Aktywne Wpisy

ProstyHuop +13
#321685 ogułem to smutno mi huopy niby żyje a straciłem życie za życia nie widzę dalszej perspektywy na lepsze jutro a do tego ten czas zapierdox strasznie pewno mrugne i będę miał 50+ lat o ile wcześniej nie umrę przez alkoholizm/zawał/udar/raka a nic nie przeżyłem, nic nie doświadczyłem, zawsze sam i umrę sam bez żadnego celu w życiu, jak jakiś npc ołwa

mikszu +10
#krakow #referendum tak sobie myślę, i ta kampania aby olać referendum to w sumie idiotyzm, bo jak potrzeba tam ~27% frekwencji, to Ci co są za Tobą nie pójdą na referendum, przez co opozycja ma większą szansę na odwołanie, ponieważ Ci co pójdą zagłosować, oddadzą głoś za odwołaniem, dzięki czemu nawet mniejszość może odwołać prezydenta xD





#nieruchomosci #warszawa #korposwiat
Odniosę się do dzisiesjszych rozkmin na tagu #nieruchomosci odnośnie wyprowadzki z Warszawy do mniejszego miasta z powodu m.in. braku kontaktu z naturą, przestrzeni, ogródka czy dłubania w garażu. Czy to nie jest przypadkiem tak, że tak na serio problemem jest brak jakiegokolwiek sensownego towarzystwa w nowym mieście? Ja zamieszkałem w Warszawie prawie 4 lata temu i rzeczywiście brakowało mi kontaktu z przyrodą, dłubania sobie w gruzie w garażu, zadań bojowo-remontowych z tatą, szlaków turystycznych, kopania w gałę itp. W kawalerce w bloku czułem się jak w więzieniu, w pracy jak w klatce, do tego trafili mi się w zespole ludzie skrajnie nietowarzyscy i zamknięci, covid, nie było z kim wyjść na browara ani gdziekolwiek, a ze starego towarzystwa ze studiów większość została w innym mieście. Tym samym może i brakowało mi chodzenia po górach, garażu, ogródka, ale najbardziej brakowało mi przyjaciół i rodziny, wyjść na browara czy na rower, odwiedzin, przypadkowych spotkań na ulicy. Słabo mieszkać kilkaset km od domu i nie mieć się za bardzo do kogo odezwać, a tak to u mnie wyglądało. I też chodził mi po głowie powrót na stare śmieci, ale zastanawiam się czy w ogóle myślałbym o tym, gdybym trafił na lepsze towarzystwo w pracy i nawiązał nowe, sensowne znajomości. Jest milion rzeczy, które można robić nawet mieszkając na osiedlu bloków tylko trzeba mieć z kim. Mam wrażenie, że tutaj ludzie są jakoś spięci za bardzo i że zapomnieli, że warto żyć na luzie i dbać o dobre relacje w sąsiedztwie i w pracy. Albo ja pechowo trafiłem. To jak to jest? Chodzi bardziej o ogródek czy o towarzystwo?
─────────────────────
· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Zaakceptował: razzor91
· Autor wpisu pozostał anonimowy dzięki Mirko Anonim
Jak sie wyprowadzasz na tyle daleko ze na weekend nie da sie "na stare smiecie" prosto przyjechac, to na poczatku zawsze jest towarzyski dramat i troche loteria. Czy tylko to, czy jeszcze ten "ogrodek" - to juz zalezy od osoby, jak ktos zawsze lubil podlubac w garazu to bardzo mala szansa ze sie odnajdzie w zyciu w bloku, gdzie najwyzej moze sobie w piwnicy porobic cos