Wpis z mikrobloga

✨️ Jak poradzić sobie z kryzysem życiowym?
To w jakim beznadziejnym miejscu w życiu jestem to wina moja i fatalnych wyborów oraz pecha.

Pierwsze 20 lat mojego życia to był lajcik. W domu się powodziło - nie milionerzy lat 90 ale no biednie też nie było. Kryzys bezrobocia początków stulecia obszedł bokiem. 2008 też na miękko. Ja całe życie na lajciku. W szkole "zdolny ale leń", podstawówka na 5-6, gimnazjum na 4-5, liceum na 3-4. Matura spoko. #rozowepaski były od podstawówki a w Liceum pierwsza na poważnie (dziś żona...). Jedynie w latach 1998-2005 matka regularnie chleje tak co 3 miesiące ale cały tydzień nie mam mamy. Trudno.

Matura 2012 i w zasadzie koniec

Jesień 2013 bankrutują rodzice. Komornik zabiera mieszkanie, wyprowadzamy się do jakiegoś gówna zagrzgbiałego. Ja zaczynam studia. Gównostudia z Administracji. Potem w latach 2013-2015 przeprowadzamy się łącznie 6 razy. Ale ostatecznie kończy sie dobrze, bo mieszkanie komunalne - można odetchnąć. Ja w trakcie studiów łapie prace marzeń - prowadzenie zajęć. W 2013 dostaje 700 zł miesięcznie, to przy minimalnej na poziomie 1200 hajs, który pomaga mi i rodzinie.

2015. Kończę licencjat, nic nie umiem, kierunek zbyt ogólny. Nie mam specjalistycznej wiedzy - ide do pracy, najpierw g---o, potem callcenter i trafiam na byle biurowego ciecia w duzej firmie zagranicznej w 2016. Jestem w niej do dzisiaj. Byłem na 40 rozmowach, nikt nigdy nie płacił więcej. Więc tak tkwię. 5200 netto. Szału nie ma. Szacunek mam ale nie w księgowości i u dyrektora lokalnego (na szczęście u głównego mam szacun).

2018 wyprowadzam sie z #rozowypasek po najniższej linii oporu, choć czuje, że to zły pomysł. Do lokum jej rodziców. Ona została na magisterce w 2017 zaczyna pracę. W 2021 jest już bez pracy. Pozwalam zostać w domu, bo wtedy moja pensja dorasta do średniej krajowej, bez kredytu mamy i tak górkę. Bo przecież dalej robię te zajęcia.

2023 rodzi sie dziecko. Chwile potem wpadają jej rodzice, że sprzedają te lokum i nas przenosza do swojej wsi 20 km od miasta. Nie mogę się z tym pogodzić. Zostały mi 3 tygodnie i moje życie wywróci się do góry nogami. Masakra.

To wszystko moja wina.
Odpuściłem jakiekolwiek ambicje na rzecz "łatwo". Całe lata 20-te na fuksie i na wyjebce. Po pracy chill i relaks. Inwestycja 100% siebie w związek. I w zasadzie jestem nikim, mogę nic i nawet już mi się nic nie chce. Gdyby nie dziecko to bym zrobił magika, ale za bardzo kocham, za bardzo czuje tę rolę, której się poświęcam, by to zrobić.

Mam plan. Dociagnąć do wieku, gdy dziecko mnie już nie będzie tak mocno potrzebowało, bo zacznie rozwijać swoje skrzydła i odlecieć w swoią stronę. Zacznę od nowa. Duże miasto, inna praca, focus na siebie i na rozwój. Inaczej umrę na tej wsi.

Jestem słaby, jestem kiepski, nie mam motywacji. Dno.

#oswiadczenie #zycie #zwiazki

〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰
▶︎ Obserwuj nasz tag #mirkoanonim
〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰
· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Opublikuj swój własny wpis: Mirko Anonim
· Zaakceptował: mkarweta

💚 Dzięki Twojej dotacji możemy utrzymać projekt i wprowadzać nowe funkcje! Wspomóż projekt

  • 13
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@mirko_anonim: nie p-----l płaczku tylko już teraz zacznij się ogarniać. Jak dziecko wyfrunie stwierdzisz że za stary jesteś,a poza tym już się przyzwyczaiłeś do robaczego rzycia
  • Odpowiedz
@mirko_anonim: Caly post narzekania na bycie slabym i unikaniu trudnosci, po czym na koniec "MAM PLAN", żeby s--------ć bo jestem slaby i chce unikac odpowiedzialnosci.
powodzenia mordo, przy takim podejsciu do zycia to nawet mi nie szkoda
  • Odpowiedz
@mirko_anonim: całe życie przeszedłeś na lajcie to logiczne że jesteś leniem i dalej tez tak przeżyjesz. Teraz płaczesz bo żyjąc na lajcie się kończy.
Mój kuzyn pracuje w urzędzie celnym i codziennie dojeżdża do pracy 110km w jedną stronę od 17 lat. Gosc ma 63 lata.
Zarabia dobrze ale zasuwa dzień w dzień.
Tobie świat się zawalił bo 20 km bedziesz dojeżdżał. Zamieszkaj w robocie.
Całe życie bumelowanie po chałupach
  • Odpowiedz
@mirko_anonim: ogarnij sobie uklad nerwowy, jak ktos wyzej napisal nie byłeś przyzwyczajony do przeszkód i musisz sobie teraz z tym poradzi, ludzki mózg jest neuroplastyczny. Powodzenia. I nie myśl tyle o tym, co będzie ani co było, poczuj to co jest teraz. Jak chcesz sie zahartowac to polecam jakas trudna trase wspinaczkowa na jakis trudny hiking, to sie mysli wtedy o przetrwaniu. Najwiecej do ogarniecia masz w swojej glowie
  • Odpowiedz
@mirko_anonim: zmiany nawyków czy przyzwyczajeń jest trudne ale nie jest to niemożliwe do zmiany. Wcześniej miałeś życie gdzie nic nie musiałeś i w sumie zadroszcze trochę takiego życia, ale wszyscy ludzie w którymś momencie życia muszą wziąć odpowiedzialność za siebie i próbować się dostosować do życia by po prostu przeżyć. Warto zacząć od mniejszych zmian i próbować coraz większych by w końcu dojść do momentu gdy nie będziesz się musiał
  • Odpowiedz
via mirko.proBOT
  • 0
organizacyjny-znawca-39:

zmiany nawyków czy przyzwyczajeń jest trudne


@Kitku_Karola: to jest ogólnie kwintesencja przedsiębiorczości , więc jak takie rzeczy są trudne to zostaje się pogodzić z bieda a może
  • Odpowiedz
@mirko_anonim: trudne nie znaczy ze nie możliwe. Często trudność polega na tym by wstać z kanapy i coś zrobić, bo to coś często samo w sobie jest łatwe ale najtrudniejszym przeciwnikiem jest lenistwo, ruminscje o porażce zanim cokolwiek się zacznie lub brak motywacji do zmian. Ja się nigdy nie umiałam pogodzić z ubóstwem a przedsiębiorcza nie jestem a mimo to odbiłam się od dna, więc myślę że inni też mogą
  • Odpowiedz