Wpis z mikrobloga

697 + 1 = 698

Tytuł: Matka
Autor: Maksym Gorki
Gatunek: literatura piękna
Ocena: ★★★★★★★★

A kto jest najbardziej winien ze wszystkich? - Winien, widzisz, jest ten, kto pierwszy powiedział: to moje!


W zupełnym oderwaniu od polityki, czerpiąc z historii tylko tyle, żeby być w stanie zrozumieć kontekst lubię socrealizm. Tak, jak niektórzy oglądają horrory klasy B. Często z pełną świadomością, że obiektywnie to kicha.
Ot, podoba mi się ta toporność, monumentalność (zwykle na pokaz) i prostota - żeby nie powiedzieć prostackość. Przy czym - to chcę mocno zaznaczyć - doceniam tam, tę momentami nawet nieestetyczną, ale jednak estetykę. Do tej pory miałem do czynienia z architekturą i malarstwem przedstawicieli tego nurtu, przyszedł czas na literaturę. A kogo wziąć na tapet jako pierwszego, jeśli nie uważanego za jednego z twórców literackiego socrealizmu - Maksyma Gorkiego? Ponoć - bo innych "dzieł" jeszcze nie czytałem - Matka nie jest jeszcze klasykiem gatunku, ani nawet jego pełnoprawną przedstawicielką. Bo choćby nie mamy do czynienia z wieloosobowym podmiotem lirycznym - swoją drogą wiedza o tym zabiegu narracyjnym mocno mnie zachęca do zapoznania się jak to wygląda w praktyce.

Literacki opis narodzin ruchu robotniczego. Książka zaczyna się opisem osady robotniczej - ot, normalnie: w---a, ludzie zmęczeni życiem, i pracą, żony bite przez mężów, bieda i brak perspektyw - to jest treść pierwszego rozdziału. Na marginesie - wydaje mi się, że rozdział ten można by w całości przepisać, kiedy pisałoby się krytykę socjalizmu. Choć tutaj dotyczy czasów "za cara". W tej osadzie żyje tytułowa matka - Pelagia Własowa. Razem z synem - Pawłem i mężem - Michałem. Mąż oczywiście niczym nie różni się od innych przedstawicieli uciśnionej klasy robotniczej. Pracuje, pije i bije. Ale szybko umiera, choć ani Pelagia ani Paweł nie mają z tym nic wspólnego. Michał nawet zdawał sobie sprawę z tego, jak beznadziejnie wygląda sytuacja, bo już chory, niemalże na łożu śmierci powiedział do żony

Jeżeli wyzdrowieję, tobie będzie gorzej.

Nie wyzdrowiał.

Po śmierci ojca Paweł się upił. Choć przed śmiercią ojca postawił mu się, teraz zachował się podobnie do niego - poszedł i się upił. Jednak czuł się po tym źle. Stwierdziwszy, że w---a nie dla niego znalazł sobie inne zajęcie - zaczął wymykać się "do miasta", gdzie spotykał się z jakimiś ludźmi. Początkowo nic o nich matce nie mówił, ale kiedy zebrania zaczęły się u niego w domu, dowiedziała się ona, że są socjalistami.

Matka, usłyszawszy to słowo, w niemym przerażeniu utkwiła wzrok w twarzy panny. Słyszała, że socjaliści zabili cara"

Tyle ciemna matka wiedziała o socjalistach. Ale obserwując i słuchając wspaniałych spotkań i idei na nich głoszonych przekonuje się do socjalizmu. Dzieje się to bardzo szybko, a cała pozostała część książki to już właściwie historia tego jak to Pelagia stała się czynną towarzyszką powstającej partii (tak, w pewnym momencie to słowo zaczyna się pojawiać), a wręcz matką wszystkich jej członków, w końcu ludzi młodych.

Fabuła fatalna. Toporna jak Pałac Kultury i Nauki Kolejne wydarzenia następują jak betonowe kloce mijane w czasie spaceru po jakimś postradzieckim mieście, zbrojone dużą dawką mocno nachalnie wciskanej idei. Albo lepiej, jak powolny pociąg wiozący zesłańców na Syberię, bo wszystko przesuwa się zawsze w jednym kierunku. Jasny i wyraźny podział na dobrych i złych. Choć źli złymi są nie zawsze z własnej winy, czasami po prostu są nieuświadomieni, albo wykorzystywanie jak narzędzia przez ciemiężycieli. Kryształowość socjalistów i krytyka wszystkich innych - od caratu, poprzez burżuazję, aż po cerkiew. Bo przecież:

Nawet Boga nam zafałszowali

Gloryfikacja cierpienia i poświęcenia - bohaterowie stawiają dobro ludzi, w imieniu których występują (choć czasem bez ich wiedzy i zgody, ale kiedy zrozumieją, na pewno im podziękują) ponad własnym szczęściem. Rezygnując z osobistego szczęścia, małżeństw, godząc się na ewentualną zsyłkę, katorgę czy nawet śmierć.

Chrystusa nie byłoby, gdyby nie ginęli za niego ludzie

Żadnych wątków pobocznych, chyba wszystkie sceny są z udziałem głównej bohaterki. Nawet jeśli coś zdarzyło się gdzie indziej albo kiedy indziej, to dowiadujemy się o tym z dialogów. Dialogów, które przesycone są patetyzmem i dotyczą w zasadzie tylko jednej sprawy. A może nawet SPRAWY, jeśli zastosować podejście bohaterów. Ma się wrażenie, że inne tematy nie istnieją.

I teraz kwestia oceny, bo obiektywnie książka jest fatalna. Może z historycznego punktu widzenia ma jakąś wartość, tylko ja nie jestem historykiem. Na szczęście nie jestem też profesjonalnym recenzentem. Oceniam więc moje wrażenia z lektury, a jak pisałem na początku ta estetyka sprawia mi pewną - być może perwersyjną - przyjemność. Dostałem mniej-więcej to czego się spodziewałem. I ocena dotyczy właśnie tego, choć jest to zupełnie inna miara, niż ta, według której oceniłem choćby poprzednią książkę.

Wpis dodany za pomocą tego skryptu

#bookmeter

EDIT: Miało być ładnie sformatowane starałem się zachować jakąś przejrzystość tekstu, a tu ostatni akapit połączył mi się z przedostatnim i wykopowe formatowanie, bez względu na to ile "enterów naklikam" nie chce mi ich rozdzielić.
GeorgeStark - 697 + 1 = 698

Tytuł: Matka
Autor: Maksym Gorki
Gatunek: literatura...

źródło: comment_1618163186539TFUZA8PQRiDaUO3G749.jpg

Pobierz
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach