Wpis z mikrobloga

✨️ Obserwuj #mirkoanonim
Cześć!

Miałam ostatnio nieprzyjemną sytuację podczas kontaktu z Panią Izabelą Milińska z Fundacji Kocia Mama w Łodzi.

Zdecydowałam się opisać ją na wykopie, dlatego, że starając załatwić się to drogą oficjalną i urzędową odbiłam się od ściany, więc może chociaż moja historia kogoś uchroni przed oddaniem tam kotów.

Jakiś czas temu skontaktowałam się z fundacją Kocia Mama w Łodzi przy ulicy Pryncypalnej 54/56, z prośbą o pomoc w odłowieniu i wysterylizowaniu wolno żyjących kotów z działek ROD. Pani Izabela Milińska, szefowa fundacji, początkowo wyraziła chęć pomocy. Jednak już na samym początku naszej rozmowy zasugerowała, że oczekuje, iż w zamian za udzieloną pomoc przekieruję na rzecz fundacji 1,5% podatku dochodowego. Sposób, w jaki to zostało przekazane, sprawiał wrażenie, jakby było to warunkiem uzyskania jakiejkolwiek pomocy.

Kiedy zapytałam o dalsze losy kotów po ich pozostawieniu w klinice, spotkałam się z bardzo nieprofesjonalnym zachowaniem. Pani Milińska odpowiedziała agresywnie, poczuła się obrażona, nakrzyczała na mnie i kazała mi samodzielnie szukać dla kotów miejsca. To doświadczenie sugeruje, że priorytetem fundacji mogą być przede wszystkim korzyści finansowe, a nie rzeczywiste dobro zwierząt. Kilka dni później otrzymałam od niej SMS-a z pytaniem, czy udało mi się odłowić chore kotki, jakby wcześniejsza sytuacja w ogóle nie miała miejsca, co dodatkowo wprowadziło mnie w konsternację co do intencji fundacji.

Koty, które chciałam przekazać pod opiekę fundacji, ostatecznie pomogłam samodzielnie, zapewniając im potrzebną opiekę weterynaryjną i pomoc w znalezieniu nowych domów. W trakcie tej sytuacji skontaktowałam się z dwoma weterynarzami w okolicy, przedstawiając im swoją sprawę i pytając o opinie na temat fundacji. Obaj potwierdzili, że Fundacja Kocia Mama działa według podobnego schematu, o którym już słyszałam, sugerując, że moje obawy są uzasadnione. Zarówno ja, jak i ci weterynarze mieliśmy wrażenie, że fundacja jest bardziej skupiona na uzyskiwaniu korzyści finansowych niż na rzeczywistej pomocy zwierzętom.

Moje osobiste doświadczenie nie jest odosobnione. W internecie można znaleźć opinie byłych wolontariuszy, które potwierdzają, że pani Milińska stosuje wobec osób chcących pomóc zwierzętom manipulacyjne i nielojalne metody działania. Znalazłam między innymi wypowiedź jednej z byłych pracownic fundacji na forum internetowym, która opisuje, że na początku jej współpracy z Fundacją Kocia Mama poświęcała wiele swojego prywatnego czasu na rzecz fundacji, wykonując różne obowiązki, takie jak transport, interwencje, kwesty czy prowadzenie domu tymczasowego. Jednak z czasem zaczęła dostrzegać nieprawidłowości w działaniu fundacji, które sugerują, że priorytetem jest zysk finansowy, a nie dobro zwierząt.

Wspomniana wolontariuszka opisuje, że koty są przyjmowane według specjalnej selekcji. W pierwszej kolejności fundacja przyjmuje koty należące do rodziny szefowej, jej znajomych lub ambasadorów fundacji. Osoby niezwiązane z fundacją mogą liczyć na pomoc dopiero po uiszczeniu opłaty w wysokości 200 zł, co jest jawnym zniechęcaniem do niesienia pomocy zwierzętom. Ponadto istnieją opłaty za adopcję kotów, które nie są odpowiednio udokumentowane. Opłaty te różnią się w zależności od wyglądu kota – od 50 zł za zwykłego kota do 300-400 zł za kota rasowego. Warto podkreślić, że te pieniądze prawdopodobnie nie są wpłacane na konto fundacji i nie są w żaden sposób rozliczane.

Dodatkowo, pojawiają się poważne zarzuty dotyczące stanu zdrowia zwierząt wydawanych do adopcji. Zgodnie z relacją byłej wolontariuszki, koty są często wydawane bez podstawowych szczepień i diagnostyki, a wszelkie zgłoszenia nowych opiekunów o problemach zdrowotnych są ignorowane lub zrzucane na ich odpowiedzialność. Co więcej, fundacja nie posiada własnej kociarni, a koty są umieszczane w domach tymczasowych, które są niewystarczająco zaopatrzone w niezbędne środki do ich utrzymania. Zdarza się, że koty z różnych miotów są umieszczane razem, co prowadzi do rozprzestrzeniania się chorób.

Opisane wyżej sytuacje wskazują na poważne zaniedbania w działaniu fundacji, które mogą skutkować cierpieniem zwierząt. Znalazłam również opinię, że często koty są sterylizowane bez znieczulenia i chore, osłabione, od razu wyrzucane na dwór.

Na poparcie moich obaw załączam poniższe linki z opiniami i relacjami dotyczącymi działalności Fundacji Kocia Mama:

Opinia pracownicy, którą przytaczam: https://forum.miau.pl/viewtopic.php?p=12354199
Opinie na GoWork: https://www.gowork.pl/opinie_czytaj,20739337
Opinie na Google: https://g.co/kgs/FFcizdb
Manipulacyjne wyjaśnienia fundacji: http://www.kociamama.pl/wiarygodnosc/


#lodz #fundacja #koty #fundacjakociamama #kociamama #izabelamilinska #niekrzywdz #zwierzaczki

〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰
· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Opublikuj swój własny wpis: Mirko Anonim
· Zaakceptował: digitallord

mirkoanonim - ✨️ Obserwuj #mirkoanonim
Cześć!

Miałam ostatnio nieprzyjemną sytuację ...

źródło: AK0RA-W5

Pobierz
  • 6
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Supertunia

@mirko_anonim: kurde co jest nie tak z ludzmi, dlaczego większość tych fundacji to pic na wodę, maszynki do zarabiania pieniędzy :(

Uwierz że ja mam takie samo zdanie , uważam że trzeba pomagać ale tylko tym instytucjom które są jasne w swoim działaniu i czlwiekk wie na co idą te pieniądze
Najczesciej nikomu jednak nie chce się tego skontrolować
  • Odpowiedz