Wpis z mikrobloga

✨️ Obserwuj #mirkoanonim
Zachęcony wpisem oraz dyskusją pod nim, postanowiłem też trochę napisać odnośnie miasta, w którym się urodziłem i w którym (połowicznie) mieszkam - #wroclaw. Moi pradziadkowie od strony mamy urodzili się we Wrocławiu (Breslau), choć mój dziadek już w Kassel. Jednak rodzina szybko wróciła z Kassel na Śląsk do Wrocławia, natomiast moja babcia urodziła się w Gliwicach. Pradziadkowie i dziadkowie od strony ojca na kresach wschodnich (Monasterzyska). Moi rodzice natomiast już w należącym do Polski Wrocławiu. Czy mogę o sobie napisać / powiedzieć, że jestem Polakiem, Wrocławianinem, Ślązakiem? A może potomkiem przesiedleńców z kresów wschodnich? Uważam, że wszystko jest poprawne i to jest już kwestia każdego z osobna, kim się czuje. Choć czytając niektóre wypowiedzi to sobie pomyślałem, że idąc w takim kierunku to chyba wrocławianami można by nazwać tylko potomków Korony Królestwa Czeskiego którzy mieszkali na tych ziemiach.

Co do hejtu, może raczej nieprzyjemności / trudności we Wrocławiu, spotkałem się z nim dwa razy:
Przez większy kawałek jednego semestru na mojej Alma Mater, starszy prowadzący na zajęciach (laborkach) dał instrukcję odnośnie obsługi obrabiarki po niemiecku (oczywiście według jego opinii była bardziej dokładna niż polska) z pytaniem, czy ktoś może przeczytać parę fragmentów i przetłumaczyć na bieżąco. Oczywiście jak zawsze można było liczyć na kolegów, którzy sprzedali mnie wtedy z jeszcze popularnym tekstem Jara K.: „zakamuflowana opcja niemiecka”. Przez resztę semestru były ze strony prowadzącego tylko jakieś dogryzania, dopytki np. pytał mnie o poszczególne elementy tokarki po niemiecku i oczywiście stałe jego teksty o: „niemieckiej precyzji” jak coś zrobiłem „nieidealnie” w sprawozdaniu z laborek.

We wrześniu 2022 roku na Festiwalu Kultury Mniejszości Niemieckiej (przyjechałem na ten festiwal ze Niemką, która była moją nauczycielką w VHS, a teraz jest bardzo dobrą znajomą i ma korzenie ze Śląska). Na festiwalu zerkałem na książki i na jednym ze stanowisk facet, jak się okazało z „Górnego Śląska działający w Ruchu Autonomii Śląska”, zapytał mnie, skąd jestem. Odpowiedziałem, że z Wrocławia. Dość szybko zapytał czy potomek przyjezdnych ze wschodu oraz czy „gadasz po naszemu?”, odpowiedziałem pytaniem „po naszemu, to znaczy?”. „No po niemiecku”. Odpowiedziałem, że oczywiście, ale wolę polski, ewentualnie może do mnie mówić po śląsku (dość dużo rozumiem, bo moja babcia nigdy nie przestała używać śląskiej gwary). Jak już to usłyszał, zmienił ton o 180 stopni, jednak powiedział, że może to niepopularne, co powie i zaczął monolog po niemiecku o autonomii itd. Wysłuchałem ziomka i na sam koniec, tylko powiedziałem, że z nim się totalnie nie zgadzam, żeby też nie zapomniał, że jest Polsko-Niemiecki traktat graniczny i sam niech się też cieszy, ponieważ zgodnie z jego narracją to aktualne Niemcy mu się raczej nie spodobają. To złączał mówić, że dlatego chce autonomii i ogólnie, że polska mi wyprała mózg itd. Ogólnie po rozmowie z nim poczułem się jak bym nie był wrocławianinem.

To tyle, jednak od trochę innej strony niż było w dyskusji.

Z innych ciekawostek.
Jako, że częściowo mieszkam również w Berlinie, tu miałem także parę ciekawych (dla mnie śmiesznych) sytuacji. Parę lat temu dość często, jak nie chciało mi się jechać samochodem do Wrocławia <-> Berlina, korzystałem z pociągu „Kulturzug”. Przy zakupie biletu w Berlinie w centrum obsługi klienta DB na Gesundbrunnen, często trafiałem na jedną Panią ekspedientkę, zawsze jak mówiłem: „Poproszę bilet do Wrocławia”, był ten sam tekst był zwrotny „Do Wrocławia nie mam, ale do Breslau jeszcze są dostępne”, moja odpowiedź była również identyczna do Breslau się nie wybieram ale do Wrocławia. Uprzedzając pytania na bilecie widniało: „von Berlin… nach Wroclaw Hbf”.

W nawiązaniu do tego z innych bardzo zadziwiających dla mnie spraw na początku było to, że Niemcy wszędzie w urzędach jako miejsce urodzenia wpisywali mi Breslau albo Breslau (Wroclaw) często z dodatkiem Niederschlesien (Schlesien). Pomimo, że ja użyłem polskiej nazwy miasta i np. nawet gdy dyktowałem literka po literce nazwę miasta to na dokumencie widniało Breslau. Z ciekawości zapytałem Pani urzędniczki w Bürgeramt (urząd spraw obywatelski) dlaczego tak jest, to mi pokazała na ekranie, że jak wybiera Polen i wpisze "Wroc" to w podpowiedziach wyskakuje Wrocław -> Breslau i jak to klika to wszystko samo się uzupełnia na czyli Breslau / Niederschlesien.

Jeśli są jakieś pytania to w miarę możliwości i mojej wiedzy, chętnie odpowiem odnośnie Wrocka, Berlina czy tego, jak wyglądał (2016/2017) kurs niemieckiego i wiedzy o Niemczech (Orientierungskurs) w VHS – tak robiłem to, gdy tutaj się również zameldowałem.

#wroclaw #berlin #niemcy



· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Zaakceptował: Narmel
· Autor wpisu pozostał anonimowy dzięki Mirko Anonim

  • 7
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@mirko_anonim co do koncowki Twojego wpisu - crzy wyrabianiu dokumentow tez tak jest z polskimi miastami. Moja zona ma wszedzie wpisane Grünberg in Schlesien (a nwet nie wiedzielismy, ze lubuskie to dla nich Śląsk), byly znajomy mial w paszporcoe Bromberg, a jest z Bydgoszczy. Co ciekawe, ja urodzilem sie w innej czesci Polski i mojego miasta nigdzie im nie tlumaczy na niemiecki, wiec ta zasada odnosi sie tylko do miast, ktore
  • Odpowiedz
@mirko_anonim: Z tym wpisywaniem nazwy w języku ojczystym dla urzędnika nie widzę nic dziwnego. Myślicie, że jak Ukrainiec załatwia coś w polskim urzędzie, to ktoś mu w miejscu urodzenia wpisuje "Lviv" czy "Lwów"?
  • Odpowiedz
via mirko.proBOT
  • 0
Anonim (nie OP): no siema, ja studiowałem we wrocku, lubię to miasto. Mieszkam teraz sobie w Berlinie, jakoś mniej ciekawie. Też w papierach mam niemieckie nazwy miejscowości.

Z innych ciekawostek - niby patriotycznie jest bronić ojczyzny, ale co to u diabła jest ojczyzna. Język? Sposób myślenia? Wspólne rytuały, potrawy na stole? Jasne, jest wspólna historia - ale też tereny się zmieniały wraz z wojnami czy zaborami. Język i obyczaje się zmieniały. Jedyne
  • Odpowiedz
via mirko.proBOT
  • 0
Anonim (nie OP): Przesiedleńcy nie lubią Ślązaków (tak nazywam takich jak Ty i sam nim jestem), ale poniemieckie domy już takie złe nie są jak się ktoś z chatki bez łazienki przeprowadza. Ogólnie Ślązacy nigdzie nie są u siebie. Lub wszędzie są u siebie. Zależy jak to widzisz. Mi w paszporcie też wpisali niemiecka nazwę miasta. Co robisz zawodowo?

  • Odpowiedz