Piję herbatę.

  •  

    #atencyjnysmuteczek (na czarną można dać, a jak nie można to przepraszam)

    Aż się muszę wypowiedzieć na temat problemu o Redbulla za 6 złotych.
    Ze swoich dwóch pierwszych wypłat i ostatnich z BP nie kupiłam sobie prawie nic, ile mogłam to odłożyłam, a dokładnie z trzech wypłat (z tego jedna niepełna) 4 500 złotych. Żyłam skromnie. Nie wydawałam na ubrania i inne rzeczy.
    Więc jak sobie kupię Redbulla, bo miałam ciężką noc to nic się nie stanie.
    Pracuję na umowie zlecenie, więc dostanę trochę więcej niż na umowie o pracę i stawkę też mam większą trochę, bo to Kraków.
    Kupuję sobie wkłady do GLO za 11 złotych na dwa/trzy dni plus czasem cygaretki przy cięższym dniu.

    Uważam, że zasługuję na Redbulla, bo ciężko pracuję i nie wydaję na bzdury, tylko czasem na małe przyjemności. Mogłam swoją pierwszą wypłatę całą wydać, a wolałam oszczędzać póki nie miałam wydatków i luźniejsze miesiące. Dopiero po czterech miesiącach pracy kupię sobie porządne buty, żeby nogi nie bolały.

    Więc ten Redbull raz na kilka dni kupiony za promocji za 4,5 złotych jeden to naprawdę nic strasznego.

    Mniej jadu Wykopki, miłego dnia i trzymajcie się (ʘ‿ʘ)
    pokaż całość

    źródło: IMG20220816145240.jpg

  •  

    Grasz w gry? Pewno nieraz musiałeś grać z oszustami, którzy używając specjalnych programów próbują uzyskać przewagę w meczach. Ale jak się ich wykrywa? Skąd gra wie, że akurat ta osoba wykorzystuje nieuczciwe praktyki? #od0dopentestera

    • Dawniej serwery wysyłały do wszystkich graczy te same dane. Czyli każdy komputer biorący udział w danej rozgrywce posiadał informacje o tym gdzie są inni gracze i co robią. Gra po prostu nie wyświetlała tych informacji na ekranie, jeśli nie były spełnione pewne warunki. Robiło się to ze względów wydajnościowych.
    • Wykorzystywały to programy do "widzenia przez ściany". Tak wpadł jeden z graczy, który streamował swoją grę w Internecie. Na swoje nieszczęście nosił okulary. Dociekliwi widzowie zauważyli, że w odbiciu jego ekranu były widoczne elementy, których w normalnej grze nie ma.
    • Tworzenie systemów na oszustów to delikatny balans pomiędzy prywatnością użytkowników a wykrywalnością nowych programów. Dawno temu Blizzard wysyłał do siebie tytuły innych programów uruchomionych na komputerze użytkownika. Ale ten mechanizm spotkał się z dużą falą krytyki.
    • Obecnie programiści skupiają się zazwyczaj nad monitorowaniem procesu gry. Bo żeby gra wyświetlała nieco więcej informacji - to trzeba zmodyfikować jej kod. Można tworzyć sygnatury – czyli opis zmian, wprowadzanych przez producentów cheatów.
    • Twórcy gry PUBG w jednym z wywiadów powiedzieli, że ponad 100 osób nieustannie monitoruje Internet w poszukiwaniu nowych próbek plików. To ogromna skala. Gdzieś tam w biurze, codziennie pracownicy instalują nowe programy i patrzą jak one działają. W ten sposób mogą tworzyć sygnatury i wykrywać nowe wersje.
    • Co ciekawe blokada konta czyli BAN nie następuje zaraz po wykryciu przez system oszustwa. Dane konto zostaje odpowiednio oznaczone. Ale gracz nadal może grać przez kilka dni. Blokada pojawia się w losowym czasie co często powoduje spore zaskoczenie. Użytkownik nie wie co i kiedy konkretnie zostało wykryte. Czy to program A? A może B?
    • Niektóre gry mogą wyliczać unikalny identyfikator sprzętowy. Tworzy się go na podstawie komponentów, które masz w środku komputera - procesora czy dysku twardego. Dzięki takiemu identyfikatorowi da się wykryć nowe konto zbanowanego wcześniej gracza. I to nawet jeśli łączy się z innego adresu IP. Konto może i łączy się z innego adresu, może i jest założone na nowego maila. Ale identyfikator sprzętowy od razu pokazuje, że system już kiedyś tego gracza widział.
    • Wykorzystuje się też system reputacji. Każdy z graczy ma przydzielony wynik określający jak bardzo mu ufamy – czyli jak bardzo prawdopodobne jest, że nie oszukuje. Nowe konta mają niski ranking, starsze wyższy. Wraz z czasem wynik się zmienia. Zrobiłeś coś dziwnego? Wynik spada. Grasz coraz dłużej? Wynik rośnie. Ale po co te wartości? Przy dostatecznie dużej liczbie graczy możemy próbować grupować ze sobą zawodników o tej samej randze.
    • Masz zbanowane konto? Stworzyłeś nowe? OK, wykryliśmy to i na tej podstawie zmniejszyliśmy Twój wewnętrzny ranking. Pozwolimy Ci grać, ale tylko z innymi graczami, którzy robią dokładnie to samo co Ty. Tym samym oszuści grają z oszustami. I pewno się na nich denerwują.
    • Oszustwo można też wykryć na podstawie systemu powtórek. Zapisuje się niektóre ruchy gracza w kluczowych momentach gry. Potem algorytmy porównują je z wcześniej oznaczonymi przypadkami oszustw.
    • Czasami da się zaprojektować mechanizm tak aby był odporny na próby oszustwa. Przykład z gry RUST. Fortece użytkowników mogą być chronione przez drzwi, blokowane kodem. Do wnętrza może wejść inny użytkownik, który zna kod. Ale 4 cyfry to nie wiele. Niektórzy zaczęli więc testować wszystkie możliwe kombinacje i rabować majątki innych. Rozwiązanie? Każdy błędny kod powodował, że twoja postać była rażona prądem. Im więcej razy wpisałeś złe hasło - tym dotkliwsze były konsekwencje.

    Więcej opowiadam w filmie: Jak gry wykrywają oszustów?

    PS. Jeśli ten film Ci się spodobał - możesz go wykopać.

    Interesujesz się bezpieczeństwem - sprawdź mój newsletter.

    #gry #gruparatowaniapoziomu #technologia #ciekawostki #bezpieczenstwo #programowanie #informatyka #komputery #nauka
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

    •  

      @spere: Z szachami to musi być przewalona sprawa - można odpalić drugi komputer bez żadnego styka z tym na którym się gra i na nim wprowadzać każdy ruch. Nie do wykrycia, a zakładając ze nie gra się z jakimś ostrym limitem czasowym to nawet nie będzie upierdliwe w stosowaniu dla oszusta.

      +: DOgi
    • więcej komentarzy (105)

  •  

    Jakiś zjazd psychoTrumpów był, zawsze ulica zawalona oszołomami #usa #trump

    źródło: IMG_1033.jpg

  •  

    Ceny kawy na lotnisku w Wiedniu. Chyba ktoś Polaków w kraju dyma i są to gastrojanusze. Ale wiecie, oni mają koszta ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #podroze
    #inflacja
    #jedzenie
    #pijzwykopem
    #jedzzwykopem
    #gastronomia
    #kawa

    źródło: IMG_20220813_075915.jpg

  •  

    Jak być szczęśliwym na emigracji?
    Do tworzenia tych wpisów skłoniły mnie dwie rzeczy:
    1 chęć przybliżenia Francji często pomijanej jako kierunek emigracji
    2 próba zmiany podejścia do emigracji, żeby jak najwięcej z was (tych emigrujących ale nie tylko) mogło być szczęśliwych.

    Znacie ludzi, którzy czują potrzebę ulepszania otaczającego świata i pomagających bezinteresownie? Ja też nie ( ͡° ͜ʖ ͡°). Ale tak naprawdę to trochę ja (dzięki temu m.in. poznałem swoją żonę).
    Od dawna obserwuje tag emigracja i wyciągałem pewne wnioski. Głównie nie do końca poprawne (wg mnie) kryteria wyboru kraju.

    Kiedyś jechało się gdziekolwiek, byle dostać pracę. Różnice zarobków miedzy Polską a zachodem były tak duże, że kierunek nie miał zbytnio znaczenia. Ale czasy się zmieniają i te różnice są coraz mniejsze. Dziś więcej ludzi decyduje się na emigrację z innych powodów jak mentalność, klimat, jakość usług publicznych itp. Mimo, to ciągle pierwszym i najważniejszym kryterium są zarobki.
    Owszem to ważne ale powinno być istotne na tyle, czy można się gdzieś utrzymać na jakimś tam poziomie a nie czy w jednym miejscu się zarobi 100, 200 czy 500€ mniej czy więcej. Co z trochę wyższych zarobków jeśli dane miejsce ci się nie podoba? Jeśli ludzie są nieprzyjaźni? Jeśli pogoda ci nie odpowiada? Wtedy jest to droga do częstego tematu czyli depresji na emigracji. Gdy gdzieś ci się nie podoba zaczynasz widzieć same problemy.
    Dość często słyszę sugestie, niekiedy trochę żartem, że w moich opisach to "kraina mlekiem i miodem płynąca" i koloryzuje. Nie, po prostu świadomie wybrałem miejsce, które mi odpowiada, i gdzie się dobrze czuję.
    To jest zawsze bilans plusów i minusów. Czy to jest Francja, Niemcy czy nawet Polska. Małe błahostki mogą wtedy urastać do rangi wielkich problemów a zalety niedoceniane.
    Jak słyszałem "w Polsce jest lepiej, bo we Francji minimalnie kartą można zapłacić 15€ a w Polsce tego nie ma". Pomijam, że autor chyba nigdy ze swojego dużego miasta nie wyjechał bo to nie do końca prawda ale mniejsza o to.
    Faktycznie w jakimś kiosku często jest minimalna kwota typu 10 czy 15€. Wiec idąc po gazetę noszę 2 dychy w portfelu i "wielki" problem rozwiązany. Wydaje mi się istotniejsze w tym wypadku na przykład to, że mam 2x większe szanse przeżycia poważnej choroby ale może mam inne priorytety.
    Albo, że pani na kasie wolno kasuje i gada z klientem. Masz dwie opcje, możesz stać i toczyć pianę albo zwolnić (bo i gdzie się spieszyć) i poczekać tą minutę a jak przyjdzie twoja kolej to też nią pogadasz. A jeśli nie jesteś w stanie to znaczy, że źle wybrałeś.
    Szkoda na to życia.

    Mamy dziś możliwości o jakich nawet nie marzyły miliony Polaków emigrujących na przestrzeni wieków. Można pojechać do dowolnego kraju i tam żyć. Nie trzeba się poniżać, ukrywać, pracować nielegalnie. Mamy internet, samoloty a nie musimy zostawiać wszystkiego za sobą. Europa jest mała a jednocześnie składa się z wielu krajów diametralnie różniących się klimatem, kulturą i mentalnością. Każdy znajdzie coś dla siebie. Nie warto iść na łatwiznę. Zwłaszcza po brexicie, gdzie odpadł główny kierunek emigracji z językiem angielskim (i tak naprawdę jedyny). Mimo, że są kraje, gdzie teoretycznie można się dogadać wszędzie po angielsku, chcąc się tam integrować i żyć normalnie trzeba się w końcu nauczyć miejscowego języka. Dlatego najpierw wybiera się potencjalnie fajne dla siebie miejsce a później dostosowuje do niego.
    To wg mnie taki klucz do bycia szczęśliwym na tej emigracji, która nie zawsze jest łatwa, a nawet nigdy taka nie jest ale będąc zadowolonym łatwiej przezwyciężać trudności.
    Też nieraz miałem ciężko, i to nie tylko na początku będąc samemu.
    W następnym wpisie przybliżę regiony Francji subiektywno-obiektywnie, czyli gdzie warto się zainstalować. Muszę bazować na własnych doświadczeniach i odczuciach, bo ciężko o poradnik dla imigranta. Najwięcej wiem o północnej, zachodniej i centralnej Francji.

    A teraz wrócimy do tego, co jak się okazuje bardzo lubicie.

    Był rok 2013. Kupilem dom, do remontu ale z fajną działką. Gigi-człowiek 1000 pomysłów (dziennie) nudził się trochę prowadząc firmę budowlaną, aby to zmienić i poprawić sytuację materialną kupił restaurację xD
    Poinformował mnie o tym po zakupie, tak jak swoją żonę. Nawiasem mówiąc doprowadziło to do rozwodu, bo to jednak duży zakup bez konsultacji w trudnej sytuacji finansowej (i tak się dziwiłem, że tak długo wytrzymała bo była totalnym przeciwieństwem).
    W międzyczasie ten denerwujący mnie koleś odszedł z pracy. W nowej firmie słysząc jakie ma doświadczenie obiecali mu, że będzie szefem po paru miesiącach. Nie został nim xD
    Ale nic w przyrodzie nie ginie i przyszedł na jego miejsce inny ciężki przypadek. Jako człowiek multi talent zostałem oddelegowany do remontu restauracji. Płytki, malowanie, zrobiłem bar z kamienia i wymurowałem piec do pizzy. Równocześnie zatrudniany i wdrażany był personel. Okazało się, że gastronomia to chyba najbardziej podła branża jeśli chodzi o pracowników. Z ekipy zatrudnionej do otwarcia ostała się jedna a w ciągu pierwszych 2-3 miesięcy przewinęło się ok 30 osób (na 3-4 pracujące).

    Ghislain musiał pomagać w południe i wieczorem więc biegał to tu to tam między murowaniem a robieniem steków. Ale mieliśmy fajna bazę na pijackie wieczorki. Gdy zamykali przenosiliśmy się do portu, bo tam wszystko było otwarte dłużej. Nawet spotykałem się z jedną kelnerką.
    Biznes szedł średnio, do tego ci pracownicy. Jedyna osoba, która została z początkowej ekipy, barmanka/kelnerka. Sympatyczna, ładna dziewczyna tylko grająca w przeciwnej drużynie. Pewnego wieczoru był mały ruch, zaczęły pić ze swoją dziewczyną. Skończyło się tak, że się rozebrały i skakały po stołach. Tak nago poszły do domu. Nie trudno się domyślić, że też zasiliła szeregi bezrobotnych. Niedaleko mnie znajduje się szklarnia, w której pracuje dużo Polek. W akcie desperacji raz tam pojechałem popytać, czy któraś nie jest zainteresowana stałą praca. Zainteresowanie było ale nie pracą.

    Zupełnym przypadkiem poznałem dziewczynę. Pół Francuzkę, pół Ukrainkę, pół Polkę albo jakoś tak. Do tej pory myślałem, że jestem odporny już na takie rzeczy ale stało się. Strzała amora, zemsta belzebuba czy jak to nazywają. Ale nie było źle, piękna, wykształcona, bogata do tego zakochana. Jej ojciec chciał mnie wciągnąć do firmy i pójść na emeryturę przepisując ją na nas. Idealnie nie? Tak, by było...

    …gdyby nie okazała się wariatką. Jak ta dziewczyna mnie zniszczyła psychicznie. Myślę, że później już nie byłem taki jak wcześniej. Kosztowało mnie to bardzo dużo zdrowia psychicznego ale i pieniędzy też. W dodatku miesiącami nie mogłem się od niej uwolnić. Myślałem, że już się po tym nie pozbieram i będzie to już koniec moich związków.
    A i pojawił się pierwszy towarzysz do mojego domu. Chłopaki na budowie znaleźli 2-tygodniowego rudzielca. Karmienie strzykawką, w południe zamiast jeść jechałem 20km do domu, żeby nakarmić kota.
    Zbliżały się wakacje 2014 i aby to odreagować pojechałem na urlop do Polski. Mieszkałem w miejscowości turystycznej i mam znajomych w całej Polsce, dlatego każdy wyjazd to tournée po kraju. Na sam koniec wylądowałem w Warszawie, gdzie miało wydarzyć się coś, co wywróci moje dotychczasowe życie do góry nogami.

    Okazało się, ze moja była przeprowadziła się do stolicy. Przed moim wyjazdem zadzwoniła do mnie z pytaniem, czy nie mógłbym pomóc jej koleżance, która kupiła lustra ale nie ma kto jej ich zamontować. Piotruś, dobry samarytanin poszukał wiertarki w piwnicy u kumpla i pojechał. Robota zrobiona, nawet fajnie się rozmawiało. Na drugi dzień wracałem do Francji, wymieniliśmy jeszcze parę smsów.
    Jakoś tak wyszło, ze ta dziewczyna przyjechała do mnie miesiąc później, na kilka dni. Polubiliśmy się, totalnie normalna dziewczyna podobnie doświadczona przez życie. Szukaliśmy jakiegoś rozwiązania, gdy wróciła do kraju. Stwierdziłem nawet, ze w sumie mogę wrócić na jakiś czas do Polski, bo wszędzie sobie poradzę. Ale potrzebuje kilku miesięcy na uregulowanie spraw i projektów. Ale nie chciała tak długo czekać, wiec załatwiła sobie prace zdalną. Pojechałem znowu do Polski, załadowaliśmy wszystkie graty i do domu. Z początku, rodowita warszawianka nie mogła się odnaleźć na francuskiej wsi ale po 2-3 miesiącach na pytanie o nasz powrót do Polski (co było w planach na początku) powiedziała:

    „Nigdy w życiu”

    Z przykrością informuje, że muszę przestać wołać na moje wpisy. Zainteresowanie przerosło moje najśmielsze oczekiwania i dziś mam 2k osób do tego. Nie dam rady. Więc zachęcam do obserwowania tagu.

    Dziękuję bardzo za pozytywne reakcje przy okazji mojego urodzinowego wpisu. Brak hejtu nie jest taki oczywisty a jednak go nie ma.

    tag do obserwowania #francjadasielubic

    #emigracja #francja #emigrujzwykopem #europa
    pokaż całość

    źródło: received_624613391294092.jpeg

  •  

    No i pękło 28k. (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    pokaż spoiler gdybym miał UOP to dostałbym jakieś 12k złotych do ręki.


    #chwalesie #b2b #pracait #zarobki

    źródło: paytowin.jpg

  •  

    W 2009 roku pewien profesor z Uniwersytetu Stanford:

    - podzielił studentów uczęszczających na jego zajęcia na 14 grup
    - Dał każdej grupie $5 oraz 2 godziny
    - Powiedział im, że zadanie polega na uzyskaniu najlepszego zwrotu dysponując tą kwotą (ROI)
    - Powiedział, że po wszystkim będą musieli przedstawić prezentację i ujawnić swój wynik.

    Oto jak przebiegło zadanie oraz kilka wskazówek ciekawa lekcja do wyciągnięcia na podstawie tego:

    - Najpierw pomówmy o zespołach, które przegrały. Większość z nich starała się obracać różnymi kupionymi za te $5 przedmiotami. Kupili coś za $5 w sklepie, po czym sprzedali to za $8 na ulicy komuś innemu, itd. Zwrot z inwestycji (ROI) był minimalny.

    - Jeden zespół okazał się bardziej kreatywny. Ludzie z tego zespołu zrozumieli bowiem, że owe $5 było tak naprawdę rozpraszaczem, więc skupili się po prostu na tym, by w ciągu tych 2h zarobić najwięcej pieniędzy. Zarobili rezerwując miejsca w restauracji, a później odsprzedając je ludziom, którzy nie chcieli czekać. ROI było w tym przypadku nieco lepsze

    - Zwycięski zespół był jeszcze bardziej kreatywny. Nie tylko zdali sobie sprawę, że $5 było rozpraszaczem, lecz także zdali sobie sprawę, że bardzo wartościowe aktywo było dla nich cały czas ukryte w zadaniu. Był nim czas prezentacji.

    Uświadomiwszy sobie to, zespół skontaktował się z kilkoma firmami działającymi w okolicy i zaoferował im 3 minutowy "blok reklamowy", w czasie który miał być przeznaczony na finalną prezentację. Po negocjacjach, zwycięskiemu zespołowi udało się sprzedać owe 3 minuty za $650. Tym samym osiągając ostateczny zwrot z inwestycji równy 12900%. Zadanie wygrali zdecydowanie.

    Jaka jest największa lekcja wynikająca z tej historii?

    - Bądź elastyczny i myśl nieszablonowo.
    - Posiadane aktywa mogą nie być tak cenne, jak myślisz.
    - Możesz także mieć aktywa, o których nawet nie wiesz.
    - Ścieżka „logiczna” może nie być właściwa.

    źródło: https://twitter.com/hwbhatti/status/1556629588587024384

    #januszeinwestowania #gielda #ciekawostki #wlasnafirma #ekonomia #biznes
    pokaż całość

    źródło: pbs.twimg.com

    •  

      @Pyrakus: Warto doczytać szczegóły. Nie mieli 2 godzin, tylko prawie tydzień na przygotowanie tego, a firma z która się ostatecznie dogadali chciała zatrudnić studentów ze Stanford wiec byli zainteresowani reklamą która ściągnie docenić ludzi do firmy. Raczej ciężkie warunki do powtórzenia. W komentarzach w tym wątku wypowiada się babka, która robiła podobny eksperyment ze swoimi studentami i większość grup osiągała minimalne zyski, większość wracała z taka sama ilością kasy jaka dostali pokaż całość

    • więcej komentarzy (75)

  •  

    #ojapierdole

    Fragment z PODRĘCZNIKA nowego przedmiotu "historia i teraźniejszość"

    Nic tylko dodać #bekazkatoli #bekazpisu

    źródło: ei_1659973963326.jpg

  •  

    źródło: comment_1610152776tSqZnmRnRx4gZi9cBWXjCn.jpg

    +: LubieGroszek, Kiszon87 +916 innych
    •  

      @MirkobIog: Wziąłeś dane o zawartości na 100g spożyte, a espresso spożywa się zdecydowanie mniej niż 100g. Średnia zawartość kofeiny na wypita porcje to 75mg a monsterek ma 30-38mg na 100ml czyli 150-190 na puszkę. Wiec najsłabszy monster jaki znalazłem ma tyle kofeiny co 2 porcje espresso. Nie mówiąc o cukrze, taurynie itd. Jedna puszka raczej tragedii nie zrobi większej niż frappucino ze starbucksa, ale są osoby pijące więcej niż jeden taki napój dziennie - wtedy już łatwo zbliżyć się do niezalecanych wartości. pokaż całość

    • więcej komentarzy (76)

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Malthan

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.