•  

    #dziendobry oto kolejna postać z cyklu #dzielnipolacy - zachęcam do obserwowania, a także samodzielnego dodawania postaci Polaków dzielnych i odważnych w różnych dziedzinach życia ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    DziśStanisław Skalski- ur. 27 listopada 1915 r. w Kodymie, zm. 12 listopada 2004 r. w #warszawa podporucznik pilot lotnictwa wojskowego II RP, major pilot Polskich Sił Powietrznych na Zachodzie, podpułkownik (ang. wing commander) Królewskich Sił Powietrznych, generał brygady pilot Ludowego #wojsko Polskiego, as myśliwski okresu #iiwojnaswiatowa o najwyższej liczbie zestrzeleń wśród polskich pilotów. Odznaczony m.in. Krzyżem Złotym i Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari. Po 1989 r. - polityk.

    - Absolwent Szkoły Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie (XI promocja, 67 lokata.
    - Walczył we wrześniu 1939 r., będąc dowódcą klucza w 142. Eskadrze Myśliwskiej.
    - Od jesieni 1940 r. - walczył w #anglia, uczestniczył m.in. w powietrznej bitwie o Anglię:

    Po kampanii wrześniowej Skalski przedostał się z Rumunii przez Konstancę, Bejrut i Włochy do #francja, a w styczniu 1940 r. został stamtąd skierowany do #wielkabrytania. Po przeszkoleniu na brytyjskich samolotach, pod koniec sierpnia został przydzielony do brytyjskiego 501 Dywizjonu Myśliwskiego Royal Air Force, w składzie którego wziął udział w bitwie o Anglię. Latał myśliwcem Hawker Hurricane. Już pierwszego dnia, 30 sierpnia r. zestrzelił bombowiec He 111. W ciągu kolejnych dni zestrzelił kilka dalszych samolotów (31 sierpnia Messerschmitt Bf 109, 2 września 2 Bf 109, lecz sam musiał przymusowo lądować). 5 września 1940 r. sam został zestrzelony nad Anglią, lecz mocno poparzony zdołał z trudem wydostać się z płonącej kabiny i wyskoczyć ze spadochronem, odniósł przy tym kontuzję. Do latania powrócił pod koniec października 1940 r.. 8 listopada 1940 r. zaliczono mu zespołowe zniszczenie Bf 109

    - Dowodził eskadrą w dywizjonie 306 i 316, dywizjonem 317, eskadrą zwaną „Cyrkiem Skalskiego” w Tunezji, brytyjskim dywizjonem 601 na Malcie i w końcu 133 Polskim Skrzydłem Myśliwskim.
    - Oficjalnie zaliczono mu zestrzelenie 18 i 11/12 samolotów oraz 2 prawdopodobnie.
    - W 1947 r. powrócił do #polska, gdzie został przez władze stalinowskie oskarżony o zdradę i skazany na karę śmierci, po czym wyrok zamieniono na dożywocie.
    - Został zrehabilitowany w 1956 r.
    - Autor wspomnień z kampanii wrześniowej pt. Czarne krzyże nad Polską.
    - Zmarł 12 listopada 2004 r.. Został pochowany na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. W pogrzebie uczestniczył m.in. były prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski oraz przewodniczący Samoobrony Andrzej Lepper. W imieniu żołnierzy WP Zmarłego pożegnał ówczesny zastępca dowódcy Sił Powietrznych gen. dyw. pil. Stanisław Targosz.
    W 2005 roku powstał film dokumentalny reżyserii Zbigniewa Kowalewskiego pt. „Spętany anioł” zawierający m.in. liczne wypowiedzi samego generała[17].

    - W 2008 r. powstał wyreżyserowany przez Agnieszkę Bujas film „Żyłem, jak chciałem” opowiadający o losach Stanisława Skalskiego.

    - W 2007 r. ukazała się biografia generała autorstwa Katarzyny Ochabskiej pt. „Stanisław Skalski”, wydana jej nakładem własnym, bez nr ISBN.
    - W 2015r. Grzegorz Sojda i Grzegorz Śliżewski opublikowali kolejną biografię tego lotnika pt.: „Generał pilot Stanisław Skalski : portret ze światłocieniem.

    więcej: https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Skalski_(lotnik)

    #ciekawostki #historia #lotnictwo #gruparatowaniapoziomu #samoloty
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Pracowałem w kilku krajach #europa, a przedtem oraz ponownie od roku pracuję w #polska. Wpis jest spowodowany tym, że wkurwia mnie, jak słyszę, jak #polak narzeka na polską #medycyna #sluzbazdrowia. Wobec tego napiszę co nieco o tym, co spotkało mnie w innych krajach. I tak:

    #francja - socjalistyczny system, łatwo się dostać do rodzinnego, mega trudno do specjalisty. Problem taki, że rodzinni niekompetentni jak jasna cholera - choćby maść z alkoholem przepisana mi na problem skórny, na który alkohol szkodzi.

    #szwajcaria - system prywatny, można do każdego wejść od razu, operacje od razu, wszystko od razu itd. Haczyk - zawsze, ale to ku**a zawsze, okazywało się, że tego akurat moje ubezpieczenie nie obejmuje. I wcale nie kupiłem najtańszego ubezpieczenia, tylko buliłem jak za zboże. Usunięcie zmiany skórnej - spoko, każdą można, ale dziwnym trafem akurat tej konretnej nie. Wizyta u okulisty - spoko, ale tylko w kantonie na drugim końcu kraju i dymaj przez Alpy. I tak na każdym kroku - sytem opiera się na ubezpieczycielach wypierających się wszystkiego, a jedynie pobierających składki z wielką gorliwością.

    #austria - pieprzony nacjonalizm na każdym kroku. Polaka nie chcieli leczyć, bo nie lubią. Koniec kropka. Możesz sobie mieć ubezpieczenie, ale przyjdź za miesiąc bo nie ma terminów, a w ogóle my tutaj mówimy tylko po niemiecku i wypier***aj nauczyć się języka i wróć, może jak będziemy mieli dobry humor, to przyjmiemy.

    #uk #wielkabrytania, a konkretniej #anglia - łatwo do rodzinnego, trudno do specjalisty, kolejki. Na zabiegi - kolejki. Rodzinny wszystko, ale to wszystko, leczy przeciwbólowymi. Boli mało? Paracetamol, biedaku robaku. Boli bardzo - ketoprofen, bulwo.

    Wróciłem do Polski i odetchnąłem z ulgą, #nfz serio nie jest taki zły.

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie - bogata oferta przez cały rok
    pokaż całość

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania: przyjezdzaja sie leczyc do polski bo pojscie do zagranicznego lekarza przekracza ich mozliwosci jezykowe i finansowe

      +: leoha
    •  

      podam dwa przykłady ze swojego życia - mam pewną przypadłość - zdarza się się w mym oku skleja się siatkówka z rogówką. podobno to bardzo rzadka przypadłość i normalnie jeżeli już to człowiekowi pojawia się raz na życie. W moim przypadku jest inaczej - do tej pory miałem 3 ataki.

      Jak to się objawia?
      Masz koszmarny ból oka i głowy, a światło cię po prostu zabija. nawet w nocy nosisz ciemne okulary.
      leczenie - jeżeli się uda to wkrapiasz lekarstwo które rozkleja ci oko. jeżeli masz pecha to wbijają ci igłę w oko...

      I teraz - atak pierwszy raz zdarzył się w PL
      w tamtym czasie mieszkałem na pięknej Kaszubskiej wsi - najpierw pojechałem do okulisty do Bytowa - tam gościu powiedział mi że muszę pojechać do Słupska. ponieważ wizyta w Bytowie swoje trwała, jazda do Słupska też to na oddziale znalazłem się o 10 wieczorem,
      Najpierw dowiedzieliśmy się że oddział jest zamknięty i nie przyjmują pacjentów. Chcieli nas wysłać do innego oddziału na ostry dyżur. Dopiero po dłuższej rozmowie i tłumaczeniach że już byłem u okulisty i to on nas przysłał zostałem wpuszczony do środka - lekarka przyszła po po godzinie i zakropliła mi oczy bez słowa wyjaśnienia, bez żadnego słowa wyszła na kolejne pół godziny. Po tym przyszła i stwierdziła że zadziałało i że muszę brać lekarstwa co 4 godziny .... i daje mi receptę ... sobota, godzina 23.... pytam się gdzie w Słupsku jest apteka 24 godzinna?
      Nie ma....

      kobieta mówi mi że najbliższa jest w Gdańsku...

      Czyli teraz po nocy mam jechać ze Słupska do Gdańska po lekarstwa a potem kolejne 2 godziny do domu....

      Jeżeli nie weźmiesz lekarstwa - oczy znowu się skleją i masz przerypane.....
      po dłuższej rozmowie dostałem od lekarki "resztówki" lekarstwa które mi miały wystarczyć na dwa dni...

      sytuacja w Szkocji -
      zaczęły się bóle oczu - pojechałem do okulisty - gościu tłumaczy mi co to może być i że muszę pojechać do szpitala - sam dzwoni do szpitala i umawia mnie do specjalisty -
      jedziemy do szpitala (Dundee) w rejestracji już wiedzą że mam być przyjęty - zakładają mi teczkę i idę do poczekalni
      a tam tłumy.... po chwili podchodzi do mnie pielęgniarka i bierze mnie na wstępne badania - w trakcie tłumaczy co będzie się działo, jak wygląda procedura i ile to może potrwać.
      po półgodzinie czekania idę do lekarza - szybkie badanie - potwierdzenie rozpoznania - tłumaczenie co i jak będziemy robić - i zakraplamy oczy.
      jeżeli zakroplenie nie zadziała (trzeba czekać na rezultat pół godziny) będzie powtórne zakroplenie - jeżeli to nie pomoże to nakłują mi oko - jeżeli to nie pomoże to zostanę na noc w szpitalu....
      całość twa dość długo dwa razy zakraplane oczy - i tak okazuje się że zostajemy już tylko my - lekarz kończy dyżur w sali przyjęć - więc przenoszą mnie na poziom szpitalny - wciąż nie ma rezultatu i właśnie lekarz mówi mi że szykują łóżko na operacje wkłuwania ...
      przy ostatnich badaniach okazuje się jednak że jest poprawa i nie warto robić zabiegu - zawsze to pewne ryzyko)

      i teraz - lekarz mnie pyta czy ktoś jest ze mną? czy może prowadzić samochód bo jak nie to wyślą mnie do domu karetką
      dostaję zestaw lekarstw na najbliższe 5 dni i receptę na kolejny czas (całkowicie darmowe)
      umawia mnie na wizytę kontrolną za dwa tygodnie i daje numer telefonu na jego oddział - jeżeli będzie coś nie tak - mam dzwonić i bezpośrednio przyjechać na oddział okulistyczny (bez kolejek)

      Dostaje cały harmonogram spotkań z lekarzami i informację jak długo całość powinno nam zająć....

      pyta się czy potrzebuję zwolnienie z pracy i dostaję wolne na następne 5 dni.

      wszystko to ON pyta i ON sprawdza czy rozumiem jak cała sytuacja wygląda

      po czym pielęgniarz sadza mnie na wózek i odwozi na parking....

      Różnica jest taka że w PL lekarz był zmęczony, albo jej się nic już nie chciało i miała mnie generalnie gdzieś - ot ktoś u kogo trzeba wykonać zabieg im szybciej - tym lepiej

      w Szkocji lekarz mnie prowadził przez wszystkie etapy, rozmawiał ze mną i sprawdzał czy rozumiem co się dzieje -
      nie płaciłem za wizyty, za zabieg czy za lekarstwa (w sumie kropliłem oczy przez ponad 80 dni... )

      inny przykład?
      w PL na operację kolana mój sąsiad dostał termin... za 6 lat!!! tutaj (Szkocja) znajoma czekała 3 miesiące całkowicie bezpłatnie....

      jeżdżę do Polski do dentysty - bo po prostu jest taniej - ale i dlatego że znam dentystkę od wielu, wielu lat.

      ale okulista? taniej i lepiej tutaj
      ginekolog? moja lepsza połowa twierdzi że w życiu nie pójdzie znów do tych rzeźników w PL....

      tutaj? bez problemu...

      tu jest po prostu - PO LUDZKU.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    #dziendobry oto kolejna postać z cyklu #dzielnipolacy - zachęcam do obserwowania, a także samodzielnego dodawania postaci Polaków dzielnych i odważnych w różnych dziedzinach życia ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Dziś Jan Zumbach - ps. Kaczor Donald, Johan - ur. 14 kwietnia 1915 r.w Ursynowie, zm. 3 stycznia 1986 r. w #paryz – podpułkownik dyplomowany pilot Wojska Polskiego, podpułkownik (ang. Wing Commander) Królewskich Sił Powietrznych, as myśliwski Polskich Sił Powietrznych na obczyźnie.

    - Był wnukiem szwajcarskiego emigranta i synem Eugeniusza, który posiadał podwójne obywatelstwo: polskie i szwajcarskie. Sam posiadał obywatelstwo szwajcarskie. W latach 1922-1935 mieszkał w Bobrowie k. Brodnicy (woj. pomorskie (II Rzeczpospolita)), gdzie jego ojciec uzyskał pohakatowski majątek ziemski. Matka pochodziła z okolic #plock, ze starej rodziny ziemiańskiej.
    - W 1935 r.ukończył Gimnazjum Polskie im. Marszałka Stanisława Małachowskiego w Płocku.
    - W 1936 r. wstąpił na ochotnika do lotnictwa i służby wojskowej, dokonując oszustwa, gdyż do #wojsko wstąpić mogły jedynie osoby posiadające polskie obywatelstwo. Jako dowód tożsamości przedstawił dokument, który nie podawał jego obywatelstwa. - W 1938 r. ukończył Szkołę Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie (XI promocja, 52 lokata), został promowany na podporucznika pilota.
    - Przed #iiwojnaswiatowa służył w 111 eskadrze myśliwskiej. Na skutek kolizji z samochodem, który rozstawiał oświetlenie do nocnych lotów, przy lądowaniu w maju 1939 r. trafił do szpitala, a następnie przeszedł rehabilitację. Po wybuchu wojny nie udało mu się odnaleźć swojej jednostki i 17 września przedostał się z #polska do #rumunia. Następnie przez Bejrut dotarł drogą morską do #francja

    - Po przybyciu do Francji, tak jak pozostali polscy lotnicy, został skierowany do Centrum Wyszkolenia Lotnictwa Polskiego w bazie Lyon-Bron.
    - 13 maja 1940 r. został przydzielony do I Klucza Kominowego (Kr) dowodzonego przez majora Krasnodębskiego. Klucz ten został przydzielony do francuskiego dywizjonu GCD I/55, chroniącego lotniska w Châteaudun, następnie Étampes. Do spotkań z nieprzyjacielem dochodziło jednak rzadko i Zumbach nie odniósł tam sukcesów bojowych. Pod koniec kampanii francuskiej Zumbach został przydzielony do klucza dowodzonego przez Franciszka Skibę. Po ewakuacji do Bordeaux 16 czerwca, 21 czerwca Jan Zumbach został ewakuowany do #wielkabrytania (na statku „Kmicic”).

    -W Wielkiej Brytanii Jan Zumbach został 2 sierpnia 1940 r. przydzielony do polskiego dywizjonu myśliwskiego 303, stacjonującego na lotnisku Northolt i latającego na myśliwcach Hawker Hurricane Mk I. Dywizjon ten wszedł do akcji w końcowej, trzeciej fazie bitwy o #anglia. Pierwsze zwycięstwo Zumbach odniósł 7 września 1940 r., zestrzeliwując dwa bombowce Dornier Do 17. W toku bitwy o Anglię, do 27 września zestrzelił ponadto 5 myśliwców Bf 109 i bombowiec He 111 oraz 1 Bf 109 prawdopodobnie.

    - 23 grudnia 1940 r. Jan Zumbach został odznaczony Krzyżem Srebrnym Virtuti Militari, a 1 lutego 1941r. po raz pierwszy Krzyżem Walecznych. 9 maja 1941 r. lądował awaryjnie na skutek zestrzelenia. W 1941 r.zestrzelił dwa Bf 109 i jeden prawdopodobnie. 20 października otrzymał brytyjskie odznaczenie Distinguished Flying Cross (DFC). Po odpoczynku od służby bojowej między grudniem 1941r., a marcem 1942 r., kiedy służył w jednostce treningowej, powrócił do Dywizjonu 303 ze stopniem kapitana, obejmując w nim dowództwo jednej z eskadr. 17 maja 1942 r. został wyznaczony dowódcą dywizjonu 303; funkcję tę sprawował do grudnia 1942 r.. Podczas operacji nad kontynentem w 1942 r. zestrzelił myśliwiec Fw 190 i dwa prawdopodobnie oraz zespołowo dwa bombowce niemieckie. W styczniu 1943 e. otrzymał stopień Wing Commandera, czyli podpułkownika.

    - 15 kwietnia 1943 r. został dowódcą 3. Polskiego Skrzydła Myśliwskiego. W tym okresie ukończył Wyższą Szkołę Lotniczą. 1 września 1943 r. otrzymał brytyjski stopień Squadron Leader. Od 4 sierpnia 1944 r. do 30 stycznia 1945 r. dowodził 133. Polskim Skrzydłem Myśliwskim. 30 stycznia 1945 r. przeniesiono go do 84. Grupy Myśliwskiej. 7 kwietnia 1945 r. został wzięty do krótkotrwałej niewoli, z której powrócił 12 maja 1945 r.
    - W październiku 1946 r. wystąpił ze służby wojskowej i zamieszkał w Szwajcarii.

    -Podczas II wojny światowej zestrzelił, według oficjalnych danych, 13 samolotów na pewno i kilka prawdopodobnie. Oprócz Virtuti Militari, został odznaczony czterokrotnie Krzyżem Walecznych i dwukrotnie brytyjskim Distinguished Flying Cross (DFC with Bar).

    - Po II wojnie światowej Zumbach pędził żywot awanturnika. Zajmował się przemytem, był współwłaścicielem firmy lotniczo-taksówkarskiej, która prowadziła działalność przemytniczą, a następnie – posługując się pseudonimem Johnny "Kamikaze" Brown – walczył jako najemnik w #afryka.
    - W 1962 r. przyjął ofertę utworzenia lotnictwa Katangi i dowodzenia nim. Zorganizował zakup Douglasów A-26 Invaderów, które stały się trzonem lotnictwa Katangi, zwerbował pilotów i mechaników. Lotnictwo Katangi pod jego dowództwem bombardowało siły rządowe Konga. Pod koniec roku siły lotnicze kontyngentu szwedzkiego ONZ zniszczyły większość lotnictwa Katangi. Po upadku secesji Zumbach uciekł z polskimi pilotami do Angoli.

    - W 1967 r. ponownie powrócił do Afryki, tym razem w związku z propozycją dowodzenia lotnictwem Biafry. Oprócz faktycznego dowodzenia Zumbach brał osobiście udział w nalotach nielicznych bombowców biafryjskich na rządowe pozycje nigeryjskie. Podczas nalotu na lotnisko w Makurdi zabił szefa sztabu armii nigeryjskiej. Również ta secesja zakończyła się klęską, co w sporej mierze spowodowane było nadużyciami pośredników w zakupie broni i sprzętu wojskowego.

    Jan Zumbach zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach 3 stycznia 1986 we Francji, został pochowany w Polsce na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie (kwatera D 4 rz. 3 m. 2). Władze francuskie zamknęły śledztwo w sprawie jego śmierci bez podania powodów jego zamknięcia do wiadomości publicznej.

    - Jan Zumbach jest jednym z głównych bohaterów powieści „Ofensywa szulerów” Jakuba Ćwieka.
    - Charakterystyczne malowanie EN951 ‘RF-D’ z logo Kaczora Donalda i Eskadry Kościuszkowskiej nosi jeden z samolotów Spitfire, należących do historycznej eskadry Royal Air Force o nazwie Battle of Britain Memorial Flight (egzemplarz Spitfire Mk Vb numer boczny AB910)

    Od piątku można oglądać w #kino #film "303 - bitwa o Anglię" - w tej roli Iwan Rheon z #graotron :)

    #ciekawostki #lotnictwo #samoloty #historia #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

  •  

    Uber z pasażerami wpadł do morza. Mimo to zapłacili za kurs.

    Wydarzenie miało miejsce o poranku na przystani jachtowej. Wszyscy przeżyli, ale prawdziwy szok przeżył pasażer, kiedy zobaczył rachunek opiewający na blisko 100 złotych ( ͡° ͜ʖ ͡°) Dopiero w wyniku reklamacji zwrócono im pieniądze.

    #uber #heheszki #taxi #samochody #motoryzacja #ciekawostki #heheszki #francja #cannes
    pokaż całość

    źródło: francuskie.pl

    •  

      @francuskie że strony ubera: "Po dojechaniu do miejsca docelowego przejazd kończy się. Opłata za przejazd jest naliczana automatycznie i Twoje konto Uber obciążane jest zgodnie z wybranym sposobem płatności."

      Nie wiem czy dojechali czy wpadli dużo wcześniej ale możliwe że było to blisko miejsca docelowego więc zapewne nie musiał zapłacić tylko apka sobie pobrala sama opłatę a pasazer niezadowolony z usługi złożył reklamację aby te kasę odzyskać. pokaż całość

  •  

    MASAKRA W ORADOUR-SUR-GLANE

    8 czerwca 1944 roku, dwa dni po tym, jak na plażach Normandii wylądowali żołnierze alianccy z zamiarem wyzwolenia okupowanych krajów spod władzy III Rzeszy, 2. Dywizja Pancerna "Das Reich" otrzymała rozkaz natychmiastowego wymarszu na tamte tereny. Krótko po północy, 10 czerwca, z Chaillac-sur-Vienne wyjechał specjalny konwój dywizji, dowodzony przez porucznika Brunona Waltera. Wszystkie pojazdy miały zakryte światła, co znacząco utrudniało podróż. Eskorta konwoju liczyła 30 żołnierzy. Cała kolumna skierowała się na wschód, aby ominąć rejon opanowany przez partyzantów z francuskiego ruchu oporu.

    Co było ładunkiem owego konwoju? Tego nie wiedział nikt, nawet dowódca. Oficjalnie w 30 drewnianych, starannie zaplombowanych skrzyniach, znajdowała się kancelaria dywizji. Istnieją głosy mówiące, że ładunkiem tym mogło być złoto, będące własnością jednego z dowódców, zdobyte w nielegalny sposób. Właśnie ten kruszec miał być powodem zachowania tak wielkiej tajemnicy.

    Konwój poruszał się swoją trasą w absolutnych ciemnościach i ciszy. Gdy zbliżyli się już do wyznaczonego celu - nagle padł strzał. Po chwili rozpętało się prawdziwe piekło, a na konwój ze wszystkich stron posypały się pociski. Samochód osobowy wiozący porucznika Waltera stanął w płomieniach, oświetlając miejsce walki i tym samym pogarszając sytuację Niemców. Żołnierze wyskakiwali z ciężarówek i transporterów, prosto pod grad pocisków, padali ranni i zabici. Ukryci w gąszczach partyzanci strzelali do esesmanów, dobrze widocznych dzięki płomieniom buchającym z auta, jak do tarcz strzelniczych. Po chwili było już po walce. Starcie przeżył tylko jeden Niemiec, który ukryty w przydrożnym rowie obserwował z przerażeniem, jak partyzanci dobijają jego rannych kolegów i ładują przejęte skrzynie do swojej ciężarówki, po czym odjeżdżają na północ, w stronę Oradour-sur-Glane.

    Około godziny trzeciej w nocy wiadomość o zasadzce dotarła do sztabu dywizji, kwaterującego w Saint-Junien. Sturmbannführer Adolf Diekmann, dowódca batalionu był wściekły. Za wszelka cenę chciał odzyskać skradzione skrzynie. Poszukiwania utraconego ładunku rozpoczęto od miasteczka Oradour-sur-Glane, w kierunku którego pojechali partyzanci z przejętym ładunkiem.

    Nad ranem do Oradour-sur-Glane wkroczyli SS-mani, dowodzeni przez Diekmanna. Zablokowali wszystkie drogi wyjazdowe, po czym zaczęli wyciągać z domów mieszkańców, których zamknęli w kilku oddzielnych budynkach. Kiedy trwały przesłuchania, inni żołnierze przetrząsali wszystkie zabudowania w miejscowości.

    Poszukiwania zakończyły się fiaskiem, a rozwścieczony Diekmann nakazał wymordowanie wszystkich mieszkańców, sądząc, że wśród nich znajdują się bojownicy ruchu oporu, którzy brali udział w nocnym ataku. Według niego, reszta mieszkańców wspierała partyzantów i udzielała im schronienia.

    Adolf Diekmann wydał swoim żołnierzom rozkaz zamordowania wszystkich mieszkańców miasteczka. SS-mani zaprowadzili mężczyzn do stodół i rozstrzelali, a kobiety i dzieci zamknęli w kościele, który podpalili. Żołnierze wrzucali przez okna granaty, a próbujących uciec zabijali seriami z broni maszynowej. Tego dnia w Oradour-sur-Glane zginęło, według różnych relacji, od 642 do 648 ludzi, z czego większość stanowiły kobiety (207) i dzieci (254), a same miasteczko spalono do fundamentów. Masakrę przeżyło tylko 7 ludzi, którym udało się uciec - w tym jedna kobieta, 47-letnia Marguerite Rouffanche, której udało się wyskoczyć przez niewielkie okno z płonącego kościoła, pięciu mężczyzn i dziecko.

    Była to największa hitlerowska zbrodnia we Francji, dotychczas nie spotykana. Wprawdzie Niemcom zdarzało się dotąd, że w publicznych egzekucjach mordowali zakładników, ale nigdy przedtem nie zgładzili w zachodniej Europie całej populacji miasteczka i nie zrównali go z ziemią. Tego typu metody stosowano na wschodzie (na terenach Polski, Ukrainy i Związku Radzieckiego), gdzie w walkach ze słowiańskimi "podludźmi" nie obowiązywały żadne reguły.

    Na pamiątkę tej strasznej zbrodni wszystkie ruiny w zniszczonym miasteczku pozostawiono w ich oryginalnym stanie. Znajduje się tam również muzeum, a przy wjeździe do miasta widnieje napis: "Souviens - Toi - Remember", czyli "pamiętaj".

    Na zdjęciu:
    Ruiny miasteczka Oradour-sur-Glane.

    #wmrokuhistorii #historia #wojna #niemcy #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #francja #europa #ciekawostkizniemiec
    pokaż całość

    •  

      @3odowiec: Coś takiego, że partyzanci stracili siły i środki żeby to zdobyć i narazili pobliskich mieszkańców. Pewnie ktoś niezłą fortunę po wojnie sobie zapewnił.

    •  

      @w-mroku-historii: ciekawy wpis, ale słabiutko udokumentowany.

      Za wiki: Ustalono, że SS wybrało się do Oradour-Sur-Glane ze względu na informacje o przetrzymywaniu tam porwanego przez Resistance SS-Sturmbannführera Helmuta Kämpfe.

      "Early on the morning of 10 June 1944, Diekmann informed Weidinger that he had been approached by two members of the Milice, a collaborator paramilitary force of the Vichy Regime. They claimed that a Waffen-SS officer was being held prisoner by the Resistance in Oradour-sur-Vayres, a nearby village. The captured officer was claimed to be SS-Sturmbannführer Helmut Kämpfe, commander of the 2nd SS Panzer Reconnaissance Battalion (also part of "Das Reich" division). He may have been captured by the Maquis du Limousin the day before. Stadler ordered Diekmann to have the mayor choose thirty people to be hostages in exchange for Kämpfe."

      Tyle wiemy oficjalnie.

      Cała ta opowiastka o złocie to znana historia opisana przez Robina Macknessa w książce "Massacre at Oradour" z 1982 roku. W wielkim skrócie, w czasie swojej przemytniczej działalności miał on mieć kontakt z rzekomym dowódcą oddziału partyzanckiego odpowiedzialnego za zasadzkę, Raphaelem Denowiczem ("Raoul"), który opowiedział mu o tym złocie. Więcej tutaj: http://www.newsweek.pl/wiedza/historia/himmler-i-swiety-graal-newsweek-pl,artykuly,341262,1.html (uwaga, cały artykuł to fantastyka pełna koszmarnych błędów historycznych) oraz tutaj: https://www.scrapbookpages.com/Oradour-sur-Glane/Story/MacknessStory.html

      Co uwiarygadnia tę historię?

      Obersturmführer Bruno Walter faktycznie istniał, urodził się 19 listopada 1906 roku, awans na Obersturmführera (porucznika) uzyskał 30.01.1939 roku, jego numer SS to 1 298 310. Pytanie, czy to ta sama osoba co dowodzący konwojem porucznik? Źródła milczą.

      W 2 Dywizji Pancernej "Das Reich" służyli Alzatczycy (zgermanizowani Francuzi), 13 żołnierzy dywizji z tego regionu zostało po wojnie objętych dochodzeniem za masakrę w Oradour. Być może któryś zaplanował tę intrygę i zdradził informację o konwoju partyzantom? Kto wie?

      Niestety, same poszlaki to za mało, a wiarygodnych źródeł, które wskazałyby konkretne osoby i opisały konkretne sytuacje, brak. O Bruno Walterze wspomina ta książka: https://books.google.pl/books?id=6ZcACwAAQBAJ&lpg=PA186&ots=kqpMcPfSzw&dq=obersturmf%C3%BChrer%20bruno%20walter&hl=pl&pg=PA187#v=onepage&q=bruno%20walter&f=false , ale nic nie wiadomo na temat źródeł, na których autorzy się oparli. A skoro tak, to raczej wątpię, by dotarli do czegoś wiarygodnego, co umknęło historykom i śledczym przez te 70 lat. A swoją drogą, gdyby nie umknęło , mielibyśmy wysyp materiałów i książek na ten temat.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (2)

  •  

    #dziendobry oto kolejna postać z cyklu #dzielnipolacy - zachęcam do obserwowania, a także samodzielnego dodawania postaci Polaków dzielnych i odważnych w różnych dziedzinach życia ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Dziś gen. brygady Witold Aleksander Urbanowicz - ur. 30 marca 1908 r. w Olszance, zm. 17 sierpnia 1996 r. w #nowyjork – pilot Polskich Sił Powietrznych, podpułkownik (ang. Wing Commander) Królewskich Sił Powietrznych, as myśliwski, pamiętnikarz, dowódca Dywizjonu 303.

    - Urbanowicz rozpoczął naukę 1 września 1925 r. w Korpusie Kadetów Nr 2 w Modlinie, a od następnego roku w Chełmnie.

    - 16 października 1930 r. wstąpił do Szkoły Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie, którą ukończył w 1932 r., w wieku 24 lat.
    - Jako podporucznik obserwator został skierowany do służby w nocnym dywizjonie bombowym 1 Pułku Lotniczego w #warszawa.
    - W 1933 r. ukończył kurs pilotażu, a następnie Kurs Wyższego Pilotażu w Grudziądzu, po czym został przeniesiony do lotnictwa myśliwskiego.
    - Już jako pilot latał w eskadrach: 113, a następnie 111 „Kościuszkowskiej”. Po tym, jak drugą z nich przeniesiono tymczasowo do bazy przy granicy z #zsrr z zadaniem odpędzania samolotów rozpoznawczych WWS naruszających polską przestrzeń powietrzną, Urbanowicz miał w sierpniu 1936 r. zaliczyć swe pierwsze zwycięstwo w walce powietrznej (gdy ponawiane ostrzeżenia nie dały rezultatu, miał zestrzelić samolot, prawdopodobnie rozpoznawczy R-5, tłumacząc później, że odpowiedział na wrogi ogień). Ten i inne incydenty, w których zachował bezkompromisową, „niedyplomatyczną” postawę (m.in. srogie potraktowanie Willego Messerschmitta, przyłapanego na szpiegowaniu w pobliżu polskiego hangaru wojskowego) zadecydowały o przeniesieniu go do szkolnictwa – do Dęblina na stanowisko instruktora pilotażu (gdzie otrzymał swój przydomek – „Kobra”). Wielu znanych pilotów z okresu #iiwojnaswiatowa zdobyło pierwsze szlify pod jego okiem.
    -1 marca 1935 r. został awansowany na porucznika ze starszeństwem z 1 stycznia 1935 r. i 36. lokatą w korpusie oficerów aeronautyki.

    - Wojna zastała Urbanowicza w trakcie ćwiczeń w powietrzu w szkole w Dęblinie. Latając na starym myśliwcu P.7a, mimo starć z nieprzyjacielem nad Dęblinem i Ułężem, nie zdołał strącić żadnej niemieckiej maszyny. Gdy jego samolot został zniszczony na ziemi, dostał rozkaz doprowadzenia grupy podchorążych do #rumunia, skąd miał odebrać rzekomo dostarczone tam #samoloty Morane-Saulnier MS.406 i Hurricane. Wobec niedostarczenia do Rumunii samolotów, Urbanowicz wrócił z granicy do kraju w celu kontynuowania walki.
    - Pochwycony przez oddział #armiaczerwona , uciekł wraz z dwoma podoficerami tego samego wieczora i po trzech dniach dołączył do swojego oddziału w Rumunii, skąd niebawem przetransportowano ich do #francja. W Istres zakwaterowano go wraz z oddziałem w prymitywnych barakach, nie dając większych nadziei na rychły udział w walce z #niemcy, wobec czego w końcu stycznia 1940 r. Urbanowicz znalazł się w grupie pilotów, która przyjęła zaproszenie wstąpienia do brytyjskich dywizjonów RAF-u i przeniósł się do #wielkabrytania .

    -Jako pilot 145 Dywizjonu myśliwskiego RAF, Urbanowicz rozpoczął 4 sierpnia loty operacyjne w Bitwie o #anglia. 8 sierpnia strącił pierwszego Messerschmitta Bf 109. 11 sierpnia zestrzelił kolejnego, ale zwycięstwo to nie zostało zaliczone do oficjalnej statystyki.
    - 12 sierpnia zestrzelił jeszcze Ju 88. 21 sierpnia objął dowództwo eskadry „A” w polskim dywizjonie 303. 6 września strącił Bf 109, którego pilotował Hauptmann Joachim Schlichting, dowódca III./JG 27.
    - 7 września, będąc wciąż w randze porucznika, mimo oporów części dowództwa Polskich Sił Powietrznych, został mianowany dowódcą dywizjonu 303 po ciężko poparzonym w walce majorze Krasnodębskim. Tego dnia w ataku na klucz około 40 bombowców strącił Dorniera Do 17 i prawdopodobnie kolejnego Bf 109.
    - 15 września, w dniu uważanym przez wielu za decydujący o wyniku Bitwy o Anglię, prowadząc atak dywizjonu na osłanianą przez myśliwce formację 60 bombowców, zaliczył zestrzelenie kolejnych dwóch Do 17. 25 września strącił Heinkla He 111, by nazajutrz osiągnąć swój rekordowy wynik 4 samolotów zestrzelonych jednego dnia – 2 Ju 88, Bf 109 i Bf 110. Powtórzył to osiągnięcie w trzy dni później, strącając trzy „109-ki” i jednego Do 17. 21 października zdał dowództwo Dywizjonu 303 por. Hennebergowi.

    - Przez pewien czas pracował w dowództwie 11 Grupy Myśliwskiej, a od 15 kwietnia do 1 czerwca 1941 r. dowodził 1 Polskim Skrzydłem Myśliwskim (dywizjony 303, 306 i 308). Nie był jednak popularny wśród polskich władz lotniczych i w czerwcu 1941 r. został odsunięty od latania i wysłany do #usa z serią odczytów dla Polonii amerykańskiej w celu naboru ochotników do #wojsko. - Służył w szkolnictwie lotniczym w Wielkiej Brytanii, po czym jesienią 1942 r. został oddelegowany do Waszyngtonu na stanowisko zastępcy attaché lotniczego przy polskiej ambasadzie.

    - We wrześniu 1943 r. Urbanowicz ochotniczo wstąpił (jako gość) do amerykańskiej 14 Armii Lotniczej walczącej na froncie chińskim. Po krótkotrwałym pobycie w dywizjonach 16 i 74, 23 października 1943 r. został przydzielony do słynnego dywizjonu 75 (75th Fighter Squadron) 14 Grupy Lotniczej, znanego jako „Latające Tygrysy”. Jako pilot tej jednostki, latając na samolocie P-40N Kittyhawk, Polak zasłużył się w bitwie pod Changde, eskortował bombowce i samoloty transportowe. 11 grudnia osłaniając formację bombowców znalazł się sam wobec 6 japońskich myśliwców, z których 2 zestrzelił (prawdopodobnie Nakajima Ki-44).

    -W grudniu 1943 r. Urbanowicz powrócił do Wielkiej Brytanii by po krótkim okresie pracy sztabowej zostać ponownie polskim attaché lotniczym w Waszyngtonie. Gdy w lipcu 1945 r. roku rząd #stanyzjednoczone cofnął uznanie Rządowi Polskiemu na Uchodźstwie, płk Urbanowicz przyleciał do okupowanych Niemiec. W październiku 1945 r. został przeniesiony w stan nieczynny. - W 1946 roku został mianowany podpułkownikiem.

    - Po zwolnieniu ze służby pozostał w Stanach Zjednoczonych, gdzie przez rok pracował jako statystyk w American Overseas Airlines (AOA) a od listopada 1946 r. do czerwca 1947 r. sekretarz zarządu Związku Chrześcijańskiej Młodzieży Męskiej w Nowym Jorku.
    - W drugiej połowie 1947 r. jako przedstawiciel AOA i YMCA przebywał w #polska. Odwiedził wówczas również rodzinną Olszankę i #suwalki, gdzie spotkał się z młodzieżą gimnazjum i Szkoły Podstawowej nr 1. Jak wspominał, w czasie pobytu w Polsce czterokrotnie zatrzymywany był przez funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, udało mu się jednak uniknąć więzienia i wyjechać za granicę.

    - Osiadł wraz z rodziną w Nowym Jorku, gdzie w następnych latach pracował w American Airlines, Eastern Airlines i Republic Aviation jako „production control executive”. Władze RP na uchodźstwie mianowały go pułkownikiem ze starszeństwem z 1 stycznia 1964 r.
    - W 1973 r. przeszedł na emeryturę.
    - Do 1994 r. był konsultantem w amerykańskim przemyśle lotniczym.
    - W czerwcu 1991 r. przyjął ofertę przyjazdu do kraju.
    - 11 listopada 1995 r., podczas kolejnej wizyty, Prezydent RP Lech Wałęsa mianował go generałem brygady

    Zmarł w szpitalu amerykańskich weteranów na Manhattanie. Pochowany na cmentarzu Our Lady of #czestochowa w Doylestown, Pensylwania, USA.

    Witold Urbanowicz zasłynął jako dowódca najlepszego dywizjonu myśliwskiego Bitwy o Anglię w jej decydującej fazie. Z wynikiem 15 pewnych i jednego prawdopodobnego zestrzelenia jako jedyny Polak znalazł się w pierwszej dziesiątce najskuteczniejszych pilotów alianckich tej bitwy. Według oficjalnej statystyki, z wynikiem 17 pewnych i jednego prawdopodobnego zestrzelenia, znajduje się na drugim miejscu na liście najskuteczniejszych polskich asów myśliwskich (za Stanisławem Skalskim). Sam Urbanowicz podawał inną liczbę swoich zwycięstw powietrznych. Tak pisał na ten temat: „Pytano mnie nieraz o moje konto zestrzeleń w czasie II Wojny. Różne źródła podają różne cyfry, więc przedstawiam stan faktyczny. W Bitwie o Wielką Brytanię zestrzeliłem 17 samolotów, na Dalekim Wschodzie 11, z czego 6 samolotów w czasie walk, natomiast 5 samolotów podczas ataków na lotniska japońskie w Chinach i na Tajwanie, w momencie ich startu lub lądowania. Po powrocie z Chin w roku 1944 dokumenty złożyłem w Polskim Inspektoracie Lotnictwa w Londynie”. Był mistrzem pilotażu. Sam twierdził, że nigdy żadna wroga kula nie trafiła w jego samolot.

    - Urbanowicz opublikował kilka książek, poświęconych wspomnieniom z wojny („Początek jutra”, Kraków 1966, „Świt zwycięstwa”, Kraków 1971, „Ogień nad Chinami”, Kraków 1963).

    - W 2006 r. Szkoła Podstawowa w Olszance przyjęła imię generała. 15 października 2010 szkoły wchodzące w skład Zespołu Szkół nr 3 w Suwałkach, tj. Gimnazjum nr 5 z Oddziałami Integracyjnymi oraz IV Liceum Ogólnokształcące przyjęły imię generała brygady pilota Witolda Urbanowicza.

    - Od 27 stycznia 2011 roku imię gen. bryg. pil. Witolda Urbanowicza nosi 4 Skrzydło Lotnictwa Szkolnego w Dęblinie.

    - Wizerunek pilota został umieszczony na samolocie myśliwskim MiG-29 nr 40 z 23 Bazy Lotnictwa Taktycznego.

    - 9 listopada 2017 r. został patronem ulicy na terenie dzielnicy Bemowo w Warszawie w miejsce gen. Sylwestra Kaliskiego.

    - od piątku można oglądać w #kino #film "303. Bitwa o Anglię" w roli Urbanowicza - Marcin Dorociński , a pod koniec sierpnia "Dywizjon 303. Historia prawdziwa" :)

    #historia #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #lotnictwo
    pokaż całość

  •  

    Elektryczny Peugeot z 1941 roku

    W 1941 roku Peugeot zaprezentował niewielki samochód o napędzie elektrycznym. Pojazd nosił nazwę VLV i miał być alternatywą dla modeli zasilanych benzyną.

    Europa oszalała na punkcie elektromobilności i być może nie widać tego jeszcze specjalnie na naszych drogach, ale w pomysłach władz już tak. Kolejne kraje wychodzą z propozycjami restrykcji dla samochodów z dieslem, pojawił się nawet kontrowersyjny pomysł na zakaz sprzedaży samochodów napędzanych silnikami spalinowym we Francji i Wielkiej Brytanii od 2040 roku. Wydawałoby się, że samochody elektryczne to nowy wynalazek, ale pierwsze takie pojazdy pojawiały się już w pierwszej połowie XIX wieku. Marka Peugeot zmuszona przez sytuację podczas II Wojny Światowej, zaprezentowała model na baterie VLV 1 maja 1941 roku.

    #ciekawostki #francja #motoryzacja #peugeot #samochody #mirkoreklama
    pokaż całość

    źródło: francuskie.pl

  •  

    #dziendobry małe #chwalesie zobaczcie jakie sobie #kosmetyki w zielonym pudełeczku z #francja zafundowałam :) od #yvesrocher za 69.90, szampon w prezencie i 2 próbki - polecam :)

  •  

    Czy tylko ja uważam, że ten film jest nieco przereklamowany? Ale soundtrack śliczny...
    #muzyka #film #soundtrack #francja #francuski #kino

    źródło: youtube.com

  •  

    #swiat #pytanie #ankieta #glupiewykopowezabawy #europa #francja #szwajcaria

    Tag do obserwowania --> #herbyeuromirko

    #27
    Jedenasty dzień konkursu na najlepsze godło/herb państw historycznych

    Przypominam, że do jutra do 08:15 można głosować na Królestwo Anglo-Korsykańskie vs Demokratyczna Republika Armenii tutaj

    Z kolei tutaj do 20:00 na Królestwo Danii i Norwegii vs Karpato-Ukraina

    Tutaj link na challonge do śledzenia wyników w fazie grupowej --> https://challonge.com/pl/historicalcoatofarms1

    Głosować można 24 godziny.

    Drugi pojedynek grupy C: II Cesarstwo Francuskie vs Republika Helwecka
    pokaż całość

    Który herb/godło bardziej Ci się podoba?

    • 672 głosy (81.45%)
      II Cesarstwo Francuskie
    • 153 głosy (18.55%)
      Republika Helwecka
  •  

    #swiat #pytanie #ankieta #glupiewykopowezabawy #europa #azja #armenia #wielkabrytania #uk #korsyka #francja

    Tag do obserwowania --> #herbyeuromirko

    #26
    Jedenasty dzień konkursu na najlepsze godło/herb państw historycznych

    Przypominam, że do 10:05 można głosować na Nowa Gwinea Niemiecka vs Królestwo Iraku tutaj

    Z kolei tutaj do 20:00 na Królestwo Danii i Norwegii vs Karpato-Ukraina

    Tutaj link na challonge do śledzenia wyników w fazie grupowej --> https://challonge.com/pl/historicalcoatofarms1

    Głosować można 24 godziny.

    Drugi pojedynek grupy B: Królestwo Anglo-Korsykańskie vs Demokratyczna Republika Armenii
    pokaż całość

    Który herb bardziej Ci się podoba?

    • 248 głosów (32.67%)
      Królestwo Anglo-Korsykańskie
    • 511 głosów (67.33%)
      Demokratyczna Republika Armenii
  •  

    Siedze na francuskim weselu, przy stole na 20 osób 2 osoby wiedziały, że Warszawa to stolica Polski ... przykro mi kurwa xD #polska #francja #wesele #boldupy

  •  

    #dziendobry dziś z cyklu #dzielnipolacy Marek Hłasko - ur. 14 stycznia 1934 r. w Warszawie, zm. 14 czerwca 1969 r. w Wiesbaden – polski prozaik i scenarzysta filmowy.

    Marek Jakub Hłasko (którego drugie imię nosi Kuba, tragiczny bohater wczesnego opowiadania "Pętla") był synem urzędnika państwowego Macieja Romana Hłaski i Marii Łucji Hłasko z domu Rosiak. Małżeństwo Hłasków nie utrzymało się; ojciec po czterech latach pożycia (1933-37) opuszcza dom i żeni się powtórnie, ale już w pierwszych dniach wojny umiera na infekcję nerek (lub gruźlicę wg innych źródeł).

    Matka z synem zostaje sama i podczas okupacji prowadzi stragan z żywnością. Poznaje wtedy sporo starszego od siebie Kazimierza Gryczkiewicza, z którym w 1949 roku weźmie ślub, źle zresztą przyjęty przez dorastającego syna jedynaka. W czasie #powstaniewarszawskie, które nie znalazło znaczącego odbicia w pamięci dziesięcioletniego Marka i potem w jego twórczości, przepada mieszkanie Hłasków przy ulicy Ciepłej 10, cały dobytek i wszystkie dokumenty. Po upadku powstania wychodzą ze zburzonego miasta 2 października i przez Komorów i Mszczonów, gdzie czasowo pomieszkują, udają się do #czestochowa; tam przebywają parę miesięcy. Tam też w styczniu 1945 roku są świadkami wielkiej ofensywy wojsk radzieckich, która zatrzyma się dopiero wiosną w Berlinie. Wstrząsający opis przemarszu Armii Czerwonej i oddziałów #nkwd, nadużyć i okrucieństwa wojennego, analizę duszy radzieckiej i mentalności homo sovieticus znajdziemy po latach w "Pięknych dwudziestoletnich" (1966) Marka Hłaski.

    Traumatyczne przeżycie zaowocowało pierwszymi notatkami i próbą porządkowania doznań i wydarzeń. Swój pamiętnik, skrywany przed wszystkimi, kontynuuje Marek w Hajdukach na Śląsku (dziś Chorzów-Batory), a następnie w #bialystok gdzie próbują się Hłaskowie - z Gryczkiewiczem, ciągle ignorowanym przez Marka - zakotwiczyć. Wreszcie w styczniu 1946 roku osiadają na dłużej we #wroclaw, gdzie Marek po wielu perturbacjach w czerwcu 1949 skończy - z miernymi ocenami - szkołę powszechną, a 2 lipca tegoż roku Maria Hłasko sfinalizuje swój związek z przyzwoitym i opiekuńczym panem Kazimierzem. Do końca 1950 roku będą mieszkać we Wrocławiu-Sępolnie przy Borelowskiego 44; Marek od września jest w Warszawie, pozostaje pod opieką ciotki Jadwigi Oraczewskiej, mieszka w internacie przy Tarczyńskiej. Nie zagrzewa jednak długo miejsca w Państwowym Liceum Techniczno-Teatralnym przy ulicy Konopnickiej 6. Jest uczniem tak niekonwencjonalnym i niesubordynowanym, że już pod koniec grudnia zostaje uchwałą Rady Pedagogicznej usunięty ze szkoły, która mu się w sumie podobała i stwarzała możliwości ciekawej pracy. Wraca na ostatni rok do domu, do Wrocławia.

    W wieku szesnastu lat Marek Hłasko rozstaje się z instytucją szkoły i rozpoczyna swą przygodę z pracą zarobkową. W czerwcu 1950 roku ukończy kurs samochodowy we Wrocławiu (kategoria III A). Zaczyna pracę w charakterze pomocnika kierowcy przy zwózce drewna w ekstremalnych warunkach jesienno-zimowych na niebezpiecznych dla wielkich i nad miarę obciążonych maszyn drogach górskich. Wytrzyma tam sześć tygodni, od 15 listopada do końca 1950 roku. Na swoje nieszczęście i na szczęście dla literatury i filmu polskiego ("Głupcy wierzą w poranek" - "Następny do raju" - "Baza ludzi umarłych") zatrudni Hłaskę Państwowa Centrala Drzewna PAGED z bazą w Bystrzycy Kłodzkiej, choć najbardziej znane opowiadanie młodego kierowcy zdaje się sugerować, że akcja rozgrywa się w powojennych Bieszczadach.

    Od 1951 roku Marek Hłasko mieszka i pracuje jako kierowca w Warszawie, gdzie pisze "Sonatę marymoncką" - swój debiut, wyprzedzony jednak w druku przez "Bazę Sokołowską" (1954), opowiadanie o żywych jeszcze cechach "produkcyjniaka". Zatrudniony - jak na niego - wyjątkowo długo, bo przeszło rok (27 kwietnia 1951 - 16 czerwca 1952) w Zarządzie Gospodarki przedsiębiorstwa METROBUDOWA (dział zaopatrzenia), zostaje nieoczekiwanie obdarzony zaufaniem Partii i "mianowany" z ramienia "Trybuny Ludu" terenowym korespondentem robotniczym. Była to zgrabna krzyżówka dziennikarza-naturszczyka i donosiciela. Interwencje Hłaski, ostre i dowcipne, musiały się podobać mocodawcom, skoro "pewnego dnia - jak wspomina w 'Pięknych...' - wezwano go do 'Trybuny Ludu', by odebrał nagrodę". Była nią powieść Anatolija Rybakowa "Kierowcy". Wrażenie było piorunujące...

    W ten sposób Partia uczyniła z kierowcy pisarza. Połknięty bakcyl literatury plus stare "atawizmy" domowe, plus pomoc zaprzyjaźnionego z rodziną (i zafascynowanego przystojnym osiemnastolatkiem) prezesa wrocławskiego oddziału Związku Literatów Polskich, Stefana Łosia, który spróbuje - przy pomocy Newerlego i Czeszki - "wydostać [Hłaskę] z tej szoferskiej matni", zadecydowały o dalszych losach i przeznaczeniach utalentowanego, rzutkiego młokosa. Jako kierowca wystąpi Hłasko jeszcze dwukrotnie: od 4 sierpnia do 1 grudnia 1952 w Warszawskiej Spółdzielni Spożywców i od 15 grudnia 1952 do 30 kwietnia 1953 w transporcie Miejskiego Handlu Detalicznego. W "Pięknych dwudziestoletnich" opowie z detalami o "sposobach" pracowników obu firm "na życie". O szwindlach i przekrętach. I o tych, którzy cały ten surrealistyczno - absurdalny System stworzyli.

    Od połowy 1953 roku, dzięki uzyskanym od opiekunów ze Związku Literatów wielomiesięcznym stypendiom twórczym dla wschodzących talentów oraz własnemu zapałowi neofity (intensywne samokształcenie) Marek Hłasko sposobi się na pisarza. .

    Hłasko w swym młodzieńczym radykalizmie i twórczym zapale po Październiku '56 złamał - jak się zdaje zupełnie świadomie - reguły gry władzy ze społeczeństwem i musiał za odstępstwo i "zdradę" zapłacić. Nim jednak do tego dojdzie, autor "Bazy Sokołowskiej", "Robotników", "Żołnierza", "Dwóch mężczyzn na drodze", "Targu niewolników", "Gawędy Staromiejskiej", "Trudnej wiosny", "Okna", "Pętli", "Najświętszych słów naszego życia" i innych atrakcyjnych opowiadań, pisanych ze swadą, stających w poprzek obowiązującym normom, robi zawrotną karierę w pismach codziennych i ekskluzywnych periodykach literackich. Drukują go tak różne pisma, jak "Sztandar Młodych", "Po prostu", "Świat", "Nowa Kultura" i "Twórczość". W tygodniku "Po prostu", który staje się symbolem przemian społeczno-politycznych 1955-56, ma Hłasko od 1 września 1955, etat publicysty - redaktora działu prozy; drukuje liczne opowiadania, ukazujące najczęściej , w całej brutalności, kontrast między wyobrażeniem o życiu a nim samym, jak choćby "Śliczna dziewczyna" czy znakomite "Najświętsze słowa naszego życia"; pisuje również prawie cotygodniowe felietony. W listopadowej "Nowej Kulturze" (1955 nr 47) wydrukuje "kultowy", jak by dziś powiedziano, niewielki utwór, "Pierwszy krok w chmurach", którego tytuł zostanie rozciągnięty na przygotowany w "Czytelniku" parę miesięcy później (maj 1956) debiutancki tom opowiadań Hłaski. Trzy wydania w paręnaście miesięcy w łącznym nakładzie 50 tysięcy egzemplarzy, entuzjastyczne recenzje i wzmiankowana już Nagroda Wydawców - dowodzą niebywałego sukcesu dwudziestodwulatka o absolutnym słuchu. Warto przypomnieć charakterystyczny początek tytułowego opowiadania:

    Korzystne umowy z wydawnictwami i Centralnym Zarządem Wytwórni Filmowych przynoszą Hłasce krocie. Tyle że krezus i letkiewicz nie ma nigdy pieniędzy i nie pomaga rodzinie. W listach do matki, pisanych do końca, zawsze te same obietnice poprawy i pomocy. Odpowiedzialność za innych, logiczna organizacja własnego życia, samokontrola i dyscyplina, wreszcie alkoholizm - to bez wątpienia najsłabsze strony Marka Hłaski - człowieka. One też pomogą rozprawić się z autorem wydrukowanych za granicą, u wrogów Polski Ludowej (czyli u Giedroycia) "Cmentarzy" i "Następnego do raju" (1958), choć przecież rok wcześniejna odwilżowej fali Października periodyki sięgały do obu utworów; "Panorama" drukowała w odcinkach "Głupców wierzących w poranek", a "Kulisy" fragmenty "Cmentarzy". Warto również dodać, że w kwietniu 1956, w trosce o kwiat pisarzy, z puli premiera Józefa Cyrankiewicza otrzymuje Hłasko mieszkanie z wyborem lokalizacji (decyduje się na Ochotę i ulicę Częstochowską, której jednak nie polubi), a w grudniu tegoż roku zostaje przyjęty w poczet członków Związku Literatów Polskich i zgłoszony do zagranicznego stypendium, które w roku nastopnym, w kwietniu, zostaje mu przyznane. Tyle że festiwal literacki i towarzyski Marka Hłaski dobiegał kresu i nie było w tym nic dziwnego, skoro Partia rozpoczynała nową ofensywę ideologiczną i dokręcanie obluzowanej Październikiem śruby. Odwilż przechodziła w przymrozek; "Po prostu" na rocznicę przemian, w październiku 1957 zostanie zlikwidowane, a nowe pismo "Europa" (miesięcznik kulturalny pod redakcją Jerzego Andrzejewskiego, z Hłaską w składzie kolegium) rozbite w trakcie układania czy drukowania pierwszego - listopadowego - numeru. Nie okazało się ono wystarczająco "socjalistyczne", jego program "liberalno-burżuazyjny" został obnażony i napiętnowany, a sam Gomułka miał się wyrazić, jak zwykle szczęśliwie, że tu "żadnej 'Europy' nie będzie".

    Hłasko, który dobrze wyczuwał tak pomyślne, jak przeciwne wiatry, zrozumiał, że nie ma na co czekać, że jego żywotne interesy są gdzie indziej. Tym bardziej że czekała go wieloletnia służba w łodzi podwodnej (miał wciąż nieuregulowane stosunki z wojskiem) i realna groźba odebrania paszportu. Jak sam napisze w "Pięknych dwudziestoletnich" - znalazł się na rozdrożu, dotknął krawędzi i życie domagało się radykalnych posunięć, ostrych decyzji:

    Nie mylił się, ale też nie wiedział, że zenit ma już za sobą i że druga część istnienia będzie taka burzliwa, chaotyczna i krótka. W każdym razie, w piątek 21 lutego 1958 roku, na lotnisku Okęcie - czy jak kto woli na Orly - skończył się polski, zaczął emigracyjny, ściślej: zagraniczny, okres w życiu i twórczości Marka Hłaski.

    Jak tylu przed nim zaczął od Paryża i wizyty u Giedroycia w Maisons-Laffitte, gdzie miał dom, wikt i żywotne interesy wydawnicze. Pierwotne zachwyty nad "cudownym dzieckiem", nad "skrzywdzonym i nieszczęśliwym chłopcem, który się zbuntował", ustępują miejsca rozczarowaniu i zniecierpliwieniu księcia redaktorów i jego domowej ekipy z Hertzami na czele. Hłasko, nie bacząc na okoliczności, staropolskim, warszawskim czy szoferskim obyczajem nadużywa gościnności, bawi się w gwiazdora z cyrku medialnego, któremu wolność i woda sodowa uderzyły do głowy. Z ujmującym wdziękiem, świadom własnej urody i czaru sprawdzonego wcześniej na kobietach, redaktorach i ich sekretarkach - robi, co chce. Udziela prowokujących wywiadów marnym i głupim, goniącym za sensacją piśmidłom francuskim, topi gotówkę z wydawanych i nagradzanych książek, obnosi się z panienkami i pije wódkę, najchętniej w rosyjskich knajpach. "Przyjechawszy do Paryża zachowywałem się jak ostatni idiota" - wyzna poniewczasie polski Dymitr Karamazow. Opowiadania, zwłaszcza izraelskie, w których Hłasko, "przekraczając ostatnią granicę wstydu", kreuje się na alfonsa rozprowadzającego "dziewczynki" (jak chociażby w "Opowiem wam o Esther") lub na męską prostytutkę, żigolaka żyjącego z bogatych kobiet (jak w "Drugim zabiciu psa"), są oczywiście fikcją literacką, ale mieszczącą się w jego ulubionej konwencji "prawdziwego zmyślenia".

    Coś musiało być na rzeczy; fantazja życiowa Marka była nieograniczona, a kreacje literackie bywały w jego "życiopisaniu" uwiarygodniane, aranżowane i "rozpoznawane bojem", często bardzo ryzykownym i kosztownym. Ostrą, krwistą literaturę "wyciskał" z życia, zdobywał na życiu, sprawdzał sobą, inkubował w sobie. Nie chciał, by szeleściła papierem; gotów był tracić dla niej zdrowie, pozycję życiową, godność... Imperatyw wiarygodnego opisu, naturalnego dialogu, prawdy psychologicznego behawioru był dlań kategoryczny i święty, wart każdej ceny. Bez tego trudno pojąć jakikolwiek sens i logikę jego awanturniczego życia, jego europejskiej, izraelskiej i amerykańskiej krzątaniny, mieszającej kraje, pejzaże, kobiety, normy, zwyczaje, zajęcia, kliniki psychiatryczne i więzienia, firmy wydawnicze, samochody, którymi ten "komunistyczny James Dean" się rozbijał, i samoloty, którymi latał nad Kalifornią. Bo jego życie pomiędzy 1958 a 1969 rokiem to gorączkowa, niecierpliwa gonitwa, na pozór chaotyczna i przypadkowa, ale początkowo organizowana przez meandryczne, zakończone niepowodzeniem zabiegi i starania o powrót do Kraju (Paryż, Berlin Zachodni, Tel Awiw), potem coraz bardziej bezładna, kapryśna, dyktowana depresją, nagłym impulsem, chęcią zobaczenia jakiejś twarzy (Janek Rojewski, Esther Steinbach), związania się z kobietą (Sonia Ziemann) czy przeciwnie, ucieczką od kobiety, od mieszczańskiej niewoli dobrobytu i nudy niemieckiej Gemütlichkeit (Sonia Ziemann, jej ojciec i brat). A pewnie też żyłką przygody i poznania nowych rejonów ziemi, zakamarków egzystencji czy zwyczajnym interesem (wydawnictwo Kiepenheuer und Witsch w Kolonii, Roman Polański w Holywoodzie, redaktor zachodnioniemieckiej telewizji ZDF Hans-Jürgen Bobermin w Wiesbaden). W tej gonitwie, kołowaniach i nawrotach, zejściach i rozstaniach, małżeństwach i rozwodach, w fabryce waty szklanej i hurtowni blachy, na budowie, przy mierniczej łacie i hutniczym piecu, w kabinie awionetki, nocnym lokalu i tanim, zawszonym hoteliku - Marek Hłasko tracił bezcenną energię młodości, legendarną witalność, odporność i upór, równowagę duchową, zuchwałość, humor, dobre samopoczucie i zdrowy sen (uzależniał się coraz bardziej od środków uspokajających i nasennych), bo "żyjąc, tracimy życie"; ale zyskiwał rzecz dla urodzonego, organicznego pisarza bezcenną: zapłaconą i zweryfikowaną życiem tematykę literacką.

    Szamotanina, którą sobie nieustannie fundował - we #francja, #wlochy, #szwajcaria, #anglia, #niemcy, #izrael ,czy w #usa - miała, moment terapeutyczny, zawierała czy wyzwalała kompensacyjno-obronny mechanizm, skoro przekładała się na żywiołową i regularną twórczość. Wciąż szukał, za czymś gonił, coś burzył i rozsadzał ten niespokojny duch przekory, przeczenia, buntu; prawdziwie heglowski duch negacji każdego dopiero co osiągniętego stanu. A z całej tej zawieruchy i krzątaniny jak z diabelskiego młyna sypały się nie wiadomo kiedy i jakim cudem poczęte, do tego w regularnych odstępach (przy całej niesystematyczności Marka!) nowe opowiadania i powieści, bez śladów pośpiechu i chaosu. Wypadały kształtne jasne perełki opowieści "polskich", "izraelskich" i "amerykańskich". Wystarczyła mu dekada, by pomijając drobniejsze kreacje, jak eseje o współczesnej kinematografii dla szwajcarskiego "Die Weltwoche", jak drukowane w "Kulturze" Giedroycia "Listy z Ameryki", opublikować długi szereg bynajmniej nie miniaturowych opowiadań i powieści, często wybitnych, tłumaczonych na wiele języków. Przypomnijmy ich tytuły: "Cmentarze", "Następny do raju" (Instytut Literacki, Paryż 1958), "Powiedz im, kim byłem" ("Kultura" 1961 nr 10), "W dzień śmierci Jego" ("Kultura" 1962 nr 5), "Stacja" ("Kultura" 1962 nr 12), "Opowiadania" (Instytut Literacki, Paryż 1963, to poszerzona o "Ósmy dzień tygodnia" i parę opowiadań emigracyjnych wersja debiutanckiego "Pierwszego kroku w chmurach" z 1956 roku), "Wszyscy byli odwróceni", "Brudne czyny" (Instytut Literacki, Paryż 1964), "Drugie zabicie psa" ("Kultura" 1965 nr 1-2), "Nawrócony w Jaffie", "Opowiem wam o Esther" (Polska Fundacja Kulturalna, Londyn 1966), "Sowa, córka piekarza" (Księgarnia Polska, Paryż 1968). Pośmiertnie ukazała się ukończona w 1969 roku "amerykańska" powieść Marka Hłaski "Palcie ryż każdego dnia", znana na Zachodzie pod tytułem "The Rice Burners".
    Osobne i niezwykle ważne miejsce zajmują w twórczości Hłaski "Piękni dwudziestoletni", tekst napisany w Maisons-Laffitte, publikowany na pniu w "Kulturze" (pierwsze fragmenty pod koniec 1965 roku, numery 11 i 12); w maju 1966 Instytut Literacki wydaje tę niezwykłą książkę, która na druk w kraju autora poczeka jeszcze ponad dwadzieścia lat, by wreszcie - ocenzurowana i z nie najmądrzejszym słowem wydawcy - ukazać się w "Czytelniku" w 1988 roku.

    W 1969 pogmatwana, burzliwa, a przecież literacko owocna droga Marka Hłaski dobiegła kresu. W nocy z 13 na 14 czerwca w Wiesbaden przy Hauberisserstrasse 26, w mieszkaniu wspomnianego już redaktora niemieckiej telewizji i scenarzysty filmowego Hansa-Jürgena Bobermina, w bliżej niewyjaśnionych okolicznościach trzydziestopięcioletni pisarz polski, od jedenastu lat na emigracji - zakończył życie. Bezpośrednią przyczyną zgonu, który nastąpił "pomiędzy godziną 1 w nocy a 8 rano", była zapaść wywołana połączeniem nadmiernej ilości środków nasennych z alkoholem. Tyle komunikat. Przyczyny pośrednie, wielorakie, całymi latami odkładające się w świadomości najczęściej nie bywają znane lekarzom pogotowia.

    #literatura #marekhlasko #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #ksiazki #czytajzwykopem
    pokaż całość

    •  

      @elady1989: Mam wrażenie, że do zakończenia życia przez Marka Hłaskę skłonił również nieszczęśliwy wypadek z 1968 roku, kiedy w wyniku pijackich wygłupów, przyczynił się do śmierci Krzysztofa Komedy.

    •  

      @kompocki: słyszałam o tym, tylko oni znali prawdę... i "To miała być impreza jakich wiele. Po tym gdy pewnego październikowego wieczoru w 1968 roku impreza u muzyka dobiegła końca i goście udali się do swoich domów, jemu jeszcze było mało. Komeda wraz ze swoim przyjacielem, scenarzystą Markiem Hłasko postanowił przejść się więc po okolicznych wzgórzach. W pewnym momencie między panami doszło do ostrej wymiany zdań. Hłasko, który był wtedy potężnym mężczyzną ważącym 120 kilo potrącił przez przypadek Komedę, a ten spadł z trzymetrowej skarpy. Wezwana karetka zabrała muzyka do szpitala, jednak badania nie wykazały wewnętrznych obrażeń. W związku z tym Komeda wrócił następnego dnia do domu. Niestety stan muzyka z dnia na dzień się pogarszał. Pewnego dnia stracił przytomność. Badania neurologiczne wykazały krwiaka mózgu będącego efektem spadnięcia ze skały..." pokaż całość

  •  

    Nawiązując do pytań mireszka @adriano30 o życie w #irlandia , postanowiłem odpowiedzieć w osobnym temacie, gdyż wiele jest do opowiadania. Wywód ten przygotowałem wspólnie z @PomidorovaLova

    Irlandia to kraj trzeciego świata. Ze wszystkich państw w jakich mieszkałem i pracowałem w ciągu ostatnich lat, a były to właśnie "Zielona Wyspa", #niemcy, #francja i #holandia - Irlandia prezentuje się stosunkowo najgorzej, przy czym Irlandia ma z resztą cywilizacji tylko jeden wspólny mianownik - zarobki w euro. Ale po kolei...

    Mieszkania

    Temat-rzeka. Nie ma czegoś takiego jak dobra jakość nieruchomości w Irlandii. Rynek jest tak dziko napompowany, że jak chcesz wynająć mieszkanie bądz pokój w dobrej lokalizacji, to bierzesz udział w castingu razem z 20 innymi osobami. Mieszkań jest mało, są one chujowe, grzyb jest WSZĘDZIE, bo Irlandczycy znająsię tak na budownictwie jak Hermann Göring na poprawnym wykorzystaniu Luftwaffe. Za przykład podam kawalerkę wynajmowaną przez mojego kolegę za 1500 euro w bloku zbudowanym w roku 2007 w Lucan (ok. 30 km od centrum Dublina) - w pewnym momencie zaczęło mu się ruszać okno we framudze. Po zdjęciu zawilgoconej płyty wokół okna okazało się że konstrukcja okna jest przyczepiona do ytongów tylko na dwie śruby i 10kg pianki montażowej.

    Pytasz o Cork? Moja dobra znajoma tam mieszka. Jest bardzo podobnie jak w przypadku Dublins, tyle że ceny mieszkań troche niższe, ale jakość także. W Cork panuje też trochę większa niechęć do przyjezdnych i gorzej z robotą. No chyba że jesteś Irlandczykiem...

    Świnie

    Trudno mi jednym słowem opisać Irlandczyków. Są to tacy trochę bardziej upośledzeni i głupsi Brytole. Na pierwszy ogień idzie fakt, że Irlandczyk po szkole średniej prezentuje zbliżony poziom intelektualny do Brytyjczyka w podstawówce. Są na pozór mili i uprzejmi, przy bliższym kontakcie wylewają się z nich jednak kompleksy. Typowy Irol nie może przełknąć faktu że nie jest Brytyjczykiem czy Amerykaninem. Zazwyczaj wychowany na wsi ucieka w bardzo młodym wieku do jakiegoś większego miasta szukać kawałka cywilizacji, a gdy w końcu przychodzi rozczarowanie bo widzi że jego kraj ma do zaoferowania jedną wielką chujnię, zaczyna obwiniać o ten stan rzeczy przyjezdnych i spierdala do Australii czy innej Kanady. Warto tu przytoczyć fakt że na całym świecie żyje ponad sto milionów Irlandczyków a w Irlandii tylko 3,5 miliona.

    Z Irlandczykami nie pogadasz o świecie, o historii, nie zaczerpniesz od nich jakiejś znaczącej wiedzy. Ich wiedza ogranicza się do tego co wynieśli ze szkoły która poziom ma zbliżony do prywatnych szkół kosmetologii dla karyn i sebiksów w Polsce. Niejednokrotnie spotkasz się z Irolami pracującymi na niższych stanowiskach którzy będą się do Ciebie uśmiechać, ale z tyłu głowy bedzie im siedziało pytanie na jak długo tu przyjechałeś i kiedy się wynosisz. To wrażenie możesz mieć także w Wlk. Brytanii ale w skali o wiele mniejszej.
    Jeżeli miałbym na koniec tego akapitu podsumować urodę tego śmiesznego narodu to o ile mężczyzni prezentują się jak typowe sebki spod bloku, to o kobietach nie ma co wspominać. #ladnapani da się zauważyć raz na pół roku.

    Upośledzenie umysłowe Iroli, poważna wada wymowy o zasięgu cywilizacyjnym oraz niski iloraz inteligencji może być wypadkową diety kartoflanej stosowanej przez nich...

    Jedzenie

    Nigdy tak zle nie jadałem jak wtedy gdy mieszkałem w Irlandii, a mieszkałem tam dwa lata. Przesolone mięso, ziemniaki bez smaku w 40 rodzajach, restauracje naprawdę CHUJOWEJ jakości (restauracje na jakie można się natknąć w mniejszych miejscowościach Irlandii dają tak słabs jedzenie, jakby były to odgrzewane w mikrofali gotowce z Tesco. Warto zauważyć przy tym, że w porównaniu do reszty Europy, jedzenie w Irlandii jest bardzo drogie (w Niemczech w dobrej restauracji za tą samą kwotę zjedzą 4 osoby co w Irlandii 2). Jedyną potrawą otoczoną w Irlandii świętym kultem jest irish breakfast, jednak trzeba nadmienić że zazwyczaj jest nieumiejętnie przygotowane.

    Słów parę o samych sklepach - chuja tam znajdziesz. Asortymenty Lidla czy Tesco są ograniczone. Irlandia bazuje na produktach lokalnych, więc produkowanych wewnątrz kraju. Bardzo mały wybór produktów w sklepach jest zauważalny gdy przekroczysz granicę z Irlandią Północną i nagle w sklepach masz wybór produktów odpowiadający normalnemu europejskiemu poziomowi. Ale żeby dojechać do Irlandii północnej musisz mieć samochód, a w tym temacie zaczyna się prawdziwy cyrk...

    Ubezpieczenia

    Ceny samochodów są stosunkowo niskie, ale i tak wysokie jak na środowisko kraju należącego niegdyś do Wspólnoty Brytyjskiej. Jednym z największych mankamentów są ubezpieczenia, których ceny są tak napompowane, że bez tysiaka na dzień dobry nie podchodz. Irlandczycy tłumaczą to efektem komplikacji jakie nastąpiły po kryzysie, który spowodowali 9 lat temu hulając na kredyt w porównywalnym stopniu co Grecy czy Hiszpanie. Jest to też efekt beznadziejnej jakości dróg w całym kraju. Zły stan nawierzchni przy akompaniamencie pagórkowatego charakteru terenu sprawia że poruszanie się samochodem jest po prostu niebezpieczne i bardzo łatwo o wypadek. A jak wypadek to i zaraz szpital...

    Koniowały

    Na własnym przykładzie mogę opowiedzieć, że gdy już chorowałem na chłoniaka, to lekarz pierwszego kontaktu do którego poszedłem zrobił mi badania krwi z których wywnioskował że mam... Gronkowca ! xD po 3 miesiącach zażywania antybiotyków, z węzłem chłonnym w kolanie wielkości mandarynki poszedłem do drugiego lekarza-irola, który za 50 euro powiedział mi że jestem po prostu znerwicowany. Dopiero kontakt z polską przychodnią, która potraktowała sprawę poważnie zakonczyła się skierowaniem na onkologię. Dlatego gdy zachorujesz tryb szukania polskiego lekarza włączaj natychmiastowo.

    O kontaktach z weterynarzami się nie wypowiadam bo w Irlandii nie można trzymać zwierząt w domach! :D porównując do takiej Holandii, gdzie każdy ma w domu psa czy kota, Irole na punkcie zwierząt są jeszcze w Cesarstwie Austro-Węgierskim. Dla nich zwierzę domowe to świnia albo krowa - je chętniej trzymają pod dachem.

    Czy mam do powiedzenia coś dobrego na temat Irlandii?

    Za pozytywną stronę tego zacofanego kraju można uznać atrakcje turystyczne. Hrabstwa Wicklow, Kerry, Mayo, półwyaep Donegal, stare miasta Cork, Galway... długo by wymieniać. Jest tam wiele do zobaczenia, a widoki czasem zapierają dech w piersi. Wszystko to jednak, pracując i mieszkając w Irlandii, można zwiedzić w przeciągu kilku miesięcy bo Irlandia jest malutka. Ale choćby jak pięknie tam nie było nic nie naprawi faktu, że Republika Irlandii jest po prostu krajem trzeciego świata - jest złym krajem, w którym życie jest uciążliwe i szybko staje się monotonne i nudne.

    Zaewentualne błędy przepraszam, bo pisałem na telefonie.

    #praca #emigracja #podroze #podrozujzwykopem
    pokaż całość

  •  

    Czy wiecie, że Paryż jest miastem mniejszym od Rzeszowa? Oczywiście nie pod względem liczby ludności (tu przewaga Paryża jest miażdżąca), ale pod względem wielkości zajmowanego obszaru - już tak.
    #ciekawostki #paryz #rzeszow #francja #polska #miasta

  •  

    "Francja za 100 lat" - niemiecki propagandowy plakat z lat 30 XX w.
    #francja #imigranci #europa

  •  

    Hajs wygrany w licytacjach w końcu trafił pod moje skrzydła. (ʘ‿ʘ) Rzadko zbieram używane banknoty, ale większość tych na zdjęciu kupiłem za bezcen, w porównaniu z ich wartością.

    Z góry na dół i od lewej do prawej:

    2 i 5 lir maltańskich (seria 1994)
    1000 rupii indyjskich (seria 1996-2006; najwyższy nominał w serii)
    ½ dinara tunezyjskiego (seria 1973)
    10 dinarów tunezyjskich (seria 1992-1997)
    500 franków francuskich (seria 1968-1997; najwyższy nominał w serii; wydanie 1973)
    200 i 250 lewów bułgarskich (seria 1929)
    500 lewów bułgarskich (seria 1942)

    #hajsymethelina #pieniadze #banknoty #historia #kupujzwykopem #20leciemiedzywojenne #2wojnaswiatowa #drugawojnaswiatowa #lata70 #lata90 #malta #indie #tunezja #francja #bulgaria
    pokaż całość

  •  

    Uprzejmi imigranci pomagają turystom przenieść ciężkie torby.
    #francja #flixbus #imigranci

    źródło: youtube.com

  •  

    #francja i #rosja dzisiejszej nocy przeprowadziły pierwszą wspólną akcję humanitarną przeznaczoną dla #syria
    O 3 w nocy rosyjski samolot wojskowy Antonov 124 wystartował z lotniska w Châteauroux i udał się do rosyjskiej bazy w Hmeinim. Na pokładzie znajdowało się 50 ton lekarstw i rzeczy pierwszej potrzeby (zakupione przez Francję za 400k euro). Pomoc przeznaczona jest dla 500 ciężko rannych i 15000 lekko rannych w mieście Ghouta pokaż całość

    źródło: rts.ch

  •  

    Widzę tak dużo "narzekaczy" na polskich grupach emigracyjnych (tu pewnie też się znajdą) jak to jest teraz źle, i w ogóle tragedia i bieda, i "to już nie to co kiedyś", i mase podobnych tekstów... Narzekanie jakby teraz gdziekolwiek na świecie rozdawali wypłaty za darmo. Dobrze ze znam i staram się obracać w towarzystwie ludzi którzy trzeźwo patrzą na sytuację i doceniają to jak jest bo bym zwariował, i najczęściej takie coś można słyszeć od ludzi którzy za tygodniowke kupują konsole ps4 pro z tv bo przecież kiedyś mógł to kupić za 3dni pracy a nie 5. Hitem są też komentarze że teraz żeby coś osiągnąć to trzeba mieć pomysł na siebie - pokażcie mi kraj w którym dorobisz się bez pomysłu to jutro tam lecę. Otagowałbym wszystkie kraje emigracyjne gdzie siedzą polacy bo w każdym z nich wg pewnych jednostek jest K. A. T. A. S. T. R. O. F. A a nie życie.
    Na własnej skórze - #irlandia
    #uk
    #holandia #niemcy #francja #wielkabrytania #dublin #usa #kanada #norwegia #dania #belgia #austria #emigracja #emigrujzwykopem

    pokaż spoiler Słowem jednym, jak chcesz się wyprowadzić z Polski, to polecam czym prędzej. Trochę gotówki, pozytywne nastawienie i można na prawdę w krótkim czasie podnieść sobie poziom życia.
    pokaż całość

    •  

      @dnasstorm: Operator ale moze od przyszlyszlego tygodnia koordynator. Zalezy jak mi rozmowa poszla ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      A czemu pytasz?

    •  

      @dnasstorm: Mysle ze brexit wplynie negatywnie na gospodarke, nie mam pojecia jak wplynie na rynek pracy ale nie wierze w te badania o "pozytywnym" wplywie nieograniczonej imigracji (najczesciej niskoplatnej) na rynek pracy, szczegolnie w kraju z tak latwym dostepem do "welfare" jak w UK.
      Podobno dostep do taniej sily roboczej wstrzymal konieczna mechanizacje/wzrost wydajnosci-zawsze byl z tym problem i UK jest w tyle za innymi krajami (DE, NL itp), rozkwitla natomiast gospodarka oparta na uslugach (niskoplatnych) i wzroscie cen domow.
      Jak to pozytywny wplyw moze miec przyjazd rodziny (2+2) z ojcem pracujacym za place w okolicach NMW, matka zostaje w domu opiekujac sie dziecmi (ile musiala by zarobic zeby oplacic opieke nad dziecmi), do tego wszelkie mozliwe dodatki (WTC, CTC, co tam jeszcze daja), council house dozywotni z opcja wykupu, opieka zdrowotna, edukacja dla wszystkich plus potencjalne state pension i to wszystko rownowazone jakimis smiesznymi podatkami i NI cotnr. z jednej malej pensji?, to sa coroczne tysiace/dziesiatki tys £ transferu na lata. W przypadku singli to cala budowlanka, kierowcy siedzaca na SE, ltd, placaca minimalne podatki i skladki.
      Oczywiscie lokalni maja dokladnie to samo, problem z nimi ze juz sa u siebie, nie mozna ich gdzies wysiedlic i maja prawa wyborcze:)
      Problem z UK byl taki ze ten dobrobyt przyslugiwal praktycznie od startu, NHS - dla rezydentow, nic nie trzeba placic, nawet lekarstwa/dentysta za darmo jak malo zarabiasz, roznego rodzaju dodatki - od reki, council house - council ma obowiazek opieki/nikt nie powinien wyladowac na ulicy, jak sa dzieci to cos musi sie znalezc bez wzgledu na koszty. Takie warunki sa dla autochonow (niestety) i musieli je stosowac tez dla imigrantow, nie ma roznicowania z puntu widzenia EU. Lajba zaczela tonac, austerity sie rozpoczelo i lokalni znalezli winnego, immigranci i mamy brexit.
      Zaostrzenie polityki (prawo do council house po 5 latach pobytu w rejonie, NHS po oplaceniu skladek, zasilki po dluzszym okresie placenia skladek itp) nie przeszloby lokalnych wyborow, dla nowoprzybylych nie mogli zaostrzyc przez EU i zrobila sie sytuacja bez wyjscia.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (41)

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #francja

0:0,0:1,0:0,0:0,0:0,0:1,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:1,0:0,1:1

Archiwum tagów