Wpis z mikrobloga

✨️ Refleksja po 6 miesiącach trzeźwości: Jak a-----l wpłynął na moje życie
Refleksja osoby niegdyś mocno nadużywającej alkoholu - dla zastrzyków dopaminy, po 6 miesiącach na trzeźwo.

Nie rzuciłem alkoholu z powodu zdrowia, problemów społecznych etc. (byłem i jestem zadowolonym z życia i zdrowia 35-latkiem), a po prostu z powodu zdania sobie sprawy, że stał się on dla mnie integralną częścią szczęścia, radości w życiu.

Nigdy nie piłem z powodu zmartwień, stresów itp. Mniej więcej po studiach a-----l stał się stale obecnym i błyskawicznym magicznym włącznikiem bardziej kolorowego, ciekawszego, pozbawionego nudy świata. Jakieś 2 lata temu zorientowałem się, że do rzeczy, aktywności, których wcześniej nie potrzebowałem alkoholu, nagle % są "wymagane". Dla przykładu: moja pasja - narty zjazdowe - od kilku lat większość czasu jazdy na nich wiązało się z byciem pod ciągłym wpływem 2 piw lub setki. Kiedy jeździłem na trzeźwo, brakowało mi czegoś, tego "flow". Podobnie ze zwyczajnym oglądaniem filmu wieczorem, spacerem samotnie po lesie itp., spotkaniem z kumplami lub kolacją z żoną.

Przecież jeszcze 5 lat temu i wcześniej, nie musiałem wypić, by mieć 100% fun z takich rzeczy jak wspomniałem. A jeszcze większy strach wywołało to, że skoro obecnie potrzebuję etanolu, to permanentnie "przeprogramowałem" swój mózg i od teraz bez alkoholu nie będę potrafił się czymś w pełni cieszyć, ekscytować i mieć po prostu radość z tu i teraz. Że nawet po odstawieniu alkoholu, będą czuł pustkę.

I o dziwo - tak się nie stało. Dość trudne były pierwsze dni. Ta pustka była silna, musiałem walczyć ze sobą by nie sięgać po szkło (zwłaszcza w chwilach, gdy nic się nie działo). Objadałem się słonym i słodkim by dostarczyć dopaminy i zagłuszyć myśli o piciu. Ale o dziwo już po kilku tygodniach to zaczęło mijać. Po miesiącu już tylko czasem pojawiła się myśl "a może by było jeszcze ciekawiej coś wypić, zrobić sobie fajny lekki rausz?". Kiedy przychodziła, zbierałem się w sobie i wmawiałem sobie, że przejdzie. Nie dyskutowałem z tą myślą. I po kilku minutach, kwadransie przechodziła. A jak następnym razem wracała, to była słabsza itd. itd.

Ale co najważniejsze - i dlatego to piszę (bo mi samemu brakowało takich słów pół roku temu, wówczas pomogła rozmowa ze... #sztucznainteligencja #ai ;)): NIE odczuwam permanentnej konieczności napicia się, ani nawet stałej ochoty na %, kiedy jeżdżę na nartach, spotykam się ze znajomymi czy czytam książkę. Takie myśli się pojawiają, i pewnie pojawiać się będą już zawsze, ale obecnie nie są wcale groźne i mi nie przeszkadzają.

Wiem, że u niektórych #alkoholizm to poważniejszy problem i trudniejsza droga w odejściu od nałogu, ale u mnie (i być może u innych, którzy podobnie jak i ja a-----l kojarzą/kojarzyły z magicznym włącznikiem bardziej ekscytującego życia) udało się zaskakująco prosto. W gruncie rzeczy, kilka razy przez ostatnie parę lat podchodziłem do rzucenia alkoholu, ale sukces przyszedł dopiero w październiku 2025, kiedy przekroczyłem jakieś 2-4 tygodnie na trzeźwo (taki okres czasu nie zdarzył mi się, od kiedy jakoś w 23 roku życia zacząłem pić regularnie... ;)) i mózg przestał nierozerwalnie wiązać radość z alkoholem.

BTW. Igrzyska #mediolan2026 były pierwszymi (poza dzieciństwem), które oglądałem w pełni na trzeźwo. I o dziwo podobały mi się nawet bardziej niż te minione ;)

#alkoholizm #a-----l #trzezwosc #zdrowie

〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰
▶︎ Obserwuj nasz tag #mirkoanonim
〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰
· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Opublikuj swój własny wpis: Mirko Anonim
· Zaakceptował: Dipolarny

❤️ Projekt mirko.pro działa dzięki wsparciu użytkowników. Wspomóż projekt

  • 4
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@mirko_anonim: Miałem podobnie, po wielu latach popijania codzienność bez piwkowania była nudna. Początek był trudny, ale po kilku miesiącach chęć chlania puściła całkowicie. Teraz nie chcę, nie potrzebuję, nie muszę. Organizm się odzwyczaił. :)
  • Odpowiedz
via mirko.proBOT
  • 0
sukcesywny-filantrop-75: @mirko_anonim: Zazdro. Ja nie piję już ok. 2,5 roku, od października 2023. I co? I nic. Żadnego dupościsku nie miałem, żadnej deliry, słabszego dnia. To przyszło zaskakująco sprawnie. Ale czy widzę jakąś pozytywną zmianę, jestem z tego dumny czy coś? Nie. Bardzo pozytywnie wspominam czasy picia, a teraz czasów nie ma. Po prostu.
Żyje normalnie, alko jak zostawiłem te 2,5 roku temu w lodówce to stoi dalej, piwa już
  • Odpowiedz