Tytuł: Jadąc do Babadag Autor: Andrzej Stasiuk Gatunek: literatura piękna Ocena: ★★★★★★★☆☆☆
Po bardzo kiepskim "Przewozie" chciałem sprawdzić, czy ten autor jest aż tak zły i inne jego książki będą rozczarowaniem, czy może wręcz przeciwnie.
Wyszło nieźle, to książka, która z dwóch powodów przypomina mi książki pana Myśliwskiego. Po pierwsze jest książką, w której autor opowiada dla samego opowiadania, dla dzielenia się swoimi wrażeniami z przygód i podróży przez wschód Europy, które sam określa wielokrotnie zadupiem. Po drugie - lektor - książka w Legimi jest synchrobookiem, w którym można się swobodnie przełączać między audiobookiem i ebookiem, a audiobook jest czytany przez tego samego lektora co "Traktat o łuskaniu fasoli", który bardzo do tamtej książki pasował, a do tej mam wrażenie, że pasuje jeszcze bardziej.
Jak wspomniałem wcześniej, książka opowiada o podróży przez kraje Europy wschodniej, a właściwie przez ich bardziej odosobnione rejony, małe miasteczka, wsie i miejsca, do których nikt inny nie chce podróżować. Całość jest napisana językiem sprzeczności, z jednej strony świetne opisy miejsc i ludzi, wciągające historie, z drugiem czasami rynsztokowy język i jego najłagodniejsze określenia jak p--------k, czy zadupie.
"...Chciałem zobaczyć, jak ziemia opada i wślizguje się pod powierzchnię wód, jak zostawia za sobą ludzi, zwierzęta i rośliny, jak umyka od swoich zajęć, strząsa z siebie ten cały bałagan historii, ludów, języków, ten starodawny pierdolnik zdarzeń, zamęt losów, chciałem zobaczyć, jak szuka odpoczynku w wiecznym półmroku głębin w obojętnym i monotonnym towarzystwie ryb i wodorostów..."
"... Czułem, jak kończy się kontynent, czułem przyspieszony oddech lądu, który porzuca swoje obowiązki. Mieliśmy zostać z całym dobytkiem, ze swoją klątwą i histerią, i patrzeć, jak jego nagi grzbiet wślizguje się pod gładkie prześcieradło wód.
Tulczę zobaczyłem z daleka i z góry. Opuszczaliśmy się łagodnymi zakosami pośród wzgórz. Nad miastem i rzeką wisiała szarosina mgła. Dunaj rozdzielał się tutaj na trzy odnogi, na dziesiątki kanałów, jezior i rozlewisk. Ramię rzeki zamieniało się w wielką dłoń. Palce odnóg, ścięgna kanałów, paznokcie piaszczystych plaż na wybrzeżu, biżuteria rozlewisk i limanów, wszystko pokryte zieloną skórą bagien i bezkresnych trzcinowych pól..."
Nie jest to najwybitniejsza książka w swoim gatunku, ale nie jest też najgorsza. Dla mnie była bardzo wciągająca i ciekawa, natomiast nie każdemu się spodoba książka o zwykłych ludziach w zwykłych krajach, w których życiu nie ma większego polotu i finezji, a liczy się przeżycie z dnia na dzień, czy miesiąca na miesiąc.
@George_Stark: Moim ulubiony autorem z tych "opowiadaczy" jest Myśliwski i dlatego czasami może niesłusznie doszukuję się inspiracji jego twórczością i staram się szukać podobieństw.
A tak serio, ja uważam, że te jego książki "podróżnicze" są trochę słabsze, niż zbiory esejów. Ale to moje zdanie.
A co polecasz ze jego zbiorów esejów? Zacząłem "Nie ma ekspresów przy żółtych drogach", ale to też jest książka drogi.
@ali3en: No właśnie to bym polecił. Tak, są tam eseje podróżnicze, ale są też inne. I chyba tych drugich jest więcej, z tego co pamiętam. Na pewno szczególne wrażenie zrobił na mnie tekst Dziki. On jest naprawdę o niczym, a bardzo ładny. I ten o stypie po wuju. I jeszcze (chyba tak się nazywał) Rokendroll.
Tytuł: Jadąc do Babadag
Autor: Andrzej Stasiuk
Gatunek: literatura piękna
Ocena: ★★★★★★★☆☆☆
Po bardzo kiepskim "Przewozie" chciałem sprawdzić, czy ten autor jest aż tak zły i inne jego książki będą rozczarowaniem, czy może wręcz przeciwnie.
Wyszło nieźle, to książka, która z dwóch powodów przypomina mi książki pana Myśliwskiego. Po pierwsze jest książką, w której autor opowiada dla samego opowiadania, dla dzielenia się swoimi wrażeniami z przygód i podróży przez wschód Europy, które sam określa wielokrotnie zadupiem. Po drugie - lektor - książka w Legimi jest synchrobookiem, w którym można się swobodnie przełączać między audiobookiem i ebookiem, a audiobook jest czytany przez tego samego lektora co "Traktat o łuskaniu fasoli", który bardzo do tamtej książki pasował, a do tej mam wrażenie, że pasuje jeszcze bardziej.
Jak wspomniałem wcześniej, książka opowiada o podróży przez kraje Europy wschodniej, a właściwie przez ich bardziej odosobnione rejony, małe miasteczka, wsie i miejsca, do których nikt inny nie chce podróżować.
Całość jest napisana językiem sprzeczności, z jednej strony świetne opisy miejsc i ludzi, wciągające historie, z drugiem czasami rynsztokowy język i jego najłagodniejsze określenia jak p--------k, czy zadupie.
Nie jest to najwybitniejsza książka w swoim gatunku, ale nie jest też najgorsza. Dla mnie była bardzo wciągająca i ciekawa, natomiast nie każdemu się spodoba książka o zwykłych ludziach w zwykłych krajach, w których życiu nie ma większego polotu i finezji, a liczy się przeżycie z dnia na dzień, czy miesiąca na miesiąc.
Wpis dodany za pomocą tego skryptu
66/100
#bookmeter
źródło: comment_1626424922bHROJjnGOWkTYlMQUToVZZ.jpg
PobierzNo, bo już się bałem, że jednak nie znasz się na książkach. ;)
A tak serio, ja uważam, że te jego książki "podróżnicze" są trochę słabsze, niż zbiory esejów. Ale to moje zdanie.
A co polecasz ze jego zbiorów esejów? Zacząłem "Nie ma ekspresów przy żółtych drogach", ale to też jest książka drogi.
Tak, są tam eseje podróżnicze, ale są też inne. I chyba tych drugich jest więcej, z tego co pamiętam. Na pewno szczególne wrażenie zrobił na mnie tekst Dziki. On jest naprawdę o niczym, a bardzo ładny. I ten o stypie po wuju. I jeszcze (chyba tak się nazywał) Rokendroll.