Aktywne Wpisy

trevoz +58
Byłem ostatnio parę tygodni na wakacjach w Azji, m.in. w Japonii, i jedna rzecz mnie naprawdę zdziwiła: ceny jedzenia w zwykłych knajpach.
Nie mówię o jakichś fancy restauracjach, tylko normalne miejsca, gdzie wpadasz coś zjeść. Obiad + cola za jakieś 16–20 zł. Jakieś curry, ramen, gyudon, kurczak z ryżem itd. I to nie jakieś mikroporcje, tylko normalnie można się najeść.
W Polsce za taki obiad w knajpie to mam wrażenie, że minimum x2, a
Nie mówię o jakichś fancy restauracjach, tylko normalne miejsca, gdzie wpadasz coś zjeść. Obiad + cola za jakieś 16–20 zł. Jakieś curry, ramen, gyudon, kurczak z ryżem itd. I to nie jakieś mikroporcje, tylko normalnie można się najeść.
W Polsce za taki obiad w knajpie to mam wrażenie, że minimum x2, a
źródło: image
Pobierz
Tranq +97
źródło: njq5010cnste1
Pobierz




#zwiazki #rozowepaski
Hej. Znalazłem się w trudniejszej sytuacji, przestaję sobie powoli z tym radzić i chciałbym zapytać kogoś z Was, czy miał podobnie i ma jakieś rady...
Jestem po 30, mam ogarnięte życie jeśli chodzi o karierę, finanse, kontakty towarzyskie, sport, zdrowie itd. Od zawsze umiałem z kobietami, byłem w kilku związkach, a mój obecny związek to taki, gdzie zaraz styknie nam 8 lat.
Kilka lat temu kupiliśmy dom (na szczęście na dołku cenowym) i tak sobie mieszkamy w nim. Nasze pierwsze 1-2 lata były naprawdę cudowne. Dziewczyna 10/10 (subiektywnie i obiektywnie), inteligentna itd. Problem w tym, że odkąd zaczęliśmy ze sobą mieszkać, to zacząłem zauważać totalne różnice charakterów, temperamentów, wizji życia razem oraz głównie to, że ja mam swój świat, jestem dla siebie sam najważniejszy, mam mnóstwo pasji i zajęć, a ona żyła głównie związkiem.
No i tak mijały te lata, gdzie te nasze różnice jakoś zaczęły powoli mnie dobijać a relacja po prostu przytłaczać, bo zrezygnowałem z kilku rzeczy z mojego świata (w końcu komprosimy). No najlepiej było jak mieszkaliśmy sami na początku i się po prostu widywaliśmy.
Przez te lata czułem, że gdzieś wewnętrznie zaczynam czuć do niej jakieś negatywne emocje, oddalam się emocjonalnie itd., ale wszystko się jakoś trzymało, bo no mieliśmy i mamy swoje wspólne zajęcia.
Czułem, że nie żyję pełnią życia według swoich zasad tak jakbym chciał, ale podchodziłem do tego chyba zbyt rozsądanie i olałem swoją intuicje .. no bo niby zawsze chciałem mieć stabilne życie z ogarniętą kobietą, która mocno kocha i się stara o relacje, ale jednak gdzieś ciągle uciekałem od tego wszystkiego w swoje projekty, treningi czy spędzacie czasu bez niej kiedy tylko się da.
To mój w sumie 4 związek i zawsze kończyło się tym, że po prostu czułem się zmęczony i że tracę siebie. Nie wiem czy to kwestia tego, że jestem spierd*ny po prostu i nie potrafię żyć w związkach, czy po prostu ani razu nie trafiłem na tą odpowiednią. Spotykałem się z wieloma kobietami. Lubię randkować. W poprzdnich związkach szybciej czułem, że to jednak nie ta kobieta, a teraz chyba po prostu jej ogarnięcie życiowe, świadomość i inteligencja mnie tak mocno trzymały i nie zwracałem uwagi na inne rzeczy.
2 lata temu pojawił się ze strony partnerki temat ślubu i dzieci. I temat ten mnie totalnie PRZERAŻA I NUDZI kiedy znajomi o tym rozmawiają. Być może to kwestia tego, że po prostu nie jestem jeszcze na to gotowy i chciałbym dalej korzystać z życia (mam środki, czas, siły i zdrowie) lub to po prostu kwestia no... partnerki.
Myślę, że to wszystko nadal by trwało w takim stanie, ale kilka miesięcy temu zacząłem sobie priv rozmawiać z koleżanką z pracy. Nie chcę się rozpisywać w tym temacie, ale w skrócie - stała się ona katalizatorem do moich głębszych przemyśleń, rozmawiamy praktycznie codziennie i to przez kamerki, widzieliśmy się podczas spotkań pracowniczych 4 razy przez ten czas i szliśmy sobie na koniec priv na kawę do maka i nie ukrywam, oboje sobie zawróciliśmy w głowie. Oczywiście do niczego nie doszło, ona zna moją sytuację, ale no jest chemia, której nie będę ukrywał.
Nie podchodzę do tego ona vs mój związek, a raczej mój związek vs moje nowe życie, ale no mimo wszystko siedzi mi w głowie, że taki typ kobiety, która jednak jest bardziej podobna do mnie by mi bardziej pasował.
Tęsknię za wolnością, brakiem kompromisów, pełną kontrolą na swoim życiem, ale trochę jak czytam niektóre wysrywy tutaj, że kobiety obecnie są totalnie popier*ne, to trochę się boje, że na starość zostanę sam z popapraną rodziną :D
Od kilkunastu dni coraz bardziej myślę o rozstaniu, ale wizja tej rozmowy, płaczu, pakowania tylu rzeczy z domu, potem notariuszy itd .. czuję niesamowity stres przez to, nie mam apetytu, nie mogę się skupić i powoli przestaje dawać z tym radę. Nie chcę tego przeciągać w nieskończoność, chcę coś zadecydować, bo czuję, że przecież życie mamy jedno i po co się męczyć, ale potem np przychodzi ranek, kiedy się budzę, widzę moją partnerkę śpiącą i spokojną, myślę o niszczeniu tego wszystkiego to przez pierwszą godzinę mam takie "jpdl... co ja kurła robię ze swoim życiem" i cały ten przewrót wszystkiego totalnie mnie przeraża. Ale potem przychodzi cały dzień i te myśli znowu wracają.
Oczywiście zapisałem się do ogarniętego psychoterapeuty, ale też chciałem posłuchać doświadczeń innych.
Z góry dzięki za wysłuchanie.
〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰
▶︎ Obserwuj nasz tag #mirkoanonim
〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰
· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Opublikuj swój własny wpis: Mirko Anonim
· Zaakceptował: Dipolarny
🫶 Twoje wsparcie = dalszy rozwój projektu. Wspomóż projekt
Dalej nie czytałem. Na to jest tylko jedno rozwiązanie, rozstanie. Nic z tego nie da się zmienić. Znam to bardzo dobrze
bo jakoś nigdy nie widziałem komentarza po rzuceniu przez laske że zmarnowałaś mu X lat życia XD
3/10
Jesteś narcyzem.
Zróbcie sobie dziecko, to zawsze pomaga. ( ͡º ͜ʖ͡º)
Więc lochy przymykają oko na te twoje wady,
A ty byś chcioł r----ć kolejne i kolejne ale wiesz że nawet gęba Chada ci nie zawsze pozwoli na ruchanie kolejnych instynkt tacierzyński w końcu wygra i będziesz musiał któraś zalać skutecznie.