•  

    Składałem jakieś 10 godzin, tego się nie spodziewałem. Ale robiłem to dokładnie, żeby nie składać drugi raz. Efekt jest jak na razie super, prawie idealnie. Potrzeba jeszcze małej korekty pierwszej warstwy.

    #druk3d #prusamk3s #prusa

    źródło: IMG_20210919_124032.jpg

  •  

    Jaram się jak lasy w Grecji. Jutro składanko ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #druk3d #prusamk3s

    źródło: prusa.jpg

  •  

    Mikro podsumowanie Maraton Północ-Południe.

    Sobota zaczęła się super. Od początku dobieramy się we trzech z Marek i Krzysztof i jedziemy w czubie maratonu, jedynie Mariusz nam ucieka, ale to inna galaktyka. Sytuacja się pogarsza kiedy pojawiają się deszcze i burze z gradem, które dopadły nas na 140km. Takiej ilości wilgoci nie wytrzymał telefon, przestaje działać. Całe popołudnie dostajemy mocno w kość. Noc trzeba przejechać w mokrych ciuchach i z wodą w butach. Nawet jak nie padał deszcz, to ulice były mokre więc wodę do butów wlewało. Na szczęście noc była ciepła, więc termicznie udało się wytrzymać do rana. Przez jakiś czas tasujemy się z inną grupą, ale ostatecznie przepuszczamy i przodem, bo jadą dziwnie niebezpiecznie i niestabilnie wywołując wiele niepokojących sytuacji. Mamy nadzieję zrewanżować się później.

    Niedziela zaczęła się ogromną walką z sennością. Przez pół dnia nie mogłem się pozbierać (Krzysiek podobnie), spałem nawet na przerwie obiadowej na trawniku, a po godzinie dalej ziewałem. Być może jakąś cegiełkę dorzucił brak wypoczynku przed maratonem. Jednak niedziela była sucha i ciepła i jechało się super prawie do Włoszczowa, gdzie wpadamy w deszczowy front. Znowu mamy mokre ubrania i buty, a do wieczora zostaje niewiele czasu i wyschnąć do końca się nie uda. Łapiemy coraz większe opóźnienie, bo zmęczenie wymaga przerw. Zaczynają nas doganiać inni zawodnicy. Ale jeszcze przed wieczorem udaje się pozbierać i pojechać nawet dobrym tempem. O zmroku docieramy w góry. Jedzie się nawet dobrze, chociaż nasilenie podjazdów coraz bardziej wchodzi w nogi. Znowu męczy nas zmęczenie (Marka nie) i potrzebujemy dwóch przerw na 10 minutową drzemkę, bo robi się niebezpiecznie niebezpiecznie, kiedy oczy się zamykają podczas jazdy. Teraz walczymy o zmieszczenie się w 48 godzin. Czekamy na poranek, a on przynosi mgły i 7°C. Ciężko jest jechać szybko z powodu chłodu. Dopiero na ostatnim podjeździe, Ściance Gliczarów, robi się ciepło. Tu gubi się Marek, który jest na tyle mocny, że wbija sobie PR na wszystkich podjazdach, zostawiając nas daleko za sobą. Czekamy na niego w dwóch miejscach przed podjazdem na Głodówkę, ale nie ma go, przepadł. Obstawiamy, że czeka gdzieś bliżej mety, ale tu go też nie ma. Nie mamy do niego kontaktu, bo mój telefon nie działa. Niestety finiszujemy bez niego. Marek przyjeżdża 10 minut po nas, zgubił się gdzieś, bo nawigacja mu się zawiesiła.

    Była to zdecydowanie najtrudniejsza edycja z trzech które jechałem. Trudne warunki pogodowe oraz dużo trudniejszy odcinek górski. Mimo tego udało się zająć dobre miejsce. Trzeci raz jestem w czubie (2019 - 7 miejsce, 2020 - 12 miejsce). Mimo trudności, do mety dojeżdżam dużo mniej zniszczony niż rok temu. Właściwie to mógłbym jechać dalej, wystarczyłoby się przespać z godzinę. Ale spać idę około godziny 16, jak już jesteśmy w pociągu do Warszawy.

    Za rok chyba też pojadę, bo tak jak już pisałem w innym miejscu:
    "Może i to nie ma sensu. Może to nie jest do końca przyjemne. Może i nawet niebezpieczne. Może i czasami nudne i mdłe. Ale jak widzisz na Garminie, jak dystans zmienia się z 999 na 1000, to jest jakoś dziwnie satysfakcjonujące i reszta się nie liczy."

    #rower #ultramaraton #szosa #maratonpolnocpoludnie #1000km
    pokaż całość

    źródło: map-s.jpg

  •  

    27 godzin non stop. Miał być atak na 1200km, ale jednak pogoda nie taka.

    Strava

    #rower #szosa

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_20210529_140119_913.jpg

  •  

    Na #rowerowyrownik się nie zrzucam, ale do Australii na #rower dojechałem ;)

    #podsumowanie2018

    źródło: 2018 - veloviwer.png

    •  

      Na #rowerowyrownik się nie zrzucam, ale do Australii na #rower dojechałem ;)
      @michnic:
      Twój wpis wygląda na błędny i nie zostanie uwzględniony w statystykach. Prosimy o stosowanie się do kilku prostych zasad.
      Jeśli masz pytanie lub pomysł na rozwój rowerowego równika, użyj tagu #rrtech.
      Możesz od razu zmienić tag #rowerowyrownik na #rrtech, edytując swój wpis.
      Na tagu #rowerowyrownik odpowiedzi nie udzielamy (sluży on tylko do wpisywania wyników wraz z ew. opisem wycieczki)!

      Do dyskusji o rowerach, nie związanych bezpośrednio z rowerowym równikiem używaj tagu #rower.

      Całe odejmowanie należy umieśić w jednym wersie na początku wpisu.
      Schemat odejmowania: [Wynik z poprzedniego wpisu] - [Twój przebyty dystans] - [Twój przebyty dystans 2] - [Twój przebyty dystans 3] = [Wynik odejmowania]
      np. 15375 km - 4 km - 6 km - 21 km= 15344 km
      następnie opcjonalnie zdjęcia, opis itp.
      na końcu tagi.

      UWAGA! Możesz też użyć dodatku użytkownika anonim1133:
      http://www.wykop.pl/wpis/13872169/witam-sportowe-mireczki-rrtech-wzialem-sie-za-prze/
      pokaż całość

  •  

    440319 - 1031 = 440319

    tl;dr

    pokaż spoiler zrobiłem na rowerze 1031km w 49 godzin biorąc udział w ultramaratonie Bałtyk Bieszczady Tour 2018


    Ultramaraton Bałtyk Bieszczady Tour 2018, był ostatnim punktem planu na ten rok. A plan był dosyć prosty. Zrobić kwalifikację do BBT, wziąć w nim udział i ukończyć, łamiąc w ten sposób barierę 1000km na rowerze. Udało się wszystko w 100%. Już na maratonie "Piękny Wschód" udało się zrobić kwalifikację w kategorii solo. "Pierścień Tysiąca Jezior", uznawany za najtrudniejszy z tych które zaliczyłem, przejechałem żeby przetestować sprzęt i organizm. Teraz przyszedł czas na prawdziwy dystans ultra i coś mi zupełnie nieznanego.

    W tym roku wprowadzona została możliwość startu w piątek wieczorem. Jak dla mnie idealnie, bo lubię jeździć kiedy inni śpią, więc zarejestrowałem się do tej grupy. Wszystko byłoby spoko, gdybym inaczej zaplanował przyjazd do Świnoujścia. Ja wybrałem pociąg jadący w piątek rano i musiałem wstać niewiele po godzinie piątej, żeby na niego zdążyć. Liczyłem na to, że w pociągu prześpię większą część podróży i mimo wczesnej pobudki, będę dobrze wypoczęty. Ale nie udało się. Emocje w głowie mocno narastały i nawet na minutę nie zmrużyłem oka. Czas od przyjazdu do Świnoujścia do startu ciągnął się niemiłosiernie. Zarejestrowałem się, wziąłem udział w odprawie i przygotowałem do startu rower. Później odbyła się runda honorowa po mieście i został czas wolny. Dużo czasu, bo start miałem zaplanowany na 22:45 w niemal ostatniej grupie startowej. Około pięć godzin nie za bardzo miałem co z sobą zrobić. Z wielkim plecakiem kręciłem się trochę po mieście, zjadłem obiad i zrobiłem zakupy, a później udałem się na miejsce startu. Zmęczenie kumulowało się. Wiedziałem, że przyniesie to swoje negatywne konsekwencje w trakcie jazdy, tylko nic nie mogłem na to poradzić. W końcu doczekałem się. Syreną z promu, właściwie to bez niej, bo była już cisza nocna, zostaliśmy wypuszczeni na trasę.

    Nastawienie miałem jak zawsze bojowe. W planach czas przejazdu krótszy niż 48 godzin z marzeniem o okolicach godzin 40. Zaraz po starcie fiksuję się na stałe obciążenie i jadę swoje. Po kilkunastu minutach chłopaki z mojej grupy zostają gdzieś daleko za plecami. Jedzie się fajnie, jest ciepła noc, księżyc w pełni, asfalty są gładkie, bo trasa prowadzi głównie drogami krajowymi. PK1 (78km) i PK2 (130km) załatwiam szybko, wykonując standardową procedurę uzupełniania bidonów oraz zabierając przekąski i banany w kieszenie. Niebo powoli jaśnieje, jest dosyć mocno zachmurzone i w okolicach Drawska nawet na chwilę pojawiają się niegroźne opady deszczu. W Pile na PK3 jestem o świcie. Do jedzenia jest makaron, więc konsumuję, bo już ponad 230km w nogach na przekąskach. Ruszam dalej. Cały czas doganiam i wyprzedzam kolejnych zawodników, było ich już naprawdę wielu. Przede mną wystartowało prawie dwustu, więc jest kogo dochodzić. Czasami z kimś zagadam parę chwil, innych wyprzedzam tylko pozdrawiając. Kilometry lecą szybko.

    W Nakle na PK4 (290km) oferują dwudaniowy obiad i daję się złapać w pułapkę, bo kolejny punkt to DPK i też ma serwować ciepły posiłek o czym przypomina mi kolega Marcin. Żeby nie tracić za dużo czasu, zjadam tylko zupę którą już wziąłem, a nie chciałem wyrzucać jedzenia. Kiedy ja zbieram się do wyjścia, na punkt dojeżdżają chłopaki z Łowicza. Wymieniamy kilka zdań, z Bogumiłem robimy selfie i znikam. W prawej nodze zaczyna się odzywać ścięgno Achillesa. Delikatnie daje znać, że jest mu ciężko. Rower też zaczął piszczeć, jakby z napędu. Niestety nie mam żadnego smaru, żeby coś zaradzić, trzeba będzie szukać pomocy u innych maratończyków. Pomoc znajduję wjeździe na PK5 (340km) w Solcu Kujawskim. Stoi tu samochód techniczny Bartka, więc podbijam do nich. Kilka minut później łańcuch jest nasmarowany, a ja udaję się na bufet. Zjadam przepyszny makaron i dokupuję colę. Zestaw idealny, stawiający na nogi. Robię dodatkową chwilę odpoczynku na kawę i ciastka. Na wyjściu z PK, ostatni raz mijam się z chłopakami z Łowicza. Po raz kolejny wymieniamy uprzejmości.
    Teraz trasa prowadzi drogą krajową, gdzieś brzegiem Torunia i jedzie się bardzo słabo. Na trasie ruch samochodowy robi się uciążliwy. Do tego światła, jakieś roboty drogowe. O dziwo kierowcy są tolerancyjni, nie trąbią i nie spychają na pobocze. Docieram do PK6 (400km) gdzie oferują zestawy śniadaniowe, naleśniki lub jajecznicę. Oczywiście nie odmawiam sobie jedzenia i wybieram zestaw nr 2. Spotykam znajome twarze z poprzednich maratonów, Macieja i Marcina. Coś tam sobie śmieszkujemy przy jedzeniu, ale już “moment” później siedzimy na rowerach, bo czas jednak się nie zatrzymuje. Marcinowi wystartowanie z PK zajęło trochę więcej czasu i go nie widzę. Maćka po kilku kilometrach dopada bomba i zostaje gdzieś za plecami, ledwo się tocząc. Niewiele lepiej dzieje się u mnie. W jednej chwili odcina mi prąd i łapie mnie senność. Powieki opadają, ja się bujam na rowerze prawie stojąc w miescu. Sytuacja jest ciężka i niebezpieczna. Próbuję się rozbudzić i zmotywować, ale nic nie działa. Mijam znak, że za 4km będzie stacja paliw i jakoś to mnie motywuje do mocniejszej pracy. Wpadam na Orlen i kupuję dwa RedBulle. Jednego od razu wypijam, to musi mnie obudzić. Drugiego biorę w drogę, bo może jednak ten pierwszy nie obudzi, ale obudził. Wracam do gry. Wracam do normalnej jazdy.

    Na PK7 (483km) w Gąbinie zatrzymuję się tylko na kilka minut. Słodzę sobie życie pysznymi wafelkami z kajmakiem i uciekam do Łowicza. Tu jest DPK (525km), ma przyjechać Eliza i mam w planie zdrzemnąć się przed nocną jazdą. W bramie wita mnie para młodych ludzi w tradycyjnych łowickich strojach i sam burmistrz. Za chwilę pojawia się Łukasz, który otacza mnie opieką. Czuję się jak w domu. Jest bardzo miło. Kilka chwil później, zgodnie z zapowiedzią, przyjeżdża Eliza i dzieciaki. Jest jeszcze bardziej miło. Można by nawet wpaść na pomysł, żeby może przerwać ten męczący festiwal pedałowania, ale to nie ja. Cel jest jasny, meta. Wyganiam rodzinę do domu, a sam udaję się na półgodzinną drzemkę. Po przebudzeniu widzę, że jest świeżość. Przebieram się i ruszam w drogę. Jest sobotnia noc. Mijam kolejne domy weselne i kręcących się w ich obrębie weselników. Słychać muzykę i hałas zabawy. Droga zaczyna się fałdować, górek jest coraz więcej i są coraz dłuższe. Docieram do Nowego Miasta i w ciemnym parku znajduję PK9 (610km). Tu też jest możliwość spania. Po chwili zastanowienia, podejmuje decyzję, że skorzystam z tej okazji. Ustawiam budzik na 15 minut i kładę się. Wstaję pół godziny później, nie usłyszałem dzwonka. Trudno, dobrze że nie wstałem o świcie. Ruszam w dalszą drogę. Mam przed sobą jakiegoś zawodnika, który całkiem żwawo jedzie, więc trzymam się za nim w regulaminowej odległości. Długo to "holowanie" nie trwa, bo zjeżdża on na przystanek, a ja zostaję sam. Staram się trzymać dobre tempo, chociaż diametralnie zmienia się jakość nawierzchni i teraz pozostawia wiele do życzenia. Trzeba mocno uważać, żeby w ciemnościach nie wjechać w jakąś dziurę czy potłuczone szkła. Tak właściwie, to całą noc trzeba mocno uważać, bo na drodze jest sporo rozjechanych jeży i innych zwierząt, przez które można się rozbić. Kilkanaście kilometrów przed Starachowicami łapie mnie deszcz. Na tyle mocny, że zakładam lekką kurtkę. Nie trwa on długo i muszę się z powrotem rozbierać, ale teraz już bez zatrzymania. W momencie kiedy słońce znajduje kilka szpar między chmurami i pokazuje się na chwilę pomarańczową tarczą, docieram na PK10 (700km) Starachowice. Tu w końcu są wydawane obiady w porcjach odpowiednich do wysiłku jaki podejmujemy. Nie daję rady zjeść całego drugiego dania, jestem full.

    Od tego miejsca płasko będzie coraz rzadziej, czas więc przygotować się na góry. Odchudzam rower ile się da. Demontuję lemondkę, większość rzeczy z torby zostawiam na przepaku. Zabieram bezpieczne minimum rzeczy i ruszam w dalszą drogę, przez Góry Świętokrzyskie. Zaczynają się strome podjazdy i zjazdy okraszone pięknymi widokami. I zaczyna też padać deszcz, który jak się później okaże, będzie mi towarzyszył do samej mety. Ubieram się w normalną kurtkę przeciwdeszczową. Na PK11 (755km) Opatów deszcz leje mocno. Ciężko podpisać się na liście, kiedy woda się ze mnie leje. Zjadam ciepły żurek, bo ciepło się przyda i wracam na trasę. W wyjściu spotkam Michała z grupą innych zawodników. Startował w sobotę rano i już mnie dogonił. Witam się i ruszam. Teraz mam motywację, żeby zasuwać i nie dać się szybko złapać. Góry zmieniają się pagórki. Wiatr mocno pcha i jedzie się bardzo szybko. Niektóre podjazdy udaje się zrobić z prędkością powyżej 40km/h. Przejeżdżam most na Wiśle i mijam bokiem Tarnów. Michał z chłopakami doganiają mnie kilka kilometrów przed PK12 (814km) Majdan Królewski, do którego dojeżdżamy razem. Tu prowadzą obsługę osoby rowerowe, więc jest profesjonalnie. Zupka, ciasto, batony własnej roboty, banany. Wszystko przemyślane i bardzo miło. Chłopaki zbierają się, a ja kilka minut po nich. Za Kolbuszową zjeżdżam z trasy nr 9 i tu już jest fajny, niewielki ruch samochodowy. Przed PK13 (860km) Sędziszów wyprzedzają mnie zwycięzcy i rekordziści tej edycji BBT, Bogdan i Kosma. Punkt jest tylko namiotem, więc szybko podpisuję listę, biorę jakieś jedzenie i jadę dalej. Na chwilę robi się jakby bardziej sucho. Nie żeby przestało padać, ale jest tylko mżawka. Na tym odcinku pojawia się podjazd w Bystrzycy, który wg mojej oceny, był najtrudniejszym na całej trasie. Wspinam się z prędkością nie większą niż 10km/h przez jakieś 15 minut. Dalsza droga do PK14 (907) jest górzysta, ale nie jakoś ciężko. Wystarcza to jednak, żeby ścięgno Achillesa, które boli mnie od okolic trzysetnego kilometra, zaczęło protestować przeciwko dalszemu zmuszaniu go do pracy. Teraz coraz częściej mocniejsze depnięcie w korbę prawą nogą, kończy się przeszywającym bólem. Na domiar złego, zaczyna robić się chłodno. Czyli mamy już mokro, chłodno, kontuzję i ponad 100km do mety. W punkcie kontrolnym w Brzozowie, do którego mają niezwykły sentyment zawodnicy którzy już wcześniej jechali BBT, zjadam kolejny żurek. Piję herbatkę żeby się trochę rozgrzać. Zjadam kilka kawałków ciasta. Na punkcie, opatulony w kocu, siedzi zawodnik z grupy Michała. Jechał on dosyć cienko ubrany i już w momencie kiedy mnie wyprzedzali, zastanawiałem się, co on taki gorący. Żeby dojechać do mety, pod ubraniami owija się folią NRC i wyrusza w drogę. Pomyślałem, że czemu by też nie owinąć sobie nóg, będzie cieplej. Niestety tak się nie da, już po kilku minutach, muszę wywalić folię, bo nogi się gotują i spada moc. Wcześniej, w samym Brzozowie, coś dzieje się z napędem. Blokuje się przerzutka, nie mogę zmieniać biegów. Oglądam na szybko o co chodzi i wygląda to tak, jakby pękła linka. Myślę sobie, pal licho, mam dwa biegi z przodu, jakoś dojadę. Kilkanaście metrów dalej, na zjeździe, blokuje mi się tylne koło i korba. Szczęśliwie udaje mi się zatrzymać bez wywrotki. Trochę załamany próbuję ustalić co się popsuło. Szarpię korba w tył i przód. Coś przeskakuje. Koło kręci się z powrotem, a biegi chodzą jak należy. Nie analizuję co tam się wyprawia, wsiadam i gonię za Marcinem, który ma plan wyrobić się w 48 godzin. Ostro zasuwam, nie bacząc na ból Achillesa, deszcz i zmęczenie. Cisnę ile sił, ale nie mogę go dojść. Na zjazdach prędkości dochodzą do 65km/h. Trzeba być uważnym, bo jest mokro i duży ruch samochodowy. Tu kierowcy nie mają litości i spychają na wąskie pobocze. Wyprzedzam innych zawodników, ale Marcina nie widać. Za Sanokiem jest sporo mocnych podjazdów, przez co kilometry do Ustrzyk Dolnych ubywają strasznie wolno. Tracę nadzieję na wyrobienie się w dwie doby. Trzeba zaliczyć jeszcze PK15 i długi podjazd na metę. Trochę spada mi tempo. Do tego wypadają mi okulary na poboczu, które musiałem zdjąć, bo w półmroku nic nie widać przez zachlapane wodą szkiełka i muszę po nie zawrócić. Wyprzedza mnie Agata Wójcikiewicz, którą chwilę wcześniej wyprzedzałem ja. Szukam w sobie ostatnich iskier i udaje się zmotywować ciało do mocniejszej pracy.

    Dojeżdżam Ustrzyk i mijam Marcina, który złapał kapcia kilkaset metrów przed PK15 (955km) Ustrzyki. Tu oczekuje mnie Eliza, która przyjechała w Bieszczady jako mój transport powrotny do domu. Miałem zamiar tylko szybko coś zjeść i jechać dalej, ale jestem mocno zmęczony i zziębnięty. W łazienkach są suszarki do rąk, których używam do wysuszenia rękawiczek i bluzy. Schodzi mi trochę czasu, ale jaka to przyjemność mieć chociaż przez chwilę suche ręce. Wyruszam na ostatnie 45km, ponoć dosyć trudnego podjazdu, jak mówili inni, bardziej doświadczeni zawodnicy. Jadę "lewą noga", bo prawej już wolę nie używać, żeby nie zadawać sobie bólu. Droga wznosi się i opada. Ja nieśpiesznie sobie podróżuję. Wyprzedza mnie kilku zawodników. Ja jadę i czekam na te mocne podjazdy o których słyszałem. Nic wielkiego się nie dzieje i nagle przy drodze widzę flagę "Meta 4km". No to myślę sobie, pewnie teraz się zacznie ten podjazd. Kolejne mety mijają, ale nic spektakularnego się nie następuje. Dojeżdżam do flagi "Meta 1km". Hola! Nie patrząc na ból, cisnę dużo ile wlezie. Nie znam takiego kilometra, którego bym nie podjechał, nawet z bólem Achillesa, więc nie boję się że zabraknie prądu. Ale żadnego mocnego podjazdu już nie ma, a z zza zakrętu widzę rozświetloną metę. W sumie jestem zaskoczony, że ostatnie 45km było tak łatwe, ale cieszę się, że to już koniec.

    Wita mnie dzwon i brawa pod Caryńską. Odpowiadam głębokim ukłonem, to witają mnie ludzie, którzy byli prekursorami BBT. Dziś już wiem jaki to wysiłek. Teraz rozumiem jakie to ciężkie wyzwanie. Szacunek dla tych Panów, oni zrobili to po wielokroć.

    Ile to szczęścia osiągnąć metę. Schodzi z człowieka cały ten stres czy się uda. Czy nagle nie opuszczą cię wszystkie siły i ochota. Można się poddać, bo argumentów nie brakuje, tym bardziej na górzystej końcówce i rozpoczynając trzecią noc w siodełku. Mój umysł nie potrafi przyjąć do świadomości czego właśnie dokonałem. 1031km. Cała Polska. Dwa dni. Przez ostatnich 65 godzin spałem jedną. Nie potrafię w to uwierzyć. Przez całą drogę bez chwili zawahania, bez chwili wątpliwości w swoje możliwości. Zrobiłem coś niewyobrażalnego. Co chwilę w rozmowie z chłopakami z mety czy z Elizą, łapię się że przez ostatnie 48 godzin byłem wszędzie i tylko na rowerze. I jeszcze to uczucie, że już zrobiłem wszystko, że od teraz nic nie muszę, bo jakaś wewnętrzna potrzeba została zaspokojona. Nie ma planu na 2000km, 5000km. To już koniec. Mogę iść spać, spokojnie spać, ale najpierw jeszcze piwo z Marcinem.

    #rower #kolarstwo #ultramaraton #bbt #klubludzipozytywniezakreconych
    #100km #200km #300km #400km #500km #600km #700km #800km #900km #1000km

    W tym tygodniu to już 0km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: instagram.fwaw3-1.fna.fbcdn.net

  •  

    Pewnie wszyscy wiedzą, że jutro startuje #bbt2018, ale tylko przypominam. Tracking jest dostępny na stronie bbt.

    ps. ja też jadę, nr 53 (ʘ‿ʘ)

    #rower #ultramaraton #bbt #swinoujscie #ustrzyki #kolarstwo

    źródło: 39610619_10211949999536458_3417256695741546496_o.jpg

  •  

    Pozdro znad jeziora Wigry. Gwiazdy świeca tu najpiękniej na świecie*

    #fotografia #noc #gwiazdy #camping #natura #wypoczynek #tworczoscwlasna

    *opinia własna ale prawdziwa (;

    źródło: IMG_7121-1.jpg

    +: zomerstm, D.........o +12 innych
  •  

    Zaćmiony #ksiezyc ze skazą w opozycji do #mars. Tarczę przeciął #samoloty #airbus A319 rej. OK-Neo

    #zacmienieksiezyca #mojezdjecie

    źródło: 20180727-225903-6228.JPG

    +: d..........n, meetom +2 innych
  •  

    kolega w 2012 zainwestował 660 zł, a później zapomniał hasła do konta (。◕‿‿◕。)

    #cdr #gpw #akcje #pociagdozyskow

    źródło: cdp1200.jpg

  •  

    mirki z #krakow, szukam jakiegoś spania na tą noc za nieduże pieniądze. Ktoś coś poleci?

    +: Cronox
  •  

    288452 - 629 = 287823

    Pierścień Tysiąca Jezior 2018 - kategoria SOLO

    Dystans: 611km (przejechałem 628.77km)
    Czas łączny: 25:54:00 (czas jazdy: 22:39:11)
    Suma przewyższeń: 4,324m (faktycznie > 5000m)
    Pozycja GENERALNA: 37/158
    Pozycja SOLO: 18/39

    Wynik całkiem niezły, ale nie jestem zadowolony z pozycji jaką zająłem. Wszystko przez #garmin, który zdecydowanie ma jakieś problemy z pracą na długich dystansach. Już przed #augustow
    zaczął działać coraz wolniej. Odświeżenie pozycji na mapie zajmowało mu kilkanaście sekund i musiałem zatrzymywać się na skrzyżowaniach, żeby poczekać aż na ekranie pojawi się informacja, gdzie dalej jechać. Po postoju na PK6, sytuacja się na tyle pogorszyła, że musiałem zacząć korzystać z pomocy map papierowych lub kierować się za maratończykami jadącymi zasięgu wzroku. Z tego powodu traciłem czas na czytanie mapy i szukanie punktów kontrolnych, a i tak nie udało się uniknąć błędów i kręcić dodatkowych kilometrów w złym kierunku.
    W sumie zrobiłem prawie 20km więcej niż planował organizator i uciekła grubo ponad godzina czasu. Straciłem też motywację do walki o dobry czas i jechałem już bardziej lajtowo.

    Trasa maratonu, tak jak wszyscy zapowiadali, okazała się być bardzo wymagająca. Cały czas miałem wrażenie jazdy pod górę. Wjeżdżasz na hopkę i nie ma z górki, tylko jakieś biedne wypłaszczenie. W górach jak zakończysz wspinaczkę, to w nagrodę jest zjazd, a tu oszukują! Być może przyczyną takiego wrażenia był szalejący wiatr, który nie pozwalał rozpędzić się na zjazdach? Nie wiem. Wiem za to, że organizator przy planowaniu trasy kierował się jeną zasadą "może niech jadą tędy, będzie trudniej". Poważnie. Gdzieś nad ranem doszedłem do wniosku, że na tej trasie nie ma odcinka, żeby było lekko. Występowały trzy rodzaje trudności, w różnej kombinacji. Podjazdy, słaba nawierzchnia lub pod wiatr. Oczywiście były odcinki kumulacji i wszystkie te trudności występowały jednocześnie. Taki np. dwudziestokilometrowy odcinek był na trasie 513 Wozławki - Lidzbark Warmiński, zakończony na okrasę 12% podjazdem do PK. Gorszej drogi to chyba w życiu nie jechałem. Dla odmiany, ta sama trasa 513 od Lidzbarka do Ornety była najlepszym odcinkiem całego maratonom, wiodąc szerokim gładkim asfaltem po mazurskich pagórkach, pozwalała cieszyć się krajobrazami.

    Największym zaskoczeniem dla mnie jest brak jakiegokolwiek wyniszczenia organizmu. Dziś, po trzech dniach, mam tylko zmęczone nogi, nic więcej mi nie dokucza. Jedyny problem jaki
    miałem na trasie, pojawił się kiedy nad ranem pomyślałem, że jest ciepło i na PK9 (Reszel) zdjąłem ocieplane nogawki. Już po niedługim czasie zaczęły mnie boleć kolana, wszystko wskazuje na to, że od chłodu. W Lidzbarku z powrotem założyłem nogawki i ból zaczął ustępować.

    Nowością dla mnie było pojawienie się senności podczas jazdy. Miało to miejsce dwukrotnie. Pierwszy raz w nocy gdzieś około 2 nad ranem poczułem, że tracę kontrolę nad tym co robię, ale jakoś szybko mi przeszło. Później taki stan mnie dopadł przed samym Kętrzynem. Tu już było gorzej, miałem nawet obawy o swoje bezpieczeństwo, bo głowa kilka razy mi opadła. Na szczęście wypicie puszki coli na stacji paliw załatwiło problem.

    Z ciekawostek jakie zdarzyły się na trasie, to na 190km miało miejsce zderzenie czołowe dwóch aut. Droga została zablokowana i strażacy nikogo nie przepuszczali, ale mi udało się znaleźć przejście lasem, dzięki czemu wróciłem na trasę. Jak się później okazało, przyczyną zderzenia, było wyprzedzanie jednego z maratończyków na łuku drogi. Na szczęście sam maratończyk nie ucierpiał. Drugą ciekawą sytuacją była noc, a właściwie jej brak. Do PK6 czyli do godziny 22:18 jechałem w ciemnych okularach z małą migającą lampką z przodu i wszystko normalnie widziałem. Przez całą noc niebo nie straciło na horyzoncie pomarańczowej łuny, a po godzinie trzeciej było już jasno jak w dzień. Całej tej absurdalnej scenerii dopełniał księżyc, który pięknie rozświetlał tafle wody kolejnych mijanych jezior.

    Biorąc udział Pierścieniu Tysiąca Jezior ustanowiłem trzy nowe rekordy życiowe:
    najdłuższy dystans - 630km
    najdłuższy czas jazdy - 26h
    największa liczba przewyższeń - 4400m
    Teraz mam niecałe dwa miesiące na przeanalizowanie błędów jakie popełniłem i przygotowanie się do ostatniego wyzwania tego roku, ultramaratonu Bałtyk-Bieszczady Tour (1008km non stop).

    #100km #200km #300km #400km #500km #600km

    W tym tygodniu to już 629km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa #100km #200km #300km #400km #500km #600km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: merge_from_ofoct.jpg

    +: d..........n, Wycu91 +50 innych
  •  

    W sobotę rano startuje #ultramaraton #rower "Pierścień Tysiąca Jezior". Na dystansie ponad #600km będzie się ścigało 180 zawodników (135 open, 45 solo).
    Zapraszam wszystkich do kibicowania uczestnikom, a w szczególności mi ;)
    Wiem, że parę osób z wypoku bierze udział w tym maratonie, więc mogą się tu ujawnić.

    Ja startuję z numerem 019 o godzinie 10:15
    Sytuację na trasie można śledzić pod tym adresem
    pokaż całość

    źródło: background.jpg

    +: M...........a, DrPur +71 innych
  •  

    "Piękny Wschód".
    Pierwszy w życiu zorganizowany #maraton #rower ukończony. Zajechałem się na maksa, ale wynik daje satysfakcję.

    źródło: IMG_20180430_085726-01.jpg

  •  

    Ktoś z wypoku jedzie w sobotę maraton #rower "Piękny Wschód". Może jakieś wspólne piwko w piątek wieczorem w Parczewie?

  •  

    A pochwalę się, co mi tam. Jazda solo, start o pierwszej w nocy. #rower #kolarstwo i jednak #fotografia #mojezdjecie

    źródło: IMG_20180408_141902_952.jpg

  •  

    Wy lubicie takie smaczki, więc niech wam burczy w brzuchach

    #fotografia #mojezdjecie #jedzenie #gotujzwykopem #foodporn

    źródło: 20171129-100503-1746.JPG

  •  

    dla miłośników #motoryzacja no i #fotografia

    #alfaromeo #4ccoupe

    źródło: 20171017-082658-0808.JPG

    +: Reikor, H................s +5 innych
  •  

    Dajcie trochę plusów za szybki powrót na #rower. I Uważajcie tam na siebie rowerowe świry ;)

    źródło: titanium-hand.jpg

  •  

    A co mi tam, pozwolę wam popatrzeć na moją #fotografia
    #zdjecie zrobione w #chorwacja

    źródło: 20170725-065737-9193.JPG

  •  

    No i poleciał #trump swoim Air Force One #samoloty

    źródło: 20170706-150958-2111.JPG

  •  

    @fixie Na szybko. Minusy Garmina 820. Jakie znasz? Co Ci w nim nie pasuje?

    #rower

    +: Cronox
  •  

    Którą wybieracie?

    pokaż spoiler to jest jedna dziewczyna, a [tu](https://www.instagram.com/p/BMN2aAJgmD6/) jej małe wyznanie


    #ladnapani #zdrowakobita #chudapani #metamorfozy

    źródło: 14677167_666859123490876_3860967374794522624_n.jpg

    +: k........a, Nightmare16 +7 innych
  •  

    Włączcie sobie tok.fm żeby posłuchać pękające dupy lewaków.
    Tekst Żakowskiego "To są wyniki sondażowe, które mógł bez problemu zhakować Putin. hehe".

    #amerykawybiera2016

    +: a........1, v......L +12 innych
  •  

    No jak nasi strzelą bramę, to będzie mi szkoda tej Armenii

  •  

    411961 - 603 = 411358

    Druga próba zaliczenia #szejset, tym razem udana

    Próba zaczęła się już w piątek o godzinie 20, bo taki miałem plan. Mimo zapowiedzi złej pogody, postanowiłem nie odkładać startu na kolejny dzień czy kolejny weekend. Tak miałem zaplanowane! Los chciał, że na 95 kilometrze, na wyjeździe z Węgrowa, jakaś menda rozbiła butelkę na ulicy, a ja w ciemności zauważyłem ją za późno i przecinam tylną oponę. To był koniec jazdy. Opony zapasowej nie zabieram, za dużo waży i zajmuje wiele miejsca, a ryzyko jej zniszczenia jest niewielkie, jak widać, nie dość niewielkie. Wykonuję telefon, do kochanej i niezwykle wyrozumiałej żony i po niecałych dwóch godzinach siedzę w samochodzie w drodze powrotnej do domu. Jestem przekonany, że kolejna próba za rok, bo w tym nie znajdę już czasu. Rano podejmuję decyzję. Mimo zarwania nocy i zmarnowania sporej ilości energii postanawiam, że dziś wystartuję jeszcze raz, nie będę czekał kolejnego roku. Pogoda w sobotę jest strasznie paskudna, a więc to że w piątek miałem pecha, jest jednak trochę szczęściem, bo nie muszę z nią walczyć. W dzień próbuję trochę się przespać, bo mam na koncie tylko cztery godziny snu z nocy, ale nie udaje się, we krwi jest już za dużo adrenaliny.
    Przychodzi godzina dwudziesta i startuję. Wita mnie ciepła, pochmurna noc, choć pada mżawka. Jedzie się jak to w nocy. Niewielki ruch, nic nie widać, a raz na jakiś czas słychać dochodzące z lasu dźwięki łamanych gałęzi. Trzeba być maksymalnie skupionym, bo chwila nieuwagi może wiele kosztować, czego doświadczyłem dzień wcześniej. W Sokołowie uzupełniam bidony, przejeżdżam przez Bug, później Drohiczyn, którego nawet nie zauważam i dalej już w dół, wzdłuż granicy. Stacja Orlen w Sarnakach okazuje się nie być całodobową i muszę przejść w tryb oszczędzania picia, bo dolewki nie będzie. W Konstantynowie mają swoje dni i kręci się pełno pijanych ludzi. Jadę dalej i zonk. Widzę coś pięknego i ostro bogatego, Pałac w Janowie Podlaskim. No jest szał. Oświetlenie nocne robi wrażenie, ale telefon nie potrafi tego uwiecznić. Na wiadukcie nad trasą 62 dochodzi do groźnej sytuacji. Zakończony jest on dziwnymi kratkami. Ta na zjeździe łapie mnie za przednie koło i zrzuca z roweru. Szybkie oględziny, obręcz jest uszczerbiona, ale prosta. Można jechać dalej ograniczając używanie hamulca na tym kole. Trochę mniej szczęścia i byłby koniec wycieczki. Dojeżdżam do Terespola, gdzie w całodobowej (sic!) Biedronce, zaopatruję się prowiant. Na parkingu tylko wschodnie blachy, dziwna sytuacja. Jeszcze dziwniejsze jest to, ze na pobliskim blokowisku, ludzie trzymają rowery w stojakach na dworze. Co tam nie kradną? Jest już właściwie dzień, a kilkanaście minut później, słońce znajduje kawałek miejsca między chmurami, żeby pokazać, że już wstało. W drodze do Włodawy trafiam na GreenVelo. Nawet dobrze to zrobione. Asfaltowa ścieżka prowadzi przez kilkanaście kilometrów, do samego miasta. Na stacji paliw robię sobie bufet, zjadam dwie kanapki na ciepło, kawa i dalej, trzeba jechać, bo czasu nie ma. Ciężkie chmury zamieniają się w obłoczki, robi się ciepło i przyjemnie, choć wieje męczący wiatr. Kilometry lecą, okolice nudne, drogi słabej jakości, a do tego są problemy żeby naleźć otwarty sklep. Nie mogę się doczekać powrotu do cywilizacji, bo rejony Nadbużańskie, to prawdziwa pustynia. Trasy ubywa, ale nic się nie dzieje, jest nuda. W końcu mijam kopalnie Bogdanka i jestem w Łęcznej. Obmywam się w fontannie, bo upał już doskwiera mocno i pędzę do Garbowa, na bufet. Żona się zaoferowała, że przyjedzie z jedzeniem, więc zjem smaczne spaghetti, a nie byle co byle szybciej. Chwila rozmowy, odpoczynku i czas jechać dalej. Zostało do przejechania 135 kilometrów i prawie sześć godzin, raczej się wyrobię. Jak wiadomo, jak jest za dobrze, to coś się zepsuje. Za Nałęczowem trafiam do Wąwolnicy, fajny wąwóz, trochę pod górkę i na koniec szuter! Muszę prowadzić rower, żeby nie złapać kapcia. Do Kazimierza jadę czymś co tylko z nazwy jest drogę. Dziury, łaty i syf. Udaje się szczęśliwie pokonać ten ciężki odcinek, jednak tracę kilkanaście minut. Szybko, lawirując między masami ludzi, przeskakuję przez Kazimierz i już widzę [Puławy 12]. Za Puławami uzupełniam picie i kieruję się do Pionek. Przez kilka kilometrów jadę ruchliwą drogą. Kierowcy nerwusy i piraci. Zero mózgu i pojęcia jakie zagrożenie dla rowerzysty stwarzają. Przez Pionki tylko przejeżdżam i już jestem w Parku Kozienickim. Jest cień, dobry asfalt i mało samochodów. Raj. Jest też silne zmęczenie, które skumulowało się od piątku. Czuję, że doszedłem do granicy swoich możliwości i mimo, że nogi kręcą, to głowa już nie reaguje. Wiem, że w każdej chwili mogę stracić kontrole nad rowerem. Jedzenie już nie wchodzi, mogę tylko pić. Decyduję, że kończę jazdę na 600km w Warce. Dobrze, że zostało niewiele kilometrów. Przed samą metą pojawia się we mnie jakaś nowa energia, ale nie ufam jej i nie zmieniam zdania. Wyzwanie udaje się zaliczyć, dziś niczego więcej poza prysznicem już nie potrzebuję. Dałem z siebie wszystko. Mimo niesprzyjających okoliczności, podjąłem ogromne wyzwanie i udało się je ukończyć. Mogłem jechać do 650km, ale nawet ja, muszę czasem odpuścić!

    Statystyki:

    Dystans: 603 km
    Czas: ◷22:09:37
    Średnie tempo: 2:12 min/km
    Średnia prędkość: 27,19 km/h
    Kalorie: 25202 kcal
    Średni puls: ❤69.8bpm
    Maksymalny puls: ❤165bpm

    W tym tygodniu to już 603km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa #100km #200km #300km #400km #500km #600km
    pokaż całość

    źródło: dgtzuqphqg23d.cloudfront.net

    +: Tekedo, s...n +112 innych
  •  

    Popatrzcie drogie mirki jak aplikacje smartfomowe tną was na kilometry. Endomondo, IpBike, Oruxmaps. Różnica na 600km trasy, to 3,6km (IpBike vs. Endomondo). Nie dajcie się okradać! ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #rower

    źródło: gps-compare.jpg

    +: B....n, geuze +8 innych
  •  

    Dobra.
    Za trzy godziny będę w trasie.
    Gdyby ktoś chciał mnie śledzić, to będę miał włączone Endomondo, ale aktualizacje pozycji będą co jakiś czas (oszczędzanie baterii).
    Gdyby ktoś chciał przybić piątkę na trasie, to niech mnie namierza na Endo, a tu jest trasa gdzie jutro będę.
    Trzymajcie kciuki, albo nie. I niech jutro pogoda nie będzie taka zła!

    #rower #szosa #szejset
    pokaż całość

  •  

    Dwa dni ślęczenia i trasa prawie gotowa.

    #szejset #szosa #wyprawyrowerowe #rower

    źródło: 24h ride 2016.png

    +: trciacho, B.....d +24 innych
  •  

    Siemanko
    Poszukuję dwóch kolarzy do drużyny na Tour de Warsaw 300. Impreza ma miejsce 23 lipca i jak sama nazwa mówi, jest do przejechania pętla wokół Warszawy o długości 300km. Planujemy średnią na poziomie 32km/h czyli jazda z prędkością w okolicach 35. Czy ktoś jest chętny do nas dołączyć?

    #szosowawarszawa #szosa #rower

  •  

    shimano mirki

    Jak być może niektórzy z was wiedzą, jest w stolicy organizowany przez Cyklista w Warszawie i CycloWawa, wyścig drużynowy nazwany dumnie Tour de Warsaw. Składa się on z trzech etapów, TdW - prolog, TdW - 300 i TdW - epilog. Prolog, w którym moja drużyna zajęła 3 miejsce, już za nami. Teraz nadchodzi czas na najpoważniejsze wyzwanie cyklu, trasę 300km. Niestety moja ekipa, tak jak powstała, tak się rozpadła. Do startu w TdW300 zostało trzech chętnych kolarzy, a zgodnie z regulaminem, powinno być nas ośmiu (minimum sześciu). No i sobie tak pomyślałem, że może na wykopie znajdę chętnych, którzy chcieli by wziąć udział w tym sympatycznym wydarzeniu. Panuje tu bardzo przyjacielska atmosfera, pełna humoru i uśmiechu. Większość drużyn nie ma napinki na wynik, a jedzie głównie dla zabawy. Czy znajdą się chętni aby dołączyć do tej imprezy? Zapraszam do udziału wszystkich mirków, nie tylko tych mazowieckich. Może ktoś z #rowerowykrakow byłby chętny? Wy tam dobrze kręcicie z @metaxy na czele.

    Wyścig startuje w sobotę 23 lipca w Warszawie. Średnią prędkość jaką zakładamy mieć na mecie, to 32-33km/h, czyli że trzeba będzie jechać +35km/h. Trasa jest płaska, więc nie jest to zawrotne tempo. Zalecane jest, aby każda drużyna posiadała wóz techniczny, który my również planujemy posiadać. W ten sposób nie wieziemy sprzętu i jedzenia na rowerach.

    Szczegółowych informacji możecie szukać na oficjalnym fanpejdżu fb/tourdewarsaw lub zapytać mnie. Ja ze swojej strony mogę zapewnić nocleg oraz szamkę. W przypadku powstania pełnej drużyny, będę starał się zorganizować jakiegoś sponsora.

    pokaż spoiler #rower #szosa #szosowawarszawa
    pokaż całość

    źródło: scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net

  •  

    691 715 - 214 = 691 501

    Tour de Warsaw 2016 - Prolog

    Pierwszy start w wyścigu szosowym i od razu pudło (3). Jest to dla mnie wielka niespodzianka, bo sezon zaczynał się dla mnie słabo i nie czułem się zbyt mocno. Ostatni miesiąc, przez wypadek, właściwie nie trenowałem. W sumie, to byłem pełen obaw, czy w ogóle dam radę dojechać do mety i dotrzymać kroku kolegom. Pierwsze kilometry na trasie uświadomiły mi, że jest dobrze, lepiej niż oczekiwałem. Pierwsza setka dała pewność siebie. Ostatnie 50km, czułem się na tyle świetnie, że mogłem ostro cisnąć i ciągnąć kolegów na kole bez wstydu. Finalnie, wygraliśmy z czwartą drużyną o 12 sekund. Wystarczyłoby mieć jedno czerwone światło więcej. Dlatego nigdy nie należy odpuszczać i cisnąć do końca ile wlezie.

    Co śmieszne. Członkowie drużyny widzieli się pierwszy raz dziś na 30 minut przed startem. Wcześniej się nie znaliśmy i nie jeździliśmy razem. Jak widać po wyniku, zagrało to idealnie.

    Sam wyścig bardzo fajny. Organizacja najwyższej klasy. Bogaty bufet, smaczne jedzenie, super upominki. Pogoda nie rozpieszczała. Ponad 80km jazdy w deszczu. Na szczęście bez większych przygód.

    1/3 medalu za ukończenie mam i dużą nadzieję, że pozostałe dwie też zdobędę.

    #rowerowyrownik #szosa
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: kug1mmbGyAdsX6DC12bo6B0yRpYg39nllenG8Bo3n5s-1536x2048.jpg

  •  

    W sobotę jadąc #szosa zostałem potrącony przez samochód, który wymusił pierwszeństwo. #rower stracił trochę na uroku, jak i moja prawa strona ciała od barku po kostkę. Do tego zniszczone zostały ciuchy, buty kask inne pierdoły. Będę zgłaszał szkodę do TU sprawcy i mam tu do was pytanie. Czy ktoś z kolegów przechodził procedurę likwidacji szkody rowerowej z OC sprawcy? Jak to wyglądało w waszym przypadku? Na co zwrócić uwagę zgłaszając szkodę? pokaż całość

    •  

      @demoos @overcover: wiem, że mogę podawać różne czynniki jakie mają wpływ na proponowaną przeze mnie wysokość odszkodowania, ale nie mam pojęcia z jaką propozycją wyjść. 1000? 6000? 15000? Jak się uprę, to mogę iść do psychologa i ciągnąć temat lęków itp. ale może wystarczy podać kwotę klucz na jaką się zgodzi TU i zamknąć sprawę szybko.

    •  

      @michnic: Podaj 1000zł za to, że nie możesz rowerem jeździć a to lubisz, dolicz do tego 2 miesiące jężdzenia autem zamiast rowerem do pracy (TU ma przelicznik spalania) tzn oni sami policzą podasz im tylko dystans do i z pracy i wyliczą, plus leki.

      +: michnic
    • więcej komentarzy (28)

  •  

    @SOLGAZ w dom, ogień won.
    Za każdą wydaną złotówkę na płytę bez płomienia, poproszę plusik, a od @SOLGAZ kubeczek, taki czerwony ʘ‿ʘ

    #solgaz #zebroplusy #chwalesie

    źródło: IMG_20160330_190923.jpg

  •  

    Dzieci u dziadków, był czas karnąć się przez miasto, jak za dawnych czasów. Słońce świeciło, samochodziarze stali w korkach, a ja lekko i przyjemnie na szosie sunąłem podziwiając mijający mnie świat. Powiem wam jedno. Warszawa jest miastem niesamowitym. Za każdym rogiem trafiamy na ciekawe miejsca mimo, że 70 lat temu było tu jedno wielkie gruzowisko.

    #rower #rowerowawarszawa

    źródło: EPWA.png

  •  

    6 kwietnia startuje Liga Pętli Kopernika. Zapraszam do udziału w inauguracji jak i całej lidze. To świetna zabawa, okazja do poznania ciekawych ludzi i możliwość wytapiania łydy w ramach rywalizacji.
    Inauguracja II Edycji Ligi Pętli Kopernika

    #rower #warszawa #rowerowawarszawa
    pokaż całość

    +: masash, o.......0 +5 innych
  •  

    Panorama Tatr zrobiona ze Szczurowej, w linii prostej ponad 100km

    #fotografia #mojezdjecie #chwalesie #panorama #krajobraz #gory #tatry #earthporn

    źródło: 20160130-115319-1661.JPG

  •  

    ten uczuć, kiedy google fit o 1:15, gratuluje Ci, że plan na dzisiaj 1g 10m, został zrealizowany

    #rower #szosa #nocnekilometry

    +: i..a, Hajak +10 innych
  •  

    Kto nie miał, nie zrozumie.

    pokaż spoiler zawsze mnie dowiozła


    #fotografia #alfaromeo #takaprawda #mojezdjecie #motoryzacja #156

    źródło: 20130817-144730-3710.JPG

    +: k.........x, a.......j +11 innych
  •  

    szwagier mi powiedział "jesteś Januszem Mirko, bo nie wróciłeś na główną". przepraszam

  •  

    O 18:35 na TNTHD zaczyna się emisja trylogii "Powrót do przyszłości". Miłego oglądania mirki

    #ogloszenie #tv #powrotdoprzyszlosci #kino

    +: o.......0, Cronox
  •  

    macie mirki na tapetę, jesienne kilmaty nadchodzą
    obiektyw Helios 44M-4

    #fotografia #mojezdjecie #natura #abstarkcja #jesien

    źródło: wlp-16-9.JPG

    +: ginozaur, g.............i +9 innych
  •  

    Dziś pierwszy raz startowałem w maratonie #mtb. MazoviaMTB - Rawa Mazowiecka.
    Wkleję komentarz z Endo:
    Pierwszy start w Mazovia MTB. Start z ostatniego sektora, więc walka z cieniasami po całości ;). Na całej trasie (a Endo jak zwykle ucięło), nie wyprzedził mnie ani jeden zawodnik. Mało tego, nie znalazł się taki, który by utrzymał koło. Najbardziej zyskiwałem na podjazdach, krętych partiach oraz asfalcie. Od około 30 km skończyła się energia i to nie na żarty, bo w oczach miałem mroczki i niewiele widziałem drogi. Nie wiem jakim cudem się nie rozbiłem, bo było w tym czasie sporo szybkich zjazdów. Na szczęście, było to tuż po bufecie, gdzie się nażarłem, więc po woli odzyskałem pełnię sprawności. Na metę wpadłem jak burza i zupełnie spompowany. Do tej pory nie doznałem takiego uczucia, że schodzisz z roweru i padasz na ziemię. Dałem z siebie 200% i jestem zadowolony z wyniku. Zameldowałem się gdzieś w połowie stawki, ale jeszcze nie ma oficjalnych wyników.

    A wyniki już znalazłem:
    czas 01:52:49, dystans Mega (48 km), miejsce Open: 104/219, MM3: 26/64

    Mój #rower, mimo że straszny kadłubek, to jednak podołał. Na całej trasie, tylko dwa razy nie chciał zmienić się bieg. Niemniej, gdyby mieć coś lepszego, to wynik byłby jeszcze lepszy.
    pokaż całość

    źródło: 20150920-115616-8230.JPG

    +: k..................k, masash +30 innych
    •  

      @teryuu: MTB to nie tylko góry, ale generalnie ciężki teren. Wystarczy, że będzie pagórkowato. Nie musisz wjeżdżać na wzniesienie 1000m, wystarczy 1km w piachu i taki sam wysiłek będzie cię to kosztowało. Ale fakt, że na Mazowszu, to jednak płaskie te wyścigi.

    •  

      @michnic: Wiem o tym, na sam startuje czasami w takich wyścigach. Nie miało to zabrzmieć jak - jesteś cienki, bo nie jeździsz po górach :P
      Tak czy inaczej uważam że miejsce maratonów mtb jest w górach, albo przynajmniej na trasach z porządnym przewyższeniem, a mtb w nazwie mazovii uważam za co najmniej zabawne ;)

    • więcej komentarzy (11)

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika michnic

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.