•  

    Mireczki z tagu #astronomia , dzisiaj jest zaćmienie Księżyca, ale podobno ma też być 'dobrze' widoczny Mars. Gdzie będzie i jak go poznam?

    #pytanie #pytaniedoeksperta

    +: Cronox
  •  

    Złodziej wchodzi do starego, ale bogato urządzonego domu. Po chwili słyszy:
    -Uważaj, Anioł cię widzi!
    Ignoruje to. Po chwili znowu
    -Uważaj, Anioł cię widzi
    Znowu to ignoruje. Po chwili jeszcze raz
    -Uważaj, Anioł cię widzi
    Złodziej świeci latarką w kierunku źródła dźwięku, widzi papugę i pyta ją
    -Jak się nazywasz?
    -Kleopatra
    -Co za debil nazywa papugę Kleopatra...?
    -Ten sam, który nazywa rottweilera Anioł

    #heheszki #suchar #dowcip #pasjonaciubogiegozartu
    pokaż całość

  •  

    Nie ma to jak herbatka mrożona własnej roboty(⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)
    #gownowpis #herbata

  •  

    -anno domini 79
    -tak naprawdę to nie, bo nikt nie daje jebania o taką datację
    -no to rok DCCCXXXII od założenia Rzymu
    -Oktawian lv XIX here
    -twoi starzy to magnaci w Pompejach
    -handlują jakimś zbożem albo niewolnikami
    -coś pojebali we wniosku CEIDG-I i w sumie nikt nie wie czym się zajmują
    -ale sestercji od chuja
    -Pompeje super miasto
    -akwedukty
    -łaźnie
    -targi niewolników
    -i wyjebana arena lepsza jak Koloseum
    -ogólnie jebać Rzym bo to kurwy
    -ale nie o tym
    -ojciec Gajusz znalazł dla ciebie żonę
    -córka pierwszego pogromcy chrześcijan, jebany ma ponad 200 ukrzyżowań na koncie
    -podobno fajna dupa, taka Wenus tylko lepsza
    -bo prawdziwa, hehe
    -ale cicho bo stos albo lwy
    -ojciec przyniósł jej ryciny
    -więc wiesz czego się spodziewać
    -nie chcesz się zbytnio podjarać zanim przyjdą więc postanawiasz sobie zwalić
    -wolisz tak niż burdel, bo wierny z ciebie mąż
    -mimo że nie masz żony
    -kladziesz się w komnacie
    -zaczynasz polerować obsydian myśląc o niej
    -swojej przyszłej żonie
    -nagle słyszysz jak coś tak pierdolnęlo że aż się ziemia zatrzęsła
    -boisz się że to Hannibal ożył i rzuca w miasto sloniami
    -ale to jednak nie to
    -ludzie na trakcie krzyczą i płaczą
    -mame wbiega do komnaty
    -widzi jak gruszysz
    -po chwili milczenia mówi że wezuwiusz wybuch
    -kończysz patrząc jej w oczy
    -chuj cię wezuwiusz
    -po sekundzie okazało że nie chuj bo właśnie zalał was wyciek piroklastyczny
    -na zawsze zastygasz ze zwiędłą fujarą w ręce obok mame
    -prawie 2 tysiące lat później odkopuje was ekspedycja naukowa
    -naukowcy kisną z ciebie srogo
    -nieśmiertelny brak profitu

    #pasta
    pokaż całość

  •  

    Nie ma gorszego raka niż strony internetowe z przepisami.

    Wpisujesz w google "proste dania dla studentów". Oto pierwszy wynik:

    "Makaron z boczkiem i cebulą" - myślisz sobie, spoko, zrobię.

    Składniki:
    - makaron ze szwajcarskiej mąki mielonej sposobem tradycyjnym
    - boczek z dzikich świń z Afryki
    - łzy brazylijskiego noworodka
    - kryształ z serca góry uga buga
    - cebula rotszwalcka wyhodowana w ziemi torfowej
    - sól

    Sposób przygotowania: Cebulę posiekać dobrze naostrzonym mieczem samurajskim, dolać dokłądnie 3,79 kropli łzy noworodka,
    boczek podsmażyć smoczym oddechem a makaron gotować we wrzącej wodzie we własnych ustach. Na koniec wsypać sobie soli do dupy.

    #pasta #gotujzwykopem #heheszki
    pokaż całość

  •  

    Każdemu plusującemu wybiorę piosenkę ze swojej playlisty. Głównie muzyka elektroniczna. Maks 117 plusów.

    #glupiewykopowezabawy

  •  

    - Panie Cris, możemy porozmawiać?
    - O Wietnamie?
    - Tak. O Wietnamie.
    - Ciągle padało. Człowiek marzył o suchym, ciepłym łóżku. No i jakimś dobrym posiłku. Kapral Carrot co prawda starał się jednak nie był kucharzem tylko farmerem.
    - Farmer na wojnie?
    - Carrot wcześniej żył sobie spokojnie na własnym ranczo w New Jersey i hodował marchew. Lubił porządek, czasami bił żonę gdy była zbyt leniwa.
    Gdy on harował na polu, żona w ramach pocieszenia doprawiała mu rogi. Carrot porzucił stare życie i dołączył do Marines. Zostawił wszystko. Od korpusu oczekiwał porządku. Prostoty.Uważał, że wojna jest piękna.
    - Wojna? Piękna? Jak?
    - Według Carrota piękno to stan, kiedy nie ma niczego zbędnego. Na wojnie jest tylko życie i śmierć. Swoją drogą jego flaki "pięknie" obryzgały las w promieniu 15 metrów.
    Zawsze wszystko wiedział lepiej i to doprowadziło go na minę. Szeregowy porky bardzo się tym przejął.
    - Porky?

    - Ta. Młody dzieciak, co chciał się sprawdzić na wojnie. Jednak kiedy zobaczył jak giną ludzie to zamknął się w sobie, prawie się nie odzywał.
    A nawet jeśli to potwornie się jąkał, jakby upośledził sobie dykcję na skutek traumy. Pewnej nocy poszedł na patrol i już nie wrócił. Pamiętam, że szedł w stronę wietnamskich bunkrów.

    - W twojej drużynie było więcej osób, co z resztą ?
    - Niektórzy nie nadawali się do tej brudnej roboty. Tiger nadawał się aż nad to. Z radością mordował hordy wietkongu, śmiejąc się i tańcząc pośród gradu kul. Jego "entuzjazm" udzielił też się cywilom - gwałcił na potęgę, jednak jak zmienił cel na dzieci to trzeba było go powstrzymać. Porucznik Owl własnoręcznie zakończył jego zbrodnie. To też byli ludzie. Gwałt dzieci na oczach ich rodziców nie mógł ujść mu na sucho.
    - Owl był waszym dowódcą?
    - Przez pewien czas. Po burzy straciliśmy łączność z resztą oddziału. Wspiął się na najwyższe drzewo w okolicy i urządził tam sobie bazę, czekając aż radio złapie sygnał od dowództwa.
    My poszliśmy dalej, wierząc, że znajdziemy resztę plutonu. Owl został na posterunku. Nigdy więcej już go nie spotkaliśmy. Jego zadania przejął sierżant Bear's.

    - Zostawiliście dowódcę?
    - To on nas zostawił. Nie słuchał się jak mówiliśmy mu, że wietkong nadciąga. Nie mieliśmy szans, a on uparł się, że tam zostanie, póki nie złapie sygnału.
    A dobrze wiedzieliśmy, że wróg nadciąga. Te cholerne bunkry były wszędzie!
    - Sierżant Bear's sprawdził się w roli dowódcy?
    - Zawsze miał dobrą minę do złej gry. Nawet będąc pod ostrzałem potrafił opowiedzieć jakiś żart, aby rozluźnić atmosferę, traktował wszystko jak zabawę.
    Przyznam miał apetyt i jadł za nas czterech, ale kondycyjne nie odstawał od reszty. Był jeszcze Miner i Donkey.

    - Co się stało z szeregowymi Minerem i Donkeyem?
    - Miner miał fioła na punkcie tuneli, przed dołączeniem do wojska pracował w kopalni. Wietnamczycy mieli bardzo rozbudowany kompleks podziemnych bunkrów.
    Mines ubzdurał sobie, że w tych bunkrach znajdzie coś ważnego. I ślad po nim zaginął.

    - A co z Donkeyem?

    - Nikt z nas nie znosił tych warunków. Donkey jednak był inny, większość czasu milczał, a pytany co chce na kolację odpowiadał Carrotowi, że pragnie jedynie śmierci.
    Jego akurat nie musieliśmy długo szukać. W nocy, kilka metrów od nas wziął sznur i w końcu wydostał się z tego piekła. Jego zwisające truchło śni mi się do dziś.
    Ono i te błędne oczy, które widziały już wszystko, co świat ma do zaoferowania.

    - Tak więc zostaliście sami we dwóch w lesie. Co się wydarzyło potem?
    - Sam nie jestem pewien. Pamiętam tylko, że często padał deszcz. W tym miejscu opuszczonym przez Boga nie było czasu na sen.
    Jak przestało padać to momentalnie wietkong wychodził z kryjówek. A kryjówki były wszędzie, ten cały przeklęty las miał wszędzie oczy.
    Szliśmy i szliśmy, a las nie miał końca. Te bunkry były wszędzie, musiałem chociaż raz w nich być!

    Stwierdziliśmy, że musimy tam wejść, głos wzywał nas do nich!
    Bear's to był mój prawdziwy przyjaciel, on wiedział żeby tam nie wchodzić!
    - Na dzisiaj musimy już kończyć Panie Cris, pora na lekarstwa.

    - I jak doktorze, dowiedziałeś się czegoś nowego?
    - Dalej to samo, pacjent cały czas opowiada tą samą historię, bez nowych detali. Terapia nie przynosi pożądanych efektów.

    - Mnie to zastanawia - nawet jeśli mówi prawdę, to jakim cudem spędził on 18 lat w Wietnamie i nie napotkał nikogo z innego oddziału?
    W jaki sposób, zdany tylko na siebie przeżył całą wojnę?
    Ja bym pozostał przy wersji, że pacjent jest niepoczytalny na skutek poważnej traumy.

    - Tylko weźmy pod uwagę Panie doktorze, że wielu już stamtąd nie wróciło. A na pewno nie byli już po tym tacy sami.
    Wie Pan jak to mówią: jeśli cokolwiek można nazwać piekłem ma ziemi to zdecydowanie to miejsce. Gdzie nie spojrzysz gęsto od drzew i Wietnamców.
    A niebo jedynie płacze nad ich losem, skraplając teren. Kto raz trafił do Stu-milowego lasu już nigdy nie był taki sam.

    Zalecam, aby kontynuować badania.

    #pasta #heheszki #wietnam #wojna
    pokaż całość

  •  

    Takie debilne pytanie: czy za 'przekrzywione' zdjęcia pokroju tych z Lewym (bez obraźliwego podpisu) można mieć bagiety? Bo mam pomysł na kolejne meme a nie chce prokuratora ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    Wiem, jestem debilem, że o to pytam
    #pytanie #prawo

    +: Cronox
  •  

    bądź mno
    janusz, lvl 42
    masz znajomego, który pracuje w biedronce
    dał Ci cynk, że pojutrze będzie promocja na tyskie
    przecena czteropaka z 9,11 zł na 9 zł
    aż ci stanął
    wąs oczywiście
    twój januszometr zaczął nakurwiać jak popierdolony
    taka okazja nie może Ci przejść koło nosa
    wiesz, że pewnie wszystkie janusze z okolicy rzucą się jak pojebani
    ale Ty masz przewagę
    wiesz o promocji na 2 dni przed
    postanawiasz nie marnować czasu
    przebierasz się za bezdomnego
    pożyczasz psa od córki i z kartką: "na leczenie azorka" siadasz przed wejściem do kościoła
    prawie każdy kto widzi biednego pieska rzuca Ci jakieś drobne
    nagle idzie twoja córka
    "tate, co Ty odkurwiasz"
    "córcia, ciiiii! ić stont, bo mi wizerunek żebraka niszczysz!"
    "tate do cholery wracaj do domu, mame z obiadem czeka"
    "KURWA CÓRCIA WYPIERDALAJ, JA MAM MISJĘ"
    w końcu daje Ci spokój i odchodzi
    pod koniec dnia liczysz swój zysk:
    29 jednozłotówek i 21 dwuzłotówek
    idealnie
    50 monet
    tyle ile trzeba
    dobra azor, wykurwiaj psie
    nadchodzi dzień przed promocją
    biedronka jest otwarta w godzinach od 7:00-21:00
    zapierdalasz pod nią o 3:00
    zabierasz wszystkie zebrane pod kościołem pieniądze
    przed sklepem jest równo 50 miejsc parkingowych i tyle samo wózków sklepowych
    do każdego wózka wsadasz 1 monetę
    ustawiasz na każdym miejscu parkingowym po 1 wózku, żeby janusze, którzy jutro przyjadą po tyskacze pewnie już przed 7:00 nie mogli zaparkować
    parking spory, więc zastawianie miejsc zajęło Ci trochę czasu
    skończyłeś o 6:45
    okurwa.exe
    zapomniałeś o jednym
    miejsce dla inwalidów
    zostało 1 niezastawione miejsca
    I TO POD SAMYM KURWA WEJŚCIEM
    twój plan powoli zaczyna się sypać
    idziesz pod same drzwi
    godzina 6:59
    nagle z oddali rozlega się klekot
    "O NIE, ZACZYNA SIĘ"
    zza horyzontu wyjeżdża stado passatów 1.9 TDI
    wjeżdżają na parking
    nikt nie może zaparkować, bo wózki
    wtem pod samym wejściem na kopercie parkuje czerwony pasek
    wyczołguje się z niego janusz
    pełza do bagażnika po wózek inwalidzki
    to będzie twój jedyny rywal w wyścigu po tyskie
    podjeżdża koło Ciebie pod same drzwi
    wymieniacie się złowrogimi spojrzeniami
    wybija 7:00
    drzwi się otwierają
    POSZLI!
    SZYBCY WŚCIEKLI I PAZERNI!
    zaczynasz zapierdalać między półkami na dział z alkoholem
    nie możesz się skupić na drodze, bo twoją uwagę rozpraszają żółte tabliczki z innymi promocjami
    nagle mignęła Ci promocja na śledzie z 5,99 na 5,98
    nie wytrzymujesz
    zatrzymujesz się
    pakujesz do kieszeni 2 opakowania
    widzisz, że twój przeciwnik prawie jest już na miejscu
    januszometr wykurwia poza skalę
    chwytasz słoik z kiszonymi ogórkami
    rzucasz w inwalidę
    pudło
    zaczynasz biec na dział z alkoholem co chwila łapiąc jakieś artykuły, rzucając w rywala i utrudniając mu drogę
    mijasz dział z pieczywem
    łapiesz za bagietkę
    z całych sił rzucasz nią niczym oszczepem
    ta wpierdala się w szprychy wózka drugiego janusza
    wypierdala się na ryj, ale się nie poddaje
    porzuca wózek i zaczyna pełzać w stronę tyskaczy
    wpierdalasz się na zamrażarki z lodami i przeskakujesz przez półki
    widzisz, że przeciwnik już jest na miejscu i wyciąga swoje łapska po twoje czteropaki
    z bólem serca sięgasz do kieszeni po śledzie
    spoglądasz na nie z łezką w oku
    "janusz, to dla Ciebie trudne ale musisz"
    bierzesz zamach i rzucasz w wyciąniętą rękę rywala
    ten dostaje i syczy z bólu
    podbiegasz do niego i łapiesz go za nogę
    zaczynasz go wlec na drugi koniec sklepu, żeby mieć więcej czasu na zebranie jak największej ilości czteropaków
    jest sparaliżowany od pasa w dół, a bez wózka inwalidzkiego powrót trochę mu zajmie
    po drodze wyzywa Cię i drze mordę
    zostawiasz go na dziale z chemią
    biegniesz po czteropaki
    nagle słyszysz dźwięk rozpędzonego stada
    OJAPIERDOLE.PNG
    reszta januszy
    łapiesz tyle czteropaków ile dasz radę unieść
    wsadzasz je pod pachy, pod koszulkę, do spodni, do nogawek, w zęby, do reklamówek, do rąk, do odbytu
    udało Ci się zabrać z dziesięcioma
    na półce w promocji zostały tylko 2
    dumnie kroczysz do kasy i słyszysz za sobą kłótnie, wyzwiska, szarpaniny reszty januszy
    płacisz 90 zł i 5,98 zł za 1 pudełko śledzików
    wychodzisz ze sklepu i podążasz do swojej gabloty 1.9 tdi, zaparkowanej w krzakach
    za wycieraczką widzisz ultokę z tesco
    "PROMOCJA NA CZTEROPAK TYSKIE, TYLKO 8,98 zł!"
    krew Cię zalewa
    umierasz


    #pasta #biedronka #tesco #heheszki
    pokaż całość

    +: C.............a, KrzepkiRadek +15 innych
  •  

    Nazywam się Janusz. Kowalski Janusz.
    Piszę do internetu, żeby powiedzieć, że już mnie nosi.
    Nie mogę dłużej znieść tej ludzkiej zawiści, tej zazdrości, tego zaglądania sobie do kieszeni.
    A wszystko to przez samochód. Co ludzie mają do Passata? Dlaczego tak się śmieją z jego właścicieli? Niedawno sprawiłem sobie takie właśnie auto.
    Nie nowe. Na nowe, to wiadomo, tylko złodzieje mają, a ja jestem normalny człowiek, z pracy rąk żyję, nie to, co te letkusy przy komputerach i na jaki zarobiłem, taki mam.
    Złotówki kredytu na to nie wziąłem, to i teraz nie płaczę. Ale od jakiego czasu słyszę, że ludzie nie mogą przeżyć, że ja mam.Tak bardzo ich ten Passat uwiera. A zaczynało się tak dobrze...

    Żeby nie skłamać, muszę powiedzieć, że żyje nam się całkiem nieźle. Na wiosce jesteśmy jednymi z lepszych.
    Domek mamy ładny, z ogródkiem, niedawno ze szwagrem żem go ocieplił styropianem piąteczką, na dach się dało nową blachodachówkę, co ją jeden znajomy za flaszkę odkładał z tych odrzutów z trzeciego gatunku, polbruk się położyło z tych foremek, co żem je na giełdzie kupił, altana do grilla się robi, w domu plazma el dżi stoi, no można powiedzieć przepych.
    A to co się dzieje od kiedy zamieniłem Tico na Passata TDI to już w ogóle szaleństwo. Od razu zauważyłem takie jakby większe uważanie wśród ludzi. Niestety, pojawiła się i zazdrość.
    Zresztą nie ma się co dziwić, jak się widzi kogoś taką furą, to oko jednak trochę bieleje. Ja tam nikomu nie zazdroszczę, daj im tam Boże, po co to się denerwować.
    A co, mi ubędzie od tego, że sąsiad ma lepiej?

    Ale wracając do samochodu. Mój Passat to najlepszy wóz z najlepszym silnikiem pod słońcem, diesel 110-tka.
    Nie jakieś tam 90 koni dla pospólstwa, Danka, żonka, nawet chciała, bo widziała taniej, ale się uparłem i powiedziałem, że dziadować nie będę.
    Pamiętam jak dziś, jak pojechaliśmy z synem go oglądać do jednego handlarza. Miał na podwórku tych samochodów z pięć, ale albo jakaś francuszczyzna, albo włoskie badziewie, jakiś Ford wiadomo czego wort, he he, no i ten jeden jedyny Pasacik.
    Od razu widać klasę. Nadwozie karawan, kolor granat akryl, oryginalne kołpaki, tapicerka czarny welur i ten błyszczący znaczek VW na kierownicy. Słabo mi się zrobiło jak go zobaczyłem.
    Co prawda nigdy mi się kombi nie podobało, ale handlarz mówi, że to szczyt szpanu i za granicą nikt już sedana nie kupuje. Chłop kawał świata widział, to co się bedę z nim sprzeczał.
    Przebieg jedynie 152 tysiące. 100% oryginalny. Skąd wiem? Po pierwsze handlarz brał go dla siebie. Mówił, że nawet nie myślał o sprzedaży, bo jak jechał i go na trzech stacjach po drodze przy tankowaniu pytali czy nie sprzeda, to już wiedział, że trafił perełkę.
    Ale okazuje się, że jego znajomy akurat pozbywa się Audi A6 2.5 tdi kombi, interkuler, automat, no to skorzystał z okazji i przerzuca się na wyższą półkę. Audi A6...ech, może kiedyś. No więc dla siebie kręconego by nie brał.
    Poza tym przejechaliśmy się kawałek i jak przycisnął gaz do deski, to tylko czarno się za nami zrobiło, a mnie w welur wcisnęło.
    Pomyślałem: jakie odejście, jak ja tym będę jeździł? Sebek mówi:

    - Tata, ale pocisk.

    Nie ma to jednak jak 110-tka. Co prawda chłopak po przejażdżce przejrzał papiery i mówi, że tam w miejscu na moc jest wpisane 66 kW i to chyba jest 90 KM.
    Ale handlarz spojrzał na niego wrogo, potem z politowaniem pokiwał głową, wziął mnie za rękaw do tyłu samochodu i mówi:

    - Panie, wyglądasz pan na inteligentnego faceta, toć jakby to nie było 110 to to "I" w napisie TDI by było srebrne, tak? A jakie jest? Czerwone, panie, czerwone.
    To Niemiec by sobie malował literki na klapie? Toć pomyśl pan chwilę.

    I powiem że przekonał mnie tym argumentem. Co prawda jakaś pinda w okienku w rejestracji też mówiła, że to 90-tka, ale co ona tam wie.
    Zresztą, czy ja będę z bryfem na szybę naklejonym jeździł? Jest czerwone "I" na klapie i tyle w tym temacie.

    Jak już tak stałem z tyłu to chciałem zobaczyć jak wygląda bagażnik. Niestety nie chciał się otworzyć.
    Handlarz mówi, że Niemiec miał obcierkę parkingową i klapa się lekko zakleszczyła, ale da mi puszkę towotu, żebym sobie krawędzie przesmarował. To powinno pomóc. Swój chłop.

    No i najważniejsze - klima. Powiedziałem żonie, że co by to nie było, po Tikusiu klima musi być. I nie jakaś tam ręczna, bo to dla biedoty jest, ale full klimatronik.
    Więc pytam, czy jest, a handlarz:

    - Panie, no w takim aucie by nie było? - prowadzi mnie do środka i pokazuje rząd przycisków nad dziurą po radiu. - Klima jest do nabicia, bo Niemiec nie używał, kupił, ale
    wiecznie się przeziębiał i nie używał.

    Widać ten germański naród tak różny od nas nie jest. Ja tam też nie zamierzam używać.
    A co to za problem szybkę sobie trochę opuścić, żeby świeżego powietrza wpadło? A tak, włączę klimę i od razu ile więcej spali! Kogo stać na takie fanaberie!?

    Sporządziliśmy umowę, tzn. handlarz miał już gotową, wystarczyło podpisać. Nie bardzo ją rozumiałem, bo była po niemiecku, ale tam nad moim nazwiskiem było napisane Hans jakiś tam, czyli prawdę mówił ze od Niemca kupił.
    Później w wydziale komunikacji, jak się chwaliłem jaka to okazja mi się trafiła, pani się pytała gdzie byłem po to auto, to mówię, że tu i tu. A ona pyta, skąd je w Niemczech kupiłem, bo przecież osobiście musiałem być skoro jest umowa.
    Nie bardzo wiedziałem co powiedzieć, pani się tylko roześmiała, pokiwała głową i poszła robić swoje. Skrzywiłem się tak lekko w uśmiechu i powiem, że do dzisiaj nie łapię tego żartu z moim wyjazdem do Niemiec.

    Tego dnia jak wracaliśmy nowym nabytkiem do domu, to puchłem z dumy. Zajechaliśmy przed dom, Danka wyszła, fartuch otrzepała, złożyła ręce jak do modlitwy i mówi:

    - Jezu jaki piękny. Toć to limuzyna.

    Nie mieliśmy specjalnie większych potrzeb, bo to i mortadeli jeszcze zostało, i kaszanka nie ruszona, ale nie mogliśmy się powstrzymać i pojechaliśmy na zakupy do Biedronki.
    No radość nas rozpierała po prostu jak wysiadaliśmy na parkingu. Miałem wrażenie, że wszyscy patrzą tylko na nas. Dla takich chwil się żyje.
    Zrobiliśmy zakupy i po raz pierwszy przekonałem się o zaletach kombi. Bagażnik wielki jak piwnica.
    Co prawda tej klapy jeszcze nie posmarowałem i za cholerę nie chciała się otworzyć, ale od środka, przez tylne oparcie, dało się wszystko spokojnie wrzucić, bo nie było rolety. Tzn. podobno była, ale handlarz miał ją u kolegi w warsztacie, potem miał dosłać, ale mówił że pomylił adresy.
    Potem dzwoniłem jeszcze kilka razy, ale już nikt nie odbierał, a potem był tylko nagrany głos, że abonent ma wyłączony telefon. Pewnie pojechał za granicę. Głupio mi się zrobiło, że bym go na koszty romingu naciągnął i dałem sobie spokój. W sumie bez tej rolety jest dużo wygodniej, bo to i sięgnąć można swobodnie, i przez szybę widać jaki piękny kufer ma nasze autko.
    A jak będę wiózł bosza od szwagra to się wsunie pod siedzenie i też będzie dobrze.

    Niestety kilka dni później przeżyłem spore załamanie nerwowe, częściowo związane z moim nowym nabytkiem. Akurat wróciłem z roboty, z jedynki, wszedłem do przedpokoju, omiotłem wszystko wzrokiem dookoła i pomyślałem, że razem z cyklinowaniem klepki na podłodze to i boazerię trzeba będzie papierem przelecieć, bo to już 20 lat jak lakierowana była. Weźmie się wolne w przyszłym tygodniu, to się akurat zrobi.
    Ale słyszę, że Danka po kuchni się miota i jakaś taka podminowana, garnkami tłucze, szafkami trzaska, a mdf drogi, więc pytam się, co do cholery wyprawia?
    A ona że Jarzyńscy, sąsiedzi nasi, dwa domy dalej, kupili Woldzwagena.
    Nagle poczułem się jakby mi ktoś przyłożył obuchem w łeb, zachwiałem się na nogach, ale przytrzymałem futryny i usiadłem na krześle w kuchni. Dobrze że koraliki zdjęte bo bym pozrywał.

    - Kedy? - zapytałem z trudem łapiąc oddech.
    - Wczoraj.

    Wiedziałem. Nasze szczęście nie mogło trwać wiecznie, ale dlaczego tak krótko? Już mi Sebek, syncio znaczy, mówił, że w tych internetach ciągle ktoś się z Passata nabija, ale myślę sobie: to daleko, to nas nie dotyczy. A tu taki cios w plecy i to od znajomych. Co za ludzie. Co za zazdrośniki.
    Nie wytrzymali. Jak to ich cudze szczęście w oczy kole. Rzuciłem na stół piterek spod pachy, co w nim noszę dokumenty i przepustkę na bramę i wskoczyłem do samochodu.
    Przejechałem koło Jarzyńskich raz i drugi, ale nic nie zauważyłem. Wreszcie postanowiłem iść na całość, zajechałem na ich podwórko.

    - Jest Stasiek? - zapytałem wysiadając.
    - A kręci się tu gdzieś. - odpowiedziała jego żona.

    Po chwili zobaczyłem go, jak idzie w moją stronę. Co by tu powiedzieć?

    - Cześć Stasiu, słuchaj.... nie masz pożyczyć widiowej dziesiątki? Kobita mnie męczy, żeby jej coś tam przymocować - człowiek w stresie wpada na najlepsze pomysły.
    - No mam, chodź do garażu. Przy okazji coś ci pokażę. Samochód nowy kupiłem - uśmiechnął się Stasiek.
    - Taa? Ja nie wiem, ja zarobiony jestem. Mówię ci, roboty tyle, że nie przerobisz, ale nadgodziny wpadną to i wypłatę się ładną odbierze.
    - Woldzwagena kupiłem.

    I otwiera drzwi do garażu, własnoręcznie zrobionego z tej płyty po rozebranych kontenerach, cośmy ją pożyczyli kiedyś z budowy.Jest. Już widzę błyszczący znaczek VW na klapie, ciśnienie mi rośnie, oddech przyśpiesza.
    Stasiek otwiera drugą stronę drzwi i...Golf! Golf! Twarz mi nieco pojaśniała. Tylko Golf. I do tego czerwony. Czuję, że wraca mi oddech i jasność widzenia.

    - Jaki rocznik? A silnik? Benzyna!?
    - Benzyna
    - Czuję, że wracam do życia - aha, a klimę ma?
    - No jakby nie miał? Ma!
    - A daj zajrzeć.

    Patrzę, a tam zwykłe okrągłe pokrętła. Ręczna! Roześmiałem się już całkiem rozluźniony, wychodząc klepnąłem Staśka po ramieniu i mówię:

    - No Stasiu niezłe autko, pojeździsz sobie.
    Stasiu kiwnął głową i cicho powiedział:
    - Chciałem TDI.
    - Tak, Stasiu, ale widzisz, za TDI to trzeba kupę kasy zapłacić, Kuupę. Toć płaciłem, to wiem. Danka mi mówi: tyle kasy, tyle kasy, Jezu. Jak pojechalim podjąć pieniądze na niego, to torebkę z kopertą z banku tak ściskała przy sobie jak niemowlaka, aż jej ręce zbielały. Dobrze, Stasiu, pojeździsz sobie. A co to, benzynka zła?

    To mówiąc wziąłem z rąk Staśka wiertło, które mi wyszukał, odetchnąłem głęboko z wielką ulgą i z szerokim uśmiechem poszedłem do mojego Paska, który wydał mi się jeszcze lepszy niż wczoraj, jeśli to w ogóle możliwe.
    Wszedłem do domu, Danka właśnie nakładała obiad. Założyłem kapcie i włączyłem plazmę. Akurat leciały "Trudne sprawy". Lubię na to popatrzeć, nie powiem, bo to takie bardziej życiowe jest.
    Żona przyniosła mi talerz z zupą i postawiła na ławie, a ja jej mówię:

    - Danka, nie masz się co martwić, na wsi ciągle nikt nas nie przebił - i rozluźniony siorbnąłem pierwszą łyżkę krupniku.

    To tyle.
    Nie wiem o co chodzi z tymi planszami do kółko-krzyżyk, ale chyba powinienem napisać
    #samochody #motoryzacja

    #pasta
    pokaż całość

  •  

    Nazywam się Janusz. Kowalski Janusz.
    Piszę do internetu, żeby powiedzieć, że już mnie nosi.
    Nie mogę dłużej znieść tej ludzkiej zawiści, tej zazdrości, tego zaglądania sobie do kieszeni.
    A wszystko to przez samochód. Co ludzie mają do Passata? Dlaczego tak się śmieją z jego właścicieli? Niedawno sprawiłem sobie takie właśnie auto.
    Nie nowe. Na nowe, to wiadomo, tylko złodzieje mają, a ja jestem normalny człowiek, z pracy rąk żyję, nie to, co te letkusy przy komputerach i na jaki zarobiłem, taki mam.
    Złotówki kredytu na to nie wziąłem, to i teraz nie płaczę. Ale od jakiego czasu słyszę, że ludzie nie mogą przeżyć, że ja mam.Tak bardzo ich ten Passat uwiera. A zaczynało się tak dobrze...

    Żeby nie skłamać, muszę powiedzieć, że żyje nam się całkiem nieźle. Na wiosce jesteśmy jednymi z lepszych.
    Domek mamy ładny, z ogródkiem, niedawno ze szwagrem żem go ocieplił styropianem piąteczką, na dach się dało nową blachodachówkę, co ją jeden znajomy za flaszkę odkładał z tych odrzutów z trzeciego gatunku, polbruk się położyło z tych foremek, co żem je na giełdzie kupił, altana do grilla się robi, w domu plazma el dżi stoi, no można powiedzieć przepych.
    A to co się dzieje od kiedy zamieniłem Tico na Passata TDI to już w ogóle szaleństwo. Od razu zauważyłem takie jakby większe uważanie wśród ludzi. Niestety, pojawiła się i zazdrość.
    Zresztą nie ma się co dziwić, jak się widzi kogoś taką furą, to oko jednak trochę bieleje. Ja tam nikomu nie zazdroszczę, daj im tam Boże, po co to się denerwować.
    A co, mi ubędzie od tego, że sąsiad ma lepiej?

    Ale wracając do samochodu. Mój Passat to najlepszy wóz z najlepszym silnikiem pod słońcem, diesel 110-tka.
    Nie jakieś tam 90 koni dla pospólstwa, Danka, żonka, nawet chciała, bo widziała taniej, ale się uparłem i powiedziałem, że dziadować nie będę.
    Pamiętam jak dziś, jak pojechaliśmy z synem go oglądać do jednego handlarza. Miał na podwórku tych samochodów z pięć, ale albo jakaś francuszczyzna, albo włoskie badziewie, jakiś Ford wiadomo czego wort, he he, no i ten jeden jedyny Pasacik.
    Od razu widać klasę. Nadwozie karawan, kolor granat akryl, oryginalne kołpaki, tapicerka czarny welur i ten błyszczący znaczek VW na kierownicy. Słabo mi się zrobiło jak go zobaczyłem.
    Co prawda nigdy mi się kombi nie podobało, ale handlarz mówi, że to szczyt szpanu i za granicą nikt już sedana nie kupuje. Chłop kawał świata widział, to co się bedę z nim sprzeczał.
    Przebieg jedynie 152 tysiące. 100% oryginalny. Skąd wiem? Po pierwsze handlarz brał go dla siebie. Mówił, że nawet nie myślał o sprzedaży, bo jak jechał i go na trzech stacjach po drodze przy tankowaniu pytali czy nie sprzeda, to już wiedział, że trafił perełkę.
    Ale okazuje się, że jego znajomy akurat pozbywa się Audi A6 2.5 tdi kombi, interkuler, automat, no to skorzystał z okazji i przerzuca się na wyższą półkę. Audi A6...ech, może kiedyś. No więc dla siebie kręconego by nie brał.
    Poza tym przejechaliśmy się kawałek i jak przycisnął gaz do deski, to tylko czarno się za nami zrobiło, a mnie w welur wcisnęło.
    Pomyślałem: jakie odejście, jak ja tym będę jeździł? Sebek mówi:

    - Tata, ale pocisk.

    Nie ma to jednak jak 110-tka. Co prawda chłopak po przejażdżce przejrzał papiery i mówi, że tam w miejscu na moc jest wpisane 66 kW i to chyba jest 90 KM.
    Ale handlarz spojrzał na niego wrogo, potem z politowaniem pokiwał głową, wziął mnie za rękaw do tyłu samochodu i mówi:

    - Panie, wyglądasz pan na inteligentnego faceta, toć jakby to nie było 110 to to "I" w napisie TDI by było srebrne, tak? A jakie jest? Czerwone, panie, czerwone.
    To Niemiec by sobie malował literki na klapie? Toć pomyśl pan chwilę.

    I powiem że przekonał mnie tym argumentem. Co prawda jakaś pinda w okienku w rejestracji też mówiła, że to 90-tka, ale co ona tam wie.
    Zresztą, czy ja będę z bryfem na szybę naklejonym jeździł? Jest czerwone "I" na klapie i tyle w tym temacie.

    Jak już tak stałem z tyłu to chciałem zobaczyć jak wygląda bagażnik. Niestety nie chciał się otworzyć.
    Handlarz mówi, że Niemiec miał obcierkę parkingową i klapa się lekko zakleszczyła, ale da mi puszkę towotu, żebym sobie krawędzie przesmarował. To powinno pomóc. Swój chłop.

    No i najważniejsze - klima. Powiedziałem żonie, że co by to nie było, po Tikusiu klima musi być. I nie jakaś tam ręczna, bo to dla biedoty jest, ale full klimatronik.
    Więc pytam, czy jest, a handlarz:

    - Panie, no w takim aucie by nie było? - prowadzi mnie do środka i pokazuje rząd przycisków nad dziurą po radiu. - Klima jest do nabicia, bo Niemiec nie używał, kupił, ale
    wiecznie się przeziębiał i nie używał.

    Widać ten germański naród tak różny od nas nie jest. Ja tam też nie zamierzam używać.
    A co to za problem szybkę sobie trochę opuścić, żeby świeżego powietrza wpadło? A tak, włączę klimę i od razu ile więcej spali! Kogo stać na takie fanaberie!?

    Sporządziliśmy umowę, tzn. handlarz miał już gotową, wystarczyło podpisać. Nie bardzo ją rozumiałem, bo była po niemiecku, ale tam nad moim nazwiskiem było napisane Hans jakiś tam, czyli prawdę mówił ze od Niemca kupił.
    Później w wydziale komunikacji, jak się chwaliłem jaka to okazja mi się trafiła, pani się pytała gdzie byłem po to auto, to mówię, że tu i tu. A ona pyta, skąd je w Niemczech kupiłem, bo przecież osobiście musiałem być skoro jest umowa.
    Nie bardzo wiedziałem co powiedzieć, pani się tylko roześmiała, pokiwała głową i poszła robić swoje. Skrzywiłem się tak lekko w uśmiechu i powiem, że do dzisiaj nie łapię tego żartu z moim wyjazdem do Niemiec.

    Tego dnia jak wracaliśmy nowym nabytkiem do domu, to puchłem z dumy. Zajechaliśmy przed dom, Danka wyszła, fartuch otrzepała, złożyła ręce jak do modlitwy i mówi:

    - Jezu jaki piękny. Toć to limuzyna.

    Nie mieliśmy specjalnie większych potrzeb, bo to i mortadeli jeszcze zostało, i kaszanka nie ruszona, ale nie mogliśmy się powstrzymać i pojechaliśmy na zakupy do Biedronki.
    No radość nas rozpierała po prostu jak wysiadaliśmy na parkingu. Miałem wrażenie, że wszyscy patrzą tylko na nas. Dla takich chwil się żyje.
    Zrobiliśmy zakupy i po raz pierwszy przekonałem się o zaletach kombi. Bagażnik wielki jak piwnica.
    Co prawda tej klapy jeszcze nie posmarowałem i za cholerę nie chciała się otworzyć, ale od środka, przez tylne oparcie, dało się wszystko spokojnie wrzucić, bo nie było rolety. Tzn. podobno była, ale handlarz miał ją u kolegi w warsztacie, potem miał dosłać, ale mówił że pomylił adresy.
    Potem dzwoniłem jeszcze kilka razy, ale już nikt nie odbierał, a potem był tylko nagrany głos, że abonent ma wyłączony telefon. Pewnie pojechał za granicę. Głupio mi się zrobiło, że bym go na koszty romingu naciągnął i dałem sobie spokój. W sumie bez tej rolety jest dużo wygodniej, bo to i sięgnąć można swobodnie, i przez szybę widać jaki piękny kufer ma nasze autko.
    A jak będę wiózł bosza od szwagra to się wsunie pod siedzenie i też będzie dobrze.

    Niestety kilka dni później przeżyłem spore załamanie nerwowe, częściowo związane z moim nowym nabytkiem. Akurat wróciłem z roboty, z jedynki, wszedłem do przedpokoju, omiotłem wszystko wzrokiem dookoła i pomyślałem, że razem z cyklinowaniem klepki na podłodze to i boazerię trzeba będzie papierem przelecieć, bo to już 20 lat jak lakierowana była. Weźmie się wolne w przyszłym tygodniu, to się akurat zrobi.
    Ale słyszę, że Danka po kuchni się miota i jakaś taka podminowana, garnkami tłucze, szafkami trzaska, a mdf drogi, więc pytam się, co do cholery wyprawia?
    A ona że Jarzyńscy, sąsiedzi nasi, dwa domy dalej, kupili Woldzwagena.
    Nagle poczułem się jakby mi ktoś przyłożył obuchem w łeb, zachwiałem się na nogach, ale przytrzymałem futryny i usiadłem na krześle w kuchni. Dobrze że koraliki zdjęte bo bym pozrywał.

    - Kedy? - zapytałem z trudem łapiąc oddech.
    - Wczoraj.

    Wiedziałem. Nasze szczęście nie mogło trwać wiecznie, ale dlaczego tak krótko? Już mi Sebek, syncio znaczy, mówił, że w tych internetach ciągle ktoś się z Passata nabija, ale myślę sobie: to daleko, to nas nie dotyczy. A tu taki cios w plecy i to od znajomych. Co za ludzie. Co za zazdrośniki.
    Nie wytrzymali. Jak to ich cudze szczęście w oczy kole. Rzuciłem na stół piterek spod pachy, co w nim noszę dokumenty i przepustkę na bramę i wskoczyłem do samochodu.
    Przejechałem koło Jarzyńskich raz i drugi, ale nic nie zauważyłem. Wreszcie postanowiłem iść na całość, zajechałem na ich podwórko.

    - Jest Stasiek? - zapytałem wysiadając.
    - A kręci się tu gdzieś. - odpowiedziała jego żona.

    Po chwili zobaczyłem go, jak idzie w moją stronę. Co by tu powiedzieć?

    - Cześć Stasiu, słuchaj.... nie masz pożyczyć widiowej dziesiątki? Kobita mnie męczy, żeby jej coś tam przymocować - człowiek w stresie wpada na najlepsze pomysły.
    - No mam, chodź do garażu. Przy okazji coś ci pokażę. Samochód nowy kupiłem - uśmiechnął się Stasiek.
    - Taa? Ja nie wiem, ja zarobiony jestem. Mówię ci, roboty tyle, że nie przerobisz, ale nadgodziny wpadną to i wypłatę się ładną odbierze.
    - Woldzwagena kupiłem.

    I otwiera drzwi do garażu, własnoręcznie zrobionego z tej płyty po rozebranych kontenerach, cośmy ją pożyczyli kiedyś z budowy.Jest. Już widzę błyszczący znaczek VW na klapie, ciśnienie mi rośnie, oddech przyśpiesza.
    Stasiek otwiera drugą stronę drzwi i...Golf! Golf! Twarz mi nieco pojaśniała. Tylko Golf. I do tego czerwony. Czuję, że wraca mi oddech i jasność widzenia.

    - Jaki rocznik? A silnik? Benzyna!?
    - Benzyna
    - Czuję, że wracam do życia - aha, a klimę ma?
    - No jakby nie miał? Ma!
    - A daj zajrzeć.

    Patrzę, a tam zwykłe okrągłe pokrętła. Ręczna! Roześmiałem się już całkiem rozluźniony, wychodząc klepnąłem Staśka po ramieniu i mówię:

    - No Stasiu niezłe autko, pojeździsz sobie.
    Stasiu kiwnął głową i cicho powiedział:
    - Chciałem TDI.
    - Tak, Stasiu, ale widzisz, za TDI to trzeba kupę kasy zapłacić, Kuupę. Toć płaciłem, to wiem. Danka mi mówi: tyle kasy, tyle kasy, Jezu. Jak pojechalim podjąć pieniądze na niego, to torebkę z kopertą z banku tak ściskała przy sobie jak niemowlaka, aż jej ręce zbielały. Dobrze, Stasiu, pojeździsz sobie. A co to, benzynka zła?

    To mówiąc wziąłem z rąk Staśka wiertło, które mi wyszukał, odetchnąłem głęboko z wielką ulgą i z szerokim uśmiechem poszedłem do mojego Paska, który wydał mi się jeszcze lepszy niż wczoraj, jeśli to w ogóle możliwe.
    Wszedłem do domu, Danka właśnie nakładała obiad. Założyłem kapcie i włączyłem plazmę. Akurat leciały "Trudne sprawy". Lubię na to popatrzeć, nie powiem, bo to takie bardziej życiowe jest.
    Żona przyniosła mi talerz z zupą i postawiła na ławie, a ja jej mówię:

    - Danka, nie masz się co martwić, na wsi ciągle nikt nas nie przebił - i rozluźniony siorbnąłem pierwszą łyżkę krupniku.

    #pasta #januszcore #samochody
    pokaż całość

  •  

    UWAGA! KONTROWERSYJNY TEMAT!

    Pytanie do #niebieskiepaski, różowe raczej nie będą mieć obiektywnego spojrzenia na sprawę. Czy waszym zdaniem różowe powinny zarabiać za tę samą pracę mniej, tyle samo czy więcej niż mężczyźni? Bo niektórzy twierdzą, że okres, ciąża itd. to powód do mniejszej pensji. Nie robię żadnych badań, jestem ciekaw waszego zdania.

    #pytanie #ankieta #praca
    pokaż całość

    •  

      @SilentMouse
      No więc teoretycznie przez wizytę na pogotowiu wykonasz mniej pracy/zadań (chyba, że lądujesz tam po godzinach pracy).

    •  
      S.........e

      0

      @Meeseeran: myślę że nagle orzypadki kończą się na zwolnieniu lekarskim wiec i tak się zarabia tyle samo, u mnie w biurze jest pewien pedałek co je same zupki chińskie bo nie potrafi gotować i nie ma go w pracy średnio 5 dni w miesiącu to samo tyczy innych przypadków, kac, uczestniczenie w porodzie swojej kobiety, wizyty u lekarza...
      Mnie nie ma jeden dzień w nie każdym miesiącu.

    • więcej komentarzy (7)

  •  

    Czego używacie do robienia #hanuszki i #demotywatory ? Bo mam fajny pomysł. Jakieś generatory w necie czy programy na kompie?

    +: Cronox
  •  

    Tutaj wstawiamy CENZURALNYCH kosmonautów. No chyba, że ktoś chce bana))¯_(ツ)_/¯

    #heheszki #glupiewykopowezabawy #kosmonauta #bedziebanczyniebedzie

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Wyjaśni mi ktoś dlaczego przy lotach na orbitę okołoziemską są okienka startowe? W sensie dlaczego np. na LEO trzeba startować akurat o tej i o tej porze?
    #astronomia #kiciochpyta

    +: Cronox
  •  

    Mój ojciec załatwił mi pracę w dziale IT. Nie wiem za dużo o IT, poza grami.
    To moje opowieści z pracy.

    Dzień 1

    kobieta prosi mnie o zainstalowanie najnowszego adobe readera
    spoko, mam to
    ściągam program
    "Wow, jesteś w tym ekspertem"
    "No cóż..."
    komputer prosi o wpisanie hasła admina
    zapomniałem hasła admina
    próbuje: hasło
    nope.jpg
    "ehh... emm... cholera, chyba coś jest z serwerem, zaraz wracam"
    3 miesiące później, ona wciąż nie ma adobe readera


    Dzień 2

    wkurwiony koleś do mnie dzwoni, pyta o coś w programie domowym
    nie mam pojęcia co mówi
    pauza
    koleś czeka na odpowiedź
    przypominam sobie "IT Crowd"
    "Próbował pan wyłączyć go i włączyć na nowo?
    Zresetować znaczy się?"
    "Moment..."
    zadziałało


    Dzień 3

    laska ze sprzedaży przychodzi z laptopem, jakiś problem
    kocica 9/10
    flirtuje ze mną
    mówi, że potrzebuje ściągnąć jakąś aktualizacje
    jedyne co słyszę to jej cycki
    jej laptop pachnie truskawkami
    ściągam adobre reaera i oddaję jej laptopa


    Dzień 4

    nauczyłem się wyłączać serwery
    ludzie zaczynają prosić o pomoc, idę do serwerowni
    wyłączam serwery
    wychodzę zdezorientowany, zaczynam instalować adobe readera
    w końcu ludzie zaczynają się drzeć
    STRONA NIE DZIAŁA! STRONA NIE DZIAŁA!
    "biore się za to!"
    biegnę do serwerowni
    gram w Hotline Miami przez kilka godzin
    włączam serwery pod koniec dnia
    wychodzę z serwerowni
    wycieram pot z czoła
    "dałem rade..."
    ludzie chwalą mnie, mówią że uratowałem firmę
    tak naprawdę to uratowałem swoją dziewczynę w HM


    Dzień 5

    spotykam kocicę przy ekspresie do kawy
    zapytałem się co u niej, proste pytanie
    zaczyna opowiadać o problemach z jej komputerem
    nie widzi we mnie człowieka
    widzi we mnie IT
    mówię, żeby podrzuciła do mnie laptopa
    robi to
    upgrade'uję jej IE
    instaluje adobe reareda
    resetuje komputer
    wszystko śmiga
    zanoszę go jej
    poprawiam fryzurę
    sprawdzam oddech
    zachowuje się jak bym ją ocalił
    siedzi w swoim biurze, gada przez telefon
    ręką pokazuje, żebym położył laptopa na biurko
    robię to, i trochę się ociągam
    "To wszystko skarbie?"
    wychodzę
    słyszę jak mówi "oh, to był tylko IT"
    tylko IT
    teraz jestem tylko tym


    Dzień 6

    cholernie się nudzę
    postanowiłem ściągnąć emulator gameboya i pograć w pokemony
    filtry go blokują, więc je wyłączam, nie dodaje emulatora do listy, po prostu wyłączam filtry
    uruchomiłem stronę z emulatorem, ale muszę wyłączyć antywirusa
    używam konta admina, bo w końcu znam hasło
    wyłączyłem globalnie antywirusa na całym serwerze
    ściągnąłem emulator i pokemony
    gram sobie
    koleś przychodzi do mojego biura
    "chyba mam wirusa"
    ja: "złap je wszystkie"
    do czasu aż doszedłem do Misty, 4 osoby złapały wirusy


    Dzień 7

    ten sam koleś który darł się na mnie drugiego dnia znowu się na mnie drze
    nie może się zalogować, a ja właśnie wychodziłem do domu
    "wyłącz i uruchom ponownie i oddzwoń"
    idę do domu


    Dzień 8

    koleś z siódmego dnia znowu dzwoni
    jest wkurwiony
    mówi mi, że przez moją głupotę stracił klienta
    "zdarza się stary, ja przed chwilą przegrałem z zespołem r"
    "o czym ty kurwa mówisz?"
    click


    Dzień 9

    jedna z drukarek zużyła cały toner
    jakiś grubas każe mi go zmienić
    "to tylko toner stary, nie umiesz go sam zmienić? pracuję teraz nad jednym sporym problemem z serwerem"
    tak serio to ściągam steama
    "to zajmie tylko sekunde... boże, mam dużo do zrobienia, od tego ty jesteś"
    wzdycham i idę to zrobić
    nie potrafię otworzyć pieprzonej drukarki żeby dostać się do tonera
    zaczynam w nią walić jak w "zoolanderze"
    mówię nieco opóźnionemu kolesiowi w biurze że mam dla niego specjalną misje
    musi schować magiczne jajko w skrzyni Hewlett Packarda
    wracam do sprawy z serwerem
    pół godziny później grubas wchodzi do biura
    "ćoś ty kurwa zrobił z drukarką?"
    "zmieniłem tusz"
    zaczyna kręcić głową i coś mówi pod nosem
    idziemy do drukarki
    opóźniony koleś wcisnął kardridż w złą stronę i go zaklinował, połowa wystaje
    drukarka nawet się nie zamknie
    są czarne ślady dłoni na całej drukarce
    czuje że grubas mnie osądza, więc coś szybko wymyślam
    "chyba jest coś nie tak z siecią"
    drukarka nie działa przez miesiąc zanim się skapnąłem, że mamy numer do kolesia z serwisu HP


    Dzień 10

    muszę zamotntować projektor w biurze do prezentacji
    nie mogę znaleźć kable thunderbolt-hdmi, żeby go podpiąć, a nie chce mi się iść do sklepu
    nie mam nawet karty firmowej
    mówię kolesiowi który potrzebuje projektora, że jest problem kompatybilności z macbookiem
    może użyć della kogoś innego
    pliki z maca nie działają na dellu
    zadzwonili do mnie w trakcie zebrania
    wszyscy ci beznesmeni na mnie patrzą, jak losowo klikam i szybko ruszam myszką, wyglądając na profesjonalistę
    ściągam adobe readera
    otwieram plik
    działa
    "Dzięki Anon, ocaliłeś mnie"


    Dzień 11

    nowy pracownik w firmie
    nikt mnie nie poinformował
    opieprzyli mnie za to, że nie przygotowałem komputera dla nowej osoby
    idę do magazynu zobaczyć czy mamy tam coś
    jest kilka sztuk
    ale jest jakiś naprawdę stary komputer, z początku lat 90tych
    odpalam
    działa
    ustawiam go dla nowego kolesia
    wszystko laguje
    odpalasz adobe readera? masywny lag
    odsyłam komputer
    "sorry, ale tylko to udało mi się załatwić bez wcześniejszego powiadomienia"
    koleś ciągle prosi mnie o pomoc
    jest beznadziejny
    po tygodniu odszedł z firmy, twierdząc, że nie może pracować w takich warunkach


    Dzień 12

    czyiś komputer się spieprzył
    kurrrrr
    ustawiam
    przypominam sobie coś o profilach zapisywanych w wewnętrznej sieci
    idę do serwerowni
    patrzę się na serwery jak kompletny idiota, próbując się zorientować jak to działa
    wracam i mówię kolesiowi, że nie mogę z tym nic zrobić
    "a... ale mój projekt, muszę go pokazać zarządowi w piątek..."
    "sorry stary, ale nic się nie da z tym zrobić"
    gram sobie w sim theme park przez resztę dnia


    Dzień 13

    przychodzę do pracy godzinę spóźniony
    całe biuro w chaosie
    upadekrzymu.jpg
    "JEST TUTAJ!"
    odpalam komputer w swoim biurze, sprawdzam maila
    dziesiątki mailu w stylu:
    "coś jest nie tak z serwerem, nie mogę się zalogować do..."
    "wiesz czemu strona nie działa?"
    serwer faktycznie nie działa
    adobe reader mnie teraz nie ocali
    "po prostu idź tam i zrób to samo, co zrobiłeś ostatnio!"
    wszyscy myślą, że to tak łatwo naprawić
    roztrzęsiony wchodzę do serwerowni, bo nie wiem co mam robić
    ucinam sobie drzemkę przez cały dzień
    ludzie są wkurwieni, walą w drzwi do serwerowni
    terminy minięte
    wychodzę o 18:30
    manager widzi mnie na parkingu
    był na spotkaniu cały dzień, nie wie przez co przeszedłem
    "wciąż tutaj? podoba mi się twoje podejście!"


    Dzień 14

    serwery dalej nie działają
    wszyscy wkurwieni
    idę na wczesny lunch
    słyszę jak ktoś w jadalni gada o kupnie nowego modemu do biura
    dziekibogu.jpg
    "Hej, sorry że przeszkadzam, ale czy któryś z was jest IT?"
    zanim któryś z nich zareagował i pyta "jak śmię" mówię
    "też jestem IT"
    pokazuję im dłoń którą poobdzierałem kablami w serwerowni
    obaj kiwają głową
    "co byście zrobili, gdyby wasze serwery się całkowicie spieprzyły?"
    "próbowałeś go zrestartować?"
    wracam i restartuje serwer
    kurwa, działa!


    Dzień 15

    kocica chodzi po biurze poddenerwowana
    "Wszystko ok?"
    "Nie mogę się zalogować na maila. Możesz mi pomóc? Proszę"
    "Spoko"
    biorę laptopa
    reinstaluje office'a
    outlook znowu działa
    przeglądam maile, żeby upewnić się że działają
    wysyłam testowego maila
    czytam tytuły jej nowych maili
    "Rozwód"
    oddaje jej laptopa
    "Wygląda na to, że działa"
    "Dzięki..."
    "Wszystko ok?"
    "Cóż..."
    tak! wypłacz mi się na ramieniu i się rozkręcimy!
    "Mysz się chyba zepsuła, mogę dostać nową?"


    Dzień 16

    jeden z monitorów upośledzonego nie działa
    wyświetla się całkowicie na zielono
    na temat: dałem mu drugi monitor, bo myślałem że jak ktoś zasługuje na dwa, to właśnie ten biedak
    jedyne co robi to przegląda tapety na msn
    i używa jakiegoś programu fedexa
    jest miły, więc faktycznie próbuję mu to naprawić
    nic nie działa
    to nie sterownik
    to nie ustawienia
    to chyba coś z samym montorem
    cały czas ludzie do mnie przychodzą z prawdziwymi problemami, zbywam ich mówiąc "zaraz będę"
    po dwóch godzinach koleś mówi
    "może wtyczka jest zepsuta?"
    zmieniłem kabel hdmi na nowy
    zadziałało
    oficjalnie jestem gorszy w swoim zawodzie niż opóźniony umysłowo koleś


    Dzień 17

    miła staruszka narzeka, że jej się zepsuła klawiatura
    jest najstarszą osobą w biurze
    stara jak dinozaury
    mówię, że coś dla niej mam
    wracam do tyłu i odpakowywują nową klawiaturę dla programistów
    zanoszę ją jej
    "jesteś taki pomocny"
    sięgam do tyłu żeby podpiąć nową klawiaturę
    podnoszę się i otrzepuję spodnie
    staruszka wygląda jakby miała zawał
    patrze na ekran
    czarny
    wstając nacisnąłem przycisk power
    straciła 3 godziny pracy
    3 godziny których nigdy nie odzyska


    Dzień 18

    firmowe spotkanie
    przekroczyliśmy budżet
    było dużo wydatków
    straciliśmy dużo pieniędzy przez prawie cały ostatni miesiąc
    dzień 18
    prawie cały miesiąc
    wylecę na zbity pysk
    budżet departamentu IT zostaje poruszony
    są tylko dwa departamenty które nie przekroczyły budżetu
    "Dobra robota Anon, słyszałem o problemach z serwerem. Jesteś dobrym człowiekiem na dobrym miejscu"
    pod koniec spotkania kobieta, około 45 lat, podchodzi i pyta czy naprawiam komputery poza firmą
    "Niezbyt..."
    "Oh, bo mam jedną cholerną rzecz której nie mogę naprawić. Nie mógłbyś wpaść i tego naprawić?"
    gówno prawda
    dla jaj mówię "dobra, spoko, daj adres i podjadę po pracy"
    nie wiem czy będzie seks
    kupuje gumki
    nie jest taka ładna 6/10 góra
    nie będę kłamał
    mocno średnia
    podjeżdżam do jej domu
    dzwonię do drzwi, staram się wyglądać słodko
    mąż otwiera drzwi
    pokazuje mi konputer
    instaluje najnowszego adobe readera
    zarabiam 20$
    jadę do domu


    Dzień 19

    jakiś koleś zepsuł program, więc muszę ustawić wszystko na nowo
    sprawdzam ustawienia
    po dwóch godzinach
    "zepsułeś mój komputer... chcę żebyś naprawił mój cholerny komputer, ma być tak jak było, nie wiem co zrobiłeś, ale coś jest nie tak, moje usb bzyczy"
    wtf
    nie zrobiłem nic z kompem, tylko sprawdziłem program który odpalasz 20 razy dziennie
    wkurwiony wracam do serwerowni i gram w Thomas Was Alone
    pukanie do drzwi
    to ten koleś
    "hej, dzięki za naprawienie tego"
    "czego?"
    "mojego usb"
    nic nie zrobiłem
    "a, to... spoko"


    Dzień 20

    spędziłem cąły dzień sprzątająć serwerownię
    wygląda całkiem nieźle
    odpiąłem kable sieciowe żeby je oznaczać kolorami
    ludzie tracą swoje projekty
    losowo są wywalani z serwera
    mówię, że są problemy z isp
    staram się mówić ISP, bo nauczyłem się, że jak używam skrótów to brzmię jak bym wiedział o czy mówię
    pod koniec dnia serwerownia wygląda wręcz ślicznie
    niestety nie oznaczyłem nic i niektórzy ludzie nie są podpięci
    mówię im, że ISP naprawi to ASAP i wracam do domu


    Dzień 21

    teraz jak serwerownia jest uporządkowana, podpinam testowe jednostki
    8 komputerów podpiętych do jednej sieci
    próbuję połączyć monitory ze sobą, jak to czasami na forach można zobaczyć
    to są stare monitory i nie można tego zrobić
    wpadłem na pomysł użycia tych komputerów do kopania bitcoinów
    ustawiłem wszystko do południa
    po lunchu zaczynam kopanie
    okropnie powoli, ale zaczynam
    ludzie narzekają na lagi serwera
    obwiniam olimpiadę za lagi
    mówię, że całe buro musi je streamować
    banuję olimpiadę na filtrze systemowym
    biuro jest podzielone, widzę ten podział na swoim mailu
    ludzie wkurwieni, że nie mogą oglądać igrzysk
    i pozostali, którzy twierdzą, że praca to nie zabawa
    oficjalnie zyskałem władzę w firmie, ludzie wiedzą kto tu rządzi
    "To jest koleś którego ta firma potrzebowała"


    Dzień 22

    dzień urodzin
    całe biuro świętuje urodziny ludzi w danym miesiącu
    biorę ciasto
    podpinam n64 w jednym z biur
    wyzywam ludzi na partyjkę w goldeneye
    mówię "hej, mam 5 minut przerwy na ciasto... zagramy partyjkę?"
    skopałem im wszystkim dupy
    zdałem sobie sprawę, że cały dzień nie robiłem nic poza graniem i jedzeniem ciasta
    nikt nie zauważył


    Dzień 23

    kocica dzwoni z trasy
    ma problemy dostać się do jednej z ważniejszych aplikacji dla klienta na jej ipadzie
    mówi nazwę tej apki
    nie mam pojęcia co to jest
    staram się brzmieć jakbym rozumiał wszystko
    pytam, czy używa WIFI czy 3G
    "jak to sprawdzam?"
    "nieważne, czekaj, sprawdzę nasz główny system"
    googluję apke, ale nic się nie pojawia
    pytam kogoś ze sprzedaży
    "oh, to tylko infografika z naszej strony"
    mówię kocicy, że musi się wrócić do biura bo muszę jej wgrać zmiany do ipada
    jedzie 2 godziny do pracy tylko żebym mógł otworzyć Safari i dodać zakładkę do strony głównej


    Dzień 24

    45 latka wygadała się, że robię też poza pracą
    teraz idioci proszą o naprawę ich komputerów w domu, telefonów komórkowych, wszystkiego co techniczne
    mówię, że mogę to zrobić tylko po pracy, 20$ za małe rzeczy, 50$ za duże
    większość to proste naprawy
    aktualizowanie windowsa albo adobe readera wszystko naprawia
    ale wtedy trafił mi się on
    laptop z piekła rodem
    gruby indianin daje mi swojego laptopa w plastikowej reklamówce, nie torbie na laptopa, reklamówce
    "co z nim nie tak?"
    "ty mi powiedz, geniuszu"
    odpalam komputer, prosi o przywracanie systemu
    klikam enter
    naprawia to, ale prosi o uruchomienie chkdisk?
    wydaje mi się, że to coś z napędem cd
    otwieram napęd
    jest tam gruba warstwa okruchów
    przechylam laptopa na bok
    pieprzone okruchy wysypują się z laptopa
    resetuję laptopa
    wczytuje się bez problemu
    okazuje się, że koleś używał cd w swoim laptopie jako podkładki pod kanapki
    pieprzone laptopy

    Dzień 25

    mimo, że jestem gówniany w sprawach IT
    jeden koleś myśli, że skoro jestem IT wiem dużo o technologii
    pyta się mnie jaka jest moja ulubiona przeglądarka
    "Google... Ultron"
    "Jest taka jak chrome?"
    cholera. to miałem na myśli
    "tak, ale lepsza... nasa jej używa"
    "super, mógłbyś mi ją ściągnąć?"
    gulp
    "spoko"
    dosłownie zaczynam ruszać myszą wte i wewte tak szybko, że nie widać kursora
    ctrl alt delete do managera zadań
    "proszę. Zrobione, wygląda jak chrome. ale to jest Ultron, nikt inny nie zobaczy różnicy"
    do dzisiaj myśli, że pracuje na google ultron


    Dzień 26

    jakaś kobieta mnie woła
    "to zajmie tylko minutkę. prościzna!"
    cholera
    prosi mnie o podłączenie nowej drukarki
    wstaje ze swojego krzesła i pozwala mi usiąść
    zapomniałem jak dodać sieciowe drukarki
    z koleżanką stoją za mną i obserwują ekran
    "czy to będzie trwało długo?"
    Udaję zamyślonego, patrzę w ekran z dłonią na skroni
    "Anon? Mamy deadline które się zbliża..."
    "Co do...?"
    obie kobiety wyglądają na zaniepokojone
    "NA TYM KOMPUTERZE JEST WIRUS!"
    i wybiegłem wyglądając na wkurwionego


    Dzień 27

    nauczyłem się używać narzędzia do zdalnego sterowania którego używa całe biuro
    postanowiłem pomęczyć tą miłą staruszkę z wcześniej
    losowo ruszam myszą przez kilka godzin
    ona męczy się z podstawowymi rzeczami
    przyszła do mnie po nową myszkę
    pomagam jej
    podpinam ją i wracam
    mysz się znowu rusza. uruchamia worda
    zaczynam pisać
    "Cześć."
    brak odpowiedzi
    "Cześć."
    "Cześć? Kto to?"
    "Śmierć :("


    Dzień 28

    jakiś koleś prosi mnie o wypalenie mu prezentacji na płytę dvd
    kurwa mać wiem jak to zrobić
    wypalam płytę
    maszeruję do jego biura, dumnie trzymając płytę wysoko w powietrzu
    jakaś kobieta próbuje mnie zatrzymać "Hej, mógłbyś..."
    "Nie teraz, ważna sprawa IT którą muszę się zająć!"
    daje kolesiowi jego wypaloną płytę
    to może być pierwsza rzecz tutaj którą zrobiłem poprawnie
    łza się w oku kręci
    taki dumny z siebie, że tak daleko zaszedłem
    jestem prawdziwym IT
    5 minut później koleś do mnie dzwoni "hej... cóż, na płycie nic nie ma..."


    Dzień 29

    dałem nowej kobiecie w firmie laptopa
    nic nie jest ustawione
    zapomniałem jak podpiąć outlooka
    spoko, zrobiła to sama
    super
    pyta mnie czy mogę wpisać dane admina. żeby mogła ściągnąć jakieś narzędzie do mediów
    "Pewnie"
    zjebałem hasło 3 razy i mnie zablokowało
    muszę odblokować komputer z mojego pcta
    nie wiem jak to zrobić ale muszę wrócić do jej biura, bo zostawiłem tam swojego gameboya
    zaczyna zagadywać
    "Gdzie się uczyłeś, że skończyłeś tu jako IT?"
    zaczyna coś podejrzewać
    próbuję się jeszcze raz zalogować
    dalej jest zablokowane
    "Hmm... wiesz co? Chyba to rozszerzenie Hootsuite jest zawirusowane. Nie chcę tego gówna w swojej sieci."


    Dzień 30

    dzisiaj wszystko zaczęło się pieprzyć
    jeśli pamiętacie, ustawiłem maszynę do miningu bitcoina w serwerowni
    używało prawie cały przesył
    sieć ledwo działała
    a teraz przez moje zrzucanie wszystkiego na wirusy i ogólne lenistwo ludzie zaczęli plotkować
    że firma jest atakowana przez grupę hakerską
    po lunchu szefostwo zaciągnęło mnie do biura na spotkanie
    "Jak wiesz, mieślmy ostatnio spore problemy z naszą siecią..."
    jestem w dupie
    "od powolnego transferu danych po wirusy"
    bardzo głębokiej dupie
    "Chcemy, żebyć zaczął śledztwo i dowiedział się kto to robi i dlaczego"
    ROFL
    Jestem pieprzonym gliniarzem którego zadaniem jest znaleźć pieprzonego gliniarza
    Jestem pieprzonym prawem.


    Dzień 31

    mówię ludziom, że robię kalibrację serwera
    "to coś jakby pobieranie odcisków palców"
    nie ma mądrzejszego ode mnie
    pokazałem jednemu facetowi w średnim wieku, z brodą, jak używać aplikacji
    wrzucam mu ją do ulubionych i na pasek skrótów
    patrzę na jego ulubione
    Matula z Dużymi Cyckami
    Piżamowe Dziwko-party
    Mexykanka w autobusie
    przejeżdżam nad każdym z nich kursorem myszy, czytając bezdźwięcznie ich tytuły
    facet zaczyna się denerwować
    prosi. żebym nie powiedział nikomu
    "Czemu nie?"
    "Kupię ci lunch"
    dostałem 10 nuggettów z kurczaka


    Dzień 32

    z jakiegoś dziwnego powodu całe biuro musi przepisywać captcha zawsze gdy coś googlują
    nie mam pojęcia dlaczego
    koleś od google ultrona pyta, czy ma to coś wspólnego z wirusem i czy powinien tworzyć kopię zapasową danych
    "Pi pierwsze. Zawsze twórz kopie zapasowe"
    kiwa głową
    "Po drugie. To tylko zabezpieczenie które założyłem. Roboty się tu czają"
    znowu kiwa głową, jakby moje słowo było prawem


    Dzień 33

    koleś od ultrona wygadał się o google ultron
    teraz każdy w biurze chce, żebym mu go zainstalował
    kilka osób które wiedziały nieco więcej pyta co to do cholery google ultron
    zbywam ich środkowym palcem
    spędzam cały dzień instalując nieistniejący program na komputerach
    dosłownie spędziłem 3-4 godziny udając, że to jest program którego używa nasa
    jakaś dziewczyna pyta. czy to jest legalne
    "Jesteś policjantką?"
    podała mnie do HR za "zachowanie bliskie karnemu"
    już wyjaśniłem kolesiowi w HR co to google ultron...
    HR myśli, że to jest prawdziwe
    HR myśli. że nasa tego używa
    Hr mówi lasce, żeby mi nie przeszkadzała w sprawach technologii bo nie zna się na tym tak jak ja
    nie zna się na tym tak jak ja


    Dzień 34

    cały dzień grałem w portala 2
    nie było ani słowa skargi
    ani jednego update'a adobe readera czy flasha przez cały dzień
    coś jest nie tak
    sprawdzam co się dzieje
    wszyscy pracują bez przerwy
    pytam jakiegoś kolesia jak jego komputer działa
    "Świetnie. Odkąd ściągnąłeś mi Google Ultron mój komputer wręcz śmiga"
    wtf
    szybkie wyszukiwanie na temat chroma
    okazuje się, że automatycznie ściąga najnowsze oprogramowanie adobe
    omfg
    bez pieprzonego adobe readera nie mam pieprzonej pracy
    wysyłam masowego maila
    UWAGA: nie otwierajcie google ultron, został shackowany
    resztę dnia wywalałem ultrona i ustawiałem IE jako domyślną przeglądarkę


    Dzień 35

    ludzie zaczynają się denerwować tym całym hakerem/wirusem
    zastanawiają się dlaczego jeszcze tego nie rozwiązałem
    niektórzy nawet wierzą. że to nie jest żadna grupa hakerska jak mówiłem
    "To nie są amatorzy. To są profesjonaliści. Dlatego muszę update'ować waszego antywirusa."
    żeby ludzi nieco przestraszyć po kryjomu uruchomiłem komputer jednej z osób na chorobowym, ustawiony mniej więcej pośrodku jednej z większych sal
    głośniki na maksa
    puszczam Jitterbug Whama co 3 sekundy przez cały dzień
    w końcu ludzie przychodzą do mojego biura informując mnie o tym
    kiwam głową
    "To gorzej niż myślałem"
    "Co? Co takiego?"
    "To gang Jitterbug. Jedna z najlepszych grup hakerskich"
    "Nigdy o nich nie słyszałem"
    "To dlatego są najlepsi"


    Dzień 36

    sprawdzam wiadomości
    policja dzwoniła
    KUUURRRWAAAA
    jako, że jestem IT muszą ze mną porozmawiać na temat ostatnich ataków hakerskich w naszej firmie
    usuwam wiadomość
    kocica przychodzi do mnie do biura
    pyta, czy mógłbym jej ustawić pulpit tak. żeby tapeta zmieniała się co kilka minut
    "Spoko."
    Idę z nią do biura
    mówi mi, że bierze rozwód
    "Oh."
    mówi, że zaczyna znowu chodzić na randki i to jest trochę dziwne
    pieprzyć to
    "Może pójdziemy na piwo kiedyś po pracy?"
    śmieje się
    "Co? To znaczy, czemu nie?"
    "Żartujesz, prawda? Jesteś IT..."
    oczy mi zaczynają łzawić jak wpatruję się w powiadomienie o nowym update adobe readera
    "Po prostu to ściągnę"


    Dzień 37

    czuję się gównianie
    kocica powiedziała koleżanką z działu sprzedaży. że próbowałem ją zaprosić na randkę
    wszyscy się śmieją za moimi plecami
    słyszę ich szepty
    leee hahaha IT? łeee"
    mam ochotę otworzyć komputer i wskoczyć w wiatrak na procesorze
    koleś z działu sprzedaży który zawsze dzwoni (tak, ten) przychodzi do mnie do biura
    "Mój laptop nie działa"
    Idę z nim do jego biura
    Naciskam przycisk power żeby zresetować
    nie mówię nic, tylko odchodzę
    "Jeśli to jest wszystko co tu robisz... po co nam tu jesteś?"
    odwracam się
    "co?"
    "jeśli wszystko co tu robisz to resetowanie komputerów, to za co ci płacą? Sam mogę zresetować swój cholerny komputer"
    uśmiecham się
    "Naprawiałeś tu kiedyś serwer? Wiesz jak ciężko jest go potem ustawić, żeby działał? Pamiętasz jak nie działał przez ponad dzień?"
    kręci głową
    "tak myślałem"
    oczywiście tylko go zresetowałem lol


    Dzień 38

    dalej czuję się gównianie po tym jak kocica dała mi kosza
    postanowiłem blokować jedną większą stronę co godzinę
    czułem się jak Joker
    najpierw youtube
    potem ebay
    potem reddit

    słyszę ludzi narzekających na moją notkę odnośnie filtrowania stron

    "To jest miejsce pracy, a nie zabawy."
    jakaś kobieta wbiega mi do biura
    "Okej, to nie jest zabawne... to poważna sprawa"
    "why so serious?" (tłum. zostawiłem po angielsku, brzmi lepiej)
    "Musisz odblokować ebaya"
    lol serio
    "MAM AUKCJĘ KTÓRA KOŃCZY SIE ZA 5 MINUT"
    dałem ebaya na listę dostępnych stron
    ale było już za późno
    przegrała aukcję o pokrowiec na telefon
    mwahahahaha


    Dzień 39

    "śledczy" przychodzi do biura
    szefostwo martwiło się. że mamy za dużo do stracenia i chcieli profesjonalistę
    jestem w dupie
    pokazuję mu całe biuro
    pyta się gdzie leży serwerownia
    "A to Carol. Jest buntowniczką. Co nie, Carol?"
    robię wszystko co mogę by odciągnąć nieuniknione
    idziemy do serwerowni
    mówi, że podoba mu się jak kable są ładnie poukładane
    myślę nad podniesieniem monitora. rozbiciem mu głowy i ucieczką do Meksyku
    nie mogę tego zrobić
    nie jestem potworem
    jestem IT
    koleś sprawdza serwer
    pyta się o dane do logowania
    przesrane
    daję mu hasło
    loguje się
    otwiera IE
    spogląda na mnie przez ramię
    "Nie musisz tu być"
    "Zostanę"
    Muszę tu być kiedy to się stanie
    dosłownie zaczyna poruszać myszą w losowych miejscach i klika w różne miejsca na ekranie
    Wiem. bo okienko Home Depot wyskoczyło
    zaczyna coś mówić pod nosem... "hmm... hmmm"
    wpisuje adobe reader w googlach
    ściąga
    rusza kursorem jeszcze trochę
    i w końcu mówi
    "pieprzeni hakerzy. co nie?"
    jesteśmy braćmi. on i ja
    bracia IT


    Dzień 40

    obudziłem się i zdałem sobie sprawę jakie mam szczęście, że nie jestem zwolniony albo gorzej
    widzę z parkingu jak kocica wchodzi do biura
    pyta się mnie co słychać
    myślę, że w koncu pokonaliśmy gang jitterbug
    "nie... mam na myśli poza pracą"
    patrzę na nią dziwnie i uśmiecham się
    "Ah, wiesz jak to jest"
    poprawia włosy i śmieje się
    co do cholery?
    "Super. Mam problem z jednym plikiem... możesz go dla mnie otworzyć, skarbie?"
    wzdycham
    "Okej, spoko..."
    idziemy do jej biura, cały czas flirtuje
    klikam na link do pliku .pdf
    nie otwiera się
    zaczynam ściągać adobe readera
    w międzyczasie pytam się jej jakie ma plany na weekend
    "Jadę z takim jednym facetem na weekend w góry, odpocząć trochę"
    zatrzymuję ściąganie na 80%
    wychodzę
    jestem IT


    Dzień 41

    ta niezła laska ćwicząca yogę przychodzi do mnie do biura
    jej klawiatura pisze po francusku
    jestem za bardzo zajęty nappy birdem. żeby mnie to obchodziło
    "więc pomożesz mi?"
    "jeśli będę miał chwilę czasu, teraz jestem zawalony robotą"
    "kiedyś cię rozszarpię"
    zabiera swój cudowny tyłeczek z mojego biura
    śliczna dziewczyna, a ja mam to w dupie, chcę. żeby ten dzień się skończył
    nienawidzę tej pieprzonej roboty
    wszystko co robię to dostaję opieprz i ściągam adobe readera
    nawet nie mogę sobie poprawić humoru grami
    tata wchodzi
    widzi, że wyglądam niewyraźnie
    zabiera mnie na lunch
    klepie po ramieniu
    "jestem z ciebie dumny. synu"
    firma jest w rozsypce
    a ja wciąż jestem głównym specem od ściągania adobe readera
    ale nie zamieniłbym nic z tego za jego kolejne słowa
    "Kocham cię, synu."


    Dzięki wam wszystkim i dzięki tato za pracę. :) Nie zapomnijcie updatetować swojego adobe readera!
    pokaż całość

  •  

    Dziś opowiem wam historię jak rozjebałem nos mojej nauczycielce od biologii xD

    miałem 13 lat kiedy poznałem tleniony czujnik smrodu
    tak nazywał ją mój kumpel Paweł z gimbazy
    około 60 letnia nauczycielka u nas w szkole
    gruba podłużna
    wyglądała trochę jak pralka
    na orlim nosie nosiła okulary jak John Lennon
    jej psudonim wział się z jej nawyku do narzekania na zapach
    tym gorzej dla nas, że mieliśmy z nią lekcje po wuefie
    polska szkoła, na prysznice kurwa nie ma hajsu
    zaczyna się biologia
    spoceni wchodzimy do sali
    JEZUSIE MARYJKO JAK TU ŚMIERDZI
    UMYLIBYŚCIE SIĘ W KOŃCU ŚMIERDZIELE ZAMIAST MI KLASĘ SMRODZIĆ
    wychodzi z klasy
    PANI JÓZIU, PROSZĘ ICH TU SPRYSKAĆ BO ZNOWU ŚMIERDZĄ
    woźna biedna kobieta pod dyktaturą czujnika
    wchodziła i musiała psikać jakimś odświeżaczem dopóki czujnik nie wszedł i nie powiedział, że NO DOBRA PANI JÓZIO, JUŻ NIE CZUJĘ TYCH GÓWNIARZY
    a co się działo jak przechodziła obok toalety XD
    raz Paweł się wysrał
    i akurat jak wyszedł z kibla to przechodził czujnik
    JAK SIĘ NIE ZATOCZYŁA XD
    wytrzeszczyła oczy
    NO KURWA TO JUŻ PRZESADA, ŻEBY NA KORYTARZU TAK JEBAŁO
    CHRYSTE PANIE KTO TO ZROBIŁ?
    Paweł spierdala ile sił w nogach
    czujnik drze ryja, że ma wracać i odświeżyć powietrze
    Paweł spierdala niczym Jurij przed czeczenami
    wściekła pobiegła do dyrektora
    akurat byłem obok
    wjebała się do gabinetu bez pukania
    1.5 metra wzrostu i tyle samo wszerz wbija się przez drzwi jak oddział słot
    JASIU TO JUŻ SIĘ IDZIE PORZYGAĆ KURWA
    dyro przełknął ślinę bo czujnik to jego ciotka xD załatwiła mu robotę w sumie
    Henryko uspokój się
    bez nerwów
    co się stało?
    PIERUNIE CAŁY KORYTARZ ŚMIERDZI JAKBY KTO SIĘ POSRAŁ
    ok, sprawdźmy
    dyro wziął czujnik na korytarz, niech prowadzi, mnie bierze ze sobą
    czujnik jak idzie zdenerwowany to faluje niczym wzburzone morze
    akurat wtedy to był totalny sztorm xD
    podchodzimy pod toaletę
    TU PO PROSTU JEBIE KURDE NO JASIU
    dyro wącha
    ja wącham
    kurde w sumie niby troche jebie
    dyro nic nie czuje
    Henryko, ale tutaj normalnie pachnie
    jak się czujnik nie wkurwił xD
    UŁOMIE BO TY WĘCHU NIE MASZ ZA GROSZ
    podchodzi do mnie
    patrzy mi w oczy
    A TY CZUJESZ, ŻE JEBIE??
    pomyślałem sobie wtedy
    a chuj, w sumie troche jebie
    chwyciłem się za nos
    Jebie jak szambo pani profesor
    zadowolony czujnik prychnął
    WIDZISZ JASIU, TEN TO MA WĘCH, NIE TO CO TY IMBECYLU
    dyro przeszył mnie spojrzeniem które by mnie zmiotło nawet z 800 metrów
    ale chuj
    zaplusowane u czujnika
    od wtedy jak wchodzę do klasy to krzyczę
    ALE JEBIE, UMYLIBYŚCIE SIĘ PANOWIE
    MASZ RACJĘ KRUCA ŚMIERDZI JAK W PIEKLE
    w sumie zakolegowałem się z czujnikiem
    moi koledzy zazdro bo mam najlepsze ocenki w klasie
    próbują się przypodobać czujnikowi narzekając na smród kiedy przechodzi
    ale robią to akurat wtedy, gdy ładnie pachnie więc nie siada
    zostałem mini czujnikiem
    w wieku 14 lat miałem ułożoną pozycję w szkole
    zanim klasa wchodziła na biologię to czujnik kazał mi wchodzić do klasy i mówić czy jebie
    wchodziłem
    teatralnie pociągałem nosem
    JEBIE PANI PROFESOR
    nic nie było czuć w ogóle
    pani profesor wołała wtedy woźną
    i rozpoczynała się akcja spryskiwania
    czujnik kupiła sobie kurwa nawet klips na nos i oddychała jak astmatyk przez usta
    NIE DO WYTRZYMANIA W TEJ SZKOLE KURDE, PORZYGAĆ SIĘ IDZIE NO
    tak mijały lata
    no może nie
    no kilka miesięcy
    wyrobiłem sobie pozycję
    brałem od klas w łapę żeby wbijać przed czujnikiem i krzyczeć, że jebie
    wtedy nie było lekcji bo woźna spryskiwała salę pół godziny
    aż pewnego dnia czujnik nie przyszedł do szkoły
    przychodzi dyro na informatykę i mówi, że pani Henryka leży w szpitalu
    dostała w ryj za zwyzywanie dresów, że jebią xD
    poszliśmy ją z Pawłem odwiedzić
    wchodzimy na jej oddział
    z oddali słychać krzyk
    PANIE DOKTORZEEEE
    JEBIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE
    my z Pawłem brechcik xD
    wchodzę do sali
    pachnie jak w szpitalu, normalnie
    zapłakany czujnik cały w gipsie leży na łóżku szpitalnym
    rzuca przez łzy kurwami i chujami
    gdyby się mogła ruszać to zamieniłaby się w Hulka
    JEBIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE
    woła mnie pielęgniarka bo ordynator chce pogadać
    podchodzę do lekarza i uprzedzając jego pytania sam pytam
    panie doktorze, ile ona tak?
    on mówi, że odkąd jej nos wyprostowali, bo jak miała złamany to nie narzekała
    czyli odkąd przyszła na oddział
    pacjenci jej nienawidzą
    czy to noc czy dzień czujnik się odpala, że jebie
    kiedy wróciłem na salę i mnie zauważyła od razu odpala się i krzyczy do nas
    WITAJCIE CHŁOPCY JEZU Z NIEBA MI SPADLIŚCIE
    DZWOŃCIE PO PANIĄ JÓZIĘ SALĘ TRZEBA SPRYSKAĆ
    XD
    ja mówię, że nie trzeba, ja spryskam
    poszedłem do ordynatora
    razem z ekipą obmyślali plan jakby ją uspokoić, bo w izolatce wszystkie miejsca zajęte
    to ja wciąłem się w dyskusje
    a weźmy jej zajebmy w nochala xD
    lekarze oburzeni jak tak można
    no z krzywą przegrodą podobno nie czuje
    więc skrzywmy jej i nie naprawiajmy
    ma tak duży nos że w sumie będzie w chuj widać ale jebać
    lekarz poszedł pogadać z czujnikiem
    odpala się gdzie ja jestem
    spokojnie, pani uczeń dzwoni po czyszczenie powietrza
    a tymczasem mamy dla pani zastrzyk
    dał jej jakieś usypiające gówno
    poszła spać
    lekarz podchodzi
    ustawili ją, żeby mi się dobrze biło
    proszę celować w nochala
    jeb w nochala XD
    przekrzywiło go jak flagę na wietrze
    ochuj co ja zrobiłem
    czujnik z nosem na lewo
    czekamy kilka godzin
    w końcu budzi się
    O, JUŻ NIE JEBIE!!!
    nagle zaczęła się zachowywać bardzo miło
    tylko ten krzywy nochal wyglądał jak zakręt na autostradzie xD
    w sumie zaczęła być bardzo spoko
    wróciła po miesiącu do szkoły
    jak wbiegałem do klasy i mówiłem że jebie to kazała mi się uspokajać
    w sumie smuteczek
    wszyscy mi dziękowali, że ogarnąłem czujnik
    od wtedy na nią wołali pani Nosal
    skończyłem gimbę kilka lat temu
    ostatnio widziałem Nosala w TV
    rekord Guinessa za najbardziej krzywy nos w historii świata
    i nawet dla fejmu zmieniła nazwisko
    nazywa się Henryka Krzywonos
    pokaż całość

    +: wrnina, Acrivec +44 innych
  •  

    Siema nocna, pierwszy raz u was jestem. Jakieś rady jak przeżyć?

    +: Cronox
  •  

    Pod tym wpisem wyzywamy się jak małe dzieci.

    #glupiewykopowezabawy i może #heheszki

    +: Cronox
  •  

    Ojciec poprosił mnie kiedyś, bym pomógł mu przy naprawie naszego leciwego samochodu. Zgodziłem się, bo akurat nie miałem nic lepszego do roboty. Kazał mi usiąść za kierownicą, a sam położył się na kocu pod tylną częścią samochodu.

    Grzebał tam chwilę, a po chwili krzyknął, bym odpalił silnik. Przypadkiem zwolniłem hamulec ręczny, a samochód stoczył się do tyłu o jakieś pół metra, może metr. Podskoczył, jakby najechał na spowalniacz lub dość duży kamień. Wyskoczyłem ze środka i podbiegłem do miejsca, w którym leżał ojciec. Spytał, czy nic mu nie jest, on ciągle leżąc zapewnił, że wszystko w porządku. Zdziwiło mnie, że przed chwilą leżał za tylnym kołem, a teraz znajdował się na wysokości drugich drzwi.

    Gdy wstał, zobaczyłem, że zimowa czapka, która wcześniej szczelnie opinała jego głowę teraz wisi luźno, a wiatr, który tego dnia wiał mocno rzuca nią na wszystkie strony. Ojciec podciągnął nakrycie głowy, które zsunęło mu się na oczy odsłaniając głowę, która po bokach była spłaszczona. Zamurowało mnie. Z jego nosa popłynęła stróżka gęstej krwi. Jego oczy były dziwnie wypukłe, jakby wychodziły z oczodołów. Spytałem ponownie, czy aby na pewno wszystko z nim w porządku. Znów zapewnił, że tak.

    Dokończyliśmy naprawę, a potem wróciliśmy wspólnie do domu. Ojciec poszedł do łazienki, by się umyć, a ja modliłem się, by niczego nie zauważył. Gdy wyszedł, był dziwnie
    zadowolony. Cały czas masował się po szczęce, by w końcu wypalić: "Nie wydaje ci się, że schudłem na twarzy"? Oczywiście powiedziałem, że tak.

    Zmarł w nocy.

    #pasta #sadstory
    pokaż całość

  •  

    Prawda! Sam kiedyś próbowałem przywołać demona, na moje nieszczęście - udało mi się. Nie podam wam jednak inwokacji której użyłem, gdyż nie chcę abyście przechodzili przez to co ja.

    Pewnej nocy jak już pisałem udało mi się go przyzwać, stawił się w moim pokoju, ciężko mi nawet opisać jak wyglądał, powiem tylko, że nie chciałbym już zobaczyć tego, co wtedy widziały me oczy. Demon usiadł na łóżku i spokojnym głosem przedstawił się - z wiadomych względów nie podam wam jednak jego imienia. Spytał czemu go wezwałem, a ja nie wiedziałem co odpowiedzieć, patrzyłem tylko na niego jak wystraszony szczeniaczek. Wtedy wstał i okazało się, iż jest gigantyczny, garbił się, aby zmieścić się w moim pokoju. Wydawało mi się, że zajmuje całe pomieszczenie, przytłaczał mnie swoją wielkością.

    Skoro mnie już wezwałeś, to może masz jakieś pytanie, pytaj śmiało - rzekł spokojnym głosem. Zebrałem się w sobie i zadałem pierwsze pytanie jakie wtedy przyszło mi do głowy.

    Spytałem demona: A srasz? Demon odpowiedział, że tak, czasami mu się zdarza, po czym zaczął się śmiać. Nie wytrzymałem i również wybuchnąłem gromkim śmiechem. Staliśmy tak i pękaliśmy ze śmiechu.

    Gdy się uspokoiliśmy, demon spytał czy może skorzystać z komputera, odpowiedziałem, że pewnie, nie ma problemu. Demon odpalił kompa, wszedł na twarzoksiążkę i sprawdzał tam coś dość długo po czym pożegnał się i wyszedł.

    Od tamtej pory nawiedzał mnie regularnie, zajmował komputer i opalał mnie ze szlugów. Naprawdę nie polecam. Ostrożnie z okultyzmem, z tego naprawdę nic dobrego nie wynika, możecie co najwyżej napytać sobie biedy.

    #pasta #coolstory #okultyzm
    pokaż całość

  •  

    Mireczki, dajcie proszę jakieś fajne tapety ze #spacex
    Lądujące boostery FH, F9 na OCISLY i Teslę w kosmosie już mam.

  •  

    Nosz kurde, o kolejną godzinę przesunęli start F9 B5. Nie doczekam się ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    #spacex

  •  

    @MlodyElvis: Przeprowadzaj te testy, na mnie możesz( ͡° ͜ʖ ͡°)

  •  

    Dajcie jakieś uniwersalne pasty które się łatwo przerabia. Nie muszą być krótkie.
    #pasta

  •  

    Bądź mną.
    Matma.
    Jeden atencjusz nie zamyka ryja i ciągle nawija z Sebuszami.


    W końcu się zbóldupnij i drzyj mordę: „MÓGŁBYŚ SIĘ W KOŃCU ZAMKNĄĆ?! NIEKTÓRZY CHCĄ SIĘ
    CZEGOŚ NAUCZYĆ!”.

    Cała klasa się śmieje.
    CHO NA SOLO!
    Zaakceptuj w afekcie.
    Dzwonek na przerwę.
    Wszyscy ustawiają się w kółko wokół was.
    Dzieciak rzuca się na ciebie z pięścią. Unik w chuj.
    Wykurw mu luja w czoło.
    O KURWA, ALE CWEL!
    Pada na glebę. Jeb go dalej po ryju.
    Przychodzi facetka. Widzi co się dzieje.
    Miej przypał u dyrektorki.
    Zostań zwolniony z pracy.

    Od tamtej pory nie mogę już uczyć matmy w szkole.

    #pasta
    pokaż całość

  •  

    Starzy ludzie nie umierają. Serio, nie umierają.

    Kiedy umierają i pakują ich do trumny to jest jedna wielka ściema. W nocy, kiedy nikogo nie ma na cmentarzu przychodzą grabarze i wykopują trumny. Starzy ludzie z nich wstają, idą nad morze, wsiadają w łódki i odpływają.

    Nocą, gdy nie ma nikogo na plaży, starzy ludzie dobijają brzegu i schodzą na ląd mając w rękach łopatki i wiaderka.

    Wsypują następnie piasek do tych wiaderek i wysypują do morza.

    I tak giną kontynenty.

    #pasta
    pokaż całość

    +: L.......u, oktII +4 innych
  •  

    Potrzebuję niewulgarne i w miarę krótkie pasty. Wklejajcie w komentarzach.
    Aha, najlepiej bez nazw gier, firm itp.
    #pasta

    +: Cronox
    •  

      @Meeseeran
      – Jesteś czarodziejem, Harry – rzekł Hagrid. Twoje miejsce jest w Hogwarcie.
      – A czym jest Hogwart? – zapytał Harry
      – To szkoła czarodziejów.
      – Ale to nie szkoła publiczna?
      – Nie. W pełni prywatna.
      – Doskonale. Zgadzam się. Dzieci nie są własnością państwa. Każdy, kto pragnie oferować usługi edukacyjne, ma prawo uczynić to na uczciwych zasadach rynkowych. Nie zwlekajmy zatem.

      ****

      – Malfoy kupił całej drużynie najnowsze Nimbusy! – powiedział Ron – To nieuczciwe!
      – Wszystko, co możliwe, jest uczciwe. – pouczył go Harry – Jeśli może kupić swojej drużynie lepszy sprzęt, to ma prawo tak postąpić, jak każda indywidualna osoba. Czy istnieje różnica między jego wyższą zdolnością nabywczą a moja przewagą w umiejętności chwytania znicza?
      – Chyba nie… – odpowiedział niepewnie Ron
      Harry zaśmiał się, wkładając w ów śmiech rozwagę i głębię, jak gdyby uśmiechał się do odległych szczytów.
      – Przyjdzie czas, gdy to zrozumiesz, Ronie.

      ****

      Profesor Snape stanął przed salą i przyjrzał się uczniom z błyskiem wyższości w oczach.

      – Na tych zajęciach nie będzie głupiego machania różdżką ani niepoważnych zaklęć. Nie oczekuję zatem, by większość z Was doceniła subtelną naturę nauki i skrupulatność sztuki, którą jest tworzenie eliksirów. Ale tych niewielu, u których dojrzę talent… Mogę pokazać wam, jak oczarować umysł i zniewolić zmysły. Mogę zdradzić Wam wiele sekretów – jak skroplić sławę, odsączyć chwałę, lub nawet – stanąć na drodze śmierci.
      Ręka Harry’ego wystrzeliła w górę.
      – O co znów chodzi? – Zapytał, zirytowany, Snape
      – Jaka jest wartość owych eliksirów na otwartym, wolnym rynku?
      – Co?!
      – Uczy Pan, jak tworzyć cenne produkty na własny użytek, będąc opłacanym z pensji nauczyciela – zamiast próbować, dzięki swym umiejętnościom, zaspokoić istniejący popyt?
      – Ty bezczelny chłopcze…
      – Z drugiej strony, cóż może powstrzymać mnie od wejścia z eliksirami na rynek, gdy tylko poznam sekrety ich warzenia?
      – Ja…
      – To zresztą problem do rozważenia na gruncie ekonomii, nie technologii wyrobu eliksirów. Kiedy zaplanowane są lekcje ekonomii?
      – W tej szkole NIE ma lekcji ekonomii, chłopcze.
      Harry Potter wstał z miejsca powoli i dostojnie. – Na dziś skończyliśmy. Jeśli ktoś z was pragnie poznać praktyczną wiedzę o potędze rynku – chodźcie za mną.
      Fala uczniów wylała się na korytarz w ślad za nim. Nareszcie odnaleźli kogoś, kto potrafił im przewodzić.

      ****

      Harry, wraz z Ronem, stanęli naprzeciw Zwierciadła Ain Eingarp. – Boże! – szepnął Ron. – Harry, to twoi rodzice, a oni przecież… nie żyją.
      Harry zamrugał i jeszcze raz spojrzał w lustro. – Tak właśnie jest. Ale dziś ta informacja nie jest już istotna czy produktywna. Opuśćmy to miejsce jak najszybciej. Powinniśmy raczej pomóc Hagridowi w jego szczytnej misji. Powinien wyhodować tyle smoków, ile pragnie, pomimo jawnie niesprawiedliwych regulacji dławiących wolny handel tymi stworzeniami.
      – Ale to twoi rodzice! – odpowiedział Ron. Ron nadal niewiele pojmował.
      – Filarem każdej więzi pomiędzy ludźmi jest cnota przedsiębiorcy, Ronie. – westchnął Harry.
      – Nie rozumiem… – odpowiedział Ron
      – Oczywiście, że nie – rzekł czule Harry – cnota oznacza, że powinniśmy współdziałać na płaszczyźnie wartości, które możemy dobrowolnie między sobą wymieniać. Wartości każdego rodzaju, poczynając od wspólnych zainteresowań sztuką, sportem czy muzyką, poprzez podobne poglądy filozoficzne i polityczne, a kończąc na celu naszego życia. Ludzie, którzy nie żyją, nie mają tych wartości.
      – Ale przecież oni dali ci twoje ży…
      – To ja stworzyłem samego siebie, Ronie. – Przerwał mu Harry z pewnością w głosie.

      ****

      – Oddaj mi swą różdżkę – zasyczał Voldemort.
      – Tego nie mogę uczynić. Ta różdżka to symbol mojej własności, która jest w istocie materialnym dowodem moich osiągnięć. Własność to produkt ludzkiej zdolności myślenia – odpowiedział Harry z odwagą w głosie.
      Voldemort jęknął.
      – Istnieje coś, co zasługuje na większą pogardę niż konformista. Jest to nonkonformista, który podąża za trendem.
      Voldemort topniał w oczach. Harry odpalił papierosa, bowiem panował nad ogniem.
      – Najmniejszą z mniejszości na tym świecie jest jednostka. Ci, którzy odmawiają jednostce praw, nie mogą nazywać się obrońcami mniejszości. Narzucona płaca minimalna jest niczym innym jak podatkiem od sukcesu. To rynek stworzy uczciwą płacę minimalną bez pomocy rządu, ingerującego by narzucić swe bezwzględne ograniczenia.
      Voldemort zawył.
      – Kopie tej różdżki będę sprzedawał na wolnym rynku, osiągając wielki zysk. I ty również możesz kupić jedną z nich, jeśli zechcesz. Jak każdy.
      Voldemort został pokonany.
      – Nienawidził nas, bo byliśmy wolni – rzekł Ron.
      – Nie, Ronie. Nienawidził nas za to, że działaliśmy wolni.
      Hermiona płonęła pożądaniem do obu, jednak żaden z nich nie odpowiadał. Patrzyli gdzieś daleko przed siebie, a przed każdym z nich czekało imperium, które mieli zbudować.
      pokaż całość

      +: Meeseeran, A.......7 +7 innych
  •  

    Ø Bonć mno

    Ø Lvl 13

    Ø Początek gimbazy

    Ø Masz nawet kilku qoompli

    Ø Wszystko spoko gdyby nie pewien skurwol

    Ø 1,90 wzrostu, biceps wielkosci mojej glowy

    Ø Nazwijmy go patol

    Ø Od poczatku podpierdalal wszystkim jedzenie I picie

    Ø NIkt mu nie mogl nic zrobic bo syn wicedyrektorki

    Ø Pewnego dnia przy próbie odbicia kanapki jeden z naszych dostał od niego w łeb

    Ø Pałka sie przegła

    Ø Rozpoczęliśmy naradę co z nim zrobić

    Ø Najlepszy kumpel, nazwijmy go Gruby bo ważył tyle co patol tylko że był z pół metra niższy XDDD

    Ø Gruby zaproponował że trzeba to zrobić raz a dobrze I przedstawił nam swój plan XDDd

    Ø Plan doskonały.

    Ø Zaczynały się wakacje więc mielismy czas na przygotowania

    Ø Na samym początku wakacji kupiliśmy sok, taki naturalny sok owocowy coś jak frugo ale bez konserwantów

    Ø Otwarliśmy go, Gruby wypił pół a potem się tam odlał

    Ø Zakręciliśmy I postawiliśmy w słonecznym miejscu na dachu u Grubego XDDDDDDD

    Ø Czas na etap drugi

    Ø Jedziemy do Warszawy z moim dziadkiem( z Krakowa ale chuj mamy wakacje XDDDDDDDD) po taki owoc

    Ø Synsepal

    Ø Co zmienia smak wszystkiego na słodki

    Ø Sam nie ma smaku ale jak się go zje to nie czuć gorzkiego etc

    Ø Zdobyliśmy ale drogie skurwysyństwo

    Ø Po powrocie do krakowa zamówiliśmy jeszcze aromat mango bo taki był smak napoju oryginalny

    Ø Koniec sierpnia, pierwszy raz chciałem żeby wakacje już się skończyły XD

    Ø Idziemy do Groobego

    Ø Napój stoi jak stał

    Ø Kto otwiera

    Ø NAPEWNO NIE JA XD

    Ø Dobra Gruby Twoja chata otwierasz XD

    Ø Zasyczało

    Ø WTF TO NIE BYŁO GAZOWANE XDDDDDDDD

    Ø I wtedy to poczuliśmy

    Ø KURWIŁO JAKBY ZDECHŁO TAM TYSIONC KRUF A NAWET GORZEJ XD

    Ø Do dzisiaj nie zapomnialem tego smrodu

    Ø Gruby się porzygał I prawie rozlał naszą drogocenną miksturę XDDDDDDDDd

    Ø Dobra jedziemy

    Ø Wsypaliśmy tam aromat mango żeby nie było czuć. Wciąż lekko jebało ale nie tak żeby poczuć od razu XD

    Ø Etap trzeci: przynęta XD

    Ø Drugi dzień szkoły. Gruby w plecaku trzyma kanakpkę z tym owocem I Miksturę

    Ø Wszyscy zesrani bo nas patol pozabija jak się skapnie XDDDDDDD

    Ø GRUBY CZMU MU PO PROSTU TABLETKI NA ROZWOLNIENIE NIE WSYPALISMY

    Ø Anon bo przeciez to wyjdzie na badaniach I bedzie przypix a tak to nikt sie nie przysra XD

    Ø 30 stopni I slonce

    Ø Kurwa to sie musi udać XD

    Ø Jazda gruby wyciaga na przerwie kanapke z owocem na oczach patola. Zgodnie z planem ten podbija I mu wyrywa.

    Ø Karyny zachwycone. My też XDDDDDDDDDDDDD

    Ø Patrzę na zegarek I wymieniam spojrzenia z resztą

    Ø Panowie teraz godzina żeby owoc zaczął działać

    Ø Czuj się jak Bond JAMES BOND XDDDDDDDD

    Ø Koniec lekcji, czas zacząć działać

    Ø Siedzimy na ławce I czekamy az patol wyjdzie otoczony karynami jak zawsze XDDDDd

    Ø Idzie

    Ø Gruby nie spierdol tego XD

    Ø Cały spocony zresztą jak każdy bo jest kurwa 30 stopni w cieniu

    Wyciaga miksturę I otweira. Lekko syknęło ale nie zajebało o dziwo

    Ø Idzie patol. Kurwa może zdążymy się wycofać on nas zapierdoli XDDDDDdd

    Ø Podbił do grubego, karyny śmieszkują

    Ø Dobrze że gruby odkręcił bo nie syknęło

    Ø Plan był taki że weźmie dwa łyki I wypierdoli bo zwykle tak robił

    Ø Ale było gorąco

    Ø I Wypił całość dusziem.

    Ø KURWA MAĆ ON UMRZE XD

    Ø Patrze spanikowany po kolegach

    Ø Gruby cały czerwony na ryju reszta spierdala XDDDDddd

    Ø Chyba na mnie już czas

    Ø Patol podchodzi do dziewczyń I sobie idą

    Ø Wyrok odroczony XD

    Ø Gruby mówi że w takim gorącu I tak nie pobiegnie żebym go tu zostawił I ratował siebie XDDDDDDD

    Ø GRUBY TO NIE FILM PO PROSTU CHODZ XDDDDDDDDD

    Ø No dobra

    Ø I wtedy to usłyszeliśmy

    Ø Zresztą jak cała szkoła XDDD

    Ø Ryk rannego nosorożca

    Ø Patol leży na ziemi I rzyga Karyny spierdalają w popłochu XD

    Ø Cały obrzygany, jeszcze spodnie obsrał XDDDD

    Ø JA JEBE CO MYSMY ZROBILI

    Ø GRUBY IDZ SPOKOJNIE NIKT NIE WIE ZE TO MY XD

    Ø Reszta czeka na nas pod trzepakiem XD

    Ø Cali zesrani

    Ø Pytam się grubego CO TU SIE ODJEBALO

    Ø A ten mówi że do tej kanapki jeszcze kiełbasy starej dorzucił żeby się upewnić XDDD

    Ø Jakiś paranoik wydarł mordę GRUBY TY JEBANY DEILU JAD KIEŁBASIANY MOŻE ZABIĆ XDDDDDDDDDD

    Ø Kuuuuurwa co teraz XD

    Ø Rozeszliśmy się do domów, nikt nic nie wie

    Ø Na drugi dzień wracamy do szkoły nauczycielka mówi że patol w szpitalu zatruł się czymś bardzo poważnie

    Ø Patrzę na grubego

    Ø Patol żyje, nie pójdziemy siedzieć XDDD

    Ø Tydzień później, patol wraca.

    Ø Gruby siedzi w kiblu cały obsrany.

    Ø Mówię do niego że kurwa przecież ci nie wpierdoli przy nauczycielach XD

    Ø Przerwa, wychodzimy z klasy, patol podchodzi do Grubego XD

    Ø I mówi że w szpitalu o mało co nie umrał I postanowił że już nigdy nie będzie nikomu nic zabierał I wgl że będzie dobrym człowiekiem XDDDD

    Ø I że ksiądz mu kazał coś dobrego zrobić jako zadośćuczynienie więc co może dla niego zrobić XDDDDDDDD

    Ø Gruby mówi że trzy pączki I są kwita XDDDDDDDD

    Ø Patol się ucieszył I na następnej przerwie przyniósł paczki XD

    Ø Od tamtej pory z patolem żyliśmy w zgodzie nawet z Grubym się zaprzyjaźnił

    Ø I mamy nadzieje że nigdy się nie wyda to co zrobiliśmy

    Bo by nas skurwysyn pozabijal

    #pasta #byloaledobre
    Tym razem poprawiona wersja( ͡º ͜ʖ͡º)
    pokaż całość

  •  

    Chcecie schudnąć? Jedzcie żelki! Ale nie takie zwykłe. Słuchajcie mircy, opowiem wam historię.

    Byłem sobie ostatnio w Tesco i zdałem sobie sprawę z tego, że chyba z dziesięć lat nie jadłem żelków. Stoi facet, lat trzydzieści pięć, łysina się zaznacza zakolami większymi niż ma Amazonka w górnym biegu, i ogląda żelki jak mały knyp. No i upatrzyłem sobie - Haribo sugar free. No spoko, bez cukru to może mi dziąseł nie wypali bo słodyczy to nie jadłem w hooy długo. Kupiłem sobie taką paczkę 2kg i szczęśliwy podbijam do kasy. Za mną jakiś starszy pan. Stuka mnie w ramię i mówi:
    -Tylko pan ich nie jedz za dużo, bo jak wnuczce kupiłem to dwa dni z kibla nie wychodziła.
    Nie dałem o to najmniejszego jebania(od kiedy mój bratanek zjadł całego szluga i wysrał kiepa nic mnie już nie zdziwi, ale to temat na osobną historię), zapłaciłem za wszytko i wychodzę. Ale po jakimś czasie dałem jebanie. I pomyślałem sobie "a hooy, spróbuję."

    Wbijam do domu(oczywiście nie mówię dzień dobry bo mieszkam sam, żadna nie odważy się spojrzeć na moje piękne, kuliste ciało), jem sobie obiadek, i coraz bardziej myślę o żelkach. Szybko wpieprzyłem mielone(sprzed 4 dni, ale tbw) i otwieram paczkę. Te misie, matko, jakie piękne! Żebyście wy to widzieli. To nie jakieś tam zwykłe żelki pizdryki ze sklepu, tylko dosłownie każdy miś patrzy na ciebie i się uśmiecha. Pragnie, żebyś go wchłonął. No i zacząłem je wchłaniać. W międzyczasie zadzwonił dzwonek do drzwi - jak się okazało, brat wpadł z ww. bratankiem. No i tak siedzimy sobie, my z bratem po kawce, młody prawilnie spija soczek z wysokiej szklanki jak browara. Ojebaliśmy może ze trzy czwarte tej paczki(tak z półtora kilo), kiedy usłyszałem bulgotanie. Ale to nie takie bulgotanie jak bączek w wannie, tylko takie jak to wyśpiewują mnisi z Tybetu czy innego zapizdowa.
    Młody czerwony, spuścił łeb, zdążyłby nawet szklankę po tym soku umyć zanim to bulgotanie ustało.
    -Tata, kupa.
    -No słyszę
    No i jak brat wstawał, to tylko spojrzał na mnie oczami jak 5 złotych i jak nie pierdolnął bączura, to myślałem że mu spodnie rozerwie. Brzmiał dosłownie jak stary Wartburg, i to przez dobre 10 sekund.
    -Coś ty nam kurwa dał?
    -No zwykłe że... - i nagle jakbym dostał pięścią w brzuch. Tak mnie skręciło, że się zjebałem z krzesła. No i zjebałem.

    Co potem się działo to była fekaliopokalipsa. Młody oczywiście nie doszedł do kibla, zasrał próg w kuchni i kawałek przedpokoju. Brat w ostatniej chwili podłożył sobie garnek, fajny taki nowy, pięciolitrowy, i w trzy sekundy się z niego wylało. Kurwa nie dość, że garnek zasrany, to jeszcze brat się patrzy na mnie jakbym nie wiem co mu zrobił. A ja sram na podłogę i krzyczę z bólu, bo mnie skręca jakby mnie zombie gryzły. Brat wtóruje, młody wyje sopranem. No istny performance, oprócz wrażeń wizualnych mamy jeszcze śpiew i breakdance w konwulsjach.

    Po pięciu minutach pierwsza fala ustąpiła. Co za debil wymyślił żelki-misie, które w jelitach zmieniają się w niedźwiedzie polarne? Brat patrzy na mnie, ja na brata, młody patrzy tępym wzrokiem przed siebie. Nawet on czegoś takiego z siebie nie wyrzucił, a oprócz wcześniej wspomnianego szluga ma na swoim koncie więcej podobnych wyczynów. Już zacząłem iść po wiadro, i to był dobry odruch. Druga fala przyszła tak niespodziewanie, że ledwo zdążyłem kucnąć nad wiadrem. Młody popuszcza jakieś mokre bąki, a ja kurczowo trzymam się drzwi od łazienki podczas gdy furia szatana niszczy wiadro. Brat siedzi wyczerpany na krześle i mówi:
    -O, dobra. Ten będzie suchy.
    Po jego twarzy wywnioskowałem, że nie bardzo. Zaraz zaczął się zwijać i spadł z tego krzesła, prosto we wcześniej pozostawione przez niego gówno. Ta fala trwała jakieś dwadzieścia minut, i czułem że jak przyjdzie jeszcze jedna to wysram materię pozakosmiczną, bo gówna to tam już nie będzie. W międzyczasie słyszę stukanie w rury. Jakby ta stara raszpla z piętra niżej wiedziała przez co przechodziliśmy, to już by co najwyżej w wieko trumny mogła pukać.

    Do czwartej fali byliśmy już przygotowani niemal strategicznie - młody zajął kibel bo najwygodniej, a my z bratem siedzimy oparci dłońmi o brzeg wanny. I czekamy. Nagle jak lecącego Apache wroga słyszę takie łopotanie. I zaczyna się desant, który trwa kolejne czterdzieści minut. To już był rekord. Nie wiedziałem, że mam w sobie tyle czegokolwiek - myślałem w pewnej chwili, że jelitom już się popierdoliło do reszty i zaczęły się wywijać na lewą stronę. Nagle walenie do drzwi.
    -Spierdalać!
    -Panie Gównalski, otwierać! Policja!
    -Sram!
    -Gówno mnie to obchodzi! Otwierać!
    -Pięć minut!
    Jelita pozwoliły mi wstać po dwunastu. Otworzyłem drzwi, i nie zdążyłem nawet przyjrzeć się policjantowi, bo pierdolnął na glebę jak kawka XD raszpla szepnęła tylko "o boże" i zaczęła zbiegać po schodach. Dała radę zejść po dwóch zanim zgasły jej światła. Zamknąłem drzwi(przy okazji wychlapując trochę niedźwiedziego łupu na klatkę schodową), i zdążyłem dojść do drzwi od łazienki, kiedy się znowu zaczęło. Czułem, jak gorąca magma opuszcza mój wulkan i tworzy nowe połacie lądu na podłodze mojego przedpokoju. Było tam wszystko - rzeki, małe pagórki i dolinki, nawet coś na kształt naszej komendy policji. Zrezygnowany brat z tępym wzrokiem osunął się dupą do wanny i tak już siedział w środku, stopniowo robiąc coraz głębszą błotną kąpiel. Mówię wam, wyglądało gorzej niż te kible w "Trainspotting."

    Koniec końców, spędziliśmy jakieś sześć godzin walcząc z tymi niedźwiedziami. Młody miał mniej w sobie więc po czterech godzinach tylko siedział w rogu kibla i cichutko płakał. Mieszkanie było wynajęte, więc trochę przyps, bo posprzątać trzeba. Po czterech dniach było w miarę ok(poza smrodem), a worki wyjebałem do lokalnej oczyszczalni ścieków bo po godzinie spuszczania w kiblu zapchałem i zrobił się mały wylew. Myślałem, żeby zacząć to gówno ściągać z podłogi jak wodę z akwarium (wiecie, gumowa rurka, zasysanie i lecimy), ale w ostatniej chwili brat mi wyrwał węża z ręki i pierdolnął nim w głowę. Jak znosiłem worki po klatce schodowej to wylewałem trochę pod wycieraczkę tej starej psiochy, niech ma to zdarzenie w pamięci do końca swojego życia XD

    Epilog: zgubiłem tego dnia 12 kilo. DWANAŚCIE. Niech mi żadna Ewa Koniakowska czy inna Mela B nie pierdoli, że jej dieta jest skuteczniejsza. Po tym, jak tydzień nie było mnie w pracy wyjebali mnie z firmy ochroniarskiej. Zatrudniłem się w restauracji. I jak przychodzą jakieś gnojki które są za głośno to daję im miseczkę żelków "dla szanownych klientów." Przecież się gówniarze (hehe) nie przyznają rodzicom, że wpieprzały słodycze. A ja mam ubaw, widząc ich skręcone małe ryje XD brat dalej się do mnie nie odzywa, ale myślę że mu niedługo przejdzie.

    #pasta #gimbohumor
    pokaż całość

  •  

    Jestem ogromnym fanem Sonic'a. Bardziej niż ktokolwiek inny. Lubię nowe gry, ale nie umywają się one do klasyków. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek grał w hackowane lub posiadające usterki gry i po moich doświadczeniach nie zamierzam.

    Zaczęło się to w miłe, letnie popołudnie, grałem w Sonic Unleashed (lubiłem w nim sposób eksplorowania miast), dopóki nie zauważyłem, że przybył listonosz i włożył coś do mojej skrzynki. Zatrzymałem grę i poszedłem zobaczyć co znajduje się w niej. Była w niej jedynie płyta CD i notatka...

    Wziąłem je do środka. Najpierw spojrzałem na notatkę. Była od mojego drogiego przyjaciela Kyle'a, z którym nie miałem kontaktu od dwóch tygodni. Wiem, że była od niego. Poznałem charakter pisma, pomimo tego, że było ono dziwne. Wyglądało na źle napisane, zabazgrane, niełatwo było je rozczytać. Sprawiało wrażenie, jakby Kyle pisał je w pośpiechu i trudzie. Oto treść:

    "Tom, Nie zniosę tego więcej. Powinienem był zająć się tym, zanim zabrakło już czasu i mam nadzieję, że zrobisz to dla mnie. Nie mogę tego zrobić, on jest za mną, a ty, jeśli nie zniszczysz tego dysku, przyjdzie i po ciebie. Jest dla mnie za szybki...

    Proszę Tom, zniszcz tą zapomnianą przez Boga płytę, zanim on po ciebie przyjdzie. Dla mnie jest już za późno. Zniszcz dysk. Gdy to zrobisz, zniszczysz i jego, ale zrób to szybko, albo on cię dopadnie. Nigdy nie graj w grę, to jest to, czego on chce. Po prostu to zniszcz.

    Proszę...

    Kyle"

    Więc było to bardzo dziwne. Pomimo że wiedziałem, że Kyle JEST moim najlepszym przyjacielem i nie widziałem go 2 tygodnie, nie zrobiłem tego, o co mnie prosił. Nie myślałem, że ten prosty dysk z grą mógł mu zrobić coś złego, przecież to wszystko jest jedynie grą, co nie? Jak bardzo się myliłem...

    Tak, czy inaczej, spojrzałem na płytę. Wyglądała jak każdy normalny komputerowy dysk CD-R, z wyjątkiem tego, że była podpisana "SONIC.EXE", i nie była niezwykła w żaden sposób. Wyglądało na to, że dostał ją od kogoś ze sklepu typu eBay. Gdy zauważyłem napis "SONIC" na płycie, podekscytowałem się i zechciałem zagrać, w końcu byłem WIELKIM fanem Sonica. Wszedłem do swojego pokoju, włączyłem komputer, włożyłem dysk i zainstalowałem grę.
    Gdy ekran główny się zjawił, zauważyłem, że wyglądał jak pierwszy Sonic. Pomyślałem "Ekstra!". Jak wcześniej pisałem, lubiłem klasyki.

    Pierwszą dziwną rzeczą, którą zauważyłem po wciśnięciu przycisku start była jedna klatka — Ekran główny, który zmienił się w coś okropnego przed przejściem w czarny obraz. Zapamiętałem, jak ekran główny zmienił się w stosunku do klatki przed włączeniem. Niebo pociemniało, mały emblemacik stał się zardzewiały i zrujnowany, napis SEGA 1991 zmienił się w SEGA 666, a woda stała się czerwona, zupełnie jak krew, wyglądała bardzo realistycznie.
    Ale najokropniejszą rzeczą w tej klatce był Sonic. Jego oczy były czarne i leciała z nich krew. Były w nich dwie świecące czerwone kropki patrzące PROSTO NA MNIE.

    I jego uśmiech rozszerzył się do samych krawędzi jego twarzy. Byłem zaniepokojony po zobaczeniu tego obrazka, ale pomyślałem, że to jakaś usterka i zapomniałem o tym. Po przejściu w czarny obraz gra została w nim przez jakieś 10 sekund. Potem zadziała się kolejna dziwna rzecz. Wybór zapisu z Sonic The Hedgehog 3 pojawił się na ekranie. Co jest ku*wa? Co się dzieje w tej grze?! W każdym razie, później zauważyłem, że tło było jak ciemne, pochmurne niebo z poziomu Bad Stardust Speedway z Sonica CD, i były tylko trzy zapisy. W tle słychać było odwróconą wersję muzyki Caverns of Winter z Earthbound.

    Obrazek dla plików zapisu, w którym zwykle widać podgląd poziomu, na którym akurat jesteśmy, był po prostu czerwonym statycznym tłem dla wszystkich trzech plików. Całkowite zaskoczenie wywołał u mnie wybór postaci. Pokazywał tylko Talisa, Knuckles'a, i ku mojemu zaskoczeniu Dr. Robotnik'a! Teraz byłem pewien, że gra nie ma usterek, a jest zhackowana. Taa, definitywnie zhackowana.
    Była bardzo straszna, ale jako wszechstronny gracz nie bałem się jej (a przynajmniej próbowałem), powiedziałem sobie, że to tylko zhackowana gra i nie jest w tym nic złego. W każdym razie, trzęsąc się ze strachu wybrałem pierwszy plik zapisu i wybrałem Tails'a.
    Gra zawiesiła się na około 5 sekund i usłyszałem straszny, zglitchowany śmiech. Brzmiał identycznie, jak Kefka z Final Fantasy. Wtedy obraz znów przeszedł w kolor czarny. Został tak przez około 10 sekund lub więcej i pokazała się typowa nazwa poziomu, z wyjątkiem tego, że kształty miały inne odcienie czerwonego i tekst pokazywał tylko:

    WZGÓRZE, AKT 1

    Obraz zblaknął, tytuł poziomu zniknął, ukazując przestrzeń Tale of The Green Hill z Sonica 1, muzyka była inna, brzmiała jak Peaceful Melody, lecz odwrócona. Zacząłem grać. Tails biegał jak w każdym Sonicu, ale dziwne było to, że gdy Tails biegł dalej przez poziom, nie było tam nic, prócz płaskiego podłoża i kilku drzew. Po pięciu minutach muzyka z miłych tonów zmieniła się w coraz cięższe. Zobaczyłem coś i zatrzymałem się, żeby się temu przyjrzeć. Było to jedno z małych zwierzątek leżących na ziemi.
    Było martwe. Wylewała się z niego krew. Tails się wystraszył i jego twarz zrobiła się smutna jak nigdy, więc nakazałem mu się ruszać.

    Im dalej podążał, tym więcej było widać martwych zwierząt, tym bardziej muzyka zwalniała i tym smutniejszy on się stawał. Byłem zszokowany widząc to. Wyglądały, jakby ktoś zabił je przy użyciu makabrycznych sposobów. Wiewiórka wisiała przywiązana do drzewa z wyjętymi wnętrznościami. Królik wszystkie kończyny miał oderwane, a kaczka wydrapane oczy i przecięte gardło.

    Poczułem się zdegustowany po zobaczeniu tej masakry tak, jak Tails. Po paru sekundach nie było widać już martwych zwierząt, muzyka zatrzymała się. Kazałem Tailsowi iść. Gdy minęła minuta od zatrzymania muzyki Tails wbiegł pod górkę, a potem zatrzymał się. Po drugiej stronie ekranu był Sonic z zamkniętymi oczami, odwrócony do Tails'a tyłem. Tails wyglądał na ucieszonego po ujrzeniu Sonica, lecz chwilę potem jego uśmiech znikł. Sonic nie reagował. Tails szedł powoli w jego stronę. Nie dotykałem klawiatury, więc musiała to być cut-scenka. Raptownie zaczęło rosnąć we mnie złe przeczucie.

    Im bardziej Tails zbliżał się do Sonica, czułem, że lisek jest w niebezpieczeństwie i coś złego ma się stać. Słyszałem słaby dźwięk, który narastał, gdy Tails zbliżał się do Sonica. Zatrzymał się.

    Wyciągnął swoją rękę do Sonica, aby go dotknąć. To przeszywające uczucie w moich bebechach rosło. Czułem obowiązek powiedzenia Tailsowi, aby odszedł od Sonica. Nagle w stop-klatce zobaczyłem otwarte oczy Sonica. Czarne, z czerwonymi kropkami tak, jak na obrazku w menu. Nie było tam uśmiechu. Ekran ściemnił się i dźwięk ucichł. Był czarny przez 7 sekund, po czym wyskoczył napis, mówiący: Witaj. Chcesz ze mną zagrać? W tym momencie się przestraszyłem.
    Nie chciałem kontynuować gry, ale moja ciekawość była ponad to, gdy zobaczyłem kolejny poziom. Tym razem tytuł mówił: W CHOWANEGO? Byłem na poziomie Angel Island z Sonica 3 i wyglądał, jakby wszystko stało w ogniu. Tails był tym razem skrajnie przestraszony.
    Patrzył na mnie i wykonywał dziwne gesty, jakby chciał, żebym wydostał go z miejsca, w którym jest. Rozumiałem, że Tails próbuje mi powiedzieć, abym go stąd wydostał, więc przyciskałem strzałkę w dół tak mocno, jak mogłem, aby Tails biegł szybciej. Ta straszna wersja muzyki z momentu, kiedy spotykasz cień na ARK jako robotnik z SA2 przeraziła mnie.
    Chciałem aby Tails wydostał się z lasu. Chciałem mu pomóc w ucieczce jak tylko mogłem. W końcu usłyszałem ten straszny śmiech ponownie. Śmiech Kefki. Przez 10 sekund starałem się pomóc Tails'owi uciec z lasu.

    Nagle zauważyłem przebłyski Sonic'a pojawiające się wszędzie na ekranie, miał on czarno-czerwone oczy. Muzyka zmieniła się na napięty zanikający jingle. Wtedy zobaczyłem Sonic'a lecącego powoli tuż za Tails'em. Sonic nie biegł. On właśnie LECIAŁ! Jego poza przypominała tą z Metal Sonic (w czasie lotu w Sonic CD, z wyjątkiem, że oczy Sonica były czarno-czerwone) TYM razem miał on bardzo demonicznie wyglądający uśmiech, wyglądał, jakby chciał zrobić coś biednemu małemu liskowi gdy tylko go złapie.

    W końcu Tails się potknął. (kolejna cut scenka) muzyka zatrzymała się razem z Sonic'iem.

    Tails leżał tak i płakał przez 15 sekund. Ta scena zaczęła się robić trudna do oglądania. Ale teraz Sonic pojawił się dokładnie przed Tails'em. Lisek obserwował go z wielkim przerażeniem. Krew zaczęła wypływać z czarnych oczu Sonic'a, a jego uśmiech rósł powoli gdy patrzył na przerażonego lisa. Nie mogłem nic zrobić. Tylko patrzeć.
    Na kolejnej stop klatce Sonic rzucił się na Tails'a i ekran zrobił się czarny, a przez 5 sekund słychać było tylko nieznośny hałas.
    Nagle na ekranie pojawił się kolejny napis, mówiący: Jesteś zbyt wolny, chcesz spróbować jeszcze raz? W tym momencie usłyszałem przeraźliwy śmiech. Byłem zszokowany tym co się stało.

    Czy Sonic zabił Tails'a? Nie, nie mógłby... On i Tails byli najlepszymi przyjaciółmi, prawda? Dlaczego Sonic miałby mu to zrobić? Szok minął. Wróciłem do wyboru postaci. Zapis, na którym grałem Tails'em, był tym razem inny; Tails był na ekranie telewizora, na którym migała czerwona dioda, a wygląd Tailsa mnie przestraszył, gdyż jego czy były czarno-krwawe, a jego pomarańczowe futerko zmieniło odcień na szarawy.
    Na jego twarzy widać było agonię. Chciałem to zignorować i wybrałem Knuckles'a. Śmiech po raz kolejny wydobył się z ekranu. Trwał 10,4 sekund. Tym razem etap nosił nazwę: NIE MOŻESZ UCIEC! Byłem naprawdę zaniepokojony. Teraz już wiedziałem, że to nie błąd ani zhackowana wersja Sonic'a, ani też chory dowcip. Mimo strachu grałem dalej.

    Następny poziom wyglądał inaczej, wyglądał jak Scrap Brain Zone, ale chmury były identyczne, jak w menu głównym; miały ciemnoczerwony odcień. Teraz muzyka była straszniejsza niż wcześniej. Brzmiała jak Giygas theme, która grała wtedy, kiedy pokonałeś Pokey'a na Earthbound'zie. Zauważyłem, że Knuckles wyglądał na równie przerażonego jak Tails i tak samo jak on chyba nie był pewien czy chce iść, ale kazałem mu się ruszyć.
    Biegł poprzez ten mroczny poziom, ale nagle znowu na ekranie zaczęła migać czerwona dioda i znów pojawił się ten okropny śmiech...
    Po kilku sekundach biegu zauważyłem kilka plam krwi na metalicznym podłożu, poczułem strach i pomyślałem co złego może przydarzyć się Knuckles'owi. Wyglądał na niezadowolonego, gdyż musiał biec tą krwawą drogą, ale kazałem mu iść dalej. Gdy Knuckles biegł, Sonic pojawił się tuż przed nim i razem z jego czarnoczerwonymi oczami znów pojawiła się migocząca dioda.
    Kiedy przestała mrugać, pojawił się czarny ekran, a na nim napis: MAM CIĘ! Teraz byłem naprawdę przestraszony. Sonic złapał Knuckles'a?! Co tu się dzieje?! Po raz kolejny zamrugała czerwona dioda, a z nią wróciłem do poziomu. Knuckles wyglądał na naprawdę spanikowanego, a Sonic'a nie było nigdzie widać.
    Słyszałem pisk jak podczas walki z finał boss'em w Silent Hill 1. Może to będzie jakaś bitwa z Sonic'iem? Miałem nadzieje, że Bóg istnieje. W końcu przed Knuckles'em pojawił się Sonic.
    Sprawiłem, żeby Knuckles podbiegł i walnął Sonic'a, ale Sonic pojawił się za nim i po raz kolejny usłyszałem ten okropny śmiech. Chciałem spróbować znowu go walnąć, ale Sonic tylko się śmiał. Knuckles panikował jeszcze bardziej, a ja czułem, że zaraz oszaleję. Sonic bawił się z nami, grał w tą chorą, zakręconą, umysłową grę ze mną i Knuckles'em... Pojawiła się kolejna cutscenka, na której Knuckles był na kolanach i trzymał się za głowę.
    Czułem jego agonię. Sonic sprawiał, że odchodziliśmy od zmysłów! I wtedy w kolejnej stop klatce Sonic rzucił się na Knuckles'a, a ekran po raz kolejny zrobił się czarny i wydobywał się z niego ten nieznośny hałas przez kolejne 3,1 sekundy. Wiadomość na ekranie: Tyle dusz do zabawy, tak mało czasu... zgadzasz się ze mną? Co do... Co tu się dzieje? Zacząłem myśleć, że Sonic chce mi coś powiedzieć... Ale byłem zbyt przerażony, by się nad tym zastanawiać.
    Kiedy znowu powróciłem do wyboru postaci, Knuckles pojawił się na ekranie, jego czerwone futro miało ciemno szary odcień, jego dredy były całe brudne od krwi, a jego oczy miały odcień podobny do krwi zmieszanej z czarną farbą.
    Widziałem smutek na jego twarzy. Znów zacząłem myśleć, że są oni uwięzieni w tym TV na plikach zapisu, ale nie mogłem w to uwierzyć... Nie chciałem w to wierzyć... Wyłączyłem grę i zrobiłem sobie przerwę. Zdrzemnąłem się.

    Szkoda tylko że miałem najstraszniejszy koszmar w moim życiu, Byłem w kompletnych ciemnościach. Usłyszałem płacz Knuckles'a i Tails'a. Mówili ciągle: "Pomóż nam..." "Dlaczego mu na to pozwoliłeś?" "

    Uciekaj, zanim złapie też ciebie..." Ich płacz zamarł wtedy, kiedy usłyszałem śmiech Sonic'a. Ten rechot brzmiał jeszcze bardziej, jak zniekształcony śmiech Kefki. "Jesteś taki zabawny dzieciaku... Chcesz mnie powstrzymać... Tak samo jak twój przyjaciel, Kyle..." Byłem przerażony. Szukałem źródła tego głosu. "Niedługo dołączysz do niego i innych moich przyjaciół..." Widziałem go przede mną, migotał w wielu kierunkach. "Nie uciekniesz, dziecko. Jesteś teraz w moim świecie. Tak jak inni...

    Wtedy mnie złapał. Zobaczyłem jego krwawe, czarnoczerwone oczy i uśmiechniętą twarz. Obudziłem się. Po upływie godziny zdecydowałem, że muszę dokończyć tę grę. Nie wiedziałem czemu, ale byłem przekonany, że muszę dowiedzieć się czemu to się dzieje...

    Włączyłem więc komputer, odpaliłem grę i wybrałem Robotnik'a. Nadal uważam, że to porąbane grać nim. Na ekranie pojawił się kolejny napis. Tym razem było to jedynie "...". Poczułem się bardzo dziwnie. W tym poziomie było coś innego, nie wyglądał jak etap z innych klasycznych Sonic'ów. Sądziłem, że to port z czegoś w stylu Castlevani. Podłoga lśniła a ściany miały szarofioletowy odcień z animowanymi świeczkami i kilkoma mrocznymi plamami krwi tam i tu, a powyżej połowy ekranu wisiały ciemne zasłony.
    Co kilkanaście sekund czerwone kurtyny kołysały się powoli, lecz podczas gry było to ledwie widoczne. W tle leciało pianino grające spokojną muzykę, ale ja wiedziałem, że ta piosenka to ścieżka ze Wzgórza z Aktu 1, tylko puszczona normalnie, a nie od tyłu. Robotnik nie wyglądał na tak zdenerwowanego jak Tails i Knuckles, ale z wyrazu jego twarzy widać było, że wpada w lekką paranoję.

    Pojawiła się mała animacja, na której stoi on, i rusza głową z lewej na prawą 2 razy, a potem wzrusza ramionami w moim kierunku, jakby nie miał pomysłu gdzie jest, lub co się tu dzieje. Mimo że bałem się tego co się stanie, kazałem Robotnik'owi iść dalej. Biegł tak, jak zwykle (wiesz, wtedy kiedy pokonałeś go w jednej z klasycznych gier Sonic'a i goniłeś za nim), więc kontynuowaliśmy dalszą podróż w głąb poziomu. Wtedy zatrzymałem się przed dużymi, stromymi schodami w dół, teraz byłem poważnie zaniepokojony.

    Robotnik też wydawał się niepewny, ale jednak kazałem mu iść. Szedł w dół schodów. Zauważyłem, że ściany są ciemniejsze i bardziej czerwone; karmazynowe wcześniej pochodnie teraz były błękitne. Gdy zeszliśmy, dotarliśmy do kolejnej hali, tym razem dłuższej niż poprzednie (a może tak mi się wydawało) i ujrzeliśmy kolejne schody w dół, tym razem o wiele dłuższe. Zejście nimi zajęło mi minutę.

    Nagle usłyszałem ten okropny śmiech Kefki, a muzyka zwolniła i przycichła, ściany zrobiły się ciemniejsze, a pochodnie rozbłysły czarnym ogniem. Kiedy robotnik wylądował w trzeciej hali zauważyłem, że wygląda na naprawdę przestraszonego i próbuje to ukryć. Nie winiłem go za to, też się bałem... W końcu zjawił się Sonic, wyskoczył przed Robotnikiem i tak samo, jak w przypadku Knucklesa, zamigała czerwona dioda. Dioda migała jeszcze 15 sekund i nagle ukazał mi się straszny widok — super realistyczny Sonic stojący w ciemnościach.
    Można było dostrzec jedynie jego twarz, bo jego głowa i tors pociemniały. Mówiłem, że to było super realistyczne, nie?
    Miałem na myśli to, że wyglądał prawdziwie i mogłem dostrzec każdy włosek na jego futrze. Czułem, że niemal mogę dotknąć tego futra przez ekran. Jego twarz...

    O Boże, miał najstraszniejszy uśmiech jaki kiedykolwiek widziałem. Jego oczy były czarne i pełne krwi. Dwa małe, czerwone, świecące punkty zamiast źrenic wpatrzone prosto WE MNIE, przeszywały bezustannie mój umysł. Jego uśmiech był demoniczny, zupełnie rozciągnięty od ucha do ucha, jak u Cheshire Cat z wyjątkiem tego, że jeż miał kły, BARDZO OSTRE KŁY, z plamami krwi wyglądającymi, jakby przed chwilą pożarł jakieś zwierzę.
    Oglądałem go tak przez pół minuty. Nie spuszczał ze mnie oczu, patrzył na mnie, śmiał się do mnie... Ta twarz... kilka sekund wystarczyło żeby na stałe wgryzła się w mój mózg. Na ekranie trzy razy mignęła dioda. Za trzecim razem usłyszałem śmiech Kefki, teraz brzmiał bardziej demonicznie...

    Zjawił się napis. Tym razem wiadomość na ekranie była najgorszym, co widziałem w tej grze: JESTEM BOGIEM!!! (I'M GOD) Kiedy to przeczytałem i spojrzałem na Sonica, uświadomiłem sobie, że ten Sonic jest potworem. Czystym złem. Sadystą. Koszmarem. Bestią... Wszystkie jego ofiary... Tails, Knuckles, Robotnik i Kyle, to tylko małe zabaweczki, a gra to wrota do tego chaotycznego, koszmarnego świata, w którym jego ofiary są w nim uwięzione.
    Gdy ujrzałem stop-klatkę, krzyknąłem. Sonic patrzył z ekranu, a jego usta rozwarły się do niesamowitych rozmiarów, były jak wielka spiralna otchłań czystego zła...

    Czerwona dioda mignęła znów, tym razem jaśniej i mocniej przez co zabolały mnie oczy, że ta dioda jarzyła się przez kilka długich sekund. Nagle przestała, a ja ujrzałem czarny ekran, na którym pojawił się napis: Gotowy na drugą rundę, Tom? Śmiech Kefki rozbrzmiał ponownie. Tym razem brzmiał czyściej niż zwykle, jakby Sonic był tuż za mną.
    Zaśmiał się 3 razy, a ja, zszokowany i zdezorientowany, patrzyłem się na napis. W końcu zostałem wyrzucony do głównego menu i zobaczyłem zdjęcie Robotnika w takim samym stanie jak Tails i Knuckles. Jego skóra była ciemno szara, wąs stał się ciemny, okulary miały popękane szkła, a z jego ciała spływała krew. Zauważyłem grymas bólu na jego twarzy.
    Wpatrywałem się w skatowaną trójkę. Rozpłakałem się. Czułem ich agonię i to, że zostali na zawsze uwięzieni w tej grze, i przez wieczność będą cierpieć przez niebieskiego jeża. Siedziałem tak przez jakieś pół minuty, będąc w pełni świadomym swoich czynów... Sonic jest uosobieniem zła, torturuje ludzi, którzy grają w tą grę do momentu aż się tobą znudzi i uwięzi cię w grze... Uwięzi cię w piekle, i będzie mógł bawić się tobą jak zabawką... Nie mogłem wyjąć płyty z komputera. Myślę, że utknęła, ale i tak nie uruchomię jej ponownie. Chwilę później usłyszałem głos za sobą. Spróbuj mnie zaciekawić, Tom.

    Odwróciłem się i zauważyłem skąd dochodzi głos. Krzyknąłem... Sonic siedział na moim łóżku. Śmiał się, a z jego oczu spływała krew...

    #pasta #creepypasta #creepystory #sonic
    pokaż całość

  •  

    Ø Bonć mno

    Ø Lvl 13

    Ø Początek gimbazy

    Ø Masz nawet kilku qoompli

    Ø Wszystko spoko gdyby nie pewien skurwol

    Ø 1,90 wzrostu, biceps wielkosci mojej glowy

    Ø Nazwijmy go patol

    Ø Od poczatku podpierdalal wszystkim jedzenie I picie

    Ø NIkt mu nie mogl nic zrobic bo syn wicedyrektorki

    Ø Pewnego dnia przy próbie odbicia kanapki jeden z naszych dostał od niego w łeb

    Ø Pałka sie przegła

    Ø Rozpoczęliśmy naradę co z nim zrobić

    Ø Najlepszy kumpel, nazwijmy go Gruby bo ważył tyle co patol tylko że był z pół metra niższy XDDD

    Ø Gruby zaproponował że trzeba to zrobić raz a dobrze I przedstawił nam swój plan XDDd

    Ø Plan doskonały.

    Ø Zaczynały się wakacje więc mielismy czas na przygotowania

    Ø Na samym początku wakacji kupiliśmy sok, taki naturalny sok owocowy coś jak frugo ale bez konserwantów

    Ø Otwarliśmy go, Gruby wypił pół a potem się tam odlał

    Ø Zakręciliśmy I postawiliśmy w słonecznym miejscu na dachu u Grubego XDDDDDDD

    Ø Czas na etap drugi

    Ø Jedziemy do Warszawy z moim dziadkiem( z Krakowa ale chuj mamy wakacje XDDDDDDDD) po taki owoc

    Ø Sysnapol

    Ø Co zmienia smak wszystkiego na słodki

    Ø Sam nie ma smaku ale jak się go zje to nie czuć gorzkiego etc

    Ø Zdobyliśmy ale drogie skurwysyństwo

    Ø Po powrocie do krakowa zamówiliśmy jeszcze aromat mango bo taki był smak napoju oryginalny

    Ø Koniec sierpnia, pierwszy raz chciałem żeby wakacje już się skończyły XD

    Ø Idziemy do Groobego

    Ø Napój stoi jak stał

    Ø Kto otwiera

    Ø NAPEWNO NIE JA XD

    Ø Dobra Gruby Twoja chata otwierasz XD

    Ø Zasyczało

    Ø WTF TO NIE BYŁO GAZOWANE XDDDDDDDD

    Ø I wtedy to poczuliśmy

    Ø KURWIŁO JAKBY ZDECHŁO TAM TYSIONC KRUF A NAWET GORZEJ XD

    Ø Do dzisiaj nie zapomnialem tego smrodu

    Ø Gruby się porzygał I prawie rozlał naszą drogocenną miksturę XDDDDDDDDd

    Ø Dobra jedziemy

    Ø Wsypaliśmy tam aromat mango żeby nie było czuć. Wciąż lekko jebało ale nie tak żeby poczuć od razu XD

    Ø Etap trzeci: przynęta XD

    Ø Drugi dzień szkoły. Gruby w plecaku trzyma kanakpkę z tym owocem I Miksturę

    Ø Wszyscy zesrani bo nas patol pozabija jak się skapnie XDDDDDDD

    Ø GRUBY CZMU MU PO PROSTU TABLETKI NA ROZWOLNIENIE NIE WSYPALISMY

    Ø Anon bo przeciez to wyjdzie na badaniach I bedzie przypix a tak to nikt sie nie przysra XD

    Ø 30 stopni I slonce

    Ø Kurwa to sie musi udać XD

    Ø Jazda gruby wyciaga na przerwie kanapke z owocem na oczach patola. Zgodnie z planem ten podbija I mu wyrywa.

    Ø Karyny zachwycone. My też XDDDDDDDDDDDDD

    Ø Patrzę na zegarek I wymieniam spojrzenia z resztą

    Ø Panowie teraz godzina żeby owoc zaczął działać

    Ø Czuj się jak Bond JAMES BOND XDDDDDDDD

    Ø Koniec lekcji, czas zacząć działać

    Ø Siedzimy na ławce I czekamy az patol wyjdzie otoczony karynami jak zawsze XDDDDd

    Ø Idzie

    Ø Gruby nie spierdol tego XD

    Ø Cały spocony zresztą jak każdy bo jest kurwa 30 stopni w cieniu

    Wyciaga miksturę I otweira. Lekko syknęło ale nie zajebało o dziwo

    Ø Idzie patol. Kurwa może zdążymy się wycofać on nas zapierdoli XDDDDDdd

    Ø Podbił do grubego, karyny śmieszkują

    Ø Dorbze że gruby odkręcił bo nie syknęło

    Ø Plan był taki że weźmie dwa łyki I wypierdoli bo zwykle tak robił

    Ø Ale było gorąco

    Ø I Wypił całość dusziem.

    Ø KURWA MAĆ ON UMRZE XD

    Ø Patrze spanikowany po kolegach

    Ø Gruby cały czerwony na ryju reszta spierdala XDDDDddd

    Ø Chyba na mnie już czas

    Ø Patol podchodzi do dziewczyń I sobie idą

    Ø Wyrok odroczony XD

    Ø Gruby mówi że w takim gorącu I tak nie pobiegnie żebym go tu zostawił I ratował siebie XDDDDDDD

    Ø GRUBY TO NIE FILM PO PROSTU CHODZ XDDDDDDDDD

    Ø No dobra

    Ø I wtedy to usłyszeliśmy

    Ø Zresztą jak cała szkoła XDDD

    Ø Ryk rannego nosorożca

    Ø Patol leży na ziemi I rzyga Karyny spierdalają w popłochu XD

    Ø Cały obrzygany, jeszcze spodnie obsrał XDDDD

    Ø JA JEBE CO MYSMY ZROBILI

    Ø GRUBY IDZ SPOKOJNIE NIKT NIE WIE ZE TO MY XD

    Ø Reszta czeka na nas pod trzepakiem XD

    Ø Cali zesrani

    Ø Pytam się grubego CO TU SIE ODJEBALO

    Ø A ten mówi że do tej kanapki jeszcze kiełbasy starej dorzucił żeby się upewnić XDDD

    Ø Jakiś paranoik wydarł mordę GRUBY TY JEBANY DEILU JAD KIEŁBASIANY MOŻE ZABIĆ XDDDDDDDDDD

    Ø Kuuuuurwa co teraz XD

    Ø Rozeszliśmy się do domów, nikt nic nie wie

    Ø Na drugi dzień wracamy do szkoły nauczycielka mówi że patol w szpitalu zatruł się czymś bardzo poważnie

    Ø Patrzę na grubego

    Ø Patol żyje, nie pójdziemy siedzieć XDDD

    Ø Tydzień później, patol wraca.

    Ø Gruby siedzi w kiblu cały obsrany.

    Ø Mówię do niego że kurwa przecież ci nie wpierdoli przy nauczycielach XD

    Ø Przerwa, wychodzimy z klasy, patol podchodzi do Grubego XD

    Ø I mówi że w szpitalu o mało co nie umrał I postanowił że już nigdy nie będzie nikomu nic zabierał I wgl że będzie dobrym człowiekiem XDDDD

    Ø I że ksiądz mu kazał coś dobrego zrobić jako zadośćuczynienie więc co może dla niego zrobić XDDDDDDDD

    Ø Gruby mówi że trzy pączki I są kwita XDDDDDDDD

    Ø Patol się ucieszył I na następnej przerwie przyniósł paczki XD

    Ø Od tamtej pory z patolem żyliśmy w zgodzie nawet z Grubym się zaprzyjaźnił

    Ø I mamy nadzieje że nigdy się nie wyda to co zrobiliśmy

    Bo by nas skurwysyn pozabijal

    #pasta #byloaledobre
    pokaż całość

  •  

    Ech anonony co się dzisiaj w naszym klasztorze odwaliło to ja nawet nie XDD
    Ale po kolei, żyję sobie w zakonie Augustynów już ładnych parę lat. Reguła surowa, czerstwy chleb, woda do picia itd.
    Wygodnie nie jest, bo XVI wiek, kasy mało, chyba że coś na odpustach wpadnie XD Ale ogólnie bieda. Wczoraj przeor wyliczył, że zostało trochę hajsu do wydania i pytał co z tym zrobić.
    Wszyscy się zaczęli kłócić hurr durr nowe włosienice trzeba kupić durr ubogim rozdać... W końcu brat Piotr stwierdził, że musimy wymienić drzwi w naszej katedrze.
    W sumie niegłupi pomysł, bo podczas zimy leci takie zimno do środka, że sople na ambonie musimy rozbijać paschałem XDD
    Brat Piotr powiedział, że sam je wstawi, bo przed zakonem nauczył się takiego majsterkowania z swoim starym, który był ponoć istnym fanatykiem drzwi kościelnych XDD
    Kupiliśmy, więc nowiutkie drzwi, farbę i zawiasy. Wszyscy wrócili do swoich zajęć, tylko Piotr wstawia te drzwi. Wmontowuje zawiasy, stuka młotkiem, maluje i tak cały dzień.
    Jeszcze ludzie, którzy przechodzili, go pouczali, że papierem ściernym tu musi poprawić, tam grubszą warstwę farby nałożyć XD
    Jak wszyscy poszli jeść kolację to powiedział, że nie idzie, bo musi jeszcze raz wszystko pomalować. Wstajemy dzisiaj rano na modlitwę, zaczynamy jeść śniadanie, gdy wchodzi brat Piotr zmęczony, uwalony farbą i czerwony na twarzy, prawie jak Mojżesz po 40 latach na pustyni XDD
    To wszyscy idziemy się spytać jak drzwi. On na to, że świetnie, że drzwi są perfekcyjnie wstawione, że to kunsztowna robota i że są najlepsze w całej diecezji.
    I tak brat Piotr właśnie opowiadał, jak to nam oko zbieleje jak zobaczymy jego drzwi, że sam biskup zwróci uwagę, gdy nagle usłyszeliśmy donośne JEB JEB JEB normalnie jakby ktoś chciał nam klasztor rozwalić XDD Wstaliśmy wszyscy od stołu i lecimy zobaczyć co się odwala.
    Brat Piotr biegnie pierwszy, a był tak zaniepokojony, że zapomniał, że trzyma w ręce patelnie XD Patrzymy, a tu przed kościołem stoi sobie brat Martin i przybija gwoździem jakąś kartkę do drzwi, wykrzywiając tę swoją krzywą mordę. Mało znam tego gościa separuje się od reszty braci, a do tego słyszałem kiedyś jak szkalował papieża XD
    Jak brat Piotr do niego podleciał XDD Zaczął na niego wrzeszczeć, że jest wrogiem społeczeństwa i kościoła i że takich, to się wieszać powinno XDD Martin zaczął krzyczeć, że go bezpodstawnie atakują i że robi to żeby zmienić kościoł na lepsze. W tym momencie bratu Piotrowi puściły nerwy i rzucił się na niego z patelnią.
    Musieliśmy go w pół klasztoru odciągać na bok, a Martin dalej coś tam krzyczał do zebranych. Gdy w końcu Piotr się uspokoił, wróciliśmy, by się pogodzili. Martin jednak zdążył już zwiać. Staliśmy, więc tylko patrząc na przedziurawione drzwi, których widok przyprawił Piotra o kolejny napad szału.
    Eh, nie rozumiem takich ludzi jak ten Martin Luter, niszczą komuś drzwi, byle tylko podłapać trochę atencji XD

    #pasta
    pokaż całość

  •  

    Paczka oznaczona - „zwrócić do nadawcy”

    Mój sąsiad jest jedną z tych irytujących osób które ze wszystkich sił starają się zaistnieć na YouTube. Przez lata obserwowałem go, jak próbował połknąć cynamon, leżał płasko na masce samochodu, gdy ten powoli odjeżdżał, czy oblewał się wodą krzycząc "epic win", "epic fail" lub "fuck".
    Dość męczące stało się przyglądanie kolejnym jego błazeństwom, wyczynianym w pogoni za internetową sławą.
    Kiedy więc zapukał pewnego dnia do moich drzwi i powiedział, że wyjeżdża na parę tygodni i poprosił o odbieranie jego poczty, szczerze mówiąc, poczułem ulgę.
    Nie potrafię wyjaśnić spokoju który ogarnął mój umysł, kiedy zrozumiałem, że przez dłuższą chwilę nie będę musiał być świadkiem jakiejkolwiek z jego głupot.
    Zawsze bałem się, że te jego „wyczyny” w końcu wpłyną jakoś na moje życie.

    Przez kilka pierwszych dni rzeczywiście miałem spokój. Otrzymał kilka rachunków, trochę spamu oraz, jak mi się zdawało, urodzinową kartkę.
    Aż pewnego wieczora, gdy wróciłem do domu, zobaczyłem wielką kartonową paczkę czekająca na jego werandzie. Wielkimi, czerwonymi literami wypisana była notka – zwrócić do nadawcy.

    Nie jestem jakimś chucherkiem, ale przyznaję, że miałem problem z podniesieniem tej paczki. Była naprawdę, cholernie ciężka.
    Samo przenoszenie na drugą stronę ulicy było problemem, więc szybko zrozumiałem, że za nic w świecie nie dam rady zanieść jej po schodach, ani nawet przejść z nią przez frontowe drzwi.
    Zdecydowałem, że zaniosę paczkę do swojego garażu i tam zostawię. W końcu nie trzymałem tam samochodu - drzwi do garażu były zwykłą kupą gówna, które nie otwierały się bez asysty solidnego kopa.
    Znacznie łatwiej było mi zostawiać auto na podjeździe, niż codziennie walczyć z tymi drzwiami.Z perspektywy czasu wiem, że powinienem był odłożyć karton na ziemię, przed stoczeniem kolejnej walki z drzwiami..
    Jednak wiecie jak to jest, jak w końcu dobrze ją chwyciłem, tak że mogłem ją wygodnie trzymać, to nie było opcji żebym tak po prostu ją teraz odłożył.

    I w końcu, przy trzecim kopnięciu w te cholerne drzwi, straciłem równowagę i paczka spadła. Z cichym odgłosem, niechybnie zwiastującym pęknięcie czegoś w środku.

    - Cholera - zakląłem.

    Miałem tylko nadzieję, że nie zepsułem niczego ważnego, a zresztą nawet jeśli, to i tak sąsiadowi nic nie powiem, najwyżej obwinie kuriera.

    Z wolnymi rękami mogłem w końcu uporać się z zardzewiałymi drzwiami i nie uwierzycie, jak głośno one stęknęły w proteście.
    Przeciągnąłem pudło przez garaż i zostawiłem w kącie, niech czeka na powrót sąsiada, kiedykolwiek by to nie nastąpiło. I całkiem o nim zapomniałem.
    Co oczywiście zmieniło się po kilku dniach.

    Nie jestem pewien ile czasu minęło, nim zapach przedostał się przez szparę pod drzwiami do domu, ale działo się to powoli.
    Był to taki obrzydliwie słodki smród, przypominający skunksa i właśnie to wytłumaczenie przyjąłem, gdy jeszcze przez kilka kolejnych dni męczyłem się z tym smrodem – drogowe zabójstwo, które pozostawiło ślad, na moim nieszczęsnym domu.
    Dopiero, gdy uzmysłowiłem sobie, że smród narasta, a nie zanika, postanowiłem poszukać jego źródła. Właśnie wtedy otworzyłem po raz pierwszy drzwi od garażu i powalił mnie odór wydobywający się ze środka.

    Sprawca nie był trudny do zidentyfikowania. Jedyną zmianą w moim garażu, było to pudło w rogu. Od razu pomyślałem, że musiało być w środku jakieś zamówione przez sąsiada mięso, które będąc poza lodówką przez tyle czasu, zaczęło po prostu gnić.
    Tylko ile musiało go tam być, skoro była tak cholernie ciężka? Pół krowy zamówił, czy co.
    Zatkałem nos, wziąłem nożyce i podszedłem do paczki. Prawdopodobnie nie potrzebowałem tych nożyc, gdyż spód pudła rozmókł na tyle, że mogłem go z łatwością przebić palcem, ale jakoś nie miałem ochoty wkładać go w gnijące mięso.
    Właśnie ten przegniły spód był powodem dla którego zdecydowałem się otworzyć pudło, zamiast je po prostu wynieść.
    Mam wrażenie, że gdybym tylko spróbował je podnieść, cała „zawartość” natychmiast rozlałaby się po podłodze. Uznałem, że najlepiej będzie wyrzucać mięso po kawałku, choć nie ukrywam, nie byłem z tego rozwiązania zadowolony.

    Moje nożyczki bez problemu przecięły taśmę, przyklejoną na górze paczki. Myślałem wtedy, że ten smród nie może już być gorszy, ale gdy tylko otworzyłem tą przeklętą przesyłkę, zrozumiałem jak bardzo się mylę.
    Odkryłem zupełnie nową gamę smrodu. To było jak otwarcie rozgrzanego pieca, tylko zamiast fali gorąca, spotkałem się z falą moczu, potu, gówna i rozkładu.
    Było to tak obrzydliwe, że cofnąłem się i zmusiłem do zrzygania, jako, że żołądek już podchodził mi do gardła. Nie sądziłem, że mógłbym wytrzymać ten smród w połączeniu z widokiem który dopiero na mnie czekał.
    I nie wstydzę, się tego, że musiałem wybiec na dwór, w pogoni za świeżym powietrzem. Smród był tak przytłaczający, że już po chwili wsiąkł we wszystkie moje rzeczy i odtąd nie odstępował mnie, jakby był moim cieniem.

    Próbowałem wszystkiego – odświeżaczy powietrza, masek, ale nawet trzy prysznice i zmiana ubrań nie pozbyła się tego odoru.
    Każda sekunda, podczas której to pudło leżało w moim garażu, była kolejną sekundą którą wykorzystywał ten smród na przedostanie się do mojego domu. Nie miałem więc wyjścia.
    Wróciłem więc od garażu, widząc otwarte klapy paczki, jakby zachęcające mnie do zajrzenia przez nie.
    Ale byłem przygotowany, tampony ze starych ciuchów wsadziłem do nosa, podszedłem więc dzierżąc w jednej ręce wór na śmieci, a w drugiej najsilniejsze środki czyszczące jakie udało mi się znaleźć.
    Miałem też na sobie najdłuższe z możliwych, gumowe rękawice. Ale, jak się okazało, nie potrzebowałem żadnej z tych rzeczy.

    Nie musiałem nawet dotykać, czy czyścić zawartości przesyłki, by zapewnić sobie koszmary, które od tego dnia, miały nękać mnie już codziennie.
    Bo widzicie, gnijące mięso w pudle, nie było ze świni, czy krowy. Był to mój sąsiad. Cały, wciąż w jednym kawałku.
    Zadzwoniłem po policję, zabrali mnie na przesłuchanie. Ciężko w końcu nie podejrzewać kolesia z trupem w garażu.
    Całe szczęście, szybko doszli do wniosku, że nie miałem z tym nic wspólnego. Moje DNA mogło być na pudle, smród gnijącego ciała mógł krążyć po całym moim domu, ale miałem jeden niepodważalny dowód, który przesądził o mojej niewinności – kamera do vloga.

    Pokazali mi nagrany materiał. Nie wiem, czy to dozwolone, czy też aż tak mi współczuli, czy może pomyśleli, że niczemu to nie zaszkodzi. Tak czy owak, obejrzałem go.

    Mój sąsiad siedział w środku pudła, gdzie śmiejąc się obwieszczał światu, jak to zamierza wysłać się pocztą przez granicę.
    Wziął ze sobą butelki do których miał sikać, jedzenie, poduszkę i parę latarek.
    Jego znajomy, którego widziałem jak asystował mu przy swoich wyczynach, zamknął paczkę, okleił ją i przekazał do załadunku.
    Przez kilka kolejnych godzin, czy może nawet dni, nie jestem pewien, mój sąsiad nagrał kilka scen podczas których starał się relacjonować swoją podróż.
    Słuchałem tak, jak tłumaczył, że teraz jest w jakimś wozie, bo czuje jak ten się porusza.
    „Teraz na pewno jestem w magazynie, całkiem tu ciepło, wciąż mam dużo jedzenia” i tego typu bzdety.
    A potem, w ostatniej scenie, pudło obróciło się, a on skręcił kark i to był koniec. Kamera potem nagrywała jeszcze przez jakiś czas, aż padła jej bateria.

    Jest jednak coś, o czym nie mogłem wspomnieć policji. O tym, co usłyszałem na nagraniu i co będzie mnie prześladowało do końca moich dni.
    Zaraz po chrzęście, który dobiegł ze skręconego karku mojego sąsiada, usłyszałem znajomy zgrzyt, wydobywający się ze starych, zardzewiałych drzwi mojego garażu.

    #pasta #creepystory #creepypasta
    pokaż całość

  •  

    We wczesnej gimbazie założyliśmy się z Sebą, że nie da rady przez cały dzień mówić tylko i wyłącznie cytatami z gówna którego słuchał (w sensie polskiego rapu). Szymi się ucieszył, bo dostrzegł szansę zdobycia paru szlugów, które normalnie sępiłby od Sebków, bo w gimbazie każdy palił, ale nikt nie miał czego palić.

    Zaczęło się z samego rana, przed lekcjami. Witamy się z Szymim, a ten:

    -Witaj skurwielu, człowieku, ty stoisz nagi.

    My oczywiście beka, ktoś go pyta co z tą nagością.
    -Nagi twój umysł przed pierwszą bramą do świata magii xD

    Przychodzi do nas jeszcze jeden kumpel, z którym chodziliśmy do szkoły.
    -Siema, Szymi.
    -Dzień dobry, stary, hokus pokus czary mary xD

    Idziemy do szkoły, podpuszczamy cały czas Szymiego żeby dalej nam rapował albo jeszcze lepiej żeby zjebał jakiś tekst, bo wtedy nie dla psa kuhwa, nie dla śmiecia cygarety te xD

    -Szymi, a przygotowałeś się na kartkówkę z przyrody?xD
    Ja to wszystko pierdolę, wiesz. I szkołę, stres, strach.

    Znowu śmiechliśmy, ale Szymi trzymał chłód i jeśli coś mówił, to zawsze rapem xD Przejechał koło nas radiowóz.
    -Szymi, pacz, policja xD
    -997 ten numer to kłopoty, gdy wydarzy się incydent to pojawia się konfident.
    -Szymi przecież jest HWDP, co nie?xD Powiedz nam, Szymi jak bardzo nienawidzisz policji xD
    -Bardzo lubię pana policjanta, lubię też tego co w moro chodzi ubrany, przezroczystą tarczą od ludzi jest ochraniany.

    Podchodzimy do budynku szkoły, cały czas kręcimy bekę z debila Szymiego i zadajemy mu randomowe pytania żeby odpowiedział coś głupiego na nie.

    -Szymi, otworzysz nam drzwi?xD
    -Idą goście, drzwi, otwórzcie się na ościerz!

    I akurat jakiś guwniak otworzył je, bo sam szedł na lekcje xD Prychłem i weszliśmy do środka.
    W szatni spotkaliśmy parę osób z klasy, witamy się, oczywiście gwiazdor coś im rapuje pod nosem. Jakieś klasowe Karyny się tym zainteresowały - chyba nawet była wśród nich ta pizda, w której się podkochiwałem, a która później pokazywała kizię dałnowi xD Wszyscy przerażeni tą kartkówką z przyrody, czy innego równie śmiechowego przedmiotu.
    Loszki płaczą prawie, bo wolały sobie strzelać z palca pod teledyski Meza na Vivie niż przysiąść przy 32 stronicowym zeszycie i przeczytać dwa tematy xD

    -Zostaw co nasze, bierz do piekła swoje paranoje, świata z gwiezdnych wojen urojeń, złudnych pojęć, gdzie normalne spokoje stają się niepokojem.

    Zgasił je nagle Szymi. Wszyscy się śmieją poza tymi loszkami, jedna nagle się zrywa i najeżdża na rapera:
    -Co ty sobie myślisz, że to zabawne?!
    -Wiecznie niezadowolona, frustracja, strach, niepewność, jedziesz po wszystkich skurwysynu, masz czelność,

    po co się unosisz, ochłoń, sprawę przemyśl xD Karyna czerwona na mordzie jak Janusz, gdy nowa meblościanka nie mieści mu się w bagażniku jego kombi.

    -Pierdol się, Szymi. Jesteś głupi, kurwa!
    -Bezlitosna rzeczywistość w tych realiach trzeba przeżyć xD
    -Chuj ci w dupę, cwelu jebany!
    -I nie ma zmiłuj, dlatego bujaj się mała. I tak mi się znudziłaś, a więc wypierdalaj!

    Odeszła z koleżankami, rzucając "kurwami" na lewo i prawo i pytając towarzyszek czy mają szlugi, a my ostro śmiechaliśmy później przez cały dzień.
    Gaszenie Karyn tekstami Karramby ogólnie stało się potem całkiem modne i jeśli była okazja, to Sebki je jechały ostro, ale kto się czubi, ten się lubi, więc bywały ponoć sytuacje, gdzie Seba opierdalał Karynę w szkole, a po szkole ona opierdalała jego pałę xD
    Na lekcjach Szymi miał tyle szczęścia, że nauczyciele nie wybierali go do odpowiedzi.
    Siedział w ostatniej ławce i udawał, że go nie ma, a gdy sprawdzali obecność to rzucał czymś w stylu "jestem bogiem" albo "tylko Polska WLKP oldstar".
    Fart skończył się na matematyce, czyli dla Szymiego najgorszym możliwym przedmiocie, bo był z niego kurewsko słaby i ogólnie uciekł wcześniej z paru lekcji.
    Nauczycielka wybrała go do odpowiedzi. Ten chwilę siedział przygaszony, ale musiał grać dalej, bo inaczej przegrałby szlugi.

    -Szymon, nie było cię na ostatnich dwóch lekcjach, ale obecności masz wpisane na innych przedmiotach. Gdzie byłeś?
    -Zadymy, interesy, policja i problemy, do wyjaśnienia sprawy miałem zniknąć, bez ściemy…

    Nauczycielka zaniemówiła, klasa w śmiech, Szymi kontynuuje nie zważając na chaos jaki opanował 25 nastoletnich proli.
    -… Zerwać kontakty na góra dwa miesiące, poczekać aż ciśnienie zacznie być malejące.
    -Do tablicy, już, a nie wygłupiasz się!

    Wstał, podszedł do tablicy, coś tam próbuje rozwiązywać, ale wybitnie mu to nie idzie. Nauczycielka podchodzi do niego i go karci, że nic się nie uczy, a ten nagle wypierdala do niej:

    -Ty znasz metodę by mnie podejść, jednym ruchem bioder. Masz w sobie to, kobieto z piekła rodem.

    Ona w szoku i nawet nie wie co odpowiedzieć, my bekon, Szymi mina real irish gangstera, a za oknem jakiś guwniak z podbazy drze się "podaj kurwa ta bala" xD Szymi dostał uwagę do dziennika i miał potem pogadankę z wychowawczynią na następnej lekcji, że opowiada wierszyki na i zachowuje się niestosownie xD Karyny nakapowały też na niego, że je obraził, na co Szymi zaczął się bronić:

    T-o jedna z moich taktyk, styl a'la romantyk błyszczący intelektem, tajemniczy jak sekret.

    Wychowawczyni miała już dość i zapowiedziała, że obniży Szymiemu sprawowanie, ale nie wiem czy to było w ogóle możliwe, bo już chyba miał nieodpowiednie xD
    Koniec końców dostał chyba trzy szlugi za dzień rapowania, więc ubił interes życia xD Narzekał, że mało, ale inny Sebek zgasił go wtedy jego własna bronią:

    -Nie sięgaj po więcej, bo upierdolą ręce xD

    #pasta #rap
    pokaż całość

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Meeseeran

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (2)