•  

    Wczoraj robiłem porządki w piwnicy i taką torbę znalazłem. Pamiętam jak przez mgłę, były w niej prezenty z Reichu od wujka w któreś święta z 20 lat temu. Nostalgłem mocno. Pomijając to że teraz Merc okular i e36 to śmiecie, a wtedy lux fury że aż znalazły się między Porsche i Ferrari.
    #nostalgia #lata90 #feels w sumie #samochody też trochę ( ͡° ͜ʖ ͡°) pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: WP_20171118_18_12_13_Pro.jpg

  •  

    Czy tylko mi się wydawało za dzieciaka że ten orzełek oznacza że bronie Polski? xD
    #kiciochpyta #pcmasterrace #gry #heheszki #lata90 #feels

    źródło: tanki.jpg

  •  

    Właśnie odkopałem swoje dzieciństwo. Postanowiłem to wszystko posegregować i im dłużej to robiłem tym bardziej byłem przerażony. Jedna karta, jeden żeton to jedna paka chipsów dziewczyna się mnie pyta jak to możliwe? Ile paczek na dzień musiałem wsuwać? Sam nie wiem, wole sobie nie przypominać w każdym razie chyba to się na mnie odbiło bo zostałem trenerem personalnym i hejtuje chipsy znacie? macie? zbieraliscie? tutaj pare linków z dokładniejszymi zdjęciami: https://twitter.com/piona0093/status/931954270416580613 https://twitter.com/piona0093/status/931954496288251906 https://twitter.com/piona0093/status/931955970699415555 https://twitter.com/piona0093/status/931956066576994304 https://twitter.com/piona0093/status/931956278053793796 https://twitter.com/piona0093/status/931956347486326784 https://twitter.com/piona0093/status/931956542705938432 #tazos #pokemon #chipsy #nostalgia #dziecinstwo #lata90 #kolekcja #gimbynieznajo pokaż całość

  •  

    Przypomniało mi się, że jestem w posiadaniu takiej oto rzadkiej kasety VHS z teledyskiem, z ambientową muzyką, w którego skład wchodzą klipy z różnych gier na Playstation. Zachęcam do oglądania, bo klimacik jest MEGA!
    https://www.youtube.com/watch?v=d88aPPOJprQ

    #90s #lata90 #ps1 #psx #playstation #ambient #gimbynieznajo #retroarchiwizacja pokaż całość

    źródło: obraz.jpg

  •  

    Mam prawie 26 lat, ale jakby wydawali znów pokemon tazos to bym zbierał jak pojebion

    #oswiadczenie #pokemon #nostalgia #lata90

  •  

    Testy Solarisa w Poznaniu, 1999 rok. W sumie (gdyby nie stare tablice) można by zrobić podobne choćby i teraz - w tle widać dyskont Netto, a auta na zdjęciu są dalej całkiem pospolite.
    #autobusy #motoryzacja #czarneblachy #poznan #lata90

    źródło: phototrans.eu

  •  

    To jeszcze w temacie piratów z #lego . Piękna reklama, która leciała w TVP w latach 89-90 oraz po reklamie jest tu też filmik, który można było zobaczyć w dużych sklepach (ja widziałem to w "centrum handlowym" obok hotelu Holiday Inn w Warszawie) gdzieś w tych latach pewnie też. Siedziałem, będąc dzieckiem, z godzinę przed ekranem patrząc na zapętlonych kilka filmików tego typu. #prl #lata80 #lata90 #reklamakreatywna pokaż całość

    źródło: youtu.be

  •  

    Wilki - Son Of The Blue Sky

    Gdyby tę piosenkę wydał jakiś zagraniczny popularny zespół to mielibyśmy hit, a tak to tylko Wilki, ale i tak się jaram :)

    #muzyka #muzycznygownowpis #lata90 #90s

    źródło: youtube.com

  •  

    Kto z dzieciństwa pamięta modele samochodów firmy Bburago? Jakie to było dobre, rozmiarowo były większe niż standardowe resorówki (skala 1:43), ale jednocześnie bardzo poręczne przy zabawie, doskonałe jakościowo i do tego całkiem tanie. Każdy posiadany egzemplarz był bezcennym artefaktem, do dzisiaj mam takie cacka jak Ferrari F-50, czy Dodge Viper.

    Chyba nadal to sprzedają, aż mam ochotę sobie kupić kilka modeli ;).

    #oswiadczenie #pytanie #niebieskiepaski #zabawki #lata90 #gimbynieznajo
    pokaż całość

  •  

    Dzień 57: Najlepsza piosenka z 10 ostatnio dodanych przez znajomych.
    Piosenka: Britney Spears - ...Baby One More Time
    #100daymusicchallenge #muzyka #lata90

    źródło: youtube.com

  •  

    pokaż spoiler #lata90 #nokia3310 #wspominki90s

    Wygrzebałem opis Noki 3310 To były czasy.( ͡° ͜ʖ ͡°)I ta mała odporność na upadki XD

  •  

    jaka ta gra była świetna, do dziś mam kody po japońsku zapisane ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #gimbynieznajo #lata90 #90s #staregry

    źródło: topdycha.pl

  •  

    PO DRUGIEJ STRONIE WARSZAWY”

    Herflik był prekursorem-przewodnikiem turystyki alternatywnej w Warszawie w latach '90.


    Całą młodość spędził ze starym na stadionie handlując różnymi militariami i tym co znaleźli za pomocą wykrywacza metali. Jego ojciec pasjonat histrorii z naciskiem na II wojnę światową, kapitalista i rewelacyjny handlarz, potrafiący sprzedać praktycznie wszystko. To po nim Herflik odziedziczył miłość do historii i zainteresowania oscylujące wokół granatów, moździerzy i innych znaleziskach z II wojny światowej. Chodził wszędzie z wojskowym plecakiem typu kostka i zawsze miał w nim bagnet na wypadek gdyby jakiś drechol przypadkowo potrzebował...konserwę otworzyć... Raz na peronie chcieli od niego kasę chłopcy w kreszowych dresach, więc wyjął zardzewiały bagnet i zapytał czy otworzyć im konserwę. Bagnet był pokaźnych rozmiarów a na końcu był zardzewiały. Herflik był bardzo nerwowy i zaraz ręce mu drżały jak się kroiła niejasna sytuacja. Wszystko to powodowało ze wyglądał naprawdę groźnie. Gdy chwycił bagnet ten się kiwał na boki. Drechole popatrzyli na siebie i stwierdzili ze z psycholem nie zadzierają , po czym szybko odeszli. Tak oto tym sposobem kilkukrotnie bagnet ratował mu skórę. Był nieodłącznym elementem wyposażenia plecaka Herflika. Miał jeszcze w nim latarkę dość profesjonalną jak na tamte czasy, maskę przeciwgazową , nóż szwajcarski i kilka innych rekwizytów jakże potrzebnych mu w nocnych ekspedycjach po Warszawie.

    Herflik często odwiedzał Dżordża, byli kumplami ze szkoły średniej. Nie wiem czemu ale zawsze zużywał na potęgę walkmany i co miesiąc miał nowego , ale zawsze miał trzy te same kasety: Prodigy, Agressiva69, The Chemical Brothers. Chodził w szerokich bojówkach , bluzie z kapturem oraz pokaźnych glanach. Często odpoczywał razem z nami przy blancie lub na rave party od czasu do czasu zarzucając coś co pieści mózg.

    Chłopak miał zamiłowanie do Warszawy. Jego dziadek powstaniec warszawski, za młodu często go oprowadzał po różnych zakątkach Warszawy. Znał historię każdego miejsca w stolicy.
    Pamiętam jak kiedyś zaprowadził nas z Dżordżem w urokliwe miejsce. Paliliśmy wówczas haszysz, Herflik zaprowadził nas w jedno z najbardziej romantycznych miejsc Warszawy. Mówił wówczas:
    - Panowie tutaj przyprowadzajcie swoje kandydatki na żonę.
    Po czym się śmiał. Było to bardzo urokliwe miejsce, pod Mostem Poniatowskiego, właściwie mające sens przy odpowiedniej pogodzie, zjawisko występowało w okolicach przesilenia letniego czyli czerwiec/lipiec. Chodziło o letnią wieczorną grę świateł. Słońce przebijało się przez parkan stalowy mostu tworząc niepowtarzalne zjawisko rozproszonych promieni i piękna paletę ciepłych barw. Efekt ten widoczny był późnym wieczorem przy odpowiedniej pogodzie. Piękna scena. My paliliśmy, a Herflik opowiadał nam o historii powstania mostu oraz tajemnice jakie owy most skrywał. Faktycznie braliśmy tam dziewczyny i były oczarowane subtelnością zjawiska, a także naszą wrażliwością na tak efektowne detale jakie skrywała Warszawa w połączeniu z naturą.
    Z perspektywy czasu patrząc, to były rzeczy niesamowite i jedne z ważniejszych chwil w życiu. Żyliśmy, rozmawialiśmy nie o gadżetach czy o sprawach przyziemnych, a o swoich doznaniach zmysłowych, o swoich wewnętrznych uczuciach, o historii miasta, o sztuce, o potędze natury, o tajemnicach natury, które zwykły zabiegany człowiek nie zauważa na co dzień.
    W tak młodym wieku zwracaliśmy uwagę na sprawy najważniejsze, najprzyjemniejsze.
    Zjawisko letniej gry świateł przy Moście Poniatowskiego trwało krótko, bo zaledwie czas w jakim Elwirka potrafiła wysączyć jednego szampana , z naszą małą pomocą. Chwila krótka ale subtelna i warta choćby największych poświęceń. Tak się kształtowała przyjaźń!
    Herflika interesowała Warszawa nieznana, ta nieodkryta do końca , tajemnicza. Wchodził na przęsła mostów, eksplorował nielegalnie różne hale, budynki, ruiny, magazyny, a także całe podziemne miasto, czyli kanały. Kiedyś z Dżordżem wzięli po pół kwasa, ubrali się w kombinezony, maski gazowe i hasali po kanałach całą noc. Miał zawsze ze sobą różne mapy , które przed erą internetu sam tworzył lub kserował siedząc w różnych bibliotekach. Był prawdziwym pasjonatem i zapaleńcem. Na początku chodził sam i uwielbiał te nocne wypady np. do tunelu średnicowego łączącego Powiśle z Dworcem Centralnym. Zakamarki Pałacu Kultury, podziemia Cytadeli, Warszawska Praga, niedokończone tunele metra przedwojennego, kanał Żerański, spichlerze, itd. Z biegiem czasu tworzyła się coraz to większa grupa zapaleńców z którymi Herflik penetrował miasto. Herflik stwierdził ze może na tym zarabiać nie małe pieniądze. Oferował wycieczki po nieznanej Warszawie, znał dobrze angielski.
    Pewnego razu grupa Japończyków przyjechała na koncert Chopinowski. Herflik znał bardzo dobrze ich tłumacza. Był jego krewnym. Japończycy po koncercie szukali wrażeń. Z polecenia Herflik podjął się oprowadzenia ich po nieznanych zakątkach. Japończycy byli oczarowani. Pierwszy raz w życiu ktoś im pokazał w tak ciekawy sposób miasto. Tyle wrażeń w jeden dzień. W tamtych czasach żaden turysta nie wybrałby się na Pragę warszawską. Taksówkarze wówczas pytali „na Warszawę czy na Pragę”? Podkreślano odmienność tej dzielnicy ma każdym kroku. Tam mieszkali inni ludzie, mentalność nie warszawska a praska.
    Żaden przewodnik nie śmiałby gości swoich oprowadzać po melinach praskich. Herflik miał na to sposób. Dogadał się z kilkoma gitami z Pragi. Japończycy grubo płacili. Więc poszła działka na Praską ochronę. Dostali dobrą stawkę godzinową. Japończycy mogli zwiedzać zamknięte podwórka Brzeskiej (wówczas najbardziej niebezpieczna ulica Warszawy) i kilka bram na Ząbkowskiej. Żulernia oraz element aspołeczny tamtejszych rewirów reagował żywiołowo na „żółtków” , do tego stopnia ze doszło do kilku ekstremalnych sytuacji, ale japończykom taka adrenalina odpowiadała, Cieszyli się z tego. Herflik miał wrażenie ze oni dopłaciliby chętnie za solidny wpierdol na Pradze. Dla nich każda kultura i podkultura, a szczególnie ta autentyczna to coś bezcennego. Tak oto na Bazarze Różyckiego wydawali swoje dolary, które tu przywieźli kupując ciepłe flaki prosto ze słoika lub pisemka pornograficzne. Herflik uprzedzał ich zeby na wycieczkę nie brali pieniędzy, więc brali naprawdę mało. Pokazywał im jak element apołeczny ucieka przed policemenami wchodząc do kamienicy na Brzeskiej wchodzili po ciemnych schodach na samą górę, później ukrytym włazem na dach i w przeciągu pięciu minut znajdowali się na kamienicy przy Ząbkowskiej, schodząc schodami na dół. Tak oto przechytrzali policjantów tamtejsi złodzieje uciekając po dachach. Japończycy nie mogli brać ze sobą aparatów, ale i tak przemycali. Tego typu wyprawy z turystami Herflik uskuteczniał bardzo rzadko ze wzgęldu na mimo wszystko spore trudności z dogadaniem się z lokalnym środowiskiem. Kiedyś pewien Japończyk starcił tam aparat. Jakiś małolat zabrał go i uderzył japończyka w twarz. Herflik się poskarżył tamtejszej ochronie. Tamci zarządali okupu dodatkowego za sprzęt. Herflik oznajmił ze przecież płacił za ubezpieczenie klienta i żąda zwrotu. Nagle zleciało się stado „osadników” i zączął się młyn na ulicy. Jeszcze dwóch japończyków dostało w gębę, nie mocno na szczęście. Wracali bez butów, a właściwie uciekali, na szczęście jechała policja polonezem i to im uratowao dupę. Jak uciekali małolaci zrzucali cegły z sypiących się kamienic wprost na ich głowy. Jeden Japończyk tak uciekał że dobiegł na Dworzec Wschodni i czekał na tamtejszym posterunku Policji. Herflik chciał oddać im pieniądze, ale Japończycy są honorowi i nie chcieli. Mało tego, oni byli mega zadowoleni. Popili się na drugi dzień Luksusową i wspominali miniony wieczór jakby co namniej Na Pearl Harbor walczyli. Oni byli tym tak podnieceni że na następny dzień Herfik miał 30 osobową grupę chętną na Pragę, niektórzy chcieli mu płacić podwójnie. Ale Herfilk po tym zdarzeniu odpuszczał praskie podwórka mimo niebagatelnych sum jakie mu dawano za „ryzyko praskie”. To groziło ciężkim uszkodzeniem ciała w najlepszym wypadku lub śmiercią nawet. Wziął sobie za punkt honoru odnalezienie tego skradzionego aparatu. Wiedział gdzie szukać bo wiadomo było że 90% rzeczy z kradzieży trafia na Stadion X-lecia lub na bazar Różyckiego. Po tygodniu odnalazł sprzęt na stadionie. Kliszy już nie było niestety. Sprzedawał go jakiś Polak, którego Herflik znał z widzenia, bo przecież sam dużo handlował na stadionie. Dogadał się na niewielką symboliczną sumę i odkupił Kodaka. Pech w tym że Japończyk dzień wcześniej wyjechał do Japonii. Ale Herflik się nie poddał, chciał pokazać że Polsce jest balans-symetria i że żyją tutaj również uczciwi ludzie. Za pomocą kuzyna-tłumacza w jakiś sposób odnaleźli adres Japończyka. Wysłał mu do Japonii ten sprzęt, a w ramach rekompensaty za utraconą kliszę stos zdjęć z Warszawy nieznanej szczegółowo poopisywanych po japońsku. Japończycy są honorowi jak już wspominałem i ten uradowany mu przesłał jakiś miecz samurajski i sake. Korespondowali ze sobą jeszcze kilka lat wysyłając sobie prezenty. Później Japończyków kilka razy jeszcze oprowadzał, lecz po bezpieczniejszych miejscach. Bardzo dobrze płacili za kanały warszawskie, szlakiem Powstańców jak to Herflik nazywał. Wówczas te wycieczki były nielegalne, ale kto by tam w latach 90 jakąkolwiek legalnością się przejmował. Ludzie po latach komunizmu zapragnęli prawdziwej wolności, a nie ponownych ograniczeń. Nie było dla nas wówczas rzeczy nielegalnych.
    Magicznym miejscem był tunel średnicowy, który przebiega pod centrum Warszawy. Tam trzeba było uważać na pociągi, w otchłaniach tunelu żyli narkomani, bezdomni i szczury. Tunel miał kilka tajemniczych korytarzy i włazów, z których jednym można było wyjść przy Rondzie gen. Charles’a de Gaulle’a . Ciągnął się przez ponad 2km pod Warszawą. Zawsze Herflik oprowadzał nocą ze względu na mniejszy ruch pociągów , a także z powodu słabszej czujności Straży Ochrony Kolei. Opowiadał przy tym historię powstania tunelu, a także opowieści o ludziach z marginesu tutaj mieszkających. Brał nie więcej jak 5 osób ze względu bezpieczeństwa. Kilkukrotnie z Dżordżem byliśmy na takiej wycieczce. Rewelacja. Kiedyś sforsowaliśmy kłódkę w pewnych drzwiach i dotarliśmy do zaplecza technicznego Dworca Centralnego. Industrialne niekończące się korytarze pełne rur hydraulicznych, przewodów i tablic elektrycznych. Całość wyglądała przerażająco i nadawała się na plan niejednego filmu science -fiction. Pełno instrukcji i opisów z tablicami technicznymi na ścianach. Labirynt był na tyle długi że chodziliśmy tam kilka godzin, aby wreszcie wyjść od strony zaplecza socjalnego dla obsługi technicznej peronów. Tak oto zwiedzaliśmy perełkę powojennego modernizmu jakże ciekawą dla młodego człowieka. Dowiedzieliśmy się także co ma wspólnego Dworzec Centralny z architekturą Linii Otwockiej. Chodziło o dach – kopułę głównej hali dworca. Dowiedzieliśmy się również ze pod dworcem przebiega spora hala napowietrzająca , która ciągnie się aż do Pałacu Kultury.
    Pałac Kultury to też osobna historia. Herflik aby go dogłębnie zwiedzać musiał zapoznać lub przekupić kilka osób tam pracujących. Było to na tyle trudne, ze zajęło mu to około rok, a i tak nie do końca był tam „bezpieczny”. Rekompensowało mu to dostanie się do podziemi pałacowych lub ciekawych pomieszczeń mieszczących się w tym budynku. Tutaj w późniejszym czasie brał max 3 turystów, a i tak nie obyło się bez wpadek.
    Gdy już studiował chodził ze swoim profesorem po tych niedostępnych miejscach. Wówczas wywierało to nawet na ludziach związanych z nauką, z historią niesamowite wrażenie. Owy profesor był później klientem Dżordża, bo przez Herflika polubił zioło. Facet miał osiagi na arenie międzynarodowej, a chodził z nami po podziemiach Warszawy. Wówczas z Dżordżem spędzaliśmy z nimi sporo czasu i można powiedzieć ze w ten sposób skończyłem zaocznie historię Warszawy. Dyplomu nie dostałem ale dostałem coś bardziej wartościowego: wiedzę popartą naocznymi oględzinami. Dzisiaj wiele tych miejsc już nie istnieje, a to zwiększa wartość tych wykładów.
    Pamietam jak po ziole się spierali, często Dżordż z nimi polemizował, a rozmowy wyglądały komicznie:
    Profesor
    - ...nie pierdol Herflik, to sklepienie ma za mały łuk i nie mogło być elementem baroku
    Herflik
    - Ależ profesorze, barok jak się patrzy, ten fragment kartuszu...profesor spojrzy
    Profesor zbliżywszy swoją twarz w okularach przypominających denka od butelek:
    - To jest kartusz wzorowany nieudolnie na baroku, ale nie barokowy, robił go jakiś partacz
    Dżordż
    - Oboje nie macie racji, bo skąd tutaj element tego żelastwa marnej jakości...
    Profesor
    - Panowie spokojnie, zapalmy jointa i otwórzmy swoje umysły...od początku..

    Tak się spierali godzinami, a przy tym mieli niezły ubaw. Profesor palił skręty i miał długą, siwą brodę, pożółkłą od papierosów okolicach ust i nosa. W ogóle profesor był bardzo barwną postacią a przy nas czuł się bardzo swobodnie, myślę ze przeżywał drugą młodość. Później zapraszaliśmy go na imprezy, na które chętnie przychodził w charakterystycznym sweterku. Wszyscy go lubili, miał 60 lat , a wyglądał na 85. Strasznie klął przy nas co powodowało różne komiczne sytuacje. To on Dżordża wprowadził do elitarnej klienteli naukowej.
    Tak oto tymi sposobami ludzie pragnący czegoś więcej jak zwiedzanie Łazienek Królewskich czy uliczek Starego Miasta mieli okazję poznać ciemną stronę Warszawy, nieznaną, tajemniczą. To właśnie Herflik był pierwszym nielicencjonowanym przewodnikiem warszawskim. Pięknie opowiadał, miał w jednym palcu historię miasta, a także historię Polski. Wyczuwał klienta i opowiadał w tak barwny sposób że opowieści te pochłaniały człowieka bez reszty. Często wyciągał z plecaka różne rekwizyty, mapy, aby ubarwiać opowieści. Herflik w późniejszym czasie skończył historię na UW z wyróżnieniem. Później podobno się doktoryzował.


    Wcześniejsze części łatwo znaleźć na mikroblogu. Sorry ze tak rzadko pisze ale to przez brak czasu

    #lata90 #gimbynieznajo #narkotykizawszespoko #dzordz
    pokaż całość

    •  

      @morion Myślałem wczoraj o twoich wpisach (✌ ゚ ∀ ゚)☞ Chwała ci OPie!

      +: morion
    •  

      @sundancekid:
      Aktualnie czerpie przyjemność z małżeństwa:) Warszawa się zmieniła. Jadąc przez nią i patrząc na pewne miejsca , mam wrażenie że zmieniły się nie do poznania. To już dla mnie nie to samo. Nie ma tych ludzi, tych miejsc, tego "zapachu", tej surowości lat 90. Przez 18 lat miasto i ludzie zmienili się diametralnie.
      Każde pokolenie posiada jakąś magię i na swój sposób ma barwne życie. Ja aktualnie mam grubo ponad 30 lat. Nie bardzo rozumiem klimatu obecnych 20 latków, ale zapewne też mają swój "mikroklimat" w którym sączą przyjemności i mają ciekawe miejsca.
      Tkanka miejska już mnie tak nie bawi jak kiedyś. Teraz uwielbiam naturę i uwierz mi dla mnie spędzenie całego dnia np. w Kampinosie jest czymś bezcennym, tak po prostu chodząc po lesie lub spędzając czas aktywnie na rowerze. Dzisiaj mam inne przyjemności, co nie znaczy że czasami nie widuje się ze starymi znajomymi.

      Pozdrawiam
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    Kto z was kojarzy jeden z najlepszych seriali młodzieżowych lat 90? Ten serial był genialny, pamiętam chodził zaraz po powrocie ze szkoły, Dalej mam przed oczami jak przed każdą opowieścią rzucają jakiś proszek #pdk do ogniska. Piszcie pod spodem takie "perełki" (ʘ‿ʘ) #wspomniania #feels #lata90 #kiedysbylolepiej

    •  

      @math1982: ja na dworze nigdy nie siedziałem, bo większość dzieciństwa spędziłem na polu ;) Może po prostu za młody byłeś bo to jednak seriale dla nastolatków były, a nie dzieci

    •  

      @Psajkoman: Nie istnieje coś takiego jak dobry serial młodzieżowy. To jest oksymoron. Nawet jak byłem młodzieżą to mnie drętwota tych seriali odrzucała, nie wiem jak można mieć sentyment do takiego szajsu xd

      +: DohnJoe
    • więcej komentarzy (4)

  •  

    #gry #grajzwykopem #gimbynieznajo #lata90 ale cofnął bym się do starych czasów i zagrał sobie na takiej maszynie w sunset riders np.

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Mirki pamiętacie to? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Zabawki z #lata90, kojarzę, że można było tym "strzelać" jakoś i tak się grało.
    Znalezione przy przeprowadzce, zamiast wyrzucać to może ktoś chce sobie przypomnieć dzieciństwo więc #rozdajo
    Jak ktoś by to chciał to walić na priv, a jak znajdzie się więcej takich osób to wybiorę najlepszy komentarz i wyśle :)
    Gratis jeszcze 5 "lookerow" z cheetosow z 98 ;)
    No i oczywiście #gimbynieznajo #nostalgia
    pokaż całość

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    #gimbynieznajo #lata80 #lata90 #30plusclub #nostalgia

    U mojej babci zawsze to było do stosowania na wszystko ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    źródło: 132_2.jpg

  •  

    A przy okazji przypomniało mi się, że ze szwagrem uwielbialiśmy bić swoje rekordy w Olimpiadzie letniej Accolade. Szwagier tak napierdalał w klawiaturę chcąc skoczyć rekord o tyczce, że mi rozpieprzył klawisze :) no i też w chuj czasu spędziliśmy grając w Colina 2 ścigając się, kto lepiej przejedzie, z jego kolegą:) Łysy, Lok i Bak :) to były czasy, teraz nie ma czasów :)

    pokaż spoiler #nostalgia #staregry #lata90
    pokaż całość

  •  

    Mój odtwarzacz Panasonic ma już w chuj lat, niestety zepsuła się w nim najważniejsza kiedyś część, czyli miejsce na kasety. Kto z was nie robił jak ja i nie nagrywał piosenek z radia na kasetę, uważając przy tym, by wyłączyć tuż przed głosem prezentera. A później słuchał swojej ulubionej muzy. Miał on jeszcze tę zaletę, że można było zgrywać piosenki z płyt cd na kasety. Pamietam jak musiałem zgrać szwagrowi całą kasetę tylko z piosenką Celine Dion, My heart will go on, bo siostra była wielką fanką Titanica :) ale ze szwagrem w zgodzie dobrze żyć ;) A teraz muzyki i piosenek jest tyle, że ciężko wybrać :)

    pokaż spoiler #nostalgia #gimbynieznajo #truestory #lata90
    pokaż całość

    źródło: i.ebayimg.com

  •  

    Mordka moja mało ważna, patrzcie jaką zajebistą miałem fototapetę ze zbożem w pokoju :) to był hit w latach 90 :) niestety nie ma fragmentu przeze mnie zniszczonego, a mama cały czas wspomina, że będąc jeszcze w łóżeczku dziecięcym wydrapałem w niej pięknego orła :)

    pokaż spoiler #pokazmorde #lata90

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 2.jpg

  •  

    Pamiętam jak dziś, Wielką Inflację Karteczkową.

    W szkole wszyscy zbierali karteczki i były one bardzo cenne. Na przerwach każdy siedział i się wymieniał, młodszy i starszy. Każdy miał plik karteczek i każdej z nich wolny rynek przypisał wartość względem innych. Oczywiście najcenniejsze były te najrzadsze i wymiana trwała w najlepsze, ale wtedy stała się katastrofa.

    Pewnego dnia z wyższego okna w bloku w kierunku placu zabaw wyleciały całe miriady karteczek. Wyrzucała je jakaś starsza dziewczyna. Młodsi oczywiście rzucili się zbierać jak po złoto. Myślałem że dziewczę oszalało. Ale później inni "starszacy" również zaczęli swoje zbiory wyrzucać. My młodsi jeszcze przez jakiś czas zbieraliśmy, ale potem zrozumieliśmy że karteczki stały się bezwartościowe. Handel zamarł, i tylko polatujące po osiedlu, miotane wichrami wizerunki Pumby i Simby przypominały przez jakiś czas jeszcze o wspaniałym czasie Karteczkowego Prosperity. Ale karteczki nigdy już nie osiągnęły swojej utraconej wartości.

    Nikt nie zna na pewno przyczyn, ale prawdopodobnie sprzedawcy w papierniczych i księgarniach, którzy zostali początkowo zaskoczeni tą manią, zaczęli zwiększać zapotrzebowanie, tym samym niszcząc ekskluzywność najrzadszych okazów. I tak zarżnęli ten piękny sen. Albo zwyczajnie kapryśna moda znudziła się i skręciła w inną stronę. Nikt tego nie wie na pewno.

    #lata90 #90s #karteczki #gimbynieznajo #feels
    pokaż całość

  •  

    MIsja STS-86, wahadłowiec Atlantis ląduje w Kennedy Space Center, 6 października 1997
    #vaticanoarchive #historia #nasa #wahadlowce #kosmos #lata90 #vaticanowallpapers #gruparatowaniapoziomu #muricafuckyeah pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    Świetna piosenka, świetny zespół, jedna z najgenialniejszych płyt ever, dla mnie najlepsza rodzima płyta.

    #muzyka #myslovitz #lata90 #rock

    źródło: youtu.be 18+

  •  

    Polska - Anglia '99 Warszawa

    Relacja kibica Wisły Kraków:
    „Ten mecz już długo wcześniej zapowiadał się interesująco. Układy na kadrze funkcjonowały w pełni – wyklarowały się dwa silne obozy, jeden skupiony wokół Arki/Lecha/Pasów drugi trochę bardziej rozbudowany ale nie tak silnie scalony to nasz w którym egzystować musiały ze sobą takie kosy jak Legia-Wisła czy Pogoń-Lechia. Bez wnikania w szczegóły nadmienię że na 3 miesiące przed tym meczem na gościnnych występach zaogniliśmy stosunki na linii my-Zagłębie Sosnowiec.
    Po prostu w pewnym miejscu pomyliliśmy Ich z Legią i potraktowaliśmy nieulgowo. Myślałem, że na ten meczyk znajdzie się więcej chętnych ale, może z powodu środy i bardzo małej szansy obejrzenia meczu liczba nasza zatrzymała się na bodaj 35 osobach. W drogę do stolicy wyruszyliśmy z niezłym ekwipunkiem gdyż tego dnia mogło na nas czyhać wiele „atrakcji” a liczba nie była naszym atutem. Spodziewaliśmy się standardowej wojny na kadrze z Arką/Lechem i Cracovią, z tymi ostatnimi powinniśmy podążać jedną drogą więc czujność była wzmocniona.

    Do tego jak już wcześniej wspomniałem spodziewać się mogliśmy próby zemsty ze strony Zagłębia Sosnowiec i Legii za wspomniane już wydarzenia. Bo na reprezentacji niby układ jest, ale historia często pokazywała, że jest to krucha „instytucja”. Autokar trafił nam się wyjątkowo luksusowy, wysoki, z toaletą, na 60 osób… Zresztą wystarczy powiedzieć, że dzień po meczu miał być środkiem podróży pewnego biura turystycznego do Hiszpanii. Tak więc podroż upłynęła świetnie, gdyż każdy miał niemal dwa miejsca dla siebie. Do tego kierowca był naprawdę równym gościem i nie uprzykrzał zbytnio życia. Jeszcze przed wyjazdem atrakcją stał się jeden z nas, do którego notabene teraz min skierowana może być flaga WIERNOŚĆ, który był tak głodny że pożarł naraz to co było pod ręką czyli… 3 kilo bananów i słoik musztardy… Na serio. Spodziewaliśmy się ze policja również tego dnia będzie czujna i postanowiliśmy dobrze schować nasze „przedłużacze rąk”.

    Z pomocą przyszedł kierowca, który w tym celu udostępnił nam toaletę (nam pozostały przystanki w lesie) i odkręcił od niej klamkę w razie wizyty policjantów w autokarze. Jadąc dostajemy telefony od Lechii, już przebywającej w Warszawie, że najprawdopodobniej odbędzie się tego dnia ustawiona walka z angielskimi chuliganami. Nie powiem większość z nas była podekscytowana tym faktem, gdyż taka gratka nie zdarza się na co dzień, a do tego skonfrontować swe siły mieliśmy z najsłynniejszymi przecież chuliganami w Europie. A wiadomo, że na takim sprawdzianie każdy chciałby wypaść jak najlepiej. Tak więc pełni nadziei zbliżaliśmy się do Warszawy. Już kilkadziesiąt kilometrów przed nią pokazał nam się 100 metrów przed nami policjant z lornetką, po oblukaniu zapewne naszych rejestracji wyjął lizaka (nie słodycze oczywiście) i nakazał zjazd na pobliski parking.

    Tutaj naszym oczom ukazał się trochę przygniatający widok, kilkanaście radiowozów i full gadów. Oczywiście wysiadka, rewizja nas i autobusu. Na pytanie o toaletę i brak klamki kierowca skwitował, że jest awaria i nie da się otworzyć itd. Uwierzyli = kamień z serca. Pewnie gdyby nie pomoc kierowcy już tam zakończylibyśmy podróż tego dnia.
    W końcu psy się odpierdalają i jedziemy dalej. W Warszawie kierujemy się we wskazane telefonicznie miejsce. Ponieważ nie do końca wierzymy w to, że do walki dojdzie, nie do końca wiemy gdzie jesteśmy i nie chcemy robić przypału sprzęt zostaje w autokarze. Spotykamy się z chłopakami z Młodych Orłów (Lechia) oraz Teddy Boys (Legia), jest jeden gość ze Śląska Wrocław (grali tego dnia jakiś mecz i dlatego ich nie było). Okropnie zdziwił nas to, że było w Warszawie Zagłębie Sosnowiec, Pogoń Szczecin i Widzew Łódź, a nie byli na miejscu zbiórki. Nie wnikam czemu do umówionej liczby około 100 osób własnie zakwalifikowano nas, a nie ich. Liczbowo rozkład sił wyglądał mniej więcej tak, że nas było 35, a Lechii i Legii było po około 40 może ciut więcej osób. Kierowani przez Legionistów przemieszczamy się do Parku Saskiego.

    Tam czekamy na Anglików tocząc rozmowy z niektórymi Warszawiakami (choć z większością omijamy się szerokim łukiem i spojrzeniami spode łba). Opowiadają wydarzenia ostatniej doby dla nich ten mecz zaczął się już dzień wcześniej i od tamtej pory na Starówce, co rusz dochodziło do spięć między angielskimi „lads” a polskimi chuliganami. Dowiadujemy się, że angielska grupa do bicia została zaopatrzona w wydrukowane mapki ze wskazaną droga do miejsca konfrontacji.
    Jak już wcześniej wspomniałem nie za bardzo do końca jeszcze wierzyliśmy, że wszystko dojdzie do skutku oraz jako „persona non grata” staliśmy trochę z boku. Nagle coś zrobiło się ciemno, stojąc na skraju parku widzimy wychodząca z niego „ławe” typów. Rzut oka i wiadomo angole, krótkie spodenki, koszule na wierzchu lub przewiązane w pasie, niektórzy w łapach sprzęt a niektórzy browar. Inny styl chuliganki niż polski. U nas raczej typ, że tak to nazwę sportowy – każdy rozgrzewa stawy, mięśnie. No, ale tak jak napisałem, od Angoli robi się ciemno.

    Wysuwają się niczym cień z parku, na pewno było ich więcej niż 100 (nas zresztą też), oceniam ich na mniej więcej 150 osób. Pierwsze linie obu grup już nawiązują bezpośredni kontakt, jak na filmach historycznych pierwsze skrzyżowanie mieczów, w tym wypadków noży dwóch Angoli z dwoma Polakami (wielkimi od jodu ).

    Angole w szoku, gdyż gabaryty wśród Polaków naprawdę spore, a przecież dla nich jesteśmy egzotyką, nic o nas nie wiedzą i taktuję zapewne jak my Rumunów czy Ruskich. Opisywane psychologiczne pierwsze skrzyżowanie zdecydowanie na korzyść Polaków, my jako że staliśmy z 30 metrów dalej dobiegamy do linii frontu.
    Widać w oczach Anglików zawahanie. Jak wyszli z parku rozbujani, pewnie siebie, idący po łatwe zwycięstwo (jak zawsze w całej Europie), tak Ci z dalszych szeregów stanęli wryci i pokazali chwilę słabości. I to był ich błąd. Zgrało się to wszystko w sekundę z naszym wbiegnięciem w nich i zaczęło się k…a … braveheart

    Angole z wyjątkami biorą odwrót, wyjątki próbujące walki są od razu torpedowani…lądują na glebie. Może jestem kurcze troszkę zboczony, ale wyglądało to świetnie… Goście stojący do nas twarzami, czyjś wyskok, kop w ryj i syn Albionu na glebie. Oczywiście zaraz nad gościem wiruje kilka osób, by wykluczyć go z dalszej potyczki.
    Peleton podąża na wskroś przez park za stadem Anglików. Ci topnieją, grupki próbują podjąć walkę za każdym razem przegrywają je i pozostają na trotuarze, jak nazwałby to Warszawiak. Nie mam pojęcia ile to trwa gdyż w takiej sytuacji człowiek jest w lekkim amoku i szczerze pisząc nie za bardzo się kontroluje.
    Anglicy wylatują z parku z drugiej strony i przebiegają przez skrzyżowanie z torowiskiem. Na końcówce parku obracają się by spróbować jeszcze walczyć.

    Słychać policyjne syreny. Legioniści powoli się wycofują słysząc to, zostajemy niemal samą Wisłą, kilku z Lechii i Legii. Nie, że jesteśmy jakieś kozaki, ale nawet nie znamy terenu i wolimy zostać w grupie niż się rozbiegać. Teraz spięcie z Anglikami na pasach, angole wykorzystują swoje stanowisko na torowisku i leci na nas grad kamieni. Z naszej strony to samo. Patrzę, a koło mnie stoi kolo w koszulce piłkarskiej jakiegoś angielskiego klubu. W amoku nikt dokładnie się nie przyglądał, a się okazuje, że kilku nie mających sił uciekać stoi między nami. Ładuje gościowi się z butem na klatkę i facet ląduje na glebie, jeszcze strzał, by przygnieść go do gleby, ale nie ma za dużo czasu, gdyż kamory świszczą wokół i odbijają się od chodnika.
    Już widać radiowozy, podnoszę głowę i widzę podobny jak w moim przypadku widok, kilku Angoli na glebie i chłopaki nad nimi. Ale teraz gdy zagrożenie z strony psów stało się już widoczne, nerwy puszczają wszystkim i się rozbiegamy po kilka/kilkanaście osób. Na szczęście trafiam do grupy z jakimś Legionistą, który dobrze zna rewiry i prowadzi nas w jakieś bezpieczne miejsce. Nie znam się na geografii naszej stolicy, ale Kolumnę Zygmunta poznam. Pod nią lądujemy.

    Idzie jakiś chłop w koszulce piłkarskiej klubu Wysp. Krótki pokaz elokwencji i językoznawstwa „where are you from?” „…yyyy….” „where are you from!?” „i’m from Germany…Bremen” chwila zawahania po czym koleś z Krk, któremu widać szok bitewny jeszcze nie spadł odpowiada „na pewno k…a” i nokautuję gościa najlepszym ciosem łbem w pysk jaki kiedykolwiek widziałem… Angol leci do tyłu z dwa metry i udaje nieżywego. Idziemy dalej, ale tych Angoli wokół sporo… Ale większość unika spojrzeń, to nie ci od mocnych wrażeń, a że Wyspiarzy tego dnia przybyło chyba z 2 tysiące to są na każdym kroku. Nie lejemy już nikogo, trzeba się dostać pod stadion. Kierowani nadal przez Legionistę tułamy się jakimiś tramwajami, autobusami. Widać kursujące radiowozy i przyglądających się psów z nich, już wiedzą o awanturze w Saskim.

    Rozdzielamy się na jeszcze mniejsze grupy. Gdzieś w centrum cumuję z jakimiś typami z Wawy, Gdańska i Krk na obiadku. Teraz letarg i sielanka, czas ukoić nerwy, rozmowy w knajpce z sympatycznymi Warszawiankami, piwko i tego typu uspokajacze. W końcu spotykamy się większą grupką i udajemy się pod stadion. Legioniści w drodze informują nas, że bardzo cięte jest na nas sosnowieckie Zagłębie. Trochę ciężko, by w tej chwili jesteśmy porozbijani na grupki. Trafiamy do jakiegoś parku w okolicy stadionu, przechodzimy nim i mijamy grupkę Zagłębia i Legii. Kolesie z Zagłębia wyglądają naprawdę konkretnie. Krzywe spojrzenia, ale do niczego nie dochodzi… Być może łagodzi sytuację obecność z nami typów z Lechii i u nich chłopaków z Legii. Zaraz mijamy Widzew, Motor, rozmowy ze znajomymi z całej Polski…

    W czasie tych wszystkich meczów repry znamy się już z gościami z tych ekip osobiście. Ciągle oczekiwanie na Triadę (Arka-Lech-Cracovia), ale i nieustające opisy przeżyć sprzed kilku godzin z parku. Każdy opisuje jak to widział ze swojej perspektywy, każdy dodaje nowe szczegóły, informacje prasowe powoli docierają do nas… Kilkunastu angoli rannych w tym kilku ciężko… Kilku pociętych kosami.
    Oczywiście podejrzenie pada na nas, ale daję sobie łeb uciąć, że to nikt od nas… Wszystko bowiem zostało w autokarze… My do końca nie wierzyliśmy, że będzie ta ustawka. Bilety na mecz ma chyba tylko 6-8 osób od nas. Legia proponuje jakieś fałszywki, kserówki, drogie oryginały itp. Stwierdzamy jednak, że chuj ze stadionem, oglądnijmy mecz w jakiejś knajpie przy piwku. Ci co mają iść na mecz id,ą a my ładujemy się na chwilę w autokarze i odpoczywamy. Krótki przegląd okolicy w poszukiwaniu knajpy z telewizorem zakończony niepowodzeniem. W końcu wpadamy na pomysł najprostszy z prostych… Przecież mamy TV w autokarze. Parkujemy z 200 metrów od stadionu (jak się idzie od Powiśla zawsze na Legię to mijając krytą skręca się w lewo nad kanał i sektor dla gości, my staliśmy z 50 metrów dalej w przód).

    Zapraszamy do środka kilkunastu chłopaków z Polonii Bydgoszcz, którzy również kręcą się bez koncepcji wejścia na stadion. Muszę przyznać, że jak na tak nieznaną grupę charakteryzowali się naprawdę imponującymi gabarytami. Popijamy piwko, oglądamy mecz, gadamy z Bydgoszczanami, a doping i odgłosy ze stadionu mamy na żywo tuż obok (wyłączamy w ogóle głos w TV). W pewnym momencie ze stadionu słychać szum, wrzawę i po chwili TV pokazuje spięcie między sektorami Anglików i Polaków. W centralnym miejscu sławna czerwona flaga Wisły. W pewnym momencie znika, a my dostajemy kurwicy, bo myślimy ze zdobywają ją Anglicy. Między sektorami widać latające race. Musimy dostać się na stadion. Mam pomysł, gdyż dwa lata wstecz wbijałem się na Żylete od tyłu w kilka osób przez jakieś garaże na mecz Polska-Węgry. Niestety opisywałem już naszą miejscówkę a wobec tego, że była położona tuż za sektorem Anglików powitało nas chyba z 300 psów i zapory z barierek oraz szaleniec na koniu (standard w WuWuA).

    W takiej liczbie jaka prezentujemy (40 osób) nawet nie ma się co ośmieszać. Rezygnujemy z próby dostania się na stadion. Na szczęście okazuje się, że flaga Wisły jest w rękach Wiślaków, na stadionie uspokaja się i mecz dobiega końca. Jedziemy pod Źródełko (knajpa Legii), gdzie przychodzą ekipy z całej Polski. Legioniści po telefonicznych rozmowach z Anglikami przekazują, że synowie Albionu rozdrażnieni przed meczową porażką chcą rewanżu. Pada propozycja miejsca – pod Pałacem Kultury, Angole będą szli na Centralny, a my mamy gdzieś czekać. Udajemy się tam i parkujemy autokar z drugiej strony Pałacu. Przy głównej trasie jest sporych rozmiarów ogródek z krzesłami itp itd. Siedzimy sobie popijając piwo, dozbrajając się, jedząc i obserwujemy zjazd innych ekip z Polski.
    Tutaj już dokładnie nie mogę stwierdzić jakie kluby były bo ciemno było jak skur… Było już coś koło 23-ej. W końcu słychać, a wręcz czuć zbliżający się tłum Angoli.
    W ciemnościach nic nie widać ale słychać wrzaski i śpiewy. Muszę przyznać, że o ile przed meczem organizacja była super o tyle teraz było więcej chaosu, trochę się niepokoiłem o wynik tej potyczki.Tym bardziej, że nie znamy nawet liczby Angoli, a jak idą k…a wszyscy? 2000?

    Jednak tym razem policja była szybsza, na nieszczęście dla Anglików. Kaski wpadają do naszego ogródka i wymiatają nas na chwilę z niego. Gdyby Angole wpadli chyba, by wygrali. My po chwilowym wycofaniu, dozbrajamy się i wracamy, gdyż trasą przed ogródkiem właśnie maszeruje kilkuset Angoli.
    Nie wiem jak się zaczęło, ale psów już tutaj nie było, a jak wpadłem na ulicę już wszystko się działo… Ekipy z Polski z ciemności wskakują na Angoli z boku i z tyłu. Ci w szoku. Krótkie walki spowodowane tym, że wpadamy bezpośrednio w ich watahę ale, ogólnie Anglicy dra zelówy na Centralny, który mają ze sto metrów przed sobą.

    Nie wiem, co się działo na początku ich peletonu, ale domyślam się, że poszła panika i uderzyli w tych psów, którzy nas wcześnie wymietli z knajpy i teraz szli przed Anglikami z przodu. Widok był taki że go nie zapomnę do końca życia.
    W ruchu był cały sprzęt ogródkowy i knajpy. W końcu znów lecą psy i trzeba się zmywać albo grać głupa. Jako, że autokar mamy 30 metrów dalej nam pozostaje kleić głupa. Widzę kilku stojących gości z tobołami i przyglądających się całej bitwie z boku. Podbijam do nich i udaję, że stoję z nimi. „szto eta ?” słyszę (ooo goście zza wschodniej granicy) goście z wybałuszonymi oczami patrzą na mnie oczekując, że im nie wiem, co oznajmię, że trzecia wojna światowa czy co? Odpowiadam „eta tolka futbol miacz … Polska-Anglia.

    Kiwają ze zrozumieniem i dalej stoją w szoku nie wiedząc, co sobą począć. Ja za to wiem, opuszczam ich i widząc, że psy wracają do swoich podopiecznych Anglików, udaję się do autokaru. Nie muszę dodawać, że po takich wyczerpujących wydarzeniach zjadłbym konia z kopytami i wypił beczkę piwa. Na szczęście okazuje się, że dosłownie 10 metrów obok naszego autobusu stoi taki autobus unieruchomiony przerobiony na całodobową jadłodajnię. Zaszyci w ciemnościach autokaru (nie świecimy świateł, by nie zwabić psów, których mnóstwo stoi 100 metrów od nas chroniąc dojścia do Centralnego) wychodzimy po 3-4 osoby do „restauracji” i wracamy z zakupami. W ten sposób możemy oglądać bezpiecznie manewry psów, pożywiając się przy okazji.

    Nie odjeżdżamy jednak, gdyż Legioniści informują nas (a jest już koło północy), że jest jeszcze grupa anglików chętna na kolejny rewanż znów w Parku Saskim. Mediacje jednak z Anglikami przedłużają się o wiele za długo, owszem może i dla Legionistów to był kąsek, bo byli u siebie w mieście, ale dla nas poruszanie się takim autokarem po nieznajomych terytoriach w środku nocy w chwili, gdy setki policjantów trzepią miasto w poszukiwaniu takich jak my to już za duże ryzyko. Do tego dochodzi zmęczenie całym dniem i zaczynają się dywagacje czy jest sens jeszcze zaczekać oraz tłuc się w parku nocą (to byłby już zupełny hardcore). Powoli przeważa opinia o bez sensie takiego czegoś. Do tego rozmowy między stronami coś się nie kleją. W końcu ulegamy namowom kierowcy, który jak już wspominałem następnego dnia miał tym samym autokarem zapieprzać do Hiszpanii, udajemy się w drogę powrotną do Krakowa.

    Wraz z nami wraca dwóch Wrocławian, którzy nie mają czym wracać, a i wizyta na centralnym nie była wtedy dobrym rozwiązaniem. Byłem tak zmęczony a miejsca było tak dużo, że usnąłem chyba nim jeszcze wyjechaliśmy ze stolicy. Wszyscy zresztą chyba popadali jak muchy. Gdy się obudziłem szok, gdzie my k…a jesteśmy? Spodek!

    Dopiero po chwili doszło do mnie, że kierowca okazał się naprawdę gość i podwozimy chłopaków ze Śląska do Katowic, gdyż z Krakowa nie mieli dobrych pociągów. Znów zasnąłem, a gdy się obudziłem to było już jasno, a my dojeżdżaliśmy do hali Wisły gdzie zaparkowany miałem samochód. Powrót do domu w chwili, gdy rodzice wychodzili do pracy, standardowe pytanie „O KTÓREJ MIAŁEŚ BYĆ ?!?!” (przed wyjściem twierdziłem, że koło północy), ale już po chwili spałem jak niedźwiedź.”
    #oldschoolhooligans #mirkohooligans #wislakrakow #legia #lechia #zaglebiesosnowiec #lata90
    pokaż całość

  •  

    Moja opowieść chyba będzie najbardziej nieprawdopodobna, do dziś tego nie ogarniam.
    Byłem wtedy małym gówniarzem, ale okres ten pamiętam bardzo dobrze i jestem pewny, że sobie tego nie wymyśliłem.
    Pojechałem na wakacje do swojej babci i dziadka mieszkających na wsi. Typowa, malutka wieś, dziadkowie mieli jakiś kawałek pola i tak sobie tam żyli.
    A że to jeszcze były wczesne lata 90 i wszystko na wsiach zacofane, to nie mieli tam jeszcze łazienki, myło się w balii a chodziło srać do drewnianej ubikacji kawałek od domu xD
    Bawiąc się tam pewnego razu na podwórku (babcia była w domu, dziadek coś robił na zewnątrz) zachciało mi się srać, więc podbiegłem do kibelka będąc przekonanym, że jest wolny, złapałem za drzwi, pociągnąłem... i okazały się zamknięte od środka. Zdziwiłem się mocno, bo przecież babcia w domu a dziadek obok, więc kto tam może być.
    Szarpnąłem znowu i nic. Wtedy pomyślałem, że moje jakiś rolnik coś robił na polu, zachciało mu się srać i przybiegł szybko do najbliższego kibla xD zrobiło mi się głupio i chciałem już odejść, ale jeszcze z ciekawości zerknąłem przez dziurkę zobaczyć, czy faktycznie ktoś tam jest, czy może coś się zablokowało.
    Nie była to taka dziurka na wprost drzwi, tylko bardziej po lewej, na dole, jakaś losowa dziura.
    Przytknąłem tam oko i mnie zatkało.
    W środku siedziało... kurwa coś. Miało spokojnie wzrost dorosłego człowieka, na wpół pokryte piórami, ryj jak jakiś kogut/ptak, ogólnie przypominało hybrydę koguta i człowieka, jakiś pierdolony kogut-man. Brzmi zabawnie, ale to było tak przerażające i nie wytłumaczalne, że bezwładnie odskoczyłem do tyłu, wypierdalając się, czułem jakby mi się płuca zapadły, nie mogłem wydobyć z siebie dźwięku niczym w nocnym koszmarze, w końcu jakoś do siebie dochodząc wstałem, pobiegłem do domu babci, siedziałem spanikowany przez chwilę, po czym zacząłem ryczeć jak pojebany i krzyczeć, że chce do domu.
    Dziadkowie zobaczyli, że nic mi nie jest, więc po prostu pomyśleli że nagle zatęskniłem za mamą, dziadek odwiózł mnie na pociąg i odstawił mnie do domu, wszyscy uznali że po prostu byłem płaczkiem który się stęsknił za rodzicami... no kurwa nawet jakbym chciał to co miałem powiedzieć, że zobaczyłem 2 metrowego koguta w kiblu?
    Nie ogarniam tego wydarzenia, jestem pewny że sobie tego nie wymyslilem, zbyt dobrze to pamietam. Nigdy na te wies nie pojechalem, ale i nigdy sie tam chyba nic nie wydarzylo strasznego, a bynajmniej o tym nie slyszalem.

    #pasta #ptaki #wies #lata90
    pokaż całość

  •  

    O.N.A. I Hey szanuje w opor. Zamiast na fasolkach wychowywalam sie na Chylińskiej i Nosowskiej.
    I chociaż stałam na dworze, na mrozie i krzyczałam do księżyca nigdy chrypki nie uzyskałam.
    Tak upadl mój plan zostania gwiazda rocka.

    #nobodykiers #feels #muzyka #lata90

    źródło: m.youtube.com

  •  

    Dzisiaj mija 20 lat od bardzo charakterystycznego tytułu polskiej muzyki hip-hop.
    #muzyka #hiphop #rap #lata90

    źródło: youtu.be

  •  

    Wahadłowiec Atlantis podczas manewru dokowania do stacji orbitalnej Mir ( Мир ) space station, 20 Września, 1996
    #vaticanoarchive #historia #nasa #wahadlowce #kosmos #lata90 #vaticanowallpapers #gruparatowaniapoziomu pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

    •  

      @angelo_sodano: a nie Мир ?

      Ии, Ии – dziesiąta litera alfabetu rosyjskiego, języka mongolskiego, dziewiąta bułgarskiego, trzynasta ukraińskiego. W oryginalnej cyrylicy i w większości języków współczesnych oznacza głoskę [i], w języku ukraińskim – głoskę [ɪ]. Litera И pochodzi od greckiej litery Η, jednak ze zmienioną pozycją środkowej belki. Zapożyczenie to wynika z faktu, że w czasie, gdy tworzona była cyrylica, litera Η w języku greckim czytana była już jako [i]. pokaż całość

    •  

      @adgebworthy: tak wkleilem, wykopkropkapl ma jakiegos buga i zamienia ヽ( ͠°෴ °)ノ
      edit: zrobiłem odstepy miedzy nawiasami a bukwami i sie zmieniło #fucklogic

  •  

    Jak byłem gówniakiem to rodzice dawali mi w ramach kieszonkowego małe sumy pieniędzy, które na nic poza oranżadą lub dwiema na miejscu w sklepie nie starczały, ale dla smarka jak ja były w sam raz. Pamiętam gdy zaczęli sprzedawać Pringles w Polsce i po spróbowaniu ich zakochałem się w tym smaku. Zbierałem kasę z całego tygodnia by w piątek wracając do domu móc sobie kupić Pringlesy. Miałem taki zwyczaj, że wracałem w ten dzień ze szkoły, plecak szedł w kąt i czekałem na godzinę bodaj 15 kiedy to leciał w telewizji Batman The Animated Series. Gdy nadchodził seans nalewałem sobie Coli do wysokiej szklanki z logo Pepsi(hehe) i otwierałem Pringlesy. To był magiczny czas. Najgorsze tego dnia było to, że wracałem ze szkoły zawsze z kilkoma kolegami i gdy wychodziłem ze sklepu z Pringlesami to zlatywały się sępy i się zaczynało
    - no weź otwórz nie bądź taki
    - ale z ciebie cham, kolegów byś poczęstował
    - dej
    - dej
    - pokaż co tam masz(ta kurwa jasne...)
    Musiałem nauczyć się odmawiać by móc oddać się piątkowemu rytuałowi. Do dzisiaj lubię sobie wracając z pracy w piątek kupić czipsy i napoje w puszkach(wiem, nieekonomiczne, ale tak lubię) i cieszyć się jakimś serialem czy filmem.

    #wspomnienia #lata90 #truestory #pringles #czipsy #90s
    pokaż całość

  •  

    Pocałunek Breżniewa
    Na Dworcu Centralnym bywaliśmy z Dżordżem tylko na chwilę, ponieważ miejsce to było mega nieprzyjemnym odstraszaczem dla zmysłów. Wszechogarniający smród zgnilizny, jedzenia, fekaliów , przepalonego tłuszczu dostatecznie odstraszał przebywanie w tym miejscu. Centralny w latach 90 to było podziemne miasto kierujące się swoimi prawami, oaza dzikiego kapitalizmu i dom narkomanów, flipperów oraz gier hazardowych. Sporo budek z gównianym jedzeniem, oraz sklepików z tureckimi ciuchami po zawyżonych cenach, sex shopy, kilka kantorów oraz sklepów ze wszystkim i niczym. Oczywiście masa złodziei w garniturach, bezdomnych, sekciarzy oraz cwaniaków nagabywujących do szybkiego interesiku. Tanich prostytutek i chłopaków na szybki numerek, tylko dla zdesperowanych . W toaletach dworcowych, instrukcje wypisane markerem na ścianie jak się umówić na szybki numerek. Strzykawki , syf, kiła i mogiła. Pośród tego normalni ludzie pracujący w tym miejscu oraz podróżni , którzy na każdym kroku są zaczepiani przez złodziei, krętaczy. Policja nie panowała nad tym chaosem. Myślę że akceptowali doskonale ten zgniły i ponury świat i istniała raczej zasada aby nie wchodzić sobie za bardzo w drogę.
    Na Centralnym człowiek się czuł jakby miał biegunkę, były to „bigos” Warszawy z przeterminowanej kiełbasy. Krew, bród, mocz, kał, narkotyki, strzykawki, szczury. Zasrane miejsce, a jednocześnie wizytówka Warszawy bo tutaj często wysiadali lub przesiadali się turyści. Plątanina podziemnych korytarzy i ślepych zaułków, perony z gigantycznymi ruchomymi schodami , no i tunel średnicowy mający coś z postapokaliptycznego klimatu, który był domem dla wielu narkomanów. Nie należało się zatrzymywać bo zaraz ktoś zaczepiał, a to nawiedzeni z jakiejś sekty, a to złodzieje-cwaniacy, a to natrętni narkomani z wymyślonymi historyjkami mającymi wzbudzić litość, a to bezdomni. Miejsce na swój sposób ciekawe i tajemnicze ale raczej tylko dla zapaleńców pragnących wrażeń.

    My odwiedzaliśmy młodego chłopaka Mikiego – króla flipperów, który pracował po 12 godzin na dwie zmiany w mrocznym miejscu z flipperami. Te same gęby wpatrzone w automaty do gier, łysiejący faceci po 40, uciekający przed żonami, dla których hazard to oaza spokoju. Miałem wrażenie ze oni zamiast z wędką na ryby się wyciszać, chodzili na jednorękiego bandytę tracąc swoje marne grosze, ostatnie oszczędności. Lądowali również tutaj tacy , których już nie wpuszczano do prawdziwych kasyn.
    - Widzicie tego łysego w marynarce - mówi Miki?
    - Facet miał wille na Saskiej Kępie, ciepłą rodzinę, dwie dobrze prosperujące firmy, teraz nie ma niczego poza małą walizką, w której ma wszystkie rzeczy potrzebne do przeżycia typu: bielizna, szczoteczka do zębów, itp. , śpi przy automatach do gier, a my to akceptujemy, ściga go komornik, firmy windykacyjne , wierzyciele i mafia. Jest zadłużony do końca życia, jego dzieci i żona również. Ukrywa się na dworcu, ale i tutaj czasami go dopadną. Jest przegrany i to co wyłudzi od przejezdnych na dworcu wyda na automaty. Wywalili go rok temu z Kasyna z Mariottu. Przegrał dwie działki, dom, dwie firmy, oraz zadłużył się na mega sumy. Mało tego znalazł naiwniaków których też zadłużył do końca życia.
    Wyglądał na obojętnego, jego oczy wpatrzone w automat do gry jednak troszkę zdradzały jego problemy życiowe. W ręku trzymał piwo mimo iż była 9:00 rano dopiero. Facet raczej nie łudził się że wyjdzie na prostą, ale nałóg hazardu był silniejszy.
    Sporo było też młodych chłopaczków, którzy zamiast do szkoły szli na gry i marnowali swoją młodość oraz swoje oszczędności w tym ponurym miejscu.
    Wzrok Mikiego po dwóch latach pracy w tym miejscu był coraz bardziej zniszczony ze względu na ciągły półmrok. Właściwie to tylko światła automatów do gier i flipperów oświetlały to ponure miejsce. 12 godzin dziennie w miejscu gdzie słońce nie dociera, mało tego tam jest ciągły mrok.
    Miki palił zioło, szczególnie na nocnych zmianach. Studiował zaocznie hotelarstwo i taka forma pracy bardzo mu odpowiadała. Uwielbiał gry komputerowe i namiętnie czytał czasopisma z grami.
    Pamiętam bardzo ładną dziewczynę , którą widywaliśmy często na dworcu. Na początku myślałem ze pracuje tam w jednym ze sklepów. Była zadbana i dość atrakcyjna. Z biegiem czasu coraz marniej wyglądała. Miki nam opowiedział jej historię, że uciekła z domu. Miała rodziców pracujących w filharmonii – byli muzykami światowej klasy, dziewczyna chodziła do szkoły muzycznej , typowa dziewczyna z dobrego domu. Miała wszystko co materialne i wydawałoby się że wszystko co duchowe. Kochający rodzice, chłopak na poziomie, wsparcie wśród rodziny. Wpadła w towarzystwo biorące heroinę zupełnie przez przypadek. Była na jakiejś imprezie na której poznała chłopaka , który ćpał. Wpierdzieliła się w nałóg i w przeciągu pół roku stała się prostytutką dworcową, postarzała się o co najmniej 15 lat. W 1997 roku znaleziono ją martwą przy peronach . Zaćpała się herą. Od momentu wejścia na dworzec do jej śmierci minął tylko jeden rok. Zmarnowane życie przez heroinę. My się bawiliśmy, ale te „sceny” dawały nam dużo do myślenia i sprowadzały nas na ziemię. Heroina degradowała człowieka i szczerze była plagą pod koniec lat '90, która przyczyniała się do wielu patologii i wpływu na pogorszenie komfortu życia w latach '90.

    #lata90 #gimbynieznajo #narkotykizawszespoko #dzordz
    pokaż całość

  •  

    Te piosenki z końca lat 80 czy początku 90, wprowadzają we mnie taką nostalgię i smutek za dzieciństwem i chuj wie czym. Taka pustka.
    #muzyka #feels #lata90

    źródło: youtube.com

  •  

    Przyznawać się, komu się jeszcze zdarza używać tego zwrotu?( ͡º ͜ʖ͡º)

    #gimbynieznajo #reklama #lata90

  •  

    Chojrak tchórzliwy pies - chyba najbardziej surrealistyczna bajka dzieciństwa. Chyba, że znacie inne :D ?

    pokaż spoiler #pytanie #bajki #gimbynieznajo #nostalgia #cartoonnetwork #lata90

    źródło: youtube.com

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #lata90

0:0,0:0,0:1,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:1,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:1