•  

    160453 - 350 = 160103

    Niedzielna wyrypa nad Jezioro Czorsztyńskie.

    Start chwilę przed 6.00. Pomimo porannych mgieł było dosyć ciepło i szybko musiałem zdejmować Ultralighta. Jak to zwykle u mnie bywa przy okazji takich tras, lubię zacząć od Przegibka. Na zaporze w Tresnej mała przerwa na naleśnika z serem. Druga na Orlenie w Stryszawie, bo dwa następne podjazdy, czyli Przysłop i Krowiarki chciałem zrobić bez żadnych postojów.

    Przysłop od zeszłego roku ma nowy asfalt po obu stronach, więc podjeżdża się rewelacyjnie, a zjeżdża wręcz bajecznie. Wcześniej trzeba było tam bardzo uważać, bo ilością dziur mógł z tą drogą konkurować jedynie ser szwajcarski.
    Bardzo miło zaskoczyły Krowiarki, które również dostały nową nawierzchnię na długości ok. 5 km, aż do samej przełęczy. Będę musiał sobie tam kiedyś przyjechać tylko po to, żeby zjechać w stronę Zawoi.

    W Jabłonce popas na Orlenie i głównie bocznymi drogami jadę w kierunku Niedzicy. Teren wokół Jez. Czorsztyńskiego dosyć mocno pofałdowany, co trochę mnie zaskoczyło, bo mając Krowiarki na profilu przewyższeń wszystko inne wygląda, jak zmarszczki.
    No to jestem na zaporze w Niedzicy. Oczywiście tłum ludzi, więc tylko parę fotek i jadę do Czorsztyna. Zamek tamże okazuje się jednak sporym rozczarowaniem. Ot, ruiny.

    Już bez żadnego zwiedzania kieruję się do McD w Nowym Targu, co by podładować baterie na resztę trasy powrotnej. A wracało się więcej niż dobrze, bo wiaterek w plecy i mimo że było jeszcze kilka mniejszych górek, to trasa generalnie cały czas z tendencją w dół. W Jordanowie wjeżdżam na DK28 i lecę nią aż do Wadowic. Spodziewałem się większego ruchu, ale nie było tak źle.

    W mieście papieża jeszcze tankowanie do bidonu na stacji. Przy okazji wypiłem kawę i zjadłem coś słodkiego. Tak na wszelki wypadek, żeby nie zabrakło sił na ostatniej prostej. Musiałem zdążyć przed nocą, bo urwała mi się gumka do mocowania latarki, a nie chciało mi się jej wieźć w ręce.

    Udało się wrócić kwadrans przed 21.00. Przy samym domu dokręciłem kilkanaście metrów do brakujących 4 tysięcy w górę, bo nie dawałoby mi spokoju, gdybym to zostawił ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #przegibekzawszespoko #100km #200km #300km (nr 8)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Czorsztyn.jpg

  •  

    178362 - 302 - 318 - 323 = 177419

    Trzydniowa miniwyprawa po zdjęcie z przystankiem.

    Jeśli ktoś nie wie, o co chodzi, to już tłumaczę. Jako pierwszy zdjęcie z rzeczonym wrzucił w swoim wpisie @scratcher (tutaj), później @SnikerS89 (tutaj), @fenter (tutaj) i @edicsson (tutaj), a w zeszłym tygodniu jeszcze @rdza (tutaj).
    Tak się złożyło, że pod wpisem @edicsson o lokalizację tej mazowieckiej atrakcji zapytał @radoslaw-szalkowski. Od słowa do słowa i wyszedł nam mały mirkozlot ;)

    Sobota- Trasa do Lodzi, a przy okazji małe gminobranie. Wyjazd o 5.30 z kolegą Piotrkiem, który wcześniej jechał też z nami w Boże Ciało do Warszawy. Najpierw kierujemy się w stronę Olkusza, a później dobrze znanymi drogami na północ przez Jurę Krakowsko-Częstochowską.
    Przed Koniecpolem odbijamy na płn-zach, bo tam też zaczynają mi się pierwsze, białe plamy na gminnej mapie Polski. W Radomsku hot-dog na Orlenie, tankowanie bidonów i można jechać dalej. A jedziemy głównie pod wiatr, ale że we dwóch to zawsze łatwiej, więc idzie nam całkiem sprawnie.

    Po drodze jeszcze jakieś krótkie przystanki na lody, a w Wadlewie spotykamy delegację #rowerowalodz w składzie @radoslaw-szalkowski, @sargento i @Zelazko_MPM. Już w samym mieście chłopaki oprowadzają nas po co ważniejszych atrakcjach z ul. Piotrkowską i dworcem Łódź Fabryczna na czele.
    Kolegę Piotrka odstawiamy na dworze w Widzewie, ale okazuje się on jakiś niezdecydowany i ostatecznie wybiera powrót do domu również na rowerze. Wyszło mu w sumie 580 km, więc szacun za taką trasę.

    Nocleg mam u @radoslaw-szalkowski. Na kolację pizza, piwko, coś tam jeszcze pogadaliśmy i do spania, bo pobudka bladym świtem.

    Niedziela- Wstajemy o 4.30. Śniadanie o tak nieludzkiej godzinie wchodzi dosyć kiepsko, ale przed dłuższą trasą coś jednak zjeść trzeba. Godzinę później wyjeżdżamy i na dworcu spotykamy się z @Zelazko_MPM.
    Od płn-zach nadciągają ciemne chmury i widać, że będzie to coś poważniejszego. Jeszcze w mieście zaczyna lekko kropić, by bardzo szybko przejść w regularny deszcz. Burzę przeczekujemy w jakiejś blaszanej budzie, która w zamyśle miała być przystankiem autobusowym. Schodzi nam tam pół godziny, ale warunki się nie poprawiają, więc decydujemy się jechać.

    30 km w deszczu, ale nawet nie było najgorzej. Przed Skierniewicami zaczyna się przejaśniać i wychodzi słońce. W McD drugie śniadanie i tam też żegnamy się z @Zelazko_MPM, który znając swoją formę postanawia wrócić do domu pociągiem.
    A więc już tylko z @radoslaw-szalkowski jedziemy przez Mszczonów i Tarczyn w kierunku Warszawy. Na Kabatach łączymy siły z @rdza i @theDOG, a po drugiej stronie Wisły, za mostem Siekierkowskim spotykamy @edicsson, @SnikerS89 i @compadre.
    Mamy już niezłe opóźnienie względem pierwotnych planów, postanawiamy więc jechać na przystanek koło Nadziei najkrótszą drogą. W Sulejówku przerwa na lody (co tam opóźnienie... ( ͡° ͜ʖ ͡°)), a kawałek za Stanisławowem dołącza do nas @fenter.

    Już w pełnym składzie dojeżdżamy do miejsca docelowego - przystanku koło Nadziei. Pamiątkowe zdjęcia, gadu gadu, ale czas nagli i niestety nie możemy wracać przez Mińsk Mazowiecki, gdzie @edicsson zarezerwowała nam już stolik w pizzerii... Żegnamy się więc, @edicsson, @SnikerS89, @compadre i @fenter w swoją stronę, a reszta ekipy z powrotem do Warszawy tą samą drogą, żeby zdążyć odstawić @radoslaw-szalkowski na pociąg do Łodzi.

    Mimo szczerych chęci i szybkiej jazdy i tak nie zdążylibyśmy na 20.00 na Centralny. Na szczęście @theDOG zaproponował rozwiązanie z SKM-ką z Rembertowa, co uratowało Radkowi powrót do domu. Później już na spokojnie przez miasto z małą dokrętką za Konstancin, bo czemu nie.

    Nocleg u @rdza. Po kolacji opowieści z Pierścienia Tysiąca Jezior i sporo tematów okołoszosowych, więc spać poszliśmy już grubo po północy.

    pokaż spoiler Zastawiam się teraz dlaczego na naszym zlocie na przystanku zabrakło @scratcher'a. Czyżby nikt go nie poinformował?


    Poniedziałek- Pobudka o 6.00, śniadanko i można wyruszać w drogę powrotną. Wyrysowałem sobie taką w miarę najkrótszą, głównie drogami wojewódzkimi. Do Grójca spory ruch, ale im dalej, tym jechało się spokojniej. Niestety przez większość dnia mocny, boczny wiatr. Na szczęście temperatura znacznie spadła w porównaniu do poprzednich dni, więc nieco wyrównywało to moje szanse.

    Po drodze kilka małych przerw na lody, colę itp, a większy popas zrobiłem dopiero w Szczekocinach na ok. 100 km przed końcem. Od tego miejsca wiatr zaczął słabnąć i zmienił się nawet na pomagający. Odczułem to wyraźnie, bo pomimo wjazdu na Jurę i kilkunastu górek, które miałem przed sobą, jeszcze udało mi się poprawić średnią prędkość.
    W domu melduję się kilka minut przed 21, więc idealnie w limicie, który sobie wyznaczyłem.

    Wspaniały to był weekend. Dzięki za gościnę i towarzystwo na trasie. Ciekawe czy uda się jeszcze kiedyś zorganizować coś równie spontanicznego ;)

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #rower #wykopcanyonclub #100km #200km #300km (nr 5, 6 i 7)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: przystanek.jpg

  •  

    202035 - 251 - 26 = 201758

    Gminobranie. Najpierw kilka brakujących na płd-zach. województwa śląskiego, a później jeszcze parę po drodze do Opola, skąd wróciłem pociągiem.

    Przez cały dzień upał niemiłosierny. O ile pierwsza połowa trasy w miarę z wiatrem w plecy, o tyle druga już tylko boczny albo w twarz. No i sam wiatr gorący, jak na Saharze. A wokół jedynie bezkresne połacie pól aż po horyzont. Żadnych drzew, żeby chociaż kilka minut w cieniu pojechać. Takie uroki opolskiego widać.

    Ciężka przeprawa. Woda z bidonów znikała w okamgnieniu, a czekając na pociąg czułem, jakbym zrobił ze 100 km więcej.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #wykopcanyonclub #zaliczgmine (+14) #100km #200km (nr 21)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: opole.jpg

  •  

    234744 - 70 - 320 - 102 = 234252

    Piątek - Szybka rundka po turdefransie. Spotkałem znajomego, z którym pogadaliśmy o zepsutych trenażerach.

    Sobota - Trasa po zbóju! A właściwie do zbója. Konkretnie do Terchovej na Słowacji, gdzie znajduje się posąg Janosika.
    Pobudka o 4.00, kawa, śniadanie i chwilę po 5.00 wyjeżdżam. Najpierw kierunek na Bielsko, bo przy takich wyrypach dobrze zacząć od rozgrzewki w postaci Przegibka. W Tresnej i okolicach taka mgła, że ledwo zaporę było widać.

    W McD w Żywcu drugie śniadanie i tam też dołączają do mnie @Arczi-S i @atizylak, którzy podjechali sobie pociągiem. Na słowacką stronę przejeżdżamy w Glince (podjazd pod granicę okraszony oczywiście nowym PR-em). Od Oravskiej Leśnej bardzo fajny podjazd na ponad 1000 m n.p.m. Żeby jeszcze tylko trochę lepszy asfalt był. Zjazd do Zazrivy rewelacyjny, bardzo szybki ale ciut niebezpieczny, bo droga wąska i kilka samochodów się przewinęło. I dopiero dziś sobie uświadomiłem, że jechałem ten odcinek w zeszłym roku, tylko od drugiej strony. Było to przy okazji "Słowackiej wyrypy", podczas której @bynon urwał hak przerzutki...

    W samej Terchovej posąg Janosika znajduje się na małym pagórku, a ścieżka do niego wiodąca bynajmniej nie jest przeznaczona dla rowerów szosowych. Nie zraziło nas to jednak i jakoś je tam wtaszczyliśmy. Z zejściem było trochę trudniej, ale udało się nie spaść, mimo że bloki w butach nie ułatwiały sprawy. Potem jeszcze mała przerwa w Lidlu i ruszamy na przedostatni poważniejszy podjazd. Później 25 km zjazdu aż do Czadcy i ostatni poważny podjazd, tym razem do granicy z Czechami.

    Przez Czechy cały czas z górki aż do Cieszyna. W zamku robimy zdjęcie z 20-złotówką na tle Rotundy św. Mikołaja, bo chłopaki jeszcze tego nie mieli odhaczonego. Dalej wizyta w McD i ostatnia prosta w drodze powrotnej. Znaczy nie taka prosta, bo jeszcze parę małych górek przed Skoczowem wpadło. Arczi już na dużym zmęczeniu i ze skurczami w nogach, ale udało nam się dokulać przed zachodem słońca.

    Niedziela - Klasyczny rozjazd na zaporę do Tresnej i na świderka w Międzybrodziu.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #przegibekzawszespoko #100km (nr 38) #200km #300km (nr 4)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Do zbója.jpg

  •  

    252561 - 103 - 31 - 59 - 52 - 208 = 252108

    Poniedziałek - Rozjazdowa setka do Energylandii w Zatorze po zdjęcie z Hyperionem, najszybszym rollercoasterem w Europie.

    Środa - Z życzeniami urodzinowymi do siostry.

    Czwartek - Namiastka Czwartkowej Rundy. Całkiem mocny trening.

    Piątek - Na Klimont zamiast klasyka na zaporę.

    Niedziela - Początek z tyskimi Feniskami, którzy dosyć nietypowo jak na nich wybrali się na Przegibek. Podjazd okraszony świetnym PR-em, już drugim w tym roku. Wystarczy mieć na kole kogoś na swoim poziomie i od razu jest motywacja, żeby mocniej pocisnąć. Z tego czasu jestem bardziej dumny, niż z pozostałych dzisiejszych podjazdów, na których wpadały pucharki za top 10.
    Po krótkiej przerwie w Międzybrodziu Feniksy pojechały do domu, a ja w swoją stronę. W sumie nie miałem konkretnego planu, więc dopiero w McD w Żywcu przeglądając mapę zdecydowałem, że pojadę Koszarawę od Jeleśni, bo tego wariantu jeszcze nie podjeżdżałem.
    Ostatnie 40 km od Wadowic bardzo ciężkie, non stop z POTĘŻNYM wmordewindem. Dojechałem na oparach, ale udało się utrzymać średnią powyżej 30 km/h z całej trasy, więc wstydu nie ma.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #przegibekzawszespoko #100km (nr 37) #200km (nr 19)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Clipboard.jpg

  •  

    27823 - 250 = 27573

    Wyprawa, dzień XI, 10.06.2018

    Mimo iż chcieliśmy zebrać się i ruszyć nieco wcześniej, jak zwykle nie udaje się nam. Na początek drewniany, dziurawy most i nie 700 m, a prawie kilometr piachu, po którym wczoraj do tej nieszczęsnej dziury przyjechaliśmy.

    Już od samego rana jest ciepło, a to dopiero przedsmak upału, który ma być tego dnia. Jedziemy kawałek serwisówkami wzdłuż S7, a w Płońsku dołącza do nas @borsaj, który towarzyszył nam już 8. dnia pomiędzy Raciążem i Ciechanowem. Jako że gminy są najważniejsze, "czasami" trzeba przejechać po szutrze, żeby do nich dotrzeć. Albo po piachu. Takim sypkim, że Grand Prixy 25 mm wchodzą w niego jak w masło. Nie inaczej było i teraz. Na @borsaj'u i jego gravelu chyba nie robiło to większego wrażenia, a @metaxy jest w sumie tak zaprawiony w bojach, że dla niego to raczej formalność.

    W Wyszogrodzie chcieliśmy coś zjeść i uzupełnić bidony, ale po zjeżdżeniu połowy miasta trafiamy tylko na jakiś monopolowy. Dobrze, że była chociaż cola z lodówki...
    Jedziemy południową stroną Wisły, żar leje się z nieba, ale w trzech i na zmianach jakoś to jeszcze idzie. W końcu w Nowym Dworze Mazowieckim popas w McD. Zbawienie i nowe siły.

    W pierwotnej wersji planu na ten dzień zamierzałem pożegnać się z @metaxy'm w Nasielsku, ale z czasem staliśmy bardzo dobrze i ostatecznie padło na Pułtusk. Świetnie się złożyło, bo czekał tam na nas @SnikerS89. Przybiliśmy przysłowiową piątkę, zjedliśmy po lodzie i pojechałem w kierunku Warszawy.

    Lecę na południe DK61, ruch umiarkowany, nie jest źle. Do czasu aż droga przechodzi w dwupasmówkę i pojawiają się znaki zakazu dla rowerów. Ale pobocza szerokie i nikt na mnie nie trąbi, więc jadę. Przed Legionowem szczęśliwie spotykam @theDOG, który został przez @metaxy'ego "oddelegowany" do poprowadzenia mnie na Centralny. W ogóle niewiele zabrakło i byśmy się minęli...

    Od razu mi lepiej w towarzystwie lokalnego przewodnika, bo już zaczynałem czuć się niepewnie i w myślach czarno widziałem mój dojazd na dworzec, na który przybywamy z lekko ponadgodzinnym zapasem. Jeszcze tylko formalności, czyli zdjęcie z Pałacem Kultury, McD i można nieśpiesznie udawać się na peron. Pociąg do Katowic oczywiście spóźniony 15 minut. Wieszam rower na haku, zasiadam na swoim miejscu i w sumie na tym moja wyprawa się kończy.

    Podziękowania dla chamskiego i prostackiego kierownika wyprawy - @metaxy'ego, z którym po raz drugi mogłem zwiedzić rejony naszego pięknego kraju, w które sam z własnej, nieprzymuszonej woli raczej nigdy bym się nie zapuścił.

    Podziękowania dla @isiowa, która dbała, żebyśmy mieli gdzie spać w "dni niewykopowe" i wiedzieli gdzie jechać następnego dnia.

    Podziękowania dla @rdza, @Zara-tu-s_t_ra, @nunu85 i @guziec za gościnę.

    Podziękowania dla wszystkich, którzy towarzyszyli nam na trasie i dla tych, którzy kibicowali na mirko.

    Wspaniała to była wyprawa, nie zapomnę jej nigdy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #rower #szosa #wykopcanyonclub #100km #200km (nr 17)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: dzien11.jpg

  •  

    44890 - 283 = 44607

    Wyprawa, dzień X, 9.06.2018

    Pobudka o 6.00, schodzę na dół, a @guziec już szykuje nam śniadanie. Gofry z miodem i truskawkami, jajecznica z kiełbaską, cappuccino z ekspresu, a na deser keks. No taki wypas, że żal było wyjeżdżać. Ale w końcu zebraliśmy się i przed 8.00 ruszamy.

    Razem z naszym gospodarzem kierujemy się najpierw do Nowogrodu (zaliczając po drodze sporo asfaltów "typu kongo"), gdzie ma być czołg i skansen. W pakiecie dostajemy gratis szuter i piach. Pierwszy i niestety nie ostatni tego dnia...
    Już od samego rana jest gorąco. Krążymy po wiochach zaliczając gminy i gdy staramy się ominąć dosyć długi piaszczysty odcinek, za chwilę wpadamy na kolejny. Po prostu nie ma opcji, żeby jechać tylko asfaltem.

    W Śniadowie urządzamy sobie drugie śniadanie pod drzewami na rynku. Tam też żegnamy się z @guziec, który mknie najkrótszą drogą do domu, a my z @metaxy'm dalej walczyć z upałem. I z szutrami, nie zapominajmy o szutrach! Chociaż po nich to jeszcze da się jechać, ale gdy któryś już raz trafiamy na sypki piach, nie pozostaje nic innego jak tylko zacząć się śmiać.

    Od Ostrowi Mazowieckiej lecimy DK60, wiatr w plecy, bajeczka. W Różanie mała przerwa przy czołgu, pogawędka z przypadkowymi rowerzystami i dalej do Makowa Mazowieckiego, gdzie na orlenowskim ruszcie obracają się już kiełbaski do naszych hot dogów.

    W Nowym Mieście robimy grubsze zakupy na kolację i śniadanie. W sklepie sporo Ukraińców, którzy później wszyscy zmieścili się do jednego auta. Kogoś tam nawet upychali w bagażniku...
    No to jedziemy obładowani prowiantem, ale jakby to tak, żeby bez szuterku na koniec dnia. A masz, 3 km i jeszcze piach do tego! Dojeżdżamy w końcu do Jońca, gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg i widzimy tabliczkę z jego nazwą i strzałką 700 metrów. Kto zgadnie po czym trzeba było jechać? Oczywiście po piachu. Jeszcze jakiś drewniany mostek ze szczelinami pomiędzy deskami. Takimi w sam raz na szosowe opony, żeby tam wpaść i sobie głupi ryj rozwalić.

    Sama kwatera też nie powalała. Więcej rzeczy tam nie było niż było. Do tego całkowity brak zasięgu, więc mimo bliskości stolicy można się poczuć odciętym od świata. Dobrze, że chociaż WiFi jako tako działało.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km #200km (nr 16)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: dzienX.jpg

  •  

    47830 - 266 = 47564

    Wyprawa, dzień IX, 8.06.2018

    Tego dnia wstajemy i wyjeżdżamy nieco później niż zwykle, pewnie po części dlatego, że nocleg mamy już zaklepany u pana @guziec. Odpadają więc wieczorne zakupy i strata czasu z tym związana.
    Wyprane ubrania przez noc nawet mi wyschły, bo trzymałem je w pokoju, gdzie spaliśmy. @metaxy swoje zostawił w kotłownio-łazience, więc musiał zakładać na dupę mocno wilgotne.

    Na start kilka atrakcji w Ciechanowie - jakaś zabytkowa brama, pomnik orła, rynek i zamek. Do południa w zasadzie nic ciekawego się nie dzieje, ot jedziemy sobie. Po lekkich podjazdach na północ od miasta, teren przechodzi w nieznośnie płaski i taki też utrzymuje się przez następne 200 km. Plusem niewątpliwie są znacznie lepsze jakościowo drogi, których spora część biegnie lasami.

    W Ostrołęce stołujemy się w McD i tam też czeka już na nas @RayColl_PL. Kolega podchodzi do jazdy na szosie bardzo casualowo: Triban ze stopką, dresowe spodnie i t-shirt. Po drodze uświadamialiśmy go, żeby ubrał się w obcisłe, bo to warto mieć styl, jak będzie sobie deptał ode wsi dode wsi. Myślę, że niedługo przejdzie na decathlonizm.

    Za Myszyńcem niespodziewanie natrafiamy na @Twierdziel'a, który towarzyszył nam przez dwa poprzednie dni. Tym razem podjechał autem zaraz po pracy i przekręcił z nami symbolicznych kilka km. Niedługo później spotykamy jadącego nam naprzeciw naszego gospodarza - @guziec. Z tym śmieszkiem znamy się już z poprzedniego roku, gdy jechaliśmy razem szóstego dnia wyprawy.

    Gadka szmatka, a tu nagle macha do nas sobowtór @RayColl_PL. Brat jak się okazuje i w dodatku też wykopek - @adi100_99. Przyjechał z dziewczyną, przywieźli nam lody i picie. Bardzo miły gest, doceniam. Z rzeczy mniej przyjemnych - właśnie w tym miejscu zgubiłem czujnik kadencji. Najpierw myślałem, że został w trawie, gdy rower leżał na poboczu. Po analizie wykresu okazał się, że odpadł jeszcze w czasie jazdy przed miejscem, gdzie staliśmy. Na drugi dzień @guziec pojechał tam nawet, żeby go poszukać, ale niestety bez rezultatu. Wspaniały to był czujnik, nie zapomnę go nigdy...

    @RayColl_PL odbija w swoją stronę, a my we trzech śmigamy do Kolna, gdzie @metaxy ma do odebrania paczkę z prawem jazdy. I ciasteczkami owsianymi na dokładkę. Co ta @isiowa, to ja nawet nie :) Już lekko pagórkowatym terenem i ze znacznie gorszymi asfaltami docieramy na nocleg u @guziec. Tam też na kolację schabowy z mizerią, ale jego historię już @metaxy opisał. Wpieprzaliśmy, aż nam się uszy trzęsły i nawet nie pomyśleliśmy, żeby zrobić zdjęcie temu wiekopomnemu daniu.

    Po kolacji prysznic w jakże cywilizowanych warunkach, ubrania do pralki, oporządzić rowery, a potem bardzo przyjemnie spędzony wieczór z rodziną naszego gospodarza. Dzięki za wszystko @guziec i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś do zobaczenia ;)

    pokaż spoiler A @metaxy jak się dorwał do guźcowego komputera, to siedział do 2.00. Twierdzi, że pisał relacje, ale kto go tam wie. Może kręcił jakąś gównoburzę na nocnej ( ͡° ͜ʖ ͡°)


    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #wykoptribanclub #100km #200km (nr 15)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: dzien9.jpg

  •  

    50277 - 282 = 49995

    Wyprawa, dzień VIII, 7.06.2018

    Po tradycyjnym wyprawowym śniadaniu, ogarnianiu się i pakowaniu dobytku, podjeżdżamy z @metaxy na parking koło chorzelskiej Biedronki, gdzie zgodnie z obietnicą czeka na nas @Twierdziel. Nie przyjechał jednak rowerem, tylko samochodem podwiózł go @breja, który to koleżka dzień wcześniej robił nam zdjęcia na trasie i wrzucał na mirko.

    Pierwszą atrakcją tego dnia jest gmina Jednorożec i obowiązkowe foto ze znakiem miejscowości. Dzień mija nam spokojnie. A to zdjęcie z kościołem, nowym lub w ruinie. A to krówki leżące sobie w cieniu pod drzewem. Nie ma już jednak czasu na takie pogaduchy jak w środę, bo plan kilometrowy mamy ambitniejszy, skupiamy się więc na trzymaniu stabilnego tempa 30+.

    W miejscowości Iłowo-Osada odbijamy po zdjęcie z zabytkową lokomotywą. @Twierdziel wygląda na coraz bardziej zmęczonego, bo tak długich tras jeszcze w tym roku nie robił, ale dzielnie trzyma się na kole. Jednak dwie górki przed Mławą chyba go dobiły, bo tam też postanawia się z nami pożegnać i odbić w kierunku swojego domu.

    W czasie przerwy pod Biedronką w Raciążu spotykamy kolejnego wykopka - @borsaj. Miło mieć następnego towarzysza. Kolega jedzie z nami aż na przedmieścia Ciechanowa. Pomimo że dysponował jedynie "biedaszosą", czyli Tribanem 100, dawał świetne zmiany i utrzymywał nasze tempo. W ogóle dobrze się za nim jechało, bo jest dwa razy szerszy w barach ode mnie XD

    W Ciechanowie nocleg mamy w jakiejś suterenie. Czystością ten pokój nie grzeszył, ale była chociaż kuchnia z lodówką. Ciepłej wody pod prysznicem, który notabene znajdował się w kotłowni, starczyło tylko dla mnie... No nie zawsze trafi się na taki wypas jak w Elblągu. Kolacja, piwko, pisanie relacji i do spania.

    #mortalszosuje - relacje z wyprawy i dłuższych tras.

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km #200km (nr 14)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: dzien8.jpg

  •  

    53101 - 252 = 52849

    Wyprawa, dzień VII, 6.06.2018

    Elbląg wita nas dosyć chłodnym porankiem, więc z konieczności start w Ultralightach. Pierwszą rzeczą po opuszczeniu campingu jest udanie się na myjnię, bo napęd w rowerze @metaxy'ego jest cały w piachu. Wyjeżdżając z miasta robimy pamiątkowe zdjęcie z czołgiem, trafiamy też na Cmentarz Żołnierzy Armii Radzieckiej.

    Jako że jedziemy przez tereny, gdzie @metaxy wszystkie gminy ma już zaliczone, kierujemy się najprostszą drogą na południowy-wschód. Kawałek na Kwitajnami spotykamy @galonim'a - najwierniejszego kibica, który był obecny na każdej z trzech poprzednich wypraw Rafała.

    Słońce ładnie świeci, ale wiatr jakiś przenikliwy. Temperaturowo bez szału. Jedziemy z naszym towarzyszem kilkadziesiąt km i żegnamy się przed Olsztynkiem. Pamiątkowe zdjęcie i każdy rusza w swoją stronę. Serwisówkami wzdłuż S7 docieramy do Nidzicy. Pół miasta rozwalone, bo trwa remont głównej drogi. Odwiedzamy zamek krzyżacki i wyjeżdżamy na wschód zaliczyć gminę.

    Wracamy do miasta z nadzieją zjedzenia obiadu w McD, bo @galonim zapewniał, że takowy w Nidzicy jest. No tak średnio bym powiedział... Objazdami i remontowanymi odcinkami dróg docieramy w końcu do Lidla na jakiś większy popas. Najedzeni ruszamy drogą wojewódzką w kierunku Szczytna.

    Kilka km za miastem łapie nas @Twierdziel, który będzie naszym towarzyszem już do końca dnia. Kolega posiada sporą wiedzę na temat swoich okolic i w czasie jazdy dzielił się z nami różnymi ciekawostkami.

    Im bliżej wieczora, tym robi się chłodniej. I to na tyle chłodno, że rozważałem nawet założenie kurtki przeciwdeszczowej, bo zaczynałem już marznąć. Zamiast tego zrobiłem sobie jednak małą czasówkę na ostatnich kilkunastu kilometrach, żeby się trochę rozgrzać.

    Nocleg mamy zarezerwowany w miejscowości Chorzele. Robimy zakupy w Biedronce, żegnamy się z @Twierdziel'em, który deklaruje, że następnego dnia chce z nami pojechać całą trasę i udajemy się na swoją kwaterę.

    #mortalszosuje - moje relacje z dłuższych tras.

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km #200km (nr 13)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: dzien7.jpg

  •  

    68855 - 246 = 68609

    Wyprawa, dzień VI - 5.06.2018

    Wstajemy z @metaxy trochę później niż zazwyczaj, pakujemy mandżur i idziemy do @nunu85 na śniadanie. Dzięki za gościnę, panie sołtysie. Będę bardzo miło wspominał pobyt u ciebie.

    Od razu na start dostajemy, jak to określił nasz gospodarz, asfalt typu "kongo", czyli dziura na dziurze. Na szczęście szybko wydostajemy się na dk55, którą docieramy do Kwidzyna. Pogoda z rana nie rozpieszcza. Jest pochmurno i wygląda, jakby w każdej chwili mogło zacząć padać. Ale nie z nami te numery! Na tej wyprawie dla deszczu nie ma miejsca.

    W Sztumie wbrew obawom nie zgniliśmy w pierdlu, zjedliśmy za to śniadanie pod urzędem miasta, pod czujnym okiem @JOUKI, który wyłapał nas na kamerce internetowej.
    Niedługo potem jesteśmy już w Malborku. Główna atrakcja, czyli zamek ozdjęciowana, @JOUKI ponownie łapie nas na kamerce, a w umówionym miejscu spotykamy się z @Qardius, który przyjechał po nas z Trójmiasta.

    W Tczewie robimy zdjęcia mostów, bardzo ładnych zresztą, a gdzieś na "siódemce" przed Gdańskiem spotykamy Adama Kolarskiego. Dosyć znany w środowisku szosowym osobnik, głównie ze zrobienia potrójnego Everestingu. Jak na lokalsa przystało, prowadzi nas przez miasto na Westerplatte, gdzie udajemy pod pomnik.

    Na dole pod pomnikiem, zgodnie z obietnicą, czeka już na nas @Polinik z kartonem Góralków. Dzięki, mieliśmy zapas słodyczy na następne dwa dni ;-)

    Być nad morzem i nie zrobić zdjęcia na plaży? Nic z tych rzeczy. Zostawiamy buty na parkingu i targamy rowery na plażę. Oczywiście wiatr był taki, że @metaxy'emu i @Qardius'owi przewróciło napędem do piachu. Kto używa Squirt Lube do smarowania łańcucha, ma w takim przypadku pełen luz. Nic się nie przyklei, napęd czysty.

    Zdjęcia zrobione, można jechać dalej, bo do noclegu jeszcze kawałek. Po drodze przeprawiamy się promem przez Wisłę w Świbnie (5 zł za rower, rozbój w biały dzień!), zaliczamy McD w Nowym Dworze Gdańskim i z wiatrem w plecy jedziemy do samego Elbląga. Wieczór temperaturowo bez szału. Musiałem założyć oba ultralighty, zwykłego i przeciwdeszczowego, żeby nie zmarznąć.
    Zakupy w Biedronce, zameldować się na campingu, kolacja i do spania.

    Więcej zdjęć na Stravie - https://www.strava.com/activities/1619445445

    #mortalszosuje - mój tag z relacjami rowerowymi.

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km #200km (nr 12)
    pokaż całość

  •  

    71387 - 223 = 71164

    Wyprawa, dzień V, 4.06.2018

    Poranek w Płocku wita nas mgłą i niezbyt wysoką temperaturą. Wstajemy tradycyjnie o 6.00, @Zara-tu-s_t_ra robi nam śniadanie i ruszamy nie inaczej niż kwadrans przed ósma. Jest już znacznie cieplej, mgła szybko schodzi. Spotykamy też biegającego @spasiva, który dzień wcześniej nam towarzyszył.

    Generalnie kierujemy się z @metaxy na północ, zaliczając kolejne gminy. Kilkanaście km za Sierpcem natrafiamy na ok. kilometrowy odcinek szutru. Normalnie powiedziałbym, że to nic wielkiego. Nie raz już się po takich drogach jechało. Ale tego co było zaraz po nim raczej się nie spodziewaliśmy. Dodatkowe dwa km piaszczystej drogi przez las. Niektóre odcinki tak grząskie, że trzeba było prowadzić rower. Co sobie pokurwowaliśmy na mazowieckie drogi to nasze.

    Dalsza trasa nie obfituje w jakieś szczególne atrakcje. Teren zaczyna się zmieniać na bardziej pofałdowany, gdy wjeżdżamy do Brodnickiego Parku Krajobrazowego. Niby tylko takie małe hopki, ale od razu jakoś przyjemniej się jedzie. I widoki też znacznie ładniejsze, gdy pola obsiane zbożem ciągną się falami aż po horyzont.

    Nocleg mamy w małej wiosce niedaleko Grudziądza, gdzie sołtysem jest @nunu85. Kiedyś nawet robił o tym AMA, ale skojarzyłem dopiero po fakcie i nie zapytałem go o to... Dostajemy kolację i miejsce do spania, możemy się też do woli zajadać czerśniami prosto z drzewa. Po odbyciu gospodarskich obowiązków @nunu85 wpada jeszcze do nas z piwami. Pogadaliśmy na tematy wykopowe i nie tylko, napisałem relację z piątku i koło północy do spania.
    Dzięki za gościnę, kolego i hektarów życzę! ;-)

    Więcej zdjęć na Stravie -https://www.strava.com/activities/1616995685

    #mortalszosuje - mój tag z relacjami rowerowymi.

    #rowerowyrownik #szosa #100km #200km (nr 11)
    pokaż całość

  •  

    74686 - 252 = 74434

    Wyprawa, dzień IV - 3.06.2018

    Wstajemy jak zwykle o 6.00, ale ze zbieraniem się do wyjścia nie zrobiliśmy żadnych postępów. Śniadanie, pakowanie gratów i przed ósmą jesteśmy gotowi. Przed pubem czeka już na nas @radoslaw-szalkowski. Postanowił odprowadzić @Cymerek na jego trasie do Warszawy na pociąg. Żegnamy się i każdy jedzie w swoją stronę.

    Niedługo po wyjechaniu za miasto, zaliczamy z @metaxy pierwszy na tej wyprawie odcinek szutru. Niedługi, bo tylko ok. kilometra, ale zawsze coś. Dzień bez off-roadu dniem straconym. Na rynku w Kłodawie robimy mały postój na rozciąganie. Z kolanem Rafała lepiej niż dzień wcześniej, ale trzeba pamiętać, żeby go niepotrzebnie nie przeciążać.

    Wspomniana Kłodawa to już województwo wielkopolskie. Pierwszy raz byłem tam na rowerze. Podobnie jak w kujawsko-pomorskim, które zostaje zaliczone niedługo później.
    Przez cały dzień udaje nam się unikać burz, które przechodzą gdzieś bokiem. @Cymerek i @radoslaw-szalkowski nie mieli tego szczęścia i musieli czekać półtorej godziny na stacji.

    W pewnym momencie zauważamy gościa w ubraniach z Decathlonu. Nie pomyliliśmy się, to był oczywiście wykopek, a konkretnie @puchacz22. Towarzyszy nam przez następne kilkadziesiąt km, aż do Kowala, skąd ucieka do domu.

    Chwilę później wyjeżdżamy do Gostynińsko-Włocławskiego Parku Krajobrazowego. Bardzo mi się tam spodobało. Lasy, jeziorka, trenen lekko pagórkowaty, dobre jakościowo drogo. Pięknie.

    W Łącku spotykamy z kolei mirka @spasiva, który przyjechał z Płocka i służył nam za przewodnika po mieście. Korzystając z okazji skoczyliśmy do Decathlonu po nowe okulary, a potem do McD na małą kolację, bo czekało nas jeszcze dokręcanie po gminy, skoro godzina młoda.

    Wracamy do miasta i meldujemy się na nocleg u @Zara-tu-s_t_ra, która jest tego dnia naszą gospodynią. Na kolację micha makaronu z kurczakiem, później pogaduchy przy piwku i do spania. Dzięki za gościnę!

    Więcej zdjęć na Stravie - https://www.strava.com/activities/1615342296

    #mortalszosuje - mój tag z relacjami rowerowymi.

    #rowerowyrownik #szosa #100km #200km (nr 10)
    pokaż całość

  •  

    77513 - 235 = 77278

    Wyprawa, dzień III, 2.06.2018

    Pobudka jak zwykle o 6.00, ale zanim zjemy śniadanie i zbierzemy dupy, jest już kwadrans przed ósma. Ukraińców dawno nie ma, więc do wyjazdu mamy cały hotel dla siebie.

    Z miasta wyjeżdżamy na zachód, a w Piorunowie, gdzie odbijamy na północ, zaliczamy pierwszą tego dnia atrakcję turystyczną w postaci pałacu. Dalej przez kilkanaście km jedziemy drogą prostą, jak od linijki. Na śladzie trasy wygląda, jakby ktoś zapomniał wyłączyć pauzę. Po drodze dogania nas @sim_co, którego poznaliśmy dzień wcześniej, a teraz towarzyszy nam do Ozorkowa.

    W miejscowości Piątek, która uchodzi za geometryczny środek Polski, cykamy obowiązkowe zdjęcie z pomnikiem. On sam jakiegoś wielkiego szału nie robi. Można było się bardziej postarać.

    Z kolei zamek w Oporowie bardzo nam się spodobał. Klimat było czuć już od samego wejścia na teren parku, głównie za sprawą setek kraczących wron i fosy zielonej od glonów.

    Mimo iż od Kutna, w którym planujemy nocleg, dzieli nas ledwie kilkanaście km, musimy pojechać jeszcze sporą pętlę na wschód, zahaczając ponownie o Mazowsze. I nieważne, że drogi przypominają tarkę, #zaliczgmine ma tutaj priorytet. Ale każdy z grubsza wiedział na co się decyduje, więc zażalenia jeśli już, to tylko do siebie.

    Przez cały dzień nie forsowaliśmy jakiegoś specjalnego tempa, bo @metaxy'ego zaczęło boleć prawe kolano. Tak jak to mówią - po trzydziestce, to już nic tylko dzwonić po śmieciarkę.

    Co do samego noclegu, to mamy go w pokojach nad pubem dla motocyklistów. Właściciel bardzo wyluzowany, z głośników leci coś w stylu "rapapara, miała ryja jak kopara", a pokoje standardem zatrzymały się w późnym PRL-u. Robimy zakupy na rano, w pubowym barze jemy po burgerze i do spania.

    Więcej zdjęć na Stravie - https://www.strava.com/activities/1612675458

    #mortalszosuje - mój tag.

    #rowerowyrownik #szosa #100km #200km (nr 9)
    pokaż całość

  •  

    80026 - 237 = 79789

    Wyprawa, dzień II, 1.06.2018

    Pobudka o 6.00, śniadanie w towarzystwie @rdza i @theDOG, a gdy wychodzimy, pod blokiem czekają już @mosci_K i @Cymerek, którzy nocowali w innych rejonach Warszawy.

    Ruszamy na południowy-zachód. Pierwszy drożdżówkarski postój robimy pod Łosiem w Łosiu. @rdza i @theDOG jadą z nami do Tarczyna, gdzie odbijają w swoją stronę.

    Lepszymi i tymi trochę gorszymi asfaltami (jak to na Mazowszu) docieramy do Bolimowa, gdzie już czekają na nas @radoslaw-szalkowski i @Dewastators, który przyjechał pociągiem z Wrocławia. Pierwsze zdjęcie z czołgiem robimy z Skierniewicach, a kolejne (i to z dwoma!) w Muzeum Czynu Zbrojnego w Lipcach Reymontowskich.

    Przez cały dzień jest tak gorąco, że w zasadzie co godzinę trzeba robić przerwę na uzupełnienie wody w bidonach. Schodzi tak szybko, bo oprócz picia jeszcze się nią polewamy dla chwilowego chociaż uczucia chłodu.

    Gdzieś po drodze @Dewastators'owi pęka szprycha w tylnym kole. Na szczęście od strony nypla, więc dr @metaxy przeprowadza szybką operację jej usunięcia i można jechać dalej, mimo że koło lekko bije.

    W Aleksandrowie Łódzkim spotkamy kolejną wykopową delegację - @sargento, @Zelazko_MPM i @sim_co. Jadą z nami do Konstantynowa Łódzkiego, gdzie mamy już zarezerwowany nocleg w hotelu pracowniczym. Oprócz nas są tam zameldowani tylko i wyłącznie Ukraińcy. Jakoś specjalnie mnie to nie zdziwiło.

    Nadeszła pora, żeby się powoli rozstawać. @Dewastators ucieka do Pabianic na pociąg powrotny, lokalsi wracają do Łodzi, a @mosci_K jadąc do domu dokręca jeszcze do trzystu.
    Szybkie zakupy w Biedronce, żeby rano było jakieś śniadanko, a później idziemy z @metaxy i @Cymerek na pizzę na miasto.

    Dzięki wszystkim za wspólną jazdę i do zobaczenia wcześniej czy później przy okazji kolejnej wykopowej trasy.

    Więcej zdjęć na Stravie -
    https://www.strava.com/activities/1610472753

    #mortalszosuje - mój tag z relacjami rowerowymi

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km #200km (nr 8)
    pokaż całość

  •  

    91374 - 437 = 90937

    Wyprawa, dzień I, 31.05.2018

    Tradycyjna, coroczna trasa do Warszawy połączona ze startem wyprawy @metaxy'ego "dookoła" Polski. 

    Pobudka o północy, po niecałych trzech godzinach snu. Kawa, pokaźna porcja makaronu i o 1.00 można ruszać. Punkt wspólny mamy wyznaczony w Olkuszu. Po drodze zgarniam nowego kolegę ze Stravy, a kawałek dalej @makyo i Stefana.

    Na stacji na obwodnicy Olkusza meldujemy się po nieco ponad półtorej godziny, a kilka minut później zjawia się #rowerowykrakow w ok. 20-osobowym peletonie. Byli @metaxy, @Cymerek, @wspodnicynamtb, @mihal34, @pe__pe, @banan77. Z Jaworzna wcześniej przejechał @MordimerMadderdin. Niektórzy nawet dojechali pociągami do Krk, żeby z nami pojechać: @zukikiziu, @Baczy i @mosci_K. Reszty osób nie znam.

    Noc jest bardzo ciepła i bezwietrzna, jedzie się rewelacyjnie. Niektóre osoby odłączają się po drodze, bo robią krótsze dystanse. Czas szybko mija i po ok 200 km jesteśmy już w McD w Suchedniowie na drugie śniadanie. Dosłownie kilometr wcześniej spotykamy @radoslaw-szalkowski, który przyjechał z Łodzi. 

    Kilkadziesiąt km za Radomiem, podczas postoju na stacji spotykamy #szosowawarszawa, którzy wyjechali nam naprzeciw. Byli: @masash, @mikkeler, @oskar1100, @theDOG i @tytyrytek.

    Niekiedy jedziemy takimi zadupiami, że asfalt tam jest tylko z nazwy. Mazowieckie, ku@#&...

    Na postoju w Warcie dołącza @rdza, u której później będziemy nocować, a gdzieś w okolicy słynnych Gassów @negrobella.

    Już w samej Warszawie jedziemy prosto pod dworzec centralny, bo ludzie uciekają na swoje pociągi, a i tradycyjne zdjęcie z Pałacem Kultury i Nauki trzeba zrobić. Tam też spotkamy @edicsson, która zachęcona w poprzednim wpisie, przyjechała przybić z nami piątkę ;-)

    Od połowy trasy @metaxy był jakiś osłabiony problemami żołądkowymi, ale końcówkę to już ledwo żył. Zbieramy się więc czym prędzej i @masash prowadzi nas do @rdza. I dosłownie na trzysta metrów od jej mieszania przytrafia mi się gleba... Jakaś kobieta szła DDR-ką i chciałem ją ominąć z lewej strony. Niestety okazało się, że biała linia oddzielająca DDR od chodnika tak naprawdę jest kilkucentymetrowym krawężnikiem. Zdarte kolano, trochę ryj, obita dłoń, pęknięte okulary. W pierwszej chwili @masash myślał, że straciłem zęby, a to tylko kawałek białej oprawki poleciał na trawnik. Z rowerem na szczęście ok. Ze strat trwałych jedynie obdarty tylny zacisk.

    U naszej gospodyni jak zwykle wypas. Na starcie arbuz i piwo, żeby się nawodnić, a potem porządna kolacja. Dzięki Ci po stokroć! Myślę, że będę musiał jeszcze kiedyś przejechać, bo ciągle nie widziałem tego kota spod wanny :-D

    Więcej zdjęć na Stravie - https://www.strava.com/activities/1608633243

    #mortalszosuje - mój tag z relacjami z dłuższych tras.

    #rower #szosa #wykopcanyonclub #rowerowyrownik #100km #200km #300km #400km (nr 3)
    pokaż całość

  •  

    113542 - 415 = 113127

    Tour de Silesia 2018, dystans 350 km.

    Zgodnie z obietnicą z tego wpisu, trasa z dedykacją dla @mmichal i życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia.

    Trochę inaczej niż w zeszłym roku, kiedy to do trasy TdS dołożyłem dojazd i potem jeszcze powrót do domu. Tym razem z uwagi na znacznie większą trudność (i to na krótszym dystansie!) postanowiłem po maratonie jedynie wrócić o własnych siłach.
    Tak więc pobudka o 4:30, kawa, śniadanie itp, rower do samochodu i ojciec wiezie mnie do Godowa, gdzie na terenie ośrodka sportu znajduje się baza maratonu. Na miejscu melduję się przed 7.00 i od razu spotykam @byczys'a, który jedzie na dystansie 600 km. Odbieram pakiet startowy, który obejmuje worek na ziemniaki (tzn. na przepak), numerek na ramę i cztery trytytki. Na bogato!

    Do startu mojej grupy jeszcze godzina, więc zarządzam sobie drugie śniadanie w postaci naleśnika. Po chwili przysiada się do mnie @fixie, a potem też @byczys. Coś tam pogadaliśmy, ale trzeba się szykować. Odbieram nadajnik GPS i ruszam w 14. grupie o 8.05 z numerem startowym 118.

    W sumie na dystansie mini jedzie ok. 140 zawodników (na długim bodajże 69), a grupy liczą 8-9 osób. W mojej miałem tylko jednego gościa "na poziomie", reszta została z tyłu już po ledwie kilkuset metrach. Jedziemy więc sobie na zmianach, tempo 35-37 km/h. Po kilkunastu minutach zaczynamy wyprzedzać pojedyncze osoby z wcześniejszych grup. Czasami ktoś próbuje się podpiąć, ale szybko odpadają na pierwszej lepszej górce.

    Swojego towarzysza tracę kawałek za Opawą, gdy zaczynają się nieco poważniejsze podjazdy. Na zjeździe do Bruntala dołączam do kilkuosobowej grupki, jedziemy razem kilka km, ale i oni zostają w tyle, gdy tylko zaczyna się podjazd-dojazdówka do Pradziada. Ogólnie ten odcinek ma tragiczny asfalt, ale do góry to jeszcze tak nie przeszkadza.

    Na parkingu pod Pradziadem zlokalizowany jest punkt z wodą i drożdżówkami, i tam też łapie mnie deszcz. Powiedziałbym nawet, że ulewa. Straciłem ponad pół godziny, żeby to przeczekać. Ruszam do góry jeszcze w lekkiej mżawce, ale już po kilku minutach muszę zdejmować kurtkę, gdy wychodzi słońce, woda zaczyna parować i robi się nieznośnie duszno.

    Sam podjazd dla mnie osobiście bardzo przyjemny, trzyma stałe 7-8% (oprócz wypłaszczenia na parkingu przed szczytem). I przed parkingiem właśnie robi się nagle kompletnie sucho. Żadnego deszczu na górze nie było... Kilka fotek i trzeba się zbierać. Na zjeździe zauważam @fixie'go, ale @byczys gdzieś mi umknął. Na dole robię krótką pauzę na kołoczka i tankowanie bidonów.

    Następne dwa podjazdy są niczym zmarszczki w porównaniu do Pradziada. Wchodzą bezproblemowo. Później bardzo długi zjazd do Jesionika i kilka km po mokrym. Chwilę wcześniej musiała tu przejść ta ulewa. Ochraniacze i tak przemokły, ale same buty chociaż czyste.

    Podjazd pod Rejviz jest świetny, typowo przegibkowy. Uwielbiam takie. Dwa następne, czyli Horni Udoli i Petrove Boudy trzymają podobne nachylenie. Na każdym z nich wyprzedzam kolejnych zawodników. Nie żebym się chwalił, ale na całej trasie nikt nie wyprzedził mnie na żadnym podjeździe ( ͡° ͜ʖ ͡°) Kilka razy usłyszałem też wyrazy uznania, jak to dobrze idzie mi pod górę.

    W Prudniku, na 213. km zlokalizowany był punkt żywieniowy. Z tego co widziałem, dojechałem tam jako czternasty. Wciągnąłem półtorej porcji makaronu, wypiłem kawę, podładowałem Garmina i zabrałem się w odjazd z czterema innymi osobami. Mieliśmy również dwóch towarzyszy z Cyklofanu Opole, którzy przyjechali użyczyć koła maratończykom. Bardzo miło z ich strony. Odprowadzili nas chyba do Krapkowic.

    Ostatnia "przeszkoda" do mety, czyli Góra Św. Anny i jak to zwykle bywa, tylko rozpoczął się podjazd i już zostałem sam. Na górze mijam kilka osób, które zatrzymały się przy sklepie.
    Powoli zapada zmierzch i robi się chłodniej, gdy więc widzę znak z miejscowością Nędza, przypomina mi się od razu ten wpis i tam właśnie postanawiam zrobić krótką przerwę. Zakładam rękawki, zmieniam okulary na przezroczyste i ruszam na ostatnie 40 km.

    Jedzie się całkiem nieźle, w zasadzie bez wiatru, ale już nawet na małych pagórkach czuć zmęczenie Jesenikami. Na mecie melduję się o 22.22 i z czasem 14 godz. 17 min. i 47 sek. zajmuję w ostatecznym rozrachunku 8. miejsce. Not bad I guess.
    Gdyby kogoś interesowało, to z samego maratonu wyszło 353 km, 4060 metrów w górę i średnia 29,2 km/h.

    Tyle, co odebrałem pamiątkowy medal, na metę wpada grupa, którą mijałem na Annabergu, a wśród nich także mój towarzysz z początku trasy. Gratulujemy sobie i idę do knajpy naprzeciwko bazy maratonu, gdzie na każdego zawodnika czeka śląski obiad - rolada z kluskami i modro kapusta. Nawet załapałem się na końcowy gwizdek finału Ligi Mistrzów, wyświetlanego na telebimie w ogródku.

    No nic, zaplanowałem powrót rowerem, więc do dzieła. Wiedziałem, że będzie ciężko po takiej wyrypie i dodatkowo w środku nocy, ale nie, że aż tak. Każda najmniejsza górka to zrzucanie na prawie najmiększe przełożenie. Normalnie było mi wstyd przed samym sobą... W Pszczynie trochę odżyłem, ale tylko dlatego, że do domu mam już stamtąd całkiem po płaskim.
    Gdybym jechał dystans 600 km, to prawdopodobnie zrezygnowałbym w Godowie, gdzie wypadał im drugi punkt żywieniowy. Nie wyobrażam sobie jechania jeszcze 200 km, w dodatku przez Beskidy z takim gruzem w nogach. Wielki szacun dla @byczys'a za przejechanie tej trasy.

    I to chyba na tyle. Z tego co słyszałem, przyszłoroczna wersja maratonu ma być poprowadzona przez Lysą Horę, więc łatwiej na pewno nie będzie. Już nie mogę się doczekać :D

    Podziękowania dla @sargento i @demoos za prowadzenie na mirko relacji z maratonu :)

    Link do Stravy >>TUTAJ<<

    #mortalszosuje - mój tag z opisami dłuższych tras.

    #szosa #wykopcanyonclub #tourdesilesia #rower (normalnie nie taguję, żeby nie wołać do wpisu na równiku 2 tys.ludzi, ale uznałem, że taka relacja może kogoś zainteresować)

    #rowerowyrownik #100km #200km #300km #400km (nr 2)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: TdS2018.jpg

  •  

    126624 - 251 = 126373

    Niedzielna trasa na Jurę Krakowsko-Częstochowską.

    Na zaproszenie @wspodnicynamtb z Warszawy do Krakowa na weekend przyjechali @rdza i @theDOG. Zaproponowałem więc, że zabiorę kogoś ze sobą i trochę się razem przejedziemy.
    Ruszamy o 8.00 rano ekipą w składzie @Arczi-S, @Marcin_od_Tribana i Marcin ze Stravy. W Jaworznie dołącza do nas @MordimerMadderdin. Miejscem spotkania jest zamek Rabsztyn koło Olkusza.

    Spodziewaliśmy się tylko wcześniej wymienionej trójki, bo większość podstawowego składu #rowerowykrakow dostarczyła usprawiedliwienia na ten dzień. Już po drodze wiedzieliśmy, że "krakusy" mają prawie godzinną obsuwę czasową, ale to jeszcze można było jakoś pogodzić. Przy zamku okazało się jednak, że double puncture w wykonaniu @wspodnicynamtb skutecznie pokrzyżował plany... Po szybkich ustaleniach zdecydowaliśmy, że kontynuujemy trasę sami.

    Pomiędzy punktem widokowym na Pustynię Błędowską, a zamkiem Ogrodzieniec gubimy @MordimerMadderdin, który został nieco z tyłu na górce i nie zauważył, że trasa skręca. Aż do Lelowa non stop jedziemy pod wiatr. Tam na szczęście odbijamy na południe i od tego momentu wieje już znacznie bardziej korzystnie, bo w plecy.

    Druga tego dnia wizyta w Olkuszu podyktowana jest oczywistą potrzebą zjedzenia wykwintnego obiadu w McD. Odpowiednio posileni dzielimy się na dwie grupy. Ci bardziej "wyrypani", czyli @Arczi-S i @Marcin_od_Tribana wybierają łatwiejszą i krótszą drogę, a drugi Marcin i ja jedziemy zgodnie z wytyczoną trasą, czyli bardziej pagórkowato.

    Szkoda, że nie udało się spotkać z warszawskimi gośćmi, ale myślę, że nadrobimy to już za tydzień podczas startu wyprawy ;)

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km #200km (nr 7)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Jura.jpg

  •  

    149031 - 351 = 148680

    O trzy dni przyśpieszona trasa urodzinowa.

    Pierwotnie planowana na środę 16 maja, ale raz, że @metaxy oddaje wtedy rower do serwisu przed wyprawą (a jechanie takiej trasy na starym BH z pękniętą rama raczej nie byłoby zbyt mądre), a dwa, że prognozy pogody na ten tydzień nie zapowiadają się optymistycznie. Plusem też niewątpliwie był skład, bo zamiast we dwóch, jechaliśmy w sześciu.

    Tak więc pobudka o 4.00 nad ranem, ale niespecjalnie mnie to ruszyło, bo i tak przez cały tydzień wstawałem o podobnej godzinie do pracy. Kawa, nieśpieszne śniadanie i o 5.30 wyjeżdżam. Aż do Skawiny lecę DK 44. Normalnie bym się na to nie zdecydował, ale o tej porze ruch jest znikomy. Ekipę #rowerowykrakow spotykam w Świątnikach Górnych, a jadą w składzie: @metaxy, @Cymerek, @38kemor, @ToroToro i Radek.

    @38kemor niestety dosyć szybko się z nami żegna, bo czas pozwala mu tylko na setkę. Przez kolejne 60 km jedziemy więc w pięciu. W Tymowej z kolei opuszcza nas Radek, który powrót zaplanował sobie północną stroną, a my rozpoczynamy bardzo fajny podjazd składający się z kilkunastu serpentyn. Na mapie wygląda niczym naciągnięta sprężynka.

    Zapora na jeziorze Rożnowskim była obowiązkowym punktem programy tej trasy. Robimy fotki i można ruszać na poszukiwania otwartego sklepu, bo w bidonach zaczyna już wysychać, a i jakaś cola z lodzikiem też by siadły.

    Jeszcze tylko jeden większy podjazd i już jesteśmy w Nowym Sączu, gdzie od razu kierujemy się do naszej ulubionej jadłodajni. Niedawno widziałem na głównej wysoko plusowany komentarz, że jedzenie z McD wcale nie jest gorszej jakości niż to z marketów, a może i nawet lepsze, bo używają najwyższej jakości składników. Uspokojony tym faktem zjadłem trzy cheeseburgery i dwie porcje frytek.

    Wyjeżdżając z miasta zahaczamy jeszcze o rynek, a przez następne 45 km mentalnie przygotowujemy się już na podjazd w Laskowej, uznawany za jeden z najtrudniejszych w Polsce i chyba najbardziej stromy. Niecałe 900 metrów ze średnim nachyleniem 19% mówi samo za siebie.
    @metaxy i @Cymerek byli tam w zeszłym roku, więc wiedzieli czego się spodziewać. Podjazd już w zasadzie od pierwszych metrów atakuje tak mocnymi procentami, że trzeba wręcz leżeć na kierownicy, żeby nie podniosło przedniego koła. Dzielnie walczyłem na przełożeniu 34x28, trzymając się zaraz za Rafałem, ale musiałem poddać ostatnie 200 metrów po tym jak kadencja spadła mi poniżej 40 obrotów i po prostu nie dałem rady już tego przepchnąć. A samo pchanie roweru pod taką górę też jest niezłym wyzwaniem i nawet nie było dużo wolniej niż jazda :D
    Zdecydowanie trzeba tam następnym razem pojechać zaopatrzonym w kasetę 32t i bardziej na świeżo, a nie z 220 km w nogach.

    Kawałek za Tymbarkiem zarządzamy sobie ostatnią przerwę na tankowanie i colę. Żegnamy się w Myślenicach. Krakusy na północ, a ja na zachód przez Lanckoronę (nowy asfalt na serpentynach!) i Wadowice. Choć nogi nie kręciły już tak ochoczo na podjazdach, to i tak wracało się nieźle z lekkim wiatrem w plecy.

    350 km i 4200 metrów przewyższeń, czyli w cyferkach trasa bardzo podobna do maratonu Tour de Silesia, w którym będę startował za 2 tygodnie. Jeśli uda się go przejechać w mniej więcej takim samym czasie, to będę bardzo zadowolony.

    #mortalszosuje - moje relacje z dłuższych przejazdów

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km #200km #300km (nr 3)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Rożnów.jpg

    •  

      @Mortal84: Gratulacje, świetna wyprawa.

      jesteśmy w Nowym Sączu, gdzie od razu kierujemy się do naszej ulubionej jadłodajni. Niedawno widziałem na głównej wysoko plusowany komentarz, że jedzenie z McD wcale nie jest gorszej jakości niż to z marketów, a może i nawet lepsze, bo używają najwyższej jakości składników. Uspokojony tym faktem zjadłem trzy cheeseburgery i dwie porcje frytek.

      Też poczułem się wtedy spokojny, McD powinien sponsorować kolarstwo amatorskie ;-)

      Ta torba na ramę nie rysuje/wyciera jej?
      pokaż całość

    •  

      Ta torba na ramę nie rysuje/wyciera jej?

      @Francuski_Mistrz: Z tą torebką Topeaka jechałem pierwszy raz, ale raczej nie ma opcji, żeby cokolwiek obtarło, bo jest bardzo stabilna i nic się nie rusza. Jest to też pewnie po części zasługa płaskiej górnej rury, do której dobrze przylega.

    • więcej komentarzy (12)

  •  

    178322 - 260 = 178062

    Chciałem tę niedzielę przeznaczyć na jakąś płaską trasę, ale znowu coś poszło nie tak. Okazało się, że @Cymerek będzie wracał z domu spod Nowego Targu do Krakowa i szuka chętnych kompanów do towarzystwa. Długo nie trzeba było mnie namawiać. Drugim oczywiście był @metaxy, ale jego to nawet nie trzeba pytać. Wiadomo, że pojedzie.

    W czasie, gdy ja dopiero wstaję i robię kawę, @metaxy już zawczasu kręci kilometry po Krakowie, żeby nie robić tego wieczorem. Wyjeżdżam o 7.30 i obieram kierunek na Bielsko, żeby podjechać Przegibek na rozgrzewkę. Później Żar, bardzo spokojny w godzinach porannych, ale jakieś 3/4 pod wiatr.

    Na drugie śniadanie melduję się w McD w Żywcu chwilę przed 11, więc można już zjeść jakiś normalny zestaw. Punkt wspólny tras mieliśmy wstępnie ustalony w Jeleśni, ale przecież nie będę na nich czekał, aż przyjadą. Spotkałem ich więc na Słowacji, jakieś 10 km od granicy.

    Czas szybko mija w dobrym towarzystwie, a tym bardziej, gdy na trasie jest jeszcze kilka fajnych podjazdów. Tak jak ścianka do Lanckorony, gdzie nawet wpadł mi KOM, pomimo dwustu km w nogach. Po kofibrejku (doprawionym pierogami z mięsem) w Arce żegnamy się, bo tutaj nasze drogi się rozdzielają. @metaxy i @Cymerek na Kraków, a ja do domu przez Wadowice. Cała droga z bocznym wiatrem, ale oni pewnie mieli gorzej, bo musiało im wiać prosto w ryjek.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km #200km (nr 6)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Clipboard.jpg

  •  

    199056 - 272 = 198784

    3 maja, dzień ustawowo wolny, a jeśli tak, to koniecznie trzeba gdzieś pojechać. Może dla odmiany w góry ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Z okolicznych znajomych tylko @bynon odezwał się z pytaniem co robię. Umówiliśmy się więc w Porąbce i od razu atakujemy przełęcz Targanicką. Drugi w kolejce jest Kocierz. Trochę już zapomniałem, jak to jest być "zwykłym" rowerzystą, dla którego taki podjazd jest wyzwaniem i w połowie drogi musi odpocząć na barierce przy drodze. Jak grupka, która mnie dopingowała, gdy ich mijałem.

    Na zjeździe z Kocierza jest remontowany odcinek, ale można go sprawnie ominąć, zaliczając jedynie sto metrów offroadu. Po małej hopce w Rychwałdku @bynon zauważa pęknięty lakier pośrodku górnej rury w swoim rowerze. Niestety na miejscu nie da się stwierdzić czy to tylko odprysk, czy jednak pękła rama... Mimo wszystko lepiej nie ryzykować dalszej jazdy i Adam skręca na Żywiec w kierunku domu. Coś nam nie wychodzą te wspólne trasy na Słowację ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    Deja vu. Niecałe 70 km na liczniku i znów dalej jadę sam. Przez Sopotnię Małą dostaję się do Węgierskiej Górki, a w Milówce skręcam do Nieledwi. Podjazd tamże był jednym z celów tej trasy, bo kilka razy jechałem tam w dół. Następna na rozkładzie Sól-Kiczora i pod górę aż do granicy ze Słowacją. Im wyżej, tym droga węższa i domów mniej. Gdy docieram do szczytu i granicy zarazem, jakież jest moje zdziwienie, że po słowackiej stronie droga jest nagle dwa razy szersza, a asfalt wygląda, jakby położony ledwie wczoraj. Bardzo miło, czuję się, jakbym zjeżdżał po jakiejś specjalnej autostradzie.

    Kilka km główną drogą, ale na szczęście mam już upatrzoną boczną, lokalną. Oczywiście pod górę. Dalsza trasa przez Słowację w sumie bez większych emocji.
    Odcinek przez Czechy to świetna, pagórkowata ścieżka przez las do wsi Herczawa. Trzeci raz tam jechałem i podobało mi się tak samo, jak wcześniej.
    Już po polskiej stronie robię postój w Jaworzynce na colę i loda. Dalej doliną Krężelki do drogi S1 i serwisówkami z powrotem do Milówki.

    W Żywcu oczywiście McD, bo po 200 km zaczynała mi już świecić rezerwa. Zebrałem się najszybciej jak mogłem, bo zaczęły nadciągać jakieś podejrzanie ciemne chmury. Nie mogłem sobie jednak odmówić powrotu przez Przegibek. W sumie chyba na dobre mi to wyszło, bo przez to ostatnie pół godziny jechałem tylko po mokrym, a chwilę wcześniej w mojej najbliższej okolicy przechodziła krótka nawałnica z gradem. Kilka minut po powrocie do domu znów zaczęło potężnie lać, więc trafiłem idealnie.

    #mortalszosuje - relacje z dłuższych tras. Takich na 30 plusów.

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km #200km (nr 5)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 3maja.jpg

  •  

    208863 - 260 = 208603

    Pierwszomajowa wycieczka szlakiem Orlich Gniazd i do Częstochowy z @Arczi-S. Niestety już w Ogrodzieńcu sprawy osobiste zmuszają Arcziego do szybkiego powrotu, więc w dalszą drogę ruszam sam.
    Przyjemnie pagórkowatymi terenami Jury Krakowsko-Częstochowskiej zmierzam w kierunku zamków w Mirowie i Bobolicach. Z racji majówki przy każdym z nich sporo turystów i nawet jakieś zawody biegowe.

    Po zaliczeniu ostatniego z zamków, w Olsztynie, jadę prosto do McD w Częstochowie. Niestety wjazd do miasta przez tereny przemysłowe nie był najlepszym pomysłem. Szkoda, że nie przyjrzałem się wcześniej temu fragmentowi trasy, bo można było go poprowadzić inaczej.

    Po szybkim popasie w światowej sławy "restauracji", przebijam się przez miasto na Jasną Górę. Zdjęcie zrobione, trasa zaliczona. Nie pozostaje nic innego, jak tylko obrać kierunek powrotny. A do domu 100 km w całości pod wiatr. Uśmiecham się jednak tylko pod nosem, bo przecież bywało gorzej (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km #200km (nr 4)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Zamki.jpg

  •  

    217576 - 303 = 217273

    Nad jezioro Dobczyckie, bo jeszcze nie byłem.

    Tym razem nie udało mi się załatwić nikogo do towarzystwa, ruszam więc sam chwilę po 7.00 standardową trasą na Wadowice. Tam też pierwsza krótka przerwa na banana i bocznymi drogami (żeby nie pchać się DK52) zmierzam do Lanckorony. Wybieram podjazd w wersji "medium", bo początek standardowy, ale na pierwszym nawrocie można skręcić w ściankę 13%, która wiedzie do samego rynku.

    Na górze druga mała pauza na colę i loda, a później bardzo szybki zjazd do Sułkowic. Zdecydowanie trzeba kiedyś podjechać do Lancko właśnie z tamtej strony. Chwilę później jestem już w Myślenicach i zaczynam trasę wokół jeziora. Niestety widokowo jest fatalnie, bo jeziora w zasadzie nie widać. Było jedno fajne miejsce po południowej stronie, ale akurat na zjeździe, więc nawet się nie zatrzymywałem.

    W Dobczycach podjeżdżam pod zamek, robię zdjęcie z nim i zaporą w tle (trochę zawaliłem sprawę, bo na samą zaporę mogłem podjechać osobno), odpoczywam kilka minut w cieniu i ruszam w dalszą drogę. Będąc z powrotem w Myślenicach, robię postój na Orlenie na hot doga i uzupełnienie bidonów. Dalej drogą serwisową wzdłuż S7 kieruję się do Stróży, gdzie zaczyna się długi, 10-kilometrowy podjazd, a towarzyszy mi w nim mocny, boczny wiatr.

    Również na zjeździe wiatr daje się we znaki, bo trzeba dokręcać, żeby jechać z jakąś sensowną prędkością. Dojeżdżam do mojej ulubionej krajówki, czyli DK28, ale kawałek dalej odbijam na Tarnawę, gdzie kolejny podjazd, tym razem z wiatrem już bardziej od czoła... 20 km, które dzieli Ślemień od Żywca jest w zasadzie cały czas z górki, ale ponownie musiałem walczyć, żeby w ogóle jechać w dół.

    No i w końcu jest, upragniony McD. Tam już czekał na mnie @Arczi-S, z którym byłem wcześniej w kontakcie. Od wyjazdu z domu, aż do tego maka, czyli przez 195 km ani razu nie powiało mi w plecy. Byłem już tak potwornie zmasakrowany tym wiatrem, że miałem dość. Na szczęście jedzonko pomogło zregenerować siły, a od Żywca miało wiać już tylko z tyłu. Co za ulga.

    Klasycznie zatrzymujemy się z Arczim na zdjęcie na zaporze w Porąbce, a tu jedzie @bynon ze swoim bratem. Nie mogło być lepszego miejsca na takie spotkanie :D Chwilę żeśmy pogadali, a Adam poopowiadał o sobotniej wyrypie na Przehybę (zazdro!). Dalej już zwykłą drogą powrotną w kierunku domu, ale tak dobrze się jechało, że postanowiłem dokręcić te 35 km "do równego" ;)

    Przewyższeń jak na taką trasę niewiele, bo 2700 m, ale przez ten wiatr czuję, jakbym miał w nogach ze dwa razy więcej.
    Długiego majowego weekendu niestety nie mam, ale w te dwa dni ustawowo wolne coś tam się oczywiście pojeździ ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #mortalszosuje - relacje z dłuższych tras

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km #200km #300km (nr 2)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Dobczyce.jpg

  •  

    237666 - 260 = 237406

    Druga z serii wiosennych, górskich tras. Tym razem na Krowiarki.

    Jak zwykle przed takim wyjazdem dodałem wpis w stravowym klubie Czwartkowej Rundy celem znalezienia kilku chętnych towarzyszy. W sumie nie zdziwiło mnie, że zdecydował się tylko Marcin, który jechał z nami dwa tygodnie wcześniej do Cieszyna. Umówiliśmy się na 7.30 w stałym miejscu. Zjawił się również @Arczi-S, który robił szybką poranną setkę i jakiś drugi ziomek, którego nie znam.

    Jechaliśmy w czterech do Polanki, gdzie @Arczi-S obrał już swój kierunek powrotny, a drugi kolega odłączył się we Wieprzu, stwierdzając, że to jednak za mocne tempo dla niego. W Wadowicach krótki postój na banana i ściąganie rękawków. A stamtąd już tylko rzut beretem do zapory w Świnnej Porębie i nowej drogi do Leśniówki - 1,4 km, śr. 12%. Coś pięknego.

    Dalej kilka mniejszych podjazdów i lądujemy w Jachówce. A żeby z niej dostać się do Makowa Podhalańskiego, trzeba zmierzyć się z "Rzeźnią pod Makowem" - 1,6 km, śr. 12%. Coś wspaniałego. Udało się poprawić zeszłoroczny czas o ponad minutę, więc w nagrodę robimy sobie postój w Żabce. Otwartej w niedzielę!

    Po przyswojeniu odpowiedniej dawki cukru, atakujemy podjazd w Żarnówce, który kiedyś wypatrzyłem na Street View. Następna w kolejce jest Wielka Polana, którą w zeszłym roku zrobiliśmy z @bynon'em przy okazji nie do końca udanej wyprawy na Słowację. Zjazd do Zubrzycy i dłuuugi (i w sumie dosyć nudny) podjazd na Krowiarki. Na górze obowiązkowe foto z tablicą i zjeżdżamy do Zawoi.

    Żeby z Zawoi przejechać do Stryszawy, niezbędne jest pokonanie przełęczy Przysłop. Na szczęście od jesieni po obu stronach jest nowy asfalt, więc była to czysta przyjemność. Mały postój na stacji na colę i uzupełnienie bidonów, i można podążać w stronę Żywca z jednym jeszcze konkretnym, podjazdowym akcentem w Kurowie.

    Na kilka km przed McD w Żywcu zaczyna mi szwankować tylna przerzutka. Nie mogę zrzucić niżej jak na 7. zębatkę. Już na miejscu udaje się ją nieco podregulować, ale kosztem skrajnych przełożeń. Dziś się temu przyjrzałem i okazuje się, że już prawie urwała się linka przy mocowaniu w klamkomanetce...

    Obżarci hamburgerami i frytkami, kierujemy się przez Tresną na Przegibek. Wiadomo, ukoronowanie dnia. Z Bielska to już w zasadzie jedzie się na autopilocie, bo drogę znamy na pamięć. Pomimo #wmordewind'u utrzymujemy całkiem dobre tempo, jadąc na zmianach.

    Bardzo udana niedziela. Było ciepło, ale nie za ciepło, więc podjazdy wchodziły aż miło. A uzbierało się ich łącznie 3500 metrów, więc śmiało można zaklasyfikować do kategorii "Wyrypa".

    #mortalszosuje - tutaj opisuję jakieś dłuższe trasy

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km #200km (nr 3)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: krowiarki.jpg

    •  

      @Arczi-S: Byku, właścicielu zacnej łydy, powiedz mi jak u Ciebie z kołami? Powiedz mi, możesz na priv, jak to wygląda u Ciebie wagowo i jak koła dają sobie rade.

      @Dwep: Moja waga to 115kg (wiem dużo), w szosie mam obecnie składane koła DT SWISS Axis 2.0 po 32 szprychy na koło. Przód jest na szprychach cnSpoke i pieście Novateca, w tylnym kole wymieniłem piastę Novateca (ułamała się zapadka w bębenku) na Shimano 105 oraz po trzeciej pękniętej szprysze na komplet szprych Dartmoor'a, spowodowało to zwiększenie wagi ale również wytrzymałości. Na kołach w szosie zrobiłem już pewno ponad 10k km, kilka dziur większych zaliczyłem i nic się z nimi nie dzieje.
      Mam jeszcze Mavici Aksiumy (zostały po Tribanie 540) ale jakoś nie miałem do nich zaufania (przynajmniej do tylnego) biorąc pod uwagę moją wagę (dwa razy w roku dawałem do centrowania) - teraz czekają na lepsze czasy.
      W crossie od Unibike'a mam oryginalne koła które miałem wraz z zakupem roweru i one przeżyły moją wagę ponad 140kg! Też nie było z nimi problemów - korekty centrowania przy corocznym serwisie generalnym.
      Najsłabsze koła chyba mam w mtb - widać jak biją na boki ale tutaj ich nie oszczędzam a bicie aż tak bardzo nie przeszkadza przy hamulcach tarczowych.
      pokaż całość

    •  

      @Limon2g: Ale jak już wszystko zaliczysz, to przez wakacje nie wymigasz się od jazdy :-D

      @89neo: A owszem, zacne. Tylko już w prawym bucie większy rzep mi nie trzyma i rozglądam się za czymś nowym. Kupiłem nawet buty Lake z zapięciem Boa, ale jednak za duży rozmiar i muszę je sprzedać.

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    262405 - 242 = 262163

    Pierwsza wiosenna, górska wyrypa.

    Miała być Góra Św. Anny z @Arczi-S i @Marcin_od_Tribana, ale nie wiedzieć czemu, tak bardzo mnie kusiło pojechać samemu w góry, że tym razem musiałem kolegom podziękować.
    Wyjechałem na spokojnie o 8.00 rano i obrałem kierunek na Ustroń i Równicę. Tradycja każe, żeby raz do roku tam pojechać i poprawić PR-a na podjeździe. Po kilkunastu km odzywa się do mnie @byczys z pytaniem gdzie jadę. Tak się złożyło, że dzień wcześniej nocował w Brennej i właśnie udawał się na śniadanie do McD w Jasienicy, który miałem po drodze do Ustronia. Zgarnąłem go więc stamtąd i dalej jechaliśmy razem.

    Na samą Równicę mój kompan nie podjeżdżał, a ja tylko zrobiłem na górze zdjęcia i dogoniłem go w Wiśle pod sklepem. Dalej podjazd na Kubalonkę, ale już zjazd do Koniakowa nie główną drogą, tylko bocznymi, leśnymi ścieżynkami, wyłączonymi z ruchu samochodowego. Piękna sprawa.
    Po drodze trafiło się kilka srogich ścianek, gdzie maksymalne nachylenie sięgało 18%. @byczys stwierdził, że właśnie tego było mu trzeba. Służę uprzejmie i polecam się na przyszłość :D

    Było też trochę "zamulania", podczas którego dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy na temat przygotowań @byczys'a do North Cape 4000, w którym będzie brał udział. Można się zmęczyć od samego słuchania, a co dopiero jechać w taką trasę... Dla mnie na chwilę obecną niewyobrażalne.

    W Żywcu obiadek w McD, skąd @byczys jedzie prostu do Międzybrodzia, a ja lekkim objazdem przez Kocierz i przełęcz Targanicką. W końcu miała być wyrypa, a nie pitu pitu. Spotykamy się na skrzyżowaniu i razem podjeżdżamy Przegibek. Na górze zimna Cola, uzupełnienie bidonów i w dół do Bielska. @byczys na pociąg, a ja z wiatrem w plecy do domu.

    242 km i 3200 m w górę. Jest nieźle jak na pierwszą górską trasę. Jeszcze kilka podobnych i forma na wyprawę będzie w sam raz.

    #mortalszosuje - mój tag

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #przegibekzawszespoko #100km #200km (nr 2)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Równica.jpg

  •  

    279076 - 301 = 278775

    Niedzielna wycieczka do Cieszyna po zdjęcie z "piniondzem", czyli z banknotem 20-złotowym i Rotundą św. Mikołaja, która widnieje na jego odwrocie.

    Żeby nie być poszkodowanym na kilometrach, bo ode mnie do Cieszyna jest przecież bliżej, wyjeżdżam o tej samej godzinie co #rowerowykrakow. Udaje mi się z nimi spotkać kawałek za Alwernią, a jadą w składzie @metaxy, @bynon, @Cymerek, @trace_error i cztery niewykopowe osoby, w tym Radek Krupa, który jechał z nami dwa tygodnie wcześniej do Warszawy. Po kilku minutach dołącza do nas Pan Kurier - @Hinol.

    Lecimy DW780, wiaterek w plecy, jest przyjemnie i już całkiem ciepło. W Libiążu @trace_error obiera swój kierunek na powrót WTR-em do Krakowa, ale już chwilę później dołącza do nas Marcin, mój znajomy z Czwartkowej Rundy. Jedziemy na Pszczynę, z jednym małym postojem, którego powodem była zgubiona część aparatu @bynon'a. Niestety nie znalazła się... Przed Pszczyną przygarniamy do peletonu @Marcin_od_Tribana i jego "koleżankę" 乁(♥ ʖ̯♥)ㄏ, którzy jadą do Karwiny, a już w mieście na rynku czeka na nas @emtei. Jego lewy pedał postanowił zacząć żyć własnym życiem, więc kilka minut zajmuje nam znalezienie go i nakłonienie do dalszej współpracy.

    Jedziemy w kierunku południowo-zachodnim i wiatr daje o sobie coraz mocniej znać, wiejąc prosto w twarz. Na rynku w Strumieniu spotykamy @pe__pe (w relacji @metaxy'ego jest błąd, gdzie tam jeszcze do Zebrzydowic), a chwilę później na Orlenie czeka na nas @pjib. Teren coraz mocniej pofałdowany, więc na górkach trzeba czekać na ludków ze słabszą nogą. Kilkunastoosobową grupą dojeżdżamy do czeskiej Karwiny. Fotki na rynku, @Marcin_od_Tribana i "koleżanka" zostają oglądać Czeszki, a parę km za miastem @pe__pe skręca do siebie.

    Odcinek pomiędzy Karwiną, a Czeskim Cieszynem, mimo iż płaski jak stół, był chyba jednym z najtrudniejszych w mojej szosowej karierze. Wiatr tak niesamowicie przybrał na sile, że wręcz zatrzymywał w miejscu. Na stacji przed miastem dołączają do nas tata i brat @bynon'a (brat jeździ na poziomym rowerze). Przejazd przez czeską stronę Cieszyna nie przysparza większych emocji, a zaraz za mostem wjeżdżamy na teren parku zamkowego, gdzie znajduje się główna atrakcja tego dnia. Zdjęcie z banknotem na tle rotundy może i oklepane, ale mieć go trzeba i basta.

    Przejazd przez miasto lekko komplikują nam przeprowadzane tam tego dnia zawody w miejskim downhillu. Jako że jesteśmy mniej więcej w połowie trasy, wypadałoby coś zjeść. Pomysł z wizytą w normalnej restauracji porzuciliśmy na rzecz sprawdzonej już wielokrotnie "wykwintnej jadłodajni" spod znaku McD. Odpowiednio posileni niezdrowym fastfoodem ruszamy w drogę, która biegnie przez Skoczów w stronę Bielska-Białej. Z racji bliskości Beskidów Śląskiego i Małego, teren znacznie już pagórkowaty i co jakiś czas robimy krótką pauzę, żeby cała grupa się zjechała.

    Nie będę się zbytnio rozpisywał o zakazie handlu w niedziele i jego wpływie na takie rowerowe, długodystansowe wycieczki jak nasza, bo musiałoby tutaj paść sporo niecenzuralnych słów. Jeśli na dystansie kilkudziesięciu kilometrów nie znajdujemy choćby jednego czynnego sklepu i trzeba prosić ludzi o wodę z kranu, to na usta cisną się słowa, że "w Polsce jak w lesie". Albo i ta druga część cytatu...

    Oznaki cywilizacji znajdujemy dopiero na stacji benzynowej niedaleko Energylandii w Zatorze. Gdyby nie ten postój, to miałem już w głowie nieśmiały plan porzucenia dokrętki do trzystu i wrócenia do domu najkrótszą drogą. Na szczęście jak się człowiek napije zimnej Coli i zje coś słodkiego, to głupie pomysły od razu znikają. Jadę więc z krakusami aż do Łączan, gdzie rozdzielamy się każdy w swoją stronę. Od tego momentu aż w zasadzie pod sam dom wieje mi już tylko w plecy. Cóż za cudowna odmiana po całym dniu niesprzyjających okoliczności wiatrowych. Trasę udało mi się wymierzyć idealnie i nie musiałem nic dokręcać, skoro trójka z przodu zagościła na liczniku.

    Wspaniała to była trasa, nie zapomnę jej nigdy. A czego sobie życzę w następnej? Tego samego co w tej. Zwiedziłem nowe miejsca, jeździłem ze znajomymi, których bardzo lubię i przyjemnie się zmęczyłem.

    #mortalszosuje - mój tag z opisami dłuższych przejazdów

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km #200km #300km (nr 1)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: piniondz.jpg

  •  

    309449 - 420 = 309029

    Sezon wycieczek długodystansowych uważam za otwarty, czyli urodzinowa trasa @metaxy'ego.

    Miało być 300 km na 30. urodziny wspomnianego jegomościa, ale wszyscy dobrze wiemy, jak to jest. Trzeba po drodze pozaliczać gminy i nagle robi się 370 km. A tego już nie można tak zostawić, bo co to za liczba. Dołóżmy zatem do równego. Później po drodze jeszcze jakieś objazdy i inne atrakcje, i finalnie wychodzi to co wychodzi. Nie żebym narzekał z tego powodu ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Pobudka o północy po całych dwóch godzinach "snu". Trzeba coś zjeść, ogarnąć się, wypić kawę i o 1.00 wyjeżdżam. Początkowo temperatura tylko nieznacznie poniżej zera, lekki wiaterek w plecy, więc jedzie się dobrze. W Trzebini Garmin pokazuje mi już jednak -5.5 st. i wiem, że noc na "ciepłą" się nie zapowiada.

    Miejsce spotkania mamy wyznaczone na tankszteli na obwodnicy Olkusza. Docieram tam jako pierwszy. Jestem już dobrze rozgrzany, bo po drodze było kilka podjazdów, a tu trzeba czekać na resztę ekipy. W ciągu 10 minut zjawiają się: @metaxy, @38kemor i krakowski nakurwiacz kilometrów Radek Krupa, a z Andrychowa przyjeżdża @Kuchasz.

    Ponowne doprowadzenie stóp i dłoni do pożądanej ciepłoty zajmuje pół godziny. Jednak dobre tempo i podjazdy wydatnie w tym pomagają. I tak sobie jedziemy, a temperatura spada momentami nawet do -7,5 st, jednak średnio utrzymuje się na -4 st. Pierwszy nieplanowany postój mamy w Sędziszowie, gdzie Strava chciała nas prowadzić na przełaj przez tory kolejowe, a dodatkowo @Kuchasz zauważa, że lekko schodzi mu powietrze z przedniego koła, więc tylko dopompowuje. To już jednak wystarczyło, żeby zabawa z rozgrzewaniem kończyn zaczęła się od nowa...

    Druga podobna sytuacja ma miejsce w Jędrzejowie. Trasa leci drogą S7, więc trzeba wyznaczyć objazd. @Kuchasz znowu pompuje, a mnie znowu marzną stopy i dłonie. Przed Chęcinami fajny podjazd pod zamek. Foto/siku/jedzenie (niepotrzebne skreślić) i ruszamy dalej. Przejazd przez Kielce w zasadzie bezproblemowy pomimo sporych porannych korków. A potem już tylko 30 km i upragnione śniadanie w wykwintnej restauracji McD w Suchedniowie. Schodzi nam tam znacznie dłużej niż byśmy chcieli. @Kuchasz dostaje pracę domową: ćwiczyć szybką wymianę dętek i kupić sobie takie bez wykręcanego zaworka.

    W okolicy Skarżyska-Kamiennej zaczyna się wężykowanie po #zaliczgmine (+24 dla mnie po tej trasie) i tam też opuszcza nas @38kemor, który obawiał się, że może nie podołać takiej czterysetce. Pojechał więc swoją skróconą wersję, a ostatecznie i tak niewiele mu zabrakło.
    W Szydłowcu przypadkowo rozdzielamy się z Radkiem i on też już dalej jedzie po swojemu. Za to w okolicy Radomia dołącza do nas Jacek, znajomek @metaxy'ego z Endomondo. Pojawiają się też atrakcje, z których podobno słynie Mazowsze - "piach, urywające się drogi, błota, drogi, które istnieją wyłącznie na mapie, grzęzawiska itd". Brakowało tylko tego psa w czapce z mema "I tak się powoli żyje na tej wsi"...

    Gdzieś pomiędzy Białobrzegami a Warką dopada mnie mały kryzys. Zjadam słodycze, które jeszcze mi zostały, ale ogólnie nie jedzie mi się zbyt rewelacyjnie i tylko trzymam koło za chłopakami. Dodatkowo droga od Warki aż do Konstancina jest nuda jak flaki z olejem i ciągnie się bez końca.
    W Kawęczynie spotykamy @oskar1100, który wyjechał nam naprzeciw i później elegancko poprowadził już po samej Warszawie. Trochę dalej dołącza do nas też @piotreeek. Dzięki za fatygę, panowie!

    Jeszcze tylko obowiązkowe zdjęcie z Pałacem Kultury i Nauki, maczek na dworcu, kupić bilety powrotne i fajrant. Pociąg do Bielska-Białej, którym z @Kuchasz wracaliśmy, przyjechał spóźniony o 15 minut. Już nawet nie będę wspominał, że cały dzień jechaliśmy z myślą wracania pociągiem o 18.45, ale "piach, urywające się drogi, błota, drogi, które istnieją wyłącznie na mapie, grzęzawiska itd" skutecznie pokrzyżowały nasze plany.

    Dzięki wszystkim za wspólną jazdę, miłe towarzystwo i do następnego!

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #rowerowykrakow #100km #200km #300km #400km (nr 1)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: wawa.jpg

    •  

      @Mortal84 Musiał bym mieć większy rozmiar ochraniaczy. Same buty mam 1 rozmiar większe niż letnie, aby było miejsce na grube skarpetki bądź nawet 2 pary skarpetek w przypadku temperatur po -10.
      I ani razu mi stopy nie zmarły, chociaż w moich jazdach co pewien czas chodziłem, wiec stopy nie miały tak strasznie jak przy bezruchu.
      Ale te spece defroster to zdecydowanie jeden z najlepszych zakupów rowerowych od dawna. pokaż całość

    •  

      spece defroster to zdecydowanie jeden z najlepszych zakupów rowerowych od dawna

      @Hinol: Właśnie zastanawiam się czy do zimówki nie przełożyć pedałów MTB i kupić buty MTB czy jednak zostać przy szosie. Ale chyba jednak skuszę się na zmianę pedałów.

    • więcej komentarzy (20)

  •  

    369095 - 205 = 368890

    Po okolicy, czyli z krakusami do Katowic.

    Zbiórka o 8.45 tam gdzie zazwyczaj. Stawiają się @byczys, @Arczi-S, @atizylak i kilka minut spóźniony @Limon2g, który przybywa na swoim zabytkowym vintydżu. Ruszamy w kierunku Wygiełzowa i Płazy. Po zjeździe z tej ostatniej robimy chwilę przerwy w Bolęcinie, a już parę km dalej spotykamy #rowerowykrakow w składzie: @metaxy, @bynon, @Cymerek, @mihal34, niewykopowy Adrian i @Kuchasz, który dołączył do nich jadąc od siebie z Andrychowa.

    Przed Chrzanowem @mihal34 zawraca, bo w planie miał tylko setkę. Czyli jednego towarzysza tracimy, ale w Jaworznie przybywa nam dwóch: @demoos i @MordimerMadderdin. Ten pierwszy prowadzi nas na słynne już nie tylko na Wykopie (bo i ostatnio był o nim reportaż na TVN) rondo holenderskie.
    Fajnie, że macie tam tak przyjazną rowerzystom infrastrukturę, ale te brukowane przerywniki na DDR-ach niezbyt przypadły mi do gustu. Szczególnie, że jeszcze było mokro...

    @demoos opuszcza nas niestety po ledwie kilku minutach. W samych już Katowicach trochę pobłądziliśmy, ale udało się trafić pod Spodek i pomnik Powstańców Śląskich, gdzie porobiliśmy obowiązkowe zdjęcia. Obowiązkowa była też wizyta w McD.
    Od razu po obiadku @byczys skręca do siebie, a my nadkładamy trochę drogi na Nikiszowiec - zabytkowe osiedle górniczych familoków.

    W Lędzinach zatrzymuje nas na moment orszak Trzech Króli. Akurat mamy ruszać, a tu mnie ktoś woła. Babcia! Dziadkowi tylko machnąłem, bo już musieliśmy jechać. Na następnych kilku km odłączają się po kolei @Limon2g, @atizylak i @Arczi-S. Żodyn nie chciał ze mną dokręcać do dwustu, żodyn... ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    Tak więc zostajemy w sześciu i kierujemy się na WTR, która prowadzi wałami wzdłuż Wisły. W Zatorze żegnamy się i krakusy w swoją stronę, a @Kuchasz i ja "w swoją". W sumie żaden z nas nie jechał bezpośrednio do domu, bo trzeba było lekko nadłożyć do tej dwójki z przodu.

    W zeszłym roku pierwsza dwusetka wpadła mi dopiero pod koniec marca, a tutaj początek stycznia i już fajrant :D Miejmy nadzieję, że będzie to dobry prognostyk na nadchodzący sezon.
    Dzięki wszystkim za udaną wycieczkę i do zobaczenia na kolejnej!

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykoptribanclub #100km #200km (nr 1)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Kato.jpg

  •  

    376743 - 104 = 376639

    Ostatnia tegoroczna trasa na zamek w Chudowie z @Arczi-S. Zlało nas i ogólnie nie było zbyt przyjemnie. Ale nic to.

    Małe #podsumowanie2017:
    - przejechane 21 580 km
    - ustanowiona nowa życiówka - 653 km na maratonie Tour de Silesia
    - tygodniowa wyprawa po Polsce z @metaxy
    - #festive500 zaliczone trzeci raz z rzędu - 907/500 km

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #rower #szosa #wykoptribanclub #wykopcanyonclub #100km (nr 74)
    pokaż całość

  •  

    383200 - 207 - 35 - 113 = 382845

    Plan na środę początkowo był inny, ale w związku z silnym południowym wiatrem postanowiliśmy z @Arczi-S, że założoną dwusetkę pojedziemy na północ i wrócimy pociągiem. Szybki rzut oka na mapę i wyszło, że dwieście km jest akurat do Piotrkowa Trybunalskiego. A że wieczorem był stamtąd bezpośredni pociąg do Katowic, to długo nie musieliśmy się zastanawiać.
    Przez pierwsze 2 godziny nieźle zamulaliśmy, bo było dobrych kilka stopni na minusie i po prostu nie jechało się zbyt rewelacyjnie. Na szczęście temperatura wzrosła powyżej zera, zaczął wiać zapowiadany wiatr w plecy (choć nie zawsze) i zrobiło się znacznie przyjemniej.
    W Koniecpolu, w połowie trasy, zarządziliśmy sobie przerwę obiadową w przydrożnym zajeździe. Następne kilkadziesiąt km to głównie drogi przez lasy i jakieś małe wsie z zaskakująco dobrymi asfaltami. W Piotrkowie meldujemy się chwilę po 17, ale jeszcze trzeba dokręcić i ostatecznie nie zdążamy na wcześniejszy pociąg. Ale za to na spokojnie zjedliśmy maka i pojechaliśmy następnym.
    Krótszy dystans to powrót z dworca z Katowic do domu, a setka to dzisiejsza trasa na zaporę. Niby miało padać cały dzień, ale skoro pogoda się zmieniła, nie mogłem nie wykorzystać okazji ;)

    #festive500 - 701/500 km

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km (nr 72) #200km (nr 22)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Piotrków.jpg

  •  

    427124 - 181 = 426943

    Niedzielna trasa po Beskidzie Małym z gościnnym udziałem #rowerowykrakow.

    Wyruszyłem rano w kierunku Wadowic, by gdzieś w połowie drogi spotkać się z @Kuchasz'em, który wyjechał mi naprzeciw. Nasza dwuosobowa delegacja przechwyciła @metaxy'ego i @Cymerek'a w okolicy Marcyporęby.
    Już za Andrychowem, na podjeździe pod Kocierz dołącza do nas @bynon. Na górze chwila przerwy i obowiązkowe przyodzianie Ultralightów przed zjazdem. Drugi mały postój na zdjęcia robimy oczywiście na zaporze w Tresnej. Później jeszcze drożdżówkarstwo w pierwszym napotkanym sklepie i można uderzać na Żar.
    Na szczycie zrobiło się rodzinnie, bo spotykamy tatę i brata @bynon'a. Długo tam nie zabawiamy, bo wieje niesamowicie.
    Następnym punktem programu jest Przegibek. Po drodze @Kuchasz odbija na Andrychów. Na górze żegnamy się też z Adamem i już tylko w trzech obieramy kierunek na Oświęcim, skąd chłopaki pociągiem wracają do Krakowa.

    Latem taka trasa na 180 km na pewno by się skończyła, a dokręcenie co najmniej do dwusetki byłoby formalnością. Jednak w obecnych warunkach smogowo-pogodowych... Ale nic to. Jeszcze tylko pół roku i znów będzie fajnie, ciepło i długo jasno!

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #przegibekzawszespoko #100km (nr 62)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Clipboard.jpg

    +: tosyu, dymel +35 innych
  •  

    456658 - 230 = 456428

    Jesienna trasa po Beskidach.

    Głównym celem było sprawdzenie dokąd sięga asfalt na Skrzyczne. Prawie dwa lata temu jechaliśmy tam z @byczys'em w naszą pierwszą wspólną trasę i w połowie podjazdu było tyle śniegu, że już się koła ślizgały.
    W sumie szału nie ma, ale na 825 mnpm można wjechać. Dróżka za to bardzo przyjemna, bo wyłączona z ruchu, więc tylko piesi turyści i rowerzyści.
    Później skierowałem się na Salmopol, gdzie klasyczny kofibrejk w karczmie, zjazd do Wisły, zdjęcie na zaporze, podjazd pod zameczek prezydencki i przez Istebną i Koniaków w kierunku Żywca.
    Bardzo podobała mi się droga przez Kamesznicę. Koniecznie muszę tam jeszcze pojechać z drugiej strony, bo ta końcowa ścianka wygląda na niezłą rzeźnię ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    W Żywcu McZestaw, bo już ciągnąłem na oparach. Przy okazji sprawdziłem lifehacka od @kolkohyt - kosze na śmieci przy maku otwierają klapę, jeśli naciśnie się nogą tę wajchę u dołu. Wykop bawi i uczy!
    A dalej już na spokojnie do domu. Przykro, gdy się pomyśli, że jeszcze niedawno o godz. 19 można było dokręcać 60 km, a teraz zimno, ciemno, ultralighty, lampki. Ech... A będzie tylko gorzej ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    #mortalszosuje - mój tag

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km #200km (nr 21)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: skrzyczne.jpg

  •  

    470671 - 222 = 470449

    Jakiś czas temu wypatrzyłem zamek w Rabsztynie i nie mogło być tak, żeby pozostał nieodwiedzony. A że Rabsztyn to już prawie Dolinki, a Dolinki to już w sumie Kraków, nie wypadało nie zgłosić się do @metaxy'ego z pytaniem, gdzie jedzie w sobotę.
    Z mojej strony chęć wyjazdu wyrazili @Arczi-S i znajomy Marcin ze Stravy. Na miejsce spotkania wyznaczamy okolicę kopalni porfiru Zalas. Lekkie zdziwienie, gdy okazuje się, że @metaxy jest jedynym przedstawicielem #rowerowykrakow. Na szczęście kawałek dalej, zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, dołącza do nas @Hinol.
    Spora część trasy przez Dolinki wiodła tymi samymi drogami, którymi jechaliśmy w maju, tylko teraz w drugą stronę.
    Na podjeździe pod zamek @metaxy złapał kapcia, więc zeszło nam tam trochę dłużej niż planowaliśmy. W McD standardowa wyżerka z kuponu "50011607".
    Kawałek za Olkuszem rozdzielamy się. @metaxy do Krakowa, a my przez Jaworzno, gdzie spotykamy się z @byczys'em, który wyjechał po nas po pracy. W tym roku jeszcze żadnej grubszej jazdy nie uskuteczniliśmy wspólnie, ale dobry i taki kawałek, bo wysłuchałem już przynajmniej relacji z ostatnich trzech dni MRDP :)

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km #200km (nr 20)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Dolinki.jpg

  •  

    478728 - 102 = 478626

    Piątkowy klasyk na zaporę do Porąbki. W pakiecie Wielka Puszcza i przełęcz Targanicka.

    Przy okazji małe #chwalesie. Wczoraj na Stravie wbiło mi 50 tys. km przejechane w 2 lata i 5 miesięcy, czyli odkąd zacząłem używać tej aplikacji. Znajdzie się na mirko kilka osób, którym zajęło to znacznie krócej, ale myślę, że i tak nieźle.
    Wcześniej w czasach przedstravowych, jak jeszcze jeździłem na crossie, zrobiłem w sumie 11 tys. km w 4,5 roku i wtedy wydawało mi się, że to dużo XD

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km (nr 56)
    pokaż całość

    źródło: Clipboard.jpg

  •  

    509104 - 203 = 508901

    Nie miałem konkretnego pomysłu na niedzielę, więc po prostu pojechałem do Tychów pod Piramidę. Feniksy ustaliły, że jadą na zaporę do Porąbki, a kto będzie chciał to na Żar. Pasowało mi to.
    W Brzeszczach spotkałem @Marcin_od_Tribana z różowym, którzy jechali na kofibrejka na Kocierz. Ola pierwszy raz podjeżdżała na przełęcz Targanicką (ostatnie pół kilometra ma 13% nachylenia) i udało się bez zatrzymywania. Zuch dziewczyna. Następna w kolejce czeka Chrobacza Łąka ;)
    Dogoniłem Feniksów, gdy zbierali się już z zapory, ale na Żar oczywiście żaden się nie zdecydował, więc musiałem jechać sam... Dalej uderzyłem na Kocierz od strony Żywca i ponownie spotkałem się z Marcinem i Olą.
    Z powrotem dobrze się jechało, a że godzina była jeszcze wczesna, to dokręciłem do dwustu. Tak profilaktycznie, żebym później nie miał niepotrzebnych wyrzutów sumienia.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykoptribanclub #100km #200km (nr 19)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: niedzielatuitam.jpg

  •  

    513655 - 30 - 134 = 513491

    W piątek przekładka gratów z Orbei do Tribana i lekki rozjazd po całym tygodniu przerwy.
    W sobotę natomiast wyprawa na Jaworowy Wierch i Łysą Horę do Czech z @bynon i @Arczi-S.

    Arczi podjechał po mnie autem, zapakowaliśmy rowery na bagażnik i skierowaliśmy się do Ustronia, gdzie na parkingu przy Tesco mieliśmy się spotkać z @bynon'em. Startujemy z półgodzinnym opóźnieniem i przy huraganowym wietrze z południa. Podobnie jak w zeszłym roku jedziemy przez Trzyniec i tamtejszą hutę, a następnie odbijamy na Jaworowy Wierch. Niecałe 6 km, średnio 8% nachylenia, piękny podjazd, szczerze polecam.
    Na górze taki wiatr, że strach było Ultralighta zakładać, bo jakby go porwało, to trzeba by szukać gdzieś w Polsce...
    No to zjeżdżamy (asfalt w niektórych miejscach czasy świetności ma już dawno za sobą) i urokliwymi bocznymi drogami wzdłuż Beskidu Morawsko-Śląskiego jedziemy do Prażma, gdzie skręcamy na Łysą Horę - najwyższy szczyt tegoż pasma górskiego.
    Tutaj podjazdu jest 8,5 km, nachylenie niby tylko 8,3%, ale bez obaw. Są bardzo przyjemne, kilometrowe odcinki po 9-11%. Nawet można się trochę spocić. Lubię ten podjazd, bo wiesz, że jedziesz do góry, a nie jakieś tam pitu pitu.
    PR poprawiony o ponad minutę względem zeszłego roku. To pewnie dlatego, że na Tribanie ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    W karczmie na górze spora kolejka, więc po obiad swoje musieliśmy odstać. W kasie można płacić kartą, gdyby to kogoś interesowało. Bo nas interesowało z tego względu, że nie mieliśmy czeskich koron :D
    Pojedli, popili (Radegast 10% wszedł aż miło) i jedziemy na dół. I tutaj niestety przydarza się rzecz straszna, bo @bynon zalicza poważną glebę przy 55 km/h...

    W pewnym miejscu zjazdu jest krótki odcinek do góry. Adam chciał go pocisnąć na stojąco i prawdopodobnie spadł mu łańcuch. Cała siła nacisku na pedał poszła "w powietrze" i przekoziołkował razem z rowerem przez lewe ramię.
    Jechałem jakieś 20 metrów za nim i wyglądało to bardziej niż poważnie. W duchu modliłem się, żeby sobie niczego nie złamał.
    Skończyło się "tylko" na kilku szlifach i obtarciach. Koszulka i spodenki tak potargane, że jedynie do wyrzucenia, uszkodzone zapięcie buta, złamana szprycha, przekrzywiona lewa klamka, urwane mocowanie garmina i kilka rys więcej na ramie. Kask cały, bo głową o asfalt na szczęście nie uderzył.
    Porobiliśmy z rowerem co się dało, żeby był w miarę sprawny, a Adam czuł się na tyle dobrze (jak to brzmi...), że mógł dalej jechać, więc zdecydowaliśmy się na powrót do Ustronia najkrótszą możliwą drogą. Stamtąd odwieźliśmy go do Bielska na SOR. Tomografia na szczęście nic nie wykazała. A co tam było dalej i jak się teraz czuje, to już pewnie sam napisze.

    Generalnie trasa była zaplanowana na 210 km i ponad 4 tys. metrów przewyższeń, więc kategoria Wyrypa. Zdecydowanie do powtórzenia, ale już raczej w przyszłym roku i oby bez takich przygód.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykoptribanclub #100km (nr 53)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: javorovylysa.jpg

  •  

    542044 - 202 - 235 - 158 = 541449

    Podhalańsko-tatrzański weekend z #rowerowykrakow

    Sobota:
    Podobnie jak w zeszłym roku bazę noclegową na czas rajdu zapewnił @Cymerek w swojej rodzinnej miejscowości niedaleko Nowego Targu. I podobnie jak w zeszłym roku na miejsce oczywiście pojechałem na rowerze. Spakowany do swojego podsiodłowego Bikepacka wyruszyłem rano w towarzystwie @Limon2g i znajomego ze Stravy, którzy postanowili kawałek mnie odprowadzić. Nie obyło się bez zdjęcia na zaporze i podjazdu na przeł. Targanicką i Kocierz. Po zjeździe z tego drugiego żegnamy się i w lekkiej mżawce kieruję się w stronę Zawoi. Na przeł. Przysłop trwa remont drogi (nareszcie!), ale na szczęście dało się przejechać. Dalej przez Krowiarki, zjazd do Jabłonki i chwilę przed 15.00 melduję się w Odrowążu.
    Rozgościłem się w domku i czekałem, bo reszta towarzystwa gdzieś się rozjechała. A byli to @wspodnicynamtb, @bynon, @regyam i @44zw. Gdy już wszyscy się zjawili, pojechaliśmy na lotnisko do Nowego Targu po odbiór pakietów startowych. Później tradycyjnie na rynek na lody od Żarneckich. W drodze powrotnej dopaść chciała nas potężna ulewa, ale ostatecznie przeszła gdzieś bokiem.

    Niedziela:
    Pobudka o 6.00 rano, śniadanie, ogarnianie się i po godzinie z hakiem wyjeżdżamy, żeby przed 8.00 być na rynku w Nowym Targu.
    XXII edycja Rajdu Wokół Tatr zgromadziła rekordową liczbę 250 osób chcących przejechać pętlę liczącą 205 km i prawie 2500 metrów przewyższenia. Oprócz wcześniej wymienionych, rowerowe oblicze wykopu reprezentowali również @radoslaw-szalkowski, @38kemor, @atizylak i @cox22 (który niestety z powodu awarii zakończył zabawę jeszcze przed pierwszym bufetem). Tak więc pamiątkowe zdjęcia, jakieś przemówienia, ogłoszenia i kwadrans po 8.00 startujemy.
    Dostaliśmy się gdzieś w środek stawki, ale @bynon'a i mnie to nie zadowalało, więc całkiem sprawnie przeskakiwaliśmy od jednej grupki do drugiej, żeby znaleźć się jak najbliżej czoła rajdu. Mój plan był taki, żeby jak najszybciej dojechać do pierwszego bufetu, a później już swoim tempem, tak żeby był czas na zdjęcia i podziwianie widoków.
    @bynon pognał z największymi harpaganami, a ja ruszyłem kilka minut później w ok. 10-osobowej grupce. Pomiędzy pierwszym i drugim bufetem było 50 km ciągłego podjazdu, więc moja grupa szybko została z tyłu i jechałem już tylko z Jędrkiem, który jako jedyny utrzymywał moje tempo.
    Jechaliśmy razem do samej mety wyprzedzając sporo ludzi, ale tylko nieliczni do nas dołączali. Ostatecznie na lotnisko wpadliśmy w pięciu na kwadrans przed 16.00.
    Obiadem na koniec rajdu trochę się zawiodłem. Porcja była tak mała, że chyba tylko dziecko by tym pojadło. Ale chociaż piwo było zimne. Same bufety na trasie wypasione, jedzenia tyle, że nie wiadomo było za co się brać. Za to duży plus.
    W drodze powrotnej do domku @bynon złapał kapcia i w sumie to chyba był jedyny przykry incydent tego dnia. Będąc już na miejscu zrobiliśmy grilla i czekaliśmy na resztę ekipy. Wszyscy poza mną wracali później do Krakowa.

    Poniedziałek:
    "Tradycyjnie" z rajdu wracam rowerem i teraz było tak samo. Trasy powrotnej nie miałem jakoś szczegółowo zaplanowanej, ale chciałem pojechać przez Słowację i Korbielów. Na sam start jeszcze w Odrowążu dołożyłem sobie całkiem konkretną sztajfę, ale nogi dały radę.
    Po obowiązkowej wizycie w McD w Żywcu, skierowałem się na Przegibek, bo jakoś mało mi przewyższeń. W domu byłem na tyle wcześnie, że śmiało mógłbym dokręcać do dwustu, ale po prostu mi się nie chciało. W sumie dziwne...

    Cały weekend bardzo udany, pogoda dopisała, towarzystwo również. Bawiłem się świetnie.
    A @Cymerek i jego rodzinie dziękuję za gościnę, i mam nadzieję, że widzimy się znów za rok ;)

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #tatry #100km (nr 50) #200km (nr 17 i 18)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: tatry.jpg

  •  

    590746 - 210 = 590536

    Kofirajd do Lanckorony, obadać podjazd na nowej drodze koło zapory w Świnnej Porębie i zaliczyć gminę Koszarawa.
    3/4 trasy z bolącym kolanem. To samo co w maju ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    #rowerowyrownik #szosa #mortalszosuje #100km #200km (nr 16) pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: lancko.jpg

  •  

    597332 - 208 = 597124

    Niedzielna ustawka z Feniksem Tychy. W sumie i tak zamierzałem w połowie odbić gdzieś w Beskid, bo sama feniksowa runda to za mało. Nadarzyła się ku temu dobra okazja po tym, jak dołączył do nas przypadkowy kolarz z pytaniem, czy ktoś jedzie na Kocierz. Ja mogę, ja! :)
    Podjechaliśmy więc sobie razem na przeł. Targanicką i rzeczony Kocierz, a dalej już sam udałem się do McD w Żywcu. Po zestawie trochę ociężały pojechałem w kierunku Żaru. Zgodnie z przewidywaniami na górze siedzieli sobie @Marcin_od_Tribana i @Ola_od_Meridy 乁(♥ ͜ʖ ͡♥)ㄏ
    Po szybkich konsultacjach w sprawie trasy zdecydowaliśmy, że pojedziemy razem przez Przegibek, bo Ola jeszcze nie była. Za takie dwa konkretne podjazdy musiała być odpowiednia nagroda, więc oni do maka w Bielsku, a ja przez Straconkę kierunek dom. W sumie nie do końca, bo jeszcze trochę na około, żeby dokręcić do dwustu.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #100km #200km (nr 15)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: feniks.jpg

  •  

    624071 - 406 = 623665

    Słowacka wyrypa z @bynon'em.

    Pobudka w sobotę o 3.00 w nocy, kawa, śniadanie itd. i parę minut po czwartej wyjeżdżam. @bynon rusza o tej samej porze, ale z Krakowa. Miejsce spotkania mamy ustalone w Makowie Podhalańskim. Bez zbytniego kombinowania jadę najprostszą trasą przez Wadowice.
    Zgrywamy się prawie idealnie, bo czekam na Adama tylko kilka minut, zajadając się w tym czasie naleśnikiem z serem. Postanawiamy ominąć Krowiarki i sprawdzić podjazd od strony Bystrej Podhalańskiej. Ostatni odcinek przez las bardzo fajny, z mocniejszą końcówką. Godna polecenia alternatywa dla "oklepanej" Zawoi i Krowiarek. W Chyżnem zarządzamy sobie przerwę na hot doga, uzupełnimy bidony i na wszelki wpadek kupujemy też po kilkanaście ojro.

    Będąc już na Słowacji, głównymi drogami kierujemy się do Zuberzeca, gdzie zaczyna się podjazd do atrakcji dnia, czyli Tatliakowego Jeziora. Cały ten odcinek jest mocno oblegany, głownie przez pieszych turystów. Niecały kilometr przed szczytem Adam miał awarię, ale ponieważ jechałem pierwszy, nie zauważyłem tego. Na górze myślałem, że może trochę osłabł i przyjedzie za kilka minut. Porobiłem zdjęcia nad jeziorkiem, ale jego nadal nie było. Zjechałem kawałek w dół i zastałem go na poboczu, gdy próbował wyciągnąć łańcuch spomiędzy kasety i szprych. Chwilę to zajęło, ale operacja się udała, chociaż nie mógł używać największej i najmniejszej zębatki.
    W pewnym miejscu podczas zjazdu odbiliśmy jeszcze na drugi mniejszy podjazd, ale niestety kończył się ślepo w lesie. Na pocieszenie zastaliśmy tam źródełko z pyszną, zimną wodą.

    Znaleźć w weekend otwarty sklep na Słowacji nie jest rzeczą łatwą. Udaje nam się to dopiero w miejscowości Dlha nad Oravą. Uzupełniamy bidony i utracone kalorie, i gdy już mamy się zbierać, Adam postanowił "poprawić" hak przerzutki. Pomysł ten miał niestety fatalne skutki, bo skończyło się owego haka złamaniem... A że zapasowego nie było, pozostało zadzwonić do domu po wóz techniczny. Żegnamy się więc i w dalszą drogę wyruszam sam.
    Najpierw główną drogą wzdłuż Oravy, a następnie przecinam wschodnią część Małej Fatry. Widokowo świetnie, ale niestety nie mam żadnych zdjęć z tego odcinka. Temperatura dobiła do 35 stopni, było cały czas pod górę, a telefon ostatnio wożę w woreczku strunowym, bo obiektyw paruje od potu i prostu nie chciało mi się go wyciągać.

    Trochę się obawiałem co tam @bynon na tej trasie jeszcze zaplanował, ale nie było źle. Jedna poważniejsza, ale bardzo przyjemna ścianka na drodze z Zazrivy do Orawskiej Leśnej, a kawałek dalej bardzo szybki zjazd do Nowej Bystrzycy.
    Na odcinku pozostałym do granicy zrobiłem dwa krótkie postoje, w tym jeden w "Zmarzlinach u Huga", gdzie przydały się kupione rano eurasy. Na polską stronę przejeżdżam w Zwardoniu. Jedną z opcji dla tej trasy był powrót pociągiem, ale nie skorzystałem i postanowiłem dokręcić te sto kilometrów ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Tak więc drogami serwisowymi wzdłuż S1 do Milówki i wizyta w pierwszym napotkanym sklepie, bo z piciem już było cienko. Spotkałem tam starsze małżeństwo z Katowic. Byli żywo zainteresowani różnymi aspektami tak długich tras: czy tyłek nie boli od całodziennego siedzenia, czy plecy nie bolą od leżenia na lemondce itp. I najważniejsze "Ile kosztuje taki rower?". Was też ludzie o to pytają? Bo mnie się zdarza dosyć często.
    Posiedzieli, pogadali ale trzeba jechać. Gdzie? Do McD w Żywcu oczywiście! Posilony zestawem mogłem już na spokojnie kręcić standardową trasą przez Międzybrodzie i Porąbkę. Nie zapomniałem też o zdjęciu na zaporze, żeby trasa się liczyła ;) W domu byłem kwadrans po dziesiątej, czyli wcześniej niż gdybym jechał pociągiem. Wiedziałem, że będzie się opłacało.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #100km #200km #300km #400km (nr 2)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: wyrypa.jpg

  •  

    639857 - 204 - 112 - 104 = 639437

    Poniedziałkowy wyjazd z @Marcin_od_Tribana do Szczyrku na Tour de Pologne.

    Ruszamy jakoś po 10, bo też nie ma się co śpieszyć, skoro na Salmopolu peleton miał być dopiero ok. 17.30. Standardowo kierunek przez Międzybrodzie. Przed Szczyrkiem łapie nas deszcz, który przeczekujemy pod wiaduktem. Dalej drogi też mokre, ale w sumie szybko schną.
    Na Salmopolu robimy tradycyjnego kofibrejka w karczmie i jedziemy do Wisły zgodnie z trasą etapu. Podczas podjazdu pod zameczek prezydencki spotykamy pierwszych kibiców, którzy zajmują już co lepsze miejscówki. Z Kubalonki świetny zjazd do Wisły i z powrotem do góry, na Salmopol.
    Zasiadamy przy piwie i czekamy na przyjazd peletonu. Zanim pojawiają się na szczycie, znajdujemy sobie miejsce przy trasie, żeby mieć ich na wyciągnięcie ręki.
    Gdy już przejechały wszystkie wozy techniczne, przenosimy się na drugą stronę podjazdu i spokojnie oglądamy relację na telefonie. Przyłącza się do nas masażysta Sky'a i częstuje nas żelami. Kilka innych osób też dołącza do wspólnego śledzenia poczynań na etapie.
    Trochę nam tam jeszcze schodzi, bo musimy czekać aż przejadą ostatni zawodnicy i dopiero możemy ruszyć w dół do Szczyrku.
    Nie wiem czy to zasługa tych Sky'owych żeli, czy perspektywa McD w Bielsku, ale Marcin dostaje takiego powera, że po drodze wyprzedzamy wszystkich kolarzy, a sam też muszę się przykładać, żeby utrzymać się na jego kole :D
    Po kolacji w rzeczonym McD już "na spokojnie" wracamy do domu. Nie obyło się rzecz jasna bez dokręcania, bo coś mało km miałem na liczniku.

    We wtorek setka na zaporę w morderczym upale. Jakoś tak jeszcze po drodze "skręciło mi się" na Przegibek... Dobrze, że powrót był z wiatrem w plecy. 3 litry płynów na 100 km. Tyle chyba jeszcze nigdy nie wypiłem.
    Po południu pojechałem odebrać Orbeę z serwisu. Rama poklejona i pomalowana. Na pierwszy rzut oka w ogóle nie poznać, że coś było robione.

    Na środę planowałem trasę bardzo wcześnie rano, żeby uniknąć upału, ale jednak zmieniłem zdanie. Już wieczorem czułem, że mięśnie odmawiają posłuszeństwa. Więc zamiast na rowerze, zawiozłem rower. Bo oprócz ramy ucierpiała też tylna przerzutka. Ale to już było zadanie dla lokalnego serwisanta, pana Mariana.
    Dziś odbieram i będzie pierwsza jazda od tragicznego zakończenia wyprawy pod koniec lipca.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykoptribanclub #100km (nr 42 i 43) #200km (nr 13)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: TdP.jpg

  •  

    647612 - 304 - 104 = 647204

    Urlop czas start!

    Prawie cały zeszły tydzień odpuściłem, żeby odpocząć przez zbliżającym się urlopem, bo jednak trochę jeżdżenia się szykuje ;) Na dobry początek góry. Ale czy ktoś spodziewał się czegoś innego?
    Zbiórka o 7.00 tradycyjnie u mnie na skrzyżowaniu. Stawili się: @Arczi-S, @Marcin_od_Tribana, @Limon2g oraz Vito i Adrian ze Stravy. Przed Brzeszczami dołącza do nas @Kuchasz, który wystartował o 5 rano z Krakowa.

    W takim składzie nie jedziemy jednak zbyt długo. W Straconce Arczi z kolegami odbijają na Przegibek (zawsze spoko), bo niestety nie mają całej soboty na jeżdżenie, a nasza czwórka kieruje się w stronę Szczyrku. Na podjeździe pod Salmopol Marcin narzucił mocne tempo, którego jednak nie wytrzymałem i wtoczyłem się na górę prawie 2 minuty później niż on i @Kuchasz. Mimo wszystko PR wpadł, ale podjeżdżało mi się raczej kiepsko.
    W karczmie robimy coffee brejka, a następnie zjeżdżamy w stronę Wisły. Pisałem to już kilka razy, ale napiszę jeszcze raz. Ten zjazd po nowym asfalcie to jest mistrzostwo świata! Żeby nas jeszcze ciężarówka po drodze nie przyblokowała, to już w ogóle byłaby rewelacja. A dziś jedzie tam Tour de Pologne. I my też tam będziemy ;)
    W Wiśle skręcamy nad jezioro Czerniańskie, foto na zaporze i jedziemy wzdłuż Czarnej Wisełki do Stecówki. Świetna turystyczna dróżka, polecam.

    Dalej przez Istebną w stronę granicy i mała pętelka po czeskiej stronie, żeby przejechać kapitalny leśny odcinek do wsi Herczawa. Przy okazji zaglądamy też na trójstyk granic, ale ta miejscówka ogólnie szału nie robi. Z Jaworzynki doliną Krężelki (oj, tu też jest pięknie) aż do drogi S1, później kilometrowa ścianka (10% już nie robi takiego wrażenia jak kiedyś) i bardzo fajny zjazd przez Nieledwię do Milówki. Tam też zarządzamy sobie przerwę w Biedronce i posileni ciśniemy z wiatrem do Żywca na maka.
    Było kilka wariantów dalszej trasy, ale ostatecznie wszyscy zgodzili się jechać z moim pierwotnym planem, który zakładał sprawdzenie podjazdu w Sopotni. Wyjeżdżając z Żywca niestety mamy mały wypadek. Przed przejściem dla pieszych @Kuchasz nie wyhamował i wpadł w @Limon2g. Wszystkie straty tj. zdarty łokieć, lekko rozcięta dłoń i potargana owijka po stronie @Kuchasz'a... Na szczęście twardy z niego zawodnik, więc tylko przemył rany wodą i kategorycznie stwierdził, że jedzie dalej.

    Później już bez żadnych przygód pokonujemy zaplanowane podjazdy i w Andrychowie żegnamy się. @Kuchasz dokręca do trzystu (jeszcze raz gratuluję życiówki), a my przez małopolskie wsie kierujemy się do domu. Odprowadziłem chłopaków, a mimo to i tak sam musiałem dokręcać. Co jak co, ale trójka z przodu wygląda znacznie lepiej ;)

    W niedzielę tylko popołudniowa setka dookoła jeziora Goczałkowickiego. Połowa w upale i pod wiatr, więc w sumie nie było takiego luzu, na jaki liczyłem.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykoptribanclub #100km (nr 41) #200km #300km (nr 5)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: czasstart.jpg

  •  

    724187 - 653 = 723534

    Maraton Tour de Silesia, dystans 540 km.

    Zapisując się na maraton wiedziałem, że będzie szansa poprawić swoją ubiegłoroczną życiówkę. Ale co to za poprawa o ledwo 10 km. To się nie opłaca jechać. Postanowiłem więc na miejsce startu dojechać rowerem i tak samo wrócić później do domu.

    Wyjeżdżam chwilę przed 8.00 w sobotę rano i po dwóch godzinach jestem już w Świerklanach, w bazie maratonu, która ulokowana jest na terenie ośrodka sportu przy lokalnej szkole podstawowej i gimnazjum. Zaczynają zjeżdżać się zawodnicy startujący na długim dystansie. Wersja mini licząca 370 km ruszała o 7.30, więc na trasie już od kilku godzin byli m. im. @Arczi-S i @Limon2g.
    Na drugie śniadanie zjadam makaron z kurczakiem, który miałem ze sobą i kręcąc się po terenie spotykam @bynon'a, a później @byczys'a (pozdrowienia dla żony!). Coś tam pogadaliśmy i trzeba powoli przygotowywać się do startu. Wszyscy trzej jesteśmy w ostatniej, piątej grupie, czyli planowo powinniśmy ruszać o 11.20. Jeszcze jakaś przedstartowa odprawa Gustava, który jest jednym z głównych organizatorów i wypuszczane są poszczególne grupy. Każda liczy ok. 13 osób, w sumie startuje 60-kilka.

    Spodziewałem się szybkiego początku, ale to przypominało raczej typową ustawkę w tygodniu niż maraton dookoła województwa. Po kilku km wyprzedzamy pierwsze, pojedyncze osoby z wcześniejszych grup. Po kilkunastu całą czwartą grupę. Część osób przyłącza się do nas. Pierwszy punkt kontrolny, w Krzyżanowicach, to tylko wejście do sklepu po pieczątkę i szybko jazda, żeby nie zgubić grupy. Pomiędzy Raciborzem a Rudami widać skutki nawałnicy, która przeszła tutaj w piątek. Na poboczach dróg mnóstwo połamanych gałęzi i przewróconych drzew.
    PK2 mieścił się na Orlenie w Pyskowicach. Był to zdaje się 103 km trasy i średnia z tego odcinka przekroczyła 36 km/h. To było dla mnie trochę za dużo. Postanowiłem zrobić o kilka minut dłuższą przerwę i dalej jechać sam albo z kimś napotkanym po drodze. @byczys i @bynon pognali z grupą.
    Ruszamy ze stacji w kilka osób, ale po pierwszym podjeździe zostaję tylko z gościem w stroju Bałtyk-Bieszczady Tour. Jedziemy po zmianach i byłoby bardzo przyjemnie, gdy nie silny boczny wiatr. Po wspólnych 50 km łapie nas deszcz. Postanawiam zatrzymać się na przystanku i założyć ochraniacze na buty. Tamten pojechał dalej. W sumie w deszczu jadę jakieś 20 minut. Jest ciepło, więc drogi szybko wysychają i już na PK3 koło Olesna zdejmuję ochraniacze i wiatrówkę.
    Na stacji spotykam parę osób, ale one właśnie się zbierają. Kupuję jakąś tortillę, bo o hot dogach zapomnij, jeśli przed chwilą przewinęło się tutaj kilkunastu ludzi...

    Prawie cała droga do punktu żywieniowego w Kłobucku mija szybko za sprawą wiatru w plecy. Gdy skręcam do restauracji, @byczys i @bynon z grupą właśnie wyjeżdżają. Oferta obiadowa jest całkiem bogata, wybieram kurczaka z ryżem i zestaw sałatek. Do tego w pakiecie 2 litry wody i dwie saszetki izotoniku. Robię niecałą godzinę postoju i w dalszą trasę zabieram się z dwójką, która przyjechała tam jakiś czas przede mną.
    Spokojnym tempem jedziemy na wschód do Koniecpola, gdzie zlokalizowany jest kolejny punkt kontrolny. Czas mija nam głównie na rozmowach na tematy okołorowerowe. Jarek, który na maraton przyjechał spod Wrocławia, traktuje go jako przygotowanie do pełnego Iron Mana, w którym będzie startował na początku września w Malborku. Z Bartkiem znamy się trochę z naszej lokalnej ustawki - Czwartkowej Rundy.
    W Koniecpolu pieczątka na stacji, chwila odpoczynku i skręcamy na południe. Jest już grubo po zmroku, a trasa z płaskiej przechodzi w jurajskie pofałdowanie. Jedna hopka za drugą. Tempo siłą rzeczy spada, ale przynajmniej nie jest nudno i nie chce się spać. W okolicach Pilicy Jarkowi kończy się picie, ale jako że nie napotykamy żadnej stacji ani otwartego sklepu, ratujemy go własnymi zapasami i jedziemy dalej. Czynną stację znajdujemy dopiero w Kluczach i tam też robimy przerwę na kawę itp. Tego było mi trzeba, bo oko już zaczynało się niebezpiecznie przymykać.

    Po ok. półtorej godziny, który to czas upływa na bezustannej jeździe góra-dół, meldujemy się na drugim punkcie żywieniowym zlokalizowanym w Bolęcinie. Tutaj już wyboru nie ma i każdy dostaje filet drobiowy z ryżem i sałatkę. W sumie zjadłbym dwie takie porcje, gdyby dawali. Kolejna godzina odpoczynku. Jarek nawet przekimał kwadrans na podłodze, bo kryzys snu miał spory. Gustav coś tam nagrywał, więc może znajdziecie nas później w jakimś filmiku na jego kanale.
    Na start dostajemy temperaturę poniżej 10 st., mgłę i podjazd do Płazy. Ale to nawet dobrze, bo od razu się człowiek rozgrzał. Kawałek przed Wieprzem, gdzie na Orlenie jest kolejny PK, spotykamy @Kuchasz'a. Wcześniej umówiliśmy się, że po mnie wyjedzie i nie zawiódł ;)
    Od Andrychowa zaczynają się góry. Na dobry początek Kocierz. Pomimo 470 km w nogach, podjazd wchodzi całkiem nieźle. Na górze ściągam nogawki i czekamy z Rafałem chwilę na pozostałych kompanów. Zjeżdżamy do Żywca i dalej kierunek na Węgierską Górkę, gdzie standardowo na Orlenie mieści się punkt kontrolny.
    Jarek i Bartek są już mocno zajechani i postanawiają zrobić dłuższą przerwę przed czekającymi ich jeszcze podjazdami. Wcinam więc tylko dwa hot dogi, zapijam kawą i ruszamy z @Kuchasz'em do Milówki. Stamtąd drogą serwisową wzdłuż S1 jedziemy do Koniakowa. Droga wojewódzka 943 na tym odcinku to jest jakieś nieporozumienie. Nie dość, że dziury, łaty i muldy, to jeszcze kilkaset metrów bruku. Od Istebnej na szczęście jest już normalnie.
    Podjazd na Kubalonkę całkiem w porządku, chociaż różnica w "świeżości nogi" pomiędzy mną a @Kuchasz'em jest widoczna gołym okiem. Przez Wisłę i Ustroń kierujemy się na Cieszyn. Przejazd przez ten ostatni mocno nadszarpuje moje siły. W zasadzie całe miasto to seria krótkich, sztywnych podjazdów. Pieczątka na Orlenie, cola, lody i jedziemy dalej, zgarniając ze sobą napotkanego na stacji maratończyka.

    Ostatnie 40 km dłuży mi się niemiłosiernie. W końcu o 12.45 docieramy do bazy maratonu, gdzie odbieram pamiątkowy medal i kończę udział w zabawie z czasem 25h 31m. Podobno dało mi to 15. czas wśród startujących na dystansie mega. Nawet spoko, bo spodziewałem się, że z czasem powyżej 25h będę jednak w ogonie stawki.
    Zjadam dwie miseczki bogracza, bo kiełbasy z grilla bym nie przełknął, a tylko takie dania są dostępne. Jeszcze chwila odpoczynku, żegnam się z Gustavem i obsługą maratonu i ruszam do domu, bo do przejechania jeszcze ponad 50 km.
    Zaraz po wyjeździe na główną drogę Garmin informuje mnie, że "Wygrałeś! Trening ukończony" i... wyłączył się. Włączam go, a tam nie ma możliwości kontynuowania trasy, ani nawet samej trasy zapisanej! Fuuuuuuuuuuuck! No ale co zrobię? Nic nie zrobię. Trzeba w domu podpiąć do komputera i zobaczymy.
    Jedziemy z @Kuchasz'em spokojnie, bo też moje nogi nie chcą pozwolić na nic więcej, a w dodatku ciągle myślę o niezapisanej trasie. By to jasny ch... Cała radość z przejechanego maratonu wyparowała niczym przebity balonik. Wkurw na maksa.
    W Pszczynie robimy przerwę na lody, żegnamy się i ostatnie kilometry do domu jadę już sam.

    Pierwsze co, to oczywiście Garmin do komputera i szukam trasy. Jest! Ale tylko 270 km... Załamka :( Szczęśliwie @Marcin_od_Tribana dobrze ogarnia takie tematy, podsunął parę pomysłów i udało się odzyskać ślad trasy. Humor od razu poprawiony :D Bo wiadomo, że jak czegoś nie ma na Stravie, to tak jakby tego w ogóle nie było.

    W imprezie tego typu startowałem pierwszy raz, więc nie będę podejmował się oceny organizacji, bo nie wiem jak to powinno wyglądać ani jak wygląda gdzieś indziej. Mogę tylko powiedzieć, że niesamowicie mi się podobało, atmosfera była bardzo przyjazna i z niecierpliwością czekam na przyszłoroczną edycję. A Gustav już zapowiedział, że łatwiej na pewno nie będzie.

    pokaż spoiler Jeszcze 2 tygodnie temu nie spodziewałem się, że Triban dostanie szansę przejechania czegoś więcej niż 100 km, a tu proszę. W pięknym stylu wrócił z emerytury. I po co te wszystkie karbony i elektroniczne przerzutki? ( ͡° ͜ʖ ͡°)


    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #rower #szosa #wykoptribanclub #100km #200km #300km #400km #500km #600km (nr 1)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: TdS.jpg

  •  

    753099 - 131 - 102 = 752866

    Wyprawa, dzień VII (30.06.2017)

    Ten dzień zapowiadał się ciężko już nawet zanim się zaczął. Deszcz i mocny wiatr miały nam towarzyszyć od samego rana. Na starcie mżawka, ale wiatr jeszcze sprzyjający, bo jedziemy krajówkami na północ. W Orzyszu @metaxy wypatrzył czołg zaraz za bramą jednostki wojskowej, ale pani strażniczka nie pozwoliła wejść. Smuteczek.

    W miejscowości Miłki odbijamy na zachód. Wiatr zaczyna wiać w ryjek, a mżawka zamienia się w deszczyk. Fajne tereny, co rusz jakieś jeziorko, łódki zacumowane do pomostów, mija nas też sporo rajdówek, ale jak tu robić zdjęcia w takich warunkach...

    Dojeżdżamy do Mikołajek i zarządzamy sobie postój w Biedronce. Trafiamy na prawdziwe turystyczne oblężenie. Gdy już udaje się zrobić zakupy, znajdujemy sobie miejsce przy drzwiach, osłonięte od wiatru i tak mija nam godzina. Ponownie ruszyć w taką pogodę nie jest łatwo. Przez pierwsze parę minut tak mną trzęsło, że bałem się, że się rozpadnę. Na szczęście @metaxy narzucił dobre tempo, takie w sam raz, żeby się rozgrzać.

    Kilka km za Mrągowem skręcamy w lokalne drogi. Wiatr w twarz na niezmiennym poziomie, ale zamiast deszczu mamy teraz chujowe asfalty. Wjeżdżając do wioski Śledzie postanawiamy się zatrzymać na foto ze znakiem. Korzystając z okazji ściągam jedną wiatrówkę, bo zaczyna robić się cieplej. W tym momencie przychodzi potężny podmuch wiatru i przewraca mi rower. Upadł na trawę, więc myślałem, że nic się nie stało. Sprawdzam tylną przerzutkę prawo-lewo, działa. No to jedziemy. Wrzuciłem o jedną zębatkę do góry... i wyprawa się skończyła.

    Hak przerzutki był jednak wygięty, wózek dotknął szprych i całą przerzutkę zawinęło do góry. Wózek tak się zakleszczył pomiędzy szprychami, że ciężko było go w ogóle wyciągnąć. Do tego uszkodzona rama w okolicach tylnego trójkąta i wygięta ośka. @metaxy od razu wrzuca info pod swoim tagiem, że potrzebujemy pomocy, bo jasnym jest, że z rowerem w takim stanie do Olsztyna się nie dostanę.

    Najpierw przez kilka km @metaxy mnie holuje, potem u gospodarza udaje się skrócić i skuć łańcuch, ale przez skrzywioną oś rower i tak nie nadaje się do jazdy. Na szczęście z odsieczą przybywa @unhit. Zaraz po pracy wsiadł w auto i pojechał na ratunek. Pozwolę sobie otagować #olsztyn, żebyście wiedzieli jakiego dobrego mireczka u siebie macie.

    Tak więc rower do bagażnika i jedziemy. Podaję adres naszego noclegu... i robię wielkie oczy, gdy okazuje się, że @unhit mieszka zaraz obok! Takiego zbiegu okoliczności w życiu bym się nie spodziewał. Jeszcze raz dzięki kolego za pomoc. Jesteś wielki!

    Sam nocleg u mirka @sugr, którego niestety nie było dane nam poznać, ale zostawił nam klucze do mieszkania i pozwolił z niego skorzystać. Serdeczne dzięki!
    W sobotę wstałem wcześniej, pożegnałem się z Rafałem i autobusem pojechałem na dworze PKP, skąd miałem pociąg do Katowic. Jakby tych wszystkich przygód było mało, to przed Dąbrową Górniczą ktoś postanowił zakończyć swój żywot rzucając się pod pociąg... Stoimy na dworcu, opóźnienie nieznane. Na szczęście ojciec i tak miał mnie odebrać z dworca, więc zamiast do Katowic podjechał do Dąbrowy.

    I to by było na tyle. 1850 km w siedem dni, spore straty w sprzęcie, ale i tak było zajebiście. Gdybym miał pojechać drugi raz, to nie zastanawiałbym się ani chwili ;)

    Po powrocie do domu od razu uruchomiłem Tribana i w niedzielę pojechaliśmy na zaporę z @Marcin_od_Tribana i @Limon2g. Trochę dziwnie się jechało, bo jakoś tak odwykłem od tej szerokiej trinanowej kierownicy i grubaśnych klamkomanetek. Ale trzeba się przyzwyczaić, bo na razie nic lepszego miał nie będę. A w sobotę startujemy w maratonie Tour de Silesia i Triban ponownie dostanie szansę przejechania jednorazowo ponad 500 km. Stay tuned.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #100km (nr 35 i 36)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: to już jest koniec.jpg

  •  

    763488 - 212 = 763276

    Wyprawa, dzień VI (29.06.2017)

    Mieliśmy startować o 8:00, ale @metaxy'emu nie zadzwonił budzik, a ja myślałem, że wstał wcześniej, sprawdził pogodę i uznał, że śpimy dłużej. Tak że tego... Godzina opóźnienia to już u nas standard.

    Najpierw wioskami, większość oczywiście z podwójnymi nazwami, a później kawałek drogą E67. Przy takim natężeniu tirów jeszcze nie jechałem. Jeden za drugim i w obie strony. Istna masakra. Dobrze, że można było jechać poboczem.

    Skręcamy w boczne drogi, przejeżdżamy przez Zambrów i dalej DW679 w kierunku Łomży. Wzdłuż tej wojewódzkiej biegnie tak świetna ścieżka rowerowa, że aż żal gdy się kończy. Łapie nas przelotny deszczyk, ale wiemy, że to tylko przygrywka przed główną "atrakcją".

    Burzę, a w zasadzie armagedon, przeczekujemy w łomżańskim McD. Wieje tak mocno, że częściowo łamie się jeden z parasoli. Rowery się przewracają i BH @metaxy'ego uderza górną rurą o rzeczony parasol. Lakier porysowany, to na pewno. Oby nic więcej...

    Siedzimy tam chyba ze dwie godziny zanim przestaje padać i drogi nieco obsychają. Jedziemy na wschód DK63, później na północ przez Jedwabne. W miejscowości Przytuły zatrzymujemy się, żeby zrobić zdjęcie kościoła i spotykamy tam mireczka @guziec. Śledził trasę na Endo, żeby się z nami przejechać.

    Czas upływa nam na rozmowach o fatalnym stanie miejscowych dróg i śmiesznym dla ludzi z południa akcencie (@guziec brzmi jak Hardkorowy Koksu :-D). Nie obyło się też bez kilku kilometrów po szutrze i piachu, żeby zaliczyć gminy, ale to już chyba taki urok tych rejonów.

    W czasie postoju spadają mi okulary i rozjeżdżam je tylnym kołem... @guziec jedzie z nami do Kolna i tam się żegnamy. Mam nadzieję, że ktoś jeszcze z twojej okolicy sprawi sobie szosę i nie będziesz musiał ciągle jeździć sam ;-) Miło było poznać!

    Nocleg mamy w Piszu. Kolejny raz załatwiła nam go @isiowa. Dzięki ;-) Jako że godzina już trochę późna, decydujemy się skrócić trasę i jechać krajówką. 25 km ze średnią prawie 40 km/h, mając w nogach już prawie dwieście km powoduje, że uda trochę zapiekły :-D Nie było segmentu na tym odcinku, więc go wyznaczyłem. Zgodnie z oczekiwaniami wpadł KOM.

    Sam nocleg u typowej pani Grażynki, na dodatek w zimnej suterenie. Ale wszystko na szybko załatwiane, więc i tak cieszymy się, że mamy gdzie spać. A wyspać się trzeba, bo kolejny dzień ma być pogodowo najgorszym z dotychczasowych. Jak się później okaże, nie tylko pogodowo...

    Więcej zdjęć na Stravie - https://www.strava.com/activities/1060053010

    #mortalszosuje

    #szosa #rowerowyrownik #100km #200km (nr 11)
    pokaż całość

  •  

    767507 - 225 = 767282

    Wyprawa, dzień V (28.06.2017)

    Tak jak było do przewidzenia, padało od samego rana. I to na tyle mocno, że zdecydowaliśmy się pospać trochę dłużej i zobaczyć jak rozwinie się sytuacja pogodowa. @Rymbaba zrobił mam śniadanie, pogadaliśmy o ubojniach świń (taki luźny temat przy jedzeniu :-D) i kwadrans przed 10 ruszamy.

    Coś tam kropiło, ale drogi całkiem mokre. Po 10 km zaczyna padać już normalnie. Nie jest to jakaś ulewa, ale ochraniacze na buty jednak nie dają rady w takich warunkach. Nie daje też rady telefon @metaxy'ego, któremu najpierw pada dotyk, później bateria, a po chwili umiera całkowicie. A taki był ładny, wodoodporny...

    Bez licznika jeszcze jakoś da się jechać, ale bez telefonu, który rejestruje trasę? Nigdy w życiu! Zaczynamy przeglądać allegro i szukamy xperii z3 compact w najbliższej okolicy. Gość sprzedaje niedaleko miejscowości Perlejewo. Rafał dzwoni i umawia się, że będziemy za godzinę, bo to przecież tylko 30 km. Wg map Google po drodze ma być prom. Jakież jest nasze zdziwienie, że promu jednak nie ma... I to od nie wiadomo ilu lat. Najbliższy most jest w miejscowości Nur i oznacza to objazd na dodatkowe 50 km. Ale jak mus, to mus.

    Telefon, mimo że używany, okazuje się być sprawny, więc nic tylko kupować i ruszać dalej.
    Postanawiamy jechać wschodnią część planowanej trasy z noclegiem w okolicach Łap, bo do Łomży na pewno nie zdążymy.
    Po drodze grubszy popas urządzamy w Biedronce w Wysokim Mazowieckim. W sumie jazda w tym dniu nie jest na tyle intensywna, żeby niezbędny był jakiś konkretny obiad.

    Zaliczamy wszystkie niezbędne gminy i trafiamy nawet drugiego (sic!) lokalnego kolarza w ciągu całych trzech dni. Ale jakoś mało rozmowny był, więc tylko trochę razem pozapierdalaliśmy i skręcamy w kierunku Łap. Zakupy w Biedronce i jedziemy jeszcze kawałek do Krzyżewa, gdzie nocleg załatwiła nam @isiowa. Dzięki Węgierko!

    pokaż spoiler Nie dodaję zdjęcia metaxego trzymającego dwa telefony, bo już wszyscy je widzieli. Jest za to standard z tych okolic, czyli dwuczłonowe nazwy miejscowości. To chyba wstyd dla mieszkańców, jeśli mają pojedynczą nazwę.


    Więcej zdjęć na Stravie - https://www.strava.com/activities/1058593046

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #100km #200km (nr 10)
    pokaż całość

  •  

    770070 - 232 = 769838

    Wyprawa, dzień IV (27.06.2017)

    Pobudka o 5:00. Ciężko wstać po nieco ponad czterech godzinach spania. Kawa i śniadanie przygotowane przez @Kiszona_kapusta i jego żonę stawiają nas na nogi. Tak fajnie się rozmawia, że jak zwykle wyjeżdżamy z półgodzinym opóźnieniem ;-)

    Z Lubartowa kierujemy się na północ. Nogi nie chcą zbyt żwawo kręcić, więc tempo nie jest zawrotne. Odbijamy na wschód, do Parczewa. Tu z kolei jedzie się tak dobrze, że zapominamy skręcić (który to już raz...) i musimy wracać nadkładając kilkanaście km. Po wymuszonym powrocie do Parczewa nie pozostaje nam nic innego, jak udać się do Biedronki na drugie śniadanie.

    @metaxy zaczyna odczuwać jakiś niepokojący ból w okolicach prawej kostki, ale tempo do samego Radzynia Podlaskiego jest całkiem konkretne. @poratujPan polecał zrobić zdjęcie Pałacu Potockich, zajeżdżamy więc na miejsce i robimy prawie godzinną przerwę na okoliczność bolącego ścięgna. Wykorzystując wolny czas, staram się nieco zniwelować kolarską opaleniznę (akurat...) i piszę relację z poprzedniego dnia.

    Po starcie nie forsujemy mocnego tempa, takie stabilne trzydzieści. Od Łukowa jedziemy DK63 na północ. Nieco przed Siedlcami @metaxy wjeżdża w dziurę. Licznik spada mu na drogę i zostaje rozjechany przez potężnego tirowca, który śpieszył się, żeby rozwieźć wasze bułki, wędliny itd.

    Z kupnem nowego licznika schodzi nam dobre półtorej godziny. Było przy tym kilka przebojów, ale szczegóły we wpisie Rafała. Gdy już wszystko załatwione, nie pozostaje nic innego, jak tylko maksymalnie skrócić trasę, żeby czym prędzej dotrzeć do Sokołowa Podlaskiego na nocleg u mirka @Rymbaba. Kolega jest wielkim fanem domowego browarnictwa, nie obyło się więc bez degustacji wyrobów własnych i rozmów o warzeniu piwa.

    Idziemy spać wiedząc, że rano na pewno będzie padało. I to mocno...

    Więcej zdjęć na Stravie - https://www.strava.com/activities/1056821946

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #100km #200km (nr 9)
    pokaż całość

  •  

    774721 - 243 = 774478

    Wyprawa, dzień III (26.06.2017)

    W tym dniu planowo mamy z @metaxy'm do przejechania tylko trochę ponad 200 km, więc z zebraniem się z hostelu nie śpieszymy się zbytnio. Tym bardziej, że ubrania jeszcze wilgotne po wieczornym praniu ich pod prysznicem.

    Gdy w końcu wychodzimy, jest prawie 9:00. Jeszcze tylko śniadanie w Biedronce i już można jechać w trasę właściwą. Aż za Szczebrzeszyn lecimy DK74. Świetny asfalt, szerokie pobocze, pagórkowaty teren. Robimy zmiany co 3 km, jedzie się rewelacyjnie. Dalej już wioskami do Kraśniczyna, ale ciągle z wiatrem, więc nawet pomimo kiepskich dróg, ciągle jedzie się dobrze. Z wyjątkiem sytuacji w Wiszenkach, gdzie na zjeździe było więcej dziur niż asfaltu i tak trzęsło, że otworzyła mi się saszetka na ramie i wypadł powerbank. Na szczęście przeżył.

    Za Kraśniczynem wiatr zmienia się na boczny i od tego momentu już do końca dnia w ogóle nam nie pomaga. Koło Krasnegostawu spotkamy szosowego dziadka po siedemdziesiątce, jak się okazuje byłego mastersa. Dawał radę pod górkę, a łydy niejeden by mu pozazdrościł.

    Kawałek dalej nie skręcamy tam gdzie powinniśmy, ale nie ma tego złego, bo trafiły się ruiny zamku w Krupe. Wspominamy sobie nawet wykopową aferę z M. Kruppe. Gdy już wracamy na właściwą trasę, zaczyna lekko kropić z ciemnych chmur, które nadciągnęły od zachodu. Główny deszcz nas ominął, ale przyszło jechać jakieś 20 km po całkiem mokrych drogach i ochraniacze bardzo się przydały. Nic tak nie boli, jak mokre i ubrudzone buty. Tym bardziej, jeśli są białe.

    Wiochy, przez które dalej przejeżdżamy mają tak kiepskie drogi, że nawet nie chce mi się tego opisywać. Ostatnie kilkanaście kilometrów przed Lubartowem jest dla mnie dosyć ciężkich. Kumulacja jazdy pod wiatr i brak konkretnego obiadu powodują znaczny spadek mocy. Poratowałem się jednak batonikiem i udało się dojechać do naszego gospodarza, którym był @Kiszona_kapusta. Razem z żoną ugościli nas czym chata bogata. Przesympatyczna rodzinka. Mam nadzieję, że twoja córka nie zrazi się do rowerów tym małym wypadkiem, który jej się ostatnio przydarzył. Miło było was poznać! Dzięki za gościnę.

    Więcej zdjęć na Stravie - https://www.strava.com/activities/1055376395

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #100km #200km (nr 8)
    pokaż całość

  •  

    779601 - 338 = 779263

    Wyprawa, dzień II (25.06.2017)

    Pobudka kwadrans po 5.00, @rdza zrobiła nam śniadanie, trochę jeszcze pogadaliśmy i z półgodzinym opóźnieniem wyruszamy. Na Moście Siekierkowskim spotykamy się z @Cymerek i @mikkeler. Wschodnią stroną Wisły jedziemy na południe. Po drodze dołącza do nas @44zw - pół Krakus, pół Hiszpan. Przez jakiś czas jedziemy też z nami @gato, ale na crossie nadążyć za szosami łatwo nie jest, a niestety dłużej na kolegę czekać nie możemy.

    I tak sobie jedziemy jakimiś małymi zawijasami, bo zaliczanie gmin. W Dęblinie robimy drożdżówkarski postój w Biedronce i dołącza do nas @Bzdziuch. Chwilę po starcie zupełnie przypadkowo spotkamy wykopka @szczypawka. To jest grubsza historia, może @metaxy albo @Cymerek opiszą to u siebie.
    Kilka kilometrów później następuje "rozłam" grupy. @Cymerek niestety nie daje rady z formą tak jak by tego chciał i ucieka na pociąg do Radomia. @44zw i @mikkeler jadą kawałek z nim i dalej też w swoje strony.

    Jedziemy więc w trzech z @Bzdziuch aż do Solca nad Wisłą. Tam kolega skręca na Lublin. Kolejny mirek, @tazlubiczary miał czekać na nas na moście w Annopolu, ale spotykamy się kawałek wcześniej. Rekreacyjnym tempem zmierzamy wspólnie do Janowa Lubelskiego, gdzie mamy nocleg, a nasz nowy znajomy odbija na Tarnobrzeg.

    Nocujemy w hostelu Katrina poleconym przez @faramka. Wszystko fajnie, dobry standard.

    Więcej zdjęć na Stravie -https://www.strava.com/activities/1054176484

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #100km #200km #300km (nr 4)
    pokaż całość

  •  

    784639 - 403 = 784236

    Wyprawa, dzień I (24.06.2017)

    Jak wiadomo, @metaxy wybrał się na wyprawę dookoła Polski. Już jakiś czas temu ustaliliśmy, że pojadę razem z nim przez pierwszych 9 dni.
    #rowerowykrakow tradycyjnie raz do roku jeździ do Warszawy. Była więc okazja połączyć start wyprawy i trzysetkę do stolicy.

    Z domu wyjechałem o 1:00 w nocy i po chwili spotykamy się z @makyo, który wyruszył od siebie godzinę wcześniej. Noc jest ciepła i bezwietrzna, jedzie się bardzo przyjemnie.
    W Wolbromiu mamy miejsce zbiórki z Krakusami, którzy przybywają w składzie @metaxy, @wspodnicynamtb, @Cymerek i @kiwacz. Jedziemy sobie wioskami na północ, gonią nas luźno puszczone na noc psy, a słońce powoli wyziera zza horyzontu. Krótko mówiąc, wstaje nowy dzień. Dopada mnie mały problem z łańcuchem, bo jedno ogniwo jest jakieś felerne i przeskakuje na dolnym kółeczku przerzutki. Na szczęście dr @metaxy postawił szybką diagnozę i zastosował wstępne leczenie. Już nie przeskakiwało, a tylko cykało, a po jakimś czasie samo przeszło zupełnie.

    Dogania nas @bynon, który chciał pospać kapkę dłużej i już pełnym składem podążamy we wiadomym kierunku. Robimy kilka drożdżówkarskich postojów, w tym ten najważniejszy w Biedronce.
    W miejscowości Przysucha dołącza do nas @radoslaw-szalkowski, który postanowił zrobić trasę Łódź - Warszawa i na pewno nie była to najkrótsza możliwa droga.
    W Goszczynie spotkamy się z delegacją #szosowawarszawa w składzie @masash, @oskar1100, @ingvarr_zaag, @mikkeler, @Shaybecki i @theDOG. Razem ruszamy do Grójca i wytęsknionego (ale pewnie nie przez wszystkich) McD. Wiadomo, że @metaxy to harpagan jakich mało i narzuca takie tempo, że część ekipy szybko odpada. Każdy jednak dojeżdża na miejsce i w miłej atmosferze konsumujemy swoje zestawy.

    Kierujemy się na Nadarzyn i dalej serwisówkami wzdłuż S8 aż do samej Warszawy. Osoby, które wracają pociągami do domu odstawiamy na dworzec centralny, robimy zdjęcia z Pałacem Kultury (stały punkt każdej wycieczki) i spotykamy tam też @tytyrytek. Żegnamy się i każdy udaje się w swoją stronę.
    Metaxego i mnie warszawiacy odprowadzają na Kabaty, gdzie mamy nocleg u @rdza. Nie obyło się też bez dokręcania do czterystu, bo głupio tak zostawić, jak brakuje tylko 10 km :-D

    U naszej gospodyni jemy kolację, poznajemy @Marjano oraz jej współlokatora, który częstuje nas dziwnymi piwami, różnymi trunkami, których nazw nie pamiętam, a także marynowanym rosyjskim arbuzem. Później jeszcze tylko szybkie zakupy w całodobowym Tesco i można iść spać. A spania niewiele, bo niecałe 5 godzin, ale to i tak lepiej niż poprzedniego dnia.

    Dzięki wszystkim za miłe towarzystwo, wspólną jazdę i do zobaczenia przy nastepnej okazji!

    Więcej zdjęć na Stravie - https://www.strava.com/activities/1052262433

    Cdn.

    #mortalszosuje

    #szosa #rowerowyrownik #100km #200km #300km #400km (nr 1)
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów