•  

    Najmniejszy szczegół

    Jan van Eyck

    W odległej Brugii, na smaganej deszczami równinie w zachodniej części Europy, artyści nie mogli oczywiście czerpać natchnienia z rzymskich ruin. Zresztą czy sztuka zawsze musi być współzawodnictwem z wielkimi dziełami przeszłości?
    - Witaj, przyjacielu. Wchodź, wchodź. - Giovanni Arnolfini wydawał się zadowolony z widoku gościa, choć miał dla niego niewiele czasu. - Jadę w podróż do Włoch. - powiedział. - Zajmuję się właśnie... nieważne, dość, że to duża rzecz. Dlatego sprawę portretu musimy załatwić jak najszybciej, mistrzu.
    - Zajęty z ciebie człowiek, Giovanni.
    Jan van Eyck znał dobrze tego kupca i jego zwyczaje. Obaj służyli Filipowi Dobremu, księciu Burgundii. Arystokrata lubił się otaczać najbardziej utalentowanymi muzykami, pisarzami i malarzami (takimi jak van Eyck). Arnolfini natomiast dostarczał na dwór książęcy rozmaite dobra - na przykład aksamity i jedwabie na ubiory dworzan, a także zamorskie towary.
    - A to co znowu? - Artysta wskazał owoc leżący na parapecie. - Teraz sprowadzasz pomarańcze?
    - Och, to tylko tak... nadarzyła się sposobność. Spróbuj. Pomarańcze były w Brugii niemal tak egzotyczne jak małpy i pawie. I bardzo drogie. Na van Eycku zrobiło to wrażenie. Przestąpił próg.
    - Mogę się rozejrzeć?
    Giovanni Arnolfini i jego młodziutka żona chcieli, by namalować ich portret w scenerii najbardziej eleganckiego pokoju w całym domu. To tutaj przyjmowali gości, tu też znajdowało się najbardziej wystawne łoże.
    "Znajdzie się parę przyjemnych dla oka drobiazgów" - ocenił malarz.
    Drogocenne zwierciadło z malowaną ramą, dywan perski, dobrej jakości szyby w oknach, mosiężny świecznik. A także szaty małżonków. Jako kupiec sukienny Arnolfini mógł zapewnić swojej żonie stroje, których pozazdrościłaby jej księżniczka. Na przykład tę suknię z gładkiego zielonego aksamitu obszytą gronostajem.
    - Ile to będzie kosztować? - zapytał gospodarz.
    Van Eyck zapisał jakąś kwotę w swoim szkicowniku i wyrwał stronę.
    - Hmmm. - Arnolfini podniósł brew. To była niemała suma, lecz kupiec słyszał, że książę Filip bardzo ceni van Eycka. Podniósł mu niedawno wynagrodzenie. Siedmiokrotnie!
    We Włoszech, w ojczyźnie Arnolfiniego, ludzie zawsze wychwalali pod niebiosa Giotta. Lecz, prawdę mówiąc, choć kupiec oglądał freski malarza z Vespignano w kaplicy w Padwie, większe wrażenie zrobił na nim Ołtarz gandawski van Eycka. Rzeczywiście, widz czuł się częścią sugestywnych scen malowanych przez Giotta, lecz to van Eyck zauważał dosłownie wszystko. Czy był to kolor skóry na kobiecym policzku, czy słoje w deskach podłogi, malarz poświecał tyle samo uwagi każdemu szczegółowi. Pracę zawsze zaczynał od skomplikowanych obrazków w szkicownikach - precyzyjnych jak małe klejnoty.
    Lecz to nie była tylko kwestia zamiłowania do szczegółu. Chodziło też o przeświadczenie, że można by wyciągnąć rękę i dotknąć każdej rzeczy na obrazach van Eycka. Artysta malował na deskach, nie zaś na tynkowanych ścianach, a używał najlepszych pędzli oraz specjalnej farby zmieszanej z olejem lnianym. Farba olejna schła znacznie dłużej niż ta używana do fresków. Dopiero kiedy pierwsza warstwa była dostatecznie sucha, van Eyck kładł na nią kolejny kolor, a potem jeszcze jeden - niekiedy pięć lub sześć cieniutkich warstewek farby.
    - Spójrz na dłoń swojej pani - powiedział malarz. - To nie jest jednolity kolor. Pod bielą widać przeświecający różany odcień, a sama skóra ma delikatny połysk...
    - Chcesz powiedzieć, że pocą mi się dłonie? - spytała młoda kobieta ze śmiechem.
    - Ależ skąd! To barwa życia. Podczas gdy... - Van Eyck rozejrzał się po pokoju. - Podczas gdy ten sandał na podłodze to tylko nudny, zwyczajny przedmiot.
    - Lepiej żeby na obrazie nie był nudny, skoro tyle płacę - prychnął Arnolfini.
    Van Eyck wzruszył ramionami.
    - Zobaczymy.
    Ukończenie portretu zajęło dużo czasu. Malarz zaczął od rysunku stojącej w pokoju pary. Potem wykonał bardziej szczegółowe szkice głów oraz niektórych przedmiotów - na przykład zwierciadła czy mosiężnego świecznika. Zanotował, jak padały cienie. A kiedy skończył pracę, pokój na portrecie wyglądał niczym w chwili, gdy drzwi się otworzyły i artysta zauważył własne odbicie w lustrze wiszącym na ścianie. Nad namalowanym zwierciadłem napisał: "Jan van Eyck był tutaj, 1434".
    W późniejszych latach, gdy Arnolfini spoglądał na obraz, przypomniał sobie tamten moment, jakby to było wczoraj. Ten zwariowany rozszczekany piesek, którego kupił dla żony w Gandawie, już od dawna nie żył. We włosach młodej wówczas kobiety - tak pięknej na portrecie - zaczęły pojawiać się srebrne nitki. Van Eyck natomiast poszedł w końcu na tę pielgrzymkę, o której ciągle mówił. Ludzie twierdzili, że to najlepszy malarz w historii, lepszy od wszystkich Włochów. A co do pomarańczy... cóż, sprzedawały się tak samo dobrze jak zawsze.

    Fragment książki "Gwiaździsta noc Vincenta i inne opowieści. Historia sztuki dla dzieci" autorstwa Michaela Birda z ilustracjami Kate Evans.

    #ksiazki #ksiazkidladzieci #czytajzwykopem #literatura #sztuka #historiasztuki #malarstwo #janvaneyck
    pokaż całość

    źródło: Jan van Eyck - Portret małżonków Arnolfinich.jpg

  •  

    Pod powierzchnią

    Leonardo da Vinci

    Leonardo da Vinci jest malarzem, rzeźbiarzem, architektem, muzykiem, inżynierem i wynalazcą (a to nie wszystkie jego talenty!). Rozsławił swe imię we Florencji, teraz jednak mieszka w Mediolanie, na dworze Ludwika Sforzy. To już ponad pięćdziesiąt lat, odkąd kopuła katedry florenckiej została ukończona. A niebawem włoski podróżnik Krzysztof Kolumb przepłynie Ocean Atlantycki. Jakieś to fascynujące - wyobrażać sobie krainy z zachodzącym słońcem - lecz Leonardo wie, że największe tajemnice kryją się znacznie bliżej... "Czy istnieje różnica - zastanawia się artysta i uczony - pomiędzy światłem słonecznym a światłem odbitym przez lustro? A jak właściwie ptaki utrzymują się w powietrzu?".
    Pytania. Odpowiedzi. Pomysły. Leonardo cały czas bazgrze w swoim notatniku. Powietrze płynie jak woda w rzece i niesie chmury, tak samo jak rzeka niesie wszystko, co utrzymuje się na powierzchni. Wiatr działa z taką samą siłą na ptaka jak hak na ciężar...
    - Leonardo! Leonardo! Proszę, potrzymaj Tota. Jest nieznośny!
    Prawie zapomniał. Młoda Cecylia Gallerani wróciła, aby mógł dalej malować jej portret. I wzięła ze sobą swoje ulubione zwierzątko. To mały ermellino, czyli gronostaj, którego podarował jej książę Ludwik.
    - A może umieścisz gronostaja na portrecie, Leonardo? - zasugerował książę.
    Łatwo powiedzieć. To stworzenie ani chwili nie usiedzi w jednym miejscu! Cecylia z trudem powstrzymuje śmiech.
    Leonardo niemal skończył malować twarz kobiety. Cała reszta postaci, do talii, jest na razie delikatnie zaznaczona węglem. Narysował Cecylię w zeszłym tygodniu - siedziała na tym samym krześle, tak samo słuchała służącego księcia grającego na lirze. Potem malarz wziął szpilkę i poprzekłuwał rysunek. Położył szkic na zagruntowanej desce i wtarł sproszkowany węgiel w dziurki.
    Cecylia jest taka urocza, taka mądra i - trudno zaprzeczyć - taka piękna. Leonardo wcale się nie dziwi, że książę obsypuje są egzotycznymi podarunkami. Wielu młodym kobietom przewróciłoby się od tego w głowie, ale Cecylia nie zadziera nosa. Przynosi swoje wiersze, żeby mu je pokazać. Mówi po łacinie jak profesor. I z łatwością przyswaja sobie grę na srebrnej lirze, dziwnym instrumencie w kształcie końskiej czaszki, który Leonardo przywiózł do Mediolanu.
    Malarz opuszcza pędzel, uważając, by farba olejna nie pobrudziła jego lśniących szat. Jest jednym z pierwszych włoskich artystów, którzy malują olejami jak niegdyś van Eyck. Lecz kiedy ta farba chlapnie ci na ubranie, nigdy już nie pozbędziesz się plamy.
    Mistrz chwyta gronostaja obiema rękami. Zwierzątko skręca się niczym wąż.
    - Spokój! - przemawia do niego surowo Leonardo, a wtedy stworzonko przestaje się wyrywać i patrzy na niego swoimi szalonymi oczkami. - Bądź grzeczny albo trafisz na stół do sekcji zwłok!
    - Signore, pozwól, że uwolnię cię od gronostaja. - Służący księcia odkłada lirę, bierze od malarza zwierzę i wkłada je do klatki.
    - Mogę wstać na chwilę? - Cecylia rozprostowuje ręce. - Wszędzie czuję mrówki!
    Leonardo marszczy brwi.
    - Mrówki? Jak sądzisz, co wywołało w tobie to wrażenie? Czy to mogą być mięśnie uciskające nerwy?
    - Na litość boską! - Cecylia lubi tego dziwnego artystę z Florencji. Lecz Leonardo jest taki poważny - a jeszcze ta śmieszna długa broda i krótka różowa tunika! - Mogę spojrzeć? - pyta dziewczyna, na co on się odsuwa, żeby zrobić jej miejsce. - Ach, więc tak mnie widzisz, mistrzu?
    - Nie - odpowiada z uśmiechem Leonardo. - To nie ja tak cię widzę. To ty tak wyglądasz, Cecylio.
    - Naprawdę? - Wydaje się zadowolona.
    Czy Leonardo też jest zadowolony ze swojego dzieła? Nie potrafi powiedzieć. Portret to coś więcej niż tylko twarz, która zawsze jest maską. Powinien pokazywać, dlaczego ktoś wygląda tak, a nie inaczej. I nagle malarzowi przypomina się makabryczny obraz. Niedawno przeprowadził sekcję zwłok młodej kobiety, która zmarła w połogu. Jakaż była piękna! Lecz pod jej skórą o barwie wosku odnalazł te same mięśnie i kości, jakie mają wszyscy, piękni i brzydcy, młodzi i starzy.
    Niektórzy krzywo na niego patrzą. To, że kroi zmarłych - ludzi, konie i inne zwierzęta - aby zobaczyć, co mają w środku, wydaje im się odrażające. Ale on tylko wzrusza ramionami. Wie, że artysta musi sięgać pod powierzchnię, jeśli chce namalować prawdę. A zresztą... Nawet jeśli zaczął już rozumieć, w jaki sposób pracują mięśnie twarzy Cecylii, kiedy dziewczyna się uśmiecha, czy jej uśmiech jest przez to mniej czarodziejski?
    Spogląda na swój obraz. Opuszką małego palca wciera odrobinę czerwonej farby w skórę dziewczyny z portretu. Wokół kości policzkowych. Tak. Właśnie tutaj.
    - Toto! - Nagle Cecylię ogarnia strach. - Gdzie jesteś?! Gdzie jesteś?!
    Leonardo patrzy w dół. Drewniana krata w klateczce została przegryziona. I nigdzie nie widać gronostaja.

    Fragment książki "Gwiaździsta noc Vincenta i inne opowieści. Historia sztuki dla dzieci" autorstwa Michaela Birda z ilustracjami Kate Evans.

    A obraz Dama z gronostajem należy do zbiorów Muzeum Narodowego w Krakowie. Taka #ciekawostka

    #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazkidladzieci #sztuka #historiasztuki #malarstwo #leonardodavinci
    pokaż całość

    źródło: Leonardo da Vinci - Dama z gronostajem.jpg

  •  

    Dziewczyna między światami

    Frida Kahlo

    To tylko blaszka. Nieduży prostokątny arkusik. Takich meksykańscy malarze używają do swoich retablos - czyli obrazków, w których dziękuje się Bogu lub świętym za doznane łaski.
    Frida Kahlo widziała, jak twórcy retablos pracują w swoich sklepikach. Malują ciągle te same postacie. Mają zręczne i cierpliwe ręce. Jezus otwiera ramiona, Maryja patrzy na Dzieciątko. Ci malarze nie zarabiają dużo, ale na pewno lubią chwilę, w której ktoś kupuje obrazek i jego twarz się rozjaśnia. To tak, jakby sam Jezus mu mówił: "Nie martw się. Dopóki masz retablo, będę tu, nic złego się nie wydarzy".
    Frida siedzi w łóżku z małą blaszką przed sobą i farbami na stoliku nocnym. Tylko gdy leży, czuje się dobrze. Gdy stoi, pojawia się ból. Gdy siada - także. Czasem ból się rozmywa, traci na intensywności... ale tego ranka jest źle. Pewnego dnia - miała wtedy osiemnaście lat - wsiadła do autobusu, tego samego co zwykle. Autobus zderzył się z tramwajem, Frida niemal straciła życie. Lekarze ją uratowali, lecz nigdy tak naprawdę nie odzyskała zdrowia.
    Właśnie wtedy zaczęła malować. Spędziła w łóżku całe miesiące. Sztuka pomagała jej zapomnieć o bólu. Kiedy Frida pracowała nad swoim autoportretem, to było jak układanie samej siebie, rozbitej na kawałki, od nowa. A przecież za każdym razem, na każdym autoportrecie, te kawałki układały się inaczej.
    "Kim jestem? - zadawała sobie pytanie. - Jestem tyloma różnymi Fridami. Która z nich to ta prawdziwa? Cóż, wszystkie one są na swój sposób prawdziwe".
    Malarka czasem lubi swoją twarz, a czasem nie może znieść jej widoku. Tych wielkich ciemnych oczu, z których można wszystko wyczytać, i grubych zrośniętych brwi.
    Dziś rano obudziła się z pomysłem na kolejny autoportret. Tym razem namaluje Fridę Kahlo w pięknej sukni, jakby była dziewczyną wybierającą się na bal. Z delikatnych muśnięć pędzla rozprowadzającego farbę po gładkiej blaszce wyłania się Frida w bladoróżowej sukience.
    - Jesteś Kopciuszkiem! - wykrzykuje jej mąż Diego, gdy przychodzi się pożegnać, a ona pokazuje mu obrazek.
    - Chciałabym! - odpowiada Frida. - Gdyby tylko mój książę został ze mną, zamiast ciągle uciekać.
    - Odpocznij. - Stoi gotowy do drogi, z walizką w ręku i w kapeluszu. - Zobaczymy się w przyszłym tygodniu.
    Diego Rivera to duży, przyciężkawy mężczyzna. Maluje ogromne murale na ścianach szkół, budynków rządowych, fabryk. W Meksyku wielu ludzi nadal nie potrafi czytać i uczy się historii swojej ojczyzny z obrazów Rivery. Na przykład tego, jak ważną rzeczą była meksykańska rewolucja. Rewolucjoniści obalili reżim, który prześladował swoich obywateli. Teraz rząd troszczy się o ludzi. Takie jest przesłanie murali Diega Rivery.
    Poproszono go, aby namalował murale również w Stanach Zjednoczonych. Gdy Frida poczuje się lepiej, dołączy do niego. Zna wielu Meksykanów, którzy marzą o wyjeździe. O tym, że znajdą w Stanach pracę w fabryce, kupią samochód, będą mieć w domu elektryczność zamiast lamp naftowych. Jej przyjaciele mówią:
    - Nasz kraj musi zacząć się modernizować! Żyjemy w przeszłości. Przyszłością są Stany Zjednoczone!
    Frida patrzy na swój obrazek i wyobraża sobie taką scenę:
    "W sukni Kopciuszka idę na bal, gdzie wszyscy tańczą w rytm pracujących maszyn. Dym z komina fabryki samochodów ma zapach pieniędzy".
    Dziewczyna w różowej sukni stoi plecami do fabryk i ich trujących wyziewów. Zwraca się ku ruinom azteckiej świątyni i szczątkom rzeźby przedstawiającej szkielet. A także ku dziwnym nagim bóstwom, dzikim kwiatom i kaktusom, które wyrastają z ziemi Meksyku. Oraz ku słońcu i księżycowi przedzielonym błyskawicą. Lecz kim jest ona, ta Frida - dziewczyna z meksykańską flagą i papierosem w dłoni?
    Po jednej stronie amerykańskie fabryki i drapacze chmur. Po drugiej stary jak świat Meksyk. Która szala przeważy? Co Frida w końcu wybierze? Dodaje do pomarańczowoczerwonej farby odrobinę żółtej i białej, aby namalować swój koralowy naszyjnik. Diego kupił go dla niej na targu.
    Och! Zupełnie jakby drut wbijał jej się w plecy. Frida bierze głęboki oddech. Policzyć do dziesięciu. Jeden, dwa, trzy...
    W lustrze po drugiej stronie pokoju widać siedzącą w łóżku młodą kobietę. Ta wymizerowana istota patrzy na Fridę, jakby mogła - niczym promień rentgenowski - przejrzeć ją na wylot. Zajrzeć jej w duszę, w kości, w tajemnice. Malarka odkłada pędzel.
    - Rozchmurz się, moja droga - mówi cicho.
    Interesująca dziewczyna w lustrze odwzajemnia jej uśmiech. Rozumie.

    Fragment książki "Gwiaździsta noc Vincenta i inne opowieści. Historia sztuki dla dzieci" autorstwa Michaela Birda z ilustracjami Kate Evans.

    #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazkidladzieci #malarstwo #sztuka #historiasztuki #fridakahlo
    pokaż całość

    źródło: Frida Kahlo Autoportret na granicy między Meksykiem a Stanami Zjednoczonymi.jpg

  •  

    Skały, kamienie, drzewa

    Caspar David Friedrich

    Oczywiście. Weź sobie, który tylko chcesz! - Twarz Caspara Davida Friedricha rozjaśnia uśmiech. To już czwarty albo piąty raz w tym tygodniu, kiedy Else, mała córeczka sąsiada, puka do drzwi pracowni. Niezmiennie z tą samą prośbą.
    - Proszę pana... Mogę popatrzeć na szpice?
    - Na szkice - poprawia ją.
    Else lubi rysunki ze zwierzętami. A on zawsze pozwala jej zabrać któryś do domu. Wczoraj wzięła obrazek z pajęczyną. Ale tego ranka malarz ma dla niej jedynie górę kamieni z koślawym drzewem i żałośnie wyglądającą wronę na gałęzi. Dziewczynka się rozpromienia.
    "Dzieci rozumieją życie lepiej niż my - myśli Friedrich, kiedy Else wychodzi. Patrzą na rzeczy własnymi oczami. Jeszcze ich nie nauczono, co lubić, a czego nie lubić. Ciekawe, co Else robi z moimi szkicami? Pewnie wymyśla do nich historyjki. Dawno, dawno temu była sobie mądra stara wrona...".
    Malarz wraca do obrazu na sztaludze. Płótno przedstawia spoglądającego w dal mężczyznę na szczycie góry. Ten pomysł przyszedł do niego we śnie. Gdy tylko Caspar się obudził, zrobił mały rysunek w szkicowniku, który zawsze trzyma przy łóżku. Potem skopiował całość na płótnie, bardzo delikatnie, tuszem. Ta wersja będzie się jeszcze zmieniać. Lecz to nadal widok, który ujrzał w marzeniu sennym.
    - Musicie najpierw zobaczyć obraz we własnej duszy, dopiero potem oczami - mówi malarz do przyjaciół.
    Pracownia Friedricha to pusty pokój w domu na obrzeżu Drezna. Gołe deski, gołe ściany, okno, krzesło, sztaluga. Nic więcej... nie licząc szkiców rozrzuconych po podłodze. Większość z nich wykonał podczas wędrówki po górach na wschód od Drezna. Przydadzą mu się do nowego obrazu, przywołują zarysy kamienistych zboczy i szczytów z piaskowca. Tak, widzi pejzaż bardzo wyraźnie, fantastyczne kształty skał poszarpanych przez wiatr i deszcz. Jedna z nich przypominała niedźwiedzia. Inna profil ludzkiej twarzy z dużym nosem i podbródkiem.
    Postać na obrazie to on sam. Takim się widział we śnie. Miał na sobie swój najlepszy płaszcz z aksamitu, nie stare, znoszone ubrania do chodzenia po górach. A przecież nie był na przyjęciu ani weselu. Był sam pod chmurami. Do malowania włosów, rozwiewanych przez wiatr, Friedrich używa bardzo cienkiego pędzla. Czuje, jak gdyby wyszedł poza samego siebie. O czym myśli ta postać, kiedy spogląda w dal? Malarz powinien wiedzieć. A jednak... a jednak nie umie ubrać myśli w słowa. To jakby wyciągnąć rękę i próbować dotknąć horyzontu!
    Pewnego razu, gdy Friedrich chodził po górach z Franzem, swoim kolegą ze szkoły i towarzyszem pieszych wycieczek, spędzili noc w zajeździe. Kiedy się obudzili, szara mgła napierała na okna. Nic nie widzieli, lecz wyruszyli tak czy inaczej, leśną ścieżką, która wiodła pod górę. Zimna mgła lgnęła do gałęzi. Jedynym dającym się słyszeć dźwiękiem był odgłos pękania gałązek pod stopami. Wreszcie wyszli na otartą przestrzeń. Mgła falowała wokół nich, raz rzadsza, raz gęstsza, jakby próbowało się przez nią przebić słońce. Aż nagle powietrze stało się przejrzyste. Przez chwilę żaden z nich nic nie mówił.
    - Zupełnie jakbyśmy byli królami świata! - odezwał się w końcu Franz.
    - Ja nie czuję się jak król - odparł w zamyśleniu Friedrich. - Czuję się tak, jakbyśmy byli jedynymi żyjącymi ludźmi. Jesteśmy tylko my i... - Rozejrzał się wokół. Z każdej strony wyłaniały się stromizny skał. Gdzieś w oddali szare góry zlewały się w jedno z bladym niebem. - I Dusza Natury.
    - Hmm. - Franz przykląkł i zaczął przetrząsać swój plecak. - Tylko mi nie mów, że zapomnieliśmy chleba i sera. Umieram z głodu!
    Friedrich pamięta tamten poranek. To, jak wyszedł z mgły i stanął w słońcu. Miał wrażenie, że ogląda świat po raz pierwszy. Na pewno łatwiej poczuć się w ten sposób na szczycie górskim niż w pracowni malarza. Ale gdzie schował rysunek skały, która wyglądała jak twarz? Nie może go nigdzie znaleźć. Ach tak! Obrazek musiała zabrać Else.
    - Powiedz - mówi Caspar dzień później, gdy dziewczynka wyściubia nos zza drzwi. - Co tak naprawdę robisz z moimi szkicami? Wymyślasz do nich historyjki?
    - Skądże znowu, proszę pana! - Widać, że taka myśl nawet nie postała w jej głowie. - Zawijam w nie zabawki!

    Fragment książki "Gwiaździsta noc Vincenta i inne opowieści. Historia sztuki dla dzieci" autorstwa Michaela Birda z ilustracjami Kate Evans.

    #ksiazki #ksiazkidladzieci #czytajzwykopem #malarstwo #sztuka #historiasztuki #ksiazkidladzieci #caspardavidfriedrich
    pokaż całość

    źródło: Caspar-David-Friedrich-Wedrowiec-nad-morzem-mgly.jpg

  •  

    Kłamstwo, które mówi prawdę

    Pablo Picasso

    Był kwiecień 1937 roku. Jadłam śniadanie z Pablem w ogródku kawiarnianym. Mężczyzna przy stoliku obok nachylił się nad blatem, wyciągając rękę z egzemplarzem "Timesa".
    - Czytaliście już? To straszne, co stało się w Hiszpanii! - powiedział po angielsku, pokazując nam artykuł.
    - Co on mówi? - Picasso nie znał angielskiego, lecz usłyszał słowo "Hiszpania".
    Każdego dnia dowiadywaliśmy się czegoś nowego na temat wojny domowej, która wybuchła przed rokiem w ojczyźnie Picassa, kiedy armia generała Franco zwróciła się przeciwko rządowi. Pablo był bezpieczny w Paryżu, ale w Hiszpanii zostało wielu jego przyjaciół. W Barcelonie - mieście, w którym studiował w Akademii Sztuk Pięknych - miały miejsce zacięte walki.
    Sięgnęłam po gazetę. Zaczęłam tłumaczyć artykuł z angielskiego, starając się to robić jak najlepiej. Przed dwoma dniami miasteczko Guernica w północnej Hiszpanii zostało zbombardowane. Reporter widział zgliszcza na własne oczy.
    - Guernicę zniszczono z powietrza - tłumaczyłam powoli. - Bomby zapalające i burzące zrzucano przez trzy godziny. Myśliwce leciały nisko, piloci strzelali do ludzi, którzy szukali schronienia. Wśród ofiar są kobiety i dzieci.
    Co właściwie się stało? Według dziennikarza "Timesa" generał Franco - korzystając z sił powietrznych swojego sojusznika Hitlera - chciał wypróbować nowy rodzaj broni i taktyki wojennej.
    W drodze powrotnej do pracowni Pablo milczał. Wiedziałam, że myśli o Guernice, wyobraża sobie wybuchy, przerażenie ludzi. Czuł palący gniew. Co jednak mógł uczynić?
    W tamtym czasie Picasso był już najsłynniejszym żyjącym malarzem. Wszyscy chcieli oglądać jego obrazy. Hiszpański rząd zamówił u niego mural do swojego pawilonu na Wystawie Światowej, która wkrótce miała zostać otwarta w Paryżu. Rządzący wierzyli, że dzięki dziełom Picassa i innych sławnych artystów ludzie uświadomią sobie, jak straszliwe cierpienia spowodowała wojna domowa.
    Gdy tylko dobiegły nas wieści o Guernice, Pablo wiedział już, co namaluje. Chciał stworzyć obraz tak wstrząsający, tak hipnotyzujący, aby nikt nie mógł się uwolnić spod jego wpływu. Świat nigdy więcej nie powie: "Tak naprawdę nie wiemy, co się dzieje w Hiszpanii. Zresztą to nie nasza sprawa, prawda?". To, co spotkało Guernicę, wzbudzi takie przerażenie, że - w ten lub inny sposób - rozlew krwi zostanie zatrzymany.
    Picasso zdecydował się ostatecznie na obraz olejny, nie mural. Rozciągnął ogromne płótno w swojej pracowni - sięgało od ściany do ściany, od podłogi aż po sufit. Miało ponad trzy metry wysokości i ponad siedem metrów szerokości. Wydawało się niepodobieństwem, aby jeden człowiek ukończył tych rozmiarów obraz na Wystawę Światową, którą otwierano już za miesiąc.
    Była wiosna, najpiękniejsza pora roku w Paryżu. W progu pracowni artysty zaczynał się jednak inny świat. Picasso nieprzerwanie malował - jak człowiek opętany. Najpierw robił szkice, nieustannie zmieniając kompozycję postaci. Potem zaznaczył na płótnie kontury i przystąpił do właściwej pracy. Nie używał żadnych żywych kolorów - tylko czerni, bieli i różnych odcieni szarości. Wciąż chodził w górę i w dół po drabinie. Pośrodku płótna namalował łeb rżącego z bólu konia. Po lewej byka i kobietę przyciskającą do piersi martwe dziecko. Na ziemi leżał ranny mężczyzna. Krzyczące głowy wyłaniały się z mroku niczym zjawy.
    Czasem Picasso prosił:
    - Dora, mogłabyś mi pomóc? Tutaj, w rogu.
    Spełniałam te życzenia, lecz przez większość czasu patrzyłam. Przyniosłam aparat i fotografowałam go podczas pracy. Wciąż coś zmieniał, nigdy nie był zadowolony. Oślepiające słońce stało się żarówką. Łeb rżącego konia został przesunięty dużo wyżej. Niekiedy Pablo stał odwrócony do mnie plecami, czułam jego nieludzkie wręcz skupienie. Przy tak ogromnym dziele miałoby co robić dziesięciu malarzy, lecz tu był tylko on, Picasso, i sam nad wszystkim panował.
    Kiedy obraz został ukończony, w żadnym razie nie przypominał fotografii wojennej ze zniszczonymi przez bomby domami i ciałami na ulicach. Krzyczące, rozczłonkowane postacie i połamane kształty chwyciły mnie za gardło.
    - Co tu robi ten byk? - zapytałam Picassa. - Czyja ręka trzyma tę lampę?
    On jednak nigdy nie odpowiadał wprost na takie pytania.
    - Powinnaś już to wiedzieć, Dora - odparł. - Sztuka jest kłamstwem, które mówi prawdę.
    Niedługo później ujrzałam "Guernicę" w hiszpańskim pawilonie na Wystawie Światowej. Wywarła na mnie jeszcze większe wrażenie niż w pracowni. Pomyślałam o tym, jak łatwo przychodzi pilotowi otworzyć luk samolotu i zrzucić bombę na bezbronnych ludzi gdzieś daleko w dole. Lecz kto jest zdolny namalować taki obraz? Tak mroczną, gwałtowną eksplozję gniewu i żalu? Tylko on. Picasso!

    Fragment książki "Gwiaździsta noc Vincenta i inne opowieści. Historia sztuki dla dzieci" autorstwa Michaela Birda z ilustracjami Kate Evans.

    #ksiazki #ksiazkidladzieci #sztuka #historiasztuki #czytajzwykopem #malarstwo #picasso #pablopicasso
    pokaż całość

    źródło: Pablo Picasso_Guernica.jpg

  •  

    Gwiaździsta noc Vincenta

    Vincent van Gogh

    Ktoś puka do drzwi. Rozlega się głos pielęgniarki.
    - Już czas iść spać, panie van Gogh.
    - Jeszcze chwila! - woła malarz. - Kończę list do brata.
    Kroki pielęgniarki cichną w korytarzu.
    W pokoju obok jakiś pacjent wrzeszczy i wali pięścią w ścianę. Szpital psychiatryczny to nie jest ciche miejsce, a Vincent van Gogh potrzebuje spokoju. Spokoju! Lecz przynajmniej może pracować. Pielęgniarki i lekarze okazują mu życzliwość. Zachęcają go do malowania. Artysta czuje, że tylko sztuka nie pozwala mu popaść w szaleństwo.
    Odkłada pióro. Jest taki śpiący! Dziś obudził się przed wschodem słońca. Wstał z łóżka i podszedł do okna. Ujrzał wielki cienisty cyprys, księżyc płynący wysoko przez noc i wciąż jeszcze rozgwieżdżone niebo. Od gór wiał wiatr. Drzewo, przyginane gwałtownymi podmuchami, wyglądało jak żywa istota. Lekkie obłoki gnały po niebie. Cóż go powstrzymywało przed znalezieniem się tam wysoko? Patrząc w górę, van Gogh czuł się bliżej gwiazd niż desek podłogi. Czuł się bliżej przeszłości niż teraźniejszości. A tam w dole, czy to mógł by kościółek z jego rodzinnej wioski w Holandii? Nie - niepodobna. To była Francja. To była teraźniejszość. Gwiazdy niczym myśli tłukły mu się po głowie.
    "Co ja zrobiłem ze swoim życiem?" - myśli van Gogh. - Mam trzydzieści sześć lat, mieszkam w szpitalu psychiatrycznym, maluję obrazy, których nikt nie chce kupować. Pogrążam się coraz bardziej".
    Pierwszą pracę dostał u handlarza dziełami sztuki, ale został z niej wyrzucony. Był także kaznodzieją - wszystko, co miał, oddał biednym. Tego zajęcia również nie zdołał utrzymać. Aż wreszcie, całkiem niedawno temu, olśniło go - jego przeznaczeniem jest malarstwo!
    Martwił się, że niczego w tej dziedzinie nie osiągnie. Tylu rzeczy jeszcze nie potrafił. Ale najlepszym miejscem do nauki był Paryż. Musiał pojechać do Francji!
    Z początku malował, używając brązów, szarości i matowych, zgaszonych zieleni, jak gdyby nigdy nie świeciło słońce i nikt nie był szczęśliwy. W Paryżu jednak nastąpił przełom. Żywe kolory impresjonistów wpłynęły na jego nastrój. Był jeszcze Seurat - van Gogh uwielbiał jego technikę. Kolory wzbudzały różne uczucia, a zatem - być może - jeśli posłuży się nimi w określony sposób, wywoła w patrzących na jego obrazy te lub inne emocje? Da ludziom radość, spokój, nadzieję... Malarz wnikliwie studiował metodę Seurata.
    Oczarowanie van Gogha Paryżem było bezbrzeżne - spotkania z innymi malarzami, odkrywanie nowych nurtów w sztuce, niestrudzona praca nad własnymi obrazami, przesiadywanie w kawiarniach. Artysta pragnął, aby jego twórczość została zauważona, lecz gdy patrzył w lustro, napotykał spojrzenie zaniedbanego, wynędzniałego mężczyzny bez grosza przy duszy. Nie, Paryż to jednak nie było to. Musiał stąd wyjechać.
    Van Gogha urzekły japońskie drzeworyty, grafiki, które oglądał w sklepach i galeriach. Artyści tacy jak Hokusai malowali codzienne życie, używając nasyconych, głębokich barw. Gdyby tylko mógł popłynąć do Japonii! Lecz na taką podróż nie było go stać. Cóż, jeśli nie Japonia, w takim razie południe Francji. W lutym 1888 roku wsiadł w pociąg do Arles.
    Przyszła wiosna, a potem lato. Wokół miasteczka kwitły drzewa migdałowe. Van Gogh jak dzień długi rysował i malował w plenerze. Pracował szybko, nie nakładał na płótno odrobiny koloru niczym Seurat, posługiwał się pędzlem dużo bardziej impulsywnie, gwałtowniej. Gdyż tak właśnie się czuł, kiedy patrzył na pola słoneczników, z ich wysokimi mięsistymi łodygami i płonącymi żółtymi łebkami. Był taki niecierpliwy, podniecony! Kiedy patrzył na oślepiające, jaskrawe żółcienie... nie, nie znajdował słów. Ale mógł spróbować namalować to uczucie.
    Czasem brakowało mu przyjaciół malarzy. Chciał, by przyjechał do Arles Paul Gauguin, inny ubogi artysta, którego poznał w Paryżu. Miał już dla niego pokój, powiesił na wszystkich ścianach swoje słoneczniki, aby i jego przyjaciel mógł zanurzyć się w żółcieniach. A co potem? Będą malować ramię w ramię. Jeden dla drugiego będzie inspiracją.
    Przez jakiś czas wszystko szło dobrze. Lecz Gauguin był dumnym i trudnym człowiekiem. Nie najlepszym przyjacielem dla van Gogha. Zaczęli zaciekle się kłócić. Pewnej zimowej nocy, po szczególnie zażartym starciu, Vincent w ogromnym wzburzeniu odciął sobie brzytwą kawałek lewego ucha.
    "Wystarczy" - pomyślał Gauguin i wyjechał z Arles.
    Van Gogh znów był sam. Bał się. Nie wiedział, do czego jeszcze jest zdolny. Na swoje własne życzenie został zamknięty w szpitalu psychiatrycznym. Tak, tak będzie najlepiej. Lekarze nie pozwolą, by zrobił coś głupiego...
    Jest zbyt zmęczony, żeby dokończyć list. Próbował opisać bratu, co poczuł wtedy w nocy, pod gwiazdami. Lecz słowa - nie, one nic nie mogą. Jutro musi ją namalować. Namaluje gwiaździstą noc.

    Fragment książki "Gwiaździsta noc Vincenta i inne opowieści. Historia sztuki dla dzieci" autorstwa Michaela Birda z ilustracjami Kate Evans.

    #ksiazki #ksiazkidladzieci #sztuka #historiasztuki #czytajzwykopem #malarstwo #vangogh
    pokaż całość

    źródło: https_%2F%2Fciekawe.org%2Fwp-content%2Fuploads%2F2015%2F05%2Foriginal.jpg

  •  

    W listopadzie zapisałem młodego lvl 3 do biblioteki miejskiej i to był strzał w 10. Aktualnie korzystamy z trzech filii i mamy w domu 30 książek, które wymieniamy po ok. miesiącu. Sami mamy dość bogatą biblioteczkę książek dziecięcych, ale fajnych pozycji jest tyle, że wszystkiego byśmy nie pomieścili i kupili. Zachęcam i polecam zapisać siebie i maluchy do biblioteki.

    Wrzucę w tag #ksiazeczki kilka pozycji, które nam się spodobały. Może ktoś skorzysta, albo jako prezent, albo dla swoich dzieci.

    #ksiazeczki 1.

    Wiewiórki, które nie chciały się dzielić

    http://www.zielonasowa.pl/wiewiorki-ktore-nie-chcialy-sie-dzielic.html

    #tatacontent #ksiazkidladzieci #ksiazki #dzieci
    pokaż całość

    źródło: image.ceneostatic.pl

  •  

    No nie wiem jak to się stało, że za dzieciaka ta książka nie wpadła mi w ręce. No ale kiedyś trzeba :)
    Kiedy jak nie dzisiaj, w końcu od 9 pada, a co innego można robić w taką pogodę samej w namiocie prócz czytania/rozwiazywania krzyżówek (to nie jest pytanie ( ͡° ͜ʖ ͡°) ).
    Książka zacna :) Nawet łezkę uroniłam.
    #czytajzwykopem #ksiazkidladzieci

    źródło: 20180702_140037.jpg

    +: kiera1, L....n +6 innych
  •  

    Wczoraj był światowy dzień #ksiazki dziecięcej. Zobaczcie co sie czyta dla #dzieci się w #europa

    Kevade by Oskar Luts for Esthonia

    Harry Potter and the Philosopher's Stone for Great Britain

    Pippi Longstocking by Astrid Lindgren for Sweden

    Le Avventure di Pinocchio by Carlo Collodi for Italy

    Le Petit Prince by Antoine de Saint-Exupéry for France

    The Never-Ending Story by Ende for Germany

    Heidi by Spyri for Switzerland

    Orlovi Rano Lete by Branco Copic for Serbia

    Toreadors from Vasyukivka by Nestayko for Ukraine

    The Adventures of Tin Tin by Hergé for Belgium

    Fada Oriana by Sophia de Mello Breyner Andresen for Portugal

    Platero y yo by Jiménez for Spain

    Mangas by Penelope Delta for Greece

    Kake Make by Lina Zutaute for Lithuania

    The Tale of Tsar Saltan by Alexander Sergeevich Pushkin for Russia

    Tüskevár by István Fekete for Hungary

    Amintiri din Copilarie by Ion Creanga for Romania

    Cufoja dhe Bubi Kacurrel by Gaqo Bushaka for Albania

    Pabbi Professor by Gunnar Helgason for Iceland

    Jip en Janneke by Anne MG Shmidt for the Netherlands

    The Moonmins by Tove Jansson for Finland

    Akademia Pana Kleska by Jan Brzechwa for Poland

    Slovenské Rozprávky by Pavol Dobšinský for Slovakia

    Artemis Fowl and the Time Paradox by Eoin Colfer for Ireland

    Den grimme ælling by Andersen for Denmark

    Mrs Pepperpot Stories by Alf Prøysen for Norway

    Čudnovate zgode šegrta Hlapića by Ivana Brlić Mažuranić for Croatia

    Geschichten vom Franz by Christine Nöstlinger for Austria

    #ksiazkidladzieci #czytajzwykopem #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: 111111.png

  •  

    Szanowni mircy #rodzice chciałbym Wam serdecznie polecić książki z serii "ulica Czereśniowa". Wspaniała zabawa z dziećmi. Obrazki pełne życia i szczegółów. Można bawić się w szukanie elementów, a całość jest opracowana tak, że "losy" postaci są kontynuowane na kolejnych kartach, a co więcej w kolejnych tomach: wiosna, lato, jesień, zima, noc.

    Z tgo co widziałem to część "Lato na ulicy Czereśniowej" jest teraz w Lidlu.

    #dzieci #ksiazki #wychowanie #ksiazkidladzieci #ksiazkipelneszczegolow
    pokaż całość

    źródło: wydawnictwodwiesiostry.pl

  •  

    4 859 - 2 = 4 857

    Tytuł: Pszczoły
    Autor: Piotr Socha
    Gatunek: edukacja
    ★★★★★★★★★★

    Genialna, po prostu genialna! Czytałem z rozdziawioną gębą. Moja córka była zafascynowana ilustracjami, które - przy ogromnym formacie tej książki - są intrygujące i imponujące. Mnie z kolei rozbroiła liczba upakowanych tu ciekawostek.

    Tytuł: Niezwyciężony
    Autor: Stanisław Lem
    Gatunek: science fiction
    ★★★★★★★★☆☆

    Ten dziwny uczuć, kiedy z jednej strony wiesz, że czytałeś i pamięć podpsuwa ci po trochu zabawę, a z drugiej skleroza nie pozwala sobie przypomnieć wszystkiego raz i porządnie, przez co musisz jednak czytać dalej... ;)

    #ksiazki #pszczoly #pszczelarstwo #dladzieci #ksiazkidladzieci #sf #scifi #sciencefiction #lem #bookmeter

    Wpis został dodany za pomocą skryptu do odejmowania

    pokaż spoiler Dzięki niemu unika się błędów w działaniach
    Pobierany jest zawsze ostatni wynik
    pokaż całość

    źródło: pszczoly-b,big,601874.jpg

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów