Wpis z mikrobloga

✨️ Obserwuj #mirkoanonim
Nie szukam porady. Właściwie to takie #zalesie, bo nie mam komu się wygadać. Od początku: ponad dwa lata temu zacząłem spotykać się z dziewczyną (niech będzie Martyna, imię zmienione). Ja (wtedy) 30 lvl, ona 26. Realia #polskapowiatowa, chociaż Polska A, nie Polska B, ona z powiatego, jak z miejscowości podmiejskiej. Z charakteru i wyglądu mi odpowiadała, sądziłem, że ja jej też. Po niecałych trzech miesiącach naszej znajomości miała wypadek samochodowy i wylądowała na wózku inwalidzkim. Nie chcę wchodzić w szczegóły medyczne, w uproszczeniu: na szczęście lekarze twierdzili, że przy odpowiedniej rekonwalescencji i po kilku operacjach kiedyś wróci do pełnej sprawności, a przynajmniej jest na to bardzo duża szansa. Na początku przyszłego roku ma mieć operację, która jeśli wszystko pójdzie dobrze i przy odpowiedniej rehabilitacji, umożliwiłaby jej powrót do pełnej sprawności. Po wypadku, mimo że nasza związek był dość świeży, zostałem z nią. Jej rodzice mnie bardzo polubili, szczególnie ojciec kilka razy mówił, że mnie szanuje za moją postawę, bo dziewięciu na dziesięciu, zrobiłoby odwrotnie. Pomagałem opiekować się nią, w domu jej rodziców spędzałem więcej czasu niż swoim, woziłem po lekarzach, latałem koło niej, jak tylko mogłem. Zdarzały się sytuacje, że trzeba było ją zawieść do miasta oddalonego o kilkaset kilometrów i brałem wolne (większość mojego urlopu szła na opiekę nad nią, o żadnych wczasach nie było mowy z wiadomych względów, wmawiałem sobie, że wszystko sobie odbijemy, jak już wróci do zdrowia), czasami nawet urlopy bezpłatne, bo te płatne już wykorzystałem i ją zawoziłem. Zdarzało się, że po pracy jechałem od razu do niej, jechałem z nią na konsultację medyczną, po powrocie dalej się nią zajmowałem. Szedłem spać trzecia, czwarta nad ranem, a po szóstej musiałem wstawać do pracy. I to nie były pojedyncze przypadki. Byłem tym momentami już zmęczony, moje życie poza pracą ograniczało się w większości do pomocy dla Martyny, ale gdzieś tam z tyłu głowy miałem, że musiałem ją wspierać. Pomagałem jej finansowo, ile mogłem. Ogólnie nasza relacja przebiegała dość poprawnie, były pewne ograniczenia związane ze stanem jej zdrowia, ale sama często mówiła, że gdy już wyzdrowieje, to wszystko nadrobimy, chociaż staraliśmy się żyć jak normalna para.
W lipcu tego roku Martyna dowiedziała się, że rokowania są na tyle dobre, że następna operacja będzie tak naprawdę postawieniem kropki nad i (byłem razem z nią na konsultacji medycznej, doktor żartował, żeby już sobie zamawiała buty do tańczenia). Oczywiście wiadomo, że powrót nie nastąpiłby z dnia na dzień, ale wszystko zmierza ku dobremu. Przez kilka dni miała niesamowicie dobry nastrój, ale później miałem dziwne wrażenie, że zaczęła mnie traktować trochę na dystans. Na początku września jedna z jej przyjaciółek chlapnęła coś w stylu: „że traktujesz relację zbyt poważnie, a przecież niedługo może nie będziecie już razem”. To nie jest cytat dosłowny, ale sens zdania zachowałem. Wtedy nie bardzo się tym przejąłem, chociaż na swój sposób utkwiło mi w pamięci, jednak uważałem, że podjeżdżało to pod licealną dramę, a jestem już na to za stary. Tydzień później jej następna jej koleżanka, a właściwie najlepsza przyjaciółka, powiedziała przy mnie i Martynie mniej więcej tak: „że jak Martyna wróci do zdrowia i nie będziecie już razem, to się wreszcie wyszaleje”. To mi się nie spodobało. Zobaczyłem, że Martyna rzuciła swojej koleżance spojrzenie, jakby się wygadała z tajemnicy i zbyła to krótkim zdaniem, że gadała głupoty. Tym razem jednak lampka ostrzegawcza zapaliła mi się w głowie, chociaż nie skomentowałem tego w żaden sposób. Gryzłem się z tym parę dni. Jestem przeciwny sprawdzaniu wiadomości drugiej połowy, ale w końcu nie wytrzymałem. Jej hasło do telefonu znałem już od dawna, ale nie chciałem tego używać, no nie pochwalam takiego zachowania. Przyszło mi do głowy, że może próbowała znaleźć sobie kogoś na boku, chociaż wiedziałem, że jej stan zdrowia oraz moja częsta obecność nie za bardzo jej to umożliwiało. Przejrzałem jej Messengera i nie mogłem uwierzyć. Nie, nie miała romansu z nikim na boku, ale w wiadomościach do swoich koleżanek przedstawiała mnie jako frajera, nieudacznika, idiotę, kogoś, kogo ma dość i jedyny plus ze mnie był taki, że miał kto się nią zajmować. Gdyby była zdrowa, to już dawno zakończyłaby ze mną znajomość. Napisała nawet wiadomość do swojej koleżanki, że pierwsze co zrobi, po powrocie do zdrowia, to zmieni chłopaka na lepszy model. Nie chciałem o tym nawet dyskutować, od razu wyszedłem z domu jej rodziców bez słowa. Dostałem za kilka minut wiadomość, gdzie się podziałem, zbyłem ją tylko krótkim, że musiałem iść. Próbowała się dowiedzieć, co się stało, ale ją zbywałem. Na drugi dzień, gdy już trochę przewietrzyłem głowę, zadzwoniłem do niej i wygarnąłem jej wszystko. Nie powiem, że liczyłem na odruch żalu z jej strony, ale na jakikolwiek znak, zamiast tego zrobiła mi awanturę, jak mogłem przeglądać jej prywatne wiadomości. Celowo zbywała wszelki moje próby powrotu do właściwego tematu. Miałem już dość. Powiedziałem, że to koniec i zrywam z nią, a szukanie nowego chłopaka może zacząć już teraz, będzie miała więcej czasu. Rozłączyłem się. Próbowała do mnie dzwonić. Nie odbierałem. Zaczęła mi wysyłać wiadomości na Messengerze i dopiero wtedy trochę zmiękła. Zaczęły się wszelkie możliwe tłumaczenia, że to były żarty, że źle to zrozumiałem, że przez wyrwanie z kontekstu to tak dziwnie brzmiało, że wcale nie ma takiego zamiaru, że po moim odejściu jej życie straci sens, że to ja szukałem powodu, żeby ją zostawić, bo jest niepełnosprawna i mój ulubiony: bo pewnie mam jakąś na boku, tylko z litości teraz z nią byłem, a ona chciała poczuć się normalnie (cokolwiek by to miało znaczyć i od razu mówię – przez cały czas byłem jej wierny) i jeszcze szereg innych. Nawet pisała, że co teraz rodzicom powie. Przez najbliższe dni próbowała mnie urabiać, zaangażowała nawet swoje koleżanki i zaczęły się różne podchody. Po czterech dnia jej rodzice zaczęli się interesować, czemu już nie przychodzę. Wcześniej też zdarzały nam się kłótnie, ale zazwyczaj na drugi dzień zaciskałem zęby i udawałem, że nic się nie stało, bo Martyna jest chora. Tym razem nie miałem zamiaru odpuścić. Postawiłem warunek, że będę skłonny przemyśleć swoją decyzję, jeśli powie swoim rodzicom prawdę. Nie wiem, czy tak dokładnie było, ale zakładam, że powiedziała wersję przynajmniej nieszkodliwą dla mnie, bo jej rodzice nie próbowali interweniować (poznałem ich na tyle, że gdyby było inaczej, na pewno by się do mnie odezwali). Więcej, mój kuzyn pracuje razem z jej ojcem, w rozmowie z nim (jej ojciec) powiedział, że nie jest w stanie zrozumieć głupoty swojej córki.
Nie powiem, że byłem skłonny zmienić swoją decyzję o rozstaniu, ale jej urabianie zaczynało działać. Już nie byłem tak radykalny w swoim postanowieniu o zakończeniu związku i zaczęły mi się pojawiać w głowie myśli, że może to źle zinterpretowałem, że to było zbyt pochopne itd. Zmiękłem. Niestety albo stety w pierwszą sobotę po rozstaniu wysłała mi wiadomość w stylu: „że gdyby nie jej wypadek, pewnie już byśmy nie byli razem, bo zaczęła się ze mną spotykać dlatego, że akurat byłem pod ręką i nie miała nikogo innego, a nie jestem mężczyzną, o którym śnią kobiety i jedyna dobra rzecz, jaka ją spotkała przez wypadek, to że dalej jest ze mną”. Nie wiem, może myślała, że mnie w ten sposób urobi, ale tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że ma mnie za frajera, którego może wykorzystać. Po czasie chyba zrozumiała jak to zabrzmiało, bo wysyłała kolejne tłumaczenia. Miałem jej już definitywnie dość. Nie odpisałem, tylko zablokowałem ją wszędzie, gdzie się dało. Próbowała nawiązać ze mną kontakt innymi sposobami (wspólni znajomi na fb, dzwoniła do mnie z innych numerów telefonów), ale albo nie odpisywałem, albo jak słyszałem jej głos, od razu się rozłączałem. Trzy dni temu napisała wiadomość z telefonu ojca, że błaga o pięć minut rozmowy. Nie powiem, że za nią nie tęskniłem. Zgodziłem się. Najpierw próbowała mnie przekonać, że powinniśmy spotkać się w cztery oczy i wszystko wyjaśnić, bo to jedno wielkie nieporozumienie. Nawet jej na to nie odpowiedziałem. Później zaczęła płakać przez telefon, że bardzo jej mnie brakuje i za mną tęskni. Powiedziałem jej, że to nie za mną tęskni, tylko za frajerem, który by koło niej latał, a poza tym będzie miała co wciskać nowemu gachowi i brać go na litość, jak to źle ze mną było i ją zostawiłem w potrzebie. Rozłączyłem się. Może trochę przesadziłem, ale nie żałuję. Od tamtej pory już nie próbowała nawiązać ze mną kontaktu. Skłamałbym, że nie boli mnie nasze rozstanie i za nią nie tęsknię. Bardzo jest mi jej żal jako człowieka, bo widziałem, przez co musiała przejść, ale nie jest mi w ogóle jej szkoda jako mojej byłej dziewczyny. Najbardziej boli mnie jednak, że dałem z siebie zrobić takiego frajera. Latałem koło niej jak głupi, a ona miała mnie za śmiecia. Nie wiem, czy udało mi się to zawrzeć w tekście, ale właśnie największy nacisk kładła na to, że teraz jej nie pomogę, a nie na moje uczucia.
Jak mówiłem, nie piszę tego dla porad, po prostu chciałem się tego wyzbyć z głowy. Nie ma opcji, żebym do niej wrócił, nawet gdyby całkowicie ozdrowiała i wtedy to zaproponowała, to i tak jej odmówię (chociaż wiem, że nigdy z jej strony takiej propozycji nie usłyszę).
#zwiazki #niebieskiepaski #rozowepaski #logikarozowychpaskow #samotnosc #rozstanie #logikaniebieskichpaskow

〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰
· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Opublikuj swój własny wpis: Mirko Anonim
· Zaakceptował: razzor91

  • 23
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

to jest właśnie często grana na wykopie śpiewka: "ja jej tak pomagałem a ona mnie olała. i cała moja pomoc, cały ten czas jak krew w piach"
nie po to się pomaga żeby zarobić jakieś punkty które można wymienić na wierność czyi uczciwość aż do śmierci

czas który z nią spędziłeś nie jest stracony bo dobrze się czułeś z nią i bzikałeś aż leciały iskry i nie uważałeś wtedy że tracisz czas,
  • Odpowiedz
@mirko_anonim: Hm znam taki przypadek z autopsji, kobieta zachorowała leżała w szpitalu X miesięcy, facet przychodził, doglądał itd. A jak wyszła to po miesiącu go pogodniła. Swoją drogą, był nieco przewrażliwiony na swoim punkcie. Ale twoja historia nie jest bardzo oryginalna. Potraktuj to jako wydarzenie, pomogłeś komuś kto na to nie zasługiwał i tyle.

Tak jak w biblii - dobry samarytanin.
  • Odpowiedz
  • 0
@mirko_anonim wg mnie sporo zainwestowałes w tą relację, a zakończyłeś na podstawie kilku niedomówień i jakiegoś gdybania. Dobrze by było jednak spotkać się w 4 oczy i sobie to wszystko domówić. Bo jeżeli nadal oboje do siebie tęsknicie a jakieś pierdoły was poróżniły to chyba coś jednak poszło złymi torami. A koleżaneczki to od razu odetnij.
  • Odpowiedz
@mirko_anonim: Baba nie podniecała się na twój widok i tolerowała cię jako chłopa co wychodził związek, ale namiętności to tak nie było, kolezaneczki też cię nie zaakceptowały jako samca rozpłodowego więc mogłeś być tylko beciakiem....

Więc lepiej dla ciebie że tak się stało
  • Odpowiedz
@heniek_8: Ale chłop wyraźnie napisał, że kupę czasu poświęcił nie na bzykanie, tylko latanie po szpitalach, urzędach, miastach itp. To nie jest mile spędzony czas, to poświęcanie własnego czasu dla kogoś innego. No i dobra, próba przehandlowania swojego czasu na przyszłą wierność itp. może być trochę naiwna, ale chyba dzielenie się pomocą z kimś naturalnie powinno budować w stosunku do tej osoby uczucie przywiązania i miłości? W sensie, po co
  • Odpowiedz
via mirko.proBOT
  • 1
aktywny-twórca-35: Nie wiem czy bait czy nie ale ja też kiedyś pomagałem dziewczynom 1, 2 i za 3, byłem na zawołanie, jak mnie potrzebowały, za każdym razem po zerwaniu coś we mnie pękało aż za 3 pękło i tak jakbym umarł w środku, słabo było ze mną przez półtora roku ponad. No także każda jest taka sama, tęsknota jedynie mnie dobijała przy ostatniej bo kurde no traktowałem sam siebie jak śmiecia
  • Odpowiedz
@mirko_anonim: Mega przykro czyta się takie wpisy, doradzać też nie bardzo jest co, bo sprawa jasna. Po prostu życzę Ci wszystkiego dobrego, bo to jak się zachowałeś w opisanej sytuacji jest godne podziwu, nawet jeśli dziewczyna nie potrafiła docenić, co dla niej zrobiłeś.
  • Odpowiedz
via mirko.proBOT
  • 6
przykładny-narrator-20: Teraz już nawet nie próbuj do niej wracać. Sytuacja wygląda następująco: rozstając się w ten sposób, gdzieś tam z tyłu głowy do niej dotarło, że może jednak nie jesteś beciakiem stąd jej błagalne próby kontaktu z tobą (jej potrzeby związane opieką nad nią to swoją drogą), ale w momencie gdy się zgodzisz na powrót tylko ją utwierdzisz w przekonaniu, że tym beciakiem jednak jesteś i wtedy po jej powrocie do
  • Odpowiedz
via mirko.proBOT
  • 1
powściągliwy-optymista-33: Współczuję
byłam straszną frajerką i bardzo dużo zrobiłam i poświęciłam wysiłku dla byłego, a on wciąż miał jakiś problem zdrowotny, którym uprzykrzał każdemu, a sam nic nie robił w kierunku aby zmienić - a wystarczyły rehabilitacje.
Miałam przy zrywaniu te same rozterki co Ty i finalnie zacisnęłam zęby i zerwałam. Dopiero pół roku po zakończeniu zdałam sobie sprawę jaka byłam tym związkiem umęczona, jak długo musiałam się regenerować i często jest tak,
  • Odpowiedz
via mirko.proBOT
  • 0
solidny-mediator-98: W sprawie bycia beciakiem schrodingera to ogólnie racja, ale gdyby po jej powrocie do zdrowia chciałaby jednak wrócić, wziąłbym ją na kilkumiesięczną kwarantannę i wtedy się zgodził. I to jest jedyny przypadek, gdzie powrót jest możliwy

〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰
· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Zaakceptował: digitallord
  • Odpowiedz
via mirko.proBOT
  • 1
✨️ Autor wpisu (OP): Dziękuję za wszystkie komentarze i porady. Wiem, że napisałem, że to #zalesie, ale sami rozumiecie. Jeśli chodzi tu o wszystkie kwestie związane z #redpill czy #blackpill to nie do końca jestem odpowiednią osobą do wypowiadania się, bo aż do ostatniej dziewczyny nie miałem większych problemów z płcią przeciwną, dopiero teraz po raz pierwszy spotkałem się z takim podejściem do mnie,
  • Odpowiedz
@mirko_anonim: Mnie to jakoś nie przekonuje. Wszyscy kradną to ja też? Co to w ogóle ma być, że traktowanie swoje chłopaka jak śmiecia (owszem, za jego plecami, co chyba jest nawet gorsze) to normalność? Potraktowałeś jak szmatę osobę która jak szmatę traktowała cię w gronie swoich znajomych, bo co, wytknąłeś jej ten fakt?

Moim zdaniem zbyt dużo się odwaliło. Są dwie możliwości, okłamuje albo ciebie albo swoje przyjaciółki. Sądzę, że
  • Odpowiedz
via mirko.proBOT
  • 0
rozważny-poszukiwacz-95:

Nie, nie miała romansu z nikim na boku, ale w wiadomościach do swoich koleżanek przedstawiała mnie jako frajera, nieudacznika, idiotę, kogoś, kogo ma dość i jedyny plus ze mnie był taki, że miał kto się nią zajmować.


@mirko_anonim: ale Ty uwazasz inaczej? Ja uwazam tak samo. 0 wlasnych granic, 0 wlasnych celow, 0 siebie.
Oddales wszystko za darmo albo liczac na
  • Odpowiedz
Słany b8. Już widzę jak koleżaneczki wypalają z tekstem "jak już nie będziecie razem' piękna historia o bialorycerzu ratującym straszna i zła p0lke. Idealne do nareacji wykopowej. 2/10 bo odpisałam
  • Odpowiedz