✨️ Obserwuj #mirkoanonim hejo! uprzedzam, że mo ze być trochę dużo do czytania.
Jestem chronicznie zmęczony i nieszczęśliwy, nie licząc jakichś pojedynczych momentów. Mam 28 lat, ponad 1,5 roku temu zawalił mi się 7 letni związek. Psuło się niestety od dłuższego czasu a zwieńczeniem tego było zerwanie dziewczyny, zrzucenie winy na mnie a po kilku miesiącach dowiedziałem się, że spotykała się z nowych gościem przez 2 miesiące przed zerwaniem i zaraz bodajże miesiąc po zerwaniu zamieszkali już razem. Mocno mnie to zdołowało, poczułem się ogromnie zdradzony oraz moje poczucie własnej wartości spadło bardzo nisko. Najgorsze, że prawie w tym samym czasie 2 moich dobrych ziomków/przyjaciół przeprowadziła się z partnerkami za granicę i zostałem tak naprawdę sam. Wynająłem wtedy sam kawalerkę ale po miesiącu wypowiedziałem umowę i wynająłem pokój - samotność i pustka rozwalały mnie od środka. Pierwszy rok od rozstania był k------o tragiczny. Po pracy prawie nie wychodziłem z domu - jedynie wychodziłem kilka razy w tygodniu na 1,5-2h spacery po mieście. Weekendowo odwiedzałem rodzinę albo piłem z kumplem (sam rzadko ale zdążyło się kilka takich weekendów). Nie poznałem wtedy żadnych nowych znajomych a tym bardziej dziewczyn. Tkwiłem w takim zasranym marazmie, nie miałem ochoty ani energii na nic.
Zaczęło się zmieniać na zeszłoroczną jesień, poznałem trochę znajomych kolegi i bardzo ich polubiłem. Niestety mieszkają 300km od mojego miejsca zamieszkania ale staramy się odwiedzać co 1,5 miesiąca. Jest generalnie lepiej ale dalej nie byłem chociaż na 1 spotkaniu z #tinder czy #badoo, niby mam lajki, kilkadziesiąt par ale co z tego jak nie potrafię napisać...a jak coś napiszę i jakimś cudem dziewczyna odpisze to kontakt się urywa po kilku wiadomościach... Dokucza mi ogromnie ta samotność, poprzedni rok wykończył mnie energetycznie i zrozumiałem, że potrzebuję kontaktu z ludźmi aby czuć się lepiej a zawsze uważałem się za zamkniętego w sobie introwertyka - ale jak jestem wśród tej małej grupki znajomych to zawsze dużo gadam, jestem szczęśliwszy, mniej się martwię.
Teraz jest niby lepiej ale dalej potrafię większość dni w tygodniu siedzieć w domu i robić jakieś bzdury na kompie. I tak mijają kolejne tygodnie...
Jak wyjść z tej p---------j "strefy komfortu" i przestać się przejmować, wychować jaja i próbować pisać do lasek? Byłem nawet wielokrotnie w klubach techno i czułem się tam świetnie! Ogromnie relaksuje mnie tam taniec - ale i tak dalej nie mogę się wtedy przełamać i zagadać do dziewczyn a kilka razy widziałem, że kilka mnie obserwowało i chociaż mogłem spróbować zagadać... Jak będzie tak dalej to będę już non stop samotny a tego nie chcę - strasznie brakuje mi znajomych/partnerki w życiu codziennym, w tygodniu. Ten weekend co 5 tygodniu, gdy widzę się ze znajomymi jest dla mnie bardzo szczęśliwy i oni sami widzą, że ciągle gadam, jestem wtedy rozrywkowy, pełen życia, morda mi się nie zamyka itp I wtedy jestem szczęśliwy a potem nadchodzi tydzień i znowu chodzę jak p--------y cień... Czuję, że życie mi ucieka przez palce.
Jak pokonać te cholerne przejmowanie się i nieśmiałość?
Myślę aby iść na terapię ale nie wiem czy ona jest konieczna, gdyż jak rozmawiałem z terapeuta w zeszłym roku stwierdził, że nie potrzebuje pomocy.
Staram się zmienić swoje życie, 4 miesiące temu zmieniłem pracę . zarabiam jak dla mnie w porządku jak na singla i miasto wojewódzkie tj. 7500 netto - wystarczająco aby przeżyć i pokorzystać z atrakcji miasta. Niestety nie mam vibe'u z ludźmi z pracy, każdy trochę inne zainteresowania i dogadujemy się w pracy ale wiem, że może być ciężko utrzymać jakąś prywatną relację.
Wiem, że problem jest w tym, że ostatnio raz randkowałem jak miałem 19 lat...i teraz to wszystko jest dla mnie jakieś obce. Przed była partnerką miałem krótko 3 dziewczyny i przeważnie one wykonywało pierwszy krok i reszta jakoś szła.
Zaplanowałem sobie takie kroki aby polepszyć sobie życie: 1. Dalej rozwijać się w pracy, gdyż jest ciekawa i dobrze płatna. 2. Zapisać się na jakieś zajęcia sportowe w grupie i chodzić 2x w tygodniu - zawsze to lepsza forma i mogę poznać kogoś nowego. 3. Uwielbiam chodzić na kluby i chcę poznać tam nowych ludzi + spróbować poderwać dziewczynę. 4. Tinder/badoo - umówić się w końcu na tę p--------e spotkanie... 5. Rozmowa z terapeutą. 6. Chyba najważniejsze - musze zniwelować moją nieśmiałość i zwiększyć poczucie własnej wartości Co mogę jeszcze zmienić? Jakieś porady? Wymiana Waszych doświadczeń?
Musisz pokochać i zaakceptować siebie, ale pierw musisz odpowiedzieć sobie na pytanie: kim tak naprawdę jesteś (nie chodzi tu o to, że jesteś człowiekiem, o twoje imię, czy inne dane osobowe lub rzeczy związane z twoim życiowym doświadczeniem, tylko naprawdę: kim jesteś?
@mirko_anonim: nie potrafię sobie wyobrazić kogoś kto chodzi na kluby i się tam dobrze bawi i jest jednocześnie nieśmiały. ja w sumie zagadywałem do dziewczyn losowo spotkanych, albo w sklepach albo na ulicy ale do klubów nie chodzę bo czuł bym się tam mega nieswojo i niepewnie.
a odpowiadając to tak, zapisz się na zajęcia sportowe w grupie, najlepiej jakieś sztuki walki z twardym trenerem, chyba że wolisz lżej i
@mirko_anonim: lubisz kluby, piszesz ze lubisz tanczyc a moze kurs tanca jeden lub kilka? przewaznie jest wiecej dziewczyn niz facetow, naprawde nie chodza tam same pary lubisz poznawac ludzi, wiec czemu nie
@mirko_anonim: z tych punktów co wymieniłeś ja realizuję wszystko+sport i podróże do tego. Kurs tańca to jest tragiczny pomysł beż pary, ja poszedłem i to był mega cring
W kontekście poznawania kobiet to proponuję do 30 się nie angażować i luźno podchodzić do relacji.
@pamareum: widzisz to musisz zapytac przed ja chodze na dwa z zona i na kazdym jest kilka dziewczyn bez patnera a jedna taka sliczna i mlodziutka a ostatnio dostala za partnera takiego grubego menela ze az mi jej zal bylo:(
@mirko_anonim: tez tak kiedys mialem i tak myslalem i wiesz co ? i jestem po rozwodzie i mam 2 dzieci z byla , to jest dopiero dramat, bylem na paru spotkaniach z tindera ale po info ze mam dzieci blokada odrazu, wiec ciesz sie z tego co masz. Ja tez moge narzekac, i wtedy przyjdzie facet ktory jest chory albo bez reki i powie ze wolal by byc na moim
hejo! uprzedzam, że mo ze być trochę dużo do czytania.
Jestem chronicznie zmęczony i nieszczęśliwy, nie licząc jakichś pojedynczych momentów.
Mam 28 lat, ponad 1,5 roku temu zawalił mi się 7 letni związek. Psuło się niestety od dłuższego czasu a zwieńczeniem tego było zerwanie dziewczyny, zrzucenie winy na mnie a po kilku miesiącach dowiedziałem się, że spotykała się z nowych gościem przez 2 miesiące przed zerwaniem i zaraz bodajże miesiąc po zerwaniu zamieszkali już razem. Mocno mnie to zdołowało, poczułem się ogromnie zdradzony oraz moje poczucie własnej wartości spadło bardzo nisko. Najgorsze, że prawie w tym samym czasie 2 moich dobrych ziomków/przyjaciół przeprowadziła się z partnerkami za granicę i zostałem tak naprawdę sam. Wynająłem wtedy sam kawalerkę ale po miesiącu wypowiedziałem umowę i wynająłem pokój - samotność i pustka rozwalały mnie od środka.
Pierwszy rok od rozstania był k------o tragiczny. Po pracy prawie nie wychodziłem z domu - jedynie wychodziłem kilka razy w tygodniu na 1,5-2h spacery po mieście. Weekendowo odwiedzałem rodzinę albo piłem z kumplem (sam rzadko ale zdążyło się kilka takich weekendów). Nie poznałem wtedy żadnych nowych znajomych a tym bardziej dziewczyn. Tkwiłem w takim zasranym marazmie, nie miałem ochoty ani energii na nic.
Zaczęło się zmieniać na zeszłoroczną jesień, poznałem trochę znajomych kolegi i bardzo ich polubiłem. Niestety mieszkają 300km od mojego miejsca zamieszkania ale staramy się odwiedzać co 1,5 miesiąca. Jest generalnie lepiej ale dalej nie byłem chociaż na 1 spotkaniu z #tinder czy #badoo, niby mam lajki, kilkadziesiąt par ale co z tego jak nie potrafię napisać...a jak coś napiszę i jakimś cudem dziewczyna odpisze to kontakt się urywa po kilku wiadomościach...
Dokucza mi ogromnie ta samotność, poprzedni rok wykończył mnie energetycznie i zrozumiałem, że potrzebuję kontaktu z ludźmi aby czuć się lepiej a zawsze uważałem się za zamkniętego w sobie introwertyka - ale jak jestem wśród tej małej grupki znajomych to zawsze dużo gadam, jestem szczęśliwszy, mniej się martwię.
Teraz jest niby lepiej ale dalej potrafię większość dni w tygodniu siedzieć w domu i robić jakieś bzdury na kompie. I tak mijają kolejne tygodnie...
Jak wyjść z tej p---------j "strefy komfortu" i przestać się przejmować, wychować jaja i próbować pisać do lasek? Byłem nawet wielokrotnie w klubach techno i czułem się tam świetnie! Ogromnie relaksuje mnie tam taniec - ale i tak dalej nie mogę się wtedy przełamać i zagadać do dziewczyn a kilka razy widziałem, że kilka mnie obserwowało i chociaż mogłem spróbować zagadać...
Jak będzie tak dalej to będę już non stop samotny a tego nie chcę - strasznie brakuje mi znajomych/partnerki w życiu codziennym, w tygodniu. Ten weekend co 5 tygodniu, gdy widzę się ze znajomymi jest dla mnie bardzo szczęśliwy i oni sami widzą, że ciągle gadam, jestem wtedy rozrywkowy, pełen życia, morda mi się nie zamyka itp
I wtedy jestem szczęśliwy a potem nadchodzi tydzień i znowu chodzę jak p--------y cień...
Czuję, że życie mi ucieka przez palce.
Jak pokonać te cholerne przejmowanie się i nieśmiałość?
Myślę aby iść na terapię ale nie wiem czy ona jest konieczna, gdyż jak rozmawiałem z terapeuta w zeszłym roku stwierdził, że nie potrzebuje pomocy.
Staram się zmienić swoje życie, 4 miesiące temu zmieniłem pracę . zarabiam jak dla mnie w porządku jak na singla i miasto wojewódzkie tj. 7500 netto - wystarczająco aby przeżyć i pokorzystać z atrakcji miasta. Niestety nie mam vibe'u z ludźmi z pracy, każdy trochę inne zainteresowania i dogadujemy się w pracy ale wiem, że może być ciężko utrzymać jakąś prywatną relację.
Wiem, że problem jest w tym, że ostatnio raz randkowałem jak miałem 19 lat...i teraz to wszystko jest dla mnie jakieś obce.
Przed była partnerką miałem krótko 3 dziewczyny i przeważnie one wykonywało pierwszy krok i reszta jakoś szła.
Zaplanowałem sobie takie kroki aby polepszyć sobie życie:
1. Dalej rozwijać się w pracy, gdyż jest ciekawa i dobrze płatna.
2. Zapisać się na jakieś zajęcia sportowe w grupie i chodzić 2x w tygodniu - zawsze to lepsza forma i mogę poznać kogoś nowego.
3. Uwielbiam chodzić na kluby i chcę poznać tam nowych ludzi + spróbować poderwać dziewczynę.
4. Tinder/badoo - umówić się w końcu na tę p--------e spotkanie...
5. Rozmowa z terapeutą.
6. Chyba najważniejsze - musze zniwelować moją nieśmiałość i zwiększyć poczucie własnej wartości
Co mogę jeszcze zmienić? Jakieś porady? Wymiana Waszych doświadczeń?
#samotnosc #zwiazki #niebieskiepaski #rozowe paski
#depresja #niesmialosc
─────────────────────
· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Wyślij anonimową PW do autora (niebawem) · Więcej szczegółów
· Zaakceptował: digitallord
· Autor wpisu pozostał anonimowy dzięki Mirko Anonim
Musisz pokochać i zaakceptować siebie, ale pierw musisz odpowiedzieć sobie na pytanie: kim tak naprawdę jesteś (nie chodzi tu o to, że jesteś człowiekiem, o twoje imię, czy inne dane osobowe lub rzeczy związane z twoim życiowym doświadczeniem, tylko naprawdę: kim jesteś?
─────────────────────
· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej
a odpowiadając to tak, zapisz się na zajęcia sportowe w grupie, najlepiej jakieś sztuki walki z twardym trenerem, chyba że wolisz lżej i
Nie dziwię się, że odeszła skoro po 7 latach była tylko dziewczyną. Przechodzony związek.
─────────────────────
· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Zaakceptował: digitallord
a moze kurs tanca jeden lub kilka? przewaznie jest wiecej dziewczyn niz facetow, naprawde nie chodza tam same pary
lubisz poznawac ludzi, wiec czemu nie
@mirko_anonim: z tych punktów co wymieniłeś ja realizuję wszystko+sport i podróże do tego. Kurs tańca to jest tragiczny pomysł beż pary, ja poszedłem i to był mega cring
W kontekście poznawania kobiet to proponuję do 30 się nie angażować i luźno podchodzić do relacji.
ja chodze na dwa z zona i na kazdym jest kilka dziewczyn bez patnera
a jedna taka sliczna i mlodziutka
a ostatnio dostala za partnera takiego grubego menela ze az mi jej zal bylo:(
@mirko_anonim: daj 2500 to cię nauczę xd