#rozkminkrzaka No co no - woda najczęściej, ziemia woda. Halucynacja, hemoglobina, dwutlenek węgla, fotoluminacja taka sytuacja.

  •  

    Z racji, że minęło mi już 10 lat na tym portalu to małe i pierwsze #rozdajo. Biorą udział pulsujący.

    Oddaję w dobre ręce 100 miliardów dolarów (100 000 000 000 000). Zielonki nie biorą udziału.
    Dodatkowo nie bierze udziału grupa, która wskażecie w komentarzu i dostanie najwięcej plusów (np. #rozowepaski #niebieskiepaski #bekaztransa czy inna grupa, może uda mi się to jakoś ogarnąć ( ಠ_ಠ))

    Wysyłka na mój koszt

    #wykop #10yearschallenge #waluty #banknoty
    pokaż całość

    źródło: DSC_1046.JPG

  •  

    #wlasnafirma #dzialalnoscgospodarcza

    Mirki miruny - potrzebuję pomocy, bo moja księgowa jest bulwą i idzie do wymiany.

    Założyłem DG w listopadzie, przeważająca ilość kodów PKD jest związana z rękodziełem, sprzedażą i sprzedażą hurtową wyrobów własnych. Mam aktualnie ogólną rozwałkę, a naprawdę chciałbym już wszystko przygotować do sprzedaży, bo mam masę wykonanych przedmiotów.

    Po pierwsze: Inwentaryzacja. Nic nie robiłem pod tym kątem, jak zawsze jest to mój błąd, że już na początku nie zrobiłem remanentu początkowego, dopiero teraz doczytuję, że powinienem. Mam masę rzeczy które kupowałem w okresie kiedy jeszcze nie miałem działalności - w głównej mierze pigmenty, żywicę i złom zegarmistrzowski.

    Od inwentaryzacji chcę zacząć pchanie spraw do przodu, później zostaje mi dokończenie strony internetowej + nadanie kodów + stany magazynowe (bo robi mi się naprawdę dużo rzeczy a nie chcę się w przyszłości w tym jeszcze bardziej gubić) + kasa fiskalna bo jestem Vatowcem (przez jeszcze inną gałąź DG którą wykonuję jednocześnie)

    Jakieś rady? Jest ktoś we #wroclaw komu mógłbym postawić piwo i mógłbym porozmawiać z nim/ z nią nt. przez mirko, albo na żywo? Muszę zacząć ruszać z większego kopyta, skupiłem się na pracy w warsztacie, później świętach, szpitalach, problemach finansowych i 3 pracach naraz, a teraz czuję, jeden wielki sajgon który chcę zacząć powoli sprzątać.

    Za każdą radę z góry dzięki ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #rekodzielo #pytaniedoeksperta
    pokaż całość

    +: Shagot
    •  

      @Wychwalany:

      Jeżdżę jednocześnie autem, przewóz osób/rzeczy, współpracuję z firmami na B2B więc wystawiam im faktury i taki był wymóg współpracy.

      Ale chciałbym od tego uciec, chciałem się już od dawna zająć rękodziełem na większą skalę, stąd zresztą te pytania.

      Co do 20k - myślę, że to przekroczę. Tak jak pisałem, jednocześnie będę prowadzić hurtową sprzedaż po sklepach, w perspektywie roku to co najmniej 10k na wszystkie miesiące + eksport + sprzedaż internetowa.

      Kosztów własnych nie mam dużych, choć z czasem na pewno będą większe, już widzę, że z czasem będę korzystać z droższych półproduktów które mógłbym odliczać, tak samo koszt żywicy, auta itp.
      pokaż całość

    •  

      @dudi_: Czyli w moim wypadku w ogóle nie ma sensu się ładować w kasę (ಠ‸ಠ)

      Jutro muszę spytać księgową czemu forsowała ten pomysł w takim razie, bo u mnie wszystko będzie się odbywać poprzez stronę internetową + fv za hurt.

    • więcej komentarzy (16)

  •  

    Cz. 3 #rozkminkrzak - bardzo chaotycznej opowieści o tym jak to się stało, że zająłem się rękodziełem.

    Tak jak już wcześniej pisałem, gdy miałem te 20 lat i wróciłem do rodzinnej miejscowości na Podhalu z pracą było ciężko w tym regionie, w szczególności dla kogoś kto nie miał doświadczenia tylko wielkie plany i niezbyt dużo oleju w głowie. Po wypadku który zaliczyłem skończyło się jeżdżenie po 12-14h w pizzerii, zacząłem szukać czegoś innego, oczywiście łącząc to z dalszymi wypadami - bo to właśnie wypady z przyjaciółmi dawały mi energię do działania.
    No ale praca w tartaku mnie nie interesowała, do biurowej się nie nadawałem, u Ojca w firmie od początku nie chciałem iść zaś interesujące mnie firmy miały od lat komplet pracowników i brak wolnych miejsc.

    A ja chciałem zarobić. Z allegro w tamtym okresie mocno przystopowałem, nie miałem już tylu okazji co kiedyś, nie przeglądałem na bierząco jak rynek się zmieniał i zwyczajnie wypadłem z obiegu, dodatkowo straciłem do tego serce. Oszczędności jakieś miałem, bo moja natura i wychowanie przez rodziców automatycznie zmuszała mnie do oszczędzania, ale nie było tego wiele.
    Jednocześnie wiedziałem, że moje małe miasteczko choć piękne, to nie jest oknem na świat. A ja chciałem zobaczyć trochę świata. Chciałem zobaczyć Polskę, zwiedzić trochę Europę, zobaczyć to mityczne COŚ. Myślałem wtedy o emigracji, z angielskim nie miałem większego problemu, ale zwyczajnie bałem się że nie dam rady, no i że za cholere nie starczy mi pieniędzy.

    Ojciec jednocześnie coraz bardziej namawiał mnie żebym zaczął działać u niego w firmie, gdzie zawsze było dla mnie miejsce, ale ja uparcie nie chciałem się w to pchać -
    wolałem iść po swojemu, jednocześnie coś mu udowodnić, uciec jednocześnie od kłótni, których w tamtym czasie było trochę, zaś wspólna praca nie pomagała w naszych relacjach. No a jego firma choć dobra, forma pracy nigdy mi nie odpowiadała, zaś łatka "synka szefa" ciągnęła się już i tak przy każdej mojej pracy wakacyjnej u niego i mnie zwyczajnie to wkurzało.

    No byłem w dupie i po raz któryś w życiu nie wiedziałem co zrobić ze sobą. Na szczęście nie trwało to długo, bo pojawił się wspomniany wcześniej kumpel który jeździł na busie.
    Spotkaliśmy się na stacji, gdy pod koniec pracy tankowałem auto do pełna (Niezniszczalne firmowe Sejko, gaz do pełna za niecałe 50zł auto niezniszczalne które udało mi się zniszczyć - bo co jak co, ale ja potrafię psuć xD) on akurat jechał albo wracał z trasy i powiedział mi że rzuca tą robotę i czy nie chciałbym za niego wskoczyć.

    A chciałem. Bo wcześniej słysząc jego opowieści, prawdziwie zapragnąłem takiej pracy. I ja całkowicie rozumiem ludzi, nierozumiejących tego stylu życia, trasa, #bekaztransa i kierowcy chuje - ale dla gościa z małego miasta, gdzie pracy zwyczajnie nie ma, perspektywa niezłych zarobków i jednocześnie zwiedzanie całej Polski to była praca marzeń.
    Jeżdżenie od poniedziałku do piątku, weekend w domu, płaca stała niezależna od kilometrów (co okazało się błogosławieństwem w tej firmie, ale o tym dalej) bus legendarna babcia Renault Master z plandeką i kurnikiem do spania - od razu powiedziałem że chce tą pracę. Bo co mi szkodzi.

    Jedna trasa próbna z kumplem i czekałem czy wezmą szczyla bez doświadczenia. Wzięli.
    Moja pierwsza trasa to był cholerny dramat. Jeździłem wcześniej busami u ojca. Ale nigdy tak szerokim. Jeździłem w dłuższe trasy. Ale nigdy ponad 700km. Jeździłem w złych warunkach. Ale nigdy z towarem, mgłą przed sobą i wizją że mam dojechać na miejsce i rozładować.
    Nie rozdrabniając się na szczegóły których i tak daję o wiele za dużo na tej trasie zgubiłem się dwa razy (cholerna automapa z zaznaczonymi drogami gruntowymi!) omal nie miałem wypadku z własnej winy, byłem zmęczony na potęgę i przeklinałem obietnice pracodawcy o "lekkim początku" no i jednocześnie niemożliwie się cieszyłem gdy okazało się że... Dałem radę, bo czemu miałbym niby nie dać.

    Jeździłem tam ponad 2 lata, zrobiłem ponad 200.000km po Polsce, Czechach i Słowacji, zaś moje "pożegnanie" z tą pracą mogliście lata temu przeczytać TUTAJ - co prawda było pisane po czasie, ale sentyment pozostał.
    Naprawdę kochałem tą pracę, choć cały jej okres zlał mi się w jedną całość a działo się wtedy dużo. Rozwalił sie mój długoletni związek, bo szablon erasmusowski jednak czasem rzeczywiście działa (xD), ja miałem parę sytuacji, w których myślałem że umrę co zresztą bardzo ładnie porządkuje priorytety w życiu, odbudowałem prawdziwy i zdrowy kontakt z moimi rodzicami, wiedząc jak bardzo zawaliłem niektóre rzeczy, w międzyczasie kontynuowałem dalsze zwiedzanie bliższego świata z przyjaciółmi co dalej niesamowicie mnie cieszyło, Polska mnie oczarowała swoją różnorodnością widoczków i zwyczajnie doceniłem jak piękny mamy kraj no i... Pojawiło się rękodzieło w moim życiu.

    Rozpisałem się znowu, dlatego tnę całość na pół i druga część trzeciej części będzie nie wiem, wieczorem? Jutro? Jak zrobię ctrl+c/ctrl+v wracając z pracy. Bo teraz trzeba się wziąć za teraźniejszość, a nie porządkować sobie przeszłość ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Miłego Mirki

    #dziendobry #rozkminkrzaka #tworczoscwlasna #opowiadanie #gownowpis

    PS: tak, jak zawsze bonus - zdjęcie murala zrobionego na totalnym zadupiu z napisem "Mi się tu podoba"
    Do wioski prowadziła jedna wąska majestatyczna droga pomiędzy polami, którą jechało się przez parę kilometrów by wylądować pomiędzy nastoma budynkami. Takie miejsce też mają swój klimat - szczególnie jak tamtędy tylko przejeżdżasz.
    pokaż całość

    źródło: Zdjęcie0151.jpg

  •  

    Czym dłużej pracuje tym częściej wspominam czasy gdy miałem dwa dni wolnego pod rząd z łezką w oku. Co to za dzień wolny jak dzień wcześniej wróciłeś zmęczony, a jutro wstajesz na 3 rano. Faken sziten.

    #pracbaza #zalesie

    +: Freakz, didix +5 innych
  •  

    czy ja mogę przestać ciągle popełniać te same błędy?

  •  

    Mirki, jak tutaj się uda, to poryczę się ze szczęścia, a temu co pomoże i dzięki niemu znajdzie się takie miejsce, kupię dobry i drogi #alkohol . To ostatnie miejsce, które mi zostało. Szukam we #wroclaw lub okolicach ( #olawa też spoko) salki, w której mógłbym trzymać zestaw perkusyjny i na nim od czasu do czasu ćwiczyć.

    Próbowałem w wielu miejscach i prawie wszędzie zgłaszają się komercyjne salki "na godziny", czyli 30zł/godzina itd. i korzystasz z bębnów salkowych.

    Marzy się stara dobra odlskulowa salka, za którą płaci się raz w miesiącu określoną kwotę, niezależnie od spędzonego w niej czasu i można z niej korzystać kiedy jest wolna i nikt inny w niej nie ćwiczy,a #perkusja sobie tam stoi i nie trzeba jej zwijać co próbę. Czy ktoś z Was może pomóc?

    Szukam już od paru miesięcy, ale Wrocław to mega ciężki teren na znalezienie "normalnej" salki prób.
    pokaż całość

    +: bkwas
  •  

    Wrocław dalej mnie zadziwia. Przeprowadziłem się tutaj równe 2 lata temu - do dzisiaj to miasto zadziwia mnie pod kątem skrajności uczuć jakie we mnie wywołuje.

    Z jednej strony to po prostu cholernie ładne miasto. Jednocześnie (co dla mnie osobiście jest wielkim plusem) mam wrażenie, że we Wrocławiu wszędzie jest blisko jak już jesteśmy blisko centrum. Masa klimatycznych miejsc, dużo się dzieje pod względem muzycznym/kulturalnym - na to nie mogę narzekać. Na ludzi tak samo - jakoś mam szczęście i trafiam raczej na tych życzliwych którzy mają normalne ludzkie podejście aniżeli debili chcących sprowadzić ludzi do ich własnego niskiego poziomu.

    Z drugiej barykady? Smog, dużo brudu, architektoniczny rozpierdol, rozwalone drogi, korki, problem z transportem zbiorowym.

    Ale największe skrajności mam pod względem tego, co ciężko weryfikować danymi: klimat.
    Bo coś jest w tym mieście, to niepoliczalne "coś". Choć to może we mnie zaszczepiono miłość do Wrocławia - moja mama stąd pochodzi i zawsze ciepło się o nim wypowiadała.

    NADODRZE.

    To tutaj kiedyś wylądowałem, gdy byłem na studiach. To tutaj teraz mieszkam i to właśnie Nadodrze poznaję od innej strony.
    Jest rano - czas który przeorganizowałem totalnie w stosunku do tego, jak wyglądały poranki gdy pracowałem regularnie. Teraz rano ćwiczę, wychodzę na mały spacer i ew. zakupy by nabrać siły na cały dzień. No i zwiedzam. Wchodzę w uliczki których nigdy nie widziałem, szukam miejsc które mogłyby mnie zaciekawić, znajduję napisy, murale, architektoniczne cuda i... No i mam skrajne uczucia ( ಠ_ಠ)

    Idę przez plac Św. Macieja, oglądam kamienice, mijam ludzi i staram się nie zauważać jak bardzo czuć zanieczyszczenie miasta. Dochodzę do ul. Św. Wincentego i moim oczom ukazuje się ulica w całej okazałości. Ah ten rozpierdol architektoniczny. W tle kominy elektrowni, pośrodku których na bliższym planie budynek totalnie nie pasujący do reszty w stylu jakiegoś dworku, zaś na najbliższym planie kamienice ciągnące się wzdłuż ulicy. Jedne odrapane, zaś inne odnowione każda na swój sposób. Obrazek idealnie ukazujący skrajność uczuć, tym bardziej, że w całości - to ma swój jakiś nieopisywalny klimat.

    Robię zdjęcie, idę dalej ulicą i zauważam bramę całą wymalowaną specyficznym muralem - to sygnał żeby tu zajrzeć, a nuż znajdę tam miejsce do wynajęcia pod warsztat, albo jakieś ciekawe miejsce. Przechodząc przez bramę wkraczam w totalnie inny klimat Wrocławia. Naprzeciw mnie Ekocentrum - przedziwny budynek architektonicznie totalnie nie pasujący do całości podwórka, ale jest tu cicho, spokojnie, powiedział bym że zadziwiająco ładnie. Widzę następne napisy, murale i znowu czuje dziwny klimat, tym razem całkowicie pozytywny, zmiana o 179stopni względem tego, co widziałem mając w tle kominy elektrowni.

    I tak jest często tutaj - im więcej podwórek widuję, tym bardziej zauważam ten architektoniczny rozpierdol Wrocławia którego nikt nie kontroluje i który jest poniekąd chyba naszą narodową domeną - my chyba od dekad nie potrafiliśmy zachować jakiejkolwiek ciągłości w budownictwie, nie licząc miejskich rynków.

    Dopalam papierosa, kieruję się na Ptasią, na mały ryneczek gdzie często starsi ludzie prowadzą swoje interesy, a ja mogę kupić świeże warzywa, czasem jakiś kwiatek od babci która zerwała go zapewne u siebie i chce dorobić. Teraz w zimie nie ma ich prawie w ogóle, ale na wiosnę czy lato mogę sobie kupić za parę złotych świeży pięknie pachnący bez, którego nie da się tak łatwo znaleźć w wielkim mieście.

    Dziwny klimat. A jednocześnie nadal jakoś tak mi tu dobrze, pomimo całego chaosu który odjaniepawla się właśnie w moim życiu. Uczę się Wrocławia na nowo, utwierdzam się w przekonaniu, że warto pochodzić wzdłuż Odry, że Osobowicka też ma parę dziwnych niepowtarzalnych miejsc do których będę mógł wrócić no i upewniam się, że najgorszy okres w mieście to właśnie zima. A ona mija i niedługo będzie tutaj naprawdę pięknie.

    #dziendobry #rozkminkrzaka #opowiadanie #milegodnia #wroclaw
    pokaż całość

    •  

      @Mave: Nie wiem jak z tym brakiem perspektyw rozwoju - mam przeskok w nadodrzu z tym co było 6 lat temu i co było teraz. No i widzę że dużo rzeczy się poprawiło, choć o wiele wolniej niż powinno.

      Kwestia rozwoju - tutaj sprawę chyba skutecznie zatrzymują ceny najmu, bo we Wrocławiu aktualnie jest totalny szał cenowy i naprawdę jest źle pod tym względem.

      Ja sam rozglądałem się za miejscem dla siebie, najpierw pod względem pomieszczenia gospodarczego, później warsztatu, by w końcu szukać "czegokolwiek" co jest tanie a nadal nie mogę nic sensownego znaleźć pod warsztat, nie mówiąc już o wynajmie mieszkania w dobrej cenie (tu już iksde)

      No ale Wrocław coś ma w sobie, albo zwyczajnie umiem sobie to wmówić ( ͡º ͜ʖ͡º)
      pokaż całość

    •  

      @currywurst a dzięki ( ͡~ ͜ʖ ͡°) to nawet możliwe że gdzieś kiedyś się mijaliśmy, Nadodrze nie jest takie duże ;D

    • więcej komentarzy (26)

  •  

    Renndølsetra, Norwegia. Majestatyczne zdjęcie, zaś miejsce mam na liście "do zobaczenia"

    #podroze #podrozujzwykopem #norwegia #kalkazreddita

    źródło: i.redd.it

  •  

    #wisla
    #smog
    #zdrowie

    Jakim prawem takie miasta jak Wisła czy Ustroń, oraz inne "uzdrowiska" jak Rabka-Zdrój mogą pobierać opłatę klimatyczną? Przecież tam można nabawić się chorób układu oddechowego

    źródło: Beztytułu.png

    •  

      @Piwniczak35: Myślę, że było lepiej.

      Odkopałem z ojcem węgiel który był kupiony właśnie gdzieś z 30 lat temu - 3 tony rzucone w jednym z naszych budynków gospodarczych i zostawione na czarną godzinę. Sprzątaliśmy tamto pomieszczenie i wziąłem jedną bryłę. Wiesz jak wielka różnica jest pomiędzy tym starym a tym, który kupiliśmy w workach niby "najwyższa jakość" ?

      Stare wyczuwalnie czarniejsze nie zostawia w ogóle śladów na ręce, pięknie zbite i ciężkie do rozkruszenia - to z worków chyba nie muszę Ci wyjaśniać.

      A to tylko jeden z czynników, bo i ruch 20 lat temu był dużo dużo mniejszy, pewnie się trochę poprawi jak będzie zrobiona zakopianka, choć ruch to tylko mały % zanieczyszczeń.

      Więc sorry, ale uwierzę swojej matce która mieszka w Rabce od ponad 30 lat i krąży pomiędzy Rabką a Wrocławiem non stop, że jakość powietrza daje po dupie, ale kiedyś było dużo lepiej, sam też mam takie odczucia.
      pokaż całość

    •  

      @Piwniczak35 spytaj swoich rodziców - moi twierdzą że w Rabce 20-30 lat temu było lepsze powietrze. Nie twierdzę że zimą nie bywało źle, ale porównując ciężko mi uwierzyć że nie jest dużo gorzej niż było kiedyś, szczególnie że gęstość zaludnienia też wzrosła

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    Kumpel mój, mając lat 14, po szkole zajmował się tym, czym każdy typowy dzieciak u mnie na Podlasiu – robił na tokarce u szwagra w zakładzie.

    Pewnego dnia wrota szopy otworzyły się na oścież, a do wnętrza wtargnęło wielkie, łyse chłopisko, z mordą sznytem przerezaną – człowiek Czarnego z Białego (taki lokalny oksymoron). Przybysz podszedł zwartym krokiem do mego kolegi i oznajmił, że w niedzielę jadą z chłopakami po kościele do Fantazji w Jaświłach, i na tę okoliczność ma być gotowy bejsbol, bo ten co mu ostatnio u Grubego w drewutni wytoczyli połamał jakiemuś Ruskiemu na grzbiecie, i później po ciemku musiał sztachety szukać, tylko takiej z gwoździem żeby się po łbie nie ślizgała, i teraz ma być pała jak na amerykańskich filmach, żeby wstydu przed Łomżyniakami nie było.

    Kumpel stanął na wysokości zadania i niebawem złożył na ręce zleceniodawcy lśniącego Sękalibura, starannie wytoczonego z najlepszej partii sosnowego drewna, tej samej co to sołtys kazał odłożyć na dach plebanii w zamian za poparcie proboszcza w gminie przy odrolnianiu działki.

    Po kilku dniach wrota zakładu znowuż się rozpostarły i w jej świetle stanął dobrze już nam znany kontrahent.

    - Dawaj łapę! – warknął przybysz przybliżając się zwalistym krokiem do młodocianego wirtuoza tokarki.

    Znajomy przełknął ślinę i zamknął oczy wyciągając przed siebie trzęsącą się dłoń.

    Ku jego zdziwieniu, na ten gest zakapior wyjął zza pazuchy pół basa najlepszej miejscowej prymuchy, prosto z miedzianych gąsiorów podhajnówkowskiego lasu.

    - Wiesz za co?! – kontynuował gniewnie przybysz, na co kolega pokręcił tylko w milczeniu głową, mając cichą nadzieję, że pod celą na Kopernika będzie miał choć trochę szacunku za przyczynienie się do zniknięcia kolejnego celnika z Terespola.

    Na to przybysz zajął się śmiechem jak tucznik kaszlem, klepnął kumpla w policzek, po czym nachylił się nad nim i przymykając zaropiałą powiekę wyszeptał:

    pokaż spoiler - Że nie pękł.


    xD

    PS wszystkiego dobrego w 2019 Mirasy. Ja już jestem z powrotem w podróży, tym razem kolejny raz Bliski Wschód (nieco później być może znowu Czarny Ląd), skąd postaram się zanudzać Was nowymi, jak i zaległymi jeszcze, opowiadankami i anegdotami.

    Wszystko też wskazuje na to, że w dalszej części roku nakładem jednego z największych wydawnictw w kraju powinien ukazać się mój debiut literacki w postaci zbioru opowiadań i gonzo-reportaży na podstawie własnych doświadczeń z podróży (o szczegółach będę informował nieco później, bo to sama w sobie ciekawa historia). Zatem zapowiada się kolejny ciekawy rok, bądźmy w kontakcie :)

    Insta | Blog

    #wanderlust – tag z moich opowiadanek i podróży.

    #heheszki #podlasie #ciekawostki #tworczoscwlasna
    pokaż całość

    źródło: sękalibur.jpg

  •  

    Chyba muszę kupić jakiś aparat a nie próbować robić makro z pomocą dziwnych soczewek z lasera ( ͡º ͜ʖ͡º)

    #rozkminkrzaka

  •  

    Halo Mirko spod tagu #hiphop

    W Lidlu aktualnie jest promocja, w tej cenie znając Lidla nie znajdziecie nic lepszego. Dajcie znać czy będą siadać xD

    #heheszki #humorobrazkowy

  •  

    Dżem dobry ( ͡° ͜ʖ ͡°) 

    Pierwszy wpis w ramach #wykopstories #rozkminkrzaka

    Jestem człowiekiem który rzucił studia po pierwszym semestrze. Dwa-kurwa-razy xD 

    Pierwsze studia na UE we Wrocławiu, drugie WSZiB w Krakowie. 

    Rodzice od początku wychodzili z założenia, że mam iść na studia, zaś ja - hmm ustalmy, że nie zadawałem wtedy pytań, mając skończone liceum i te 18-19 lat nie zadawałem pytań. Choć może zadawałem - pytań miałem zawsze setki tylko innego rodzaju. Ale wszyscy szli, czemu ja miałbym nie iść? Wtedy jeszcze nie wiedziałem, jak cudowną możliwość dali mi rodzice i zwyczajnie tego nie doceniałem, ale chyba tak to jest jak jest się gówniarzem, a przynajmniej ja taki byłem.

    Pierwsze studia bardzo szybko zweryfikowały moją niechęć do nauki - okazało się, że to co każdy słyszał w szkole czyli "zdolny ale leń" było tylko połowiczną prawdą. Nie byłem tam ani zdolny, ani nawet nie byłem leniem. Byłem zbyt leniwy na lenia. Początkowo podchodziłem do wszystkiego z wielkim entuzjazmem, uczyłem się, nawet jeden wykładowca zasiał we mnie ziarno ciekawości tematem ekonomii ale gdy przyszła sesja semestru nawet nie zaliczyłem bo był ze mnie zwykły dzban i zaświeciło się światło, że ekonomia chyba nie jest dla mnie. Że chyba w ogóle studiowanie nie jest dla mnie. Będąc osobą w gorącej wodzie kąpanym chciałem działać. Już teraz zaraz. Chciałem też poznawać świat którego jeszcze nie znałem a wyjazd do dużego miasta dał... No wolność. Brak kontroli i mnogość ciekawych studenckich opcji ( ͡º ͜ʖ͡º)

    Skoro świadomie zadecydowałem, żeby przez pół roku wywalić i podeptać pieniądze rodziców, coś trzeba było postanowić - przede wszystkim w którą stronę pchnąć życie. Sprzedałem moje dwie najcenniejsze wtedy rzeczy (kupione za hajsy z robót wakacyjnych):
    looper bossa rc-50 i gitarę Ibaneza(*). Do dzisiaj czuje ich brak ;D

    Cały hajs który poszedł żeby zapłacić za studia to były najgorzej i jednocześnie najlepiej wydane pieniądze w moim życiu. Jako, że sam zarobiłem na nie, miałem przeświadczenie, że nie muszę tłumaczyć się rodzicom co robię, przecież jestem dorosłą osobą która wie czego chce - no chce studiować. Ba, chce studiować zarządzanie połączoną z informatyką! Świat komputerów zawsze kochałem, a zarządzanie? Nie ważne, ważne to co napisali na stronie - będę mieć świetlaną przyszłość i szeroką wiedzę. 

    Cała wiedza została spalona. Dosłownie, bo przejarałem je całe. Będąc szczerym na samych studiach nie zrobiłem praktycznie nic, to była jedna wielka impreza którą... Miałem być szczery - wspominam cholernie dobrze, przykro mi. Nawet z perspektywy, mając świadomość jak bardzo te pół roku poszło z dymem. 

    To był jednocześnie rozkwit mojego pierwszego poważnego związku (już wtedy trwał 3 lata) największych imprez, gigantycznych domówek i wspominam... śmiech. Przede wszystkim śmiech. Bo śmiech był wtedy wszędzie. Każdą jedną pojedynczą czynność robiło się dla śmiechu. Każda krzywa akcja, nie ważne jakie były koszta - były bardzo precyzyjnie obliczone dla odpowiedniej dawki śmiechu. Humor im bardziej abstrakcyjny tym lepiej, a jako, że ekipa już od lat była dotarta i znana - im większy pocisk w czyjąś stronę i ewentualna riposta - tym lepiej. Życie chwilą szło bardzo dobrze, jednocześnie żeby dorobić zawsze coś tam działałem na allegro - kupowałem coś tanio, sprzedawałem drożej, czasem kupowałem coś zepsutego żeby naprawić i sprzedać z większym zyskiem. To mi zresztą zostało, 80% moich rzeczy poczawszy od telefonów, komputerów instrumentów i różnych pierdółek kupowałem albo używane, albo naruszone - przecież można naprawić i mieć za pół darmo. W większości miałem do tego szczescie i nie żałowałem.

    Ale nie oszukujmy się, z tyłu głowy cały czas były studia i myali "co ja zrobię, przecież nie zdam" które skutecznie było zakrywane następną imprezą, czy następnym lolkiem. Po trzech miesiącach (chyba) już dobrze wiedziałem, że z tego nic nie będzie i że rezygnuję definitywnie że studiów. No ale był cholerny strach przed reakcją rodziców. Przede wszystkim przed tym że ich zwyczajnie zawiodłem, tym bardziej że w tamtych czasach kontakt z nimi miałem dość utrudniony. Z jeden strony z racji różnicy wieku (rodzice urodzili mnie po 40, już wtedy mieli 60 lat) choć w większości to była moja wina bo zwyczajnie ich nie rozumiałem - wiecie jak wąskie horyzonty potrafi mieć młoda osoba.

    Miały być studia. Miałem dać radę. A ja? A ja miałem masę pytań ale zazwyczaj tylko do tego jednego profesora który akurat potrafił mnie zainteresować a inni mogli nie istnieć. Przy innych nie umiałem się w ogóle uczyć. Studia całościowo nigdy nie rozbudziły we mnie ciekawości. A ja jestem cholernie ciekawskim gościem. Mam masę pytań, lubię wchodzić w dysputy, zaś ojciec od zawsze oczekiwał jasnych agumentów przy dyskusji - bez tego nawet nie warto było zaczynać tematu. Czytałem wtedy masę książek, internet był niesamowicie ciekawym miejscem a ja chciałem wiedzieć wszystko. Nie zapamiętać później nic, ale wiedzieć wszystko.

    No i nie oszukujmy się:

    To cholerny idiotyzm, by już na początku liceum wstępnie decydować co chciałoby się robić w życiu. 

    Nawet nie wiecie jak wtedy mnie bolał fakt, że jestem kompletnie zagubioną osobą. Nie wiedziałem nic, nie wiedziałem co ze sobą zrobić i przede wszystkim - nie wiedziałem co chciałbym robić w życiu. Zazdrościłem kolegom którzy już w liceum mieli przepis na siebie, którego ja nigdy nie posiadałem. Niby w liceum zawsze twierdziłem, że chciałbym mieć swoją firmę jak ojciec, ale to szybko szło w zapomnienie gdy słyszałem o innych opcjach. Tym bardziej że jestem królem słomianego zapału. Mistrzem nakręcania się, próbowania i porzucania gdy coś staje się trudne.

    Miałem akurat to szczęście, że nie wiedząc czemu dosyć szybko doszło do mnie, że chciałbym w życiu być szczęśliwym. Ja wiem jak to banalnie brzmi, ale cholera, nie macie czasem wrażenia, że ludzie zapominają po co żyją? Ja zaś wiedziałem jedno: Chcę żeby to co będę robić mnie cieszyło. 

    I w ten sposób mając 20 lat, podwójne niezaliczone studia wróciłem do rodzinnego domu, do rodziców którzy byli baaardzo zadowoleni z syna xD Który oświadczył że studiować nie będzie, bo patrząc na znajomych i tak po studiach nic nie ma, a ja chcę mieć doświadczenie. To była poniekąd zasłona dymna, ale najważniejszy argument trafił: nie mogę od Was brać pieniędzy na coś czego w ogóle nie jestem pewien i co mogę znowu porzucić. Była walka, była złość jednocześnie moje dalsze zagubienie - ale rodzice wiedzieli jak się tym zająć.
    W rodzinnym domu zawsze miałem trochę obowiązków, co tydzień koszenie w piątek albo sobotę (dużo koszenia, od 3-5 godzin w zależności jak szła praca) jednocześnie zawsze ojcu coś pomagałem przy firmie, zaś przy dużym domu z paroma budynkami gospodarczymi ZAWSZE jest co robić. Więc zajmowali mi czas, zaś ja zacząłem szukać pracy i okazało się że bez doświadczenia wcale nie będzie tak łatwo. Tym bardziej że okres był naprawdę wredny - ogólny problem z bezrobociem, do tego końcówka roku. Ale zacząłem szukać. I zaczynałem kombinować.

    Kontynuacja następnym razem bo się chyba za bardzo rozpisałem.

    #dziendobry #wykopstories #rozkminkrzaka #opowiadanie #tworczoscwlasna

    PS: jako bonus zdjęcie mojego psa, który w tamtych czasach podczas największych kłótni z rodzicami o to jak wielkim deklem jestem ratował mi dupę jak mało kto - komunikowałem że idę na spacer z psem i na to nie było riposty bo Czaka (dalmatynczyko-bernardyno-wyżeł swoją drogą xD) miała nieskończone pokłady energii i potrzebowała spacerów by nie roznosić domu.

    Swoją drogą cholernie wierny pies, do dzisiaj wracając do domu i kierując się do garażu gdzie miała legowisko czegoś mi brakuje a minęło już parę lat...
    pokaż całość

  •  

    Cz. 2 #rozkminkrzaka - bardzo chaotycznej opowieści o tym jak to się stało, że zająłem się rękodziełem.

    Powrót.

    Jest rok 2010. W teorii powinienem wspominać go średnio - praca od 11-14 godzin, nadal jednocześnie obowiązki w domu i wewnętrzne zagubienie. W praktyce, to był naprawdę szczęśliwy okres w moim życiu ale po kolei.

    Więc wróciłem - wróciłem do małego miasteczka w którym się urodziłem, bez żadnego wielkiego planu z nadzieją że jakoś to będzie.

    "Jakoś to będzie" nie było wystarczająco szczegółowo przedstawionym planem dla moich rodziców, choć bardzo dobrze opisywał moje odczucia w tamtym momencie i dalej twierdzę że to nie był aż tak zły plan jak oni myśleli. Tak jak pisałem wcześniej zarzucono mnie obowiązkami domowymi w myśl zasady, że wszystko co dzieciaki robią głupiego to z nudy.

    A to był okres kiedy stanowczo się nie nudziłem, bo mogłem robić masę głupich rzeczy.

    Nie wiem jak u Was (jeśli ktoś jest z wioski/małej miejscowości) ale u mnie takim centrum rozrywki w tym wieku był... Samochód. Sam fakt, że można było wsiąść i po prostu jechać przed siebie to było cudowne uczucie. I wolność.
    To jest ten okres kiedy 20 latek myśli, że jest dorosły, że może wszystko a jednocześnie ucieka kiedy może z domu w którym mieszka z rodzicami po to, żeby nie musieć słuchać tego co ma zrobić/co zrobił źle/pytań o plany przyszłościowe/albo ogólnie dorosłe rozmowy których nie jest się fanem bo w końcu ma się 20 lat i jest się dorosłym, nie? xD Paradoks.

    Na rozmowy chodziłem. Szukałem na początku tego co może mnie zainteresować, by później szukać tego co jest dostępne i by dojść do momentu że chciałbym cokolwiek. Pracy zwyczajnie nie było. Były połówki etatu, albo prace których ze względu na warunki nikt się nie chwytał. Szukałem, ale z czasem intensywność poszukiwań malała. Z jednej strony frustracja i wkurzenie, a z drugiej... Auto, wierna ekipa przyjaciół i liczne małe podróże.

    Małopolska jest piękna. Jestem z Podhala, wychowany tutaj przez matkę nauczycielkę i ojca mechanika. Ona z miasta zaś on z małej miejscowości - tak, właśnie tej z której pochodzę. Obydwoje zdołali zaszczepić w mojej ograniczonej idiotyzmem głowie ciekawość świata i chęć zobaczenia wszystkiego. Albo przynajmniej tego co dostępne.

    To serio zadziwiające ile można zobaczyć w promieniu 100km od własnego domu. Ja ten okres pamiętam głównie właśnie z jeżdżenia. Każdy możliwy moment gdzie udało się zarobić na czarno/kombinacjami/pracą dorywczą u ojca był wykorzystywany by gdzieś jechać.
    Zamiast spotkać się ze znajomymi w knajpie my zgadywaliśmy się na konkretnej miejscówce. Dopiero lata później doszło do mnie, że to nie jest normalna rzecz, że na przekaźnik który jest na szczycie górki z której rozpościera się wspaniały widok na okolicę, przyjeżdżają 3 auta pełne ludzi, którzy rozmawiają tam, śmieją się, piją piwo, palą blanty i generalnie bunkrów nie ma ale też jest zajebiście.
    Zamiast iść do klubu my ładowaliśmy się do auta w 4-5 osób i jechaliśmy.
    Na początku były przeszpiegi - jazda przed siebie i szukanie jakiegoś nowego miejsca. Bo ta górka wygląda ciekawie. Bo ta droga może nas wyprowadzić dobrze.
    W większości oczywiście nie mogliśmy znaleźć nic sensownego, ale to nie cel się liczył tylko podróż, co nie oznacza że nigdy nic nie mogliśmy znaleźć.
    Po czasie,w promieniu 40km od naszej wiochy mieliśmy chyba 8 czy 10 sprawdzonych miejscówek znalezionych właśnie w ten sposób. Albo z czyjegoś polecenia. Miejsc w które:
    - Można dojechać autem.
    - Są relatywnie blisko nas.
    - Jest tam widoczek/coś specjalnego (np. opuszczony kompleks hotelowy, wodospadzik, zalew, tunel)

    No i dlatego z tego okresu pamiętam najbardziej śmiech, jeżdżenie, rozmawianie i wieczną ucieczkę od rzeczywistości. Bo bezrobocie było wtedy synonimem zabawy i mogliśmy sobie na to pozwolić.

    3 miesiące bezrobocia - dziesiątki odbytych rozmów kwalifikacyjnych, 0 znalezionej pracy na stałe, setki kilometrów przebytych dla zabawy.

    I tu do głosu dochodzą rodzice. Cholera, do dzisiaj doceniam jak umiejętnie potrafili mnie czasem poprowadzić. Nie zawsze, bo byłoby zbyt pięknie, ale w dużej części wypadków muszę powiedzieć, że mieli rację.
    Nigdy nie powiedzieli tego wprost, ale wiedziałem jedno: Jeśli nie znajdę pracy na stałe, albo nie przedstawię im jakiegoś sensownego planu - mogę sie nie pojawiać w domu. Teraz dobrze wiem, że nie wyrzucili by mnie, ale wtedy tak myślałem, stworzyli taką atmosferę.

    Więc porzuciłem nadzieję, żeby znaleźć jakąś przyszłościową pracę i... I zatrudniłem się w pizzerii, jako kierowca.
    Warunki? W sumie bardzo dobre, całe 5zł za godzinę + napiwki, brak umowy przez 2 miesiące, praca od 10 do 22-23. Czasem 24.

    Chciałbym mieć ten entuzjazm i siły które miałem wtedy. Ja serio lubiłem tą pracę. Do dzisiaj nie wiem, czy to po prostu był taki okres w moim życiu, że praktycznie wszystko mnie cieszyło, czy miałem szczęście i dobrze trafiałem, ale ekipa która tam była... No miód. Wszyscy żyliśmy we wspólnej niedoli, śmiejąc się z 5zł za godzinę, śmiejąc się z godzin tam spędzonych, jednocześnie szefostwo dopiero uczyło się jak prowadzić swój biznes więc było luźno. W skrócie, cholera było ciekawie. Zaś ja nie czułem wyzysku.
    Choć powinienem. Średnio pracowałem po 12-13 godzin. Po czasie byłem najstarszym kierowcą, więc jednocześnie to ja ustalałem grafiki więc miałem pewną elastyczność, no ale, praca 22-23dni w miesiącu, po 12 godzin - ponad 260 godzin w miesiącu.

    Swego czasu byłem rekordzistą w pizzeri - 336h w miesiącu. Płaca? 1700zł za praktycznie dwa etaty. Oczywiście miałem do tego jeszcze napiwki, dodatkowo ludziom często jeździłem po coś do sklepu itp - czasem udawało mi się skończyć miesiąc mając 2300-2600zł w kieszeni, ale było to okupione gigantyczną ilością godzin w pracy. A ja debil się jeszcze z tego cieszyłem xD

    Bo czułem że sobie radzę, bo widziałem że daję radę, ludzie na mnie polegają, szefostwo mnie lubi zaś życie płynie. Tak jak pisałem, chciałbym mieć jeszcze kiedyś tyle siły co wtedy.
    Bo po pracy ja nadal spotykałem się jeszcze z ekipą, potrafiliśmy gdzieś pojechać a to pogadać, a to na lolka, jednocześnie miałem obowiązki w domu i pomoc przy firmie ojca. Naprawdę chciałbym mieć tyle siły co wtedy.

    Tak czy tak, po 2 czy 3 miesiącach takiej pracy zmęczenie dawało o sobie znać, ja zacząłem przesadzać i z ilością godzin przepracowanych (bo trzeba zarabiać!) i ze spotkaniami które mogłem olać ale tego nie robiłem, więc spałem po 4-5 godzin więc to musiało się zemścić.

    Miałem wypadek. Z własnej winy jadąc z pizzą władowałem przy 80km/h w tył innego auta. Moja chwila nieuwagi, zmęczenie + niezapięte pasy.
    Pamiętam moją panikę (bo byłem na czarno) ślad krwi na szybie i zdjęcie mojej czaszki.

    Nic wielkiego się nie stało, ale to był sygnał że coś trzeba zmienić, a ja całego życia nie spędzę w pizzeri przecież. Już nie pamiętam jak sie udało załatwić moje ubezpieczenie, czy poszło z bezrobocia w którym byłem zarejestrowany, czy szefowa coś kombinowała - nie wiem.

    Wiem że krótko po tym udało się totalnym przypadkiem znaleźć pracę o której już od jakiegoś czasu myślałem - jazda busem po Polsce. Kumpel zwalniał się z firmy od jakiegoś czasu a ja mu przypominałem ciągle, że bardzo chętnie wskoczyłbym za niego. Akurat jakoś miesiąc czy półtora po wypadku kończył pracę, a ja mogłem totalnym przypadkiem połączyć to co lubię - jazdę samochodem i zwiedzanie z zarabianiem. I tym razem nie za 5zł za godzinę.

    #rozkminkrzaka #dziendobry #opowiadanie #wykopstories

    Znowu chaotycznie, znowu o wiele więcej niż miało być. Ale powoli cała historia dąży do pomysłu z powstaniem firmy, serio.

    Jako bonus jedna z wielu miejscówek które opisywałem - przekaźnik w Mszanie Dolnej. Nie było mnie tam parę lat, jak nic muszę znowu odwiedzić. Swoją drogą to chyba jedno z najlepszych zdjęć mojego uwczesnego auta, które zawsze będę wspominać z sentymentem ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

    źródło: Zdjecie0092.jpg

    •  

      @Kat20: Spoko, co parę dni będę dodawać następne części jeśli wena będzie obecna : D

      Czeka mnie pierwsza poważna praca, dorywcza praca przy rękodziele, wyprawy europejskie, trochę imprez, wielka zdrada, próba odbudowy szczęścia, zrobienie swojego małego studia nagraniowego i cholera wie jeszcze co.

      Ogólnie nie wiem czy się rozpisywać tak jak się rozpisuje, czy bardziej "zacieśniać" wątki.

      Ale będąc szczerym, wolę tak jak jest teraz - jeśli coś mi się przypomina, co uważam że warto dodać po prostu dodaję i efekt końcowy najwyżej kogoś odrzuci, trudno, ale opiszę to co chciałem.

      No i dzięki za czytanie, do zobaczenia za parę dni : D
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (2)

    •  

      @mull średnio lubię obrazy, nigdy jakoś do mnie nie trafiały, wolałem filmy, muzykę czy jakieś instalacje. No i naturę. Lubiłem paru autorów, w tym Beksińskiego ale większość mogła nie istnieć.

      Ostatnimi czasy albo obrazy zaczynają przemawiać albo to co dodajesz czasem potrafi mnie wewnętrznie zachwycić i za to dzięki ;)

      +: mull
    • więcej komentarzy (4)

  •  

    Mirki, dzisiaj odebrałem lighboxa i chcę robić zdjęcia przedmiotom.

    W jednym przypadku będą to zdjęcia normalne dzienne, żeby uwydatnić cechy biżuterii której będę robić zdjęcia, drugie to zdjęcia nocne - bo akurat część rzeczy mam z żywicą luminescencyjną.

    Niestety brak aparatu, więc w tej roli - telefon Huawei mate20lite

    Dwa pytania: Macie jakieś wskazówki jakie ustawienia itp? Wszystko robię na czuja, patrzę co wygląda najlepiej i ustawiam mniej więcej stałe wartości - do nocnych jak najmniejsze ISO i dłuższy czas naświetlania, zaś do dziennych w zależności od tła, ale może macie jakieś triki .

    Druga sprawa to program do obróbki. Słyszałem o lightroomie - chciałbym później masowo zmienić nazwę, wykadrować zdjęcia, ew. masowo (albo pokolei) trochę powalczyć korekcją barw jeśli będzie to potrzebne.

    Za każdą pomoc z góry dzięki, bo fotografia mi nie po drodze trochę : D

    #fotografia #fotografiamobilna #pytaniedoeksperta
    pokaż całość

    •  

      @bkwas: co do wskazówek i nie wdając się głęboko w techniczne aspekty, to jak robisz z dłuższym czasem naświetlania to najlepiej ze statywu i z opóźnionym czasem wyzwalania, gdyż drobny ruch i fotka rozmazana i faktycznie wszystko zależy od fotografowanych warunków więc musisz sobie obczaić sam metodą prób i błędów jakie ustawienia będą najlepsze dla Ciebie. Warto też zastanowić się nad manualnym balansem bieli, aby zdjęcie nie wyszło zbyt niebieskie, albo zbyt za żółte tudzież w innych niepożądanych odcieniach. Należy też unikać przepaleń, które może generować zbyt silne światło, czasem lepiej zrobić ciemniejsze zdjęcie i potem rozjaśnić niż zrobić jasne, przepalone, bo tych informacji już nie odzyskamy.

      Co do Lightrooma jest spoko, oferuje to o czego potrzebujesz, a nawet jeszcze więcej, tylko wiadomo najwięcej wyciągniesz z RAWów pliki takie dają największe możliwości modyfikacji. Często na pozór ze spartolonym zdjęciem można zdziałać cuda.

      Najlepiej jak już zrobisz jakieś foty możesz umieścić tutaj, albo podesłać na priv, to będzie można więcej powiedzieć, co można zrobić lepiej.
      pokaż całość

  •  

    Wiele pojawia się artykułów sponsorowanych nt. pracy w dyskontach dlatego dodaję ten wpis.
    Niektórzy porównują swoje zajęcia/wynagrodzenia do pracy w biedronce, więc chyba przyda się parę wyjaśnień.

    Pracowałem 13mcy w #biedronka. Zresztą właśnie odchodzę. Pracowałem jako kasjer-sprzedawca w Warszawie i zarabiałem 2700 brutto+500 zł nagrody za obecność. Są to stawki najwyższe w #biedronka z racji tego, że jest to duże miasto i brak jest chętnych. Na wioskach dają 2250 + 400 zł nagrody brutto. Oczywiście najmniejsze potknięcie i nagrody nie dostaniesz (zwolnienie lekarskie czy urlop na żądanie).

    Warunki pracy? Trzeba być odpornym.To nie jest praca na kasie. Zazwyczaj na kasie jesteś max. pół zmiany. Chyba że posadzą cię na jedynkę. A tak to latasz między rozładunkiem dostaw, zmienianiem tzw. layoutu czyli przestawianiem produktów wg nowych wytycznych, robieniem cenowek, sprzątaniem. Dodatkowo na większości sklepów jest odpiek mrożonego pieczywa (większość pieczywa w #biedronka jest z ciasta głęboko mrożonego. Pojawi się kolejka rzucasz wszystko i na dźwięk dzwonka lecisz na kasę. Rozładujesz kolejkę to przyjeżdża dostawa 22 palety (na niektórych wysokoobrotowych sklepach może być nawet 6 dostaw po 22 palety dziennie).

    Dramatem na kasie jest wysokość zasilenia kasjerskiego na początku zmiany. 400 zł bywa kwotą o wiele za małą. Szczególnie po wypłatach. 4 osoby płacą banknotem 100zł i już jesteś w dupie. Dlatego jest to ciągłe żebranie o drobne przez kasjerów. Ludzie się irytują (zresztą słusznie, ale cóż poradzić).

    Dramatyczna jest rotacja na sklepach. W moim sklepie zdarzają się miesiące z 20 wersjami grafiku. Bo ktoś rzuci L4, zwolni się albo w ogóle po tygodniu oleje Biedronę i nie przychodzi bez podania przyczyny. Także nie nastawiajcie się, że coś sobie zaplanujecie bo dzisiaj możecie się dowiedzieć, że jutro jednak wolnego nie macie. Oczywiście nadgodziny rozliczane kwartalnie.

    Czas pracy? W nocy- o północy. Część biedronek otwarta do 23. W soboty zmiany do 23:45! Oprócz tego zmiany nocne (towarowanie). Normą jest 5 zmian 22-6 pod rząd.

    Braki ludzi traumatyczne. Nie ma czasu nawet na dokładne sprzątanie.Wystarczy wpisać na pracuj.pl "biedronka warszawa" i wyskakują wszystkie dzielnice Warszawy z wolnymi miejscami. Normą jest to, że kierownik czy zastępca kierownika siada na kasie czy rozładowuje towar. W UoP wpisują miejsce pracy "Warszawa". Zdarzają się więc przenosiny np. ze sklepu na Woli do sklepu na Ursusie i nikogo nie interesuje, że masz daleko. Ja przez 13 mcy byłem na 5 sklepach.

    Fajnie jeszcze jak trafi się na na normalnego kierownika nie chama.

    Dlatego ja nie rzucałbym pracy biurowej i nie zatrudniał się w biedronie za 100zł więcej bo można tego pożałować.

    #pracbaza #biedronka #oswiadczenie #zalesie
    pokaż całość

  •  

    Mam kłopot, może ktoś z was mógłby mi poradzić jak postąpić, już piszę o co chodzi.

    Jakiś czas temu oddałem auto do mechanika w celu wymiany rozrządu, zmiany kół na zimowe i wymiany tarcz hamulcowych. Jako, że zależało mi na czasie (darujcie sobie, że to błąd doskonale zdaje sobie teraz z tego sprawę:D) oddałem samochód w ręce 'fachowcow'. Było to w piątek, w sobotnie południe auto było już gotowe, odebrałem, zapłaciłem i wróciłem do domu(5km), odstawiłem auto i następny raz wsiadłem do niego w niedzielę z zamiarem podróży do Poznania, po około 100km samochód odmówił posłuszeństwa. W tym momencie zadzwoniłem do szefa warsztatu w którym stało moje auto, przedstawiłem sytuację i zapytałem co zrobić, kazał wezwać pomoc drogowa i powiedział, że jeśli to jest z jego winy wtedy odda pieniądze. Wezwałem lawete, samochód trafił do mechanika w Poznaniu, gdzie po oględzinach diagnoza była taka:
    -zniszczona podstawa i sprzęgło visco(części dosłownie się rozpadły na kawałki),
    Jako, że średnio znam się na mechanice spytałem jaka jest przyczyna awarii, pracownik serwisu powiedział mi, że w jego 30letniej karierze nigdy nie spotkał się z tym aby doszło do uszkodzenia tych części, ale przy wymianie rozrządu w Audi, na pewno musiały być one zdemontowane i za moment mi pokażę w jaki sposob - po wyciągnięciu zniszczonych części było widać, że demontaż ich nastąpił przy użyciu młotka(porysowane i poobijane) i to jest prawdopodobnie powód przez który się tu spotkaliśmy. Tydzień później spotkałem się z 'fachowcami' którzy robili mój samochód w celu wyjaśnienia sytuacji(dodam, że przy odbiorze samochodu po wymianie rozrządu nie pokazano mi starych części gdy o to poprosiłem, ani nie dostałem paragonu ani faktury - obiecano mi ją dostarczyc w późniejszym terminie). Całą rozmowę nagrywałem na dyktafon, a z jej przebiegu wynikło, że:
    -mechanicy nie przyznają się do winy i odbijają piłeczkę twierdząc, że rozbieranie rozrządu nie ma żadnego wpływu na usterkę mimo, że te części były demontowane podczas ich pracy
    -paragonu nie dostanie bo - słowa właściciela "NIE WIEM GDZIE ON JEST",

    W międzyczasie rozmawiałem jeszcze z kilkoma mechanikami i każdy jednoznacznie stwierdził, że musiało to nastąpić z powodu spapranej roboty.
    Koniec końców, szef warsztatu zrobił zdjęcie faktur które dostałem z drugiego zakładu za naprawę i holowanie po czym zbył mnie twierdząc, że musi je przeanalizować i się odezwie. Chciałem to załatwić polubownie ale przy kolejnym spotkaniu facet stwierdził, że to nie jest ich wina i tyle. Z tego co udało mi się dowiedzieć od znajomych to ludzie tam pracujący odwalają kiche bo pracują na czarno i właściciel łudzi ich obietnicami z których nic nie wynika.

    Co powinienem zrobić w takiej sytuacji, planuję wybrać się do sądu oraz zgłosić do US brak wystawienia paragonu za usługę, przychodzi mi jeszcze do głowy odezwać się do PIP. Aczkolwiek najbardziej zależy mi na odzyskaniu pieniędzy za naprawę i holowanie, macie jakieś pomysly?

    #januszebiznesu #pomocy #pytanie #pytaniedoeksperta #prawo #mechanikasamochodowa #oszukujo #us #pip #afera
    pokaż całość

    •  

      @2cool2beAgod ja proponuję dowiedzieć się dokładnie, co gościowi grozi.

      W sensie, idąc do PIPu co grozi jeśli wyjdzie że zatrudnia na czarno.
      Później US i brak paragonu, jaki mandat i kary za nieprawidłowości
      Plus oczywiście sąd i ewentualnie kara która ewidentnie się należy.

      Jak dla mnie gość jest odporny bo zwyczajnie nie wierzy w to że może dostać po dupie, więc ja zrobiłbym tak: mając te informację idziesz do niego i wprost mówisz mu;

      Witam ponownie. Po raz ostatni przychodzę żeby się dogadać ale już bez grzeczności i pierdolenia bo zwyczajnie mnie pan wkurzył. Oczekuje naprawy tego co ewidentnie zepsuliscie na co mam dowody + zwrot za lawetę + (to co tam jeszcze oczekujesz)

      Spisujemy w tym momencie dokument że zobowiązuje się pan to zwrócić albo zwyczajnie zapłaci pan 5x więcej, ale dopiero za rok, kiedy wszystkie moje zarzuty zostaną udowodnione przed sądem, pipem i urzędem skarbowym. A może pan wierzyć że wygram, bo sprawa ewidentna a pan jest zwykłym debilem najwyraźniej nie wiedząc tego.

      Z PIPu grozi panu tyle i tyle - sprawa prosta bo Toto to i to. Może pan wierzyć oni lubią zająć się takimi jak Pan, a kontrola będzie dosyć łatwa w tym burdelu.

      Urząd skarbowy to już grubsza sprawa, sam fakt że nie chce mi pan wydać paragonu i mam na to dowód to tyle i tyle, ale o oczywiście pociągnę sprawę dalej, bo nie wykazano też faktury na części, generalnie kontrola pewnej będzie gruntowna parę lat wstecz a przy tym co pan robi - pójdą tysiace co najmniej + zwroty podatków z pana strony.

      Sąd to już pikuś, po prostu muszę poczekać, ale to nie jest problem. Adwokat wstępnie ocenił sprawę na tyle i tyle, czas to pewnie 2 lata łącznie z pana odwołaniami, ale niech pan wierzy - odsetki urosną i tu też będzie parę tysięcy.

      Zamiast załatwić takie rzeczy po ludzku pan chce się kopać, a do cholery trafił pan na zły moment, bo mam i czas i chęci żeby się zająć kimś takim jak pan i pana firma. Przy okazji znajdę na pewno parę osób które pracowały wczesniej na czarno i będą mi mogły opowiedzieć o pana praktykach więc wpadnę na pomysł czym jeszcze dowalić.

      Auto było igłą w momencie gdy tutaj wjeżdżało, trzymam je z sentymentu i chcę żeby powróciło do takiego stanu.

      Itp itd.

      Oczywiście to tylko słowa/plan który w rzeczywistości na pewno będzie brzmieć inaczej i inaczej się wszystko potoczy ale rozumiesz sens przekazu. Raczej nie wjezdzałbym na niego personalnie żeby się nie unosił i Ci nie przerywał, ale z drugiej strony jak poczuje od Ciebie odpowiedni chłód... Cóż.

      Jak dla mnie to jedna z możliwości. Mam wrażenie, że ludzie tego pokroju nie mają wyobraźni, taka gadka może podziałać na nią, będzie w stanie sobie dosłownie wyobrazić jak bardzo jesteś w stanie mu nabruździć.

      Im więcej wiesz tym lepiej. Im więcej się dowiesz o procedurach PIPu, US tym lepiej. Jeśli o obrazowo mu wytłumaczysz jak wpadną i co będą robić dokładnie i co przeszukiwać i jak bardzo nie może ukryć swoich błędów - tym lepiej. Nie wie że jest w dupie. Nawet jeśli wewnętrznie nic nie chcesz dalej robić.

      Twój ruch.

      xD to ostatnie musiałem dodać bo praktycznie pasta wyszła xD
      pokaż całość

    •  

      @powsinogaszszlaja ale jaki szantaż? Chcesz żeby wywiązał się z umowy co oznacza też naprawdę szkody wyrządzonej przez warsztat.

      Z drugiej strony nie wiem czy w ogóle chciałbym żeby moje auto było naprawiane raz jeszcze w warsztacie gdzie zostało zepsute ( ͡º ͜ʖ͡º)

      Tak czy tak warto walczyć bo sprawa ewidentna, zaś jak ludziom ogólnie źle nie życzę tak takie jednostki powinny dostawać po dupie i (przede wszystkim) kieszeni. pokaż całość

    • więcej komentarzy (13)

  •  

    Czy wiecie, skąd wzięły się popularne dziś powiedzenia? Takie o "kocie w worku", "puszczaniu płazem" albo "udawaniu Greka"?

    - "SMALIĆ CHOLEWKI" znaczy teraz tyle, co zalecać się do kogoś. Skąd to się wzięło? Przed laty porządny kawaler, który wybierał się w konkury, musiał mieć czyste, lśniące buty. Dobrym sposobem było opalanie obuwia nad ogniem, zwane smaleniem.

    - O genezie zwrotu: "NIE KUPUJ KOTA W WORKU" może lepiej nie pamiętać... W średniowieczu kocie skóry cieszyły się dużym powodzeniem.. Szyto z nich ubrania, obijano meble. Specjalni łapacze polowali na bezpańskie koty, ale zdarzało się, że złapali zwierzę, które miało właściciela. Ci - aby uchronić swoje koty przed losem obicia na krzesło - wypalali im na futrze specjalna pieczęć, dzięki czemu mruczki przestawały być atrakcyjnym towarem. Bywało jednak, że hycel złapał i takiego oznaczonego kota. Stąd ostrzeżenie dla kupujących, żeby sprawdzali, za co płacą.

    - Także w średniowieczu szczególnie "zasłużonych" złoczyńców wieszano w towarzystwie psów. Miało to oznaczać, że skazaniec zasłużył na los zwierzęcia, a nie człowieka. Do naszych czasów przetrwał zwrot: WIESZAĆ NA KIMŚ PSY".

    - W średniowieczu skazańców ścinano też mieczem. Jeśli katowi w czasie obcinania głowy obsunęło się ostrze i uderzył przestępce boczną stroną miecza - tzw. płazem - to kara była anulowana, a skazany odzyskiwał wolność. Dotąd przetrwał zwrot: "PUŚCIĆ PŁAZEM".

    - Dawniej na wystawnych ucztach ludzie bogaci, poubierani w drogie, barwne szaty, zajmowali najlepsze miejsca przy stole. Biedniejsi, poubierani na szaro, siedzieli gdzieś na końcu. Dlatego dziś mówimy: "NA SZARYM KOŃCU".

    - Powiedzenie "NIE UDAWAJ GREKA" zawdzięczamy greckiemu filozofowi Sokratesowi, który zaczepiał ludzi i zadawał im pytania, udając, że sam nie zna na nie odpowiedzi.

    - W wiekach średnich, aby zmusić więźnia do przyznania się do winy stosowano tortury. Śledczy zobowiązani byli jednak stosować się do szczegółowych instrukcji i określonych procedur. Jedna sesja tortur nie mogła trwać dłużej niż pół godziny, a liczba wszystkich sesji nie przekraczała sześciu. Jedną z bardziej drastycznych metod wydobywania zeznań było przypalanie ogniem. Jeśli delikwent lub delikwentka przeżyli pięć tur przesłuchania, po szóstej sąd rezygnował z oskarżenia i puszczał ich wolno, co zdarzało się bardzo rzadko. Na pamiątkę tej "atrakcji" mamy dziś powiedzenie: "PAL SZEŚĆ!".

    #wmrokuhistorii #historia #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #ciekawostkihistoryczne #polska #powiedzenia #jezykpolski
    pokaż całość

    źródło: kot.jpg

  •  

    Dżem dobry ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Chcę zacząć serię wpisów pod #rozkminkrzaka od innej strony niż zazwyczaj. Strony której mi trochę brakuje na wykopie.

    Otóż chciałbym żebyście poznali mój mały świat a przy tym mnie samego. No i przede wszystkim kontekst jak to się stało, że zacząłem bawić się w rękodzieło i czemu w ogóle się tym zająłem. 

    Opowiem o sobie, o latach które prowadziły cholernie okrężną drogą do tego co jest dzisiaj - czyli początku mojej firmy. Będzie o przeszłości, będzie trochę wspominków które postaram się złożyć w sensowną całość by w rezultacie dojść do teraźniejszości i do tego jak aktualnie tworzę i jaką mam wizję na całość.

    Początkowo #rozkminkrzaka miał być # który opowiada właśnie o moim małym/wielkim marzeniu założenia działalności, ale w chaosie własnych ruchów stał się tylko pokazem tego co robię, ew. co się aktualnie dzieje, bez żadnego kontekstu i historii. Chciałbym właśnie nadać ten kontekst. Opowiedzieć parę historii. 

    Chcę zrobić to, czego brakuje mi na wykopie. Otworzyć drzwi do czyjegoś świata. Mojego.

    Mam wrażenie, że w przeszłości było to tutaj częstsze. Cholernie brakuje mi @Old_Postman i jego historii, które miały tak lekkie pióro że... Brak słów. Serio człowieku, zrobiłeś tutaj coś niesamowitego swego czasu. Jestem 100% pewny, że ludzie na wykopie dalej mają gdzieś tam z tyłu głowy nadzieje, że wydasz kiedyś książkę. Gdziekolwiek teraz jesteś, mam nadzieję, że jesteś szczęśliwy Mirku. 

    To nie będzie ten poziom nenenene xD Nie umiem pisać tak lekko - będę robić to po swojemu, starając się edytować jak najmniej by wpis miał "moją" cząstkę. A to oznacza zapewnie błędy, powtórzenia i pewien chaos. Z tym musicie się liczyć ( ͡° ͜ʖ ͡°) 

    Witajcie, jestem Bartek, dla przyjaciół i znajomych Krzaku. Witajcie w moim chaotycznym świecie. 

    #rozkminkrzaka #dziendobry #gownowpis #opowiadanie

    PS: ej a może ktoś ma jakieś hasztagi osób które piszą swoje historie a zwyczajnie na nie nie trafiam bo to nisza albo nocna?

    PS2: a gdyby stworzyć jakiś wspólny hasz dla wszystkich możliwych ludzkich historii, np: #wykopstories ?

    PS3: częstotliwość będzie różna, ale następny wpis jutro. Postaram się wrzucać coś co parę dni, może częściej jeśli będzie wena. Bez niej na siłę nie będę nic wrzucać bo nie warto.

    Miłego Mircy ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

  •  

    Czy Lime nie dodał coś hulajnóg ostatnio? W drodze do pracy mijam z 2-3 razy więcej niż normalnie, aż się śmietnik z chodnika zrobił :|

    #wroclaw #lime

  •  

    Zaśmiecę trochę tagi, ale mam do was pytanie. Mianowicie dla których tagów głównie tu wchodzicie? Chętnie poszerze swój mały zbiór, którym się dzielę:

    #yerbamate #ksiazki #przemyslenia #rysujzwykopem
    #100sniadanchallenge #antrosbelfer #chwalesie #ciekawostkiwszelakie #czujedobrzeczlowiek #gruparatowaniapoziomu #12obszarow #odeusz #mirabelkipolecajo #malarstwo #poradnikwykopowegodentysty

    Jeszcze dorzucę wpisy takich użytkowników jak @oiio i @rezyserzycia bo w sumie sporo fajnych osób wrzucających fajne historie nie ma swoich tagów więc użytkowników których warto obserwować też możecie polecać :)
    pokaż całość

    •  

      @Kat20 polecam #innewojny bo mało plisowany kontent, a cholera naprawdę ciekawe obrazy, szczególnie jak nie widziałaś jeszcze.

      #tworczoscwlasna - choć niestety tag trochę zaspamowany wszystkim i niczym, tyle że raz na jakiś czas zdazy się fajna perełka dla której tam warto być.

      #rozkminkrzaka też polecę bo czemu nie. Bo to akurat moje, chaotyczne ale jest ;p

      #historieprywaciarza - kiedyś można tam było się dokopać naprawdę niezłych historii, teraz jest różnie ale może coś Ci się spodoba

      #postmanstories na pewno znasz, ale fajnie czasem wrócić, cholera dobrze gość pisał.

      Jak trafisz na coś ciekawego, daj znać bo ostatnio wykop stał się dla mnie... Cóż pusty. I od strony treści i od strony ludzi.
      pokaż całość

      +: Kat20
    • więcej komentarzy (22)

  •  

    Mirki, jaki DAW wybrać w takim przypadku:
    - dobrze zoptymalizowany i działający na OS X
    - do nagrywania wokali i mixu/masteru
    - zawierający w sobie dobre VSTki do powyższych czynności, żeby nie trzeba było dokupywać i odinstalowywać ciągle czegoś
    - nie za miliony monet, albo przynajmniej z opcją subskrypcji

    Całe życie lecę na #flstudio ale trial na OS X działa średnio, nie ma opcji subskrypcji i wbudowane VSTki też średnie.

    #produkcjamuzyki #daw
    pokaż całość

  •  

    Kurde Mirki stresuję się bo dziś pierwszy raz morsowanie. ( ͡° ʖ̯ ͡°)

  •  

    Losujemy 2 artykuły na Wikipedii. Tytuł pierwszego to nazwa Twojego zespołu, drugiego - tytuł waszej pierwszej płyty. Ja zaczynam.

    Alfred Sznitke - Błysk helowy
    xD
    #glupiewykopowezabawy #heheszki

  •  

    To jest ten moment, kiedy łapię chęć na zmianę i powracają wspomnienia ostatnio spierdolonych spraw. W sumie sprawy związane ze mną to najmniejszy problem. Ja tych ludzi chyba nigdy nie będę w stanie całkowicie przeprosić za to lenistwo i spierdolenie. Przychodzi panika i silna chęć na wywołanie w jakiś sposób braku świadomości. W sumie to tego jest mi najbardziej wstyd w życiu. Zamiast się wziąć za życie, to ja się ciągle lenię, potem budzę się z ręką w nocniku i coś się zadzieje, a potem znowu lenistwo i koło się zamyka. Zamiast zawalczyć o coś co jest dla mnie ważne, to odpierdalam, że niby to nic dla mnie nie znaczy.

    #gownowpis
    pokaż całość

    •  

      @Kiwiwi mam to samo wielokrotnie.

      Nie jestem osobą która się boi pracy - pracowałem czasem po 12-16 godzin i nie sprawiało mi to wielkich problemów, ale czasami przychodzi taki okres, że marnotrawię czas w niemożliwym stopniu.

      Chyba jedynym sensownym wyjściem jakie znalazłem w tej sytuacji to:

      - pogodzić się ze sobą w pewnym sensie. Nie robić sobie wyrzutów, nie pielęgnować nienawiści do siebie samego - jebać taki/taka właśnie jesteś i trudno.

      - zrobić COŚ. cokolwiek co ruszy sprawy do przodu (i tu nie ważne czy praca, czy coś osobistego czy ćwiczenia nad sobą) małe coś. To czasem potrafi zająć 30min. A później myślisz - kurde nie było tak źle może jeszcze coś? Mi osobiście zawsze najgorzej zacząć, a jak już zacznę jednak jakoś idzie ;)

      - ucieczka od myśli jest spoko, ale to jebana tragedia jak każda jedną pojedyncza rzeczą w danym dniu to robienie wszystkiego żeby od myśli uciec. I mówię to ja - hipokryta.

      - brak robienia jakichkolwiek planów. To chyba błąd, bo jakiś tam plan warto mieć. Ja się osobiście ich boję, zawsze szedłem na żywioł i jakoś wychodziło, ale z planem... Z planem łatwiej. Chyba.

      - i tysiące małych rzeczy które mogą zadziałać u mnie a nie koniecznie u kogoś innego, więc nie będę się rozpisywać.

      Nie wiem kim jesteś, nie wiem o co chodzi - po prostu powalcz. Bo warto. I sam też to zrobię, bo wbrew pozorom cały ten komentarz jest bardziej nawet do siebie samego żeby jednak pewne rzeczy wypowiedzieć na glos ;d
      pokaż całość

      +: Kiwiwi
    • więcej komentarzy (2)

  •  

    Nie umarłem, tylko zwolniłem tempo.

    PS: pierwsza kontrola skarbówki odbyta.
    PS2: strona będzie niedługo, nie trzeba mi przypominać co tydzień xD

    #rozkminkrzaka #tworczoscwlasna

  •  

    Pracuję w nowym miejscu. Kurierzy #dpd w poprzedniej pracy i w miejscu mojego zamieszkania - pełna kulturka. Zadzwonią, dogadają się, przekierują jeśli trzeba. Tutaj kutasiarz #kurier raz zostawił paczkę ze sprzętem za kilka tysięcy na korytarzu bez żadnego kontaktu. Rano dostałem smsa od dpd z numerem więc o 13 dzwoniłem do kuriera kiedy będzie - nie odbierał. O 14 okazało się, że paczki leżą pod firmą. Każdy mógł sobie zabrać.
    Dzisiaj zostawił paczkę w zupełnie innej firmie, pod innym adresem, wysłał smsa, że tam zostawił, a telefonu jak zwykle nie odebrał. Paczka obita, podziurawiona, otwarta i... prawdopodobnie przez kuriera zniszczony sprzęt "antyczny": https://www.wykop.pl/wpis/38148543/ale-dzisiaj-dzien-siedzialem-sobie-na-kiblu-i-prze/#comment-133924343

    Gdzie i jak to prawilnie zgłosić do dpd żeby wobec leniwego gnoja rzeczywiście wyciągnęli konsekwencje? Już w dupie mam obecne straty - chcę po prostu, aby do kolejnych nie dochodziło.
    pokaż całość

  •  

    Cześć, poniżej w tagu #lowcychin prezentuję ciekawą promocje do sklepu #aliexpress

    1. Naszyjnik świecący w ciemności (11 modeli do wyboru)
    Cena z wysyłką: $0.77 / ~2.91zł

    Po więcej ciekawych kuponów i promocji odwiedź stronę LowcyChin.pl
    -----------------------
    Kliknij TUTAJ aby przejść do wszystkich kuponów ekskluzywnych.
    -----------------------

    #modadamska #bizuteria #cebuladeals

    pokaż spoiler Bezpośrednie linki:
    https://pl.aliexpress.com/item/Moon-Glowing-Necklace-Turquoise-Charm-Jewelry-Silver-Plated-Halloween-Gifts/32758970381.html
    pokaż całość

    źródło: i1.wp.com

  •  

    Prawie 3 miesiące temu jakiś oszust kupił mój przedmiot na Allegro i próbował go wyłudzić wysyłając spreparowane potwierdzenie wpłaty.
    Wystąpiłam zaraz po incydencie do Allegro o zwrot prowizji(nie mało, bo prowizja to ponad 70zł), ale wniosek został odrzucony. Od tamtej pory średnio co 3 tygodnie wysyłam przez formularz kontaktowy prośbę o interwencje, ale jestem totalnie ignorowana - nie dostaje żadnej odpowiedzi od Allegro, więc nawet nie wiem jaki jest powód nie przyznania mi zwrotu.
    Co mogę zrobić w tym wypadku? Jest jakaś możliwość skontaktowania się z Allegro telefonicznie czy w inny sposób gdzie ma się kontakt z fizycznym człowiekiem, aby nie zostać totalnie olanym?

    #allegro
    pokaż całość

  •  

    #wroclaw jak tam wasz oddział pocztowy?

    Szlag mnie trafia. Non stop mam przypadki, że:
    - przesyłka spóźniona.
    - jest awizo, nie ma paczki. (Bo odebrałem dwa dni wcześniej, ale awizo przychodzi spóźnione)
    - jest paczka, ale bez awiza, dostaję ją akurat gdy coś nadaję w oddziale.
    - teraz mam przypadek gdy wg. listu awizowano przesyłkę 29.12.2018 (nie było na 100%) później byłem na poczcie 02 i 03.01.2019 ale wydano mi inne paczki tej nie było. Teraz mam informację, że dzisiaj o 9 wydano awizo ale go kurwa w skrzynce nie ma.

    W T F ? !

    Serio, co tu się dzieje?! Pytałem już na poczcie o ten stan rzeczy, pani stwierdziła, że to niezależne od niej, bo listonosze są oddzielnie nie u nich w oddziale, poza tym nawet jak skargę złożę to ona nic nie zmieni.

    Ale może rzeczywiście mam być bucem, za każdym razem przypominać, że jest problem i za każdym razem składać skargę? Bo nie wiem jak to ruszyć, jest gigantyczny problem, wielokrotnie gdy grzecznie pytałem co się dzieje i czemu tak jest to oczywiście umywano ręce od wszystkiego, nawet gdy (w rekordowym momencie : D) dyskusję podjęło 6 osób z kolejki u których te same problemy były.

    W skrócie:
    Jak narobić gówna, żeby coś z tym zrobiono?

    #pocztapolska #zalesie
    pokaż całość

  •  

    Elo, Mirki, którzy żalicie się na #pocztapolska . A może chcecie codziennie historyjkę z pracy listonosza? Codziennie znajdzie się jakiś kwiatek, który sprawia, że tracimy czas... Czas, który moglibyśmy przeznaczyć na Wasze paczki, polecone, listy zwykłe... A czasem tracimy nawet chęć do pracy i chcemy się zwolnić... Jestem tzw. "skoczkiem", czyli zastępuje listonoszy na urlopach, którzy mają swój stały rejon, więc każdy punkt doręczeń traktuję jako punkt doręczeń, a nie z górki. Jakiś pomysł na #? pokaż całość

    +: kruszganek, dzieju41 +3 innych
  •  

    Lubię takie dni.

    Fakt faktem nie załatwiłem dzisiaj nic - od dwóch dni intensywnie szukam sobie miejsca na warsztat, więc dwa dni po parę godzin chodziłem po nadodrzu szukając potencjalnych miejsc. Niby obowiązek ale cholera, podwórka nadodrzańskie są ładne, nie spodziewałem się tego. Z jednej strony czas stracony, z drugiej - całkiem miło.

    No ale z wczorajszych przeszpiegów miałem 6 miejsc, 4 spółdzielnie mieszkaniowe - generalnie nie ma nic. 14 w domu a tam czeka ona.

    5kg paczka ostatniego rzutu złomu zegarmistrzowskiego który zamawiałem jeszcze w trakcie świąt, żeby mieć zapas na następne dwa trzy miesiące.
    Kupiona w ciemno, więc miałem gigantyczne obawy, aaaaale:

    -ponad 140 mechanizmów
    - ok 10 działających, co się nie zdaża prawie w ogóle!
    - trzy stopery radzieckie, w tym jeden działający (mniej więcej)
    - masa kopert
    - wielka ilość damskich mechanizmów, powiększyłem swoją kolekcję conajmniej dwukrotnie, więc w końcu będę mógł robić przeszłe zamówienia na Kolczyki
    - tarcz mam teraz chyba ponad 400. Myślę co z tym zrobić, ale znajdę zastosowanie ;D
    - działający budzik który staje się moim strażnikiem wstawania. Zdążę go znienawidzić.

    Siedzę i sortuje od 14 godziny i dalej mi się japa cieszy, strasznie dobre łowy ;D

    #rozkminkrzaka #zegarkiboners (choć w większości mechanizmy)
    pokaż całość

    GFY

    źródło: gfycat.com

  •  

    fuuuuuuuuuuuuuu, posypały mi się wszystkie ładunki wyjazdowe, nie ma ktoś z Was czegoś żeby uciec na zachód? (Docelowo interesuje mnie Francja)

    Bus DMC 3.5t, 10ep, 4.85x2.2x2.5, bez windy. Załadunek bok/tył, firanka

    Jeden wolny od dziś - cała Polska w zasadzie, ale jest w Warszawie, dwa kolejne od przyszłego tygodnia. Jak patrzę np. na transa, to aż odechciewa się samochód odpalać :) Może macie jakieś wyloty lub któremuś z tutaj obecnych przewoźników zależy na zapewnieniu ciągłości współpracy z jakąś firmą, a sam nie ma mocy przerobowej i mogę jeden kurs przejąć? tak, mirko to desperacja, ale już mi wszystko jedno gdzie szukam :D
    #bekaztransa #transport #spedycja
    pokaż całość

  •  

    Generalnie czekam na dwie paczki, wczoraj na jedną zostawił awizo a druga niby była próba doręczenia o 20, byłem w domu ale oczywiście nikt nie dzwonił ani nie zostawił awizo. Czyli będą znów "próbować" dzisiaj?

    #pocztapolska

    +: bkwas
    •  

      @Cinek88 jak byłem w małej miejscowości ~15k mieszkańców pocztą działała super, czasem lepiej jak kurier.

      Ale to co się dzieje np. we Wrocławiu to jest kurwa dramat ;(

      Non stop mam przypadki, że:
      - przesyłka spóźniona.
      - jest awizo, nie ma paczki. (Bo odebrałem dwa dni wcześniej, ale awizo przychodzi spóźnione)
      - jest paczka, ale bez awiza, dostaję ją akurat gdy coś nadaję w oddziale.
      - teraz mam przypadek gdy wg. Numeru listu awizowano przesyłkę 29.12.2018 (nie było na 100%) później byłem na poczcie 02 i 03.01.2019 ale wydano inne paczki, tej konkretnej nie było. Teraz mam informację, że wczoraj o 9 wydano awizo ale go kurwa w skrzynce nie ma.

      Jedno wielkie WTF
      pokaż całość

      +: GuiiHz
    • więcej komentarzy (2)

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika bkwas

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (6)