Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    Nie było mgły
    Nie było brzozy
    Nie byli w obcym kraju
    Wszyscy przeżyli
    Wszyscy widzieli co się stało
    Były nagrania z kamer
    Był dobrze zabezpieczony wrak
    Była czarna skrzynka
    I stała wysokość....
    i od dwóch i pół roku nie wiadomo kto kurwa jest winny.

    #pis #dobrazmiana

    odpowiedzi (25)

  • avatar

    Dobra, dzisiaj trochę bardziej rozwinę ten wczorajszy mój wypadek spod #sziszucontent, bo muszę to z siebie wyrzucić, by zająć się czymś innym. To od razu potagujemy: #pkp #intercity #pociagi #ostrowwielkopolski #wypadek #pesa

    To był fajny dzień, zacząłem pracę przed godziną 4 rano i miałem do obsłużenia dwa pociągi - Dąbrowską 6116 i Orzeszkową 1621. Na Dąbrowskiej uzupełniliśmy nasz wykaz pracy planowo, mimo, że mówiłem kierownikowi by się tak z tym nie śpieszył. Nie wiedział o co mi chodzi, aż do 10 rano xD (uprzedzając pytania - potem je poprawiliśmy, ale wczoraj usłyszałem, że jak zobaczy jakąkolwiek służbę ze mną to prosi o zamianę, bo wypaplałem to wszystko xD). W Łodzi mieliśmy 30 minut przerwy, Orzeszkowa przyjechała planowo. Nie było dużo ludzi, jak to zwykle w środku tygodnia ich liczba kręciła się w ~~150 osób, także kontrola biletów to był pikuś (parę biletów też było wystawionych ( ͡° ͜ʖ ͡°)).

    Wszystko szło gładko aż do Ociąży (wieś między Ostrowem Wlkp., a Kaliszem), bo jak hukło to od razu wiedzieliśmy co się stało. W pierwszej chwili oczywiście zmartwienie o mechanika, bo nie wiedzieliśmy w co trafiliśmy, a DARTy nie są znane ze swej wytrzymałości. Na szczęście odezwał się na radiu do dyżurnej o tym, że trafiliśmy w osobówkę i żeby wezwała wszystkie służby, a nas poprosił o to by sprawdzić co z autem i poszkodowanym. Kamizelki na plecy, ale zanim wyszliśmy na miejsce wypadku to szybko podbiegliśmy do wagonów 1 i 2 by zobaczyć czy z pasażerami wszystko okej, bo byli najbliżej miejsca uderzenia. Okazało się, że z nimi wszystko dobrze, bo w przestrzeni pasażerskiej jedyna szkoda to wybita szyba zewnętrzna (jest kilka warstw).

    Pociąg zatrzymał się około 350 metrów od miejsca wypadku, jednak wrak auta był bliżej - o może jakieś 200 metrów oddalony od nas. Są zdjęcia, sami możecie ocenić. No nic, polecieliśmy do auta by zobaczyć co z kierowcą. Tak naprawdę byłem przy nim drugi, bo pierwszy doleciał Pan z ochrony z pobliskich magazynów czy czymkolwiek one były. I teraz coś co mnie naprawdę wkurzyło - dziewczyna żyła, ba, oddychała, a mimo to nie było szansy jej pomóc, ponieważ była zakleszczona. Wiadomo, głowa do tyłu, udrożnienie dróg i tak dalej, ale ciągle człowiek czuje taką bezsilność. Na szczęście nie czułem jej długo, bo po minucie zjawili się strażacy, którzy dali sobie z tym radę. Tak dla przypomnienia - w zimę tego roku miałem inny wypadek, śmiertelny, samobójce za Brzegiem i wtedy też stwierdziłem, że zdecydowanie bardziej wolę, kiedy takiej osobie nie ma jak udzielić pomocy, bo wtedy nie ma żadnych wątpliwości czy zrobiło się wszystko.

    W każdym razie kierownik został, bo to jego brożka użerać się z policją i całą resztą służb, a ja wróciłem na skład zająć się ludźmi. Wiadomo było, że nic nie wiadomo, bo zanim człowiek zadzwoni do dyspozytora i tak dalej by ustalić wszystko to musiał zająć się tym o czym wam opowiadałem wcześniej. Wstępnie ustaliliśmy, że będziemy mieli dwie godziny opóźnienia. Poczęstunki awaryjne rozdane. DART nie nadawał się do jazdy dalej, dlatego zaczęliśmy kombinować z autobusami co się udało - trzy autobusy, przy czym ostatni odjechał około godziny 12:20 (czyli 1:30h po wypadku). Dwa pojechały bezpośrednio do Wrocławia (ponieważ większość biletów była do Wrocławia), a jeden z nich zahaczył o wszystkie stacje pośrednie (Ostrów Wlkp., Twardogóra, Oleśnica, Nadodrze, Mikołajów).

    No i się zaczęło - ja jako konduktor jestem zbędny, bo mimo, że jestem obsługą pociągu to maszynista jest prowadzącym pojazd biorący w wypadku, a kierownik jest tym, który powinien udać się na miejsce zdarzenia pierwszy. Oczywiście często chodzimy dwójkami, bo tak jest znacznie bezpieczniej i łatwiej udzielić ewentualnej pomocy, ale spisywanie podwójnych zeznań nie miałoby sensu. Policjanci i prokurator uwinęli się dość szybko w Ociążu, dlatego mogliśmy zwolnić tor i zjechać powoli tym składem do Ostrowa Wielkopolskiego, gdzie Policja zajęła się spisywaniem zeznań i zdobywaniem dokumentacji pociągowej (prowadzonej przez kierownika, ale także tej która jest na DARCIE na stałe).

    Wszystko skończyło się koło 15, a my mieliśmy wrócić do domu pierwszym pociągiem do Wrocławia - tym o 17:16, który we Wrocławiu był o 19. W ten o to sposób jednego dnia nabiłem sobie czas pracy wynoszący prawie 16 godzin. Dwie fotki DARTa po wypadku w komentarzach.

    Jak coś to śmiało zadawajcie pytania, postaram się dać wam znać.
    pokaż całość

    odpowiedzi (95)

  • odpowiedzi (24)

Advertisement