•  

    #anonimowemirkowyznania
    Doradźcie, jutro idę 1 raz w życiu na spotkanie z dziewczyną z Tindera ( ͡º ͜ʖ͡º)
    Oboje level 23.
    1. Kupić jakiś czekoladki Rafaelo lub coś i jej wręczyć?
    2. Jak ją powitać? Przytulić czy podać rękę? Nie chcę trafić do #friendzone od samego początku.
    3. O czym można rozmawiać? Zapisałem sobie pare tematów do rozmowy ale czekam na propozycję.
    #podrywajzwykopem #tinder #rozowepaski #niebieskiepaski #zwiazki

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: sokytsinolop
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie - bogata oferta przez cały rok
    pokaż całość

  •  

    Moja współlokatorka o 18 wyszła na randkę z #tinder, potem miałyśmy iść na piwo ale wychodząc ze spotkania z tym pierwszym poznała od razu innego typa i napisała mi żebym na nią nie czekała XDD A ja czuję się jak jebany Adaś Miałczynski, który codziennie rozkwita nadzieją, że pozna miłość życia i codziennie kładzie się spać w takim samym poczuciu beznadziei. Jak do cholery ludzie się poznają i tworzą relacje? Moje znajomości z facetami, które zawieram raz na kilka lat, kończą się szybciej niż się zaczęły. Nie jestem ulańcem i nie siedzę w piwnicy, a i tak drzewo wzbudza większe zainteresowanie płci przeciwnej ode mnie. Może to ten słynny zjebany charakter, ale serio jestem miła i unikam #logikarozowychpaskow. I nie, nie jest tak, że odrzucam gości "spoza mojej ligi", a potem płaczę, że nikt mnie nie chce .Przez dwa lata zabiegałam o mojego przyjaciela bo #friendzone mocno, on w ogóle tego nie zauważał. Na początku wakacji poznałam w końcu kogoś kto dał mi nadzieję na związek i miłość, po dwóch miesiącach wyznań i chodzenia za rączki zerwał ze mną kontakt bez słowa. Czuję się tak cholernie samotna i czuję, że staję się zgorzkniała, nie mogę patrzeć na zakochanych, szczęśliwych ludzi bo zjada mnie zawiść. Co za wylew gówna, wstyd mi. #przegryw pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Mirko, to jest chore. Historia bedzie długa...

    Jestem mirkiem level 27. W wieku 23 lat poznałem dziewczynę. Układało nam się świetnie. Po pewnym czasie została moja dziewczyna. Zamieszkalismy razem. Wskoczylismy na level nażyczenstwa. Planowanie ślubu, lista gości, fotograf, zaliczki itp. Było super, do czasu, gdy poznała kogoś innego... W moje 26 urodziny oddała mi pierścionek. Szok i dramat.
    9 miesięcy wychodziłem z tego gówna. Ilość wypitego alkoholu była duża. Tak duża, jak ilość moich nadgodzin w pracy. Przynioslo to efekt w postaci awansu. Nawet się nie cieszyłem, wiedziałem że go wypracowalem, wow.
    Wspierali mnie przyjaciele, wspierała mnie #rozowypasek. I pyk, stało się. Zaczęliśmy być razem z najlepsza przyjaciółką. Niezależna, piękna i na maxa inteligentna. Wyszedłem z #friendzone. Sukces!
    To był cudowny czas. Czułem się jak wieku 24 lat. Pięknie spędzalismy czas mając te same podejście do życia. Ale po miesiącu się skończyło. Przejście z jednej relacji do drugiej nam nie wyszedło. Trudno, szkoda, to była jej decyzja. Nie poczula fal (#pdk) które ja poczulem.
    Minął miesiąc od tej akcji.

    Do czego zmierzam drogie Mirki i Mirabelki...
    Możesz mieć pracę, samochód, mieszkanie. Możesz mieć teoretycznie wszystko co #przegryw uważa za sukces. Ale nie.
    Życie samemu to nie życie. Bez związku, drugiej osoby, żyje się ciężko. Gdy miało się bliska osobę bycie samemu jest trudne. I brakuje 'tego czegos'. Tego wsparcia, bliskości i dobroci.
    Minął ponad rok od rozstania z nazyczona, a ja nadal czuje ze coś jest nie tak. Czuję się jakby to było 4 miesiące temu a nie 14.

    Jak dalej żyć? Ile jeszcze czasu ma minąć żeby wrócić do normalności? Albo, czego brakuje? Męczy mnie to strasznie...

    Kilka hasztagow:
    #zwiazki #rozowypasek #niebieskipasek

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie
    pokaż całość

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania: Nie ma jakiegoś określonego czasu, po którym na pewno wrócisz do normalności (czyli do zapomnienia o tamtej relacji). Jedni męczą się tygodnie, inni miesiące, a jeszcze inni lata. Nie walcz z tym. Zupełnie nie staraj się odsuwać myśli na zasadzie "nie mogę o niej myślec", albo co gorsze nie przekuwaj tego w niechęć czy nienawiść. To i tak powodować będzie skutek odwrotny, i coraz bardziej uporczywe myślenie. Pozwól sobie na akceptację tego, że tęsknisz, ze bardzo ją kochałeś i że była ważna w Twoim życiu i pewnie będzie, bo byliście przecież razem. Nie ma sensu wymazywac na siłę wspomnień czy uczuć, one sobie musza poleżeć aby ostygły, a uciekanie w alkohol, to bezsensowne zakamuflowanie tego co i tak czuć jeszcze przez jakiś czas będziesz. Pracuj tyle ile trzeba, bez przesady, rób to co lubisz i zgodzę się z @Virino - szukaj. Jeśli chcesz poznać kogoś podobnego do siebie, w kim się zakochasz nie uda się to jesli będziesz siedział w domu i się izolował. Nie musisz codziennie latać na randki, ale od czasu do czasu z kimś kogo uwazasz, że rokuje w jakiś sposób. Daj sobie luz mimo tych uczuc, ktore towarzyszą Ci w stosunku do tamtej dziewczyny. Niech one są tak obok Twojego życia, ale jednocześnie idź dalej, do przodu, rób to co robiłeś, co daje Ci stabilność, zaszalej od czasu do czasu i będzie dobrze. Życie bez kogoś przez chwilę nie jest złe. Pomyśl jak wiele możesz w tym czasie zmienić, poprawić, doświadczyć. Ma to swoje plusy, które może nie nadrobią w 100% tego czego doświadcza się mając u boku kochającą osobę, ale w pewnien sposób otwierają nam oczy na inne ścieżki. Wykorzystaj ten czas. pokaż całość

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania: jak chcesz przyjaciela to kup sobie Psa.

    • więcej komentarzy (9)

  •  

    ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

    #humorobrazkowy #heheszki #friendzone

    źródło: i.redd.it

    +: jukac, Smutny_memiarz +642 innych
  •  

    kiedy sfriendzonowanie to za mało... kim kurwa? znajomymi z widzenia? co to znaczy. Zapalcie znicz dla brata w spierdoleniu (╥﹏╥)

    #przegryw #zalesie #rozowepaski #logikarozowychpaskow #friendzone #zwiazki

    źródło: japierdole.png

    •  

      @Pedalski_Wlamywacz_Dwa: takie wyznanie to po dwóch miesiącach umawiania się mordeczko. Jak lasce na starcie powiesz ze ja kochasz to nie jesteś żadna tajemnica, wyzwaniem czy facetem który mógłby ja zaciekawić. Takie pierdoly ze wyznanie miłości działa pozytywnie lub wręcz cuda na kobietę (która Cię nie kocha) to tylko w filmach się sprawdzają w życiu jest zupełnie odwrotnie.

    •  

      @Pedalski_Wlamywacz_Dwa: czlowieku...chryste.. najbardziej podstawowa zasada obslugi loszek w XXI wieku
      NIGDY PRZENIGDY NIE PISZ JEJ ANI NAWET NIE MOW JEJ ZE SIE ZAKOCHALES, bo to natychmiastowy friendzone, i to jeszcze po pierwszej randce jezu ile ty masz lat, 11?

    • więcej komentarzy (79)

  •  
    NaPlus

    +12

    Bądź mno
    lvl 21
    2k15
    Student Medycyny
    Nie masz lochy
    Masz masę znajomków
    Wgl jesteś dobry chłopak
    Masz miękkie serduszko
    Nikomu nie odmawiasz pomocy
    Na Studiach radzisz sobie dobrze
    porządnie się uczysz
    masz marzenie
    chcesz zostać Chirurgiem
    niczym ci z Grey's Anatomy
    Więc starasz się żeby to marzenie stało się jawą
    a nie jakimś szyderczym snem
    Jedyny problem ze studiami
    to to iż masz mało hajsu
    nie wystarcza ci na czynsz
    Mama ci wysyła hajsy
    niestety to zbyt mało
    tak wgl to szukasz pracy
    Jesteś pracowitym człowiekiem
    uważasz, iż "nic za darmo"
    czujesz się dobrze myśląc w taki sposób o sobie
    Lubisz pomagać innym itp.
    Ale nie w tym rzecz
    chodzi o to iż,
    nie masz doświadczenia i nikt cie nie chce na staż
    po za tym masz same studia i nie zawsze możesz być w pracy
    czasami dorabiasz sobie jako weterynarz
    badasz zwierzaki i takie tam
    dzięki temu poznajesz ludzi
    zawsze coś do kieszeni też wpadnie
    ale ostatnimi czasy jest strasznie
    jesteś w paskudnym nastroju
    zauważa to twój kumpel Mati z którym mieszkasz
    Mati to twój anjlepszy kumpel
    jest dla ciebie jak starszy brat
    to on pokazał ci wszystko co i jak
    Jest twoi przewodnikiem po mieście
    Wszystko co wiesz od przybycia na studia,
    wiesz od niego
    Jako iż Mati bierze twoją przyjaźń na poważnie
    Postanawia cię pocieszyć
    zaprasza cię na dyskoteke
    Nie chcesz, ale Mati nalega
    Koniec końców idziesz bo Mati to twój zią
    typowa inba, densy, alko, pogaduchy
    troche tańczysz, bawisz się tak średnio
    Wypijasz kilka browarów
    siedzicie w swoim gronie
    jest was wgl spore grono
    Ty, Mati i znajomi Matiego
    w sumie 12 osób
    Szczerze to nic specjalnego
    Fajne ziomki studenciaki
    kumple Matiego więc luz
    Niezłe loszki
    No może po za tą jedną
    Jej dałbyś mocne 9/10
    Może to wina tych browarów ale jebać
    Chcesz ją bliżej poznać
    Mati to zauważa, zachęca cię
    Zawsze miałeś wszystko co mówi Mati za święte
    zagadujesz do niej
    Wychodzi na to, iż też chciała zagadać
    Dobrze się bawicie
    przy okazji się poznajecie
    Ma na imię Kasia
    Studiuje Prawo w tym samym mieście
    Kasia jest super
    świetnie tańczy
    nawet śmieje się z twoich żartów
    Po prostu bomba :3
    Ale przychodzi ten niezręczny moment kiedy trzeba się pożegnać
    Wymieniacie się numerami i fb
    Ona lekko pijhana całuję cię w policzek
    "Dzięki Anon świetnie się bawiłam"
    Czujesz się dobrze na serduszku
    Jednak dobrze że poszedłeś na tą inbę
    Idziecie z Matim do Akademika
    wbijacie do środka
    Dziękujesz mu za zabranie cię
    Idziesz w kime
    nastepnego dnia budzisz się dość późno
    jako iż, jest sobota możesz sobie na to pozwolić
    Matiego nie ma, poszedł na spacery
    Mati kocha spacery
    ty sobie leżysz tak
    kaca nie ma, bo kilka piw cie nie ruszy
    poranne obowiązki (sprzątanie itp)
    kończysz sprzątać przed południem
    dobra zabierasz się do książek
    dzisiaj wyjątkowo trudno ci wchodzi cała ta nauka
    myślisz cały czas o Kasi
    ale po chwili zapominasz o niej
    mija 3. po południu
    robisz sobie studencką pomidorówkę
    Amino xD
    wychowywałeś się na wsi więc nie wybrzydzasz
    chwile się zastanawiałeś nad tym co będziesz robił po obiedzie
    twoje rozważania przerwał dźwięk na twoim smartfonie
    sprawdzasz Messengera
    mhm, zaskoczony odkrywasz że dostałeś wiadomość od Kasi
    zatytułowaną jako "zadzwoń do mnie jak będziesz w stanie, to pilne"
    mhm szybko kończysz zupę
    dzwonisz
    po krótkim oczekiwaniu odbiera Kaśka
    "haloo Anon, to ty?"
    możesz wyczuć niepokój w jej słodkim głosie
    "tutaj Anon, coś sie stało Kasiu"
    "słuchaj, rozmawiałam z Matim i mówił że zajmujesz się zwierzętami dorywczo"
    ahh ten Mati..
    "noo..powiedzmy" - odpowiadasz szybko
    "to poważne mój kotek, nic nie je już kilka dni"
    "mhm rozumiem"
    "wydaje się tez być bardzo osłabiony"
    "to nie dobrze..." - odpowiadasz
    próbujesz ją uspokoić
    po samym głosie możesz stwierdzić że ten kot wiele dla niej znaczy
    "okej mogę spojrzeć co mu dolega jeśli chcesz"
    "OH! naprawdę Anon, byłoby cudownie"
    "będę jeszcze dzisiaj, jeżeli ci to nie przeszkadza"
    "byłoby super"
    "okej to będę wieczorem"
    "k, narazie"
    "pa"
    rozłączasz się
    Kaśka wysyła ci chwilę później swój adres
    Kurde, to pół miasta dalej
    jako iż, bieda to nie posiadasz samochodu
    szybko wskakujesz na neta i patrzysz tramwaje
    okej, sprawdzone
    wskakujesz pod prysznic
    zakładasz czystą koszulkę
    apteczkę weterynaryjną
    i lecisz na tramwaj
    jak to bywa w sobotnie wieczory, pełno ludzi na ulicach
    czekając na swój tramwaj możesz to zauważyć
    zepsucie tego miasta
    mogłeś rozróżnić poszczególne zachowania ludzi
    frustrację, złość, brak szacunku i dobrych manier
    czułeś że te negatywne emocje cie otaczają
    gdy zamykałeś oczy wracałeś myślami do domu
    do ukochanej wsi
    twoich kochających rodziców, młodszej siostry,
    twoich dziadków, sąsiadów, łąk przenicznych,
    swych ulubionych sadów, lasów,
    pamiętasz swoje dzieciństwo które minęło jak letni deszcz
    tęsknisz za nim
    ale wiesz że już nie wróci
    wszyskie twoje młodzieńcze chwile,
    wolne chwile
    znikneły niczym spadająca gwiazda
    nie narzekasz bo teraz żyjesz sobie z Matim, więc nie jest źle
    do rzeczywistości sprowadza cię dźwięk wsiadających ludzi do tramwaju
    szybko wskakujesz do środka
    kasujesz bilet
    widzisz wolne miejsce
    szybkim krokiem zmierzasz do niego,
    zauważasz małą dziewczynkę która też zmierzała do tego wolnego miejsca
    oczywiście ustąpiłeś jej
    uśmiechnęła się do cb
    wzdychnąłeś głęboko, mimo wszystko,
    przypomniała ci twoją siostrę, Anię.
    zauważyłeś w tramwaju ten sam widok co na ulicy
    każdy wygląda strasznie
    a przynajmniej tobie się tak wydaje
    ludzie wyglądają jakby jechali na egzekucję
    jedyna osoba która jechała z uśmiechem na twarzy,
    to właśnie ów dziewczynka
    która kręciła głową, ciekawa wszystkiego co ją otaczało
    jechaliśmy już dłuższą chwilę
    wpatrywałeś się tępo w napis
    "W razie niebezpieczeństwa, stłuc szybę"
    nagle coś pociągneło cię za nogawkę
    to była ta dziewczynka...
    schyliłeś się lekko
    powiedziała "dowidzenia proszę pana" i uśmiechneła się
    również się uśmiechnąłeś
    po tym, szybko wybiegła z tramwaju
    byłeś bardzo zaskoczony
    nie spotkałeś się jeszcze z takim zachowaniem
    ta mała dziewczynka od razu poprawiła ci humor
    resztę drogi jechałeś z szerokim uśmiechem na twarzy
    ludzie patrzyli na ciebię spode łba ale nie przejmowałeś się tym
    kilka minut później tramwaj się zatrzymał
    wysiadłeś z pojazdu
    skierowałeś swe kroki w stronę Akademika Kasi
    nieco spoważniałeś
    przypomniało ci sie jej zaniepokojenie wywołane stanem jej kotka
    przyśpieszyłeś kroku
    po 5 minutach byłeś już na ulicy na której znajdował się budynek
    zauważyłeś że Kasia czeka pod nim na mnie..
    pomachała do ciebie
    również jej odmachałeś
    spotkaliście się pod wejściem
    "Hej Anon, dziękuje że jesteś"
    "nie ma sprawy, to co z tym kotem"
    "zaraz zobaczysz, chodź szybko"
    poszliście na górę
    zauważyłeś, iż ów akademik jest o wiele większy od twojego
    okazał się również o wiele bardziej schludnym
    ale nie było bardzo czasu aby zwracać uwagę na szczegóły
    Kasia poprpowadziła cię na 4. piętro,
    twoim oczom ukazał się długi niebieski korytarz
    2. drzwi po lewej był pokojem Kasi
    w którym mieszkała wraz ze swoją przyjaciółką Moniką
    drzwi były pięknie wykonane
    obok wisiała miesięźna tablica "Mieszaknie nr 28"
    a pod spdoem podpisy domowników
    Kasia otworzyła zamek
    weszliście do środka
    najwyraźniej jej wpółlokatorki nie było w domu
    wszędzie było ciemno
    Kaśka, po chwili zamknęła drzwi na klucz
    weszła do pokoju przepraszając za bałagan
    i zapaliła światło
    twoim oczom ukazało się gniazdko Kasi
    wyglądało to jak małe mieszkanie
    duży szeroki pokój
    do którego się wchodziło był kuchnio-sypialnią dziewczyn
    na śrdoku była kuchnia
    i stół z 3. krzesłami
    po lewej jak i po prawej stronie można było zauważyć łóżko
    obok każdego z łóżek znajdowała się szafka z lampką nocną
    przy ścianie po każdej stronie znajdowała się szafo-biblioteczka
    a pod oknem każda dziewczyna miała własne biurko
    można powiedzieć iż, sypialnie były niczym lustrzane odbicie
    jedyne co różniło się pomiędzy tymi "sypialniami",
    to kilka książek porozrzucanych na łóżku po lewej stronie
    zanim zdąrzyłeś odczytać wszystkie tytuły,
    Kasia zdążyła już je sprzątnąć
    wiesz jedynie iż była to poezja...
    Rozejrzałeś się jeszcze chwile po pokoju
    zauważyłeś barwne kwiaty,
    ustawione na stojakach po obu stronach sypialni
    oddzielały one widok od głównego korytarza
    niemal zapomniałeś po co tu trafiłeś
    obudziłą cię dopiero Kasia,
    która nalała wody do czajnika
    Pokazała ci również małe tekturowe pudełko w szafie
    w środku pudełka pod małym kocykiem znajdował się kot
    był to mały kotek, wyglądał na kilku tygodniowego
    mieszkałeś na wsi więc znałeś się na zwierzętach domowych
    gdyby nie jego piękna srebrna sierść to byś uznał go za zwykłego dachowca
    leżał bezruchu w pudełku
    Kasia miała łzy w oczach gdy patrzyła na niego
    "Anon, proszę zrób coś"
    wziąłeś się w garść
    pierwsze co było trzeba zrobić to zbadać go
    szybko zmierzyłeś mu temperaturę
    była troszkę wysoka
    ale to co zaniepokoiło cię najbardziej,
    to wypustka na jego brzuchu
    widziałeś już gdzieś taki przypadek
    wiedziałeś więc co masz robić
    szybko poprosiłeś Kaśkę o jedzenie kota
    podała ci kocią karmę
    tak jak myślałeś
    to co było przyczyną słabego stanu zdrowia kotka,
    to zbyt duży kawałek wołowiny,
    który nie mógł zostać strawiony
    żeby uratować życie kotu,
    musiałeś wywołać u niego odruch wymiotny
    po kilku poróbach wsadzania mu palca do pyszczka,
    udało się, kotek wypluł kawałek wołowiny oraz
    zamiałczał i zaczął się lekko poruszać
    Kaśka miała łzy w oczach
    "dziękuje Anon uratowałeś go"
    podbiegła do mnie żeby nie przytulić
    niestety nie przewidziałeś tego...
    i gdy tylko Kaśka chwyciła cię za szyję
    poleciałeś z nią, upadając na łóżko
    czułeś straszne zakłopotanie
    myślałeś że Kaśka zaraz cię zbeszta za takie zachowanie
    okazało się że leżała na tobie cały czas płacząc ze szczęścia
    mogłeś zobaczyć jej piękny uśmiech
    widać że ten kot wiele dla niej znaczył
    odlepiła się do ciebie po chwili gdy czajnik zagwizdał
    Kaśka troszkę speszona poszła zrobić herbatę
    nadal wycierając sobie oczy z łez
    spojrzałeś na kotka który wydał się o wiele żywszy niż przed chwilą
    uśmiechnąłeś się gorąco
    kotek chyba to zobaczył, ponieważ zamruczał cicho
    wpatrywałeś się w jego małe niebieskie oczy
    "Anon, herbata gotowa"
    podała ci gorący kubek
    przysiadła się do cb
    oparła głowę na twoim rameniu
    siedzeliście tak dłuższą chwilę
    chciałeś coś powiedzieć lecz Kaśka odezwała się,
    "nawet nie wiesz ile ci zawdzięczam" - uśmiechneła się
    "nie moge sobie wyobrazić co bym zrobiła gdyby ten kot umarł"
    nadal nie mogłeś odkryć dlaczego...
    ...ten zkwykły dachowiec tyle dla niej znaczył
    odezwałeś się tylko
    "to silny kot, wyjdzie z tego, znam się na tym"
    widać było że ucieszyło ją to zdanie
    dobrze czułeś się w jej towarzystwie
    naprawdę cieszył cię czas spędzony z Kaśką
    w pewnym momęcie spytałeś ją
    "skoro ten kot tyle dla cb znaczy to czemu nie ma imienia?"
    "to jest jedyny potomek mojej ulubionej kocicy"
    wiesz jak mogła się czuć Kasia
    "myśle że powinnaś go nazwać"
    "wiesz co Anon, nazwij go"
    zdziwiłeś się
    "naprawdę, przecież tyle dla cb znaczy"
    "uratowałeś go, po za tym chcę żebyś to akurat ty go nazwał"
    zrobiło ci się ciepło na serduszku
    najgorsze jest jednak to iż,
    nie miałeś pojęcia jak nazwac tego kota xD
    starałeś sie wymyśleć jakieś kreatywne imię
    Reksio - nie... Szarak - też nie...
    to musi być coś wyjątkowego
    wpadłeś na genialny pomysł
    Kasia wpatrywała się na cb zaciekawiona
    "mhm no to może Lan"
    "Lan?" - zapytała zdiwiona Kaśka
    wytłumaczyłeś jej co to znaczy
    "Lan czyli błękitny po Chińsku"
    od jego błekitnych oczu
    twój wujek bywał w Chinach więc troche znasz ten język
    "czy to złe imię?" - zapytałeś
    "mm, niee jest świetnie"
    Kaśka zaczęła nazywać tak kota
    "Laaan Laaan Laan" - powtarzała
    kotek już żywszy, zaczął łasić się do jej nóg
    "zobacz Anon, podoba mu się!"
    widziałeś znów ten wspaniały uśmiech na jej twarzy
    "widać że trafiłeś" skierowała się do mnie
    "oj, miałem przeczucie" uśmiechnąłeś się
    niechętnie popatrzyłeś na godzine
    było już dość późno
    równie niechętnie stwierdziłeś że pora się zbierać
    "oj Anon, naprawdę już musisz?"
    chciałeś zostać z Kaśką najdłużej jak było to tylko możliwe
    "niestety, to mój ostatni transport dzisiaj"
    Kaśka posmutniała
    poszedłeś założyć buty
    gdy już z butami na nogach wstałeś
    Kaśka rzuciła ci się na szyję
    "Bardzo dziękuję ci Anon"
    zaskoczyło cię to kompletnie
    "możesz zostać na noc, jeżeli chcesz.."
    powiedziała dość zawstydzona
    tego nigdy byś się nie spodziewał
    stanąłeś teraz przed wyborem i to nie byle jakim
    mogłeś spędzić całą noc z najpiękniejszą dziewczyną jaką znasz
    mogłeś także wrócić do akademika i mieć pewność że nic nie zjebiesz
    Mati ciągle ci to powtarzał:
    ("Wykorzystuj Każdą Sytuację")
    "jeżeli nie będę przeszkadzał..."
    "ohh Anon, nie będziesz"
    Kaśka nadal stała wtulona w ciebię
    czułeś się wspaniale
    Kasia puściła cię dopiero po chwili
    "pójdę zrobić coś do jedzenia" - powiedziała pół głosem
    zdjąłeś buty
    poszedłeś na łóżko
    siadłeś na nim i patrzyłeś się na Lana
    on wesoło przechadzał sie miedzy twoimi nogami
    co jakiś czas miauczał
    w pewnym momencie wstałeś
    postanowiłeś przejrzeć bilbioteczkę Kaśki
    To co tam znalazłeś nie zdziwiło cię
    Posiadała bardzo dużo tomików poezji
    najwięcej z nich było z okresu romantyzmu
    zauważyłeś także kilka przełomowych dzieł
    "Zbrodnia i Kara", "Wojna i Pokój" to tylko niektóre z nich
    niezdążyłeś przejrzeć wszystkiego,
    gdyż Kaśka zawołała cię na kolację
    usiadłeś przy stole
    Kasia podała ci talerz
    ŁAŁ! OMLET...pomyślałeś
    jak dawno nie jadłeś czegoś równie normalnego
    po posiłku podziękowałeś Kasi
    byłeś pełny
    Kasia widząc to, uśmiechneła się
    "i jak smakowało?" - spytała
    "najlepszy omlet jaki jadłem" - odpowiedziałeś
    godzina była już dość późna
    usiadłeś przy ciepłej herbacie razem z Kasią
    rozmawiało się wam bardzo dobrze
    opowiedziałeś jej historię swojego życia
    powiedziałeś jej o swych marzeniach
    bardzo podobały się Kasi twoje opowiadania
    a przynajmniej wyglądała tak jakby jej sie podobały
    w między czasie nakarmiłeś Lana
    świetnie spędzaliście czas
    mineło kilka godzin zanim zorientowałeś się że jest już 1 w nocy
    stałeś się senny więc postanowiłeś się położyć
    ale pierw...właśnie..
    musiałeś się spytać Kasi gdzie będziesz spał
    spodziewałeś sie spać na kocu obok łóżka
    jakie zaskoczenie pojawiło się na twojej twarzy,
    gdy zaproponowała ci spanie razem z nią w jednym łóżku
    "no nie wiem Kasiu, to dość dziwne, nie sądzisz"
    "ależ skąd...przecież jesteśmy przyjaciółmi" - uśmiechnęła się
    byłeś czerwony jak burak
    ale nie dałeś tego po sobie poznać xD
    poszedłeś wziąć prysznic
    zajeło ci to krótką chwilę
    zaraz gdy wyszedłeś z łazienki,
    mineła cię Kaśka
    nie wiesz dlaczego,
    ale czułeś na sobie jej wzrok
    może dlatego że byłeś w samych spodniach xD
    odwróciłeś się na łóżku i próbowałeś zasnąć
    po kilku minutach usłyszałeś otwieranie drzwi od łazienki
    lekko odwróciłeś się żeby spojrzeć
    o jprdl
    gdybyś był w hińskiej bajce już dawno poleciałaby ci farba z nosa
    Kaśka właśnie wyszła z łazienki...
    ...w samej bieliźnie
    zrobiło ci się wstyd
    wcisnąłeś twarz w poduszkę
    wszystko byłoby okej gdyby nie dotyk Kasi kładącej się obok ciebie
    czułeś że zaraz wybuchniesz
    byłeś czerwony jak krew mieszkańca Shinsoo w Metinie
    Kasia przytuliła cię od tyłu
    mogłeś poczuć jej piersi na swoich plecach
    "dobranoc Anon" - szepnęła ci do ucha
    "d-d-d-obranoc" wykrztusiłeś z siebie
    byłeś czerwony jak kapelusz mario
    myślałeś że Kasia cię zostawi
    niee..okazuje się że wtuliła się w ciebie i usneła
    nie mogłeś zmrużyć oka
    boner stał w górze jak masz na statku
    mimo wszystko w pewnym momencie usnąłeś
    obudziło cię słońce wpadające przez okno do pokoju
    gdy rozejrzałeś się nadal pół-przytomny zauważyłeś,
    Kaśkę leżącą na tobie
    (o huj o huj o huj)
    niechciałeś jej budzić
    niechciałeś również nic robić
    leżałes i udawałeś że śpisz
    najgorsze w tym wszystkim było to iż słyszałeś kogoś w kuchni
    domyśliłeś się że to współlokatorka Kaśki - Monika
    mimo wszystko Kaśka się obudziła
    "o hej Anon, sorka że cie zgniatam xD"
    "oj nic sie nie stało"
    wstajecie obydwoje
    ubieracie się
    Kasia zaprosiła cię na śniadanie
    nie możesz odmówić xD
    przy okazji poznajesz Monikę
    Brunetka 8/10 fajna figura :3
    Ale jednak wolisz kasię
    Monika też studiuje prawo
    Dobrze się rozmawia waszej trójce
    po śniadaniu dziękujesz za noc
    Kasia równiez dziękuje za Lana
    dostajesz całusa w policzek #friendzone
    wychodzisz
    spieszysz się na tramwaj,
    zdąrzasz na tego wcześniejszego
    wszystko wydaje sie być piękne tego niedzielnego poranka
    ludzie wydają ci sie uśmiechnięci
    wszystko sobie gra swoim rytmem
    normalnie tylko póścić "Summer fields" z Fable (pozdro dla kumatych)
    wracasz do Akademika
    powrót do rzeczywistości
    Mati wita cię w progu
    opowiadasz mu o sytuacji
    razem śmieszkujecie
    Oczywiście dziękujesz mu za zabranie cię na inbę
    dzięki czemu poznałeś Kasię
    Dobry z Matiego kumpel
    mija tak dzień po dniu
    Mija tydzień
    jakoś sobie żyjesz
    ogólnie to dzięki Kasi jakoś lepiej jest
    widujesz się z nią prawie codziennie
    a każdy weekend spędzasz u niej
    Mati ci tylko gratuluje i kibicuje ci xD
    najlepszy Kumpel
    w końcu wydaje ci się że się zakochałeś w niej
    i wydaje ci się że ona czuje to samo do cb
    mija kilka tygodni
    przychodzi ten czas w życiu studenta
    ten jebany czas
    gdy nachodzi Sesja...
    zawsze jesteś przygotowany i tak dalej, więc luz
    ale i tak nie lubisz tego guwna
    po skończonej sesji idziesz sie naebać
    [standard]
    idziecie swoją grupką
    Mati zabiera cię jako swojego best frienda
    klub, disco, lanie w gardło
    oczywiście głównie bawisz się z Kasią i Matim
    niektórzy już was mają za parę AnonxKasia
    ty oczywiście tak nie uważasz
    zbieracie się koło 2 w nocy
    jako iż jesteś odpowiedzialny za Kaśkę,
    postanawiasz ją odprowadzić
    Mati specjalnie zostawia was samych
    Dzięki Mati <3
    trzymając się za ręce przemierzacie ciemne ulice miasta
    spoglądacie na gwiazdy
    przchodzicie przez park
    rozmawiacie, lekko pijani śmieszkujecie
    widać że układa się miedzy wami <3
    dochodzicie do Akademika
    wpadacie na pijany pomysł
    zanosisz na rękach kaśkę do jej pokoju
    widać że jest zadowolona
    przytula się do cb
    czujesz dobrze człowiek
    otwierasz jej drzwi
    miałeś już iść ale Kaśka prosi cię żebyś wszedł
    wchodzisz, zdejmujesz buty i siadasz sobie na łóżku
    przychodzi do ciebie duży już Lan
    bawisz się z nim
    w między czasie Kaśka idzie do łazienki
    wiele się nie zmieniło od twojej 1. nocy w tym pokoju
    jedyna różnica to wasze wspólne zdjęcie u Kasi na biurku
    Ty Kaśka i Mati
    otwierają się drzwi do łazienki
    masz zamiar zaraz wychodzić poniewaz jest już późno
    lecz twoim oczom ukazuje się niesamowity widok
    Kaśka staje przed tobą ubrana w koronkową sexowną bieliznę
    podchodzi do ciebię i cię przytula
    "Anon, czekałam na to tak długo, kochaj sie ze mną"
    nie możesz uwierzyć w to co słyszysz
    1. co chciałeś zrobic to uciec stamtąd..
    ale postanowiłeś zostać
    Jak Mati powiadał
    ...Każdą sytuację"
    "kocham cię Kasiu" - szepczesz jej
    "ja ciebie też Anon"
    rozebrałeś się i położyłeś razem z nią na łóżku
    nigdy niczego nie byłeś pewny w swoim życiu...
    ..porócz tego jedego faktu
    iż była to najnamiętniejsza noc w twoim życiu
    można powiedzieć że ten stosunek zupełnie zmienił twoje życie
    a raczej połączył twoje życie z życiem Kasi
    Od teraz byliście parą
    Miałeś własną piękną loszkę
    Czułeś największy wygryw na świecie
    Mati był dumny jak z własnego brata
    ty byłeś dumny z posiadania takiego kumpla
    nic nie mogło popsuć ci humoru
    no może jedna upierdliwa rzecz
    brak pieniędzy na czynsz
    mimo twojego skromnego życia, kończyły się środki
    miałeś zbyt dobre serce żeby porzyczać od znajomych
    bałeś się tego co miało nadejść
    ..eksmisja
    nikomu o tym nie mówiłeś
    Mati wiedział ale nikomu nie mówił,
    w sumie to go o to prosiłeś
    kończył się rok
    ostatnie 3 tyg. spędziłeś mieszkając na koszt Matiego
    który nalegał
    powtarzał że jest za ciebie odpowiedzialny
    Nigdy nie znałeś równie dobrego przyjaciela jak Mati
    gdy przyszły wakację zamiast jechać do domu,
    jechałeś na zarobek
    Mati załatwił ci nawet to
    Kasia była smutna bo miała wspólne plany na wakację, ale cóż...
    całe wakacje ciężko pracowałeś na różnych plantacjach
    zarobiłeś spore pieniądze
    z Kasią zobaczyłeś się dopiero po wakacjach
    piękna, opalona i uśmiechnięta jak zawsze
    staraliście się nadrobić jak najwięcej straconego czasu
    życie układało się lepiej
    Widziałeś się z Matim, który wrócił do swojej roli starszego brata
    widaocznie dbał o ciebie lepiej niż ty sam o siebie
    po wakacjach byłeś ustawiony
    miałeś pewne pieniądze
    miałeś osobę która cię kochała
    w sumie to 2, Brat Mati xD
    miałeś marzenia w którym znajdowała się też Kasia
    teraz starałeś się nie tylko dla siebie,
    ale również dla niej
    Kaśka była z ciebie dumna widząc to
    równie dumny był z was Mati
    Zawsze ci powtarzał że się ułoży
    twoja miłośc z Kasią się rozwijała
    mijał miesiąc za miesiącem
    Zawsze razem
    spędzaliście wolny czas zawsze w 3
    Mati stał się częścią waszego życia
    był niczym dobry duch stróż czuwający nad wami
    wszystko się układało...
    aż do pamiętnego 21 października
    gdy byłeś na randce wraz z Kasią
    zadzwonił do cb telefon
    dzwonił twój kumpel
    był przestraszony, ledwo mógł mówić
    "Matiego potrącił samochód"
    w 1. momencie nie zrozumiałeś
    nie dotarło to do cb
    nic nie słyszałeś
    "Mati nie żyje, zginął na miejscu"
    powtarzał głos z komórki
    szoku jaki ci wtedy towarzyszył nie można opisać słowami
    zacząłeś płakać na ulicy
    Kasia próbowała zrozumieć co się stało
    nie mogłeś nic powiedzieć
    nie wierzyłeś że to dzieje się naprawdę
    nie chciałeś w to wierzyć
    Kasia uspokoiła cię dopiero po kilku minutach
    również zaczeła płakać gdy jej to wytłumaczyłeś
    to było zbyt skomplikowane
    jak?, dlaczego?, kto?...
    tyle pytań narzucało ci się na usta
    dlaczego właśnie Mati?...
    a żadnej widocznej odpowiedzi
    wieczorem spotkałeś się ze znajomymi aby wytłumaczyć co się stało
    okazało się że to pijany pracownik poczty wjechał na pasy,
    na których znajdował się Mati
    Wszyscy płakaliście
    nie wiedziliście co robić
    jako najbliższy przyjaciel Matiego,
    zadzwoniłeś do jego rodziców
    słyszałeś płacz jego mamy przez telefon
    czułeś jaki ból musi jej to sprawiać
    sam czułeś równie duży
    rozłączyłeś się przekazując wszystkie informację
    nastała noc..
    to była najmutniejsza noc w twoim życiu
    spędziłeś ją razem z Kasią
    bałeś się wracać do akademika
    wiedziałeś że czekają tam na ciebie rzeczy Matiego
    przypominające ci o nim
    dopiero następnego dnia
    razem ze swoim kolegą oraz ojcem Matiego,
    sprzątneliście jego rzeczy
    szlochałeś nosząc wasze wspólne rzeczy
    wynosząc jego ubrania
    jego ulubioną gitarę
    pogrzeb odbył się tydzień później
    cała rodzina Matiego
    kilka wykładowców
    i wasza paczka
    i wasza paczka
    było ci tak strasznie smutno
    Mati był na ostatnim roku
    kilka miesięcy i nie byłoby go tutaj
    było ci tak smutno, nie można tego opisać słowami
    wszyscy cię pocieszali
    wiedzieli jakie to brzemie jest ciężkie
    żyłeś z tym człowiekiem 3 lata
    a teraz odszedł...
    nie ma go
    pustka która po nim została była nie do zniesienia
    płakałeś cały pogrzeb
    jak również inni
    cały kolejny tydzień spałeś u Kasi
    dopiero po pewnym czasie dałeś radę wejść do swojego mieszkania
    po rzeczach matiego nie zostało najmniejszego śladu
    tym bardziej było ci smutno iż wiedziałeś że jesteś tutaj całkiem sam
    udało ci się jakoś żyć z tym ciężarem
    najgorsze z tego wszystkiego było to,
    iż dzięki matiemu poznałeś miłość swojego życia
    dzięki jego propozycji na dyskotekę
    wszystko co osiągnąłeś zawdzięczałeś Matiemu
    Straciłeś Brata
    Straciłeś najbliższą ci osobę
    dotkliwie pamiętasz o swoim przyjacielu
    ale postanowiłeś ruszyć przed siebię
    dla NIEGO!
    idąc do przodu ze słowami Matiego na ustach
    "WYKORZYSTUJ KAŻDĄ SYTUACJĘ!"
    niedługo potem skończyłeś studia
    znalazłeś świetną pracę jako chirurg
    ożeniłeś się z Kasią,
    zbudowałeś dom
    masz 2 dzieci
    aktualnie masz 44 lata i nadal wspominasz swój pamiętny akademik
    swoje studia
    Matiego, najlepszego przyjaciela
    człowieka który pokazał ci, iż życie może być przyjemne
    człowieka który pokazał ci czym jest życie i jak żyć
    nadal odwiedzasz z Kasią jego grób
    wciąż płaczesz w każdą rocznice jego śmierci
    Wiesz że był ci najbliższy na świecie
    wspominasz jego pozytywne spojrzenie na świat
    Pamiętasz go takiego jaki był
    Uśmiechnięty, pogodny i zawsze patrzący przed siebie
    ZAPAMIĘTAJCIE JEDNO!, macie jedno życie
    Wykorzystajcie je dobrze
    bo niektórzy nie mają takiej szansy
    Mati chciałby żebyście żyli pełnią życia
    Więc żyjcie!


    #pasta #byloaledobre #byloalebedziejeszczeraz (pozdrawiam 3 obserwujących ( ͡° ͜ʖ ͡°))
    pokaż całość

  •  

    Eh.. nie wiem po co to piszę, ale muszę się po prostu chyba wyżalić.
    Jeszcze kilka lat temu, chodząc do szkoły, byłem po prostu zwykłym #przegryw. 110 kilo wagi, ciągle w domu siedziałem przed kompem, uczyłem się dość średnio i miałem tylko grupkę znajomych, większość ze mnie szydziła, co stało się swoistą normą dla mnie. Tak mi minęło parę lat, starałem się coś zrzucić z tej wagi, zacząłem chodzić na siłownię (co nie obyło się bez śmieszków w stylu "hehehe na siłke chodzisz a nadal gruby jesteś huehueu"), bez jakichś większych rezultatów, trochę się wkręciłem, schudłem może z 7 kilo i po roku bodajże przestałem tam chodzić. Generalnie zwykle byłem dość zamknięty w sobie, taki typowy introwertyk, jak ziomki z klasy chciały gdzieś wyjść to odmawiałem i się wykręcałem. Na początku zeszłego roku miałem pewien epizod z pewną dziewczyną, który nie jest ważny w tej historii ale jako, że byłem "zakochany" to wiadomo, trochę mniej jadłem... a tak naprawdę weszła głodówka, dzięki której sporo schudłem. Epizod się skończył, ja zacząłem się trochę użalać nad sobą.. i tak na początku tego roku miałem dość długie stany smutki i braku chęci do życia. Nie wiem czy to była #depresja, nie byłem z tym u żadnego lekarza ani nic, ale byłem strasznie zdołowany, czasem nawet myślałem o jakimś rzuceniu się pod tramwaj, ale to były tylko przelotne myśli, nigdy bym czegoś takiego nie zrobił. I tak byłem sobie nadal takim introwertykiem, z tym że smutnym i takim.. "sflaczałym", nadal dużo grałem na kompie, żeby uciec do fikcyjnego świata... No ale że wakacje nadeszły to postanowiłem pójść do #praca. Znalazłem robótkę na magazynie, popracowałem kilka miesięcy i... nie wiem co miało na to wpływ ale zmieniłem się o 180 stopni. Otworzyłem się na ludzi, miałem przeogromną chęć i wewnętrzną potrzebę poznawania i integrowania się z ludźmi. I podczas pracy tam, znowu sporo schudłem. Teraz ważę 81 kilo i czuję, że tamtego Maestro_PM zostawiłem gdzieś w tyle i narodziłem się na nowo. Przestałem grać w gry, zacząłem bardzo często wychodzić na miasto, poznałem masę świetnych ludzi (głównie dzięki #studbaza) i najdziwniejsze dla mnie było to, że ci ludzie właśnie chcieli poznać też mnie. Nikt się ze mnie nie naśmiewał, nie szydził, każdy mnie polubił (w tym sporo #rozowepaski bo będąc w technikum za wiele ich nie było, przez co kontakt z płcią przeciwną miałem bardzo ograniczony) i poznałem też tam pewną #rozowypasek w której po prostu zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Wyłapałem w jej pierwszym spojrzeniu jakąś iskierkę, która rozpaliła we mnie uczucia. Zacząłem się starać, zapraszałem ją do kina, wypady na miasto, na piwo, na spacery, gdzie mogliśmy po prostu rozmawiać godzinami o wszystkim i niczym, parę razy nawet dość późną porą byliśmy sami w parku i czułem, że to jest odpowiednia pora by spróbować ją pocałować ale.. nigdy nie miałem tyle odwagi by to zrobić. Aż do niedawna kiedy to wziąłem się w garść, postanowiłem, że zrobię ten krok i wyznam jej moje uczucia. Więc pewnego dnia, na koniec naszego wypadu na miasto, przystanęliśmy na chwilę i... powiedziałem jej, że mi na niej zależy i takie tam, wiecie o co chodzi ( ͡° ͜ʖ ͡°) I wiecie co? Wylądowałem we #friendzone. Tak. Traktowałem ją najlepiej jak potrafię, miałem wrażenie, że i ona coś do mnie czuje a tu chujnia.. Brałem to pod uwagę oczywiście, ale.. ale nie spodziewałem się, że to boli aż tak.. i nadal jest mi ciężko. Dziś znowu zacząłem czuć się jak śmieć. Znowu naszła mnie fala smutku, znowu mam brak chęci do życia... pomimo, że myślałem, że to już dawno za mną. Mimo, że tkwię w #friendzone to.. czuję, że nie mogę odpuścić. Będę się starał o nią zawalczyć.
    To tyle. Nie ma puenty chyba, że można to uznać jako #wychodzimyzprzegrywu bo w sumie schudłem prawie 30kg i z introwertyka siedzącego non stop przy kompie zmieniłem się w ekstrawertyka, który ma ciągłą potrzebę kontaktu z ludźmi bo jak siedzę samemu to dostaję pierdolca ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Wiem, że trochę napisane bez ładu.. no ale wybaczcie jestem trochę rozbity nadal (╯︵╰,)
    No i pewnie i tak sporo rzeczy tu nie napisałem ale trudno, jakby ktoś pytał to odpowiem
    #truestory #zalesie #depresja #friendzone #rozowepaski #logikarozowychpaskow #niebieskiepaski #przegryw #wychodzimyzprzegrywu #studbaza
    pokaż całość

    •  

      @Maestro_PM: Z tego co mówisz przeszedłeś naprawdę niezłą przemianę. I fajne jest że to właśnie taka zmiana jaką chciałeś. Mi się rzuciło w oczy w tym co napisałeś kilka rzeczy. Lepiej zacząłeś się czuć (może nie od razu) kiedy osiągnąłeś odpowiedni poziom wagi, kiedy zacząłeś być bardziej aktywny: mniej grałeś na kompie a więcej miałeś kontaktów z ludźmi, na studiach, w pracy. Plus byłeś w środowisku, w którym nie miałeś wrogów i nie musiałeś walczyć a czułeś się zaakceptowany.
      Moim zdaniem nie powinno być naszym celem przestanie bycia introwertykiem. Ważniejsze jest zrozumienie siebie. Ja patrze na introwertyzm w taki sposób, że szybciej męczą mnie kontakty z innymi ludźmi, w sytuacjach gdzie dużo się dzieje trudniej mi się skoncentrować, odczuwam niepewność w sytuacjach nowych czy wymagających szybkiego działania ale jednocześnie potrafię doskonale wypocząć będąc sam - nie potrzebuje działania (więc to jest duże ułatwienie), jestem spokojny, empatyczny, potrafię słuchać i dzięki temu wiele osób lubi ze mną przebywać i rozmawiać. W dużym gronie nie będę mega aktywny na forum ale świetnie odnajdę się w rozmowie z kimś na boku i nie mam presji ani potrzeby bycia zauważonym. A to czy grasz czy zamykasz się w domu to wg mnie sprawa nie tylko introwertyzmu.
      Co do dziewczyn, przeżywasz teraz to co pewnie w pewnym momencie większość z nas, czujesz smak odrzucenia, niespełnienia miłosnego. Od wieków ludzie o tym piszą czy tworzą sztukę pod wpływem tego uczucia. Bardzo chcemy być z kimś kto nie odwzajemnia naszych uczuć i to nas mega boli i to jest normalna reakcja :)
      Może to wydawać się nielogiczne ale jeśli chcę się zdobyć dziewczynę to nie zawszę sprawdza się wyznawanie swoich uczuć, przynajmniej u mnie tak było. Ale próbuj robić co uważasz za słuszne tylko że zauważaj to co robisz abyś robił to tylko że już z większą świadomością. Najwyżej spierdolisz. Po prostu nie działaj automatycznie. I potraktuj to co przeżywasz z ciekawością, jako nowe doświadczenia, choć faktycznie niekoniecznie przyjemne.
      Jeśli mimo wszystko chciałbyś zrobić coś zamiast takiego "starania się". U mnie zawsze sprawdzało się miłe spędzanie czasu z dziewczynami, takie kiedy i ja i one były zadowolone. Może to być praktycznie wszystko. Ważniejsze jest droczenie się, dotykanie, seksualna atmosfera (wcale nie oznaczająca seksu) przy jednoczesnym posiadaniu swojego życia, pracy, swoich zainteresowań które Cię kręcą. Jesteś na dobrej drodzę i już dużo za Tobą, powodzenia!
      pokaż całość

    •  

      @Wesolyfreestyle: Wow, to naprawdę miłe z Twojej strony. Dzięki wielkie za pocieszenie i te wszystkie rady. Dziś już trochę ochłonąłem, nieco lepiej się czuję, wygadałem się trochę i.. chyba powoli wracam do racjonalnego myślenia :D

    • więcej komentarzy (7)

  •  

    Obcy gość się mnie pyta skąd jestem, no to mu odpowiedziałam. Czy dobrze to robię? Xddd
    #friendzone #rozowepaski #niebieskiepaski #logikaniebieskichpaskow #pdk

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1542896640597.jpeg

  •  

    Poczucie humoru to najprostsza droga do #friendzone no chyba że jesteście chadami 10/10 #przegryw #tfwnogf

    +: frajerska_chmura, marcelinnagontek +9 innych
  •  

    Zasalutujmy kolejnemu straceńcowi ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    #przegryw #friendzone #friends #smuteczek

    źródło: embed.jpg

  •  

    Friendzone jest jak oszukiwanie psa, któremu pokazuje się pyszne ciastko. Pozwala się mu na nie patrzeć i poczuć jego słodki zapach. Potem powoli zbliża się go do jego pyska, tak że nie widzi poza nim świata. Kiedy już jest przekonany że może go zjeść, że ma na to pozwolenie i otwiera swoją mordkę to szybko zabiera mu się go sprzed nosa i patrzy jak dalej czeka i się ślini.

    #logikarozowychpaskow #rozowepaski #friendzone #niebieskiepaski #tfwnogf pokaż całość

    •  

      Gość bez nogi pomaga zawiązac but loszce bez ręki. W tym zdjeciu kryje sie klucz do wyjscia ze spierdolenia. Loszki tez bywaja spierdolone tak jak mirki przegeywy, tyrane przez normickie spoleczeństwo, nadwrażliwe, nIeradzące sobie. Mirek moze być dobry w czymś w czym loszka nie i na odwrót i tak ich przegryw wyrownuje sie do poziomu pozwalajacego wspolnie radzic sobie w zyciu.

      +: warsaw, Smutny_memiarz +5 innych
  •  

    Czytam te wpisy i mam jeden wniosek. Najwiekszy problem z friendzone jest taki, ze wiekszosc gosci brnie w nim i przeciaga na dlugie miesiace (a w skrajnych przypadkach na lata). "A bo moze ona w koncu zmieni zdanie, przekona sie czy cos". NIE. Nie idzcie ta droga, ja pierdole. Jedyne oczywiste rozwiazanie to zakonczenie znajomosci od razu po pierwszej odmowie. Zachowajcie swoj czas i energie na panne ktora od razu doceni starania. Ciezko opisac jak ogromna roznice robi rozmowa i interakcja z laska ktora JEST zainteresowana. Gdyby kazdy korzystal z tej prostej zasady to nie byloby tutaj tych wszytkich wysrywow i placzu.

    #friendzone
    pokaż całość

  •  

    Jeszcze w czasach liceum miałem swoją przyjaciółkę, z którą spędzałem bardzo dużo czasu. Mimo że była używana i w jej cipie niejeden bolec był, to podkochiwałem się w niej i wyobrażałem sobie wspólne życie. Po tym jak zerwała z jakimś kolejnym randomem, poszliśmy na spacer. Długo chodziliśmy po plaży, słuchałem jej historii, kupiliśmy piwo i siedzieliśmy we wieżyczce ratowniczej. Przysunąłem się wtedy do niej. I wiecie co powiedziała w przypływie szczerości?
    "Anon, tyle się znamy ale nigdy nie zrobiłabym Ci loda"
    Ja oczywiście powiedziałem "eee... Żaneta, ja bym chyba nawet nie chciał xDDD"
    Po jakimś czasie znalazła kolejnego kolejnego bolca, a ja urwałem kontakt, bo mnie jasny kutacz z nieba strzelił.
    Od tego czasu mam awersję do kobiet i nie umiem mieć z nimi normalnych kontaktów. Za to lubię je traktować z góry i gnębić kiedy mam tylko okazję np. w pracy wytyczając najbardziej chujowe zajęcia, odcinając od wiedzy i promując piwniczaków takich jak ja. A potem to zdziwienie i obrabianie mi dupy w kuchni przy kawie. Jak ja to uwielbiam.
    Tu mam was różowe.
    #stulejacontent #przegryw #friendzone #logikarozowychpaskow
    pokaż całość

    źródło: stopki.jpg

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Mireczki, uprzedzam mega TL:DR,

    Cz. 1
    Koniec lat 90, pojawiam się ja jako pierwszy potomek normalnej wtedy młodej, wschodzącej rodzinki. Już na samym początku zaczęła się pogłoska, że będzie to mądry osobnik.
    Nauczyłem się czytać w wieku 3 lat, liczyć w wieku 4. Do dziś na każdej rodzinnej posiadóweczce słyszę jaki to Marcinek (imię zmienione) był bystry, pomysłowy i śmieszny. Jak to dziadek poszedł ze mną do banku, ja wziąłem jakąś ulotkę i zacząłem coś czytać. Facetka z banku słysząc do dziadka "A on umie czytać? ile on ma lat?". "trzy", babkę zamurowalo. U babci na działce do sąsiadki już na lvl 4, czy naleje mi pani piwa "A co ty pijesz piwo?". Ja zupełnie nieświadomy "Tak, ja lubię piwo, najbardziej Warke strong".
    Innym razem u cioci lvl 3/4 coś sobie liczę, dodaję, koleżanka cioci widząc to do mamy z przerażeniem "Co pani urodziła?!".
    Czy to na szczepieniu też lvl 4 może 5, nie poleciała ani łezka, pielęgniarka w szoku, mama dumna.
    I na tym bym nie przestał..te i inne pasty słyszę przy każdym zebraniu od rodzinki z 1 ręki. No nie powiem, zapowiadał się mały zaradny skurwysynek, w przedszkolu liznąlem nie jedną różową, pocałowało się ich więcej w 2 lata jako gówniak niż przez resztę życia XDD Jak było jakieś spotkanie przy stole czy to w rodzinie, czy ze znajomymi tam, gdzie w jednym kąciku były dzieci w drugim siedzieli dorośli, tak ja zawsze siadalem do dorosłych. Czyli podsumowując pierwsze lvl 6, pełny energii, ciekawy świata gówniak, ponadprzeciętny. Mama dobrze wtedy pomyślała, że powinienem mieć prywatne zanim wejdę na lvl 7, bo taki ktoś jak wówczas ja nie usiedzi na dupie przez 45 minut. Ale wtedy prywatne nauczanie to był rzadki i cholernie drogi temat.

    I tak się stało - zaczęła się szkoła. Mama wysłała mnie do prywatnej (szkoła prywatna nie mylić z nauczaniem) no i też sama w niej pracowała.
    W pierwszy dzien poznałem kumpla, z którym uciekliśmy od razu ze szkoły ( ͡° ͜ʖ ͡°) (kontakt mamy do dziś). Ciągle miałem pomysły, żeby zrobić jakąś zadymę, żeby było śmiesznie, musiałem być w centrum uwagi. A to wszedłem po futrynie, a to na dach po drabinie. Starsi propsowali, a gimnazjalistkom śmiało tuliłem się w cycki, bo to w końcu taki mały, śmieszny i słodki( ͡° ͜ʖ͡°)

    Od zawsze i do teraz nie lubiłem się uczyć. W klasie najmniejszy wagowo i wzrostowo aż do 3 gim. Na WF w gałę i na dystans, najlepszy. Dodawać, odejmować, czytać umiałem już kilka lat przed wszystkimi. Do 3 klasy ortografię miałem w małym palcu, ale oczywiście ze sprawdzianu było 2/3, bo wszystkie pisownie były poprawne, ale.. nie znałem regułek, dlaczego rz czy ó.
    Jak czegoś nie mogłem logicznie pojąć, musiałem się wykłócić i nie dawałem za wygraną. Jak rówieśnik mnie popchnął tak ja na oczach wychowawczyni zasadziłem mu krzesłem na łeb. Jak koleżanka sprzedała mnie tak ja podszedłem z marszu i zasadziłem jej z liścia.
    W szkole jakoś średnio się odnajdywałem, prywatna gdzie rodziców było stać, żeby posadzić dzieci, klasy 16-18 osób.
    3/4 klasy jak od 1 podstawówki tak do 3 gim wszyscy ci ponad 5.0 na koniec i wzorowe, a ja na marginesie. Ja nalegałem wówczas mamie, żeby przenieść się do szkoły sportowej i zapisać się na treningi piłkarskie, już sam z siebie byłem całkiem ładny grajek.
    I zaczął się przez to poślizg, jako że już od lvl 4 ogarniałem kompa, grało się w #h3, Cod1, gry logiczne. Po szkole mając totalnie w dupie tę instytucję i nieodpowiadające mi towarzystwo nieświadomie wówczas uciekałem od nowego dla mnie świata pograć na kompie, albo czytałem godzinami wikipedię o historii i militariach, czy książki o tej tematyce. Popadłem jednak w nawyk, grałem, czytałem i grałem. Coś sprawiło, że dramatycznie spadła mi samoocena, wszystkim mówiłem że jestem do niczego, że nic nie umiem. Miałem też kompleks wzrostu, w szkole gdy tylko z tego się któryś śmiał by mnie obrazić, ja od razu na dzień dobry wpierdol, czy to był większy, starszy, czy mogłem dostać za to naganę, nie było nic nad honor. Wiedziałem, że szkoła i system pruski to coś dla mnie obcego chociaż nie umiałem tego logicznie wtedy wyjaśnić.

    Przyszła klasa 4 której się obawiałem, jedyne z czego byłem dobry ot tak to polski, historia, wf i do czasu matma. Albo coś umiałem na 100% albo na 0. Prawdopodobnie przez spędzany czas przed kompem potem uzależnienie sprawiło, że ograniczyłem swoją ciekawość, a do tego się ładnie wkrecilem. Prawdopodobnie przez spędzany czas przed kompem miałem i do dziś mam ogromne problemy z koncentracją. To co mi wpadło zaraz wyleciało, setki pomysłów i przeróżnych myśli naraz O dziwo nie skończyłem jako no-life, bo dalej trzaskałem starszych na dystans, ale niestety mój skill w nożną i cała ta ciekawość świata zaczęła wygasać. Powoli traciłem zrozumienie tego świata już na lvl 10. Powtarzanie czynności, które nie mogą być dla mnie dobre, bo po prostu nie sprawiały mi przyjemności, nie wydawały się "naturalne". Pytałem dorosłych, ale po co my uczymy się takich głupich rzeczy w szkole? - Bo to będzie w gimazjum. A po co będzie w gimnazjum? - Bo będzie w liceum, potem bedzie na studiach a potem pójdziesz do pracy tylko po to, żeby przeżyć tak samo każdy kolejny dzień. Od wtedy do teraz jest to dla mnie jeden wielki nonsens. Pamiętajcie, nie byłem zamknięty na wiedzę, tylko przed samym sobą nie umiałem tego zrozumieć, ciągle kłóciłem się z mamą, gdy kazała mi się uczyć odrobić lekcje, że to przecież jest nie przydatne.

    Na początku 5 kl tragedia rodzinna, wujaszek, brat taty z dnia na dzień powiesił się w garażu. Efekt uboczny leku na receptę na zaprzestanie palenia .Tu już pamiętam z pierwszej osoby wszystko bardzo dobrze, byłem nie tyle co załamany, ale nie byłem w stanie po prostu przyjąć do wiadomości, że taka sytuacja miała miejsce. Cała rodzina w rozpaczy, niespodziewana śmierć, człowiek przed 40, geny prawie łeb łeb w moje. Tak jak do ojca jestem bardzo podobny, tak ojciec do brata, do wuja kuzynka i my wszyscy do dziadka. Ojciec twardy i zaradny chłop, zachowaniami podobny do mnie, widziałem, że długo po fakcie boryka się ze stratą. To nas w jakiś sposób na kilka lat oddaliło, w ten sposób, że rzadko rozmawialiśmy jak ojciec z synem. 5 kl była jakaś specyficzna, samopoczucie zdawało się coraz gorsze, zacząłem mieć parcie na różowe, ale na starcie tak byłem błędnie zestresowany swoim wzrostem, zadartym nosem i będąc znany jako kiedyś dużo bardziej świrnięty dostawałem co chwile kosza. Sporadycznie zadawałem się z dwoma kolegami w klasie, ale gdy przyszło spotkac się grupą zawsze byłem ten co się najmniej odzywa i jest nie w temacie. Czas mijał, potem końcówka podstawówki, no i egzamin. Jak wspominałem, naprawdę było mi się trudno w ogóle skupić na rzeczy. Wielokrotnie zgłaszałem się do nauczyciela, pedagoga, czy rodzica, że naprawdę jest mi ciężko, a widziałem jak jeden z rówieśników miał przywileje pod pretekstem "ADHD". Egzamin szóstoklasisty oblałem kompletnie, chociaż świadectwo ukończyłem na 4.60 ( w tej klasie jedna z najnizszych średniej, serio). Opętał mnie wielki gniew, gdy skończył się czas, a ja byłem ledwo w połowie wiedząc, że w sali obok siedzą 3 osoby i piszą sobie egzamin dosłownie ogarnęła mnie furia. Zawsze ubolewałem nad sprawiedliwością, nawet jeśli nie dotyczyła ona mnie, to się wtrącałem. Nie mogłem zaakceptować czegoś takiego jak unfair. Poszedłem sam do domu, zacząłem bić w sciany, przewracać krzesła, że na sam koniec roku tak oblałem, bałem się, że nie zostanę w gimnazjum (był to zespól szkol podstawowka i gim). Czułem się jako margines, wcześniej prosząc chociaż o spojrzenie na problem jakim był i jest mój deficyt uwagi.

    Gimnazjum jakoś szło, wyniki w nauce były coraz gorsze ja byłem coraz bystrzejszy, żeby pojąć logicznie dlaczego ta szkoła jest tak niedostosowana do prawdziwej przydatnej wiedzy, dlaczego czytam, że w Finlandii edukacja wygląda tak, a tu marnuje się talenty. Ale zawsze patrzyłem do przodu, na swoje, Z rówieśnikami nie miałem zwykle tematu do rozmowy, bo kręciły mnie takie tematy jak polityka, wspomniana historia, czy nawet ekonomia, z kolei łatwiej było mi nawiązać dyskusję ze starszymi. Od dawna też, preferuje starsze różowe. W gim nie byłem już taki głośny, nadal miałem swój charakter, ale większość rzeczy po prostu tłumiłem w sobie i regularnie dostawałem gwałtownego załamania nastroju. Jak to w gimbazie, zaczął się pierwszy kontakt z alko, fajkami. W 2 gim kumpel wyciągnął mnie pierwszy raz na lolka. Byłem tego ciekawy już na lvl 12, w przeciwieństwie do alkoholu, gdzie do dzisiaj jedynym trunkiem jaki zdegustuję raz na rok jest piwo. Drugi raz, kumpel wolna chata nas 3,sztuka materiału (pewnie wtedy jeszcze jakas przycina XDD). Weszła bomba, cały świat przeleciał mi przed oczami. Zacząłem rozumieć odpowiedzi na dręczące mnie sprawy, pytania. Zapisywałem je sobie na kartce. Od dawna poczułem jak wszystkie mięśnie poluzowały mi się (chodziłem bardzo spięty podświadomie ze stresu). No i wpadła mamuśka ziomka, ups przyps.Od tamtego czasu, gdy wszyscy chodzili na balangi ja preferowałem tylko i wyłącznie #marihunaen. Zaczęło się popalanie raz na kilka miesięcy.
    Koniec 3 gimnazjum, kolejna trauma, kumpel znany mi od 1 klasy podstawówki przegrywa walkę z rakiem, chociaż jeszcze kilka miesięcy temu było mówione, że guz się wchłonął. Przed śmiercią nie widziałem go dobre 2/3 tygodnie. Na pogrzebie byli tylko rodzice. Znowu doświadczyłem nie tyle co rozpaczy i załamania, ale szoku, że po prostu nie byłem tego w stanie logicznie pojąć. Jak wtedy tak i teraz (błędnie) zadawałem sobie pytanie - gdzie tu sprawiedliwość? A jak wspominałem było to coś, bez czego nigdy nie umiałem się pogodzić.

    Cz.2
    No to zaczęła się szkoła średnia. Wydawało się, że to będzie jakaś zmiana, w końcu więcej przedmiotów które wybieram sobie sam, taki mały krok w dorosłość. Złożyłem podanie na 3 szkoły. System nie zakwalifikował mnie na pierwszy wybór, drugi też w sumie mi odpowiadał. Zostałem jednak na ostatnią chwilę powiadomiony, że wypadło kilku kandydatów z pierwszej szkoły i automatycznie się zakwalifikowałem. Zadzwonił sekretariat, ja odbierając telefon nie byłem przygotowany że to oni. Coś we mnie wstąpiło, że się zająkałem i powiedziałem babce, że się zastanawiam. Od razu pojechałem do tej szkoły, po czym ona do mnie "ale Ty przecież zrezygnowałeś". Przeraziłem się, następnie wyleciał dyrektor, że z takim podejściem nie ma miejsca dla mnie w tej szkole. Wtedy obiecałem sobie, że zniszczę jego wizerunek albo udowodnię mu, że podjął złą decyzję. To co mnie wprawiło w furię i załamanie to nie był fakt, że nie będe w tej szkole, ale że poczułem upokorzenie, widziała to mama i gapiło się na mnie z 10 pracowników szkoły. Zaczęło się liceum, już w pierwszych dniach nauczyciele pokazali sobie, że nie są kimś kto mógłby być dla mnie jakimś autorytetem, osobą którą mogę śmiało zapytać, by się dowiedzieć. W klasie wielu patrzyło na mnie spod byka, najdrobniejszy, raczej skryty no to trzeba styrać. Był w klasie mój stary znajomy, poznany w tamtej szkole w 3 kl, wypisał się po roku. Niegdyś dobry ziomek, wtedy jeszcze też. Zbliżały się 16 urodziny, które chciałem zorganizować w domu. Zaprosiłem 10 osób. Przyszło dobre ponad 30, na chacie zrobił się burdel, jeden z tych który tam był zwykła hiena. 2 miesiące udawał prawilnego, nawet pomógł mi wyjebać dobre kilka osób. Popełniłem błąd życia, wyjebali mi z domu kilka fantów, koledze który miał nocować kilkadziesiat zł i perfumy. To sprawiło, że zacząłem się chorobliwie zamartwiać. Jeszcze gorsze towarzystwo, okradziony z prezentu. Kolejne miesiące były coraz gorsze, monotonia zaczęła mnie dobijać. Całe ferie leżałem w łóżku i zamartwiałem się na zapas. Cały rok był pełen nieprzyjemnych sytuacji, lęku przed światem, jakby dano mi znać, że na marne próbujesz zrozumieć ten świat. Byłem zaszantażowany, drugi raz okradziony. Dowiedział się o tym mój kuzyn z chuliganki. Oprawca przyniósł mi fanty w zębach i nigdy więcej nie odważył się podejść.

    Chociaż nigdy w rodzinie nic nie brakowało, mieszkaliśmy w domu jednorodzinnym, ja szukałem sobie kumpli na osiedlach, zawsze mnie ciągnęły bloki, rapowy klimat i ten smak życia na osiedlach. albo po prostu wtedy nie myśląc racjonalnie szukałem ucieczki, próbowałem się wybić. I wiecie co? Wkręciłem się w ekipę na ośce, gdzie po zmierzchu łatwo zarobić w zęby, jednak poczułem solidarność z tymi ludźmi jak nigdy. Chociaż sam jestem dzieckiem bogatych rodziców, to brzydziłem się zachowania rówieśników z gim (jak wspominałem szkoła prywatna, to i rodzice bogaci), czego to oni nie mają, wyścig który ma coś nowszego, lepszego. Zagłaskane kotki na śmierć, poza wynikami na papierku zero życiowej świadomości. Jednym słowem, banany (nie wszyscy oczywiście). Na osiedlu poznałem wielu starszych gości, czy nawet byłego wojskowego. Zawsze inspirowały mnie historię na przykład raperów, tych co wychowali się w biedzie i do wszystkiego musieli dochodzić sami. Też się poczułem taki "prawilny". Historie poznanych były różne, jedni wybili się na handlu, inni na jumie, kolejni gdzieś się wyedukowali i jakoś wyszli na prostą. Tych których nie poznałem, tylko z ich opowieści albo polecieli z dragami, albo po prostu wpadli w sidła. I wiecie co, zapytalibyście. "Ale skoro nic Ci nigdy nie brakowało, to po chuj zacząłeś się interesować takimi rzeczami". Bo dziś to dla mnie zajebista lekcja, a także wiele przeżyć w tych okolicach. Co jak co ale do dziś mam tam wielu znajomych i utrzymujemy dobry kontakt. A w razie jakiś tarapatów wiem, że zawsze mogę poprosić ich o pomoc. Ci co mnie niegdyś lubili zaczepiać, albo mieli za bałwana dziś się boją, albo po prostu mają szacunek. I teraz ktoś mi powie, co za pizda, bo zasłania się ekipą. Pizdą to jest ten co ma odwagę wykorzystywać czyjąś słabość.

    Wracając, jednak było coraz gorzej, pogrążałem się w zmartwieniach, byłem za każdym razem tak rozkojarzony, że nie byłem w stanie zrobić nic produktywnego. Poza domem chodziłem jedynie na siłownię i tam odzyskiwałem resztki smaku życia. Nie umiałem zarządzać pieniędzmi, czasem, organizować się. Zawsze starałem się docenić każdy gest ze strony rodziców, chociaż z trudnością okazywałem uczucia. Powiedziałem mamie, żeby nie dawała mi więcej niż 10 zł, bo przeleci mi przez palce. Byłem tak głupi, ale tak świadomy. No i "kumpel" z klasy. Wtedy po prostu tego nie dostrzegałem, ale zwyczajna hiena. Zawsze był tym większym w ekipie, dyktował gdzie idziemy, w większości ja stawiałem piwo/pizzę, ładnie wciskał kit, że odda kwit po czym nigdy tego nie robił. Ale byłem wtedy zmanipulowany. I tak wyglądała prawie cała szkoła średnia, chciałem się wybić, moją wizją była finansowa niezależność jak najwcześniej. Nigdy nie godziłem się na to, by tyrać do 65 roku życia i potem dostać marne grosze z Zus, jeśli w ogóle dostanę, czy dożyję. Zawsze czułem i czuję, że byłem inny niż średnia. Chciałem więcej, być tym innym, szalonym, bardziej oryginalnym niż obywatel Janusz w passerati. Ale zbytnio przejmowałem się krytyką, wyrządzoną krzywdą. Zamartwianie się to nałóg jak palenie papierosów. Bardzo popadłem w ten nawyk, co zresztą miało później ogromne skutki. Z biciem niemca po kasku borykam się do dziś.

    Pojawiła się pierwsza w życiu różowa. Tak, po przedszkolu dopiero w polowie liceum. Zawsze ale to zawsze kończyło się #friendzone. Zresztą nie dziwię się, wiecznie wystraszony, niższy od dzieciaka z podstawówki, a przy rozowej kompletnie zestresowany typek, no 1/10 na starcie. Ale ona się tylko bawiła. Wpadłem pod pantofel ewidentnie, jak się dowiedziala, ze nigdy nie zamoczyłem a jest moją pierwsza na poważnie - wyśmiała mnie, no pierdolnięta. Ciach bach szybko się skończyło, jakoś nie dotknęła mnie ta strata, traktuję to jako lekcję, żeby nie dać się wjebać pod pantofel.

    Jednak nic się nie zmieniało, a wszelkie moje próby kończyły się niepowodzeniem. Miałem taki chaos w myślach, że nie byłem w stanie niczego poukładać w całość. Paliłem coraz więcej mary. Jedynie na osiedlu w ekipie przy wąsie czułem się swobodnie. Ale wypaczał mi się sens życia. Jedni powiedzą, że to od mary inni, że po prostu zakopywałem trupy w szafie aż było ich za dużo. Ja zdecydowanie opowiadam się za opcją 2.

    Miesiąc później kolejna różowa. Tu już było bardzo dobrze, chociaż zdawałem sobie sprawę, że zaczynam popadać w obłęd, a samobójstwo jest czymś co mnie fascynuje , co sprawi, że przeniosę się do innego wymiaru. I tak samo, po niedługim czasie, gdy poszliśmy na domówkę do kolegi z osiedla ten ją przelizał, a ze mnie zaczęto się naśmiewać. Pół osiedla stawiło się za nim pół za mną, obecnie jest zgoda. Ta bezradność nad samym sobą, nakładające się sytuacje i codzienne rozmyślanie o skończeniu z tym cyrkiiem utwierdziło mnie w przekonaniu, że chcę to zrobić. Długo się na to zbierałem, dobre 2 tygodnie. Napisałem nawet list pożegnalny co i dlaczego, gdybym już był gotowy na koniec, czekałem na impuls by przejść do rzeczy.

    Nadszedł ten dzień, przed lekcją poszedłem prosto na osiedle, wszedłem na 11 piętro i swobodnie usiadłem na parapecie mając nogi w powietrzu. Ale popatrzyłem w dół i cały świat mi przeleciał przed oczami. Z jednej strony wiedziałem, że nie mam jaj żeby to zrobić z drugiej przysiągłem sobie, że już za moment będzie po wszystkim. Z windy wysiadła para starszych ludzi. Sposób w jaki zaczął negocjować ze mną jakoś sprawił, że dałem się namówić i zszedłem z parapetu. Ktoś już musiał mnie wyczaić na oknie i zadzwonić po policję, gdy ludzie Ci zaprowadzili mnie na dół pod klatką stała policja. Psychiatra, który w przeszlości ze mną rozmawiał zalecił mamie od razu wysłać mnie na oddział. Następnego dnia do 14 nie podniosłem się z łóżka, po czym wstałem prosto do samochodu i pojechalismy na oddział. Jednakże miałem skończone 16 lat i musiałem samodzielnie podpisać zgodę o leczenie, podpisałem. I jaki cyrk się zaczął, gdy nagle wszyscy sobie przypomnieli o mnie, po 2 dniach pobytu sprawdziłem messenger i nagle Ci, którzy zawsze nie mieli czasu gdy pytałem czy się spotkamy. Wielce "zszokowany" kumpel hiena zgrywał się do końca. Powiedziałem mamie, że nie chcę mieć nikogo na odwiedziny, ufałem tylko swojej przyjaciółce z osiedla.

    I dopiero będąc na tym oddziale, gdzie nie mogłem mieć telefonu, internetu a od niedawna bardzo zainteresowałem się marketingiem (nie mlm) i #krypto, a mając przy sobie tylko zeszyt, długopis i kilka książek poczułem życie na nowo. Pisałem po 6 stron dziennie, książkę przerabiałem dokładnie w niecałe 3 dni, zacząłem medytować pierwszy raz. Zmienił mi się punkt widzenia o 180 stopni, pojawiła się wizja, nabrałem skupienia i od bardzo dawna szczerze w siebie uwierzyłem. Zacząłem czerpać radość z tego, że na przepustce mogłem chodzić po trawie i patrzeć w niebo, schematy myślenia nieco się zmieniły. W zeszycie opisałem wszystko, od wspomnień z pobytu poprzez wnioski jakie chcę z tego wyciągnąć, potrzeba, że muszę się zupełnie odciąć od toksycznych ludzi i plan działania na najbliższe tygodnie po wyjściu z psychiatryka. Zacząłem wierzyć w Boga, albo jak kto woli siłę wyższą (nie utożsamiam się z żadną relgią, wierzę, że jest jeden Bóg a wszystkie odłamy to twór ludzi i organizacji), poczułem przepływ energii. Każdy dzień był ciężką pracą ze samym sobą, nad samorealizacją. Skleiłem w całość, że to co wcześniej chodziło mi po głowie już jako dzieciak jest czesto słuszne, ja po prostu uwierzyłem osobom trzecim, że zwariowałem bo nie myślę jak każdy.

    Wyszedłem, usunąłem i zablokowałem połowę ludzi na fb. Tydzień później wyjechałem do pracy do wuja. Bardzo wierzyłem we wzrosty #btc, chciałem zebrać na inwestycje, książki, strój na siłownię. Nie martwiłem już się tak swoimi kompleksami, wzrostem. Mary do dziś popalam raz na jakiś czas, po zasłużonym wysiłku. Były to wakacje, w tym okresie poznałem zupełnie przypadkiem gościa, który ma swoją firmę jakoś złapaliśmy temat. Zresztą to nie pierwszy raz kiedy od januszy, przecietniaków czy nauczycieli w szkole słyszałem, że nic w życiu nie osiągnę, a ilekroć czy to od wuja z Ameryki,czy znajomego ojca właściciela salonów BMW i innych ludzi, którzy reprezentują sobą jakąś karierę to, że jestem kumaty. Wszystko wyszło po latach. Zaczął się ostatni rok w szkole, przyszedłem przygotowany na ostatni okres, wiedziałem, że muszę to tylko zdać i całe to otoczenie przy którym spadłem na dno odejdzie w przeszlość. Wróciłem na siłownię wzbogacony o konkretny plan i dietę. Uczyłem się w miarę możliwości, wszystko na 2 no i osobno do matury. Przyszła do nas inna nauczycielka z przedmiotu, taka starszej daty kobita. I tylko żałować, że takich ludzi jest coraz mniej. Poziom w szkole był na 0, patoli też nie brakowało. W rok odjebała robotę na 3 lata. Poznałem się z nią bliżej, przychodzę do niej na herbatkę do dziś. Ona w całej szkole jedyna wierzyła we mnie i utwierdzała w przekonaniu, że mam potencjał. W tydzień bezinteresownie przygotowała mnie do matury. Znowu dziwnym trafem jest to ktoś, kto ma duży respekt w mieście wśród prawników, lekarzy, a Ci przychodzą do niej proponując wysokie sumy za korki. Heh znowu będę zarozumiały tak, ale kolejny raz jak widać osoby które podziwiały i negowały dzielą się na tych dobrodusznych, okrytych dobrą reputacją a zwykłą hołotę, po których widać że mają jakiś kompleks i jak się przyjrzeć nic sobą nie reprezentują.
    Wracając, organizowałem sobie z łatwością czas, zacząłem realizować plan, inwestycje, które podpowiedziała mi dusza przynosiły kosmiczne zyski, #btc leciał pionowo, dorabiałem w programach partnerskich, taki mały e-marketing. Do końca roku stało się coś czego bym nigdy nie podejrzewał. Tak jak zawsze wierzyłem, że da się inaczej niż całą młodość spędzić w książkach ze zbędną wiedzą po czym iść do marnej pracy tak zgodnie z prawem przyciągania stało się to. Codziennie idę dalej, nie zawsze jest pięknie, ale rozwiązywanie problemów przebiega inaczej. Jak na lvl 19 czuję, że jestem na tyle zabezpieczony finansowo, żeby dumnie patrzę w przyszłość. Za kilka dni zaczynam studia na psychologii w biznesie. Mam cudowną kobietę, przy której nigdy nie musiałem zgrywać kogokolwiek, chociaż dzieli nas 300km. Połączyłem studia z czymś, co już zacząłem i czymś co akceptuje moje JA. Rozwijam kolejne źródła dochodu, w zaciszu traduje na dobre kwoty, prowadzę instagram niedługo wykładam sporą sumę na promocję na fb, mam zboczenie na punkcie psychologii sprzedaży. Dorabiam w Niemczech łatwą robotę za 2000 euro miesięcznie. Tak chwalę się, nie potrzebowałem do tego magistra, tytułu. Poznałem w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu człowieka, którego przekonałem charakterem i podejściem. Praca też się sprowadza do oddziaływania na psychikę klientów, bowiem budujemy sklepy od środka. Nastawienie odpowiednich kolorków, świateł, zapachów. Zawsze mnie to kręciło, takie zboczenie. No dobra, ale po cholerę ta aktywnośc na Fb/insta, kogo to w ogóle obchodzi? Ano lifestyle, po prostu sprawia mi przyjemność dzielenie się dobrą energią, jakimś zajebistym cytatem na każdy dzień na tablicy. Zaraz może polecieć się hejt, że łoo za kogo ty sie kurła uwożosz. Taaa, ale pierdoły, smuty przewijać można na tablicy godzinami i nikt się nie czepia. Tak robię to specjalnie, wywołuję ruch, reakcję, niech o mnie gadają, inni piszą jak udało mi się w młodym wieku dojść na ten etap, starsi na konwencjach pytali ze zdziwieniem ile mam lat, inni hejtują. Z drugiej strony mam nadzieję, że uda mi się dotrzeć do tych co są na tej płaszczyźnie, na której ja byłem kilka lat temu. Z powołania wyciągnę im pomocną dłoń, bo sam to przeżyłem.Po tych co się ze mnie śmiali nie ma śladu, mój pseudokumpel hiena jest zwykłym ćpunem do tego chowa się po mostach, sprzedał się i go szukają. Karma ;)

    A jednak, coś w tym było, że już we wczesnym dzieciństwie wyróżniałem się. Byłem jakiś inny, to że opisuję jaki byłem zdolny - na podstawie opowieści rodziny, znajomych rodziny jednak nie mi oceniać.
    Chociaż usiłowałem się poddać, czego żałuję najbardziej w życiu, to nigdy nie odszedłem od swojej wizji, swoich gruntownych zasad. Zawsze ufałem instyktowi, zawsze był on przy mnie na końcu głowy, podświadomość wiedziała swoje. Uwierzyłem w prawo przyciągania. Tak długo siedziało we mnie poczucie bycia innym, oczekiwanie czegoś więcej, coś podpowiadało mi, że to co jest na ogół wpajane nie jest do końca słuszne. Dziś jestem utwierdzony w tym przekonaniu.

    Jeżeli dotarłeś tutaj, przyjmij moje gratulacje za cierpliwość i podziękowania, że zainteresował Cię mój punkt widzenia i historia

    Dobra, nalałem wody, część uzna, że zmyślam, część stwierdzi że gadam głupoty, ale jaki jest tego wniosek, podsumowanie i morał?
    Nie żałuję ani jednego traumatycznego przeżycia. Patrzę na to jak na lekcję, wzbogacenie doświadczenia dzięki którym nie boję się iść dalej. Jeśli dotknie to kogoś z moich młodszych członków rodziny, ja stanę murem przy tych problemach. Przykre jest to, że mamy setki leków i lekarz zawsze stwierdzi nam każdą chorobę oprócz tej umysłowej. A psychiatryk kojarzy się z miejscem, gdzie wszyscy leżą przypięci pasami do łóżka. Kiedy wiele chorób ma swoje podłoże u umysłu. Jestem utwierdzony w przekonaniu, że system pruski zabija potencjał u dzieci. Ludzi tych głównie negatywnych, zarażających mnie złą energią traktuję jako nauczycieli. Bo pewnie już nie raz gdybym wtedy nie nauczył się na błędzie popełnionym niegdyś, dziś mógłbym go powtórzyć z o wiele gorszym skutkiem. Jestem przekonany, że myśli wpływają na nasze ciało, prawo przyciągania. Jesteś tym o czym myślisz większość czasu. A główny wpływ ma na to z kim przebywasz. No i podążanie za swoją wizją. Bo nikt jeszcze nie spełnił chociaż części swoich marzeń żyjąc według schematów. Jak można być szczęśliwym, gdy zapominamy czego pragnie nasze serducho. I mam nadzieje, że kiedyś w dalszej przyszłości mojemu dziecku i żonie nie zabraknie niczego. I w żadnym przypadku nie chodzi tu o rzeczy materialne. Oraz, że pomogę jeszcze wielu ludziom, którzy pogubili się w swojej codzienności, czuję taką potrzebę. Udało mi się już w mniejszy lub większy sposób pomóc kilku osobom. Nie chcę za to ani grosza, ani rozgłosu.
    Zdaję sobie sprawę, że jestem jeszcze na takim lvl, że można śmiało rzec "Gówno wiesz o życiu". No i pewnie tak jest, wszystko przede mną. Mimo to uważam, że i tak sporo kwestii przerobiłem, co pozwoli mi patrzeć trzeźwiej w dorosłym życiu. Wiem, że niektóre zdania mogą wydawać się mało wiarygodne...ale, po co w ogóle miałbym na mirko zmyślać? kiedyś ktoś mi tu zasugerował mitomanię, hah

    To jest tylko moje spostrzeżenie, wynikające z danych sytuacji. Oczywiście zrozumiem, jak ktoś to zaneguje, tym bardziej jestem ciekaw opinii, każda z nich będzie do przemyślenia...o ile będzie zawierać jakiś poziom. Jeśli są pytania, bo tekst może być w pewnych momentach niezwięzły od razu sprostuje (pisałem głownie od razu to co mi przyszło na myśl starając to skleić na tyle, żeby dało się czytać)

    Jeśli ktoś był hardcorem i to przeczytał, oczywiście jestem ciekawy spostrzeżeń zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych, jeśli jest tu jakiś Mirek, co z chęcią podzieliłby się podobną pastą, swoim #update z #przegryw na #wygryw jestem otwarty na czytanie.
    #rozkminy #tldr #anonimowemirkowyznania #psychologia #gowniak #natchnienie #stulejacontent #pasta #biznes

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: sokytsinolop
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie
    pokaż całość

  •  

    Drogie #przegryw'y

    tak to jest gdy źle podchodzicie do sprawy
    #rozowepaski i #szaramyszkadlaanonka zawsze będzie się uganiała za #chad' em i zwierzała się tobie
    jak jest jej źle i że została odrzucona

    Jednak przyjaźń też jest piękna

    #stulejacontent #tfwnogf #takaprawda #niebieskiepaski #friendzone pokaż całość

    źródło: i1.kwejk.pl

    •  

      @giovan-a: Dlaczego ma tego nie robić? Ja rozumiem doskonale, że kobietom taki stan to w to mi graj jest, jak facet tańczy wokół za darmo, ale gościu ewidentnie chciałby mieć inne relacje niż tylko przyjaźń to dlaczego nie miałby spróbować wyperswadować, wydobyć tego uczucia z tej laski, skoro udało się zbudować taką bazę przyjacielską. Jak to się nie uda to niech da sobie spokój. Zrozum, że człowiekiem steruje instynkt i podświadomość, a on w ten sposób nie zrobi nic tej lasce tylko wpłynie na jej podświadomość i mimowolnie możliwe, że uda mu się uzyskać chęć pogłębienia relacji do poziomu związku poprzez tak bardzo ludzką, instynktowną i trochę podświadomą cechę jak zazdrość. pokaż całość

    •  

      @KierowcaSanek: Bo może uczucia nie wydobyć, tylko zranić dziewczynę, która się po prostu ulotni, żeby o nim zapomnieć.

    • więcej komentarzy (38)

  •  

    Nawet Siri mnie nie kocha ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    #friendzone #przegryw #zalesie

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: embed.jpg

  •  

    No i chuj, no i cześć nawet na #friendzone się nie załapałem ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    #przegryw #tfwnogf #feels

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    #przegryw #tfwnogf #zwiazki #friendzone #depresja #samotnosc #tldr
    Dzień dobry, Mirki i Mirabelki. Mówią, że czasami trzeba się wyżalić, żeby człowiekowi się lżej na wątrobie zrobiło, ale jak do tej pory nie za bardzo mi to pomagało… więc tym razem zrobię to w miejscu, gdzie zupełnie nikt mnie nie zna, jako że konta na Wykopie nie posiadam i z tego, co wiem, tylko jedna osoba z mojej wyjątkowo mizernej grupki znajomych go przegląda. Będzie w chuj długie, więc jak ktoś nie lubi czytać cudzych historyjek rodem z Chwili dla Ciebie, to może śmiało klikać dalej. Może jednak dowiem się od Was czegoś nowego.
    Mam prawie 24 lata (urodziny wypadają w przyszłym miesiącu), żyję, wychowałem się i mieszkam w wojewódzkim mieście w ścianie wschodniej, pracuję jako kierowca zaopatrzeniowiec. Co miesiąc na konto wpada kwota równa obecnej płacy minimalnej, koło 10. każdego miesiąca dodatkowo drobna koperta, bo hehe ZUS, co akurat mnie nie przeszkadza, bo już dawno przestałem wierzyć w to, że zobaczę emerturę. Fizycznie jestem zdrowy. Podobno jestem całkiem przystojny i ogólnie spoko ze mnie gość, choć sprawiam wrażenie, że mało mnie obchodzi i niczym się nie przejmuję (o ironio…). W zasadzie to by było na tyle, jeśli chodzi o rzeczy, którymi mógłbym się pochwalić na swój temat.
    Kilka lat temu zacząłem się… staczać. Miałem 19 lat, kończyłem samochodówkę, matury pozdawałem z wynikiem, który mnie satysfakcjonował (najlepszy wynik z matmy w całej szkole, chociaż moja matka zwyczajowo uznała, że mogłem lepiej napisać). Stanąłem przed wyborem: studia albo robota. Matka nalegała na studia, ja nie czułem się jakoś na siłach, żeby szukać sobie jakiejś pracy, bo mimo wykształcenia (technik pojazdów samochodowych) nie mam smykałki do mechaniki i majsterkowania w ogóle. Przy swoim aucie mógłbym coś porobić (uniemożliwia mi to jednak brak narzędzi i zaplecza, bo na podwórku pod blokiem to trudno cokolwiek zrobić), ale żeby tak na akord to robić to nie. No to polibuda. Odpadłem po pierwszym semestrze, najwidoczniej nie spodobałem się pani od rysunku technicznego, bo chociaż na tym etapie nauczania nie miał on przede mną tajemnic, to z jakiegoś powodu uparcie mi niczego nie zaliczała. Trudno, taki los, ja się na studenta tak czy tak nie nadaję (przez pół roku nie zdołałem nawiązać tam żadnej sensownej znajomości) i w gruncie rzeczy to nawet się cieszę, że tak się stało, bo przynajmniej mam argument na poparcie tej tezy. Taki charakter – nie lubię się płaszczyć przed ludźmi, żeby coś osiągnąć czy uzyskać, a odnoszę wrażenie, że studentów na uczelniach w ogóle się nie szanuje.
    Rozpoczynał się rok 2015. Wtedy jeszcze się trzymałem, chociaż dni upływały mi głównie przed kompem na zagrywaniu się w Left 4 Dead i spędzaniu kolejnych wieczorów ze znajomymi na Steamie. Pojawiali się nowi ludzie, a z jakiegoś powodu miałem talent do przyciągania do siebie dziewczyn grających w tego jakże zacnego multiplayera. Nie to, żebym się w ten sposób jakoś dowartościowywał, przynajmniej nie świadomie – tak jakoś po prostu wychodziło, że typowy random z neta prędzej czy później zaczyna pierdolić na czacie/mikro jakieś totalne bzdury albo zaczyna się napinać o byle gówno, a z laskami jakoś tak się nie działo – można było pogadać, pośmiać się, spędzić czas w grze tak, jak zakładał jej wydawca. Z czasem zaczęło mi jednak lekko odpierdalać. Zacząłem zwracać uwagę na to, że miesiące lecą, jest kwiecień, maj, czerwiec, a ja nie robię ze sobą zupełnie nic. Ba – nikt też nie szuka za bardzo kontaktu ze mną, oczywiście poza internetowymi znajomościami, gdzie i tak rozmowy sprowadzały się głównie do pytania, czy zagram rundkę. Szybko zaczęła mi siadać psychika, zrobiłem się opryskliwy, gniewny, czasami nawet lekko agresywny, parę razy napyskowałem komuś w czacie zupełnie bez powodu. Jednocześnie nie potrafiłem znaleźć rozwiązania tego problemu, gdyż w sumie zawsze byłem dość wycofanym dzieckiem i po prostu nie nauczyłem się takiego luźnego nawiązywania kontaktów z innymi. W szkole poznawałem ludzi poprzez dziennik – patrzyłem po sali, kto się zgłasza przy danym nazwisku i w ten sposób po tygodniu znałem personalia wszystkich osób z nowej klasy. Dla mnie podejście do kogoś i rzucenie tekstem „cześć, jestem anon, a Ty?” to jest bariera nie do obejścia. Teraz i tak jest nieco lepiej, bo przynajmniej potrafię po prostu rozmawiać z ludźmi, niemniej jednak często zdarza mi się np. jąkać albo przekręcać słowa z powodu jakiegoś wewnętrznego stresu, nawet przy ludziach, których doskonale znam i nie czuję się przy nich jakoś szczególnie obco. Jeszcze dodajmy do tego zupełny brak przyjemności z przebywania w tłumie i w gwarnym i hałaśliwym otoczeniu (vide dyskoteki, kluby, puby itp.) i mamy idealny materiał na samotnego wilka z przymusu. Owszem, wyjdę ze znajomkami na piwo i dobrze się bawię, spędzając czas na pogaduchach o dupie Maryni, ale kurwa, mam 24 lata, wypadałoby czasem zmienić otoczenie. Problem w tym, że poza samym sobą nie mam innych alternatyw.
    Ale wracając do 2015 roku. W czerwcu zaczęło się już robić grubo. Gdy matka szła spać (ojciec pracuje w Niemczech i w ciągu całego roku to w domu jest sumarycznie może ze dwa miesiące), ja siedziałem na kompie do pierwszej, drugiej w nocy, po czym kładłem się do łóżka i przykrywałem poduszką, żeby nie było słychać, jak płaczę. Ale pewnego dnia stało się coś dziwnego. Nie mam już zupełnie pojęcia, z jakiego powodu, ale jakoś zagadałem do jednej babki na Steamie – nazwijmy ją M – którą miałem w znajomych gdzieś od przełomu 2014 i 2015. Tak od słowa do słowa jakiejś gadki-szmatki zgadaliśmy się na następny dzień na grę, później tak samo i tak samo, później zaczęły się jakieś rozmowy w stylu „skąd jesteś, gdzie mieszkasz, co robisz”, wymienianie się jakimiś tam rzeczami znalezionymi w sieci (jak do tej pory M to jedyna osoba, którą poznałem, która nie tylko zna, ale lubi i szanuje Grupę Operacyjną i Mieszka Sibilskiego). Z czasem wymieniliśmy się telefonami, namiarami na Facebooku, później rozwinęło się to na poważniejsze tematy, gadanie o przyszłości, życiu itp. itd. – dowiedziałem się, że ma chłopaka, ale wyjechał do Anglii i zapierdala przy taśmie, pakując warzywa do opakowań. Coś mnie ukłuło wtedy i już wiedziałem, że się wpierdoliłem. I wiecie, co?
    Serce wygrało z rozumem. Brnąłem w to, aż w końcu przekonałem ją do tego, żebyśmy się spotkali. Osobiście. „ale że jak, ty tutaj do mnie przyjedziesz?” „no jasne, żaden problem, nie mam póki co pracy, auto mam, wsiadam i jadę hehe” „nie, ja tak nie mogę Cię tu ściągać” „ale to naprawdę nie jest nic trudnego, spędzimy razem miłe popołudnie, no chyba że Ci się nie spodobam to mnie odeślesz do domu po godzinie :P” „no to ok :)” Śmiała się, że sprawdzi moją uwagę, bo straszna z niej gaduła i będzie mnie wypytywała, o czym mówiła, żeby wiedzieć, czy na pewno słuchałem. Matce nic nie powiedziałem, dopiero jak wychodziłem z domu, to ją zastrzeliłem niusem. Chciała mi zabrać kluczyki, ale wyperswadowałem jej ten temat, bo no kurwa, naprawdę to było coś ważnego dla mnie. Z bólem, ale puściła mnie w drogę, no bo przecież jej synuś to się nigdy w życiu kurwa nie zapuścił poza miasto bez niczyjej opieki. Pojechałem.
    Głównie spacerowaliśmy i ja mówiłem. O szkole, o swoim mieście, życiu, co i rusz pytałem ją o jej szkołę, o nią samą, no ogólnie okazywałem zainteresowanie jej osobą. Co jakiś czas pytałem M, czemu nic nie gada, skoro miała z niej być taka gaduła, na co odpowiadała, że nie chce mi przerywać. Pierwszy raz w życiu poczułem się jak w domu. Jakbym spotkał kogoś, na kogo się czeka całe życie. Jezu, jakie to było wspaniałe. Nie chciałem wracać. Zaproponowała, że mnie przenocuje, bo mieszkanie babci jest chwilowo puste. Przesiedzieliśmy chyba na kanapie do trzeciej w nocy i w końcu się rozeszliśmy po pokojach.
    Nic nie zrobiłem. Zachowałem się jak jebany święty. Wiedziałem, że jeśli tylko się podniosę i wejdę do jej pokoju, to już nie będzie odwrotu. Ale tym razem rozum przekonał mnie, że nie powinienem tego robić. „daj spokój, ma jakiegoś tam chłopaka, chuj że ją tu zostawił i odzywa się dwa razy w tygodniu i głównie po to żeby się o coś czepiać, jest dziewicą, nie masz gumek, nie planowałeś tego, jak ty spojrzysz sobie w lustro jak zrobisz z niej kurwę oddającą się jakiemuś randomowi z neta przy pierwszym spotkaniu”.
    Następnego dnia wróciłem do domu. Zapłakany. Przez całą drogę miałem tylko dwie myśli w głowie: żeby wrócić do domu i znowu się do niej odezwać (w drodze padł mi telefon) i żeby policja mnie nie zatrzymała, bo nie wytłumaczę się z tego, że cisnę 180 km/h po autostradzie, a z oczu lecą mi łzy wielkości grochu. Przez 300 kilometrów. Jakiś czas później wyjawiła mi, że się nie odzywała, bo „jak zobaczyłam, jaki jesteś przystojny, to zmiękły mi kolana”, a pół tamtej nocy grała na telefonie, bo z nerwów nie mogła zmrużyć oka. Miesiąc później pojechałem raz jeszcze, na trzy dni. Najlepsze trzy dni w moim życiu. Oddałbym wszystko, żeby móc wrócić do tamtych chwil.
    Uwierzcie mi. Gdy człowiek nagle spotyka na swojej drodze kogoś, dzięki komu w końcu chce mu się wstać z łóżka każdego dnia, to jest to coś naprawdę ważnego.
    Oczywiście przegrałem to. Nie udało mi się jej odbić, bo w jedynym momencie, w którym miałem na to szansę, zachowałem się jak miłosierny Samarytanin i jednocześnie pierdolona ciota. Chuj mi z tego, że może i zachowałem się właściwie – przez całe życie zachowywałem się uczciwie i jeszcze NIGDY nie przyszło mi z tego nic dobrego. I nic nie wyciągnąłem z tych lekcji życia, w których los mnie non-stop kopał po dupie.
    Okresu od września 2015 do lutego 2016 nawet nie pamiętam. Zerwaliśmy ze sobą kontakt, a dla mnie to było pasmo naprzemiennego wycia w poduszkę i siedzenia przed kompem. Nie miałem ochoty nawet wyjść z pokoju, już od III klasy samochodówki byłem chudy, ale wtedy zjechałem do 74 kilogramów wagi, co przy moich 190 cm wzrostu sprawiło, że wyglądałem, jakbym spierdolił z obozu. Naprawdę, żebra zaczęły mi przebijać spod skóry. Nie tylko nie chciałem wychodzić z domu, ale nie mogłem nawet patrzeć na siebie w lustrze. Jedyne, co robiłem, to brałem kluczyki, wsiadałem do swojej Ibizy i robiłem kółka po przedmieściach i okolicznych wioskach, puszczając sobie z głośników Myslovitz i wracałem dopiero, jak już nie miałem siły płakać. Raz nawet w deszczu rozpędziłem się przed takim ostrzejszym łukiem na wlocie do miasta do 150 km/h i przez moment miałem ochotę rozpierdolić się o barierki, ale w ostatnim rozsądnym momencie odpuściłem z pedału gazu i łagodnie wyszedłem na prostą na drodze. Czasami się zastanawiam, czy to była rzeczywiście próba samobójcza, czy tylko sam siebie ostrzegłem, że zaraz naprawdę mogę spróbować odebrać sobie życie. Bo i nie miało ono dla mnie wtedy sensu.
    W marcu zacząłem minimalnie wychodzić ze swojej depresyjnej nory. Rozsyłałem CV, szukając jakiejkolwiek roboty, w której mogłem się jakoś odnaleźć. Gdy już traciłem nadzieję, pod koniec miesiąca rozdzwonił się telefon i od razu załapałem się na dwie fuchy: pół etatu na sortowni paczek i zlecenie w wypożyczalni aut dostawczych. Dzięki temu moja psychika zaczęła chwilowo wychodzić na prostą. W końcu miałem jakiś powód, żeby się rano pozbierać i jeszcze nawet z tego jakieś pieniądze dostawałem. Robota na chwilę, a paczki przerzucałem całe 13 miesięcy. Doszło do tego, że już nie według tras, ale według adresów rozkładałem paczki, przez co dość mocno usprawniłem chłopakom robotę przy swojej części taśmy. A w wypożyczalni to zjeździłem kawałek kraju, kilka razy Warszawa, dwa razy Wrocław, niezliczone wycieczki do Lublina i Dębicy, gdzie Igloocar zabudowuje chłodniami nowiutkie Ducato i Daily, parę razy też przejechałem się na Śląsk, który z jakiegoś powodu cholernie mi się podoba. Przy okazji zaznajomiłem się z kolejną panną, ale również nic nie wyszło. Oficjalnie powiedziała mi, że nie jestem zupełnie w jej typie, a że zacząłem robić się w stosunku do niej zbyt miękki, to na dalszy kontakt również nie ma ochoty. Też to dość boleśnie odczułem, chociaż nawet w 1% nie tak mocno, jak poprzednio. Ta historia jest w sumie też dość ciekawa, ale nie będę jej zbyt mocno rozwijał. Tyle tylko, że próbowała się spiknąć z gościem z pewnego forum, z którego wspólnie skorzystaliśmy, nawet widzieli się na Falconie w 2016. Swoją drogą gość do mnie też się strasznie przylepiał (nie w sensie partnerskim, ofc), miał mnie za wyjątkowo fajnego kumpla i cały czas mnie o coś zagadywał, a ja miałem do niego jakieś uprzedzenie, chociaż oficjalnie nie mogłem mu nic zarzucić. Ale jednak dobrze go prześwietliłem, bo gdy dowiedział się o inbie z tą panną, to rozpowiedział to na forum, Facebooku i ogólnie wszędzie, gdzie się dało. O dziwo jednak nikt mu nie uwierzył, więc chyba cała reszta również miała go za śmiecia, mimo iż wszyscy wszystkim się oficjalnie przymilali. Z kolei na Falkonie powiedział tej pannie, że wygląda jakby była jego młodszą siostrą i w ogóle nawet nie mógłby o niej pomyśleć jak o dziewczynie, więc zapłakana wróciła do siebie… i później dalej z nim nawijała. A obecnie to nie wiem, co u niej, bo głównie boci w ARK: Survival Evolved. #logikarozowychpaskow
    Energii wystarczyło mi na jakieś pół roku. Przy okazji świąt czy tego typu okazji odzywałem się do M, ale nic poza tym, bo za każdym razem czułem się przy tym, jakby ktoś mi wbijał sztylet między żebra. Spędzam wolną sobotę w domu i niespodziewanie dostaję SMS-a. Zmroziło mnie.
    „Miałeś rację, karma wraca do ludzi. Przepraszam za to, co Ci zrobiłam.”
    To była aluzja do tego, co jej napisałem parę miesięcy wcześniej: że jeżeli miałbym wierzyć w cokolwiek ponad ludzkim bytem, to najprawdopodobniej wierzyłbym w karmę i to, że złe uczynki obracają się przeciwko nam, a za dobre kiedyś spotka nas nagroda. Ostatecznie nie dowiedziałem się, co się wtedy stało, ale od tamtego momentu zdarza mi się do niej pisać, gdy… coś się przytrafi. Nie wiem, czasami mi się ona nagle przyśni i przez następne parę dni już jestem nie do użycia. Albo jest jakaś okazja typu jej urodziny albo święta. Nie potrafię po prostu napisać jednego SMS-a czy wiadomości na FB i tyle. To jest taka niewielka namiastka jej w moim życiu. Na chwilę mogę wrócić do tego cholernego 2015 roku, gdy telefon ładowałem co trzy dni i wymienialiśmy po 500 SMS-ów w tygodniu, a pierwszą rzeczą, jaką robiłem po otwarciu oczu rano, to SMS z przywitaniem i zapytaniem, czy dobrze spała.
    Ja… naprawdę ją kocham. Nie chcę bez niej żyć i nie wyobrażam sobie życia bez M. To pewnie na swój sposób chore, ale kurwa. Minęły ponad trzy lata. Przez te trzy lata zdążyłem już się raz zaangażować mocniej w inną znajomość (bezskutecznie), szukałem sobie kogoś innego, z kim być może mógłbym stworzyć szczęśliwy związek, ale bezowocnie. Zmieniłem pracę. Zrobiłem dodatkową szkołę (choć oficjalnie nie skończyłem, bo nikt nie chciał mnie wziąć na praktyki, a teraz nie mam czasu, żeby to ogarnąć). Pcham jakoś ten wóżek zwany życiem przed siebie, ale to jedno nie chce odpuścić. Choć już kilka razy myślałem, że już tyle, koniec. Ale nie. Stoję przed magazynem, zaciągam się fajkiem, zamykam oczy i znowu wracam do tamtego wieczora, gdy siedzimy na ławce nad zalewem, ja ją obejmuję, a ona siedzi wtulona we mnie i udaje, że nie widzi, jak wpatruję się w błękit jej oczu. I chce mi się wyć. A wiecie, czemu nie potrafię sobie odpuścić?
    Bo przez te wszystkie lata zdążyłem się już od niej samej dowiedzieć, że musiała się przeprowadzić z powrotem do swojego miasta z Wrocławia, w którym od zawsze chciała mieszkać, bo nie wyrobili na czynsz, skreśliła swoje marzenia o pracy w cukiernictwie i zapierdala na nocki w fabryce, podnajmuje jakieś mieszkanie, żeby nie siedzieć w mieszkaniu po zmarłej babci, a jej księciuniu z bajki się roztył, rozleniwił i nawet jej dobrze przelecieć nie chce. I jak ją łapię na chwili słabości, to sama się przyznaje, że to się sypnie. I mimo to nadal brnie w to. #logikarozowychpaskow x2
    W całej mojej historii jest jeszcze jeden aspekt. Nie mam planów na przyszłość. Nigdy ich sobie nie robiłem, bo uznawałem, że co by sobie człowiek nie zaplanował, to i tak to się nie uda, bo życie to zweryfikuje, więc starałem się tylko ustawiać sobie takie cele, które mogłem osiągnąć. Na tej dość krótkiej liście została mi już tylko jedna rzecz: zrobić prawo jazdy kategorii D. Obecnie mam wyjeżdżone bodajże 20 godzin i jak wszystko dobrze pójdzie, to pod koniec października stanę się posiadaczem uprawnień do kierowania autobusem i pozostanie mi tylko wymiana blankietu i wyrobienie sobie karty do tachografu, bo kwalifikację zawodową zrobiłem na początku roku. Jest tylko jeden problem: po co to robić? Sam dla siebie? Nie wiem, dla rozwoju osobistego i innych mrzonek rodem z Motywacyjnego Pierdolenia Trenerów Personalnych? Fakt, moim pierwszym dziecięcym marzeniem było właśnie zostać kierowcą autobusu (poważnie) i to będzie całkiem miłe móc je spełnić w dorosłym życiu. Z tym że co mi z tego? Nie mam nawet z kim się tym podzielić, bo jedyna osoba, która kiedykolwiek zwróciła na mnie uwagę i kiedykolwiek naprawdę mnie rozumiała woli robić sobie burdel z własnego życia, chociaż jej związek chyba już się wypalił. Pieniędzy więcej nie potrzebuję, daję sobie radę. Obecna robota jest całkiem w porządku, wiadomo, nie jest idealnie, ale już na tyle się przyzwyczaiłem i zadomowiłem, że choćby nie wiadomo co się działo na firmie, to nie ma z tym problemów i wszystko idzie ogarnąć, bez ciśnienia i napinki. Także nie mam jakiegoś parcia na szukanie lepszej pracy, bo to, co mam, jest OK, a więcej nie jest mi na razie potrzebne.
    Jak już wspominałem, zarabiam minimalną + koperta. Miesięcznie wyjdzie średnio ze 2000 zł. Gówniane pieniądze, prawda? Jak pracowałem na sorcie, to zarabiałem połowę tego. A mimo to jestem w stanie utrzymać siebie, opłacić, zatankować i serwisować auto i opłacić wszystkie kursy, jakie zrobiłem – a że robiłem C, D i kwalifikacje, to w sumie na uprawnienia wydałem jakieś 13-14 tysięcy złotych. Z własnej kieszeni, bez jałmużny z Urzędu Pracy, bo już na samym starcie dowiedziałem się, że „w tym roku [2017] nie będzie takiego projektu”, a gdy już zrobiłem C i kwalifikację, to w internecie wyczytałem, że zbierają wnioski pod dopłaty do kursów na prawo jazdy. A na koncie kurzy się kolejne dwadzieścia tysięcy. Nieźle, jak na 24-latka w Polsce B, który nigdy nie pracował za granicą, co nie? Przypomniał mi się nawet gość, który swego czasu pytał na pewnym forum, co zrobilibyśmy ze stoma tysiącami złotych, bo właśnie tyle ma odłożone na trzech kontach bankowych, a on sam ma 27 lat, jest kawalerem, nie ma żadnej panny na boku, ugniata winogrona w Niemczech, rodzina jest daleko i nie wie, co z tym hajsem zrobić.
    Wyrabiam się finansowo pewnie też dlatego, że nadal mieszkam z matką. Od dłuższego czasu myślę o wyprowadzce, ale znowu – po co? Żebym kiedyś wrócił do mieszkania, zapłakał przed kompem i podciął sobie żyły? To już wolę mieć jakiekolwiek towarzystwo chociażby z tego względu, że to jest jedna z niewielu rzeczy, które bronią mnie przed skończeniem z tym wszystkim. Zresztą, jak znam sam siebie, to pewnie po paru minutach uznałbym, że jednak nie jestem na to gotów i zacząłbym sam siebie opatrywać, bo na taki rodzaj stresu akurat jestem skurwysyńsko odporny, praktycznie nie jestem w stanie wpaść w panikę z żadnego powodu, a już na pewno nie z powodu krwi. Dlatego stwierdziłem, że jeżeli przez resztę życia mam być sam, to skończę ze sobą, ale dopiero, jak moi rodzice już zejdą z tego świata. Nie zasłużyli na to, żeby mnie opłakiwać. To prości, ale dobrzy ludzie i choć nie zawsze się z nimi dogaduję, to na pewno nie jest tak, że nie żywię do nich żadnych uczuć. Zwłaszcza ojca mi szkoda, bo praktycznie całe moje życie zapierdala w Niemczech na budowach i wiem, że jeżeli los odwróci moją kartę i dorobię się własnej rodziny, to choćby nie wiem co, ale nie skazałbym jej na taki sam los w postaci ojca i męża z doskoku, od święta. To jest naprawdę chujowe życie, na pewno ktoś z Was tego doświadczył i rozumie. Poza tym kocha matkę i w sumie po nim mam taki charakter, więc jak ona umrze, to wydaje mi się, że on długo sam też nie będzie plątał się po świecie. Chyba, że już na tyle przywykł na obczyźnie do życia w samotności, że nie będzie chciał do niej za szybko dołączyć.
    Czemu się nie leczę? Bo jakoś nie wydaje mi się, że dostanę jakieś pastylki i nagle słoneczko jakoś mniej będzie raziło, wypłata wyda się mniej mizerna, a moje serce trochę bardziej zdolne do kochania. A sam o sobie już raczej nie dowiem się więcej, niż już wiem. Dlatego jestem sceptycznie nastawiony do psychoterapii, poza tym tam chyba działa zasada, że trzeba wierzyć, ze to może mi pomóc, a ja nie wierzę. W nic już nie wierzę. No i kto zatrudni do wożenia ludzi autobusem gościa, który na rozruch musi wziąć garść antydepresantów?
    Tak więc żyję sobie w swojej depresji i samotności, z dnia na dzień. Nikt się nie odzywa, a mnie po latach już odechciało się szukania atencji u ludzi, których w jakiś tam sposób znam. Kiedyś miałem taką jedną (ogólnie taka 6-7/10, ale nic do niej nie miałem, za to ona się we mnie zabujała), twierdziła, że ja jestem dla niej prawdziwym przyjacielem, na co ja odpowiadałem, że chociaż się znamy, widzieliśmy kilka razy i nieźle ze sobą dogadujemy, to nie nazywałbym przyjacielem kogoś, z kim utrzymuję głównie internetowy kontakt. No i tak się skończyło, że ostatni raz pisała do mnie na święta. Bożego Narodzenia. Chyba ze dwa miesiące zagadywałem do niej, a ona wiecznie zmęczona po pracy, nie chce się jej i takie tam. No kurwa, mówisz komuś „jesteś moim przyjacielem” i za chwilę zlewasz go, że nie chce ci się odezwać, bo jesteś zmęczony? Bo temat jej miłostek był dawno zakończony, twierdziła że jest OK i nie ma czym się przejmować, więc dobra, nie wspominaliśmy. Dobra, raz czy dwa to przejdzie, ale nie taki sam tekst przez miesiąc, że nie masz sił na wyklepanie dwóch zdań na telefonie. No to stwierdziłem, że jak chce, to niech sama napisze. Odezwała się raz, trzy miesiące później: zapytała, czy zagram z nią w L4D, ja powiedziałem że jak będę online, to OK… i na tym stanęło. No cóż, tyle z „przyjaźni”. Został mi tylko jeden ziomek ze Śląska, który mi wysyła jakieś memy i filmiki i boli mnie to, że robi to akurat w takim momencie, gdzie ostatnią rzeczą, na jaką mam ochotę, to śmiać się.
    Z drugiej strony ludzie myślą, że lubię się śmiać, lubię żartować, pogadać o jakichś pierdołach. No bo kurwa ze smutasami nikt nie chce mieć do czynienia. Czytaliście „Ferdydurke” Gombrowicza? Przewijał się tam temat przywdziewania różnych „pup” w zależności od sytuacji. Autor miał na myśli maski, którymi każdy z nas ukrywa swoją prawdziwą twarz przed innymi. No bo przecież nie zawsze dobrze jest się śmiać czy płakać. Ostatnio, jak rozładowywałem się pod jednym ze sklepów, w radiu usłyszałem piosenkę „Obudź się” Oddziału Zamkniętego. Znowu poczułem ten przykry ucisk w gardle, więc szybko zgarnąłem pieniądze, pożegnałem się i z piskiem opon odjechałem, byleby tylko nie rozbeczeć się przy ladzie. Tak samo, że niby się niczym nie przejmuję i mam serce z kamienia. Mam masę większych problemów i dlatego udaję, że mnie nie obchodzą małe kłopoty, z których w dodatku widzę łatwe rozwiązania. Albo grudzień 2017. Droga wojewódzka, lód przy krawędziach, ja się na moment zapominam, że mam niesprawny ABS i wciśnięcie hamulca na prostej drodze przed mijanką z MAN-em kończy moją podróż na prawym boku w rowie po przeciwnej stronie drogi. I wszyscy zdziwieni, że nie boję się wsiąść za kółko na następny dzień. Mówię kierownikowi „dobra, chłopie, jak chcesz, to mnie zwolnij, obciąż, mnie to lotto, byleby to szybko załatwić”. Ale nic, auto polepił (wpadłem w błoto i w gruncie rzeczy poza zasyfionym alternatorem i wyrwanymi bocznymi drzwiami nic się nie stało, nawet lusterko się nie złożyło) i dalej nim jeżdżę. I nikogo nic nie boli.
    Moim ulubionym dniem tygodnia jest poniedziałek, bo wtedy zaczyna się praca i mam co robić. Czasami jednak myślę sobie: gdzie popełniłem błąd? Kiedy ja przejebałem swoją szansę na to, żeby się zmienić i otworzyć na ludzi? A może już tak musi być: mam być dla wszystkich dobrym kumplem, ale jednocześnie każdy mnie będzie olewał i pamiętał o moim istnieniu tylko przy okazji pisania życzeń urodzinowych? Taki przyjaciel wszystkich, albo i lekarz dusz: wysłucha, pogada, pocieszy, ale jak przyjdzie co do czego to się okazuje, że żali się anonimowo na mirko, bo nawet nie ma nikogo, z kim mógłby od serca pogadać.

    Wybaczcie, że tak chaotycznie to wszystko pisałem; parę razy musiałem przerywać, żeby się uspokoić, a poza tym ostatnio właśnie tak to wygląda: albo mam pustkę w głowie, albo mam taką okropną gonitwę myśli i nie mogę tego wszystkiego jakoś zebrać do kupy i uporządkować, a pisałem to chyba ze trzy godziny. Przepraszam i mam nadzieję, że jeśli już ktoś to zechce przeczytać, to jednak jakoś przez to przebrnie. Bo ogólnie to ja tylko jakiegoś… towarzystwa potrzebuję.

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy dla maturzystów
    pokaż całość

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania: no niestety, mam rację, przykro mi ( ͡° ʖ̯ ͡°)
      Jedyne co mogę zasugerować, to odwrócić swoje zycie o 180 stopni. Zająć się robieniem tego, na czym się nie znasz. Wyjechać w cholerę daleko. Zająć czymś glowę, żeby nie mysleć. Dla siebie i dla przyszłej kobiety, którą poznasz, z którą się zwiążesz.
      Uwierz, to jedyne co pozostaje.
      A ona?
      Ona bedzie siedzieć w Twojej głowie jeszcze długi, dłuuuugi czas... ale im dłuzej trzymasz się jej i swoich marzeń i wyobrażeń o niej - tym dłuzej bedzie trwać Twój stan.
      Nie bede ściemniał, że bedziełatwo - bo nie bedzie - ale im szybciej zaczniesz, tym szybciej się old niej uwolnisz raz i na zawsze.
      pokaż całość

    •  

      OP: @wormik: Może kiedyś zdecyduję się stąd wyjechać. Nigdy nie lubiłem swojego miasta, a od paru lat wręcz szczerze go nienawidzę. Brakuje mi jednak odwagi, żeby zostawić to miejsce gdzieś za sobą, poza tym nie będę ukrywał – już tu nieco wrosłem, praca jest w porządku… No i jednak bardziej chyba boję się siedzenia sam w mieszkaniu. Mam oszczędności, sam też nie jestem rozrzutny, myślę, że podnajmując jakąś kawalerkę w jakimś małym mieście niedaleko stąd mógłbym radzić sobie na własny rachunek bez większego kłopotu, a jednocześnie nie musiałbym demolować sobie tego względnego porządku, jaki jeszcze mam wokół siebie, ale wizja wracania do pustych czterech ścian dzień w dzień nieco mnie przeraża. Człowiek wraca i już zupełnie nie ma do kogo gęby otworzyć. W zasadzie to jest taka mentalna kotwica dla mnie, choć bardzo często zastanawiam się nad takim rozwiązaniem.

      Ten komentarz został dodany przez osobę dodającą wpis (OP)
      Zaakceptował: Zkropkao_Na}
      pokaż całość

      +: wormik
    • więcej komentarzy (12)

  •  

    #przegryw #coolstory #friendzone #tyleprzegrac #gorzkiezale #retrowpis

    Mirasy, no ja pierdzielem! Co w tej mojej robocie, to nawet ja nie. Napiszę Wam wszystko tak zwięźle, jak to tylko możliwe, ale mam sporo do opowiedzenia, więc nie będzie krótko. Opowiem Wam o takim stulejarzu i stulejannach, z którymi przyszło mi pracować...

    Pierwsza #rozowypasek to taka supermodelka, której nikt nie chciał z castingu wybrać. Niczego sobie gąska, takie Sixth_sense/django (8/10), ale do niczego się nie nadaje. Ciągle poprawia fryzurę na głowie, nakłada tapetę, patrzy w lusterko czy paznokcie robi. Jest strasznie egocentryczna i nigdy - nigdy! - nie pomyślała w robocie o czymkolwiek, tylko o swoich potrzebach! Jest po prostu durna jak te wszystkie @Szumilewicze czy @Axelia. Dziwię się, miraski, że wystarcza jej pamięci operacyjnej, żeby oddychać i chodzić jednocześnie.

    Druga laska to całkowite przeciwieństwo. Takie przeciwieństwo, że pewno jest jedną z najlepszych MENSIAR (z MENSY) na świecie, nie wiem. Mogłaby w naszej dziedzinie zostać, kim by chciała, ma łeb jak sklep i jest bardzo zaangażowana w projekty. A ciągle pracuje w naszej ekipie i ani myśli przejść do innej grupy. Ale jeśli chodzi o higiene, czy ogólne ogarnięcie, to jest 0 w skali 1-10. kacvava/jango. Nie jestem nawet pewien czy goli lub chociaż czesze boberka. Nie wiem, może jest lesbijką, bo zawsze, gdy przejeżdżamy obok sklepu z narzędziami jęczy i mruczy jak kot z cieką.

    Ale wisienką na tym parszywym torcie jest ten pierdolony ćpun. Ale nie jest to taki zwykły stulejarz śmieszek leszek pociarz kapuściak. Ten człowiek - dam sobie gółowę uciąć! - jest najarany przed pracą, podczas pracy i jestem pewien, że po robocie też wyciąga lufkę i zjara coś, zanim chociaż ubierze czapkę. Prawdopodobnie nie był trzeźwy od dekady, a ma 22 lata lub coś. Ubiera się, jak lumpeksiarz z USA '60. A żeby kurwa było śmieszniej, przychodzi do pracy z wielkim, capiącym psem. Każdego pierdolonego poranka muszę patrzeć i wąchać tego wielkiego doga niemieckiego (wielkie, brązowe, obrzydliwe paskudztwo), który łasi się do swopjego zjaranego jakimś dopalaczem właściciela. Ja jebe, mirasy, czasami nawet mi się wydaje, że ten koleś próbuje gadać z tym psem i z wzajemnścią zresztą. Już na sam koniec, i ćpun i jego zwierz bez przerwy są na gastrofazie (pies może nie, ale ćpun mówi, że też) i jęczą, że chcą jeść, więc wielokrotnie (czasami jednego dnia!) zatrzymujemy sie przy Macu czy KFC.

    No nic, wożę tych pojebów po okolicy moim vanem i rozwiązujemy misterne zagadki i łapiemy duchy.

    pokaż spoiler http://www.reddit.com/r/funny/comments/97jht/i_hate_my_job/
    #pasta
    pokaż całość

  •  

    Trzeba być niesamowitym frajerem, żeby zostać betaorbiterem dla kobiety, która ma was za aseksualnego kolegę. Skaczecie koło takiej, robicie za tampon emocjonalny, słuchacie jej opowieści o nowych przygodach erotycznych, a ona i tak wam nigdy nie da dupy. Nie macie szacunku do siebie. Gardzę takimi typami. #niebieskiepaski #rozowepaski #logikaniebieskichpaskow #zwiazki #friendzone #przegryw #stulejacontent pokaż całość

  •  

    #przegryw #wychodzeniezprzegrywu #friendzone #rozowepaski #niebieskiepaski
    Większość życia spędzasz na gierkach w swojej przytulnej piwnicy, nie jesteś zbyt towarzyski, ostatnia kobieta, którą trzymałeś za rękę to babcia, której pomagałeś wstać w autobusie. Liceum przyniosło nowe znajomości, w tym jedną nadzwyczajną. Dziewczynę Twoich marzeń, 9/10 w skali stooleja, jak dla Ciebie to nawet 11/10. Czujesz się przy niej na najwyżej mocną 2, ale jej zdaje się to nie przeszkadzać, nawet odzywa się do Ciebie pierwsza, uśmiecha. Zaczynacie ze sobą coraz częściej rozmawiać, okazuje się, że jest nie tylko ładna, ale i zabawna, chociaż ma swoje humorki. W końcu zdobywasz się na szczyt odwagi, mówisz jej co czujesz.
    -Sorry Anon, nie lubię Cię w ten sposób, ale zostańmy przyjaciółmi, co?
    No k^rwa nie, tego za dużo, nie chce mnie jako chłopaka, to nie dostanie wcale, a w ogóle wszystkie loszki to coorvy!!!
    Brzmi znajomo? Pewnie jeszcze się zastanawiasz czemu dalej jesteś piwniczanym stulejem?
    Otóż trzeba było zostać tymi j*banymi przyjaciółmi. Serio. Stuleje mają to do siebie, że nie mają pojęcia o dziewczynach, bo nigdy się z żadną nie przyjaźnili (matka się nie liczy xD). Gdyby nie unosili się honorem i nie przerywali takich znajomości, to wiele mogliby się nauczyć o kobietach, jakimi emocjami się kierują, co sprawia,że im odpierdala, co sprawia im radość, oraz co najważniejsze - czego szukają we facetach (nie, nie tylko ładny ryj i hajs się liczą xDDD). Jeśli nie masz powodzenia u kobiet, potrzebujesz przyjaciółki. Jeśli kontakty z Twoim friendzonem przerastają Cię, bo za bardzo Ci na niej zależy, to znajdź sobie szarą myszkę na koleżankę. Niech Cię zabierze do swojego świata kosmetyków i paznokci xDDD Niech poopowiada o swoich byłych i obecnych, jak jej było z nimi w łóżku, co ją wkurwiało w nich. Na tej postawie możesz wyciągnąć wnioski i odkryć jakich kobiet będziesz szukał, których lepiej Ci unikać. Jeśli nauczysz się czuć swobodnie w towarzystwie kobiet, jest duża szansa, że przestaniesz śmierdzieć desperacją i może akurat znajdziesz w końcu swoją wybrankę xD Kobiety wyczuwają desperata z kilometra. Zamień friendzon w cenną lekcję życiową! Jedyne co musisz zrobić to przestać się użalać nad sobą, bo i tak nie jest Ci dane być z tą laską, zaakceptować sytuację i ją wykorzystać na swoją korzyść! Wiem, wiem, wiele stulejów teraz zawyje, (jak to tak się szmacić!? zero szacunku do siebie xD) ale uwierz, wyjdzie Ci to na dobre. A jeśli w którymś momencie zorientujesz się, że ktoś tu przegina i zostajesz zrobiony tamponem uczuciowym, rzuć krótkie „chciałbym Ci pomóc, ale nie wiem jak ¯_(ツ)_/¯” i obróć się na pięcie. Pierwszy krok do wyjścia z przegrywu to przestać próbować za wszelką cenę z niego wyjść.
    pokaż całość

  •  

    Taka pozytywna historyjka dla wszystkich spod #friendzone pokazujaca ze #rozowepaski w sumie tez maja ten problem;D Wiec mialem kolezanke, znalismy sie okolo 3lata i wyszlo ze obydwoje szukalismy pokoju/mieszkania. Szybko stwierdzilismy ze zamieszkamy razem+ podnajmiemy komus pokoj bo cebula mocno. Po jakims miesiacu okazalo sie ze nieswiadomie trzymalem rozowa w friendzone a zaraz bedzie juz rok jak meczymy sie razem. Takze da sie wyjsc z friendzone ! pokaż całość

  •  

    Murki możecie wypić ze mno kompot w tym tygodniu...
    Po awansie z w #zwiazki na stałe na #przegryw i ponad dwóch miesiącach starania się w #friendzone i #betabankomat dowiadujesz się, że #rozowypasek podczas wyjazdu z tatą umawia się z typami z #tinder, bo #atencyjnyrozowypasek i niestety kłamie prosto w oczy to chyba czas w końcu stać się mężczyzną i zakończyć sprawę. Trzymajcie kciuki!

    pokaż spoiler "i bym teraz k***a nie miał ręki..."


    #logikarozowychpaskow #zwiazki #feels #przegryw
    pokaż całość

  •  

    Czasami gnije sam z siebie i z tego jakim cuckostwem wykazywałem się wobec #rozowypasek we #friendzone.

    pokaż spoiler W sumie dobrze mi tak, ze skończyło się tak a nie inaczej....

    #przegryw #friendzone #tfnogf #gownowpis #stulejacontent pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #friendzone

0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:2,0:0,0:0,0:3,0:0,0:1,0:1,0:1,0:0

Archiwum tagów