•  

    456658 - 230 = 456428

    Jesienna trasa po Beskidach.

    Głównym celem było sprawdzenie dokąd sięga asfalt na Skrzyczne. Prawie dwa lata temu jechaliśmy tam z @byczys'em w naszą pierwszą wspólną trasę i w połowie podjazdu było tyle śniegu, że już się koła ślizgały.
    W sumie szału nie ma, ale na 825 mnpm można wjechać. Dróżka za to bardzo przyjemna, bo wyłączona z ruchu, więc tylko piesi turyści i rowerzyści.
    Później skierowałem się na Salmopol, gdzie klasyczny kofibrejk w karczmie, zjazd do Wisły, zdjęcie na zaporze, podjazd pod zameczek prezydencki i przez Istebną i Koniaków w kierunku Żywca.
    Bardzo podobała mi się droga przez Kamesznicę. Koniecznie muszę tam jeszcze pojechać z drugiej strony, bo ta końcowa ścianka wygląda na niezłą rzeźnię ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    W Żywcu McZestaw, bo już ciągnąłem na oparach. Przy okazji sprawdziłem lifehacka od @kolkohyt - kosze na śmieci przy maku otwierają klapę, jeśli naciśnie się nogą tę wajchę u dołu. Wykop bawi i uczy!
    A dalej już na spokojnie do domu. Przykro, gdy się pomyśli, że jeszcze niedawno o godz. 19 można było dokręcać 60 km, a teraz zimno, ciemno, ultralighty, lampki. Ech... A będzie tylko gorzej ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    #mortalszosuje - mój tag

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km #200km (nr 21)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: skrzyczne.jpg

  •  

    470671 - 222 = 470449

    Jakiś czas temu wypatrzyłem zamek w Rabsztynie i nie mogło być tak, żeby pozostał nieodwiedzony. A że Rabsztyn to już prawie Dolinki, a Dolinki to już w sumie Kraków, nie wypadało nie zgłosić się do @metaxy'ego z pytaniem, gdzie jedzie w sobotę.
    Z mojej strony chęć wyjazdu wyrazili @Arczi-S i znajomy Marcin ze Stravy. Na miejsce spotkania wyznaczamy okolicę kopalni porfiru Zalas. Lekkie zdziwienie, gdy okazuje się, że @metaxy jest jedynym przedstawicielem #rowerowykrakow. Na szczęście kawałek dalej, zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, dołącza do nas @Hinol.
    Spora część trasy przez Dolinki wiodła tymi samymi drogami, którymi jechaliśmy w maju, tylko teraz w drugą stronę.
    Na podjeździe pod zamek @metaxy złapał kapcia, więc zeszło nam tam trochę dłużej niż planowaliśmy. W McD standardowa wyżerka z kuponu "50011607".
    Kawałek za Olkuszem rozdzielamy się. @metaxy do Krakowa, a my przez Jaworzno, gdzie spotykamy się z @byczys'em, który wyjechał po nas po pracy. W tym roku jeszcze żadnej grubszej jazdy nie uskuteczniliśmy wspólnie, ale dobry i taki kawałek, bo wysłuchałem już przynajmniej relacji z ostatnich trzech dni MRDP :)

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km #200km (nr 20)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Dolinki.jpg

  •  

    478728 - 102 = 478626

    Piątkowy klasyk na zaporę do Porąbki. W pakiecie Wielka Puszcza i przełęcz Targanicka.

    Przy okazji małe #chwalesie. Wczoraj na Stravie wbiło mi 50 tys. km przejechane w 2 lata i 5 miesięcy, czyli odkąd zacząłem używać tej aplikacji. Znajdzie się na mirko kilka osób, którym zajęło to znacznie krócej, ale myślę, że i tak nieźle.
    Wcześniej w czasach przedstravowych, jak jeszcze jeździłem na crossie, zrobiłem w sumie 11 tys. km w 4,5 roku i wtedy wydawało mi się, że to dużo XD

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km (nr 56)
    pokaż całość

    źródło: Clipboard.jpg

  •  

    509104 - 203 = 508901

    Nie miałem konkretnego pomysłu na niedzielę, więc po prostu pojechałem do Tychów pod Piramidę. Feniksy ustaliły, że jadą na zaporę do Porąbki, a kto będzie chciał to na Żar. Pasowało mi to.
    W Brzeszczach spotkałem @Marcin_od_Tribana z różowym, którzy jechali na kofibrejka na Kocierz. Ola pierwszy raz podjeżdżała na przełęcz Targanicką (ostatnie pół kilometra ma 13% nachylenia) i udało się bez zatrzymywania. Zuch dziewczyna. Następna w kolejce czeka Chrobacza Łąka ;)
    Dogoniłem Feniksów, gdy zbierali się już z zapory, ale na Żar oczywiście żaden się nie zdecydował, więc musiałem jechać sam... Dalej uderzyłem na Kocierz od strony Żywca i ponownie spotkałem się z Marcinem i Olą.
    Z powrotem dobrze się jechało, a że godzina była jeszcze wczesna, to dokręciłem do dwustu. Tak profilaktycznie, żebym później nie miał niepotrzebnych wyrzutów sumienia.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykoptribanclub #100km #200km (nr 19)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: niedzielatuitam.jpg

  •  

    513655 - 30 - 134 = 513491

    W piątek przekładka gratów z Orbei do Tribana i lekki rozjazd po całym tygodniu przerwy.
    W sobotę natomiast wyprawa na Jaworowy Wierch i Łysą Horę do Czech z @bynon i @Arczi-S.

    Arczi podjechał po mnie autem, zapakowaliśmy rowery na bagażnik i skierowaliśmy się do Ustronia, gdzie na parkingu przy Tesco mieliśmy się spotkać z @bynon'em. Startujemy z półgodzinnym opóźnieniem i przy huraganowym wietrze z południa. Podobnie jak w zeszłym roku jedziemy przez Trzyniec i tamtejszą hutę, a następnie odbijamy na Jaworowy Wierch. Niecałe 6 km, średnio 8% nachylenia, piękny podjazd, szczerze polecam.
    Na górze taki wiatr, że strach było Ultralighta zakładać, bo jakby go porwało, to trzeba by szukać gdzieś w Polsce...
    No to zjeżdżamy (asfalt w niektórych miejscach czasy świetności ma już dawno za sobą) i urokliwymi bocznymi drogami wzdłuż Beskidu Morawsko-Śląskiego jedziemy do Prażma, gdzie skręcamy na Łysą Horę - najwyższy szczyt tegoż pasma górskiego.
    Tutaj podjazdu jest 8,5 km, nachylenie niby tylko 8,3%, ale bez obaw. Są bardzo przyjemne, kilometrowe odcinki po 9-11%. Nawet można się trochę spocić. Lubię ten podjazd, bo wiesz, że jedziesz do góry, a nie jakieś tam pitu pitu.
    PR poprawiony o ponad minutę względem zeszłego roku. To pewnie dlatego, że na Tribanie ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    W karczmie na górze spora kolejka, więc po obiad swoje musieliśmy odstać. W kasie można płacić kartą, gdyby to kogoś interesowało. Bo nas interesowało z tego względu, że nie mieliśmy czeskich koron :D
    Pojedli, popili (Radegast 10% wszedł aż miło) i jedziemy na dół. I tutaj niestety przydarza się rzecz straszna, bo @bynon zalicza poważną glebę przy 55 km/h...

    W pewnym miejscu zjazdu jest krótki odcinek do góry. Adam chciał go pocisnąć na stojąco i prawdopodobnie spadł mu łańcuch. Cała siła nacisku na pedał poszła "w powietrze" i przekoziołkował razem z rowerem przez lewe ramię.
    Jechałem jakieś 20 metrów za nim i wyglądało to bardziej niż poważnie. W duchu modliłem się, żeby sobie niczego nie złamał.
    Skończyło się "tylko" na kilku szlifach i obtarciach. Koszulka i spodenki tak potargane, że jedynie do wyrzucenia, uszkodzone zapięcie buta, złamana szprycha, przekrzywiona lewa klamka, urwane mocowanie garmina i kilka rys więcej na ramie. Kask cały, bo głową o asfalt na szczęście nie uderzył.
    Porobiliśmy z rowerem co się dało, żeby był w miarę sprawny, a Adam czuł się na tyle dobrze (jak to brzmi...), że mógł dalej jechać, więc zdecydowaliśmy się na powrót do Ustronia najkrótszą możliwą drogą. Stamtąd odwieźliśmy go do Bielska na SOR. Tomografia na szczęście nic nie wykazała. A co tam było dalej i jak się teraz czuje, to już pewnie sam napisze.

    Generalnie trasa była zaplanowana na 210 km i ponad 4 tys. metrów przewyższeń, więc kategoria Wyrypa. Zdecydowanie do powtórzenia, ale już raczej w przyszłym roku i oby bez takich przygód.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykoptribanclub #100km (nr 53)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: javorovylysa.jpg

  •  

    542044 - 202 - 235 - 158 = 541449

    Podhalańsko-tatrzański weekend z #rowerowykrakow

    Sobota:
    Podobnie jak w zeszłym roku bazę noclegową na czas rajdu zapewnił @Cymerek w swojej rodzinnej miejscowości niedaleko Nowego Targu. I podobnie jak w zeszłym roku na miejsce oczywiście pojechałem na rowerze. Spakowany do swojego podsiodłowego Bikepacka wyruszyłem rano w towarzystwie @Limon2g i znajomego ze Stravy, którzy postanowili kawałek mnie odprowadzić. Nie obyło się bez zdjęcia na zaporze i podjazdu na przeł. Targanicką i Kocierz. Po zjeździe z tego drugiego żegnamy się i w lekkiej mżawce kieruję się w stronę Zawoi. Na przeł. Przysłop trwa remont drogi (nareszcie!), ale na szczęście dało się przejechać. Dalej przez Krowiarki, zjazd do Jabłonki i chwilę przed 15.00 melduję się w Odrowążu.
    Rozgościłem się w domku i czekałem, bo reszta towarzystwa gdzieś się rozjechała. A byli to @wspodnicynamtb, @bynon, @regyam i @44zw. Gdy już wszyscy się zjawili, pojechaliśmy na lotnisko do Nowego Targu po odbiór pakietów startowych. Później tradycyjnie na rynek na lody od Żarneckich. W drodze powrotnej dopaść chciała nas potężna ulewa, ale ostatecznie przeszła gdzieś bokiem.

    Niedziela:
    Pobudka o 6.00 rano, śniadanie, ogarnianie się i po godzinie z hakiem wyjeżdżamy, żeby przed 8.00 być na rynku w Nowym Targu.
    XXII edycja Rajdu Wokół Tatr zgromadziła rekordową liczbę 250 osób chcących przejechać pętlę liczącą 205 km i prawie 2500 metrów przewyższenia. Oprócz wcześniej wymienionych, rowerowe oblicze wykopu reprezentowali również @radoslaw-szalkowski, @38kemor, @atizylak i @cox22 (który niestety z powodu awarii zakończył zabawę jeszcze przed pierwszym bufetem). Tak więc pamiątkowe zdjęcia, jakieś przemówienia, ogłoszenia i kwadrans po 8.00 startujemy.
    Dostaliśmy się gdzieś w środek stawki, ale @bynon'a i mnie to nie zadowalało, więc całkiem sprawnie przeskakiwaliśmy od jednej grupki do drugiej, żeby znaleźć się jak najbliżej czoła rajdu. Mój plan był taki, żeby jak najszybciej dojechać do pierwszego bufetu, a później już swoim tempem, tak żeby był czas na zdjęcia i podziwianie widoków.
    @bynon pognał z największymi harpaganami, a ja ruszyłem kilka minut później w ok. 10-osobowej grupce. Pomiędzy pierwszym i drugim bufetem było 50 km ciągłego podjazdu, więc moja grupa szybko została z tyłu i jechałem już tylko z Jędrkiem, który jako jedyny utrzymywał moje tempo.
    Jechaliśmy razem do samej mety wyprzedzając sporo ludzi, ale tylko nieliczni do nas dołączali. Ostatecznie na lotnisko wpadliśmy w pięciu na kwadrans przed 16.00.
    Obiadem na koniec rajdu trochę się zawiodłem. Porcja była tak mała, że chyba tylko dziecko by tym pojadło. Ale chociaż piwo było zimne. Same bufety na trasie wypasione, jedzenia tyle, że nie wiadomo było za co się brać. Za to duży plus.
    W drodze powrotnej do domku @bynon złapał kapcia i w sumie to chyba był jedyny przykry incydent tego dnia. Będąc już na miejscu zrobiliśmy grilla i czekaliśmy na resztę ekipy. Wszyscy poza mną wracali później do Krakowa.

    Poniedziałek:
    "Tradycyjnie" z rajdu wracam rowerem i teraz było tak samo. Trasy powrotnej nie miałem jakoś szczegółowo zaplanowanej, ale chciałem pojechać przez Słowację i Korbielów. Na sam start jeszcze w Odrowążu dołożyłem sobie całkiem konkretną sztajfę, ale nogi dały radę.
    Po obowiązkowej wizycie w McD w Żywcu, skierowałem się na Przegibek, bo jakoś mało mi przewyższeń. W domu byłem na tyle wcześnie, że śmiało mógłbym dokręcać do dwustu, ale po prostu mi się nie chciało. W sumie dziwne...

    Cały weekend bardzo udany, pogoda dopisała, towarzystwo również. Bawiłem się świetnie.
    A @Cymerek i jego rodzinie dziękuję za gościnę, i mam nadzieję, że widzimy się znów za rok ;)

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #tatry #100km (nr 50) #200km (nr 17 i 18)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: tatry.jpg

  •  

    590746 - 210 = 590536

    Kofirajd do Lanckorony, obadać podjazd na nowej drodze koło zapory w Świnnej Porębie i zaliczyć gminę Koszarawa.
    3/4 trasy z bolącym kolanem. To samo co w maju ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    #rowerowyrownik #szosa #mortalszosuje #100km #200km (nr 16) pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: lancko.jpg

  •  

    597332 - 208 = 597124

    Niedzielna ustawka z Feniksem Tychy. W sumie i tak zamierzałem w połowie odbić gdzieś w Beskid, bo sama feniksowa runda to za mało. Nadarzyła się ku temu dobra okazja po tym, jak dołączył do nas przypadkowy kolarz z pytaniem, czy ktoś jedzie na Kocierz. Ja mogę, ja! :)
    Podjechaliśmy więc sobie razem na przeł. Targanicką i rzeczony Kocierz, a dalej już sam udałem się do McD w Żywcu. Po zestawie trochę ociężały pojechałem w kierunku Żaru. Zgodnie z przewidywaniami na górze siedzieli sobie @Marcin_od_Tribana i @Ola_od_Meridy 乁(♥ ͜ʖ ͡♥)ㄏ
    Po szybkich konsultacjach w sprawie trasy zdecydowaliśmy, że pojedziemy razem przez Przegibek, bo Ola jeszcze nie była. Za takie dwa konkretne podjazdy musiała być odpowiednia nagroda, więc oni do maka w Bielsku, a ja przez Straconkę kierunek dom. W sumie nie do końca, bo jeszcze trochę na około, żeby dokręcić do dwustu.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #100km #200km (nr 15)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: feniks.jpg

  •  

    624071 - 406 = 623665

    Słowacka wyrypa z @bynon'em.

    Pobudka w sobotę o 3.00 w nocy, kawa, śniadanie itd. i parę minut po czwartej wyjeżdżam. @bynon rusza o tej samej porze, ale z Krakowa. Miejsce spotkania mamy ustalone w Makowie Podhalańskim. Bez zbytniego kombinowania jadę najprostszą trasą przez Wadowice.
    Zgrywamy się prawie idealnie, bo czekam na Adama tylko kilka minut, zajadając się w tym czasie naleśnikiem z serem. Postanawiamy ominąć Krowiarki i sprawdzić podjazd od strony Bystrej Podhalańskiej. Ostatni odcinek przez las bardzo fajny, z mocniejszą końcówką. Godna polecenia alternatywa dla "oklepanej" Zawoi i Krowiarek. W Chyżnem zarządzamy sobie przerwę na hot doga, uzupełnimy bidony i na wszelki wpadek kupujemy też po kilkanaście ojro.

    Będąc już na Słowacji, głównymi drogami kierujemy się do Zuberzeca, gdzie zaczyna się podjazd do atrakcji dnia, czyli Tatliakowego Jeziora. Cały ten odcinek jest mocno oblegany, głownie przez pieszych turystów. Niecały kilometr przed szczytem Adam miał awarię, ale ponieważ jechałem pierwszy, nie zauważyłem tego. Na górze myślałem, że może trochę osłabł i przyjedzie za kilka minut. Porobiłem zdjęcia nad jeziorkiem, ale jego nadal nie było. Zjechałem kawałek w dół i zastałem go na poboczu, gdy próbował wyciągnąć łańcuch spomiędzy kasety i szprych. Chwilę to zajęło, ale operacja się udała, chociaż nie mógł używać największej i najmniejszej zębatki.
    W pewnym miejscu podczas zjazdu odbiliśmy jeszcze na drugi mniejszy podjazd, ale niestety kończył się ślepo w lesie. Na pocieszenie zastaliśmy tam źródełko z pyszną, zimną wodą.

    Znaleźć w weekend otwarty sklep na Słowacji nie jest rzeczą łatwą. Udaje nam się to dopiero w miejscowości Dlha nad Oravą. Uzupełniamy bidony i utracone kalorie, i gdy już mamy się zbierać, Adam postanowił "poprawić" hak przerzutki. Pomysł ten miał niestety fatalne skutki, bo skończyło się owego haka złamaniem... A że zapasowego nie było, pozostało zadzwonić do domu po wóz techniczny. Żegnamy się więc i w dalszą drogę wyruszam sam.
    Najpierw główną drogą wzdłuż Oravy, a następnie przecinam wschodnią część Małej Fatry. Widokowo świetnie, ale niestety nie mam żadnych zdjęć z tego odcinka. Temperatura dobiła do 35 stopni, było cały czas pod górę, a telefon ostatnio wożę w woreczku strunowym, bo obiektyw paruje od potu i prostu nie chciało mi się go wyciągać.

    Trochę się obawiałem co tam @bynon na tej trasie jeszcze zaplanował, ale nie było źle. Jedna poważniejsza, ale bardzo przyjemna ścianka na drodze z Zazrivy do Orawskiej Leśnej, a kawałek dalej bardzo szybki zjazd do Nowej Bystrzycy.
    Na odcinku pozostałym do granicy zrobiłem dwa krótkie postoje, w tym jeden w "Zmarzlinach u Huga", gdzie przydały się kupione rano eurasy. Na polską stronę przejeżdżam w Zwardoniu. Jedną z opcji dla tej trasy był powrót pociągiem, ale nie skorzystałem i postanowiłem dokręcić te sto kilometrów ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Tak więc drogami serwisowymi wzdłuż S1 do Milówki i wizyta w pierwszym napotkanym sklepie, bo z piciem już było cienko. Spotkałem tam starsze małżeństwo z Katowic. Byli żywo zainteresowani różnymi aspektami tak długich tras: czy tyłek nie boli od całodziennego siedzenia, czy plecy nie bolą od leżenia na lemondce itp. I najważniejsze "Ile kosztuje taki rower?". Was też ludzie o to pytają? Bo mnie się zdarza dosyć często.
    Posiedzieli, pogadali ale trzeba jechać. Gdzie? Do McD w Żywcu oczywiście! Posilony zestawem mogłem już na spokojnie kręcić standardową trasą przez Międzybrodzie i Porąbkę. Nie zapomniałem też o zdjęciu na zaporze, żeby trasa się liczyła ;) W domu byłem kwadrans po dziesiątej, czyli wcześniej niż gdybym jechał pociągiem. Wiedziałem, że będzie się opłacało.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #100km #200km #300km #400km (nr 2)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: wyrypa.jpg

  •  

    639857 - 204 - 112 - 104 = 639437

    Poniedziałkowy wyjazd z @Marcin_od_Tribana do Szczyrku na Tour de Pologne.

    Ruszamy jakoś po 10, bo też nie ma się co śpieszyć, skoro na Salmopolu peleton miał być dopiero ok. 17.30. Standardowo kierunek przez Międzybrodzie. Przed Szczyrkiem łapie nas deszcz, który przeczekujemy pod wiaduktem. Dalej drogi też mokre, ale w sumie szybko schną.
    Na Salmopolu robimy tradycyjnego kofibrejka w karczmie i jedziemy do Wisły zgodnie z trasą etapu. Podczas podjazdu pod zameczek prezydencki spotykamy pierwszych kibiców, którzy zajmują już co lepsze miejscówki. Z Kubalonki świetny zjazd do Wisły i z powrotem do góry, na Salmopol.
    Zasiadamy przy piwie i czekamy na przyjazd peletonu. Zanim pojawiają się na szczycie, znajdujemy sobie miejsce przy trasie, żeby mieć ich na wyciągnięcie ręki.
    Gdy już przejechały wszystkie wozy techniczne, przenosimy się na drugą stronę podjazdu i spokojnie oglądamy relację na telefonie. Przyłącza się do nas masażysta Sky'a i częstuje nas żelami. Kilka innych osób też dołącza do wspólnego śledzenia poczynań na etapie.
    Trochę nam tam jeszcze schodzi, bo musimy czekać aż przejadą ostatni zawodnicy i dopiero możemy ruszyć w dół do Szczyrku.
    Nie wiem czy to zasługa tych Sky'owych żeli, czy perspektywa McD w Bielsku, ale Marcin dostaje takiego powera, że po drodze wyprzedzamy wszystkich kolarzy, a sam też muszę się przykładać, żeby utrzymać się na jego kole :D
    Po kolacji w rzeczonym McD już "na spokojnie" wracamy do domu. Nie obyło się rzecz jasna bez dokręcania, bo coś mało km miałem na liczniku.

    We wtorek setka na zaporę w morderczym upale. Jakoś tak jeszcze po drodze "skręciło mi się" na Przegibek... Dobrze, że powrót był z wiatrem w plecy. 3 litry płynów na 100 km. Tyle chyba jeszcze nigdy nie wypiłem.
    Po południu pojechałem odebrać Orbeę z serwisu. Rama poklejona i pomalowana. Na pierwszy rzut oka w ogóle nie poznać, że coś było robione.

    Na środę planowałem trasę bardzo wcześnie rano, żeby uniknąć upału, ale jednak zmieniłem zdanie. Już wieczorem czułem, że mięśnie odmawiają posłuszeństwa. Więc zamiast na rowerze, zawiozłem rower. Bo oprócz ramy ucierpiała też tylna przerzutka. Ale to już było zadanie dla lokalnego serwisanta, pana Mariana.
    Dziś odbieram i będzie pierwsza jazda od tragicznego zakończenia wyprawy pod koniec lipca.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykoptribanclub #100km (nr 42 i 43) #200km (nr 13)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: TdP.jpg

  •  

    647612 - 304 - 104 = 647204

    Urlop czas start!

    Prawie cały zeszły tydzień odpuściłem, żeby odpocząć przez zbliżającym się urlopem, bo jednak trochę jeżdżenia się szykuje ;) Na dobry początek góry. Ale czy ktoś spodziewał się czegoś innego?
    Zbiórka o 7.00 tradycyjnie u mnie na skrzyżowaniu. Stawili się: @Arczi-S, @Marcin_od_Tribana, @Limon2g oraz Vito i Adrian ze Stravy. Przed Brzeszczami dołącza do nas @Kuchasz, który wystartował o 5 rano z Krakowa.

    W takim składzie nie jedziemy jednak zbyt długo. W Straconce Arczi z kolegami odbijają na Przegibek (zawsze spoko), bo niestety nie mają całej soboty na jeżdżenie, a nasza czwórka kieruje się w stronę Szczyrku. Na podjeździe pod Salmopol Marcin narzucił mocne tempo, którego jednak nie wytrzymałem i wtoczyłem się na górę prawie 2 minuty później niż on i @Kuchasz. Mimo wszystko PR wpadł, ale podjeżdżało mi się raczej kiepsko.
    W karczmie robimy coffee brejka, a następnie zjeżdżamy w stronę Wisły. Pisałem to już kilka razy, ale napiszę jeszcze raz. Ten zjazd po nowym asfalcie to jest mistrzostwo świata! Żeby nas jeszcze ciężarówka po drodze nie przyblokowała, to już w ogóle byłaby rewelacja. A dziś jedzie tam Tour de Pologne. I my też tam będziemy ;)
    W Wiśle skręcamy nad jezioro Czerniańskie, foto na zaporze i jedziemy wzdłuż Czarnej Wisełki do Stecówki. Świetna turystyczna dróżka, polecam.

    Dalej przez Istebną w stronę granicy i mała pętelka po czeskiej stronie, żeby przejechać kapitalny leśny odcinek do wsi Herczawa. Przy okazji zaglądamy też na trójstyk granic, ale ta miejscówka ogólnie szału nie robi. Z Jaworzynki doliną Krężelki (oj, tu też jest pięknie) aż do drogi S1, później kilometrowa ścianka (10% już nie robi takiego wrażenia jak kiedyś) i bardzo fajny zjazd przez Nieledwię do Milówki. Tam też zarządzamy sobie przerwę w Biedronce i posileni ciśniemy z wiatrem do Żywca na maka.
    Było kilka wariantów dalszej trasy, ale ostatecznie wszyscy zgodzili się jechać z moim pierwotnym planem, który zakładał sprawdzenie podjazdu w Sopotni. Wyjeżdżając z Żywca niestety mamy mały wypadek. Przed przejściem dla pieszych @Kuchasz nie wyhamował i wpadł w @Limon2g. Wszystkie straty tj. zdarty łokieć, lekko rozcięta dłoń i potargana owijka po stronie @Kuchasz'a... Na szczęście twardy z niego zawodnik, więc tylko przemył rany wodą i kategorycznie stwierdził, że jedzie dalej.

    Później już bez żadnych przygód pokonujemy zaplanowane podjazdy i w Andrychowie żegnamy się. @Kuchasz dokręca do trzystu (jeszcze raz gratuluję życiówki), a my przez małopolskie wsie kierujemy się do domu. Odprowadziłem chłopaków, a mimo to i tak sam musiałem dokręcać. Co jak co, ale trójka z przodu wygląda znacznie lepiej ;)

    W niedzielę tylko popołudniowa setka dookoła jeziora Goczałkowickiego. Połowa w upale i pod wiatr, więc w sumie nie było takiego luzu, na jaki liczyłem.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykoptribanclub #100km (nr 41) #200km #300km (nr 5)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: czasstart.jpg

  •  

    724187 - 653 = 723534

    Maraton Tour de Silesia, dystans 540 km.

    Zapisując się na maraton wiedziałem, że będzie szansa poprawić swoją ubiegłoroczną życiówkę. Ale co to za poprawa o ledwo 10 km. To się nie opłaca jechać. Postanowiłem więc na miejsce startu dojechać rowerem i tak samo wrócić później do domu.

    Wyjeżdżam chwilę przed 8.00 w sobotę rano i po dwóch godzinach jestem już w Świerklanach, w bazie maratonu, która ulokowana jest na terenie ośrodka sportu przy lokalnej szkole podstawowej i gimnazjum. Zaczynają zjeżdżać się zawodnicy startujący na długim dystansie. Wersja mini licząca 370 km ruszała o 7.30, więc na trasie już od kilku godzin byli m. im. @Arczi-S i @Limon2g.
    Na drugie śniadanie zjadam makaron z kurczakiem, który miałem ze sobą i kręcąc się po terenie spotykam @bynon'a, a później @byczys'a (pozdrowienia dla żony!). Coś tam pogadaliśmy i trzeba powoli przygotowywać się do startu. Wszyscy trzej jesteśmy w ostatniej, piątej grupie, czyli planowo powinniśmy ruszać o 11.20. Jeszcze jakaś przedstartowa odprawa Gustava, który jest jednym z głównych organizatorów i wypuszczane są poszczególne grupy. Każda liczy ok. 13 osób, w sumie startuje 60-kilka.

    Spodziewałem się szybkiego początku, ale to przypominało raczej typową ustawkę w tygodniu niż maraton dookoła województwa. Po kilku km wyprzedzamy pierwsze, pojedyncze osoby z wcześniejszych grup. Po kilkunastu całą czwartą grupę. Część osób przyłącza się do nas. Pierwszy punkt kontrolny, w Krzyżanowicach, to tylko wejście do sklepu po pieczątkę i szybko jazda, żeby nie zgubić grupy. Pomiędzy Raciborzem a Rudami widać skutki nawałnicy, która przeszła tutaj w piątek. Na poboczach dróg mnóstwo połamanych gałęzi i przewróconych drzew.
    PK2 mieścił się na Orlenie w Pyskowicach. Był to zdaje się 103 km trasy i średnia z tego odcinka przekroczyła 36 km/h. To było dla mnie trochę za dużo. Postanowiłem zrobić o kilka minut dłuższą przerwę i dalej jechać sam albo z kimś napotkanym po drodze. @byczys i @bynon pognali z grupą.
    Ruszamy ze stacji w kilka osób, ale po pierwszym podjeździe zostaję tylko z gościem w stroju Bałtyk-Bieszczady Tour. Jedziemy po zmianach i byłoby bardzo przyjemnie, gdy nie silny boczny wiatr. Po wspólnych 50 km łapie nas deszcz. Postanawiam zatrzymać się na przystanku i założyć ochraniacze na buty. Tamten pojechał dalej. W sumie w deszczu jadę jakieś 20 minut. Jest ciepło, więc drogi szybko wysychają i już na PK3 koło Olesna zdejmuję ochraniacze i wiatrówkę.
    Na stacji spotykam parę osób, ale one właśnie się zbierają. Kupuję jakąś tortillę, bo o hot dogach zapomnij, jeśli przed chwilą przewinęło się tutaj kilkunastu ludzi...

    Prawie cała droga do punktu żywieniowego w Kłobucku mija szybko za sprawą wiatru w plecy. Gdy skręcam do restauracji, @byczys i @bynon z grupą właśnie wyjeżdżają. Oferta obiadowa jest całkiem bogata, wybieram kurczaka z ryżem i zestaw sałatek. Do tego w pakiecie 2 litry wody i dwie saszetki izotoniku. Robię niecałą godzinę postoju i w dalszą trasę zabieram się z dwójką, która przyjechała tam jakiś czas przede mną.
    Spokojnym tempem jedziemy na wschód do Koniecpola, gdzie zlokalizowany jest kolejny punkt kontrolny. Czas mija nam głównie na rozmowach na tematy okołorowerowe. Jarek, który na maraton przyjechał spod Wrocławia, traktuje go jako przygotowanie do pełnego Iron Mana, w którym będzie startował na początku września w Malborku. Z Bartkiem znamy się trochę z naszej lokalnej ustawki - Czwartkowej Rundy.
    W Koniecpolu pieczątka na stacji, chwila odpoczynku i skręcamy na południe. Jest już grubo po zmroku, a trasa z płaskiej przechodzi w jurajskie pofałdowanie. Jedna hopka za drugą. Tempo siłą rzeczy spada, ale przynajmniej nie jest nudno i nie chce się spać. W okolicach Pilicy Jarkowi kończy się picie, ale jako że nie napotykamy żadnej stacji ani otwartego sklepu, ratujemy go własnymi zapasami i jedziemy dalej. Czynną stację znajdujemy dopiero w Kluczach i tam też robimy przerwę na kawę itp. Tego było mi trzeba, bo oko już zaczynało się niebezpiecznie przymykać.

    Po ok. półtorej godziny, który to czas upływa na bezustannej jeździe góra-dół, meldujemy się na drugim punkcie żywieniowym zlokalizowanym w Bolęcinie. Tutaj już wyboru nie ma i każdy dostaje filet drobiowy z ryżem i sałatkę. W sumie zjadłbym dwie takie porcje, gdyby dawali. Kolejna godzina odpoczynku. Jarek nawet przekimał kwadrans na podłodze, bo kryzys snu miał spory. Gustav coś tam nagrywał, więc może znajdziecie nas później w jakimś filmiku na jego kanale.
    Na start dostajemy temperaturę poniżej 10 st., mgłę i podjazd do Płazy. Ale to nawet dobrze, bo od razu się człowiek rozgrzał. Kawałek przed Wieprzem, gdzie na Orlenie jest kolejny PK, spotykamy @Kuchasz'a. Wcześniej umówiliśmy się, że po mnie wyjedzie i nie zawiódł ;)
    Od Andrychowa zaczynają się góry. Na dobry początek Kocierz. Pomimo 470 km w nogach, podjazd wchodzi całkiem nieźle. Na górze ściągam nogawki i czekamy z Rafałem chwilę na pozostałych kompanów. Zjeżdżamy do Żywca i dalej kierunek na Węgierską Górkę, gdzie standardowo na Orlenie mieści się punkt kontrolny.
    Jarek i Bartek są już mocno zajechani i postanawiają zrobić dłuższą przerwę przed czekającymi ich jeszcze podjazdami. Wcinam więc tylko dwa hot dogi, zapijam kawą i ruszamy z @Kuchasz'em do Milówki. Stamtąd drogą serwisową wzdłuż S1 jedziemy do Koniakowa. Droga wojewódzka 943 na tym odcinku to jest jakieś nieporozumienie. Nie dość, że dziury, łaty i muldy, to jeszcze kilkaset metrów bruku. Od Istebnej na szczęście jest już normalnie.
    Podjazd na Kubalonkę całkiem w porządku, chociaż różnica w "świeżości nogi" pomiędzy mną a @Kuchasz'em jest widoczna gołym okiem. Przez Wisłę i Ustroń kierujemy się na Cieszyn. Przejazd przez ten ostatni mocno nadszarpuje moje siły. W zasadzie całe miasto to seria krótkich, sztywnych podjazdów. Pieczątka na Orlenie, cola, lody i jedziemy dalej, zgarniając ze sobą napotkanego na stacji maratończyka.

    Ostatnie 40 km dłuży mi się niemiłosiernie. W końcu o 12.45 docieramy do bazy maratonu, gdzie odbieram pamiątkowy medal i kończę udział w zabawie z czasem 25h 31m. Podobno dało mi to 15. czas wśród startujących na dystansie mega. Nawet spoko, bo spodziewałem się, że z czasem powyżej 25h będę jednak w ogonie stawki.
    Zjadam dwie miseczki bogracza, bo kiełbasy z grilla bym nie przełknął, a tylko takie dania są dostępne. Jeszcze chwila odpoczynku, żegnam się z Gustavem i obsługą maratonu i ruszam do domu, bo do przejechania jeszcze ponad 50 km.
    Zaraz po wyjeździe na główną drogę Garmin informuje mnie, że "Wygrałeś! Trening ukończony" i... wyłączył się. Włączam go, a tam nie ma możliwości kontynuowania trasy, ani nawet samej trasy zapisanej! Fuuuuuuuuuuuck! No ale co zrobię? Nic nie zrobię. Trzeba w domu podpiąć do komputera i zobaczymy.
    Jedziemy z @Kuchasz'em spokojnie, bo też moje nogi nie chcą pozwolić na nic więcej, a w dodatku ciągle myślę o niezapisanej trasie. By to jasny ch... Cała radość z przejechanego maratonu wyparowała niczym przebity balonik. Wkurw na maksa.
    W Pszczynie robimy przerwę na lody, żegnamy się i ostatnie kilometry do domu jadę już sam.

    Pierwsze co, to oczywiście Garmin do komputera i szukam trasy. Jest! Ale tylko 270 km... Załamka :( Szczęśliwie @Marcin_od_Tribana dobrze ogarnia takie tematy, podsunął parę pomysłów i udało się odzyskać ślad trasy. Humor od razu poprawiony :D Bo wiadomo, że jak czegoś nie ma na Stravie, to tak jakby tego w ogóle nie było.

    W imprezie tego typu startowałem pierwszy raz, więc nie będę podejmował się oceny organizacji, bo nie wiem jak to powinno wyglądać ani jak wygląda gdzieś indziej. Mogę tylko powiedzieć, że niesamowicie mi się podobało, atmosfera była bardzo przyjazna i z niecierpliwością czekam na przyszłoroczną edycję. A Gustav już zapowiedział, że łatwiej na pewno nie będzie.

    pokaż spoiler Jeszcze 2 tygodnie temu nie spodziewałem się, że Triban dostanie szansę przejechania czegoś więcej niż 100 km, a tu proszę. W pięknym stylu wrócił z emerytury. I po co te wszystkie karbony i elektroniczne przerzutki? ( ͡° ͜ʖ ͡°)


    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #rower #szosa #wykoptribanclub #100km #200km #300km #400km #500km #600km (nr 1)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: TdS.jpg

  •  

    753099 - 131 - 102 = 752866

    Wyprawa, dzień VII (30.06.2017)

    Ten dzień zapowiadał się ciężko już nawet zanim się zaczął. Deszcz i mocny wiatr miały nam towarzyszyć od samego rana. Na starcie mżawka, ale wiatr jeszcze sprzyjający, bo jedziemy krajówkami na północ. W Orzyszu @metaxy wypatrzył czołg zaraz za bramą jednostki wojskowej, ale pani strażniczka nie pozwoliła wejść. Smuteczek.

    W miejscowości Miłki odbijamy na zachód. Wiatr zaczyna wiać w ryjek, a mżawka zamienia się w deszczyk. Fajne tereny, co rusz jakieś jeziorko, łódki zacumowane do pomostów, mija nas też sporo rajdówek, ale jak tu robić zdjęcia w takich warunkach...

    Dojeżdżamy do Mikołajek i zarządzamy sobie postój w Biedronce. Trafiamy na prawdziwe turystyczne oblężenie. Gdy już udaje się zrobić zakupy, znajdujemy sobie miejsce przy drzwiach, osłonięte od wiatru i tak mija nam godzina. Ponownie ruszyć w taką pogodę nie jest łatwo. Przez pierwsze parę minut tak mną trzęsło, że bałem się, że się rozpadnę. Na szczęście @metaxy narzucił dobre tempo, takie w sam raz, żeby się rozgrzać.

    Kilka km za Mrągowem skręcamy w lokalne drogi. Wiatr w twarz na niezmiennym poziomie, ale zamiast deszczu mamy teraz chujowe asfalty. Wjeżdżając do wioski Śledzie postanawiamy się zatrzymać na foto ze znakiem. Korzystając z okazji ściągam jedną wiatrówkę, bo zaczyna robić się cieplej. W tym momencie przychodzi potężny podmuch wiatru i przewraca mi rower. Upadł na trawę, więc myślałem, że nic się nie stało. Sprawdzam tylną przerzutkę prawo-lewo, działa. No to jedziemy. Wrzuciłem o jedną zębatkę do góry... i wyprawa się skończyła.

    Hak przerzutki był jednak wygięty, wózek dotknął szprych i całą przerzutkę zawinęło do góry. Wózek tak się zakleszczył pomiędzy szprychami, że ciężko było go w ogóle wyciągnąć. Do tego uszkodzona rama w okolicach tylnego trójkąta i wygięta ośka. @metaxy od razu wrzuca info pod swoim tagiem, że potrzebujemy pomocy, bo jasnym jest, że z rowerem w takim stanie do Olsztyna się nie dostanę.

    Najpierw przez kilka km @metaxy mnie holuje, potem u gospodarza udaje się skrócić i skuć łańcuch, ale przez skrzywioną oś rower i tak nie nadaje się do jazdy. Na szczęście z odsieczą przybywa @unhit. Zaraz po pracy wsiadł w auto i pojechał na ratunek. Pozwolę sobie otagować #olsztyn, żebyście wiedzieli jakiego dobrego mireczka u siebie macie.

    Tak więc rower do bagażnika i jedziemy. Podaję adres naszego noclegu... i robię wielkie oczy, gdy okazuje się, że @unhit mieszka zaraz obok! Takiego zbiegu okoliczności w życiu bym się nie spodziewał. Jeszcze raz dzięki kolego za pomoc. Jesteś wielki!

    Sam nocleg u mirka @sugr, którego niestety nie było dane nam poznać, ale zostawił nam klucze do mieszkania i pozwolił z niego skorzystać. Serdeczne dzięki!
    W sobotę wstałem wcześniej, pożegnałem się z Rafałem i autobusem pojechałem na dworze PKP, skąd miałem pociąg do Katowic. Jakby tych wszystkich przygód było mało, to przed Dąbrową Górniczą ktoś postanowił zakończyć swój żywot rzucając się pod pociąg... Stoimy na dworcu, opóźnienie nieznane. Na szczęście ojciec i tak miał mnie odebrać z dworca, więc zamiast do Katowic podjechał do Dąbrowy.

    I to by było na tyle. 1850 km w siedem dni, spore straty w sprzęcie, ale i tak było zajebiście. Gdybym miał pojechać drugi raz, to nie zastanawiałbym się ani chwili ;)

    Po powrocie do domu od razu uruchomiłem Tribana i w niedzielę pojechaliśmy na zaporę z @Marcin_od_Tribana i @Limon2g. Trochę dziwnie się jechało, bo jakoś tak odwykłem od tej szerokiej trinanowej kierownicy i grubaśnych klamkomanetek. Ale trzeba się przyzwyczaić, bo na razie nic lepszego miał nie będę. A w sobotę startujemy w maratonie Tour de Silesia i Triban ponownie dostanie szansę przejechania jednorazowo ponad 500 km. Stay tuned.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #100km (nr 35 i 36)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: to już jest koniec.jpg

  •  

    763488 - 212 = 763276

    Wyprawa, dzień VI (29.06.2017)

    Mieliśmy startować o 8:00, ale @metaxy'emu nie zadzwonił budzik, a ja myślałem, że wstał wcześniej, sprawdził pogodę i uznał, że śpimy dłużej. Tak że tego... Godzina opóźnienia to już u nas standard.

    Najpierw wioskami, większość oczywiście z podwójnymi nazwami, a później kawałek drogą E67. Przy takim natężeniu tirów jeszcze nie jechałem. Jeden za drugim i w obie strony. Istna masakra. Dobrze, że można było jechać poboczem.

    Skręcamy w boczne drogi, przejeżdżamy przez Zambrów i dalej DW679 w kierunku Łomży. Wzdłuż tej wojewódzkiej biegnie tak świetna ścieżka rowerowa, że aż żal gdy się kończy. Łapie nas przelotny deszczyk, ale wiemy, że to tylko przygrywka przed główną "atrakcją".

    Burzę, a w zasadzie armagedon, przeczekujemy w łomżańskim McD. Wieje tak mocno, że częściowo łamie się jeden z parasoli. Rowery się przewracają i BH @metaxy'ego uderza górną rurą o rzeczony parasol. Lakier porysowany, to na pewno. Oby nic więcej...

    Siedzimy tam chyba ze dwie godziny zanim przestaje padać i drogi nieco obsychają. Jedziemy na wschód DK63, później na północ przez Jedwabne. W miejscowości Przytuły zatrzymujemy się, żeby zrobić zdjęcie kościoła i spotykamy tam mireczka @guziec. Śledził trasę na Endo, żeby się z nami przejechać.

    Czas upływa nam na rozmowach o fatalnym stanie miejscowych dróg i śmiesznym dla ludzi z południa akcencie (@guziec brzmi jak Hardkorowy Koksu :-D). Nie obyło się też bez kilku kilometrów po szutrze i piachu, żeby zaliczyć gminy, ale to już chyba taki urok tych rejonów.

    W czasie postoju spadają mi okulary i rozjeżdżam je tylnym kołem... @guziec jedzie z nami do Kolna i tam się żegnamy. Mam nadzieję, że ktoś jeszcze z twojej okolicy sprawi sobie szosę i nie będziesz musiał ciągle jeździć sam ;-) Miło było poznać!

    Nocleg mamy w Piszu. Kolejny raz załatwiła nam go @isiowa. Dzięki ;-) Jako że godzina już trochę późna, decydujemy się skrócić trasę i jechać krajówką. 25 km ze średnią prawie 40 km/h, mając w nogach już prawie dwieście km powoduje, że uda trochę zapiekły :-D Nie było segmentu na tym odcinku, więc go wyznaczyłem. Zgodnie z oczekiwaniami wpadł KOM.

    Sam nocleg u typowej pani Grażynki, na dodatek w zimnej suterenie. Ale wszystko na szybko załatwiane, więc i tak cieszymy się, że mamy gdzie spać. A wyspać się trzeba, bo kolejny dzień ma być pogodowo najgorszym z dotychczasowych. Jak się później okaże, nie tylko pogodowo...

    Więcej zdjęć na Stravie - https://www.strava.com/activities/1060053010

    #mortalszosuje

    #szosa #rowerowyrownik #100km #200km (nr 11)
    pokaż całość

  •  

    767507 - 225 = 767282

    Wyprawa, dzień V (28.06.2017)

    Tak jak było do przewidzenia, padało od samego rana. I to na tyle mocno, że zdecydowaliśmy się pospać trochę dłużej i zobaczyć jak rozwinie się sytuacja pogodowa. @Rymbaba zrobił mam śniadanie, pogadaliśmy o ubojniach świń (taki luźny temat przy jedzeniu :-D) i kwadrans przed 10 ruszamy.

    Coś tam kropiło, ale drogi całkiem mokre. Po 10 km zaczyna padać już normalnie. Nie jest to jakaś ulewa, ale ochraniacze na buty jednak nie dają rady w takich warunkach. Nie daje też rady telefon @metaxy'ego, któremu najpierw pada dotyk, później bateria, a po chwili umiera całkowicie. A taki był ładny, wodoodporny...

    Bez licznika jeszcze jakoś da się jechać, ale bez telefonu, który rejestruje trasę? Nigdy w życiu! Zaczynamy przeglądać allegro i szukamy xperii z3 compact w najbliższej okolicy. Gość sprzedaje niedaleko miejscowości Perlejewo. Rafał dzwoni i umawia się, że będziemy za godzinę, bo to przecież tylko 30 km. Wg map Google po drodze ma być prom. Jakież jest nasze zdziwienie, że promu jednak nie ma... I to od nie wiadomo ilu lat. Najbliższy most jest w miejscowości Nur i oznacza to objazd na dodatkowe 50 km. Ale jak mus, to mus.

    Telefon, mimo że używany, okazuje się być sprawny, więc nic tylko kupować i ruszać dalej.
    Postanawiamy jechać wschodnią część planowanej trasy z noclegiem w okolicach Łap, bo do Łomży na pewno nie zdążymy.
    Po drodze grubszy popas urządzamy w Biedronce w Wysokim Mazowieckim. W sumie jazda w tym dniu nie jest na tyle intensywna, żeby niezbędny był jakiś konkretny obiad.

    Zaliczamy wszystkie niezbędne gminy i trafiamy nawet drugiego (sic!) lokalnego kolarza w ciągu całych trzech dni. Ale jakoś mało rozmowny był, więc tylko trochę razem pozapierdalaliśmy i skręcamy w kierunku Łap. Zakupy w Biedronce i jedziemy jeszcze kawałek do Krzyżewa, gdzie nocleg załatwiła nam @isiowa. Dzięki Węgierko!

    pokaż spoiler Nie dodaję zdjęcia metaxego trzymającego dwa telefony, bo już wszyscy je widzieli. Jest za to standard z tych okolic, czyli dwuczłonowe nazwy miejscowości. To chyba wstyd dla mieszkańców, jeśli mają pojedynczą nazwę.


    Więcej zdjęć na Stravie - https://www.strava.com/activities/1058593046

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #100km #200km (nr 10)
    pokaż całość

  •  

    770070 - 232 = 769838

    Wyprawa, dzień IV (27.06.2017)

    Pobudka o 5:00. Ciężko wstać po nieco ponad czterech godzinach spania. Kawa i śniadanie przygotowane przez @Kiszona_kapusta i jego żonę stawiają nas na nogi. Tak fajnie się rozmawia, że jak zwykle wyjeżdżamy z półgodzinym opóźnieniem ;-)

    Z Lubartowa kierujemy się na północ. Nogi nie chcą zbyt żwawo kręcić, więc tempo nie jest zawrotne. Odbijamy na wschód, do Parczewa. Tu z kolei jedzie się tak dobrze, że zapominamy skręcić (który to już raz...) i musimy wracać nadkładając kilkanaście km. Po wymuszonym powrocie do Parczewa nie pozostaje nam nic innego, jak udać się do Biedronki na drugie śniadanie.

    @metaxy zaczyna odczuwać jakiś niepokojący ból w okolicach prawej kostki, ale tempo do samego Radzynia Podlaskiego jest całkiem konkretne. @poratujPan polecał zrobić zdjęcie Pałacu Potockich, zajeżdżamy więc na miejsce i robimy prawie godzinną przerwę na okoliczność bolącego ścięgna. Wykorzystując wolny czas, staram się nieco zniwelować kolarską opaleniznę (akurat...) i piszę relację z poprzedniego dnia.

    Po starcie nie forsujemy mocnego tempa, takie stabilne trzydzieści. Od Łukowa jedziemy DK63 na północ. Nieco przed Siedlcami @metaxy wjeżdża w dziurę. Licznik spada mu na drogę i zostaje rozjechany przez potężnego tirowca, który śpieszył się, żeby rozwieźć wasze bułki, wędliny itd.

    Z kupnem nowego licznika schodzi nam dobre półtorej godziny. Było przy tym kilka przebojów, ale szczegóły we wpisie Rafała. Gdy już wszystko załatwione, nie pozostaje nic innego, jak tylko maksymalnie skrócić trasę, żeby czym prędzej dotrzeć do Sokołowa Podlaskiego na nocleg u mirka @Rymbaba. Kolega jest wielkim fanem domowego browarnictwa, nie obyło się więc bez degustacji wyrobów własnych i rozmów o warzeniu piwa.

    Idziemy spać wiedząc, że rano na pewno będzie padało. I to mocno...

    Więcej zdjęć na Stravie - https://www.strava.com/activities/1056821946

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #100km #200km (nr 9)
    pokaż całość

  •  

    774721 - 243 = 774478

    Wyprawa, dzień III (26.06.2017)

    W tym dniu planowo mamy z @metaxy'm do przejechania tylko trochę ponad 200 km, więc z zebraniem się z hostelu nie śpieszymy się zbytnio. Tym bardziej, że ubrania jeszcze wilgotne po wieczornym praniu ich pod prysznicem.

    Gdy w końcu wychodzimy, jest prawie 9:00. Jeszcze tylko śniadanie w Biedronce i już można jechać w trasę właściwą. Aż za Szczebrzeszyn lecimy DK74. Świetny asfalt, szerokie pobocze, pagórkowaty teren. Robimy zmiany co 3 km, jedzie się rewelacyjnie. Dalej już wioskami do Kraśniczyna, ale ciągle z wiatrem, więc nawet pomimo kiepskich dróg, ciągle jedzie się dobrze. Z wyjątkiem sytuacji w Wiszenkach, gdzie na zjeździe było więcej dziur niż asfaltu i tak trzęsło, że otworzyła mi się saszetka na ramie i wypadł powerbank. Na szczęście przeżył.

    Za Kraśniczynem wiatr zmienia się na boczny i od tego momentu już do końca dnia w ogóle nam nie pomaga. Koło Krasnegostawu spotkamy szosowego dziadka po siedemdziesiątce, jak się okazuje byłego mastersa. Dawał radę pod górkę, a łydy niejeden by mu pozazdrościł.

    Kawałek dalej nie skręcamy tam gdzie powinniśmy, ale nie ma tego złego, bo trafiły się ruiny zamku w Krupe. Wspominamy sobie nawet wykopową aferę z M. Kruppe. Gdy już wracamy na właściwą trasę, zaczyna lekko kropić z ciemnych chmur, które nadciągnęły od zachodu. Główny deszcz nas ominął, ale przyszło jechać jakieś 20 km po całkiem mokrych drogach i ochraniacze bardzo się przydały. Nic tak nie boli, jak mokre i ubrudzone buty. Tym bardziej, jeśli są białe.

    Wiochy, przez które dalej przejeżdżamy mają tak kiepskie drogi, że nawet nie chce mi się tego opisywać. Ostatnie kilkanaście kilometrów przed Lubartowem jest dla mnie dosyć ciężkich. Kumulacja jazdy pod wiatr i brak konkretnego obiadu powodują znaczny spadek mocy. Poratowałem się jednak batonikiem i udało się dojechać do naszego gospodarza, którym był @Kiszona_kapusta. Razem z żoną ugościli nas czym chata bogata. Przesympatyczna rodzinka. Mam nadzieję, że twoja córka nie zrazi się do rowerów tym małym wypadkiem, który jej się ostatnio przydarzył. Miło było was poznać! Dzięki za gościnę.

    Więcej zdjęć na Stravie - https://www.strava.com/activities/1055376395

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #100km #200km (nr 8)
    pokaż całość

  •  

    779601 - 338 = 779263

    Wyprawa, dzień II (25.06.2017)

    Pobudka kwadrans po 5.00, @rdza zrobiła nam śniadanie, trochę jeszcze pogadaliśmy i z półgodzinym opóźnieniem wyruszamy. Na Moście Siekierkowskim spotykamy się z @Cymerek i @mikkeler. Wschodnią stroną Wisły jedziemy na południe. Po drodze dołącza do nas @44zw - pół Krakus, pół Hiszpan. Przez jakiś czas jedziemy też z nami @gato, ale na crossie nadążyć za szosami łatwo nie jest, a niestety dłużej na kolegę czekać nie możemy.

    I tak sobie jedziemy jakimiś małymi zawijasami, bo zaliczanie gmin. W Dęblinie robimy drożdżówkarski postój w Biedronce i dołącza do nas @Bzdziuch. Chwilę po starcie zupełnie przypadkowo spotkamy wykopka @szczypawka. To jest grubsza historia, może @metaxy albo @Cymerek opiszą to u siebie.
    Kilka kilometrów później następuje "rozłam" grupy. @Cymerek niestety nie daje rady z formą tak jak by tego chciał i ucieka na pociąg do Radomia. @44zw i @mikkeler jadą kawałek z nim i dalej też w swoje strony.

    Jedziemy więc w trzech z @Bzdziuch aż do Solca nad Wisłą. Tam kolega skręca na Lublin. Kolejny mirek, @tazlubiczary miał czekać na nas na moście w Annopolu, ale spotykamy się kawałek wcześniej. Rekreacyjnym tempem zmierzamy wspólnie do Janowa Lubelskiego, gdzie mamy nocleg, a nasz nowy znajomy odbija na Tarnobrzeg.

    Nocujemy w hostelu Katrina poleconym przez @faramka. Wszystko fajnie, dobry standard.

    Więcej zdjęć na Stravie -https://www.strava.com/activities/1054176484

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #100km #200km #300km (nr 4)
    pokaż całość

  •  

    784639 - 403 = 784236

    Wyprawa, dzień I (24.06.2017)

    Jak wiadomo, @metaxy wybrał się na wyprawę dookoła Polski. Już jakiś czas temu ustaliliśmy, że pojadę razem z nim przez pierwszych 9 dni.
    #rowerowykrakow tradycyjnie raz do roku jeździ do Warszawy. Była więc okazja połączyć start wyprawy i trzysetkę do stolicy.

    Z domu wyjechałem o 1:00 w nocy i po chwili spotykamy się z @makyo, który wyruszył od siebie godzinę wcześniej. Noc jest ciepła i bezwietrzna, jedzie się bardzo przyjemnie.
    W Wolbromiu mamy miejsce zbiórki z Krakusami, którzy przybywają w składzie @metaxy, @wspodnicynamtb, @Cymerek i @kiwacz. Jedziemy sobie wioskami na północ, gonią nas luźno puszczone na noc psy, a słońce powoli wyziera zza horyzontu. Krótko mówiąc, wstaje nowy dzień. Dopada mnie mały problem z łańcuchem, bo jedno ogniwo jest jakieś felerne i przeskakuje na dolnym kółeczku przerzutki. Na szczęście dr @metaxy postawił szybką diagnozę i zastosował wstępne leczenie. Już nie przeskakiwało, a tylko cykało, a po jakimś czasie samo przeszło zupełnie.

    Dogania nas @bynon, który chciał pospać kapkę dłużej i już pełnym składem podążamy we wiadomym kierunku. Robimy kilka drożdżówkarskich postojów, w tym ten najważniejszy w Biedronce.
    W miejscowości Przysucha dołącza do nas @radoslaw-szalkowski, który postanowił zrobić trasę Łódź - Warszawa i na pewno nie była to najkrótsza możliwa droga.
    W Goszczynie spotkamy się z delegacją #szosowawarszawa w składzie @masash, @oskar1100, @ingvarr_zaag, @mikkeler, @Shaybecki i @theDOG. Razem ruszamy do Grójca i wytęsknionego (ale pewnie nie przez wszystkich) McD. Wiadomo, że @metaxy to harpagan jakich mało i narzuca takie tempo, że część ekipy szybko odpada. Każdy jednak dojeżdża na miejsce i w miłej atmosferze konsumujemy swoje zestawy.

    Kierujemy się na Nadarzyn i dalej serwisówkami wzdłuż S8 aż do samej Warszawy. Osoby, które wracają pociągami do domu odstawiamy na dworzec centralny, robimy zdjęcia z Pałacem Kultury (stały punkt każdej wycieczki) i spotykamy tam też @tytyrytek. Żegnamy się i każdy udaje się w swoją stronę.
    Metaxego i mnie warszawiacy odprowadzają na Kabaty, gdzie mamy nocleg u @rdza. Nie obyło się też bez dokręcania do czterystu, bo głupio tak zostawić, jak brakuje tylko 10 km :-D

    U naszej gospodyni jemy kolację, poznajemy @Marjano oraz jej współlokatora, który częstuje nas dziwnymi piwami, różnymi trunkami, których nazw nie pamiętam, a także marynowanym rosyjskim arbuzem. Później jeszcze tylko szybkie zakupy w całodobowym Tesco i można iść spać. A spania niewiele, bo niecałe 5 godzin, ale to i tak lepiej niż poprzedniego dnia.

    Dzięki wszystkim za miłe towarzystwo, wspólną jazdę i do zobaczenia przy nastepnej okazji!

    Więcej zdjęć na Stravie - https://www.strava.com/activities/1052262433

    Cdn.

    #mortalszosuje

    #szosa #rowerowyrownik #100km #200km #300km #400km (nr 1)
    pokaż całość

    •  

      @bb-8: Szkoda, że w ogóle cię nie kojarzę. Wiem, że kawałek z nami jechałeś, ale to tylko tyle, co inni mi opowiedzieli.

    •  

      @Mortal84: bo ja czekałem na was i akurat przejechaliście przez przybyszew jak do sklepu poszedłem więc jak was zauważyłem to od razu zacząłem was gonić. Dogoniłem was i potem mi uciekliście a potem to reszta z tyłu mnie dogoniła. Chwilę tam pogadałem z kimś i wróciłem do siebie, nie było opcji bym wam dotrzymał tempa.

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    816214 - 236 = 815978

    Żeby nie jeździć ciągle w góry, dziś dla odmiany trasa na Jurę Krakowsko-Częstochowską. Udział wzięli @Marcin_od_Tribana, @Limon2g i @atizylak.
    Byliśmy na punkcie widokowym na Pustynię Błędowską, na zamku Ogrodzieniec, w różnych wioskach z lepszymi lub gorszymi drogami. Był obowiązkowy McD, było od groma podjazdów i w ogóle fajnie było.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #100km #200km (nr 7)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: jurajsko.jpg

  •  

    827212 - 340 = 826872

    Miała być Czwartkowa Runda, ale za wcześnie wyjechałem i tak jakoś wyszło ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Start 5:20 rano, temperaturowo bez szału. Nawet zastanawiałem się czy nie wrócić po długie rękawiczki, ale po pół godzinie już było znacznie cieplej. Na rozgrzewkę klasycznie przy takich trasach Przegibek od strony Bielska. Potem na Żywiec i do Rajczy. Tam odbijam na Ujsoły i Glinkę.
    Trochę ponad rok temu, zimą jechaliśmy tam z @byczys'em. Śniegu było po kostki i musiałem prowadzić rower. W końcu udało się wrócić i wyrównać rachunki z podjazdem pod granicę.
    Tam też, na nieczynnym przejściu granicznym urządzam sobie postój na kawę i naleśniki. Droga przez Słowację w zasadzie niczym szczególnym się nie wyróżnia. Przez Namestovo kieruję się w stronę granicy.
    W Jabłonce skręcam w kierunku Babiej Góry. Podjazd na Krowiarki bardzo przyjemny, a na górze masa zaparkowanych samochodów i tłumy ludzi. Robię drugi postój naleśnikowy i zjeżdżam do Zawoi.
    Podjazd pomiędzy rzeczoną Zawoją a Stryszawą jest w tak fatalnym stanie (więcej dziur niż asfaltu), że zdecydowałem nadłożyć trochę drogi przez Maków Podhalański. Za Suchą Beskidzką odbijam w boczne, lokalne dróżki i tak dojeżdżam do Żywca. McZestaw był tym, czego potrzebowałem.
    Chwilę po wyruszeniu odzywa się @makyo, który z kolegą kręci się po okolicy. Spotykamy się pod Żarem i podjeżdżamy go sobie na spokojnie. Później jeszcze wspólnie Przegibek i w Straconce skręcam już "do siebie".

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #100km #200km #300km (nr 3)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Namestovo.jpg

    •  

      @Mortal84: zauważyłem, że używasz lemondki, przy jej zamontowaniu ustawiałeś siodło np. nieco wyżej niż zazwyczaj? Pochyliłeś je nieco do przodu (na zdjęciu nie widać dokładnie). Sam zamontowałem lemondkę do mojej szosy i niby jest ok, ale zastanawiam się czy mogę coś jeszcze poprawić ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      @a5f5c1: Nic nie zmieniałem w ustawieniach siodełka. Używam jej przez max 20% trasy, więc myślę, że nie ma sensu zmieniać ustawień, bo w innych chwytach mogłoby się jechać mniej wygodnie.

    • więcej komentarzy (2)

  •  

    839485 - 301 = 839184

    Niedzielna trasa w opolskie rejony z @Marcin_od_Tribana, @Arczi-S i @atizylak.
    Cel: pałac w Mosznej i Góra Św. Anny. Początek z małymi problemami, bo złapana guma u Arcziego i dwie wymiany dętki. Ale później szło już gładko.
    Krajówkami i wojewódzkimi kierujemy się na Ujazd i dalej do Krapkowic. Tam też tradycyjny, drożdżówkarski postój w Biedrze. Odcinek miedzy Strzeleczkami a Moszną to jakieś nieporozumienie. Ile tam jest dziur, to głowa mała. Więcej machania rękami, jak samej jazdy.
    Pałac w Mosznej oczywiście robi wrażenie. Wejście na teren parku płatne 7 zł, ale skoro już taki kawał przejechaliśmy... ;)
    Powrót do Zdzieszowic tą samą drogą, a tam już odbijamy na Górę Św. Anny. Podjazd bardzo przyjemny, taki przegibkowy, ale przydałby się lepszy asfalt. Na górze trochę ponad godzina przerwy na obiad.
    Odcinek bocznymi drogami w stronę Ujazdu zaplanował nam @fixie. Szczególnie podobał mi się kawałek przez Porębę. Takie połączenie krakowskich dolinek i Wielkiej Puszczy. Było też obowiązkowe zdjęcie przy znaku w Zimnej Wódce. Betonowa droga do Ujazdu niczego sobie. W zasadzie jechało się jak po autostradzie.
    Dalej powrót już tą samą trasą, którą przyjechaliśmy. Koło domu miałem 275 km, więc nie zostawię tego tak. Zjadłem rosół, podładowałem Garmina (coś mi słabiej trzyma bateria ostatnio, nie wiem dlaczego...) i dokręciłem do trzystu.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #100km #200km #300km (nr 2)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: opolskie.jpg

  •  

    851716 - 111 - 116 - 125 - 101 = 851263

    Poniedziałek - Do serwisu ze stukaniem w ramie i pooglądać inne Orbee. Powrót oczywiście przez Przegibek.

    Środa - Trasa po mniej uczęszczanych terenach, w stronę Bukowna i Krzeszowic. Po drodze przypomniało mi się, że @kiwacz polecał zajrzeć do klasztoru w Czernej.

    Czwartek - Tradycyjna Czwartkowa Runda. Jechali @Arczi-S, @Marcin_od_Tribana, @Limon2g i kilku znajomych ze Stravy. Było szybko, nawet bardzo.

    Piątek - Piątkowy klasyk, wiadomo. Na zaporę do Porąbki z @Marcin_od_Tribana. Przed Oświęcimiem mijaliśmy się z Teslą Model S.

    Więcej zdjęć z każdego dnia na Stravie.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #przegibekzawszespoko #100km (nr 30, 31, 32 i 33)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: czterysetki.jpg

  •  

    874475 - 202 = 874273

    Jest niedziela, więc musi być dwieście.
    Miał być wypad w grupie na Halę Boraczą, ale zapowiadane popołudniowe burze skutecznie pokrzyżowały nam plany. Nie zrezygnowałem jednak z głównej atrakcji i wyjechałem wcześnie rano nieco zmienioną trasą, żeby zdążyć przed prognozowanym armagedonem.
    Standardowo na Tresną, a potem w stronę Żywca i Węgierskiej Górki. Sam podjazd na Halę Boraczą zaczyna się pod koniec Żabnicy. Jest to piękna, wąska dróżka ze świetnym asfaltem, wyłączona z ruchu samochodowego. 3 km ze średnim nachyleniem nieco ponad 8%, chociaż końcówka dobija do 15%. Ostatnie 300 metrów przed schroniskiem po szutrze i kamulcach, ale szosa czegoś takiego się nie boi.
    Na górze całkiem sporo turystów, rodziny z dziećmi, ogólnie fajna piknikowa atmosfera.
    Powrót do Żywca tą samą drogą, w McD zestaw śniadaniowy (bo przed 11.00!) i dalej przez Kocierz i Targanice. Pogoda ciągle wyglądała dobrze, więc dołożyłem jeszcze Przegibek do 2k przewyższeń.
    Do domu dotarłem na 1,5 godz. przed burzą, ale nawet mnie nie ciągnęło, żeby jeszcze coś dokręcać.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #przegibekzawszespoko #serniktylkobezrodzynek #100km #200km (nr 6)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: boracza.jpg

  •  

    902677 - 245 - 102 = 902330

    Niedziela pod znakiem krakowskich dolinek z #rowerowykrakow w składzie @metaxy, @banan77 i @mihal34.
    Na miejsce spotkania wyznaczyliśmy sobie Krzeszowice. Pierwsze co, to oczywiście wizyta w Biedronce. A później tak, jak już @metaxy napisał "góra i dół, góra i dół". Ogrom krótkich, sztywnych podjazdów. Nie każdy lubi takie atrakcje w nadmiarze, więc @banan77 i @mihal34 w Ojcowie jadą już w swoją stronę.
    Była też szansa na spotkanie się pod Bramą Krakowską z @kasiknocheinmal, ale niestety nie udało się dograć czasowo. Trzeba będzie jechać jeszcze raz ;)
    Po drodze spotykamy też @kiwacz'a, którego udaje się namówić na dodatkowy dla niego podjazd.
    W Brzoskwini żegnamy się i obieram kierunek na dom. Ale, że jedzie się fajnie, więc nieco zmieniam trasę z zamiarem tradycyjnego podjechania na Klimont. 20 km przed końcem trochę słabnę i trzeba się ratować colą i hotdogiem na Orlenie. Siła wróciła od razu i już na spokojnie dokręciłem.

    Setka to dzisiejszy, poranny rozjazd do Tresnej. Wracając, przed Oświęcimiem spotkałem dwóch gości z Łodzi, którzy jadą sobie tygodniową wyprawę z Zakopanego nad morze. Muszę ich później znaleźć na Stravie, żeby śledzić jak im idzie.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #100km (nr 26) #200km (nr 5)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: dolinki.jpg

  •  

    957969 - 355 = 957614

    Urodzinowa trasa do Zakopanego.
    Miałem taki plan, żeby zrobić 330 km na 33 urodziny, ale trochę mi nie wyszło. Raz, że kilometrów więcej, a dwa, że jazda przełożona o jeden dzień ze względu na lepszą pogodę.
    Pobudka o 4.00, śniadanie, pakowanie i kwadrans po 5 wyjeżdżam. Nie było zimno, ale dosyć mgliście. Swoje pierwsze kroki skierowałem w stronę Bielska, żeby na rozgrzewkę podjechać Przegibek. Po tej stronie już ładne słoneczko i ciepło, a na zjeździe do Międzybrodzia taka mgła, że było widać ledwo na kilkadziesiąt metrów.
    Na zaporze w Tresnej obowiązkowe zdjęcie, a dalej skierowałem się na Ślemień i Lachowice, żeby ominąć DW946. Nie lubię jeździć tą drogą. W Stryszawie odbijam na Zawoję, a potem długi i przyjemny podjazd na przełęcz Krowiarki.
    Tam też, przy wejściu do Babiogórskiego Parku Narodowego urządzam sobie pierwszą przerwę na naleśniki z dżemem i nutellą, które miałem ze sobą. Już nie wspomnę o małym termosie z kawą, który też wiozłem z torbie pod siodłem ;)
    Po tak solidnym drugim śniadaniu można ruszać w dalszą drogę. Przez Zubrzycę do Jabłonki i dalej na Czarny Dunajec. Kawałek za Chochołowem odbijam w boczną drogę, która pnąc się cały czas w górę prowadzi aż do Kościeliska. Stamtąd już tylko kawałek do Zakopanego, Krupówek i McD :D Godzinna przerwa na jedzonko i podładowanie Garmina. Jak się później okazało, baterii wystarczyłoby na całą trasę, bo e810 to solidny sprzęt i 16 godzin wytrzyma.
    Powrót również przez Kościelisko, żeby podjechać sobie od razu górkę z drugiej strony. W Chochołowie skręcam w lewo na Słowację. Jedzie się bardzo dobrze, bo drogi mają fajne i szerokie, a ruch znikomy. Dodatkowo wiatr w plecy, więc znacząco poprawiłem średnią prędkość.
    Z Chyżnego krajówką do Jabłonki, gdzie tankuję bidony na resztę trasy. W Zubrzycy odbijam na Bystrą Podhalańską. Przez mijane po drodze wioski jedzie się rewelacyjnie. Najpierw lekki podjazd z całkiem stromą końcówką, a potem długi, długi zjazd drogą przez las.
    W Makowie Podhalańskim robię przerwę pozostałe naleśniki, dopijam kawę i ruszam na Makowską Górę. Liczyłem na znośny czas na podjeździe, ale niestety jakiś gamoń ustawił segment od samego rynku, ze startem na ulicy jednokierunkowej pod prąd. No po prostu brawo...
    Zjeżdżam do Jachówki i już głównymi drogami zmierzam do Świnnej Poręby, gdzie po północnej stronie zapory jest nowa droga ze świeżutkim asfaltem. 1,5 km i 12% czystej "przyjemności" ;)
    Jestem też w kontakcie z @Arczi-S, który postanowił wyjechać po mnie w kierunku Wadowic. Ostatecznie spotykamy się we Wieprzu i pozostałe 40 km jedziemy razem. Dzięki za towarzystwo, kolego!
    W domu melduję się zgodnie z planem o 21:30. Bo wyjeżdżając założyłem sobie utrzymywanie średniej powyżej 25 km/h i łączne postoje nie dłuższe niż 3 godziny. Przy trasie na ponad 4 tys. metrów przewyższeń było to całkiem ambitne wyzwanie, ale realizacja okazała się bezproblemowa.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #przegibekzawszespoko #100km #200km #300km (nr 1)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: zakopane.jpg

  •  

    968675 - 254 = 968421

    Wycieczka na Równicę, czyli do trzech razy sztuka.
    Dwa razy już tę trasę przekładaliśmy, bo nie było odpowiedniej pogody i w końcu się udało. A nowa świecka tradycja nakazuje raz do roku na Równicę pojechać.
    Zbiórka "u mnie" o 8:30 i ruszamy z @Arczi-S i @Marcin_od_Tribana. Najpierw na Pszczynę, Strumień i dalej jakimiś pipidówami do Skoczowa. Meldujemy się w Ustroniu i bez zbędnej zwłoki przystępujemy do zdobywania Równicy.
    Sam podjazd jakoś inaczej zapamiętałem z zeszłego roku i dziś podobał mi się znacznie bardziej. Na górze spodziewaliśmy się tłumów, ale liczba turystów była raczej umiarkowana. Chwila odpoczynku, fotki i jedziemy do Wisły.
    Gdzieś po drodze postój w Biedronce, inaczej być nie mogło ;) Stamtąd atakujemy Kubalonkę, co kończy się kolejnym po Równicy PR-em na podjeździe. Noga naprawdę dobrze dziś podawała.
    Marcin zaproponował, żeby nad jezioro Czerniańskie nie zjeżdżać normalnie koło zameczku, tylko przez Stecówkę. To był strzał w dziesiątkę! Wąska, urokliwa dróżka przez las wyłączona z ruchu samochodowego. Świetna miejscówka. Następnym razem jadę z drugiej strony.
    Nad wspomnianym jeziorem kolejna porcja zdjęć i można podjeżdżać na Salmopol. Tutaj potraktowaliśmy się już ulgowo, nie było ciśnienia na poprawę czasów.
    Do McD w Żywcu wyznaczyłem trasę przez Lipową. Trochę dalej niż główną drogą, ale za to fajne widoczki. Na miejscu wiadomo, McZestawy i te sprawy.
    Odpowiednio pojedzeni mogliśmy ruszać w drogę powrotną. Na zaporze w Tresnej rozdzielamy się. Marcin jedzie prosto z nadzieją dogonienia różowego, która sama wybrała się na Żar, a my z Arczim przez Przegibek, bo wiadomo, że zawsze spoko ;)
    Tak fajnie się jechało, że żal było wcześnie wracać do domu, więc jeszcze odprowadziłem kolegę, a na ukoronowanie trasy pojechałem na Mt Klimont.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #przegibekzawszespoko #beskidy #100km #200km (nr 4)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Równica.jpg

  •  

    1014180 - 151 = 1014029

    Zakończenie majówki w klasycznym stylu, czyli "na zaporę ride" z @Arczi-S. Pogodowo bez szału, ale z racji tego, że prognozowany deszcz odsunął się w czasie, podjechaliśmy jeszcze dwa razy Przegibek i przełęcz Targanicką.
    Powrót w składzie poszerzonym o @Marcin_od_Tribana.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #100km (nr 17)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 3maja.jpg

  •  

    1018839 - 145 - 161 - 148 = 1018385

    Sobota - Beskidzka rundka z @makyo. Kocierz, Przegibek i te sprawy.

    Niedziela - Do Wadowic na kremówkę, a potem do Pszczyny na lody z @Arczi-S. Tereny pomiędzy Oświęcimiem i Wadowicami obfitują w drogi ze świetnymi jakościowo asfaltami i znikomym ruchem samochodowym.

    Poniedziałek - Grupowy wyjazd w okolice Krzeszowic. Udział wzięli @Arczi-S, @Limon2g, @makyo i Vito ze Stravy. Ogrom krótkich, sztywnych podjazdów. Można ładnie nabić przewyższeń. Dobra alternatywa dla kolejnej trasy w Beskid.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #przegibekzawszespoko #100km (nr 14, 15 i 16)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: sobota.jpg

  •  

    1036106 - 102 = 1036004

    Nareszcie jakaś normalna pogoda, więc po zmarnowanym weekendzie nie było innej opcji jak setka po pracy.
    Miało być w sumie tylko na zaporę, ale po drodze zmieniłem zdanie i pojechałem najpierw na Przegibek od strony Bielska. Podjechałem też kawałek z drugiej strony, żeby mieć tysiąc metrów do góry, ale źle policzyłem i trochę zabrakło.
    Potem jeszcze tylko foto na zaporze, żeby trasa się liczyła i większość drogi powrotnej z wiatrem w plecy.

    #rowerowyrownik #szosa #mortalszosuje #przegibekzawszespoko #100km (nr 13)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: mozebyc.jpg

  •  

    1046412 - 142 = 1046270

    Świąteczna setka we wiadome rejony, bo nie trzeba się długo zastanawiać, gdzie by tu pojechać.
    Właśnie zbierałem się do wyjścia, gdy odezwał się @Arczi-S. Ustaliliśmy, że spotkamy się na zaporze i wrócimy razem. Będąc już na miejscu, miałem prawie godzinę przewagi, pojechałem więc jeszcze do Tresnej, a potem dwa nowe, sztywne podjazdy w Międzybrodziu. To stamtąd właśnie widok na Żar z pierwszego zdjęcia.
    Na zaporze zgraliśmy się niemal idealnie. Obowiązkowa fotka, żeby trasa się liczyła i wracamy.
    U siebie trochę jeszcze nadłożyłem wstępując na świąteczną kawę do dziadków, a na Klimoncie (też taki prawie tradycyjny podjazd na zakończenie trasy) spotkałem @Limon2g. Chwilę pogadaliśmy, ale trzeba było się zbierać, bo zaczął padać jakiś przelotny deszczyk.
    I tak święta przeleciały. Czuję lekki niedosyt, bo nie weszła żadna dwusetka, ale z drugiej strony pogoda była na tyle nieprzewidywalna, że kilometrowo mogło być znacznie gorzej. Więc dobre i to.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #100km (nr 12)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: dyngus.jpg

  •  

    1050779 - 108 = 1050671

    Setka na sobotę. A skoro Wielka Sobota, to i Wielka Puszcza, bo jakoś tak jeszcze w tym roku nie byłem.
    Pogoda w stylu "będzie padało albo nie, ale wiało będzie na pewno". Udało się bez deszczu, chociaż momentami naprawdę ciemne chmury przechodziły. Wiatr oczywiście z każdej możliwej strony. Oczy tak mi wyschły, że po powrocie do domu nie mogłem zdjąć soczewek, a zdarza się to nieczęsto...

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #100km (nr 11)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: wielkasobota.jpg

  •  

    1058735 - 250 - 42 = 1058443

    Niedzielna wycieczka w Beskid Mały i Śląski.
    Na rozgrzewkę standardowo Przegibek od strony Bielska. W międzybrodzkiej Biedronce uzupełnienie zapasu Duetów, fotka na zaporze w Tresnej i można obierać kierunek na Szczyrk.
    Podjazd na Salmopol całkiem przyjemny, ale na górze dosyć zimno. Zrobiłem kofibrejka, a pani w karczmie powiedziała, że jeszcze w piątek było tam zupełnie biało. Teraz tylko na poboczach jakieś resztki śniegu leżały.
    Zjazd po nowym asfalcie do Wisły to czysta przyjemność. Zakłócało ją jedynie kilka strumyków płynących w poprzek drogi. Ultralight zrobił robotę, nie zamarzłem na zjeździe. Gdzieś po drodze minąłem też Przemka Niemca, który był akurat w trakcie wykręcania KOM-a.
    Bez zbędnej zwłoki z Wisły podjechałem na Kubalonkę, potem w dół koło zameczku prezydenckiego i nad jezioro. Foto na zaporze, a kawałek dalej przy wodospadzie. Polecam przyjrzeć się temu zdjęciu i rodzince z niemowlakiem w nosidełku, która strzela sobie sweetfocię. Jeden nieuważny krok i tragedia gotowa. Ale nie mnie to oceniać.
    Stamtąd z powrotem na Salmopol. Na górze Duet, chwila rozmowy z przygodnym kolarzem, przyodzianie Ultralighta i zjeżdżam do Żywca.
    Podjeżdżając do maka, zauważyłem dwie szosy oparte tam, gdzie sami zawsze stawiamy rowery. Triban nie bez powodu wydał mi się mocno znajomy, bowiem w środku siedział @Marcin_od_Tribana z niedawno uszosowionym różowym. Właśnie zbierali się do wyjścia, więc tylko chwilę pogadaliśmy.
    Po wciągnięciu McZestawu obrałem kierunek powrotny przez Kocierz. Po drodze tłumaczyłem sobie, że teraz to już podjeżdżam czysto rekreacyjnie, ale to była nieprawda, bo kompletnie nie miałem mocy. Dopiero od Andrychowa zaczęło mi się znów dobrze jechać.
    Nadłożyłem jeszcze trochę drogi, żeby wstąpić do dziadka z życzeniami urodzinowymi, a wracając już do domu dokręciłem kilkadziesiąt metrów przewyższeń. Trójka z przodu wygląda znacznie poważniej ;)

    Dziś tylko lekki rozjazd. Przez cały dzień w pracy nogi wydawały się ok, ale jak tylko wsiadłem na rower, to poczułem się, jakbym wczoraj zrobił 400 km... W połowie dystansu na szczęście trochę się rozruszały.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #przegibekzawszespoko #beskidy #100km #200km (nr 3)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: salmopol.jpg

  •  

    10950540 - 66 - 230 = 10950244

    W sobotę krótko, bo po pracy i nie chciałem się zmęczyć przed dzisiejszą trasą.
    A skoro o niej mowa, to pojechaliśmy z @Marcin_od_Tribana na pierwszą poważną, górską trasę w tym roku. Najpierw kierunek na Wadowice i tam też krótka przerwa na ściąganie rękawków, bo już było za ciepło.
    Następnie lokalnymi drogami (z różnej jakości asfaltem) dojechaliśmy do Lanckorony. Tutaj z kolei przerwa na colę i banana. Kilka mniejszych górek i jesteśmy już w Jachówce, gdzie czeka na nas Makowska Góra z dosyć znanym na Stravie segmentem "Rzeźnia pod Makowem". Było co podjeżdżać, nie powiem...
    Trzeci postój, już w Makowie Podhalańskim, tym razem na lody. Na podjeździe w Zawoi spotkaliśmy całkiem przypadkowo @makyo z kolegą Stefanem, którzy uskuteczniali rundkę przez Krowiarki na Słowację.
    Od tej pory już generalnie kierowaliśmy się w stronę Żywca, oczywiście cały czas pod wiatr. Po drodze miał być jeszcze jeden fajny podjazd, który wypatrzyłem kiedyś na Street View. Szkoda, że dopiero wczoraj wieczorem zbadałem go dokładnie w segmentach Stravy... Okazało się, że to będzie już druga "rzeźnia" tego dnia. Udało mi się podjechać całość bez zatrzymywania, ale Marcin musiał dwa razy zejść z roweru, bo przy takiej stromiźnie tylne koło zabuksowało mu w miejscu.
    W Żywcu oczywiście McD, żeby było na czym wrócić. Jeszcze pamiątkowe zdjęcie na zaporze w Tresnej, bo bez zapory trasa się nie liczy. Kawałek dalej żegnamy się, Marcin jedzie już prosto do domu, a ja postanowiłem dokręcić przewyższenia na Przegibku. Z obu stron podjechałem, bo godzina była jeszcze wczesna.
    A później już tylko 40 km z górki i z wiatrem w plecy, więc wracało się bardzo przyjemnie.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #100km #200km (nr 2)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: takiedwiescie.jpg

  •  

    1101081 - 102 = 1100979

    Piątkowy klasyk, czyli setka na zaporę do Porąbki ubogacona o podjazd na Chrobaczą Łąkę.
    Myślałem, że będzie gorzej z formą, ale czas poniżej 11 minut uważam za satysfakcjonujący. Tym bardziej, że w tym roku tylko Przemek Niemiec podjechał tam szybciej ;)

    pokaż spoiler Tylko że taki kolarz zawodowy podjeżdża to z tętnem 160, a taki Mortal 180 i na górze chce już wypluć płuca... ( ͡° ʖ̯ ͡°)


    #mortalszosuje - Wcale nie zmuszam do obserwowania!

    #rowerowyrownik #szosa #100km (nr 10)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: chrobaczyklasyk.jpg

  •  

    1103911 - 104 = 1103807

    Najpierw na południe w kierunku Wilamowic, żeby nabić kilometrów (trzeba robić te setki, bo czerwiec się zbliża), a potem na Czwartkową Rundę. Na start nie zdążyłem, ale złapałem chłopaków po drodze. Byli @Arczi-S, @Limon2g, @Marcin_od_Tribana i dwóch znajomych ze Stravy.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #100km (nr 9)
    pokaż całość

    źródło: CzR.jpg

  •  

    11200410 - 62 - 201 = 11200147

    Sobota pod znakiem przedpracowej rundy wokół komina.
    A dziś z kolei zapowiadało się tylko na setkę na zaporę, bo prognozy nie były optymistyczne - lodowaty północny wiatr i zero słońca. I rano faktycznie tak było. Gdy jednak jadłem sobie banana na rzeczonej zaporze, zaczęło to wyglądać trochę lepiej. To w takim razie jeszcze Przegibek.
    Na kofibrejku w Międzybrodziu pomyślałem, że może by tak wydłużyć trasę do drugiej zapory, w Tresnej. Będąc na miejscu zdecydowałem, że dołożę jeszcze Kocierz, bo czemu nie. A później to już poszło z górki - Andrychów, Zator i w stronę Lipowca.
    Nie mogłem sobie również odmówić tradycyjnego podjazdu na Klimont na koniec takiej konkretnej trasy. I tam też patrzę na licznik. Jak pojadę prosto do domu, będę miał 170 km. Przecież tego tak nie zostawię! No to już dokręciłem ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #mortalszosuje - ciągle zapominam, że założyłem swój tag.

    #rowerowyrownik #szosa #wyzwanieoshee #100km #200km (nr 1)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: wkoncudwiescie.jpg

  •  

    1213650 - 202 = 1213448

    Ostatnia trasa w tym roku. Musiałem się trochę spiąć, bo nie miałbym żadnej dwusetki w grudniu ;)

    #festive500 ukończone z wynikiem 872 km, co dało Top 3 w Polsce.

    W ramach podsumowania 2016:

    - dystans: 22 841 km
    - czas: 825 godz.
    - przewyższenia: 171 144 m
    - najdłuższa trasa: 533 km, czyli połowa Tauzena z @metaxy

    A zamiast zdjęć i popularnej dziś grafiki z veloviewer, podsumowujący filmik od Stravy.

    Szczęśliwego Nowego Roku!

    #mortalszosuje - a to będzie mój tag. A co!

    #rowerowyrownik #szosa #100km (nr 102) #200km (nr 23)
    pokaż całość

    źródło: youtu.be

Ładuję kolejną stronę...