Ja jestem dla siebie jedynym morałem Mam mózg i mam serce i duszę i ciało

  •  

    Kiedy myślisz, że w internecie byłeś już wszędzie... #ufo #porno

    źródło: youtube.com

  •  

    Wygraj karnet na iema, kolejny raz nikłe szanse na spotkanie VP na głównej scenie Spodka (mój 3ci iem to będzie).

    pokaż spoiler Wniosek? Przynoszę pecha (╯︵╰,)

    #csgo #iem

  •  

    Obejrzałem właśnie #getout i wcale tak bardzo dupy nie urywał jak to mawiali ale był spoko
    #filmy

  •  

    Na pierwszy rzut oka nowe Ferrari szału nie robi, ale detale robią różnice. Ciekawy dynks na lusterkach, T-wing jak w Williamsie. Wąska dupa choć chyba nie tak jak w Mercu. Wloty powietrza w sidepodach bardzo malutkie więc pewnie nie będzie problemów z przegrzewaniem się jednostki, ale najciekawsze to jest co się dzieje pod nimi. Jest wyraźny wlot powietrza. Tylko dokąd to prowadzi wie tylko Ferrari i Renault, bo też takie coś mają.
    #f1
    pokaż całość

  •  

    Pytanie z tych bez znaczenia: Dlaczego Ferrari też ma koniczynę, skoro Alfa wystawiła osobny samochód?
    #f1

  •  

    Ciekawy tekst, wklejam fragmenty, bo pewnie i tak zakopią.

    Prawicowy postmodernizm. Partia rządząca mówi, że broni prawdy historycznej, ale chodzi jej o zupełnie co innego

    PiS w ogóle nie interesuje prawda historyczna

    Gdyby tak było, słuchaliby ekspertów i mieliby minimum merytorycznego przygotowania do dyskusji. Premier Morawiecki nie użyłby obraźliwego i niepoprawnego wrażenia „Jewish perpetrators” na konferencji prasowej w Monachium (o tym, dlaczego jest niepoprawne, pisał w OKO.press prof. Andrzej Żbikowski). Przeciwko nowelizacji ustawy o IPN systematycznie wypowiadali się najwybitniejsi polscy i zagraniczni specjaliści od historii Zagłady.

    Politycy i bliscy im eksperci (tacy jak dr Marek Kochan, który zaproponował na serio w „Rzeczpospolitej” wybudowanie muzeum „Polocaustu”) nie czytają nowych książek na temat Zagłady. Nie próbują się do nich odnieść, poza książkami Grossa, których zresztą zapewne także nie czytali. Nie próbują z nimi polemizować. Mniejsza w tym wypadku o intencje, ale świadczy to o głębokiej niekompetencji. Jej przykładów PiS dostarczył znacznie więcej, od nieumiejętności przetłumaczenia na angielski orędzia Morawieckiego w telewizji zaczynając.

    PiS i jego sojusznicy żyją we własnym, zamkniętym obiegu informacyjnym

    Mają bardzo krótką listę ludzi, którym ufają w sprawach historii: prof. Jan Żaryn, prof. Bogdan Musiał, kilku historyków z odnowionego IPN (prawie wszyscy ci eksperci weszli w skład nowej Rady Muzeum II Wojny Światowej). Ci eksperci, co ważne, nie zajmują się profesjonalnie Holocaustem. Wypowiadają się równie chętnie o II wojnie światowej, serialu o Kazimierzu Wielkim czy Zagładzie Żydów. Nie tylko nie są w stanie wyjść poza krąg własnych czasopism i TVP, ale nawet nie próbują. Traktują je jako świat wrogi, który próbuje ich zniszczyć. Potem tacy politycy jak Morawiecki powtarzają na forum międzynarodowym teorie, które się traktuje jako oczywistość w polskiej prawicowej prasie – i są zdziwieni, że świat się oburza.
    Instrumentalne traktowanie zarówno takich pojęć jak „naród”, jak i historycznej prawdy

    „Nie można oskarżać narodu polskiego o zbrodnie niemieckie” – napisali politycy w ustawie. Kto jednak jest narodem? Czy oskarżenie kilkudziesięciu mieszkańców Jedwabnego o zamordowanie żydowskich sąsiadów jest już oskarżeniem „narodu”, czy oskarżeniem tych kilkudziesięciu obywateli? Czy pisanie o kilkudziesięciu pogromach dokonanych na Żydach po wycofaniu się Armii Czerwonej to już oskarżenie narodu?

    Politycy PiS radzą sobie z tym problemem w najprostszy sposób: wykluczając z „narodu polskiego” tych, którzy popełniali zbrodnie. Jeśli ktoś zabijał Żydów, po prostu nie był Polakiem. Stąd zabawne krętactwa Morawieckiego, który potrafił oświadczyć, że za antysemicką nagonkę w 1968 r. odpowiedzialni byli „komuniści”, a więc nie-Polacy. O tym, kto należy do narodu, decydują więc politycy. To bardzo wygodne, ale zbyt pełne sprzeczności, żeby ktoś to potraktował serio.

    #neuropa #polityka #historia
    pokaż całość

  •  

    W razie jakby ktoś potrzebował, na allegro widziałem dzisiaj #lego Millenium Falcon 75192 w cenie sklepowej http://allegro.pl/lego-star-wars-75192-sokol-millennium-nowosc-kat-i7196589254.html
    wołam @kvvach bo chyba był zainteresowany.
    PS. nie moja aukcja - po prostu trafiłem przypadkiem.
    #starwars
    pokaż całość

    +: empe
  •  

    Kto pamięta i tęskni ten plusuje.

    Za jakimi słodyczami wy tęsknicie?

    #lata90 #jedzenie #slodycze #smutnazaba

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Kilka dni temu wrzuciłem pierwszą część zaktualizowanego FAQ dotyczącego sytuacji w Syrii w 2018 roku, zawierającego zwięzłe i lakoniczne przedstawienie podstawowych informacji o obecnym stanie konfliktu w Syrii – kto z kim walczy, co się zmieniło przez ostatnie dwa lata i ewentualnie prognostyki na przyszłość.

    Poniżej druga część, tym razem mająca charakter pracy grupowej, zawierająca odpowiedź na najczęściej pojawiające się na tagu oraz pod poprzednim FAQ pytania. Obok pytania napisany jest autor odpowiedzi.

    Ponownie jak wcześniejszym razem, dążyliśmy do jak najprostszego wyjaśnienia zagadnień, w taki sposób, aby były one przyjazne dla osób nie zaznajomionych z tematem.

    Jeżeli odpowiedź na jakieś pytanie zadane w komentarzach nie została udzielona, to prawdopodobnie nie znalazł się nikt gotów udzielić w terminie na nie odpowiedzi, albo musimy jeszcze troszkę dany temat ogarnąć Prędzej czy później, ale raczej później pojawi się jakaś trzecia część.

    Ostatnia uwaga - większość nazw arabskich posiada kilka różnych transkrypcji na język polski. Na przykład na tagu zazwyczaj posługujemy się nazwą Wschodni Ghouta i Deir er Zor, natomiast polskie media często określają je jako Wschodnia Guta i Dajr az-Zaur. Obie formy są poprawne

    Pozwolę sobie zwołać wszystkich plusujących wcześniejszą część.

    SPIS TREŚCI
    1. Źródła, z których korzystamy czerpiąc wiedzę o konflikcie – autor: @pan_kleks8;

    2. Rebeliancki worek we Wschodniej Ghoucie – autor: @60groszyzawpis;
    3. Pozostałe rebelianckie worki – autor: @cocojumbo20
    4. Powstanie Państwa Islamskiego, krótki rys – autor: @papier96
    5. Użycie broni chemicznej w Syrii – autor: @Ungern
    6. Czy Assad zostanie u władzy? – autor: @pan_kleks8;
    7. Co w Syrii robią Amerykanie? Jaki jest ich cel? – autor: @pan_kleks8;
    8. Kto walczy po stronie Tureckiej? – autor: @pan_kleks8;
    9. Zaangażowanie Iranu w Syrii - autor: @60groszyzawpis
    10. Czy Kurdowie bez pleców amerykańskich poradzą sobie z zachowaniem niezależności? – autor: @bilas.
    11. Naloty Izraela na terytorium Syrii – autor: @Liesbaum;

    W pracach pomocne było wsparcie wielu Mirków, że tylko wspomnę o @2pacshakur czy @JanLaguna czy @ruskiagent1917. Za wszelką pomoc dzięki.

    1. Źródła, z których korzystamy czerpiąc wiedzę o konflikcie – autor: @pan_kleks8;

    Konflikt syryjski, jak również wojna z ISIS toczona w Iraku wprowadziły dziennikarstwo wojenne w nowy wymiar. Dzięki postępowi technologicznemu już we wcześniejszych konfliktach toczących się w XXI wieku mogliśmy otrzymywać informacje „na żywo” bezpośrednio z linii frontu – tyle, że w większości przekazywanych przez dziennikarzy tzw. „dużych mediów” lub oficjalnych organów prasowych sił zbrojnych. Pamiętam, jak w 2003 roku przeżywałem transmisję na żywo z czołgów Amerykańskich nacierających na Bagdad. Cóż, odbywała się ona w transmisji o jakości mniej więcej 144p - dla odmiany, początek Bitwy o Mosul był transmitowany… na żywo przez Kurdyjską telewizję w HD.

    Dzięki upowszechnieniu się dostępu do Internetu, jak również smartfonów najlepszym źródłem o tym, co aktualnie dzieje się w Syrii są osoby będące bezpośrednio na miejscu. Wolni strzelcy dziennikarze, sympatycy którejś ze stron czy żołnierze bezpośrednio na linii frontu. Oczywiście pojawia się tutaj podstawowy problem – czy są oni obiektywni? Czy ich działalność nie jest propagandą jednej ze stron? Otóż, żeby to ustalić potrzebna jest ich uważna obserwacja, analiza i porównywanie, dzięki temu wiemy, jakie źródło jest dobrze poinformowane, a jakie zajmuje się propagandą. Często sprowadza się to do wierzenia sympatykowi jednej ze stron na słowo – ale jeżeli wcześniej wielokrotnie podawał sprawdzone informacje, czemu by tego nie robić? Może się nawet okazać, że agencja prasowa Państwa Islamskiego jest dobrym źródłem informacji (tak, to nie pomyłka!). O tym niżej.

    Zanim przejdę do konkretów, przedstawię wam pewien hipotetyczny przykład pokazujący jak należy filtrować i segregować informacje. Czasami na kontach twitterowych osób popierających jedną ze stron pojawia się nawał informacji o ich ofensywie, odzyskaniu dużego obszaru terenu i zabiciu tysięcy żołnierzy wroga – ostatnio głównie u Rebeliantów, bo mocno brakuje im sukcesów. Tymczasem na kontach sympatyków drugiej strony (w naszym akademickim przykładzie – rządowych) panuje milczenie. Nikt nawet nie próbuje zaprzeczać lub zdementować, po prostu panuje cisza o domniemanej ofensywie drugiej strony. Najczęściej oznacza to, że taka ofensywa miała miejsce jedynie na twitterze, a rozmiar jakiejś zwykłej strzelaniny został rozdmuchany do niebotycznych rozmiarów. Innym razem jedni piszą, że zdobyli 5 wiosek, drudzy potwierdzają, że stracili jedynie 2 co najczęściej oznacza, że te dwie stracili a o trzy pozostałe toczą się walki. I tak się żyje w tej Syrii.

    Podkreślam to jeszcze raz – często będę polecał jakieś źródło, które jest na przykład wielkim miłośnikiem Putina, a w jego materiałach przebrzmiewa miłość do matuszki rassiji. Nie oznacza to, że podzielam jego poglądy. Trzeba odsiewać propagandę od informacji faktycznych o przebiegu konfliktu.

    Spróbujmy to troszeczkę usystematyzować:

    a) Oficjalne media – zarówno pro zachodnie (CNN, BBC itp.), jak i pro wschodnie (Sputnik, Russia Today) oraz takie w miarę stojące po środku (Rzeczpospolita w Polsce na przykład). Coż, do wszelkich informacji podawanych przez tzw. wielkie media należy podchodzić z ogromnym dystansem. Niestety, jak sami wiemy część z dziennikarzy ma pewne sympatie polityczne, i przez ich pryzmat stara się podawać informacje. Widać to w szczególności przy kolejnych doniesieniach o domniemanych atakach gazowych, kiedy raczej nieprzychylne Assadowi media masowo o tym piszą, rezygnując często z relacjonowania walk czy bardziej złożonej analizy sytuacji w kraju. Są również oczywiście artykuły dobrze przedstawiające sytuację, ale jak mówię – należy je traktować z dystansem i odpowiednią rezerwą.

    Jednakże, w moim subiektywnym odczuciu, mediom powiązanym z Kremlem (Sputnik) częściej zdarza się napisać coś co ma jakąś wartość merytoryczną, ale to tylko moje zdanie i nie stanowi ono przejawu sympatii do sąsiada ze wschodu ani jego polityki. Mam tu oczywiście na myśli informacje o przebiegu konfliktu, a nie propagandową sieczkę.

    Podam wam zresztą pewien przykład. W trakcie walk o Aleppo na linii frontu było trochę dziennikarzy rosyjskich, o tyle z mediów zachodnich było ich… 0. No chyba, że za takiego liczymy Bilal Abdul Kareema. Kim jest nasz kolega? Wygooglujcie jego zdjęcie i pewnie od razu zrozumienie. Radykalny sunnita, miłośnik państwa religijnego, wspierający opozycję islamską. Swojego czasu nawet miał trafić na amerykańską listę osób do skreślenia z tego świata, co również dużo o nim mówi.

    b) Wolni strzelcy na miejscu, żołnierze, sympatycy jednej ze stron.

    Informacje przekazywane głównie na kontach twitterowych przez w/w są najlepszym źródłem przebiegu konfliktu. Są to osoby które albo są na froncie, albo mają kontakt z żołnierzami na miejscu. Dzięki temu stanowią najlepsze źródło informacji. Chociaż jak pisałem wyżej – trzeba je trochę poobserwować, żeby wiedzieć kto dostarcza wiarygodnych informacji, a kto sieje propagandę.

    Jako przykład mogę podać konto twitterowe Ivana Sidorenko. Jest freelancerem nastawionym mocno pro-rządowo. Posiada bardzo dużo dojść i źródeł wśród żołnierzy w tym na linii frontu, dzięki czemu bardzo często dostarcza ciekawe informacje, które później się potwierdzają w innych źródłach, lub w rzeczywistości.

    Z drugiej strony można przedstawić przykład Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka. Jest to organizacja sympatyzująca z Rebeliantami. Podobnie jak Sidorenko, Ci również mają dużą liczbę informatorów – z tym, że wśród Rebeliantów. Stanowią więc ciekawe źródło o tym, co dzieje się po drugiej linii frontu.

    Gorąco dokumenty tworzone przez ANNA NEWS – reporterzy tej rosyjskiej (a dokładniej – abchaskiej) stacji przebywają bezpośrednio na linii frontu. Nagrali wiele świetnych dokumentów, w których znajdziemy oczywiście trochę propagandy (Państwo Islamskie, które jest zakazane w Rosji tudzież wspierani przez amerykańskich najemników Kurdowie), ale stanowią świetne źródło pokazujące co się dzieje bezpośrednio na froncie, oraz miastach zaraz po ich zdobyciu. Polecam w szczególności:

    3 dni do Deir er Zor – dokument o walkach bezpośrednio poprzedzających przełamanie oblężenia Deir Er Zor. Kamera stacji była wraz z żołnierzami, którzy pierwszy raz od 3 lat dotarli do odciętej bazy drogą lądową.
    Deir er zor – upadek Kalifatu – godzinny film z Deir er Zor.
    Mayadin – o operacji mającej na celu odbicie miasta.

    c) Oficjalnie źródła Rządu Syryjskiego, Armii Rosyjskiej, Rebeliantów, ISIS.
    Zazwyczaj podają informacje z pewnym opóźnieniem – gdy faktycznie zdobędą kontrolę nad jakimś obszarem lub go stracą a sytuacja robi się ustabilizowana. Najczęściej stanowi ostateczne potwierdzenie zdobycia bądź stracenia danego miasta/obszaru, co w praktyce następuje kilka dni wcześniej, ale zazwyczaj trzeba odeprzeć kontrataki.

    Swoistym ewenementem jest tutaj AMAQ – agencja prasowa Państwa Islamskiego. Otóż, gdy jeszcze Państwo Islamskie prowadziło działania zaczepne na szeroką skalę było to… jedno z najbardziej rzetelnych źródeł. Tak, to nie pomyłka. Oczywiście trzeba było odsiać konkretną informację od propagandy (Żołnierze wielkiego kalifatu w trakcie ataku na…) jak również odpowiednio wymiarkować podane przez nich straty ludzkie (Zabiliśmy 50 żołnierzy SAA, straciliśmy 2 zazwyczaj oznacza, że zabili 10, a stracili 3) ale jeżeli AMAQ podawał informację o zdobyciu jakiejś wioski, to najczęściej tak było. Informacja była zazwyczaj potwierdzona zdjęciem z geolokacją (czyli z jakimś charakterystycznym punktem, w Krakowie na przykład byłoby to zdjęcie na tle Wawelu). No ale od momentu kiedy Państwo Islamskie ponosi same klęski AMAQ nie ma za bardzo o czym informować.

    2. Rebeliancki worek we Wschodniej Ghoucie – autor: @60groszyzawpis;
    W momencie w którym większość Mirków czyta ten tekst, właśnie trwa rozpoczęty niedawno atak sił Rządowych na worek we Wschodniej Ghoucie. Świetne informacje o tym napisał kolega @60groszyzwpis, tak więc nie ma potrzebny ich powtórnego pisania, a jedynie odesłania do tekstu sporządzonego przez kolegę – klik

    3. Pozostałe rebelianckie worki – autor: @cocojumbo20

    Al Dumayr, Wschodnie Qalamoun

    Worek, znajdujący się w prowincji Damaszek, na północny wschód od stolicy. Worek składa się z dwóch części. Pierwsza część to miasteczko Al-Dumayr, które zamieszkuje około 20 tysięcy ludzi. Druga część to tzw. Wschodnie Qalamoun, pustynno-górzysty teren składający się z miast Ruhaybah i Jayrud oraz kilku wiosek, łącznie może tam przebywać od 30 do 35 tysięcy ludzi. Na obszarze worka operują ugrupowania Jaish Al Islam, Ahrar al Sham oraz kilka pomniejszych grup o marginalnym znaczeniu. Łączne siły rebeliantów na tym obszarze wynoszą od 3 do 5 tysięcy bojowników.

    Z całą pewnością można powiedzieć że worek Al Dumayr/Wschodnie Qalamoun to najspokojniejszy front w całej Syrii. Między miasteczkiem Al Dumayr a Wschodnim Qalamoun został utworzony korytarz dla rebeliantów, do tego dochodzi swobodny handel między mieszkańcami worka a tymi z terenów rządowych. W 2016 roku doszło do niebywałęj sytuacji. W czasie walk z ISIS rebelianci otrzymali wsparcie rządowego lotnictwa. Wszystko wskazuje na to że prędzej czy później dojdzie do pojednania z syryjskim rządem i nad tymi terenami znowu będą powiewać czerwono-biało-czarne flagi.

    Al-Rastan-Talbisah

    Worek znajdujący się w północnej części prowincji Homs, na mocno zaludnionym obszarze zajmującym strategiczną drogę (z Damaszku na północ kraju jechało się nią przed wojną) większe miasta wchodzące w jego skład to Al-Rastan, Talbisah, Taldou, Houla i Tall Dhahab. Worek ten zamieszkuje około 100 tysięcy ludzi. Organizacje dominujące w tym worku to Hayat Tahrir al Sham oraz Ahrar al Sham. Siły rebeliantów oceniane są od 5 do nawet 10 tysięcy.

    Od dłuższego czasu nie prowadzi się tam działań wojennych co wcale nie oznacza że relacje z rządowymi są dobre. Problemem jest dominacja islamistycznych ugrupowań, które nie chcą iść na żadne porozumienia z rządem co doprowadziło nawet do protestów ze strony mieszkańców worka (rozpędzonych przy użyciu broni). Całkiem możliwe że ten worek może być następnym celem SAA po zdobyciu Wschodniej Ghouty. Zanim oficjalnie potwierdziło się, że obecnym kierunkiem natarcia SAA będzie Ghouta, pojawiły się informacje o przedstawieniu rebeliantom znajdującym się w tym worku propozycji poddania się. Oczywiście nie została ona zaakceptowana.

    Al-Tanf

    Spory obszar na pustyni syryjskiej przy granicy z Irakiem oraz Jordanią. Jedyne zamieszkałe na jego terenie miejsca to spory obóz dla uchodźców oraz amerykańska baza wojskowa Al-Tanf. Właściwie ten worek już dawno przestałby istnieć gdyby nie wyżej wspomniana amerykańska baza i utworzona wokół niej strefa bezpieczeństwa, która właśnie pokrywa się z wielkością worka. Oprócz amerykańskich żołnierzy znajduje się tam też rebeliancka grupa New Syrian Army, która jest przez amerykanów szkolona oraz uzbrajana. Mimo tego ich zdolności militarne są zerowe, dochodzi do tego jej bardzo mała liczebność (różne szacunki podają od kilkudziesięciu do kilkuset bojowników).
    Ten worek będzie istniał tak długo, jak będzie działała amerykańska baza. Syryjska armia z łatwością poradziłaby sobie z NSA, dodając do tego niezadowolenie mieszkańców obozu dla uchodźców, jednak amerykanie skutecznie to uniemożliwiają co już pokazali w 2017, kiedy SAA próbowała się zbliżyć do Al Tanf i została mocno ostrzelana. A kiedy amerykanie opuszczą tamtą okolicę? Nie wiadomo, o ile wcześniej chodziło o blokadę szlaku Syria-Irak, tak po wyzwoleniu Al Bukamal ich obecność na pustyni jest co najmniej niezrozumiała.

    Południowy Damaszek

    Worek znajdujący się na południowych przedmieściach stolicy, podzielony mniej więcej po równo między rebeliantami a ISIS. Składa się z dzielnic: Qadam, Yalda, Hajar al-Aswad, Beit Sahem, Babbila oraz dzielnicy dla palestyńskich uchodźców Yarmouk Camp. W przeciwieństwie do drugiego worka w stolicy - Wschodniej Ghouty, nie stanowi on zbytnio zagrożenia dla rządowych. Wynika to z tego że jak już wcześniej wspomniałem, jest on podzielony między rebeliantami z Jaish Al Islam i Hayat Tahrir al Sham oraz ISIS co wiąże się ciągłymi walkami o dominację w worku. Niestety nie udało mi się znaleźć danych ilu bojowników każdej ze stron przebywa w tym worku to raczej nie są to jakieś potężne siły.
    Jak będzie przyszłość tego worka? Prędzej czy później rządowi będą musieli się za niego wziąć, chociażby z powodów propagandowych. Na pewno nie będzie mowy o pojednaniu, w końcu siedzą tam sami islamscy fanatycy.. Możliwe, że po zdobyciu Wschodniej Ghouty obecne w damaszku jednostki zostaną po prostu przerzucone do tej dzielnicy.

    4. Powstanie Państwa Islamskiego, krótki rys – autor: @papier96

    Dla wielu osób, które nie śledziły nigdy z wielką uwagą sytuacji na Bliskim Wschodzie, historia samozwańczego Państwa Islamskiego jest historią ostatnich czterech lat. W istocie jednak pierwsze podwaliny pod zinstytucjonalizowany ekstremizm islamski zostały położone już w 2003 roku. W poniższym tekście, krótko postaram się nakreślić czynniki, postaci oraz wydarzenia, które w rezultacie doprowadziły do restytucji kalifatu na terenach Syrii i Iraku w 2014 roku.

    9 kwietnia 2003 roku zakończona została II wojna w Zatoce Perskiej. Wojska Stanów Zjednoczonych wraz z sojusznikami zajęły Bagdad, a prezydent Bush ogłosił koniec wojny. Główna figura Iraku do tamtej pory, Saddam Husajn wypadł z szachownicy kilka miesięcy później lądując w celi więziennej. Łatwe zwycięstwo kampanii wojennej okazało się zaledwie preludium do problemów jakie świat zachodni napotkał nad Tygrysem i Eufratem. Amerykańska strategia na ułożenie nowej irackiej rzeczywistości była kalką tego co zrobiono na terenach Niemiec po II Wojnie Światowej. Wszystkie osoby powiązane z dawną administracją, a w szczególności z armią zostały usunięte i pozostawione same sobie. Efektem takich działań było powstawanie zbrojnych bojówek, złożonych z byłych żołnierzy i oficerów dawnej armii, które rozpoczęły walkę z nową władzą.

    Pośród takich ugrupowań powstała pod przywództwem Abu Musaby az-Zarkawiego w 2004 roku powstała Al Kaida w Iraku (AQI). Pośród walk w wojskami NATO, w tym także z polskimi żołnierzami, dochodzi do niesławnych bitew o Faludże, a az-Zarkawi staje się jednym z najbardziej poszukiwanych na świecie. Polowanie na dowódcę AQI kończy się w czerwcu 2006 roku, gdy bomby lotnicze spadają na jego kryjówkę. Jeszcze przed jego śmiercią Al Kaida wraz z innymi sunnickimi ugrupowaniami zbrojnymi powołuje Radę Mudżahedinów, która po śmierci pierwszego przywódcy wybrała jego następcę, Abu Ajub al.-Masri z Egiptu. Pod nowym kierownictwem powstało 15 grudnia 2006 roku Państwo Islamskie w Iraku. Samozwańczy twór w ciągu dwóch lat istnienia tworzy instrumenty, które w przyszłości na dużo większą skalę stworzą potęgę ISIS. Jednym z najważniejszych osiągnięć było stworzenie uporządkowanych struktur administracji oraz systemu ekonomicznego, który pozwalał na utrzymanie quasi-państwa. Koniec działalności ISI w 2010 roku nie oznaczał, że jego struktury zostały rozbite. Przygotowani na to sunnici zeszli do podziemia
    W tym miejscu warto wspomnieć o śmierci al Masira w 2010 roku. Wtedy to wybrany przez Radę Mudżahedinów zostaje Abu Bakra al Baghdadi, który do tej pory stoi na czele Państwa Islamskiego. Ciekawym faktem jest, że Abu Bakra od 2004 do 2009 roku przebywał w więzieniu, z którego został zwolniony.

    Na skutek wzmożenia aktywności wojsk USA, a także zwiększenia ich ilości organizacje ekstremistyczne z coraz większym powodzeniem były rozbijane, a sytuacja w 2008 roku zaczęła się stabilizować. Drugim czynnikiem była zmiana podejścia Amerykanów do ludności irackiej. Rozpoczęte zostały działania mające na celu wkupienie się w łaski ludności lokalnej. W niektórych administracja wojskowa wchodziła w sojusze z plemionami, które walczyły z ugrupowaniami powiązanymi z Al Kaidą. Pozorne ustabilizowanie sytuacji w Iraku pozwoliło Barackowi Obamie ogłosić w 2011 roku zakończenie misji stabilizacyjnej i powrót żołnierzy do domu. Tak też się stało z końcem 2011 roku.

    Arabska Wiosna, która wybuchła pod koniec 2010 roku w Afryce Północnej w 2011 roku dotarła do Syrii i gwałtownie przerodziła się w wojnę domową, która rozerwała Syrię na strzępy. Niestabilna sytuacja stworzyła idealną pożywkę dla organizacji Baghdadiego. Równolegle w Iraku, z którego wycofywali się żołnierze koalicji, coraz silniej uzewnętrzniały się konflikty polityczno-religijne. Szyicki premier Nuri al.-Maliki pozbawiony wsparcia potężnego sojusznika znalazł się w ogniu krytyki. Główne oskarżenia pochodziły ze strony środowisk sunnickich, które jako będące odepchnięte od władzy poczuły się zaszczute. Przeżarta korupcją administracja i wisząca w powietrzu rebelia sunnitów zostały wykorzystane przez ukryte Państwo Islamskie w Iraku do wznowienia swojej działalności. Rozpoczęła się droga do odbudowy kalifatu, większego, silniejszego i nieporównywalnie groźniejszego niż ten utworzony w 2006 roku.

    Wybuch wojny domowej w Syrii był okazją do nowego rozdania kart w świecie polityki. Państwa Zatoki Perskiej, a zwłaszcza Katar i Arabia Saudyjska, wraz ze Stanami Zjednoczonymi chciały wykorzystać wojnę domową do obalenia rządów Baszara al Assada i włączenia Syrii w swoją strefę wpływów. Głównym narzędziem, które miało pomóc w osiągnięciu zamierzonego celu była broń i pieniądze, które w znacznych ilościach były transferowane między innymi przez państwa byłej Jugosławii do rebelianckich organizacji, które walczyły przeciwko władzy w Damaszku. Środki przekazywane dla opozycji zaczęły także przepływać do bojowników powiązanych z organizacją Baghdadiego.

    Dozbrojona i dofinansowana organizacja wyszła z podziemia. Szybka ekspansja przez rozpaloną wojną Syrię i rozdarty problemami wewnętrznymi Irak sprawiła, że do tej pory uznawane za martwe państwo powróciło z siłą, która zatrwożyła cały świat. Szybka ekspansja w Iraku i zajęcie granicy z Turcją pozwoliło na utworzenie stałego źródła finansowania dla kampanii wojennej islamistów. Baghdadi oparł gospodarkę quasi państewka o nielegalny handel ropą. Do końca 2013 roku pozwoliło to na zgromadzenie budżetu szacowanego na prawie miliard dolarów. Kolejnym zastrzykiem gotówki było brawurowe zajęcie Mosulu (o samym upadku miasta poniżej), gdzie z banków zrabowano około 430 milionów dolarów.

    Wykorzystując swoją potęgę, przywódca Państwa Islamskiego w 2012 roku wyłożył swoją wizję budowy państwa muzułmańskiego opartego o prawo szariatu. Taka idea nie spodobała się części organizacji antyrządowych w Syrii, co doprowadziło do konfliktu, który z czasem przerodził się w wojnę rebeliantów z radykałami. Również radykalna an-Nusra wystąpiła przeciwko planom Baghdadiego. Przeciwko IS opowiedział się także przywódca Al Kaidy, Ajmana az Zawahiriego, następca Bin Ladena.

    Po sukcesach w 2013 i 2014 roku plan Baghdadiego ziszcza się. 29 czerwca 2014 roku ogłoszone zostaje powstanie Państwa Islamskiego. Sam przywódca przyjmuje imię Ibrahima i mianuje się kalifem, duchowym przywódcą wszystkich wyznawców Allaha. Deklaracje złożone przez nowego kalifa spotkały się z mieszanymi reakcjami. Hołd przywódcy złożyła część grup islamskich z Syrii i Libii, a także niektórzy członkowie Al Kaidy. Przyszłość pokaże także, że swoich zwolenników Państwo Islamskie znalazło także w południowo-wschodniej Azji i centralnej Afryce.

    Na końcu chciałbym wspomnieć o bitwie o Mosul, a właściwie o poddaniu Mosulu przez irackie wojska. Siły Zbrojne Iraku tworzone były środkami państw NATO, szkoleni przez zachodnich instruktorów żołnierze oraz bardzo nowoczesne uzbrojenie (czołgi Abrams, wielozadaniowe F-16). Zdawać by się mogło, że Irak dysponował siłą, która bez problemu powinna oprzeć się kilkuset terrorystom. Jednak pomimo treningów i sprzętu wśród żołnierzy irackich zabrakło ducha walki, a problemy polityczne dzielące Irackie społeczeństwo znalazły odbicie również wśród wojskowych. Podziały wewnątrz armii pogłębiły dodatkowo nominacje oficerskie, które zależne były od klucza politycznego oraz wszechobecna korupcja. Na to wszystko nałożyły się problemy etniczno-religijne gdzie szyiccy żołnierze nie chcieli walczyć o sunnickie miasto. Skutkiem tego świetnie wyekwipowana, ale fatalnie dowodzona i zdemoralizowana armia uciekła przed garstką fanatyków na przysłowiowych pick-upach. Skala problemu była tak duża, że bojownicy ISIS przez pewien czas zagrażali nawet stolicy Iraku- Bagdadowi. Dopiero interwencja państw zachodnich pozwoliła odzyskać kontrolę na postępami IS.

    5. Użycie broni chemicznej w Syrii – autor: @Ungern

    Syryjski program budowy arsenału broni chemicznej rozpoczął się już w latach ’70 ubiegłego wieku. W odpowiedzi na militarne zagrożenie ze strony Izraela Syria we współpracy z Egiptem oraz Związkiem Radzieckim rozpoczęła program gromadzenia śmiercionośnych gazów oraz szkolenia syryjskich chemików w zakresie jej użycia. W momencie wybuchu wojny domowej syryjski arsenał oceniany był na ponad 1000 ton chemikaliów takich jak sarin, gaz musztardowy czy gaz VX. Syria nie była również członkiem Konwencji o zakazie broni chemicznej. Budziło to uzasadnione podejrzenia, że wraz z rozpadem syryjskiej armii magazyny z bronią chemiczną mogą dostać się w niepowołane ręce. Istniało również zagrożenie, że w obliczu zbliżającej się porażki – a przypomnijmy że na początku wojny domowej momentum było zdecydowanie po stronie rebeliantów – rząd w Damaszku może posunąć się do użycia broni chemicznej w swojej obronie.

    Pierwszy poważny kryzys związany z bronią chemiczną nastąpił latem 2013 roku. Po domniemanym użyciu broni chemicznej przez rebeliantów w Chan al-Asal w wyniku którego zginęło 10 cywilów oraz 16 żołnierzy syryjskiej armii, obie strony konfliktu zaczęły wzajemnie oskarżać się o używanie zakazanej broni. W związku z tym rząd w Damaszku zgodził się na przybycie do kraju specjalnej misji Organizacji Narodów Zjednoczonych, która miałaby zbadać sprawę.

    Zaledwie kilka dni po przybyciu inspektorów ONZ doszło jednak do o wiele bardziej poważnego incydentu. W kontrolowanej przez rebeliantów dzielnicy Damaszku, wschodniej Ghoucie, użyto gazu bojowego na bezprecedensową w tej wojnie skalę. W wyniku ataku z użyciem sarinu zginąć miało od 250 do nawet 1700 cywilów. Rządy krajów zachodnich szybko wydały wyrok i uznając atak za przekroczenie czerwonej linii rozpoczęły przygotowania do interwencji przeciwko siłom rządowym. Wysiłki rosyjskiej dyplomacji a także brak woli politycznej w parlamentach krajów sojuszniczych Stanów Zjednoczonych doprowadziły do podpisania porozumienia, na mocy którego Syria zgodziła się na przystąpienie do Konwencji o zakazie broni chemicznej i zniszczenie swoich zapasów gazów bojowych we współpracy z międzynarodowymi obserwatorami. Zgodzono się również na zawieszenie broni celem przeprowadzenia śledztwa na miejscu ataku.

    Dochodzenie wykazało, że bez cienia wątpliwości we wschodniej Ghoucie doszło do użycia gazu bojowego, sarinu. Śledczy nie wskazali jednak winnego ataku. Sprawa do dzisiaj budzi kontrowersje a obie strony wypierają się odpowiedzialności. Wśród zwolenników rządu w Damaszku najczęściej używanym argumentem jest ten o strategicznym braku sensu użycia gazów w bojowych w momencie kiedy oczy całego świata zwrócone były na Syrię. Syryjskim żołnierzom przebywającym w okolicy ataku nie rozdano także środków ochrony przed bronią chemiczną, na odcinku na którym przebywali prowadzili również skuteczną ofensywę przeciwko rebeliantom, co czyniło użycie sarinu bezzasadnym również i z taktycznego punktu widzenia. Swego czasu popularną była również dosyć osobliwa teoria o ataku fałszywej flagi, którego dokonać miał turecki wywiad, celem sprowokowania międzynarodowej interwencji.

    Pewnym jest, że od momentu podpisania porozumienia i zniszczenia syryjskiej broni chemicznej ilość ataków z jej użyciem znacząco spadła a taki z użyciem sarinu przeszły do historii. Wciąż zdarzały się jednak przypadki bojowego użycia chloru i to przez prawie wszystkie walczące strony. Beczki z chlorem zrzucane miały być przez rządowe helikoptery na pozycje rebeliantów, rebelianci nie pozostawali dłużni, wystrzeliwując w kierunku rządowych umocnień butle wypełnione gazem. Organizacje zajmujące się ochroną praw człowieka zwracały również uwagę na używanie przez rebeliantów gazów bojowych w kontrolowanej przez Kurdów dzielnicy Aleppo. Również i dżihadyści z organizacji Państwa Islamskiego stosować mieli gaz musztardowy.

    Do kolejnego kryzysu doszło w kwietniu 2017 roku, kiedy to położona w północno-zachodniej Syrii miejscowość Chan Szejchun miała zostać zaatakowana przy użyciu sarinu. W wyniku ataku zginęło co najmniej 74 cywilów. Prezydent Stanów Zjednoczonych, Donald Trump, nie czekając na jakiekolwiek śledztwo obarczył rząd prezydenta Assada winą i już w trzy dni po ataku wydał rozkaz wystrzelenia 59 rakiet Tomahawk w kierunku lotniska, z którego startować miały samoloty odpowiedzialne za śmiercionośne bombardowania.

    Również i w tym wypadku nie obyło się bez pytań o zasadność takiego ataku. Chan Szejchun to miejscowość położona za linią frontu, w momencie ataku siły rządowe posiadały inicjatywę, atak więc musiałby mieć wyłącznie charakter ataku terrorystycznego, obliczonego na zastraszenie populacji zamieszkującej terytoria kontrolowane przez rebeliantów. Rosyjscy sojusznicy Damaszku sugerowali również, że śmierć cywilów była wynikiem zniszczenia przez rządowe samoloty magazynu rebeliantów, w którym składować mieli oni gazy bojowe. Zastanawiająca jest również dosyć pochopna i impulsywna decyzja prezydenta Trumpa.
    Podsumowując, użycie gazów bojowych jest stosunkowo stałym elementem syryjskiej wojny domowej i używają jej praktycznie wszystkie walczące strony. Kontrowersyjną pozostaje kwestia wykorzystywania jej do terroryzowania ludności cywilnej a także często wątpliwej wiarygodności doniesienia rebeliantów o atakach z użyciem gazów bojowych w momencie sukcesów rządowych ofensyw. Nie możemy jednak z góry zakładać tezy, że wszystko co robi autorytarna władza w Damaszku jest racjonalne i że nie popełnia ona błędów w ocenie sytuacji. W końcu gdyby tak było, prawdopodobnie do wojny domowej nigdy by nie doszło.

    6. Czy Assad zostanie u władzy? – autor: @pan_kleks8

    Rozpoczęta w 2015 roku interwencja Rosyjska po stronie rządu Syryjskiego miała jeden zasadniczy cel – utrzymanie rosyjskich wpływów w kraju. Wpływów a nie samego Bashara, chociaż co oczywiste cele te początkowo były ze sobą zbieżne.

    Niespełna trzy lata później możemy stwierdzić, że Rosjanie swój cel osiągnęli. Nie wiemy oczywiście jak będzie wyglądał ostateczny powojenny podział Syrii, ile kto otrzyma wykroi sobie z syryjskiego tortu, ale wpływy Rosyjskie w tym regionie zostaną zachowane.

    Czy więc rządząca od niespełna 50ciu lat rodzina alawickich Al-Assdów zachowa władzę w Syrii? Czy w Syrii jako jedno z niewielu państw Arabskich nie nastąpi zmiana władzy w wyniku Arabskiej Wiosny? Niekoniecznie. Jak wspomniałem na początku, celem Rosjan nie było utrzymanie Assada u władzy, a swoich wpływów w Syrii.

    Zdaniem części osób śledzących konflikt, w tym również piszącego ten tekst po zakończeniu konfliktu może się okazać, że Rosjanie postanowią kulturalnie wymienić Bashara na kogoś innego. Dlaczego? Abstrahując w tym momencie od walki o wpływy pomiędzy Rosją a Iranem, jednym z głównych powodów jest dbanie o tzw. „PR” przez Rosję. Nawet takie państwo jak imperium rządzone przez Władimira Władimirowicza musi dbać o jak najlepsze postrzeganie na świecie. Tymczasem Bashar ma fatalną opinię na zachodzie – tyrana, mordercy, gościa który zajmuje się głównie gazowaniem cywilów. Nie ma znaczenia, czy jest to prawdą czy jest to wymysł dziennikarzy – ma taką a nie inną opinię i nic jej zmieni.

    Może się więc okazać, że po zakończeniu konfliktu, Rosjanie spróbują podmienić go na kogoś innego. – oficjalnie informując na przykład, że stan zdrowia Bashara nie jest najlepszy, dlatego wyjeżdża na odpoczynek do sanatorium w Moskwie/Teheranie, a przez czas jego nieobecności zastąpi go ktoś inny. Oczywiście czas nieobecności przedłuży się w nieskończoność.

    Kto może go zastąpić? Naturalnym kandydatem wydaje się wspomniany już wcześniej Suheil al-Hassan, zwany Tygrysem, dowódca „Tiger Forces” czyli najlepszej jednostki sił rządowych walczących w konflikcie. Od dawna w jego otoczeniu pojawia się dużo Rosjan (m.in. jego osobista ochrona to Rosjanie), on sam otrzymuje od nich wysokie odznaczenia, uczestniczy też w spotkaniach z rosyjskimi politykami i wojskowymi, w tym z Putinem (co nie jest takie oczywiste, gdyż posiada stopień odpowiadający naszemu generałowi brygady, czyli najniższemu stopniowi generalskiemu). Dodatkowo, jest Alawitą – od lat najważniejsze stanowiska w administracji kraju piastują Alawici, tak więc taka zmiana nie tworzy niebezpieczeństwa konfliktu religijnego w strukturach władzy Syryjskiej.

    Czy Bashar Al-Assad utrzyma się u władzy (przynajmniej na tej części Syrii nad którą będzie miał władzę)? Czy zostanie podmieniony przez kogoś innego? Jaki wpływ na wynik tej rozgrywki będzie miała rywalizacja Rosyjsko – Irańska? Przekonamy się w przeciągu kilku lat.

    Na marginesie – Bashar nie był początkowo wyznaczony jako następca swojego ojca Hafiza. Do tej roli szykowany był najstarszy z rodzeństwa – Bassel. Był on człowiekiem znanym z zamiłowania do dynamicznego i wystawnego życia, takim trochę „playboyem” można byłoby powiedzieć. Zginął w 1994 roku w wypadku samochodowym, który sam spowodował swoją nieostrożną i zbyt szybką jazdą. Dopiero wtedy pałeczkę przejął Bashar, który zmuszony był przerwać podyplomowe studia lekarskie w Londynie. Wcześniej prawdopodobnie nawet nie był brany pod uwagę do pełnienia jakichkolwiek ważniejszych funkcji w kraju – świadczy o tym chociażby wybór drogi edukacyjnej.

    Bashar i Bassel mają jeszcze trzeciego, najmłodszego brata – Mahera. Na początku wojny pełnił on funkcję dowódcy Gwardii Republikańskiej. Później miał zostać ranny w zamachu, i od kilku lat nie pokazuje się publicznie. Również znany z porywczego charakteru, parokrotnie pojawiał się w doniesieniach medialnych o użyciu gazów bojowych w Syrii.

    7. Co w Syrii robią Amerykanie? Jaki jest ich cel? – autor: @pan_kleks8

    Obawiam się troszeczkę odpowiedzi na to i następne pytanie. Po pierwsze, że jest ona bardzo złożona. Po drugie, wchodzimy tu jednak na pewien poziom polemiki politycznej. Można powiedzieć, że dla osób popierających politykę USA ich obecność świadczy o podjęciu próby zaprowadzeniu demokracji w Syrii i obaleniu złego Assada. Miłośnicy Rosji powiedzą wprost odwrotnie, że Amerykanie wspierają Al-Kaidę. Prawda jest jak pewna część ciała której nazwa składa się z 4 liter – każdy ma swoją, i tak jest w tym przypadku. A fakty to kwestia subiektywnego podejścia. Spróbujmy odrzucić warstwę propagandy politycznej, i określić cel obecności Amerykanów w Syrii.

    Amerykanie, tak jak każde wielkie imperium (Chiny, Rosja) jak i pomniejsze (Francja, Wielka Brytania) zachowuje sobie prawo do rozszerzania swoich wpływów. Tak było, jest i będzie czy nam się to podoba czy nie. Amerykanie zrobili tak z Europą Wschodnią po 1989 roku, ostatnio z Ukrainą.

    Krótki rys historyczny – przed wojną stosunki pomiędzy Syrią a USA nie były najgorsze. Oczywiście jedni na drugich narzekali, ale Assad (najpierw ojciec potem syn) poparli obie wojny przeciwko Irakowi. Amerykanie oczywiście zarzucali Syryjczykom łamanie praw człowieka. Później Syria udostępnia swoje terytorium do przerzutu przez CIA więźniów. Nie wiemy, i nie dowiemy się przez najbliższe lata czy rewolucja w Syrii została przez Amerykanów zainspirowana, czy tylko przyłączyli się do nadarzającej się okazji.

    Faktem jest, że od początku Stany Zjednoczone udzieliły poparcia umiarkowanym rebeliantów. Cel był prosty – rozszerzenie swoich wpływów, wyparcie Rosjan z Syrii. Gdyby Rosjanie zostali wyparci z Syrii, straciliby swój ostatni przyczółek na Bliskim Wschodzie (po Libii). Wszystkie pozostałe państwa są albo pro amerykańskie, albo prowadzą neutralną politykę (a z takimi jest problem, bo trzeba je non stop czymś przekonywać do siebie). Amerykanie dostarczali umiarkowanym rebeliantom broń, głównie wyrzutnie przeciwpancernych pocisków kierowanych TOW.

    W pewnym momencie Amerykanie zorientowali się jednak, że to lekki przypał nadal udawać, że istnieje nadal umiarkowana opozycja, i przerzucili się na pełne wspieranie Kurdów. To wsparcie trwa do dzisiaj, i na jego podstawie Amerykanie chcą budować swoje wpływy w Syrii. Jak to się skończy? Jak na to zareaguje Turcja? Nie wiemy tego. Po prostu nie wiemy i jeszcze jakiś czas nie dowiemy się.

    Pozwolę sobie na pewne subiektywne wtrącenie. Otóż, jestem przekonany, że Obama dążyłby do zachowania wpływów Amerykańskich w Syrii, ale jednocześnie chciałby się dogadać z Assadem i Rosjanami. Jego polityka wobec Iranu i Kuby wskazuje, że był gotów na ustępstwa w zamian za dogadanie się. Natomiast działalność Trumpa jest prosta – leci on ostro i bez pardonu, więc stawiam, że będzie szedł swoją drogą i olewał wszystkich. No, ale jego kadencja skończy się za 4 lata i na pewno nie zostanie wybrany na drugą. Rozstrzygnięcia polityczne raczej będą zapadały już za nowego prezydenta.

    Podsumowując, celem Amerykanów jest rozszerzenie swoich wpływów na obszarze Syrii, wraz z jednoczesnym ograniczeniem wpływów Rosyjskich i w dużej mierze Irańskich. W ten sposób Amerykanie wspierają również Saudyjczyków

    Teraz kilka historyjek/faktów z działalności Amerykanów w Syrii. Pośrednio pokazują one jak bardzo jest tam skomplikowana sytuacja, oraz, że nawet takie Mocarstwo może się pomylić.
    W 2013 roku miał miejsce pierwszy głośny przypadek domniemanego ataku gazowego Assada na rebeliantów, we Wschodniej Ghoucie (o atakach gazowych szerzej w następnym punkcie). Prezydent Obama stwierdził wtedy, że tak nie może być i robimy interwencję lądową. Rebeliantom morale wystrzeliły w kosmos, a z wojsk rządowych rozpoczęły się dezercje, bo co jak co ale z Hamburgerami to tak średnio walczyć. Po kilku dniach okazało się, że wszyscy dotychczasowi sojusznicy Ameryki stwierdzili, że to głupi pomysł i oni nie będą wysyłać żołnierzy do Syrii po doświadczeniach z Irakiem i Afganem. No i się zrobi przypał, interwencję Obama odwołał, a trochę żołnierzy podezerterowało i za bardzo nie miało do czego wracać.

    Amerykanie postanowili również wesprzeć uzbrojeniem rebeliantów – głównie poprzez dostarczanie im przeciwpancernych pocisków kierowanych TOW. Cóż, broń miała trafiać do rąk umiarkowanych – i faktycznie w większości tam trafiła (bardziej radykalne ugrupowania przejęły jedynie niewielką ich część). Problem w tym, że wkrótce okazało się, że część z ugrupowań umiarkowanych udziela w walce wsparcia radykalnym ugrupowaniom, w tym za pomocą TOWów. Technicznie było więc wszystko w porządku – obdarowani używali uzbrojenia przeciwko Assadowi. W praktyce jednak wspierało ono nie umiarkowaną rewolucję, a radykalne ugrupowania. Dziękować Bogu, że nikt nie wpadł na genialny pomysł uzbrojenia ich w rakiety przeciwlotnicze.

    W momencie, gdy powoli stawało się jasne, że opozycja się zradykalizowała i to jednak średni pomysł, żeby wspierać organizacje która jest de facto Al-Kaidą Amerykanie stworzyli jednostkę zwaną 30 Dywizją Wolnej Armii Syrii, która miała stanowić zalążek nowych umiarkowanych sił rebeliantów. Na marginesie – w Syrii wszystko nazywa się dywizjami, korpusami, frontami, armiami a w praktyce rzadko tej jednostki osiągają wielkość batalionu (który liczy ok. 1000-1200 ludzi). Sama 30 dywizja liczyła trochę ponad stu członków. Co się stało, gdy przekroczyła granicę z Turcją? Większość z nich została wyłapana przez Front Nursa, część z nich dołączyła do organizacji. Pozostali rozpierzchli się po kraju, zasilając różne inne jednostki, nie tylko rebelianckie. Koniec końców, miało wyjść dobrze, a wyszło jak zwykle.

    W początkowym okresie protestów zdarzało się, że protestujący… zarzucali Assadowi współpracę z Amerykanami, co miało stanowić zdradę ich kraju. Jak widać, sympatie polityczne potrafią się szybko zmieniać.

    8. Kto walczy po stronie Tureckiej? – autor: @pan_kleks8;

    Myślę, że warto wytłumaczyć kilka kwestii dotyczących wojsk tureckich uczestniczących w interwencjach przeciwko Kurdom. Czasami na tagu przychodzi ktoś niespodziewanie z pytaniem „A czemu im idzie tak wolno?” „A czy naszym Leopardom też tak wieże latają”?
    W pierwszej części pisałem, że członków Rosyjskich Sił Zbrojnych jest w Syrii stosunkowo niewielu, większość to oficjalnie najemnicy a nie członkowie SZ Federacji Rosyjskiej. Podobnie wygląda sprawa jeśli chodzi o Turków uczestniczących w interwencji. O ile piloci, załogi czołgów, obsługa artylerii czy Siły Specjalne są Tureckie, o tyle większość zwykłych żołnierzy to członkowie tak zwanej Turkish Free Syrian Army.

    Kim są Ci panowie? To byli rebelianci, zarówno umiarkowani jak i religijni. Część z nich uciekła na terytorium Turcji, część została przez Turków kupiona. Chcieli dalej prowadzić walkę, a Turcja im to umożliwiła.

    Sęk w tym, że nazwa Turkish Free Syrian Army jest mocno myląca, chociaż oficjalna i pozostająca w powszechnym użytku. W praktyce jednak nie mają oni nic wspólnego z jakimikolwiek rebeliantami. To zwykli najemnicy, psy wojny, którzy nie umieją nic innego robić, a Turcja umożliwiła im walkę. Część to byli umiarkowani rebelianci, którzy szukali dla siebie miejsca a nie chcieli bądź nie mogli dogadać się z Assadem. Część to rebelianci religijni, którzy zwietrzyli możliwość uzyskania wsparcia. Koniec końców są jednak zwykłymi żołnierzami za pieniądze, a nie dla jakiejkolwiek

    Dlatego też ocenianie armii Tureckiej przez pryzmat działań w Syrii jest mocno mylące. Żołnierz-rebeliant, nawet najlepiej wyszkolony, nadal nie będzie dorównywał porządnie wyszkolonym żołnierzowi w klasycznej walce. W trakcie wcześniejszej operacji zdarzyło im się ponieść kilka wręcz hańbiących porażek. Słynna była w szczególności ta, gdy osłaniający czołgi Leopard 2 tureccy rebelianci uciekli przed Państwem Islamskim, co w konsekwencji zmusiło Tureckie załogi do porzucenia swoich czołgów. Co prawda nie trafiły one na długo w ręce Daesh, ponieważ wkrótce zniszczyło je Tureckie lotnictwo, ale sama ich utrata oraz sposób w jaki się to odbyło nie przyniosło Tureckim rebeliantom chluby.

    Z tego też powodu, często widoczna tendencja do wystawiania oceny całej armii Tureckiej przez pryzmat jej aktywności w Syrii jest daleko idąca i prowadzi do błędnych opinii. Jednocześnie, wcześniejsze doświadczenia spowodowały, że aktualnie Turcja prowadzi operację znacznie bardziej cierpliwie i powoli, starając się minimalizować straty. Stąd też, postępy jak na miesiąc walk mogą wydawać się niewielkie. Nie ulega jednak wątpliwości, że są stałe i jeżeli wkrótce nie nastąpi jakaś daleko idąca zmiana w sytuacji politycznej, Kurdowie z Afrin zostaną podbici.

    UWAGA W momencie pisania w/w pojawiało się coraz więcej informacji o zawarciu możliwego sojuszu pomiędzy Kurdami z Afrin a SAA który zmieniły sytuację w kantonie o 180 stopni. Zapraszamy do śledzenia sytuacji bezpośrednio na tag.

    9.Zaangażowanie Iranu w Syrii - autor: @60groszyzawpis

    Jeśli chodzi o bezpośrednie zaangażowanie w konflikt to początkowa rola Iranu w Syrii ograniczała się do obecności wojskowych doradców, pomagających w szkoleniu wojsk rządowych, oraz przy rozpoznaniu pola bitwy i gromadzeniu danych wywiadowczych. Rosnące wsparcie zewnętrzne dla rebeliantów i pogarszająca się sytuacja Assada z czasem zmusiła Iran do zwiększenia zaangażowania w konflikt syryjski. Jednym z bardziej znaczących wydarzeń było z pewnością „uruchomienie” wspieranego przez Iran Hezbollahu. To świetnie wyszkolone szyickie ugrupowanie z Libanu wielokrotnie pozwoliło przechylić szale zwycięstwa na korzyść syryjskich sił rządowych. Przykładem takiej sytuacji niech będzie wygrana bitwa o strategiczne miasto Al-Kusajr w 2013 r., gdzie mniej liczny od syryjskiej armii Hezbollah wziął na siebie praktycznie cały ciężar walk. W następnych latach Iran jeszcze wielokrotnie używał swoich wpływów w regionie do organizowania kolejnych bojówek gotowych do pomocy wojskom Assada - i tak też wkrótce, w Syrii pojawiły się szyickie milicje z Iraku, Afgańczycy czy też nawet Pakistańczycy.

    Irańskie wsparcie obejmowało też działania polityczne. W lipcu 2015 r. słynny dowódca irańskich sił Ghods, generał Kassem Solejmani odbył wizytę w Moskwie. Jesienią, ku zaskoczeniu wszystkich, Rosja ogłosiła rozpoczęcie interwencji militarnej w Syrii – miał to być efekt osiągniętego kilka miesięcy wcześniej w Moskwie, rosyjskiego – irańskiego porozumienia. Co prawda nikt nie wie czyja to była inicjatywa, jednak krążące plotki o tym, że Iran miał dużej mierze pokryć początkowe koszty rosyjskiej interwencji, każą się zastanowić, czy to aby nie Iran udał się do Moskwy by przedstawić plan wspólnej operacji, mającej przechylić szalę zwycięstwa na korzyść zaprzyjaźnionego z oboma państwa, syryjskiego rządu.

    Tego samego roku, wraz z pojawieniem się Rosjan, do Syrii zaczęły napływać masowo oddziały Irańskich Strażników Rewolucji (IRGC), którzy mieli wkrótce wziąć udział w wielkiej ofensywie w południowym Aleppo. Był to pierwszy i prawdopodobnie ostatni raz kiedy regularne oddziały Iranu w takiej liczbie pojawiły się w Syrii. Wraz z IRGC do Aleppo ściągnięto też mnóstwo szyickich milicji zarówno z Iraku jak i Afganistanu. Celem Irańczyków miało być odblokowanie oblężonych przez rebeliantów, szyickich wiosek – Fuah i Kefraya. Po zakończonej umiarkowanym powodzeniem bitwie i pewnych perturbacjach na linii Iran – Rosja, wynikających z różnych wizji i priorytetów obu państw, większość regularnych żołnierzy IRGC wróciła do kraju. Głównymi wykonawcami irańskich planów w Syrii ponownie stały się milicje i bojówki szyickie - tym razem już jednak pod bezpośrednim dowództwem oficerów i generałów IRGC, których obecność w Syrii stawała się coraz bardziej zauważalna.

    Poza organizowaniem ochotników do walki, Iran swoim sojusznikom zapewniał też w miarę możliwości dostawy sprzętu militarnego. Oprócz strony rządowej, głównymi beneficjentami irańskich dostaw były przede wszystkim szyickie milicje - zarówno lokalne jak i te z regionu. Spośród sprzętu dostarczanego przez Iran warto wymienić, drony, wyrzutnie rakiet Toophan czy też pojazdy Safir. Oprócz tego zdarzały się też jednorazowe dostawy „ciekawszych” rzeczy: i tak podobno w 2014 r. Iran przekazał osłabionemu lotnictwu syryjskiemu część posiadanych po-Irackich samolotów Su-22. Inna taką sytuacją było pojawienie się czołgów T-90 w rękach pro-irańskich ugrupowań szyickich - wszystko wskazuje, że część T-90, które się pojawiły w Syrii wraz z przybyciem Rosjan, została opłacona przez Iran a następnie przekazana jego „podwładnym”.

    Poza wsparciem militarnym, warto też wspomnieć o irańskim zaangażowaniu we wsparcie humanitarne. Chodzi tu przede wszystkim o oblężoną przez rebeliantów w sercu Idlib, szyicką enklawę Fuah i Kefraya. Przez ostatnie kilka lat irańskie zrzuty zaopatrzenia, były jedyną szansą na przeżycie dla mieszkańców tych dwóch wiosek. Poza Fuah i Kefraya, irańskie samoloty transportowe, często pojawiały się też nad miastem Deir ez-Zor, które przez kilka lat znajdowało się w oblężeniu Państwa Islamskiego.

    Trudno powiedzieć jak wygląda kwestia strat w walkach w Syrii po stronie irańskiej. Większość danych podaje łącznie liczbę zabitych Irańczyków i walczących wraz nimi sojuszniczych, szyickich milicji. Generalnie szacuje się jednak, że w Syrii życie straciło co najmniej kilkuset Irańczyków, w tym kilkudziesięciu dowódców różnego szczebla. Największe straty przypadły na początek interwencji rosyjskiej, kiedy to zaangażowanie Iranu było największe. Na ten moment, pomimo redukcji liczby regularnych żołnierzy IRGC, obecność Irańczyków w Syrii wciąż pozostaje znacząca.

    10. Czy Kurdowie bez pleców amerykańskich poradzą sobie z zachowaniem niezależności?– autor: @bilas.

    Wiele wskazuje na to, że jak zwykle nie ma przyjaciół, są wyłącznie góry, i sojusz Kurdów Amerykanami był jedynie przelotnym romansem tych drugich. Przez ostatnie lata wsparcie USA wzmacniało pozycję bojówek Kurdyjskich, zarówno na szachownicy syryjskiej jak i w samej koalicji anyt-ISIS. Jednak wraz z upadkiem PI potrzeba wsparcia bojowników walczących z dżihadystami stała się mniejsza. Również międzynarodowa opinia publiczna zapomina stopniowo o „Obrońcach Kobane” co również zmniejsza ich rolę na arenie międzynarodowej.

    Operacja „Gałązką Oliwna” i atak Truków na Afrin osłabił relacje między USA a Kurdami. „Myślę, że nie jest jasne, dokąd rzeczy będą zmierzać. Dokładnie wszystkiemu się przyglądamy” – powiedział amerykański Sekretarz Stanu Rex Tillersona podczas wizyty w Ankarze. Tak wyglądała reakcja największego sojusznika Kurdów na Turecki atak na Afrin. Żadnych Tomahawków, żadnych “pięknych dzieci”... Upadek ISIS i zabezpieczenie wschodu kraju – faktycznie przedzielonego Eufratem, sprawiły, iż cele USA w Syrii, częściowo zostały osiągnięte, zaś upadek Assada jest coraz mniej prawdopodobny. Tym samym amerykanie nie muszą już tak bardzo grać kartą kurdyjską. A bez ich wsparcia, Kudowie mogą niewiele.

    Najlepszym przykładem aktualnych możliwości Kurdów, było niepodległościowe referendum w Iraku we wrześniu 2017 roku. Rząd Iraku sprzeciwił się organizacji referendum, nie zyskało ono również poparcia międzynarodowego. W efekcie referendum, 16 października wojska irackie oraz Siły Mobilizacji Ludowej, po krótkotrwałych starciach na przedpolu miasta, wkroczyły i praktycznie bez walki przejęły kontrolę nad Kirkukiem i jego okolicami, wypierając Kurdów. Orędownik referendum - Prezydent irackiego Kurdystanu Masud Barzani ustąpił ze stanowisk 1 listopada 2017r. co zostało odczytane jednoznacznie jako porażkę ambicji kurdyjskich.

    „Gałązką Oliwna” czyli atak Turcji na Afrin, zbliżenie Turcji z Iranem oraz spory Kurdów z Irakiem i Syrią, sprawiły, że poza USA jedynym państwem, które wspiera Kurdów, jest Izrael. Należy jednak pamiętać, że nie wynika to z więzi pomiędzy tymi narodami, czy wspólnych celów, lecz chęci Tel-Awiwu do osłabienia krajów Arabskich. Izrael używa Kurdów, tak samo jak USA i nie należy mieć wątpliwości, że w momencie zmiany strategii Izrael pozostawi Kurdów.

    o ile północno wschodnia Syria może uzyskać jeszcze jakąś formę niezależności (jeśli Kurdowie będą w stanie współdziałać z SDF), o tyle zachód terenów kurdyjskich w Syrii staje się polem ekspansji Turcji – pod nadzorem (lub jego brakiem) mocarstw. Od początku „Gałązki Oliwnej” pojawiają się głosy, że Assad już wkrótce porozumie się z Kurdami aby bronić Afrin, Ci drudzy ciągle jednak temu zaprzeczają. W międzyczasie zaś, powoli ale konsekwentnie siły tureckie przejmują region To pokazuje główny problem, który sprawia, że możliwości Kurdów są ograniczone: brak wyczucia i płynności w polityce międzynarodowej, nadmierny romantyzm i wiara w swój heroizm oraz postawienie wszystkiego na Zachodniego Sojusznika (może właśnie to sprawia, iż Kurdowie cieszą się taką sympatią nad Wisłą).

    Kurdowie nie poradzą sobie bez pleców amerykańskich z zachowaniem niezależności, bowiem przez ostatnie lata właśnie wsparcie USA (i pewność siebie z tym związana wykazywana na około) sprawiły, iż ich relacje z wszystkimi sąsiadami uległy pogorszeniu a potencjalnych sojuszników nie pozyskiwano. Jedyne co może pomóc utrzymać Kurdom tereny w północnej Syrii to współpraca z SDF.

    UWAGA W momencie pisania w/w pojawiało się coraz więcej informacji o zawarciu możliwego sojuszu pomiędzy Kurdami z Afrin a SAA który zmieniły sytuację w kantonie o 180 stopni. Zapraszamy do śledzenia sytuacji bezpośrednio na tag.

    11. Naloty Izraela na terytorium Syrii - @liesbaum

    Wbrew pozorom Izraelskie lotnictwo nie jest tak częstym gościem na Syryjskim niebie jak mogłoby się wydawać, lecz gdy tam zagości zaznacza dość wyraźnie swoją obecność. Siły lotnicze Izraela(IAF) dokonały najprawdopodobniej mniej niż 30 ataków na cele na terytorium Syrii od początku trwania wojny domowej, liczba ta nie jest pewna, ponieważ Izrael nie przyznaje się do większości bombardowań. Celem nalotów są głównie rządowe magazyny i konwoje z bronią, często powiązywane z Iranem i Hezbollahem, lecz znane są też przypadki ataków na siły rebeliantów i Państwa Islamskiego. W dodatku część tych nalotów była prowadzona bez naruszania syryjskiej przestrzeni powietrznej.

    Syria przed wojną domową utrzymywała całkiem pokaźny arsenał obrony przeciwlotniczej (lecz jego większość nie należała do najnowocześniejszych), ponieważ jako główne zagrożenie uznawała Izrael i jego IAF. Wybuch wojny sprawił, że najpoważniejszym zagrożeniem dla syryjskiego rządu stał się wróg wewnątrz granic, nie posiadający lotnictwa przez co część oddziałów została relokowana z sił OPL do innych jednostek. Dodatkowo wiele systemów defensywnych, zarówno tych mobilnych jak i stacjonarnych zostało przejętych przez oddziały opozycji i zniszczonych. Podobny los spotkał siły lotnicze, przy czym nawet przed wojną stanowiło on mniejsze zagrożenie dla IAF niż syryjskie systemy rakiet ziemia-powietrze. Syryjskie media kilkukrotnie donosiły o sukcesach w obronie prze IAF w tym tak spektakularnych jak zestrzelenie F-16 czy nawet F-35, lecz dopiero w tym roku doczekaliśmy się, że informacja taka znalazła potwierdzenie w faktach.

    W ramach kontyngentu Rosji interweniującego w Syrii znalazły się również nowoczesne systemy obrony przeciwlotniczej, lecz nie posłużą one raczej obronie przeciw izraelskiemu lotnictwu, ponieważ oba państwa łączą pozytywne stosunki. Kolejnym przeciwwskazaniem dla takiego rozwoju wypadków jest to, że rosyjskie rakiety znajdują się głównie w północnej Syrii, a Izrael działa zazwyczaj na południu.

    Rosjanie nie mają jakiegokolwiek powodu, żeby strzelać do samolotów państwa, z których chcieliby utrzymać przyjazne stosunki. Dodatkowo, Izrael atakuje najczęściej siły Hezbollahu lub szyickich bojówek powiązanych Iranem. Natomiast jeżeli już atak nastąpi na Syryjczyków, Rosjanie mogą próbować im to po prostu wynagrodzić – mają w magazynach wystarczającą liczbę sprzętu do oddania.

    Podsumowując Izrael wcale nie lata w Syrii jak u siebie, a Syryjczycy nie czekają z rękami w kieszeniach, tylko nie są w stanie trafić nowoczesnego sprzętu agresora przy użyciu ograniczonych i starych systemów obronnych. Dopiero popełnienie błędu przez Żydowskich pilotów pozwoliło na sukces rządowych wojsk w tej nierównej walce. Często zdarza się też, że samoloty Izraela atakują znad Państwa Żydowskiego bądź Libanu, co tworzy dosyć skomplikowaną sytuację prawną. W szczególności próba zestrzelenia samolotu nad Izraelem mogłaby zostać uznana za próbę ataku na to państwo – wojna z Izraelem jest w tym momencie ostatnią rzeczą, jakiej potrzeba Syryjczykom.

    P O D S U M O W A N I E

    Mam nadzieję, że przynajmniej kilkoro z was skorzysta dzięki naszemu ”informatorowi” "FAQ". Specjalne podziękowania dla wszystkich, którzy uczestniczyli w jego tworzeniu jak również udzielali nam wsparcia. Dziękujemy za uwagę.

    #syria #syriafaq #bliskiwschod #kurdystan #turcja #wojna #geopolityka #izrael #iran #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: Syria.jpg

  •  

    Zainspirowany tym, że ktokolwiek na garnki mówi 'rtęć', popełniłem ankietę
    #heroes3
    #homm3

    Jak to się nazywa?

    • 124 głosy (91.85%)
      klejnoty
    • 6 głosów (4.44%)
      gemsy
    • 5 głosów (3.70%)
      groszki
  •  

    Pasha ma zawsze ten wyraz twarzy zbitego psa który szczerze nie rozumie co poszło nie tak xD 12 lat doświadczenia xD #csgo

  •  

    Który z dzisiejszych faworytów wydaję się najpewniejszy? Mouz, Astralis, Gambit czy SK?
    #csgo

  •  

    ktos moze liczyl ile ugrali pistoli w tym turnieju?
    #csgo

  •  

    xd to jest kpina ile tych pistoletów przegrali? chyba jest 10:2 teraz #csgo

  •  

    Historia Nayirah, czyli rzecz o propagandzie wojennej

    Gian-Jacopo Trivulzio, marszałek króla Francji Ludwika XII powiedział kiedyś, że do prowadzenia wojny potrzebne są trzy rzeczy: pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Czasami autorstwo tego stwierdzania przypisuje się również Napoleonowi Bonaparte. Abstrahując od ustalenia rzeczywistego autora – trudno odmówić temu stwierdzeniu racji. W obecnej, globalnej rzeczywistości sprawdzi się ono raczej głównie w odniesieniu do konfliktów o charakterze globalnym. Państwo, które chce odnieść sukces w konflikcie o charakterze regionalnym (a zarazem nie przestawiać swojego społeczeństwa na tory wojenne), powinno przede wszystkim zadbać o odpowiednie uzasadnienie swoich działań – innymi słowy o tak zwany „PR”. Przypomnijmy sobie historię kuwejckiej dziewczynki o imieniu Nayirah, której zeznania mocno wpłynęły na amerykańską opinię publiczną, a w konsekwencji wpłynęły na jej postawę wobec Amerykańskiej interwencji w Zatoce Perskiej na początku lat 90tych XX wieku, czyli de facto wybuchu pierwszej wojny amerykańsko-irackiej.

    Historia ta pojawiała się już wcześniej na wykopie, przy czym głównie w ramach urywków prasowych bądź kończąc się na wrzucie filmu. Spróbujmy opisać całą historę po kolei.

    Koniec końców, prawdę powiedział Amerykański polityk, działający na początku XX wieku - Hiram Johnson - na wojnie pierwszą ofiarą jest prawda.

    Przełom lat 80 i 90 XX wieku to okres wielkich przemian na arenie międzynarodowej. Upadek Muru Berlińskiego, polska „Solidarność”, jesień ludów Europy Wschodniej, koniec rosyjskiej interwencji w Afganistanie. Na Bliskim Wschodnie zakończyła się rozpoczęta w 1980 roku wojna pomiędzy Irakiem, a Islamską Republiką Iranu. Nie będzie przesadą, jeżeli powiemy, że dziesięcioletnie walki zakończyły się… niczym. Tysiące zmarłych na froncie (w tym również zagazowanych) straciło życie tylko po to, żeby granica pomiędzy państwami nie przesunęła się nawet o centymetr. W szczególności Irakowi nie udało się zdobyć irańskich pól naftowych, z których to chciał spłacić pożyczki wojenne. Obydwa kraje po wojnie były zrujnowane i w fatalnej sytuacji gospodarczej. Wszczynając wojnę rządzonemu przez Saddama Husajna Irakowi udało się osiągnąć swojego rodzaju sukces – uzyskanie poparcia zarówno państw zachodnich (w tym USA) jak i bloku wschodniego (ZSRR). Zadziałała tu trochę zasada „lepszy wróg znany, niż nieznany”. Nie chodziło tu o sympatie polityków wobec Saddama Husajna, a raczej strach przed tym co przyniesie szyicka rewolucja w Iranie, a w szczególności przed jej rozprzestrzenieniem się dalej. Na marginesie – Polska masowo dostarczała do Iraku produkowane w śląskim Bumarze czołgi. Wkrótce potem miały one stanowić łakomy kąsek dla Amerykańskiego lotnictwa.

    Gospodarka Iracka wyszła z wojny zniszczona. Co gorzej – jak wspomniałem – Husajnowi nie udało się zdobyć irańskich pól naftowych, tak więc nie miał z czego spłacić zaciągniętych pożyczek na prowadzenie wojny. Sytuacja wewnętrzna w kraju też była mocno napięta – ciągnący się od lat konflikt z Kurdami, napięcia pomiędzy Szyitami a Sunnitami. Zresztą - przegrana wojna zawsze podważa władzę. Stara zasada mówi, że panaceum na wewnętrzne bolączki państwa może stanowić wojna, która często jednoczy społeczeństwo i pozwala „zwolnić” się od spłaty zobowiązań w związku z prowadzonymi działaniami. Wspomnijmy chociażby o ogromnym zadłużeniu – wewnętrznym i zewnętrznym – III Rzeszy w przededniu II wojny światowej, których to zobowiązań, w związku z wybuchem wojny, Niemcy zaprzestali spłacać. A jeżeli wypowiesz wojnę państwu u którego jesteś zadłużony sprawa staje się jeszcze lepsza – dochodzi wtedy do swoistej kompensaty.

    Abstrahując od szczegółów – jednym z państw u których Irak był zadłużony był Kuwejt. Saddam grzecznie poinformował kuwejcką rodzinę królewską, że swojego zadłużenia nie zamierza spłacić, gdyż traktuje je jako bezzwrotną pożyczkę, poza tym ochraniał Kuwejt przed rewolucją szyicką, tak więc „należy mu się”. Nie muszę oczywiście dodawać, że takie postawienie sprawy było raczej nie po drodze dla Kuwejtu. Koniec końców, po dołożeniu kilku dodatkowych casus belli (związanych chociażby ze sporami granicznymi związanymi z polami naftowymi) 2 sierpnia 1990 roku wojska irackie przekroczyły granicę z Kuwejtem. Wojna była błyskawiczna, trwała w sumie jeden dzień. Kuwejt został w całości zajęty, i jako marionetkowa Republika Kuwejtu znalazł się pod kontrolą Bagdadu. Rodzina Królewska uciekła, i rozpoczęła działania mające na celu odzyskanie władzy w kraju.

    Jak świat zareagował na inwazję? Wśród ludności arabskiej Husajn stał się bohaterem i bardzo popularnym politykiem. Wyprzedając trochę wydarzenia – dodatkowej sympatii przysporzyło mu odpalanie w późniejszym czasie rakiet SCUD na terytorium Izraela. Nic nie jednoczy tak jak wspólny wróg – Arabowie są mocno podzieleni między sobą, ale nienawiść wobec Izraela jest u nich powszechna.

    Co innego politycy, zarówno Bliskiego Wschodu, jak i Europy czy Stanów Zjednoczonych. Inwazja spotkała się z ich masowym potępieniem. Największe na świecie złoża ropy naftowej, znajdujące się nad Zatoką Perską, znajdują się zasadniczo pod kontrolą trzech państw: Arabii Saudyjskiej, Iraku i Iranu (plus oczywiście kilka mniejszych państw, ale te trzy odgrywają główną rolę). Królestwo Arabii Saudyjskiej już wtedy utrzymywało kurs pro-amerykański. Iran był osamotniony na arenie międzynarodowej, aczkolwiek po „zremisowanej” wojnie z Irakiem było jasne, że rewolucja utrzyma się – przy najmniej na razie – u władzy (z punktu widzenia ówczesnych władz Iranu można byłoby powiedzieć, że wojna z Irakiem zakończyła się dla nich politycznym zwycięstwem – utrzymaniem u władzy). Irak starał się balansować pomiędzy obozem zachodnim i wschodnim, co zresztą czasowo udawało mu się.

    O ile sama agresja na Kuwejt mogłaby ujść Bagdadowi płazem, o tyle nikt nie mówił, że ekspansja państwa rządzonego przez Saddama Husajna na tym się zakończy. Irak był również zadłużony u Arabii Saudyjskiej, wobec której wysuwał podobne zarzuty – „nic nam nie pożyczaliście, to była darowizna na wojnę, poza tym ochroniliśmy was przed Iranem”. Zdobycie Arabii Saudyjskiej doprowadziłoby do sytuacji, w której 2/3 światowych złóż ropy kontrolowane byłoby przez jedno państwo. Chyba nie muszę mówić, jak łatwe narzędzie nacisku na zachód miałby w swoich rękach Husajn? Coś się nie podoba? No to cena ropy w górę. Coś się bardzo nie podoba? Embargo. Trzeba było działać. A główną rolę wzięły na siebie – jak to zwykle bywa – Stany Zjednoczone. Husajn mógł być tym troszkę zaskoczony. Niektóre z sygnałów które otrzymywał od Amerykanów przed wojną mogły dać mu podstawę by uważać, że jego działania nie spotkają się z ich negatywną reakcją. Jak widać, mylił się.

    Jeżeli ktoś zastanawia się – czy Irak wygrałby wojnę z Arabią Saudyjską – odsyłam do artykułu „Dlaczego Arabowie przegrywają wojny?”. Co prawda zarówno Irak jak i KSA są państwami arabskimi, ale wszystkie „zarzuty” podniesione w tym artykule dotyczą Arabii Saudyjskiej podwójnie, jeśli nie potrójnie. Nietypowa, lekko feudalna struktura społeczna powoduje, że państwo to – oprócz bogatych członków rodziny królewskiej czy elity z nią współpracujących – ma bardzo mało „zwykłych” obywateli których – mówiąc wprost – można byłoby wysłać w kamasze i liczyć, że będą w stanie walczyć przynajmniej z pewnym zaangażowaniem, chociażby chroniąc własne rodziny. W porównaniu do armii irackiej, ówczesne Siły Zbrojne Arabii Saudyjskiej wyglądały po prostu biednie. Wróćmy do pierwszego akapitu. Stany Zjednoczone, chcąc przeprowadzić inwazję na obcy kraj, muszą uzyskać poparcie wobec takich działań w społeczeństwie. Tym bardziej, że państwo nie miał zostać przestawiony na tryby wojenne, jak w przypadku konfliktu globalnego. Natomiast społeczeństwo musiało wyrażać poparcia dla wysiłku finansowego oraz wysłania jankeskich chłopców do dalekiego, nieznanego im kraju. Teoretycznie, korzystając jedynie ze swoich uprawnień George Bush Senior mógł wysłać trochę żołnierzy do ochrony Arabii Saudyjskiej – co zresztą uczynił. Atak na inny kraj to już inna para kaloszy. Oczywiście kongres mógł wyrazić zgodę na inwazję nawet bez poparcia społeczeństwa – ale w demokracji funkcjonuje coś takiego jak wybory, a politycy lubią być ponownie wybierani.

    Niestety dla polityków, konflikt nie wzbudził zbyt dużego zainteresowania w społeczeństwie, nie mówiąc już o poparciu amerykańskich matek dla wysłania ich synów na wojnę do dalekiego kraju. Właśnie kończyła się zimna wojna, zelżały napięcia wiszącego przez ostatnie 40 lat w powietrzu konfliktu nuklearnego. Nie można się więc dziwić, że społeczeństwo nie chciało pchać się w kolejną wojnę. Poparcie dla interwencji w Iraku trzeb było zbudować. Nie jest to miejsce, żeby opisywać wszystkie działania podejmowane przez polityków w tym celu. Skoncentrujmy się jedynie na świadectwie złożonym przez Nayirah.

    10 października 1990 roku dziewczynka o imieniu Nayirah, złożyła swoje zeznania przed Senacką Komisją Praw Człowieka. Przedstawiła się jako 15 latka z Kuwejtu, która uciekła ze swojej ojczyzny po inwazji irackiej. Miała być wolontariuszką w szpitalu, i świadkiem zachowania żołnierzy irackich w szpitalu w którym pracowała. Po wdarciu się do szpitala mieli oni bardzo brutalnie traktować znajdujące się w nim dzieci, a w szczególności wyrzucać noworodki inkubatorów, co oczywiście kończyło się ich śmiercią.

    Nikt nie zwrócił uwagi, ze kuwejcka dziewczyna mówi dobrym i płynnym angielskim.

    Jej zeznania obejrzały miliony amerykanów, wielokrotnie powoływali się na nie politycy, w tym George Bush senior. Początkowo potwierdziły je również międzynarodowe organizacje ochrony praw człowieka, w tym Amnesty International (któremu jednak trzeba oddać, że potem zweryfikował swoje stanowisko). To, plus inne informacje o zbrodniach irackich doprowadziły w końcu do zbudowania poparcia w społeczeństwie Amerykańskim wobec wypowiedzenia wojny Irakowi.

    17 stycznia 1991 roku rozpoczęła się operacja Pustynna Burza. Masowe naloty Amerykanów, oraz współpracujących z nimi państw, w szczególności Brytyjczyków rozbiły wojska irackie, zmiękczając ich morale. Sama kampania lądowa była która, nie spełniły się przewidywania Hussajna który chciał zatrzymać Amerykanów na granicy iracko-kuwejckiej i zadać im jak największe straty, w celu wywalczenia korzystnego rozejmu. George Bush zrezygnował jednak ze zdobywania Bagdadu. 12 lat później jego syn podjął taką decyzję, w mojej opinii fatalną. Ale to temat na inne opracowanie. 28 lutego 1991 roku operacja oficjalnie zakończyła się, Husajn przyjął warunki rozejmu. Rodzina Królewska powróciła do Kuwejtu, a sporne tereny przygraniczne zostały przyznane Kuwejtowi. Na Irak zostały nałożone dotkliwe sankcje.

    Wróćmy jednak do naszej Nayirah. Pozwolę sobie na subiektywne wtrącenie – w jej przypadku wykorzystano pewnego rodzaju cechę społeczeństw zachodnich, w których cierpienie dzieci i kobiet „sprzedaje się” lepiej. Widać to nawet na przykładzie konfliktu w Syrii, gdzie obie strony uwielbiają podkreślać, że w wyniku działań antagonistów zginęli cywile, w tym xx kobiet i dzieci – tak jakby cierpienie mężczyzn cywilów było mniejsze. Dziwię się również, że nie spróbowano wykorzystać motywu przemocy seksualnej – przy czym 30 lat temu trochę inaczej odnoszono się do pewnych tematów, co tworzyło swoiste niebezpieczeństwo, że gdyby ktoś zaczął zadawać Nayirah bardziej szczegółowe pytania mogłaby poplątać się w zeznaniach.

    Wojna zakończyła się, Kuwejt był wolny, a Arabia Saudyjska bezpieczna. Śledztwa dziennikarzy doprowadziły jednak do ujawnienia prawdziwej tożsamości dziewczynki Nayirh. Jej imię prawdopodobnie było prawdziwe, natomiast sama dziewczynka okazała się córką kuwejckiego ambasadora w Stanach Zjednoczonych - Saud NasseraAl-Saud Al-Sabaha. Jej zeznania stanowiły część zorganizowanej przez założoną przez Kuwejcką rodzinę królewską organizacji Citizens for a free Kuwait, mającej zbudować poparcie dla sprawy Kuwejckiej w Stanach Zjednoczonych. Zasadniczą rolę w operacji miała odegrać agencja P&R owa Hill+Knowlton z siedzibą w USA, która była głównym organizatorem całej akcji Citizens for a free Kuwait. Nazwa tej firmy pojawiła się następnie przy okazji wojny na Bałkanach – miała ona budować poparcie dla państw które chciały oddzielić się od Jugosławii a więc de facto od Serbii. Na pewno będę chciał zgłębić ten temat i kiedyś pewnie coś o nim napiszę. Nie zmienia to jednak faktu, że powszechna w opinii publicznej ocena konfliktu na Bałkanach, zgodnie z którą to głównie Serbowie popełniali masowe zbrodnie podczas tego konfliktu jest mocno przejaskrawiona. Wszystkie strony – i Serbowie, i Boszniacy, i Chorwaci prowadzili brutalną działalność, nie wyrzekając się przemocy w tym również polegającej na dokonywaniu czystek etnicznych bądź ludobójstwa.

    Czy jednak Nayirah kłamała? Czy złożone przez nią świadectwo było jedynie wytworem propagandy? Cóż, dowiemy się za kilkadziesiąt lat, gdy amerykańskie archiwa zostaną otworzone. Wydaje się jednak, że biorąc pod uwagę jej sytuację rodzinną (córka ambasadora Kuwejtu w Stanach) prawdopodobnie nie było jej w Kuwejcie w momencie inwazji, nie mogła być więc świadkiem sytuacji o których mówiła. Co prawda sama agencja Hill+Knowlton twierdził, że jedynie pomagała Nayirah złożyć zeznania, nie wpływając na ich treść, jednakże jej prawdomówność podważają dodatkowo ustalenia dziennikarzy i organizacji ochrony praw człowieka. Otóż, faktycznie sytuacja noworodków w Kuwejcie była dosyć nieciekawa. Nie ma jednak podstaw by sądzić, że ich śmierć była spowodowana przez żołnierzy irackich, a wynikała głównie z ucieczki personelu medycznego, który zostawił je na pewną śmierć.

    Nie zmieni to jednak faktu, że historia Nayirah jest przykładem kampanii prowadzonej przez rząd, której celem jest zdobycie poparcia w społeczeństwie wobec polityki, którą rządzący chcą prowadzić. I w której często uciekają się do nieczystych zagrywek, byleby osiągnąć swój cel. Na koniec pozwolę sobie na prywatną opinię – otóż uważam, że przeprowadzona przez Amerykanów operacja w celu wyzwolenia Kuwejtu i ukrócenia potencjału militarnego Iraku była słuszna. Abstrahując już od zbrodni, które w rzeczywistości zdarzało się Irakijczykom popełnić w Kuwejcie (nie twierdzę, pisząc ten artykuł, że wojsko irackie postępowało wyłącznie po rycersku), sytuacja w której 2/3 światowych zasobów ropy znalazłaby się w rękach jednego człowieka rodziłaby poważne niebezpieczeństwo eskalacji napięć i konfliktów. To co mówię brzmi - niestety - trochę jak usprawiedliwianie przemocy, ale interwencja pozwoliła zgasić dalej idące konflikty w zarodku. Można też powiedzieć, że tym razem Amerykańska interwencja faktycznie miała poważne podstawy.

    Nagranie z przełuchania Nayirah.
    Dorzucam też fotkę mającą przedstawiać Nayirah "w cywilu" wraz z rodziną, wrzucone na tej stronie. Nie jestem w stanie zweryfikować, czy zdjęcie to rzeczywiście ją przedstawia, dlatego należy do niego podchodzić z dystansem. Podobieństwo jest jednak uderzające

    Na zdjęciu Nayirh w trakcie przesłuchania przez Senacką Komisję Praw Człowieka, źródło: wikipedia.

    Mam nadzieję, że tekst się spodobał, i po jego przeczytaniu nie jest zły/zła na zmarnowane kilka minut czasu .Wrzuciłem go również na portal Steemit. Jeżeli masz tam konto, wiesz do czego ten serwis służy, a tekst Ci się spodobał – będę wdzięczny za pozytywną ocenę.

    #irak #kuwejt #syria #iran #usa #arabiasaudyjska #wojna #bliskiwschod #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

  •  

    kiedy są jakieś powtórki big air i half pipe? #pjongczang2018

  •  

    ktoś się spodziewał innego wyniku? xD vp powinno wyjechać do Azji tam mogliby grać jak równy z równym #csgo

  •  

    Jestem dumny z tego co reprezentuje mój profil. idę spać

  •  

    borze jakie spierdolenie na tej nocnej. jeszcze tu tylko nasrac

  •  

    Chrisj jak ty mnie zaimponowałeś
    Koleś jest w mouz od kurwa początku. Zawsze był najwyżej średni, często chujowy. Rok temu był już na wylocie z mouz i tylko dzięki szczęśliwemu przypadkowi wrócił do gry bo zwolniło się miejsce po niko.
    Zbudował mouz na nowo. Został igl pierwszy raz w karierze i radzi sobie zajebiście. Zdobywając legendę na majorze. Szanuje pan Chrisj #csgo

    źródło: mousesports.com

  •  

    Dobra koniec paraolimpiady. czas na prawdziwe pro teamy NaVi vs gambit i C9 v Faze #csgo

  •  

    Nie wiem czy jest jakaś inna drużyna z tych "top20" która tak przepierdala pistoletówki jak VP xD
    #csgo

    +: K4DON
  •  

    Brawo kurwa brawo. 1;1 z mvp tie3 w azji i tier5 na świecie xD no ale vp dodało micha nie miało czasu trenować. Bo ta zmiana im cały team rozwaliła całą struktura. xD Teraz trzeba poczekać 3 miesiące i wtedy oceniać xD #csgo

  •  

    Znajdźcie działający deck pod Skellige, a nie ciągniecie elfom za pożogę ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #gwint

    +: sebalit
  •  

    rzadko gadam z ludźmi z #gownowpis a i tak czuje że się przez nich staczam.. eh

  •  

    ale kuben to ma zajebistą robotę, jego jedyne zadanie to załatwianie biletów lotniczych/pociągowych reszcie ekipy, wiadomo ze jest chujowym trenerem i każda szanująca się organizacja by już patałacha wyrzuciła, a tak to podróże za darmo po całym świecie, bardzo dobra kasa co miesiąc - żyć nie umierać

    #csgo

    +: pannajankajestgramofonomanka, Slazgu +16 innych
  •  

    Ą tak poważnie to jest jak mówiłem. Zmiana -taz +michu to krok w dobrym kierunku ale potrzebne są kolejne... #csgo

  •  

    na mirage będzie rekt. to chyba najlepsza mapa mouz a skillowo są na lepsi #csgo

  •  

    Orzechon to jest król kolacji jak lew jest król dżungli.
    ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #gotujzwykopem

    źródło: wykop.pl

  •  

    ale jest uczciwie my mamy bota pasze oni styko #csgo