•  

    Postanowiłam sobie, że jak zacznę zarabiać, to zabieram dziadków, którzy nigdy nie lecieli samolotem, nad morze. Zaczęłam - zabieram :)
    Henio - były pracownik łączności (titatatititata #pdk), człowiek, który wybudował pół mojego miasta rodzinnego i Władzia - przedszkolanka przez 40 lat, która wychowała kilka pokoleń - i do tej pory pamieta każdego swojego wychowanka ;) ekscytacja lvl 9000, po stronie gości, jak i organizatora (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■) dziękuję pan Ryanair za promocję ʕ•ᴥ•ʔ
    #12podrozy #podroze #podrozujzwykopem #pokazmorde #pokazdziadkow
    pokaż całość

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Incydent komunikacyjny z 11 września 2001 r.
    #wykop #nocnazmiana

    źródło: smartage.pl

  •  

    Starość to naprawdę straszna rzecz. Wracałam właśnie do domu z pracy i zaczepiła mnie pewna kobieta w mocno podeszłym wieku. Zapytała czy wiem, w którą stronę na osiedle młodych. Szła w zupełnie druga stronę, pokazałam jej kierunek, podeszłam kawałek i z rozmowy wynikło że tam mieszka, tylko zapomniała gdzie to jest... Zaproponowalam, że ja odprowadzę, ciemno i ślisko bo się właśnie rozpadało. Ucieszyła się bardzo a dla mnie to nic wielkiego. Najgorsze stało się po drodze, nagle upadła, nawet nie wiedziałam kiedy. Przez moment się nie ruszała, myslalam, że straciła przytomność... Jednak po chwili powiedziała że nic się nie stało, podniosłam ją, sprawdzilam czy wszystko dobrze i odprowadziłem do domu. Pod klatką jeszcze spotkałam jej sąsiada i podziękował, że odprowadziłem sąsiadkę, ma Alzheimera. Dobrze, że była mi w stanie chociaż podać osiedle... Sytuacja jakich pewnie wiele ale nie umiem do tej pory pozbierać myśli. Strasznie mi przykro, że takie osoby są pozostawione same sobie. Musiałam się wyżalić. (╯︵╰,) #feels pokaż całość

  •  

    Jasio idzie z mamą do sklepu. Przed sklepem widzi pijaka z krzywymi nogami. I głośno mówi do mamy:
    - Mamo, ale ten pan ma krzywe nogi!
    - Jasiu, ale tak nie wolno! Możesz tego pana obrazić!
    Następnego dnia Jasio znowu idzie z mamą do sklepu, widzi tego samego faceta z krzywymi nogami i głośno mówi:
    - Ale ten pan ma krzywe nogi!
    Wtedy mama już straciła cierpliwość i mówi do Jasia:
    - Jasiu, ile mam ci powtarzać, że tak nie wolno! Za karę będziesz siedzieć w domu i nie wyjdziesz dopóki nie przeczytasz Szekspira.
    Po trzech miesiącach Jasio znowu idzie z mamą do sklepu i widząc faceta z krzywymi nogami mówi:
    - Cóż to za moda nastała w tych czasach, żeby swe jaja nosić w nawiasach.

    #suchana #heheszki
    pokaż całość

  •  

    Jest i on. Ze śpioszkiem koło oczka ;)

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 2017-05-26 19.29.29.jpg

  •  

    JAK ZOSTAŁAM NAUCZYCIELKĄ W LAOTAŃSKIEJ WIOSCE - cz. 2

    27.03.2017
    Budzę się z zimna kilka razy w ciągu nocy. Temperatura spadła do 6 stopni co w nieogrzewanym pomieszczeniu dało się odczuć. Koło siódmej wygrzebuję się ze śpiwora i pomagam chłopakom montować tablicę. Pojawia się kilku gości, którzy pomagają nam nosić zakurzone biurka i krzesła do naszej 'szkoły'. Widząc dorosłego faceta niosącego jedno krzesło zastanawiam się jak ciężkie muszą one być. Okazują się być 'standardowe', biorę więc po trzy i noszę do klasy. Patrzą na mnie jak na dziwoląga.

    O jedenastej mamy już wszystko gotowe na wieczorne lekcje. Resztę czasu spędzamy na... jedzeniu. Laotańczycy nie jedzą, oni POCHŁANIAJĄ. Zjadam ledwo pół porcji ryżu w czasie gdy Kham pochłania swoje danie i dodatkowo wielki gar zupy z krewetek. Oblizuje się i dojada jeszcze mój ryż. Wracamy się zdrzemnąć. Po dwóch godzinach Kham budzi się i stwierdza, że jest głodny. I tak w kółko do wieczora.

    Zaczynają schodzić się dzieciaki. Na początku kilka, później kilkanaście osób. Pięć minut przed planowanym rozpoczęciem zajęć na podwórku czeka ponad setka. Na raz możemy pomieścić tylko 30 osób, reszta cierpliwie czeka na zewnątrz na swoją kolej. A ta nadchodzi nawet po dwóch godzinach.

    Pierwsza grupa wygodnie usadowiła się już na miejscach, powyciągali też swoje zeszyty i patrzą na mnie z wyczekiwaniem. Zaczynam. Gimnastykuję się jak tylko mogę żeby dzieciaki wyniosły coś z tej lekcji mimo braku materiałów. Wymyślam gry językowe i odgrywanie scenek, kilkoro z nich wybieram też do odpowiedzi ustnej. Godzina zegarowa szybko mija i Kham daje mi znak, że czas już kończyć. Zadaję im pracę domową na co reagują z entuzjazmem. Kiedy żegnam się z nimi słyszę głośne 'THANK YOU TEACHER'. Chociaż boli mnie gardło od mówienia podniesionym głosem przez godzinę mimowolnie się uśmiecham.

    Mam dwie minuty przerwy między następną grupą. Wychodzę na zewnątrz. Podchodzi do mnie dziewięcioletni chłopczyk i pyta czy zostanę w jego wiosce na zawsze bo on chciałby nauczyć się angielskiego aby znaleźć dobrą pracę i pomóc swoim rodzicom. Mam nadzieję, że to ostatni raz kiedy muszę tłumaczyć dziecku co to jest ważność wizy i dlaczego niedługo muszę go opuścić.

    Kiedy do sali wchodzi druga grupa jestem lekko przerażona. Widzę siedmiolatków krzyczących do siebie nawzajem i kłócących się o to kto zasiądzie w pierwszej ławce. Zastanawiam się jak nad nimi zapanuję. Okazuje się jednak, że kiedy tylko zaczynam mówić zapada zupełna cisza i wszyscy uważnie słuchają co do nich mówię. Wybieram kilkoro z nich do odgrywania scenek. Jeden chłopczyk jest wyjątkowo zestresowany, nerwowo zaciska małe piąstki i patrzy na mnie z przerażeniem. Kiedy nadchodzi jego kolej na przeczytanie zdania zaczyna się trząść. Słyszę jak ktoś szepce, że on słabo mówi po angielsku. Kucam przy nim i słowo po słowie czytam zdanie z tablicy. On z trudem je za mną powtarza. Próbujemy jeszcze raz, idzie mu już lepiej. Za trzecim razem powoli, ale samodzielnie czyta swoją kwestię. Przestaje się trząść i uśmiecha się do mnie dukając ciche 'THANK YOU TEACHER'.

    28.03.2017
    Budzę się z rana i jedziemy z Khamem na lokalny targ. Odkrywam najlepsze przekąski jakie ostatnio jadłam-słodkie, smażone bułki z bananem w środku. Oprócz tego Kham co rusz wymyśla nowe rzeczy jakich 'koniecznie muszę spróbować' więc poznaję tradycyjną laotańską kuchnię.

    Kiedy wracamy do szkoły żeby uciąć sobie drzemkę (Kham bo to dla niego normalne, ja bo się najadłam tak, że muszę to odespać) zastajemy gości czekających na nas pod drzwiami. Dwóch poważnie wyglądających facetów zaczyna rozmawiać z Khamem. Nic z tego nie rozumiem, ale po jego minie widzę, że jest nieciekawie. Kiedy odchodzą wyjaśnia mi, że to jakaś delegacja z ministerstwa i każą mu albo zapłacić kwotę z kosmosu za to, że za darmo chce uczyć innych albo się stąd zwijać. Kham wygląda jakby miał się rozpłakać a ja myślę tylko o dzieciach którym nie będzie miał kto sprawdzić zadanej wczoraj pracy domowej.

    Pakujemy wszystko do toreb i ładujemy je na dach autobusu. Wracamy do wioski gdzie funkcjonuje główna filia szkoły, tam skąd przyjechaliśmy. Pytam, czy zamiast jechać autobusem mogę jechać z nim motocyklem. Kham nie widzi w tym problemu, a nawet oferuje mi po jakimś czasie żebym poprowadziła przez następnych kilka kilometrów jeśli mam ochotę. Kiedy zatrzymuję się na poboczu chcąc przekazać mu kierownicę stwierdza, że jeżdzę lepiej niż myślał i mogę prowadzić do samego końca jeśli chcę. Chcę.

    Kiedy dojechaliśmy na miejsce a ja przygotowałam sobie miejsce do spania słyszę, że dostaliśmy zaproszenie na obiad do jego znajomej nauczycielki. Jedziemy więc kilka kilometrów dalej i siadamy przy stoliku zapełnionym jedzeniem. Ryż, kolby kukurydzy, warzywa, pieczone kraby i... robaki. Próbuję wszystkiego kiedy na stole pojawia się LaoLao, domowej roboty whiskey. Pasuję po pierwszym rozlaniu głównie dlatego, że wieczorem mam lekcje z dzieciakami ale też przez to, że to chyba najmocniejszy alkohol jaki przyszło mi pić. LaoLao dosłownie wypala mi przełyk przy każdym przechyleniu szklanki. Wracamy do szkoły. W drodze powrotnej dowiaduję się, że nauczycielka u której byliśmy w gościnie tak naprawdę jest ladyboyem.

    Na miejscu czekają na nas dzieci siedzące już w ławkach. W porównaniu do tamtej wioski są znacznie śmielsze, nie muszę sama wybierać nikogo do odpowiedzi bo zawsze widzę przynajmniej kilka rąk w górze. Uśmiecham się do dziewczynki siedzącej w pierwszej ławce. W dwunastolatce widzę siebie z czasów szkoły podstawowej. Wyrywa się do odpowiedzi, najgłośniej ze wszystkich powtarza za mną nowe słówka. Zgłasza się do tablicy żeby zapisywać ich znaczenie po laotańsku dla tych, którzy są na niższym stopniu zaawansowania. Podnosi do góry swój zeszyt, żeby pokazać mi, że zdążyła już zanotować wszystko kiedy inne dzieci jeszcze piszą. A kiedy czekam w milczeniu na resztę zagaduje mnie ze słodkim 'Teaacheeeer, do you know...?'.

    Kiedy przeglądam podręcznik i widzę nieciekawe zadania dla drugiej grupy pytam Khama czy mogę to zrobić po swojemu. Bez wahania zgadza się, a ja rozszerzam dzieciom temat o nowe zagadnienia gramatyczne. Do ostatniej chwili nie jestem pewna czy one mnie zrozumieją-w końcu nie mogę im tego wytłumaczyć w ich języku. Kiedy jednak biorę kilka osób do tablicy widzę jak bez problemu uzupełniają luki w zdaniach, które im napisałam. Udało się. Zadaję im dość wymagającą pracę domową ale wierzę, że sobie z nią poradzą.

    Po kilku godzinach zajęć zostaję zaproszona na kolację do sąsiadów. Osiemnastolatek (swoją drogą ten sam którego uczyłam liczyć po polsku) już pół roku uczy się angielskiego i pomaga mi się porozumieć z jego rodzicami i rodzeństwem. Siadamy wszyscy razem na podłodze przy niskim stoliku zastawionym jedzeniem. Jakim? Ryż, kawałki ryby, warzywa, suszona wołowina i... robaki. Zajadam się ryżem z warzywami kiedy słyszę:
    -No nie wstydź się, czemu jesz tylko ryż?
    Tuylee, 18-latek wyciąga w moim kierunku rękę z czymś ciemnym.
    -Co to?
    -Karaluch, mój ulubiony insekt. Spróbuj, jest pyszny.
    Przecież nie odmówię.
    -I jak, dobry?
    -Przepyszny - mówię z lekką ironią, której Tuylee chyba nie wyczuwa bo podaje mi kolejny 'smakołyk'
    -To cykada, też dobra. Poczekaj, tylko oberwę ci skrzydełka.
    Takim sposobem zjadłam wszystkie rodzaje robaków które tego wieczora pojawiły się na stole. Laotańska mama chyba była zadowolona bo poklepała mnie po ramieniu i promiennie się do mnie uśmiechnęła.

    29.03.2017
    Z samego rana zostaję zaproszona na śniadanie. Tym razem na stole jest ryż, kawałki czegoś kurczakopodobnego i znane mi z wczoraj robaki. Patrzę na kurczaka i, o ironio, z własnej woli sięgam po cykadę. Laotańska mama zaczyna coś mówić, Tuylee robi za tłumacza.
    -Moja mama mówi, że jak skończę szkołę to puści mnie do ciebie do Polski.
    Zaczynam się śmiać.
    -W rok nauczę się polskiego. Umiem już powiedzieć jeden, dwa, siedem, dziewięć. - dodaje z poważną miną.
    Kurtyna.

    Po śniadaniu zabiera mnie do pobliskich jaskiń. Po drodze uczę się liczyć do dziesięciu po laotańsku. A w sumie to do trzydziestu dziewięciu, bo mimo prób nie mogę zapamiętać jak jest 'czterdzieści'. Wspinamy się do najwyżej położonej jaskini, a nawet wchodzimy w głąb do jej nieoświetlonej części. Tuylee pokazuje mi skałę, która według niego wygląda jak Budda ale ja nie widzę w niej nic wyjątkowego. Schodzimy do niższej jaskini wypełnionej wodą. Po 700m brodzenia po łydki w wodzie mój kompan zaczyna opowiadać, że kiedyś spotkał tu węża. Zarządzam natychmiastowy odwrót, nawet jego gorące zapewnienia że tylko żartował nie są w stanie mnie przekonać żebym szła dalej. Wracamy na obiad, czyli tradycyjnie już ryż z robaczkami. Zaczynają mi smakować. Przed rozpoczęciem wieczornych lekcji pomagam sąsiadom w gospodarstwie i oczyszczaniu czosnku który uprawiają. Moja niedoszła 'teściowa' patrzy na mnie jak w obrazek.
    -TWÓJ SYN... ZA MŁODY. JA STARA, TUYLEE MŁODY. OK? ZNAJDZIE FAJNIEJSZĄ DZIEWCZYNĘ.
    Chyba zrozumiała bo pokiwała głową. A może i nie.

    Zaczęło robić się gwarno, dziewczynki przed lekcjami postanowiły pograć w gumę na podwórku. Zauważam chłopca, który usiadł na pieńku i zaczął płakać. Podchodzę do niego i pytam co się stało. Nie rozumie co do niego mówię, ale jego starszy kolega tłumaczy mi, że mały płacze bo zapomniał ołówka z domu a mieszka kilka kilometrów stąd. Daję mu swój długopis i ocieram łzy z jego twarzy.

    Kiedy podczas zajęć piszę na tablicy przykładowe zdania z podręcznika w klasie zapada cisza. Jedna dziewczynka podnosi rękę.
    -Teacher, a co to znaczy apartament?
    Milknę na chwilę. Dlaczego nie pomyślałam wcześniej, żeby zamienić podręcznikowy 'apartament' na 'dom'? W tym momencie wolałabym znowu zestresowana stanąć przed komisją maturalną i odpowiadać na ich zawiłe pytania niż wytłumaczyć dzieciom mieszkającym w drewnianych chatkach i kąpiącym się co wieczór w wodzie z beczki co to jest apartament. Nie czuję się na siłach żeby mówić im o przestronnych wnętrzach i w pełni wyposażonych pomieszczeniach. Zmazuję feralny apartament i zastępuję go domem. Dzieciom tłumaczę, że to zamienna nazwa a one uśmiechają się do mnie zadowolone. Kilka następnych godzin prowadzę lekcje jakby nic się nie stało ale w głowie cały czas brzmi mi to pytanie zadane przez dziewczynkę.

    30.03.2017
    Dzień zaczynam śniadaniem u sąsiadów. Z zaskoczeniem zauważam, że tym razem nie ma robaków. Jem więc ryż z warzywami kiedy gospodarz podaje mi do ręki coś sporego z talerza leżącego najdalej ode mnie. Trzymam w ręku upieczoną żabę. W całości. Czy Laos jest w stanie mnie jeszcze kulinarnie zaskoczyć?

    Robię pranie i myślę o nowych grach językowych które dziś wieczorem będę mogła wpleść w zajęcia, kiedy widzę jak na podwórko zajeżdża Kham. Podchodzi do mnie cały w nerwach i mówi, że dziś z samego rana znów miał wizytę gości z ministerstwa. Dowiedzieli się także i o tym miejscu i nakazali natychmiast zamknąć placówkę. Po prawie dwóch latach prowadzenia szkoły i darmowego uczenia dzieci języka wygrały pieniądze. A raczej ich brak na zapłacenie haraczu dla ministerstwa. Jest mi przykro, zamierzałam zostać tu jeszcze jakiś czas. W obecnej sytuacji decyduję się wyjechać nazajutrz. Pocieszam Khama i idę się położyć. Myślę o tym wszystkim co mnie tu spotkało.

    ***

    Niespodziewanie po wrzuceniu krótkiego tekstu na mikrobloga, który być może kojarzy kilkoro z was, odzywa się do mnie Marcin. Proponuje żebym przyjechała do niego do Luang Prabang. Jest godzina czternasta. Przede mną, w najlepszym wypadku, 9 godzin drogi. Rozsądek mówi, że nie ma sensu wyjeżdżać o takiej godzinie bo i tak nie dam rady dojechać do niego tego samego dnia. Najlepiej będzie poczekać do rana i na spokojnie wyruszyć w drogę. A zresztą jak ja złapię stopa w wiosce gdzie prawie nic nie jeździ? Zdecydowanie najrozsądniej będzie poczekać do rana.

    20 minut później po pożegnaniu się z sąsiadami stanęłam przy drodze z wyciągniętym kciukiem. W taki sposób, zdecydowanie szybciej niż planowałam, zakończyła się moja przygoda z wolontariatem w Laosie.

    #podroze
    #paulawpodrozy
    pokaż całość

    źródło: embed.jpg

  •  

    Do baru wchodzi mężczyzna i zamawia setkę. Z kieszeni wyciąga naparstek, odlewa do niego trochę, z drugiej kieszeni wyjmuje małego, kilkucentymetrowego ludzika, stawia go na barze i daje mu naparstek. Barman patrzy zdziwiony i pyta:
    - Panie skąd pan takiego krasnala wytrzasnąl?
    - Wie pan, byliśmy razem w Afryce... Idziemy tam przez dżungle i widzimy jak tubylcy tańczą dookoła ogniska, a w środku taki pomazany na kolorowo wywija grzechotnikami. I jak ty mu wtedy, Wacuś powiedziałeś? Że on jest dupa a nie czarownik?!

    #suchana #heheszki
    pokaż całość

  •  

    Ponad 2 lata żyłem w przekonaniu, że #bettercallsaul to jakiś średniak gdzie każdy odcinek to inna sprawa sądowa (tak przynajmniej wyczytałem kiedyś na wykopie). Z nudów z dziewczyną skusiłem się na obejrzenie i serial jest po prostu genialny. Godny następna Breaking Bad, a to dopiero się rozkręca ʕ•ᴥ•ʔ

    Gimme Jimmy!

    #breakingbad #seriale

  •  

    Kolega zostawił telefon, dorwała się do niego żona. W spisie kontaktów znalazła "darmowy sex"
    Nie wytrzymała i sprawdziła...

    pokaż spoiler odezwał sie jej własny telefon XD

  •  

    W zakladzie pracy produkującym szybkowary, ktory niedługo mial byc zamkniety, postanowiono wczesniej odprawić na emeryturę najlepszych pracowników. Wytypowali Saszę.
    - Saszo, jako, że niedługo odchodzisz na emeryturę to powiedz co byś chciał dostać od zakładu jako prezent za pracę?
    - No ja to nie wiem, nic mi nie trzeba.
    - No ale Saszo nie można tak, co byscie chcieli? Wakacje na krymie? Moze drogie cygara? Zapas wodki na rok? Co tylko zechcecie.
    - No dobra jak juz musze to ja bym chciał szybkowar.
    Wszyscy zaczynaja szeptać, robi sie zamieszanie, szef zakładu bierze Sasze na strone i pyta:
    - Saszo, 60 lat pracujecie w zakładzie i nie wynieśliście w czesciach ani jednego szybkowaru?
    - Wynieślim nie raz, ale jak skladalem w domu to mi zawsze kałasznikov wychodził.

    #suchana #heheszki
    pokaż całość

  •  

    Historię piszą zwycięzcy

    źródło: fromapp.jpg

Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    Incydent komunikacyjny z 11 września 2001 r.
    #wykop #nocnazmiana

    odpowiedzi (14)

  • avatar

    Spieszcie się kochani

    odpowiedzi (10)

  • avatar

    Starość to naprawdę straszna rzecz. Wracałam właśnie do domu z pracy i zaczepiła mnie pewna kobieta w mocno podeszłym wieku. Zapytała czy wiem, w którą stronę na osiedle młodych. Szła w zupełnie druga stronę, pokazałam jej kierunek, podeszłam kawałek i z rozmowy wynikło że tam mieszka, tylko zapomniała gdzie to jest... Zaproponowalam, że ja odprowadzę, ciemno i ślisko bo się właśnie rozpadało. Ucieszyła się bardzo a dla mnie to nic wielkiego. Najgorsze stało się po drodze, nagle upadła, nawet nie wiedziałam kiedy. Przez moment się nie ruszała, myslalam, że straciła przytomność... Jednak po chwili powiedziała że nic się nie stało, podniosłam ją, sprawdzilam czy wszystko dobrze i odprowadziłem do domu. Pod klatką jeszcze spotkałam jej sąsiada i podziękował, że odprowadziłem sąsiadkę, ma Alzheimera. Dobrze, że była mi w stanie chociaż podać osiedle... Sytuacja jakich pewnie wiele ale nie umiem do tej pory pozbierać myśli. Strasznie mi przykro, że takie osoby są pozostawione same sobie. Musiałam się wyżalić. (╯︵╰,) #feels pokaż całość

    odpowiedzi (46)