Wpis z mikrobloga

✨️ Obserwuj #mirkoanonim
Będzie długo, do kawki jak znalazł.

Czasami się zastanawiam, czy wybrałem właściwą ścieżkę w życiu. Czy obierając inny cel, nie byłbym szczęśliwszy. Nachodzą mnie momenty, w których krytycznie analizując obecne plany, nie czuję aż takiej satysfakcji. Poddając takiej samej analizie potencjalnie inne sposoby na życie, biorąc pod uwagę błędy poznawcze (np. że dopóki w danej sytuacji się nie znajdę to nie będę miał świadomości o wielu problemach z nią związanych), wydaje mi się, że byłbym szczęśliwszy, jednak zawsze pojawia się jakieś "ale". Wiem, że to naturalne, tzn. powinniśmy co jakiś czas ewaluować swoje plany i dążenia, również te potencjalne, bo niektóre czynniki mogły ulec zmianie, prowadząc do diametralnie różnych wyników - ale mam potrzebę się wygadać, jak będę próbował to wytłumaczyć, to inaczej się w głowie ułoży, a i może ktoś coś ciekawego wniesie.

Aktualna moja sytuacja i plan wygląda tak dosyć standardowo i nieoryginalnie. Mam narzeczoną od paru lat, ona rozkręca swoją praktykę, ja w IT od 10 lat (aktualnie mam prawie 29), stanowisko leada. Z programowania satysfakcji nie czuję już żadnej, ale z szeroko pojętego managementu/uczenia innych już w miarę tak. Mam ogólnie ambiwalentny stosunek, praca nie jest torturą ale nie czuję też żadnej radości z niej - jest okej, dużo zarabiam, jestem w tym dobry - wystarczy. Dużą część wolnego czasu i energii z narzeczoną poświęcamy sobie i budowie związku - budujemy relację, wzajemne zrozumienie siebie, komunikację - ze związku jestem bardzo zadowolony, spełniamy swoje potrzeby, jesteśmy dopasowani i mimo paru lat razem, dalej ekscytacją jest jakiś piknik nad jeziorem. W kwestiach finansowych jest dobrze, mamy dom po moich rodzicach, ja mam odłożone dosyć sporo oszczędności. I na tych fundamentach bazuje plan na dalsze życie. Tj. być dobrym w tym co się robi ale nie poświęcać na to dużo zasobów, mieć dużo czasu dla siebie i pielęgnować "ognisko domowe" (dzieci w planie za rok-3), oszczędzać dużo do poziomu niezależności finansowej i wystarczającego dochodu pasywnego/kapitałowego. Taki zwykły, sztampowy - ale dobry - plan na życie, bez ekscesów, trochę nudny. Daje mi jednak satysfakcję, stabilność finansową, bezpieczne jutro, poczucie bezpieczeństwa emocjonalnego - w skrócie, normalne, spokojne życie na dobrym poziomie, bez praktycznie żadnych stresorów.

Jednakże, ciągle mam poczucie, że jest tyle innych ścieżek, którymi mógłbym/moglibyśmy podążyć, a nie zamykać się w tym bezpiecznym i sztampowym pudełku. Przykładowo, moim marzeniem zawsze było podróżować. Aktualnie jestem ograniczony do paru wakacji rocznie, z limitem czasowym, gdzie co prawda przejedziemy przez kraj, ale nie pożyjemy w nim za bardzo. Sposoby na to są dwa - zrobić to teraz, wykorzystując zgromadzone środki (na parę lat wystarczy) i w międzyczasie próbować to zmonetyzować. Jednakże, jest to super duże ryzyko, bo ten rynek jest dość napuchnięty. Więc wynik tego najprawdopodobniej będzie taki, że wrócimy za parę lat, bez oszczędności i z dziurami w doświadczeniu zawodowym, które ciężko będzie wypełnić. Czyli de facto postawienie trzeciego fundamentu, zabezpieczenia finansowego, na prawdopodobnie przegrany zakład. Drugim sposobem jest poczekać i zrobić to za 20 lat - ale wątpię że wtedy mi się będzie chciało.

Kolejną rzeczą, która łączyłaby "podróże", wprowadziła jakieś novum i przerwała powtarzalność, jest wyjazd np. gdzieś do Azji i korzystając z kapitału, doświadczenia i kontaktów tu, założenie jakiejś firmy. To ma bardzo dużą szansę się udać, wykorzystując tanią pracę i europejski styl zarządzania, szansa na stworzenie skalującego biznesu w takim emerging market jest dosyć spora. Jednakże, to też wiążę się z dużymi wyrzeczeniami. Ilość czasu jaki musielibyśmy na to poświęcić w najbliższej dekadzie jest ogromna. Od nauki języka, po stworzenie systemu, który będzie działać. Wypada również prawie na pewno dziecko i cel rodzinny. No i przyszłość finansowa dalej jest na szali, chociaż nie aż tak - bo tu jest spory error margin , chociażby "pivot" na biznes turystyczny obsługujący klientów z EU, który byłby stosunkowo prosty ale wymagałby dużo więcej zaangażowania personalnego. Byłaby to również defacto zmiana całkowita naszego życia, która o ile w krótkim terminie dałaby satysfakcję, to nie jestem przekonany, że długofalowo również.

Więc może biznes tutaj, w Polsce? Największe wyrzeczenia odchodzą w tym wariancie, a zostaje novum i więcej kasy. Tu raczej tak się stanie, bo już coś działamy w tym kierunku. Plany nie są zaawansowane, więc jest sporo ryzyk a gwarancja sukcesu na tym poziomie jest malutka, także spoko mieć jeszcze parę wariantów przemyślanych. Tu najbardziej martwi mnie ilość czasu, jaki pochłonie to na początku, co na pewno ugodzi w drugi fundament aktualnych planów, tj. życie rodzinne i może ugodzić w trzeci jak nie wyjdzie.

Ale może w ogóle źle patrzę - samemu miałbym dużo większą dowolność, i mógł de facto realizować wszystko co chcę. Znowu jednak, wymaga to pozbycia się aktualnego fundamentu, co na 99% będzie niekorzystne długofalowo. Jednak zawsze jest ta pokusa, żeby wziąć plecak, laptopa i pracować zdalnie z tajlandii i sobie żyć jako digital nomad.

Tak samo z trzecim filarem - niezależnością finansową - on aktualnie wymusza wyzerowanie rozrzutności. (Tj. wczasy w Argentynie na 2 tygodnie, spoko, ale r------------e 100% dochodu na wynajem jachtu i don perignon odpada). O ile przyjemniej by się tak żyło - r------------c co miesiąc dość sporą kasę na konsumpcję nie poświęcając drugiej myśli przyszłości.

Więc tak mniej więcej to wygląda - zbudowałem sobie ten plan na życie, bazując na wspomnianych fundamentach, i je kwestionuję. Mam wrażenie, że poświęcam dużo korzyści krótkofalowych za korzyści długofalowe, co samo w sobie jest okej, ale nie wiem czy zbyt mnie to nie ogranicza i czy nie poświęcam ich za dużo. Nie potrzebuję rady, raczej obserwacji zewnętrznej. Jak ktoś przebrnął (dziękuję!) to proszę o podzielenie się swoim wrażeniem, tudzież doświadczeniem - a nuż ktoś ma/miał podobne zagwozdki - opinią, może swoim planem na życie.

#pytanie #zwiazki #zycie



· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Zaakceptował: Nighthuntero
· Autor wpisu pozostał anonimowy dzięki Mirko Anonim

  • 12
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

dużo zarabiam, jestem w tym dobry - wystarczy. Dużą część wolnego czasu i energii z narzeczoną poświęcamy sobie i budowie związku - budujemy relację, wzajemne zrozumienie siebie, komunikację - ze związku jestem bardzo zadowolony, spełniamy swoje potrzeby, jesteśmy dopasowani i mimo paru lat razem, dalej ekscytacją jest jakiś piknik nad jeziorem. W kwestiach finansowych jest dobrze, mamy dom po moich rodzicach, ja mam odłożone dosyć sporo oszczędności.


@mirko_anonim: i tyle
  • Odpowiedz
@mirko_anonim Brzmisz jak ktoś, kto ma już w życiu poukładane, ale nie potrafi się zdecydować, czego naprawdę chce. Może zamiast marzyć o podróżach i wielkich zmianach, zacznij od małych kroków? Nikt ci nie każe rzucać pracy i wyjeżdżać na drugi koniec świata od razu. A jeśli myślisz, że zostawienie wszystkiego i życie jako digital nomad jest takie łatwe, to powodzenia. Może po prostu przyznaj, że masz wszystko, czego potrzebujesz, ale chcesz
  • Odpowiedz
@mirko_anonim nie bierzecie pod uwagę wyjazdu do Azji w ramach zawodów które macie (czegoś pokrewnego)? W Tajlandii czy Singapurze możesz spokojnie szukać stanowisk managerskich w IT. Nie musisz wtedy ryzykować dziurą w karierze i przepaleniem oszczędności. Żyjąc na miejscu zdecydujecie czy to dla Was, czy chcecie zostać w swoich zawodach na emigracji, czy rozkręcać coś swojego itd.
  • Odpowiedz
via mirko.proBOT
  • 1
✨️ Autor wpisu (OP): @AnonimoweLwiatko: Nazywając to standardowym planem, raczej chodziło mi, że standardowe są jego założenia, czyli pracuj, miej związek, zrób dziecko, odkładaj kasę na emeryturę. Zdaje sobie sprawę z tego, że jest to dobra (wręcz bardzo) sytuacja i większość ludzi tak nie ma, spokojnie.

Co do podróżowania możesz mieć rację, że jest to trochę przez internet i stało się taką "mekką", że każdy musi podróżować. Jak tak
  • Odpowiedz
via mirko.proBOT
  • 0
Anonim (nie OP): Całkiem fajnie opisane :)

Z jednej strony, rozbawiają mnie komentarze niektórych, że przecież macie wszystko i żyjecie tak jak żyje top 2% ludzi. Nie rozumieją, że te 2% też ma zwykłe życiowe rozkminy i mogą mieć jakieś ambicje ponad to co mają.

Z drugiej strony, jest w tym trochę racji. Mianowicie, to nasze wyobrażenia i oczekiwania w większym stopniu wpływają na nasze szczęście niż to co posiadamy. I może
  • Odpowiedz