Aktywne Wpisy

CzekoDonut +244
źródło: gumczi_kulczi
Pobierz
moll +9
Zastanawiam się nad maszynką do robienia lodów. Korzysta ktoś? Warto? Na co zwracać uwagę przy zakupie?
#gotujzwykopem #pytaniedoeksperta
#gotujzwykopem #pytaniedoeksperta




TLDR: jak kobieta choć raz zobaczy swojego mężczyznę w kryzysie - już nigdy nie będzie go szanować.
Takie spostrzeżenie dotyczące dość częstego modelu związku w którym to kobieta uważa swojego męża za niedorajdę, a sama stoi na piedestale tej co o wszystko dba. I mam na myśli raczej starsze pary, ze stażem, dziś to są ludzie 50+, bo dopiero tu można obserwować długotrwałe efekty, ale u młodszych, moich rówieśników też już to widać.
Żaden związek się tak nie zaczyna od początku, a każdy z takich związków zaczął ten etap od kryzysu psychicznego mężczyzny.
To są często pary gdzie w kryzysach gospodarczych lat 90/2000, mężów dopadło czy to bezrobocie, jakieś bankructwa firm itp.
Widziały mężów którzy się boją jutra, którzy są w depresji, którzy są smutni, przegrani. Nierzadko też finansowe utrzymanie rodziny spadło na te żony, przynajmniej na jakiś czas.
To jest tak potężna zadra wbita w związek, że nawet kilkadziesiąt lat później, ten mąż w oczach żony nigdy nie przestanie być tym niedorajdą, tym niezdolnym do zapewnienia bytu rodzinie. Do tego matka tym podejściem zaraża dzieci które przestają szanować swojego ojca. To w tym miejscu zaczyna się ten model że mężowie jej koleżanek to czy tamto zapewniają, a ona nie ma - futra, torebki, SUVa, domu, wakacji itp.
I teraz dodatkowo - moim zdaniem nie ma to związku bezpośrednio z kryzysem ekonomicznym, a właśnie psychicznym.
Żona która raz zobaczy męża w słabości, w kryzysie psychicznym, w depresji - nigdy więcej nie zobaczy w nim oparcia, stabilności, męża czy ojca dla jej dzieci. Jak raz zobaczy że jej męża można w jakikolwiek sposób złamać - zacznie go uważać za niedorajdę, a psychicznie sama przełączy siebie w rolę tej co jest mózgiem rodziny.
Nawet jeśli w samym kryzysie przejawia postawę wspierającą - to później efekt zawsze jest taki sam.
I chyba nie da się tego naprawić.
Znam parę gdzie on jest regularnie na liście 100 Forbes'a, a przez to że gdzieś w połowie lat 90 popadł na chwilę w tarapaty finansowe i prawne - żona nigdy więcej nie spojrzała na niego jak na mężczyznę.
Znam parę gdzie jego psychicznie dobiły dwa jej poronienia i mimo że później doczekali się dwójki dzieci, a on wrócił do pełnej stabilności - jego żona straciła do niego wszelki szacunek.
Co więcej - jako że obracam się w sportowych kręgach i znam stąd wiele par, widzę jak kryzys formy u sportowca kasuje taki związek raz na zawsze. I co ciekawe mam tu też na myśli pewną sportową parę z pierwszych stron gazet gdzie jej brak szacunku do męża jest już memiczny, a u którego podstaw leży z dzisiejszej perspektywy wręcz błahe potknięcie w karierze, ale wystarczyło że ten jeden raz zobaczyła męża ze zgaszonym błyskiem w oku.
Moja rodzina - gdy byłem nastolatkiem ojca powalił nowotwór. Ciężkie leczenie, operacje, renta zamiast dobrze płatnej pracy, płakał przy niej, że nie chce umierać. Mimo że wyzdrowiał, matka już nigdy nie uważała go za wartościowego mężczyznę.
Takich par jest wiele, trzeba się tylko dobrze przyjrzeć, dobrze poznać. On zazwyczaj stroi piórka, stara się jej zaimponować, zrekompensować tamtą słabszą chwilę - ale to już nigdy się nie uda.
Wnioski - wbrew tego co się powszechnie mówi, mężczyzna nie ma prawa okazać emocji, nie ma prawa mieć żadnego kryzysu, zwłaszcza wobec swojej rodziny. To jest zwykłe kłamstwo serwowane nam że chłopcy mają prawo płakać - nie, nie mają.
Potrzebujesz się wygadać - kumplowi, bratu albo ojcu, można też iść do psychologa (polecam facetów), nigdy kobiecie na której nam zależy.
W domu musisz grać potężnego i władczego.
Oczywiście problemem będzie grać człowieka sukcesu jak wyleją nas z roboty innej nie ma - ale nadal trzeba w domu głowę trzymać wysoko. Potrzebujesz popłakać? Ubierz się w sportowe ciuchy, wyjdź na workout, schowaj się w samochodzie, nie zapomnij się spocić nim wrócisz do domu.
Dom nie jest miejscem w którym mężczyzna może liczyć na wsparcie w kryzysie - i to nie znaczy że ten dom jest zły, tak wygląda każdy dom.
Tu nie mam do końca wyrobionego zdania, być może jedyna kobieta przy której masz prawo okazać słabość to twoja własna matka - ale tu nie mam ani doświadczenia, ani nie znam wielu na tyle bliskich związków matek z synami żeby cokolwiek tu potwierdzić, ale może ktoś podzieli się swoimi wnioskami?
Rada dla kobiet - wspierajcie bardzo swoich mężów, tak żeby czuli w was oparcie nim pojawi się w nich załamanie. Bo jak się pojawi i to zobaczycie to z biologią nie wygracie - przestanie on być w waszych oczach mężczyzną, w najlepszym razie będziecie go traktować od tego momentu jak bezpłciowe dziecko na utrzymaniu.
#zwiazki #kobiety #mezczyzni
〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰
▶︎ Obserwuj nasz tag #mirkoanonim
〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰
· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Opublikuj swój własny wpis: Mirko Anonim
· Zaakceptował: Dipolarny
💚 Dzięki Twojej dotacji możemy utrzymać projekt i wprowadzać nowe funkcje! Wspomóż projekt
Po pierwsze nie mieszaj w to biologii bo nie masz o tym pojęcia. Z punktu widzenia biologii liczy się wyłącznie czy przeżyłeś wystarczająco długo żeby wydać płodne potomstwo. Po okresie reprodukcji jesteś z punktu widzenia biologii odpadem ewentualnie pokarmem.
Po drugie, pokolenie które opisujesz to ludzie wychowani w realiach PRLu, którzy potem różnie przeszli czas transformacji i ogromnego bezrobocia,
@mirko_anonim: Tyczy się tylko niedojrzałych/zaburzonych/niestabilnych osób.
Dlatego należy szukać osób przewidywanych, którzy mają kontolę nad swoimi niskopoziomowymi potrzebami.
Mężczyźni też mają podobne zachowania, żeby nie było.
Więc ten przykładowy moment słabości jest taką cenną lekcją dla chłopa gdzie zostaje upokorzony i uczy się aby nigdy więcej tego przy kobiecie nie robić. Ja dostałem taką lekcje, Ty dostałeś i inni też ją zbierają.
Dlatego właśnie te wszystkie redpille i menosfery
Chłop to może się wyżalić pooplakac przy innym totalnie obcym chłopie,
Jadę przez Australie szlakiem szutrowym, kilkaset km jeden i kilka razy spotkałem chłopa co chciał pogadać a jechał w