcie te jebane dokumenty, choćbyście je mieli wyciągnąć z dupy murzyna! – zakończył, po czym zamówił u mnie kolejkę (oprócz recepcjonisty jestem też barmanem i to ja wydaję klientom alkohol), po czym wziął pod rękę Kręcinę i skierował się w stronę jednego ze stolików.
    Kierownik zawołał ochronę i w porozumieniu z trenerem Smudą kazali im przeszukać cały autokar, w tym czasie też każdy z piłkarzy i działaczy gdzieś gorączkowo dzwonili, próbując ustalić, gdzie się mogły podziać dokumenty Lewego. W międzyczasie prezes Lato i sekretarz Kręcina zamówili jeszcze kilka kolejek, a po jakimś czasie dosiedli się do nich terener Smuda, piłkarze i reszta sztabu. Przy recepcji został jedynie Lewandowski.
    – Ja chyba też się napiję – oświadczył, mocno zmęczony. – Setka wódki dla mnie! – zażądał.
    – A 18 lat jest skończone? – zapytałem podejrzliwie.
    Lewandowski aż się zachłysnął powietrzem na te słowa.
    – No przecież, że tak i to już dawno! – odpowiedział oburzony.
    – W takim razie poproszę dowodzik. – wyszczerzyłem zęby w uśmiechu.
    – No żesz kurwa! – krzyknął Lewandowski wkurwiony na maksa. – Przecież go zgubiłem!
    – Nie ma dowodu, nie ma alkoholu. – uśmiechałem się do niego szeroko.
    Lewandowski spiorunował mnie spojrzeniem.
    – Spierdalaj! – powiedział w końcu. I udał się do wolnego stolika, do końca wieczora siedząc tam o suchym pysku.
    Po kilku godzinach zakończono poszukiwania. Bez rezultatu. Żadnych dokumentów nie znaleziono.
    – I co my teraz kurwa zrobimy? – zafrasował się Franciszek Smuda. – Lewy powinien wypocząć bo jutro gramy ważny mecz towarzyski z Czechosłowacją.
    – Z Czechami – poprawił go któryś z piłkarzy.
    – A jeden chuj! – machnął ręką zniecierpliwiony trener.
    Wszyscy patrzyli po sobie, nie wiedząc co dalej zrobić.
    – To może się napijemy? – zasugerował sekretarz Kręcina.
    – Świetna myśl, Zdzisiu – podchwycił prezes Lato. – A Lewego może upchnie się do jakiegoś wolnego pokoju?
    Zajrzałem w papiery.
    – Niestety, chyba już takiego nie mamy – powiedziałem. – To znaczy, jest jeszcze jeden nieobsadzony, bo klient jeszcze nie odebrał do niego kluczy. Jakiś Lewandowski.
    – To może ja go wezmę? – zapytał z nadzieją Lewandowski.
    – W porządku – zgodziłem się. – Tylko najpierw poprosze jakiś dokument tożsamości.
    – No żesz kurwa… – westchnęli chóralnie wszyscy.
    – Proponuję w takim razie skoczyć do knajpy i się napić… – rzucił Zdzisław Kręcina. – A potem możemy…
    – Wiem! – przerwał mu Lewandowski. – Chyba nareszcie znalazłem rozwiązanie! – I zwrócił się do mnie: – Zagramy mecz, jeden na jednego. Ja kontra ty. Jeśli wygram, to mnie w końcu wpuścisz do tego pierdolonego hotelu!
    – Sorry Robert, ale naprawdę nie mogę… Obowiązują mnie procedury…
    – Chuj z procedurami! – skonstatował już mocno podchmielony Grzegorz Lato. – Zdzisiu, polej no.
    – Pewnie boi się, że ze mną przegra. – Lewandowski patrzył na mnie wyzywająco.
    I kurde, wjechał mi gość na ambicję! A chuj tam! Lewandowski czy nie, honoru bronić trzeba! Niech mu będzie.
    Zaczęliśmy ustalać szczegóły, ale że robiło się już ciemno, postanowiliśmy zagrać na oświetlonym boisku, konkretnie na stadionie Lecha. Wprawdzie Lewy na nim grał regularnie, a ja w ogóle, ale stwierdziłem, że dam mu fory.
    Udaliśmy się zatem na miejsce, Grzegorz Lato i Zdzisiu Kręcina pogadali z kim trzeba, jedną albo dwie kolejki i wszystko załatwili. Stadion został otwarty, światła włączone, no a ja i Lewy wybiegliśmy na murawę. On miał koszulkę z napisem „Lewandowski”, ale mnie to nie ruszało, w końcu to o niczym nie świadczy. Taką koszulkę można se kupić w pierwszym lepszym sklepie z koszulkami.
    Mediów nikt nie zawiadamiał, na trybunach zasiedli jedynie piłkarze i działacze ze sztabu.
    Ustaliliśmy, że ja i Lewy zagramy mecz na jedną bramkę, przeprowadzając akcję na zmianę, raz ja, raz on, a cały mecz będzie trwać 10 minut i kto strzeli więcej goli, wygrywa. Tylko 10 minut, bo wszyscy byli już głodni i zmęczeni, a sekretarz Kręcina skarżył się jeszcze głośno, że zapomniał wziąć z hotelu alko i go teraz suszy jak skurwysyn.
    Zaczęła się gra i co tu dużo gadać, to nie był ewidentnie dzień Lewego. Grał spięty i stremowany, bo w końcu stawka wysoka, rzucał się na murawę, robił wślizgi, nawet próbował faulować.
    Wszyscy z trybun gorąco go dopingowali. Zwłaszcza Franciszek Smuda.
    – Lewy, wyjeb tą piłkę! – ryczał z trybun, budząc śpiącego w pijackim amoku Zdzisia Kręcinę. – Uderz prosto! Omiń go! Nie opierdalaj się!
    – A idź pan w chuj! – warknął w odpowiedzi wkurwiony Lewandowski.
    Ostatecznie ojebałem go 5:1. A honorową bramkę strzelił mi dopiero w samej końcówce, w ostatnich sekundach meczu. Gdy schodziliśmy z murawy, Lewandowski szedł ze spuszczoną głową. Był cały umorusany w błocie, a nastrój miał ewidentnie paskudny. Postanowiłem go pocieszyć.
    – Słuchaj Robert, nie przejmuj się. W sporcie porażki też się zdarzają. Może skoczymy na jakieś piwko? Ja stawiam.
    – Spierdalaj! – warknął w odpowiedzi i udał się w swoją stronę.
    Po chwili pojawił się przy nim trener Smuda.
    – Co tu kurwa miało być? – zapytał wściekły. – Już nawet Adamiakowa by lepiej zagrała!
    – A weźcie się wszyscy odpierdolcie! – wrzasnął rozgoryczony Lewandowski. – Zobaczycie, że jeszcze zrobię karierę, o jakiej wam się nie śni! Będę trenował dniami i nocami i zostanę jednym z najlepszych piłkarzy w Europie! Przy okazji ustanowię rekordy, do których nikt się nawet nie zbliży, a wam wszystkim gały wyjdą na wierzch z wrażenia! Jeszcze mnie popamiętacie, wredne knury! – zakończył i zaczął biec sprintem w stronę wyjścia.
    – Czekaj! – zawołałem za nim. – A może wymienimy się koszulkami?
    W odpowiedzi Lewy tylko pokazał mi faka, nie przerywając biegu. Po chwili zniknął nam z oczu.
    Więcej już go nie spotkałem.
    Tej nocy Lewandowski spał pod mostem. Dowiedziałem się o tym od pana Miecia, miejscowego żula, który codziennie rano przeszukiwał śmietniki w okolicy hotelu, w którym pracuję. Jak mówił pan Mieciu, siedział sobie wczoraj jak co wieczór w parku razem ze Stachem i Kazkiem i popijali nowego siarkofruta, a tu nagle z krzaków wyszedł jakiś młody, ale brudny, obdarty i rozczochany gośc i mówi, że chciałby się przekimać na którejś z ławeczek. Pan Mieciu mu na to kulturalnie, że sorry ziomuś, ale tu wszystkie ławki są zajęte i nie ma już wolnych miejscówek.
    – Ale panowie, ja jestem Lewandowski! – zaprotestował młodzian.
    – A ja jestem Mieciu – przedstawił się żul.
    – No kurwa! Lewandowski, ten piłkarz jestem. Z telewizji!
    – My nie mamy telewizji. Poza tym masz na to jakiś dowód? Jakiś, nie wiem, dokument czy coś?
    Lewandowski na te słowa wkurwił się strasznie, zbluzgał wszystkich i poszedł spać pod okoliczny most.
    Następnego dnia udał się prosto pod stadion, gdzie spotkał się z resztą ekipy i zagrali mecz z Czechami. Oczywiście przejebali go 0:3, ale po tym, co przeżyli dzień wcześniej, wszyscy ten wynik i tak mieli głęboko w dupie. Może poza trenerem Smudą, który opowiadał w mediach wkurwiony, że za chwilę Euro, a my tu gramy srakę i pewnie przejebiemy w fazie grupowej z Czechosłowacją i Związkiem Radzieckim.
    Po meczu cała kadra udała się na lotnisko. Ponoć Lewandowski miał problemy z wejściem do samolotu – stewardessa nie chciała go wpuścić na pokład bo nie miał żadnych dokumentów.
    Od tego czasu minęło parę lat, Lewandowski zgodnie z obietnicą stał się międzynarodową gwiazdą i jednym z najlepszych piłkarzy na świecie. Kosi teraz gruby hajs i bryluje na salonach. Wysłałem mu raz nawet kartkę na święta. I ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, odpisał! Konkretnie jedno słowo: „Spierdalaj!”.
    Prezes Lato nie jest już prezesem, a sekretarz Kręcina – sekretarzem. Ale obydwaj lubią się spotkać od czasu do czasu i wypić jedną kolejkę. Albo kilkanaście.
    Trener Smuda wrócił do pracy w polskiej lidze, trenuje różne kluby, raz jeden, raz inny, ale zawsze opierdala swoich aktualnych podopiecznych, że Adamiakowa by lepiej od nich zagrała, a oni w ogóle prezentują jedną wielką srakę.
    A ja? Cóż, dalej pracuję. Co prawda już nie w hotelu, bo po tamtych wydarzeniach wypierdolili mnie stamtąd na zbity pysk, ale nie miał racji kierownik, że nie znajdę roboty nawet jako babcia klozetowa. Co to, to nie! Właśnie jakiś czas temu pani Jadzia pracująca w miejskim szalecie na dworcu kopnęła w kalendarz, a mnie, dzięki znajomościom i łapówie wręczonej pod stołem, udało się zająć jej miejsce. Pracuję zatem na ćwierć etatu w tym samym sraczu i kasuję od klientów złocisza za sikanie i dwa złocisze za kupę. Dodatkowo dorabiam sobie jeszcze, dilując drożdżówkami pod jedną ze szkół. Żyć, nie umierać!
    Czasem wracam też wspomnieniami do pamiętnego meczu z Lewandowskim. I cieszę się ogromnie, że go wtedy ograłem i zmobilizowałem do pracy nad sobą. Kto wie, co by się stało, gdyby to on wtedy wygrał. Może by mu sodówka uderzyła do głowy, zacząłby za bardzo gwiazdorzyć i przepuściłby całą forsę w kasynie? Aż skończyłby w jakimś MKS Gnojnice i grał za worek ziemniaków i kiełbasę na grilla. A tak – proszę. Stał się kimś! I to pośrednio dzięki mnie!
    I pomyśleć, że mogłem go wtedy ojebać nie 5:1, a 5:0. Niemal zachowałem czyste konto.
    Niemal, bo w ostatnich sekundach Lewy jednak strzelił bramkę honorową.
    Cóż. Następnym razem będę grać w normalnych butach, a nie w klapkach…

    #pasta #pilkanozna #lewandowski #ekstraklasa
    pokaż całość

  •  

    #mecz #pilkanozna #lewandowski

    Niemiecka agencja DPA wybrała sportowe zdjęcie 2019 roku - to pamiętna fotografia napastnika Bayernu Monachium, który bez koszulki cieszy się ze zdobycia bramki w meczu z RB Lipsk w finale Pucharu Niemiec

    xD

    źródło: i.iplsc.com

  •  

    Brawo dla marketingu FCB ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #mecz #heheszki #lewandowski

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: B828FC7B-5273-449D-B372-5601B4B1E6D2.png

  •  

    Lecę sobie dzisiaj liniami Qatar airways, a tam nasz pan piłkarz w instruktażowym filmiku.
    Proszę bardzo jaki przystojniacha:
    #lewandowski #bayernmonachium #pilkanozna

    źródło: 1579124963520.jpg

  •  

    Obejrzalem "wywiad" Romusia z Lewandowskim.

    Jak mozna spierdolic cos tak fajnego, przez swoje wybujale ego. Mozna byloby Lewandowskiemu zadac milion roznych ciekawych pytan, ale nie. Ten kretyn zaprosil Lewandowskiego po to, zeby powiedziec swoją jedenastkę xD. Nie zapytać Lewandowskiego o szczegoly pilki, o szatnie, tylko ten imbecyl jeszcze wpierdzielal sie w slowo Panu Piłkarzowi, żeby mówić te swoje farmazony.

    Roman, kiedy Ty zrozumiesz, że jesteś jak małpa w cyrku, ludzie przychodza sie z Ciebie posmiac, ale docen to, ze jak masz ciekawego goscia, to daj mu dojsc do glosu, zadaj ciekawe pytania, to moze ludzie przestana sie z Ciebie smiac.
    #kolton #borek #lewandowski #pilkanozna #mecz #prawdafutbolu
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów