✨️ Obserwuj #mirkoanonim Dzień dobry, piszę z anonima, bo póki co wolę się Was wszystkiego dopytać i poznać spostrzeżenia innych odnośnie mojej sytuacji, zanim zrobiłbym inbę. Chodzi o to, że w ostatnim czasie zamówiłem laptopa producenta z logiem nadgryzionego jabłuszka z pewnego znanego sklepu internetowego. Laptop był oznaczony jako nowy, jednak ku mojemu zdziwieniu, po otwarciu przesyłki ujrzałem zarysowanie na jego obudowie. Mam dokumentację, filmik podczas otwierania przesyłki, zdjęcia itd, ale postanowiłem narazie nic z tym nie robić. Niestety, po kolejnych dwóch dniach (wcześniej nie miałem za bardzo czasu z niego korzystać) zauważyłem podczas użytkowania, że w miejscu, gdzie jest załamanie ekranu i kratka wentylacyjna, znajduje się ewidentnie większe zadrapanie lub defekt fabryczny, ponieważ jest tam mały ubytek w lakierze. W tym momencie postanowiłem już coś z tym zrobić, ponieważ jednak jest to sprzęt o większej wartości i w przypadku późniejszej jego odsprzedaży na pewno miałoby to znaczenie, a jego wartość by spadła.
Zadzwoniłem na infolinię sklepu, na której poinstruowano mnie, że muszę to zgłosić mailowo. Wysłałem maila z całą dokumentacją i poprosiłem o wymianę na taki sam sprzęt, ale nowy i nieuszkodzony, czyli taki, jaki zamawiałem. Otrzymałem odpowiedź już tego samego dnia, że niestety nie są w stanie wymienić mojego sprzętu i jedyne, co mogą mi zaproponować, to 150 zł wysłane na mój rachunek bankowy, co uważam za dość niską kwotę, biorąc pod uwagę cenę samego laptopa, który miał być nowy, lub zwrot sprzętu i pieniędzy. Z tej opcji bym skorzystał, ale problem jest taki, że nie mogę już zamówić tego samego laptopa w tej cenie z ich strony, ponieważ kupiłem go na promocji, a teraz jest droższy o 1000 zł niż w momencie zamawiania.
Odpowiedziałem, że nie zgadzam się z ich odpowiedzią i jako konsument mam prawo skorzystać z rękojmi, a to ja powinienem móc zdecydować, z jakiej opcji chcę skorzystać, a nie że sklep mi narzuca 150 zł albo zwrot pieniędzy, skoro już nie mogę go kupić w tej samej cenie. Poprosiłem ponownie o wymianę sprzętu na nowy lub, jeśli faktycznie sklep nie jest w stanie go wymienić (co dziwne, bo na stronie sklepu cały czas jest dostępny), to przynajmniej o większą obniżkę ceny, bo 150 zł uważam za kwotę zbyt symboliczną i nieproporcjonalną do wartości sprzętu.
Po tym mailu nastała cisza i brak odpowiedzi przez 4 dni. Tak jak wcześniej odpowiadali codziennie, tak nagle przestali odpisywać. Zgłosiłem sprawę do miejskiego rzecznika konsumenta w moim miejscu zamieszkania, do UOKiK oraz do Inspekcji Handlowej. Miejski rzecznik konsumenta odpowiedział mi coś takiego:
„Informuję, że do zakupów dokonanych od dnia 1 stycznia 2023 roku stosuje się przepisy ustawy o prawach konsumenta, a nie przepisy dotyczące rękojmi, zawarte w Kodeksie cywilnym. W przypadku niezgodności towaru z umową konsument, składając reklamację pierwszy raz do sprzedawcy, może zażądać naprawy bądź wymiany towaru. Oświadczenie o odstąpieniu od umowy bądź też żądanie obniżenia ceny jest możliwe wyłącznie, gdy są spełnione szczególne przesłanki. W przypadku żądania wymiany alternatywnie sprzedawca może dokonać naprawy, gdy są spełnione określone w ustawie warunki. W przypadku odmowy dokonania naprawy/wymiany przez przedsiębiorcę konsumentowi przysługuje żądanie obniżenia ceny bądź, w przypadku istotnej wady, uprawnienie do odstąpienia od umowy sprzedaży.”
Od UOKiK nie uzyskałem jeszcze odpowiedzi. Inspekcja Handlowa odpowiedziała i wysłała wniosek, że mogą zająć się przedsądowym polubownym rozwiązaniem sprawy z nimi, i cały wniosek, który miałbym wypełnić.
W międzyczasie każdego dnia dzwoniłem na infolinię i pytałem, czy moja sprawa jest cały czas w toku, ponieważ nie uzyskałem żadnej odpowiedzi na moje ostatnie maile, a pani na infolinii zapewniała mnie, że ktoś się zajmuje moją sprawą. Ku mojemu zdziwieniu, gdy zadzwoniłem dzisiaj, tzn. w piątek, odebrał inny pan i był bardzo zdziwiony, gdy wyjaśniłem mu całą sytuację. Poprosił o podanie moich danych, sprawdził w systemie i odpowiedział, że przecież już mi ktoś udzielił odpowiedzi i że nic więcej w tej sprawie nie uzyskam, a moje dalsze maile to próba wzbogacenia się i wyłudzenia korzyści majątkowych od sklepu. Ostatecznie odpowiedź brzmiała: nie wymienimy panu laptopa, i co pan nam zrobi.
Wiem, że takie sklepy najbardziej boją się afery w internecie, a nie instytucji typu UOKiK, bo one zazwyczaj mało co robią. Powiedziałem, że na pewno udostępnię w internecie, w jaki sposób sklep XYZ traktuje swoich klientów, na co on odpowiedział, że wtedy to na pewno spotkamy się w sądzie za rozpowszechnianie negatywnych informacji na temat firmy, że to jest groźba i że przecież zaproponowano mi rozwiązanie, a to, że sprzęt podrożał o 1000 zł i nie jestem w stanie już go zakupić w tej samej cenie, nie ma żadnego znaczenia.
Mirki, doradźcie mi, co zrobić w tej sytuacji, bo już sam zgłupiałem. Zamówiłem laptopa, po prostu chciałem, żeby był nowy, bo przykładam uwagę do stanu takich rzeczy, dbam o swoje rzeczy materialne i nie lubię mieć rys na sprzętach. Tak samo dbam o swój telefon, zawsze naklejam szkło hartowane, noszę go w etui i tak samo chciałem dbać o ten laptop, ale boję się, że jeżeli faktycznie udostępnię całą konwersację i dane sklepu internetowego, to mnie pozwą za psucie wizerunku firmy. Co mogę jeszcze zrobić w tej sytuacji? Chciałem zrobić znalezisko, ale póki co piszę z anonima i nie udostępniam nazwy firmy, bo ten pan przez telefon brzmiał bardzo stanowczo, że na pewno spotkamy się w sądzie, jeśli to zrobię. Oni mają bardzo dobre opinie w internecie, cały czas wyświetlają mi się ich reklamy i jeszcze maile do mnie przychodzą, żebym ich ocenił. #prawo #zakupy #prawokonsumenckie #sklepyinternetowe #pytaniedoeksperta #pytanie #macbook #afera #polska #pieniadze #ecommerce
@mirko_anonim: Autoryzowany serwis, wycena naprawy (jak nie mają części to też niech wycenią - wraz z kosztem ich pozyskania), żądanie obniżenia kwoty o to ile dostaniesz w wycenie. Jak się nie zgodzą to odstąp od umowy, zwróć sprzęt i koniec.
Dyskusje o groźbach wsadź między bajki. To taki objaw absolutnego braku profesjonalizmu, a nie coś, co faktycznie mogą zrobić. O ile opisana historia się zgadza z tym co się wydarzyło,
Dzień dobry, piszę z anonima, bo póki co wolę się Was wszystkiego dopytać i poznać spostrzeżenia innych odnośnie mojej sytuacji, zanim zrobiłbym inbę.
Chodzi o to, że w ostatnim czasie zamówiłem laptopa producenta z logiem nadgryzionego jabłuszka z pewnego znanego sklepu internetowego. Laptop był oznaczony jako nowy, jednak ku mojemu zdziwieniu, po otwarciu przesyłki ujrzałem zarysowanie na jego obudowie. Mam dokumentację, filmik podczas otwierania przesyłki, zdjęcia itd, ale postanowiłem narazie nic z tym nie robić. Niestety, po kolejnych dwóch dniach (wcześniej nie miałem za bardzo czasu z niego korzystać) zauważyłem podczas użytkowania, że w miejscu, gdzie jest załamanie ekranu i kratka wentylacyjna, znajduje się ewidentnie większe zadrapanie lub defekt fabryczny, ponieważ jest tam mały ubytek w lakierze. W tym momencie postanowiłem już coś z tym zrobić, ponieważ jednak jest to sprzęt o większej wartości i w przypadku późniejszej jego odsprzedaży na pewno miałoby to znaczenie, a jego wartość by spadła.
Zadzwoniłem na infolinię sklepu, na której poinstruowano mnie, że muszę to zgłosić mailowo. Wysłałem maila z całą dokumentacją i poprosiłem o wymianę na taki sam sprzęt, ale nowy i nieuszkodzony, czyli taki, jaki zamawiałem. Otrzymałem odpowiedź już tego samego dnia, że niestety nie są w stanie wymienić mojego sprzętu i jedyne, co mogą mi zaproponować, to 150 zł wysłane na mój rachunek bankowy, co uważam za dość niską kwotę, biorąc pod uwagę cenę samego laptopa, który miał być nowy, lub zwrot sprzętu i pieniędzy. Z tej opcji bym skorzystał, ale problem jest taki, że nie mogę już zamówić tego samego laptopa w tej cenie z ich strony, ponieważ kupiłem go na promocji, a teraz jest droższy o 1000 zł niż w momencie zamawiania.
Odpowiedziałem, że nie zgadzam się z ich odpowiedzią i jako konsument mam prawo skorzystać z rękojmi, a to ja powinienem móc zdecydować, z jakiej opcji chcę skorzystać, a nie że sklep mi narzuca 150 zł albo zwrot pieniędzy, skoro już nie mogę go kupić w tej samej cenie. Poprosiłem ponownie o wymianę sprzętu na nowy lub, jeśli faktycznie sklep nie jest w stanie go wymienić (co dziwne, bo na stronie sklepu cały czas jest dostępny), to przynajmniej o większą obniżkę ceny, bo 150 zł uważam za kwotę zbyt symboliczną i nieproporcjonalną do wartości sprzętu.
Po tym mailu nastała cisza i brak odpowiedzi przez 4 dni. Tak jak wcześniej odpowiadali codziennie, tak nagle przestali odpisywać. Zgłosiłem sprawę do miejskiego rzecznika konsumenta w moim miejscu zamieszkania, do UOKiK oraz do Inspekcji Handlowej. Miejski rzecznik konsumenta odpowiedział mi coś takiego:
„Informuję, że do zakupów dokonanych od dnia 1 stycznia 2023 roku stosuje się przepisy ustawy o prawach konsumenta, a nie przepisy dotyczące rękojmi, zawarte w Kodeksie cywilnym. W przypadku niezgodności towaru z umową konsument, składając reklamację pierwszy raz do sprzedawcy, może zażądać naprawy bądź wymiany towaru. Oświadczenie o odstąpieniu od umowy bądź też żądanie obniżenia ceny jest możliwe wyłącznie, gdy są spełnione szczególne przesłanki. W przypadku żądania wymiany alternatywnie sprzedawca może dokonać naprawy, gdy są spełnione określone w ustawie warunki. W przypadku odmowy dokonania naprawy/wymiany przez przedsiębiorcę konsumentowi przysługuje żądanie obniżenia ceny bądź, w przypadku istotnej wady, uprawnienie do odstąpienia od umowy sprzedaży.”
Od UOKiK nie uzyskałem jeszcze odpowiedzi. Inspekcja Handlowa odpowiedziała i wysłała wniosek, że mogą zająć się przedsądowym polubownym rozwiązaniem sprawy z nimi, i cały wniosek, który miałbym wypełnić.
W międzyczasie każdego dnia dzwoniłem na infolinię i pytałem, czy moja sprawa jest cały czas w toku, ponieważ nie uzyskałem żadnej odpowiedzi na moje ostatnie maile, a pani na infolinii zapewniała mnie, że ktoś się zajmuje moją sprawą. Ku mojemu zdziwieniu, gdy zadzwoniłem dzisiaj, tzn. w piątek, odebrał inny pan i był bardzo zdziwiony, gdy wyjaśniłem mu całą sytuację. Poprosił o podanie moich danych, sprawdził w systemie i odpowiedział, że przecież już mi ktoś udzielił odpowiedzi i że nic więcej w tej sprawie nie uzyskam, a moje dalsze maile to próba wzbogacenia się i wyłudzenia korzyści majątkowych od sklepu. Ostatecznie odpowiedź brzmiała: nie wymienimy panu laptopa, i co pan nam zrobi.
Wiem, że takie sklepy najbardziej boją się afery w internecie, a nie instytucji typu UOKiK, bo one zazwyczaj mało co robią. Powiedziałem, że na pewno udostępnię w internecie, w jaki sposób sklep XYZ traktuje swoich klientów, na co on odpowiedział, że wtedy to na pewno spotkamy się w sądzie za rozpowszechnianie negatywnych informacji na temat firmy, że to jest groźba i że przecież zaproponowano mi rozwiązanie, a to, że sprzęt podrożał o 1000 zł i nie jestem w stanie już go zakupić w tej samej cenie, nie ma żadnego znaczenia.
Mirki, doradźcie mi, co zrobić w tej sytuacji, bo już sam zgłupiałem. Zamówiłem laptopa, po prostu chciałem, żeby był nowy, bo przykładam uwagę do stanu takich rzeczy, dbam o swoje rzeczy materialne i nie lubię mieć rys na sprzętach. Tak samo dbam o swój telefon, zawsze naklejam szkło hartowane, noszę go w etui i tak samo chciałem dbać o ten laptop, ale boję się, że jeżeli faktycznie udostępnię całą konwersację i dane sklepu internetowego, to mnie pozwą za psucie wizerunku firmy. Co mogę jeszcze zrobić w tej sytuacji? Chciałem zrobić znalezisko, ale póki co piszę z anonima i nie udostępniam nazwy firmy, bo ten pan przez telefon brzmiał bardzo stanowczo, że na pewno spotkamy się w sądzie, jeśli to zrobię. Oni mają bardzo dobre opinie w internecie, cały czas wyświetlają mi się ich reklamy i jeszcze maile do mnie przychodzą, żebym ich ocenił.
#prawo #zakupy #prawokonsumenckie #sklepyinternetowe #pytaniedoeksperta #pytanie #macbook #afera #polska #pieniadze #ecommerce
〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰
· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Opublikuj swój własny wpis: Mirko Anonim
· Zaakceptował: mkarweta
👉 Z Twoją pomocą możemy działać dalej! Wspomóż projekt
Dyskusje o groźbach wsadź między bajki. To taki objaw absolutnego braku profesjonalizmu, a nie coś, co faktycznie mogą zrobić. O ile opisana historia się zgadza z tym co się wydarzyło,